Dzień dobry wszystkim i paniom i panom
Witaj Iskierko
Ala mówisz do mnie tak oficjalnie że czasem się boje odezwać do ciebie, a moim zdaniem masz wiele ciekawych poglądów które ja bym z chęcią poznała.
Powiedz jesteś pamiętliwa?
Bo poukładana na pewno ale ciekawi mnie to jaka jesteś tak na luzie...
Z ciekawością czytałam dziś to co napisała Alicja i Slavek i tak sobie siebie porównuje do was i ja chyba jestem jakaś dziwna.
Naprawdę czasem się łapie że może mnie kosmici podrzucili bo mam dziwne przemyslenia .
U mnie tez były wielkie rozstania rozczarowanie do ludzi , ale nigdy nie dopuściłam do tego by uznać że
nie warto poznawać nowych ludzi i otwierać sie na nich ze strachu.
Bo moim zdaniem świat w którym ja będę podejrzewać każdą poznana osobę o to że mnie zrani w ten czy inny sposób to świat przegrany .
Nie mogła bym żyć podejrzewając nowa osoba o winy które popełniła dawna .
Dla mnie to nie do przyjęcia.
Ja uwielbiam ludzi, nigdy nie chciała bym sytuacji w której obawiając się krzywdy nie zagadam do drugiej osoby. Mnie ludzie nawet spotkani na ulicy coś od siebie dają.
Druga sprawa która z chęcią rozważę to właśnie zranienie po związku. Tu także mam odmienna opinię.
Moim zdaniem miłość gdy pojawia się w naszym życiu wielu ludzi zmienia w szczęśliwych egoistów.
Każdy gdy wreszcie się zakocha zaraz zakłada że chce by to trwało długo, najlepiej do śmierci.
Mając partnera gonimy za życiem, ciągle kłopoty praca, problemy ale wiemy ze w domu jest miłość ukochana osoba. Ale zamiast cieszyć się tym że jest my wybiegamy już w przyszłość .
Często odkładamy wspólne spacery, urlopy na rzecz błahych spraw głupio zakładając że miłość będzie długo trwać.
A gdy się kończy związek budzimy się w szoku jak to już? Juz koniec?Tyle jeszcze chciałam powiedzieć, tyle jeszcze przeżyć a tu finał?
No więc ja nie zakładam że będę zawsze mieć to szczęście, to daje mi szanse by ciągle pracować nad związkiem jak by to był ciągle poczatek.
Bo nawet jeśli związek się rozpada , ukochana osoba odchodzi to przecież nie jest tak że nie mamy nic?
Mamy wiele szczęśliwych chwil, mamy moment naszego życia gdy byliśmy szczęśliwi.
Nikt nam nie zabierze wspomnień.Przez okres związku braliśmy od życia garściami, rozwijaliśmy się a po jego zakończeniu widzimy tylko pustkę?
I tu wrócę do tego błędnego zakładania że ma się jeszcze na wszystko w związku czas głupio zakładając że
miłość będzie trwać wiecznie.
Moim zdaniem poznając męża dostałam go z limitem. Limitem czasowym pobytu ze mną.
Nie wiem jaki to limit, czy życie wspólnie 15 lat, czy 20 czy 70.
Kocham go i co dziennie rano mówię mu że go kocham by zawsze o tym pamiętał. Bo nie wiem ile mam czasu na tej planecie ja i ile on.
Żyje dniem dzisiejszym, dziś na maksa wykorzystuje te miłość.
i nie oczekuje od życia że będzie on ze mną zawsze bo jeśli będzie to cudownie ale korzystam z naszego nieznanego limitu.
Moja babcia zmarła na raka, byłam z nią zżyta jak córka, gdy odchodziła powiedziała takie zdanie ."Nie żałuj że ktoś kogo kochasz odszedł a dziękuj za to że w ogóle był. "
Dlatego mimo iż cierpiałam gdy odeszła ważniejsze dla mnie było że była w moim życiu,bo dała mi wszystko kim jestem.
No i powiedzcie czy nie jestem dziwna w tych moich poglądach? Ale dziwna tylko dla kogoś patrzącego z boku , dla mnie samej jestem zwyczajna.
Dobra dosyć wam tu nie będę marudzić. Znów mogę wam podsunąć temat do dyskusji.
Co myślicie o ludziach którzy wchodzą na lód , ryzykują życiem a potem chcą ratunku?
Sytuacja z dziś , mama z Augustowa wyszła z dwoma córeczkami na zalew karmić kaczki.
Utoneły wszystkie 3.
Zadziwia mnie głupota tej kobiety, poszła naraziła dwie cudowne córki i poniosła karę.
Ale co zrobiła ojcu tych dzieci? Albo ich rodzeństwu jeśli było...
Albo ten głupi co pijany wlazł na krę, popłynął by do Szwecji i zamarzł po drodze.
Po jakiego grzyba ludzie nie myślą? A już matki odpowiedzialne za dzieci tym bardziej bulwersujące.