Często zastanawiam się nad uczuciem do mojego chłopaka, a myślę, że jest ono ogromne. Czy można kochać za bardzo?
Jesteśmy razem ponad 4 lata, wydaje mi się, że idealnie do siebie pasujemy, dogadujemy się, planujemy wspólne życie.
Ale ON jest dla mnie wszystkim. Kocham go najmocniej na świecie, marzę, by zostać jego żoną i urodzić mu dzieci. Wiem, że on też tego chce. Ale czasem mam wrażenie, że.. przesadzam? Np. usycham z tęsknoty nie widząc się z nim góra dwa dni, bądź smucić się po każdym razie, gdy on wraca do domu. Bo znów zostaję sama. A z nim czuję, że naprawdę żyję, jestem sobą, jestem szczęśliwa, spełniona. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Czy to uzależnienie, czy po prostu prawdziwa miłość? On jest moim pierwszym i jedynym mężczyzną w życiu.
Jakiś czas temu podczas jednej z naszych rozmów, zaczęłam płakać i mówić mu, że gdyby kiedyś coś mu się stało, gdyby go zabrakło, sama chciałabym umrzeć. Bo nie widzę sensu dalszego egzystowania bez jego osoby. I cały czas się o niego boję. Często budzę się w nocy roztrzęsiona i przerażona faktem, że kiedyś mogłabym zostać sama. Niekiedy zadaję sobie również pytanie - czy nie jestem od mojego faceta uzależniona? Chciałabym spędzać z nim jak najwięcej czasu. Myślę o nim przez 99% dnia.
Może jestem też trochę głupia na jego punkcie, ale po prostu czuję, że to prawdziwa i wielka miłość, taka na całe życie... Zawsze stawiałam go na pierwszym miejscu. Bez niego jestem nikim, a przy nim najszczęśliwszą osobą, nawet gdy między nami nie zawsze jest dobrze. Czy takie poczucie jest normalne?? Czy to kwestia tego, że pierwszy raz tak się zakochałam i ktoś pokochał mnie? Czy w wieku 22 lat można mówić o dojrzałej i wielkiej miłości...?
Podobne tematy
Tak kochasz go i to fakt...pierwsza miłość często bywa bardzo emocjonalna. Natomiast jeżeli chodzi o to,że tak przeżywasz to wszystko... masz hobby jakies?? Jak nie to zajmij się czyms co lubich odkryj w sobie pasję do czegoś
I ciesz się tym co masz
Nie mysl co by bylo gdyby on zniknął z Twojego zycia. Bo nie ma sensu zamartwiać sie takimi wizjami.
3 2017-01-13 22:58:33 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-01-13 22:59:05)
Często zastanawiam się nad uczuciem do mojego chłopaka, a myślę, że jest ono ogromne. Czy można kochać za bardzo?
Jesteśmy razem ponad 4 lata, wydaje mi się, że idealnie do siebie pasujemy, dogadujemy się, planujemy wspólne życie.
Ale ON jest dla mnie wszystkim. Kocham go najmocniej na świecie, marzę, by zostać jego żoną i urodzić mu dzieci. Wiem, że on też tego chce. Ale czasem mam wrażenie, że.. przesadzam? Np. usycham z tęsknoty nie widząc się z nim góra dwa dni, bądź smucić się po każdym razie, gdy on wraca do domu. Bo znów zostaję sama. A z nim czuję, że naprawdę żyję, jestem sobą, jestem szczęśliwa, spełniona. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Czy to uzależnienie, czy po prostu prawdziwa miłość? On jest moim pierwszym i jedynym mężczyzną w życiu.
Jakiś czas temu podczas jednej z naszych rozmów, zaczęłam płakać i mówić mu, że gdyby kiedyś coś mu się stało, gdyby go zabrakło, sama chciałabym umrzeć. Bo nie widzę sensu dalszego egzystowania bez jego osoby. I cały czas się o niego boję. Często budzę się w nocy roztrzęsiona i przerażona faktem, że kiedyś mogłabym zostać sama. Niekiedy zadaję sobie również pytanie - czy nie jestem od mojego faceta uzależniona? Chciałabym spędzać z nim jak najwięcej czasu. Myślę o nim przez 99% dnia.
Może jestem też trochę głupia na jego punkcie, ale po prostu czuję, że to prawdziwa i wielka miłość, taka na całe życie... Zawsze stawiałam go na pierwszym miejscu. Bez niego jestem nikim, a przy nim najszczęśliwszą osobą, nawet gdy między nami nie zawsze jest dobrze. Czy takie poczucie jest normalne?? Czy to kwestia tego, że pierwszy raz tak się zakochałam i ktoś pokochał mnie? Czy w wieku 22 lat można mówić o dojrzałej i wielkiej miłości...?
NIE! To nie jest normalne!
Twoje poczucie własnej wartości sięgnęło dna, skoro uważasz, że bez tego mężczyzny jesteś nikim. Życie z bluszczem, a taką jesteś lub taką się stajesz, jest koszmarne.
Fakt iż mowisz mu i uważasz, ze bez niego jestes nikim to prosta droga do tego, by Cię... Zostawił. Twoj post jest z lekka przerażajacy. Rozumiem, pierwsza milosc, kochasz go, ja też kochałam kogos bardzo mocno i była to moja pierwsza milosc ale kobieto, litości... Zrób coś ze sobą, bo źle się ta historia dla Ciebie zakończy. Czy Ty masz mu coś do zaoferowania? Jesteś interesująca osoba? Możesz go do czegoś zainspirować czy tylko skupiasz sie na rozmyślaniu o nim przez cały dzien? Jesli tak to chyba niewiele czasu Ci zostaje na inne sprawy, mówię Ci szczerze, zajmij się sobą i bądź dla niego interesująca, bo sie chłopak zwyczajnie Tobą zamęczy.
Często zastanawiam się nad uczuciem do mojego chłopaka, a myślę, że jest ono ogromne. Czy można kochać za bardzo?
Jesteśmy razem ponad 4 lata, wydaje mi się, że idealnie do siebie pasujemy, dogadujemy się, planujemy wspólne życie.
Ale ON jest dla mnie wszystkim. Kocham go najmocniej na świecie, marzę, by zostać jego żoną i urodzić mu dzieci. Wiem, że on też tego chce. Ale czasem mam wrażenie, że.. przesadzam? Np. usycham z tęsknoty nie widząc się z nim góra dwa dni, bądź smucić się po każdym razie, gdy on wraca do domu. Bo znów zostaję sama. A z nim czuję, że naprawdę żyję, jestem sobą, jestem szczęśliwa, spełniona. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Czy to uzależnienie, czy po prostu prawdziwa miłość? On jest moim pierwszym i jedynym mężczyzną w życiu.
Jakiś czas temu podczas jednej z naszych rozmów, zaczęłam płakać i mówić mu, że gdyby kiedyś coś mu się stało, gdyby go zabrakło, sama chciałabym umrzeć. Bo nie widzę sensu dalszego egzystowania bez jego osoby. I cały czas się o niego boję. Często budzę się w nocy roztrzęsiona i przerażona faktem, że kiedyś mogłabym zostać sama. Niekiedy zadaję sobie również pytanie - czy nie jestem od mojego faceta uzależniona? Chciałabym spędzać z nim jak najwięcej czasu. Myślę o nim przez 99% dnia.
Może jestem też trochę głupia na jego punkcie, ale po prostu czuję, że to prawdziwa i wielka miłość, taka na całe życie... Zawsze stawiałam go na pierwszym miejscu. Bez niego jestem nikim, a przy nim najszczęśliwszą osobą, nawet gdy między nami nie zawsze jest dobrze. Czy takie poczucie jest normalne?? Czy to kwestia tego, że pierwszy raz tak się zakochałam i ktoś pokochał mnie? Czy w wieku 22 lat można mówić o dojrzałej i wielkiej miłości...?
Normalne to nie jest. Taki sposób kochania jest chory i prędzej czy później (z przewagą prędzej) facet się zrazi. Nie da się z kimś takim żyć i normalny facet mógłby z tobą być jedynie z poczucia litości. To co opisujesz nazywa się obsesją i może być spowodowane miłością, ale nią nie jest.
Nie, to co opisałaś nie jest normalne i nie ma nic wspólnego z kochaniem kogoś ogromną, szczerą miłością! To się zrobi kiedyś chore, zresztą nie wiem, czy już takie nie jest.
Jakiś czas temu podczas jednej z naszych rozmów, zaczęłam płakać i mówić mu, że gdyby kiedyś coś mu się stało, gdyby go zabrakło, sama chciałabym umrzeć. Bo nie widzę sensu dalszego egzystowania bez jego osoby.
Ja jestem w stanie zrozumieć to, że jest dla Ciebie kimś ważnym, ale... każdy z nas w końcu ma swoje życie. Nie na zasadzie takiej, że mamy nie czerpać radości z bycia w związku, ale możemy też kogoś zamęczyć takim zachowaniem i sami na siebie zrzucić coś, czego tak bardzo się boimy.
I cały czas się o niego boję. Często budzę się w nocy roztrzęsiona i przerażona faktem, że kiedyś mogłabym zostać sama.
To jest według mnie niepokojące.
To normalne, że chcemy spędzać z kimś ważnym dla nas jak najwięcej czasu, ale wydaje mi się, że kluczem do wszystkiego jest zawsze równowaga. U Ciebie tego stanowczo brakuje. Objawia się to też w tym, że stawiasz go na pierwszym miejscu, a to może być niebezpieczne. Nigdy nie wiesz, czy on nie zmieni się i nie będzie chciał tego na przykład wykorzystać. I moim zdaniem trzeba być najpierw szczęśliwym ze sobą, a dopiero później dawać szczęście drugiej osobie.
radze Ci poszukaj tylko siebie bo w koncu Was ta milość udusi
Dokładnie.. jak dziewczyny wyżej piszą.. znajdź sobie jakieś hobby, zainteresowanie.. coś co odciągnie Cię od myśli tylko o Nim.. to prosta droga do rozpadu waszego związku, bo będziesz go osaczała i osaczała, aż w końcu udusisz to uczucie.