O matko, to poszalałyście... Aż nie wiem za co się złapać przy odpisywaniu. Z tego wniosek, ze nie ilość (osób) a jakość się liczy 
Zaczynam od Alicji. Tak nawiasem mówiąc, uwielbiam tę formę imienia, odkąd Żaba namiętnie ogląda Muminki. Dla niewtajemniczonych Alicja to wnuczka Czarownicy w Muminkach. Strasznie mi się podoba głos Czarownicy, kiedy mówi "Alicjo, zabraniam ci się bawić z Muminkami. Są takie obrzydliwe dobre, ze nie przystoi przyszłej czarownicy się z kimś takim zadawać, moja panno!". A swoją drogą moja mama to też Alicja. A babcia zawsze mówi o niej "Lalka". Co za głupie zdrobnienie (bo to od imienia, nie od lalki). Alicjo, jakie w Twoim przypadku funkcjonują zdrobnienia imienia?
Alicjo, nagany nie dostaniesz, bo pozwoliłam sobie edytować Twój post, kiedy dotarłam do fragmentu o nieczytelności
Nie wiem, czy ładnie go podzieliłam na akapity, ale teraz już nic nie możesz zrobić, skoro byłaś leniwa i sama nie podzieliłaś 
Alicja napisał/a:Taka brzyydka jesień, a Was nie ma. Przy okazji, to czy taka przygnębiająca pogoda nie wpływa czasem negatywnie na Wasze samopoczucie? Bo mnie czasem potrafi dobić. Zupełnie nic się nie chce.
Rety, gdzie Ty mieszkasz? U mnie, jak u Różyczki - przepiękna jesień. Moja wiejska dusza wyrywa się na wieś, a czasu brak
Mam nadzieję, ze jutro chociaż po jakimś parku uda się poszlajać...
Alicja napisał/a:Mówię Wam, chodzi ze mną nawet na zakupy. big_smile Fakt, niektórzy są zniesmaczeni widokiem szczura w sklepie, ale cóż, wolny kraj hmm
A ja wolę szczura niż psa w sklepie. Szczurek siedzi sobie na właścicielu, a pies może napsocić i nabrudzić. Szczur w sklepie to tak jak element właściciela. Co do względów estetycznych - nikomu nie podoba się brudny bezdomny, a nikt go ze sklepu (zazwyczaj) nie wygania i pozwala mu zrobić zakupy. Więc człowiek ze szczurkiem też nie powinien budzić wstrętu czy czegoś tam. Natomiast pies w sklepie - zdecydowanie nie. Ostatnio zaobserwowana scena na bazarku: szła pani z pieskiem, piesek zatrzymał się i demonstracyjnie obsikał worek ziemniaków przy jednym ze straganów. Pani poszła dalej, jakby nigdy nic. To dopiero jest zgroza...
Alicja napisał/a:Macie też kogoś takie poza rodzicami/rodzeństwem ? Dla mnie to jak druga matka.
Bardzo blisko byłam związana z dziadkiem, ale jego już nie ma na tym świecie... Z babcią nie jestem za bardzo związana. W jej przypadku różnica pokoleń objawia się z negatywnej strony. Za to dziadkowi bardzo dużo zawdzięczam. Prawdopodobnie to jaka jestem teraz w ogromnym procencie jest zasługą dziadka.
Alicja napisał/a:Temat związkowy. Nie obrazicie się, jeśli pominę? Powiem tylko, że strasznie denerwuje mnie, jak wszyscy wtykają nos w moje prywatne sprawy! Nie znoszę tego. Mam własny rozum. Dobra, nie zaczynam, bo się zdenerwuję
Mam nadzieję, że nie odebrałaś mnie jako wtykacza nosa? Pisząc moje pytania zdawałam sobie sprawę, że część osób nie odpowie. Troszkę Was już znam
Odmowa odpowiedzi to święte prawo każdego
Liczyłam, że pytania zachęcą do odświeżenia kafejki, a było kilka, żeby każdy znalazł jakieś, na jakie jest w stanie (i ma chęć) odpowiedzieć.
Alicja napisał/a:Znów: przy okazji. Lubicie dostawać rady ? W sumie trochę retoryczne, bo nikt żadnych porad na siłę nie lubi.
Jak widzisz Różyczka lubi
Ja też lubię rady, ale tylko wtedy, kiedy o radę proszę. Nie znoszę, kiedy ktoś mnie próbuje na siłę uszczęśliwiać. Nie lubię (i nie umiem) udawać, że słucham i mnie to interesuje. Jedynym wyjątkiem są rozmowy z mamą, która mi jakieś wskazówki usilnie wtyka, a ja grzecznie odpowiadam "tak, kochana mamusiu, tak, kochana mamusiu". W ten sposób kochana mamusia wie, że i tak zrobię po swojemu, a jest szczęśliwa, że mogła się wypowiedzieć w temacie 
Alicja napisał/a:Zdrówko dopisuje, poza nieustającym katarem. Chyba alergia
Czy Ty kiedykolwiek badałaś sobie zatoki? Albo byłaś u laryngologa? Alergia o tej porze roku? Chyba na własne odbicie w lustrze, bo to jest chyba czas najmniejszej ilości alergenów w roku. No, chyba, że masz alergię pokarmową, która też się tak może objawiać.
Alicja napisał/a:Czy Wy też spotykacie się, że starsi ludzie uważają, że nie ma potrzeby w ogóle chodzenia do lekarza?! Jak mnie to strasznie irytuje, jak widzę mą kochaną babcię, z kaszlem, że się dusi, i bólem głowy, że oczy ma podpuchnięte. A jej zdanie na ten temat "byłam u lekarza nic nie pomoże" doprowadza mnie do szewskiej pasji. I nic jej się nie przetłumaczy, ewentualnie zdenerwować ją można. I siebie przy okazji też.
Ja zaobserwowałam, że starsi ludzie mają dwa, ekstremalnie różne podejścia - jedno to podejście Twojej (i mojej) babci, a drugie to podejście tego stada babć, które zawsze siedzą przed gabinetami lekarskimi, niezależnie od specjalizacji lekarza. Ja mam podejście Twojej babci - nienawidzę lekarzy, uważam, że to strata czasu i że mi nie pomogą
Nawet jak mnie rozkładała sepsa to siostra musiała załatwić wszelką papierologię (razem z mamą zrobiły spisek), zamówiła taksówkę i mnie poinformowała, że mam jechać do szpitala i zapytała, czy pojadę po dobroci, czy ma wolne w pracy brać i mnie zawieźć. Z moim stanem zdrowia to głupie podejście, ale wyznaję zasadę, że dopóki mam siłę stawiać opór to nikt mnie do lekarza nie zaciągnie. Inną sprawą jest fakt, że większość lekarzy na samą nazwę mojej choroby robi wielkie oczy i usilnie próbuje sobie przypomnieć, co na studiach w tym temacie mówili... Więc co mi mogą pomóc, skoro ja wiem o tej chorobie więcej niż oni?
Alicja napisał/a:Lubię zmiany, są dobre. A jak u Was? Moja siostra nienawidziła wręcz każdej najmniejszej zmiany. Nawet przestawienie głupiego kubka z herbatą, mogło czasem popsuć jej humor. Nie mówiąc już o zmianie umeblowania pokoju. Do fryzjera też nigdy nie chodziła, by zmienić uczesanie. Dla mnie to zawsze było dziwne
Uwielbiam zmiany. Kocham zmiany. Im bardziej drastyczne, tym lepiej. Lubię wywracać moje życie do góry nogami. A meble w pokoju bym najchętniej co tydzień ciągała z kąta w kąt, gdyby nie fakt, że mieszkanie nie jest duże, gratów sporo, więc obecne ustawienie jest optymalne, niestety
Za to niezbyt chętnie zmieniam coś w swoim wyglądzie. Rzadko bywam u fryzjera, nie eksperymentuję z fryzurą, strojami, makijażem. Może dlatego, ze generalnie małą wagę przywiązuję do wyglądu. Stawiam na wnętrze, a w tej materii umiem być kameleon
No i jak spojrzę na siebie na przestrzeni lat to zmiany w mojej osobowości, nastawieniu do świata są ekstremalne.
Alicja napisał/a:Na koniec dodam, że mam trochę problemy ze snem. Długo nie mogę spać, rano muszę wstać, a nawet, jeśli nie muszę, to i tak się obudzę. To pewnie przez to, że za dużo myślę.
Witaj w klubie. Jedyna pora, o której ja mogę spać, to między 6 a 9
Wieczorem nie mogę zasnąć, jak się w nocy przebudzę to mogę łazić do rana, a potem jak nietoperz funkcjonuję... Ale po co komu sen? Szkoda czasu
Mój Mężczyzna kupił mi nawet książkę o tym, jak zacząć normalnie spać. Przyznam, że kilka fajnych porad tam jest. Najbardziej zapadło mi w pamięć takie (skuteczne) ćwiczenie: zamyka się oczy i opisuje się obrazy, które przelatują przed oczami. Nieważne, że są niedorzeczne, ważne, żeby po prostu opisywać w myślach obrazy, które w danym momencie wytwarza mózg. Bardzo usypiające
I szybko
[
Alicja napisał/a:I skoro nikt(chyba) nie pochwalił Beatki, za próbę przyciągnięcia wszystkich do kafejki, łap całuska - :*
:* :* :*
Najbardziej chciałam przyciągnąć Ciebie
Wiedziałam, ze tak dowalisz pytaniami, że już wtedy nikt nie będzie mógł przejść obojętnie i zrobi się tłum 
Alicja napisał/a:Życzę miłego dnia/tygodnia. ; )
Ja Ci dam tydzień! Codziennie masz tu życzyć miłego dnia
Różyczko:
przykre, że choróbska grasują po Twojej rodzinie. Mam nadzieję, że trafiły na optymistów - takim ludziom łatwiej walczyć z chorobą. I walczą skuteczniej.
Piękny opis Twojej babci. Moim marzeniem jest być taką staruszką, jak ona. Kiedyś (w liceum) żartowałyśmy sobie z przyjaciółką, że my nawet jako staruszki będziemy takie rozchichotane wariatki. Mam wrażenie, ze Twoja babcia też to kiedyś sobie obiecywała i jej się udało dotrzymać słowa...
Nie zdawałam sobie sprawy, że orzeczenie o niepełnosprawności może dawać dostęp do nowych możliwości. Chyba powinnam zainteresować się tematem. Kiedyś miałam II grupę. Potem odpuściłam sobie komisje i te sprawy, bo zawsze wolałąm udawać całkowicie zdrową niż przyznawać się do choroby. Ale już mi chyba to podejście przeszło i zaczynam myśleć bardziej racjonalnie. A jeśli taki papierek dałby jakieś fajne możliwości to czemu nie?
Różyczko, nie szukam DALEJ pracy, bo ja jeszcze nie zaczęłam szukać
Dopiero w tym tygodniu zmobilizowałam się do pójścia do mojej poprzedniej pracy odebrać papiery. Teraz walczę z Urzędem Pracy. I jestem pod wrażeniem, jak można ludziom skutecznie życie utrudniać. Zaczynam nawet myśleć, że bezrobotny człowiek nie ma kiedy szukać pracy, bo całe dnie mu zajmuje załatwianie spraw urzędowych. Że nie wspomnę o tym, że wypełnienie wniosku o rejestracji jako osoby bezrobotnej przysporzyło mi dużo problemów, a przecież magister jestem i do tego z długim doświadczeniem w pracy biurowej. Ciekawe ile czasu wypełnia taki wniosek niezbyt ogarnięta osoba, jakich przecież wiele się rejestruje? Ubezpieczenie dla Żaby mi potrzebne, więc zamierzam walkę z UP zakończyć. Gdyby nie to - odpuściłabym sobie.
To tyle. Chyba wyszedł mi długi post
Czyżby mi się gadatliwość włączała po POŁOWIE piwa? Dzisiaj relaksik z piwkiem i netkobietami. Moje Mięsko skusiło się na piwo miodowe, a ponieważ z niego pijak jest taki, że jak ma ochotę na piwo to wypija 2 łyki - ja kończę jego i swoje. Mocne jakieś to piwo miodowe. Dużo czasu zajęło mi poprawianie literówek po POŁOWIE piwa 