Witajcie, mam taki problem że dużo kłócę się ze swoją dziewczyną. Oboje mamy 19 lat. Nasze poglądy na świat są zupełnie rozbieżne i nasze zdanie się schodzi raz na 100tys.. dodatkowo przez swoją głupotę nauczyłem ją,że za nią latam i wszystko robię co ona by chciała... i teraz gdy się kłócimy to nawet jeśli jest jej wina to zgania wszystko na mnie. Potrafi się nie odzywać kilka dni przy czym wychodzi ze swoją przyjaciółką i jest szcześliwa roześmiana i zdowolona podczas gdy ja siedzę w domu z przykrością i złością. Ostatnio byliśmy na szkolnym wyjeździe to spędzała czas tylko ze swoją przyjaciółką a ode mnie z daleka wymieniając ze mną może 3-4 zdania przez cały wyjazd, nie interesowało ją bardzo co ja robię itp, widać było że jej wszystko jedno co się ze mną dzieje - nie odzywa się już do mnie któryś dzień z kolei, ja w sumie też bo czas ją oduczyć tego ,że za nią latam i robię co by tylko nie chciała. Nie podoba mi się również jej zachowanie , chciałby imprezować jeździć z przyjaciółką na wycieczki a do mnie rzuca od oka "Jedziesz z nami?" mówię,że nie mam pieniędzy to mówi "no szkoda, to pojedziemy same" jest to dla mnie żenujące, oczywiście nie zabraniam jej jechać - jeśli chcę to proszę bardzo w końcu jedzie z dziewczyną ale nie podoba mi się ta jej obojętność, woła mnie na kolacje, do kina itp przy czym mówię jej,że w tym miesiącu mnie na to nie stać i tłumaczę jej ,że nie można być takim materialistą na co ona "Ale ja wiem,że jestem materialistka" :facepalm: dodatkowo w ogóle nie słucha moich próśb kiedy np. mówię jej "ubierz dziś kurtkę", "nie pij alkoholu zbyt wiele", "nie chodź na te imprezy bo mi to nie odpowiada" i ona wtedy na to "To moje życie i będe robić co mi się podoba" lub "nie ustawiaj mi życia" czy też moje ulubione "Nie jesteśmy małżeństwem żebyś mógł mi mówić co mam robić" no ręce mi opadają i już tracę siłe psychiczną, pojawiają się myśli o rozstaniu ale z kolei ona jest chora na depresje i się leczy (notabene tylko mi o tym powiedziała i ja sam zaciągnąłem ją do lekarza i staram się jej pomagać i ją rozumieć na każdym kroku), ponoć ma już jakąś próbę samobójczą za sobą i kiedyś powiedziała mi ,że "jak z nią zerwę to dla niej to jeszcze lepiej bo będzie mogła zrobić to o czym marzy" (czyt. zabić się) dlatego czuję się wewnętrznie zastraszony ,że to będzie moja wina jak sobie zrobi coś takiego nie daj Boże...
Staram się jak mogę (głównie ze względu na tą jej depresje) żeby czuła się dobrze, żeby niczego jej nie brakowało, żeby nie musiała wracać w deszcz czy śnieg to jeździłem po nią samochodem i odbierałem z różnych miejsc, pamiętam wszystkie ważniejsze daty (ona natomiast nie i nie przykłada do tego wagi), mówię jej codziennie komplementy, dzwonie do niej żeby się upewnić czy wszystko u niej w porządku i jak się trzyma itp itd. jeździmy również na miasto na jedzenie czy do kina. A ona się cieszy ale co z tego jak nie czuje żadnego odwzajemnienia z jej strony, mówi że mnie kocha i chcę być ze mną ale robi co innego. Ostatnio też zaintrygowała mnie pewna rzecz - jak wracaliśmy z tego wyjazdu miała na telefonie jedną wiadomość nie odczytaną a przeglądała sobie inne tylko nie chciała do tamtej zajrzeć, więc zapytałem jej co to za wiadomość to odwróciła telefon i ze złością do mnie "NIE WIEM" ja natomiast powiedziałem spokojnie i grzecznie "Pokaż mi proszę tą wiadomość" a ona "Nie, niby czemu?" a ja "bo cię o to proszę" a ona "nie" to ja już przestałem się odzywać a ona jeszcze "od dziś mnie znasz? przecież wiesz,że ja takich rzeczy nie robie to koleżanka mi napisała" a ja mówię "to pokaż mi tą wiadomość, udowodnij" ona: "nie" ja "treść mnie nie interesuje pokaż mi po prostu od kogo" a ona "nie, jak chcesz to zobaczyć to znaczy ,że mi nie ufasz" ja "ufam Ci ale udowodnij mi ,że się nie myle" to tylko zrobiła "PFF" i poszła sobie dalej, także bardzo mnie to zaintrygowało. Dodatkowo kiedy pierwszy raz mieliśmy poważną kłótnie po której 4-5 dni się nie odzywaliśmy po czym oczywiście ja musiałem za nią polecieć mimo ,że wina leżała po jej stronie - byliśmy na studniówce, ja nie umiem tańczyć i wstydziłem się strasznie ale poszedłem z nią i zatańczyłem 3 tańce, żeby była szczęśliwa, mimo ogromnego stresu i tańczenia jak połamany powiedziała mi "no jakoś Ci to wychodzi, nie jest źle" jak już skończyliśmy tańczyć i poszliśmy do stołów coś zjeść to po 10 min. powiedziała mi ,że idzie zatańczyć ze swoją przyjaciółką no to powiedziałem,że okej będę tu przy stole. No i mija 10 minut, 20 minut, 35 minut, 40 minut, nie ma jej, przychodzi jej przyjaciółka więc myślę,że ona za nią idzie - bardzo się myliłem, dopiero minęło kolejne 15 minut i przyszła, byłem juz bardzo zły ,że zostawiła mnie na tak długo i że jak widać nie tańczyła tylko ze swoją przyjaciółką a tańczyła z gościem co do niej się dostawiał i chciał coś bajerować (2-3 msc wcześniej) oraz ze swoim byłym przyjacielem który był niej bardzo zakochany (jak się okazało po obejrzeniu taśmy ze studniówki bawiła się 100x lepiej niż ze mną hehe) to powiedziała mi "będę tańczyć z kim chcę i tego nie będziesz mi zabraniał" zaśmiała się (a raczej wyśmiała mnie) i poszła mając w poważaniu moje nerwy i przykrość a za 20 minut obwiniła mnie ,że ja się tylko rzucam i we wszystkim widzę problem i to ze mną jest problem i żebym ja się leczył psychiatrycznie co strasznie mnie zabolało, (z resztą poza tym leczeniem to mówi tak przy każdej kłotni, że ja szukam problemów.. na nic się zdają rozmowy z nią - nic do niej nie dociera) dodatkowo jeszcze na tej studniówce kiedy mieliśmy zbierać się do wyjścia, ten gość który do niej bajerował i z którym tańczyła zawołał ją (ja stałem z boku) złapał ją za biodra i zaczął do siebie przysuwać gadając jakieś "komplementy" - ja widząc to i kiedy moja złość osiągała apogeum podszedłem do niej i złapałem ją za rękę i zapytałem co wyprawia, na to ona "Co ty kurwa robisz, zostaw mnie, on nic złego nie robił, takie łapanie za biodra jest normalne a jak się tańczy to się robi tak albo nawet i lepiej" osłupiałem całkowicie... psychika mi się zawaliła, po czym siedzieliśmy w milczeniu jescze pół godziny na tej studniówce, no może nie w milczeniu bo mówiła do mnie "Zniszczyłeś mi studniówke" "najgorszy dzień w moim życiu" "na co ja się tyle szykowałam jak wszystko popsułeś?"Było mi strasznie przykro i chciałem już naprawić sytuacje (przez swoje pantoflostwo) mówiłem ,że przepraszam i żebyśmy poszli potańczyć na zgodę to ona powiedziała ,że nie i że zjebałem jej dzień i żebym się już nie odzywał po czym wstała przy wszystkich robiąc sceny zabrała rzeczy i wybiegła a ja za nią, z nadmiaru tych wszystkich emocji popłakałem się (pierwszy raz od 4 lat) i przepraszałem ją a ona szła przed siebie dalej i kazała mi się odczepić, gdy zobaczyła jak płaczę to zatrzymała się i kazała mi wsiąść do samochodu i jechać i powiedziała,że wsiądzie ze mną porozmawiać no i tak rozmawialiśmy ona mnie cały czas obwiniała itp. Po prostu szkoda gadać na ten temat, wciąż mi przykro za to wszystko i nie wiem co teraz zrobić, pomożecie jakoś w tym wszystkim? Czuje się strasznie wyczerpany psychicznie i nawet nie mam gdzie znaleźć oparcia
Będę wdzięczny!
