kacerz napisał/a:Rozbiłeś ich relację. Okazałeś zupełny brak charakteru, bo uległeś kaprysowi swojego pożądania i niebezinteresownie wszedłeś między innego mężczyznę i jego kobietę.
Nie nie nie, gdybyś przeczytał/ała któryś mój post pisałem wyraźnie, że powiedziała mi w lutym że zerwała, w kwietniu byliśmy razem i wtedy uświadomiła mnie że musi zerwać oficiajnie i raz na zawsze. Nigdy nie pchałbym się w związek wiedząc że jeszcze go nie zakończyła w ogóle. Byłem naprawdę zdziwiony, dlatego dałem jej tydzień na załątwienie wszystkich spraw z nim.
Pożądanie... Byłem zakochany po uszy, to nie była fascynacja jakaś i myśl tylko bliskości z nią. Kochłem ją za to jaką była, a była wtedy wspaniała. Mówiłem, że bardzo się zakochałem, ale jej tego jeszcze nie okazywałem tak, to ONA pierwsza wyznała swoją miłość, to ona pierwsza rzuciła mi się w ramiona, to dlaczego mówisz, że ja wszedłem? Poniekąd tak wygląda, ale to ta właśnie kobieta tego mocno chciała. Wiem, działo się to za szybko, ale skoro byliśmy zakochani to co mieliśmy zrobić? Powiedzieć sobie "no to kochanie, czekajmy 4 miesiące jeszcze, zachowujmy się normalnie, wszystko powoli i po tym czasie już mozemy sobie okazywac miłość" Nie.. to wszystko wzięło górę, dobrze chyba wiecei jaka jest miłość. Ciągneło nas ewidentnie do siebie, nie dało się zahamowac rozwoju naszego uczucia.
Teraz wiem, że źle zrobiłem, mam nauczkę.
kacerz napisał/a: Często pojawia się nowy samiec i toczy walkę ze starym. Wykorzystuje do tego swoją przewagę, która ma postać różnych walorów fizycznych. Samica jest tutaj przedmiotem-obiektem seksualnym, o który toczy się walka.
Co z tego, że u ludzi kontekst seksualny relacji ma szeroką nadbudowę emocjonalną? Nie stanowi to jakościowej różnicy. W obu przypadkach ostatecznym celem jest seksualne zbliżenie.
Napisałem, że po powrocie po zdradzie było zero sexu, przez parę miesiecy, wytrzymałem jakoś i nie robiłem jej wyrzutów. Można? Można.
kacerz napisał/a:Najśmieszniejsze jest to, że przegrałeś. Nie przegrałeś przez to, że jesteś moralnie lepszy i altruistyczny, bo przecież w tej całej historii nie chodziło o jej szczęście tylko o zaspokojenie Twojej potrzeby posiadania. Przegrałeś, bo nie umiałeś grać w grę, którą sam narzuciłeś. Przegrałeś, bo sprowadziłeś ją do roli samicy, a ona tę rolę znakomicie odegrała do końca i uległa bardziej brutalnemu, bezwzględnemu i dominującemu samcowi. Nie byłeś nim Ty. Nie masz prawa im źle życzyć. To żenujące.
Nie grałem w żadną grę, nie wiem nawet o czym mówisz. Kto tak naprawdę grał? Myślę że on. On po pierwszym rozstaniu, pisał do niej smsy, najpierw szantażował, potem słodził, mówił że ona to ta jedyna, że bedzie na nią czekał, wspominał ich dobre chwile, mieszał jej w głowie, aż jego gra wzięła górę. PO zdradzie, ja zacząłem jej mówić, że kocham, że chcę z nią być, żeby go zostawiła bo znowu bedzie cierpieć to fakt, ale... On robił to samo? On tak samo walczył o nią, tylko że ona wybrała mnie. Wybrała sama, między nami, oboje walczyliśmy. To była jej decyzja, którego z nas dwóch wybierze. Teraz znowu wybrała jego, ale to koło sie już nie zatoczy.
Nie mam prawe im życzyć źłe? Może i tak, ale źłe życzę jemu. Czemu? To on jak byliśmy razem za pierwszym i drugim razem, meczył ją psychicznie (sama sie przyznała, że to już bardzo męczące), jeździł jej po psyche, wzbudzał emocje, mieszał, przeszkadzał mi w naprawie związku. Cały czas gdzieś się on odezwał, gdzieś miał swój udział w mojej klęsce.