2 lata temu poznałam kogoś. od razu wpadliśmy sobie w oko. Wiedziałam, że nie będzie łatwo bo ja i on byliśmy dość nieśmiali jeśli chodzi o okazywanie uczuć. Widziałam, że ja mu się podobam, że on nie może tego ogarnać- jednak sytuacja towarzyska, gadanie koleżanek, nakręcanie mnie, stres na uczelni, w pracy sprawiły, że może na powiedzieć, że to ja olałam jego i jego wszystkie starania. Wiem, że był kwas i z mojej i z jego strony.
Teraz po 1.5 roku myślę sobie, że na jego miejscu też bym się wkurzyła, że bym taką niezdecydowaną dziewczynę rzuciła.
Powiem tak, nie wiem do tej pory, mimo 26 lat jak postępować z facetami. On jest w tym samym wieku- niby ja go olałam, ale widziałam, że o mnie później zabiega, ale robi swoje. Wiele razy ignorowaliśmy się nawzajem, wiele razy on odwracał się ode mnie, nie poznawał. Taka okropna gra w kotka i myszkę. Wiele razy on chciał- ja nie słyszałam, ja chciałam później coś od niego- on nie chciał, uciekał, ignorował mnie. Nie przychodził, nie dotrzymywał obietnic. Ale był zazdrosny kiedy widział mnie w towarzystwie innych. Szczególnie jego przyjaciół- kiedy nam się dobrze współpracowało albo imprezowało.
Od roku czuję wielką gulę w gardle. Wiem, ze to jest wielka maska. Wiem, że on jest okej- przy mnie się otworzył. Jest spokojny. Wie, że nie jestem taką 100% imprezowiczką jak jego inne głośne koleżanki.
Mam jakieś niedopowiedziane uczucia, czuję dziwną gorycz porażki. Czuję, że i ja i on zawiniliśmy. Że on mną pograł, że ja byłam niezdecydowana i nim pograłam.
I nie chodzi o to, że nie kontaktujemy się. Ja z nim nie pisze, czasem zwykłe hej. Ale on nie chce abym zniknęła z jego życia. Nie wiem co to ma znaczyć. Nie wiem, może kolekcjonuje panienki po prostu, ale wiele razy dawał mi znaki jakby czegoś chciał, ale nie do końca. Jakby miał problem z zaangażowaniem.
Miał przede mną kilka 'koleżanek' i związków- raczej dziewczyny imprezowe, takie przy których nie musiał się starać, nie subtelne, takie które grały pierwsze skrzypce.
Może problem jest ze mną. Może ja nie wiem czego chcę. Ostatnio on dużo podróżuje. Kiedy dowiedział się, że ja wyjeżdżam na rok, pół roku za granicę widziałam jego niesmak, grymas na twarzy.
Nie wiem czy chodzi o to, że chce mieć ciastko i zjeść ciastko, jest psem ogrodnika?
Ja z nim nie rozmawiam w ogole, chcę aby o mnie zapomniał i sam sobie przypomniał później.
Już nawet nie o to chodzi, że teraz chciałabym kogoś znaleźć w mieście.Wyjeżdżam na studia za granicę właśnie w lutym, marcu i nawet chyba już nie chcę nikogo szukać.
Tylko chciałabym aby naprawdę za mną zatęsknił. Żeby poczuł to samo co ja czuję. Tylko nie wiem czy facet to samo może poczuć.
Pozdrawiam i pragnę szczerych odpowiedzi.