Witam serdecznie. Mam problem z facetem. Jesteśmy zaręczeni i mieszkamy razem. Znamy się dość długo, zaręczeni jesteśmy nawet nie od roku.
Mam z nim problem. Pali trawę w ilościach hurtowych. Codziennie gram, czasami dwa. Wydaje wszystkie oszczędności. Przykładowo, zostaje mu 500 złotych z wypłaty i stówkę wyda na wódkę, a resztę na trawę. Po pracy najpierw siedzi i skręca, potem wychodzi. Po powrocie (około 30 minut) nie pomaga w domu, tylko siada przed komputerem. Gdy nie ma pieniędzy koledzy dają mu na krechę. Pomijam fakt, że pożyczył ode mnie pieniądze kiedy nie miał pracy, na ubrania, jedzenie i czynsz (nie mieszkaliśmy wtedy razem), obecnie jest to prawie pięć tysięcy. Nie kwapi się do oddania, pomimo iż wie, że mam własne problemy finansowe. Woli wszystko wydać jak wyżej w poście.
Wiele razy prosiłam, groziłam. Nic się nie zmieniło, jedyne co powiedział, to że to lubi, że to nie uzależnia i żebym się cieszyła, że nie bierze nic mocniejszego. Udało mi się wymóc, by palił poza domem (codziennie mam z tego powodu wyrzuty z jego strony), wie że jeśli zapali w domu to może nie wracać.
Od dwóch miesięcy proszę go by jeden dzień nie palił. Dwa miesiące temu powiedziałam mu, że nie chcę się z nim kochać, gdy palił. I tym samym od dwóch miesięcy nic. Proszę, że bym chciała się pokochać, żeby jeden dzień nie palił. Stwierdza, że to mój problem, bo mnie trawka przeszkadza, nie jemu. Nie czuję się już w ogóle atrakcyjna, czuję się na "drugim" miejscu, zaraz za używkami.
Jest mi cholernie przykro i nie wiem jak do tego człowieka dotrzeć. Nie chcę prosić go o wyprowadzkę, bo kocham tego faceta. Już nawet nie chodzi o to, że nigdy wtedy nie zobaczę długu. Chodzi o to, że nigdy nie zobaczę jego. Prosiłam, nie odzywałam się wiele dni, przestałam dbać o dom (gary leżały w zlewie dwa tygodnie aż się złamałam), zaczęłam spać w pidżamie.
Proszę o pomoc. Może ktoś mądrzejszy ode mnie będzie w stanie podpowiedzieć czy to ma jakikolwiek sens, albo jak można z nim pogadać, co można powiedzieć.
Dzięki dziewczyny.
2 2016-11-30 09:33:35 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2016-11-30 09:37:11)
Nie chcę prosić go o wyprowadzkę, bo kocham tego faceta. Już nawet nie chodzi o to, że nigdy wtedy nie zobaczę długu.
A on Ciebie kocha? (znasz odpowiedź)
On jest uzależniony i tyle. Pytanie czy chce Ci się próbować go z tego wyciągać i czy on da sobie pomóc... a nie każdemu się da...
Znam odpowiedź. Twierdzi, że kocha. U niego tylko częściej to słowa. Po prawdzie, przytula mnie, pomaga nosić zakupy, pomaga jak auto mi się popsuje. Ale gdy proszę go na przykład o rozmowę, że mam problem (np. wczoraj) i chciałabym się wyżalić to temat umiera. Taka pamięć wybiórcza.
Wiem że mnie kocha, ale nie potrafi tego okazać. I wątpię by chciał to zmieniać.
Być może że Cię kocha, ale miłością toksyczną. Jest uzależniony, myślisz że jesteś w stanie wygrać z narkotykami i go z tego wyciągnąć?
Sam mówił, że palić nie przestanie. Nie wiem nawet w jaki sposób można spróbować go wyciągnąć. Siłą go nie zaciągnę do ośrodka terapii uzależnień, a sam nie pójdzie.
Skoro on postawił sprawę jasno - że nie przestanie palić - a Tobie palenie nie odpowiada - to masz tylko dwa wyjścia.
Męczyć siebie i jego dalej - nie zmieniając nic; albo odejść i poszukać kogoś, kto będzie Ci odpowiadał.
Nie umiem tego ignorować, jak rujnuje swoje życie. Nie jestem też pewna czy byłabym na tyle silna by postawić mu ultimatum.
Chciałabym z nim porozmawiać na początek, tylko nie wiem jakich argumentów mogę użyć.
Zniosę to, gdyby palił mniej. Zniosę gdyby palił na przykład raz na tydzień, może dwa. Ale palenie codziennie mnie przerasta.
Przecież Ty już z nim na początek rozmawiałaś, jak wiele rozmów zadowoli Ciebie, że to już nie jest na początek?
Stwierdzenia typu "zniosę", no proszę Ciebie będziesz go znosiła, uważasz, że w ten sposób powinny wyglądać związki między ludźmi, że jedno drugiego znosi?
Bardzo dobrze, że nie umiesz tego ignorować, nie ignoruj. Nie trzeba żadnej siły, żeby postawić ultimatum, potrzeba przekonania, że to ultimatum to pierwszy krok do ratowania dwójki ludzi i świadomości, że jesteś odpowiedzialna tylko za siebie.
Czyli jesteś słabą zakompleksioną kobietą, która boi sie jakiemuś narkomanowi postawić ultimatum? Bo co, bo on cie zostawi? Bo wybierze palenie? A kopnij ty go w dupę i niech leci daleko!! Narzeczony?? Śmiech na sali... Miej ty własny honor i dbaj o siebie. Nie stać cie na normalnego faceta? Bo ja bym zniosła to i tamto... TY NIE MASZ NIC ZNOSIC. Znosi to kura jajka. Ty masz sie czuć szczęsliwa w związku. A nie że jakis narkoman cię rzuci jak bedziesz wymagac by przestał palic. Ogarnij ty sie dziewczyno. Ślub z kims takim?? Życie chcesz sobie zmarnować?? Gołodupiec co kazde pieniądze na nałóg przepuści, a od ciebie jeszcze pozycza...
Znam odpowiedź. Twierdzi, że kocha. U niego tylko częściej to słowa. Po prawdzie, przytula mnie, pomaga nosić zakupy, pomaga jak auto mi się popsuje. Ale gdy poszę go na przykład o rozmowę, że mam problem (np. wczoraj) i chciałabym się wyżalić to temat umiera. Taka pamięć wybiórcza.
Wiem że mnie kocha, ale nie potrafi tego okazać. I wątpię by chciał to zmieniać.
Mój były miał problem z piwem. Było podobnie jak u Ciebie. Wystawiłam mu problem logiczny: albo pije, bo chce i lubi, a moje szczęście jest w takim razie mniej ważne od piwa, co daje powód do rozstania, albo pije, bo musi, czyli jest uzależniony, co daje powód do rozstania. Gdzie jest miejsce na miłość, pomimo że pomaga czasem?
To jest zawsze Twoja decyzja, ale z tego co piszesz wynika, że albo jesteś dla niego mało ważna, albo jest uzależniony, albo oba na raz. Na siłę go nie zmienisz, a on wprost Ci powiedział, że nie przestanie palić. Jak wyobrażasz sobie życie z nim za 5 lat? A jakby pojawiło się dziecko? Jak odłożycie pieniądze na własny dorobek? Chcesz sama ciągnąć Wasz wspólny wózek: a jak stracisz pracę, to co? Popadniecie w długi?
Dużo pytań, mało odpowiedzi :-). Mojego eksa zostawiłam, chociaż go kochałam. Czasem go wspominam, ale nie żałuję. Miłość nie polega na zniszczeniu własnego życia, by trwać przy kimś, kto ściąga nas w dół. Miłość polega na tym, że obie strony czynią swoje życie lżejszym dla siebie nawzajem. :-)
Zapytanie was o to było dobrym pomysłem. Potwierdzacie moje przekonanie, że to w takiej formie nie ma większego sensu.
Olaora trafiłaś w samo sedno. Jestem zakompleksiona i nie mam o sobie dobrego zdania, ale od roku z tym walczę. Dlaczego tak jest to temat na inny wątek. W każdym bądź razie, cale życie muszę "coś" znosić, jakoś się tak utarło.
Spróbuję z nim porozmawiać, gdy zdam pierwsze egzaminy na uczelni (nie chcę zawalić) , postawię ultimatum, albo będzie palił raz na tydzień z dala ode mnie (na początek) albo w dniu kiedy jestem na zajęciach ma zabrać rzeczy. I spłacać się co miesiąc. Co myślicie?
12 2016-11-30 10:28:36 Ostatnio edytowany przez anicorek87 (2016-11-30 10:33:56)
Nie umiem tego ignorować, jak rujnuje swoje życie. Nie jestem też pewna czy byłabym na tyle silna by postawić mu ultimatum.
Chciałabym z nim porozmawiać na początek, tylko nie wiem jakich argumentów mogę użyć.
Zniosę to, gdyby palił mniej. Zniosę gdyby palił na przykład raz na tydzień, może dwa. Ale palenie codziennie mnie przerasta.
Już tutaj działa mechanizm współuzależnienia. Kiedyś jedna dziewczyna w swoim wątku pisała ,że pozwala mężowi alkoholikowi pić dwa piwa dziennie a nie sześć.
Ty robisz to samo. Ustępujesz tylko, że on te ustępstwa nagina i prawdopodobnie nie przestrzega.
Szukaj siły na zerwanie tego związku w perspektywie swojej przyszłości.
Pomyśl: Mąż ćpun i alkoholik( pisałaś ,że wódkę też lubi), brak pieniędzy na życie , brak pomocy w domu i dodatkowo nie daj Boże dziecko, które może być chore bo on toksyny ciągle ma w sobie .Nie generalizuje ale przypuszczam ,że taka świetlana przyszłość Cię z nim czeka.
Zapomniałam dodać jeszcze mechanizm zaprzeczenia. W pierwszym poście piszesz ,że on nic nie robi siada przed kompem potem wspominasz ,że łaskawie niesie Ci zakupy(dziwne ,żebyś ty torby nosiła jak on idzie obok)
Decyzja należy do Ciebie. On się nie zmieni dopóki naprawdę go nie zostawisz
DZIEWCZYNO ŻADNYCH USTĘPSTW -MIEJ TROCHĘ HONORU
Poza tym jeszcze odwlekasz rzeczywistość(pogadam po egzaminach)jakby problem sam miał zniknąć albo on cudownie się zmienił
13 2016-11-30 10:39:58 Ostatnio edytowany przez Mika91 (2016-11-30 10:40:59)
Odwlekam tylko dlatego, że chcę zdać te egzaminy. Jestem nieco chora, stres może się dla mnie skończyć szpitalem, już raz zawaliłam rok w szkole przez ciągle wizyty w szpitalu.
Wiem, że to głupie ale pomimo tego jaki jest boję się go stracić. Wiem, że napiszecie zaraz, że strata kogoś takiego ma same plusy. Mimo takiej świadomości wciąż mam jakieś "ale", wciąż mam jakieś "a może jakby z nim porozmawiać".
Prawdę mówiąc, potrzebuję po prostu kopa w dupę, by się spiąć do działania. Anicorek, masz cholerną rację. Albo ultimatum całkowite, albo jego brak. Jeśli wybierze mnie będzie musiał spuścić to gówno w mojej obecności w toalecie. I nigdy więcej do tego nie wracać. Jeśli zapali osobiście go spakuję.
PS. Jestem bezpłodna.
Autorko wybacz ,że zadam Ci to pytanie ale czy ty może obawiasz się tego ,że zrywając z nim inny chłopak nie zechce Cię dlatego ,że nie możesz mieć dzieci?Czy Twoje stwierdzenie o bezpłodności jest potwierdzone przez lekarza i nie odwracalne?
Już teraz rozumiem Twoje niskie poczucie wartości i te wizyty w szpitalu.
Chodzisz może do psychologa?Myślę,że w Twojej sytuacji jest to konieczne.
Dodam jeszcze ,że masz szanse być z kimś wartościowym ,komu będzie zależało na Tobie i nie będzie miało znaczenia to czy możesz mieć dzieci czy nie.Tylko ty musisz w to uwierzyć.
Bycie z kimś takim jak Twój facet pogłębia Twoje gorsze samopoczucie a na pewno nie podnosi Ci wartości.
15 2016-11-30 10:55:02 Ostatnio edytowany przez zabpth (2016-11-30 10:56:00)
Witaj Autorko
A to nawet ciekawy temat jest.
No właśnie i jak jest zjarany to jak mu idzie w seksie, daje rade czy tak średnio, albo robi coś śmiesznego.
A masz porównanie jaki jest sex z nim kiedy nie jest zjarany? Lepszy/gorszy.
Ciekaw jestem bo u mnie po jaraniu różnie bywało nieraz śmiesznie, nieraz męcząco, za to stereotypowo zasypiałem zaraz po, a może już pod koniec nawet nie pamiętam właśnie heh. Z moich doświadczeń to wolę, jak już mam wybór bzykać nie będąc zjaranym, nie że zaraz na trzeźwo, ale zjarany to tak może nie dramatycznie, ale jednak nie pewnie trochę, sam siebie oceniłbym niżej, niż będąc np. pod wpływem alkocholu, albo innych uzywek, albo i ewentualnie na trzeźwo.
Weź napisz coś na ten temat, jestem ciekaw, może jak bym palił codziennie to wtedy lepiej po jaraniu by mi szło?
W życiu kieruje się zasadą że trzeba dążyć do perfekcji, a przynajmniej w tych życiowych aspektach, które z różną częstotliwością ale jednak się powtarzają hmm tak filozoficznie, ale życie to ciągłe dążenie do doskonałości a zwłaszcza tam gdzie jest jeszcze coś do zrobienia.
Pozdrawiam
Witaj Autorko
A to nawet ciekawy temat jest.
No właśnie i jak jest zjarany to jak mu idzie w seksie, daje rade czy tak średnio, albo robi coś śmiesznego.
A masz porównanie jaki jest sex z nim kiedy nie jest zjarany? Lepszy/gorszy.
Ciekaw jestem bo u mnie po jaraniu różnie bywało nieraz śmiesznie, nieraz męcząco, za to stereotypowo zasypiałem zaraz po, a może już pod koniec nawet nie pamiętam właśnie heh. Z moich doświadczeń to wolę, jak już mam wybór bzykać nie będąc zjaranym, nie że zaraz na trzeźwo, ale zjarany to tak może nie dramatycznie, ale jednak nie pewnie trochę, sam siebie oceniłbym niżej, niż będąc np. pod wpływem alkocholu, albo innych uzywek, albo i ewentualnie na trzeźwo.
Weź napisz coś na ten temat, jestem ciekaw, może jak bym palił codziennie to wtedy lepiej po jaraniu by mi szło?
W życiu kieruje się zasadą że trzeba dążyć do perfekcji, a przynajmniej w tych życiowych aspektach, które z różną częstotliwością ale jednak się powtarzają hmm tak filozoficznie, ale życie to ciągłe dążenie do doskonałości a zwłaszcza tam gdzie jest jeszcze coś do zrobienia.
Pozdrawiam
Twój post jest nie na miejscu. Autorka ma większe problemy niż brak seksu a prześmiewanie się z jej problemów jest chamskie. Może niech da Ci namiar na jej faceta i z nim sobie o tym pogadaj bo pasujecie do siebie
Byłam w takim związku. Byłam wtedy szczeniarą. Naturalnie zaczęłam popalać z nim. W pewnym momencie byliśmy na takim haju, że nie wiedziałam co się dzieje. Co ja robię u diabła?! Wszystko przestało wydawać się realne.
Pomyślałam, że w przyszłości będę chciała mieć rodzinę a on odurza się codziennie.
Rzuciłam go. Rok później znalazł pannę studiującą psychologię. Chwalił się, że pali więcej od niego. Ochajtali się i żyją szczęśliwie w oparach THC
Jestem "podwiązana", pomimo udokumentowanej szansy na progu kilku procent na zajście. Ciąża by zabiła i mnie i dziecko w pierwszych miesiącach. Kardiolog pomógł mi podjąć taką decyzję. Jakbym chciała to adoptuję.
Co do seksu się nie wypowiem. Bywało lepiej, bywało gorzej. Ostatnio nie bywa w ogóle.
19 2016-11-30 11:18:52 Ostatnio edytowany przez Mika91 (2016-11-30 11:55:11)
Poniedzilkowa, gratuluję.
20 2016-11-30 11:18:54 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-11-30 11:21:07)
ale scieme Ci wali. Trawa uzaleznia, czego jest zywym dowodem. On nie pali okazjonalnie, bo ma ochote, tylko codziennie, bo musi a to juz jest nalog. Wszystko jest dla ludzi, nie mam nic przeciwko trawie, wole niz alkohol, ale jak czlowiek nie zna umiaru to tak sie konczy.
Facet slabo rokuje na przyszlosc. W ogole nie widzi problemu i ma Cie w zadzie. Jest skupiony na sobie i swoich przyjemnosciach. Mam nadzieje, ze choc Ty wykazesz sie rozsadkiem. Milosc miloscia, ale instynkt samozachowawczy trzeba miec a raczej dopuscic go do glosu ![]()
21 2016-11-30 11:18:56 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2016-11-30 11:26:14)
Mika nałóg to nałóg to się rzuca nie ogranicza. To tak jak ja bym powiedziała że od dziś zamiast 40 papierosów będę palić 20. Co to zmienia? Nadal będę uzależniona....
Co z tego że jesteś bezpłodna, ja np jestem bardzo płodna cytując lekarza "wszystko działa aż za dobrze", ale mam inne problemy ze zdrowiem, złożone, rozległe i z ich powodu raczej dzieci mieć nie będę, mój mąż o tym wiedział, wziął ze mną ślub jesteśmy szczęśliwi... może kiedyś adopcja? Zobaczymy, tak czy siak został o tym poinformowany i to zaakceptował że być może nigdy... moje choroby też zaakceptował, a mało tego nie ma, wiedział w jakim jestem stanie, wiedział jak wygląda życie ze mną nie uciekł...
W pracy wspomniałam że może będę musiała zrezygnować, nie wdawałam się w szczegóły, powiedziałam tylko że chodzi o mój stan zdrowia, efekt jest taki że wszyscy się pytają jak się czuję, gonią mnie żebym jadła i mają nadzieję że zostanę i gotowi są ponaginać grafik tak abym pozostała.... O,o serio, serio
Nie marnuj sobie życia, ja też kiedyś czekałam na zmiany.... nie doczekałam się przez 6 lat.... też kochałam, wiem że on kochał mnie, ale to było za mało... on nie umiał kochać tak jak powinien i pewnie nigdy się tego nie nauczy... to już jednak nie moja sprawa. Tu akurat chodziło o alko i kilka innych rzeczy, ja słyszałam trzeba było sobie znaleźć p*zdę, prawdziwy facet pije... no to znalazłam.
... on nie umiał kochać tak jak powinien i pewnie nigdy się tego nie nauczy... to już jednak nie moja sprawa.
Mika, wierzysz, że Twój się zmieni? Żyjemy w bajkowo-hollywoodzkim micie, że miłość pokona wszystkie przeszkody, że ludzie zrobią wszystko dla miłości, że się zmienią, zrozumieją swoje błędy itd. To jest właśnie mit. Kłamstwo w zasadzie.
W prawdziwym życiu Twój chłopak będzie musiał nisko, nisko upaść, żeby się zmienić. Stracić Ciebie, przyjaciół, rodzinę, dach nad głową. Tak to działa. Nie idź drogą setek kobiet, które tkwią latami przy uzależnionym mężu czekając, aż on się zmieni i przy tym nieświadomie wspierają jego nałóg.
Nie tłumacz się chorobą. Odwlekasz rozstanie ze strachu a nie z obiektywnych przyczyn. Jak masz wątpliwości, to pisz tutaj, a przed nim zamknij serce i drzwi. Spakuj go, jak sobie pójdzie w tango, a jak wróci, to niech bierze swoje rzeczy i spada do mamusi. Zamknij drzwi na klucz. Wyłącz telefon, nie loguj się na fejsbuka. Ulga, że się z tego uwolniłaś przyjdzie szybciej niż myślisz .
Adiaphora, "W ogole nie widzi problemu i ma Cie w zadzie. Jest skupiony na sobie i swoich przyjemnościach", dziękuję ci za to.
Małpa69, mnie bezpłodność nie przeszkadza aż tak. Przyzwyczaiłam się i oswoiłam z tym.
Macie może jakiś pomysł jak taka wypowiedź powinna wyglądać? Albo trawa i się wyprowadzasz albo ja?
I nie daj sobie wmówić że jak jesteś chora to jesteś człowiekiem gorszego sortu. NIE JESTEŚ!
Ano mam wątpliwości, czy to decyzja słuszna. Jeśli i ja się odwrócę to on zostanie sam. Bez niczego, z dwoma kartonami rzeczy. Nic więcej.
26 2016-11-30 11:53:03 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2016-11-30 11:56:30)
Ale to jego decyzja nie Twoja, to jego życie i jego wybór. On tak wybrał Ty już nic nie możesz... Nie da się komuś pomóc na siłę... On wybrał. Teraz Twoja kolei, obyś wybrała mądrze.
Powiedz mu że albo idzie na leczenie (koniecznie na leczenie, on nie rzuci sam) albo do widzenia... i nie daj sobą manipulować
Spróbuję więc dzisiaj mu zakomunikować, że ma wybrać.
Trzymajcie kciuki ![]()
bądź silna i nie daj się nabrać na czcze gadki że się zmieni. Leczenie albo koniec. Leczenie, nie wierz że sam da radę.
Pali trawę w ilościach hurtowych. Codziennie gram, czasami dwa.
Skąd ja to znam hehehe (mam kumpli którzy tyle jarają)
Wiele razy prosiłam, groziłam. Nic się nie zmieniło, jedyne co powiedział, to że to lubi, że to nie uzależnia i żebym się cieszyła, że nie bierze nic mocniejszego.
Jeżeli tak mówi to na pewno nic nie wskórasz. Takie chłopaki jarają "zieleninkę" tak jak fajki. Na nich to ona już nawet w mniejszym stopniu działa aniżeli na takiego mnie który zapali z nimi raz na miesiąc a może dwa razy. I w sumie ma rację, że powinnaś się "cieszyć", że nie bierze nic mocniejszego. Mógłby trafić ci się taki co "daje po kablach" albo wącha jakieś kleje, lub też bierze dopalacze które są o wiele groźniejsze od "zieleninki"
Wymóc na nim aby przestał palić to tak samo jak zabrać dziecku fajną zabawkę która mu się bardzo spodobała. Jednak kategorycznie możesz oczekiwać aby nie palił w domu, dług też powinien oddać i to prędzej aniżeli później.
On-WuWuA-83, uważasz że to, że tyle pali jest w porządku?
Że powinnam to tolerować, bo inaczej będzie nieszczęśliwy?
On Wu-Wu nie mieszaj autorce w głowie. To tak jakby powiedzieć ,żonie , która jest dręczona psychicznie i szantażowana aby się cieszyła że mąż jej nie leje.
Niech koleś jak mu się tak podoba szuka panny , która będzie z nim jarać codzienne i problem z głowy a nie mieć naług i niceh się wszyscy do niego stosują a od siebie nie dając nic.
Ja też bym była nieszczęśliwa, gdyby ktoś mi na przykład zabrał książki albo czekoladę w okres (dwa paski dwa razy na miesiąc).
Ale to nie jest nielegalne, to mi nie szkodzi. Nie staczam się przez książkę i nie tyję przez dwa paski czekolady...
I w sumie ma rację, że powinnaś się "cieszyć", że nie bierze nic mocniejszego. Mógłby trafić ci się taki co "daje po kablach" albo wącha jakieś kleje, lub też bierze dopalacze które są o wiele groźniejsze od "zieleninki"
No. Medal mu się należy...
A człowiek to nie pieniądz na drodze i "się nie trafia" na niego. Każdy ma wpływ na to jakimi ludźmi się otacza, a już zwłaszcza jakich ludzi dopuszcza do swojego najbliższego kręgu. Los nie ma tu nic do rzeczy, a świadome wybory. Mika teraz sama musisz dokonać wyboru: odejść czy zostać, bo na ten wybór masz wpływ. Na jego wybory nie.
Już postanowiłam, dam mu ultimatum. Albo narkotyki, albo ja.
Jeżeli istnieje potrzeba dawania w związku ultimatum to związek już prawie nie istnieje. Ale pomijając to... to czy jesteś w stanie być konsekwentna, gdy on juz wyboru dokona i nie będzie on po Twojej myśli, albo gdy wybierze zgodnie z Twoim zamysłem, ale za jakiś czas wróci do starych nawyków?
Wiem o tym, Kilo.
Myślę, że będę w stanie. Jeśli wybierze ćpanie to świadomość, że się przegrało z takim czymś będzie bolała, ale będzie gwoździem do trumny. Jeśli wybierze inaczej będę go wspierać w leczeniu, do dnia kiedy złamie postanowienie.
Wydrukuj sobie to postanowienie, bo bardzo łatwo się o takich zapomina. Zwłaszcza o tej drugiej części...
Przepiszę je sobie. Dzięki.
On Wu-Wu nie mieszaj autorce w głowie
Nie mieszam a mimo, że nie palę tak jak oni to jednak twierdzę, że jednak koleś ma rację w tym tekście. Nie robi autorce krzywdy fizycznie ani też psychicznie ponieważ nie oszukuje jej a wprost mówi, że nie skończy z tym bo mu się to podoba. Właśnie ostatnio rozmawiałem o tym z kolegą co dużo pali i z jedną dziewczyną (poznałem ją) zakończył znajomość bo uważała, że dużo pali. On z jarania raczej nie zrezygnuje.
Ale to nie jest nielegalne, to mi nie szkodzi. Nie staczam się przez książkę i nie tyję przez dwa paski czekolady...
To jest nielegalne u nas w kraju, bo ex prezydent podpisał tą ustawę, w innych nie mają nic przeciwko a nawet leczą zielskiem co i u nas wchodzi do życia.
Znam ludzi co palą 15-17l i funkcjonują. Mają, pracę, dziewczyny, żony, dzieci...
Szkodzi nie szkodzi, wszyscy kiedyś umrą.
Mika patrz, czytaj i ucz się. Masz najprawdopodobniej do czynienia z podobnym beznadziejnym przypadkiem jak powyżej. Nie rób sobie zbędnych nadziei na normalność i dojrzałość decyzji.
Moja droga uciekaj gdzie pieprz rosnie ,zostaw takiego faceta i nie pracuj na darmozjada.milosc jest jak kij ma dwa konce .nie mow ze kochasz ,Jak dlugo bedziesz znosic ponizenia,Boze zycze ci postanowienia mocnego w odejsciu i > Zapamietaj moja droga to nie milosc to litosc nad biednym,Znasz polskie przyslowie nad biednym sie nie lituj,bogatemu nie pozyczaj to zawsze na tym dobrze wyjdziesz.powodzenia otrzasnij sie z letargu.
anicorek87 napisał/a:On Wu-Wu nie mieszaj autorce w głowie
Nie mieszam a mimo, że nie palę tak jak oni to jednak twierdzę, że jednak koleś ma rację w tym tekście. Nie robi autorce krzywdy fizycznie ani też psychicznie ponieważ nie oszukuje jej a wprost mówi, że nie skończy z tym bo mu się to podoba. Właśnie ostatnio rozmawiałem o tym z kolegą co dużo pali i z jedną dziewczyną (poznałem ją) zakończył znajomość bo uważała, że dużo pali. On z jarania raczej nie zrezygnuje.
anicorek87 napisał/a:Ale to nie jest nielegalne, to mi nie szkodzi. Nie staczam się przez książkę i nie tyję przez dwa paski czekolady...
To jest nielegalne u nas w kraju, bo ex prezydent podpisał tą ustawę, w innych nie mają nic przeciwko a nawet leczą zielskiem co i u nas wchodzi do życia.
Znam ludzi co palą 15-17l i funkcjonują. Mają, pracę, dziewczyny, żony, dzieci...
Szkodzi nie szkodzi, wszyscy kiedyś umrą.
Tak dla sprostowania drugiego posta nie napisałam ja tylko autorka.
43 2016-11-30 13:36:11 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-11-30 13:37:26)
Skoro on postawił sprawę jasno - że nie przestanie palić - a Tobie palenie nie odpowiada - to masz tylko dwa wyjścia.
Męczyć siebie i jego dalej - nie zmieniając nic; albo odejść i poszukać kogoś, kto będzie Ci odpowiadał.
dwa wyjścia
powiadasz
wyjście jest jedno, a to co jest to jak widać nie wyjście
zjazd w kierunku dna wraz z ściąganiem w dół, ofiary
aby było raźniej
niestety ofiara, niezbyt walczy, więc i zadanie ułatwione
44 2016-12-01 13:33:35 Ostatnio edytowany przez Kuniasta (2016-12-01 13:34:12)
Cyngli napisał/a:Skoro on postawił sprawę jasno - że nie przestanie palić - a Tobie palenie nie odpowiada - to masz tylko dwa wyjścia.
Męczyć siebie i jego dalej - nie zmieniając nic; albo odejść i poszukać kogoś, kto będzie Ci odpowiadał.dwa wyjścia
powiadasz
wyjście jest jedno, a to co jest to jak widać nie wyjście
zjazd w kierunku dna wraz z ściąganiem w dół, ofiary
aby było raźniejniestety ofiara, niezbyt walczy, więc i zadanie ułatwione
Ja się w sumie zgodzę z Cyngli. Wiadomo jaki facet jest - lubi jarać trawę. Dla niektórych to styl życia i wybawienie, dla innych to staczanie się na dno. Nie wszyscy są ambitni, nie wszyscy rozumują tak samo. Prawda jest taka, że Autorka albo zaakceptuje faceta takim, jakim jest, albo odejdzie ze względu na własne poglądy. Mika, jeżeli dla Ciebie dragi to rzecz absolutnie nie do zaakceptowania i męczysz się w takim związku, to dobrze się zastanów nad tym na co się godzisz. Bo to nie jest dyskusja o kolorze ścian w mieszkaniu, tylko podejście w jakim zostaną wychowane wasze potencjalne dzieci. A koleś Cię siłą w tej relacji nie trzyma. Ty mu chcesz stawiać ultimata, ale on Tobie postawił jedno wcześniej - Albo akceptujesz trawę, albo droga wolna. Kwestia Twojej decyzji. Okrutnie to brzmi, ale no.... ubiegł Cię w tej kwestii.
Sama się długo babrałam ostatnio w takiej relacji i skończyło się tak, że facet mi zarzucił, że go ograniczam na podstawie tego, że stwierdziłam że ja nie chcę z nim ćpać i generalnie mam negatywny stosunek do narkotyków. Rozstaliśmy się spokojnie, bo doszłam do wniosku że mam na tyle inne poglądy, że nie byłaby w stanie z nim niczego stworzyć. Dla niego dragi były ważniejsze od kwestii, które ja stawiam na pierwszym miejscu. Czy to było uzależnienie - nie mnie oceniać. Ważne było to, że dla mnie ta relacja była pełna agresji, niezrozumienia i braku jakiegokolwiek dialogu. Nie mówiąc już o jednostronnym ujęciu tolerancji - ja mam akceptować dragi, ale moje zdanie dotyczące nie używania tego typu substancji jest agresją. Trochę nie tędy droga. Fajnie było, ale dziękuję, wolę inny typ człowieka.
Mika, nawet jeżeli byłaby szansa żeby go z tego wyciągnąć - i tak najpierw musisz zobaczyć jaki on jest w rzeczywistości. A to nie będzie wcale ani urocze, ani łatwe. Bo może się okazać że bardzo sobie wyidealizowałaś obraz tego chłopaka. Uzależnienie, to podstępna bestia. Poza tym nawet nie wiadomo czy to uzależnienie. Może on po prostu swoją ideologię opiera na trawie i mu to odpowiada. Palił od zawsze, czy zaczął kiedy już byliście razem?
Naprawdę ryjąca sytuacja. Nie polecam takich układów. Jeżeli potrzebujesz, zapraszam na priv. Mogę Ci trochę poopowiadać o tym, jak takie rzeczy potrafią się kończyć ![]()
45 2016-12-01 13:57:42 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-12-01 13:58:36)
Amethis napisał/a:Cyngli napisał/a:Skoro on postawił sprawę jasno - że nie przestanie palić - a Tobie palenie nie odpowiada - to masz tylko dwa wyjścia.
Męczyć siebie i jego dalej - nie zmieniając nic; albo odejść i poszukać kogoś, kto będzie Ci odpowiadał.dwa wyjścia
powiadasz
wyjście jest jedno, a to co jest to jak widać nie wyjście
zjazd w kierunku dna wraz z ściąganiem w dół, ofiary
aby było raźniejniestety ofiara, niezbyt walczy, więc i zadanie ułatwione
Ja się w sumie zgodzę z Cyngli. Wiadomo jaki facet jest - lubi jarać trawę.
wyjście jest jedno, do tego wyjścia sam facet ją "namawia", warto z tego skorzystać ![]()
bo przecież wyjściem nie jest to co już JEST ![]()
z tego co autorka pisze, szuka wyjścia ![]()
Wyjściem z sytuacji jest decyzja o kontynuacji związku, bądź nie. Dla mnie to dwie opcje
Jakie one konsekwencje przynoszą, to już inna sprawa.
47 2016-12-01 16:37:29 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-12-01 16:45:06)
Wyjściem z sytuacji jest decyzja o kontynuacji związku, bądź nie. Dla mnie to dwie opcje
Jakie one konsekwencje przynoszą, to już inna sprawa.
Jeśli takie problemy, zwykło by się załatwiać decyzją, było by to wyjściem:) rozgladnij się po forum, tylko w opisie konwulsywnych zachowań widać "decyzja-reakcja', a ludzie szukają odpowiedzi, jak? Dlaczego, po co
Mi to sugeruje że to co jest, nie jest wyjściem:)
Przebywanie w czymś jako "rzekomym jednym z dwóch wyjść, wraz ze świadomościa konsekwencji), a uświadomienie się wraz objawieniem wyjscia, bez dzialania, to nie wyjście
przekornie
stwierdzam
pozostaje jedno wolne wyjście ![]()
W drugim już tkwi, i raczej do form wyjścia to nie należy:)
Zejscia, zajścia, już bliżej;)
Amethis, ciekawie ujęte :) Natomiast nie zgodzę się z Tobą.
Jeśli takie problemy, zwykło by się załatwiać decyzją, było by to wyjściem:) rozgladnij się po forum, tylko w opisie konwulsywnych zachowań widać "decyzja-reakcja', a ludzie szukają odpowiedzi, jak? Dlaczego, po co
Kompulsywne zachowanie nie jest decyzją, tylko kompulsywnym zachowaniem. Jest z natury bezmyślną, automatyczną reakcją. Dlatego jest kompulsywne. Dlatego zastanawiasz się dlaczego czasami robisz coś, nawet jeżeli jest dla ciebie złe i logika podpowiada że nie tak powinno to działać. Jest zachowaniem opartym na instynkcie i nieuświadomionych procesach myślowych. Uściślę - decyzja o której wspominam jest poprzedzona refleksją i przemyśleniem tego, co w życiu jest dla jednostki a) istotne światopoglądowo b) komfortowe - to wynika ze światopoglądu oraz c) satysfakcjonujące - w kontekście przyszłości (również w zakresie budowania relacji, czy tam innych rzeczy do których się w życiu dąży). Nie jestem pewna, czy dobrze Cię rozumiem, ale nie sądzę że schemat decyzja - reakcja jest kompulsywny w ogóle. Kompulsywny jest schemat bodziec - reakcja.
Ludzie szukają odpowiedzi na pytania "Jak?", "Po co?", "Dlaczego" ze względu na to, że chcą coś zmienić, odnaleźć sens, czy z innych sobie znanych powodów. Tylko to wymaga czasu. Decyzja (aka. akcja poparta wcześniejszymi przemyśleniami, świadoma, z udziałem woli) jest wynikiem tych poszukiwań. Możesz to również nazwać zmianą - co jest chyba lepszym słowem, bo całość ma charakter procesu.
Mi to sugeruje że to co jest, nie jest wyjściem:)
Przebywanie w czymś jako "rzekomym jednym z dwóch wyjść, wraz ze świadomościa konsekwencji), a uświadomienie się wraz objawieniem wyjscia, bez dzialania, to nie wyjście
przekornie :) stwierdzam
pozostaje jedno wolne wyjście :P
W drugim już tkwi, i raczej do form wyjścia to nie należy:)Zejscia, zajścia, już bliżej;)
Trochę mi to brzmi, jakby "wyjście" o którym rozmawiamy było dla ciebie dosłownym przejściem przez drzwi i zapomnieniem o wszystkim innym, staniem się inną osobą na zawołanie, czy coś w tym guście. To tak nie działa. Autorka znalazła się w tym związku z jakichś powodów. Związek przestał jej odpowiadać - zauważyła to po jakimś czasie, teraz zastanawia się nad tym, co zrobi w przyszłości. Co z tego wyniknie i w jakim czasie - to się okaże. Zrywanie relacji bądź zmiana charakteru relacji - to są procesy. Nic się nie dzieje z dnia na dzień. Decyzja to początek, ale do niej też trzeba jakoś dojść. Więc się zadaje te pytania "po co", "czemu", "jaki to ma sens". Więc hm... No nie. Ja nadal uważam że opcji jest więcej (moim zdaniem dwie, w kontekście tej sytuacji i tego, co Autorka napisała odnośnie jej odczuć. Chociaż to jest moja percepcja i może się okazać, że ktoś znajdzie jeszcze jakieś inne rozwiązanie). Tylko to nie działa tak jak przycisk on/off - o tym też warto pamiętać.
I to nie jest tak do końca przebywanie bez działania, bo refleksja, próby rozmowy z partnerem, pytanie innych osób o radę/zdanie - to jest działanie. Ludzie z reguły nie wywalają ważnych dla siebie relacji do kosza z dnia na dzień, nawet jeżeli są one trudne jak jasna cholera. Ponieważ nie działają kompulsywnie, tylko podejmują właśnie decyzje :)