Witam.
Mój problem polega na tym, że mój chłopak pali trawę a mnie to denerwuje... Jesteśmy ze sobą ponad 5 lat. Każdy dzień spędzamy razem. Ja pracuję i uczę się zaocznie, on uczy się dziennie. Krótko pracuje, dlatego mamy prawie całe dnie dla siebie, na weekendach nocuje u niego. Ogólnie to bardzo blisko siebie mieszkamy(5 minut pieszej drogi). Wszystko jest tak jak trzeba, ale denerwuje mnie kwestia palenia trawy. On pali średnio co drugi dzień. Często zdarza się to codziennie... Miał przerwę półroczną, ale potem znowu do tego wrócił... Nie wiem co mam robić. Bardzo go kocham, chce być przy nim zawsze... Ale on nie do końca daje mi możliwości myśleć w ten sposób. Najgorsze jest to,że ja robię dla niego co się da... Kiedyś byłam fotomodelką, nie pozowałam do aktów czy zdjęć rozbieranych, ale on był zawsze zazdrosny, nie rozumiał mojej pasji... wkońcu zostawiłam to dla niego. On zawsze powtarza mi, żę zostawi to dla mnie, że już ostatni raz pali... Ale niestety nigdy tego nie robi. A szkoda, bo chłopak z niego naprawdę niezastąpiony, bardzo dobrze mnie traktuje - jak księżniczkę, skacze koło mnie na placach( nie chodzi mi tutaj o kwestie finansowe)... poprostu mam to czego potrzebuję od niego, ale denerwuje mnie ta kwestia trawy. Dużo razy w takich przypadkach ludzie radzą zagrozić zerwaniem. Zrobiłam to i co z tego. Nie byłam z nim przez prawie 2 miesiące. Potrzebowałam przez ten czas dużo rozmawiać więc spotykałam się z kolegą... Przy dobrym rozsądku on powinien być zazdrosny... był. Tak, że nawet o mnie nie walczył, poddawał się na moich oczach... chciał mi powzolić odejść... nie rozumiałam go, ale to cholernie bolało. On zawsze wspomina tamten czas i wie, że jego to bolało, ale jak znowu groże mu, żę to zrobie, przestanie na chwile palić i potem znowu do tego wraca... ogólnie miał przerwę pól roku tylko. Bez sensu... Tak samo kwestia świąt... Pojechał do rodziny, gdzie wiedział, że zależy mi być spędzić z nim te święta. Ja by być przy nim zostawiłam swoję rodzinę na w grudniu i poleciałam do jego rodziców za granicę,by być przy nim. Nie wiem ale to też jest dla mnie dziwne i przykre, że tak prostych rzeczy nie może dla mnie zrobić... Drodzy forumowicze, proszę o pomoc i obiektywne opinie. Wesołych Świąt
Podobne tematy
Witaj Natalio, w sumie wychodzi na to, że ty potrafisz zrobić dla niego wszystko, ale on dla Ciebie prawie nic...
Przykro mi to stwierdzać, aczkolwiek tak ta sytuacja wygląda...
Jeśli już zagroziłaś zerwaniem, a on się tylko poddał, no to coś jest z nim nie tak, że nie walczył o swoją kobietę jak Lew...
Czy on pali to przy Tobie?
Znajdź w internecie skutki i zagrożenia palenia marihuany, jakieś drastyczne itp. może to go obudzi...
No nie wiem sama... ![]()
Jeśli przyjdzie mi coś jeszcze do głowy to napiszę, bo widać że bardzo go kochasz... ![]()
Tak strasznie go kocham masz rację. Nie potrafię bez niego żyć. Spotykałam się z wieloma facetami, ale on jest inny... Wiem, że da się go od tego odczepić. Tylko wiesz zastanawiam się nad tym czy to nie jest moja wina czasem, a raczej tego,że ja tez potrafię się czepiać o byle gówno...
Ale jeśli stres miałby na ludzi wpływać w sposób używkowy, to 99% ludzi była by alkocholikami, palaczami, narkomanami itp. ![]()
MASZ RACJĘ:)
Nie masz się czym przejmować, wątpię, by cokolwiek zdziałało, nie pozostaje Ci nic innego na chwilę obecną, jak poprosić go, by palił nieco rzadziej. Nie rozumiem trochę dlaczego wszyscy czepiają się biednej Marysi, nieszkodliwa jest w zasadzie.. Chyba, że Twój chłopak daje z domestosem to pojawiają się problemy z koncentracją. Porozmawiaj z nim, nie wiem.. Postaw ultimatum, jeżeli jakoś bardzo Ci to przeszkadza.
7 2012-04-06 21:29:47 Ostatnio edytowany przez AśQu.! (2012-04-06 21:30:43)
Mój narzeczony również pali, nie dałam rady mu tego wyperswadować.. Ale życie chciało, że skutkiem palenia marihuany obniżyła mu się potencja (wtF?? - pewnie myślicie..) i wszystko się zaczęło chrzanić w "łóżku".
W końcu się ogarnął, spasował, ale widzę że znowu więcej popala tego ścierwa ;/
a tyle razy obiecywał...
u mnie gorzej sama tez jaram ;d ;//
Nataliee. Mialam ten sam problem. Wkurzalam sie, krzyczlam,prosilam i grozilam. Moj On ciagle wychodzil gdzies z kolegami i wracal upalony. Wolal zapalic niz wypic. W koncu w akcie desperacji zapalilam z nim. Chcialam wiedziec o co tyle krzyku, i wiesz co ? O nic! Teraz nie wychodzi z kolegami, wystarcza mu palenie raz na miesiac ze mna i swietnie sie bawimy! Nie namawiam oczywiscie! Ale maryska nie uzaleznia, bardzo nas zblizyly te wszystkie glupoty ktore mowimy i robimy po zielsku. Wciaz uwazam ze to narkotyk i nie zachwalam. Po prostu uwazam to za indywidualny wybor, i wypracowanie kompromisow. Ja rozwiazalam to tak, i mozesz mnie potepiac, nie chcesz nie pal, ale nie piekl sie tak. Pijany facet jest gorszy niz upalony. Nie zabraniaj bo bedzie robil to w tajemnicy i zupelnie stracisz kontrole. Duzo latwiej przyjac 'kochanie stop. To juz za dyO. Przerwa w paleniu!' niz 'zabraniam Ci! Odejde!' to mija z wiekiem. Przysiegam ![]()
Nataliee. Mialam ten sam problem. Wkurzalam sie, krzyczlam,prosilam i grozilam. Moj On ciagle wychodzil gdzies z kolegami i wracal upalony. Wolal zapalic niz wypic. W koncu w akcie desperacji zapalilam z nim. Chcialam wiedziec o co tyle krzyku, i wiesz co ? O nic! Teraz nie wychodzi z kolegami, wystarcza mu palenie raz na miesiac ze mna i swietnie sie bawimy! Nie namawiam oczywiscie! Ale maryska nie uzaleznia, bardzo nas zblizyly te wszystkie glupoty ktore mowimy i robimy po zielsku. Wciaz uwazam ze to narkotyk i nie zachwalam. Po prostu uwazam to za indywidualny wybor, i wypracowanie kompromisow. Ja rozwiazalam to tak, i mozesz mnie potepiac, nie chcesz nie pal, ale nie piekl sie tak. Pijany facet jest gorszy niz upalony. Nie zabraniaj bo bedzie robil to w tajemnicy i zupelnie stracisz kontrole. Duzo latwiej przyjac 'kochanie stop. To juz za dyO. Przerwa w paleniu!' niz 'zabraniam Ci! Odejde!' to mija z wiekiem. Przysiegam
Ja mam taką samo sytuacje;) mój chłopak też pali. Bałam się o niego aż w końcu postanowiłam spróbować i okazało się( tak jak Ty piszesz), że nie ma się czym martwić..
też tego nie pochwalam, ale ze swoim chłopakiem chciałabym czasem zapalić. Tak dla głupawki;) i też uważam, że nie jest to jakieś straszne.
Pozdrawiam serdecznie!:))
Miałam kiedyś chłopaka, który dużo palił tego shitu. Duzo... codziennie
. Byliśmy małolatami, ale mi nigdy to się nie podobało. Wszyscy się zdziwili, ze z nim jestem i odradzali mi to. Ale jak to ja, przecież wiedziałam lepiej i miałam gdzieś zdanie innych. Postanowiłam go tego oduczyć
. Wyszło na to, ze ja go nie oduczyłam, za to On nauczył mnie
. Nie wciągnęłam się, ale zaczynało mi się to podobać. Dobrze, ze wkrótce poznałam mojego obecnego faceta, zjarania zresztą
i tamtego zostawiam.
Oczywiście dużo osób wmawia mi, ze zioło to nie narkotyk i można mieć nad tym kontrole. G... prawda. Twój facet już jest uzależniony. Kochasz, wiec pewnie go nie zostawisz, ale chociaż nie rezygnuj z siebie. Możesz tego szybko pożałować.
O rany...
To nie taka tragedia, marihuana nie jest bardziej szkodliwa niż 3 mocne kawy dziennie...
Porozmawiaj w chłopakiem, skoro aż tak Ci to przeszkadza. Niech ograniczy palenie.
Tak właściwie to dlaczego Ci tak przeszkadza palenie Twojego chłopaka? Przecież zachowuje się po tym tak samo jak przed? Nie jest agresywny itd. Ja osobiście nie mam nic przeciwko "paleniu" jeśli ktoś się zachowuje normalnie po tym,. Teraz to bardzo znane w towrzystwie. Nawet nie wiecie jakie osoby palą marihuanę. Ja sama znam kobiuety, które pracują np w banku czy szpitalu.... I wcale nie są "złymi ludźmi".
A to da się po tym normalnie zachowywać? To chyba jestem jakaś inna, bo zawsze po tym miałam albo napady śmiechu, albo zwidy, albo doły, albo budziła się we mnie inwencja twórcza i wymyślałam wiersze
.
Racja, palenie nie oznacza, ze ktoś jest złym człowiekiem. Ale tez nie znaczy, ze osoba która tego nie toleruje, ma nagle zacząć, bo większość to toleruje i jest to na topie
.
A to da się po tym normalnie zachowywać? To chyba jestem jakaś inna, bo zawsze po tym miałam albo napady śmiechu, albo zwidy, albo doły, albo budziła się we mnie inwencja twórcza i wymyślałam wiersze
.
Racja, palenie nie oznacza, ze ktoś jest złym człowiekiem. Ale tez nie znaczy, ze osoba która tego nie toleruje, ma nagle zacząć, bo większość to toleruje i jest to na topie
.
Moim zdaniem to jest tak jak z alkoholem. Za p[ierwszym razem gdy piłaś pewnie wystarczyło pół piwa albo maks jedno a potem wypijesz dwa piwa i wszystko jest git. Tak samo z paleniem na poczatku rzeczywiście działa na wybuchy śmiechu ale to szybko przemija. Działa optymistycznie na humor ale jej chłopak już tak długo pali, że zapewniam cię, że pbyś przeszła koło niego na ul i byś nawet nie zauważyła, że jest "spalony".
O rany...
To nie taka tragedia, marihuana nie jest bardziej szkodliwa niż 3 mocne kawy dziennie...
taaa wlasnie ... a im mlodszy/sza jestes tym wiecej mozesz wypalic .... nie tylko trzy dziennie ![]()
rany zeby glupota miala skrzydla....
17 2012-10-09 20:27:50 Ostatnio edytowany przez Kobra99 (2012-10-09 21:36:25)
FionkaF, wiec po co to palić
. Myślałam ze po to, by osiągnąć któryś z tych stanów. Chyba, ze już organizm tego po prostu potrzebuje, a to jeszcze gorzej.
Mój też pali oczywiście nie co dzień nie co dwa ale raz na miesiąc lub dwa razy w miesiącu, ja również pale rzadko, mój brat natomiast dzień w dzień juz od kilku lat i uwierzcie mi że pali coraz więcej i kiedy ja nie mam "bani", spotykam się z nim to mnie denerwuje zachowaniem, nie moge z nim normalnie pogadać bo albo się ciągle śmieje gdy zaczynam coś mówić albo po prostu i nic sie nie odzywa tylko myśli, ja osobiście nie mam nic do trawki wiem jak to jest i lubię ten stan z tym że wszystko trzeba z umiarem im dłużej się pali tym trudniej rozmawia się z drugim człowiekiem. Ale to tylko z mojego doświadczenia.
19 2012-10-13 16:23:25 Ostatnio edytowany przez BigCityLife21 (2012-10-13 16:25:03)
Marichuana UZALEZNIA nie sluchajcie takich bzdur bo uzaleznia psychnicznie !!! ( DLATEGO TRZEBA WIECEJ I WIECEJ) wystarczy dobrze poczytac na internecie. Dlatego wasi faceci sami z siebie tego nie rzuca. Lepiej zapytac czy ma jakikolwiek powod do zaprzestania palenia? Odpowie ze nie pomijajac biadolenie dziewczyny
Hej,
ja również mam chłopaka który pali i nie wiem juz czy to ja za bardzo negatywnie do tego podchodze czy jednak jest coś na rzeczy. Mam nadzieje ze pomozecie mi to ustalic. Otoz jestem ze swoim TŻ prawie od dwóch lat, wiedzialam ze pali ale obiecywal mi ze to sie zmieni. Jak pewnie juz sie domyslacie nie przestal przez caly czas byly klamstwa ktore ja niestety za szybko przebaczalam. Przy mnie oczywiscie jezeli ktos chcial z nim palic pytal sie mnie o zdanie i to ja decydowalam. Mogl to robic bardzo sporadycznie. Jednak od miesiaca mieszkamy razem w Londynie i wszystko sie zmieniło i to niestety z mojej winy. Otoz pozwalalam mu palic codziennie co gorsze zaczelam palic razem z nim. W sumie sama do konca nie jestem pewna dlaczego, moze myslalam ze jak bd mial kompana=mnie to wszystko sie ulozy, polepszy relecje miedzy nami bo tylko to bylo problemem. Myslalam tez ze bd wiecej czasu spedzali razem, gdyz od kiedy przyjechalam to nie mamy go dla siebie w ogole, praca rozumiem ale po niej czas poswieca nie mnie ale przesiadujac ze swoja siostra i jej chopakiem. Rozumiem ze jest to rodzina ale ja ciagle jestem na dalszym planie. Ja oczekuje tylko troche zainteresowania moja osoba a nie ciaglego myslenia z jego strony aby pojsc na gore i zapalic. Kiedy poprosilam go o ten czas to powiedzial "i co bd robic ? siedziec i zamulac ? Ja chodze do pracy i chce wykorzystac swoj czas jak najlepiej a nie go marnowac". Nie przeszkadzalo mi to ze pali az do czasu kiedy to sie zaczelo robic wazniejsze ode mnie, kiedy zaczal juz z tym przesadzac. Wczoraj zobaczylam go w takim stanie ze ledwo co siedzial az po prostu dostalam furii... Zostalam sama w pokoju a on dalej sie bawil totalnie mnie olewajac. Kiedys byl zupelnie inny i nie wiem co mam juz robic nie moge mu tego zabronic bo tylko mnie wysmieje. W sumie pytanie czy powinien to rzucic wiedzac ze jestem nieszczesliwa ? Czy moze ja musze to zaakceptowac i udawac ze wszystko jest ok bo sama do tego doprowadzilam. Po mimo tego ze mieszkamy razem czego chcielismy oboje juz od dawna czuje sie osamotniona nie mam nawet nikogo z kim moge porozmawiac tutaj a z nim sie nie da bo wszystko bagatelizuje. NIe mowie ze palenie jest naprawde az takie zle ale wszystko z umiarem ktorego on niestety nie ma. Moglabym przedstawiac rozne sytuacje ale i tak juz ta wiadomosc jest dosc dluga. Chce po prostu wiedziec czy powinnam odpuscic ? czy przedstawic jakies warunki. Z gory dzieki za odpowiedzi
)
Jeżeli Ty zaczynasz palić z nim, by w ten sposób spędzić wspólnie czas, to jest już naprawdę kiepsko. Na początku "mu pozwalałaś" a teraz wiesz, ze nie możesz zabronić. Ja czułabym się zniesmaczona, jeżeli miałabym zabraniać cokolwiek dorosłemu facetowi. Co do uzależnień jestem dość konkretna. Jedni nazywają wszelkie uzależnienia choroba, a ja głupotą. Za bardzo się napatrzyłam na zachowanie pewnego "uzależnionego" by zgotować sobie życie przy takim kimś. Wyraz swoje stanowisko, jeżeli dla niego ważniejsze będzie palenie to sprawa moim zdaniem jest jasna.
Pozwalajac mu na to po prostu myslalam ze to bedzie raz na jakis czas w sumie sam tak twierdzil a okazalo sie zupelnie inaczej... Przed jego wyjazdem (bo wyjechal wczesniej ode mnie) nie mowie ze bylo idealnie ale czulam ze jestesmy razem caly swoj wolny czas poswiecal mi a odkad tu mieszka wydaje mi sie jakbym w ogole nie znala tego czlowieka... I mam jeszcze jedno pytanie czy przez palenie mozna stac sie lekko agresywnym, nie wiem jak to nazwac moze wybuchowym ? czy to nie ma nic z tym wspolnego ?
Cynicznahipo napisał/a:O rany...
To nie taka tragedia, marihuana nie jest bardziej szkodliwa niż 3 mocne kawy dziennie...taaa wlasnie ... a im mlodszy/sza jestes tym wiecej mozesz wypalic .... nie tylko trzy dziennie
rany zeby glupota miala skrzydla....
Powiem Ci tak - jak obserwuję w sztok pijanych młodych ludzi (przedział wiekowy 16-20 lat), to myślę sobie, że od głupiego skręta wypalonego w domu, na kanapie mniej by ucierpieli, niż od litrów wódki czy piwa.
I miałam na myśli palenie okazyjne, nie codzienne.
I bardzo proszę o szacunek dla mnie i mojego zdania. Teksty typu ''żeby głupota miała skrzydła'' zachowaj dla tych, którzy świadomie nadużywają różnych substancji.
Forum jest po to, by każdy wyraził swoje zdanie. Możesz potępić moje zdanie, ale nie masz prawa wypowiadać się na temat mojego intelektu.
Nie pozdrawiam.
Marichuana UZALEZNIA nie sluchajcie takich bzdur bo uzaleznia psychnicznie !!! ( DLATEGO TRZEBA WIECEJ I WIECEJ) wystarczy dobrze poczytac na internecie. Dlatego wasi faceci sami z siebie tego nie rzuca. Lepiej zapytac czy ma jakikolwiek powod do zaprzestania palenia? Odpowie ze nie pomijajac biadolenie dziewczyny
Wiesz to z autopsji czy opowiadań?
Kontakt z marihuaną mam od około 8 lat.
Na początku paliłem całkiem sporo jak na mnie (kilka razy w miesiącu), później jeszcze więcej przez krótki okres.
Od około 5 lat pale okazyjnie. Przez ostatnie dwa lata zapaliłem może 5-6 razy.
Gdzie tutaj widać uzależnienie?
Uważasz, że picie piwa w weekend wieczorem przy filmie to też uzależnienie?
Zadziwia mnie, że z marihuaną najwięcej walczą ludzie, którzy nie mają o jej działaniu zielonego pojęcia
.
Uważam, że jeśli ktoś pali kilka razy w miesiącu to nie ma większego problemu. Jakoś jak co weekend ktoś idzie na imprezę i w tygodniu jeszcze wypije piwko, to jakoś nie nazywa się go alkoholikiem? To czemu tej samej retoryki nie przyjąć przy rozmowach na temat palaczy?
Oczywiscie masz racje palenie kilka razy w miesiacu nie jest złe ale jeżeli osoba pali codziennie to chyba juz jest coś nie tak więc nie mów mi ze wypowiadają sie osoby które nie maja o tym zielonego pojęcia, ponieważ mam chłopaka który pali i to bardzo często i nie mając pieniędzy popada w coraz gorsze długi bo ma ochotę zapalić więc nie nazwiesz tego uzależnieniem ? Ja jestem osobą która lubi sobie wypić piwkoo ale jeżeli nie mam nato pieniędzy to nie pije i nie muszę się zapożyczać...
Nataliee. Mialam ten sam problem. Wkurzalam sie, krzyczlam,prosilam i grozilam. Moj On ciagle wychodzil gdzies z kolegami i wracal upalony. Wolal zapalic niz wypic. W koncu w akcie desperacji zapalilam z nim. Chcialam wiedziec o co tyle krzyku, i wiesz co ? O nic! Teraz nie wychodzi z kolegami, wystarcza mu palenie raz na miesiac ze mna i swietnie sie bawimy! Nie namawiam oczywiscie! Ale maryska nie uzaleznia, bardzo nas zblizyly te wszystkie glupoty ktore mowimy i robimy po zielsku. Wciaz uwazam ze to narkotyk i nie zachwalam. Po prostu uwazam to za indywidualny wybor, i wypracowanie kompromisow. Ja rozwiazalam to tak, i mozesz mnie potepiac, nie chcesz nie pal, ale nie piekl sie tak. Pijany facet jest gorszy niz upalony. Nie zabraniaj bo bedzie robil to w tajemnicy i zupelnie stracisz kontrole. Duzo latwiej przyjac 'kochanie stop. To juz za dyO. Przerwa w paleniu!' niz 'zabraniam Ci! Odejde!' to mija z wiekiem. Przysiegam
Mialam tez taki problem bo tez moj chlopak palil marihuane..prosilam blagalam i grozilam rozstaniem nawet byl na leczeniu.. Tez mowil ze woli zapalic niz sie napic ze sa mniejsze skutki..Modlilam sie zeby z tym skonczyl no i skonczyl..obecnie nie pali kilka miesiecy.. ale pojawil sie inny problem..otuz moj ukochany postanowil ze pojdzie do zakonu ze czuje takie powołanie i ze lepiej zebysmy byli przyjaciolmi ze mu na mnie zalezy ale ze to jest silniejsze od niego.. i nie wiem co mam robic czy walczyc o niego zebysmy byli nadal razem mimo wszystko i dac mu czas zeby sie jeszcze zastanowil czy napewno chce stracic to co nas laczy.. Bardzo go kocham i chce byc z nim jak najdluzej bo mam nadzieje ze zmieni zdanie w tej kwestii pojscia do zakonu ze stwierdzi ze jednak to nie bylo powołanie.. czy lepiej dac sobie spokoj i czekac na to co sie stanie
Nie pchaj się w to. Fajka od czasu do czasu nie byłoby problemu, ale jak Ci obiecuje, że dla Ciebie rzuci i tego nie robi, to ja na Twoim miejscu bym uciekła. Dziewczyna z którą się przyjaźniłam przez 8 paliła, niby mi to nie przeszkadzało, ale już nie mamy z sobą w ogóle kontaktu (nie przeze mnie). Mój chłopak dla odmiany powiedział swojej byłej dziewczynie, że jeżeli jeszcze raz zapali, to go zostawi. Z tego co wiem, nie pali do dzisiaj
Nie wolno, są granice, których przekraczać po prostu nie wolno. Nie chodzi mi o samą maryhę, to kto lubi -ale o same zasady.
Mialam tez taki problem bo tez moj chlopak palil marihuane..prosilam blagalam i grozilam rozstaniem nawet byl na leczeniu.. Tez mowil ze woli zapalic niz sie napic ze sa mniejsze skutki..
Modlilam sie zeby z tym skonczyl no i skonczyl..obecnie nie pali kilka miesiecy.. ale pojawil sie inny problem..otuz moj ukochany postanowil ze pojdzie do zakonu ze czuje takie powołanie i ze lepiej zebysmy byli przyjaciolmi ze mu na mnie zalezy ale ze to jest silniejsze od niego.. i nie wiem co mam robic czy walczyc o niego zebysmy byli nadal razem mimo wszystko i dac mu czas zeby sie jeszcze zastanowil czy napewno chce stracic to co nas laczy.. Bardzo go kocham i chce byc z nim jak najdluzej bo mam nadzieje ze zmieni zdanie w tej kwestii pojscia do zakonu ze stwierdzi ze jednak to nie bylo powołanie.. czy lepiej dac sobie spokoj i czekac na to co sie stanie
29 2012-10-24 10:33:06 Ostatnio edytowany przez Claire1983 (2012-10-24 10:34:35)
Ojciec mojego dziecka też pali marihuanę.. ALe ja go nie kocham. Pisałam już o tym dużo...
Widzę jednak jak bardzo zły wpływ ma to na jego psychikę. Teraz z perspektywy czasu nigdy nie związałabym się z facetem, który pali, pije albo gra w maszyny.. nawet jeśli robiłby to "okazjonalnie". Każda tendencja i skłonność ku używkom to tylko początek góry lodowej... Szkoda, że byłam taka zaślepiona jeszcze parę lat temu i poszłam z nim do łóżka. Teraz niszczy mnie psychicznie każego dnia.. Twierdzi, że nie może być spokojny jak nie zapali zioła, wypala z grama dziennie pewnie... Już nawet nie piszę ile to kosztuje.. Jeśli facet wydaje 20 zł na papierosy,. 30 zł na chińskie żarcie, 30 zł na zioło i z 10 zł na piwo plus bilety autobusowe i jeszcze normalnie je w domu a zarabia 150 zł dziennie to sobie policzcie ile zostaje mu dla rodziny... On tego jednak kompletnie nie widzi.. Ciągle mnie obwinia o brak kasy. To tylko jeden z bardzo zlych efektów palenia zioła. Drugi to jest nerwowość, agresja w przypadku nie zapalenia.. .On potrafi mieć tylko dwa oblicza, albo ogłupiałe pod wpływem zjarania 10 jointów albo agresywne bo nic nie palił. Nie jest już nigdy sobą.. A życie toczy się w okół tego aby zapalić..
Dodam, że ma on 30 lat, dziecko.. niezłą pracę a marihuana zrobiła z niego zombie..
Uciekaj od tego swojego faceta jak najdalej.. to nie jest żaden facet.. to jest jakiś tępak pusty. Serio ci mówię.. OByś zrozumiała to teraz a nie jak będziecie mieć gromadkę dzieci i będziesz z tym wszystkim sama, bez kasy, miłości...
Witam, chce się podzielić z Wami moimi doświadczeniami z "nałogowym palaczem zielska", już kiedyś opisywałam moją historię na tym forum, ale teraz patrzę na to inaczej z perspektywy czasu,:) osobiście uważam że z zielskiem jest tak jak z alkoholem, jeśli ktoś pali okazyjnie to nic złego się nie dzieje, upali się raz na jakiś czas żeby się "rozerwać" a potem wraca do normalnego życia, spraw codziennych i bycia z ukochanymi ludźmi, ale jeśli ktoś chodzi zjarany non stop to znaczy że cos już jest nie tak, ,,,Byłam jakis czas temu w związku z facetem którego wciąż kocham, bylismy z soba prawie 3 lata, na początku było cudownie, mielismy wspulne plany na przyszłość, chcielismy założyć razem rodzine, i wszystko się popsuło kiedy on zaczął palić,, wczesniej też jarał, ale to było co innego, bo palił co jakiś czas na imprezach, a potem zaczął to robić codziennie, zaczeły się kłamstwa, nie można było na nim juz polegać, bo zapominał ciągle o wszystkim,,, prosiłam go, błagałam, ale nic to nie pomagało, przestał pracować, zawalił studia, najważniejsze było dla niego to żeby sobie zapalić, jeśli nie miał akurat toważystwa do palenia, to palił sam ze sobą, nie potrafił o niczym innym mówić, wkońcu dałam mu ultimatum: "albo ograniczy albo koniec z nami", usłyszałam od niego, że są rzeczy z których nie da się zrezygnować, i odszedł, po paru tyg. zeszliśmy się znowu, twierdził że mnie kocha, tęskni i chce rzycić palenie dla mnie, ale niestety to było tylko kolejne jego kłamstwo, zaczął się na mnie wyżywać psychicznie kiedy nie był upalony, oskarżać mnie o zdrady, manipulował mną tak, że to ja czułam się cały czas winna, nigdzie razem nie wychodziliśmy, tak naprawde całe nasze wspólne życie było podporządkowane jego paleniu, gdy był upalony to nie mozna było sie z nim dogadać, a gdy nie palił to ciągle miał do mnie o cos pretensje i kłucilismy sie,,, wkońcu powiedziałam dość, i odeszłam, nie wiem czy zrobiłam dobrze, bo mineło juz 1,5 roku od tamtego czasu, a ja wciąż o nim myśle, i tęsknię, ale tak naprawde tęsknie za czł. którym on kiedyś był, a nie którym jest teraz, wiem jedno że mimo że czasami jest mi źle i czuje się samotna to wolę jak jest teraz niż jak było z nim przez ostatnie miesiące razem,,, Człowiek który nadużywa jakiejś używki,która go zmienia na stałe i nie potrafi myśleć o niczym innym (niezależnie czy jest to alkohol czy marihuana)jest nałogowcem,, niektórzy twierdzą że marihuana nie uzależnia, a to nie prawda, uzależnia!! tak naprawde nawet głupie gry komputerowe moga uzależnić,,, najważniejsze jest w tym wszystkim by nie tracić kontroli nad samym sobą i by nie krzywdzic przez to innych ludzi!!
Z marihuaną może być różnie. To, co wiadomo, to to że upośledza w pewien sposób pamięć. Podczas palenia marihuany człowiek nie pamięta, o czym myślał pół minuty temu; dlatego ustawiczne palenie może mieć rujnujący wpływ na naukę... Z drugiej jednak strony może być tak, że ktoś pali 10 lat, nawet codziennie i normalnie funkcjonuje. Mimo to, były na temat palenia marihuany przeprowadzane różne badania i jedne z nich wykazały, że średnio w 1 przypadkach na 5, marihuana ma prawo powodować poważne problemy psychiczne, uwarunkowane określonym gentoypem, a skutkujące nawet urojeniami. Dlatego kwestia nie wydaje się być taka oczywista i trzeba mieć wzgląd na to, że palenie marihuany może spowodować poważne problemy.
32 2012-11-10 09:56:19 Ostatnio edytowany przez slonkowroclaw (2012-11-10 09:56:47)
Nie mogę tego czytać, jak ktoś pisze, że to gówno, czyt. zioło, nie jest szkodliwe. Ludzie, co wy piszecie, rozumiem, zapalić raz na miesiąc, ale nie codziennie!!! To jest nałóg i to duży nałóg..., z tym nie da się wygrać, miałam kiedyś faceta który palił, też obiecał, że z tym skończy, że już nie pali. itd. i co? Po 4 latach nasz związek się rozpadł, wygrała marihuana, pali do dziś a nie jesteśmy razem z 7 lat. Ryje bańkę i to bardzo!!!
Witam.
Mój problem polega na tym, że mój chłopak pali trawę a mnie to denerwuje... Jesteśmy ze sobą ponad 5 lat. Każdy dzień spędzamy razem. Ja pracuję i uczę się zaocznie, on uczy się dziennie. Krótko pracuje, dlatego mamy prawie całe dnie dla siebie, na weekendach nocuje u niego. Ogólnie to bardzo blisko siebie mieszkamy(5 minut pieszej drogi). Wszystko jest tak jak trzeba, ale denerwuje mnie kwestia palenia trawy. On pali średnio co drugi dzień. Często zdarza się to codziennie... Miał przerwę półroczną, ale potem znowu do tego wrócił... Nie wiem co mam robić. Bardzo go kocham, chce być przy nim zawsze... Ale on nie do końca daje mi możliwości myśleć w ten sposób. Najgorsze jest to,że ja robię dla niego co się da... Kiedyś byłam fotomodelką, nie pozowałam do aktów czy zdjęć rozbieranych, ale on był zawsze zazdrosny, nie rozumiał mojej pasji... wkońcu zostawiłam to dla niego. On zawsze powtarza mi, żę zostawi to dla mnie, że już ostatni raz pali... Ale niestety nigdy tego nie robi. A szkoda, bo chłopak z niego naprawdę niezastąpiony, bardzo dobrze mnie traktuje - jak księżniczkę, skacze koło mnie na placach( nie chodzi mi tutaj o kwestie finansowe)... poprostu mam to czego potrzebuję od niego, ale denerwuje mnie ta kwestia trawy. Dużo razy w takich przypadkach ludzie radzą zagrozić zerwaniem. Zrobiłam to i co z tego. Nie byłam z nim przez prawie 2 miesiące. Potrzebowałam przez ten czas dużo rozmawiać więc spotykałam się z kolegą... Przy dobrym rozsądku on powinien być zazdrosny... był. Tak, że nawet o mnie nie walczył, poddawał się na moich oczach... chciał mi powzolić odejść... nie rozumiałam go, ale to cholernie bolało. On zawsze wspomina tamten czas i wie, że jego to bolało, ale jak znowu groże mu, żę to zrobie, przestanie na chwile palić i potem znowu do tego wraca... ogólnie miał przerwę pól roku tylko. Bez sensu... Tak samo kwestia świąt... Pojechał do rodziny, gdzie wiedział, że zależy mi być spędzić z nim te święta. Ja by być przy nim zostawiłam swoję rodzinę na w grudniu i poleciałam do jego rodziców za granicę,by być przy nim. Nie wiem ale to też jest dla mnie dziwne i przykre, że tak prostych rzeczy nie może dla mnie zrobić... Drodzy forumowicze, proszę o pomoc i obiektywne opinie. Wesołych Świąt
Witam,
Szukam osób do programu telewizyjnego. Potrzebujemy osób, które miały problem z narkotykami, ale już sobie z tym poradziły i chciałyby o tym porozmawiać.
powiedz mu zeby palil rzadziej, nie ograniczaj go zbytnio bo popsuje sie wasza milosc
Dokladnie, jesli ktos pali od czasu do czasu to jest okay. Trawka nie jest zla ale jak sie przesadzi to juz nie jest okay. Mialam kiedys kolege byl z Arabii Saudyjskiej ale mieszka w Polsce. Jaral codzienieee!!!! I to nie raz dziennie ale 3 lub 4 razy dziennie! zachowywal sie jak niedo***b !! odpierniczalo mu po tym i nie dalo sie znim nawet pogadac ale nie, ze byl jakis agresywny tylko TAPNIETY!
Mam kolege tez, ktory palil i tez inne bral w swoim kraju jak przeprowadzil sie do kraju gdzie nie ma do tego dostepu to zachowuje sie czasem jakby nie wiedzial co i jak
/
Ja bym nie dala rady z takim facetem.
Witam.
Mój problem polega na tym iż mój narzeczony kilka razy w tygodniu pali marihuane.
Nie jestem w stanie sama mu tego wybić z głowy... Potrafi przy byle jakiej okazji powiedzieć mi ze sie zdenerwował i musi iść zapalić. Ja już chyba nie jestem w stanie dłużej z tym walczyć. Brak mi sił. Staram się ciągle z nim o tym rozmawiać i tłumaczyć że to szkodliwe dla naszego związku i naszej przyszłości.. Ale do niego mówić jak grochem o ścianę, bo jednego wieczoru on wszystko rozumie, przeprasza i obiecuje ze nie bedzie tego robil, a na drugi dzień powtarza się ta sama sytuacja. Już nawet nie potrafię mu zaufać jak mówi że jedzie do kolegów na pól godziny i że nie bedzie palil. Dochodzi do tego ze chce z nim założyc rodzinę ale się boje.. Bo co będzie jak przez jego lekkomyślnośc urodzi nam się chore dziecko, albo wogóle nie bedzie mógl go mieć... Sama juz nie wiem jak mam do niego mówić... Jesteśmy 4 lata razem, i nawet jak go proszę żeby tego nie robił a jesteśmy z jego kolegami to mówi że on sobie będzie używał życia jak chce, że ma do tego prawo a jak mi się nie podoba to lepiej bedzie jak sie rozstaniemy.. Ma 24 lata a zachowuje sie jak 17 letni gówniarz. Powinnam się z nim rozstać czy walczyć o to żeby wreszcie zachowywał się jak dojrzały facet?? a jeżeli mam walczyć to jak??
Jest to niewątpliwie bardzo duży problem, tak naprawdę twój chłopak nigdy nie przestanie palić marihuany. Nie łudź się, że przestanie całkowicie palić, bo tak raczej nie będzie. Ja jak poznałam swojego chłopaka, to wiedziałam, że od czasu do czasu lubi zapalić te gówno. Ale nie sadziłam, że zdarza mu się to palić nawet codziennie. Najgorsze było to, jak zamieszkaliśmy ze sobą to zaczął częstować tym gównem wszystkich moich znajomych....Wstyd mi było i zarazem przykro, ze nawet w moje urodziny musieliśmy się o to pokłócić. Długo walczyłam o to, żeby dojść do porozumienia. Próbowałam rozmawiać to nic nie pomagało a wręcz powodowało kłótnie. Zostawiłam mu karteczkę w papierośnicy z Marihuano o treści: " Jest mi bardzo przykro, że pora kolejny sięgasz po marihuanę, nie wiem jak z Tobą już rozmawiać bo ty widzisz tylko swoje argumenty... zadajesz mi przez to dużo bólu. Wydaje mi się, że tak naprawdę mnie nie kochasz tylko twoja miłość do marihuany jest większa do niej niż do mnie... Nie rozumiem i nie zrozumiem dlatego zastanów się co bądź kogo chcesz mieć w swoim życiu... Ja tak dłużej nie mogę..." Przyszedł przytulił mnie i powiedział, że ja jestem najważniejsza ale całkowicie nie chciałby rezygnować.Dlatego doszliśmy do porozumienia. Powiedzmy kupuje gram, który starcza mu na 3 miesiące(nawet dłużej) Może palić max 2 razy w tyg w dowolnych dniach. Może palić tylko i wyłącznie sam, bez towarzystwa w innym przypadku całkowicie będzie miał zakaz bądź straci mnie na zawsze. Gdy skończy mu się ten gram robi przerwę na miesiąc. Powiem tak zna zasady i się ich trzyma. Powiedziałabym, że robi to rzadziej niż mamy ustalone zasady... Moje słowa chyba go ruszyły bo żadne rozmowy nie pomagały. Może ty tez tak spróbuj. Daj mu czas na przemyślenie....
on miał już dużo czasu na przemyślenia, wolał mnie zostawić popłakaną w domu i iść zapalić do kolegów... zadne slowa nie docieraja
Witam ja mam ogromny problem, wiadomo wszystkiego nie opowiem ale postaram sie w skrocie.Z moim narzeczonym jestesmy dwa lata , mamy 9-cio miesieczna coreczke . Od samego poczatku wiedzialam ze lubi popalac maruhuane .... ale jest on cudownym kochajacym meszczyzna , bardzo o nas dba nigdy nie bylam taka zakochana...a teraz puscilam go do Anglii na zarobek i w tym sek ze wiedzialam ze wczesniej byl tam 3 lata i po utracie dziewczyny sie zalamal i palil,,,, palil.... palil jak mnie poznal zapomnial o niej ja odeszlam od chlopaka z ktorym bylam 4 lata...ale mniejsza z tym palil czasami nawet ja z nim palilam raz mial awanture o to bo wpadl w ciag i palil codziennie nie przestawal nawet jak ja go prosilam,.Puscilam go do tej Anglii i bardzo za nim tesknie rozmawiamy przez tel domowy u mojej kolezanki .Prawie za kazdym razem co dzwoni ja slysze ze jes zjarany a on sie dziwi ze go tak dobrze znam jkuz go prosilam zeby nie palil i w ogole obiecywal ze nie bedxzie... strasznie mi to dziala na nerwy , wczoraj znow uslyszlam i zroboilam jazde ze obiecuje i przysiega na nasza milosc ze nie palil ja mu pisalam ze tyle nasza milosc jest dla ciebie warta- klamstwem jest.... i sie zaczelo a skonczyloi sie tym ze on zazadal testow na ojcostwo <zalamalam sie tym> ja go tak mocno kocham>i chcial odwolac bilety bo przyjezdza za dwa tygonie ... nie wiem czy mu to darowac wszystko niech pali?On jest cudowny oprocz tego ktop mi pomoze?
to wszystko w skrocie opisane padlo duzo wiecej podlych slow.... wiem ze on mnie tez bardzo kocha. Obydwoje jestesmy po przejsciach
Cześć Kochane,
To mój pierwszy wpis na jakimkolwiek forum. Nigdy nie sądziłam, że będę czuła taką potrzebę, by szukać porad u nieznajomych, ale ocena będzie obiektywna, a tego potrzebuję.
Mam 22, mój chłopak 23 lata, oboje studiujemy. Jesteśmy ze sobą 2 lata. Nasze kłótnie spowodowane są, jak możecie się domyślać, marihuaną. Cała historia jest bardzo długa, pełna skomplikowanych sytuacji, dlatego wiem, że na pewno się tu rozpiszę i tym bardziej będę wdzięczna jeśli któraś z Was przeczyta ze zrozumieniem to, co tutaj umieszczę i odpowie na mój problem. No to do dzieła ![]()
A więc... te 2 lata temu nie traktowałam marihuany jako samo zło, sama raz na jakieś 2 miesiące lubiłam spotkać się z moimi dziewczynami na zielonym. Mojego chłopaka prosiłam nawet o to, aby mi to załatwiał na te okazje. Wiedziałam, że on to lubi, ale nie wiedziałam, że robi to raz na tydzień (czasem częściej), co mnie zszokowało, bo dla mnie wydawało się to bardzo często. Zauważyłam, że jego myśli zaczęły oscylować wokół marihuany, jeśli mówił, że chce ze mną pojechać na wycieczkę w góry, to dodawał, że super będzie sobie tam zapalić. Jeśli szliśmy na imprezę, to mówił, że marihuana wyostrzy jego zmysły, jeśli szliśmy na komedię do kina, to mówił, że po marihuanie będzie jeszcze śmieszniej, i w ogóle to jaka marihuana nie jest niesamowita... Na szczęście na słowach się zwykle kończyło, on nie pali przy mnie, tylko wtedy kiedy jeszcze dodatkowo są znajomi.
Jego myśli zaczęły napawać mnie obawą, czy to oby przypadkiem nie są początki uzależnienia. Zdecydowałam się na poważną rozmowę z nim. Przekonał mnie, że mogę być spokojna, bo on nie czuje przymusu palenia zioła, nie musi tego robić, tylko traktuje to jako alternatywę dla alkoholu, bo jako sportowiec, nie chce obniżyć swojej kondycji. Zaczął mnie przekonywać, że marihuana jest mniej szkodliwa niż alkohol (oczywiście w odpowiednich dawkach, tylko skąd mam pewność, że jest to raz na tydzień, czy raz na miesiąc?). Generalnie, chciałam, żeby przystopował i udowodnił mi, że to co mówi, to prawda. Poza tym, jego zachowanie po paleniu było tragiczne, miał rozbiegane oczka, żył w swoim świecie, nie mogłam się z nim dogadać, bo nie koncentrował się na tym co mówię, jego odpowiedzi odbiegały od tematu, czułam się jakbym rozmawiała ze ścianą. Jednak najbardziej bałam się, że jest to bardzo szkodliwe.
Najgorsze rzeczy zaczęły się dziać, kiedy pierwszy raz mnie okłamał. Spytałam się czy palił, odpowiedział, że nie. A poznaję doskonale po jego oczach i zachowaniu kiedy palił, kiedy nie. Potem przepraszał, że okłamał. Lawinowo zaczęły się kolejne sytuacje. Ja mówiłam, że nie chcę, żeby palił konkretnego dnia, on nie zgadzał się. Proponowałam alkohol zamiast tego, ale on nie chciał. I mnóstwo razy było tak, że mimo moich próśb, w kręgu znajomych wyciągał rękę po zielone, nie zważając na moje słowa.
Zaczął się straszny okres w moim życiu, nerwy brały górę, w kłótniach rozstawaliśmy się, ale nigdy nie rozstaliśmy się na dobre. Zwykle po ostrej wymianie zdań, dochodziliśmy do wniosku, że nie potrafimy bez siebie żyć. I zaczynały się spokojniejsze rozmowy. Ustaliłam pewną zasadę. Spytałam się czy jest w stanie być ze mną szczerym odnośnie palenia i informować mnie wcześniej kiedy będzie chciał zapalić i pytać też o moje zdanie. Powiedział, że tak. Ucieszyłam się.
Niestety nie na dlugo. W te wakacje wyjechaliśmy z jego znajomymi na tydzień na wakacje. Była nas spora ekipa. Większość to środowisko sportowe - palące... W każdym razie mój chłopak zapomniał tam o zasadach jakie ustaliliśmy. Ja wchodząc do domku widziałam jak siedzi z kolegą i zwija gibony. Zobaczył moje zniesmaczenie i wyszedł ze mną porozmawiać. Zapytał się czy nie mam nic przeciwko, ale to była proforma, bo zapalił, mimo, że powiedziałam, że wolałabym, żeby dzisiaj pił ze mną alkohol. Tak było przez 3 dni, kiedy palił, mimo, że wiedział, że ja wolałabym, żeby tego nie robił. To była presja otoczenia. 4-go dnia opamiętał się, przeprosił i co mnie zdziwiło to to, że kolejne dni był tylko ze mną, nawet nie gadał ze znajomymi, wychodził i wracał tylko ze mną. Odżyłam, to był balsam na moje zszargane nerwy. Jednak zaszokuje Was to, co przeczytacie teraz. Ostatniego dnia jedliśmy obiad, a potem deser. Przyniósł sernik i ciastka. Powiedział, żeby zjeść na pół. Przedzieliłam. Wzięłam gryz ciastka. I wyczułam zielone... Powiedziałam mu to, on zdziwił się i powiedział, że to niemożliwe, bo kupił w sklepie. Uwierzyłam. I tak zapewniał mnie cały wieczór. W pewnym momencie poczułam działanie trawy na sobie, on na sobie. Wtedy już byłam pewna, że to jego sprawka, ale on nadal upierał się, że nie ma z tym nic wspólnego. Kolejnego dnia wzięłam go na rozmowę i powiedziałam, żeby nie ściemniał. I miałam rację, przyznał się. Oj.... był to ciężki okres. Trudno było mi wybaczyć.
Nie odzywałam się. On zresztą też nie. To typ, który nie potrafi przyznać się do winy. Mimo, że go kochałam, nie mogłam nic zrobić. Odezwał się po tygodniu, chciał się spotkać. Kolejnego dnia w parku był bardzo pokorny i zrobił na mnie wrażenie, bo w końcu po tylu sytuacjach, w których mnie ranił, zrozumiał, że robił źle. A wiem to, bo opisał wszystko tak, jak ja to widzę, wczuł się w to co czułam i czuję. Uwierzyłam mu. Zaczęliśmy nowy etap ![]()
On zmienił też swoje zachowanie po zielonym po moich uwagach, już mogłam z nim rozmawiać, zaczął być bardziej skoncentrowany, nie lekceważył mnie w towarzystwie, tylko był ze mną. I rzeczywiście mówił o tym kiedy i z kim chce palić.
Minęły dwa miesiące. Mieliśmy iść we dwójkę na miasto na pewne wydarzenie, on chciał zapalić, ale powiedziałam, że będzie mi to przeszkadzać i zaproponowałam piwka. On się zgodził. Jednak doszli jego znajomi z zielonym. I wyciągnęli do niego rękę. On bez namysłu wziął, nie bacząc na mnie i na to, co mi obiecał. Nie miałam ochoty się bawić, wróciłam do domu. Przyszedł i powiedziałam mu, że kocham go bardzo mocno, ale nie chcę walczyć z ziółkiem, bo nie mam już sił. I jeśli tak ma być, to chcę to skończyć. On już wychodził, ale cofnął się i spytał się czego oczekuję. Powiedziałam to samo, co kiedyś. Najpierw o swoich uczuciach, jak mnie rani, że posuwa się do kłamstw wobec mnie (np. z ciastkiem), żeby tylko zapalić. Powiedziałam że chcę, żeby był ze mną szczery, żeby nie palił, skoro umawialiśmy się, że nie będzie palił. A jeśli jest na to okazja, to żeby mówił mi wcześniej, żeby nie było tak, że nagle ni stąd ni zowąd wyciąga rękę po zielone. Że boję się o niego, bo go kocham i chcę wiedzieć jak często to robi. Powiedział, że przeprasza, źle się zachował, nie licząc się z moim zdaniem i że będzie ze mną szczery.
Widzicie Dziewczyny, moje problemy i obawy biorą się z tego, że nie mam pojęcia jak to jest z marihuaną. Jest mnóstwo artykułów na jej temat, większość z tych naukowych przemawia za tym, że nie jest bardziej szkodliwa od alkoholu w odpowiednich dawkach. Ale co to znaczy odpowiednich? Czy raz na tydzień to ok? Gdybym miała taką pewność, to rozwiązałyby się moje problemy. Dodatkowo przez to, że jest nielegalna, to boję się, że kiedyś mój chłopak trafi na jakiś shit, który będzie mocniejszy. Bo sprzedawcy tak robią, żeby ludzie szybciej się uzależniali i kupowali więcej.
Już na koniec, tak dla wyjaśnienia. Mnie teraz już nie chodzi o to, jak on się zachowuje po paleniu, teraz jest w porządku, chcę tylko, żeby szanował moje zdanie, informując mnie wcześniej o tym lub pytając o zdanie. Ja nie jestem totalnym przeciwnikiem marihuany. Ona teraz kojarzy mi się po prostu z naszymi kłótniami, omal przez nią zerwaliśmy. To jest rodzaj urazu, który chowam do zioła. Wiem, że w odpowiednich ilościach marihuana nie szkodzi bardziej niż alkohol. Dlatego nie chcę jej zakazywać mojemu chłopakowi. Chcę tylko mieć nad tym kontrolę, żebym w razie czego mogła mu pomóc. Ja chcę też wyleczyć się z tych sytuacji, które miały miejsce kiedyś. Chcę mieć znów takie podejście, kiedy spotykałam się z moimi dziewczynami i sobie paliłyśmy jednego wieczora. Mój chłopak traktuje mnie teraz bardzo dobrze jak zapali. Jest przy mnie. I chcę dla niego znów się do tego przekonać. Nie pamiętać wyłącznie tych złych sytuacji. Bo inaczej nie dam rady zbudować z nim szczęśliwego związku.
Co o tym myślicie? Czy mam się czym przejmować czy może lepiej cieszyć się razem z nim i doceniać to, że potrafi być ze mną szczery?
Ściskam Was i czekam z niecierpliwością na jakąś odpowiedź. ![]()
Mój chłopak też pali:( niestety kiedy zaczynałam sie czepiać i prosić zeby nie palił powiedział ze ograniczy, ale defakto stało sie tak że już wogole nie mówił mi o tym kiedy pali
nigdy nie próbowałam trawki nie wiem może gdybym sama zaczeła palić zmieniłby nastawienie ? ale nawet nie mam skąd tego wziąść....
Bez przesady..palenie zioła to nie koniec świata..jesli by brał coś ciężkiego to rozumiem
Mam ten sam problem.Moj chlopak tez pali,od 16-go roku zycia a teraz ma 24 lata.W ciagu tego czasu mial rok przerwy.W domu mial zawsze warunki sprzyjajace do palenia trawy,,gdyz jego mama tez palila i pali i napewno duzo w niej winy,ze on ma problem z marihuana. Wczesniej palil codziennie,teraz,od dwoch miesiecy stara sie tylko w weekendy,tzn. taki weekend rozpoczyna sie w piatek odrazu po pracy i konczy w niedziele wieczorem,czyli cale trzy dni jara a cztery nie.To i tak duzy sukces,gdyz dlugo juz planujemy dziecko,no i jestem w ciazy:),ale to tez nic nie dalo.Mialam nadzieje,ze przestanie calkowicie,ale mysle,ze nie.Nawet dziecko nie chce go zmienic,poniewaz juz mi zapowiedzial,ze nawet jak dziecko sie pojawi to on musi w weekendy chociaz jednego jointcika,a jak czlowiek upalony,to nie wiele kuma. No i zeby on chociaz wieczorem jednego,ale nie,od 13-ej potrafi.A jak pali po pracy,to nie zje najpierw,tylko musi zajarac no i wtedy posilek.Martwie sie o niego,bo naprawe jest,kochanym,madrym,wyksztalconym facetem,no i przystojnym:),ale ziolo go zmienia,jest bardziej nerwowy,nie chce mu sie nigdzie wychodzic,nie ma cierpliwosci do niczego,nic go konkretnie nie obchodzi,stara sie czesto,ale i tak marysia wygrywa.Nie wiem co robic,nie chce zeby tata dziecka wychowywal go bedac ciagle najaranym,tym bardziej,ze to ma zly wplyw na niego.baardzo go kocham,ale jestem w stanie go zostawic,co juz mu wiele razy mowilam,ale i to nie pomaga..Nie wiem co robic... tym bardziej,ze wkolo mnie wiekszosc znajomych,matka mojego chlopaka,nawet moj brat pala.No i ziolo jest tutaj kompletnie legalne:(Nie wiem czy moj narzeczony wygra z nalogiem,juz prawie sie poddalam,ale to juz tak konkretnie...
Widze tu wiele wpisow,ze marihuana nie jest grozna,ja uwazam,ze jest.Jesli sie pali codziennie oczywiscie i dlugo.Zmienia to czlowieka,powoduje zobojetnienie,powoduje zmiany nastrojow,czesto osoby ktore poki nie zajaraja sa nerwowe i rozdraznione. Znam chlopaka,przyjeciela,ktory mial psyhoze po marihuanie,z przyjaciolka mialysmy po 17 lat zapalilysmy,przyjaciolka miala dziwne zwidy i dziwne jazdy,ja za to nic,no i jest wiele groznych i dziwnych przypadkow skutkow ubocznych palenia maryski,w internecie mozna wiele poczytac,ale mysle jednak,ze jak ktos potrafi palic naprawde okazjonalnie i to kontrolowac to mozna miec naprawde swietna zabawe:)
Witam nazywam się Natalia jestem z moim chłopakiem przez 15 miesięcy bardzo się kochamy planujemy przyszłość jesteśmy szczęśliwą parą ufamy sobie tylko jest problem bo on pali trawe nie nawidze jak chlopak pali zdrowie sobie tylko psuje nie wiem czy chce pokazac kolegom jaki to on fajny jest bo pali i chce zaszpanowac tym boli mnie to bardzo ze nie slucha mnie grozilam mu rozstaniem ale on jest przekonany ze nie odejde i grozi mi ze jak odejde to bedzie codziennie palil nie wiem co mam juz robic bardzo prosze o pomoc chce zeby skonczyl z tym raz na zawsze z trawa non stop mnie oklamuje duzo razy juz mi wpadl z klamstwem i zaczal sie pytac czy moze zapalic ale jak mowie nie obrazam sie itp to nic nie pomaga zrobi swoje na poczatku zwiazku nie mowil mi ze pali po kryjomu to robil i zabolalo mnie ze tak dlugo mnie klamal. Chce zeby byl zdrowym chlopakiem a jak zaproponowalam mu zeby poszedl na leczenie to od razu powiedzial nie wiele razy mowil ze to ostatni raz pali ale to sie powtarza non stop dawal slowa obiecywal i nic chcialabym odejsc pokazac mu ze odejde ale boje sie ze on zacznie codzinnie palic nikt z rodziny nie wie ze on pali tylko wiem ja i kuzynka jego ona tez mu mowila mi doradzala co mam zrobic ale to nic nie dalo ma duzo dlugow a wydaje pieniadze na to gowno nie wiem jak mam do niego dotrzec.
Sam jestem chłopakiem,wiec moze ja sie wypowiem.
Wiadomo ze wiekszosci pali trawe(osobiscie nie przepadam)nie zawsze grozbami cos zdzialasz,lepiej to na cos zamienic,np.jak przestanie palic to w jakis sposob mu to wynagrodz(to bedzie tak jakby nagroda)i bedzie widzial ze da sie i bez tego zyc,duzo razy tez dziala zasada"jak cos chce to mu daj"i wtedy wariujemy,na przykladzie-spedzacie super dzien czy wieczor,ale potem nie pisz pierwsza my jakos zawsze pierwsi sie odzywamy ![]()
Witaj Natalio, w sumie wychodzi na to, że ty potrafisz zrobić dla niego wszystko, ale on dla Ciebie prawie nic...
Przykro mi to stwierdzać, aczkolwiek tak ta sytuacja wygląda...
Jeśli już zagroziłaś zerwaniem, a on się tylko poddał, no to coś jest z nim nie tak, że nie walczył o swoją kobietę jak Lew...
Czy on pali to przy Tobie?
Znajdź w internecie skutki i zagrożenia palenia marihuany, jakieś drastyczne itp. może to go obudzi...
No nie wiem sama...Jeśli przyjdzie mi coś jeszcze do głowy to napiszę, bo widać że bardzo go kochasz...
Drastyczne skutki palenia Marihuany? Hahahahahahahahahahhahahhahhahahahahahahahahaahahahahhahahahahaahah DOBRE. I co jeszcze może wstrzykiwanie THC w żyły? Radzę się doedukować.
Do autorki: Co konkretnie przeszkadza Ci w tym że pali? Sama napisałaś że jest wspaniały pod każdym względem, poza tym że pali trawę. Więc w czym problem? Namawia Cię do palenia?
Jego nałogi to jego sprawa, ciesz się że pali, a nie np wali kokainę, albo mefedron. Palenie Ganji nigdy nikogo nie zabiło, wielu ludzi sukcesu w każdej dziedzinie życia (kucharze, artyści, prawnicy, sportowcy, politycy, aktorzy, pisarze) pali trawę i absolutnie w niczym im to nie wadzi. To bardzo źle że Twój chłopak namówił CIę na rezygnację z Twojej pasji, nie na tym polega związek żeby partnera ugniatać jak glinę. Ty próbujesz robić dokładnie to samo. Skoro nie pasuje Ci taki jaki jest ( a jest palaczem trawy, skoro pali regularnie i tego nie rzuca) powinnaś się zastanowić nad dwiema opcjami: albo to zaakceptujesz, albo się rozstaniecie. Nie masz prawa wpływać na wolność osobistą drugiej osoby. Nie robi się tego komuś kogo się kocha.
Witam nazywam się Natalia jestem z moim chłopakiem przez 15 miesięcy bardzo się kochamy planujemy przyszłość jesteśmy szczęśliwą parą ufamy sobie tylko jest problem bo on pali trawe nie nawidze jak chlopak pali zdrowie sobie tylko psuje nie wiem czy chce pokazac kolegom jaki to on fajny jest bo pali i chce zaszpanowac tym boli mnie to bardzo ze nie slucha mnie grozilam mu rozstaniem ale on jest przekonany ze nie odejde i grozi mi ze jak odejde to bedzie codziennie palil nie wiem co mam juz robic bardzo prosze o pomoc chce zeby skonczyl z tym raz na zawsze z trawa non stop mnie oklamuje duzo razy juz mi wpadl z klamstwem i zaczal sie pytac czy moze zapalic ale jak mowie nie obrazam sie itp to nic nie pomaga zrobi swoje na poczatku zwiazku nie mowil mi ze pali po kryjomu to robil i zabolalo mnie ze tak dlugo mnie klamal. Chce zeby byl zdrowym chlopakiem a jak zaproponowalam mu zeby poszedl na leczenie to od razu powiedzial nie wiele razy mowil ze to ostatni raz pali ale to sie powtarza non stop dawal slowa obiecywal i nic chcialabym odejsc pokazac mu ze odejde ale boje sie ze on zacznie codzinnie palic nikt z rodziny nie wie ze on pali tylko wiem ja i kuzynka jego ona tez mu mowila mi doradzala co mam zrobic ale to nic nie dalo ma duzo dlugow a wydaje pieniadze na to gowno nie wiem jak mam do niego dotrzec.
Do Ciebie koleżanko dokłądnie to samo: Twój facet zabrania Ci jeść czekoladę? twoja niechęć wynika z Twojej zerowej wiedzy w temacie, mówisz że chcesz żeby był "zdrowym chłopakiem". A co Ty myślisz, że od palenia się przekręci, albo wyląduje na wózku? Dostanie Alzheimera( naukowo udowodniono że Marihuana pomaga w leczeniu Alzheimera). Zastanów się czym jest miłość, bo najwyraźniej tego nie rozumiesz. Polecam też się doedukować, masz internet, cała wiedza świata jest na wyciągnięcie ręki.
Mój chłopak też pali:( niestety kiedy zaczynałam sie czepiać i prosić zeby nie palił powiedział ze ograniczy, ale defakto stało sie tak że już wogole nie mówił mi o tym kiedy pali
nigdy nie próbowałam trawki nie wiem może gdybym sama zaczeła palić zmieniłby nastawienie ? ale nawet nie mam skąd tego wziąść....
Nie pal jeśli nie chcesz, pal jeśli chcesz. I na to samo pozwól swojemu facetowi. Co Wy wszystkie, naprawdę nie rozumiecie, że związek nie polega na zmienianiu drugiej osoby? W dodatku na siłę, bo Wam się coś nie podoba? Lubię grać na konsoli, gdyby ktoś spróbował mi powiedzieć że mam przestać, powiedziałbym mu że to nie jego sprawa. TYLKO MOJA, i tylko ja o tym decyduję. Lubię palić trawkę, nie palę mega często, ale zawsze kiedy mam okazję nie odmawiam sobie tego. Gdyby ktoś mnie próbował w tym ograniczać, powiedziałbym żeby się zajął własnym życiem a nie z buciorami próbował wbijać w moje.
Za kogo Wy wszystkie się uważacie? Na koniec cytat gościa, który każdą z Was by wyśmiał:
"Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi jakimi oni chcą żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego kim naprawdę jesteśmy. To dosyć subtelny rodzaj morderstwa. Większość kochających rodziców i krewnych popełnia je z uśmiechem na twarzy. "
Sith'ari, dodawanie postów jeden pod drugim jest sprzeczne z regulaminem. Jeśli chcesz zamieścić kilka cytatów w jednym poście, możesz je po prostu skopiować.
50 2014-02-24 16:13:05 Ostatnio edytowany przez Sith'ari (2014-02-24 16:17:00)
Marichuana UZALEZNIA nie sluchajcie takich bzdur bo uzaleznia psychnicznie !!! ( DLATEGO TRZEBA WIECEJ I WIECEJ) wystarczy dobrze poczytac na internecie. Dlatego wasi faceci sami z siebie tego nie rzuca. Lepiej zapytac czy ma jakikolwiek powod do zaprzestania palenia? Odpowie ze nie pomijajac biadolenie dziewczyny
Więcej i więcej trzeba regularnym palaczom z powodu naturalnego dla organizmu mechanizmu nazywanego TOLERANCJĄ. Najwyraźniej nie wystarczy poczytać "na internecie" skoro ktoś używający tych słów wali farmazony niemające żadnego miejsca w rzeczywistości.
Uzależnić psychicznie może też kawa, czekolada, strzelanie palcami, ćwiczenia fizyczne, gry komputerowe, sok grejfrutowy, filety z Pangi, spacery z psem. To wszystko rozumiem powinno być zabronione, bo NIE WOLNO BYĆ UZALEŻNIONYM! BO UZALEŻNIENIE JEST ZŁE!
Jesteś uzależniona od tlenu, radzę zerwać z tym paskudnym nałogiem.
Przepraszam za multi posting, postaram się tego w przyszłości nie robić.
P.S- jedna z dziewczyn napisała "Proponowałam mu zamiast tego alkohol"
To jest dopiero troska! Nie pal tego świństwa, napij się wódki która niszczy wątrobę, i zabija szare komórki w mózgu! Niech żyje Ciemnogród!
Jak dla mnie wszystko jest dla ludzi:P Tylko w umiarkowanych ilościach. Sama przyznam popalam sobie czasem. Ale nie więcej niż ok. 3/4 razy na rok. I gdzie tu to uzależnienie, o którym tak głośno? Oczywiście znam też wiele osób, które palą codziennie i tego nie pochwalam. Ale znam też osoby, które nadużywają alkoholu. I powiem, że Ci pierwsi wydają się mniej szkodliwi dla społeczeństwa. Jakoś rzadko się słyszy o tym, że ktoś rozwalił przystanek, ograbił bądź zgwałcił kogoś pod wpływem marihuany. A pod wpływem alkoholu nagminnie
Więc po co dramatyzować? Jak facet pali? Ok. Pali za często? Szczera rozmowa i postawienie ultimatum.
Jak dla mnie wszystko jest dla ludzi:P Tylko w umiarkowanych ilościach. Sama przyznam popalam sobie czasem. Ale nie więcej niż ok. 3/4 razy na rok. I gdzie tu to uzależnienie, o którym tak głośno? Oczywiście znam też wiele osób, które palą codziennie i tego nie pochwalam. Ale znam też osoby, które nadużywają alkoholu. I powiem, że Ci pierwsi wydają się mniej szkodliwi dla społeczeństwa. Jakoś rzadko się słyszy o tym, że ktoś rozwalił przystanek, ograbił bądź zgwałcił kogoś pod wpływem marihuany. A pod wpływem alkoholu nagminnie
Więc po co dramatyzować? Jak facet pali? Ok. Pali za często? Szczera rozmowa i postawienie ultimatum.
Postawienie ultimatum? Ultimatum to się stawia w polityce, nie w związku. Szczera rozmowa, zgodzę się. OBUSTRONNA. Niech dziewczyna wyjaśni czemu nie podoba się jej palenie marihuany przez partnera, a facet wyjaśni jej czemu pali, i ile to dla niego znaczy, jak to traktuje. Jeśli dojdą do kompromisu i siebie nawzajem ZROZUMIEJĄ ( Nie tak jak Wy kobiety z reguły pojmujecie zrozumienie, czyli zgodził się z moimi racjami i będzie robił tak jak powiedziałam, tylko ZROZUMIENIE STANOWISKA I UCZUĆ DRUGIEJ OSOBY), to wszystko spoko. Jeśli nie, pora się rozstać. Nie rozumiem desperatów/ki którzy są gotowi być kimś kim nie są, żeby utrzymać przy sobie partnera który ich nie akceptuje.
53 2014-02-24 16:47:10 Ostatnio edytowany przez missF (2014-02-24 16:47:52)
Uzależnienie istnieje, nie da się temu zaprzeczyć i każde mówienie "to nie uzależnia" dla mnie jest głupie i kojarzy mi się to z gimbusiarskim promarihuanizmem. Sama zapaliłam dwa razy, przy okazji. I jestem pewna, że gdybym miała do trawki lepszy dostęp i nadmiar kasy, to paliłabym codziennie, bo czułam się wtedy niesamowicie dobrze- wszystkie problemy mi zniknęły, śmiałam się szczerze, bawiłam się świetnie, mimo, że mam charakter bardzo depresyjny. I właśnie dlatego, że jestem słaba psychicznie i czasem bardzo zdołowana, to jestem pewna, że bym się uzależniła. Więc tak, wszystko jest dla ludzi, ale dla MĄDRYCH LUDZI, którzy znają siebie, znają swój organizm i swoją psychikę. Więc palenie- czemu nie, ale z głową i umiarem. W nadmiarze wszystko szkodzi- jeśli nie fizycznie, to psychicznie, albo w relacjach z innymi ludźmi (co widać w powyższych postach).
"Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę."
Dokładnie to miałam na myśli. Na początku szczera rozmowa, wymiana argumentów itd. jeśli nie podziała, to postawienie sprawy tak:
Jak nie ograniczysz palenia, będę zmuszona się z Tobą rozstać bo np.
Nie chcę aby moje dzieci uważały za wzór do naśladowania osobę, która pół życia chodzi zjarana.
Bo boję się o Twoje zdrowie i mam nadzieje, że rozstanie da Ci dużo do myślenia.
Bo zachowujesz się niedojrzale.
Jak facet nadal będzie upierał się przy codziennym paleniu, to będzie znaczyło, że marihuana jest ważniejsza od związku.
I tutaj poważnie zastanowiłabym się nad tym, czy chce spędzić z taką osobą resztę życia.
Dokładnie to miałam na myśli. Na początku szczera rozmowa, wymiana argumentów itd. jeśli nie podziała, to postawienie sprawy tak:
Jak nie ograniczysz palenia, będę zmuszona się z Tobą rozstać bo np.
Nie chcę aby moje dzieci uważały za wzór do naśladowania osobę, która pół życia chodzi zjarana.
Bo boję się o Twoje zdrowie i mam nadzieje, że rozstanie da Ci dużo do myślenia.
Bo zachowujesz się niedojrzale.
Jak facet nadal będzie upierał się przy codziennym paleniu, to będzie znaczyło, że marihuana jest ważniejsza od związku.
I tutaj poważnie zastanowiłabym się nad tym, czy chce spędzić z taką osobą resztę życia.
Generalizujesz. A może bycie sobą jest ważniejsze od związku? Niezależność swojej woli jest ważniejsza od związku? Traktujecie marihuanę, gry, piłkę nożną, jak obiekty do ponoszenia winy. Co niedojrzałego jest w używkach? Jeśli sobie życzysz, mogę Ci jeszcze dzisiaj udostępnić listę osób publicznych, szeroko znanych, które są powszechnie uznawane za odpowiedzialne, jednocześnie regularnie korzystając z różnych używek i się z tym nie kryjąc. Ludzie się odurzali od kiedy istnieją. Słonie się odurzają. Niedźwiedzie się odurzają. Delfiny się odurzają, i to grupowo, i świetnie się bawią. TO JEST NATURALNE. Więc zapytam jeszcze raz: co jest niedojrzałego w defekacji?
Jeśli przeszkadza Ci to, że pali, odejdź.
W ośrodkach uzależnień pełno uzależnionych od palenia, nawet tych bardzo znanych.
Racja, bycie sobą na początku związku jest bardzo ważne. Później sprawa ma się troszkę inaczej.
Od partnera oczekujesz wsparcia, świadomości, że zawsze możesz na nim polegać, że kiedy spróbujesz porozmawiać z nim o nurtującym Cię problemie, to nie wybuchnie śmiechem- bo sobie wcześniej skręta wypalił.
Wcześniej napisałam przecież, że używki mi nie przeszkadzają. A nawet, że sama popalam. Przeszkadzać zaczynają wtedy, kiedy palisz kilka razy w tygodniu.
"Jeśli sobie życzysz, mogę Ci jeszcze dzisiaj udostępnić listę osób publicznych, szeroko znanych, które są powszechnie uznawane za odpowiedzialne, jednocześnie regularnie korzystając z różnych używek i się z tym nie kryjąc."
Jeśli sobie życzysz, mogę Ci podać przykłady celebrytów, którzy mieli bardzo szerokie perspektywy przyszłej kariery, ale zrujnowali je właśnie przez zbyt częste korzystanie z używek.
Później dziecko przyjdzie do tatusia, aby pomógł mu rozwiązać zadanie z matematyki. I będzie, przyjdź jutro, bo tatuś teraz jest na haju i nie myśli logicznie ![]()
Jeśli przeszkadza Ci to, że pali, odejdź.
W ośrodkach uzależnień pełno uzależnionych od palenia, nawet tych bardzo znanych.
To zasługa chorego systemu prawnego, nie szkodliwości trawki.
59 2014-02-24 18:13:07 Ostatnio edytowany przez Sith'ari (2014-02-24 18:15:38)
Racja, bycie sobą na początku związku jest bardzo ważne. Później sprawa ma się troszkę inaczej.
Od partnera oczekujesz wsparcia, świadomości, że zawsze możesz na nim polegać, że kiedy spróbujesz porozmawiać z nim o nurtującym Cię problemie, to nie wybuchnie śmiechem- bo sobie wcześniej skręta wypalił.Wcześniej napisałam przecież, że używki mi nie przeszkadzają. A nawet, że sama popalam. Przeszkadzać zaczynają wtedy, kiedy palisz kilka razy w tygodniu.
"Jeśli sobie życzysz, mogę Ci jeszcze dzisiaj udostępnić listę osób publicznych, szeroko znanych, które są powszechnie uznawane za odpowiedzialne, jednocześnie regularnie korzystając z różnych używek i się z tym nie kryjąc."
Jeśli sobie życzysz, mogę Ci podać przykłady celebrytów, którzy mieli bardzo szerokie perspektywy przyszłej kariery, ale zrujnowali je właśnie przez zbyt częste korzystanie z używek.
Później dziecko przyjdzie do tatusia, aby pomógł mu rozwiązać zadanie z matematyki. I będzie, przyjdź jutro, bo tatuś teraz jest na haju i nie myśli logicznie
Prędzej zrobię jakiekolwiek zadanie z matmy nakuty, niż na trzeźwo. Nie każdego palenie zamienia w debila, to kwestia kontroli i przyzwyczajenia, jak i predyspozycji organizmu. BTW, co to za chora moda żeby rodzice dzieciom prace domowe robili? To od czego jest ta szkoła, i czego się dziecko nauczy jak mu "pomogę z zadaniem z matematyki"? (Wszyscy wiedzą jak te pomaganie dziecku wygląda)
Mi się zdarza nie palić miesiąc, albo dwa, a zdarza mi się palić tydzień bez przerwy. Oczywiście gdy obowiązki i okoliczności mi na to pozwalają. To znaczy że umieram? Że kwailifikuję się do leczenia? Dla jednego dużo to raz w tygodniu, dla innego 3 razy dziennie, nie oceniaj wszystkich własną miarą, skoro każdy reaguje inaczej niż Ty.
60 2014-02-24 18:14:06 Ostatnio edytowany przez Filoletowa (2014-02-24 18:15:58)
Filoletowa napisał/a:Jeśli przeszkadza Ci to, że pali, odejdź.
W ośrodkach uzależnień pełno uzależnionych od palenia, nawet tych bardzo znanych.To zasługa chorego systemu prawnego, nie szkodliwości trawki.
Pozwól, że o szkodliwości trawki będą decydować sami uzależnieni
Widocznie im szkodziło skoro z własnej decyzji znaleźli się w procesie leczenia.
I jeszcze, uzależnienie to choroba, gdzie jako pierwsza umiera silna wola więc o kontroli nie ma mowy. Nie wszyscy się uzależniają. Niestety nikt nie wie, czy się uzależni, czy nie, a palić uzaleznieni zaczynają jak inni, towarzysko.
Sith'ari napisał/a:Filoletowa napisał/a:Jeśli przeszkadza Ci to, że pali, odejdź.
W ośrodkach uzależnień pełno uzależnionych od palenia, nawet tych bardzo znanych.To zasługa chorego systemu prawnego, nie szkodliwości trawki.
Pozwól, że o szkodliwości trawki będą decydować sami uzależnieni
Widocznie im szkodziło skoro z własnej decyzji znaleźli się w procesie leczenia.
I jeszcze, uzależnienie to choroba, gdzie jako pierwsza umiera silna wola więc o kontroli nie ma mowy. Nie wszyscy się uzależniają. Niestety nikt nie wie, czy się uzależni, czy nie, a palić uzaleznieni zaczynają jak inni, towarzysko.
Bzdura na bzdurze, jaki research w temacie masz za sobą by poprzeć te pseudo tezy?
Nie słyszałem nigdy o nikim kto z własnej woli znalazł się w procesie leczenia. Palaczy wysyła tam sąd, albo kurator.
"Widocznie im szkodziło" to nie jest żaden argument. Nie pozwolę by o szkodliwości trawki decydowali uzależnieni, pozwolę by o szkodliwości trawki decydowała nauka i fakty. Proponuję znaleźć raport WHO w internecie i sprawdzić listę szkodliwych substancji oraz listę substancji uzależniających. A jeśli wiesz lepiej niż Światowa organizacja zdrowa, to żadna dyskusja z Tobą nie ma najmniejszego sensu.
Przemądrzanie się w temacie o którym wiesz tylko ze słyszenia, i nie posiadasz żadnej wiedzy, a tylko tezy, nie jest zbyt bystre. Choć oczywiście masz prawo do własnej opinii, choćby nie wiem jak debilnej. Pozdrawiam.
Uzależnienie to nie jest żadna choroba. Jesteś uzależniona od wody, tlenu, białka. Ćpasz za każdym razem gdy zaśniesz, i to najsilniejszą substancję psychoaktywną znaną nauce: DMT, którą wydziela w trakcie snu TWÓJ MÓZG.
Wszystkie Twoje poglądy w tym temacie nie są oparte na faktach, co jasno pokazujesz. Są oparte na latach demonizowania zwykłej rośliny, które rozpoczęły się od stanów zjednoczonych, bo cytuję " Od tego szatańskiego ziela kobiety dostają ochoty na spółkowanie z czarnymi mężczyznami".
Moje doświadczenie, to praca z osobami uzależnionymi.
Myślę, że więcej nie mamy sobie nic do powiedzenia.
63 2014-02-24 18:57:41 Ostatnio edytowany przez Sith'ari (2014-02-24 18:58:55)
Moje doświadczenie, to praca z osobami uzależnionymi.
Myślę, że więcej nie mamy sobie nic do powiedzenia.
Owszem, nie mamy, gdyż znam wiele osób "pracujących z uzależnionymi". Nawet pamiętam jakim cepem była pani prezes MONARu, mało brakowało a bym ją uderzył czymś bardzo ciężkim. Wiecie swoje, bo widzicie tą najbardziej ekstremalną stronę, którą w dodatku znacie tylko i wyłącznie powierzchownie, bo w kategoriach leczenia, a połowa z Was nie odróżni dopalaczy od marihuany, ani amfetaminy od kokainy. Za to dotacje i państwowe pieniążki wasze organizacje pobierają, jak światowej klasy eksperci, i to do tego rozchwytywani.
A ośrodki jak były brudne, i rozpadającę się, tak są dalej, metody leczenia jak były rodem z komunistycznych elementarzy, tak są nadal, zachód i cywilizowany świat poszedł naprzód lata temu, wy stoicie w miejscu. Nie, nie mamy sobie nic do powiedzenia.
Swoją drogą- multi przekonujących, popartych dowodami, logicznych argumentów przedstawiłaś, pani ekspert.
Nigdzie nie pisałam, że umierasz, ani że kwalifikujesz się do leczenia. Uważam po prostu, że zupełnie inaczej rozmawia się i żyję z osobą ciągle skutą.
Może, w twoim przypadku nie. Nie wiem- nie znam Cię.
Osobiście nie chciałabym żyć z osobą, która świata poza trawką nie widzi. Czułabym, że to ja w związku muszę mieć głowę na karku i o wszystkim decydować.
"Oczywiście gdy obowiązki i okoliczności mi na to pozwalają."
Eureka!!
I o to mi chodzi. Palisz wtedy kiedy- nie masz rodziny na głowie, nie pracujesz, nie jeździsz samochodem, nie masz żadnych ważnych spraw do załatwienia. Większość dziewczyn w tym temacie ma problem z tym, że facet pali codziennie. Wątpię, aby ktokolwiek prowadził tak beztroskie życie, aby w przeciągu nawet kilku miesięcy nie musieć nic załatwiać.
Przykłady:
"No i zeby on chociaz wieczorem jednego,ale nie,od 13-ej potrafi.A jak pali po pracy,to nie zje najpierw,tylko musi zajarac no i wtedy posilek."
"On pali średnio co drugi dzień. Często zdarza się to codziennie"
"Mój problem polega na tym iż mój narzeczony kilka razy w tygodniu pali marihuane.".
No sorry. Ale ja bym świra dostała. Mąż wraca z pracy, i zamiast ze mną porozmawiać. To sobie jara, a później żyje facet w swoim świecie. ;/
Ps. A propos pomagania w lekcjach. Jak do mnie podeszłoby dziecko, bo nie potrafi rozwiązać zadania, to zamiast mówić, że to jego problem, to postarałabym się mu wytłumaczyć. Ale faktycznie, może to ja jakaś dziwna jestem. Po co pomagać w lekcjach? Od nauki jest szkoła. Po co wychowywać dziecko? Przecież to szkoła ma uczyć i wychowywać. To na cholerę mi dzieci? Aby się na nie popatrzeć?
65 2014-02-24 18:59:09 Ostatnio edytowany przez Teo (2014-02-24 19:05:35)
Dokładnie to miałam na myśli. Na początku szczera rozmowa, wymiana argumentów itd. jeśli nie podziała, to postawienie sprawy tak:
Jak nie ograniczysz palenia, będę zmuszona się z Tobą rozstać bo np.
Nie chcę aby moje dzieci uważały za wzór do naśladowania osobę, która pół życia chodzi zjarana.
Bo boję się o Twoje zdrowie i mam nadzieje, że rozstanie da Ci dużo do myślenia.
Bo zachowujesz się niedojrzale.
Jak facet nadal będzie upierał się przy codziennym paleniu, to będzie znaczyło, że marihuana jest ważniejsza od związku.
I tutaj poważnie zastanowiłabym się nad tym, czy chce spędzić z taką osobą resztę życia.
Odwrócę sytuację
Palcz mówi do swojej partnerki:
Jak nie zaakceptujesz tego, że palę, to będę zmuszony się z Tobą rozstać, ponieważ:
- Nie chcę aby moje dzieci miały nietolerancyjną matkę, która argumentuje jedynie "nie, bo nie"
- Moje zdrowie jest w jak najlepszej kondycji, a fakt, że chce chodzić pół zycia zjarany, to moja świadoma decyzja.
- Bo zachowujesz się niedojrzale
Jak dziewczyna nadal się będzie upierała, że on ma przestać palić, to będzie znaczyło, że nie palenie zioła jest dla niej dużo ważniejsze od związku i od tego, co reprezentuje sobą jej partner.
Dodam, że mój chłopak pali mniej lub więcej regularnie. Wiedziałam o tym od początku, więc "widziały gały co brały". Przedstawił mi swoje stanowisko w tej sprawie, a ja mu przedstawiłam swoje. Strony się zaakceptowały
Owszem, czasem mi przeszkadza, bo to jednak jak być trzeźwym na jakiejś popijawie ^^ Noale napali sie napali i mu przejdzie
A ja nie muszę z nim być 24/7 mam swoje życie i swoje zajęcia
Racja, bycie sobą na początku związku jest bardzo ważne. Później sprawa ma się troszkę inaczej.
Od partnera oczekujesz wsparcia, świadomości, że zawsze możesz na nim polegać, że kiedy spróbujesz porozmawiać z nim o nurtującym Cię problemie, to nie wybuchnie śmiechem- bo sobie wcześniej skręta wypalił.
Znaczy co... Na początku trzeba być sobą, a później to sobie nad tą osobowością popracujemy i pozmieniamy co nam się nie podoba w tym drugim? Skoro jest ktoś sobą na początku i mówi, że pali, to przecież wybór należy do nas - akceptujemy i zostajemy, albo odchodzimy.
Ja od swojego "marihuanisty"
też oczekuję wsparcia, tego, że mogę na nim polegać i że zawsze dla mnie jest. I mam to w 100 % ! Ale oczywistym jest, że nie przyjde do niego z problemem życia i śmierci i nie będę chciała wielkich dyskusji odczyniać kiedy on akurat siedzi najarany! Logiki troszkę. Choć z drugiej strony może bym spróbowała, bo wtedy ma niezłe pomysły XD ![]()