Witam dziewczyny, chciałam opisać Wam moją sytuację. Dla mnie temat jest skończony, ale jestem ciekawa Waszych opinii, jak inni to postrzegają.
Już jakiś czas temu, po rozstaniu z chłopakiem z nudów weszłam sobie na czat. Był to pierwszy raz i byłam ciekawa jak to wygląda. Napisał do mnie jakiś chłopak, rozmawiało nam się bardzo dobrze i w końcu wymieniliśmy się numerami telefonów. Zaczęliśmy pisać i rozmawiac. Mieszkaliśmy godzinę drogi od siebie, więc w końcu postanowiliśmy się spotkać. Pojechałam do niego, poszliśmy na spacer, potem na piwo, coś zaiskrzyło, nie wiedziałam kiedy upływały mi godziny. Nie nastawiałam się na związek, ale jednocześnie nie skreślałam go z góry. On był mną zainteresowany o czym mówił niejednokrotnie. Spotykaliśmy się od czasu do czasu. Mówił, że chciałaby ze mną być, ja w sumie też. Tylko ja studiowałam nieco dalej, na odległość to trudne, więc umówiliśmy się, że będziemy się spotykać w miarę możliwości, ja będę jeździła do niego, on do mnie i po skończeniu studiów (ostatni rok) planowaliśmy, że wyjadę do niego, tam znajde pracę.
W końcu powiedziałam mu, że mi bardzo zależy, że coś czuje do niego, on powiedział że on też by bardzo chciał i że mnie kocha. Doszło wtedy między nami do stosunku, później za tydzień jeszcze raz. Jakie było moje zdziwienie kiedy nagle telefony smsy były coraz rzadsze aż w końcu tylko co jakiś czas, skończyly się spotkania. Miałam różne myśli, że może seks go zawiódł, chociaż o tym wyrażał się bardzo dobrze (zresztą sama widziałam) albo, że po prostu chciał się zabawić i tyle. Było mi żal przez kilka miesięcy, bo czułam się wykorzystana, ale pomyślałam sobie, że trudno, za naiwność się płaci, nie ja pierwsza i nie ostatnia. Spotkaliśmy się w tym czasie raz na krótko. W zasadzie jak obcy sobie ludzie. Spytałam go o to po co mówił, że mnie kocha itd. Powiedział że zaczynał wtedy coś do mnie czuć, ale za szybko to powiedział, że jest zamknięty i trudno mu zaufać ludziom. Potem kiedy zmieniłam mieszkanie szukał ze mną kontaktu, w końcu zadzwonił i powiedział, że przeprasza mnie za wszystko. Uznaliśmy, że będziemy znajomymi, mnie już zaczeło przechodzić, nie miałam wielkiego żalu, zaczęłam sobie życie układać z kimś innym, nadal nie rozumiałam jego postępowania, ale dałam sobie spokój. Nasza dalsza znajomość wyglądała tak, że od czasu do czasu wymieniliśmy kilka smsów na neutralne tematy. Tak było do zeszłego weekendu kiedy dzwonił do mnie o 3 w nocy, nie odbierałam, potem zadzwonił normalnie, tłumaczył, że był pijany i chciał pogadać ze mną. Powiedział, że bardzo chciałby ze mną porozmawiać. Spotkaliśmy się, najpierw gadaliśmy o głupotach, potem powiedziałam mu, że jeśli chodzi o to co kiedyś to ja staram się już o tym nie myśleć, mimo, że nadal nie rozumiem jego postępowania.
Wtedy się zaczęło. Powiedział, że to wszystko przez to, że on mi nie ufał, że ja nie wzbudzam zaufania a ostatecznie przekonało go do tego to, że ja na czcie podałam inne imię, a powiedziałam mu to na spotkaniu dopiero (byłam tam pierwszy raz, nie wiedziałam z kim rozmawiam, a rzecz w tym, że jak potem gadaliśmy to on nigdy nie zwracał się do mnie tym wymyślonym imieniem, a ja sama o tym zapomniałam). Teraz po czasie widzi, że można mi zaufać i że bał się, że odejdę a ja byłam zawsze i że on sobie to odpuścił. Potem powiedział, że mieszka z kobietą, z którą ma dziecko! jak twierdzi jest nią zawiedziony, uważa że żaden facet nie chciałby z nią być, że czeka aż rodzice kupią jej mieszkanie i ona się wyprowadzi, a on ma zamiar utrzymywać kontakt tylko z synem. Jak sobie policzyłam. Ta dziewczyna musiała zajść w ciązę mniej więcej w czasie tego telefonu, w którym mnie przepraszał, raczej jeszcze wtedy nie wiedział, że ona jest w ciąży. On twierdzi, że pozwolił jej u siebie zamieszkać, bo chciał mieć kontakt z synem. Że chciał do mnie wrócić, ale dowiedział się, że ona jest w ciązy i nie wiedział co zrobić i że załuję, że nie został ze mną, bo mieliśmy takie plany i że to jest najbardziej upokarzający moment, że musi mi o tym mówić i że wie jak bardzo mnie zawiódł. Mnie ruszyło to, że ma dziecko, bo mieliśmy ze sobą kontakt, a on nie powiedział nic, ale bardziej zabolało mnie to, że kiedy ja za nim tęskniłam to on się bawił z inną dziwczyną. Twierdzi, że to była jednorazowa akcja. Powiedział, że mnie wtedy kochał i naprawdę to czuł, a powiedział, że nie, bo chciał nie sprawdzić czy się nim nie bawię.
Dla mnie to wygląda tak: przerasta go dorosłe życie i odpowiedzialność rodzicielska, bo dorósł do seksu ale nie do jego konsekwecji.
Co o tym myślicie? On twierdzi, że nastawiał się na to, że nie będę go chciała znać, ale w sumie dlaczego? To już dawno skończone, zszokowało mnie to trochę, ale relacje jak do tej pory czyli smsy od czasu do czasu mogę z nim mieć, bo mnie to już nie rusza. A wy jak myślicie i jak oceniacie cała tę sytuację?