Pati, nie wiem jak Ty, ale ja bym nie mogła być z tirowcem. Muszę mieć go na codzień. Szwagier jeździ, bywa w domu co weekend, dwa, siostra jest przeszczesliwa jak go nie ma i wnerwiona jak jest. Kasa, fakt, nie do zarobienia tu, ale co to za związek. Choć na taki w kryzysie, to może jest pomysł. Im mniej bez siebie tym spokojniej ![]()
66 2015-11-22 23:46:50 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2015-11-22 23:47:45)
Podobne tematy
Może..mam wrażenie że w naszym przypadku odległoś ma dobry wpływ;)
Choć muszę tu napisać coś jeszcze:w poprzednich postach wyszło że( kolokwialnie ujmując) mój mąż ma głęboko w d.. Mój stan zdrowia.Nie ma.Może to faktycznie tak dziwnie wygląda przy kimś kto ma deficyt w okazywaniu uczuć ,ale ja wiem że tak nie jest.
Na obecną chwilę wszelkie zabiegi operacyjne" zaliczam" w Centrum Onkologii w Poznaniu.Mąż mnie zawozi,czeka na wszelkie decyzje i pa pa,w końcu na niego spadają obowiązki domowe i praca.Odwiedza mnie dopiero w weekendy bo inaczej się nie da( za dużo kilometrów)Kiedy już wracam do domu to mam absolutny zakaz dźwigania(to akurat jest logiczne)jeśli to pora"grzewcza"to wszystkie utensylia stoją w skrzyneczkach przy każdym piecu żebym tylko jak najmniej się"szarpała"Choć w czasie poszpitalnym mąż stara się jak najszybciej wracać z pracy.Gotować wtedy nie muszę( no chyba że koniecznie się uprę)z pieskami to tylo na podwórko,a po chleb do sklepu po drugiej stronie ulicy to nie wcześniej jak po tygodniu.Jak się za długo kręcę po domu to słyszę"idź się połóż i odpoczywaj"a i kawa "do łóżka" się skapnie;)
W sobotę na przykład dostałam ochrzan.W najbliższym czasie znów idę do szpitala,niestety przy dźwiganiu czegokolwiek boli brzuch.chwyciłam w ręce dwie torby z zakupami żeby było szybciej,a ten stoi za mną i się gorączkuje że tsk to zdycham ale w łapach po dwie siaty!
Ot,specyficzny sposób na okazywanie uczuć;)
68 2015-11-23 18:08:32 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-23 18:11:01)
Choć muszę tu napisać coś jeszcze:w poprzednich postach wyszło że( kolokwialnie ujmując) mój mąż ma głęboko w d.. Mój stan zdrowia.Nie ma.Może to faktycznie tak dziwnie wygląda przy kimś kto ma deficyt w okazywaniu uczuć ,ale ja wiem że tak nie jest.
Partycjo
W poprzednich postach wyszło...., bo sama tak napisałaś:
Na zwykłe badania kontrolne i wracałam do domu z informacją że na drugim jajniku pojawiła się zmiana.To nie musi być nic groźnego ale byłam cholernie zdruzgotana.Oczekiwałam wsparcia,rozmowy,przytulenia....Na dzień dobry miałam pretensje "bo trzeba wyjść z psem".Stwierdził w końcu że idziemy(na co nie miałam w tym momencie ochoty)z psami to wtedy pogadamy.Ok.Zaczęłam opowiadać,a mój mąż w tym samym momencie zainteresował się pijanym gostkiem który nie mógł pozbierać się z trawy.I tak cały czas,nawet nie zwrócił uwagi na to co mówię...Finalnie czułam się jak zbity pies a mój mąż dopiero późnym wieczorem raczył spytać"co dzisiaj ci jest?"
Na drugi dzień poszłam do pracy i to kolega z ochrony i moja szefowa okazali więcej zrozumienia.To kolega-praktycznie obcy dla mnie facet,przytulił mnie i to od niego usłyszałam "Mała nie martw się,wszystko będzie dobrze"
Na zakończenie podzielę się z tobą swoją refleksją.
Twoje wypowiedzi tuataj, następne ich łagodzenie, pokazują, że wewnętrznie jesteś bardzo pogubiona. Zdajesz sobie sprawę, że twoje małżeństwo to układ, nie ma w nim bliskości, ale jest wzajemna wymiana świadczeń. Czasami tobie uwiera, że brakuje czułości, seksu, wspólnych emocji, ale nie jest to aż tak bardzo dla ciebie uciążliwe, aby mogło ciebie zmotywować do zmian w życiu. A ewentualne zmiany, które mogłyby zakończyć się rozstaniem wręcz ciebie przerażają, stąd próby łagodzenia początkowo bardzo konkretnych sformułowań i nastawienie na wypowiedzi, które dają cień nadziei, że jakimś cudownym zrządzeniem losu twój mąż sam z siebie się odmieni i zacznie zwracać na ciebie uwagę jako kobietę i zacznie ciebie wspierać jak przyjaciel i zacznie z tobą dzielić obowiązki jak partner.
No to czekaj dalej.
Pozdrawiam ![]()
Zmierzch...Tak ,masz rację,najpierw opisuje a później łagodzę swoje wypowiedzi.Faktycznie jestem zamotana i cholernie niezdecydowana na "poważny krok"Czuję strach bo wiem co mam a nie wiem co ewentualnie może na mnie trafić w życiu.
Gdybym teraz,komuś z bliskiego otoczenia powiedziała że się rozwodzę bo mam dość mojego męża,to wielu z nich popukało by się w czoło z tekstem"czego ja chcę od tak fajnego faceta"
Nie wiem,nie wiem ,nie wiem.To co dzieje się w mojej głowie to jedna wielka niewiadoma....
Wczoraj zebrałam sie na odwagę(w końcu)i odważyłam sie na rozmowę z mężem.Na koniec powiedział"będę miał to co powiedziałaś,na uwadze"Zobaczymy czy rzeczywiście coś do niego dotarło,i na jak długo....
71 2015-11-24 17:47:08 Ostatnio edytowany przez renatta (2015-11-24 17:59:31)
Patrycja, jesli zalezy Ci na mezu i na zwiazku to zrob sobie plan dzialania i go realizuj. Moze to brzmi malo romantycznie, ale romantyzm zagubil sie i tak w tym zwiazku. A jest szansa, ze wroci w sprzyjajacych warunkach. A sprzyjajace warunki to takie, ze mezowi tez zalezy na Tobie i na waszym zwiaku. Czy tak jest tego nie wiesz, ale przy zalozeniu, ze zalezy, masz spore mozliwosci polepszenia sytuacji.
Wyglada na to, ze obydwoje czujecie sie zle w tym zwiazku, tylko maz wyraza to w typowo meski sposob (wycofanie sie) a Ty w sposob typowo kobiecy (zblizanie). W waszym zwiazku Twoj maz ma niezaspokojona najwieksza swoja potzrebe - poczucia, ze jest wartosciowym czlowiekiem, a Ty swoja - potrzebe bycia kochana.
Zacznij od zaspokajania jego potrzeby - zastanow sie, co sprawi, ze poczuje sie wartosciowym mezczyzna? Nie sadze, ze wyreczanie go w rachunkach czy rezygnowanie dla niego ze szkoly wzmacnia jego poczucie wartosci. Zaczelabym od scedowania na niego wazniejszych spraw, jak chocby dbanie o rachunki wlasnie. Niewazne, ze nie chce. Powiedz, ze teraz nie masz do tego glowy i musi to robic. Nie ucz go jak ma je placic, niech sam poszuka informacji. Podobnie inne sprawy. Pomoz swojemu mezczyznie ruszyc na polowanie dla Ciebie, bo byc moze kiedys zrobi to dla kogos innego. Tylko wtedy, gdy mezczyna poczuje sie wartosciowym czlowiekiem da Ci milosc. Teraz on nie czuje, ze ma cokolwiek do dania.
Co do rozmow, to dobrze ze sa, ale maja sens, jesli koncza sie konkretnymi ustaleniami. "Bede to mial na uwadze" nic nie wnosi. Jesli juz rozmawiasz, doprowadz do ustalenia przynajmniej jednej, nawet malej, rzeczy na ktorej ci zalezy, a pozniej to egzekwuj. Pokaz, ze doceniasz, gdy zrobi to, co ustaliliscie. I pamietaj, ze nikt nie jest niczyim niewolnikiem, Twoj maz da Ci tylko tyle, ile bedzie chcial. Masz cztery typowe wyjscia: 1. poszukiwac sposobow, by chcial dawac Ci wiecej, 2. zaakceptowac sytucje i nie patrzec na braki, 3. trwac w poczuciu, ze jest sie w nieszczesliwym zwiazku i 4. odejsc.
Proponuje wciaz opcje 1, ale wybor nalezy do Ciebie.
Droga Patrycjo. Jeżeli wpis na forum ma Ci cokolwiek pomoc to może warto porozmawiać szczerze. Te wszystkie rzeczy które Ci przeszkadzają w Twoim mężu zaczęły się dziać kiedy poznałaś "przyjaciela" . Może szukasz usprawiedliwienia wyszukując w nim co i rusz nowych wad. Ok nie jest idealny ale kiedyś Ci to nie przeszkadzało a teraz porównujesz.