netkobietyWszystkie działy
Nasza społeczność

Nie żyję byle jak!

971 odpowiedzi82 320 wyświetleńzałożony przez Eileen, 27.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 456 do 520 z 972 ]

456

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:
Jozefina napisał/a:

Tyle stron o tym ze - co juz od dawna  wiadomo -Kammis zyje byle jak.

na pytanie: co robisz w zyciu moge komukolwiek powiedziec cos wiecej niz "jestem zona i mamusia".

eee, raczej mniej niz wiecej:) Bo nie jestes ani jedna ani druga. Bycie zona i mamusia to ogromna przyjemnosc i spelnienie jesli ktos potrafi dostrzec pozytywne aspekty takiego stanu. Bywaja zony i mamusie pracujace a takze spory odsetek osob wolnych, bezdzietnych i tez niepracujacych. Np tzw. wieczni studenci.

Dzieki tym dwom rolom "zony i mamusi"  ludzkosc przetrwala i trwa nadal. To dosc duzy wklad w zycie spoleczenstwa. Chociaz nie jedyny wazny. Praca tez jest istotna, tylko martwic sie nalezy kiedy tych pracownikow z roku na rok bedzie ubywac.

457 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-14 12:03:26)

Odp: Nie żyję byle jak!
mariola856 napisał/a:

tylko  można powiedzieć raz czy dwa a nie kilkanascie razy w jednym watku bo to nudne dopiero
ja tez jestem zadowolona ze swojego zycia

po co nam u skoro nawet Polki potrafia sobie wzajemnie bezinteresownie dogryzac i nazywac ,,kura domową,, ale jeśli komus sie lepiej zrobi to niech mowi co chce

No a o czym jest ten wątek? Właśnie o tym żeby się chwalić. To nie jest wątek taki jak ich setki o typowo nudnych problemach jak żyć i za co.
Już wolę, jak ktoś chwali się tam co osiągnął w życiu, niż smęci mi codziennym problemami o których nawet pojęcia nie mam.

Mariola jak taka zadowolona jesteś to dlaczego częściej się żalisz niż chwalisz? tongue

Oj panie tak plujcie na kobiety niezależne, a gdyby nie takie osoby jak ja czy Kammiś to skąd by państwo wzięło na te Wasze urlopy macierzyńskie,  i ciągłeeeee zasiłki co?
Wręcz powinniście być nam wdzięczne bo gdyby każda się pakowała w rodzinki rodziła dzieci. To wiecie: a robić ni ma komu lol

458

Odp: Nie żyję byle jak!

watek jest o tym czy według naszej oceny nasze zycie jest pelne i satysfakcjonujące dla nas

459

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:
mariola856 napisał/a:

tylko  można powiedzieć raz czy dwa a nie kilkanascie razy w jednym watku bo to nudne dopiero
ja tez jestem zadowolona ze swojego zycia

po co nam u skoro nawet Polki potrafia sobie wzajemnie bezinteresownie dogryzac i nazywac ,,kura domową,, ale jeśli komus sie lepiej zrobi to niech mowi co chce

No a o czym jest ten wątek? Właśnie o tym żeby się chwalić. To nie jest wątek taki jak ich setki o typowo nudnych problemach jak żyć i za co.
Już wolę, jak ktoś chwali się tam co osiągnął w życiu, niż smęci mi codziennym problemami o których nawet pojęcia nie mam.

Mariola jak taka zadowolona jesteś to dlaczego częściej się żalisz niż chwalisz? tongue


Może i Mariola się żali,ma do tego prawo.
A Ty droga Ludko nie wiem czy zauważyłaś sama masz czasem nudne i wprost głupie problemy typu " Wraca siostra i się wyda",albo kolejny "Noszenie na rękach"
Ty chyba nie wiesz co znaczą prawdziwe problemy w życiu.


A to że ktoś jest żoną i matką nie znaczy że tylko temu się poświęca. Niektóre mają milion  innych zajęc niekonieczne związanych z byciem żoną i mamą.

460

Odp: Nie żyję byle jak!

Ludmila jak sie zale to nie tobie bo ty mi w moich problemach nie pomożesz napewno. Bo nic nie wiesz o tym jak zyja inni a zyjesz w swoim swiecie fantazji

461

Odp: Nie żyję byle jak!

No ale zobaczcie życie to kwestia wyboru.
Na przykład, mnie w tym momencie nie stać na dziecko. Mówię czysto teoretycznie lol Ostatnio w galerii handlowej na wystawie sklepu dziecięcego była: promocja komplet mebelków dziecięcych+ wózek+ jakieś coś tam. No wszystko łącznie coś ponad 2 tys, noż kurde tyle to ja miesięcznej raty za auto z salonu płace. I bym się kompletnie załamała gdybym musiała zamiast auta kupić tę wyprawkę. Ja sobie lubię pożyć na poziomie więc czynsz, opłaty, co trochę nowy telefon. Skąd ja bym na dziecko wzięła? Kosztem siebie NIGDY!!!!
Więc nieodmiennie zastawia mnie skoro ja dobrze zarabiam i uważam, ze mnie nie byłoby stać. Skąd na dzieci biorą bezrobotne młode matki?

462

Odp: Nie żyję byle jak!

Ludmila tyle ze ty masz juz dzieci? i juz wiek nie ten

463

Odp: Nie żyję byle jak!

Mariola, ale ja na dzieci miałam odłożona kasę, co prawda to nie była moja zarobiona kasa. Ale była. W przeciwnym razie gdyby nie ta kasa byłabym samotną bezdzietną kobietą lol
Powiem Wam, ze z moich obserwacji na dzień dzisiejszy to trzeba mieć odłożone z 50 tys, tylko na cel: dziecko. Żeby się o nie starać i nie żyć byle jak. No bo za co wychować, żeby dziecku dać i sobie nie odjąć?

464 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-09-14 12:34:32)

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Oj panie tak plujcie na kobiety niezależne, a gdyby nie takie osoby jak ja czy Kammiś to skąd by państwo wzięło na te Wasze urlopy macierzyńskie,  i ciągłeeeee zasiłki co?
Wręcz powinniście być nam wdzięczne bo gdyby każda się pakowała w rodzinki rodziła dzieci. To wiecie: a robić ni ma komu lol


O rany:)) Na swoj urlop macierzynski to wiekszosc z tych kobiet, wliczajac mnie, zarobila sama ..albo ich mezowie. Poki co z kammisiowego wkladu to nawet jej kota nie daloby sie utrzymac;) a co dopiero z podatku od pensji podstarzalej instruktorki fitness:))

Sadze, ze to raczej Wy mozecie byc wdzieczne za te przestarzale modele rodzinne, bo w sumie, gdyby tak samo myslaly Wasze matki... No i fakt - nie byloby w koncu komu robic:)

465

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Mariola, ale ja na dzieci miałam odłożona kasę, co prawda to nie była moja zarobiona kasa. Ale była. W przeciwnym razie gdyby nie ta kasa byłabym samotną bezdzietną kobietą lol
Powiem Wam, ze z moich obserwacji na dzień dzisiejszy to trzeba mieć odłożone z 50 tys, tylko na cel: dziecko. Żeby się o nie starać i nie żyć byle jak. No bo za co wychować, żeby dziecku dać i sobie nie odjąć?

No z takim mysleniem to powinna nas być połowa mniej.
Zastanawiałaś się skąd  mają naodkładać te 50 tys  rodziny mające na miesiąc powiedzmy 3 tysiące? Takich rodzin w tym kraju jest przecież mnóstwo.

466

Odp: Nie żyję byle jak!
Mussuka napisał/a:

a co dopiero z podatku od pensji podstarzałej instruktorki fitness:))

Mussuka dla ścisłości. Nie jestem tylko instruktorka fitness. Mam uprawnienia instruktorki, ale to zupełnie co innego. Ja jestem po studiach awf.
Więc to 2 różne sytuacje. Same Instruktorki zarabiają faktycznie mało. No i zależy w klubach takich jak sieciówki np P.J z tego co wiem to faktycznie kokosów nie, i głownie młode dziewczyny, zaraz po studiach, nabywają doświadczenia, lub ludzie którzy w ogóle nie są po awf tylko mają kursy, certyfikaty.

467

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Ja jestem ze swojego zycia bardzo zadowolona.

Dlatego jesteś chyba jedyną osobą na tym forum, która ma potrzebę uzewnętrzniania przed innymi tylu aspektów swojego życia. Dziewczyno, ty masz 23 lata, a kwalifikujesz się do podjęcia jakiejś terapii. Zaburzone relacje z rodzicami, które sama tu opisywałaś. Matka, która prawie się nie pojawia w twoich relacjach rzekach albo jako matka, której oczekiwań nie spełniłaś. Za to wszędzie jest twój kochany tatuś, wzór cnót wszelakich, bez skazy nawet po tym jak się dowiedziałaś, że dyma sekretarkę mając za ścianą całą kancelarię. Co jest jakbyś nie wiedziała chamstwem do kwadratu, bo pół biedy jak ktoś zdradza żonę dyskretnie ale jak ktoś robi z małżonki debila ostatniego przed swoimi kolegami i pracownikami, to.... ci nie dokończę. Nabijasz się z kobiet co się byle komu oddają albo co gorsze za pieniądze ale chłopa sobie wzięłaś takiego co jak sama pisałaś nawet nie jest ci w stanie powiedzieć z iloma kobietami spał i jak się one nazywały ale tak blisko kopy ich było... No kurdę, masz jak widać dużo lepsze powody być zadowolona niż większość tu się wypowiadających.

Ach, pisałaś, że jesteś formalistka. Muszę cię zatem poinformować, że to forum ma regulamin, którego jeden z punktów brzmi:

"12. Nie pisz swoich postów jeden pod drugim - jeśli chcesz coś dopisać edytuj swój post."

To jest jedna z naczelnych zasad prawie każdego z for na jakim się udzielałem. To jak z tym twoim formalizmem? Co będziesz rzucać perły przed wieprze..., nie? Zasady są dla głupich, biednych i maluczkich, a nie dla takiej fajnej dziewuszki jak ty?

Pisałaś, że jesteś pedantyczna. Na mój chłopski rozumek osoba zwyczajnie porządna w obejściu kiedy korzysta z forum cytując innego użytkownika zada sobie odrobinę trudu żeby nie cytować całości postu jak leci, szczególnie jeśli się odnosi do małej jego części. Ty walisz jak leci, wrzucając cytat, często zawierający inne cytaty. Robi się z tego groch z kapustą, co biorąc pod uwagę twoje pisanie postu za postem jest już wyjątkowo męczące. Jak na pedantyczną studentkę prawa, gdzie ponoć uczą precyzji wysławiania się, to mocno to słabe. Pomijam fakt może ci nieznany, że właściciel forum płaci zapewne konkretne pieniądze za transfer na serwerze. Twój sposób pisania postów, cytowania generuje niepotrzebny transfer za który ktoś płaci To forum jest pewnie własnością osób majętnych więc jeszcze po uszach nie dostałaś. Grunt to jednak być zadowolonym...

468

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:
Mussuka napisał/a:

a co dopiero z podatku od pensji podstarzałej instruktorki fitness:))

Mussuka dla ścisłości. Nie jestem tylko instruktorka fitness. Mam uprawnienia instruktorki, ale to zupełnie co innego. Ja jestem po studiach awf.
Więc to 2 różne sytuacje. Same Instruktorki zarabiają faktycznie mało. No i zależy w klubach takich jak sieciówki np P.J z tego co wiem to faktycznie kokosów nie, i głownie młode dziewczyny, zaraz po studiach, nabywają doświadczenia, lub ludzie którzy w ogóle nie są po awf tylko mają kursy, certyfikaty.

Dobrze i co? To znaczy, ze nadal WF-u uczysz, prywatnym trenerem jestes czy skad ta ogromna pensja i niesamowite podatki na utrzymanie tych bezrobotnych mamus?
Ich mezowie tez odprowadzaja podatki, one same tez mogly pracowac przed ciaza (tak jak ja) i dostaja pensje oraz zasilek, ktore im sie naleza jak psu miska. Jesli Polki przestana rodzic wzorem kammisiow to wkrotce rzeczywiscie trzeba bedzie zasiedlic kraj nad Wisla obcymi przybyszami.

469

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:
Martainn napisał/a:
Jesiennowiosenna napisał/a:

O rany... Czyli jeśli mąż z żoną umawiają się, że kobieta po porodzie zostaje, dajmy na to, na pół roku w domu aby zaopiekować się dzieckiem, to ta w ramach szeroko pojętego feminizmu ma mu nie dawać jeść przez ten cały czas? Ani nie prać jego ciuchów tylko swoje i malucha? Fantastyczny związek tongue

To znaczy, że moja żona która będzie rok na macierzyńskim ma mi nie prać i nie gotować?:)

Napisales ROK. ROK macierzynskiego to przewidziana przez prawodawce w Kodeksie pracy norma - traktuje to zatem jako cos oczywistego, ze kobieta przez rok po urodzeniu dziecka zostaje w domu. Ona jest w tym czasie normalnie zatrudniona, to tez na pewno wiesz. Natomiast jak ktos siedzi cale zycie.... Dzieci dorastaja, ida do przedszkola, potem szkoly, a pani X dalej siedzi w domu... to ja oceniam ten stan rzeczy jako dziwny i mam prawo myslec o tym, co chce.
ROK? Ok. Cale zycie? Niech robi co chce, a ja tez moge myslec co chce.

Chyba nie zrozumiałaś pytania, więc zadam je ponownie: czy wobec tego, jeśli w ramach tego roku przysługującego jej urlopu macierzyńskiego, będzie codziennie gotować mężowi, to to jest obsługiwanie faceta czy nie? Bo zdaje się, że tak zdefiniowałaś "obsługiwanie" - jak jedna osoba wykonuje głównie obowiązki domowe.

Swoją drogą, zabiłaś mnie tekstem o tym, że jeśli Twojemu facetowi nie smakują Twoje wege-obiadki to nie musi ich jeść. W moim, najwyraźniej staroświeckim związku, często pytam mojego mężczyznę na co ma ochotę, tak samo jak on pyta mnie, kiedy przychodzi jego pora na gotowanie. Nie ma czegoś takiego, że nie obchodzi nas co woli druga osoba - to się chyba nazywa kompromis? Niby taka drobnostka, ale jednak robi różnicę. Biedny ten Twój facet...

470

Odp: Nie żyję byle jak!
Jesiennowiosenna napisał/a:

Swoją drogą, zabiłaś mnie tekstem o tym, że jeśli Twojemu facetowi nie smakują Twoje wege-obiadki to nie musi ich jeść. W moim, najwyraźniej staroświeckim związku, często pytam mojego mężczyznę na co ma ochotę, tak samo jak on pyta mnie, kiedy przychodzi jego pora na gotowanie. Nie ma czegoś takiego, że nie obchodzi nas co woli druga osoba - to się chyba nazywa kompromis? Niby taka drobnostka, ale jednak robi różnicę. Biedny ten Twój facet...

Mi się zdarza przygotowywać trzy różne obiady, a dwa to już najczęściej bo mamy całkiem odmienne gusta smakowe:)

471

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:
Jesiennowiosenna napisał/a:

Swoją drogą, zabiłaś mnie tekstem o tym, że jeśli Twojemu facetowi nie smakują Twoje wege-obiadki to nie musi ich jeść. W moim, najwyraźniej staroświeckim związku, często pytam mojego mężczyznę na co ma ochotę, tak samo jak on pyta mnie, kiedy przychodzi jego pora na gotowanie. Nie ma czegoś takiego, że nie obchodzi nas co woli druga osoba - to się chyba nazywa kompromis? Niby taka drobnostka, ale jednak robi różnicę. Biedny ten Twój facet...

Mi się zdarza przygotowywać trzy różne obiady, a dwa to już najczęściej bo mamy całkiem odmienne gusta smakowe:)

Za niedługo CI dojdzie trzeci wink

Ludka kto za jakiś czas będzie pracował na Twoją emeryturę?

472 Ostatnio edytowany przez Jesiennowiosenna (2015-09-14 13:05:26)

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Mi się zdarza przygotowywać trzy różne obiady, a dwa to już najczęściej bo mamy całkiem odmienne gusta smakowe:)

Takiego ekstremum jeszcze nie osiągnęliśmy, bo raczej jesteśmy wszystko-zjadliwi, ale oboje lubimy gotować więc raczej tragedii by nie było:)

473

Odp: Nie żyję byle jak!
Mussuka napisał/a:
kammiś napisał/a:
Jozefina napisał/a:

Tyle stron o tym ze - co juz od dawna  wiadomo -Kammis zyje byle jak.

na pytanie: co robisz w zyciu moge komukolwiek powiedziec cos wiecej niz "jestem zona i mamusia".

eee, raczej mniej niz wiecej:) Bo nie jestes ani jedna ani druga. Bycie zona i mamusia to ogromna przyjemnosc i spelnienie jesli ktos potrafi dostrzec pozytywne aspekty takiego stanu. Bywaja zony i mamusie pracujace a takze spory odsetek osob wolnych, bezdzietnych i tez niepracujacych. Np tzw. wieczni studenci.

Dzieki tym dwom rolom "zony i mamusi"  ludzkosc przetrwala i trwa nadal. To dosc duzy wklad w zycie spoleczenstwa. Chociaz nie jedyny wazny. Praca tez jest istotna, tylko martwic sie nalezy kiedy tych pracownikow z roku na rok bedzie ubywac.


Jesli przytyk odnosnie wiecznego studenta byl do mnie - bardzo nietrafiony, bo nie zamierzam studiowac dluzej niz 5 lat, chyba ze doktoranckie i podyplomowe - ale przy tym sie pracuje.
To ze nie jestem zona ani matka nie znaczy, ze sie nie realizuje. Smiem twierdzic, ze realizuje sie lepiej niz co niektore matki i zony. Z naciskiem na SIEBIE. chcac nie chcac, mam dla siebie o wiele wiecej czasu niz matki, wiec wiekszosc rzeczy ktore robie, robie dla SIEBIE (bardzo satysfakcjonujacy stan rzeczy) w zwiazku z czym bardziej sie rozwijam. Ty masz juz duza corke, to co innego, ale nie uwierze ze mamuska z malym dzieckiem czyta jedna ksiazke dziennie albo podrozuje w sensie - caly dzien od 8 do 2 w nocy lazimy i zwiedzamy. Rozwoj ma istotnie ograniczony. Ale coz, jej wybor. Ja tam wole miec te swobode - podoba mi sie, to pakuje manatki i wyjezdzam, podoba mi sie, to do 21 siedze na szkoleniu, podoba mi sie to czytam do 5 nad ranem i spie do poludnia w sobote, podoba mi sie to ide na impreze bez organizowania wczesniej miliona spraw i absorbowania innych ludzi, podoba mi sie to siedze na uczelni od rana i wieczora, podoba mi sie to przez miesiac nawet nie tykam zadnego garnka. I to jest zycie wink

474 Ostatnio edytowany przez Cayenne81 (2015-09-14 13:09:44)

Odp: Nie żyję byle jak!

Doszłam do wniosku że niektórym przydałaby się szkoła coś na styl programu Damy i wieśniaczki big_smile

475

Odp: Nie żyję byle jak!
Jesiennowiosenna napisał/a:
kammiś napisał/a:
Martainn napisał/a:

To znaczy, że moja żona która będzie rok na macierzyńskim ma mi nie prać i nie gotować?:)

Napisales ROK. ROK macierzynskiego to przewidziana przez prawodawce w Kodeksie pracy norma - traktuje to zatem jako cos oczywistego, ze kobieta przez rok po urodzeniu dziecka zostaje w domu. Ona jest w tym czasie normalnie zatrudniona, to tez na pewno wiesz. Natomiast jak ktos siedzi cale zycie.... Dzieci dorastaja, ida do przedszkola, potem szkoly, a pani X dalej siedzi w domu... to ja oceniam ten stan rzeczy jako dziwny i mam prawo myslec o tym, co chce.
ROK? Ok. Cale zycie? Niech robi co chce, a ja tez moge myslec co chce.

Chyba nie zrozumiałaś pytania, więc zadam je ponownie: czy wobec tego, jeśli w ramach tego roku przysługującego jej urlopu macierzyńskiego, będzie codziennie gotować mężowi, to to jest obsługiwanie faceta czy nie? Bo zdaje się, że tak zdefiniowałaś "obsługiwanie" - jak jedna osoba wykonuje głównie obowiązki domowe.

Swoją drogą, zabiłaś mnie tekstem o tym, że jeśli Twojemu facetowi nie smakują Twoje wege-obiadki to nie musi ich jeść. W moim, najwyraźniej staroświeckim związku, często pytam mojego mężczyznę na co ma ochotę, tak samo jak on pyta mnie, kiedy przychodzi jego pora na gotowanie. Nie ma czegoś takiego, że nie obchodzi nas co woli druga osoba - to się chyba nazywa kompromis? Niby taka drobnostka, ale jednak robi różnicę. Biedny ten Twój facet...

Jezeli on nie robi KOMPLETNIE nic to tak, jest to obslugiwanie.
Jak slusznie zauwazylas - wege -obiadki. Nie jem miesa i nie zamierzam go przyrzadzac - brzydzi mnie glownie w wersji surowej. Mam sie dostosowac i jesc mieso, bo on je? Nie sadze. Mozemy jesc to co jemy oboje. Od talerza warzyw jeszcze nikt nie umarl. Poza tym ja gotuje raz na dwa tygodnie, wiec nie sadze, ze stanowi to problem.

476

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Jezeli on nie robi KOMPLETNIE nic to tak, jest to obslugiwanie.
Jak slusznie zauwazylas - wege -obiadki. Nie jem miesa i nie zamierzam go przyrzadzac - brzydzi mnie glownie w wersji surowej. Mam sie dostosowac i jesc mieso, bo on je? Nie sadze. Mozemy jesc to co jemy oboje. Od talerza warzyw jeszcze nikt nie umarl. Poza tym ja gotuje raz na dwa tygodnie, wiec nie sadze, ze stanowi to problem.

A może jest to... mhmm... zdrowy rozsądek? Ma wyjmować jego ciuchy z pralki żeby się przypadkiem nie uprały? tongue

No właśnie chyba średnio rozumiesz pojęcie "kompromis". Chyba nie sądzisz, że dorosły facet, do tego - jak sama twierdzisz - aktywny fizycznie, naje się talerzem kaszy i warzyw?

kammiś napisał/a:

(...)  podoba mi sie, to pakuje manatki i wyjezdzam, podoba mi sie, to do 21 siedze na szkoleniu, podoba mi sie to czytam do 5 nad ranem i spie do poludnia w sobote, podoba mi sie to ide na impreze bez organizowania wczesniej miliona spraw i absorbowania innych ludzi, podoba mi sie to siedze na uczelni od rana i wieczora, podoba mi sie to przez miesiac nawet nie tykam zadnego garnka. I to jest zycie wink

Czyli po prostu podoba Ci się życie bez zobowiązań i bez liczenia się z kimkolwiek.

477

Odp: Nie żyję byle jak!
Cayenne81 napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:
mariola856 napisał/a:

tylko  można powiedzieć raz czy dwa a nie kilkanascie razy w jednym watku bo to nudne dopiero
ja tez jestem zadowolona ze swojego zycia

po co nam u skoro nawet Polki potrafia sobie wzajemnie bezinteresownie dogryzac i nazywac ,,kura domową,, ale jeśli komus sie lepiej zrobi to niech mowi co chce

No a o czym jest ten wątek? Właśnie o tym żeby się chwalić. To nie jest wątek taki jak ich setki o typowo nudnych problemach jak żyć i za co.
Już wolę, jak ktoś chwali się tam co osiągnął w życiu, niż smęci mi codziennym problemami o których nawet pojęcia nie mam.

Mariola jak taka zadowolona jesteś to dlaczego częściej się żalisz niż chwalisz? tongue


Może i Mariola się żali,ma do tego prawo.
A Ty droga Ludko nie wiem czy zauważyłaś sama masz czasem nudne i wprost głupie problemy typu " Wraca siostra i się wyda",albo kolejny "Noszenie na rękach"
Ty chyba nie wiesz co znaczą prawdziwe problemy w życiu.

He he he big_smile
Teraz to juz padlam!
Ta mentalnosc Polakow - zalic sie mozna, chwalic juz nie.
To jest tragedia. Tak samo jak lepiej widziane jest odpowiedzenie na: co slychac: "a wiesz, kiepsko, zawalilem egzaminy i mam warunki" niz "zaje**scie, mam srednia 4,75 i opublilowalam w tym roku 4 artykuly".
No ludzie... zastanowcie sie nad soba. Ja mam dosc takich jeczyd*p.
O jeju, nie moge znalezc pracy, o jeju moj facet pije, o jeju nie moge rzucic palenia, o jeju waze 100 kilo bo zarlam jak opetana, o jeju on mnie zostawil i nie mam z czego zyc bo cale zycie nie pracowalam, o jeju tak mi ciezko na studiach, uczylem sie a nie zdalem, o jeju tak nie lubie swojej pracy, o jeju to o jeju tamto o jeju sr*amto.
Owszem, mozna sie pozalic ale jak ktos pisze TYLKO o problemach to juz sie niedobrze robi. Ale jak widac na tym forum jest to mile widziane big_smile
Juz wole czytac o tym czy noszenie na rekach jest stosowne czy nie.

478 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-14 13:25:02)

Odp: Nie żyję byle jak!
Jesiennowiosenna napisał/a:
kammiś napisał/a:

Jezeli on nie robi KOMPLETNIE nic to tak, jest to obslugiwanie.
Jak slusznie zauwazylas - wege -obiadki. Nie jem miesa i nie zamierzam go przyrzadzac - brzydzi mnie glownie w wersji surowej. Mam sie dostosowac i jesc mieso, bo on je? Nie sadze. Mozemy jesc to co jemy oboje. Od talerza warzyw jeszcze nikt nie umarl. Poza tym ja gotuje raz na dwa tygodnie, wiec nie sadze, ze stanowi to problem.

A może jest to... mhmm... zdrowy rozsądek? Ma wyjmować jego ciuchy z pralki żeby się przypadkiem nie uprały? tongue

No właśnie chyba średnio rozumiesz pojęcie "kompromis". Chyba nie sądzisz, że dorosły facet, do tego - jak sama twierdzisz - aktywny fizycznie, naje się talerzem kaszy i warzyw?

kammiś napisał/a:

(...)  podoba mi sie, to pakuje manatki i wyjezdzam, podoba mi sie, to do 21 siedze na szkoleniu, podoba mi sie to czytam do 5 nad ranem i spie do poludnia w sobote, podoba mi sie to ide na impreze bez organizowania wczesniej miliona spraw i absorbowania innych ludzi, podoba mi sie to siedze na uczelni od rana i wieczora, podoba mi sie to przez miesiac nawet nie tykam zadnego garnka. I to jest zycie wink

Czyli po prostu podoba Ci się życie bez zobowiązań i bez liczenia się z kimkolwiek.

Kompromisem bedzie to ze ja zaczne jesc mieso ktore nie jadlam przez x lat, potem jadlam jedynie dlatego ze mi lekarz kazal, a teraz nie jem znowu (pod kontrola lekarza). Wyobraz sobie, ze to co ja jem jest zalezne wylacznie ode mnie.

Poczytaj sobie o sportowcach - wegetarianach bo widze malo na ten temat wiesz.

Pracuje - w inny sposob - tyle samo czasu co i on. Tez jestem aktywna fizycznie. Inne rodzaje aktywnosci, ale jednak. On ma bieganie, ja mam mel b, on ma tenisa, ja mam fitness.
Teraz mi powiedz - dlaczego skoro poswiecamy na swoje zajecia podobna ilosc czasu to akurat ja mialabym gotowac? Bo dla mnie to jest niewytlumaczalne.

Licze sie ze swoim mezczyzna. Wyobraz sobie, ze zazwyczaj razem pakujemy te manatki i gdzies jedziemy. Mamy juz w planach Prage, potem Berlin i jarmarki na Mikolajki i wyjazd na Sylwestra gdzies gdzie bedzie albo bardzo zimno albo bardzo cieplo. I nie musimy sie ogladac na nikogo oprocz NASZYCH WLASNYCH obowiazkow w pracy i na uczelni. Dziwnym trafem jemu tez to pasuje. I dziwnym trafem wcale nie przeszkadzaja mu moje szkolenia na ktore latam i kola naukowe ktorych spotkania zajmjuja mi ze 4 wieczory w miesiacu. Niewiele. Ale z dzieciakiem za duzo by to bylo.

479 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-14 13:25:04)

Odp: Nie żyję byle jak!

Droga dziewczynko. Nie prowadzisz jeszcze dorosłego życia, więc nie znasz problemów dnia codziennego. Zaczniesz żyć to i poznasz te problemy. Proza życia codziennego to nie egzaminy, artykuły, koła zaitneresowań. Zdechł bym z nudów prowadząc takie życie.
Zdecydowanie wolę się zastanowić jakie sobie dobre piwo dziś zdegustować, albo co fajnego przygotować do jedzenia. Po pracy nie rozmawiam o pracy. Wolę gadać o dupie maryni i wpływie zorzy polarnej na miesiączki kobiet w Erytrei.
Gdyby całe moje życie miało się toczyć wokół pracy to wolałbym się powiesić.

480

Odp: Nie żyję byle jak!

Kammiś można się chwalić owszem,ale to co Ty robisz na tym forum to ewidentne przechwalanie się.
Spójrz na swoje tematy,jakie Ty miałaś problemy np typu szerszeń koło domu,biedna nie mogłaś okna otworzyć a w tym czasie chyba paznokcie malowałaś.Tragedia po prostu.

481

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Kompromisem bedzie to ze ja zaczne jesc mieso ktore nie jadlam przez x lat, potem jadlam jedynie dlatego ze mi lekarz kazal, a teraz nie jem znowu (pod kontrola lekarza). Wyobraz sobie, ze to co ja jem jest zalezne wylacznie ode mnie.

Poczytaj sobie o sportowcach - wegetarianach bo widze malo na ten temat wiesz.

Pracuje - w inny sposob - tyle samo czasu co i on. Tez jestem aktywna fizycznie. Inne rodzaje aktywnosci, ale jednak. On ma bieganie, ja mam mel b, on ma tenisa, ja mam fitness.
Teraz mi powiedz - dlaczego skoro poswiecamy na swoje zajecia podobna ilosc czasu to akurat ja mialabym gotowac? Bo dla mnie to jest niewytlumaczalne.

Dieta wegetariańska może być równoważnikiem jedzenia mięsa, jeśli zawiera duże ilości białka. W zestawie, który zaproponowałaś na początku wątku (kasza z papryką, cukinią, itp) ja tego białka nie widzę.

Dlaczego miałabyś gotować? Dlatego że napisałaś, zdaje się, że to on wyłącznie gotuje w weekendy, więc na zasadzie dzielenia obowiązków - raz jedna osoba, raz druga;) Chyba, że Twoje "dzielenie się obowiązkami" obowiązuje tylko na zasadzie "ja nie bedę robić tego, ja nie będę robić tamtego"...

482

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Droga dziewczynko. Nie prowadzisz jeszcze dorosłego życia, więc nie znasz problemów dnia codziennego. Zaczniesz żyć to i poznasz te problemy. Proza życia codziennego to nie egzaminy, artykuły, koła zaitneresowań. Zdechł bym z nudów prowadząc takie życie.
Zdecydowanie wolę się zastanowić jakie sobie dobre piwo dziś zdegustować, albo co fajnego przygotować do jedzenia. Po pracy nie rozmawiam o pracy. Wolę gadać o dupie maryni i wpływie zorzy polarnej na miesiączki kobiet w Erytrei.
Gdyby całe moje życie miało się toczyć wokół pracy to wolałbym się powiesić.

Moej zycie nie kreci sie jedynie w okol pracy. Zle czytasz.
Chyba ze aktywnosc fizyczna i podroze uwazasz za prace. Czytanie ksiazek dla rozrywki uwazasz za prace? Projektowanie sukienek uwazasz za prace?
To ze nie mam dzieci nie znaczy ze moje zycie jest mniej wartosciowe, chlopczyku.
Wyobraz sobie - juz pracuje i zarabiam na tyle ze moglabym sie utrzymac (ale nie chce).
Nie bede miec dzieci, bo ich zwyczajnie nie chce i wolalabym sie milion razy wyskrobac, poza tym moj partner miec ich NIE MOZE.
Dziwnym trafem moj facet jest chyba STARSZY od Ciebie i dziwnym trafem ma podejscie podobne do mojego. Ze zycie to nie tylko codzienne obowiazki. Ale on jest hedonista i interesownym wygodnickim dupkiem, jak mowia big_smile big_smile big_smile
Prowadze zycie - oprocz studiow - wlasciwie takie jak bezdzietni pracujacy. Pracowac juz pracuje, mieszkam na swoim. To ze nie ma tlumu wrzeszczacych bachorkow nie znaczy ze jestem gorsza.

483

Odp: Nie żyję byle jak!
Jesiennowiosenna napisał/a:
kammiś napisał/a:

Kompromisem bedzie to ze ja zaczne jesc mieso ktore nie jadlam przez x lat, potem jadlam jedynie dlatego ze mi lekarz kazal, a teraz nie jem znowu (pod kontrola lekarza). Wyobraz sobie, ze to co ja jem jest zalezne wylacznie ode mnie.

Poczytaj sobie o sportowcach - wegetarianach bo widze malo na ten temat wiesz.

Pracuje - w inny sposob - tyle samo czasu co i on. Tez jestem aktywna fizycznie. Inne rodzaje aktywnosci, ale jednak. On ma bieganie, ja mam mel b, on ma tenisa, ja mam fitness.
Teraz mi powiedz - dlaczego skoro poswiecamy na swoje zajecia podobna ilosc czasu to akurat ja mialabym gotowac? Bo dla mnie to jest niewytlumaczalne.

Dieta wegetariańska może być równoważnikiem jedzenia mięsa, jeśli zawiera duże ilości białka. W zestawie, który zaproponowałaś na początku wątku (kasza z papryką, cukinią, itp) ja tego białka nie widzę.

Dlaczego miałabyś gotować? Dlatego że napisałaś, zdaje się, że to on wyłącznie gotuje w weekendy, więc na zasadzie dzielenia obowiązków - raz jedna osoba, raz druga;) Chyba, że Twoje "dzielenie się obowiązkami" obowiązuje tylko na zasadzie "ja nie bedę robić tego, ja nie będę robić tamtego"...

Nie jem cukinii, zle trafilas wink nienawidze jej.
On gotuje, ja tym czasie sprzatam - na przyklad. Dorabiasz ideologie. Ostatnio on gotowal, a ja wzielam mu auto na myjnie. Wiec naprawde dorabiasz duzo. To ze akurat nie gotuje nie znaczy ze nic nie robie. Nawet sciane pomalowalam ostatnio wink wole to niz gotowanie - okropna rzecz przy ktorej sie probuje i tyje, a malujac sciane nie dosc ze odwalilam kawal dobrej roboty to jeszcze mialam trening big_smile
Dalej uwazasz ze to niesprawiedliwe? Ja po prostu nie gotuje i gotowac nie bede. Ale mam taki stosunek JEDYNIE do gotowania. Inne rzeczy robie.

484

Odp: Nie żyję byle jak!

A gdzie ja coś o dzieciach napisałem?

485

Odp: Nie żyję byle jak!
Cayenne81 napisał/a:

Kammiś można się chwalić owszem,ale to co Ty robisz na tym forum to ewidentne przechwalanie się.
Spójrz na swoje tematy,jakie Ty miałaś problemy np typu szerszeń koło domu,biedna nie mogłaś okna otworzyć a w tym czasie chyba paznokcie malowałaś.Tragedia po prostu.

Zauwaz roznice - szerszen kolo domu to nie jest uzalanie sie jak mi jest bardzo ciezko ogolnie w calym zyciu.
Szukalam porady rownowaznej z porada typu remont czy plama na bluzce.
Ja nie jestem wielce nieszczesliwa, bo mi szerszen kolo domu latal. Ja tylko pytalam czy ktos tak mial i jak je wykurzyl. I tyle.
Problem do rozwiazania raz dwa. Nie do biadolenia. Bardzo praktyczny wink a szerszeni nie ma juz dawno - mialam gniazdo niedaleko swojego okna, juz go nie ma.

486 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-09-14 13:51:59)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

To ze nie jestem zona ani matka nie znaczy, ze sie nie realizuje. Smiem twierdzic, ze realizuje sie lepiej niz co niektore matki i zony. Z naciskiem na SIEBIE. chcac nie chcac, mam dla siebie o wiele wiecej czasu niz matki, wiec wiekszosc rzeczy ktore robie, robie dla SIEBIE (bardzo satysfakcjonujacy stan rzeczy) w zwiazku z czym bardziej sie rozwijam. Ty masz juz duza corke, to co innego, ale nie uwierze ze mamuska z malym dzieckiem czyta jedna ksiazke dziennie albo podrozuje w sensie - caly dzien od 8 do 2 w nocy lazimy i zwiedzamy. Rozwoj ma istotnie ograniczony. Ale coz, jej wybor. Ja tam wole miec te swobode - podoba mi sie, to pakuje manatki i wyjezdzam, podoba mi sie, to do 21 siedze na szkoleniu, podoba mi sie to czytam do 5 nad ranem i spie do poludnia w sobote, podoba mi sie to ide na impreze bez organizowania wczesniej miliona spraw i absorbowania innych ludzi, podoba mi sie to siedze na uczelni od rana i wieczora, podoba mi sie to przez miesiac nawet nie tykam zadnego garnka. I to jest zycie wink

Tylko chyba zapominasz o jednej waznej sprawie - o uplywie czasu:) Imprezowac tez sobie bedziesz jeszcze pare lat, potem towarzystwo Ci sie wykruszy. Facet predzej czy pozniej zostawi Cie i tak (skad wiem? a taka moja intuicja mi podpowiada;), ta mamuska z nieprzespanymi nockami odchowa juz to swoje dziecko, wroci pewnie do pracy i nie bedzie martwic sie o to jak sobie reszte samotnego wieczoru zapchac, ksiazka czy kotem.

Ty masz dzis swobode, pakujesz sie, wyjezdzasz, ona bedzie miala za pare lat spore dziecko i bedzie miala z kim wyjechac i tez z radoscia spakuje te manatki, swoje i dzieci. I pojedzie z synem albo corka do Disneylandu pozwiedzac albo do najwiekszego waterparku, albo do Legolandu albo do najbardziej wypasionego waterparku z nimi pojdzie. Ba, nawet do cyrku, pozniej do kina, a moze nawet na dyskoteke.
A Ty tam juz nawet nie zajrzysz jakbys chciala, bo glupio tak samej starej pannie na karuzele wsiadac, nie?;)

Widzisz, kazdy kij ma dwa konce. A Ciebie czeka smutne i samotne zycie.

Przy okazji - zwroc uwage na ostatni post i uwagi Snaka do Ciebie, bo rzeczywiscie jakos niegramotna jestes na tym forum. Pomimo taaakiej enteligencji:)

487 Ostatnio edytowany przez Jesiennowiosenna (2015-09-14 13:42:30)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Nie jem cukinii, zle trafilas wink nienawidze jej.
On gotuje, ja tym czasie sprzatam - na przyklad. Dorabiasz ideologie. Ostatnio on gotowal, a ja wzielam mu auto na myjnie. Wiec naprawde dorabiasz duzo. To ze akurat nie gotuje nie znaczy ze nic nie robie. Nawet sciane pomalowalam ostatnio wink wole to niz gotowanie - okropna rzecz przy ktorej sie probuje i tyje, a malujac sciane nie dosc ze odwalilam kawal dobrej roboty to jeszcze mialam trening big_smile
Dalej uwazasz ze to niesprawiedliwe? Ja po prostu nie gotuje i gotowac nie bede. Ale mam taki stosunek JEDYNIE do gotowania. Inne rzeczy robie.

Chryste Panie, dyskusje z Tobą przypominają dyskusje z 5-letnim dzieckiem. Proszę:

kammiś napisał/a:

Na obiad zrobiłam kaszę z warzywami duszonymi.
Kasza gotuje się sama, w woreczku.
Uduszenie warzyw (pomidory, papryka różnokolorowa, możesz dać cukinię, ja nie lubię, trochę kukurydzy, trochę czerwonej fasolki). 5 minut i uduszone. Przyprawy jakie lubisz. Facetowi też zostawiłam, chociaż on raczej nie przepada za takimi daniami.

Nie ustosunkowałaś się do mojego zarzutu, czyli że takie danie nijak nie zaspokoi zapotrzebowania energetycznego osoby, która uprawia aktywność fizyczną. Chyba, że chcesz żeby Twój facet, tak jak Ty, ważył 50 kilo.

kammiś napisał/a:

wole to niz gotowanie - okropna rzecz przy ktorej sie probuje i tyje

Widzisz, to jest ten podstawowy problem. Niektórzy lubią gotować, niektórzy nie. Jednak dobre wychowanie wymaga, aby nie negować wyborów innych i nie obrażać osób, które lubią inne rzeczy niż Ty. A Ty robisz to nieustannie. Począwszy od takich drobiazgów jak gotowanie, a kończąc na sposobie życia.

488

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

A gdzie ja coś o dzieciach napisałem?

Piszesz o problemach dnia codziennego.
Powiedz mi w takim razie jakie problemy dnia codziennego oprocz potencjalnych rzeczy w pracy bede miala w przyszlosci? Napic sie piwa? To nie jest raczej problem tylko zagospodarowanie wolnego czasu w wybrany sposob.
Zle zrozumiales tez to ze ja mysle o pracy swojej obecnej i o studiach caly czas. To istotna czesc moich zainteresowan ale robie tez inne rzeczy - jak chocby ten sport.
Nie liczymy chorob i wypadkow bo one spotkac moga kazdego niezaleznie od etapu zycia.
Przyjrzyj sie zyciu bezdzietnych par ktore dzieci nie planuja albo singli. I zauwaz ze niewiele rozni sie od mojego. Nawet zycie mojej 40letniej ciotki moge porownac do mojego pod wzgledem organizacji czasu. I tak, ona tez skupia sie glownie na sobie. Ma meza, dzieci nie. Twoj argument o wieku nie ma tu nic do rzeczy - bo podobnie zyja wolni od zobowiazan 50latkowie.

489 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-14 13:46:08)

Odp: Nie żyję byle jak!

Też znam takich ludzi. Są to ludzie smutni i samotni co sami przyznają. Żadne zajęcia nie wynagradzają im obecności bliskiej osoby. I potem tak jak oni skupiali się na sobie, tak w chorobie ludzie pozwalają im nadal skupiać się na sobie. I umierają w samotności, ciepieniu, nikt ich w szpitalu nie odwiedza. Wtedy dopiero żałują jak puste życie prowadzili. Zresztą sam mam przykład. Rodzina teściów i rodzina moich rodziców. U moim ciągle pełno, oni ciągle gdzieś wyjeżdżają. Teściowie siedzą sami, nikt ich nie odwiedza, skupiają się na sobie. I wszyscy mają ich totalnie gdzieś. W tym ja.
Nie wie jakie będziesz miała bo każdy ma różno. Bo istotą takich problemów jest to, że najczęściej są to zdarzenia losowe.

490

Odp: Nie żyję byle jak!
Mussuka napisał/a:

Facet predzej czy pozniej zostawi Cie i tak (slkad wiem? a taka moja intuicja mi podpowiada;),

Może nie. W kręgach, gdzie najważniejsza jest reprezentacja, to rzadko są rozstania, bo one się nie opłacają. Raczej jest ktoś na boku, tak jak u ojca Kammiś.

491

Odp: Nie żyję byle jak!
Mussuka napisał/a:
kammiś napisał/a:

To ze nie jestem zona ani matka nie znaczy, ze sie nie realizuje. Smiem twierdzic, ze realizuje sie lepiej niz co niektore matki i zony. Z naciskiem na SIEBIE. chcac nie chcac, mam dla siebie o wiele wiecej czasu niz matki, wiec wiekszosc rzeczy ktore robie, robie dla SIEBIE (bardzo satysfakcjonujacy stan rzeczy) w zwiazku z czym bardziej sie rozwijam. Ty masz juz duza corke, to co innego, ale nie uwierze ze mamuska z malym dzieckiem czyta jedna ksiazke dziennie albo podrozuje w sensie - caly dzien od 8 do 2 w nocy lazimy i zwiedzamy. Rozwoj ma istotnie ograniczony. Ale coz, jej wybor. Ja tam wole miec te swobode - podoba mi sie, to pakuje manatki i wyjezdzam, podoba mi sie, to do 21 siedze na szkoleniu, podoba mi sie to czytam do 5 nad ranem i spie do poludnia w sobote, podoba mi sie to ide na impreze bez organizowania wczesniej miliona spraw i absorbowania innych ludzi, podoba mi sie to siedze na uczelni od rana i wieczora, podoba mi sie to przez miesiac nawet nie tykam zadnego garnka. I to jest zycie wink

Tylko chyba zapominasz o jednej waznej sprawie - o uplywie czasu:) Imprezowac tez sobie bedziesz jeszcze pare lat, potem towarzystwo Ci sie wykruszy. Facet predzej czy pozniej zostawi Cie i tak (slkad wiem? a taka moja intuicja mi podpowiada;), ta mamuska z nieprzespanymi nockami odchowa juz to swoje dziecko, wroci pewnie do pracy i nie bedzie martwic sie o to jak sobie reszte samotnego wieczoru zapchac, ksiazka czy kotem.

Ty masz dzis swobode, pakujesz sie, wyjezdzasz, ona bedzie miala za pare lat spore dziecko i bedzie miala z kim wyjechac i tez z radoscia spakuje te manatki, swoje i dzieci. I pojedzie z synem albo corka do Disneylandu pozwiedzac albo do najwiekszego waterparku, albo do Legolandu albo do najbardziej wypasionego waterparku z nimi pojdzie. Ba, nawet do cyrku, pozniej do kina, a moze nawet na dyskoteke.
A Ty tam juz nawet nie zajrzysz jakbys chciala, bo glupio tak samej starej pannie na karuzele wsiadac, nie?;)

Widzisz, kazdy kij ma dwa konce. A Ciebie czeka smutne i samotne zycie.

Jakiej starej pannie? Ktos mowi, ze nie bede miec meza? Fajne zalozenie;)
Widzisz, ja w przeciwienstwie do niektorych nie patrze az tak bardzo na to kto mnie gdzies zobaczy.
Do kina??? Moja babcia chodzi do kina!!!! Do aquaparku chodzi sie tylko z dziecmi? To zes powiedziala! Dobre!
A widzisz, ostatnio bylam na imprezie w klubie i grupa 40latek sie bawila. Niezle zacofana jestea skoro uwazasz ze nie wolno. Idz do klubu - zobaczysz przekroj wiekowy i pan i panow.
Do aquarapku tez nie, bo nie umiem plywac.
Za to saunowac lubie. Ale to raczej nie z dzieckiem.
W disnaylandzie bylam 2 razy. Legoland mnie nie kreci wink
Na karuzele nie chodze, bo rzygam wink
Do cyrku nie zamierzam, bo to niezgodne z moimi pogladami. Rozpiep**ylabym kazdy cykr bombardowaniem.
Wiesz, ja jako dorosla juz bylam nawet z kolezanka na epoce lodowcowej wiec takie gadki mnie nie przekonaja wink jestem z tych ktore jak chca cos zrobic, to to robia i juz.
A wieczor sobie "zapcham"  z facetem - wiesz jak milo spedza sie czas wiedzac ze absolutnie nikt wam nie przeszkodzi przez caly weekend i ze w niedziele mozecie spac do poludnia? No wlasnie.
Kot jest dla mnie czlonkiem rodziny. A ksiazki LUBIE i nie sa dla mnie zapychaniem czasu.

492

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Facet predzej czy pozniej zostawi Cie i tak (slkad wiem? a taka moja intuicja mi podpowiada;),

Może nie. W kręgach, gdzie najważniejsza jest reprezentacja, to rzadko są rozstania, bo one się nie opłacają. Raczej jest ktoś na boku, tak jak u ojca Kammiś.

A dziekuje, ostatnio nam sie uklada wrecz idealnie wink

493

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Facet predzej czy pozniej zostawi Cie i tak (slkad wiem? a taka moja intuicja mi podpowiada;),

Może nie. W kręgach, gdzie najważniejsza jest reprezentacja, to rzadko są rozstania, bo one się nie opłacają. Raczej jest ktoś na boku, tak jak u ojca Kammiś.

Ale jaka reprezentacja cslady? Dziewcze nudzace caly czas o sobie, o tatusiu i artykulach, gardzace nie tylko calym swiatem ale czesto gesto i swoim facetem i czesciowo rodzina? Przeciez jak sie z taka osoba gdzies pokazac i dac jej wolnosc mowy? Sama widzisz jaka reakcje kammis budzi na tym forum, sadzisz, ze na zywo mozna sie z nia swietnie zabawic i pokazac gdzies?

Druga rzecz, to powiedz ilu znasz mezczyzn, ktorzy na stale zostana z kobieta egoistyczna, zapatrzona we wlasnego ojca jak w ikone, uwazajaca ugotowanie obiadu rodzinnego a nie tylko SOBIE za obsluge ponizej jej godnosci i nie pragnaca miec nigdy dzieci? Taka, ktorej najwyzszym celem zyciowym jest miec opublikowanych x artykulow, wydanych x wyrokow, orzeczen czy napisanych postulatow oraz zachowanie figury charta wyscigowego przede wszystkim? Wyobrazasz sobie takie stadlo rodzinne?:) Facet z nudow by zdechl po jakims czasie.


Nawet jesli doktorek swoich dzieci miec nie moze, to reke dam sobie uciac, ze instynkt wezmie gore i jak sie juz wybawi i znudzi swoja itelektualna zabaweczka, to poszuka kobiety z wlasnym dzieckiem albo nawet na adopcje sie zgodzi. O ile naprawde nie moze wlasnych miec;)

Pisze o normalnych, zdrowych na ciele i umysle mezczyznach.

494 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-14 14:14:19)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

A wieczor sobie "zapcham"  z facetem - wiesz jak milo spedza sie czas wiedzac ze absolutnie nikt wam nie przeszkodzi przez caly weekend i ze w niedziele mozecie spac do poludnia? No wlasnie.

Owszem, brak dzieci nie przeszkadza w tym, by iść do kina na bajkę, iść do aquaparku, cyrku czy disneylandu. Tak samo jak dzieci nie przeszkadzają w tym, by móc spędzić z mężem spokojny weekend albo móc sobie pospać w niedzielę do południa. To nie jest tak, że z dziećmi niczego nie można robić. Czasami można nawet więcej. Może tak do trzeciego roku życia faktycznie jest się trochę bardziej ograniczonym, ale czas szybko leci. Ja np. wczoraj zajmowałam się dziećmi kuzyna i specjalnie musiałam wstać o 7 rano, bo miałam się nimi zająć do południa. I bardzo mi się to podobało, choć się nie wyspałam. Wcale nie musiałam ich non stop pilnować. Przez jakąś godzinę bawiły się z psami, a przez drugą godzinę skakały na piłce do gimnastyki. Raczej tylko nadzorowałam, bym im się nic nie stało, niż pilnowałam. Te dzieci już są w takim wieku, że lubię z nimi przebywać, bo rozumiem co do mnie mówią. Wczoraj kiedy mały zaczął płakać, to umiał mi powiedzieć o co chodzi i mogłam temu zaradzić. Za towarzystwem mniejszych dzieci nie przepadam, bo nie umiem czytać im w myślach. Musiałabym mieć w tym praktykę. Wiem, że u mnie nie byłoby żadnego problemu, żeby od dzieci trochę "odpocząć" i mieć czas dla partnera. Moi rodzice bardzo by się ucieszyli z podrzucenia im wnuków na weekend, podobnie rodzice mojego partnera. Chodzi mi o to, że przerysowujesz problem. Ja tam rozumiem, że nie chcesz mieć dzieci i nie będę Ci wciskać, że będziesz miała puste życie, bo tak nie uważam. Jednak nie zgadzam się z Twoimi argumentami.

Kammiś, nie twierdzę, że Ci się w związku nie układa i przecież nie życzę Ci źle. Wprost przeciwnie. Po prostu jestem bardzo sceptyczna za każdym razem, gdy czytam o Waszym związku. To tylko moje odczucia, nic więcej.

495

Odp: Nie żyję byle jak!
Mussuka napisał/a:
cslady napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Facet predzej czy pozniej zostawi Cie i tak (slkad wiem? a taka moja intuicja mi podpowiada;),

Może nie. W kręgach, gdzie najważniejsza jest reprezentacja, to rzadko są rozstania, bo one się nie opłacają. Raczej jest ktoś na boku, tak jak u ojca Kammiś.

Ale jaka reprezentacja cslady? Dziewcze nudzace caly czas o sobie, o tatusiu i artykulach, gardzace nie tylko calym swiatem ale czesto gesto i swoim facetem i czesciowo rodzina? Przeciez jak sie z taka osoba gdzies pokazac i dac jej wolnosc mowy? Sama widzisz jaka reakcje kammis budzi na tym forum, sadzisz, ze na zywo mozna sie z nia swietnie zabawic i pokazac gdzies?

Druga rzecz, to powiedz ilu znasz mezczyzn, ktorzy na stale zostana z kobieta egoistyczna, zapatrzona we wlasnego ojca jak w ikone, uwazajaca ugotowanie obiadu rodzinnego a nie tylko SOBIE za obsluge ponizej jej godnosci i nie pragnaca miec nigdy dzieci? Taka, ktorej najwyzszym celem zyciowym jest miec opublikowanych x artykulow, wydanych x wyrokow, orzeczen czy napisanych postulatow oraz zachowanie figury charta wyscigowego przede wszystkim? Wyobrazasz sobie takie stadlo rodzinne?:) Facet z nudow by zdechl po jakims czasie.


Nawet jesli doktorek swoich dzieci miec nie moze, to reke dam sobie uciac, ze instynkt wezmie gore i jak sie juz wybawi i znudzi swoja itelektualna zabaweczka, to poszuka kobiety z wlasnym dzieckiem albo nawet na adopcje sie zgodzi. O ile naprawde nie moze wlasnych miec;)

Pisze o normalnych, zdrowych na ciele i umysle mezczyznach.

Bo obowiazkiem kobiety jest gotowac i miec dzieci wink
Kobiera niepragnaca miec dzieci jest nienormalna big_smile
Fajne poglady.
Najezdzasz na mnie za dyskryminacje i przy okazji sama dyskryminujesz bezdzietne z wyboru wink
Powiedz mi - skad sie biora bezdzietne malzenstwa????
Nie moze - widzialam wyniki badan. Ba, nawet rozmawialam z lekarzem.
Byli tu tacy, co dawalo sobie reke uciac ze mnie rzuci po tygodniu wink
Na zywo jestem lagodniejsza wink ale nie gotuje big_smile polece w stylu snake'a, cytujac mojego faceta: "ty masz lepsze skille niz gotowanie" big_smile

496

Odp: Nie żyję byle jak!

Moja akurat też nie gotuje bo ma inne skille dobre:P

497 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-14 14:42:06)

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

A wieczor sobie "zapcham"  z facetem - wiesz jak milo spedza sie czas wiedzac ze absolutnie nikt wam nie przeszkodzi przez caly weekend i ze w niedziele mozecie spac do poludnia? No wlasnie.

Owszem, brak dzieci nie przeszkadza w tym, by iść do kina na bajkę, iść do aquaparku, cyrku czy disneylandu. Tak samo jak dzieci nie przeszkadzają w tym, by móc spędzić z mężem spokojny weekend albo móc sobie pospać w niedzielę do południa. To nie jest tak, że z dziećmi niczego nie można robić. Czasami można nawet więcej. Może tak do trzeciego roku życia faktycznie jest się trochę bardziej ograniczonym, ale czas szybko leci. Ja np. wczoraj zajmowałam się dziećmi kuzyna i specjalnie musiałam wstać o 7 rano, bo miałam się nimi zająć do południa. I bardzo mi się to podobało, choć się nie wyspałam. Wcale nie musiałam ich non stop pilnować. Przez jakąś godzinę bawiły się z psami, a przez drugą godzinę skakały na piłce do gimnastyki. Raczej tylko nadzorowałam, bym im się nic nie stało, niż pilnowałam. Te dzieci już są w takim wieku, że lubię z nimi przebywać, bo rozumiem co do mnie mówią. Wczoraj kiedy mały zaczął płakać, to umiał mi powiedzieć o co chodzi i mogłam temu zaradzić. Za towarzystwem mniejszych dzieci nie przepadam, bo nie umiem czytać im w myślach. Musiałabym mieć w tym praktykę. Wiem, że u mnie nie byłoby żadnego problemu, żeby od dzieci trochę "odpocząć" i mieć czas dla partnera. Moi rodzice bardzo by się ucieszyli z podrzucenia im wnuków na weekend, podobnie rodzice mojego partnera. Chodzi mi o to, że przerysowujesz problem. Ja tam rozumiem, że nie chcesz mieć dzieci i nie będę Ci wciskać, że będziesz miała puste życie, bo tak nie uważam. Jednak nie zgadzam się z Twoimi argumentami.

Kammiś, nie twierdzę, że Ci się w związku nie układa i przecież nie życzę Ci źle. Wprost przeciwnie. Po prostu jestem bardzo sceptyczna za każdym razem, gdy czytam o Waszym związku. To tylko moje odczucia, nic więcej.

Ja nie mam do Ciebie pretensji, to bylo odnosnie wypowiedzi Mussuki ale nie moglam znalezc jej postu, ktory z kolei Ty cytowalas.
Moi rodzice by tego nie robili, matka by sie wsciekla. Mojego faceta rodzice - watpie, bo on pilnuje biznesu a ona to kobieta w wieku produkcyjnym - pracuje. I nie sa tez tacy ze chca nianczyc dzieci - swoje mieli jedno a ona szybko wrocila do pracy.

Tak samo to ze nie gotuje nie znaczy ze nie robie nic dla faceta - to juz wyjasnilam zreszta. Ja wole sprzatac, on woli gotowac, ale niektorzy widza w tym wielki problem i moj "obowiazek".

Co do zwiazku - bywalo slabiej, ale z mojej winy, bo mialam depresje. Roznie okazywana ale to chyba byla depresja. A teraz juz sie z tego ostatecznie wyleczylam, wiec i w zwiazku jest ok.

Mussuka, swoja droga powiedz mi bo czegosx chyba nie wiem. Wpadlam w miedzyczasie na pomysl robienia aplikacji sedziowskiej i nie jestem tego swiadoma? Bo pierwsze slysze zebym ja miala w planach wydawanie wyrokow i orzeczen big_smile

498 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-14 14:45:41)

Odp: Nie żyję byle jak!

Mussuka, nie pisałam o normalnych mężczyznach, tylko o pewnych kręgach. smile Znam kilku mężczyzn, dla których najważniejsze jest to, by móc pochwalić się kobietą. A od seksu i rodzenia dzieci są kochanki. Dlatego nie przeszkadza im kobiecy egoizm i zapatrzenie w siebie.

A co do chwalenia się kobietą, to ja tego nie lubię. Gdyby mój partner chwalił się w towarzystwie, że napisałam 2 artykuły (to tylko przykład podany przez Kammiś, ale nie chodzi mi tu o nikogo personalnie), to moim zdaniem robiłby mi obciach. A to dlatego, że tego typu chwalenie jest tak samo pretensjonalne jakby to robiła moja mama przy osobach, które znam na stopie służbowej. Partner też nie jest obiektywny i nieważne, że mogę mieć obiektywnie sukces. Po prostu z jego ust to nie powinno padać. Kiedy mieszkałam w starym mieszkaniu, to naszym sąsiadem był prawnik, który skończył prawo na Uniwersytecie Harvarda. Jego żona jest Francuzką, też po prawie na tym samym uniwersytecie. To są normalni, sympatyczni ludzie. Tzn. są trochę wyniośli i bardzo pewni siebie, ale nie wyobrażam sobie, by któreś z nich chwaliło się napisanym artykułem. Na początku lata byliśmy u nich na grillu i było tam sporo innych prawników, którzy też się nie przechwalali co oni umieją albo co zrobili. Nie chodzi mi o to, że nie wypada mówić o sukcesach. Tylko o to, że np. większość moich znajomych na taką pochwałę ("moja kobieta napisała 2 artykuły") zareagowałoby uprzejmym uśmiechem, ale jednocześnie pomyśleliby "super, super i co z tego?". Też mam za znajomych m.in. prawników z najwyżej półki oraz lekarzy (jeśli dla kogoś te zawody są wyznacznikiem jakiegokolwiek prestiżu), ale na nich wszystkich najbardziej robi wrażenie właśnie to, że gotuję partnerowi i że o niego dbam (takie rzeczy wychodzą przypadkiem podczas rozmowy, a nie że partner się chwali). Paradoks, co? No bo przecież gotowanie partnerowi powinno być uwłaczające, a ja powinnam być podziwiana za moje sukcesy. Prawda jest taka, że jeśli ktoś sam jest inteligentny i ogarnięty, to na nim nie będą robiły wrażenia artykuły, konferencje i średnie, bo to jest no big deal. Choć ja nie twierdzę, że nie powinno się być z tego dumnym. Sama jakoś wolę porównywać się do lepszych ode mnie w moim zawodzie zamiast chwalić im się tym, co dla nich jest łatwizną.

499

Odp: Nie żyję byle jak!

Jak tak sobie pomyślę to też nie przypominam sobie, żebym gdzieś na grillu, imprezie służbowej, czy nawet konferencji chwalił się, że mam kilkanaście artykułów napisanych (tażke w ogólnopolskiej prasie sportowej), czy monografii, a z książek mojej żony uczy się języka angielskiego w szkołach technicznych, czy też kupuje się jej książki w internecie. Dla mnie to po prostu dziecinne i wydaje mi się, że raczej mało to kogo przy takiej imprezie spotkaniu interesuje. Spotykamy się wtedy w innym celu, a jak kotś zaczyna gadkę o pracy (nawet jak spotykamy się z ludźmi z pracy) to szybko jest gaszony.

500

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Gdyby mój partner chwalił się w towarzystwie, że napisałam 2 artykuły (to tylko przykład podany przez Kammiś, ale nie chodzi mi tu o nikogo personalnie), to moim zdaniem robiłby mi obciach.

Bo to jest na zasadzie - o proszę, całkiem dobra dziewczynka, ręką rusza, nogą rusza....

501 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-14 15:01:17)

Odp: Nie żyję byle jak!

B

cslady napisał/a:

Mussuka, nie pisałam o normalnych mężczyznach, tylko o pewnych kręgach. smile Znam kilku mężczyzn, dla których najważniejsze jest to, by móc pochwalić się kobietą. A od seksu i rodzenia dzieci są kochanki. Dlatego nie przeszkadza im kobiecy egoizm i zapatrzenie w siebie.

A co do chwalenia się kobietą, to ja tego nie lubię. Gdyby mój partner chwalił się w towarzystwie, że napisałam 2 artykuły, to moim zdaniem robiłby mi obciach. A to dlatego, że tego typu chwalenie jest tak samo pretensjonalne jakby to robiła moja mama przy osobach, które znam na stopie służbowej. Partner też nie jest obiektywny i nieważne, że mogę mieć obiektywnie sukces. Po prostu z jego ust to nie powinno padać. Kiedy mieszkałam w starym mieszkaniu, to naszym sąsiadem był prawnik, który skończył prawo na Uniwersytecie Harvarda. Jego żona jest Francuzką, też po prawie na tym samym uniwersytecie. To są normalni, sympatyczni ludzie. Tzn. są trochę wyniośli i bardzo pewni siebie, ale nie wyobrażam sobie, by któreś z nich chwaliło się napisanym artykułem. Na początku lata byliśmy u nich na grillu i było tam sporo innych prawników, którzy też się nie przechwalali co oni umieją albo co zrobili. Nie chodzi mi o to, że nie wypada mówić o sukcesach. Tylko o to, że np. większość moich znajomych na taką pochwałę ("moja kobieta napisała 2 artykuły") zareagowałoby uprzejmym uśmiechem, ale jednocześnie pomyśleliby "super, super i co z tego?". Też mam za znajomych m.in. prawników z najwyżej półki oraz lekarzy (jeśli dla kogoś te zawody są wyznacznikiem jakiegokolwiek prestiżu), ale na nich wszystkich najbardziej robi wrażenie właśnie to, że gotuję partnerowi i że o niego dbam (takie rzeczy wychodzą przypadkiem podczas rozmowy, a nie że partner się chwali). Paradoks, co? No bo przecież gotowanie partnerowi powinno być uwłaczające, a ja powinnam być podziwiana za moje sukcesy. Prawda jest taka, że jeśli ktoś sam jest inteligentny i ogarnięty, to na nim nie będą robiły wrażenia artykuły, konferencje i średnie, bo to jest no big deal. Choć ja nie twierdzę, że nie powinno się być z tego dumnym. Sama jakoś wolę porównywać się do lepszych ode mnie w moim zawodzie zamiast chwalić się tym, co dla nich jest łatwizną.

Ale ja tez nie chodze i nie chwale sie ile i czego napisalam wink
Po prostu porownalam gadanie o tym "o jezu zapalem warunek" wszystkim dookola (bo tak, robia tak i to duzo osob) do chodzenia i mowienia wszystkim "mam srednia taka i taka". Ba, powinnam nawet recytowac jakie oceny z czego, bo oni gadaja z czego maja poprawki.
Po prostu nie jestem w stanie pojac dlaczego gadanie o poprawkach mialoby byc bardziej akceptowalne niz gadanie o swojej sredniej. G**** mnie czyjes poprawki obchodza, tak jak jego g***** obchodzi moja srednia. Wiec po co mi o tym gada????
A facet to powiedzial no tak...na luzie swojemu przyjacielowi, nie w towarzyskie wink
Studia prawnicze nie sa dla mnie wyznacznikiem czegokolwiek, bo poznalam wystarczajaco duzo debili na nich. Szanuje ludzi ktorzy z nich optymalnie korzystaja a nie jada na "byle zdac".
To ze ktos idzie na konferencje tez na mnie wrazenia nie robi wink
Ostatnio robi na mnie wrazenie za to kobitka ktora poznalam - zawodowo zajmuje sie hodowla kotow.
Z osob ktore robily na mnie wrazenie wymienic musze jeszcze moja instruktorke ze stepu. Kobieta tak wysportowana, tak piekna i tak swietna instruktorka ze az normalnie "wow". Jak to kolezanka okreslila: "nie jestem lesbijka ale nia nie pogardzilaby nawet najbardziej hetero babka" big_smile
Podziwiam ludzi ktorzy maja PASJE niezaleznie od tego czy jest to hodowla kotow, czy fitness albo inny sport, czy prawo, czy informatyka, czy rysunek, czy fotografia. O, wlasnie. Mam kolege ktory robi przepiekne zdjecia. I pasjonuje sie tym.
Nic nie poradze na to, ze nie czuje podziwu jedynie dlatego ze ktos wychowuje dzieci. I nie wiaze sie to z tym ze uwazam ze prawo to jedyna sluszna opcja, jak juz mowilam.

PS wybaczcie literowki i przejezyczenia, ale na telefonie strasznie ciezko sie pisze takie dluzsze rzeczy wink

502

Odp: Nie żyję byle jak!

Jestem przeciwna hodowli kotow, a zawodowej zwlaszcza.
Po pierwsze, ta osoba musi z tego zyc, wiec sentymenty na bok. Moze mowi co innego - dobrze znam takie typy. Opowiada o milosci, o tym jaka jest profesjonalna.
Druga przyczyna - kazdy kot (czy pies) urodzony w hodowli= smierc innego w schronisku. Tego, ktory by mial sznase na adopcje.
Pisze tutaj, bo co prawda bylo o tym w innym watku, ale widze ze Kammis tu zaglada.
Nauka jezyka to nie wkuwanie, jak wkuwanie dawek lekow czy przepisow prawnych. To umiejetnosc, jak nauka plywania. Jak sie do tego podchodzi spietym, niewyspanym, na zasadzie "ze musze" to wyniki sa mizerne.
Kiedy pisalam ze jezyk przyswoilam w knajpie w Leeds to mialam na mysli uruchomienie tej umiejetnosci. Mialam juz wtedy pozdawane egzaminy z wiedzy fachowej, m. in dopuszczajacy do nadzoru obrotem OTM (szalone krowy). Ktory zdaje za pierwszym podejsciem tyko 30% miejscowych.
Kammis, nie jestem przeciwko Tobie, w wielu miejscach masz racje. Atak jest wywolany tym, ze jestes outsiderem, ze podwazasz powszechnie uznane swietosci. Ja tylko lubie wtracic swoje trzy grosze.
Tez uwazam ze praca w domu jest  bez wartosci. Jak ktos musi miec trzydaniowy obiad i domowe ciasto to jego sprawa, ne ma co z siebie zapracowanego robic. Rownie dobrze ja moge powiedziec ze absolutnie koniecznym dla mnie jest posiadanie wlasnego konia. I wymaga to nakladow i pracy, wiec niech mi ktos za to placi.
Dzieci tez sa bez sensu - jedynym czego jest za duzo na i na  swiecie, i w kraju to ludzie. Wszystkiego innego brakuje - zywnosci, wody, ziemi uprawnej, szpitali itd. Dzieci urodzone w Polse i tak musza wyjechac,, jaki w tym interes placic matkom, potem zapewniac edukacje, opieke zdrowotna itp. I wysylac wykwalifikowanych ludzi innym panstwom?
Kobiety ktore twierdza ze za prace domowa powinny otrzymywac pensje maja absolutna racje - niech im maz placi. To znaczy, podzielic na pol ilosc godzin. Polowa jest obowiazkiem meza. Za te godziny moga sie domagac zaplaty, tudziez oplacenia podatku i ubezpieczen.

503

Odp: Nie żyję byle jak!

A pasjonowanie się dziećmi? big_smile Są przecież takie kury domowe, który skończyły pedagogikę (wykształcenie zgodne z zainteresowaniami), czytają dużo książek o dzieciach, piszą o swoim dziecku posty na blogu, pasjonuje je wymyślanie dzieciom zabaw, bajek itp. Tzn. ja nie twierdzę, że dla mnie to jest super ciekawe, ale przecież to pasja jak każda inna. Wiadomo, że nie wszystkie pasje nas interesują, gdy ktoś o nich opowiada. Pisałam chyba gdzieś wcześniej o żonie naszego znajomego, którego stać na to, by utrzymywać dużą rodzinę. Mają 4 dzieci i jego żona nie pracowała zawodowo ani jednego dnia, bo od razu po skończeniu pedagogiki zaszła w ciążę. Uwielbia dzieci i uwielbia gotować. Ma swojego bloga kulinarnego, którego zaczęła jako typowe hobby, a nie po to, by zarabiać. Teraz może też nie zarabia na nim majątku, ale coś tam wpada. I to też przy okazji, bo nie zależy jej na tym, nawet nie stara się, by zarabiać. Ot, pisze dla przyjemności i dla czytelników. Dodatkowo pisze bajki dla dzieci. Też nie z zamiarem wydania ich, bo według niej to tylko hobby. Pisze dla swoich dzieci. Miałam okazję słuchać jej bajek i moim zdaniem są piękne. Nie rozumiem dlaczego nie chce ich wydać, ale sądzę, że musi do tego dojrzeć, bo jest bardzo surowa wobec samej siebie. Nikt nie powiedziałby o niej, że jest nudna, a mąż ani myśli spojrzeć na te wszystkie kobiety sukcesu. Takich matek nie jest wcale mało. Jeśli ktoś jest nudną osobą, to ta nuda pochodzi wyłącznie z jego wnętrza, a nie z tego, że nie pracuje. Osoby pracujące tak samo często są nudne.

504

Odp: Nie żyję byle jak!
femte napisał/a:

Jestem przeciwna hodowli kotow, a zawodowej zwlaszcza.
Po pierwsze, ta osoba musi z tego zyc, wiec sentymenty na bok. Moze mowi co innego - dobrze znam takie typy. Opowiada o milosci, o tym jaka jest profesjonalna.
Druga przyczyna - kazdy kot (czy pies) urodzony w hodowli= smierc innego w schronisku. Tego, ktory by mial sznase na adopcje.
Pisze tutaj, bo co prawda bylo o tym w innym watku, ale widze ze Kammis tu zaglada.
Nauka jezyka to nie wkuwanie, jak wkuwanie dawek lekow czy przepisow prawnych. To umiejetnosc, jak nauka plywania. Jak sie do tego podchodzi spietym, niewyspanym, na zasadzie "ze musze" to wyniki sa mizerne.
Kiedy pisalam ze jezyk przyswoilam w knajpie w Leeds to mialam na mysli uruchomienie tej umiejetnosci. Mialam juz wtedy pozdawane egzaminy z wiedzy fachowej, m. in dopuszczajacy do nadzoru obrotem OTM (szalone krowy). Ktory zdaje za pierwszym podejsciem tyko 30% miejscowych.
Kammis, nie jestem przeciwko Tobie, w wielu miejscach masz racje. Atak jest wywolany tym, ze jestes outsiderem, ze podwazasz powszechnie uznane swietosci. Ja tylko lubie wtracic swoje trzy grosze.
Tez uwazam ze praca w domu jest  bez wartosci. Jak ktos musi miec trzydaniowy obiad i domowe ciasto to jego sprawa, ne ma co z siebie zapracowanego robic. Rownie dobrze ja moge powiedziec ze absolutnie koniecznym dla mnie jest posiadanie wlasnego konia. I wymaga to nakladow i pracy, wiec niech mi ktos za to placi.
Dzieci tez sa bez sensu - jedynym czego jest za duzo na i na  swiecie, i w kraju to ludzie. Wszystkiego innego brakuje - zywnosci, wody, ziemi uprawnej, szpitali itd. Dzieci urodzone w Polse i tak musza wyjechac,, jaki w tym interes placic matkom, potem zapewniac edukacje, opieke zdrowotna itp. I wysylac wykwalifikowanych ludzi innym panstwom?
Kobiety ktore twierdza ze za prace domowa powinny otrzymywac pensje maja absolutna racje - niech im maz placi. To znaczy, podzielic na pol ilosc godzin. Polowa jest obowiazkiem meza. Za te godziny moga sie domagac zaplaty, tudziez oplacenia podatku i ubezpieczen.

Nie uważam, że hodowla sama w sobie jest dobra. Aczkolwiek ta babka ma pieniądze, więc robi to tak... no niekoniecznie dla zysku. Nie ma tak bardzo dużo tych kotów. Że hodowle nie są super, wiem po swoim kocie - jest niezsocjalizowany.
Dzisiaj jakbym miała brać zwierzaka, wzięłabym zwierzaka ze schroniska, ale przecież nie wyrzucę kota, którego dostałam jak miałam 11 lat, tylko dlatego, że jest z hodowli.
Wiem, najwięcej z angielskiego nauczyłam się podczas 3-miesięcznego pobytu w Brukseli wink

"Atak jest wywolany tym, ze jestes outsiderem, ze podwazasz powszechnie uznane swietosci"
Serio dla tak wielu osób to że facet ma mieć 3-daniowy obiad i to że rzekomo KAŻDY musi mieć dzieci (bo przecież według Mussuki kobieta która ich nie chce jest totalnie bezwartościowa i na żadnego "normalnego" mężczyznę nie zasługuje) jest taką świętością?

505

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

"Atak jest wywolany tym, ze jestes outsiderem, ze podwazasz powszechnie uznane swietosci"
Serio dla tak wielu osób to że facet ma mieć 3-daniowy obiad i to że rzekomo KAŻDY musi mieć dzieci (bo przecież według Mussuki kobieta która ich nie chce jest totalnie bezwartościowa i na żadnego "normalnego" mężczyznę nie zasługuje) jest taką świętością?

Nie zgadzam się. Niechęć do Twojego podejścia budzą we mnie dwie rzeczy: po pierwsze, obrażasz ludzi, którzy dokonali innych życiowych wyborów niż Ty.

Po drugie, nie potrafisz dyskutować. Oponentom zarzucasz nieumiejętność czytania ze zrozumieniem, a mam wrażenie że sama jej nie posiadasz. Ponadto nie odniosłaś się w sposób merytoryczny do żadnego z moich postów.

506

Odp: Nie żyję byle jak!

Jestem w tym wieku, ze powinnam juz sie nudzic i miec puste zycie. A tymczasem mam wciaz jakies przygody. Ja sie chyba nie potrafie nudzic.
Wiec krakanie, ze bezdzietna kobieta (z wyboru) bedzie zalowac jest bez sensu.

507

Odp: Nie żyję byle jak!

Kot z zamknietej hodowli jest o tyle lepszym wyborem ze jest wolny od chorob, zwlaszcza bialaczki i niedoboru immunologicznego. Kot przygarniety jest juz najczesciej zarazony w momencie szczepienia.

508 Ostatnio edytowany przez pomocnikgargamela (2015-09-14 16:27:32)

Odp: Nie żyję byle jak!

Ludzie, jesteście wszyscy tak płytcy, jak talerz obiadowy (bynajmniej nie głęboki!).

Po pierwsze - co Was obchodzi, czy ktoś ma dzieci? Co Wam do tego? Ja też nie mam i czyni mnie to gorszym w porównaniu do innych? W czym? Może nie mam ich dlatego, że wiem że póki co nie zapewnię im tego wszystkiego, co chciałbym zapewnić? Może ich nie mam, bo w głowie siedzi mi że mam przed sobą 2 ciężkie lata kariery, mające wpływ na moje dalsze życie, ale i życie dzieci? Może nie mam dzieci, bo jeszcze do tego nie dojrzałem? Być może to się lada chwila zmieni. A może nie. A być może nie mogę mieć dzieci, a to co piszecie jest dla innych cholernie bolesne? Co Wam do tego i jakim prawem oceniacie?
Po drugie - jeden lubi imprezy, drugi lubi kanapę. Jeden woli wyjechać na weekend, drugi woli iść na rower pojeździć po okolicy. Co Wam do tego, jak kto spędza czas? Idźcie ciekawie spędzić swój czas, zamiast go tracić na głupie ocenianie i pisanie "według mnie marnujesz życie, bo..." - Wy marnujecie życie. Bo tak dalece, jak ktoś jest szczęśliwy, to swojego życia nie marnuje. A Wy pisząc głupoty "ja to bym zrobił tak..." - marnujecie swój czas, bo nic to nie zmieni, a Wam ubędzie kilku minut.
Po trzecie - jeśli ktoś mnie irytuje (a są na forum takie osoby) to staram się go olewać. Dopóki bardzo mi na odcisk nie nadepnie, to udaję że tych osób nie widzę. Co więc Wam po dziewczynie, która napisze że robi to, a to albo spędza czas tak, a tak?! Usiedliście na jednej osobie wszyscy, na szybko przejrzałem 3 strony i nie widzę NIC INNEGO, jak nagonka i bardzo wysoce niemerytoryczna dyskusja na temat jednej osoby. To prawda, że nadmierne pisanie o swoim życiu prywatnym wystawia niejako na jego ocenę, ale ludzie - trochę kultury i przyzwoitości.
Po czwarte - przed przystąpieniem do tego punktu przeczytajcie powyższe. Już? Więc dalsza argumentacja, dlaczego Wasze doczepianie się do czyjejś diety jest... idiotyczne? - jest niepotrzebne.
Po piąte - zawodowe i profesjonalne hodowle zwierząt mówicie, że są złe, a sami kupujecie zwierzęta z pseudo-hodowli gdzie krzyżowane są zwierzęta genetycznie do tego nienadające się. Dzięki temu wpływacie na przyrost pseudo-hodowców, którzy widzą łatwą kasę w skrzyżowaniu dwóch zwierząt, a co za tym idzie rodzą się szczenięta wymagające szczególnie wysokiej opieki ze względu na ich wady genetyczne. A co z takim najczęściej robią ludzie? Oddają do schroniska albo wyrzucają na ulice, bo przecież po co płacić kilka tysięcy na wyleczenie czworonoga, skoro za 200 złotych można kupić następnego.

Jedyne co rozumiem, to rozmowy o dzieciach. Bo mimo wszystko to wielki skarb i szczęście. Ale uwagi powinny sprowadzać się wyłącznie do takiej uwagi, a nie dyskusji i zarzutów, że kto nie chce mieć dzieci jest infantylny. Zwłaszcza, że Mędrcy umknęło Wam zdaje się, że nie wszyscy (np. partner Kammiś) mogą je mieć.

Sorry Kammiś za offtop.

509 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-14 16:36:36)

Odp: Nie żyję byle jak!

No ale zazdrośnicy masakra!!!!!
Moim zdaniem, ta cala nagonka to nic innego jak ,,kompleks Kammiś''
Kammiś to poniekąd niespełnione marzenia wielu osób.
I dziwić się, że potem mówią, że bogaty biednego nie uszanuje. A niby za co ma szanować, jak ten biedny by oczy wydrapał, że ktoś ma lepiej?

A tak na marginesie ta macie racje, że zazdrościcie i żałujcie Kammiś na dobre Wam wyjdzie,  schudniecie na bank
Bo podobno żal d... ściska lol lol lol

510

Odp: Nie żyję byle jak!

Ta dyskusja to istny kabaret.

511 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-14 17:47:10)

Odp: Nie żyję byle jak!

Ludmiłaa, ale czego tu zazdrościć? Każdy ma swoje życie i zapewne jest z tego życia zadowolony. Np. ja bardzo się cieszę, że już mam za sobą etap dochodzenia do czegoś, bo dla mnie to nie było jakieś super życie. Nie chciałabym się cofnąć o te 3 lata i zamienić z Kammiś. No ale na początku każdy musi przez to przejść. Wszystko sprowadza się tak naprawdę do tego, że nie każdy musi mieć dziecko. Nie będzie miał pustego życia tylko dlatego, że tego dziecka nie ma. Tak samo nie każda osoba musi robić karierę. Nie będzie miała nudnego życia tylko dlatego, że zajmuje się dziećmi w domu. Dla mnie to są oczywistości, więc zupełnie nie rozumiem czemu z tego zrobiła się taka dyskusja. Jeśli ktoś nie rozumie oczywistości, to będzie zarzucał zawiść: albo w stosunku do osób robiących karierę albo w stosunku do osób mających dzieci (tak, w drugą stronę to też działa).

512

Odp: Nie żyję byle jak!

pomocnikgargamela
Nie ponioslo Cie troche? Jak wywnioskowales ze mam psa z pseudohodowli? I ze wyrzucam swoje psy na ulice?
W tej chwili mam adoptowana grejke z wyscigow, samo jej sprowadzenie i koszty adopcji to jakies 10 000zl. Suka jest sterylizowana i za stara do wyscigow, zreszta podpisalam ze jej nie bede do tego uzywac. Nie jest moja wlasnoscia, nie moge sprzedac ani dac nikomu, gdy nie bede sie mogla opiekowac musze odeslac do Anglii.

Krytykuje "zarobkowe" rozmnazanie zwierzat, bo mam za duzo doswiadczen na tym polu. Jestem lek, wet, siostra i (niezyjacy) szwagier tez, siostry tesc byl jednym z tworcow ZKwP. Wiec mam duzo powiazan z tym tematem.

Faktycznie ten watek przemienil sie w atak na Kammis, ktora jak wszyscy ma prawo do wlasnego zdania. Ja sie z nia w pewnych punktach zgadzam, w innych nie i nie widze w tym problemu.

513

Odp: Nie żyję byle jak!
femte napisał/a:

pomocnikgargamela
Nie ponioslo Cie troche? Jak wywnioskowales ze mam psa z pseudohodowli? I ze wyrzucam swoje psy na ulice?
W tej chwili mam adoptowana grejke z wyscigow, samo jej sprowadzenie i koszty adopcji to jakies 10 000zl. Suka jest sterylizowana i za stara do wyscigow, zreszta podpisalam ze jej nie bede do tego uzywac. Nie jest moja wlasnoscia, nie moge sprzedac ani dac nikomu, gdy nie bede sie mogla opiekowac musze odeslac do Anglii.

Krytykuje "zarobkowe" rozmnazanie zwierzat, bo mam za duzo doswiadczen na tym polu. Jestem lek, wet, siostra i (niezyjacy) szwagier tez, siostry tesc byl jednym z tworcow ZKwP. Wiec mam duzo powiazan z tym tematem.

Faktycznie ten watek przemienil sie w atak na Kammis, ktora jak wszyscy ma prawo do wlasnego zdania. Ja sie z nia w pewnych punktach zgadzam, w innych nie i nie widze w tym problemu.

Celowo żadnej wypowiedzi nie cytowałem, nikogo nie wymieniałem, więc oszczęść sobie proszę tekstów kogo tu poniosło. W żadnym miejscu nie powiedziałem, że masz psa z pseudo-hodowli, nawet nie wiem kto to napisał. Wyraziłem swoje zdanie. Każdy ma swoje. I tyle.

514

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Ludmiłaa, ale czego tu zazdrościć? Każdy ma swoje życie i zapewne jest z tego życia zadowolony. Np. ja bardzo się cieszę, że już mam za sobą etap dochodzenia do czegoś, bo dla mnie to nie było jakieś super życie. Nie chciałabym się cofnąć o te 3 lata i zamienić z Kammiś. No ale na początku każdy musi przez to przejść. Wszystko sprowadza się tak naprawdę do tego, że nie każdy musi mieć dziecko. Nie będzie miał pustego życia tylko dlatego, że tego dziecka nie ma. Tak samo nie każda osoba musi robić karierę. Nie będzie miała nudnego życia tylko dlatego, że zajmuje się dziećmi w domu. Dla mnie to są oczywistości, więc zupełnie nie rozumiem czemu z tego zrobiła się taka dyskusja. Jeśli ktoś nie rozumie oczywistości, to będzie zarzucał zawiść: albo w stosunku do osób robiących karierę albo w stosunku do osób mających dzieci (tak, w drugą stronę to też działa).

Cslady. Ja nie mowie o Tobie. Ale zauważcie, ten watek ciekawie się zaczął. I na początku same fajne ciekawe osoby się w nim wypowiadały.
I tu zaczyna się zazdrość. Bo nagle zleciały się osoby z równoległych kafejek, o przeciwnej tematyce czyli tradycyjnym nudnym życiu, i tradycyjnie nudnych i oklepanych problemach. I nie dostosowały się do tematu, nie pochwaliły się, nie zaskoczyły niczym oryginalnym, tylko przyszyły po to, żeby torpedować dyskusję naparzając w dyskutujących, którym niezwykle zazdroszczą.

515

Odp: Nie żyję byle jak!
pomocnikgargamela napisał/a:

Po piąte - zawodowe i profesjonalne hodowle zwierząt mówicie, że są złe, a sami kupujecie zwierzęta z pseudo-hodowli gdzie krzyżowane są zwierzęta genetycznie do tego nienadające się. Dzięki temu wpływacie na przyrost pseudo-hodowców, którzy widzą łatwą kasę w skrzyżowaniu dwóch zwierząt, a co za tym idzie rodzą się szczenięta wymagające szczególnie wysokiej opieki ze względu na ich wady genetyczne. A co z takim najczęściej robią ludzie? Oddają do schroniska albo wyrzucają na ulice, bo przecież po co płacić kilka tysięcy na wyleczenie czworonoga, skoro za 200 złotych można kupić następnego.

jestem jedyna osoba ktora w tym watku krytykowala zarobkowe hodowle

516

Odp: Nie żyję byle jak!
femte napisał/a:
pomocnikgargamela napisał/a:

Po piąte - zawodowe i profesjonalne hodowle zwierząt mówicie, że są złe, a sami kupujecie zwierzęta z pseudo-hodowli gdzie krzyżowane są zwierzęta genetycznie do tego nienadające się. Dzięki temu wpływacie na przyrost pseudo-hodowców, którzy widzą łatwą kasę w skrzyżowaniu dwóch zwierząt, a co za tym idzie rodzą się szczenięta wymagające szczególnie wysokiej opieki ze względu na ich wady genetyczne. A co z takim najczęściej robią ludzie? Oddają do schroniska albo wyrzucają na ulice, bo przecież po co płacić kilka tysięcy na wyleczenie czworonoga, skoro za 200 złotych można kupić następnego.

jestem jedyna osoba ktora w tym watku krytykowala zarobkowe hodowle

Więc dlatego mówię, że moje słowa nie były do nikogo adresowane. jeśli tak to odebrałaś, to przepraszam wink

517 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-14 18:41:27)

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja tam zawsze myślałem, że to jest własnie sensem for internetowych. Dyskusja. Jak jakieś życie uważam za nudne, bo MOIM zdaniem jest nudne to mam prawo to powiedzieć. Tak samo jak osoba prowadząca życie może powiedzieć, że dla niej nie jest. I bardzo dobrze. Niech dalej takie życie prowadzi. Co nie zmienia faktu, że moja ocena jest inna. A u was niektórych jak ktoś ma inne zdanie to zaraz zazdrości albo jest prymitywny. Akurat najmniej tutaj się spina główna zainteresowana ostatnich stron czyli Kammiś.

Po czwarte - przed przystąpieniem do tego punktu przeczytajcie powyższe. Już? Więc dalsza argumentacja, dlaczego Wasze doczepianie się do czyjejś diety jest... idiotyczne? - jest niepotrzebne.

To jest drogi kolego wymiana poglądów.  Wymiana poglądów polega na tym, że nie zawsze muszą być zgodne z twoimi. Nie wiem po co łapiesz takie spiny. Ta kariera spowodowała, że taki nerwowy jesteś? Wyluzuj bo na zawał zejdziesz. Nie ma sensu się spinać. Dopiero co mojego 70 letniego ojca z klinki kariochirurgicznej odbierałem i za dużo młodych lub bardzo młodych ludzi tam było Za dużo stresu i za dużo spin.

518

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

No ale zazdrośnicy masakra!!!!!
Moim zdaniem, ta cala nagonka to nic innego jak ,,kompleks Kammiś''
Kammiś to poniekąd niespełnione marzenia wielu osób.
I dziwić się, że potem mówią, że bogaty biednego nie uszanuje. A niby za co ma szanować, jak ten biedny by oczy wydrapał, że ktoś ma lepiej?

A tak na marginesie ta macie racje, że zazdrościcie i żałujcie Kammiś na dobre Wam wyjdzie,  schudniecie na bank
Bo podobno żal d... ściska lol lol lol

Nigdy nie marzyłam o takim życiu jak ma Kammiś czy Ty Ludko.
Nie ma czego.Ludko jeszcze raz Ci napiszę,przyjrzyj się swoim nudnym  i głupim problemom,a dopiero pisz o problemach innych.

519

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

I nie dostosowały się do tematu, nie pochwaliły się, nie zaskoczyły niczym oryginalnym, tylko przyszyły po to, żeby torpedować dyskusję naparzając w dyskutujących, którym niezwykle zazdroszczą.

O kurczę taki fajny post napisałem ale... jednak go skasowałem. Nie był zbyt ewangeliczny, a w moim wieku trzeba już więcej myśleć o plusach dodatnich lol

520 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-14 19:25:32)

Odp: Nie żyję byle jak!

A ja za to się pochwalę! A co! Dostałem nagrodę Rektora za z"szczególny wkład w rozwój uczelni". Nagroda jest przyznawana raz w roku dla jednej osoby. Uważasz Ludmiło, że mam czego zazdrościć? Czy w związku z tym faktem nie?
Żeby nie było mało. Dostałem też podwyżkę.
Wykąpałem mała i mi pięknie zasnęła.
Straszliwe nudne to moje życie i powinienem zazdrościć.

Posty [ 456 do 520 z 972 ]

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026