CatLady napisał/a:Ktoś w jednym z postów radzi, by przerwać cierpiętnictwo, należy przestać korzystać z tych wysiłków okupionych cierpieniem. Ale co by było, gdybym ja nie zjadła tego obiadu??? To dopiero byłby dramat i płacz: że po co ja się tak napracowałam, dla was to robię itd. Taka osoba poczułaby się odrzucona i zupełnie nikomu nie potrzebna. Taka osoba czuje się ważna, gdy się może "poświęcić".
Możesz zawczasu powiedzieć matce, że dzisiaj ty zrobisz obiad, albo że nie będziesz jadła, bo się najadłaś/przechodzisz na dietę/chcesz solidaryzować się z głodującymi dziećmi w Afryce. Co się stanie? Bardziej będzie zrzędzić? Nakarmi cię na siłę? Małe masz doświadczenie w słuchaniu jak bardzo cierpi? Czemu masz poczucie winy - domagałaś się na obiad jakiś frykasów, czy to ona ma poczucie, że musi wykarmić rodzinę? musi podjąć się męczeńskiej misji gotowania. Ja nie lubię gotować, ale dla mnie nigdy to nie była kategoria "poświęcania się" - ot trzeba zrobić, to robię, co jest takiego nadzwyczajnego w robieniu obiadu? tysiące kobiet i mężczyzn i dzieci to robią i żyją, a nawet cieszą się tym.
CatLady napisał/a:Taka osoba poczułaby się odrzucona i zupełnie nikomu nie potrzebna. Taka osoba czuje się ważna, gdy się może "poświęcić".
Może zabierz matkę do restauracji - by to ktoś kucharzył, obsługiwał, sprzątał po wszystkim, może zasugeruj jej, że zrobisz ten obiad, a ona wreszcie poświęci godzinę dla siebie - na kąpiel relaksującą, na czytanie książki, dobry film, na pielęgnację ogródka, może pomoc innym.
Na początku to boli, ale potem robi się normalnie. To nie jest twój problem - mimo iż masz jakieś poczucie winy, to tak jak napisałam
rampampam napisał/a: Swego czasu najbardziej dziwiło mnie to, że to moja mama (ciągle narzekająca i nieszczęśliwa) wylewa wiadrami krytykę na mnie, że mam czelność żyć inaczej...
to jest taki sposób na życie.