patologia w rodzinie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26 ]

1 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-12-08 15:08:47)

Temat: patologia w rodzinie

na pewno slyszeliscie o kolejnym dziecku zakatowanym przez najblizszych. 4 latka nie przezyla. W szpitalu okazalo sie, ze byla maltretowana od dlugiego czasu (niezagojone liczne rany, pekniecia a nawet zlamania kosci!) Az slabo sie robi, gdy czlowiek sobie wyobrazi cierpienie tego dziecka...
I po co takie kobiety rodza dzieci, skoro przyzwalaja na ich krzywdzenie? Znecal sie ponoc tylko  konkubent, ale matka doskonale o tym wiedziala. On slusznie  pojdzie do pierdla a jej nic nie zrobia. Gdzie tu sprawiedliwosc i logika?  Ona powinna dostac wiecej, bo to na niej, jako matce ciazyla odpowiedzialnosc za bezpieczenstwo  wlasnego dziecka.  Juz nie wspominam nic o milosci... W kim, jak nie w matce, dziecko ma pokladac ufnosc? Podle i obrzydliwe, ze z tej strony spotyka go najgorsze.
To nie jest jedyne jej dziecko, tyle, ze nad tamtym nie sprawuje opieki ( moze dzieki temu jeszcze zyje)
Co wiecej, mamusia jest w ciazy.  Czy w takich przypadkach nie powinno sie z automatu odbierac dzieci takiej patologii? Czy trzeba czekac az bedzie recydywa i jakis kolejny jej fagas przy jej akompaniamencie zatlucze malucha?  Czy pozostawienie dziecka w takiej rodzinie nie jest swiadomym narazaniem go na niebezpieczenstwo? Bo przeciez matka ewidentnie jest niewydolna wychowawczo, ze tak eufemistycznie to ujme.
Jak to wyglada w praktyce, ktos sie orientuje? Przeciez to jest chore, jesli nic nie mozna zrobic.
Macie jakies pomysly w temacie, na zapobieganie takim dramatom? Nadzor kuratelski, jak niejednokrotnie pokazala rzeczywistosc, nie jest skuteczna metoda. Czesto po podobnych dramatach, okazuje sie, ze nikt nic nie widzial, nie slyszal a w trakcie wizyt z mopsu, czy innej opieki, dzieci byly wesole, zadbane i w ogole cud, miod i orzeszki... Albo ignoruje i lekcewazy sie oczywiste sygnaly, jak w przypadku tej rodziny zastepczej, gdzie zatluklli chlopczyka mowiac, ze spadl ze schodow. Ogledziny i sekcja wykazala, ze dziecko doznawalo dlugotrwalej przemocy fizycznej. I co! Przyszli urzednicy, madre panie lub panowie, zapytali rodzicow czy znecaja sie nad dziecmi, uslyszeli, ze nie, alez skad... zapytali dzieci, te zastraszone odpowiedzialy to samo... i po temacie. A za rok czy 2 kolejne dziecko...spadlo ze schodow na smierc.  Juz balam sie, ze urzedasy bawia sie w do trzech razy sztuka, ale na szczescie odebrano im dzieci.  Tylko dlaczego tak pozno? Mozna bylo uniknac tragedii.
Czy Wy jestescie czujni na to, co sie wokol Was dzieje? Czy obserwujecie sasiadow i ich dzieci? Czy jesli cos wzbudza Wasz niepokoj lub podejrzenia, reagujecie w jakis sposob?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: patologia w rodzinie

Ja może tak odnośnie tematu polecę  ,,Plac zbawiciela"dla osób , które tego filmu nie widziały.
Wiem ,że nic nie usprawiedliwia przemocy tym bardziej katowania dzieci ale ten film pięknie pokazuje jak kobieta może wejść w sytuacje bez wyjścia, z której ciężko się wygrzebać .
Ja nie musiałam jeszcze interweniować w sprawach przemocy być może dlatego ,że mieszkam w takiej okolicy gdzie ludzie się szanują, pomagają sobie, nie ma żadnych krzyków ani awantur.

3

Odp: patologia w rodzinie

Może wiele kobiet to zszokuje, ale jestem za tym, by odbierać dzieci osobom, które nie potrafią się nimi odpowiednio zająć, ani zapewnić im odpowiednich warunków.
Dziecko to nie zabawka, nie przedmiot, nie może być zaniedbywane, ignorowane, bite, molestowane. Nie i koniec.

Czy zdarzyło mi się ingerować w sprawie dziecka? Raz. Rodzice mieli libację, a 7-letni chłopiec bawił się na śniegu w krótkim rękawku i bez butów. Wracałam akurat z babskiego wieczora, były okolice godziny 23. Zadzwoniłam na policję. Czy coś się zmieniło u tej rodziny? Nie sądzę. Dalej są libacje, widuję to dziecko bawiące się samopas na podwórku.

4 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-12-08 16:32:44)

Odp: patologia w rodzinie

film ogladalam, jest swietny, jednak nie bardzo widze tu analogie. Uwaga, spoileruje.  Tam nikt dzieci nie katowal, bylo sobie normalne malzenstwo z kilkuletnim stazem i dwojka dzieci, ktore zmuszone okolicznosciami i wpedzone w olbrzymie dlugi, musialo zamieszkac u matki faceta, zeby nie wyladowac na ulicy. Matka szczesliwa z tego powodu nie byla,  ze zwalla jej sie na glowe 4 osobowa rodzina, ktora musiala utrzymywac, nikt nie byl, ale dziewcxyna w tym domu zostala pozostawiona sama sobie, bo maz z czasem okazal  sie maminsynkiem i bojazliwym dupkiem, niezdolnym do zadnego sprzeciwu wobec matki,  wkrotce zreszta znalazl sobie kochanke, nie wtracal sie w relacje matka-zona a znerwicowana i tez pokaleczona przez zycie matka, choc nie byla z gruntu zla kobieta, odreagowywala na dziewczynie, dokuczajac jej i ciagle majac do niej pretensje o wszystko, bo byla pod reka, w przeciwienstwie do syna,  a ona bedac z dziecmi na jej łasce nie mogla i nie bardzo umiala sie bronic, bo nie miala dokad pojsc. Nie znajdujac w najblizszych oparcia ani widokow na jakakolwiek poprawe sytuacji (dlugi rosly)  popadala w coraz ciezsza depresje. Maz juz praktycznie w domu nie bywal, zajmujac sie kochanka, zapowiadalo sie, ze ja zostawi, ona wyladuje na ulicy a dzieci w tej sytuacji  zostana z mezem i babcia. Kolejna klotnia byla ta kropla przelewajaca czare i dziewczyna targnela sie na ostateczny krok, chcac odejsc z dziecmi z tego swiata...
Mowiac krotko zabraklo empatii w tym domu i zyczliwosci, sytuacja przerosla i meza i matke. To nie byla patologiczna rodzina. To byla taka rodzina, jak my. Po prostu mieli pecha, ze znalezli sie w takich okolicznosciach. Nie bardzo rozumiem wiec, ze to przyklad jak kobieta moze wejsc  w sytuacje bez wyjscia. Wyjscie zawsze jakies jest, ale jak sie nie ma znikad pomocy i wsparcia i zyje sie pod presja, to widzi sie tylko czarna dziure.
Przypadek matki zakatowanego dziecka ma sie nijak tutaj. Ta ma wlasne dzieci gleboko w d*upie. Plodzi sie na potege i nie opiekuje nimi, zmienia fagasow i zyje beztrosko, nie przejmujac sie tym, ze jej kochas ma ciezka reke do dzieci. Po co jej trzecie dziecko, skoro nie chce i nie umie sie opiekowac nimi? Obecna ciaza to podejrzewam efekt 500+. Za rok czy 2 trzasnie sobie kolejne z nastepnym patologicznym fagasem...

5

Odp: patologia w rodzinie
Cyngli napisał/a:

Może wiele kobiet to zszokuje, ale jestem za tym, by odbierać dzieci osobom, które nie potrafią się nimi odpowiednio zająć, ani zapewnić im odpowiednich warunków.
Dziecko to nie zabawka, nie przedmiot, nie może być zaniedbywane, ignorowane, bite, molestowane. Nie i koniec.

Czy zdarzyło mi się ingerować w sprawie dziecka? Raz. Rodzice mieli libację, a 7-letni chłopiec bawił się na śniegu w krótkim rękawku i bez butów. Wracałam akurat z babskiego wieczora, były okolice godziny 23. Zadzwoniłam na policję. Czy coś się zmieniło u tej rodziny? Nie sądzę. Dalej są libacje, widuję to dziecko bawiące się samopas na podwórku.

dla mnie zaden szok, tylko zdrowa i logiczna konsekwencja. Oczywiscie bez popadania w skrajnosci, ze zabieramy dzieci, bo pokoje za male i szynka raz na tydzien zamiast codziennie...
Zabierac tylko w przypadku ewidentnej przemocy i braku opieki, gdzie brud, smrod i ubostwo oraz wodka leje sie strumieniem.  Tym, ktorzy troszcza sie o swoje dzieci i staraja sie zapewnic im najlepsze warunki, ale nie sa w stanie, bo nie radza sobie ekonomicznie, nalezy pomoc. To tansze niz rodziny zastepcze i  nie rujnujace psychiki dziecka.
Nie mowie, zeby zaraz kase rozdawac jak leci, ale pomagac w sposob najbardziej optymalny dla danej rodziny. Niektorym pomoc prace znalezc czy wyremontowac zagrzybione mieszkanie, w szkole obiady dzieciom oplacic, a nawet pokazac i uswiadomic rodxicow, jak moga poprawic swoja sytuacje. Czasem zamiast ryby, wystarczy podac wedke, wskazac mozliwosci, pokierowac...okresowo wspomoc, gdy zajdzie krytyczna sytuacja, ze rodzice bez pracy zostana itd...
500+ w obecnej formie to totalne marnotrawstwo. Wiele pieniedzy  z tych srodkow moznaby przeznacxyc wlasnie na pomoc tym, ktorzy naprawde jej potrzebuja.

6

Odp: patologia w rodzinie
adiaphora napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Może wiele kobiet to zszokuje, ale jestem za tym, by odbierać dzieci osobom, które nie potrafią się nimi odpowiednio zająć, ani zapewnić im odpowiednich warunków.
Dziecko to nie zabawka, nie przedmiot, nie może być zaniedbywane, ignorowane, bite, molestowane. Nie i koniec.

Czy zdarzyło mi się ingerować w sprawie dziecka? Raz. Rodzice mieli libację, a 7-letni chłopiec bawił się na śniegu w krótkim rękawku i bez butów. Wracałam akurat z babskiego wieczora, były okolice godziny 23. Zadzwoniłam na policję. Czy coś się zmieniło u tej rodziny? Nie sądzę. Dalej są libacje, widuję to dziecko bawiące się samopas na podwórku.

dla mnie zaden szok, tylko zdrowa i logiczna konsekwencja. Oczywiscie bez popadania w skrajnosci, ze zabieramy dzieci, bo pokoje za male i szynka raz na tydzien zamiast codziennie...
Zabierac tylko w przypadku ewidentnej przemocy i braku opieki, gdzie brud, smrod i ubostwo oraz wodka leje sie strumieniem.  Tym, ktorzy troszcza sie o swoje dzieci i staraja sie zapewnic im najlepsze warunki, ale nie sa w stanie, bo nie radza sobie ekonomicznie, nalezy pomoc. To tansze niz rodziny zastepcze i  nie rujnujace psychiki dziecka.
Nie mowie, zeby zaraz kase rozdawac jak leci, ale pomagac w sposob najbardziej optymalny dla danej rodziny. Niektorym pomoc prace znalezc czy wyremontowac zagrzybione mieszkanie, w szkole obiady dzieciom oplacic, a nawet pokazac i uswiadomic rodxicow, jak moga poprawic swoja sytuacje. Czasem zamiast ryby, wystarczy podac wedke, wskazac mozliwosci, pokierowac...okresowo wspomoc, gdy zajdzie krytyczna sytuacja, ze rodzice bez pracy zostana itd...
500+ w obecnej formie to totalne marnotrawstwo. Wiele pieniedzy  z tych srodkow moznaby przeznacxyc wlasnie na pomoc tym, ktorzy naprawde jej potrzebuja.

Z tym remontem to też trzeba wiedzieć komu go robić a nie np w programie "Dom nie do poznania"była rodzina czteroosobowa, pełna z dzieckiem autystycznym gdzie matka ma świadczenia pielęgnacyjne i   2x 500 plus , facet zarabiał ponad 2000 tys dom własnościowy ,który się sypał a oni przez lata nie zrobili nic. No nie wiem wtedy jak się ma 5 tys czy nie jest się w stanie chociażby ścian pomalować. Dla porównania za tydzień remontowali dom kobiecie samotnej z dzieckiem chorym , w którym byle jakie kafelki czy ściany pomalowane były ale kobieta się starała. Trzeba też wiedzieć komu się pomaga.

7

Odp: patologia w rodzinie
adiaphora napisał/a:

film ogladalam, jest swietny, jednak nie bardzo widze tu analogie. Uwaga, spoileruje.  Tam nikt dzieci nie katowal, bylo sobie normalne malzenstwo z kilkuletnim stazem i dwojka dzieci, ktore zmuszone okolicznosciami i wpedzone w olbrzymie dlugi, musialo zamieszkac u matki faceta, zeby nie wyladowac na ulicy. Matka szczesliwa z tego powodu nie byla,  ze zwalla jej sie na glowe 4 osobowa rodzina, ktora musiala utrzymywac, nikt nie byl, ale dziewcxyna w tym domu zostala pozostawiona sama sobie, bo maz z czasem okazal  sie maminsynkiem i bojazliwym dupkiem, niezdolnym do zadnego sprzeciwu wobec matki,  wkrotce zreszta znalazl sobie kochanke, nie wtracal sie w relacje matka-zona a znerwicowana i tez pokaleczona przez zycie matka, choc nie byla z gruntu zla kobieta, odreagowywala na dziewczynie, dokuczajac jej i ciagle majac do niej pretensje o wszystko, bo byla pod reka, w przeciwienstwie do syna,  a ona bedac z dziecmi na jej łasce nie mogla i nie bardzo umiala sie bronic, bo nie miala dokad pojsc. Nie znajdujac w najblizszych oparcia ani widokow na jakakolwiek poprawe sytuacji (dlugi rosly)  popadala w coraz ciezsza depresje. Maz juz praktycznie w domu nie bywal, zajmujac sie kochanka, zapowiadalo sie, ze ja zostawi, ona wyladuje na ulicy a dzieci w tej sytuacji  zostana z mezem i babcia. Kolejna klotnia byla ta kropla przelewajaca czare i dziewczyna targnela sie na ostateczny krok, chcac odejsc z dziecmi z tego swiata...
Mowiac krotko zabraklo empatii w tym domu i zyczliwosci, sytuacja przerosla i meza i matke. To nie byla patologiczna rodzina. To byla taka rodzina, jak my. Po prostu mieli pecha, ze znalezli sie w takich okolicznosciach. Nie bardzo rozumiem wiec, ze to przyklad jak kobieta moze wejsc  w sytuacje bez wyjscia. Wyjscie zawsze jakies jest, ale jak sie nie ma znikad pomocy i wsparcia i zyje sie pod presja, to widzi sie tylko czarna dziure.
Przypadek matki zakatowanego dziecka ma sie nijak tutaj. Ta ma wlasne dzieci gleboko w d*upie. Plodzi sie na potege i nie opiekuje nimi, zmienia fagasow i zyje beztrosko, nie przejmujac sie tym, ze jej kochas ma ciezka reke do dzieci. Po co jej trzecie dziecko, skoro nie chce i nie umie sie opiekowac nimi? Obecna ciaza to podejrzewam efekt 500+. Za rok czy 2 trzasnie sobie kolejne z nastepnym patologicznym fagasem...

W pewnym sensie jest analogia bo niektóre kobiety podstawione pod ścianą pozwalają na przemoc w domu, nie widzą wyjścia albo nie chcą go widzieć. W filmie nie było przemocy fizycznej na dzieciach ale na tej kobiecie fizyczna tak i psychiczna. Nie mogła iść do pracy bo nie chciała jej teściowa z dziećmi zostać ani nie było za co opłacić przedszkola, tak samo poźniej nawet z domu nie wychodziła bo na kawę też szkoda kasy było.Ona nie widziała wyjścia i targneła się na własne życie z dziećmi. Nie wszystkie matki pozwalają na bicie bo chcą ,żeby te dzieci były karane tylko są też tak zdominowane przez mężczyzn ,że nie mają własnego zdania i nie widzą wyjścia. Owszem jest to nie dopuszczalne ale często tak jest.

8

Odp: patologia w rodzinie

jest jeszcze coś takiego jak "ograniczenie poznawcze" - o ile prawidlowo przytoczyłam to pojęcie (jesli nie, to niech mnie ktos poprawi)

oznacza to, ze w pewnych sytuacjach osoby nie są w stanie dostrzec pewnych rzeczy, w tym wyjscia z sytuacji. po prostu mozg tego nie widzi.

choc szczerze mowiac ciezko mi zaakceptowac cos takiego, bo ja uwazam, ze kazdy ma wplyw na swoje zycie.

9

Odp: patologia w rodzinie

dlaczego nikt z jajami nie wprowadzi przymusowej sterylizacji dla patologii? Przecież to nie jest żadna nowość, że są ludzie, którzy nie powinni mieć dzieci, bo po prostu nie nadają się do takiej roli. Niech sobie żyją, ale się nie rozmnażają. Ciągle tylko te gadki o humanitaryzmie, człowieczeństwie i prawach czlowieka. A katowanie dzieci jest humanitarne? Zawsze ofiary mają przes*ane, bo patol i psychol też czlowiek i należy go traktować po ludzku. Dla mnie żaden człowiek, tylko człekopodpobna istota i powinno się go wysłać na ciężkie roboty do kamieniołomów na 20 lat; tak ciężkie, żeby po 2 miesiącach błagał o eutanazję. Razem z mamuśką of kors.
Idę se melisę zaparzę, bo ciśnienie mi się podnosi na samą myśl o tych, tfu, tfu...

10

Odp: patologia w rodzinie

Tak ta sprawa jest przerazajaca. Nawet policjanci, którzy ja przesłuchiwali byli w szoku nazywając ja ,,kamienną,, bo nie okazała żadnych emocji. Tak powinna mieć podwiązane jajniki.

11

Odp: patologia w rodzinie
adiaphora napisał/a:

dlaczego nikt z jajami nie wprowadzi przymusowej sterylizacji dla patologii? Przecież to nie jest żadna nowość, że są ludzie, którzy nie powinni mieć dzieci, bo po prostu nie nadają się do takiej roli. Niech sobie żyją, ale się nie rozmnażają. Ciągle tylko te gadki o humanitaryzmie, człowieczeństwie i prawach czlowieka. A katowanie dzieci jest humanitarne? Zawsze ofiary mają przes*ane, bo patol i psychol też czlowiek i należy go traktować po ludzku. Dla mnie żaden człowiek, tylko człekopodpobna istota i powinno się go wysłać na ciężkie roboty do kamieniołomów na 20 lat; tak ciężkie, żeby po 2 miesiącach błagał o eutanazję. Razem z mamuśką of kors.
Idę se melisę zaparzę, bo ciśnienie mi się podnosi na samą myśl o tych, tfu, tfu...


A jak sobie wyobrażasz zmuszenie do sterylizacji?zapięcie człowieka w kajdany i uśpienie do zabiegu?

To co się wydarzyło jest straszne, na samą myśl o tym dziecku płakać mi się chce jednocześnie rośnie we mnie agresja wobec takich osób...
kara śmierci to zbyt lekka kara..ja bym wysłała do łagru i robibła im dokładnie to samo co zrobili drugiemu człowiekowi/dziecku


Jeśli chodzi o nadzór nad patologią to najpierw trzeba byłoby wyszkolić pracowników MOPSU i kupić im okulary bo ile razy było tak, że mieli problem przed nosem a go ignorowali

3.01.2016 Bartuś

12

Odp: patologia w rodzinie

Sterylizacja zupelnie jest nieskuteczna.   

Jedyne co jest potrzebne to domy kryzysowe. Cos jak dom samotnej matki, gdzie kobieta z dzieckiem w momencie zagrozenia moze sie schronic o kazdej porze dnia i nocy i otrzymac wsparcie i pomoc w dalszym postepowaniu.

Wiele, naprawde bardzo wiele z tych kobiet odeszlo by od partnerow psychopatow gdyby mialo DOKĄD.

13

Odp: patologia w rodzinie
Iceni napisał/a:

Wiele, naprawde bardzo wiele z tych kobiet odeszlo by od partnerow psychopatow gdyby mialo DOKĄD.

Ale w tym konkretnym przypadku kobieta jest współwinna. Biernie obserwowała, jak ten fagas katuje jej dziecko, a może i sama brała w tym udział. I nie zrobiła NIC, aby to zmienić. Dziecko zmarło w męczarniach... Nie rozumiem, co nią kierowało, że zaszła w ciążę kolejny raz widząc, jak straszliwy jest los jej dziecka - los,który sama mu zgotowała. Czy głupota, czy brak wiedzy o antykoncepcji, czy ta durna nadzieja, że "misiu się zmieni".

Podają w wiadomościach, że oni byli parą od kilku miesięcy, więc ja mam tylko jedno do powiedzenia: kilka miesięcy to nie jest długi, trwały związek. To ledwie początek. Dziecko miało 4 lata... A więc ta *****, *****..... (każdy wpisuje swoje określenia; moje się nie nadają do wpisania) pozwoliła OBCEMU człowiekowi wejść do świata swojego i swojej córki... i zabić córkę.

Wiecie, ja w tym przypadku nie jestem nawet za zwykłą, szybką karą śmierci. Chciałabym, żeby ci ludzie kiedykolwiek poczuli choć namiastkę tego, co czuło to biedne dziecko: BÓL, STRACH, BEZRADNOŚĆ, KRZYWDĘ, NIESPRAWIEDLIWOŚĆ, OKRUCIEŃSTWO.... Para bydlaków powinna zginąć w męczarniach.

Maćku, czasami w życiu bywają chwile, które należy przeżyć w butach innych niż te do biegania.

14

Odp: patologia w rodzinie

Byc moze sama pochodzila z patologicznej rodziny i nie dostrzegala nienormalnosci swojego postepowania?

15

Odp: patologia w rodzinie
Iceni napisał/a:

Byc moze sama pochodzila z patologicznej rodziny i nie dostrzegala nienormalnosci swojego postepowania?

Ale to ma być jej usprawiedliwieniem?

"W związku z tym, że wraca moda na rzeczy retro mam nadzieję, że zdrowy rozsądek i inteligencja znowu wrócą do łask."

16

Odp: patologia w rodzinie
Iceni napisał/a:

Byc moze sama pochodzila z patologicznej rodziny i nie dostrzegala nienormalnosci swojego postepowania?

Kogo to obchodzi? Przecież to żadne usprawiedliwienie.

17

Odp: patologia w rodzinie

Tak, to jest w pewien sposob usprawiedliwienie. Wychowanie w takim srodowisku zmienia psychike, mozna nie dostrzegac swoich bledow - skoro wszyscy dookola tak postepuja to pewne zachowania mozna uznac za norme.

Dlaczego litujecie sie nad dziecmi z rodzin patologicznych?

A dlaczego nie dostrzegacie, ze z tych dzieci potem wyrastaja skrzywieni dorosli? Czy taki dorosly sam sobie jest winien, ze jego cale zycie zostalo naznaczone?

Nawet zeby isc na terapie ( ktora i tak wszystkich skutkow nie zlikwiduje) to trzeba sie wyrwac z tego srodowiska.

Ale... co was to obchodzi, nie?
Wspolczucie dla dzieci jest takie wzruszajace... a jak to dziecko przekroczy magiczna dranice 18 lat i zrobi cos zlego, to juz bedzie mozna go rozstrzelac...

18 Ostatnio edytowany przez anicorek87 (2016-12-09 10:21:26)

Odp: patologia w rodzinie

Ja rozumiem to co piszę Iceni bo mieliśmy zajęcia na studiach z psychologiem , który tłumaczył nam jaki jest mechanizm życia w patologiach.
Przykładowo mały chłopiec całe życie widzi jak ojciec kradnie, matka to popiera albo też kradnie i on przychodzi do szkoły to zaraz potrafi dziecku ukraść telefon czy coś innego. To dziecko nie widzi innej drogi postępowania, nie wie co jest dobre a co złe. Nawet jak w świetlicach socjoterapeutycznych nauczą go innych morałów to on i tak wraca do tego domu gdzie jest ta kradzież. Takie dziecko nie ma dwóch moralności jednej w szkole drugiej w domu tylko w większości po latach staje się takie jak ten ojciec czy matka. On przez lata nie wie co jest dobre a co złe wręcz tym dobrem jest ta kradzież czy inne rzeczy.
Przykładowo jeżeli ta matka była tłuczona przez swoich rodziców to myśli ,że tłuczenie dziecka też normalne , to nic ,że jej dziecko  zabili być może lepsze życie ma tam w niebie niż na ziemi- może tak myśli.
Ja myślę ,że MOPs powinni się takimi ludźmi cały czas interesować nie dać pieniądze i w momencie zgłoszeń awantur tylko reagują.To jest ciężko nawet określić czy dom dziecka jest lepszym rozwiązaniem bo tam przychodzą też różne dzieci i niestety widząc jak opiekuni ich tam traktują i z jaką pogardą to mogę stwierdzić ,że często nie trafiają też lepiej.

19 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-12-09 12:14:21)

Odp: patologia w rodzinie
Iceni napisał/a:

Tak, to jest w pewien sposob usprawiedliwienie. Wychowanie w takim srodowisku zmienia psychike, mozna nie dostrzegac swoich bledow - skoro wszyscy dookola tak postepuja to pewne zachowania mozna uznac za norme.

Dlaczego litujecie sie nad dziecmi z rodzin patologicznych?

A dlaczego nie dostrzegacie, ze z tych dzieci potem wyrastaja skrzywieni dorosli? Czy taki dorosly sam sobie jest winien, ze jego cale zycie zostalo naznaczone?

Nawet zeby isc na terapie ( ktora i tak wszystkich skutkow nie zlikwiduje) to trzeba sie wyrwac z tego srodowiska.

Ale... co was to obchodzi, nie?
Wspolczucie dla dzieci jest takie wzruszajace... a jak to dziecko przekroczy magiczna dranice 18 lat i zrobi cos zlego, to juz bedzie mozna go rozstrzelac...

Pochodzę z rodziny patologicznej i leczę się na własną rękę, bo mi na tym zależy. Nikt tego za mnie nie zrobi.

Od nas zależy, jakimi będziemy ludźmi, czy powtórzymy model z dzieciństwa, czy nie.

20 Ostatnio edytowany przez Iceni (2016-12-09 13:25:33)

Odp: patologia w rodzinie
Cyngli napisał/a:
Iceni napisał/a:

Tak, to jest w pewien sposob usprawiedliwienie. Wychowanie w takim srodowisku zmienia psychike, mozna nie dostrzegac swoich bledow - skoro wszyscy dookola tak postepuja to pewne zachowania mozna uznac za norme.

Dlaczego litujecie sie nad dziecmi z rodzin patologicznych?

A dlaczego nie dostrzegacie, ze z tych dzieci potem wyrastaja skrzywieni dorosli? Czy taki dorosly sam sobie jest winien, ze jego cale zycie zostalo naznaczone?

Nawet zeby isc na terapie ( ktora i tak wszystkich skutkow nie zlikwiduje) to trzeba sie wyrwac z tego srodowiska.

Ale... co was to obchodzi, nie?
Wspolczucie dla dzieci jest takie wzruszajace... a jak to dziecko przekroczy magiczna dranice 18 lat i zrobi cos zlego, to juz bedzie mozna go rozstrzelac...

Pochodzę z rodziny patologicznej i leczę się na własną rękę, bo mi na tym zależy. Nikt tego za mnie nie zrobi.

Od nas zależy, jakimi będziemy ludźmi, czy powtórzymy model z dzieciństwa, czy nie.

A przyszlo ci do glowy, ze patologia patologii nie rowna? Jestes pewna ze gdybys urodzila sie w innych warunkach mialabys takie same mozliwosci leczenia sie? Dostrzegasx mozliwosc, ze mimo ze ty tez pochodzisz z rodziny patologicznej to inni moga miec gorzej?

Jestes pewna, ze gdyby to zabite dziecko doroslo nie staloby sie takim samym "potworem" jak jego matka? I czyja bylaby wtedy to wina? Wtedy w wieku lat 20 powinno byc wykastrowane?

Leczysx sie jedynie panstwowo czy moze prywatnie tez? Jestes pewna, ze tamta kobieta miala takie same srodki, dostep do specjalisty jak ty?

Od nas zalezy jacy bedziemy - dlaczego wiec mimo leczenia zdarza ci sie byc tu, na forum agresywna slownie? Dlaczego piszesz cos, za co przepraszasz potem? Dlaczego nie myslisz przed skoro to OD CIEBIE zalezy jak postepujesz?

21

Odp: patologia w rodzinie

nie dostrzegac to mozna niuansow a nie tak elementarnych rzeczy jak to, ze znecanie sie nad bezbronnym dzieckiem i bicie go tak, ze kosci mu sie lamie jest zle. 99% sprawcow doskonale zdaja sobie sprawe z tego co robia i ze to nie jest norma, tylko przestepstwo. Matka tego dziecka tez doskonale zdawala sobie sprawe, ze to jest zle, ze jej fagas bije jej dziecko.  Gdyby bylo inaczej, nie probowalaby tuszowac sladow tego bicia. Nie probowalaby klamac, ze dziecko spadlo z hustawki, srawki, schodow czy co tam zawsze wymyslaja, aby ukryc obrzydliwa prawde i sie wybielic, udawac troskliwa. 
To jest naiwna wymowka, ze nie dostrzega sie nienormalnosci gdy chodzi o tego typu rzeczy. Dostrzega sie, tylko gdy jest sie pozbawionym jakichkolwiek uczuc i wrazliwosci,  po prostu sie tym nie przejmuje ani nie roztkliwia nad tym.
Dorastanie w patologi moze pozbawic czlowieka w mniejszym lub wiekszym stopniu wrazliwosci, ale nie czyni go debilem niezdolnym do odrozniania dobra od zla na poziomie podstawowym. Inaczej nie byloby wiezien, tylko same szpitale psychiatryczne. Tak wiec niezaleznie jakie mialo sie dziecinstwo, dorosly czlowiek jest odpowiedzialny za swoje czyny i o ile nie jest chory umyslowo, ma wybor i wie, co robi.
Dlatego litujemy sie nad takimi dziecmi, Iceni, bo  one sa slabe, bezbronne i nie maja zadnego wyboru, w przeciwienstwie do doroslych. Probujesz  w obrzydliwy sposob wybielac wine zwyroli, odwolujac sie do ich dziecinstwa. Idac tym torem to mozna usprawiedliwic nawet Hitlera. Moze on tez mial biedactwo trudne dziecinstwo, wiec wymordowal pare milionow... Badzmy wyrozumiali.

22

Odp: patologia w rodzinie

Nie, probuje znalezc odpowiedz czy kastracja takich osob jest sluszna.
Bo jezeli problem tkwi glebiej to jest jak leczenie symptomow a nie powodow.

Maltretowanie fizyczne dzieci jestcspektakularne i latwo sie nad takimi litowac. Polamane kosci widac na RTG, ale co z osobami maltretowanymi psychicznie?

Jestes w 100% pewna, ze dla tej kobiety kastracja to jedyne prawidlowe rozwiazanie? A moze jednak warto by sie skupic nad tym jak do takich patologii nie dopuszczac? Moze zanim sie taka osobe wykastruje warto by sie przyjrzec jej psychice i przeszlosci zeby sie przekonac co doprowadzilo do jej takich a nie innych zachowan.

Kara nie jest jedynym dostepnym rozwiazaniem. Co sie dzieje z czlowiekiem, ktory wydaje sie normalny a w ciagu kilku miesiecy zamienia sie w potwora? Czy ona byla taka zawsze, czy cos to spowodowalo? A jezeli tak, jezeli istnieje jakas przyczyna to czy nie sadzisz, ze warto by ja poznac - skad masz pewnosc, ze skoro istnieje takie prawdopodobienstwo (ze czlowiek pod wplywem pewnych czynnikow traci swoje czlowieczenstwo) nie moze to spotkac kazdej z nas?

Na swiecie przeprowadzono juz wiele doswiadczen i obserwacji udowadniajacych, ze ludzie moga tracic swoje czlowieczenstwo bardzo szybko - mnie nie zalezy na tym, by jej wyrwac macice przez gardlo i wrzucic do wiezienia na reszte zycia. To niczego nie zmieni. NICZEGO.

Ja bym chciala, zeby ktos poswiecil jej czas i przyjrzal sie dlaczego ona (i wiele innych podobnych osob) jest taka a nie inna. Dla mnie to ona moze reszte zycia spedzic w luksusowych warunkach osrodka w ktorym ktos sprobuje "odwrocic" jej psychike.

To moze cos zmienic.

23 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-12-09 15:29:05)

Odp: patologia w rodzinie
Iceni napisał/a:
Cyngli napisał/a:
Iceni napisał/a:

Tak, to jest w pewien sposob usprawiedliwienie. Wychowanie w takim srodowisku zmienia psychike, mozna nie dostrzegac swoich bledow - skoro wszyscy dookola tak postepuja to pewne zachowania mozna uznac za norme.

Dlaczego litujecie sie nad dziecmi z rodzin patologicznych?

A dlaczego nie dostrzegacie, ze z tych dzieci potem wyrastaja skrzywieni dorosli? Czy taki dorosly sam sobie jest winien, ze jego cale zycie zostalo naznaczone?

Nawet zeby isc na terapie ( ktora i tak wszystkich skutkow nie zlikwiduje) to trzeba sie wyrwac z tego srodowiska.

Ale... co was to obchodzi, nie?
Wspolczucie dla dzieci jest takie wzruszajace... a jak to dziecko przekroczy magiczna dranice 18 lat i zrobi cos zlego, to juz bedzie mozna go rozstrzelac...

Pochodzę z rodziny patologicznej i leczę się na własną rękę, bo mi na tym zależy. Nikt tego za mnie nie zrobi.

Od nas zależy, jakimi będziemy ludźmi, czy powtórzymy model z dzieciństwa, czy nie.

A przyszlo ci do glowy, ze patologia patologii nie rowna? Jestes pewna ze gdybys urodzila sie w innych warunkach mialabys takie same mozliwosci leczenia sie? Dostrzegasx mozliwosc, ze mimo ze ty tez pochodzisz z rodziny patologicznej to inni moga miec gorzej?

Jestes pewna, ze gdyby to zabite dziecko doroslo nie staloby sie takim samym "potworem" jak jego matka? I czyja bylaby wtedy to wina? Wtedy w wieku lat 20 powinno byc wykastrowane?

Leczysx sie jedynie panstwowo czy moze prywatnie tez? Jestes pewna, ze tamta kobieta miala takie same srodki, dostep do specjalisty jak ty?

Od nas zalezy jacy bedziemy - dlaczego wiec mimo leczenia zdarza ci sie byc tu, na forum agresywna slownie? Dlaczego piszesz cos, za co przepraszasz potem? Dlaczego nie myslisz przed skoro to OD CIEBIE zalezy jak postepujesz?

Leczę się tylko państwowo.
Powtarzam - ode mnie zależy, jakim jestem człowiekiem, i JA ponoszę konsekwencje moich czynów.

Przykład z forum, pomijam, mogłaś sobie darować osobiste wycieczki. Konsekwencje forumowych złośliwości/agresji ponoszę TYLKO ja.

Co to znaczy ''inni mogą mieć gorzej''? Każdy może mieć gorzej. Ja mogę mieć gorzej od Ciebie, mniej pieniędzy, gorsze zdrowie, nie wiem, mniej farta, ale czy to mi daje prawo do katowania swoich dzieci?! Albo do łamania prawa? Czy to, że miałam gorzej, usprawiedliwia moje jakieś tam występki? NIE.
Jak złamię rażąco forumowy regulamin, to moderacja będzie się zastanawiać - dajemy jej bana, czy nie, bo miała ojca alkoholika?

24

Odp: patologia w rodzinie

Moim zdaniem to po części obie macie racje.
Bo owszem, tak jak piszesz Cyngli, bardzo dobrze, że podjęłaś się pracy nad sobą.
Wiesz, ze bez psychologa byłoby ciężko i rzutowałoby to na całe Twoje życie.
Tylko jedna sprawa, że u Ciebie w życiu musiał nastąpic  moment w którym zdałaś sobie sprawę, że coś jest nie tak w Twoim myśleniu, postrzeganiu ludzi.
Mogły nawarstwiac się problemy, a Ty chciałaś życ inaczej, lepiej, chciałaś zmieniac swoje życie na lepsze.
I bardzo dobrze, miałaś szczęście, że doszłaś do takiego myślenia.

Ale...jest milion ludzi, którzy nigdy nie dojdą do takiego punktu jak Ty.
Nigdy nie zrozumieją po co , i dlaczego mieliby coś zmienic.
Nie każdy wie, że coś złego jest złem. Nie ma współczucia.
Żyje się tak, jakby wszystko wokół pozbawione było jakichkolwiek uczuc, emocji.
Nawet ból wtedy może nie bolec.

Pamiętam kiedyś jak moja córka była jeszcze bardzo mała.
Niby nosiłam ją na rękach, ale ona płakała.
Akurat przyszła teściowa i mówi, że trzeba małą przytulic.
Do tej pory pamiętam dzwięk tych słów.
Spojrzałam na córkę, ale nawet nie wiedziałam, jak mam się do tego zabrac.
Dosłownie nawet wstydziłam się wykonac jakikolwiek ciepły gest.

Naprawa siebie jest bardzo trudna.
Trzeba uczyc się prawie wszystkiego od nowa.

Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko...

25

Odp: patologia w rodzinie
beniaban napisał/a:

Jeśli chodzi o nadzór nad patologią to najpierw trzeba byłoby wyszkolić pracowników MOPSU i kupić im okulary bo ile razy było tak, że mieli problem przed nosem a go ignorowali

A wiesz co może zrobić pracownik socjalny? wielkie G....
Wiesz, jak wygląda procedura?
Pracownik socjalny wchodzi w środowisko, widzi coś niepokojącego i tutaj trzeba doprecyzować co widzi, lekkie zasinienie na twarzy dziecka- matka tłumaczy tym, ze raczkowało i uderzyło się, sytuacja jednorazowa. Podczas obejrzenia całego ciała dziecka- i to najlepsze, matka nie ma obowiązku rozebrania dziecka na prośbe pracownika socjalnego, pracownik nie widzi innych zasinień. Jedyne co może zrobić to napisać do sądu.
Widzi inne zasinienia, uważa, ze dziecko było katowane- wzywa policję, jak policja uznaje, ze pracownik socjalny to debil i się myli- nic nie robią, jak uznają, że dziecko mogło być maltretowane, wzywają pogotowie, pogotowie ocenia sytuację i albo zabiera dziecko do szpitala, z którego trafi do ośrodka, albo uznaje, ze pracownik to debil i nic nie robią.

I jeszcze jedno, pracownik socjalny to nie Duch Święty, jak nie ma zgłoszenia od sąsiadów, rodziny kogokolwiek, a rodzina nie korzysta z pomocy mops, to pracownik o katowaniu dowie się po fakcie.

Nie trzeba doszkalać pracowników socjalnych tylko dać im realne narzedzia do przeciwdziałania takim patologiom. JAkie?

np. 20 lat temu wygladało to tak: pracownik socjalny wchodził w środowisko widział, ze matka stwarza zagrożenie (nie było przemocy, ale było podejrzenie) brał dziecko na ręce- tak odbierał matce dziecko i jechał z nim do kuratora. Dzisiaj? zastałby zwolniony dyscyplinarnie za coś takiego.

Dlatego ważne jest, żeby dzwonić i informować, ja mam prawie 60 środowisk, + niebieskie karty+ DDP, mój cały rejon to kilka tysięcy mieszkań, jak mam kazdego znać? nie pukamy do kazdego i nie pytamy, a czy przepraszam bardzo nie ma pan może dziecka, które Pan z nudów katuje?

Prawo kuleje, pracownicy socjalni nie mają środków by przeciwdziałać.

Oczywiście jest część pracowników socjalnych, którzy maja wszystko w dupie, aczkolwiek, ja spotkałam, jak na razie jedną taką osobę, na kilkadziesiąt.

Odrodziłam się na nowo, miałam duszę kryształową
Lecz znów, i znów i znów kolorów szukam

26 Ostatnio edytowany przez strzała (2016-12-11 16:45:58)

Odp: patologia w rodzinie
Nirvanka87 napisał/a:

np. 20 lat temu wygladało to tak: pracownik socjalny wchodził w środowisko widział, ze matka stwarza zagrożenie (nie było przemocy, ale było podejrzenie) brał dziecko na ręce- tak odbierał matce dziecko i jechał z nim do kuratora. Dzisiaj? zastałby zwolniony dyscyplinarnie za coś takiego.

20, czy nawet 30 lat temu było jeszcze gorzej.
Teraz wszystko jest bardziej nagłaśniane, więcej o tym się mówi.
Dzieci już znają bardziej pojęcia takie jak : przemoc, zły dotyk, czy niebieska linia.
Oczywiście trochę starsze dzieci, bo na poziomie szkoły podstawowej.
Nie mówię tutaj o dzieciach bardzo małych, które takich spraw nie rozumieją.

Teraz słyszy się o jakiejś pomocy, pracownikach socjalnych, o ludziach, którzy mogą pomóc.
I jakby nie było to jednak są oni gdzieś zauważalni, interesują się ludzmi.

A kiedyś nawet na moim przykładzie, jako dziecko nie miałam pojęcia, że ktoś może pomóc.
Mogłam chodzic gdzie chce. Godzinami nieraz włóczyłam się po mieście, już jako 7 letnie dziecko.
Mieszkałam na wsi, do miasta 8 km. Po szkole często chodziłam poznawac miasto.
Chodziłam sobie na jeden bazarek i tam obserwowałam lokalnych przestępców (oni nawet teraz siedzą w więzieniach)
Wtedy stałam tam i przyglądałam się im jak oszukują ludzi. To była gra na pieniądze, na środku bazarku, tzw gra w kubeczki.
Ludzie stawiali pieniądze, ale zawsze przegrywali. Nieraz potem dostawali gazem po oczach.
Czasem wybierałam się gdzieś dalej, bywało, ze na drugi koniec miasta. Nieraz jakieś kobiety przyprowadzały mnie do centrum, jak już nie wiedziałam gdzie jestem.

Ile razy postanowiłam wracac do domu 8km na piechotę. Samochody same się zatrzymywały, to jechałam.
I nikt się nie zjawiał, nikt niezbyt zwracał uwagę na dziecko wałęsające się samo po ulicach.

Nawet kilka razy dzwoniłam na policję jako dziecko, bo w domu były awantury.
Policja przyjeżdżała, ale jeszcze to mi się dostawało od nich za bezpodstawne wezwanie, bo jak przyjeżdżali to w domu już niby było niebo.
Mama wypierała się, że ona nic nie wie, nic się nie działo, choc sama wcześniej wysyłała mnie do sąsiadów, żeby dzwonic po policję.
A mnie nikt nie chciał wierzyc.
Nie znałam żadnych pań z opieki, wiedziałam, że jestem zdana tylko na siebie.

Dzieci się nie liczyły.

Kto niby miał pomóc?
Wiedziałam tylko tyle, że w Niebie jest Pan Bóg.

Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko...

Posty [ 26 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018