Szanowni,
Obiecałem powrót i kolejny rozdział zatem jestem.
Dziękuję bardzo za tak ożywioną dyskusję w tym temacie i za wszystkie opinie także te niepochlebne na mój temat. Uwierzcie mi, wszystkie konkretne posty pozwoliły mi przeanalizować siebie w tej sytuacji. Dziękuję.
Gratulacje dla Elle88 (chyba już ponowne) Twoje wnioski po pierwsze były i są najbliższe rzeczywistości, po drugie dawały mi poczucie wątłej bo wątłej ale jeszcze nadziei. 
Tak przyznaję, zapoznałem "pannę" w celu bliżej niedoprecyzowanym, bo tak mi się chciało i tak jak wcześniej kilka innych - jak piszą osoby na których nie zrobiłem dobrego wrażenia. Sęk w tym że po kilku tygodniach dostałem tak naprawdę obuchem w głowę jak piszę Elle i nie potrafiłem wymazać z głowy mojej wybranki 
Małe sprostowanie do tego mojego niefortunnego dojazdu na wakacje - po tych kilku miesiącach do dziś zdałem sobie sprawę że zrobiłem to głównie dlatego że tuż przed tym nasze relacje zaczęły się lekko psuć - tzn. ja odkrywałem się coraz bardziej z uczuciami jej to chyba uwierało i bardzo powoli się wycofywała. Wyjazdem dobiłem całą sytuację ... na szczęście nie do końca
... o czym poniżej 
Nie widzieliśmy się dwa miesiące (mniej więcej od czasu kiedy ten wątek założyłem) prowadząc jednocześnie jakąś taką sztuczną wymianę korespondencji. Zgodnie z planem zawodowym przybyłem w jej okolice, po kilku dniach niezobowiązująco zaprosiłem mą wybrankę do zobaczenia efektów mojej pracy (co jest jej pasją jak wspominałem w pierwszym poście). Przybyła jakby unosząc się lekko nad ziemią, fenomenalnie wyglądając ... niestety mieliśmy dla siebie może z 10 minut, ale głosy nam się trzęsły jak pietnastolatkom przed pierwszym buziakiem. Po wszystkim cisza na tydzień.
Po wspomnianym tygodniu zaproponowałem kolejne spotkanie, tym razem już na sushi które oboje uwielbiamy. Ucieszyła się jak dziecko - sama nazwała to naszą pierwszą prawdziwą randką (niby w żartach, ale jednak), przy czym na 15 minut przed spotkaniem zadzwoniła z pytaniem ... czy ... nie miałbym nic przeciwko jeśli wpadną też jej rodzice!!! Bo niedziela, rodzina

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - wieczór okazał się fenomenalny, kupa śmiechu, żartów i świetny kontakt wszystkich ze wszystkimi, bo jakby nie patrzeć rodzice wcale nie tak sporo starsi
Po kolacji na już mniej zobowiązującym drinku w pubie Mama powiedziała mi na osobności że w życiu jeszcze nie widziała jej tak odpicowanej.
. Pożegnanie buziakiem, bo rodzice też nie w ciemię bici i poszli do taksówki 5 minut wcześniej.
Kilka godzin po spotkaniu mój sms do niej z wylewnym podziękowaniem za szokującą ale wspaniałą "randkę", komplementy jej wyglądu, i ostatnie zdanie w stylu "warto było czekać dwa miesiące, jeśli to teraz może tak wyglądać", jej odpowiedź identycznie emocjonalna.
.... i co??? ... i gó..no .... stare demony wróciły ... na zadane wprost i precyzyjne pytania dostaję suche precyzyjne odpowiedzi jakby znikąd po 3-4 dniach. Na moje próby kontaktu reagowała nawet dość gniewnie.
Spotkaliśmy się jeszcze raz tym razem sami - ale atmosfera już w typie przyjaciele, czego nie omieszkała podkreślić kilkakrotnie, pomyślałem że jednak end of story ... jaki był efekt po spotkaniu?!
...dostałem zaproszenie na rodzinny piknik z okazji jej urodzin w najbliższą niedzielę i premierę sztuki w której bierze udział w przyszłą środę, no i mam dać znać gdy bezpiecznie dojadę do domu w Polsce

Chore... 
Czas spojrzeć ponownie w paszport i przypomnieć sobie ile mam lat!