Impresja, ja wyjechałam do Irlandii prawie 2 lata temu. Generalnie jestem osobą bardzo rodzinną i przywiązaną do ojczystego kraju; podobnie jak Ty tęsknię za domem i marzę o tym, by każdego dnia móc wstąpić do mojego miasteczka w Polsce choć na 5 minut...
Ciągle patrzę na moje miasto przez pryzmat dobrych wspomnień; przez moją rodzinę, przez szkolne lata i przez wszystko co sprawiało, że pomimo wszystko czułam się szczęśliwa w tej dziurze, z której pochodzę (a są to Kartuzy). Moja Mama każdego dnia opowiada mi przez Skype'a o zimie, jaka zasypała nasze rodzinne strony i jak tylko mam okazję zobaczyć, nawet w fatalnej jakości przez kamerę, znajome kąty obsypane białym puchem, oczy szklą mi się łzami... (zapomniałam już nawet jaki jest śnieg w dotyku).
Nigdy nie poczuwałam wstydu wobec swojego pochodzenia, aczkolwiek bywały momenty, kiedy miewałam dość Polaków zamieszkujących Irlandię (brak kultury, cwaniactwo na wysokim poziomie i pustynia intelektualna), gdyż na nich często się zawodziliśmy (stąd głównie o wszelką pomoc pytamy obcych Irlandczyków, bo na Polaków nie ma co liczyć, niestety...). Wydaje mi się, że młodzi ludzie, emigranci, którzy wstydzą się swojej narodowości mają ku temu powody- obczyzna zmienia światopogląd, obraca wszystko o 180 stopni i otwiera oczy na wiele spraw.
Jako że jestem jednak bardzo uczuciową i wrażliwą dziewczyną, nadal kocham Polskę- ba, kocham ją jeszcze bardziej (!) i pomimo tego, że Irlandia jest jednym z najpiękniejszych krajów, jakie widziałam w życiu, to jednak nie jest piękniejsza od kraju, w którym się urodziłam i w którym spędziłam najpiękniejsze lata swojego życia. Gdy tylko zamykam oczy widzę te miejsca w moim miasteczku, które najbardziej kochałam i nawet te, które uważałam za najnudniejsze. Dopiero, gdy los odciął pępowinę między mną a Polską, poczułam, jak bardzo należę do mojej ojczyzny, jak bardzo ją kocham i jak bardzo chciałabym, mimo wszystko, by rzeczywistość rządząca tym krajem się zmieniła. Na tyle, by moi rodzice wreszcie normalnie pracowali, moich dziadków było stać na leki, a moją siostrę na pieluszki dla córy.
Nie, nie jestem patriotką i raczej nie byłam nigdy, ale cenię i szanuję miejsce urodzenia; szanuję ziemię, która mnie wykarmiła i wychowała. Na patriotyzm nie jestem zwyczajnie wystarczająco naiwna; Strefa rządząca, do jakiej nasz piękny kraj zawsze miał pecha, na tyle zniszczyła to miejsce, że teraz już tylko pozostaje czekać, aż całkowicie się pogrąży. Niestety...
Chciałabym wrócić do moich rodzinnych stron- odkąd wsiadłam do samolotu moim największym marzeniem było zarobić pieniądze, wrócić do domu i wybudować własne gniazdo, gdzie wraz z wybrankiem moglibyśmy normalnie funkcjonować. Konfrontacja marzeń z rzeczywistością jest jednak jak na razie zbyt silna i nie mam co próbować owych spełniać. Póki co wiem, że do domu gnają mnie wspomnienia, moja rodzina, przyjaciółki. Z drugiej jednak strony wiem, że każdy żyje własnym życiem i dzieciństwo dobiegło końca; przyjaciółki rozjechały się po kraju na studia, a moje siostry wyszły za mąż i zamieszkały w swoich domach. I ja też mam własne życie. Takie sobie wybrałam...
Liczę jednak na to, że pewnego dnia usłyszę dobre wieści o Polsce i będę mogła wrócić...
.