Moje wspomnienia z Włoch - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 103 ]

Temat: Moje wspomnienia z Włoch

Witam serdecznie
Jestem tu nowa i mam stracha, jak zostanę przyjeta.
Chciałabym spróbować swoich sił w pisaniu i postanowiłam opisać swoje przygody ze słonecznej Italii.
Od czytelników zależy, czy mam to kontynuować, czy jednak schować do szuflady.


                           Starość to jeszcze nie koniec świata


Właśnie skończyłam zmywać naczynia po gościach, dziś obchodziłam swoje czterdzieste piąte urodziny. Jak to szybko minęło ? pomyślałam odkładając spód od tortownicy. Tort jak zwykle zrobiłam sama, kiedy zapraszam swoją rodzinkę, nigdy nie idę na łatwiznę. Wszystko smakowało,, dostałam pochwały, ale czegoś mi jednak brakowało. Ale czego? Zastanawiałam się, przecież mam wspaniałego męża i kochanych synów, a jednak czułam niedosyt. Coś muszę zmienić w swoim życiu, i z tym postanowieniem, zmęczona zasnęłam. Rano obudził mnie telefon, dzwoniła moja przyjaciółka z Włoch. Jola wyjechała za granicę jakieś parę lat temu za pracą. Tam zatrudniła się jako opiekunka do starszej osoby. Wiedziałam z listów które do mnie pisała, że nie jest to łatwy chleb, ale płacą nieźle i jeśli ktoś nie ma pracy w Polsce, to dobra okazja na podreperowanie domowego budżetu. Moja przyjaciółka zaproponowała mi zastępstwo za jej koleżankę, która musi na jakiś czas wrócić do Polski.
Kiedy po prawie dwudziestu minutach Jola skończyła swój monolog, bo oczywiście jej przerwać, to tak jak trafić szóstkę w totolotka, zapytałam jak sobie to wyobraża przecież nie znam języka. Oczywiście dla niej nie stanowiło to żadnego problemu.
                    - Nauczysz się kilkanaście podstawowych słów i tyle ? powiedziała.
Podniosło mi się nagle ciśnienie, serce zaczęło mocniej bić, może warto spróbować? Zapewniłam ją że przemyślę jej propozycję i oddzwonię. Już po odłożeniu słuchawki, podjęłam decyzję, jadę.
Teraz czekała mnie przeprawa z mężem, czy się zgodzi? Co na to moi synowie. Nie było łatwo, ale postawiłam na swoim. Parę dni później zaopatrzyłam się w rozmówki włosko- polskie i kasety. W każdym dniu, po powrocie z pracy, uczyłam się włoskich słówek i  stwierdziłam że ten język nie jest taki trudny, Do wyjazdu pozostał tylko miesiąc, żałowałam że będę musiała wyjechać na święta Bożego Narodzenia, jednak nie miałam wyboru.
Mój mąż z obrażoną miną odwiózł mnie na dworzec.
                    -Nadal się upierasz przy tym wyjeździe? Zapytał
                    -Marku, przecież nie mogę teraz się wycofać, jest już za późno, to tylko trzy miesiące, zleci jak biczem strzelił ? powiedziałam zarzucając mu ręce na szyję. Kierowca  nawoływał wszystkich do zajęcia miejsc w autokarze, pożegnałam się z mężem i  z łzami w oczach patrzyłam jak znika mi  z pola widzenia.
Na pocieszenie nikt obok mnie nie siedział, więc pojawiła się nadzieja że będę miała więcej miejsca dla siebie.
Jak to bywa ze mną, ledwie autokar ruszył, wyciągnęłam kanapkę z plecaka. Myślę że takie zachowanie, to nerwowa reakcja na podróż, chociaż nie byłam głodna musiałam coś zjeść.
Na pierwszym postoju, wsiadło kilka osób, ale na szczęście nadal nikt przy mnie nie usiadł.
W ostatniej chwili kiedy mieliśmy już odjeżdżać, pojawił się spóźniony pasażer. Machając biletem trzymanym w dłoni, wbiegł zdyszany do środka, tłumacząc coś kierowcy.
                     -Ja to mam szczęście do pięknych kobiet ? powiedział mężczyzna siadając obok mnie. Moja nadzieja o wygodnej podróży, w jednej chwil legła w gruzach.
Mój współpasażer, to typ lekko podstarzałego podrywacza. Miał około pięćdziesiątki, kruczo czarne włosy przy pomarszczonej, spalonej słońcem cerze, wyglądały komicznie.
                     - Trzeba się godnie starzeć ? pomyślałam patrząc ukradkiem na farbowanego lisa.
                    - Jestem Genek, zwrócił się do mnie, podając dłoń na której lśnił złoty sygnet.
Jak na dobrze wychowaną kobietę, grzecznie się przedstawiłam i uznałam że to byłoby na tyle. Wyciągnęłam rozmówki polsko ? włoskie i  tym sposobem dałam mu do zrozumienia, że każde z nas powinno spędzić tę podróż po swojemu.
                     -O! widzę, że nie marnuje pani czasu, zagadnął gładząc swoje lśniące, farbowane włosy - Pani w celach zarobkowych, czy turystycznych? Zapytał.
                     - Turystycznych ? odpowiedziałam z udawaną grzecznością zakładając słuchawki na uszy. Zamknęłam oczy i oddałam się muzyce. Ale nie trwało to długo, silne szarpnięcie w ramię, zburzyło mój święty spokój.
                     -Przepraszam pana, ale nie mam nastroju do rozmowy ? powiedziałam zdejmując słuchawki. Mam tu krzyżówki, jeśli ma pan ochotę, to proszę z nich skorzystać.
Na szczęście przystał na moją propozycję, ale to była dla mnie porażka. Genek co chwilę zadawał mi pytania, tak właściwie nie wiele sam wiedział i właściwie to ja sama rozwiązałam jedną z krzyżówek.
                     -Co tu zrobić? Myślałam nerwowo i w tym momencie przyszedł mi do głowy szatański pomysł. Z racji na mój zawód, który wykonuję już od ponad dwudziestu lat, mogłam spokojnie rozpoznać uzębienie u osób z którymi miałam kontakt. Facet miał sztuczne zęby.
                     -Może guma dla odświeżenia? ? zapytałam.
Nie mógł odmówić, udając że to dobry pomysł, przyjął miętową drażetkę i tym sposobem miałam go z głowy.
Następny postój miał być za jakieś trzy godziny, Genek milczał jak grób i tylko ja wiedziałam dlaczego. Kiedy zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, pierwszy pobiegł do toalety, a jak wrócił to był taki zmęczony, że zasnął jak dziecko chrapiąc przy tym głośno.
Na całe szczęście wysiadł w Rzymie, na pożegnanie, zapisał mi swój numer telefonu na skasowanym bilecie tramwajowym.
                     -Jakie to romantyczne ? pomyślałam, ale trafił mi się amant filmowy, hi, hi, zaśmiałam się nerwowo Dawniej kawalerzy bywając w kafejkach, pisali liściki na papierowych serwetkach, a Genek zrobił to na bilecie, może źle go oceniłam.
Nareszcie została jeszcze godzina do końca podróży, poczułam nerwowy skurcz w żołądku.
Miałam nadzieję że Jola wyjdzie po mnie, bo w przeciwnym razie, sama sobie nie poradzę.
Na moje szczęście, przyjaciółka czekała na końcowym przystanku.
Powitanie było serdeczne, obie z Jolą, płakałyśmy jak małe dziewczynki, ostatni raz widziałyśmy się  parę lat temu. Zaprzyjaźniony, włoski przyjaciel  mojej koleżanki, zapakował moje bagaże i zawiózł nas na miejsce.
W apartamencie, który miał być moim domem przez trzy miesiące, czekała na nas kobieta którą miałam zastąpić.
Marysia od razu przeszła do konkretów. Po krótkim powitaniu, zaprowadziła mnie do Filomeny, starszej pani, którą miałam się opiekować.
W małym pokoiku na łóżku, leżała przykryta po brodę staruszka.  patrzyła na mnie przerażonym wzrokiem, ściskając kurczowo w zniekształconych artretyzmem palcach kołdrę.
Przywitałam się z nią po włosku, na tyle ile potrafiłam i próbowałam uścisnąć jej dłoń. Ale w tym momencie poczułam silny ból, Filomena na powitanie, wbiła swoje paznokcie w moją rękę.
                    -Ała! Syknęłam, próbując wyswobodzić się z jej uścisku
Jola która stała tuż za mną, nachyliła się nad kobietą i podniesionym głosem upomniała staruszkę, przekazując jej, że to ja będę od dziś się nią opiekować.
Wróciłyśmy do salonu, zostawiając Filomena z tą wiadomością.
                    -Nie martw się, to jej minie, za każdym razem kiedy ktoś nowy pojawia się w jej życiu, tak właśnie reaguje ? powiedziała Jola.
Mimo jej zapewnień poczułam lekki niepokój, czy starsza pani mnie zaakceptuje. Resztę dnia spędziłyśmy plotkując i popijając włoskie capucino.
Moja poprzedniczka, pożegnała się ze mną, dając mi kilka cennych wskazówek dotyczących opieki nad staruszką.
Jola oznajmiła mi, ze niestety musi już wracać i pocieszając mnie na koniec, zapewniła, że na pewno dam sobie rad
Przyszedł czas posiłku, zrobiłam kanapki z serem, oraz zaparzyłam herbatę.
                     -Koniec rozczulania się nad sobą, zaczynam pracę ? powiedziałam sama do siebie, wchodząc do pokoju mojej podopiecznej.
Nie było tak źle, posadziłam starszą panią na stołku, który był przeznaczony nie tylko do siedzenia, pod spodem miał pojemnik na potrzeby fizjologiczne. Filomena z apetytem zjadła wszystko co jej podałam. Miałam już pierwszy swój sukces. Potem zajęłam się jej toaletą, a nie było to łatwe. Wszystko trzeba było robić na łóżku, bo kobieta od długiego czasu nie opuszczała swojego pokoju.
Życzyłam jej po włosku dobrej nocy i zgasiłam nocną lampkę. Uspokojona i dumna z siebie usiadłam w salonie, zastanawiając się jaka będzie noc w nowym miejscu i co pokaże ranek.
Noc niestety była koszmarna, Filomena wzywała mnie co jakieś piętnaście minut, do siusiania. A nie było to takie łatwe jak u zdrowych osób. Trzeba było dźwignąć ją z lóżka, posadzić na  sedio, wspominane już wcześniej krzesło i czekać. Za każdy razem ten sam scenariusz, wołanie, dźwiganie, kilka minut oczekiwania i nic. Dopiero nad ranem staruszka oznajmiła mi że może spokojnie wrócić do łóżka, używając przy tym włoskich słów, które zrozumiałam używając, wyłącznie swojej wyobraźni.
Oczywiście nie było już mowy o spaniu, oczy miałam jakby ktoś nasypał mi do nich piasku. Zaparzyłam sobie kawę w małym metalowym ekspresie i zabrałam się do robienia śniadania.
Postanowiłam że Filomena zje je ze mną w salonie. Nie wiem jakim cudem, ale udało mi się podnieść ją z łóżka. Włożyłam swoje ręce pod jej pachy, na szczęście była drobną osóbką i nie ważyła wiele. Krok po kroku, zbliżałyśmy się do celu. Kiedy posadziłam ją na fotelu, zobaczyłam w jej oczach strach.
Skleciłam kilka zdań, używając słownika i zapewniłam ją, że nie musi się niczego obawiać, bo jestem tu po to by jej pomóc.
Pierwszy miesiąc był dla mnie koszmarem, codzienna walka o higienę, przymusowe spacery po mieszkaniu i leczenie licznych zadrapań, zadanych przez upartą starszą panią, sprawiły, że byłam bliska poddania się. Ale któregoś ranka, Filomena zapytała mnie czy mam rodzinę. Teraz wiedziałam już, że będzie dobrze. Doszłyśmy do porozumienia, dzięki niej mogłam wzbogacić swoje słownictwo. Każde wypowiedziane przez nią zdanie sprawdzałam w słowniku i tym sposobem, dowiedziałam się wiele o jej życiu. Moja podopieczna była panną, kiedyś prowadziła sklep z wędlinami, oprócz tego robiła piękne serwetki na szydełku.
Zostałyśmy przyjaciółkami, każdego poranka piłyśmy kawę, a ja opowiadałam jej o swojej rodzinie i pracy którą obecnie wykonuję. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia, rodzina Filomeny musiała wyjechać, zostałyśmy same. Wystrojone zasiadłyśmy do stołu, wyciągnęłam z listu który wysłała mi moja mama opłatek i łamiąc go podałam Filomenie
                         -Komunija? Zapytała zdziwiona.
Nie mogłam opanować śmiechu widząc zdziwioną staruszkę. Kiedy już się uspokoiłam, dokładnie wyjaśniłam Filomenie że taki zwyczaj panuje w Polsce i w wigilijny wieczór wszyscy łamią się opłatkiem.
No cóż, byłam przekonana że spędzimy ten dzień w rodzinnym gronie i nic nie kupiłam do jedzenia w lodówce miałam tylko parówki i makaron.
                        - Nic się nie martw, powiedziałam do Filomeny, zaraz coś przygotuję i zjemy pyszną kolację.
Płakać mi się chciało, bo już widziałam swoją rodzinkę u teściowej. Stół suto zastawiany, karp po żydowsku, kluski z makiem, kapusta z grochem, a ja właśnie kroję parówki. Ale co tam, mam  parówki, nie jest źle.
Staruszka już przysypiała, na  komendę mandziaro!! Czyli jedzenie, zaraz się ożywiła.
Myślałam tylko o tym żeby tak ją zmęczyć, by spała jak suseł, opowiadałam jej, oczywiście używając słownika, o naszych świętach, o potrawach i upominkach pod choinkę. Aż w końcu oznajmiłam że czas do spania.
Odholowałam starszą panią do jej pokoju, pogłaskałam po głowie i życząc dobrej nocy, wyszłam, gasząc światło w lampce nocnej.
To był bardzo przykry i przygnębiający wieczór, bez Pasterki, bez rodziny, bez choinki. Położyłam się w swoim pokoju i założyłam słuchawki  na uszy z nauką języka włoskiego. Jednak wszystko mnie drażniło, nic nie wchodziło mi do głowy, więc zrezygnowałam z lekcji i wtulając się w poduszkę próbowałam usnąć.
Nie upłynęło może dwadzieścia minut, jak usłyszałam wołanie z pokoju babci.
                    - Anna!! Fare la pipi, to znaczyło, że chce mi się siusiu
Niechętnie wstałam, było bardzo zimno, a jeszcze to rozdrażnienie, no cóż, po to tu jestem, to moja praca. Posadziłam babcię na sedio i czekam. A ona siedzi, macha ręką, jakby chciała sobie pomóc w siusianiu. Mija dziesięć minut, w końcu daje mi do zrozumienia, ze to był fałszywy alarm. Pakuję babcię z powrotem do łóżka, zawiązuję lenzolę, czyli prześcieradło położone na kocu, zawiązuję bo  Filomena ciągle zrzuca wszystko. Wychodzę z pokoju i gaszę światło, padam na łóżko.
                    -Anna!! Abicze mi lucze! !to znaczy zaświeć światło.
Zacisnęłam pięści, zakryłam głowę poduszką i starałam się zasnąć. Jednak babcia nie dawała za wygraną.
                   - Anna, abicze mi lucze, kurli, kuli!! Czyli zaświeć mi światło, błagam.
Postanowiłam że nie poddam się, albo ja ją przetrzymam, albo ona mnie. Przegrałam musiałam jej włączyć to cholerne światło.
Dochodziła już trzecia rano, a ja nadal nie śpię. Kiedy wydawało się że moja podopieczna w końcu usnęła, usłyszałam wołanie.
                     -Anna!! Fare la pipi
Można sobie wyobrazić, co chodziło po mojej głowie. Uduszę staruszkę, po prostu ją uduszę. Poszłam do niej, bo tak się darła, że nie było wyjścia.
Rozwiązywanie lenzoli, dzwignie na sedio, machanie ręką, i znowu nic.
Byłam wściekła, oczy bolały mnie z niewyspania, to już kolejna bezsenna noc. Upomniałam ją, żeby już mnie nie wołała i wróciłam do łóżka. Jeśli myślcie sobie że w końcu mogłam usnąć, to się grubo mylicie. Fare la pipi, było jeszcze kilka razy.
Podjęłam decyzję, że wracam do domu, definitywnie!!

Za oknem świeciło słońce,  otwarłam okno w salonie żeby przewietrzyć przed śniadaniem. Zapowiadał się ciepły dzień, ale co mi z tego ? pomyślałam i tak muszę tu siedzieć jak w więzieniu. Wolne miałam tylko w niedzielę, a był dopiero czwartek. Inne polki pracujące tu od dłuższego czasu  miały jeszcze dodatkowy dzień właśnie w czwartek. Zrobiło mi się lżej na sercu, dziś mają mnie odwiedzić dwie koleżanki Joli. Moja przyjaciółka wyjeżdżając do domu skontaktowała mnie z Teresą i Krysią. Umówiłam się z nimi na popołudnie, ale szczerze mówiąc nie miałam cudownego nastroju do gości. Worki pod oczami, rozczochrane włosy, wyglądałam koszmarnie. Filomena zaczęła swój koncert z siusianiem, wchodząc do kuchni krzyknęłam, oczywiście po polsku.
                        - Sikaj w łóżko!! Mam cię dość.
Nie było to grzeczne z mojej strony, ale musiałam jakoś wyładować złość.
Zaparzyłam kawę i nastawiłam parówki. Teraz czas dla mnie ? powiedziałam do siebie i poszłam do łazienki. Po dokładnej toalecie stwierdziłam że nie jest tak źle, pudrem zatuszowałam worki pod oczami, a i fryzura wyszła nie zła. Spojrzałam w lustro i pomyślałam.
- Panie, a cóżeś ,mnie taką piękną uczynił, hi, hi.
Weszłam do pokoju Filomeny, lenzola, czyli kolejne prześcieradło podarte w strzępy, staruszka spojrzała na mnie triumfalnie, dając mi do zrozumienia że w ten sposób ukarała mnie bo nie przyszłam od razu jak mnie wołała. Pogroziłam jej paluszkiem i powiedziałam że następnym razem będzie spała bez przykrycia i zobaczymy czy jej będzie wtedy do śmiechu.
Teraz musiałam ją jakoś przetransportować do łazienki, a potem do salonu. Nie było to łatwe zadanie. Moja Filomena mimo że była małą kobietką ale zawieszenie miała spore.
W końcu usiadłyśmy do śniadania. Fotel staruszki zabezpieczyłam szalikiem, zawiązując go między oparciami, tak na wszelki wypadek, gdyby miała ochotę wstawać. Moje poprzedniczki, trzymały cały czas babcię w łóżku, bo tak było wygodniej, ale ja jak już coś robię to z sercem, mimo że nie zawsze jestem za to nagradzana. Tak właściwie to było mi jej żal, z tego długiego leżenia, babcia miała liczne odparzenia i odleżyny. Kiedy tu miałam tu przyjechać, Jola uprzedzała mnie o stanie babci, psychicznym i fizycznym. Dlatego zaopatrzyłam się w odpowiednie maści i syropy ziołowe na uspokojenie.
                    -Kurcze! Puknęłam się w czoło aż zabolało, przecież ja mam to w torbie, czemu o tym zapomniałam. Może jak jej podam taki syrop to będzie spokojniejsza i w końcu da mi się wyspać. Pobiegłam zaraz do swojego pokoju i przejrzałam torbę.
                    -Są!! Ścisnęłam worek z buteleczkami i przytuliłam do siebie. Tak się ucieszyłam jakbym jakiś skarb znalazła.
Pobiegłam, prawie w podskokach do kuchni po kieliszek i wróciłam do Filomeny.
Jeśli ktoś myśli ze podanie jej leku było takie łatwe to się grubo myli. Machała rękami jakby chciała odgonić muchy. Nie pomogły tłumaczenia że, to dla jej dobra, co próbowałam wlać jej do ust słodki syrop, to wypluwała go za każdym razem, a ja z przerażeniem patrzyłam jak cudowny eliksir, ląduje na mnie. W końcu krzyknęłam na nią że to na pęcherz, bo ma problem z siusianiem.  Uff, pomogło.
Schowałam szybko butelkę, bo jak każdego rana odwiedzały mnie Sąsiadki z dołu. Antonina i Maria były pannami, miały po jakieś siedemdziesiąt  lat. Mieszkały na parterze kamienicy cała góra należała do Filomeny. Apartament, babci składał się z dużego salonu, kuchni łazienki, dwóch małych pokoików które zajmowałyśmy z Filomena, długiego przedpokoju i sypialni która była zamknięta na klucz. Miałam tam tylko wietrzyć. Później okazało się dlaczego siostrzenice Filomeny, kazały zamykać mi ten pokój na klucz.
Sąsiadki zjawiły się jak zwykle punktualnie. Na tacy przyniosły malutkie filiżanki z kawą.
Patrzyły badawczo na babcię, czy aby wszystko w porządku i nie robię jej krzywdy.
Byłam tu dopiero jakieś dwa tygodnie, to za mało czasu żeby się wykazać. Jednak udało mi się szybko zaskarbić ich serca.
Kiedy Antonina zapytała babcię  czy jadła już siadanie, ta odpowiedziała bez wahania, że nic nie jadła, bo nic jej nie dałam. Myślałam że mnie szlag trafi jak to usłyszałam. A to ci dopiero kozucha kłamczucha, ździebełko słomki i kropelka wody.
                    - Jak to nie jadłaś? Zapytałam, przecież były parówki na śniadanie i mandarynki na deser.
Filomena machnęła ręką i przeszyła mnie wzrokiem. Wiedziałam co sobie teraz myśli. Masz za swoje, nie lubię cię i tyle, tak pewnie myślała. Nie dawałam za wygraną, sąsiadki patrzyły na mnie podejrzanie a Filomena trzymała kurczowo w zniekształconej artretyzmem dłoni, filiżankę z kawą i jakby nigdy nic, popijała sobie spokojnie aromatyczny płyn.
Na dowód zaprowadziłam Marię do kuchni żeby pokazać jej talerzyki, na których leżały resztki śniadania. Nie wiem czy to ją przekonało czy nie, ale pierwszy raz, byłam z siebie dumna że nie posprzątałam od razu po śniadaniu, co zwykle robię, bo nie lubię garów w zlewie.
Kiedy zostałyśmy już same z babcią, zrobiłam jej długi wykład, nie było to łatwe. Pomagając sobie rękoma i słownikiem z którym nie rozstawałam się ani na chwilę, wytłumaczyłam mojej podopiecznej, kto tu rządzi i jak będzie tak się zachowywać dalej to ją tu zostawię samą i zobaczymy kto na tym zyska.
Właśnie zadzwonił telefon, odłożyłam słownik i podniosłam słuchawkę.
                  - Cześć Anula, usłyszała głos Joli, jak sobie radzisz? Zapytała radośnie.
Dopiero teraz odpuściły mi nerwy. Prawie z płaczem na końcu nosa, opowiedziałam przyjaciółce o moich problemach z babcią. Na koniec dodałam że rezygnuję i chce wrócić do domu.
                 - Czyś ty zwariowała! Jola wrzasnęła do słuchawki, nie możesz teraz wracać bo nie ma za ciebie zastępstwa. Początki są zawsze trudne, czy myślisz że ja miałam tak od razu sielsko? Nie poddawaj się, po Nowym Roku wracam i będzie ci lżej. Po tych słowach trochę się uspokoiłam. Jola opowiadała o swojej rodzinie, o świętach o tym jak wszyscy cieszyli się z prezentów itd. Siedziałam zbita jak pies, wyobrażając sobie moich bliskich i tak po prostu poryczałam się jak dziecko.
                  -Przestań się mazać! Usłyszałam -  bądź żelazną damą i nie daj po sobie poznać że ci jest trudno, one tylko na to czekają, takie są Włoszki. Płacą wróblami na dachu i myślą sobie że złapałyśmy Pana Boga za ręce. Pomyśl  sobie, że te trzy miesiące zlecą jak z bicza strzelił i wrócisz z kasą do domciu.
Po tych słowach poprawił mi się trochę humor i zapewniłam Jolę że postaram się jakoś wytrzymać.
Tak byłam zajęta rozmową, że całkiem zapomniałam o babci. W pewnym momencie usłyszałam jakiś ruch w salonie, zapaliła mi się czerwona lampka w głowie i wiedziona złym przeczuciem pobiegłam do Filomeny,
Ku mojemu przerażeniu, zobaczyłam ją  stojącą na własnych nogach, a szalik który miał zabezpieczać babcię w fotelu leżał na ziemi.
Krew uderzyła mi do głowy, w ostatniej chwili złapałam ją, kiedy zachwiała się niebezpiecznie przed  stołem.
To już było ponad moje siły, nie dość że nie daje mi spać to jeszcze ta samodzielność. Tego było za wiele. Nie zwracając już uwagi na to że mówię po polsku skarciłam staruszkę wyjaśniając co mogło się stać gdybym nie przyszła na czas.
Kiedy posadziłam ja z powrotem na fotel, Filomena spojrzała na mnie tymi swoimi wyłupiastymi oczkami i spokojnie zapytała.
                -Anna, perke nerwoso? co oznaczało czemu się denerwujesz.

Po obiedzie już nie mogłam się doczekać wizyty koleżanek Joli. Zrobiłam się na bóstwo, babcię napoiłam syropkiem i odtransportowałam do łóżka.
Teresa i Krysia zjawiły się u mnie trochę spóźnione, nawet myślałam, że nie przyjdą. Kiedy zadzwonił domofon, wyjrzałam przez okno, to były one.
               - Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak się cieszę z waszej wizyty ? powiedziałam ściskając każdą z osobna.
Teresa i Krysia pochodziły z pod krakowskich wsi, były starsze ode mnie jakieś dziesięć lat.
Obie po przejściach, rozwiedzione, dzieci odchowane, nic ich w Polsce nie trzymało, dlatego zdecydowały się na wyjazd i pracę we Włoszech.
Pogadałam sobie w końcu w ojczystym języku, otrzymałam kilka cennych rad jak sobie radzić z babcią, wypiłyśmy pyszny likierek limonkowy, a Teresa obiecała, że w niedzielę zabierze mnie na wycieczkę z jej włoskim przyjacielem.
               - Może Monte Cas sino? Co ty na to?
Byłam tak wdzięczna Joli ze skontaktowała mnie z tymi kobietami. Wrócił mi w końcu humor i naładowana dobrą energią przez towarzyszki doli i niedoli na obczyźnie, już wiedziałam że dam radę.
              - Monte Cas sino? Wiedziałaś jak zrobić mi przyjemność, zawsze marzyłam o tym żeby zobaczyć to miejsce, zawołałam uradowana i rzuciłam się Teresie na szyję.
               -Przestań! Bo mnie udusisz - Krysia !!! zabierz ode mnie tą szaloną kobietę
Czas wizyty dobiegł końca, z żalem pożegnałam moje nowe koleżanki i umówiłam się z Teresą na niedzielę.
Teraz proza życia, fare la pipi już mnie wzywało, jak zwykle na darmo, ale jakoś to zniosłam ze spokojem, na myśl o niedzielnej wycieczce mogłabym przenosić góry.
Syrop na uspokojenie zaczął odnosić skutki, co prawda mierne, ale coś drgnęło. Filomena, wzywała mnie już co jakieś dwadzieścia minut, a to był sukces. Wiedziałam że teraz będzie już tylko lepiej. Zadzwoniłam do Joli z prośbą o kolejne butelki, bo te co miałam w zapasie na długo nie starczą.
W piątek zjawiły się siostrzenice babci, pytały ją o samopoczucie i dziwiły się widząc Filomenę  siedzącą w fotelu. Nie wiem czy akurat były szczególnie z tego zadowolone, bo trzeba przyznać że mimo wszystko staruszka sprawiała im pewien kłopot, żyjąc tak długo - miała 91 lat i oprócz zwykłych dolegliwości związanych z wiekiem i stanem psychicznym nic jej nie dolegało, a płacić za opiekę trzeba było. Ja jednak zostałam przy swoim, starość nie musi być taka przykra, każdy z nas młody, czy stary ma prawo do normalnego traktowania. Dlatego wzięłam sobie to za punkt honoru, że dokąd ja tu będę krzywda jej się nie stanie.

Nareszcie niedziela! Już nie mogłam doczekać się kiedy opuszczę mieszkanie i odetchnę świeżym powietrzem. W tym dniu Antonina, siostrzenica babci miała mnie zastąpić. Kazała mi położyć ją do łóżka i włączyła telewizor, upominając mnie na obchodne, żebym wróciła na czas.
Na dole przed bramą czekała już na mnie Teresa i jej włoski przyjaciel. Facet był dużo od niej starszy i niższy. Spojrzał na mnie badawczo, zagadał coś po włosku, że mu miło i cieszy się że mnie poznał i zaprasza nas na wycieczkę. Podczas podróży niewiele się odzywałam, na każde jego pytanie właściwie odpowiadała za mnie Teresa. Jak już coś zagadałam na zasadzie Kali jeść Kali pić, śmiał się serdecznie naśladując moje poczynania z włoskim.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, nasz przewodnik spisał się na medal. Zaraz zaprowadził mnie na groby Polaków. To było takie wzruszające kiedy czytałam polskie nazwiska na nagrobkach, i niejedną łezkę uroniłam. Szkoda że tylko pobieżnie musiałam to wszystko oglądać, ale czas nas gonił, a ja nie mogłam się spóźnić.
Józef, bo tak po polsku miał na imię przyjaciel Teresy, zaprosił nas do kawiarni. Dzięki Teresie dowiedziałam się że pracuje na Merkato, czyli taki nasz targ, i handluje owocami.
Zazdrościłam koleżance, że tak dobrze mówi po włosku, ale była tu już kilka lat a ja dopiero niecały miesiąc. Jedno o czym teraz myślałam, to że muszę się podszkolić w języku, jak mam tu jeszcze jakiś czas zostać.
Znajomi podwieźli mnie pod dom, właśnie dochodziła już 20 00, Antonina czekała już ubrana na balkonie więc szybko pożegnałam Teresę i Józefa który z wielkim namaszczeniem złożył szarmancki pocałunek na mojej dłoni, a po jego spojrzeniu, wiedziałam że będę miała problem, i nie pomyliłam się.
Już w nocy zadzwonił telefon, myślałam że to Teresa, ale w słuchawce usłyszałam Józefa.
Mruczał upojne pod nosem że  ten dzień spędzony w moim towarzystwie zmienił nagle jego życie, że zakochał się od pierwszego wejrzenia i takie tam pierdoły. Byłą zaskoczona, a potem dostałam ataku śmiechu. Wyjaśniłam mu ,że ja mieć męża, że go kochać i nie szukać przygód. Ale on nie dawał za wygraną, obiecał mi owoce  żebym dobrze się odżywiała. Odłożyłam słuchawkę, miałam mieszane uczucia czy powiedzieć o tym Teresie, jednak postanowiłam że poczekam na dalszy rozwój sytuacji. Ta noc była dla mnie zupełnie bezsenna, z jednej strony została zaspokojona moja kobieca próżność, bo która z nas nie cieszyłaby się z tego że może się jeszcze komuś podobać, a z drugiej strony, obleciał mnie strach, na myśl o kłopotach które mnie czekają. Pierwszy raz byłam wdzięczna Filomenie za jej wołanie, przynajmniej miałam zajęcie i zmęczona w końcu usnęłam.
Następny dzień nie przyniósł nic nowego, Staruszka była o niebo spokojniejsza, a ja poświęciłam w końcu czas na naukę włoskiego. Z słuchawkami na uszach posprzątałam w całym mieszkaniu, wywietrzyłam tajemniczy pokój, ten który miał być cały czas zamknięty na klucz. Kiedy wróciłam do salonu, zadzwonił telefon. Włosy na głowie stanęły mi dęba, w słuchawce usłyszałam już znajome mi mruczenie, Józef oznajmił że pod bramą mam niespodziankę. Prawie rzuciłam słuchawkę, rozdygotana podeszłam do okna. Tuż przed wejściem stały jakieś kartony.
Boże!! Co ja teraz zrobię, durny facet, co on sobie wyobraża. Już widziałam podejrzliwe spojrzenia sąsiadek. Nie miałam wiele czasu na zastanowienie się co z tym fantem zrobić. Musiałam szybko działać zanim wrócą, bo jak zwykle o tej porze chodziły do kościoła.
Zbiegłam po schodach i otworzyłam drzwi, serce tak mocno mi biło aż w pewnym momencie poczułam jak robi mi się słabo. Wciągnęłam pudła patrząc cały czas na ulice czy ktoś mnie nie obserwuje. Kiedy wszystko było już w środku, prawie osunęłam się na podłogę. dopiero teraz odpuściły mi nerwy. Miałam karton bananów, taki sam mandarynek i pomarańczy, zapas dla wojska. Szybko to wszystko ukryłam w spiżarce i zabrałam na górę tylko tyle ile mogłam udźwignąć.
Ale miałyśmy ucztę z Filomenką, dojadłysmy do syta, niestety musiałam za to odpokutować. Babcia z nadmiaru tych pyszności dostała rozwolnienia i nie schodziła prawie z sedia.
Nareszcie!! Wróciła Jola poczułam się o niebo lepiej, musiałam jej o tym wszystkim opowiedzieć, o Józefie, owocach i  moich rozterkach, czy mam powiedzieć Teresie o wszystkim. Umówiłyśmy się na następny dzień.
Babcia miała wyjątkowo zły humor, dawała nieźle popalić, w końcu nadszedł wieczór.
Wyszłam z pokoju i zgasiłam światło lampki nocnej przy stoliku staruszki.
Z trwogą patrzyłam na telefon, najchętniej bym go wyłączyła, ale nie mogłam tego zrobić, bo wzbudziłoby to tylko podejrzenia. Może dał sobie spokój ? pomyślałam i wtuliłam głowę do poduszki.
                        - Anna!! Abicze mi lucze  co znaczyła  co znaczyło zaświeć mi światło - usłyszałam głos babki
Zignorowałam wołanie babki ? pewnie zaraz uśnie ? pomyślałam.
                        - Anna!! Abicze mi lucze!! Kurli, kurli ? to znaczyło zaświeć mi światło błagam, błagam.
Wołała mnie jeszcze tak kilka razy, jednak postanowiłam że ją przetrzymam.  W końcu babcia postanowiła poprosić o to, kogoś innego i wtedy zmiękłam.
                          - San Atonio Abicze mi lucze -  teraz prosiła Świętego Antoniego
Zwlekłam się z łóżka i zaświeciłam to cholerne światło, tak żeby nie wiedziała że to ja. Nie mogłam jej pokazać że ma przewagę.
Wracałam wściekła do swojego pokoju z myślą że zapowiada się bezsenna nocka, ale zaraz poprawił mi się humor jak usłyszałam wołanie babci.
Dziękowała Świętemu Antoniemu za to że ją wysłuchał i zaświecił je światło. I jak się można było na nią złościć.
Jednak nie było tak cudownie, skończyło się ze światłem, a zaczęło z siusianiem. Byłam totalnie wykończona, postanowiłam że dam jej podwójną dawkę syropu ziołowego, może w końcu uśnie.
Rano obudził mnie śpiew ptaków, za oknem świeciło słońce, przeciągnęłam się leniwie, byłam w końcu wyspana.
O boże!! Wyspana? A co z Filomeną? Nie woła nie krzyczy! Zerwałam się z łóżka przerażona. Myślałam tylko o jednym, żeby tylko żyła!! Boże żeby mi nie zmarła, ma tyle lat Boże zmiłuj się nade mną. Podeszłam pod drzwi babki, w pokoju cisza, na drżących nogach weszłam do środka. Moja babuleńka spokojnie sobie spała, pochrapując cichutko. Myślałam że ja wycałuję za to,  ale tylko popłakałam się ze szczęścia. Wyszłam cichutko żeby jej nie zbudzić i aż podskoczyłam z radości. Postanowiłam to wykorzystać, miałam teraz czas dla siebie. Zrobiłam sobie maseczkę z banana, umyłam głowę i zaparzyłam kawę. W końcu moje zabiegi odniosły skutek.
Siedziałam sobie w salonie i myślałam o Joli, miała właśnie dziś mnie odwiedzić. Nagle usłyszałam krzyk Filomeny
                        - Anna!! Filomena morire, tutto baniate, tutto baniate!!  Co oznaczało Filomena umiera, wszystko mokre, wszystko mokre.
Poderwałam się z fotela, zawadziłam nogę od stołu i wyrżnęłam jak długa na podłogę. Zabolało. Wpadłam do pokoju i zapytałam.
                        -Co się dzieje? Czemu tak krzyczysz? A ona mi na to że umiera, bo całe łóżko jest mokre.
                        - Przestań histeryzować, jeszcze nikt nie umarł od sikania, co ty myślisz że ja się nigdy nie posiusiałam w majtki. Zaraz cię. przebiorę i będzie po sprawie. Chyba ją przekonałam, bo przestała lamentować. Zaprowadziłam ja do salonu i zrobiłam śniadanie. Kiedy wróciłam z kanapkami, Filomena przysypiała.
                          -Śniadanko! Krzyknęłam jej prawie do ucha.
Staruszka spojrzała na mnie błędnym wzrokiem, uśmiechnęła się pokazując, całe dwa zęby w ustach. Wyglądała jakby się czegoś naćpała. Nie jest dobrze ? pomyślałam, muszę ją jakoś rozbudzić, bo w przeciwnym razie, sąsiadki nabiorą podejrzeń że coś jej podaję na własną rękę. Na całe szczęście przyszła Jola.
                         - No! kochana, odniosłaś sukces, babcia ujarzmiona, brawo! Brawo! ? powiedziała moja przyjaciółka, zanosząc się od śmiechu.
                          - Przestań! To nie jest śmieszne! Upomniałam Jolę, musimy ją jakoś doprowadzić do ładu.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witaj Pantusia.
Podobało mi się Twoje opowiadanie.Sama kiedyś jeżdziłam do Włoch i opiekowałam babkami i mam podobne wspomnienia jak Ty.
Najgorsza jest chyba tęsknota za rodziną.Generalnie nie było tak źle i myślę,że jeszcze tam wrócę,bo kocham Italię.
Pozdrawiam

3

Odp: Moje wspomnienia z Włoch
elizabetta napisał/a:

Witaj Pantusia.
Podobało mi się Twoje opowiadanie.Sama kiedyś jeżdziłam do Włoch i opiekowałam babkami i mam podobne wspomnienia jak Ty.
Najgorsza jest chyba tęsknota za rodziną.Generalnie nie było tak źle i myślę,że jeszcze tam wrócę,bo kocham Italię.
Pozdrawiam

Witaj Elizabett
To dobrze że jest ktoś, kto to przeżył, sama widzisz ze nie ściemniam. Jak myslisz, pisać dalsze części?
Pozdrawiam serdecznie

4

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witaj Pantusia!
Pisz dalej!Jestem ciekawa jak dalej potoczyły się Twoje włoskie losy i jak rozwinęła się sprawa z amantem.
Włosi są bardzo kochliwi,ale sympatyczni.
Sama miałam kilka razy takich napalonych adoratorów,ale nie byłam zainteresowana,bo byłam mężatką.
Tym bardziej,że byli to panowie w wieku 50-60 lat,wzrostu ok.165 a ja miałam wtedy mniej niż 30 lat i jestem wysoka(176 cm).
Czekam na ciąg dalszy...

5

Odp: Moje wspomnienia z Włoch
elizabetta napisał/a:

Witaj Pantusia!
Pisz dalej!Jestem ciekawa jak dalej potoczyły się Twoje włoskie losy i jak rozwinęła się sprawa z amantem.
Włosi są bardzo kochliwi,ale sympatyczni.
Sama miałam kilka razy takich napalonych adoratorów,ale nie byłam zainteresowana,bo byłam mężatką.
Tym bardziej,że byli to panowie w wieku 50-60 lat,wzrostu ok.165 a ja miałam wtedy mniej niż 30 lat i jestem wysoka(176 cm).
Czekam na ciąg dalszy...

Dzięki Elizabett za zielone światło!
Postaram się jutro rano coś napisać,
Pzdrawiam cię serdecznie.

6

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

A .....jesteś Pantusiu znalazłam Cie i twoje opowiadania-cieszę sie , poczytałam i czekam na dalszy ciąg .
miłego spokojnego wieczora i spokojnej nocy Pantusiu.....http://img25.dreamies.de/img/757/b/w9ixsxr0cgp.gif

7

Odp: Moje wspomnienia z Włoch
grazynka03 napisał/a:

A .....jesteś Pantusiu znalazłam Cie i twoje opowiadania-cieszę sie , poczytałam i czekam na dalszy ciąg .
miłego spokojnego wieczora i spokojnej nocy Pantusiu.....http://img25.dreamies.de/img/757/b/w9ixsxr0cgp.gif

Dziękuję, Grażynko, muszę trochę ochłonąć po wizycie Baby Jagi, bo boję się, że zaraz nadleci, hi, hi.
Dobrej nocki!

8 Ostatnio edytowany przez Wercia (2012-11-08 18:53:11)

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Hej Pantusia smile
Masz własny temat smile brawo !!!  i czytelnicy są smile gratulacje serdeczne smile

Hihihi, nawet wydałam już Twoją książkę big_smile

http://wgrywacz.pl/images/4655_pantusiamoje_wspomni.jpg

9 Ostatnio edytowany przez pantusia (2012-11-08 23:51:29)

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Nie miałyśmy wiele czasu, z dołu dobiegały głosy kobiet, wyjrzałam przez okno i zobaczyłam jak otwierają drzwi do naszego mieszkania.
Uszczypnęłam staruszkę w policzek tak mocno, że w końcu trzeźwo na mnie spojrzała.
Do salonu weszły kobiety, obie na czarno ubrane, wyglądały jak dwie nastroszone wrony.
                           -Wszystko w porządku? Zapytała Francesca, patrząc badawczo, raz na mnie raz na Filomenę ? nie słyszałyśmy jej w nocy, dodała.
                            - To chyba dobrze ? włączyła się Jola, widząc jak kurczę się ze strachu w fotelu. Trafiła w końcu na odpowiednią opiekę, Anna ma wykształcenie medyczne, studiowała też psychologię i fachowo się nią zajęła. Zobaczcie jak wyleczyła jej rany, przyjaciółka kontynuowała swój monolog podchodząc do staruszki, po czym nachyliła się nad Filomeną i odsunęła nocną koszulę, pokazując na dowód, zabliźnione miejsca na plecach babci.
                            - Rzeczywiście? Do rozmowy wtrąciła się Alfreda, ale dlaczego ma cały czas zamknięte oczy? ? dodała.
                            - Bo się modli, nie widać? Teraz ja przystąpiłam do ataku.
Przed ich wizytą włożyłyśmy staruszce do rąk modlitewnik.
                            - No tak! Francesca powiedziała szeptem, to nie będziemy jej przeszkadzać.
Po tych słowach, kobiety podniosły się z krzeseł i na całe moje szczęście, opuściły mieszkanie. Na odchodne, Francesca zwróciła się do mnie.
                             - To dobrze, że Filomena ma taką opiekunkę ? myślę o księdzu, skoro zaczęła się modlić, to czas na spowiedź ? dodała zamykając drzwi
Z nerwów zapaliłam papierosa, nie byłam wcale przekonana do końca, że sąsiadki we wszystko uwierzyły, ale jak na razie nie było źle.
                              - Ha, ha!!! Czy widzisz to co ja? Jola zanosiła się od śmiechu.
- Z czego się śmiejesz Wariatko!! O mało nie rozleciałam się z kupy, a tobie do śmiechu. - Sama zobacz!! Hi, hi, Jola wytarła rozmazany makijaż.
                              - O matko! Złapałam się za głowę, że myśmy tego nie zauważyły!
Staruszka trzymała kurczowo w dłoniach modlitewnik i nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że trzymała go do góry nogami. Odpuściły mi w końcu nerwy, ujęłam babcię za ramiona i uściskałam serdecznie.
                                - No Filomenko! Odegrałaś mistrzowsko swoją rolę ? powiedziałam całując ją w policzek.
Moja podopieczna otworzyła oczy i spojrzała na mnie błędnym wzrokiem, ziewnęła głośno i po chwili, słychać było jej miarowe chrapanie.
Pożegnałam Jolę, bo spieszyła się do sklepu. Umówiłyśmy się na niedzielę.
Po tym incydencie, wiedziałam już, że nie mogę przesadzać z dawką tego syropu.
Józef chyba odpuścił, bo od dwóch dni nie dawał znaku życia, z czego byłam bardzo zadowolona. Fakt że muszę te zaloty ukrywać przed Teresą, spędzał mi sen z powiek. Jednak nie długo się cieszyłam, w nocy znów zadzwonił telefon. Musiałam odebrać, telefon w nocy mógł się wydawać podejrzany i na pewno nie mógł być od siostrzenic babci.
W słuchawce usłyszałam znajome mruczenie.
                                - Daj mi człowieku spokój!! Przestań tu dzwonić, bo w końcu stracę przez ciebie pracę ? krzyczałam do słuchawki.
                                - Nie denerwuj się  piękna, zawładnęłaś moim sercem, myślę tylko o tobie, czy cos w tym złego?
                                - Nie interesuje mnie to!! Rozumiesz, mam kochanego męża, nie szukam przygód, odczep się wreszcie ode mnie ? krzyknęłam i odłożyłam słuchawkę.
Niestety nie odpuścił, za parę minut znów zadzwonił.
                                  - Nie dałaś mi skończyć, piękna, chciałem ci tylko zaproponować wycieczkę do Neapolu.
Neapol... kurcze, fajnie by było tam pojechać pomyślałam, czemu nie wykorzystać okazji, zawsze marzyłam żeby zobaczyć to miasto, ale czy cena nie jest za wysoka.
                                  - Dobrze zastanowię się, ale najpierw muszę porozumieć się z Teresą.
                                  - Przykro mi ? ale chcę jechać tam tylko z tobą, powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu.
                                  - To zapomnij! Albo z Teresą, albo jedź sobie sam.
Zakończyłam definitywnie rozmowę i wyłączyłam telefon z kontaktu.
Po dniu pełnym wrażeń, nie mogłam usnąć. Na ironię losu, Filomena już mnie nie wołała, więc mogłam spokojnie się wyspać, a tu taki pasztet!
Rano obudziłam się całkiem rozbita, byłam sama na siebie zła, że chciałam się połakomić na propozycję napalonego Włocha. Ech... stwierdziłam, że im jestem starsza tym głupsza, ale Neapol to.... chciałabym zobaczyć. No cóż, czas było zejść na ziemię.
Nareszcie niedziela! !Jola miała na mnie czekać przed bramą. Uzgodniłyśmy, ze odwiedzimy polską kawiarnię. To jedyne miejsce, gdzie spotykają się Polacy. Można tam zasięgnąć informacji o nowych ofertach pracy, kupić polskie wyroby, prasę i tak po prostu pogadać w ojczystym języku.
W kafejce trudno było znaleźć wolne miejsce, prawie wszystkie stoliki były zajęte,  i naglę usłyszałyśmy wołanie.
     - Jola!! Chodźcie tu do nas!! Zawołała jakaś kobieta.
     - Mamy szczęście Anka, koleżanka pociągnęła mnie za rękaw i przeciskając się między stolikami, dotarłyśmy do celu.
Przyjaciółka poznała mnie ze swoimi znajomymi. Gośka, to ta co nas zawołała, pochodziła z Tarnowa, Zosia mieszkała w Nowym Sączu, a Basia była z Krakowa.
Zamówiłyśmy kawę i ciastka, nowo poznane koleżanki, zaproponowały, że to one dziś płacą za mnie, bo jestem tu za krótko i pewnie nie miałam jeszcze wypłaty.
To był ładny gest z ich strony, obiecałam ze po pierwszej pensji ja stawiam.
Dziewczyny opowiadały o swojej pracy, dawały mi rady jak przetrwać trudny okres, co robić żeby nie pokazać Włoszkom jak nam bardzo zależy.
                               - Niech sobie nie myślą, że wypadłyśmy sroce z pod ogona ? powiedziała Zosia ? mamy swoją godność ! nie robią nam łaski i niech się cieszą że chcemy u nich pracować, Mam racje dziewczyny! ? zawołała na cały głos.
Wszystkie jednogłośnie przyznałyśmy jej rację. Spojrzałam w stronę drzwi i zobaczyłam Teresę jak rozglądała się w koło, szukając wolnego miejsca. Ciarki przeszły mi po plecach, nachyliłam się do Joli i szepnęłam jej do ucha.
                                - Patrz ten konus, nie zabrał jej do Neapolu, a to cholerna świnia!!!
                                - Co się dziwisz ? tym razem Jola szepnęła, on chciał jechać tam z tobą - Teresa!!! Krzyknęła w stronę koleżanki, tu jesteśmy!!

10

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Hejo! smile

Qrczę, czemu się nie pochwaliłaś, że założyłaś nowy wątek? smile
Super, super i jeszcze raz super!
Oczywiście, że pisz dalej...ja będę tu zaglądać.

Wercia zrobiła już 'okładkę' to i nie masz wyjścia hiii historia toczyć się musi dalej smile
POWODZENIA

11

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Dzięki dziewczynki za wasze wsparcie, Wercia, brawo!! może trzeba zgłosić cię do jakiegoś wydawnictwa, hi, hi dobrze tam płacą
Cabanko i Grażynko, fajnie że jestescie ze mną, a Elizkę także serdecznie pozdrawiam i wysyłam wam dalszą część jeszcze ciepła, hi, hi.


W pewnej chwili zobaczyłam ,Teresę jak rozglądała się w koło szukając wolnego miejsca. Ciarki przeszły mi po plecach, nachyliłam się do Joli i szepnęłam jej do ucha.
                                - Patrz ten konus, nie zabrał jej do Neapolu, a to cholerna świnia
                                - Co się dziwisz ? tym razem Jola szepnęła, on chciał jechać tam z tobą. Teresa!!! Krzyknęła w stronę koleżanki, tu jesteśmy!!
                                - Cześć dziewczyny, dobrze że was widzę? powiedziała Teresa, przywołując kelnerkę do stolika.
- A co ty... nie jesteś z Józefem? Zapytała Basia
                                 - No cóż, mieliśmy jechać do Neapolu, ale Józef źle się dziś czuje, miałam zrobić niespodziankę Ani i zabrać ją ze sobą ? powiedziała Teresa odstawiając filiżankę z kawą.
Zrobiło mi się gorąco, spojrzałam na Jolę, ale ona tylko mrugnęła porozumiewawczo powieką i powiedziała.
                                 - A co to? z nami jej źle, Neapol zobaczy innym razem, prawda Anka?
Czułam się jak złodziejka, co robić? Czy powinna wiedzieć?, trudno raz kozie śmierć!
                                 - Wiesz Tereniu, zaczęłam, bo muszę ci coś powiedzieć.....
W tym momencie poczułam solidne kopnięcie po stołem. Jola spojrzała na mnie i przerywając mi w pół słowa, powiedziała.
                                  - Anka chce ci powiedzieć, że ma dość tej pracy i wraca do domu, bo babka daje jej solidnie w kość.
                                  - Dziewczyno! Nie rób tego, każda z nas to przeżyła, początki są zawsze trudne, zobaczysz, teraz będzie już tylko lepiej ? powiedziała Teresa, klepiąc mnie po ramieniu. A do Neapolu pojedziemy innym razem.
Zrobiło mi się żal tej dziewczyny i postanowiłam, że nie jest to jeszcze odpowiedni moment na szczerość.
Opowiedziałam moim nowym koleżankom jak ujarzmiłam Filomenkę.
                                   - Hi, hi, Anula, aleś mnie ubawiła, Zosia nie mogła opanować śmiechu ? i ten modlitewnik, hi, hi, dobrze że te sąsiadki są nie kumate!! Hi, hi.
                                   - Łatwo ci się śmiać, ale ja na myśl o tym poranku, jeszcze teraz dostaję gęsiej skórki ? powiedziałam.
Potem plotkowałyśmy o wszystkim i o niczym, aż nadszedł czas kiedy trzeba było się zbierać do powrotu. Pożegnałam dziewczyny serdecznie, obiecując że w przyszłą niedzielę znów się spotkamy.
                                    - Co ty? Chciałaś jej wszystko wypaplać, Jola spojrzała na mnie, przecież  jesteś tu chwilkę, a ona prawie  już mieszka na stałe. Anka!! Czasami lepsze kłamstwo niż najszczersza prawda. Adoratorowi odbiło i tyle, ale jak wyjedziesz, to mu przejdzie i wszystko wróci do normy ? powiedziała Jola rozkładając parasolkę, bo zaczął padać deszcz.
- Pewnie masz rację, ale ja się z tym źle czuję i myślę że mnie rozumiesz. O Boże! On tam jest... zobacz- to jego samochód.
Tuż za rogiem starej kamienicy  stał samochód Józefa, od razu go poznałam. Jola milcząc złapała mnie za rękę.
- I co z tego? Przecież nic ci nie zrobi, jestem z tobą.
Moja przyjaciółka udawała, że nic się nie stało. Jednak po jej minie wiedziałam że tak naprawdę to martwi się o mnie. W powrotnej drodze  milczała, a ja byłam tak przerażona, że bałam się odwrócić za siebie.
                                - Ten cholerny erotoman jedzie za nami ? powiedziała moja przyjaciółka, nie odwracaj się. Myślę że powinnam z nim porozmawiać, dalej już trafisz?
                                - Tak, dzięki za miły dzień, zwróciłam się do Joli całując ją w policzek.
Wchodząc do bramy, zerknęłam w stronę ulicy i zobaczyłam Jolę jak wsiada do samochodu. Kiedy znalazłam się już w mieszkaniu, poczułam ulgę. Zrobiłam kolację i usiadłam obok babki z rozmówkami włoskimi, jednak po dzisiejszych wrażeniach minionego dnia nie mogłam się skupić Dosłownie wszystko leciało mi z rąk, a nauka nie wchodziła do głowy, więc włączyłam telewizor i próbowałam coś oglądać. Filomena była dziś wyjątkowo spokojna, poprosiła mnie o okulary bo, w telewizji szedł jakiś serial, który chciała obejrzeć.
Zapaliłam papierosa i żeby jej nie przeszkadzać, wyszłam na taras i tak nie wiedziałam nic z tego filmu. Czy ja muszę zawsze mieć jakieś przygody, czy nie mogę tak po prostu, odbębnić te trzy miesiące i wrócić do domu, za którym już tęskniłam ? pomyślałam. Ale prawdą jest, że kłopoty to moja specjalność, zawsze w coś się wpakuję. Zrobiło się chłodno, więc wróciłam do pokoju. Filomena przysypiała, widocznie serial nie był ciekawy. Delikatnie ją obudziłam i zaprowadziłam do łóżka i przykryłam ją szczelnie, bo skończył się gaz w ogrzewaczu i w mieszkaniu zrobiło się chłodno. Napisałam na kartce kilka słów odnośnie gazu i zadzwoniłam do Antoniny. Siostrzenica babci obiecała mi, że jutro jej mąż dowiezie mi nową butlę gazową.
Postanowiłam też się położyć. Przed wejściem do łóżka wyłączyłam telefon. Babcia tylko dwa razy wołała mnie do siebie.
Rano rutynowe zajęcia, śniadanie, siusianie, wizyta sąsiadek, które na całe moje szczęście nie siedziały długo. Myślę, że w końcu mi zaufały i przestały mnie tak kontrolować. Babcia zadbana, spokojna więc nie było się do czego przyczepić.
Zadzwonił domofon, serce zabiło mi mocno, ale usłyszałam głos Joli i szybko się uspokoiłam.
                         - Czemu masz wyłączony telefon? Zapytała ? od rana próbuję się z tobą skontaktować.
                         - O rany! Złapałam się za głowę, widząc kabel leżący na ziemi, wyłączyłam go wczoraj wieczorem, bo bałam się że ten idiota znów zadzwoni, i na śmierć zapomniałam.
                          -Oj Anka, Anka, nie możesz być taka nierozważna, a gdyby rodzina chciała się z tobą skontaktować? Mam nadzieję że nie dzwoniły, bo w przeciwnym razie, musiałabyś się tłumaczyć, tylko nie wiem jak. Byłam na placu i pomyślałam że może coś potrzebujesz, ale nie było żadnego gołębia żeby przesłać ci wiadomość, hi, hi.
Usiadłyśmy na sofie i popijając kawę, Jola opowiedziała mi, jak przebiegła wczorajsza rozmowa z Józefem. Facetowi faktycznie odbiło, powiedział Joli że nie robi mi krzywdy i nie ma zamiaru narażać mnie na kłopoty, ale nie odpuści, bo od wielu lat nie był tak zauroczony kobietą. Teresę traktuje jak przyjaciółkę, przecież znają się od dwóch lat, ale ona nie może na nic więcej liczyć, jeśli chodzi o mnie, to już inna sprawa, chciałby umilić mi czas i pokazać jak najwięcej i nie chce w zamian za to nic, prócz tego, żeby spędzić parę chwil w moim towarzystwie.
                          -Myślisz Jola, że ma dobre zamiary? Bo ja mam inne odczucia, nie ma przyjaźni damsko - męskiej. Każdy facet to samiec i dąży do  jednego,  zaliczyć kolejną panienkę.
                          - Może masz rację, Jola dopiła kawę i spojrzała na zegarek. Ale się zasiedziałam!! Krzyknęła i zerwała się z sofy. Pa!!, lecę, bo moja babka wyleje mnie z roboty.
Pod bramę kamienicy podjechał samochód, z którego wysiadł mężczyzna dźwigając butlę gazową. Domyśliłam się ze to pewnie mąż Antoniny.
Raffaello, bo tak miał na imię mężczyzna przywitał się ze mną i usiadł na moment w fotelu.
Miał jakieś sześćdziesiąt lat, był zadbanym facetem o wysportowanej sylwetce. Lekko łysawy, co wcale go nie szpeciło, był naprawdę przystojnym facetem. 
Wypytał mnie skąd jestem, czy mam męża i dzieci i dlaczego tu przyjechałam.
Opowiedziałam mu w kilku słowach o swojej rodzinie i wyjaśniłam że celem mojego pobytu we Włoszech jest zarobienie pieniędzy na podróż do Paryża. Oczywiście skłamałam, bo przyjechałam tu zupełnie z innego powodu i o podróżach mogłam sobie tylko pomarzyć. Ale on nie musiał o tym wiedzieć. Raffaello, zabrał się za wymianę butli, a ja poszłam  do pokoju babki. Kiedy przebierałam jej pościel, mężczyzna zajrzał na chwilę i zapytał.
                     - Potrzebujesz czegoś? Może papierosy? Albo cos słodkiego? Takie ciasteczko jak ty, wymaga szczególnej opieki ? powiedział puszczając do mnie oczko. Podniosłam się z nad łóżka i znów zapaliła  mi się, czerwona lampka w głowie. Cholera! Zaklęłam w duchu następny napalony Włoch? Jeszcze tego by brakowało!
Podziękowałam  mu, za dobre chęci i odwróciłam się do niego plecami. Kiedy wyszedł, poczułam ulgę. Miałam dziwne przeczucie, że zbliżają się kolejne kłopoty, i wcale się nie pomyliłam, dopiero teraz zaczęły się tak naprawdę moje problemy.

12

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

No super Pantusiu -następny amant-ale mnie to kręci i co , i co dalej........                         http://img24.dreamies.de/img/320/b/t70db47mjkc.gif

13

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Dobry wieczór Pantusiu

Cieszę się niezmiernie, że Cię odnalazłam ze swoimi wspomnieniami włoskimi.
Kolejny wielbiciel Ci się trafił.......ale w przeciwieństwie do adoracji Józefa będziesz miała większy problem.
Czekam na dalszy rozwój wypadków i serdecznie Cię pozdrawiam.
Dzisiaj jest dzień przytulania - pozwolisz, że przytulę się do Ciebie???????

14

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Dziękuję wszystkim moim czytelniczkom, Rajusiu witaj w mojej czytelni, wrzucam następna część, nie mogę odpowiadać na wasze posty od razu, bo wchodzą co 24 godziny, więc piszę kolejną część i wtedy mogę wam przy okazji podziekować.

Kolejne dwa dni nie przyniosły nic szczególnego, Konus nie dzwonił, nie mruczał do słuchawki, a mąż siostrzenicy też się nie pokazywał. Pomyślałam, że moje obawy były bezpodstawne i zajęłam się babcią. Widząc ją w dobrej formie, postanowiłam pokazać jej album ze zdjęciami, który znalazłam w sekretarzyku. Przeglądałyśmy, kartka, po kartce, a Filomena opisywała każde zamieszczone tam zdjęcie. Połowę z tego nie rozumiałam, ale żeby nie zrobić jej przykrości, kiwałam głową, na znak, że wszystko wiem.
                        - Czy to ty? Zapytałam - jeśli tak, to byłaś piękną dziewczyną! I tu wskazałam na zdjęcie młodej kobiety w krótkiej kolorowej sukience, stojącą przed bramą kamienicy.
Staruszka pokiwała znacząco głową i uśmiechnęła się do mnie.
                        - Tak, to ja ? powiedziała, głaszcząc pożółcone zdjęcie.
Jeszcze znalazłyśmy w albumie kilka jej fotografii i osób mi nie znanych. Odłożyłam zdjęcia na miejsce i poprawiłam piękną haftowaną serwetkę na stole.
                        - To piękna robota, kocham takie rzeczy robione ręcznie ? zwróciłam się do Filomeny, z prawdziwą szczerością.
                        - To ja  zrobiłam, kiedyś haftowałam, jak byłam młoda..... Babcia była w swoim świecie, zamyśliła się na moment i machnęła ręką. Ale teraz już nie pamiętam jak to się robi.
                          - To może spróbujesz!! Zawołałam i podeszłam do kredensu, gdzie w trakcie porządków, widziałam szydełka i kordonek, oraz materiał lniany z rozpoczętym wzorem pięknego bukietu kwiatów.
                          - Spróbuj, powiedziałam, podstawiając jej kółko z naciągniętym materiałem.
Filomena drżącymi rękoma, złapała kółko, ale nie mogła w żaden sposób go utrzymać, ze złością rzuciła na podłogę i krzyknęła.
- Nie potrafię!! Daj mi spokój! Może ty mi pomożesz? Spojrzała na mnie z nadzieją.
I w tym momencie żałowałam, że nie chciałam w szkole uczyć się szydełkowania, wolałam rysować, z tego zawsze miałam piątki, ale szydełkowanie! Brrr, nigdy nie miałam do tego cierpliwości, i teraz to się na mnie zemściło, nie mogłam jej pomóc.
Staruszka poprosiła mnie, żeby odprowadzić ją do pokoju pewnie chciała zostać sam? Może tymi zdjęciami przypomniałam jej dawną młodość, a może pierwszą, nieszczęśliwą, miłość. Z tego co się dowiedziałam, była starą panną i nigdy nie wyszła za mąż. Spełniłam jej prośbę, i zostawiłam ją samą.
Wróciłam do salonu i zadzwoniłam do Joli.
                           - Fajnie, że cię słyszę, właśnie myślałam o telefonie do ciebie. Szykuj się w niedzielę na wycieczkę, hi, hi, jedziemy do Neapolu, dasz wiarę!! Zapiszczała, aż musiałam odsunąć słuchawkę.
- Do Neapolu!! No coś ty!! A kto nas tam zawiezie?
- Nie domyślasz się? Twoje mruczydło, hi, hi,
- Ale jak to? Przecież mówiłam ci już, że nie mam zamiaru utrzymywać z nim kontaktu.
- A co? ja się już nie liczę!! Zapytała przyjaciółka, mam parę spraw do załatwienia, a i Teresie też się przyda taki wyjazd, nie uważasz?
- To Terka, też jedzie z nami?
- A jak!! Jedziemy wszystkie, bez obawy!! Nie będziesz sama!!
Rozmowę przerwało nam wołanie Filomeny, pożegnałam Jolę i poszłam do pokoju babci.
                              -Tam, w szufladzie jest biała sukienka, staruszka wskazała na komodę, możesz mi ją założyć? ? zapytała.
Bez słowa podeszłam do komody i odszukałam białą koronkową sukienkę, ze starości straciła swój kolor. Podniosłam ją z łóżka i z trudem wcisnęłam jej sukienkę nie zapinając guzików, ale przecież Filomena nie wychodziła na bal. Posadziłam ją na stołku i poprawiłam zmierzwione od poduszki włosy.
                              -No !! kochana! Wyglądasz jak wielka dama ? powiedziałam.
                              -A buty? Filomena spojrzała na swoje gołe stopy.
                              -Ale ze mnie gapa! Dama bez butów, stuknęłam się w czoło, to nie do pomyślenia!!
Zajrzałam do drugiej szuflady i przejrzałam jej zawartość.
                              -A które sobie pani życzy, zwróciłam się do wystrojonej staruszki, te brązowe, albo może te czarne?
                              -Nie, żadne z tych, poszukaj białych, staruszka przechyliła się na fotelu żeby zobaczyć co tam jeszcze jest.
W końcu wyszukałam białe szpilki, włożyłam jej na stopy i pobiegłam do łazienki po lustro.
Przypudrowałam delikatnie jej pomarszczoną ze starości twarz i lekko podkreśliłam usta szminką po czym podstawiłam lustro. i zapytałam.
                               -Czy jest pani zadowolona?
Kobieta spojrzała na swoje odbicie, poprawiła kosmyk włosów spadający na czoło, wydęła usta, jak to czynią damy i powiedziała.
                               -Anno, jak umrę, masz mnie w tym pochować, jestem panienką i biały kolor będzie najodpowiedniejszy do trumny.
Poczułam bolesny skurcz w sercu, starałam się opanować łzy, które mimo woli, spłynęły po mojej twarzy. Podeszłam do niej i serdecznie ją ściskając, wydusiłam z siebie.
                               - Dobrze, zrobię o co mnie prosisz, ale gdzie ci tam do umierania.
                               - Już niedługo, oj niedługo, czuję to, a teraz połóż mnie do łóżka i idź odpocząć, tobie też coś się od życia należy.
Po tych słowach wróciłam do swojego pokoju, byłam całkiem rozbita, żal mi było staruszki, ale co innego mogłam jeszcze zrobić\? Tylko dać jej jeszcze więcej serca, tylko tyle.
Kolejny zwykły dzień, zjadłyśmy śniadanie, ja zabrałam się do nauki. Filomena obracała w dłoniach kółko z lnianą serwetką, była wyjątkowo spokojna, z wyrazu twarzy widziałam że próbuje sobie przypomnieć jak się haftowało.
W pewnym momencie usłyszałam na dworze głośne rozmowy, podeszłam do okna i zobaczyłam Raffaella jak wita się z sąsiadkami. Zmroziło mnie, po co przyjechał? Może tylko do sąsiadek? jednak on szybko rozwiał moje wątpliwości, wyjął pęk kluczy z kieszeni marynarki i otworzył drzwi do naszego mieszkania.

15

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Pantusiu

przeczytałam.......zadumałam się.......taki wzruszający jest ten dzisiejszy odcinek....i nucę sobie "upływa szybko życie......"

szydełkowanie - fajna rzecz, lubiłam to robić. Kiedyś, kiedy trudno było kupić  ciuszki, wydłubałam sobie sukienkę, na drutach też wiele rzeczy było robionych. Wymieniałyśmy się z koleżankami wzorami robótek, a jaka radocha przy tym była.

Pantusiu czy Ty musisz zostawiać czytelnika w takim momencie? bbuuuuuuu..... trzeba czekać do jutra, żeby się dowiedzieć co było dalej........

Pozdrawiam big_smile:D:D

16

Odp: Moje wspomnienia z Włoch
Raja napisał/a:

Pantusiu

przeczytałam.......zadumałam się.......taki wzruszający jest ten dzisiejszy odcinek....i nucę sobie "upływa szybko życie......"

szydełkowanie - fajna rzecz, lubiłam to robić. Kiedyś, kiedy trudno było kupić  ciuszki, wydłubałam sobie sukienkę, na drutach też wiele rzeczy było robionych. Wymieniałyśmy się z koleżankami wzorami robótek, a jaka radocha przy tym była.

Pantusiu czy Ty musisz zostawiać czytelnika w takim momencie? bbuuuuuuu..... trzeba czekać do jutra, żeby się dowiedzieć co było dalej........

Pozdrawiam big_smile:D:D

Rajusia, do tekstu wkradł się błąd, hi, hi, widzisz sama jak znam się na robótkach ręcznych, chodziło mi o haftowanie, tego chyba nie robi się szydełkiem tylko igłami, prawda? W kafejce używam takiego szyfru, dla zmylenia przeciwnika, hi, hi. A szydełkować nigdy nie umiałam ani  haftować.
W każdej książce musi być coś takiego, co zostawia czytelnika w niepewności, trzeba dawkować napięcie, hi, hi, jak widać po twoim poście, mnie się to udało.
Do jutra, rano coś jeszcze dopiszę i wyślę późnym wieczorkiem, bo jestem cały dzień w pracy.
Pa, miłej nocki.

Przy okazji, przepraszam inne czytelniczki za tą wpadkę z robótkami.

17

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

swietnie piszesz Patunia,

mimo, ze jestem duzo mlodsza, tez zajmuje sie babcia, tylko w niemczech. wiedzac mniej wiecej jak ta praca wyglada, wiecej potrafie zrozumiec:)

pisz dalej Kochana, czekam na dalszy rozwoj wydarzen:)

18 Ostatnio edytowany przez pantusia (2012-11-12 22:42:26)

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witajcie moje czytelniczki, to wy sprawiacie, że  piszę , a piszę tylko dla was!!!
Witaj mery50, cieszę się się, że do nas dołączyłaś. Mało mam czasu na pisanie, bo praca, dom itd. ale postaram sie jutro rano jeszcze coś dopisać, dziś padam na mordkę, a to co piszę, jest na gorąco, dla was dziewczynki. Myślałam,że jeszcze rozwinę ten wątek, ale w głowie tylko pustka!!! Tyle mam jak na razie.

. Kiedy usłyszałam jego kroki na schodach, pobiegłam do salonu i usiadłam przy babce.
Raffaello wszedł do przedpokoju i wyjrzał przez okno, upewniając się, czy kobiety wróciły do siebie.
                              -Witaj, jak się ma nasza staruszka! Zapytał siadając na sofie.
                              -Niech  pan ją sam o to zapyta, odpowiedziałam trzęsąc się jak galareta.
                              -Ty się mnie boisz? Nic ci nie zrobię ? powiedział wstając z kanapy.
Byłam przerażona, zobaczyłam w jego oczach dziki błysk, pocił się i ręce mu drżały, nachylił się nade mną  i próbował mnie pocałować. Zerwałam się jak poparzona i odpychając go ręką, podbiegłam do okna.
                              - Jeśli zaraz pan nie opuści mieszkania, zacznę krzyczeć, a chyba nie byłby pan z tego zadowolony- prawda?
                               - No!! No, nie dość, że ładna to jeszcze dzika, jak kotka, coraz bardziej mnie fascynujesz i tak śmiesznie mówisz po włosku, to takie słodkie. Jesteś tu już jakiś czas, a ja nie wiedziałem, że taka perełka się nam trafiła. Podobasz mi się Anno, przyznam, że jak cię pierwszy raz zobaczyłem, to nie przestaję o tobie myśleć
                                -Jakoś mało mnie to obchodzi, ja tu pracuję i nie życzę sobie takiego traktowania, nie jestem panienką do pana towarzystwa, tylko do starszej pani i proszę mi wybaczyć, ale jeśli nie ma pan mi nic innego do przekazania, to żegnam ? wypaliłam jednym tchem, widząc już spakowane walizki, i bilet w powrotną drogę.
Otworzyłam szeroko okno, do pokoju wdarło się chłodne powietrze, Raffaello poklepał Filomenę po ramieniu i z uśmieszkiem na twarzy, powiedział.
                                 - Mogę ci pomóc, moja żona nie wiele ci zapłaci, więc zastanów się czy warto ze mną walczyć. Ta praca nie jest dla ciebie, jesteś piękna i jak widzę inteligentna, wszyscy są tobą zachwyceni, a i staruszka nie ta sama. Jestem cierpliwy, nic na siłę.
- Żegnam pana, powiedziałam stanowczo.
Już mi było wszystko jedno, czy tu zostanę, czy wrócę do domu.
Kiedy zamknął za sobą drzwi, usiadłam obok babci, która cały czas milczała i próbowałam się uspokoić.
                                   - Podobasz mu się, znam to jego spojrzenie ? powiedziała Filomena, ale bądź spokojna, on nic ci nie zrobi, to dobry chłopak. Zrozumiałam poszczególne słowa, resztę sprawdziłam w słowniku.
Byłam pozytywnie zaskoczona tym wyznaniem staruszki. Cieszyłam się że tak szybko wraca do zdrowia, fizycznego i psychicznego. Nie podjęłam tematu, czas było zająć się obiadem. Zostawiłam ją w salonie i poszłam do kuchni. Na stole leżały pieniądze i trzy paczki papierosów, kiedy je położył? Nie wiem, jedno wiem, że Józef to pryszcz, w porównaniu z tym facetem. Pierwszy raz cieszyłam się z obecności sąsiadek, wiedziałam, że póki są w pobliżu, nic mi nie grozi.
W kuchni myślałam czy powiedzieć o tym Joli, jednak mogłam ją tylko zdenerwować To ona załatwiła mi tę pracę i na pewno nie chciałaby mieć z tego powodu kłopotów.
Następnego dnia przyjaciółka jak zwykle mnie odwiedziła. Rozmawiałyśmy o niedzielnej wycieczce, a ja cały czas patrzyłam w stronę Filomeny, z obawą, że może coś powiedzieć o wczorajszej wizycie. Poczciwa babcia, udawała że przysypia. Kiedy Jola wyszła, zostałyśmy same.
                                   - Lepiej żeby twoja przyjaciółka nie wiedziała, staruszka wytarła załzawione oczy i schowała chusteczkę do rękawa swetra. Antonina, jest o niego bardzo zazdrosna, Raffaello może mieć kłopoty ? dodała, i podnosząc książeczkę do nabożeństwa zaczęła się modlić.
Na całe szczęście zadzwonił mój mąż. W jednej chwili zapomniałam o całej sprawie. Rozmawialiśmy prawie godzinę o naszych synach, o pogodzie jaka jest teraz w Polsce i o wszystkich domowych sprawach. Na koniec usłyszałam że bardzo mnie kocha i strasznie tęskni.
Odłożyłam słuchawkę, słowa mojego męża dodały mi sił, wiedziałam, że nie poddam się i muszę jakoś rozwiązać ten problem, bo tak naprawdę zależało mi na tej pracy.

19

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

A to ci -Raffaello-paczcie państwo jaki gorący-ech te chłopy.......

Dzięki Pantusiu za następny odcinek, akcja rozwija sie jest coraz ciekawiej super .

Pozdrawiam Pantusiu-buziol.....

20

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witaj Pantusiu ,czy moge sie przylaczyc ????

21

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Pantusiu

czy ja dobrze zrozumiałam, że dalszych odcinków nie będzie?
byłabym  nie pocieszona.
Pozdrawiam Ciebie i wszystkie Twoje czytelniczki.

22

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

witam wieczorkiem
RAJA powiedziała mi o tej stronce i oczywiscie znalazłam i przeczytałam ale mam niedosyt,pisz PANTUSIA dalej

23 Ostatnio edytowany przez pantusia (2012-11-13 22:50:15)

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witam serdecznie moje czytelniczki, Eliazabett, Grażynkę, Wercię, Cabankę, Rajusię, Mery 90, Alfredkę, i Pigwę. i wszystkie inne dziewczynki, które tu zglądają. To dla was!! nana gorąco.
Życzę spokojnej nocy i dziekuję za zainteresowanie tematem

Teraz skupiłam się na niedzielnej wycieczce, ZOBACZYĆ NEAPOL I UMRZEĆ!!! Zobaczyć chciałam, ale co do umierania to jakoś mi się nie spieszyło.
W końcu nastąpił upragniony dzień, Jola zadzwoniła, że czekają na mnie w samochodzie, przed bramą.
                                - Jolka!, nie ma jeszcze Antoniny!
                                - Spoko!, mamy czas ? jak będziesz miała zastępstwo to daj znać, siedzimy na ławce.
Wyjrzałam przez okno i odetchnęłam z ulgą, na podwórko podjechał samochód, z którego wysiadła Antonina, a tuż, za nią Raffaello. Wzrosło mi ciśnienie, miałam chyba z dwieście.
Co on tu robi? Nigdy nie przyjeżdżał? ? pomyślałam.
Antonina wbiegła zdyszana do pokoju, przeprosiła za spóźnienie, machnęłam tylko ręką, na znak, że nie ma sprawy i pobiegłam w stronę schodów. Drogę zastąpił mi Raffaello, rozglądając się w koło czy nikt go nie widzi, syknął przez zaciśnięte usta.
                                - Gdzie jedziesz?, co to za Włoch w samochodzie?
                                - Odsuń się! Powiedziałam ściszonym głosem, mając na uwadze słowa babci, o ewentualnych kłopotach Raffaella i zejdź mi z drogi!
                                - Dobrze, ale czekaj na telefon dziś wieczorem, muszę z tobą porozmawiać
Po tych słowach, odsunął się, a ja korzystając z okazji, opuściłam mieszkanie.
                                 -No!! W końcu jesteś! Zawołała Jola, bo już mieliśmy sami jechać, hi, hi, żartowałam.
Moja przyjaciółka zgasiła papierosa i przywitała się ze mną czule.
W samochodzie Teresa z Józefem i przeglądali mapę samochodową. Po krótkim przywitaniu, przeprosiłam za spóźnienie i ruszyliśmy w drogę.
Mój adorator, poza kilkoma krótkimi zdaniami, na temat pogody i ewentualnych miejsc, które chciałybyśmy zobaczyć ,nie odezwał się do mnie ani słowem. Widziałam jak dużo go to kosztuje, ale jego spojrzenia na tylne siedzenie, w lusterku samochodowym, świadczyły tylko o jednym, jak bardzo musi udawać, żeby nie wzbudzić podejrzeń, wobec swojej przyjaciółki. Na ironię losu, Teresa, cały czas szczebiotała, głaskając go czule po głowie i była taka szczęśliwa, że przyznałam w myślach rację Joli. Lepsze niewinne kłamstewko, niż szczera prawda.
Pierwszym miejscem, które chciałam zobaczyć w Neapolu, była Katedra św. Januarego.
To piękna gotycka budowla z początku XIX w. Kościół jest dla neapolitańczyków, głównym punktem orientacyjnym. Patronem tej świątyni, jest św. Jauary, który poniósł męczeńską śmierć, w pobliskiej Pozzouoli, za swoje przekonania. Legenda głosi, że gdy przenosili świętego w raz z jego zakrzepłą krwią w dwóch fiolkach do kościoła, w dłoniach biskupa, krew przybrała płynną postać. Od tego czasu, cud powtarza się, co najmniej trzy razy w roku.
W pierwszą sobotę maja, podczas procesji, 19 września i 16 grudnia. Uważa się, że jeśli krew świętego nie zmieni się w płyn, a zdarza się to rzadko, na Neapol spadnie nieszczęście.
Faktycznie magiczne miejsce, w całkowitym milczeniu zwiedziliśmy świątynię. Potem tylko pobieżnie Palazzo Reale, czyli Pałac Królewski, ale tylko pobieżnie bo gonił nas czas.
Neapol nie zachwycił mnie tak, jak sobie to wyobrażałam. Tonął w śmieciach, wszędzie nie opróżnione od wielu dni kontenery. Z tego co powiedział Józef, dzieje się to za sprawką mafii, Camorra istniejącej od 1820 roku. Mafia obecnie daje się we znaki mieszkańcom miasta. Teraz zajmuje się, odpadami miejskimi. Camorra kontroluje w Kampanii cały biznes utylizacji i odpadów, zarabiając nielegalnie ogromne pieniądze.
Na zakończenie wycieczki, nasz przewodnik zaprosił nas na obiad i lampkę czerwonego włoskiego wina. Kiedy Jola z Teresą wyszły do toalety, Józef wykorzystując okazję, że zostaliśmy sami, zapytał.
                              - Jesteś zadowolona moja muzo? Czy nadal się mnie boisz?- powiedział, kładąc rękę na mojej dłoni.
                              - Tak, przytaknęłam, dziękuję ci bardzo za ten wspaniały dzień, odpowiedziałam, uwalniając się z jego uścisku.
                              - To znaczy, że mogę liczyć kiedyś na spotkanie tylko z tobą?
                              - Raczej nie, wybacz mi, ale nie widzę takiej potrzeby, zastanów się nad tym, Teresa to wspaniała kobieta, nie rób jej krzywdy, bo pomyślę, że nie zasługujesz na nią.
Na całe szczęście, dziewczyny wróciły do stolika.
                               -To co, moi drodzy, czas wracać? Powiedziała Jola, poprawiając makijaż, w podręcznym lusterku.
Moi przyjaciele odwieźli mnie pod sam dom, pożegnałam się i w biegu, wpadłam do mieszkania, bo było już piętnaście po godzinie dwudziestej, a miałam być punktualnie.
Antonina coś tam, ponarzekała, ale wyglądało na to, że chyba nie była tak bardzo na mnie zła.
Filomena, słysząc mój głos i trzask zamykanych drzwi, zawołała mnie do pokoju.
                               -On tu nigdy nie przyjeżdżał z żoną ? powiedziała, patrząc na mnie wymownie. Czy coś się jednak miedzy wami  dzieje?
                               - Nic, co mogłoby cię niepokoić, wyjaśniłam babci, wszystko jest pod kontrolą, możesz być spokojna ? dodałam, całując ja w czoło. Jadłaś kolację? Zapytałam aby zmienić temat.
                               -Nie, Antonina powiedziała, że ty mi ją zrobisz.
                               -Okey, to co pani sobie życzy?
                               -Zjadłabym kanapkę z serem i pomidora, powiedziała staruszka, poprawiając poduszkę.
                               -Zamówienie przyjęte!
Wróciłam do kuchni i zajęłam się przygotowaniem wieczornego posiłku. Cały czas myślałam o tym co powiedział mi na schodach Raffaello, po co ma zadzwonić? I o czym chce rozmawiać?, to pytanie nie dawało mi spokoju.

24

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Jestem Pantusiu przeczytałam następny odcinek-fajnie jest tak zobaczyć kawałek świata--miłego dnia .

25

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

ojjjjj Kochana, urywasz w takich momentach, ze nie moge sie doczekac nastepnych i nastepnych:)

26

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Pontusiu pozdrawiam i czekam na dalsza czesc...Moja corka leci w maju do Wloch turystycznie...

27

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Wtam serdecznie
Teraz juz wiem, że nie można pisać na bieżąco, przegladajac poprzednie odcinki, zaważyłam kilka błędów, tak mi wstyd.
Dziekuję za wyrozumiałość.

Cd.

Po kolacji, ułożyłam babcię do snu, była bardzo milcząca, odniosłam wrażenie jakby się na mnie gniewała
Co ja takiego zrobiłam? Przecież to nie jest moja wina, że tak zachowuje się jej pupilek .Nie jestem prowokująca, staram się jak mogę, do jasnej cholery! czy to musiało przydarzyć się właśnie mnie? Miałam już tego cyrku naprawdę dość! Jedno napalone mruczydło, drugi zazdrosny! Kurcze jak ja tu wytrzymam do końca,
Moje rozmyślania, przerwał dźwięk telefonu.
                                - Raz kozie śmierć!! Dowiem się w końcu o co chodzi ? podniosłam słuchawkę.
                               -Witaj Anno, usłyszałam ? Muszę z tobą porozmawiać.
                               -Słucham! Tylko krótko, bo jestem zmęczona i chciałabym położyć się spać ? powiedziałam podniesionym głosem.
                               - Wiem, że zachowałem się nieodpowiednio, ale jak zobaczyłem tego Włocha w samochodzie, to mi nerwy puściły. Zjawiłaś się w nieodpowiednim momencie, w moim związku małżeńskim, od dawna wieje nudą. Mamy dwie dorosłe córki, a moja żona siedząc w domu, zaniedbała się na tyle ,że już mnie nie pociąga. Kiedy zobaczyłem ciebie, poczułem jakbym na nowo się narodził. O żonę i córki, zawsze będę dbał, ale chyba jeszcze mi się coś od życia należy. Pomyślisz że zwariowałem, tak pewnie pomyślisz, jednak chciałbym abyś zamieszkała ze mną, nie będziesz musiała tak ciężko pracować, stać mnie na to, żeby zapewnić ci byt, a o rodzinę się nie martw, nie zrobię im krzywdy. Już niedługo wyjeżdżasz, zostało nam niewiele czasu, muszę się z tobą spotkać.
                                - Czy tobie człowieku rozum odjęło!! Jak ty sobie to wszystko wyobrażasz! Ja mam rzucić rodzinę, męża i dzieci, bo ty poczułeś się jak nowonarodzony. Nie mam zamiaru wysłuchiwać tych bzdur! Zejdź na ziemię! I dziękuj Bogu, za to co masz.
Proszę cię, a nawet błagam!! Daj mi spokojnie przetrwać do końca, bo w przeciwnym razie, będziecie musieli sobie poszukać innej opiekunki. Ja w Polsce mam pracę, nie jesteście moją ostatnią deską ratunku, w każdej chwili mogę zrezygnować, ale na odchodne, dokładnie opowiem twojej żonie, dlaczego tak się stało ? wykrzyczałam.
                                 - Myślę, że twój mąż nie zasługuje na ciebie, w przeciwnym razie, nie pozwolił by ci na wyjazd. Jesteś kobietą moich marzeń i tak łatwo nie odpuszczę, zatruje ci życie, będę cię śledził, zrobię wszystko, żebyś uległa ? a słów nie puszczam na wiatr.
Tego było już za wiele!! On mnie będzie straszył, niedoczekanie!! Z trzaskiem odłożyłam słuchawkę, byłam tak rozdygotana, że nie mogłam nawet zapalić papierosa. Durny napaleniec, łysoń pieprzony!! Co on sobie wyobraża!
Nie było mi do śmiechu, miałam jeszcze tu zostać prawie dwa miesiące, obiecałam w domu, że przyjadę z kasą, co mam im powiedzieć? Jak wytłumaczyć, że musiałam wrócić.
Byłam załamana, wyleczyłam babkę, poznałam nowe przyjaciółki, nawet mruczący Józef okazał się aniołem w porównaniu do tego opętanego Raffaella. Wyłączyłam kabel z gniazdka i postanowiłam, że teraz mnie przyda się kielonek z syropkiem na uspokojenie.
Rano obudziłam się całkiem rozbita, bolała mnie głowa, miałam zły nastrój. Filomena też była jakaś rozdrażniona, ciągle marudziła, o wszystko miała pretensje. A to, że chleb za twardy i kawa zimna,  pościel  trzeba zmienić.
                                  -Jak ci się nie podoba, to sobie zmień opiekunkę, wypaliłam ? nie mam zamiaru wysłuchiwać twoich kaprysów ? dodałam.
Spojrzała na mnie ze strachem, widziałam że cos ja gryzie, dlatego zapytałam wprost.
                                  -Martwisz się o niego? Zupełnie niepotrzebnie, nie jest w moim guście, mój mąż, jest młodszy i o wiele przystojniejszy i zapewniam cię, że bardzo mnie kocha.
Po tych słowach, na twarzy staruszki pojawił się w końcu uśmiech, pogłaskała mnie po dłoni i powiedziała.
                                   -To dobrze, jeśli to co mówisz jest prawdą, jestem już spokojna, nawet nie wiesz ile Polek rozbiło tu nie jedno małżeństwo.
                                   - Ale ja jestem inna, nie mam zamiaru nikogo krzywdzić, chcę zarobić te cholerne pieniądze i wrócić do mojej rodziny ? zrozumiałaś?
                                   - To co zrobimy? Bo on tak szybko nie zrezygnuje, znam go jest szalony ? Filomena spojrzała na mnie, oczekując natychmiastowej odpowiedzi.
                                   - Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę, daj mi trochę czasu ? powiedziałam i uważając rozmowę za zakończoną, wyszłam z pokoju zostawiając staruszkę samą.
Łatwo powiedzieć, coś wymyślę, ale co? nie mogę zdradzić Antoninie, co wyprawia jej mąż.
Zbliżała się pora obiadu, wymyśliłam, że zrobię dziś pizze, miałam prawie wszystko co mi potrzeba, brakowało tylko jajek. Na całe szczęście, tuż pod domem był mały sklepik, wiec ubrałam się i wyszłam na zakupy.
Z tych nerwów zapomniałam jak się mówi jajka, a nie zabrałam ze sobą słownika.
Poprosiłam sprzedawczynię o 10 łomo, spojrzała na mnie rozbawiona i zapytała, czy nie może być jeden. Dlaczego mam kupować jedno łomo, kiedy potrzebuję więcej. Dopiero potem zrozumiałam, że łomo to mężczyzna, a łowo to jajko. Roześmiałam się na głos i przeprosiłam za pomyłkę, zaopatrzona w jajka wróciłam do domu. Otworzyłam okno, żeby wywietrzyć i zamarłam z przerażenia. Na podwórko zajechał samochód Raffaella. Zaraz pojawiły się sąsiadki, coś tam chwilę rozmawiali, po czym, Raffaella otworzył drzwi i wszedł do mieszkania. Pobiegłam do babki, i wystraszona powiedziałam jej kto nas odwiedził. Na jej znak, szybko podniosłam ją z łóżka i posadziłam na fotel. Kiedy ubierałam jej pantofle, mężczyzna wszedł do pokoju. Przywitał się z babcią i poprosił mnie żebym wyszła za nim do kuchni. Ale Filomena zaprotestowała i kazała mi zaprowadzić się do salonu, marudząc że zdrętwiały jej nogi od tego leżenia. Miałam ją ochotę uściskać za ten taktyczny wybieg.
Raffaella zaproponował swoją pomoc i po chwili, znaleźliśmy się wszyscy w salonie.
Mężczyzna był bardzo zdenerwowany, miotał się po pokoju, zerkając od czasu, do czasu w stronę okna, jednak obecność babci nie pozwalała mu, na jakąkolwiek rozmowę ze mną.
                                   - Jesteś taki dobry synku, ze znalazłeś czas by mnie odwiedzić ? powiedziała Filomena zerkając na mnie. Co u dziewczynek? Czy wszyscy jesteście zdrowi?           
                                   - Tak, wszyscy zdrowi, odpowiedział drżącym głosem, ale na mnie już czas ? podszedł do staruszki i poklepał ja po ramieniu. Czy mogę na chwilę porozmawiać z Anną ? zapytał.
                                    -Nie!! Wracaj do domu, ona nie ma czasu, nie płacę jej za rozmowy, tylko za opiekę, nade mną.
                                     -Ale zajmę jej tylko parę minut, facet nie odpuszczał.
                                     -Powiedziałam nie! I basta!!!
Po tych słowach nie znoszących sprzeciwu,  Raffaello obrócił się na pięcie i wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.
                                     - Anna!! Usłyszałam wołanie jednej z sąsiadek.
Wyjrzałam przez okno.
                                     - Co chciał Raffaello?
                                     - Odwiedzić Filomenę ? odpowiedziałam. Ale byłam przekonana że mi nie uwierzyła.

28

Odp: Moje wspomnienia z Włoch
mery90 napisał/a:

ojjjjj Kochana, urywasz w takich momentach, ze nie moge sie doczekac nastepnych i nastepnych:)

Hi, hi mery 90, dawkuję emocje.

29

Odp: Moje wspomnienia z Włoch
alfreda napisał/a:

Pontusiu pozdrawiam i czekam na dalsza czesc...Moja corka leci w maju do Wloch turystycznie...

Alfredko, mam nadzieję że jej sie tam spodoba, ja ostatnio byłam u brata w Palermo. Do Włoch trafił, z moją pomocą, ale to już napiszę w dalszych odcinkach.
Pozdrawiam serdecznie.

30

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witaj Pantusia, nie wytrzymałam i przeczytałam ten odcinek i znowu mnie podkręciłaś, kiedyś Cię zamorduję jak będziesz podkręcala i podgrzewala atmosferę i przerywala wrrrr ale dam Ci buziaka , jak ja lubię czytać Twoje wspomnienia. A może napisalabyś swoją Biografię? Dobranoc Pantusiu, śpij i odpoczywaj zebyś miala siłę jutro napisac dalszy ciąg.

31

Odp: Moje wspomnienia z Włoch
Klaudyna59 napisał/a:

Witaj Pantusia, nie wytrzymałam i przeczytałam ten odcinek i znowu mnie podkręciłaś, kiedyś Cię zamorduję jak będziesz podkręcala i podgrzewala atmosferę i przerywala wrrrr ale dam Ci buziaka , jak ja lubię czytać Twoje wspomnienia. A może napisalabyś swoją Biografię? Dobranoc Pantusiu, śpij i odpoczywaj zebyś miala siłę jutro napisac dalszy ciąg.

podpisuje sie pod tym wszystkim co napisala Klaudyna:)

32

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witaj Pantusiu!
Coraz ciekawsza ta Twoja historia.
Niestety,ale Włosi uważają nas za biedny naród a to z tego wzg.,że dużo Polek wyjeżdża do nich za pracą.
Nie ma co ukrywać,ale jest to praca niewolnicza,bo 24 godz. na dobę z jednym wolnym dniem w tyg.No niektóre szczęściary mają wolne 2 godz.po obiedzie...A wszystko to za małe pieniądze(dla Włochów,bo dla nas to jest fortuna)!Oni pytali się nawet czy u nas jest prąd-za takich mają nas nędzarzy!
Jak się trafi na dobrą rodzinę -jest super-ja miałam to szczęście.Jeśli zaś trafi się na skąpców i psycholi-to już tragedia!
Wiem od koleżanek,że niektóre głodują,są poniżane,wykorzystywane itp.A jednak siedzą,bo w Polsce nie mają pracy!

Takim amantom wydaje się więc,że robią nam wielką łaskę zabierając tu czy tam.Oczywiście nie za darmo...
Wiele Polek na to idzie,bo siedzą tam latami,nudzi im się,na odległość słabną więzi małżeńskie,brakuje tej zwykłej bliskości i to już równia pochyła dla małżeństwa.
Ja też miałam takiego adoratora.Zapraszał mnie ciągle do swojej willi z basenem popływać,ale nie chciałam.Moja koleżanka była zainteresowana i kazała mi się zapytać czy możemy jechać obie,ale nie chciał,więc możecie się domyśleć jakie miał zamiary.Też go się bałam,bo przychodził niby do babki w odwiedziny,ale mnie nagabywał,wydzwaniał też a ja go nie rozumiałam zbyt dobrze.Po jakimś czasie odpuścił w końcu a ja odetchnęłam z ulgą!
Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam.

33 Ostatnio edytowany przez mrofka (2012-11-15 18:56:31)

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

fajne smile

34

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Pantusiu
Twoja podopieczna, pomimo, że stareńka jest niezwykle spostrzegawcza i trzeźwo myśląca.
Na pewno Cię obroni przed zakusami Rafaella.
Z zazdrością Włoszki spotkała się moja kuzynka, młoda dziewczyna, która wyjechała 3 lata temu do pracy jako opiekunka do dziecka.
Pracę załatwiła jej znajoma, która już tam przebywała kilka lat. Sporo kasy poszło na ten cel. Dziewczyna stawiła się w wyznaczonym terminie.......Włoszka otworzyła jej drzwi......spojrzała na nią, po czym....... powiedziała, że taka opiekunka nie jest jej potrzebna......... została na ulicy.
Ponieważ w tej miejscowości pracowała jej znajoma, która pracę załatwiała.......przygarnęła ją na kilka dni i poszukała innej pracy........ tym razem w barze.
Natychmiast zakochał się w niej na zabój  przystojny Antonio (hihihiii......temperamenty ogniste u Włochów) - po miesiącu znajomości przyjechał z nią do Polski do jej domu rodzinnego - już nie odpuścił. Obydwoje byli młodzi i wolni.......są małżeństwem. Ślub i wesele było we Włoszech i tam też mieszkają.

Pozdrawiam Cię Pantusiu big_smile:D i wszystkie Twoje czytelniczki big_smile:D

35

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Rajusiu, twojej kuzynce sie udało, na całe szczęście, ale ja znam jedną dziewczynę która przeszła piekło ze swoim włoskim mężem. Był taki zazdrosny, ze nawet doszło do rękoczynów. Teraz jest w trakcie rozwodu.
Coś ostatnio, jakoś nie idzie mi pisanie, ale mam zobowiązania wobec moich kochanych czytelniczek, wysyłam tyle ile mam, resztę dopiszę  wieczorkiem. Pozdrawiam wszystkie Panie i życze miłego dnia.



Co mam zrobić? Jak wybrnąć z tej kłopotliwej sytuacji? Czułam się coraz bardziej osaczona. Wiedziałam już, że nie będzie mi łatwo, musiałam działać, ale jak?
Postanowiłam, że mimo wszystko, muszę powiedzieć o tym mojej przyjaciółce. Miałam nadzieję, że cos wymyśli. Była tu już od kilku lat, i na pewno spotkała się już z takim przypadkiem jak mój. Jola miała mnie dziś odwiedzić, czekałam na jej wizytę i tak naprawdę bałam się jak zareaguje na wiadomość, o mich kolejnych problemach.
                                     -Matko, Boska!! Co ty mówisz? Jola aż usiadła z wrażenia. Masz dziewczyno, cholerny problem!. Raffaello, to oczko w głowie całej rodzinki, nie odpuszczą, to jedyny chłop w tym babińcu. Nie wiem jak ty to robisz,  jesteś tu tak krótko, a namieszałaś, jakbyś była kilka lat. Hi, hi, nie chce cię martwić kobieto, ale pakuj już swoje walizki, bo możesz mieć mało na to czasu.
                                     -No!! Dzięki za dobrą radę, myślałam, że to właśnie ty mi pomożesz ? powiedziałam, próbując opanować narastającą złość.
                                     - Przestań tragizować! Przecież wiem, że nic złego nie robisz, ale robi się niebezpiecznie i musimy jakoś z tego wybrnąć.
Jola wyjątkowo dziś się spieszyła, więc nie miałyśmy za dużo czasu na ustalenie co dalej robić. Kiedy wyszła, zawołała mnie Filomena.
                                     - Myślę, że ona nic nie wie? Zapytała.
Uspokoiłam staruszkę, i powiedziałam jej, że będzie to nasza tajemnica, przecież nie rozumiała o czym mówiłyśmy, dlatego było mi łatwiej ją okłamać.
Żeby jakoś zabić czas, zabrałam się za porządki w mieszkaniu, musiałam jakoś rozładować napięcie. Wypucowałam salon, na błysk i  czekałam na wizytę sąsiadek.
Przyszła tylko Francesca, bo jej siostra źle się dzisiaj czuła.
Siedziałam jak na szpilkach, bo kobieta była wyjątkowo zdenerwowana. W pewnej chwili poprosiła mnie do kuchni i zapytała.
                                      - Zaczynam się martwić, Raffaello dziwnie się zachowuje, jest taki ostatnio zdenerwowany, co się z nim dzieje? Możesz mi to wyjaśnić?
                                      - Nie zauważyłam żeby był zdenerwowany, i tak naprawdę mało mnie to obchodzi, wypaliłam niezbyt grzecznie. Ja tu tylko pracuję i chciałabym mieć spokój, bo praca nie jest lekka, a tak prawdę mówiąc, to żałuję, że tu przyjechałam. Jeśli nadal będziecie doszukiwać się jakiś sensacji w związku z moją osobą, to będziemy musiały się pożegnać.
                                       - Przepraszam ? powiedziała Francesca, ale to taka przykładna rodzina, a wiesz jacy są mężczyźni, czasami zachowują się jak dzieci.
                                       - Jeśli chodzi ci o to, czy mam jakieś plany wobec tego człowieka, to możesz być spokojna. Nie interesuje mnie, jak on się zachowuje i czy mu się podobam, bo pewnie o to ci chodzi, jestem mężatką i bardzo kocham swojego męża, i wybacz, ale Raffaello nie sięga mu nawet do pięt, więc przestańcie już mnie podejrzewać o coś czego nie robię i nie mam zamiaru robić.
Chyba ją przekonałam, bo pogłaskała mnie po policzku i wróciła do siebie.
To wyznanie wiele mnie kosztowało, starałam się jakoś przy niej opanować nerwy, ale jak zostałam w końcu sama, to rozpłakałam się jak dziecko. Najgorsze było to, że zepsuł się kran w kuchni i musiałam zadzwonić do Antoniny. Żona Raffaello obiecała że, po obiedzie jej mąż przyjedzie i naprawi usterkę. I przyjechał, ale tym razem już nie sam, towarzyszyła mu córka.
Kiedy on wyszedł do kuchni, dziewczynka usiadła przy mnie i dosłownie przeszywała mnie wzrokiem. Zrobiło mi się żal tego dziecka, co sobie tak naprawdę o mnie myślała, mogłam się tylko domyślać, ale dostrzegłam w jej spojrzeniu strach. Musiałam jakoś rozmówić się z tym durniem, i miałam nadzieję, że się w końcu opanuje i przestanie sprawiać ból swoim bliskim.
Kiedy wyszli, w kuchni na stole znalazłam list i pieniądze. Pobiegłam po słownik i słowo po słowie próbowałam odczytać co do mnie napisał.

36

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Patunia, pisz byle szybko co dalej:) strasznie sie wciagnelam w Twoja historie;)

37

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

I  na tym koniec tvvojej  chistori moia droga ???bardzo jestem ciekavva jak potoczyla sie dalej,ponievvarz mieszkam tu juz bardzo dlugo i to co pszesz to szczera zeczyvvistosc tym bardziej ze sama to pszeszlam ,prosze o dalszy ci?g tvvojej przygody vv pieknej itali..

38

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Pati jak vvidzisz vvszystkie jestesmy tak vvci?gniente vv tvvoj? chistorie ze prosimy pisz co bylo dalej???pozdravviam slicznie ...

39

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Pozdrawiam Pantusię i jej Czytelniczki , hi, hi big_smile  big_smile Pantusia, postaraj się szybciej pisać, bo za długie przerwy w oczekiwaniu nie sprzyjają zainteresowaniu , tak już jest że nawet przerwy trzeba w miarę stosować.

40 Ostatnio edytowany przez pantusia (2012-11-19 23:56:49)

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Cześc dziewczynki
Ale mnie podkręcacie!! hi, hi, a jak ogladacie seriale co tydzeń? to co?
Ostatnio, nie mam weny, a i czasu brakuje, jednak mam wobec was zobowiazania, dlatego mimo że byłam 16 godzin w pracy, podesłałam malutki fragmencik.
Pozdrawiam was sedecznie moje kochane czytelniczki.


Pierwsza część listu, to, same pierdoły, typu..... kocham cię, jesteś moim przeznaczeniem, nie mogę bez ciebie żyć, itd. Wypisz, wymaluj, słowa, z tanich romansideł., żenada!!!
Ale, w dalszej treści, pogróżki!!
Stworzę ci piekło! Zawiadomię, karabinierów - czyli ich policję. Byłam, tu nielegalnie, jednak oni też ryzykowali. Co robić ? chce się ze mną spotkać, czy jest na tyle szalony? Czy chce narazić swoją rodzinę?  Musiałam powiedzieć o tym Loli, sama nie dam sobie rady.
                                  - Ryzykujesz dziewczyno! Nie znam go na tyle, żeby ci coś doradzić ? powiedziała, moja przyjaciółka kiedy do niej zadzwoniłam.
                                  -Widzisz sama, że nie mam innego wyjścia, muszę się z nim spotkać.
                                  -Rób jak uważasz, ale on ma znajomości, wybrnie obronną ręką z całej tej patowej sytuacji, tylko co z tobą?
                                  -Mam to wszystko osobiście w d...pie ? powiedziałam odkładając słuchawkę.
Wcale nie dziwiłam się reakcji Joli, musiała myśleć przede wszystkim o sobie, miała tu dobrą pracę, na której jej naprawdę zależało, musiałam sobie jakoś sama poradzić.
Wieczorem zadzwonił, słyszałam w tle ruch uliczny, czyli nie dzwonił z domu.
Postanowiłam spotkać się z nim w niedzielę, miał na mnie czekać w pobliskim parku, sama wybrałam to miejsce, o tej porze, było tam mnóstwo ludzi.
Czekał na mnie w umówionym miejscu, był wyjątkowo spokojny, w przeciwieństwie do mnie, ja trzęsłam się jak osika. Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę fontanny. Szum wody i piękne rzeźby, sprawiły, że odpuściły mi nerwy. Usiedliśmy na jednej z kamiennych ławek. Nagle wstał i podszedł do egzotycznych kwiatów, zerwał jeden z nich i położył mi na kolanach. To było takie romantyczne, na chwilę zapomniałam o wszystkim, o moich problemach w Polsce, o kłopotach w które się pakuję, zapomniałam na tę chwilę  o całym świecie.
Opowiadał o swojej rodzinie, o córkach które bardzo kocha, o żonie którą szanuje i o mnie.
Przysięgał, że nie skrzywdzi ich, że zawsze będzie o nie dbał, ale jest tak zakochany, że nie odpuści.
Byłam pod wrażeniem jego pięknych słów, jednak wróciłam na ziemię.
                                  -Raffaello ? zwróciłam się do niego, jesteś dojrzałym mężczyzną, wiesz że to o czym teraz marzysz, jest nie realne. Ja nigdy nie zrezygnuję z mojego życia, a ty nie rujnuj swojego. To takie chwilowe zauroczenie, malutki kryzys w twoim małżeństwie, przejdzie ci to, jestem tego pewna.
Spojrzał na mnie zdziwiony i prawie wykrzyczał.
                                 - Nie mów mi co dla mnie jest lepsze!! Mam prawo jeszcze zaznać innego życia, proponuje ci tak wiele, mieszkanie, moją opiekę i miłość, czy ty kobieto tego nie widzisz!!
                                  -Tak widzę, ale zapomniałeś, że to twoje marzenia, tylko twoje, a pomyślałeś o mnie?
Wiedziałam jedno, że właśnie teraz muszę odejść, wstałam z ławki i wyszłam z parku, zostawiając go samego.
Do domu prawie biegłam, zaczepiana przez napalonych Włochów w jadących samochodach, z propozycją spotkania. Dopiero kiedy usiadłam przy Filomenie, czułam się bezpieczna.
Ta noc była koszmarna, nie zmrużyłam oka nawet na chwilę.

41

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Z vvielkim szacunkiem pantusiu i co dallej bo z ciekavvosci nie moge spac spokojnie ???  aty nic nie piszesz prosze napisz co bylo dalej??
pozdravviam ..

42

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Dzievvczyny a vviecie dlaczego jestem tak vvci?gnieta vv t? jej opovviesc ??povviem vvam bo mieszkam tu od 8 lat i to co ona pszeszla to zeczyvvistosc i ona z calego serca pisze tylko i vvyloncznie pravvde bo tu tak to jest....

43

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

JA uleglam ))))::i co po 6 latach z kture z pendzilam z nim zostaly mi tylko vvspomnienia !!ale to inny vv?tek jak chcecie to opovviem dla vvaszej pszestrogi ...vvykorzystal mnie do granic mozlivvosci .zapevvniaj?c oczyvviscie ze mnie kocha nad zycie a potem co povviem vvam ale jak chcecie !!bo to teraz dla mnie vvstyd o tym m?vvic .ale mysle ze moja historia byla by pszestrog? dla kobiet zakochanych vv pszystojnych italjancach...

44

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witajcie moje czytelniczki, witaj clari.
Clari, jestem ciekawa twoich przeżyć, napisz o tym na swoim wątku, chętnie przeczytam. Znam kilka kobiet które uległy, jedne na tym dobrze wyszły a inne, bardzo się zawiodły i teraz leczą rany. Czekam na twoje wspomnienia.
Pozdrawiam wszystkie kobietki i wrzucam na gorąco moje dalsze wspomnienia, jeszcze gorące.
A teraz spadam do pracy.


Rano, ból głowy, worki pod oczami i podły nastrój. Czułam się jak więzień w celi, zależny od ludzi, którzy mieli teraz nade mną władzę. Z jednej strony, mogłam zrezygnować, rzucić to wszystko i wyjechać, a z drugiej strony, obiecałam moim bliskim ze podreperuję nasz budżet domowy. Musiałam być silna, nie mogłam się poddać.
Zaraz po śniadaniu, zadzwoniłam do Antoniny z prośbą o załatwienie wózka dla Filomeny. Próbowałam ją przekonać, że babci przydałoby się trochę świeżego powietrza i chyba poruszyłam jej sumienie, bo obiecała, że postara się coś w tym temacie załatwić.
Józef znów zasilił moja spiżarkę, zrobił to jak zwykle w białych rękawiczkach, zostawiając owoce w czasie, kiedy sąsiadki były jak zwykle w kościele. Właściwie, to nawet go polubiłam, przestał być nachalny, nie dzwonił już tak często, a jeszcze jak zaproponował mi niedzielny wyjazd w miejsce które sobie wybiorę, oczywiście z Jolą i Teresą, o mało nie powiedziałam mu, ze fajny z niego gość. Jednak musiałam udawać, że robię mu łaskę.
Babcia jeszcze smacznie spała, wiec poszłam do łazienki, poprawić swój, jakże żałosny wygląd. Spojrzałam w lustro i z przerażeniem stwierdziłam, że przybyło mi zmarszczek.
                                  - O!! Nie!! Dosyć tego!! Do czego to doszło, żeby jakiś pierniczony Włoch, rujnował mi życie, jego niedoczekanie!!
Zrobiłam sobie maseczkę na twarz, podmalowałam oczy, uczesałam włosy i spojrzałam w lustro, już z innym nastawieniem, mówiąc sama do siebie.
                                   - Boże!! A coś mnie taką piękną uczynił, hi, hi.
Po porannej toalecie, poczułam się dużo lepiej, wróciłam do kuchni i zabrałam się za przygotowanie śniadania, kiedy zadzwonił telefon. Ciarki przeszły mi po plecach, czyżby znowu on? Podniosłam słuchawkę, ale na całe szczęście po drugiej stronie, usłyszałam głos mojego brata
                                   - Część siora, co u ciebie? Jak sobie radzisz? Zapytał.
Nie widziałam powodu żeby wciągać go w moje miłosne podboje, dlatego przemilczałam wątek romantyczny i opowiedziałam mu w skrócie, o babci, kończąc na tym że jest okey.
Janek, przeszedł od razu do sedna sprawy.
                                   -Anka, musiałem zawiesić firmę, nie było klientów, jestem bez pracy, może załatwisz coś dla swojego kochanego braciszka?
                                   - Janek, przykro mi, ale tu nie ma pracy dla mężczyzn, przecież nie będziesz opiekował się babciami, lub dziadkami, znam cię.
                                - Siostra, mogę robić wszystko, naprawdę wszystko! Sprzątać, zajmować się ogrodem, nawet gotować, hi, hi.
Mój brat, tak naprawdę potrafił wiele, bo, to, taka przysłowiowa złota rączka, jednak w tym momencie nie miałam dla niego żadnej propozycji. Obiecałam mu, że popytam i dam znać. Po skończonej rozmowie, przyszedł mi szatański pomysł, żeby spróbować z mruczydłem, Józef była takim polskim badylarzem, może u niego znalazłaby się jakaś praca dla mojego brata. Postanowiłam to wykorzystać na niedzielnej wycieczce, teraz tylko miałam problem, co chciałabym zobaczyć, może Pompeje!!
Po śniadaniu zeszłam do spiżarni i porobiłam pakunki z owocami dla moich polskich koleżanek, zadzwoniłam do Joli z prośbą, żeby odwiedziły mnie w czwartek.
Francesca, zamówiła do babci księdza, w końcu moja Filomena mogła się spokojnie wyspowiadać, a na wiadomość o wózku i ewentualnych spacerach, o mało mnie nie udusiła z radości. Ten dzień przeszedł spokojnie i pobożnie, przynajmniej na chwilę mogłam zapomnieć o moich kłopotach.
W czwartek przygotowałam dziewczynom, polski obiad, ruskie pierogi i rosół z makaronem.
Zrobiłam ciasto drożdżowe z kruszonką. Kiedy spokojnie sobie plotkowałyśmy, przed bramę zajechał samochód z którego wysiadł jakiś Włoch. Z bagażnika wyciągnął składny wózek inwalidzki i zadzwonił do drzwi.
                                - Patrzcie dziewczyny!! Krzyknęłam podchodząc do okna ? dotrzymała słowa, mam wózek!!  Hura!! Koniec siedzenia w domu!
                                 -Jesteś wielka!! Zawołała Teresa, jak ty to robisz? Złamiesz każde, nawet lodowate serce ? dodała całując mnie w policzek.
I jak tu jej nie lubić, pomyślałam, a ten pierdoła nawet nie potrafi tego docenić, konus cholerny! Ale ten konus, był mi teraz potrzebny i to się na obecną chwilę liczyło, musiałam załatwić bratu pracę, jednak się przeliczyłam bo narobiłam tylko kolejnych kłopotów Jankowi, na całe szczęście wszystko dobrze się skończyło.

45

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

http://wgrywacz.pl/images/7738eff6ca0c1f5f0a182de36.gif

  Pantusiu, te kwiatki dla Ciebie z podziękowaniem za podzielenie się swoimi ciekawymi wspomnieniami, miłego dnia Ci życzę smile

46

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witam i pozdrawiam Pantusię i wszystkie jej czytelniczki

Wykorzystałam sposób Klaudynki aby zaglądać co kilka dni i tym sposobem przeczytać kilka odcinków wspomnieniowych za jednym zamachem.

Pantusiu namiotałaś się  z tymi napalonymi Włochami big_smile:D:D
Czekam na następne odcinki.

Clari ja też proszę o Twoje włoskie wspomnienia.

Kolejny raz naśladuję Klaudynę i w podziękowaniu za fajną lekturkę różyczkę  zostawiam......

                                   http://i38.tinypic.com/2k07xd.jpg

47

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Jestem jestem Pantusiu czytam i czekam co dalej---pozdrawiamhttp://i47.tinypic.com/nb6agj.jpg

48

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

http://wgrywacz.pl/images/397tbn_pszczki_czyli_te_c.gif

Pantusia, siadaj do pisania bo już pora. big_smile

  Rajko cieszę sie że poddałam Ci pomysł i naśladujesz, robisz to pięknie. Pozdrawiam serdecznie też Grazynkę. smile

49 Ostatnio edytowany przez pantusia (2012-11-23 20:05:10)

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witam moje czytelniczki.
Ufff!! dobrze, ze jestem teraz sama w domu. Jeśli myślicie, że to takie proste, pisać sobie!!! to jesteście w błędzie.
Ale ja zawsze znajdę dla was czas i Basta!!!

Wózek był używany,  dobrze się składał i na moje szczęście nie był ciężki. Usiadłam na nim pierwsza,  miał  wygodne siedzisko i zabezpieczenie przed ewentualnym upadkiem inwalidy.
Pożegnałam przyjaciółki i podjechałam z wózkiem do pokoju babci.
                                  - A to co? ? zapytała staruszka.
                                  - A to kareta dla Jaśnie Pani, koniec z siedzeniem w domu, czy możemy zrobić, generalną próbę? Zapytałam.
                                   - Ale, ja....ja...  nie wychodziłam z domu od wielu lat ? powiedziała Filomena.
                                   - To już przeszłość, kochana, czy nie chciałabyś zobaczyć swoich znajomych? Zapytałam.
                                   - Dziecko!! Co ty mówisz, pewnie już nikt nie żyje, tylko mnie Pan Bóg tak długo trzyma na tym świecie. Moja podopieczna otarła łzy i spojrzała pobożnie, na święty obrazek wiszący nad jej łóżkiem.
                                   - Żyje, nie żyje, to nieistotne! Jutro zabieram cię na wycieczkę. Tylko w co ja cię ubiorę?
Podeszłam do szafy i zaczęłam wyciągać po kolei wszystkie ubrania. Babcia była wyraźnie podniecona widząc swoje rzeczy.
                                   - Co myślisz o tej sukience? ? zapytałam, jest ciepła i dość obszerna, do tego ten blezer wełniany i jeszcze jakiś płaszcz. Na łóżku lądowały kolejne wieszaki z ubraniami. Filomena kiwała głową przecząco, na znak, ze nic jej się nie podoba.
                                   - Jesteś bardzo wybredna! Przecież nie pójdziesz na spacer goła, spojrzałam na nią zniechęcona. W końcu po jakiejś godzinie, wybrałyśmy strój na jutrzejszy dzień. Teraz trzeba było tylko to wszystko przymierzyć, bo babcia trochę się jednak zmieniła od tamtego czasu. Sukienka była lekko za ciasna, a płaszcz się nie dopinał, ale nie było wyboru, nie liczyłam na to, że rodzinka kupi jej coś nowego. Gorzej było z butami, żadne nie pasowały, bo stopy babci, były mocno zniekształcone i za każdą próbą ubrania obuwia, syczała z bólu. W końcu znalazłam skórzane trzewiki, które można było,  swobodnie włożyć.
Ułożyłam wszystko na fotelu i zapytałam.
                              - Jak ci się to podoba? Bo ja myślę, że nie jedna kobieta będzie zaciskać zęby z zazdrości.
Staruszka uśmiechnęła się pod nosem, ukazując rzadkie uzębienie. Przytaknęła głową, na znak, że się zgadza, po czym pogłaskała skórzane poręcze wózka. Z przyjemnością patrzyłam na nią i nawet przez moment wydawało mi się, że widzę młodzieńczy płomyk w jej oczach.
Długo musiałam ja przekonywać, do opuszczenia wózka, aż w końcu skapitulowała i dała się położyć z powrotem do lóżka, prosząc mnie o pozostawienie go w pokoju.
Już bladym świtkiem, usłyszałam jej wołanie. Wstałam zaspana i spojrzałam na zegar, była piąta rano.
- Co się dzieje? Boli cię coś? Zapytałam, nie mogąc opanować ziewania.
                            - Nic mnie nie boli, tylko miałyśmy dzisiaj iść na spacer ? powiedziała.
                            - Ha, ha. Ale mnie rozbawiłaś! Kobieto! Jest piąta rano.
Nie miałam wyboru, piąta, czy nie piąta, koniec spania. Uzgodniłyśmy z Filomenką, że jeszcze trochę poleży w łóżeczku, a ja tymczasem zrobię koło siebie i przygotuję śniadanie.
Wróciłam już odświeżona po babcię
                             -Wstajemy, Jaśnie Pani ? powiedziałam.
                             -Ale ja chcę na wózek!! Staruszka spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
                             - Jak to na wózek? A co to? nóżki od parady? Wózek, to twój pojazd na wycieczki, a czy my teraz jedziemy na wycieczkę? Powiedziałam, podnosząc ją z łóżka.
Chyba zrozumiała, pozwoliła sobie włożyć kapcie, i wieszając się na mnie, dotarłyśmy do salonu, gdzie czekało śniadanie.
Miałam plany na wycieczkę po obiedzie, ale mogłam sobie tylko o tym pomarzyć Moja podopieczna kazała mi zaprowadzić się do pokoju i ubrać, w przygotowane wczoraj stroje.
Zrobiłam jej fryzurę i włożyłam sukienkę oraz ciepłe rajstopy .Przypudrowałam  twarz, podmalowałam lekko usta i babcia jak z obrazka. Teraz płaszczyk, i idziemy.
Łatwo powiedzieć idziemy!! Trzeba było jakoś ją z tym wózkiem sprowadzić na dół.
Schodek po schodku, używając całej swojej siły, dotarłyśmy na parter.
Na dole spotkałam sąsiadki, które trzepały dywan.
                            -Anna!! Ale nas zaskoczyłaś! Filomenka idzie na spacer?
                            -Tak, najwyższy czas, żeby w końcu wyszła z domu ? powiedziałam, popychając wózek w stronę ulicy.
Minęłyśmy, zdziwione sąsiadki i wyruszyłyśmy w plener. Już na pierwszym zakręcie głównej  ulicy, podeszła do niej sprzedawczyni z pobliskiego sklepu, gdzie, niestety, miałam wpadkę z jajkami.
                            - Dzień dobry Pani Filomeno, jak miło Panią widzieć, mama mówiła, że Pani nie opuszcza łóżka, ale jak widzę to chyba się myliła. Pięknie Pani wygląda, jakby czas się zatrzymał.
Staruszka milczała, a ja mrugnęłam do kobiety, znacząco. Zrozumiała, grzecznie się żegnając, zostawiła nas w spokoju.
                             -Zapomniałaś dobrych manier ? zapytałam, dobrze wychowana kobieta, przynajmniej coś tam odpowie, a ty?
                             -Nie mam nic do niej, ale jej babka, odbiła mi mężczyznę którego bardzo kochałam i najgorsze jest to, że to była moja, najlepsza przyjaciółka, zresztą już podobno nie żyje.
                              -I co!! ty taka wierząca osoba, modląca się co dzień, nie możesz jej wybaczyć? Winisz innych za to co się stało? Wstyd! Powiedziałam podniesionym głosem.
Masz kobieto ponad dziewięćdziesiąt  lat, może czas na skruchę, to było dawno, dawno temu.
                              - Masz rację, czas zapomnieć, zawieś mnie do kościoła powiedziała.
Kościół był akurat blisko, wjechałam wózkiem i zobaczyłam księdza który akurat wychodził.
Poprosiłam go  o spowiedź w imieniu staruszki. Zgodził się, zostali sami, a ja wyszłam na zewnątrz.
Byłam głodna, chciałam jak najprędzej wrócić do domu. Wypaliłam kilka papierosów, kiedy zobaczyłam znajomego księdza, jak opuszcza kościół. Ruszyłam po Filomenkę. W środku, wszystkie światła były wygaszone, tylko pod samym ołtarzem paliły się świece.
                             - Możemy już wracać? Zapytałam.
                             -Tak, zawieś mnie do domu ? powiedziała staruszka.
Zrozumiałam, że nie pora na wyjaśnienia.
Po obiedzie Filomena  poprosiła mnie o pozostawienie jej w spokoju. Uszanowałam jej wolę.
Siedząc w salonie, myślałam o jej młodości. Dlaczego była starą panną? Co musiała przeżyć w swoim życiu. Te pytania nie dawały mi spokoju. Zajrzałam jeszcze raz do albumu, ale nic konkretnego nie znalazłam. Oprócz pustych, miejsc na kilku stronach a, wyglądało to, jakby ktoś usunął wklejone zdjęcia. Czy faktycznie, jej przyjaciółka, ją zawiodła?
Odłożyłam album na swoje miejsce i poszłam do pokoju Filomeny.
Spała.
Miała taki spokojny wyraz twarzy. Przykryłam ją, kocem i nagle poczułam na swoim ramieniu rękę.
Odwróciłam się, i  za swoimi plecami, zobaczyłam Raffaello
                            - Boże! Co ty tu robisz! Jak się tu dostałeś?
-Nie denerwuj się, wiem co robię, akurat twoje strażniczki, są w tym momencie u mnie w domu ? powiedział.
Poczułam się jak osaczone zwierzę, staruszka spała, sąsiadek nie było!! Poderwałam się z fotela i złapałam w panice świecznik, stojący na nocnej szafce.
                             -Przestań kobieto! Nic ci nie zrobię, chcę tylko porozmawiać.

50

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Jezu!!
Co za historia:D Dobrze, że odkryłam ten wątek jeszcze przed zakończeniem. Mam nadzieje, ze nic ci sie nie stało.
Super sie czyta, jak ciekawa książkę, szkoda tylko, że nie moge przewrócić kartki na następną stronę.

51 Ostatnio edytowany przez grazynka03 (2012-11-24 16:52:53)

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Pantusiu ale mnie podkręciłaś ale akcja i co to dalej bedzie , miała babcia szczęście że na Ciebie trafiła , nareszcie staruszka wyszła na świat , niewiele jest takich opiekunek jak Ty----pozdrawiam.http://img9.dreamies.de/img/598/b/x8vw3sfaqra.gif


Buziolki Klaudynko.....

52

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

P A N T U S I U !!!
Jestem pod wrazeniem! Bardzo ladnie napisane,przedewszystkim cala prawda o pracy naszej we Wloszech..
Twoja odwaga opowiedzenia szczerze naszej ciezkiej i niewdziecznej pracy,ponizen,placzu po nocach i wsydu przed najblizszymi.. daje mozliwosc wypuszczenia tak dlugo wstrzymywanego powietrza..o realiach naszego trudu na "eksporcie.."tak dlugo ukrywanego w nas z calym tym obciazeniem psychicznym..
Dajesz nam mozliwosc wyrzucenia tego calego ciezaru..wrocenia do rownowagi psychicznej tak nadwyrezonej ta praca..
Ja to umiem docenic,bo jak wiesz ciagle pracuje w ten sposob i nieraz mam dosc..ze wzgledu na to "powietrze.."
Jest to jednoczesnie ostrzezenie dla wielu kobiet,ktore chca sie zdecydowac na to ryzyko..bo to jest bardzo ciezki i niedoceniany chleb, o czym my najlepiej wiemy..
Twoja siostrunia MROWECZKA.

53 Ostatnio edytowany przez pantusia (2012-11-25 18:59:02)

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witam was dziewczynki
RAJUSIA, MERY 90, CLARI, KLAUDYNKA, GRAŻYNKA, ROCKET  I LUCYNKASOWA.
Oraz wszystkie inne moje czytelniczki, które tu wchodzą, aby poczytać wspomnienia.
Dla was wszystkich kobietek buziaczki, jeśli się nie pojawię jakiś czas, to sory!! Święta, okna brudne, dywany do trzepania itd.
WYBACZCIE!!!

Malutki fragm.


Nie miałam innego wyjścia, musiałam wyjść z nim do salonu, kiedy usiadłam w fotelu, trzymając w ręku świecznik, Raffaello zapalił papierosa i powiedział.

                       -Coraz bardziej mnie intrygujesz, jesteś jak, dzika kotka.
                      - Do rzeczy, człowieku, do rzeczy, o co ci chodzi? Bo tak naprawdę mam dość twoich amorów. Narażasz mnie na każdym kroku, kombinujesz, psujesz mi opinię, czy ja sobie na to zasłużyłam?
                       - Już ci wyjaśniłem ostatnim razem. Dałem  propozycję, chcę ci pomóc, stać mnie na to, wystarczy że się zgodzisz i przejdziemy do planu B.               
                        -To masz jakiś plan B? Zapytałam.
                        -Tak, nie wrócisz do Polski, powiesz mężowi że chciałabyś jeszcze trochę zarobić, pewnie się ucieszy, dam ci pieniądze dla nich, a potem zobaczymy.
                         -Matko Boska!! Już sobie zaplanowałeś moje życie, niby za co miałabym tu żyć? Zapomnij!! Nie jestem z tych za jaką mnie uważasz, wyjdź natychmiast, bo zbudzę babkę.
                          - Wiesz że nie poddam się, twój los, w twoich rękach.
Raffaello wstał i podszedł do mnie. Podniosłam metalowy świecznik do góry, dając mu do zrozumienia, że jego wizyta, może skończyć się źle.
                          - Złapał mnie za rękę i wykręcając ją, przysunął się na tyle blisko, żeby pocałować mnie w kark.
                          - Tak pięknie pachniesz...
Po tych słowach, wyszedł, a ja rozpłakałam się na dobre, nie dlatego, że mnie nie zgwałcił, przecież miałam świecznik na obronę, ale dlatego, że byłam taka bezsilna.
Wyjrzałam przez okno, nie było na podwórku jego samochodu, widocznie zaparkował gdzie indziej.
Wszystko leciało mi z rąk, nie byłam w stanie nic zrobić, tak naprawdę to byłam sama z tym problemem. Na całe szczęście zawołała mnie babcia. Otarłam łzy i poszłam do niej, znowu się posikała.
Wyjaśniłam jej, że to normalne, wróciły dawne wspomnienia, czasy jej młodości, to miało prawo się zdarzyć. Chyba mi uwierzyła, bo już tak nie lamentowała jak ostatnim razem. Usiadłyśmy w salonie i zapytałam ją, czy chce porozmawiać na temat jej zawiedzionej miłości.
                          -Powiedziała, że tak.
Zaopatrzyłam się w słownik i pozwoliłam jej na zwierzenia, trudna to była lekcja z Włoskiego.
Okazało się, ze Filomena miała przyjaciółkę, jeszcze z lat szkolnych. Nie rozstawały się ani na chwilę, Maria, bo tak miała na imię, była piękną dziewczyną, miała wielu adoratorów, a Filomena była przeciętną panną, z dobrego domu, nie szczególnie interesująca. Kiedyś na pielgrzymce w Rzymu poznała miłego chłopca. Simone, był świeżo upieczonym kaletnikiem.
Młodzi od razu przypadli sobie do gustu, coś zaiskrzyło. Filomena wróciła z pielgrzymki zakochana. Zaraz zadzwoniła do przyjaciółki z tą wiadomością. Była taka szczęśliwa.
Simone, wykonał dla niej buty, te buty, które kazała mi włożyć, pewnego wieczoru, białe skórzane trzewiki.
Maria zaprosiła ich na swoje urodziny. Było wspaniałe przyjęcie, Simone nie odstępował Filomeny na krok, aż poprosił z grzeczności, solenizantkę do tańca.
Chłopak był dobrze ustawiony, jego rodzina miała swój zakład kaletniczy dobrze prosperujący, świetna partia na męża. Maria to wykorzystała,
Nie trudno się domyślić co było dalej, staruszka, przerywała, ocierając łzy, a ja byłam tak bezsilna, żeby ją pocieszyć.
                      - To przykre przeżycie, powiedziałam na koniec jej opowieści, ale to już było tak dawno temu, widocznie nie był ciebie wart i tyle ? dodałam.
Nocka znowu nie moja, Raffaello, babci zwierzenia, jak tu usnąć?

54

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Pantusia, zebys Ty widziala Kochana moja radosc jak widze, ze dodalas post;) czekam na dalsze czesci! trzymaj sie cieplutko!

55

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

http://img20.dreamies.de/img/15/b/dogcs5azm8t.gif

56

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Pantusiu

dziękuję bardzo za dzisiejszy malutki odcineczek, ale jaki piękny.
Czekam na dalsze części i serdecznie pozdrawiam.

57

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Dzień dobry wszystkim dziewczynkom.
Cieszę się że chętnie czytacie moje wspomnienia.
Witaj mróweczko, nikt inny jak ty nie jest tak zorientowany w tym co przechodzi opiekunka starych ludzi.
To co piszę jest także dla ciebie, bo wiem na gorąco co tam przechodzisz i myślę, że może kiedyś podzielisz sie z nami swoimi wspomnieniami.

Cd.
Przewracałam się z boku na bok, sen nie przychodził, głowę miałam, pełną myśli, pytań, co dalej. Czas wyjazdu zbliżał się niubłagalnie, a ja pierwszy raz od pobytu, chciałam tu jeszcze zostać. Polubiłam ta kobietę i byłam dumna z siebie, że mogę jej, jeszcze na stare lata umilić czas.
Byłam bezsilna, kończył mi się urlop w pracy, i nie było odwrotu.
Rano zadzwoniłam do Joli, z prośbą o zakupienie Filomenie coś do ubrania, miałam przecież pieniądze od Raffaella, leżały schowane w sekretarzyku, chciałam mu je oddać przed wyjazdem. Moja przyjaciółka nic nie wiedziała o tych pieniądzach i próbowała mi wybić z głowy ten pomysł, tłumacząc, że to ciężko zarobione  pieniądze, a jak wyjadę, to żadna Polka nie będzie wychodzić z babcią na spacer. Jednak uparłam się i skapitulowała. Zjawiła się u mnie przed obiadem z siatką używanych ciuchów.
Staruszka była bardzo wzruszona, głaskała  każdą rzecz, widziałyśmy jak bardzo się cieszy z nowej garderoby. Szczególnie upatrzyła sobie wełnianą garsonkę w kolorze śliwki, do tego Jola dokupiła damski kapelusik z wpiętą perłową broszą. Gorzej było z obuwiem ale przyjaciółka obiecała, że zapyta swoją babcię o jakieś używane buty, w których już nie chodzi i może podaruje coś Filomenie.
Obiecałam staruszce, że zabiorę ją do małej kawiarenki, a potem pojedziemy do pobliskiego parku, bo pogoda ku temu dziś sprzyjała.
Filomena patrzyła nerwowo na zegar, ubrana w śliwkową garsonkę i delikatny kapelusik, wyglądała jak prawdziwa dama, czekałyśmy tylko na buty.
Jola dotrzymała słowa, przyniosła trzy pary, jedne z nich idealnie pasowały do garsonki. Przyjaciółka pomogła mi sprowadzić wózek po schodach i ruszyłyśmy na spacer.
Do kawiarenki, było jakieś piętnaście minut drogi, świeciło słońce i wiał lekki wiaterek. Pogoda idealna na spacer. Dotarłyśmy w końcu na miejsce. Poprosiłam kelnera o odsunięcie stołków, tak żeby zmieścił się wózek, był trochę zdziwiony, ale spełnił bez słowa moją prośbę. Zamówiłam dwie kawy i ciastka Niestety musiałam jej pomóc, bo tak drżały jej dłonie, że nie była w stanie utrzymać filiżanki z kawą. W kawiarence panował gwar, ale nikt na całe szczęście nie zajmował się nami, goście zajęci byli rozmowami a my mogłyśmy spokojnie posiedzieć i posłuchać włoskich piosenek. Opuściłyśmy kawiarenkę dziękując kelnerowi za wyrozumiałość. Poszukałam w parku wolnej ławki, tuż przy fontannie. Ptaki wyjątkowo dziś śpiewały, jakby specjalnie dla Filomeny.
W pewnej chwili, podbiegła do nas mała dziewczynka, w dłoni trzymała bukiecik kwiatków. Stała tak przez chwilę bez słowa, po czym położyła na kolanach babci, kwiatki i wróciła do matki, która ja właśnie przywołała. Kobieta przeprosiła nas za swoją córeczkę, ale  powiedziałam jej że nic się nie stało i podziękowałam w imieniu Filomeny za kwiaty.
Staruszka była wzruszona gestem dziewczynki.
Zrobiło się chłodno, więc musiałyśmy wracać. Kiedy otwierałam drzwi, z mieszkania obok, wyszły sąsiadki, w towarzystwie nie znanej m dotąd i starszej kobiety.
To była teściowa Raffaella, przywitała się z babcią, a mnie przeszyła lodowatym wzrokiem, aż ciarki przeszły mi po plecach. Nie patrząc na moje zmagania z wózkiem, weszła po schodach i usiadła w salonie.
                          - To ty jesteś ta nowa opiekunką Filomeny? Zapytała mierząc mnie od stóp do głów. Myślę, ze trochę przesadzasz z tą swoją troskliwością Nie wymagamy aż takiego zaangażowania, wystarczy, że staruszka nie będzie głodna i tyle.
                          - Pani wybaczy, krew uderzyła mi do głowy na jej słowa, to moja sprawa, jak wykonuję swoją pracę. To nie jest piesek, ani  kotek, któremu wystarczy napełnić miskę i zmienić kuwetę. To człowiek, więc proszę pozwolić mi wykonywać swoją pracę, tak jak mnie uczono w Polsce, bo w naszym kraju, do starszych ludzi odnosimy się z szacunkiem ? wypaliłam, zaciskając ze złości pięści.
                          - Dziwi mnie, ze taka dama, podjęła się tej pracy, co u was taka bieda?- powiedziała kobieta cedząc każde słowo.
                          - Jest Pani w błędzie, pochodzę z cywilizowanego kraju, o którym jak zdążyłam się zorientować, mało wiecie. A żadna praca nie hańbi i bynajmniej nie jestem tu z powodu biedy, chciałam zarobić na podróż do Francji i to jest powód z jakiego tu się znalazłam.
Po tych słowach teściowa Raffaella wstała z kanapy i kierując kroki w stronę schodów, powiedziała.
                        - Mam nadzieję, że chcesz tu zostać do końca, nie chciałabym skrócić ci pobytu, zastanów się nad tym.
Kiedy zatrzasnęły się drzwi, siedziałam bez ruchu, bojąc się nawet oddychać. Po chwili spojrzałam na moją babcię, która siedziała w milczeniu w swoim odjazdowym kapelutku i darowanych butach. Zupełnie o niej zapomniałam.
Przebrałam Flomenę w domowy strój i musiałam zająć się posiłkiem, bo po wycieczce na świeżym powietrzu, poczułam się głodna.
                         - Mówiłam ci że on jest oczkiem w głowie tych kobiet, musisz uważać, bo to, że ona nas odwiedziła nie było przypadkiem ? powiedziała moja podopieczna i poprosiła mnie o zaprowadzenie do pokoju.
Filomena usnęła, a ja musiałam pozbierać myśli. Wizyta starszej pani wybiła mnie całkiem z rytmu. Byłam wściekła na te cholerne Włoszki, co one sobie wyobrażają! Traktują nas jak trzeci gatunek ludzki. I te jej słowa.... wystarczy żeby babcia nie była głodna!! Mam to osobiście w d...pie zrobię wszystko, żeby staruszka była szczęśliwa i czy skrócą mi pobyt, czy nie przestało już mnie obchodzić, poza tym nie znajdą teraz nikogo na moje miejsce, bo został tylko miesiąc.
Musiała zmienić taktykę. Przyszło mi na myśl, że jeśli dam jakąś nadzieje temu cholernemu Włochowi, to jakoś się uspokoi i wszystko ucichnie. Obiecam mu, że zostanę tu, ale musi dać mi czas, na załatwienie spraw w Polsce. Do tej pory, żadnych odwiedzin i telefonów, dla mojego i jego dobra.
Musiałam się ostatni raz, z nim spotkać. Wiedziałam, jakie to może być niebezpieczne, ale nie było innego wyjścia. Teraz tylko czekałam na jego sygnał, a nie długo musiałam czekać, bo po kilku godzinach od odwiedzin jego teściowej zadzwonił.
Był bardzo zdenerwowany, wizytą kobiety. Pytał czy była dla mnie miła i czego chciała.
Wprowadziłam plan B.
Zapewniałam go że to była bardzo miła wizyta i dostałam pochwały za dobrą opiekę.
Byłam wyjątkowo miła, ujawniłam swoje ukryte zdolności aktorskie, choć przyznam że nie było to łatwe. Obiecałam mu, że jestem zainteresowana jego propozycją, bo dzwonili z pracy z wiadomością o rozwiązaniu ze mną umowy i zostałam bez środków do życia.
Raffaello był bardzo zadowolony z mojej decyzji i obiecał, że postara się nie robić mi już problemów, ale jeszcze przed końcem mojej pracy u babci, musi się ze mną spotkać, żeby uzgodnić szczegóły.
Wybraliśmy Neapol, miałam tam dojechać pociągiem, to miejsce było najlepsze jakie mogłam zaproponować, duży ruch, pełno turystów, tam nic mi nie zrobi. Postanowiłam zrezygnować z wycieczki do Pompei i umówiłam się na niedzielę, a to już jutro!! Brrr.

58

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witajcie!
Przedstawiam wam, dzisiejszy odcinek, czy was zainteresuje?

- Anka! Co ty znowu wymyśliłaś! Dlaczego rezygnujesz z jutrzejszej wycieczki - Jola krzyknęła do słuchawki, kiedy do niej zadzwoniłam.
- Mam inne plany.
- Jakie plany? Zapytała koleżanka.
                            - Nie wiem czy ci się to spodoba, ale musisz mnie teraz dokładnie wysłuchać ? powiedziałam.
Opowiedziałam jej o wizycie teściowej Raffaella i o moim planie B, dodając, że to jedyne wyjście z tej kłopotliwej sytuacji, jakie przyszło mi do głowy.
                             - Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że to może być niebezpieczne? Powiedziała Jola podniesionym głosem.
                             - Wszystko obmyśliłam, próbowałam ją uspokoić, pojadę tam pociągiem lub autobusem, tylko musisz mi sprawdzić rozkład jazdy. Spotkam się z nim w publicznym miejscu, co mi może zrobić? Postaram się już na miejscu, uśpić jego czujność, mam nadzieję, że mi uwierzy, a wiesz, że jestem dobrą aktorką, hi, hi ? zaśmiałam się nerwowo.
Jola w końcu przyznała mi rację, obiecała sprawdzić czym mogę dojechać do Neapolu i po godzinie, zadzwoniła podając mi godziny odjazdu autobusu.
Kiedy zadzwonił Raffaello, powiedziałam mu gdzie i o której godzinie ma na mnie czekać.  Rano zjadłyśmy z babcią, śniadanie i w końcu miałam czas dla siebie.
Zrobiłam się na bóstwo, maseczka, fryzura i najlepsze ciuchy, jakie miałam w szafie. Antonina zjawiła się trochę spóźniona, ale miałam jeszcze dużo czasu, więc wyszłam z domu na luzie.
Autobus na moje szczęście nie był przepełniony, usiadłam na tylnym siedzeniu i zaopatrzona w słownik, notowałam sobie wszystkie włoskie słówka, które, były mi potrzebne na spotkaniu.
Tuż przede mną, siedziała młoda kobieta, to była Polka. Rozmawiała przez telefon.
                            - Oszukali mnie!, mówiła ? nikogo nie było na dworcu!! Nie wiem co mam dalej robić?
Dziewczyna była przerażona, z rozmowy wywnioskowałam, że nikt po nią nie wyszedł na dworzec.
Kiedy skończyła rozmowę, dosiadłam się do niej i zagadnęłam po polsku.
Kobieta opowiedziała mi swoja historię, przerywając co jakiś czas wybuchem histerycznego płaczu.
Okazało się, że znalazła w polskiej gazecie ogłoszenie o pracy we Włoszech, zapłaciła za to 2000 złotych, była na spotkaniu i dziś mieli ją odebrać z dworca. Nikt się nie pojawił. Teraz jedzie do Neapolu, gdzie pracuje jej przyjaciółka.
                          - Niech się pani uspokoi, coś wymyślimy ? powiedziałam.
                          - Pomoże mi pani?
                          - Postaram się.
Uspokoiłam ją, mówiąc, że mam znajomego Włocha, który być może, ale nie obiecuję, znajdzie jakieś wyjście.
Dowiedziałam się, że Polka mieszka Rzeszowie, ma dwoje dzieci i właśnie straciła pracę. Została z nie spłaconym kredytem i dlatego widząc ogłoszenie w prasie, postanowiła tu przyjechać, zapożyczając się na ten cel. Było mi jej naprawdę żal, zrozumiałam że moje problemy w porównaniu z jej sytuacją, to malutki pryszcz.
Autobus zajechał na miejsce, a ja trzęsłam się jak galareta. Musiałam wziąć się w garść, nie mogłam sobie pozwolić, na jakiś błąd. Miałam parę spraw do załatwienia, przede wszystkim, pomóc tej biednej dziewczynie.
Wysiadłyśmy z Krystyną, bo tak miała na imię ta dziewczyna i nerwowo rozglądałam się w tłumie, poszukując Raffaella.
Jest! Serce zabiło mi tak mocno, aż zakręciło mi się w głowie. Podeszłyśmy z Krysią, a on, przepraszając dziewczynę, pociągnął mnie za rękę i odeszliśmy na bok.
                          -Kto to jest? Zapytał ? przywiozłaś sobie przyzwoitkę?
Przedstawiłam mu w telegraficznym skrócie, sytuację dziewczyny i prawie zażądałam, żeby jej pomógł. Raffaello,  zostawił nas na chwilę i zadzwonił do kogoś.
Usiadłyśmy na ławce.
Po chwili, wrócił i zapisał jej numer telefonu oraz adres, swojego znajomego, który ma firmę sprzątającą i  może ją przyjąć, od zaraz.
Krystyna, rzuciła mu się na szyję, dziękując z całego serca.
Na pożegnanie wymieniłyśmy numery telefonów, a nowo poznana koleżanka obiecała że zadzwoni do mnie.
                          - Pięknie wyglądasz ? powiedział Raffaello, całując mnie w kark. I tak cudownie pachniesz!! ? dodał ujmując mnie za rękę.
Ufff!!  Okropnie się czułam, z jednej strony było mi bardzo przyjemnie, ale z drugiej strony, czułam do siebie wstręt.
                         - Zaparkowałem tu nie daleko, chodź, podjedziemy do wspaniałej restauracji.
                         - Czy ty uważasz mnie za idiotkę! To po to tu przyjechałam autobusem, żeby teraz wsiadać z tobą do samochodu, mowy nie ma!! Zanim mu to wszystko wyjaśniłam, minęło trochę czasu. Mój adorator, co jakiś czas przewracał kartki słownika i zaznaczał palcem słowa, miłość, zauroczenie i takie tam pierdoły.
Próbował mnie przekonać, że nie muszę się obawiać, ale byłam nieugięta. Zadzwonił po taksówkę i wskazał kierowcy adres restauracji.
Lokal był wyjątkowo romantyczny, urządzony w stylu Retro. Zaciszne loże z malutkimi stoliczkami i wygodnymi sofami oraz freskami na ścianach, przedstawiającymi zakochane pary, sprawiły, że na chwilę się rozmarzyłam. Kelner zapalił świeczki i przyjął zamówienie.
Przyznam, ze byłam bardzo głodna.
Zjedliśmy w milczeniu odjazdowy obiad, a kelner przyniósł wino i nalał do kieliszka  Raffaella, czekając na jego decyzję. Otrzymując zgodę, postawił butelkę na stole i kłaniając się przesadnie, odszedł w stronę baru.
Mężczyzna położył swoją dłoń na mojej i powiedział.
                            - Cieszę się, że podjęłaś taką  decyzję, nie pożałujesz kochana. Mam tu w Neapolu apartament, nikt o tym nie wie, to takie moje sanktuarium, gdzie od czasu do czasu odpoczywam będąc na służbowych wyjazdach. Chciałbym cię tam zabrać, nie musisz się mnie obawiać Aniu, nie zrobię nic, co mogłoby cię urazić, nie zrobię nic na co sama mi nie pozwolisz. To ty, będziesz tam panią tego domu, dostaniesz klucze i pieniądze na wszystkie wydatki. A zapłatą za to, będzie tylko to, że będziesz na mnie czekała kiedy tu przyjadę.
Czy któraś kobieta nie rozmarzyłaby się w tej chwili, myślę że nie. Jednak musiałam wrócić na ziemię.
                           - Chyba sobie żartujesz ? powiedziałam uwalniając swoja dłoń z jego uścisku. Mowy nie ma! Nigdzie z tobą nie pójdę, do czasu kiedy nie skończy mi się termin pracy u Filomeny, a później zobaczymy ? powiedziałam.
Raffaello gestem ręki przywołał kobietę która weszła do restauracji, z naręczem pięknych czerwonych róż. Zapłacił jej i wręczył mi kwiaty.
Szkoda, że ten piękny bukiet będę musiała wyrzucić ? pomyślałam.
Zaproponowałam mojemu adoratorowi spacer.
Wyszliśmy z lokalu.
Raffaello trzymał mnie za rękę, był bardzo szczęśliwy, ale ja miałam  moralnego kaca, że jestem wobec niego taka nieuczciwa. Tak właściwie, to nawet go polubiłam, pomógł tej Polce, a mnie obiecał wspaniałe życie. Tylko, że ja nie byłam tym zainteresowana.
Chodziliśmy  po uroczych uliczkach Neapolu, to był naprawdę piękny dzień w moim życiu.
Niestety, musiałam wracać, Raffaello upierał się, że mnie odwiezie. Kategorycznie, odmówiłam. Odprowadził mnie do autobusu i na koniec, wyjął z kieszeni małe pudełeczko.
                       - To dla ciebie kochanie, powiedział ? otwórz  później, jak odejdę.
Pożegnał mnie czule i kiedy odszedł, odetchnęłam z ulgą.
W autobusie zajrzałam do środka, to był piękny srebrny medalion, z czerwonym kamieniem w kształcie serca. Nie miałam pomysłu na to co mam z nim zrobić. Zostawić go u Filomeny? To głupi pomysł. Oddać mu? To wszystko zepsuję. Muszę poradzić się Joli.
Wróciłam do domu, przechodząc koło kościoła, zostawiłam róże pod figurką Matki Boskiej.
Po kolacji, staruszka zapytała mnie jak minął dzień. Wymówiłam się bólem głowy i przepraszając ją, że nie mam dziś nastroju do rozmowy udałam się, do swojego pokoju.

59

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Pantusiu, juz bym chciala wiedziec jak to wszystko sie skonczy;) mysle, ze moglabys bez problemu napisac ksiazke:)buziaczki Kochana

60

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Pantusiu

pytasz czy kogoś zainteresuje ten odcinek........jesteś za bardzo skromna.
Ten odcinek Twoich wspomnień jest niezwykle urokliwy i romantyczny, a w dodatku Raffaello okazał się dobrym człowiekiem pomagając nowo poznanej osobie.
Jak wybrniesz z tego wszystkiego?
Nie trzymaj nas zbyt długo w niepewności co do dalszych swoich losów we Włoszech.

Pozdrawiam bardzo serdecznie i buziaczki przesyłam.

                                                                          http://i40.tinypic.com/1z4xx7s.jpg

61

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

http://img23.dreamies.de/img/520/b/n6u7vw1xjnh.jpghttp://img20.dreamies.de/img/112/b/1hhjqwnqgii.gif

62

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witam dziewczynki.
Dziękuję wam za wszystkie wasze wpisy i cieszę się zainteresowaniem, szkoda że tylko Elfetki do mnie piszą za co je całuję, ale ja chciałabym poznać was wszystkie.


Cd.
Od rana Filomena była w złym nastroju, co jakiś czas płakała. Kiedy zapytałam o co chodzi, machnęła tylko ręką od niechcenia.
                      - Źle się czujesz? Boli cię coś, zwróciłam się do babci, zaniepokojona.
                      - Chciałbym, wydusiła z siebie, chciałabym... żebyś nie wyjeżdżała.
Teraz mnie zebrało się na płacz, żal mi było ją opuszczać, bo tak prawdę mówiąc, przyzwyczaiłam się do jej towarzystwa. Ale nie mogłam tu dłużej zostać, tęskniłam bardzo za moją rodziną, i urlop mi się kończył.
                      - Wiesz, że to niemożliwe, w Polsce czekają na mnie bliscy, mąż, synowie, siostra, brat i moja mama, chyba to rozumiesz.
                      - Wiem, wiem, Filomena wytarła zapłakane oczy chusteczką i schowała ja do rękawa. Ale mnie już tak niewiele życia zostało.
                      - Przestań się mazać i nie mów głupstw, jeszcze nie jedną przeżyjesz, a ja postaram się odwiedzić cię w przyszłości, co ty na to? Zapytałam poprawiając jej koc na kolanach.
                     - Już się nigdy nie zobaczymy, ja to czuję, czuję że Pan Bóg już niedługo zabierze mnie do siebie.
                     - Czy masz ochotę na spacer? Zapytałam, próbując zmienić temat.
                     - Dziś nie mam ochoty, poleżę sobie w łóżku i pomodlę się za ciebie, możesz mnie odprowadzić?
                           
Spełniłam jej prośbę i wyszłam z pokoju zamykając drzwi, żeby jej nie przeszkadzać.
Wróciłam do salonu zupełnie rozbita, czułam, że babcia mówi prawdę, ale co ja mogłam na to poradzić, nic po prostu nic! Miałam tylko nadzieję, że Raffaello wyciszy się po naszym spotkaniu i będę mogła resztę swojego czasu poświecić babci. Kiedy tak rozmyślałam zadzwonił telefon.
                     - Jeśli to on!! To nie odpowiadam za siebie.
Poczułam ulgę kiedy usłyszałam w słuchawce, damski głos.
                     - Nie wiem jak mam ci dziękować ? powiedziała nowo poznana koleżanka ? mam pracę i mieszkanie, za które, mogę zapłacić przy pierwszej pensji. To sprzątanie w biurach, nic wielkiego, a i zapłata godziwa. Mieszkam tu z dwoma polkami, są w porządku, przyjęły mnie serdecznie i dały kilka wskazówek.  Od jutra zaczynam, mam nadzieję, że jak dostanę wolne, to się spotkamy, podziękuj jeszcze raz twojemu znajomemu.
Ten telefon wyraźnie poprawił mi humor, bo miałam mieszane uczucia co do pomocy tego Włocha, ale mimo wszystko pozytywnie mnie zaskoczył, szkoda tylko, że ja jestem wobec niego nie w porządku, jednak pomyślałam o jego rodzinie, córkach i żonie, czy zrobiłam coś złego? Wydaje mi się, że nie.
Po tym osobistym rozgrzeszeniu, zajrzałam do torebki, gdzie miałam prezent od Raffaella.
To był naprawdę piękny medalion, misterna koronkowa robota, cieniutkie ja mgiełka srebro i to czerwone błyszczące serduszko, istne cacko. Nie miałam pojęcia jaki to kamień, ale nie miało to dla mnie większego znaczenia, medalion był naprawdę piękny!!
Tylko czy mogłam go zatrzymać? Czy mi się należał? Chyba nie. Wsadziłam go z powrotem do pudełeczka i schowałam głęboko do walizki.
Zaczął się nowy tydzień, rutynowe czynności, nuda. Nikt nie dzwonił, nikt mnie nie denerwował, a sąsiadki chyba odpuściły, bo ograniczyły się tylko do powitania.
Posadziłam babcię w wózku i postanowiłam powozić ją po mieszkaniu. Kiedy podjechałyśmy pod pokój, który był zamknięty, Filomena się nagle ożywiła i kazała mi go natychmiast otworzyć. Pierwsza weszłam ja, odsunęłam story i otwarłam balkon.
Potem wjechałam wózkiem z babcia.
To co się działo po chwili, wolę nie pamiętać!!
Filomena zaczęła krzyczeć, wzywać karabinierów, czyli ich policję, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Wpadła w szał, próbowała wstać z wózka, a kiedy chciałam ja przytrzymać, biła mnie gdzie popadnie. W końcu nie wytrzymałam, walnęłam ją dłonią w twarz.
Zamilkła, a ja przepraszając ja za to, wytłumaczyłam jej że to było jedyne wyjście na jej furię.
W pokoju panował półmrok, stało tam wielkie małżeńskie łoże, zabytkowa toaletka, i wiekowy kredens oraz taka sama szafa.
Przez chwilę milczałyśmy, aż w końcu babcia przemówiła.
                         - Nic tu nie ma, moich obrazów, moich figurek, nie ma mojej kasetki z kosztownościami, tyle tego miałam, kto mi to ukradł? Ty!! Ty mi to zabrałaś! Wykrzyczała.
Nikt chyba nie ma pojęcia, jak się wtedy poczułam, byłam tak rozgoryczona ty oskarżeniem, że wyszłam z pokoju, zostawiając staruszkę. Zapaliłam papierosa i próbowałam się uspokoić.
Kiedy odpuściły mi nerwy, wróciłam szybko na miejsce. Filomena płakała.
                       - Chodźmy z stąd, nic tu po nas ? powiedziałam wycofując wózek z pokoju.
                       - To one! To one wszystko mi zabrały! Dlaczego? Szlochała, dlaczego to zrobiły? Przecież po mojej śmierci wszystko będzie dla nich, ale ja jeszcze żyję, o Boże! Zabierz mnie do siebie, jestem tylko ciężarem.
Że też mnie podkusiło na tą cholerną wycieczkę po mieszkaniu, co mi odbiło żeby ja tam zawieźć?  Teraz musiałam wypić to piwo które sobie sam nawarzyłam.
                         - Możesz mi powiedzieć, dlaczego tak histeryzujesz? Bo ja ni tego nie rozumiem. Mieszkasz tu z obcymi osobami, czy uważasz, że pozostawienie takich cennych rzeczy, byłoby na miejscu? Nie wszyscy są uczciwi, oczywiście ja uważam że te Polki które się tobą opiekowały, są w porządku, ale, twoje siostrzenice są czujne i o co tyle rabanu.
                         - Tak myślisz? Staruszka spojrzała na mnie z wyraźna ulgą.
                         - Tak myślę ? odpowiedziałam, choć miałam inne zdanie na ten temat.

63 Ostatnio edytowany przez pantusia (2012-12-07 20:00:37)

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Witam moje czytelniczki, wiem, wiem Mikołaj przyniósł mi rózgę. Ale postanowiłam się poprawić.
Ostatni odcinek przed świętami, bo trzeba sprzątać, piec i trzepać dywany, a nie czytać.
Pozdrawiam serdecznie.

Kolejny raz odwiedziła mnie Jola. Opowiedziałam jej o spotkaniu z Raffaellem ze wszystkimi szczegółami.
                         - No..... jestem pod wrażeniem! Nie wiedziałam, że z ciebie taka spryciara ? powiedziała Jola kiwając głową z podziwem. Mam nadzieję,  że chłopisko, dało się nabrać na twoje kłamstewka, bo w przeciwnym razie, musisz zacząć się pakować.
                         - Daj spokój! Zostały mi jeszcze trzy tygodnie, jakoś doczołgam się do końca, ale cieszę się, że jeszcze na koniec pomogłam tej dziewczynie ? powiedziałam.
                         - To prawda, w przeciwnym razie, Krystyna musiałaby wracać do domu. Ale co cię podkusiło, zawozić babcię do tego cholernego pokoju? Zdajesz sobie sprawę, że Filomena przy następnym spotkaniu, zapyta siostrzenicę o swoje antyki i co wtedy?
                          - Nie wiem, może jakoś rozejdzie się to po kościach, mam przynajmniej taką nadzieję ? odpowiedziałam.
Ustaliłyśmy z przyjaciółką plan na niedzielną wycieczkę, zawsze marzyłam zobaczyć Pompeje, tylko czy mruczydło się nie wycofa?
Na szczęście dotrzymał słowa.
Antonina była punktualnie. Szybko wyszłam z domu, obawiając się, że siostrzenica może mnie zatrzymać, jak babcia jej powie o pokoju.
Na dole przyjaciółki już na mnie czekały, po przywitaniu podeszłam do Józefa, i dziękując mu za poświecony czas wsiadłam do samochodu. Wyjeżdżając z pod domu na główną ulicę, zobaczyłam kontem oka samochód Raffaella.
                         - Jola, on tam jest, powiedziałam szeptem.
Przyjaciółka, uszczypnęła mnie w udo, dając mi tym do zrozumienia, żebym była cicho.
Teresa przez całą drogę, gadała, nie dopuszczając nikogo do głosu, tylko Józef był dziś wydatkowo milczący. Co jakiś czas spoglądał w samochodowe lusterko. Czułam że ta wycieczka nie będzie taka przyjemna, jak poprzednia. Czyżby szykowały się następne kłopoty?
No niestety, miałam rację, kłopoty pojawiły się już  po  dwudziestu minutach naszej podróży.
Samochód Józefa zawiódł. Stanęliśmy na poboczu.
To była poważna awaria, nasz przewodnik, wezwał taksówkę a sam został czekając na pomoc.
Kiedy wchodziłam po schodach do mieszkania, miałam nogi jak z waty.
W salonie siedziała, Antonina i Raffaello, zatrzymałam się na moment i usłyszałam ostatnie zdanie wypowiedziane przez siostrzenicę Filomeny, ponieważ, nie spodziewali się mnie o tej porze, mogłam spokojnie posłuchać o czym mówią.
- Nie wiem jaki masz cel, by jej bronić ? powiedziała Antonina, dziwnie się ostatnio zachowujesz, stajesz w obronie tej Polki, dlaczego/
- Jak zwykle przesadzasz, odpowiedział -  co w tym złego, że jej bronię! Zajmuje się naszą babcią bardzo dobrze, chyba sama to zauważyłaś? Fiolemena jest zadbana, jak nigdy, czy coś w ty złego ? powiedział.
- Tak, masz rację, ale czy to ,że zawiozła ją do pokoju, było dobre?
- Nie wiedziała, Antosiu, ta dziewczyna nie wiedziała, że  wszystko zabrałyście, czy można ją za to winić?
- Przestań! Gdybym wiedziała , że jest taka akuratna, to bym jej nie zatrudniła, co mam teraz powiedzieć staruszce?
- Powiedz jej prawdę.
Po tych słowach weszłam do salonu.
                             - A co ty tak wcześnie? Zapytała Antonina, wyraźnie zmieszana moim wejściem.
- Mieliśmy awarię samochodu, wycieczka się nie udała, dlatego wróciłam. Zaraz przygotuję kolację, może państwo zostaniecie?
- Dziękujemy, odezwał się Raffaello, właśnie dziś jest nasza rocznica ślubu i zapraszam moją żonę do romantycznego lokalu, by to uczcić.
- Popatrz Antonino, jeszcze są na tym świecie dżentelmeni ? powiedziałam, jakie to miłe, jeśli ukochany pamięta.
- Kochanie!! A ja myślałam, że zapomniałeś. Antonina podeszła do swojego męża i pocałowała go w policzek.
Czy można sobie wyobrazić jak ja się w tym momencie czułam, chyba nie. Kochający mąż, zaprasza swoją żonę na romantyczną kolację we dwoje z okazji ich rocznicy, a na boku, ściele sobie gniazdko z inną kobietą!! Boże!! Tylko ukatrupić!!
W końcu wyszli.
Byłam tak rozgoryczona tą komiczną sceną z udziałem Raffaella, że zapomniałam o babci o, kolacji i o całym świecie.
Matko! myślę , ze mój mąż nie jest tak fałszywy, przecież ciągłe mówi , że mnie kocha..
Wykręciłam numer do Polski.
                           -Kiedy wracasz ? usłyszałam w słuchawce, dlaczego płaczesz kochanie? Tęsknimy za tobą, chłopcy szykują ci niespodziankę, nie płacz, już nigdy nie pozwolę na to byś nas znowu  zostawiła.
Słowa mojego męża, dały mi siłę na przetrwanie, wiedziałam, że on tak naprawdę mnie kocha, tylko nie wiedział o tym co ja tu przeżywam, i dobrze, bo znając go, pewne jest, że zaraz by się tu zjawił.
Po skończonej rozmowie z moim mężem, czułam się o wiele lepiej. Filomena nadal była w złym nastroju ale, ja też, nie nadawałam się na pocieszycielkę, dlatego nie zwracałam specjalnej uwagi na jej zachowanie.
Po kolacji położyłam babcię do lóżka, obiecując jej, że jutro porozmawiamy. Była wyjątkowo wyrozumiała, obiecała pomodlić się za mnie i o dziwo usnęła.
Zrobiłam sobie gorący prysznic i w szlafroku usiadłam w salonie.
Zadzwonił telefon.
Mruczydło? Czy fałaszawiec? Pomyślałam.
To był fałaszawiec, czyli Raffaello.

64

Odp: Moje wspomnienia z Włoch

Wyłączyłam telefon z gniazdka, nie mogłam z nim rozmawiać, przecież mogłam wszystko zepsuć, cały mój plan poszedłby na marne.
Postanowiłam że muszę coś zrobić, żeby rozładować napięcie.
Ubrałam się szybko, widząc, że u sąsiadek się nie świeci, wyszłam z mieszkania.
Poczułam ulgę, sama, w końcu sama!
Spacerowałam po wyludnionych, w tym czasie ulicach, oczywiście zaczepiana, przez przejeżdżających w samochodach Włochów.
Ale  przestało mnie to razić, oglądałam wystawy zamkniętych już sklepów i próbowałam się uspokoić.
Kiedy wróciłam pod bramę, nagle okazało się, że w tym amoku, zatrzasnęłam bramę, a klucze zostały w mieszkaniu.
U sąsiadek nadal ciemno, U nas też ciemno!, ja nie mam kluczy, babcia sama!!
Matko Boska!!! wyleją mnie!! Wyleją mnie jak nic! Wyszłam bez pozwolenia i zostawiłam staruszkę!!
Patrzę w górę, okno uchylone, ale jak mam się tam dostać? Słyszę wołanie babci, a tu ciemno, z nikąd pomocy, może jakoś wyjdę na piętro, ale nie ma jak.
Usiadłam zrezygnowana, nawet płakać nie maiłam sił.
Nagle pod dom zajechał samochód z którego wysiadły sąsiadki, a była 22 00.
Opowiedziałam im, że wyszłam do kościoła i zapomniałam kluczy, uwierzyły na moje szczęście. Zapasowym kluczem otwarły mi drzwi, a ja potykając się na schodach, dotarłam do pokoju babki, która leżała na podłodze.

65

Odp: Moje wspomnienia z Włoch
pantusia napisał/a:

Wyłączyłam telefon z gniazdka, nie mogłam z nim rozmawiać, przecież mogłam wszystko zepsuć, cały mój plan poszedłby na marne.
Postanowiłam że muszę coś zrobić, żeby rozładować napięcie.
Ubrałam się szybko, widząc, że u sąsiadek się nie świeci, wyszłam z mieszkania.
Poczułam ulgę, sama, w końcu sama!
Spacerowałam po wyludnionych, w tym czasie ulicach, oczywiście zaczepiana, przez przejeżdżających w samochodach Włochów.
Ale  przestało mnie to razić, oglądałam wystawy zamkniętych już sklepów i próbowałam się uspokoić.
Kiedy wróciłam pod bramę, nagle okazało się, że w tym amoku, zatrzasnęłam bramę, a klucze zostały w mieszkaniu.
U sąsiadek nadal ciemno, U nas też ciemno!, ja nie mam kluczy, babcia sama!!
Matko Boska!!! wyleją mnie!! Wyleją mnie jak nic! Wyszłam bez pozwolenia i zostawiłam staruszkę!!
Patrzę w górę, okno uchylone, ale jak mam się tam dostać? Słyszę wołanie babci, a tu ciemno, z nikąd pomocy, może jakoś wyjdę na piętro, ale nie ma jak.
Usiadłam zrezygnowana, nawet płakać nie maiłam sił.
Nagle pod dom zajechał samochód z którego wysiadły sąsiadki, a była 22 00.
Opowiedziałam im, że wyszłam do kościoła i zapomniałam kluczy, uwierzyły na moje szczęście. Zapasowym kluczem otwarły drzwi, a ja potykając się na schodach, dotarłam do pokoju babki, która leżała na podłodze.

Nie martwcie się, nic się babuni nie stało!! ale na całe życie bedę pamietać ten dzień!!
Pozdrawiam i życzę, spokojnych Swiąt Bożego Narodzenia.

Posty [ 1 do 65 z 103 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024