Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 8 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 480 ]

131 Ostatnio edytowany przez assassin (2021-01-24 14:42:42)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
authority napisał/a:

assassin twoje teorie nie trzymają się kupy po wyglądzie i co głosili można było poznać tych co szturmowali capitol byli blisko Trumpa na wiecach to po pierwsze. Po drugie reakcja Trumpa nie chciał by odeszli ale chciał mniej agresji. Po trzecie polecam po słuchać wypowiedzi Trumpa niedługo przed atakiem jak mówił z nie można dopuścić do zaprzysiężenia Bidena. Że teraz jest właściwy moment. To go zupełnie spaliło. Ja na tvn24 śledziłem wszystkie przemowy Trumpa oraz Bidena po kolei.

Wyłącz TV, włącz myślenie. wink

Polecam obejrzeć live nagrywany przez reporterkę Communism News Network, który nie został jeszcze odpowiednio spreparowany pod widzów, jeśli jeszcze jest w sieci i wsłuchiwać się w to co wykrzykują w budynku jego zdobywcy.

Uprzedzając, Ty tego nie zrobisz, ale może ktoś inny się zainteresuje.

Zobacz podobne tematy :

132 Ostatnio edytowany przez authority (2021-01-24 17:10:36)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Ja nie słuchałem co mówią dziennikarze ale słuchałem wypowiedzi Trumpa jacy komuniści gdzie nawoływanie do kolektywizacji daj mi przykład. Zejdź na ziemię. Propagandę w wykonaniu płaczącej Ogórek nad Jakimowiczem. W TVPIS na próżno szukać wypowiedzi polityków opozycji. I legendarne już paski. CNN to telewizja centrowa, CBS to lewicowa a FOX news prawicowa. Powielasz tylko kampanię trolli z wirtualnej polski. Ci sami ludzie co weszli do budynku byli na wiecach Trupa słyszałem co mówili teraz to my przejmujemy budynek, jesteśmy dumni z tego co zrobiliśmy, wybory były sfałszowane.  W pierwszym tygodniu republikanów pochwalała ten wyczyn później uznali że to antifa bo Trump tak powiedział bojąc się procesu. Ze Snakem można rozmawiać z tobą się nie da https://edition.cnn.com/2021/01/09/medi … index.html masz wypowiedź Trumpa mówił że to nie jego zwolennicy ja oglądałem cały czas CNN. Jeden z protestujących Guy Reffitt w obawie przed aresztowaniem po szturmie groził własnym dzieciom że je zabije jeśli go zdradzą. Zdrajców według niego się zabija. źródło to fox news https://www.foxnews.com/us/capitol-shoo … en-dc-riot . Snake na takiej samej zasadzie Rosjanie przejęli Krym. Owszem tam rządził faszysta ale większości Słowaków była przeciw niemu bardzo złe odebrali działania Polski.

133

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
authority napisał/a:

Snake na takiej samej zasadzie Rosjanie przejęli Krym. Owszem tam rządził faszysta ale większości Słowaków była przeciw niemu bardzo złe odebrali działania Polski.

Przykro mi, że Słowacy źle sobie o nas pomyśleli. Tylko moją przykrością mogą sobie buty wypchać. W polityce nie ma miejsca na przykrość. Bierze się co trzeba, a jeszcze prędzej co można. Nie wykorzystane sytuacje lubią się mścić.
Rosjanie odebrali Krym, który wcześniej podarowali. Tylko, że podarowali towarzyszom, jak swoim. Kiedy ci stwierdzili, że nie są już przyjaciółmi, to zabrali. Miał fantazję Nikita Chruszczow podarować, to miał fantazję Putin zabrać. Krym poza okresem darowanym przez Chruszczowa nigdy nie był ukraiński więc Nikita faktycznie miał gest i fantazję.

134

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

CNN nie jest centrowa wink A podana przeze mnie nazwa jest prześmiewcza i zaczerpnięta z jankeskiego podwórka, że też to muszę tłumaczyć, masakra...
Do wzmianek o krajowych stacjach ciężko mi się odnieść, gdyż nie oglądam serwowanej przez nie publicystyki i informacji, za dużo przekłamań i propagandy.
I my wcale nie musimy ze sobą rozmawiać i na siłę się przekonywać... to strata czasu, ktoś ma rację ktoś się myli, okaże się w dłuższej perspektywie czasu.


W temacie wolności słowa itd.kolejni biznesmeni nawołują do wykluczenia biznesmenów popierających stronę konserwatywną np. Forbes i jego media. Także tego... trzymajmy kciuki za wojnę secesyjną lol

135

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Mnie ciekawi jaka będzie wolta naszego POKO. lol
Bo przecież Biden ogłosił amerykańskie 300+ na dziecko. wink Kaczor był obrzydliwym socjalistą, kupującym głosy prostytutek za 500+...
Jak ktoś nie kojarzy afery z fejsbuczkiem Jandy. Tak to jest jak celebrytka coś wkleja na walla. tongue Zrobiła się z tego medialna burza.
https://dorzeczy.pl/_thumb/df/59/axxa4e66252ec23002c2713bb7b8.jpeg
Już pomijając inne Bidenowskie programy. 1400+ dla prawie każdego, tygodniowy zasiłek dla bezrobotnych rośnie do 400+, 15 USD minimalnej pensji itd.
Jak wydrukują 2 bln dolarów, według naszej skali liczbowej, to może się zrobić ciekawie.   

Więc za co Biden kupował i kogo? lol

136 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2021-01-26 18:11:00)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Snake napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

W przypadku zakaże mikrobiologicznych tego typu, gdzie srają są sarenki czy gdzie sa farbiarnie itd ma małe znaczenie względem tego czy 10m w górę rzeki jest dom, gdzie do rzeki srają ludzie zakażeni czerwonka. Jak srają a nie gotujesz wody, też masz czerwonke.. Jak gotujesz, to nie masz. Ale jakos o tym nikt nikogo nie ostrzegł w dawnych czasach.

Pięknie wpadasz we własne sidła. Z jednej strony piszesz, że święte księgi były pisane przez ludzi ze stosowną dla swoich czasów wiedzą i mentalnością, a z drugiej piszesz, że Bóg nie ostrzegł przed czerwonką, bo ktoś robi kupę 10 metrów od wodopoju. Dlaczego się nie dziwisz, że Bóg 3-4 tysiące lat temu nie ostrzegł człowieka "przechodź przez zebrę tylko na zielonym świetle"? Wiesz, dla istoty wiecznej i doskonałej parę tysięcy lat, to tyle co nic. Skoro się już pofatygował podyktować człowiekowi uniwersalny zestaw ostrzegawczy, to czy nie sądzisz, że powinien zawrzeć tam zestaw ostrzeżeń tak przynajmniej na 100 tysięcy lat do przodu? Co będzie Bóg się fatygował co chwilę? A mógł przecież od razu podyktować coś w rodzaju "jak ci rakieta wpada w boczne drgania, to skompensuj je odwrotnym ciągiem bocznych dysz" albo przynajmniej "jak ci rydwan dymiący wpada w poślizg w lewo, to kontruj kierownicą w prawo"? No już nie mówię o niebezpieczeństwach astronawigacji w pobliżu czarnych dziur! No kurczę albo mógłby coś ostrzec, że palenie fajek powoduje raka płuc i nie tylko! Oj coś bardzo nie fair ten Bóg sobie poczyna...

Niestety jednak, to człowiek człowiekowi pisał, a wcześniej przekazywał mową zestaw podstawowej wiedzy, która pozwalała przeżyć w niebezpiecznym świecie. Dlatego głuptaki nie wpadli na pomysł żeby ostrzegać przed piciem wody 10 metrów od sracza, bo taką akurat wiedzę nabywało każde dziecko od rodziców. Ba, taką wiedzę nabywało i nabywa wiele zwierząt nie potrzebując do tego religii! Prymitywne ludzie parę tysięcy lat temu skupili się głównie na rzeczach nie oczywistych jak np. nie żryj zwierząt, które mają rozdzielone racice ale nie przeżuwają! Proste w przekazie, łatwe do kontrolowania, bo to nieczyste! Kto będzie tłumaczył byle chłopu, że świni nie można wydoić, nie można na niej jeździć, nie nadaje się do zaprzęgu,  świni nie wyprowadzi się na pastwisko z trawą tylko oswojoną trzeba karmić plonami, które spożywa też człowiek, a więc w trudnych czasach są dla niego konkurencją. Matko ile tłumaczenia, a tak wychodzi kapłan i mówi, że świnia to zwierzę nieczyste i wara ci!

Snake napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

W przypadku zakaże mikrobiologicznych tego typu, gdzie srają są sarenki czy gdzie sa farbiarnie itd ma małe znaczenie względem tego czy 10m w górę rzeki jest dom, gdzie do rzeki srają ludzie zakażeni czerwonka. Jak srają a nie gotujesz wody, też masz czerwonke.. Jak gotujesz, to nie masz. Ale jakos o tym nikt nikogo nie ostrzegł w dawnych czasach.

Pięknie wpadasz we własne sidła. Z jednej strony piszesz, że święte księgi były pisane przez ludzi ze stosowną dla swoich czasów wiedzą i mentalnością, a z drugiej piszesz, że Bóg nie ostrzegł przed czerwonką, bo ktoś robi kupę 10 metrów od wodopoju. Dlaczego się nie dziwisz, że Bóg 3-4 tysiące lat temu nie ostrzegł człowieka "przechodź przez zebrę tylko na zielonym świetle"? Wiesz, dla istoty wiecznej i doskonałej parę tysięcy lat, to tyle co nic. Skoro się już pofatygował podyktować człowiekowi uniwersalny zestaw ostrzegawczy, to czy nie sądzisz, że powinien zawrzeć tam zestaw ostrzeżeń tak przynajmniej na 100 tysięcy lat do przodu? Co będzie Bóg się fatygował co chwilę? A mógł przecież od razu podyktować coś w rodzaju "jak ci rakieta wpada w boczne drgania, to skompensuj je odwrotnym ciągiem bocznych dysz" albo przynajmniej "jak ci rydwan dymiący wpada w poślizg w lewo, to kontruj kierownicą w prawo"? No już nie mówię o niebezpieczeństwach astronawigacji w pobliżu czarnych dziur! No kurczę albo mógłby coś ostrzec, że palenie fajek powoduje raka płuc i nie tylko! Oj coś bardzo nie fair ten Bóg sobie poczyna...

Niestety jednak, to człowiek człowiekowi pisał, a wcześniej przekazywał mową zestaw podstawowej wiedzy, która pozwalała przeżyć w niebezpiecznym świecie. Dlatego głuptaki nie wpadli na pomysł żeby ostrzegać przed piciem wody 10 metrów od sracza, bo taką akurat wiedzę nabywało każde dziecko od rodziców. Ba, taką wiedzę nabywało i nabywa wiele zwierząt nie potrzebując do tego religii! Prymitywne ludzie parę tysięcy lat temu skupili się głównie na rzeczach nie oczywistych jak np. nie żryj zwierząt, które mają rozdzielone racice ale nie przeżuwają! Proste w przekazie, łatwe do kontrolowania, bo to nieczyste! Kto będzie tłumaczył byle chłopu, że świni nie można wydoić, nie można na niej jeździć, nie nadaje się do zaprzęgu,  świni nie wyprowadzi się na pastwisko z trawą tylko oswojoną trzeba karmić plonami, które spożywa też człowiek, a więc w trudnych czasach są dla niego konkurencją. Matko ile tłumaczenia, a tak wychodzi kapłan i mówi, że świnia to zwierzę nieczyste i wara ci!

Nie wpadam w żadne sidła. Biblia była pisana przez ludzi - z ich obserwacjami i rozumieniem świata na tamtym poziomie. Zasady higieny i to że niektóre choroby przenoszą się przez zanieczyszczona wodę  - to jest cały proces poznawczy, który trwał wieki. I jak to działa, na to ludzie wpadli sami. Z biegiem czasu i rozwoju nauki. Ale jednak w Biblii są częściowo racjonalne a częściowo zupełnie absurdalne ostrzeżenia. Ponieważ były pisane przez tamtych ludzi, w tamtym czasie, na podstawie tego co wtedy wiedzieli i jakie wnioski z tej ograniczonej wiedzy wyciągnęli.
Uniwersalny zestaw ostrzegawczy byłby gdyby nakazano przegotowywac wodę przed spożyciem. Prosta zasada. Bo odkąd wynaleziono ognisko i kociołek to jest możliwe, a zanieczyszczona woda nawet teraz ileś tam tysięcy lat później, wciąż bywa przyczyną chorób. Nawet jak już wiemy, tylko ktoś nie dopatrzy. To co, wtedy nie można bylo ostrzec? Napisać że surowa woda jest "nieczysta"?   Bo bardziej nieczysta jest kobieta w trakcie okresu i nie dotykaj jej wtedy? To ma większy sens? To z dwiema rodzajami nici też. Sorry, ale to co napisałeś o ostrzeżeniach "przyszłościowych" w kontekście czegoś tak podstawowego jak gotowanie wody, zwyczajnie nie trzyma się kupy. "Te wiedzę nabywało każde dziecko od rodziców" - weź mnie nie rozśmieszaj. Rozdział  spowodowany zwykła awersja, jak w przypadku zwierząt, nie za blisko od smierdzacego do spożywalnego, ale   szczególnie jak bierzesz wodę z rzeki czy innego wielkiego rezerwuaru - no zwyczajnie lepiej ja przegotować. Ale możesz zawsze na wzór biblijny pić jaka jest, bo ostrzeżeń nie było. Smacznego.

szakisz napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Z tego, że Bóg obdarzył ludzi ciekawościa a potem zabronił gdzies zaglądać

Nie. Grzech pierworodny wziął się stąd, że człowiekowi było mało. Dostał od Boga raj, wraz ze wszystkimi dobrodziejstwami jakie były mu potrzebne do zaspokojenia wszelkich potrzeb, a mimo to chciał więcej. Pragnął być na równi z Bogiem. Co ciekawe dziś, kilka tysięcy lat temu dalej pragniemy "boskości" szeroko rozumianej. Wychodzi więc na to, że wygnanie z raju nie za wiele dało.

Szakisz, a chciałbyś być którymś tam pokoleniem ludzi, którzy Bogu posłuszeństwa dotrzymali? Żyć w raju, być szczęśliwym, nie wiedzieć nic o dobrze i złu, taki człowiek do głaskania?
I teraz: czy to na pewno człowiek sprzeniewierzył się Bogu, czy to ludzie wymyślili historię o wygnaniu z raju, żeby wytłumaczyć sobie własną naturę? Co to za wszechwiedząca istota, która musi się o czymkolwiek przekonywać?

Elu, napisałam o soborach bo to, co w tej chwili ludzie często uznaja za "istotę chrześcijaństwa" ma źródło właśnie w postanowieniach soborów. W Matkę Boską wierzysz? Czcisz ją? Wedle tekstów źródłowych? Była niepokalanie poczęta czy pokalanie? (chociaż ta kwestia jest już dużo późniejsza, no, ale).

137

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Czarna Kotka napisał/a:

Szakisz, a chciałbyś być którymś tam pokoleniem ludzi, którzy Bogu posłuszeństwa dotrzymali? Żyć w raju, być szczęśliwym, nie wiedzieć nic o dobrze i złu, taki człowiek do głaskania?

Ja bym nie grymasił i brał co dają. Tyle fajnych rzeczy jest do zrobienia przez tą całą wieczność, bez perspektywy chorób, smutku czy innych zmartwień.

138

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Belzebiusz napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Szakisz, a chciałbyś być którymś tam pokoleniem ludzi, którzy Bogu posłuszeństwa dotrzymali? Żyć w raju, być szczęśliwym, nie wiedzieć nic o dobrze i złu, taki człowiek do głaskania?

Ja bym nie grymasił i brał co dają. Tyle fajnych rzeczy jest do zrobienia przez tą całą wieczność, bez perspektywy chorób, smutku czy innych zmartwień.

Jakch fajnych, ale bez ryzyka?
Gdyby ryzyko obróciło sie na niekorzyśc, to wtedy wytłumaczenie jakie?
I strata rodzica przez dzieci, wytłumaczona jak - tylko na korzyść?

139

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Czarna Kotka napisał/a:

Uniwersalny zestaw ostrzegawczy byłby gdyby nakazano przegotowywac wodę przed spożyciem. Prosta zasada. Bo odkąd wynaleziono ognisko i kociołek to jest możliwe, a zanieczyszczona woda nawet teraz ileś tam tysięcy lat później, wciąż bywa przyczyną chorób. Nawet jak już wiemy, tylko ktoś nie dopatrzy. To co, wtedy nie można bylo ostrzec? Napisać że surowa woda jest "nieczysta"? Bo bardziej nieczysta jest kobieta w trakcie okresu i nie dotykaj jej wtedy? To ma większy sens? To z dwiema rodzajami nici też. Sorry, ale to co napisałeś o ostrzeżeniach "przyszłościowych" w kontekście czegoś tak podstawowego jak gotowanie wody, zwyczajnie nie trzyma się kupy. "Te wiedzę nabywało każde dziecko od rodziców" - weź mnie nie rozśmieszaj. Rozdział  spowodowany zwykła awersja, jak w przypadku zwierząt, nie za blisko od smierdzacego do spożywalnego, ale   szczególnie jak bierzesz wodę z rzeki czy innego wielkiego rezerwuaru - no zwyczajnie lepiej ja przegotować. Ale możesz zawsze na wzór biblijny pić jaka jest, bo ostrzeżeń nie było. Smacznego.

Skoro więc to ludzie zawarli w pisanej formie ST pewien zestaw zakazów i nakazów wynikający ze swojej wiedzy i pokoleniowych doświadczeń, to nie zawarli tam nic o gotowaniu wody, tak jak nie zawarli ostrzeżeń przeciwmeteorytowych na trasach transsolarnych, bo o jednym i drugim nie mieli pojęcia. Żeby wydać zalecenie gotowania wody trzeba posiadać wiedzę, że w tej wodzie żyją małe, niewidoczne gołym okiem stworzonka, które mogą zrobić kuku. Dlatego człowiek jako istota rozumna tak gdzieś do czasu Pasteura i Kocha, a więc jeszcze dziewiętnaście wieków po Chrystusie, a tysiące lat po Mojżeszu żył sobie w słodkiej niewiedzy, że sprawę załatwia gotowanie. Co nie znaczy, że człowiek żył w niewiedzy na temat wody, bo jak pisałem o tym, że woda z niepewnego źródła, stojąca, w pobliżu odchodów, truchła może zaszkodzić, to wiedział każdy berbeć, któremu najpierw wbijała to do głowy matka, a potem ojciec zabierając w pole, na polowanie itd. Człowiek tak samo dawno temu ogarnął, że osobliwie napoje powstałe z fermentacji owoców i zbóż tego problemu nie generują. Dlatego z dawien dawna podstawowym napitkiem człowieka były piwa i wina. Wodę pito z konieczności lub w terenie, gdzie nietrudno o czysty strumyk albo jeszcze lepiej źródełko. Wiesz, takie miejsce, gdzie woda wydostaje się z ziemi. Jak nie widzisz śladów racic itp. świadczących, że przychodzą tam pić zwierzątka leśne, to taką wodę można pić bezpiecznie. Dlatego zwierzątka, bo to głupie bydlątka i zazwyczaj piją i załatwiają się w jednym miejscu. Jeśli nie piłaś nigdy z takiego strumyka, to nie wiesz co straciłaś.

140

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Czarna Kotka napisał/a:
Belzebiusz napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Szakisz, a chciałbyś być którymś tam pokoleniem ludzi, którzy Bogu posłuszeństwa dotrzymali? Żyć w raju, być szczęśliwym, nie wiedzieć nic o dobrze i złu, taki człowiek do głaskania?

Ja bym nie grymasił i brał co dają. Tyle fajnych rzeczy jest do zrobienia przez tą całą wieczność, bez perspektywy chorób, smutku czy innych zmartwień.

Jakch fajnych, ale bez ryzyka?
Gdyby ryzyko obróciło sie na niekorzyśc, to wtedy wytłumaczenie jakie?
I strata rodzica przez dzieci, wytłumaczona jak - tylko na korzyść?

W raju z zasady raczej takich rzeczy nie ma, no bo co to byłby za raj.

141 Ostatnio edytowany przez authority (2021-01-27 10:43:02)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Znerx napisał/a:

Mnie ciekawi jaka będzie wolta naszego POKO. lol
Bo przecież Biden ogłosił amerykańskie 300+ na dziecko. wink Kaczor był obrzydliwym socjalistą, kupującym głosy prostytutek za 500+...
Jak ktoś nie kojarzy afery z fejsbuczkiem Jandy. Tak to jest jak celebrytka coś wkleja na walla. tongue Zrobiła się z tego medialna burza.
https://dorzeczy.pl/_thumb/df/59/axxa4e66252ec23002c2713bb7b8.jpeg
Już pomijając inne Bidenowskie programy. 1400+ dla prawie każdego, tygodniowy zasiłek dla bezrobotnych rośnie do 400+, 15 USD minimalnej pensji itd.
Jak wydrukują 2 bln dolarów, według naszej skali liczbowej, to może się zrobić ciekawie.   

Więc za co Biden kupował i kogo? lol

Biden to demokrata demokraci to lewica nie liberałowie jak w  Europie. Dlatego np goście tvn24 w czasie kampanii Obamy byli raczej za McCainem. Co innego jak pisze to partia mieniąca się prawicą w nazwie. I co ta partia zrobiła rozmontowując już w pierwsze dni bezpieczniki a później trójpodział władzy. Głosuj nadal na PIS powodzenia.... Albo konfę PIS do kwadratu.

142 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2021-01-27 16:44:54)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Snake napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Uniwersalny zestaw ostrzegawczy byłby gdyby nakazano przegotowywac wodę przed spożyciem. Prosta zasada. Bo odkąd wynaleziono ognisko i kociołek to jest możliwe, a zanieczyszczona woda nawet teraz ileś tam tysięcy lat później, wciąż bywa przyczyną chorób. Nawet jak już wiemy, tylko ktoś nie dopatrzy. To co, wtedy nie można bylo ostrzec? Napisać że surowa woda jest "nieczysta"? Bo bardziej nieczysta jest kobieta w trakcie okresu i nie dotykaj jej wtedy? To ma większy sens? To z dwiema rodzajami nici też. Sorry, ale to co napisałeś o ostrzeżeniach "przyszłościowych" w kontekście czegoś tak podstawowego jak gotowanie wody, zwyczajnie nie trzyma się kupy. "Te wiedzę nabywało każde dziecko od rodziców" - weź mnie nie rozśmieszaj. Rozdział  spowodowany zwykła awersja, jak w przypadku zwierząt, nie za blisko od smierdzacego do spożywalnego, ale   szczególnie jak bierzesz wodę z rzeki czy innego wielkiego rezerwuaru - no zwyczajnie lepiej ja przegotować. Ale możesz zawsze na wzór biblijny pić jaka jest, bo ostrzeżeń nie było. Smacznego.

Skoro więc to ludzie zawarli w pisanej formie ST pewien zestaw zakazów i nakazów wynikający ze swojej wiedzy i pokoleniowych doświadczeń, to nie zawarli tam nic o gotowaniu wody, tak jak nie zawarli ostrzeżeń przeciwmeteorytowych na trasach transsolarnych, bo o jednym i drugim nie mieli pojęcia. Żeby wydać zalecenie gotowania wody trzeba posiadać wiedzę, że w tej wodzie żyją małe, niewidoczne gołym okiem stworzonka, które mogą zrobić kuku. Dlatego człowiek jako istota rozumna tak gdzieś do czasu Pasteura i Kocha, a więc jeszcze dziewiętnaście wieków po Chrystusie, a tysiące lat po Mojżeszu żył sobie w słodkiej niewiedzy, że sprawę załatwia gotowanie. Co nie znaczy, że człowiek żył w niewiedzy na temat wody, bo jak pisałem o tym, że woda z niepewnego źródła, stojąca, w pobliżu odchodów, truchła może zaszkodzić, to wiedział każdy berbeć, któremu najpierw wbijała to do głowy matka, a potem ojciec zabierając w pole, na polowanie itd. Człowiek tak samo dawno temu ogarnął, że osobliwie napoje powstałe z fermentacji owoców i zbóż tego problemu nie generują. Dlatego z dawien dawna podstawowym napitkiem człowieka były piwa i wina. Wodę pito z konieczności lub w terenie, gdzie nietrudno o czysty strumyk albo jeszcze lepiej źródełko. Wiesz, takie miejsce, gdzie woda wydostaje się z ziemi. Jak nie widzisz śladów racic itp. świadczących, że przychodzą tam pić zwierzątka leśne, to taką wodę można pić bezpiecznie. Dlatego zwierzątka, bo to głupie bydlątka i zazwyczaj piją i załatwiają się w jednym miejscu. Jeśli nie piłaś nigdy z takiego strumyka, to nie wiesz co straciłaś.

O tym właśnie piszę od początku. Gdyby to miał być przekaz od Boga, który ma na względzie dobro ludzi, to nakaz gotowania wody (opisanie nieprzegotowanej jako nieczystej): przekaz byłby jak najbardziej w ramach rozwoju cywilizacyjnego no i co najważniejsze, byłby z tego realny praktyczny pożytek, bo to by ocaliło miliony istnień przez wieki. Porównanie z trasami trannsolarnymi" jest (nawet uwzględniając zastosowana przez Ciebie  hiperbolę) od czapy, bo z zarazkami ludzkość miała do czynienia od zawsze i od zawsze to był realny problem, z którym się zmagala. Co do higieny, to poczytaj sobie jaki rwetes i święte oburzenie powstało kiedy jeden ogarnięty lekarz zalecil mycie rąk i narzędzi w szpitalach położniczych (hasło do wyguglania: Ignaz Semmelweis).
No wody która stoi w pobliżu truchła czy odchodów to nikt nie wypije przez samo awersyjne skojarzenie, ale ze taka może zaszkodzić, to masz rację że było obserwowalne. Ale jak wszystko kończy w wielkiej rzece,  ktoś tam w górze się wypróżnia, ktoś tam w dole wodę pobiera, to jednak obserwacje nie zachodzą. Jeszcze bardziej jeśli chodzi o studnie. Rowniezpicie głównie  rozcieńczonych napojów fermentowanych, zamiast wody no to nie jest jednak historia ludzkości. Nawet teraz picie zanieczyszczonej wody skutkuje około pół milionem zgonów na rok. (zrodlo: WHO)

143

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Czarna Kotka napisał/a:

Gdyby to miał być przekaz od Boga, który ma na względzie dobro ludzi, to nakaz gotowania wody (opisanie nieprzegotowanej jako nieczystej): przekaz byłby jak najbardziej w ramach rozwoju cywilizacyjnego no i co najważniejsze, byłby z tego realny praktyczny pożytek,bo to by ocaliło miliony istnień przez wieki.

Nie bardzo rozumiem w jakim celu miałby Bóg wydawać takie ostrzeżenia?

Czarna Kotka napisał/a:

Rowniezpicie głównie  rozcieńczonych napojów fermentowanych, zamiast wody no to nie jest jednak historia ludzkości.

A co to jest?

144 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2021-01-27 21:05:00)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Snake napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Gdyby to miał być przekaz od Boga, który ma na względzie dobro ludzi, to nakaz gotowania wody (opisanie nieprzegotowanej jako nieczystej): przekaz byłby jak najbardziej w ramach rozwoju cywilizacyjnego no i co najważniejsze, byłby z tego realny praktyczny pożytek,bo to by ocaliło miliony istnień przez wieki.

Nie bardzo rozumiem w jakim celu miałby Bóg wydawać takie ostrzeżenia?

Bo mu zalezy na ludziach i ma na celu ich dobro?
No z jakiegos powodu w "księgach natchnionych" jest ostrzeżenie przed kobietami w trakcie okresu, że nieczyste i nie dotykać.
To po co?



Czarna Kotka napisał/a:

Rowniezpicie głównie  rozcieńczonych napojów fermentowanych, zamiast wody no to nie jest jednak historia ludzkości.

A co to jest?

Picie wody.

145

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Czarna Kotka napisał/a:

Bo mu zalezy na ludziach i ma na celu ich dobro?
No z jakiegos powodu w "księgach natchnionych" jest ostrzeżenie przed kobietami w trakcie okresu, że nieczyste i nie dotykać.
To po co?

To znaczy, że o nieczystych zwierzątkach, to pisali z doświadczeń, a o nieczystych kobietach, to z natchnienia Boga? Zdecyduj się.
Myślisz, że Bóg chciał mieć tresowaną małpę, którą będzie prowadził przez życie? Skoro miałby ratować przed zatruciem wodą, to czemu nie przed infekcją okołoporodową, skaleczeniem, zapaleniem płuc, rakiem, udarem, zawałem itd.? Wyszło się z Raju, to się ma z dobrodziejstwem inwentarza choroby, strach i śmierć.

Czarna Kotka napisał/a:

Picie wody.

Wody pozbawionej procesem chemicznym jaki człowiek opanował większości ryzyka zakażenia drobnoustrojami. I to tysiące lat zanim człowiek ogarnął co to drobnoustroje!

146

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Snake napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Bo mu zalezy na ludziach i ma na celu ich dobro?
No z jakiegos powodu w "księgach natchnionych" jest ostrzeżenie przed kobietami w trakcie okresu, że nieczyste i nie dotykać.
To po co?

To znaczy, że o nieczystych zwierzątkach, to pisali z doświadczeń, a o nieczystych kobietach, to z natchnienia Boga? Zdecyduj się.
Myślisz, że Bóg chciał mieć tresowaną małpę, którą będzie prowadził przez życie? Skoro miałby ratować przed zatruciem wodą, to czemu nie przed infekcją okołoporodową, skaleczeniem, zapaleniem płuc, rakiem, udarem, zawałem itd.? Wyszło się z Raju, to się ma z dobrodziejstwem inwentarza choroby, strach i śmierć.

Czarna Kotka napisał/a:

Picie wody.

Wody pozbawionej procesem chemicznym jaki człowiek opanował większości ryzyka zakażenia drobnoustrojami. I to tysiące lat zanim człowiek ogarnął co to drobnoustroje!

Ty rozumiesz co czytasz.?
Pisali o nieczystości na podstawie tego co im się wydawało. Tylko i wyłącznie. Część z tego była oparta na racjonalnych przesłankach (unikanie dotykania wycieków ropnych np} a reszta nie.
Przed poznaniem dobrego i złego, byłbyś czymś więcej niż tresowana małpa?
Tak, zwyczajnie picie wody.

147

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
authority napisał/a:

Głosuj nadal na PIS powodzenia.... Albo konfę PIS do kwadratu.

Gdy patrzę na poczynania tych dwóch partii, szczególnie w kontekście obecnych, panujących w kraju uwarunkowań, to twierdzenie jakoby konfa była pisem na sterydach zupełnie do mnie nie trafia. Quo vadis populus... roll

148 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2021-01-29 19:57:57)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Belzebiusz napisał/a:
authority napisał/a:

Głosuj nadal na PIS powodzenia.... Albo konfę PIS do kwadratu.

Gdy patrzę na poczynania tych dwóch partii, szczególnie w kontekście obecnych, panujących w kraju uwarunkowań, to twierdzenie jakoby konfa była pisem na sterydach zupełnie do mnie nie trafia. Quo vadis populus... roll

Konfa jest partią ludzi, którzy wierzą, że zawsze sobie poradzą.
I że wolnoc Tomku w swoim domku.
Tylko jak Tomek sąsiad wysadził w powietrze cały blok bo zasnąl z petem a butla z gazem nieszczelna była, to ratunku, pogotowie, ratuj, pomocy, koszty szpitala jednak nie z własnych środków, dofinansowanie w odbudowie, rekompensaty - bo cos takiego przekracza mozliwości finansowe zwykłego śmiertelnika, nawet gdyby nie musial placic podatkow czy ubezpieczeń - no bo realnie - ile z tych, którzy się opierają (bo podatki to bandytyzm) faktycznie w coś inwestują a ile po prostu kasę przepieprza?
Realizm Konfy.

149

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Czarna Kotka napisał/a:
Belzebiusz napisał/a:
authority napisał/a:

Głosuj nadal na PIS powodzenia.... Albo konfę PIS do kwadratu.

Gdy patrzę na poczynania tych dwóch partii, szczególnie w kontekście obecnych, panujących w kraju uwarunkowań, to twierdzenie jakoby konfa była pisem na sterydach zupełnie do mnie nie trafia. Quo vadis populus... roll

Konfa jest partią ludzi, którzy wierzą, że zawsze sobie poradzą.
I że wolnoc Tomku w swoim domku.
Tylko jak Tomek sąsiad wysadził w powietrze cały blok bo zasnąl z petem a butla z gazem nieszczelna była, to ratunku, pogotowie, ratuj, pomocy, koszty szpitala jednak nie z własnych środków, dofinansowanie w odbudowie, rekompensaty - bo cos takiego przekracza mozliwości finansowe zwykłego śmiertelnika, nawet gdyby nie musial placic podatkow czy ubezpieczeń - no bo realnie - ile z tych, którzy się opioerają faktycznie w cośinwestują a ile po prostu kasę przepieprza?
Realizm Konfy.

Jak się rozmawia o założeniach ideowych to wypada najpierw je poznać, a nie pisać takie głupoty.

150

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Lucyfer666 napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:
Belzebiusz napisał/a:

Gdy patrzę na poczynania tych dwóch partii, szczególnie w kontekście obecnych, panujących w kraju uwarunkowań, to twierdzenie jakoby konfa była pisem na sterydach zupełnie do mnie nie trafia. Quo vadis populus... roll

Konfa jest partią ludzi, którzy wierzą, że zawsze sobie poradzą.
I że wolnoc Tomku w swoim domku.
Tylko jak Tomek sąsiad wysadził w powietrze cały blok bo zasnąl z petem a butla z gazem nieszczelna była, to ratunku, pogotowie, ratuj, pomocy, koszty szpitala jednak nie z własnych środków, dofinansowanie w odbudowie, rekompensaty - bo cos takiego przekracza mozliwości finansowe zwykłego śmiertelnika, nawet gdyby nie musial placic podatkow czy ubezpieczeń - no bo realnie - ile z tych, którzy się opioerają faktycznie w cośinwestują a ile po prostu kasę przepieprza?
Realizm Konfy.

Jak się rozmawia o założeniach ideowych to wypada najpierw je poznać, a nie pisać takie głupoty.

A co sie nie zgadza?
Jaka pomoc systemowa  - zdrowotna i materialna w takich przypadkach - wg Konfy?

151

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Czarna Kotka napisał/a:

Konfa jest partią ludzi, którzy wierzą, że zawsze sobie poradzą.
I że wolnoc Tomku w swoim domku.
Tylko jak Tomek sąsiad wysadził w powietrze cały blok bo zasnąl z petem a butla z gazem nieszczelna była, to ratunku, pogotowie, ratuj, pomocy, koszty szpitala jednak nie z własnych środków, dofinansowanie w odbudowie, rekompensaty - bo cos takiego przekracza mozliwości finansowe zwykłego śmiertelnika, nawet gdyby nie musial placic podatkow czy ubezpieczeń - no bo realnie - ile z tych, którzy się opierają (bo podatki to bandytyzm) faktycznie w coś inwestują a ile po prostu kasę przepieprza?
Realizm Konfy.

Czy mnie się zdaje, czy ty aby na pewno na przykład Konfy bierzesz pożar w bieda bloku, gdzie mieszkali głównie ludzie bez kasy i mieszkania kierowani z socjalu?
A wiesz, że ja dla przykładu płacę dwa ubezpieczenia od takich wypadków, na dom i na mieszkanie? Że z wyboru płacę dwa full wypas ubezpieczenia autocasco, NW, itp. od swoich samochodów? Że w tych ubezpieczeniach mam nawet pokrycie kosztów wybryków moich dzieci, gdyby np. wbiegło komuś na drogę. Że dla każdego dziecka płacę ubezpieczenie w szkole, nie zbiorówkę, tylko znalezione indywidualnie. W tym roku będę płacił 381 zł składki zdrowotnej, która daje mi możliwość skorzystania ze wszystkich dobrodziejstw publicznej służby zdrowie na ogólnych zasadach i terminach, tzn. po pół roku czekania w kolejce lol W praktyce każde badanie oznacza prywatną, płatną wizytę u odpowiedniego lekarza, który już dalej "pokieruje". Za 500 zł miesięcznie mogę mieć platynowy pakiet rodzinny w jednej z sieciówek medycznych, który zawiera w zasadzie wszystko poza ciężką chirurgią i hospitalizacją. To można załatwić innym pakietem ubezpieczeniowym ale nie, ja mam płacić obowiązkowego "garba" na państwowe.

152

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Czarna Kotka napisał/a:
Belzebiusz napisał/a:
authority napisał/a:

Głosuj nadal na PIS powodzenia.... Albo konfę PIS do kwadratu.

Gdy patrzę na poczynania tych dwóch partii, szczególnie w kontekście obecnych, panujących w kraju uwarunkowań, to twierdzenie jakoby konfa była pisem na sterydach zupełnie do mnie nie trafia. Quo vadis populus... roll

Konfa jest partią ludzi, którzy wierzą, że zawsze sobie poradzą.
I że wolnoc Tomku w swoim domku.
Tylko jak Tomek sąsiad wysadził w powietrze cały blok bo zasnąl z petem a butla z gazem nieszczelna była, to ratunku, pogotowie, ratuj, pomocy, koszty szpitala jednak nie z własnych środków, dofinansowanie w odbudowie, rekompensaty - bo cos takiego przekracza mozliwości finansowe zwykłego śmiertelnika, nawet gdyby nie musial placic podatkow czy ubezpieczeń - no bo realnie - ile z tych, którzy się opierają (bo podatki to bandytyzm) faktycznie w coś inwestują a ile po prostu kasę przepieprza?
Realizm Konfy.

Jak dla mnie konfederacja jest przede wszystkim partią ludzi którzy wiedzą, że w życiu nie ma nic za darmo i próbuje tą chyba zbyt zawiłą dla współczesnych obywateli tezę wbijać w ich głowy. Niestety jak widać wciąż idzie bardzo opornie,  bo każdy slogan, który zaczyna się od słowa "darmowy" jest natychmiast połykany jak sardynka przez pelikana. Podejrzewam, że nawet gdyby na spocie wyborczym jakiś polityk z dowolnej partii rzucił hasło darmowy kopniak w zad, oczywiście w trosce o dobro obywatela, to i w tym przypadku znalelźliby się amatorzy.

153

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Konfederacja to nie tylko Korwin i jego sekta... wink

154 Ostatnio edytowany przez szakisz (2021-01-30 09:50:25)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

To nic, że w Konfie są Narodowcy, którzy wprost postulują nacjonalizację gospodarki i rozszerzenie świadczeń socjalnych big_smile

155

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
szakisz napisał/a:

To nic, że w Konfie są Narodowcy, którzy wprost postulują nacjonalizację gospodarki i rozszerzenie świadczeń socjalnych big_smile

Konfa to projekt chwilowy.
W dużej mierze narodowcy to tak tego ugrupowania, któremu bliżej do bycia radykalną wersją PiSu

156

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Belzebiusz napisał/a:

Jak dla mnie konfederacja jest przede wszystkim partią ludzi którzy wiedzą, że w życiu nie ma nic za darmo i próbuje tą chyba zbyt zawiłą dla współczesnych obywateli tezę wbijać w ich głowy. Niestety jak widać wciąż idzie bardzo opornie,  bo każdy slogan, który zaczyna się od słowa "darmowy" jest natychmiast połykany jak sardynka przez pelikana. Podejrzewam, że nawet gdyby na spocie wyborczym jakiś polityk z dowolnej partii rzucił hasło darmowy kopniak w zad, oczywiście w trosce o dobro obywatela, to i w tym przypadku znalelźliby się amatorzy.

Tylko wolnorynkowość to nie wszystko.

Mnie w Konfie odrzuca brak zdrowego rozsądku w ważeniu wartości, przez co stają się żałośnie śmieszni

Jeżeli wymaga się od ludzi odpowiedzialności za samych siebie, to nie wolno im jednocześnie krępować rąk. A tak właśnie postępuje Konfa, czyli np. zmusza ludzi, żeby rodzili i wychowywali chore dzieci i udają, że na wychowywanie takich dzieci nie potrzeba większych wydatków związanych z rehabilitacją, lekami, wizytami u specjalisty, itd. itp. Przeważnie też konieczna jest ciągła opieka, dowożenie na zajęcia, więc jedna osoba musi zrezygnować z pracy zawodowej i zająć się tym dzieckiem.
Ale Konfa uważa, że każdy musi się zatroszczyć o siebie, więc jak to kolega powyżej sprecyzował funduje takim rodzinom „darmowego kopa w zad”.
Tak to wyglada społeczna sprawiedliwość w wykonaniu Konfy. Oni podejmują decyzję, nie biorąc na siebie nawet min odpowiedzialności.

157

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
MagdaLena1111 napisał/a:

Mnie w Konfie odrzuca brak zdrowego rozsądku w ważeniu wartości, przez co stają się żałośnie śmieszni

Wiesz co dla mnie jest śmieszne? To, że ludzie z partii liberalno-konserwatywnej skreślają sobie człon "konserwatywna", głosują i potem mają pretensję, że jest konserwatywna...

158

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
szakisz napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Mnie w Konfie odrzuca brak zdrowego rozsądku w ważeniu wartości, przez co stają się żałośnie śmieszni

Wiesz co dla mnie jest śmieszne? To, że ludzie z partii liberalno-konserwatywnej skreślają sobie człon "konserwatywna", głosują i potem mają pretensję, że jest konserwatywna...

Ale przyznasz, że brak zdrowego rozsądku i nieumiejętność pojęcia ciągu przyczynowo-skutkowało jest w Konfie powalająca.
Jeśli ktoś ceni sobie zdrowy rozum, to nie odnajdzie się tam, nawet skuszony postulatami wolnorynkowymi.

159 Ostatnio edytowany przez szakisz (2021-01-30 13:40:29)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
MagdaLena1111 napisał/a:
szakisz napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Mnie w Konfie odrzuca brak zdrowego rozsądku w ważeniu wartości, przez co stają się żałośnie śmieszni

Wiesz co dla mnie jest śmieszne? To, że ludzie z partii liberalno-konserwatywnej skreślają sobie człon "konserwatywna", głosują i potem mają pretensję, że jest konserwatywna...

Ale przyznasz, że brak zdrowego rozsądku i nieumiejętność pojęcia ciągu przyczynowo-skutkowało jest w Konfie powalająca.
Jeśli ktoś ceni sobie zdrowy rozum, to nie odnajdzie się tam, nawet skuszony postulatami wolnorynkowymi.

Madziu, znowu mimowolnie obrażasz ludzi o konserwatywnych światopoglądowo poglądach. Myślałem, że cenisz sobie dialog mimo różnić wink

Powiem ci tak, wisi mi to kompletnie i powiewa co Konfa robi światopoglądowo. Głosowałem na nich stricte z powodów gospodarczych. Jak sobie przejrzysz posty Wilka, Mentzena czy Berkowicza to 80%, jeśli nie więcej, jest stricte o gospodarce, podatkach, rozdawnictwie. Ale uwaga!! Są wśród Konfy ludzie, którzy robili im wyrzuty, że nie zajmują się kompletnie tymi pierwszymi sprawami. No to... zajęli się, zgodnie ze swoją linią. I teraz wielkie hur dur, Konfa zdradza swoje ideały... NIE.

160

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
MagdaLena1111 napisał/a:

Jeśli ktoś ceni sobie zdrowy rozum, to nie odnajdzie się tam, nawet skuszony postulatami wolnorynkowymi.

Cenię sobie zdrowy rozum i lubię linię gospodarczą Konfy jak i światopoglądową. No i?
Paradoksalnie oni ze względu na to, że są mali mogą mówić co chcą. Dawna Platforma Obywatelska też miała frakcję całkiem wolnorynkową i miała frakcję mocno konserwatywną światopoglądowo. Dlatego jak ognia unikała debat światopoglądowych żeby nikogo nie urazić.

161

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
szakisz napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
szakisz napisał/a:

Wiesz co dla mnie jest śmieszne? To, że ludzie z partii liberalno-konserwatywnej skreślają sobie człon "konserwatywna", głosują i potem mają pretensję, że jest konserwatywna...

Ale przyznasz, że brak zdrowego rozsądku i nieumiejętność pojęcia ciągu przyczynowo-skutkowało jest w Konfie powalająca.
Jeśli ktoś ceni sobie zdrowy rozum, to nie odnajdzie się tam, nawet skuszony postulatami wolnorynkowymi.

Madziu, znowu mimowolnie obrażasz ludzi o konserwatywnych światopoglądowo poglądach. Myślałem, że cenisz sobie dialog mimo różnić wink

Powiem ci tak, wisi mi to kompletnie i powiewa co Konfa robi światopoglądowo. Głosowałem na nich stricte z powodów gospodarczych. Jak sobie przejrzysz posty Wilka, Mentzena czy Berkowicza to 80%, jeśli nie więcej, jest stricte o gospodarce, podatkach, rozdawnictwie. Ale uwaga!! Są wśród Konfy ludzie, którzy robili im wyrzuty, że nie zajmują się kompletnie tymi pierwszymi sprawami. No to... zajęli się, zgodnie ze swoją linią. I teraz wielkie hur dur, Konfa zdradza swoje ideały... NIE.


Pominę milczeniem Twoje złośliwe przytyki ad personam i protekcjonalny ton, bo chyba inaczej nie potrafisz ;-)

Przypominam, że napisała o tym, co mnie poraża w Konfie, czyli brak spójności i brak myślenia przyczynowo-skutkowego. Nic o żadnej zdradzie ideałów, więc chyba z kimś mnie mylisz.

Mogę pogratulować, że potrafisz zamknąć oczy jak dziecko, aby tego nie widzieć i skupić się na tym, co Tobie odpowiada.
Jednak uważam, że największą zdobyczą człowieka jest rozwój kory przedczołowej, dzięki czemu człowiek zyskał umiejętność antycypowania i może pewne rzeczy przewidywać w kategoriach przyczynowo-skutkowych i nie potrafię tak po prostu zamknąć oczu, jak mi coś nie odpowiada.

Mam zresztą ten sam problem z innymi ugrupowaniami na scenie politycznej. Nigdzie nie pasuję :-(

162

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
MagdaLena1111 napisał/a:

Pominę milczeniem Twoje złośliwe przytyki ad personam i protekcjonalny ton, bo chyba inaczej nie potrafisz ;-)

Moja droga, sama dobrze wiesz, jakie subtelne przytyki stosujesz w stronę ludzi myślących inaczej. Jeśli jednak myślisz, że ich nie widać, to się mylisz wink 

MagdaLena1111 napisał/a:

Mam zresztą ten sam problem z innymi ugrupowaniami na scenie politycznej. Nigdzie nie pasuję :-(

Sam przez wiele lat z nikim nie było mi po drodze. Dlatego pierwszy raz zagłosowałem dopiero w 2019. Konfę też nie do końca trawię, z różnych powodów. Powiedzmy, że do nich mi najbliżej...

163 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-01-30 14:12:57)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
szakisz napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Pominę milczeniem Twoje złośliwe przytyki ad personam i protekcjonalny ton, bo chyba inaczej nie potrafisz ;-)

Moja droga, sama dobrze wiesz, jakie subtelne przytyki stosujesz w stronę ludzi myślących inaczej. Jeśli jednak myślisz, że ich nie widać, to się mylisz wink 

MagdaLena1111 napisał/a:

Mam zresztą ten sam problem z innymi ugrupowaniami na scenie politycznej. Nigdzie nie pasuję :-(

Sam przez wiele lat z nikim nie było mi po drodze. Dlatego pierwszy raz zagłosowałem dopiero w 2019. Konfę też nie do końca trawię, z różnych powodów. Powiedzmy, że do nich mi najbliżej...

Ech, to już nie moja wina, że każdą uwagę traktujesz jak krytykę złośliwą. Zaraz przywołujesz ponoć jakieś inne moje wypowiedzi, ale bez konkretów, byle tylko odbić urojoną w Twojej głowie zniewagę.
Dlatego nie lubię z Tobą dyskutować. Tylko znowu tego nie odbierz jak krytykę, bo to znowu tylko moje odczucia i spostrzeżenia. Zwariowałabym z takim nadwrażliwym facetem na codzień, który wciąż oddaje wyobrażone ciosy. Rozumiesz?

164 Ostatnio edytowany przez szakisz (2021-01-30 14:20:19)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Nie zamierzam nawet tego komentować. Wszystkie twoje wypowiedzi są dostępne publicznie. Wróć do nich, przeczytaj. Choćby ostatnią lol

165 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-01-30 14:28:32)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Dobra szakisz, napisałam Tobie jak to widzę. Możesz coś sobie z tego wziąć, albo walnąć kolejnego focha.

OT mode off

166

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
MagdaLena1111 napisał/a:

Dobra szakisz, napisałam Tobie jak to widzę. Możesz coś sobie z tego wziąć, albo walnąć kolejnego focha.

Ale ja nie mam pretensji, po mnie to spływa gładko i po całości. Zwłaszcza sprawa aborcji, której nigdy nie doświadczę lol Tylko potem krzyk, że nie umiemy się dogadać i żyć koło siebie. No nie umiemy, jak libki występują z pozycji tych oświeconych i zdroworozsądkowych.

167

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Snake napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Konfa jest partią ludzi, którzy wierzą, że zawsze sobie poradzą.
I że wolnoc Tomku w swoim domku.
Tylko jak Tomek sąsiad wysadził w powietrze cały blok bo zasnąl z petem a butla z gazem nieszczelna była, to ratunku, pogotowie, ratuj, pomocy, koszty szpitala jednak nie z własnych środków, dofinansowanie w odbudowie, rekompensaty - bo cos takiego przekracza mozliwości finansowe zwykłego śmiertelnika, nawet gdyby nie musial placic podatkow czy ubezpieczeń - no bo realnie - ile z tych, którzy się opierają (bo podatki to bandytyzm) faktycznie w coś inwestują a ile po prostu kasę przepieprza?
Realizm Konfy.

Czy mnie się zdaje, czy ty aby na pewno na przykład Konfy bierzesz pożar w bieda bloku, gdzie mieszkali głównie ludzie bez kasy i mieszkania kierowani z socjalu?
A wiesz, że ja dla przykładu płacę dwa ubezpieczenia od takich wypadków, na dom i na mieszkanie? Że z wyboru płacę dwa full wypas ubezpieczenia autocasco, NW, itp. od swoich samochodów? Że w tych ubezpieczeniach mam nawet pokrycie kosztów wybryków moich dzieci, gdyby np. wbiegło komuś na drogę. Że dla każdego dziecka płacę ubezpieczenie w szkole, nie zbiorówkę, tylko znalezione indywidualnie. W tym roku będę płacił 381 zł składki zdrowotnej, która daje mi możliwość skorzystania ze wszystkich dobrodziejstw publicznej służby zdrowie na ogólnych zasadach i terminach, tzn. po pół roku czekania w kolejce lol W praktyce każde badanie oznacza prywatną, płatną wizytę u odpowiedniego lekarza, który już dalej "pokieruje". Za 500 zł miesięcznie mogę mieć platynowy pakiet rodzinny w jednej z sieciówek medycznych, który zawiera w zasadzie wszystko poza ciężką chirurgią i hospitalizacją. To można załatwić innym pakietem ubezpieczeniowym ale nie, ja mam płacić obowiązkowego "garba" na państwowe.

Mnie akurat podejście Konfederacji do służby zdrowia przekonuje do niej.
Pochodzę z rodziny lekarskiej i „wżeniłem” się w lekarska.
Znam funkcjonowanie służby zdrowia od dziecka i obserwuje zmiany, lub raczej , brak zmian .
Sam płace miesięcznie ponad 1 500 plnów na „ubezpieczenie” zdrowotne, ale korzystam praktycznie z pakietu w prywatnej sieciówce, stomatolog prywatnie.
Odprowadziłem dotychczas  w sumie ponad 300 kPLN na „ubezpieczenie” z którego nie nam szans skorzystać bo nie funkcjonuje i muszę opłacać dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej albo korzystam z koneksji rodzinnych. Czy to nie jest paranoja ???
Żadne ugrupowanie dotychczas rządzące nie uzdrowiło tej sytuacji.

168

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Bill.Garret napisał/a:
Snake napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Konfa jest partią ludzi, którzy wierzą, że zawsze sobie poradzą.
I że wolnoc Tomku w swoim domku.
Tylko jak Tomek sąsiad wysadził w powietrze cały blok bo zasnąl z petem a butla z gazem nieszczelna była, to ratunku, pogotowie, ratuj, pomocy, koszty szpitala jednak nie z własnych środków, dofinansowanie w odbudowie, rekompensaty - bo cos takiego przekracza mozliwości finansowe zwykłego śmiertelnika, nawet gdyby nie musial placic podatkow czy ubezpieczeń - no bo realnie - ile z tych, którzy się opierają (bo podatki to bandytyzm) faktycznie w coś inwestują a ile po prostu kasę przepieprza?
Realizm Konfy.

Czy mnie się zdaje, czy ty aby na pewno na przykład Konfy bierzesz pożar w bieda bloku, gdzie mieszkali głównie ludzie bez kasy i mieszkania kierowani z socjalu?
A wiesz, że ja dla przykładu płacę dwa ubezpieczenia od takich wypadków, na dom i na mieszkanie? Że z wyboru płacę dwa full wypas ubezpieczenia autocasco, NW, itp. od swoich samochodów? Że w tych ubezpieczeniach mam nawet pokrycie kosztów wybryków moich dzieci, gdyby np. wbiegło komuś na drogę. Że dla każdego dziecka płacę ubezpieczenie w szkole, nie zbiorówkę, tylko znalezione indywidualnie. W tym roku będę płacił 381 zł składki zdrowotnej, która daje mi możliwość skorzystania ze wszystkich dobrodziejstw publicznej służby zdrowie na ogólnych zasadach i terminach, tzn. po pół roku czekania w kolejce lol W praktyce każde badanie oznacza prywatną, płatną wizytę u odpowiedniego lekarza, który już dalej "pokieruje". Za 500 zł miesięcznie mogę mieć platynowy pakiet rodzinny w jednej z sieciówek medycznych, który zawiera w zasadzie wszystko poza ciężką chirurgią i hospitalizacją. To można załatwić innym pakietem ubezpieczeniowym ale nie, ja mam płacić obowiązkowego "garba" na państwowe.

Mnie akurat podejście Konfederacji do służby zdrowia przekonuje do niej.
Pochodzę z rodziny lekarskiej i „wżeniłem” się w lekarska.
Znam funkcjonowanie służby zdrowia od dziecka i obserwuje zmiany, lub raczej , brak zmian .
Sam płace miesięcznie ponad 1 500 plnów na „ubezpieczenie” zdrowotne, ale korzystam praktycznie z pakietu w prywatnej sieciówce, stomatolog prywatnie.
Odprowadziłem dotychczas  w sumie ponad 300 kPLN na „ubezpieczenie” z którego nie nam szans skorzystać bo nie funkcjonuje i muszę opłacać dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej albo korzystam z koneksji rodzinnych. Czy to nie jest paranoja ???
Żadne ugrupowanie dotychczas rządzące nie uzdrowiło tej sytuacji.

Niby tak, ale nie wyobrażam sobie prywatnej onkologii, chirurgii, ortopedii, opieki paliatywnej i wielu innych, które na ten moment nie przychodzą mi do głowy.

169

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
assassin napisał/a:
Bill.Garret napisał/a:
Snake napisał/a:

Czy mnie się zdaje, czy ty aby na pewno na przykład Konfy bierzesz pożar w bieda bloku, gdzie mieszkali głównie ludzie bez kasy i mieszkania kierowani z socjalu?
A wiesz, że ja dla przykładu płacę dwa ubezpieczenia od takich wypadków, na dom i na mieszkanie? Że z wyboru płacę dwa full wypas ubezpieczenia autocasco, NW, itp. od swoich samochodów? Że w tych ubezpieczeniach mam nawet pokrycie kosztów wybryków moich dzieci, gdyby np. wbiegło komuś na drogę. Że dla każdego dziecka płacę ubezpieczenie w szkole, nie zbiorówkę, tylko znalezione indywidualnie. W tym roku będę płacił 381 zł składki zdrowotnej, która daje mi możliwość skorzystania ze wszystkich dobrodziejstw publicznej służby zdrowie na ogólnych zasadach i terminach, tzn. po pół roku czekania w kolejce lol W praktyce każde badanie oznacza prywatną, płatną wizytę u odpowiedniego lekarza, który już dalej "pokieruje". Za 500 zł miesięcznie mogę mieć platynowy pakiet rodzinny w jednej z sieciówek medycznych, który zawiera w zasadzie wszystko poza ciężką chirurgią i hospitalizacją. To można załatwić innym pakietem ubezpieczeniowym ale nie, ja mam płacić obowiązkowego "garba" na państwowe.

Mnie akurat podejście Konfederacji do służby zdrowia przekonuje do niej.
Pochodzę z rodziny lekarskiej i „wżeniłem” się w lekarska.
Znam funkcjonowanie służby zdrowia od dziecka i obserwuje zmiany, lub raczej , brak zmian .
Sam płace miesięcznie ponad 1 500 plnów na „ubezpieczenie” zdrowotne, ale korzystam praktycznie z pakietu w prywatnej sieciówce, stomatolog prywatnie.
Odprowadziłem dotychczas  w sumie ponad 300 kPLN na „ubezpieczenie” z którego nie nam szans skorzystać bo nie funkcjonuje i muszę opłacać dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej albo korzystam z koneksji rodzinnych. Czy to nie jest paranoja ???
Żadne ugrupowanie dotychczas rządzące nie uzdrowiło tej sytuacji.

Niby tak, ale nie wyobrażam sobie prywatnej onkologii, chirurgii, ortopedii, opieki paliatywnej i wielu innych, które na ten moment nie przychodzą mi do głowy.

Polecam poczytać o modelu hybrydowym Singapuru oraz Korei Południowej.

170 Ostatnio edytowany przez assassin (2021-01-31 09:52:52)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Lucyfer666 napisał/a:
assassin napisał/a:
Bill.Garret napisał/a:

Mnie akurat podejście Konfederacji do służby zdrowia przekonuje do niej.
Pochodzę z rodziny lekarskiej i „wżeniłem” się w lekarska.
Znam funkcjonowanie służby zdrowia od dziecka i obserwuje zmiany, lub raczej , brak zmian .
Sam płace miesięcznie ponad 1 500 plnów na „ubezpieczenie” zdrowotne, ale korzystam praktycznie z pakietu w prywatnej sieciówce, stomatolog prywatnie.
Odprowadziłem dotychczas  w sumie ponad 300 kPLN na „ubezpieczenie” z którego nie nam szans skorzystać bo nie funkcjonuje i muszę opłacać dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej albo korzystam z koneksji rodzinnych. Czy to nie jest paranoja ???
Żadne ugrupowanie dotychczas rządzące nie uzdrowiło tej sytuacji.

Niby tak, ale nie wyobrażam sobie prywatnej onkologii, chirurgii, ortopedii, opieki paliatywnej i wielu innych, które na ten moment nie przychodzą mi do głowy.

Polecam poczytać o modelu hybrydowym Singapuru oraz Korei Południowej.

Poczytałem. Bardzo interesujące. Dzięki za podpowiedź.

171 Ostatnio edytowany przez Belzebiusz (2021-02-01 00:43:17)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
MagdaLena1111 napisał/a:
Belzebiusz napisał/a:

Jak dla mnie konfederacja jest przede wszystkim partią ludzi którzy wiedzą, że w życiu nie ma nic za darmo i próbuje tą chyba zbyt zawiłą dla współczesnych obywateli tezę wbijać w ich głowy. Niestety jak widać wciąż idzie bardzo opornie,  bo każdy slogan, który zaczyna się od słowa "darmowy" jest natychmiast połykany jak sardynka przez pelikana. Podejrzewam, że nawet gdyby na spocie wyborczym jakiś polityk z dowolnej partii rzucił hasło darmowy kopniak w zad, oczywiście w trosce o dobro obywatela, to i w tym przypadku znalelźliby się amatorzy.

Tylko wolnorynkowość to nie wszystko.

Mnie w Konfie odrzuca brak zdrowego rozsądku w ważeniu wartości, przez co stają się żałośnie śmieszni

Jeżeli wymaga się od ludzi odpowiedzialności za samych siebie, to nie wolno im jednocześnie krępować rąk. A tak właśnie postępuje Konfa, czyli np. zmusza ludzi, żeby rodzili i wychowywali chore dzieci i udają, że na wychowywanie takich dzieci nie potrzeba większych wydatków związanych z rehabilitacją, lekami, wizytami u specjalisty, itd. itp. Przeważnie też konieczna jest ciągła opieka, dowożenie na zajęcia, więc jedna osoba musi zrezygnować z pracy zawodowej i zająć się tym dzieckiem.
Ale Konfa uważa, że każdy musi się zatroszczyć o siebie, więc jak to kolega powyżej sprecyzował funduje takim rodzinom „darmowego kopa w zad”.
Tak to wyglada społeczna sprawiedliwość w wykonaniu Konfy. Oni podejmują decyzję, nie biorąc na siebie nawet min odpowiedzialności.

Konfederacja na razie nic nikomu nie funduje, bo nie ma takiej możliwości, choć mam słabe zdolności profetyczne i niewykluczone, że gdyby mogła, to by fundowała. Jednak będąc świadkiem nazwijmy to przemian (bo to w sumie jednak w większości pewnego rodzaju stagnacja), jakie zaszły przez te ponad 30 lat na naszej scenie politycznej mogę stwierdzić, że tego typu darmowe kopniaki rozdawane są ochoczo przez cały okres istnienia tzw. "wolnej Polski" i to na różnych płaszczyznach życia, nie tylko tej wewnątrzrodzinnej. Myślę, że - parafrazując Einsteina - poprzez ciągle te same działania ta sytuacja się sama z siebie nie zmieni, nie naprawi. Ale poczekamy, zobaczymy, Ty wiesz swoje, ja swoje.

Jeszcze ad vocem - Nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwość społeczna, choć wprawdzie ludzie, którzy stworzyli i włączyli ten termin do obiegu publicznego to na swój sposób geniusze, bo można nim dziś bezkarnie umotywować i wytłumaczyć nawet najgorsze zbrodnie.

172 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2021-02-01 17:43:05)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

System hybrydowy jest w duzej mierze socjalny.
Bogatsi płacą więcej niż biedniejsi (jeśli chcą mieć wiekszą jakość usług - dziecko, ktorego rodziców nie stać ma lepszą opiekę niz to, którego stać i pytanie czy tak ma być) plus dofinansowanie tych, którzy znajduja się w wyjątkowo ciężkich sytuacjach.
Wprowadzano go rownież stopniowo, przez kilkadziesiąt lat (podwyższanie składek na Medisave, czyli wersję podstawową.
Ale że nie ma opieki medycznej całkowicie za darmo, jak ktos uzbierał za dużo na swoim koncie "medycznym" to może przenieśc to na konto, z którego może spłacać kredyt hipoteczny - super sprawa.
Jednak i ten system nie unika problemów.
Np: "MediShield Life: Problems with pre-funding"

173 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2021-02-08 08:16:56)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Trafilam na dobry przyklad tej ultra poprawnosci politycznej, ktora widze na codzien w roznych postaciach, ale nie zbieram raczej przykladow. Taka grupa mi zostala polecona jako dobre (!) miejsce do edukacji.
Czytam o ich zasadach, a tutaj takie kwiatki:

1. Tlumaczenie: 4. NIE kontroluj tonu ludzi koloru. Nie przegaduj ludzi kolorowych. SZCZEGOLNIE jezeli mowa o spolecznosci do ktorej nie nalezysz.
5. Zadnych pytan na temat wewnetrzne problemy pomiedzy osobami kolorowymi (niezaleznie czy to problemy indywidualne czy w spolecznosci do ktorej nie nalezysz). Biali ludzie nie powinni pytac co Czarni, Brazowi lub Azjatyccy ludzie robia pomiedzy soba i sobie nawzajem. Nie dociekaj czy zachowanie osoby kolorowej jest okej czy nie, jako biala osoba. Zbierz swoje biale bzdury i pilnuj swojego nosa, sami sobie dajemy rade ze swoimi bez Twojej pomocy, dzieki.
https://scontent.flap2-1.fna.fbcdn.net/v/t1.15752-9/148050148_444596476889701_1073882005950348392_n.jpg?_nc_cat=102&ccb=2&_nc_sid=ae9488&_nc_ohc=8pWhEzcDEtIAX8MbUZ-&_nc_oc=AQkbRz2ZvcRi-rZq6MuPwRmEq9DciRGFWbfBVah7x85YL1WoS4obvyeKJ6iHg2oJNyb1sZ6rmykJ0d4v1X7z9VMW&_nc_ht=scontent.flap2-1.fna&oh=d7dadf92424226fe2ba2a13ce8d98bd9&oe=604767E6

2. Tlumaczenie: Jednakze, jest roznica pomiedzy przegadywniem i robieniem miejsca dla ludzi koloru. Na przyklad, ogarnianie innych bialych ludzi poprzez mowienie 'to nie jest twoje miejsce i musisz sluchac ludzi koloru' to robienie miejsca dla glosow ludzi koloru.
https://scontent.flap2-1.fna.fbcdn.net/v/t1.15752-9/148103201_1073933873118823_3898573559337793523_n.png?_nc_cat=105&ccb=2&_nc_sid=ae9488&_nc_ohc=roiuPViICAQAX9sLlQF&_nc_ht=scontent.flap2-1.fna&oh=17129bc0ecc64d6035845806d44945db&oe=6045262E

3. Tlumaczenie: Twoje umiejetnosci? Polaczenia? Przywilej?
Uzyj ich w pomocy czarnoskorym i nie czarnoskorym ludziom koloru bezwarunkowo.
Ta forma jest tutaj zebys mogl wpisac przydatne informacje. (to forma gdzie masz wpisac czym sie zajmujesz, jaka masz kase i tak dalej).
Ta forma bedzie dostepna powszechnie dla wielu czarnych i nie czarnych ludzi koloru, ktorzy moga sie zglosic do Ciebie zebys wykorzystal swoje umiejtnosci by im pomoc.
Badz tym sprzymierzencem i zrob ta robote.
https://scontent.flap2-1.fna.fbcdn.net/v/t1.15752-9/148424493_1130124834124929_2384789084055559667_n.jpg?_nc_cat=109&ccb=2&_nc_sid=ae9488&_nc_ohc=c0AVV1CvSq4AX_fpgIS&_nc_ht=scontent.flap2-1.fna&oh=86a01310bff28323848077219b1ecc68&oe=6046D6E6

4. Ta grupa jest od oduczania sie rasizmu, oczywiscie, wiec to znaczy, ze jezeli jestes osoba biala to Twoja robota jest sluchac i przyswajac informacje. Nie ma tutaj retoryki 'nie wszyscy biali'. Wszyscy biali ludzie maja w sobie niejawny lub jawny rasizm, ktorego musza zostac oduczeni.
https://scontent.flap2-1.fna.fbcdn.net/v/t1.15752-9/148069494_2584573018507777_1560732970739012004_n.jpg?_nc_cat=110&ccb=2&_nc_sid=ae9488&_nc_ohc=d6baSiXG2Z8AX8jRXog&_nc_ht=scontent.flap2-1.fna&oh=2d58c0b4f8f6a71ba2497497aadab28a&oe=604844AF

5. Jezeli zbadasz jakis przedmiot i pochodzi on od kultury Ludzi Koloru i osoba kolorowa powiedziala Ci, zebys przestal uzywac lub nosic ten przedmiot. Uczucia tej osoby maja znaczenie, nawet jezeli sa jedyna osoba, ktora poczula sie urazona ze wszystkich osob jakie pytales.
Sens bycia zmartwionym czy jestes winny CA (przywłaszczenie kulturowe) czy nie, jest taki zebys byc swiadomy systematycznej krzywdy jaka robisz ludziom koloru poprzez noszenie lub uzywanie danego przedmiotu. Nie ma znaczenia czy chodzi o jedna osobe czy tysiac, ktore to dreczy i powinienes poprawic swoje zachowanie i myslenie odpowiednio.
(dla kontekstu mowa o: stylizowaniu baby hairs, warkoczykach, dredach, posiadaniu lapacza snow, kolczykach kolach, makijazu typu kocie oko itp itd)
https://scontent.flap2-1.fna.fbcdn.net/v/t1.15752-9/147549978_1370856349925010_7592536292332802466_n.jpg?_nc_cat=107&ccb=2&_nc_sid=ae9488&_nc_ohc=mLtRZio56TQAX8IsbrV&_nc_ht=scontent.flap2-1.fna&oh=e7c427be7592aa45ba20119341d966ef&oe=604852B4


6.BIPOC (czyli: czarni, rdzenni, ludzie koloru) nie sa Ci winni zyczliwosci. Kropka.
https://scontent.flap2-1.fna.fbcdn.net/v/t1.15752-9/148396429_450249056337008_3043966105654607963_n.jpg?_nc_cat=102&ccb=2&_nc_sid=ae9488&_nc_ohc=ZTssldkYUYgAX_07WPr&_nc_oc=AQmB4LNN9jGs-YyunnA5WCObAUopxCFLvpaVrPG8eCSBF3bq-cAUV9ITJCf0QNW-DF4yl_pECmrHCQrm2NDPHtfl&_nc_ht=scontent.flap2-1.fna&oh=0cf725a956a1165eaf94f44b982ba418&oe=6045B7DC

7. Nie musisz dawac duzo zeby pokazac, ze sluchasz i doceniasz prace. Widzialem osoby dajace 1 czy 2 dolary i to zawsze cos. Jak napiwek za serwis. Kazda osoba moze wybrac ile da komus i kwoty sa rozne.
(Mowa o tym, ze w tej grupie jak osoba koloru cos Ci powie np. ze noszenie kolczyki  koła nie sa dla bialych kobiet i wyjasni dlaczego to za to powinienes im zaplacic bo jestes bialy)
https://scontent.flap2-1.fna.fbcdn.net/v/t1.15752-9/148297204_521892372107664_8547363352427507744_n.png?_nc_cat=111&ccb=2&_nc_sid=ae9488&_nc_ohc=FUzUMtLP0TYAX81l6x0&_nc_ht=scontent.flap2-1.fna&oh=f91ad99366404a59b256027bed837ebb&oe=60473013

Te fragmenty to jest malenka kropla w morzu. Jednak wybralam je bo pokazuja pewne tendencje. Ta grupa ludzi ma 13 tysiecy czlonkow.
Rozmowy jakie sie w niej tocza to na przyklad przepraszanie przez osobe biala, ze uzywa gifow z reakcjami, ktore przedstawiaja czarnych ludzi.
Dyskusje o tym, ze biali ludzie nie powinni dyskutowac o przemocy i gwaltach w spolecznosciach osob kolorowych.
To podejscie do tego CO i kto moze mowic jest wlasnie ta cenzura wychodzaca z ekstremalnej poprawnosci politycznej.
Jezeli osoba jest czarna to jest SPECJALISTA na temat tego co ja uraza, co musisz robic i co jest rasizmem i co nie.
To samo tyczy sie osob trans, non binary, enby i innych takich rzeczy.
To sie moze zdawac, ze sa bardzo ekstremalne przyklady, ale na uniwersytecie w Toronto grupa mlodych kobiet powiedziala, ze ma dosc bialych kolezanek w kolczykach kolach bo to jest przywlaszczenie kulturowe i oczywiscie sa one rozumiane w swoich protestach przez administracje.
Zreszta wiele firm i szczegolnie instytucji jak uniwersytety teraz maja szkolenia dla pracownikow na temat tego jak musza myslec i postepowac. W mysl jedynych slusznych pogladow. Nawet byla swego czasu klotnia pomiedzy Jordanem Petersonem, a profesorem nauk o plci o to, ze Peterson nie chce takiego szkolenia przechodzic.

Wolnosc slowa to wszystko. Wolnosc slowa to dostep do wiedzy, wolnosc slowa to badania naukowe, ktorych sie nie dyskredytuje bo nie brzmia 'poprawnie', wolnosc slowa to brak karania za nie sluchania konkretnej agendy.
Wolnosc slowa to wolna prasa, wolna literatura, wolna mysl, wolna jednostka. Wymuszanie zmiany jezyka pod ideologie lub systemu nauczania pod ideologie ma ogromne konsekwencje na psychike jednostki i na spoleczenstwo.

Druga sprawa, ze osoby tak jak w tych przykladach podanych wyzej czuja sie ofiarami i afirmuja swoja pozycje jako ofiary. Moj maz jest 'osoba koloru' i nie rozpoznaje i nie ma wiekszosci problemow jakie oni maja. Znam takie osoby osobiscie, te stawiajace sie w roli ofiary i sa to osoby, ktore z tego czy innego powodu za wiele nie sa w stanie same osiagnac i duzo latwiej im cos osiagnac jak powiedza, ze cos im sie nalezy bo sa pokrzywdzone. Z drugiej strony te osoby co ich przepraszaja za bycie bialymi i placa za pogadanki o tym co powinni myslec tez maja problemy ze soba i innych kijem poganiaja w tym samym kierunku. Praktykuja tez to samo w relacjach z przyjaciolmi. Pytanie tylko jak autentyczna moze byc taka relacja? Ja jestem biala, moja rodzina jest od starozytnosci wrecz z Litwy z kolei moj maz jest Meksykaniem i wedle ich logiki to ja nie moge krytykowac Meksyku, Meksykanskiej kultury, tego co sie w Meksyku dzieje, nie moge mojemu mezowi mowic jakim tonem ma sie do mnie zwracac jak mowi o swojej etnicznosci, ale on moze mowic co chce bo to ja jestem rasistka (wszyscy biali sa swiadomie czy nie). Co to za relacja bylaby?
Niedawno jedna dziewuszka Amerykanka, ale z pochodzenia w polowie Japonka miala doslownie atak jakiegos szalu, ze juz nie moze wytrzymac, ze ma tak dosyc bialych ludzi, ze biali ludzie sie nie sluchaja jej...poszlo o to, ze jakas blondyna zrobila sobie makijaz 'fox eye' i nie sluchala sie, ze ma tego nie nosic bo tamta to obraza jako pol Japonke.
https://imgk.timesnownews.com/story/fox-eye_look_0.jpg?tr=w-400,h-300,fo-auto

Te rzeczy z rasa to tylko przyklad, sa takie same grupy z wielotysiecznymi czlonkami (glownie mlodymi studentami lub mlodymi doroslymi po szkole), ktore dotycza np trans osob i tam tez placa i sluchaja ulegle za krytyke tego co robia by 'ucisniac' osoby trans np poprzez mowienie 'kobieta ma okres' lub 'matka'

174

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Jak mawia mistrz: osobopostacie lol Tak czy siak to wariactwo jest dziełem lewicy.

175

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Bo komuniści to ogólnie raczej znani są z propagowania komunizmu.

"Poślęcie Grodzkie"... big_smile

176

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Winter, to co cytujesz i sporo z tego co widuje, to jest wlasciwie odwrotny rasizm.
Kwestia o tyle trudna, ze ten "parawdziwy" rasizm i jego konsekwencje wciaz istnieja.
Ale tu pozostawie do przemyslenia fragment wywiadu z autorka ksiązki "27 śmierci Toby`ego Obeda" - którą szczerze polecam, choc to jest wyjatkowo cięzka lektura. Serio, trudno ją przeczytać "na raz", bo skala bestialstwa, którą w tej książce opisano zwyczajnie przekracza pojmowanie.

Nie mówi się też – Indianie, Eskimosi – tylko rdzenni, Pierwsze Narody.

– Bo oni sami tak o sobie nie mówią. Słowo „eskimo” jest przezwiskiem, oznacza zjadacza surowego mięsa. Zostało przywiezione przez białych badaczy i antropologów. Z kolei „Indianin” jest określeniem historycznym, dalej funkcjonuje w niektórych przepisach albo w nazwach instytucji, ale już na przykład zmienia się je w tytułach dzieł sztuki. Jest taki znany obrazek z lat 30. XX wieku malarki Emily Carr, który kiedyś nosił tytuł „Indiański kościółek”. Galeria sztuki w Toronto, gdzie wisi, uznała ten tytuł za raniący i przemianowała go na „Kościółek we wsi Yuqout”.

Toby Obed też mówi o sobie, że jest Inukiem, Inuitą. W jego języku to słowo oznacza człowieka. I on tak siebie widzi – jako człowieka, nie eksponat.

177

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Dla ciekawych, wkleje calosc wywiadu z Joanna Gierak - Onoszko.
Bardzo, ale to bardzo otwiera oczy.

Ucywilizować dzikusa: Dzieci formatowano za pomocą bicia i głodu. Były też wykorzystywane seksualnie
Agnieszka Jucewicz
03.10.2020
"Dzieci pozbawiano imion, a w zamian dawano im numer porządkowy. Zabraniano im posługiwania się językiem ojczystym, zabierano ubrania, często szyte przez mamy i babcie, golono głowy. Przede wszystkim jednak dzieci katechizowano. Dlaczego oni im to robili? Bo mogli". Rozmowa z Joanną Gierak-Onoszko, autorką książki "27 śmierci Toby'ego Obeda", zwyciężczynią plebiscytu na Nike Czytelników 2020.

Kiedy usłyszałaś o Tobym Obedzie?

– W listopadzie 2017 roku, kiedy jedynki kanadyjskich dzienników i czołówki wiadomości obiegł kadr, na którym widać, jak premier Justin Trudeau obejmuje Inuitę, a jak byśmy kiedyś powiedzieli, Eskimosa. Obaj płaczą. Tym Inuitą był Toby Obed.
Nike 2020 - finaliści nagrody. Gdzie i kiedy oglądać galę?
Czytaj także:
Nike 2020: znamy siedmioro finalistów najważniejszej polskiej nagrody literackiej

Ta scena miała niezwykły ładunek emocjonalny. Ściskali się mężczyźni w tym samym wieku, po czterdziestce, ale jakby z dwóch różnych światów. Pierwszy był biały, wysoki, w eleganckim garniturze, pewnie zajmował miejsce na scenie, drugi – niski, w za dużej bluzie hokeisty, przyjął pozę konfrontacyjną. Zrozumiałam, że dla Kanadyjczyków jest to wydarzenie symboliczne.
Wiedziałaś, że Trudeau poleciał do Nowej Fundlandii i Labradoru przeprosić rdzennych wychowanków szkół z internatem za krzywdy, których tam doznali, i że Toby Obed jest ich rzecznikiem?

– O szkołach z internatem słyszałam wcześniej, ale długo wolałam się tym nie zajmować.
Sobibór, 1985 r.
Czytaj także:
Wyciągali ludzkie kości, szukali biżuterii. "A miało się zmarnować?" - mówią poszukiwacze żydowskiego złota

Do Kanady przyjechaliśmy w lipcu 2016 roku. Mój mąż, też dziennikarz, związany z agencją Bloomberga, dostał tam pracę. Zajęłam się organizacją naszej codzienności, a przede wszystkim przeprowadzaniem synów, sześcio- i dwulatka, przez tę zmianę. Tak się umówiliśmy z mężem. Nasze życie tak się układa, że raz jedno jest zawodowo na fali, raz drugie, i się w tym wspieramy. Wtedy to był jego czas. Zdecydowaliśmy się na Toronto – otwarte, kosmopolityczne i – co tu dużo mówić – zadurzyliśmy się w tej Kanadzie, która przyjęła nas w najlepszy możliwy sposób.
Bo była jak z obrazka?

– Bo była jak z obrazka – utopijnie otwarta, bezpieczna, życzliwa. Zamieszkaliśmy w jednej z najlepszych dzielnic, w uroczej kamienicy. Naszymi sąsiadami byli: wicenaczelna jednego z dużych dzienników, samotna mama z trójką dzieci, kanadyjskie małżeństwo węgierskiego pochodzenia i hiszpańskojęzyczni imigranci. Ale osią naszego życia stała się lokalna szkoła.
Czy w waszej kamienicy, w szkole, byli rdzenni Kanadyjczycy?

– Nie.
To cię jakoś zastanowiło?

– Dopiero z czasem się zorientowałam, że w naszym środowisku są praktycznie wszyscy – Europejczycy, Chińczycy, Filipińczycy – tylko nie osoby, które się tu urodziły i mieszkają od zawsze.

Kusiło mnie, żeby pożyć takim łatwym, wygodnym kanadyjskim życiem: zachwycać się szkieletami dinozaurów w muzeum, jeść poutine, spacerować nad jeziorem Ontario, przeżywać fascynację tym, jak szkoła i przedszkole moich dzieci dbają o to, żeby nikt nie czuł się wykluczony.

    Ale temat szkół z internatem był jak kamyk w bucie. Kiedy zobaczyłam zdjęcie Obeda i Trudeau, uznałam, że nie jestem w stanie dłużej tego ignorować.

Zaczęłaś drążyć.

– Z artykułów prasowych poznałam w zarysie historię Toby’ego Obeda. Dowiedziałam się, że jest ocaleńcem, czyli absolwentem szkoły z internatem, że trafił do niej w 1975 roku jako czterolatek, że przeszedł w niej przez piekło i że przez wiele lat z zastępem prawników walczył o to, żeby usłyszeć od kanadyjskiego rządu: „Tak, wy też byliście skrzywdzeni. Wam też należą się przeprosiny”. Usłyszał to w końcu od Trudeau w 2017 roku.
Ale przecież w 2008 roku ówczesny premier Kanady Stephen Harper oficjalnie przeprosił wychowanków takich szkół.

– Poza tymi z Nowej Fundlandii i Labradoru, skąd pochodzi Obed. Kanada długo stała na stanowisku, że ponieważ ziemie te dołączyły do konfederacji kanadyjskiej w 1949 roku, a szkoły istniały na tym terenie dużo dłużej, to skargi i zażalenia należy zanieść do Londynu, a nie do Ottawy. Dlatego te przeprosiny były tak ważne. Domknięto klamrę.

Poczułam, że dotykam historii, która trafia się reporterowi raz w życiu albo wcale, i że zanim dotrę do Obeda i innych bohaterów, muszę się doskonale przygotować. Zapisałam się więc na kurs rdzennej historii Kanady na uniwersytecie, a w tygodniu, po odprowadzeniu dzieci do szkoły i przedszkola, całymi dniami studiowałam archiwa. Chodziłam też na różne warsztaty. W 2015 roku opublikowano raport Komisji Prawdy i Pojednania, świeckiej komisji, który przystępnym językiem opisuje historię szkół z internatem, począwszy od idei założycielskiej głównych architektów tego systemu, czyli państwa i Kościoła, aż po losy ocaleńców i konsekwencje ich doświadczeń dla kolejnych pokoleń. Raport można dziś znaleźć w każdej bibliotece, a w całej Kanadzie organizuje się dotowane przez państwo warsztaty jego czytania. Mój warsztat odbywał się w największej narodowej galerii sztuki w Toronto. To tak, jakby w Muzeum Narodowym zorganizować czytanie, nie wiem… „Złotych żniw” Grossa. Co miesiąc przez osiem miesięcy omawialiśmy kolejny tom, rozmawialiśmy też o tym, jak się z tym czujemy, bo to nie jest łatwa lektura.

    Byli ze mną studenci, nowi imigranci, ale też starsze osoby, które mówiły: „Myśmy nic nie wiedzieli...”. Ten raport po raz pierwszy pokazał Kanadyjczykom skalę tego, co ojcowie narodu zrobili rdzennym. Dzisiaj nie można powiedzieć, że się nie wie.

Co już wiadomo?

– Pod koniec XIX wieku zbudowano w Kanadzie system szkół, które były tak naprawdę machiną do tworzenia nowych, posłusznych obywateli, zeuropeizowanych Kanadyjczyków. Stany Zjednoczone miały pieniądze i wojsko, w Kanadzie posłużono się inżynierią społeczną. Wymyślono, że najtaniej i najszybciej będzie, jak rdzenne dzieci oderwie się od rodziców, od korzeni i zamknie w szkołach, najlepiej daleko od domu. Twórcy systemu wiedzieli, że rodzice nie dadzą rady odwiedzać swoich dzieci w placówkach położonych kilkaset albo kilka tysięcy kilometrów dalej. A nawet jeśli przyjadą, to i tak nie zostaną do szkoły wpuszczeni. Jest taka pocztówka z XIX wieku…
...widziałam ją. Mam gulę w gardle za każdym razem, jak na nią patrzę.

– Przedstawia malutką miejscowość Qu’Appelle w prowincji Saskatchewan. W tle widać budynki szkolne, wieżę farną, a na pierwszym planie – wigwamy rodziców, którzy przenieśli się tu, żeby być obok swoich dzieci. Najprawdopodobniej nie mogli z nimi porozmawiać, przytulić ich, ale byli obok, czuwali.
Pierwszy premier Kanady John A. Macdonald, jeden z pomysłodawców tych szkół, mówił, że trzeba „zabić Indianina w dziecku”.

– „Ucywilizować dzikusa”. Po przybyciu do szkoły dzieci pozbawiano imion, a w zamian dawano im numer porządkowy. Rodzeństwo rozdzielano. Zabraniano im posługiwania się językiem ojczystym, zabierano ubrania, często szyte przez mamy i babcie, wciskano w mundurki, golono głowy. W wielu rdzennych kulturach obcięcie włosów związane jest z żałobą, więc takie cztero-, pięciolatki nie rozumiały, co się dzieje. Czuły tylko, że musi się dziać coś strasznego, że może ktoś w ich rodzinie umarł.
Te dzieci wcześniej uczyły się życia w swoim środowisku – łowienia ryb, przetrwania w trudnych warunkach, tradycji. Czego uczono ich w szkole?

– Angielskiego, algebry, historii europejskich królów. Ale też praktycznych rzeczy: chłopców – kowalstwa, ciesiołki, pracy na roli, dziewczynki przysposabiano do bycia żonami i matkami. Wprowadzono uświęcony chrześcijańską tradycją podział na zajęcia damskie i męskie, podczas gdy w wielu rdzennych kulturach takiego podziału nie było, każdy musiał umieć robić wszystko.

Przede wszystkim jednak dzieci katechizowano.
70 proc. tych szkół było prowadzonych przez Kościół.

– Państwo było architektem systemu, ale że nie miało środków ani personelu, więc zwróciło się o pomoc do Kościoła, głównie katolickiego i protestanckiego. Z Europy przysyłano misjonarki i misjonarzy, zakonnice i księży. Pozostałe szkoły były prowadzone przez stowarzyszenia dobroczynne. Do takiej trafił Toby Obed. Ostatnią szkołę z internatem zamknięto w 1996 roku, czyli dosłownie przed chwilą. W sumie działały ponad 100 lat i przeszło przez nie 150 tys. dzieci. Ale już w latach 60., za rządów Pierre’a Elliotta Trudeau, ojca dzisiejszego premiera, zaczęto je wygaszać.
Dlaczego?

– Zorientowano się, że eksperyment się nie udał, że absolwenci sobie nie radzą. Po 10-12 latach wracali do rodzinnych miejscowości, a że nie znali już języka, a rodzice nie bardzo znali angielski czy francuski, nie mogli się z nimi porozumieć, naprawić tych zerwanych więzi. Często się ich wstydzili, uważali za dzikusów. Mieli żal, że rodzice o nich nie walczyli, że ich z tych szkół nie odbili. Nie mogli się odnaleźć ani w swojej społeczności, ani w nowej Kanadzie. Stali się ludźmi znikąd. Wielu z nich szukało ukojenia w alkoholu. Uzależnienie z kolei uniemożliwiało im podjęcie pracy. W tych rodzinach często dochodziło do przemocy. To były historie bez happy endu.
Dzisiaj już wiemy, w jaki sposób „zabijano Indianina w dziecku”.

– Dzieci formatowano za pomocą triady, która – jak powiedział mi kiedyś Obed – obezwładni każde, nawet najbardziej nieposłuszne dziecko: bicia, głodu i ciemności. Karano za wszystko i za nic. Wiele dzieci było wykorzystywanych seksualnie. Personel często celowo nie dokarmiał dzieci, licząc na to, że dodatkową kromką chleba zapłaci za seks. I dzieci się uczyły, że tak to działa.

Większość tych szkół znajdowała się poza jakąkolwiek kontrolą, na odległych, trudno dostępnych terenach, w lesie. To były idealne miejsca zbrodni – garstka dorosłych mogła robić z tymi dziećmi, co chciała.
Mój 10-letni syn, kiedy podczytywał mi twoją książkę przez ramię, zapytał: „Dlaczego oni im to robili?”.

– Bo mogli. Bo mogli.

Nie chcę usprawiedliwiać opiekunów, ale większość z nich nie miała żadnego przygotowania do zajmowania się dziećmi. Byli szkoleni, żeby „głosić słowo Boże”, a nie żeby przetrwać w ciężkich warunkach kanadyjskiej Północy. Często na jednego dorosłego przypadało kilkadziesiąt, a czasem więcej dzieci. Bez kompetencji, przytłoczeni obowiązkami, bez przełożonych, do których mogliby zanieść swoje problemy, w poczuciu izolacji, nie radzili sobie. Część pękała.

To był eksperyment profesora Zimbardo na skalę ogólnokrajową.
Krzywdzili też te dzieci dlatego, że nie widzieli w nich ludzi. Klasyczny przykład na to, co dziś psychologowie nazywają dehumanizacją.

– Oczywiście. Dla nich to był „materiał pedagogiczny” bliższy zwierzętom. Jak powiedział jeden z księży w szkole okrytej chyba najgorszą sławą, czyli w Świętej Annie w Fort Albany: „Jesteście jak zdechłe szczury, które wpadły do studni. A wiadomo, co się robi ze szczurami”. Powiedział to do jednego z moich rozmówców – Edmunda Metatawabina, który przeszedł przez tę szkołę w latach 60., a dzisiaj jest jednym z bardziej szanowanych głosów wśród ocaleńców, autorem wstrząsającej autobiografii „Up Ghost River”.
Szkoła św. Anny była znana między innymi z krzesła elektrycznego.

– Kiedy czytałam o tym po raz pierwszy, meblowałam akurat pokój swoim synom, dobierałam krzesełka do ich wzrostu...

To krzesło w św. Annie stało w bawialni i służyło nie tylko do wymierzania kar, ale również dla rozrywki. Torturom przyglądali się zarówno księża, jak i stacjonujący nieopodal żołnierze zapraszani na uroczystości szkolne. Ze świadectw ocaleńców wiemy też, że dzieci były w tej szkole zmuszane do zjadania własnych wymiocin. Były przyzwyczajone do innej diety – głównie mięsa, surowych ryb, w szkołach dostawały gotowane ziemniaki, owsiankę, po których często chorowały. Biegli w procesie przeciwko personelowi ze św. Anny mówili, że zmuszanie do zjadania własnych wymiocin jest czynnością tak degradującą jak atak seksualny. Człowiek, psychologicznie, może już nigdy od takiej miski pełnej rzygów nie wstać.

Dzieci przeżywały silne lęki separacyjne, więc często się moczyły. Dzisiaj opiekunowie raczej wiedzą, jak sobie radzić z dzieckiem, które doświadcza trudności, wtedy jedynym rozwiązaniem było bicie i upokarzanie. Zdarzało się, że dzieci za karę cały dzień chodziły w zabrudzonej bieliźnie – uczyły się w niej, pracowały. Organizowano też parady „lejków” – dzieci, które zasikały pościel, były naznaczane na apelach, owijano je brudnymi prześcieradłami jak rzymską togą.
Powiedziałaś, że dzieci pracowały?

– Lekcje kończyły się w porze obiadu, ale po południu nie było czasu wolnego. Przy szkołach często działały farmy, które utrzymywały te placówki – część produktów trafiała na stół, oczywiście, personelu, nie uczniów, a część była sprzedawana na zewnątrz.

Dzieci krzywdzono na wszelkie możliwe sposoby, ale to jest pierwsza odsłona tej tragedii. Druga jest taka, że pozwolono im nieść tę przemoc dalej. Starszych chłopców uczono prześladować i gwałcić młodsze dzieci, starsze dziewczynki uczono bić i głodzić młodsze. Dzieci znały tylko jeden sposób radzenia sobie z frustracją – przemoc. I zakładając potem rodziny, tak samo traktowały własne dzieci. Nie wiedziały, że można inaczej.
Opowiedz o Anne Wesley, siostrze szarytce ze szkoły św. Anny.

– To taka kanadyjska siostra Bernadetta. Bardzo łatwo byłoby przedstawić jej historię tak, że tu oto mamy biedne, krzywdzone, rdzenne dzieci, a tu złą zakonnicę z Europy, bo to nam porządkuje świat. Ale prawda jest pełna odcieni szarości. Studiując archiwa, zrozumiałam, że po pierwsze, siostra Wesley sama była wychowanką tej szkoły, a po drugie, że była rdzenna. To było „mind-blowing”, jakby powiedzieli Kanadyjczycy, niepojęte.
Dlaczego wróciła do szkoły jako dorosła osoba?

– Bo nie umiała się odnaleźć poza systemem. To było jedyne miejsce, które znała. A potem znęcała się nad dziećmi, tak jak nad nią się znęcano. Pokażę ci jej zdjęcie, jak była mała. Miałam je na pulpicie podczas pracy nad tą książką.
Mała, smutna dziewczynka.

– Nazywano ją ptaszynką. Oficjalnie nie mówi się, że siostra Wesley była rdzenna. W ogóle rzadko mówi się o tym, że rdzenni zadawali i zadają cierpienie rdzennym – kobietom, dzieciom. To jest tabu, z którym Kanada dopiero od niedawna się mierzy. Oczywiście te opresyjne ramy zostały stworzone przez białych, kolonizatorów, ale dzisiaj często wypełniają je już sami rdzenni.

Siostra Wesley jako jedna z nielicznych została skazana w słynnym procesie wychowanków przeciwko sprawcom w latach 90. Skazano ją razem z kilkorgiem innych pracowników niższego szczebla. Ale nikt z ich przełożonych nie poniósł kary. Księża podłączający dzieci do krzesła elektrycznego pozostali nietykalni. Wesley była już za stara, żeby odsiedzieć wyrok, ale za karę musiała zamieszkać we wsi, w której stała szkoła. Doczekała śmierci wśród ludzi, których krzywdziła.

Ale nie każda szkoła była miejscem kaźni. Były i takie, które pomogły dźwignąć się dzieciom z biedy, dały im wykształcenie, wyrywały ich z domów, w których rodzice pili i bili.
Jakiego procentu szkół to dotyczy?

– Ułamka.
Kiedy do świadomości publicznej zaczęło docierać, co się dzieje?

– To był proces. Kanadyjczycy wiedzieli od dawna, nie wiedziała tylko Kanada.

Ktoś te szkoły jednak wizytował, ktoś je aprowizował. Byli lekarze, którzy z urzędu opiekowali się dziećmi. Zresztą to lekarze jako pierwsi zaczęli bić na alarm. Już w 1907 roku doktor Peter Bryce opublikował raport o niedożywieniu dzieci w szkołach z internatem, a przede wszystkim o panoszącej się w nich gruźlicy. Dzieci nie szczepiono, do tego mieszkały często w skleconych byle jak, niedogrzanych, pleśniejących budynkach. Szkoły były przeludnione, każdego września dowożono nowych uczniów i nagle się okazało, że gruźlica świetnie to reguluje. Nie leczono dzieci zbyt gorliwie, mówiąc wprost.
Celowo je też zakażano.

– Tak. Zdrowym dzieciom przekazywano pościel po chorych.

    Kanadyjczycy dowiadywali się, co się dzieje w tych szkołach, również dzięki ucieczkom, często tragicznym w skutkach.

Kiedy wracaliśmy do Polski, moi chłopcy dostali na pożegnanie od sąsiadki komiks o Chaniem Wenjacku, który dziś jest ikoną popkultury.

W październiku 1966 roku 12-letni Chanie razem z dwoma kolegami, braćmi, uciekł ze szkoły prowadzonej przez prezbiterian w Kenorze. Chłopcy dotarli do postoju traperów, którzy okazali się daleką rodziną kolegów Wenjacka. Nakarmiono ich, ogrzano, bo mieli tylko cienkie kurtki, a na dworze był mróz, po czym dorośli zabrali ze sobą dwóch braci, a Chaniemu powiedzieli, że musi radzić sobie sam, bo spowalnia marsz. Miał na klatce piersiowej dużą bliznę, prawdopodobnie po niedawnej operacji serca albo płuc. Na drogę Chanie dostał siedem zapałek w słoiku... Szedł przez 36 godzin wzdłuż torów, bo miał nadzieję, że doprowadzą go do rodzinnej osady. Ale nie wiedział, że dom jest 600 km dalej, po czym padł. Znalazł go motorniczy. W tym wypadku akurat wszczęto śledztwo, dzięki czemu historia wyszła na jaw, ale takich ucieczek było mnóstwo. Czasem uciekinierów nawet nie szukano.
Czy Chanie był wykorzystywany seksualnie?

– Wiadomo było, że w jego szkole byli przestępcy seksualni, a kilka lat temu jeden z wychowanków powiedział wprost, że Chanie był wykorzystywany.

W latach 60. zaczęto podkreślać w licznych raportach, ile tak naprawdę ten system Kanadę kosztuje – te wszystkie zasiłki, koszty leczenia. Stało się jasne, że to się nie opłaca. Część szkół zamieniano na dzienne, część na zawodowe, odsuwano kler od władzy. Ale kluczowy moment nastąpił dopiero w latach 90. Dlatego, że można napisać dziesiątki raportów, ale nic nie przemawia tak jak osobista historia.
Mówisz o Philu Fontainie?

– Tak. W 1990 roku Phil Fontaine, prominentny polityk rdzennego pochodzenia, w największej kanadyjskiej telewizji CBC w programie na żywo wyznał, że jest absolwentem szkoły z internatem i że był w tej szkole wykorzystywany seksualnie. To wyznanie nastąpiło po jego wizycie w diecezji, gdzie Fontaine na prośbę wyborców usiłował namówić wysoko postawionych księży do wszczęcia śledztwa w sprawie różnych „nieprawidłowości” w szkołach przez nich prowadzonych. Powiedział coś jeszcze – że nie tylko był krzywdzony, ale że potem sam krzywdził.
„Robimy innym to, co nam zrobiono” – piszesz.

– Dla Kanadyjczyków to wyznanie było szokiem. Następnego dnia nie tylko do redakcji CBC, ale także do innych mediów zaczęły spływać setki listów od ludzi, którzy zrozumieli, że nie są jedynymi. Ocaleńcy zaczęli się organizować, liczyć i mówić głośno o swojej krzywdzie. Edmund Metatawabin, ten, który był w szkole św. Anny karmiony wymiocinami i sadzany na krześle elektrycznym, zorganizował grupę wsparcia dla ocaleńców ze swojej szkoły, a później doprowadził do śledztwa i procesu, na którym skazano m.in. Annę Wesley. W ubiegłym roku dostał najwyższe państwowe odznaczenie – Order Kanady. Jest na nim wygrawerowana łacińska sentencja: „Desiderantes meliorem patriam”. Dla tych, którzy pragną lepszej ojczyzny. Tak Kanadyjczycy rozumieją patriotyzm.

    W latach 90. wychowankowie poszczególnych szkół zaczęli pozywać sprawców, dochodziło do wyroków, ugód, ale były to procesy cywilne. Dopiero w XXI wieku Kanada oficjalnie zaczęła przepraszać i uruchomiła rządowe procedury, który przyznawały ocaleńcom konkretne pieniądze. Na mocy ugody Indian Residential School Settlement Agreement (IRSSA) uruchomiono rządowy fundusz, z którego wypłacano rekompensaty. Powołano też Komisję Prawdy i Pojednania. W sumie z IRSS-y skorzystało ok. 50 tys. pokrzywdzonych.

Czy tzw. drugie pokolenie, dzieci wychowanków tych szkół, miało prawo do rekompensat?

– Nie, chociaż one też są ofiarami tego systemu, tak jak ich dzieci, czyli wnuki ocaleńców. Tę krzywdę i skłonność do przemocy dziedziczy się, jak kształt oczu.
Podobno w drugim pokoleniu wskaźnik samobójstw jest sześcio-, siedmiokrotnie wyższy niż średnia kanadyjska, więcej jest też uzależnień, depresji?

– Tak. Szkoły z internatem niszczą kolejne pokolenia. Rdzenne dzieci wąchają klej, prostytuują się. Wielokrotnie częściej trafiają do rodzin zastępczych, a młodzi są znacznie częściej notowani.

Ocaleńcy mówią, że każdego września w rodzinach dotkniętych traumą szkoły z internatem odzywa się „pamięć ciała”. Zaostrzają się epizody depresyjne, zaczyna się większe picie i większa przemoc.

Były przeprosiny, rozliczenia, kanadyjskie dzieci uczą się o szkołach z internatem, mówią o tym media. Zrobiono wszystko, co możliwe, ale to nadal za mało. Te krzywdy są właściwie nienaprawialne.
Tak myślisz?

– Niektórym rodzinom wystarczyło „przepraszam”. Niektórym pomogły pieniądze. Innym – że powstają centra kultury, w których pracuje się nad renesansem rdzennych języków, czy tradycji, ale ludność rdzenna wciąż pozostaje na ekonomicznym marginesie. Rezerwaty to nie są romantyczne obrazki z powieści Maya czy Szklarskiego. W większości to enklawy biedy i wykluczenia. Miejsca, gdzie nie ma pracy, gdzie się pije i bierze, gdzie można się urodzić i umrzeć, ale nie ma po co żyć – jak mówi jeden z moich bohaterów.
„Pojednanie jest procesem o wyraźnym początku, ale bez końca”- twierdzisz.

– Bo takich spraw do rozliczenia jest więcej. W wakacje opublikowano raport, który obiecał Trudeau, idąc do wyborów w 2015 roku, o skali systemowej przemocy wobec rdzennych kobiet i dziewcząt, ale też osób ze społeczności LGBT+. Poza szkołami z internatem istniały też dzienne szkoły dla rdzennych, w których również ich krzywdzono. Kolejne pola do rozliczeń to szpitale i eksperymenty medyczne na dzieciach.

Ale dzisiaj, dzięki raportowi Komisji Prawdy i Pojednania, Kanada ma już gotowe narzędzia, mapę do tego, jak się w tym poruszać. Przeszła drogę od „tylko nie mów nikomu” do „powiedzmy wszystkim”. Patrzę na nią z zazdrością, mimo że nie jest idealna.
Czego jej zazdrościsz?

– Odwagi do spojrzenia w lustro. My mamy mnóstwo takich niedomkniętych spraw i moglibyśmy czerpać z niej wzór. Punktem wyjścia do rozmowy jest to, że Kanadyjczycy niezależnie od opcji politycznych i opinii zgadzają się co do faktów. Zgadzają się, że doszło do ludobójstwa i że ogromną rolę odegrały w tym państwo i Kościół. Nie dyskutuje się o „prawdzie historycznej”, bo ona jest jedna.

    Bohaterowie mojego reportażu są Kanadyjczykami, dekoracje są kanadyjskie, ale te mechanizmy „pracują” we wszystkich szerokościach geograficznych. To dzieje się w Europie, w Australii, w Polsce.

Masz na myśli mechanizm krzywdzenia dzieci?

– Tak. Dużo jeżdżę po Polsce i zawsze, jak widzę dom na odludziu, pod lasem, do którego mało kto zagląda, to się zastanawiam – czy w tym domu dzieci są bezpieczne?

To jest uniwersalna opowieść o tym, że z dzieckiem można zrobić wszystko i że sprawcy są bezkarni tak długo, jak długo nie mają nad sobą kontroli. U nas wciąż pokutuje to straszne powiedzenie: „Nie mówi nikomu, co się dzieje w domu”. Moje dzieci, także dzięki kanadyjskiemu doświadczeniu, wiedzą, że nie mogą być cicho, kiedy im albo innym obok dzieje się krzywda. Wiedzą też, że dziecka nikt nie ma prawa dotykać w nieodpowiedni sposób – ani nauczyciel, ani ksiądz, ani trener, ani dziadek.
Kanadyjskie dzieci uczą się o szkołach z internatem od małego. Jak to wygląda?

– Różne wątki pojawiają się i na angielskim, i na historii, i na muzyce, i na plastyce i są dostosowane do wieku.

30 września na przykład obchodzi się Dzień Pomarańczowej Koszulki na pamiątkę Phyllis Webstad, która jako dziewczynka została zabrana do szkoły z internatem. Ukochana babcia kupiła jej na pożegnanie pomarańczowy T-shirt. Zabrano jej go, jak tylko przekroczyła próg internatu. Webstad po latach wspominała, że poczuła się wtedy, jakby nie miała żadnego znaczenia i tak też czuła się przez całą szkołę. Przez tę historię kanadyjskie dzieci uczą się, że całkiem niedawno w ich kraju były dzieci, z którymi się nie liczono, które nie mogły się ubrać w to, co chciały, a przede wszystkim, które nie wracały po lekcjach do mamy i taty. To tylko jeden z przykładów. W szkole mojego syna codziennie rano po granym przez radiowęzeł hymnie w różnych interpretacjach – czasem to było reggae, czasem Bob Dylan, a czasem Celine Dion – pani dyrektor wygłaszała formułkę pt. „Land Acknowledgment”, która przypomina, że szkoła stoi na ziemiach należących do takiego a takiego plemienia. Taką formułką rozpoczynają się wszystkie uroczystości miejskie i państwowe.
Wiem też, że kanadyjskie dziecko nie przebierze się na bal za Indianina ani za Eskimosa.

– Bo to świętokradztwo. Jeśli wiesz, że twój dom stoi na ziemi, z której kiedyś kogoś wypędzono, a twoja szkoła być może była kiedyś miejscem kaźni, wiesz również, że materialne bogactwo Kanady jest zbudowane na krzywdzie Pierwszych Narodów, to masz poczucie, że noszenie cudzych regaliów jako kostiumu karnawałowego jest po prostu nieprzyzwoite.
U nas czasem służy to za ilustrację „politycznej poprawności doprowadzonej do granic absurdu”.

– A w Kanadzie to nawet nie jest kwestia dobrego smaku, to jest już poza dyskusją. Bo to z nadwrażliwością nie ma nic wspólnego, a bardzo wiele – z empatią.

Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz – kwestia języka.
Język kreuje rzeczywistość.

– No właśnie. Dlatego o wychowankach szkół z internatem nie mówi się ofiary, tylko ocaleńcy.
Bo w słowie „ocaleniec” jest sprawczość?

– Tak! I zwróć uwagę – ocaleniec, nie ocalony – bo nikt tych ludzi nie ocalił, żaden ratunek po nich nie przyszedł. Sami mieli siłę, żeby to przetrwać, jak Toby Obed. Na naszym kontynencie mianem ocalonych określa się tych, którzy przeżyli Holocaust. Do niedawna tak było również w Kanadzie. Ocalony to był dziadek czy sąsiad, Żyd, któremu udało się przeżyć obóz w Europie. Ale od momentu publikacji raportu Komisji Prawdy i Pojednania desygnat jest inny.
Nie mówi się też – Indianie, Eskimosi – tylko rdzenni, Pierwsze Narody.

– Bo oni sami tak o sobie nie mówią. Słowo „eskimo” jest przezwiskiem, oznacza zjadacza surowego mięsa. Zostało przywiezione przez białych badaczy i antropologów. Z kolei „Indianin” jest określeniem historycznym, dalej funkcjonuje w niektórych przepisach albo w nazwach instytucji, ale już na przykład zmienia się je w tytułach dzieł sztuki. Jest taki znany obrazek z lat 30. XX wieku malarki Emily Carr, który kiedyś nosił tytuł „Indiański kościółek”. Galeria sztuki w Toronto, gdzie wisi, uznała ten tytuł za raniący i przemianowała go na „Kościółek we wsi Yuqout”.

Toby Obed też mówi o sobie, że jest Inukiem, Inuitą. W jego języku to słowo oznacza człowieka. I on tak siebie widzi – jako człowieka, nie eksponat.
Udało ci się w końcu z nim spotkać?

– Nie. Toby mieszka w swojej rodzinnej wsi Hopedale pod kręgiem polarnym, trudno mi było do niego dotrzeć, ale rozmawialiśmy kilkakrotnie przez Skype’a. To były monologi przerywane głuchymi dźwiękami. Kiedy Toby płakał, uderzał w mostek ręką bez dłoni. Ponad 20 lat temu amputowano mu dłoń, palce u drugiej ręki i stopy. Chodzi na protezach.

W szkole z internatem spędził pięć lat. Kiedy ją zamknięto, nie wrócił do domu, bo jego rodzice pili, i przez kolejne osiem lat był przerzucany z jednej rodziny zastępczej do drugiej. To były głównie rodziny wojskowych. Jako dziecko Toby zaliczył ich w sumie 20. Nie był ślicznym, słodkim chłopcem. Był poraniony, buntował się, a te rodziny nie miały żadnych kompetencji wychowawczych. We wszystkich go bito, w większości głodzono. Mając 22 lata, podczas jednego z ciągów alkoholowych wyszedł z baru na mróz i stracił przytomność. Następnego dnia znalazł go patrol policyjny. Policjanci byli przekonani, że nie żyje. W szpitalu wyciągnięto go z głębokiej hipotermii, choć kończyny były nie do uratowania. I wtedy, w latach 90. Kanada usłyszała o nim po raz pierwszy. Pokazywano go w telewizji jako cud. Już wtedy pokazał się jako człowiek, który rozpaczliwie trzyma się życia.
Opowiedział ci, co mu robiono w szkole?

– Ze szczegółami. Ale uznałam, że nie napiszę o tym w książce. Zamiast tego wymieniłam postanowienia ugody, którą Toby i inni ocaleńcy zawarli z rządem. Do ugody jest dołączony cennik.
Wstrząsający.

– Uznałam, że powie on więcej niż wyliczanie obrażeń i psychicznych ran. Każda krzywda, każdy przypadek dotykania, gwałtu analnego, waginalnego, za pomocą przedmiotu, każdy rozstrój zdrowia, każda ciąża, każda przemoc psychiczna i duchowa mają przypisane odpowiednie punkty, które są potem przeliczane na dolary.

Toby dostał najwyższe odszkodowanie. 250 tys. dolarów.
Płakałaś razem z nim?

– Moje wzruszenie byłoby mu po nic. Tak jak i pozostałym rozmówcom. Moim zadaniem było zbudować im bezpieczną przestrzeń do rozmowy. Nie ciągnęłam ich za język, mówili tyle, ile chcieli.
Wiele osób, które pracowały z ocaleńcami, z ich zeznaniami, miało jakieś wsparcie psychologiczne. Ciebie ktoś wspierał?

– Miałam w głowie kilka wskazówek, których udzielili mi doświadczeni reporterzy z Polskiej Szkoły Reportażu, którą skończyłam przed wyjazdem: Wojciech Jagielski, Wojciech Tochman, Katarzyna Surmiak-Domańska, która była moją opiekunką przy pracy nad tą książką, a potem także Mikołaj Grynberg.

    Ale najbardziej pomagały mi rozmowy z mężem. Codziennie wieczorem, jak położyliśmy dzieci spać, siadaliśmy z kawą, a ja mu opowiadałam, opowiadałam, opowiadałam.

Były też momenty, kiedy czułam się zupełnie bezradna wobec opowieści, z którą się stykałam. Myślę teraz o Evelyn Korkmaz.

Dowiedziałam się o niej, przeglądając dokumentację sądową, ale ponieważ była tam anonimowa, to wiedziałam tylko tyle, że najprawdopodobniej jest kobietą, że domaga się pociągnięcia do odpowiedzialności nie tylko bezpośrednich sprawców swoich krzywd, ale także hierarchów Kościoła katolickiego. Zrozumiałam, że jest to osoba, która wychodzi z roli ofiary poza własną historię i domaga się zatrzymania fali przemocy. Chce przed nią uchronić kolejne pokolenia. Były w niej jakiś ogień, niezniszczalność, godność. Dotarłam do niej przez reżyserkę filmu o ocaleńcach ze Świętej Anny. Dała mi kilkugodzinną „surówkę” z rozmową z Evelyn.
Jaka jest jej historia?

– To jest opowieść dziewczynki, która przez pięć lat była gwałcona i przypalana papierosami przez szkolnych kolegów w czasie powrotu z lekcji do domu. Jej rodzina mieszkała tuż obok. Teren szkoły nie był ogrodzony, więc władze nie poczuwały się do odpowiedzialności. Ta historia jest nie do udźwignięcia. Uznałam, że nie mogę pojechać do niej i podstawić jej dyktafonu pod nos. Katarzyna Surmiak-Domańska poradziła mi wtedy: „Zapytaj ją o wnuki. O tamto nie pytaj jej wcale”. Ale jak tylko Evelyn odebrała mnie z dworca, sama zaczęła opowiadać. Czasem w trzeciej osobie. Jak mówiła o polanie, to było: „Dziewczynka szła, zobaczyła...”. Jakby to się przydarzyło komuś innemu.

Miała pozostać w mojej książce anonimowa, ale w lutym tego roku coś się wydarzyło. Evelyn pojechała do Watykanu, miała się spotkać z papieżem Franciszkiem, ale w ostatniej chwili nie została wpuszczona na audiencję. Media w Polsce obiegły zdjęcia, na których papież całuje dłoń Marka Lisińskiego, ówczesnego szefa fundacji Nie Lękajcie Się, ale Evelyn została na zewnątrz. Jeszcze w Watykanie stanęła na czele pochodu, który domagał się ukarania hierarchów Kościoła kryjących pedofilów w sutannach. Ujawniła się i teraz opowiada już swoją historię pod nazwiskiem. Polski czytelnik jako pierwszy ma przywilej poznać jej opowieść.
Wiesz, dlaczego potraktowano ją tak lekceważąco?

– Myślę, że częściowo dlatego, że Kanada jest zeświecczona, społeczność katolicka jest niewielka i Kościół ma tam niewiele do stracenia. Przeprosił za podobne zbrodnie w Irlandii, w Ameryce Południowej, a w Kanadzie nie. Premier Trudeau pielgrzymował w tej sprawie do Watykanu, w zeszłym roku kanadyjski parlament wezwał papieża Franciszka do przeprosin, ale to są wołania na puszczy.
Masz kontakt z Tobym Obedem?

– Mam. Nadal mieszka w Hopedale. Bieduje. Z rekordowej rekompensaty nie zostało wiele, bo kiedy dostał wypłatę, nagle pojawiło się wokół niego mnóstwo „przyjaciół”. Część pieniędzy przepił, część rozdał, część pożyczył. Ma lepsze i gorsze momenty. Wiem, że ostatnio wymieniał protezy na nowe.
Czy to „przepraszam”, na które tyle czekał, go usatysfakcjonowało?

– Nie, bo jego życie nie zmieniło się wcale na lepsze.

    Kiedyś powiedział: „Tęsknię za mamą, odkąd miałem cztery lata”. I żadne przeprosiny tego nie zmienią.

Joanna Gierak-Onoszko – dziennikarka, publikowała w „Polityce”, „Dużym Formacie”, „Piśmie. Magazynie opinii” i w „Non/fiction – nieregularniku reporterskim”. Zajmuje się bohaterami drugiego planu. „27 śmierci Toby’ego Obeda” (wyd. Dowody na Istnienie) to jej debiut książkowy, owoc dwóch lat spędzonych w Kanadzie

Tekst pochodzi z magazynu "Wysokie Obcasy Extra" nr 1 (92)/2020

178

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Cytował już nie będę, ale swoje powiem.
Nie wiem ile prawdy w przytoczonych cytatach się znajduje, ale mniej przykro mi, że nasi przodkowie, jako "arcy antysemici" oraz innego rodzaju - "arcy", przynajmniej wobec autochtonicznej ludności obu Ameryk, nasi rodacy, nie zostali przywołani.
Któż zatem winien temu wszystkiemu, co opisano, skoro nie Polacy...?

179

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Ludzie.

180 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2021-02-08 23:54:34)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Czarna Kotka napisał/a:

Winter, to co cytujesz i sporo z tego co widuje, to jest wlasciwie odwrotny rasizm.
Kwestia o tyle trudna, ze ten "parawdziwy" rasizm i jego konsekwencje wciaz istnieja.
Ale tu pozostawie do przemyslenia fragment wywiadu z autorka ksiązki "27 śmierci Toby`ego Obeda" - którą szczerze polecam, choc to jest wyjatkowo cięzka lektura. Serio, trudno ją przeczytać "na raz", bo skala bestialstwa, którą w tej książce opisano zwyczajnie przekracza pojmowanie.

Nie mówi się też – Indianie, Eskimosi – tylko rdzenni, Pierwsze Narody.

– Bo oni sami tak o sobie nie mówią. Słowo „eskimo” jest przezwiskiem, oznacza zjadacza surowego mięsa. Zostało przywiezione przez białych badaczy i antropologów. Z kolei „Indianin” jest określeniem historycznym, dalej funkcjonuje w niektórych przepisach albo w nazwach instytucji, ale już na przykład zmienia się je w tytułach dzieł sztuki. Jest taki znany obrazek z lat 30. XX wieku malarki Emily Carr, który kiedyś nosił tytuł „Indiański kościółek”. Galeria sztuki w Toronto, gdzie wisi, uznała ten tytuł za raniący i przemianowała go na „Kościółek we wsi Yuqout”.

Toby Obed też mówi o sobie, że jest Inukiem, Inuitą. W jego języku to słowo oznacza człowieka. I on tak siebie widzi – jako człowieka, nie eksponat.

Taka prawda. Jest rasizm nadal praktycznie wszedzie, a nawet niewolnictwo w niektorych panstwach Afrykanskich. Ba! Afryka Południowa do lat '90 tak traktowala ludzi czarnoskorych, ze glowa mala.
Najwiecej rasizmu widze w krajach takich jak Meksyk lub wsrod Arabow. Wiecej rasizmu niz w Polsce i bardziej otwartego.
Z kolei te osoby co wlasnie tak sie tam wywnetrzniaja i histeryzuja to sa uprzywilejowani studenci, albo leniwi mlodzi ludzie z Ameryki lub UK. Czyli ta grupa akurat osob, ktora ma najmniej problemow z powodu ich rasy.
Mam znajomych z panstw Afrykanskich i z Jamajki i dziwnym trafem oni wsciekli nie sa, ze ktos jest bialy, a sobie warkoczyki zaplecie.
Bo ta cala obraza majestatu nie wychodzi z krajow gdzie jest wiekszosc osob czarnoskorych.
Podobnie z ta pol Japonka z Ameryki co nigdy nie byla w Japonii, to ona byla wielce obrazona o jakis makijaz, a osoby z Japonii nie byly wcale urazone i nawet nie uwazaja, ze ten makijaz ma cos wspolnego z ich krajem.
Robili badania na temat tego czy taka postawa daje pozytywne efekty i wychodzilo, ze u ludzi opada poziom empatii w stosunku do osob bialych w zlej sytuacji (bo przeciez maja przywilej bycia bialymi), ale nie wzrasta wspolczucie w stosunku do osob czarnych w zlej sytuacji.


Nie nazywam tego osobiscie 'odroconym rasizmem' bo to sa ichnie definicje nowe. Rasizm to myslenie, ze pewna rasa jest lepsza od drugiej lub gorsza. Przypisywanie rasom pozytywnych lub negatywnych cech. Mowienie, ze jakas rasa jest dobra w tanczeniu to tez rasizm.

Najwiekszy problem to nowomowa. Nowomowa, cenzura i pozwalanie na zle zachowanie (bo nie mozna dyktowac tonu osob trans czy pewnych ras) jest bardzo problematyczne.
Ogolnie poprawnosc polityczna to kiedys wydawala sie taka niewinna idea, a teraz to juz nie jest poprawnosc polityczna tylko brak realizmu opakowany w moralnosc i robi sie totalitarne to wszystko. Jest dla mnie absurdalnym, ze mozna dostac kare od sadu za to co sie powiedzialo.

181

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Jak dla mnie poprawność polityczna nie jest jakimś arbitralnie narzuconym zakazem używania pewnych określeń, czy też nakazem używania innych, lecz próbą wyrównania nierówności/pogardy, które w języku się objawiają. W tym sensie poprawność polityczna jest to dbałość o uczucia innych, przeważnie stanowiących mniejszość.
Czasami pewne grupy to wykorzystują, ale jak to nie są arbitralne zasady, to...o jakiej poprawności tu mowa? :-/
Mam wrażenie, że ludzie u władzy lub tacy, którzy czują poparcie władzy podają jakieś skrajne przykłady nadwrażliwości pewnych grup, żeby pozbyć się poprawności politycznej, aby sobie spokojnie mogli powiedzieć czarnuch, pedał itp., czyli właśnie wyrazić swoje emocje, które hamują w imię poprawności politycznej.

182 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2021-02-09 00:02:42)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
MagdaLena1111 napisał/a:

Jak dla mnie poprawność polityczna nie jest jakimś arbitralnie narzuconym zakazem używania pewnych określeń, czy też nakazem używania innych, lecz próbą wyrównania nierówności/pogardy, które w języku się objawiają. W tym sensie poprawność polityczna jest to dbałość o uczucia innych, przeważnie stanowiących mniejszość.
Czasami pewne grupy to wykorzystują, ale jak to nie są arbitralne zasady, to...o jakiej poprawności tu mowa? :-/
Mam wrażenie, że ludzie u władzy lub tacy, którzy czują poparcie władzy podają jakieś skrajne przykłady nadwrażliwości pewnych grup, żeby pozbyć się poprawności politycznej, aby sobie spokojnie mogli powiedzieć czarnuch, pedał itp., czyli właśnie wyrazić swoje emocje, które hamują w imię poprawności politycznej.

Gdzie? O jakim miejscu mowa?
Bo nie w Stanach ani w UK ani w Irlandii ani w Australii ani w Kanadzie.
Dbalosc o uczucia innych i 'pogarda' to sa rzeczy wzgledne. Uczucia nie powinny ustanawiac prawa, a zranione uczucia nie maja najmniejszego znaczenia, co to nawet znaczy? Kto ma decydowac co jest pogardliwe?
No nie wiem, ja jestem free speech absolutist, podobnie jak Dr Gad Saad.

Wydaje mi sie, ze jak w Australii sad skazal kobiete na zaplacenie wysokiej kary bo powiedziala, ze trans kobieta to facet to jest to cenzura nalozona przez prawo nie tylko na wolnosc slowa, ale na wolnosc pogladow. Bo to poglad, ze czlowiek moze zmienic plec i jest to poglad, ze czlowiek nie moze zmienic plci.

183 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-02-09 00:29:21)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

W sumie też jestem za wolnością słowa, ale absolutna wolność słowa to ułuda. Już wspominałam chociażby o składaniu fałszywych zeznań, czy grożenie komuś jego zabiciem.
Bliżej mi do Stuarta Milla.

W związku z tym tzw. poprawność polityczna powinna być ewentualnie w pewnym sensie wizytówką klasy danej osoby i tylko tym.

184 Ostatnio edytowany przez Belzebiusz (2021-02-09 01:34:01)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
MagdaLena1111 napisał/a:

Jak dla mnie poprawność polityczna nie jest jakimś arbitralnie narzuconym zakazem używania pewnych określeń, czy też nakazem używania innych, lecz próbą wyrównania nierówności/pogardy, które w języku się objawiają. W tym sensie poprawność polityczna jest to dbałość o uczucia innych, przeważnie stanowiących mniejszość.

Skoro zatem ktoś bierze się za to de iure rzekome wyrównywanie nierówności czy pogardy i dbanie o uczucia innych, to jak ma to inaczej wyegzekwować niż arbitralnym zakazem/nakazem pod groźbą sankcji, de facto określaniem co wolno mówić a co nie?

185

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Belzebiusz napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Jak dla mnie poprawność polityczna nie jest jakimś arbitralnie narzuconym zakazem używania pewnych określeń, czy też nakazem używania innych, lecz próbą wyrównania nierówności/pogardy, które w języku się objawiają. W tym sensie poprawność polityczna jest to dbałość o uczucia innych, przeważnie stanowiących mniejszość.

Skoro zatem ktoś bierze się za to de iure rzekome wyrównywanie nierówności czy pogardy i dbanie o uczucia innych, to jak ma to inaczej wyegzekwować niż arbitralnym zakazem/nakazem pod groźbą sankcji, de facto określaniem co wolno mówić a co nie?

Nie wiem, czy dobrze rozumiem, jednak jeżeli zaczynają grozić sankcje prawne za wyrażenie własnego zdania, które jest niepochlebne, czy też po prostu krytyczne wobec kogoś, to już nie jest mowa o poprawności politycznej ale o naruszeniu cudzych dóbr osobistych. To się jednak nie dzieje w postępowaniu z urzędu, ale w postępowaniu cywilnym.
Każdy ma prawo do ochrony swojego wizerunku.
Nie ma chyba prawnych zakazów używania pewnych określeń, chociażby wspomniane wcześniej „czarnuch” albo „pedał”, za które jest się ściganym z urzędu. To nie są też przekleństwa, za które grozi kara grzywny.

186

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Dla mnie wywalenie z pracy w firmie czy pracy na uczelni to jak najbardziej taka sankcja.
Próby lobbowania na rzecz penalizacji tzw. "mowy nienawiści" również się tu łapią.

187 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-02-09 13:21:26)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Belzebiusz napisał/a:

Dla mnie wywalenie z pracy w firmie czy pracy na uczelni to jak najbardziej taka sankcja.
Próby lobbowania na rzecz penalizacji tzw. "mowy nienawiści" również się tu łapią.


Jak wyżej wspomniałam, jestem blisko poglądów Milla w kwestii wolności słowa, więc „mowa nienawiści” nie powinna być dozwolona.
To też w sumie zależy od charakteru tej mowy nienawiści, bo jeżeli ona jest „tylko” obraźliwa, jak np. w stwierdzeniu, że „pisowcy to idioci”, to można z tym stwierdzeniem jeszcze jakoś dyskutować, iść do sądu, dochodzić swoich racji. Jednak jak ktoś używa stwierdzeń wykluczających np. „kto nie myśli jak ja, ten nie Polak”, to z tym w ogóle już trudno dyskutować.

Firmy mają swoje różne polityki, procedury regulaminy, których pracownicy zobowiązują się przestrzegać. Sama zajmuję się komunikacją, więc wiem jak to wygląda. Jak ktoś nie rozumie to, do czego się zobowiązuje, to jego problem. Albo niech szuka pracy w takiej firmie, gdzie nie ma tego typu ograniczeń.

188 Ostatnio edytowany przez Bill.Garret (2021-02-09 15:59:19)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
MagdaLena1111 napisał/a:
Belzebiusz napisał/a:

Dla mnie wywalenie z pracy w firmie czy pracy na uczelni to jak najbardziej taka sankcja.
Próby lobbowania na rzecz penalizacji tzw. "mowy nienawiści" również się tu łapią.


Jak wyżej wspomniałam, jestem blisko poglądów Milla w kwestii wolności słowa, więc „mowa nienawiści” nie powinna być dozwolona.
.

Najważniejsze jest to, kto dokonuje oceny co jest, a co nie jest mowa nienawiści.
Przykład takiej oceny, neutralny politycznie :
- afera z Gamestop.
- Fundusze inwestycyjne postanowiły zagrać na spadki akcji Gamestop, co w efekcie doprowadziłoby to bankructwa firmy i dużych zysków instytucji finansowych.
- drobni ciułacze („ulica”) , pomna nieszczęść jakie na nich spadły w 2008 roku po podobnych manipulacjach instytucji finansowych, postanowili się skrzyknąc na rededit i zrzucić na wykup akcji Gameedit powodując ich wzrost i straty funduszy grających na spadki.
- efekt : wzrost ceny akcji z 50 USD na 250 USD
- reakcja establishmentu : pełne potępienia słowa wobec „ulicy” ze strony zarządu Wall Street i Banku Centralnego - mówiono o „zmowie”
- wprowadzenie limitów zakupu akcji przez „ulice” przez Robinhood ( popularna platforma handlu akcjami) , później okazało się ze jest kapitałowo powiązana z funduszami grającymi na spadki a ponadto były naciski z Białego Domu by takie limity wprowadzić.
- „ulica” odwdzięczyła się obnizajac oceny Robinhood w Google do minimum - Google wykasowalo negatywne oceny przywracając poprzedni rating.

Co to ma wspólnego z wolnością słowa i mowa nienawiści ?
- to, że ocena kto może manipulować słowem lub akcjami zależy od tego jak jest powiązany z establishmentem.
Tak jak fundusz hedgingowy ma przyzwolenie na manipulacje wartością akcji ( bez względu na konsekwencje dla zwykłych zjadaczy chleba),
tak samo można oczerniać , pomawiać bez konsekwencji grupy społeczne nie będące blisko z obecnym establishmentem.
Próby podobnej reakcji z drugiej strony barykady będą określone jako „zmowa” lub „mowa nienawiści”

189 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-02-09 18:15:46)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
Bill.Garret napisał/a:

Najważniejsze jest to, kto dokonuje oceny co jest, a co nie jest mowa nienawiści.
(...)
Co to ma wspólnego z wolnością słowa i mowa nienawiści ?
- to, że ocena kto może manipulować słowem lub akcjami zależy od tego jak jest powiązany z establishmentem.
Tak jak fundusz hedgingowy ma przyzwolenie na manipulacje wartością akcji ( bez względu na konsekwencje dla zwykłych zjadaczy chleba),
tak samo można oczerniać , pomawiać bez konsekwencji grupy społeczne nie będące blisko z obecnym establishmentem.
Próby podobnej reakcji z drugiej strony barykady będą określone jako „zmowa” lub „mowa nienawiści”

Ale jak ktoś coś tam przeczytał z Milla, to wie, że on był orędownikiem wolności słowa, a za jedyną granice wolności słowa uważał krzywdę innych osób, ich szkodę. Wg Milla tylko takie wypowiedzi, które w sposób bezpośredni prowadzą do czyjejś szkody fizycznej i materialnej można ograniczać.
Ocena tego, czym jest mowa nienawiści wydaje się więc dosyć prosta.

Ale rozumiem o co Tobie chodzi i podzielam te obawy, bo nawet, jeżeli funkcjonowanie wypowiedzi fałszywych, obraźliwych, niezbyt mądrych w przestrzeni publicznej jest czymś złym, to i tak wykluczanie ich i zakazywanie jest czymś gorszym niż ich funkcjonowanie. Właśnie z tego powodu, o którym piszesz, czyli, że ktoś musi decydować jaka wypowiedź nie spełnia standardów, a przyznanie tych kompetencji to bardzo ryzykowna sprawa. A po drugie, jest też taki problem, że opinie fałszywe, poglądy niemoralne i obraźliwe, jeżeli zostaną całkowicie wykluczone z przestrzeni publicznej, to mogą się radykalizować, bo przecież najprawdopodobniej ludzie nie porzucą tych przekonań, tylko będą dawali im wyraz w jakiś inny sposób, a to się odbije czkawką prędzej czy później.

190

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Snake, jeżeli tak bronisz zaleceń dotyczących  zwierząt - wytłumacz mi
1.nieparzystokopytny wielbłąd
2.przeżuwający zając
3.szczecionogi pająk
a potem może pójdziemy dalej? Nie mogę się doczekać...

191

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Ale że co? Będziemy dyskutować o wyższości systematyki nad Biblią? Ejże, tego jest na pęczki w internecie. Pozdrawiam, kiedy tam nie wpadniesz wink

192 Ostatnio edytowany przez Belzebiusz (2021-02-09 22:55:20)

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?
MagdaLena1111 napisał/a:
Belzebiusz napisał/a:

Dla mnie wywalenie z pracy w firmie czy pracy na uczelni to jak najbardziej taka sankcja.
Próby lobbowania na rzecz penalizacji tzw. "mowy nienawiści" również się tu łapią.


Jak wyżej wspomniałam, jestem blisko poglądów Milla w kwestii wolności słowa, więc „mowa nienawiści” nie powinna być dozwolona.
To też w sumie zależy od charakteru tej mowy nienawiści, bo jeżeli ona jest „tylko” obraźliwa, jak np. w stwierdzeniu, że „pisowcy to idioci”, to można z tym stwierdzeniem jeszcze jakoś dyskutować, iść do sądu, dochodzić swoich racji. Jednak jak ktoś używa stwierdzeń wykluczających np. „kto nie myśli jak ja, ten nie Polak”, to z tym w ogóle już trudno dyskutować.

Firmy mają swoje różne polityki, procedury regulaminy, których pracownicy zobowiązują się przestrzegać. Sama zajmuję się komunikacją, więc wiem jak to wygląda. Jak ktoś nie rozumie to, do czego się zobowiązuje, to jego problem. Albo niech szuka pracy w takiej firmie, gdzie nie ma tego typu ograniczeń.

Trudno się nie zgodzić z tym, że powinno się przemyśleć to, do czego się zobowiązujemy przed postawieniem podpisu. Problem pojawia się wówczas, gdy rektor czy dyrektor kierując się domniemaną dbałością o zewnętrzny wizerunek placówki (tj. właśnie poprawnością polityczną) wymaga od nas pod groźbą sankcji postaw, o których wcześniej w ogóle nie było mowy.

193

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

W tym kraju już dawno nie ma wolności słowa. Tak jak w wielu innych państwach tej niby wolnej Europy. Wszystko podciągane pod mowę nienawiści, poprawność polityczną, itd. I to jedni drugim tą wolność ograniczają. A prawda jest taka, że każdy dąży do tego, by "moje było na wierzchu".

194

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

W temacie wolności słowa. Szajsbuk zawiesił anglojęzyczne konto IPN-u, bo germanizacja się komuś ponoć nie spodobała (nie żeby to był fakt historyczny). Niedługo takie jaja mogą być za napisanie kto wywołał ll wojnę światową lub coś podobnego.

195

Odp: Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Włączam dzisiaj tv, a tam protest mediów. Tego jeszcze nie grali big_smile
Mój kraj, taki piękny..

Posty [ 131 do 195 z 480 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 8 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Wolność Słowa vs. Poprawność Polityczna - gdzie jest granica?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024