Witajcie, to będzie bardzo długa wiadomość. Nie wiem po co tu piszę i co chcę osiągnąć przez to, ale działam pod wpływem impulsu. Przepraszam z gory za sens zdań, ale piszę nie czytając tego, nie bede miał pewnie sił już tego robić.
Jestem studentem, mam 23 lata i chciałem wam opowiedzieć o naprawdę posranym kawałku z mojego życia.
Studiuję zaocznie w wielkim mieście, pochodzę ze wsi, tak jak i Ona. Właśnie... Poznałem ją na studiach, ten sam wydział ten sam kierunek. Wyglądała prześlicznie dla mnie, podoba mi się typ kobiety "grzecznej z wyglądu" ułożonej, trochę skromnej ale jednak pewnej siebie. Taka była Ona, zauroczyła mnie, była dla mnie ideałem. Piękny uśmiech, ładna figura jednak było jedno ale. Miała chłopaka. Nie dziwiłem się, wszystkie wartościowe i ładne kobiety w tym wieku mają kogoś. To było na pierwszym roku, jeszcze się nie znaliśmy... Bliżej poznałem ją na praktykach, było jeszcze wspanialej niż to sobie wyobrażałem, wygadana, charyzmatyczna, zabawna, bardzo podbne updoobania i zainteresowania, wtedy to chyba były pierwsze oznaki mojego głębszego "zauroczenia". Jednak na tym się skończyło, wakacje spędziła z chłopakiem, ja nadal o niej myślałem. Na początku drugiego roku sama się odezwała do mnie na fb, prosząc o pomoc, wytłumaczyć materiał do poprawki (jestem dobry z kierunku któy studiuję zwłaszcza że owy kierunek poznałem już w technikum). I tak zaczęły sie nasze rozmowy. Na poczatku niewinnie, o uczelni a następnie już bardziej sie poznawaliśmy. Na przerwach między zajęciami przychdoziła pod moją sale, powiedziec cześć i pogadać, ja z reszta to samo. Widywaliśmy się tylko w weekendy, reszte dni pisaliśmy do siebie, baardzo długo. Mieliśmy pdobne poczucie humoru, dobrze się dogadywaliśmy i bardzo lubiliśmy swoje towarzystwo.Pisaliśmy do 1-2 a czasem nawet 3 w nocy. Zaczynając od września kończąc na grudniu nasze relacje się bardzo zbliżyły. Spędzialismy na uczelni wiecej czasu, przychdziłem do jej wynajętego mieszkania, zeby razem móc iść na zajęcia. Bardzo jej imponowałem, moim spokojem, cierpliwością, dobrym i ciepłym sercem, poczuciem humoru. Mówiła nie raz że często o mnie rozmawia ze swoją przyjaciółką, wiedziałem że moze coś się z tego rozwinie. Lecz wszystko działo się powoli. Buziaki w wiadomościach, telefon z rana od niej zeby mnie obudzić i w nocy żeby się pożegnać sprawiało że zakochałem się na zabój, lecz jeszcze jej teog nie wyjawniałem. Na urodzinach naszej koleżanki ze studiów, na któym mnie niestety nie było, ona pisała cały czas, nie bawiła się z innymi tylko pisała, a gdy jej padał telefon, ładowała i nadal pisaliśmy. Po urodzinach, w nocy przyszła do mnie, ja ją odporowadziłem do jej mieszkania, druga w nocy, zaprosiła mnie do siebie i razem oglądaliśmy nasze ulubione kabarety śmiejąc się jak głupki
byłem przeszczęśliwy. W kwietniu 2015 roku napisała o 1 w nocy że ją bolą plecy, od tak, to ja czym prędzej pobiegłem do nocnej apteki, kupiłem maść i przyniosłem jej. Wtedy dostałem pierwszego buziaka od niej . BYło meeega, miałem motyle w brzuchu, wtedy wiedziałem że kocham ją i tylko ją i chcę z nią być. Na drugi dzień chciała mi podziękować, zaprosiła mnie na skromną kolację po czym odprowadziłem ją do mieszkania. I wtedy to się stało... wychodząc już z bramki, podbiegłą do mnie i rzuciłą mi się w ramiona, staliśmy przytuleni tak przy ulicy dosłownie z 30 min, potem poszliśmy do niej na klatkę, siedziała u mnie na kolanach, śmieliśmy się do sibie, wyznałem jej miłość, cały czas wtulona i szczęśliwa, całowaliśmy się i cieszyliśmy się sobą do 5 nad ranem. Piękna historia prawda?? Niezupełnie...
Bedąc już ze mną, dopiero? zrywała ze swoim chłopakiem byłm, z któym była 3 lata. Powód dlaczego to zrobiła? Jej był już wtedy chłopak M. miał mocny charakter, aż bardzo. Dziwiło mnie że taka dziewczyna jak ona, delikatna i wrażliwa mogła z nim być. Opowiadała mi o nim, że jest nerwowy, narwany, nie panuje nad sobą, wiele razy na nią krzyczał, popychał ją jak się wkurzał, nie oszczędzał jej nerwów, a gdy przepraszał to tylko dlatego żeby od niego nie odchodziła. Jej przyjaciółki odradzały go, tak samo jak jej większość rodziny, a gdy trafiła na mnie, znalazła ukojenie. Pozwoliłem jej mimo to aby sie rozstałą z nim z szacunkiem, dałem jej na to tydzień żeby załatwiłą z nim wszystkie sprawy. No i to chyba był błąd. Miesiąc naszego zwiażku był fantastyczny, jak to zawsze początki, było idealnie. Jednak nadal coś mnie martwiło. Otóż M. który pisał jej że ją kocha, że przeprasza, że się poprawi że będzie na nią czekał. Czytałem jego sms z tleefonu mojej dziewczyny. Tak, potajemnie ją sprawdzałem. I czytając wszystkie sms bardzo się zaniepokoiłem. Z jej strony widac było że załuje ze taki jest, ale miałem wrażenie że nadal go kocha, ale to w dalszej części powiem o szczegółach...
Mimo wsztstko byłem wytrwały, miałem nadzieję ze jej to minie. Myliłem się. M. męczył ją smsami, a raz bedąc w pizzeri dostała od niego sms (tak czułem ze od niego), powiedziała ze musi wyjść do toalety. Powiązałem oba fakty i domyslałem się że mogła zadzownić do niego. Nie myliłęm się. Nie wiem w jakim celu, ale wiem że ją czymś zdenerwował. Zabroniłem jej jakiegokolwiek kontaktu z nim, przysięgałą ze tak zrobi.
Ogólnie dodam, że Ona średno sobie radziła na studiach, ja wrecz przeciwnie, byłem jednym z najlepszych. Razme wszystkie prace, sprawozdania robilimsy razem, ja jej pomagałem mówiąć nawet że robiłem nawet za nią, myślac ze jej bardziej pomagam. Kochałem ją ponad życie, byłęm wstanie zrobić wszystko dla niej, takze dzięki mnie zaliczała wszystko.
Nadchodziły praktyki po drugim roku studiów, ona tak załatwiła żeby jechała ze mną w turnusie (zebym jej grupie pomógł;nie nie byliśmy w jednej grupie, tak wyszło jakoś). Godzinę przed wyjazdem (wyjeżdzła z kimś innym od siebie, ja od siebie; mieszkamy od siebie około 200km) zadzowniłem do niej, ale się nie odzywała. Dzowniłem parę razy i nic, martwiłem się. Potem oddzowniła, mówiąc że rozmawiała z mamą przez telefon. AHA. ok . Na tych praktykach było ok, ja mega zakochany, ona chyba też (tak mi sie wydawało). Pewnej nocy, grupa moich znajomych w jednym pokoju zebrała się żeby pogadać ze mną. Mówili o mnie i o mojej dziewczynie. Głównie chodziło im o to, że oni widzą że ona mnie nie kocha, że jest tylko ze mną dlatego że jej dużo pomagam, ż eejst dla korzysci. Ja nie chciałem tego słuchać, mówiłem ze to nieprawda, ze niewiedzą jak jest. No i na tym się skonczyło.
Tydzień po praktykach, wpadłem na pomysł żeby ją wkręcić. Nadal nie podobało mi sie jej tłumaczenie że rozmawiała z mamą tak długo. Powiedziałem jej wprost(nie wiedząc wtedy tak naprawde) że wiem, że przed wyjazdem sie z nim spotkała. Potwierdziła to... Mówiła że przyjechał z nienack,a nie wiedziała o tym, przyjechał pogadać zobaczyć co u niej. Pokłóciliśmy się ostro, lecz po paru dniach przeszło echem. Lecz od tamtej pory zrobiłem się mniej ufny do niej. No i się nie myliłem.
Na początku sierpnia, przyjechałą do mnie pierwszy raz, zapoznać się z moimi rodzicami, pozwiedzać moje okolice. Było super, nie widzielismy się od dwóch tygodni, widac ze bardzo tęskniła, ja w sumie też. Była u mnie 3 dni, ziwedzilismy wszystko, było cudownie, ja i ona bardzo zakochani, zapomniałem o wszyskich problemach. Jednak pewnej nocy u mnie , jak sie myła zajrzałem w jej telefon i sms do jej przyjaciółki. Przeraziłem się. Wyczytałem ze od maja! (byliśmy od kwietnia) pisała do niej że tęskni za M. ze załuje ze taki był, że mnie kocha za to jaki jestem z charakteru, a on ją kręci tlyko dlatego ze jest męski. ( tu dodam ze jej był M. jest niskim grubasem, ale wesoły, pewny siebie z poczyciem humoru, bardzo towarzyski. Natomias ja (wg koleżanek) przystojny wysoki, zabawny, z wieelkim serduchem lecz nie tak bardzo towarzyski ale jak się mnie dłużej pozna to jestem już bardzo śmiały i da się mnie lubić). Wkurzyłem się niemiłoserinie tymi smssami, przynajmniej raz w miesiacu pisałą do niej że za nim tęskni. Jednak postanowiłem o tym jej nie mówić zeby siebie nie wydac że czytam jej sms. Postanowiłem poczekać...
Dwa tygodnie po jej wizycie, dzowniłem do niej wieczorem jak zawsze. Nie odbierała. Zdziwiło mnie to, dzowniłem drugi trzeci i dziesiąty. Nic. Po pół 5 minutahc przerwy, zadzowniłem z innego numeru. Odebrała. Rozłączyłem się i zaraz zadzonwiłem ze swojego numeru. Nie odbierała. Na drugi dzien ledwo udało mi sie dodzwonić do niej. Płakała przez telefon, mówiła że on do niej przyjechał, namieszał jej w głowie, mówił ze sie zmienił że będzie lepiej, ona zaczęła mu wierzyć chyba, przyznałą sie ze się przytulali że ona za nim tęskni, potem zaczęła się pytac co by było gdyby ze mna zerwała i razem bylibyśmy nadal na stufiach, jakbyśmy się zachowywali. Przeraziłem się, nagle zaczęło się wszystko psuć. Mówiłem jej że on był dla niej bardzo zły, ze sama mówiłąś że przez niego bardzo cierpiałaś, że płakałaś często, że nienawidziłaś go. Jej przyjaciółka też pomogła jej, przypomniała jej jak bardzo przez niego cierpiała, za to jak bardzo mnie kocha i jak bardzo chciałą ze mną być. Ja będąc zakochany bardzo, wszystko jej wybaczyłem, ona finalnie napisała do niego sms że nie chce zeby przyjezdzał do niej i mieszał jej w głowie. On w efekcie wyzwał ją od kurw, że z nim sie nie zrywa, że bedzie tego załować, że udostepni jej jakieś nagie fotki? które ma. Ogólnie szantaż niezły, ale po paru godzinach dodał że będzie na nią czekał.
Tydzień po tym wydarzeniu miałem wesele kumpla, byłem z moja dziewczyna, bawiliśmy się dobrze, nie było atmosfery poprzedniego przykrego wydarzenia, nie rozmawialismy o tym przed i na weselu. Po eselu przyjechałem do niej, rozmawialiśmy długo, poruszyłem temat poprzedniego wydarzenia, widac było w rozmowie że myśli o nim, że coś jes nie tak. Mówiła mi że jest bydlak ale zarazem mówiła co w nim lubi. De facto to była dość spokojna rozmowa, dużo soie tłumaczylismy, rozmawialismy, ona powiedziała że mnie kocha, ale nie moze o nim zpomnieć. Rozstaliśmy się ze sobą pod jej domem, ja pojechałem do siebei do domu, na pożegnanie dostałem szczerego buziaka i słowa "kocham Cie".
Drugiego dnia stało się coś czego sie powoli spodziewałem.
Zadzowniłem do niej jak zawsze, odebrała, porozmaiwalismy sobie torchę, lecz była to dziwna romzowa. Zachowywała się bardzo dziwnie, odzywała się do mnie jak do zwykłego kumpla, rozstając się słowami "nara". Późniejszym wieczorem znowu zadzoniłem, nie odbierała aż do momentu braku sygnału. Na fb nie było jej 3h (co dla niej było bardzodługo). Następnego dnia zadzwoniłem, nie odbierała, napisałem na fb co się dzieje, napisała że zrobiła coś głupiego. Byłem pewny już tego, co sobie kiedyś myślałem. Zapytałem się czy widziała sie z M. i czy sie z nim przespała. Potwierdziła.... Mój śiwat sie zawalił. Zacząłęm ryczeć jak bóbr, nie mogłems ie przez godzinę pozbierać, rzuciłem telefon i tak myślałem na jej słowami. Ale za bardzo ją kochałem. NApisałem jej po dwóch godzinach ze jej wybaczam, że chcę z nią być że ją kocham, ona na to że nie mozemy być razem, że za dużo się stało że nie potrafi.. Koszmar. Pisałem do niej codziennie że ją kocham, żeby sobie przypomniała jak przez niego cierpiała. Ogólnie trwało to z dwa tygodnie, nie widzielismy się a jej był mieszkał 20km od niej, wykrozystał to, jeździł do niej, ja niestety nie mogłem (złamana noga, samochód zepsuty). Pisałem tak do niej, dzowniłem, jej przyjaciółka robiła to samo co ja praktycznie. Starała mi się pomóc.
Nadszedł czas poprawek na studiach, połowa września, spotkaliśmy się pierwszy raz. Długo rozmawialismy, ona była bardzo zmieszana, chciała do niego wrocić, ja natomiast mówiłem żeby tego nie robiła, że ją kcoham że wybaczam, że chcę z nią być. Tego dnia zostałem u niej, uprawialiśmy sex jak nigdy, i ja i ona tego chcieliśmy. Jednak sprawa nadal nie była przesądzona. Nadal nie wiedziała z kim chce być. Po tygodniu, gdzie działo sie jak codzień, czyli pisałem do niej, dzowniłem ze kcoham i chce z nią być powiedziała ze chce pogadać i spotkać się. Na spotkaniu przyznała się mi że przespała się po raz drugi, lec znie chciała powiedziec kiedy. Ja bez słowa pobiegłem przed siebie, ona za mną, a gdy mnie dogoniła , przytuliła się do mnie i przepraszała. Ja głupiec zakochany, po godzinie poszedłem do niej, gadaliśmy się i przytulaliśmy, lecz do niczego nie doszło. Nadal nie wiedziała z kim chce być, ale teraz ja miałem przewagę, częściej była w swoim wynajmowanym mieszkaniu, ja też, widywaliśmy sie codziennie, lecz z nim smsowała. Widziałem kątem oka że on pisał do niej, z pytaniem co robi, a ona ze sie uczy ( a byliśmy w kawiarence razem). W końcu któregoś dnia, napisała do niego ze to koniec, żeby dał jej spokój że ona chce być ze mną, że z nim nie może, bo się go boi i nie chce cierpeić znowu. Jednka po tej decyzji przepłakała po nim cała noc, płakała bo jak mówiła czuje się jakby on umarł. Byłem wtedy szczęśliwy mega lecz nadal czułem sie niepwenie. Mielismy do sibie wrócić powoli.
Nadszedł czas studiów pełną parą, byliśmy już razem, jednak to jak nasz związek wyglądał zostawiał wiele do życzenia. Była dla mnie zimniejsza, opryskliwa, chamska, nerowa w stosunku do mnie, częściej się darła, denerowała. A ja głupiec wszystko wytrzymywałem, kochałem ją jeszcze mocnej, znosiłem wszystko. Między czasie znowu jej dużo pomagałem na uczleni, wiekszość robót wykonywałem za nią. Nadal ją kontrolowałem, widziałem ze przegląda jego konto na fb, na instagramie, robiłem jej z tego powodu kłótnie, a ona zapewniała że to nic nie znaczy. Po paru miesiącach on się odezwał do niej, mówiąc że nie mogą już być razem, że przespał sie z jej koleżankami których nie lubiła, po za tym miał przez 2 miesiace dziewczyne (tylk opo to żeby sobie ulżyć) pisał jej ze w czasie sexu o niej myśli, potem moja dziewczyna sama mi o tym powiedziała jak gadaliśmy czy się coś M> odzywa (nie wiedziała nadla że przeglądam jej sms). Także był to okres w którym ciepriałem, ale moja miłość była trwała, bardzo ją kochałem. Jednka z miesiąca na miesiac czułem się z nią co raz gorzej. Dodam ze od początku jak wrocilismy do siebie nie uprawialismy sexu (mówiła ze się boi cuiązy heh) jedynie jakieś pieszczoty oralne, nic więcej. Nie mówiła że mnie kocha, jej buziaki były bez uczucia, jej usta były twarde jak dawała buziaki, jakby nie czuła tego, w ogole się nie całowaliśmy ani nic. Nie wytrzymałem. Po weselu w jej rodzinie na ktorym się koszmarnie bawiłem bo ona bujała w obłokach i myślała o kim innym chyba, powiedziałem jej że tak nie moze być, że nei chce być tak traktowany, ona powiedziała że nie czuje do mnie już prawie nic, chodź bardzo chciałą mnie pokochać. Mówiła ze jestem idealy materiał na męża, że jaki ja wspaniały i kochany ale jednak nie czuje nic. Zerwałem ja z nią, chodź tak anprawdę ona ze mną. Lecz miałem nadzieję, że sie ogarnie otrzęsie z tego ( dodam ze stało się to pod koneic 3 roku studiów). Na nic się zdało. Odnowiła z nim kontakt, na razie tlyko sms, raz się spotkali po tym. Ja pisałem, że kocham ale nie mogę z nią być, ona pisała już tylko że nie pasujemy do siebie, że nam nie wyszło, że nie jesteśmy sobie pisani .
Stan dzisiejszy? Wczoraj, dowiedziałem się (w dniu moich urodzin) że do niego wróciła, chodź bedąc ze mna jeszcze i już wiedząc ze spał M. z kim popadło, wyżekała się że już nigdy nie może być z takim człowiekiem, że to co zrobił jest niewybaczalne. Gówno prawda. Okazało sie ze mnie cały czas okłamywała, wykorzystała mnie, moją dobroć i zostawiła wróćiła do tego przez któego tyle cierpiała, a ja ? przecież traktwałem ją jak ksieżniczkę, gotowałem jej obiadki jak wracała z pracy, zabierałem w różne miejsca, kupowałem dosć drogie prezenty. Nic. Na nic moje starania. Wolała tego co krzyczy, popycha, jest nerwowy, co jebał się z kim popadło żeby zaspokoić siebie.
Czuję się okropnie, sponiewierany i beznadzijeny, a ja głupiec nadal o niej myślę i ją kocham (chodź jej powiedziałem że nie kocham i nie nawidzę i nie che mieć z nią konataktu). Kłamie, okłamuje ją i chyba siebie. Dlaczego nie moge o niej zapomnieć? Dlaczego nadal kocham osobę która mnie tak potrakotwała? Jestem głupim debilem, ze się dałem tak omotać i jej we wszystko wierzyłem. Siedzę tu teraz sam, ze łzami w oczach, a ona sie z nim pewnie teraz nieźle zabawia. I jeszcze ta myśl że przez pół roku będe ją widział na uczleni. Jak ja sobie poradzę? A najgorsze jest to że chyba nadal jestem je w stanie to wybaczyć o ile ona go sama zostawi. Nie umiem teog nazwać, jakby mogła wyjść ze mnie ta trzeźwo myślaca osoba, to pierdolną bym siebie w łeb i powiedział, stary co Ty robisz, czmeu o niej myślisz? Chcciałbyś wrócić do niej jeszcze? Zgłupiałeś?
Jednak to nie takie proste. To moja pierwsza poważna miłość, zaangażowałem się na maxa , zakochałem się na maxa, zostałem sponiewierany i zeszmacona maxymalnie jak sie dało...
Powiedzcie mi, co jest nie tak? co zrobiłem źle, albo czego nie zrobiłem? No i jak zapomnieć i spróbować normalnie zyć.. Błagam, pomóżcie jakoś zebym znowu jakiejś głupiej decyzji nie podjął. Ratujcie