netkobietyWszystkie działy
Nasza społeczność

Nie żyję byle jak!

971 odpowiedzi82 321 wyświetleńzałożony przez Eileen, 27.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 972 ]

391

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

[8 godzin dziennie uwazasz za ciezka harowke????
To Ty nigdy nie widzialas pracy prawnika ktory zatrudnia kilka osob.
A mowisz innym ze nie znaja realiow big_smile

Pracuje dłużej? To on po prostu ma źle zorganizowany czas i warsztat pracy. Może jakieś kursa warto zamówić czy osobistego instruktora zarządzania?
Ja też kiedyś pracowałem po 12 h dzień w dzień i myślałem nawet, że to lubię. Na szczęście się ogarnąłem smile Akurat bardzo w temacie zorientowałem się, że to po prostu bardzo byle jakie życie....

392 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-12 17:13:33)

Odp: Nie żyję byle jak!

Napisałam "ponad". Rozumiem, że takie rzeczy trzeba wytłuszczać za każdym razem, byś to doczytała? Ale po co mi statystyki? Ja się nie spieram ze statystykami. Spieram się ze stwierdzeniem, że normalni ludzie sukcesu posiadają zazwyczaj 1-2 dzieci. To jest co prawda najpopularniejszy model rodziny, ale nie jest tak, że dużo dzieci posiada tylko patologia, bo są dobrze zarabiający ludzie, którzy się na to decydują.

393

Odp: Nie żyję byle jak!
gojka102 napisał/a:
kammiś napisał/a:
cslady napisał/a:

Dobra, już mnie zmęczyło mówienie do ścian, ale napiszę coś jeszcze. Dla Ciebie, Eileen, robienie przetworów to dodatkowa przyjemność. Wyobraź sobie jednak, że są rodziny, których nie stać na ciągłe kupowanie dżemów i ogólnie średnio ich stać na jedzenie. Wtedy robienie przetworów jest niejako koniecznością, bo w bardzo tani sposób można wyprodukować sobie dużo jedzenia na jesień i zimę. Fakt, w takich rodzinach kobieta zwykle powinna pracować, by w budżecie domowym znalazło się więcej pieniędzy, ale różnie bywa. Chodzi mi cały czas o to samo - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A tysiąc przykładów podaję po to, żebyście zrozumiały, że każda sytuacja jest wyjątkowa. Z tym gotowaniem jest podobnie. Zakładacie naiwnie, że w każdej rodzinie gotuje się jeden obiad. Otóż niespodzianka, bardzo często tak nie jest. I to nie przez widzi mi się dzieci. Dzieci nie mają żołądków jak dorosła osoba, by bezkarnie mogły wszystko jeść. Różnym dzieciom mogą szkodzić różne rzeczy. Kiedy byłam mała, to doskonale pamiętam, że mama czasami robiła na obiad trzy różne rzeczy, bo ja nie mogłam czegoś tam jeść, mój brat nie mógł jeść czegoś innego itp. A wszyscy byliśmy zdrowi, tylko tolerowaliśmy różne produkty bardzo różnie. Ciężko było logistycznie tak to obmyślić, by wszyscy mogli zjeść ten sam obiad i by codziennie nie gotować tego samego. Także robienie 3 obiadów to często nie jest wymysł, tylko konieczność. Ja nie uważam, że kobieta siedząca w domu ma lżej lub ciężej od tej pracującej, bo to wszystko zależy. Nie tylko od indywidualnej sytuacji w domu, ale również od pracy. Ok, przedsiębiorca ma pracy bardzo dużo. Niektórzy etatowi pracownicy również. Ale jest mnóstwo posad, gdzie przynajmniej przez 2 godziny z tych 8 siedzi się i pierdzi w stołek. Inaczej w internetach nie byłoby w ciągu dnia takiego wysypu ludzi "pracujących".

Ludmiło, nie zgodzę się z Tobą. Wszyscy, których znam i którzy zajmują wysokie stanowiska mają właśnie 3-4 dzieci, bo... ich na to stać. Tylko oni mają te dzieci w pełni świadomie. W idealnym scenariuszu ja też chciałabym mieć czwórkę, mój partner również. Tylko późno zaczynamy, więc pewnie nie zdecyduję się. Patologia z nas żadna, podobnie jak z moich znajomych. Zauważyłam, że wśród dobrze ustawionych ludzi to wręcz popularne, by mieć więcej dzieci. Oczywiście mówię o ludziach dobrze ustawionych, a nie takich, którzy co prawda dużo zarabiają, ale harują na to jak woły ponad 8 h dziennie. Wtedy to faktycznie bez sensu mieć dzieci, gdy się nie ma dla nich czasu. Bo dla mnie dobrze ustawiona osoba to nie jest taka, która musi utrzymywać swój poziom życia kosztem mnóstwa czasu, tylko taka, która ma i czas i pieniądze. I mnie się taka "moda" podoba. Uważam ją za zdrową, a nie za patologię.

8 godzin dziennie uwazasz za ciezka harowke????
To Ty nigdy nie widzialas pracy prawnika ktory zatrudnia kilka osob.
A mowisz innym ze nie znaja realiow big_smile

Poczytaj tez statystyki jakie rodziny czesto maja wyzszy poziom dochodow a ktore zyja w skrajnym ubostwie wink nawet na forum w jednym watku ktos te wyniki cytowa.

Kamiś Ty w o ogóle czytasz to co cytujesz?
Cslady napisała,o takich którzy harują jak woły PONAD o godzin dziennie. Owszem harować ponad 8 godzin na przykład będąc fizjoterapeutą to jest rzeczywiście ciężka,fizyczna robota,podobnie praca w ośrodku dla dzieci niepełnosprawnych gdzie także trzeba się nieraz tężyzną fizyczną wykazać.
Ktoś tu pisał o prawniku?
Są jeszcze inne zawody,serio smile

Tak zupełnie na marginesie dyskusji o pracy w domu... 8 godzin dziennie? Dla mnie te 8 godzin dziennie wystarczy. Szczególnie jak się rzeczywiście pracuje, a nie pije kawę. Ja po 8-godzinnym dniu pracy (nie pracuję w biurze) czuję się fizycznie i psychicznie zmęczona.

Nie jestem zwolenniczką wyścigu szczurów i pogoni za pieniądzem. Dla mnie to jest życie byle jak - bo wiadomo, że przy dłuższych godzinach pracy cierpi życie osobiste, towarzyskie i rodzinne.

394

Odp: Nie żyję byle jak!
gojka102 napisał/a:
kammiś napisał/a:
cslady napisał/a:

Dobra, już mnie zmęczyło mówienie do ścian, ale napiszę coś jeszcze. Dla Ciebie, Eileen, robienie przetworów to dodatkowa przyjemność. Wyobraź sobie jednak, że są rodziny, których nie stać na ciągłe kupowanie dżemów i ogólnie średnio ich stać na jedzenie. Wtedy robienie przetworów jest niejako koniecznością, bo w bardzo tani sposób można wyprodukować sobie dużo jedzenia na jesień i zimę. Fakt, w takich rodzinach kobieta zwykle powinna pracować, by w budżecie domowym znalazło się więcej pieniędzy, ale różnie bywa. Chodzi mi cały czas o to samo - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A tysiąc przykładów podaję po to, żebyście zrozumiały, że każda sytuacja jest wyjątkowa. Z tym gotowaniem jest podobnie. Zakładacie naiwnie, że w każdej rodzinie gotuje się jeden obiad. Otóż niespodzianka, bardzo często tak nie jest. I to nie przez widzi mi się dzieci. Dzieci nie mają żołądków jak dorosła osoba, by bezkarnie mogły wszystko jeść. Różnym dzieciom mogą szkodzić różne rzeczy. Kiedy byłam mała, to doskonale pamiętam, że mama czasami robiła na obiad trzy różne rzeczy, bo ja nie mogłam czegoś tam jeść, mój brat nie mógł jeść czegoś innego itp. A wszyscy byliśmy zdrowi, tylko tolerowaliśmy różne produkty bardzo różnie. Ciężko było logistycznie tak to obmyślić, by wszyscy mogli zjeść ten sam obiad i by codziennie nie gotować tego samego. Także robienie 3 obiadów to często nie jest wymysł, tylko konieczność. Ja nie uważam, że kobieta siedząca w domu ma lżej lub ciężej od tej pracującej, bo to wszystko zależy. Nie tylko od indywidualnej sytuacji w domu, ale również od pracy. Ok, przedsiębiorca ma pracy bardzo dużo. Niektórzy etatowi pracownicy również. Ale jest mnóstwo posad, gdzie przynajmniej przez 2 godziny z tych 8 siedzi się i pierdzi w stołek. Inaczej w internetach nie byłoby w ciągu dnia takiego wysypu ludzi "pracujących".

Ludmiło, nie zgodzę się z Tobą. Wszyscy, których znam i którzy zajmują wysokie stanowiska mają właśnie 3-4 dzieci, bo... ich na to stać. Tylko oni mają te dzieci w pełni świadomie. W idealnym scenariuszu ja też chciałabym mieć czwórkę, mój partner również. Tylko późno zaczynamy, więc pewnie nie zdecyduję się. Patologia z nas żadna, podobnie jak z moich znajomych. Zauważyłam, że wśród dobrze ustawionych ludzi to wręcz popularne, by mieć więcej dzieci. Oczywiście mówię o ludziach dobrze ustawionych, a nie takich, którzy co prawda dużo zarabiają, ale harują na to jak woły ponad 8 h dziennie. Wtedy to faktycznie bez sensu mieć dzieci, gdy się nie ma dla nich czasu. Bo dla mnie dobrze ustawiona osoba to nie jest taka, która musi utrzymywać swój poziom życia kosztem mnóstwa czasu, tylko taka, która ma i czas i pieniądze. I mnie się taka "moda" podoba. Uważam ją za zdrową, a nie za patologię.

8 godzin dziennie uwazasz za ciezka harowke????
To Ty nigdy nie widzialas pracy prawnika ktory zatrudnia kilka osob.
A mowisz innym ze nie znaja realiow big_smile

Poczytaj tez statystyki jakie rodziny czesto maja wyzszy poziom dochodow a ktore zyja w skrajnym ubostwie wink nawet na forum w jednym watku ktos te wyniki cytowa.

Kamiś Ty w o ogóle czytasz to co cytujesz?
Cslady napisała,o takich którzy harują jak woły PONAD o godzin dziennie. Owszem harować ponad 8 godzin na przykład będąc fizjoterapeutą to jest rzeczywiście ciężka,fizyczna robota,podobnie praca w ośrodku dla dzieci niepełnosprawnych gdzie także trzeba się nieraz tężyzną fizyczną wykazać.
Ktoś tu pisał o prawniku?
Są jeszcze inne zawody,serio smile

Pisala o osobach "ustawionych" i dobrze zarabiajacych. Tacy zazwyczaj nie maja zbyt duzo czasu. Wystarczy spojrzec na jednych z najbogatszych ludzi w Polsce. Albo na lekarzy ktorzy pracuja wiecej niz 8 godzin zwykle.

395

Odp: Nie żyję byle jak!

To zależy jak kto rozumie ustawienie. Dla mnie ustawienie nie oznacza pracoholika. Skoro musi tak harować na te swoje pieniądze, to co to za ustawienie? Jeśli ktoś ma pieniądze i może spokojnie za nie żyć, to jest ustawienie.

396

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:
kammiś napisał/a:

[8 godzin dziennie uwazasz za ciezka harowke????
To Ty nigdy nie widzialas pracy prawnika ktory zatrudnia kilka osob.
A mowisz innym ze nie znaja realiow big_smile

Pracuje dłużej? To on po prostu ma źle zorganizowany czas i warsztat pracy. Może jakieś kursa warto zamówić czy osobistego instruktora zarządzania?
Ja też kiedyś pracowałem po 12 h dzień w dzień i myślałem nawet, że to lubię. Na szczęście się ogarnąłem smile Akurat bardzo w temacie zorientowałem się, że to po prostu bardzo byle jakie życie....

On - mowie o "doktorze" jak go nazywasz - pracuje roznie. To nie jest tak ze pracuje pracuje pracuje. Jak sie ma wlasny biznes to bywa bardzo roznie. Raz ma wiecej spraw, raz nie. Raz musi poprawic po pracowniku, raz nie. Raz musi sie rozliczac, raz nie. Bywa ze pracuje 3 dni w tygodniu, a bywa ze pracuje 7 po 13 godzin. W trakcie pracy idzie na lunch bo nie jemy obiadu w domu. To zajmuje godzine. Jak ma przerwe to w sqausha ida grac big_smile a potem wracaja np. na spotkanie. 
Oni (bo jest w spolce z 2 kolegami) nie odpuszczaja spraw bo to kasa kasa kasa big_smile
Ojciec pracowal duzo i pracuje duzo. Ale on ma niespelnione ambicje stworzenia korpo big_smile (nie wiem po co).

397

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

To zależy jak kto rozumie ustawienie. Dla mnie ustawienie nie oznacza pracoholika. Skoro musi tak harować na te swoje pieniądze, to co to za ustawienie? Jeśli ktoś ma pieniądze i może spokojnie za nie żyć, to jest ustawienie.

To jak zakwalifikowalabys ś.p. Kulczyka ktory pracował nie raz 20 godzin dziennie (jak mowia wspolpracowanicy)? big_smile
Dziwna klasyfikacja.

398 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-12 17:31:20)

Odp: Nie żyję byle jak!

Ale ja nie przeczę, że taka osoba dużo zarabia, tylko że jak dla mnie nie jest ustawiona. Bo dla mnie takie życie jest byle jakie - tutaj sądzę tak samo jak Snake. Też doświadczyłam tego na własnej skórze, dlatego mam porównanie. Jeśli ktoś chce żyć tylko pracą, mieć byle jakie życie rodzinne (ono zawsze ucierpi, gdy się nie ma czasu), no to niech tam sobie pracuje i zarabia. Mnie to przecież nie przeszkadza. Tylko mówię, że dla mnie to właśnie byle jaka wegetacja, a nie ustawienie. Pieniądze to nie jest wszystko. Ja sukcesu nie mierzę samą ilością zer na koncie, bo to naprawdę nie jest problem, by być pracoholikiem i zarabiać dużo.

399

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:
cslady napisał/a:

To zależy jak kto rozumie ustawienie. Dla mnie ustawienie nie oznacza pracoholika. Skoro musi tak harować na te swoje pieniądze, to co to za ustawienie? Jeśli ktoś ma pieniądze i może spokojnie za nie żyć, to jest ustawienie.

To jak zakwalifikowalabys ś.p. Kulczyka ktory pracował nie raz 20 godzin dziennie (jak mowia wspolpracowanicy)? big_smile
Dziwna klasyfikacja.

Może był pracoholikiem? To zupełnie inna kwalifikacja.

Co do tych co prowadzą własną firmę: mój mąż ma kilka swoich przychodni.Prowadzi je od ponad 10 lat.Na początku,owszem dużo pracował.Teraz głównie tym zarządza.Przyjmuje w jednej z przychodni.Przyjmuje do 10 pacjentów dziennie.I tak prosi by mu zapisywano.
Nie ma mowy by pracował po 13 godzin.On ma po prostu pracowników.A jak Twój jest jednoczesnie pracownikiem i nie zatrudnia nikogo bo ma jeszcze dwóch wspólników do pomocy to byle jak zarządza spółką i byle jak pracuje.Bo przemęczony człowiek pracuje byle jak.

400

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

[To jak zakwalifikowalabys ś.p. Kulczyka ktory pracował nie raz 20 godzin dziennie (jak mowia wspolpracowanicy)? big_smile

Obecnie kwalifikuje się do zmarłych. Niezła reklama tego stylu życia lol

401 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-12 17:49:37)

Odp: Nie żyję byle jak!
gojka102 napisał/a:
kammiś napisał/a:
cslady napisał/a:

To zależy jak kto rozumie ustawienie. Dla mnie ustawienie nie oznacza pracoholika. Skoro musi tak harować na te swoje pieniądze, to co to za ustawienie? Jeśli ktoś ma pieniądze i może spokojnie za nie żyć, to jest ustawienie.

To jak zakwalifikowalabys ś.p. Kulczyka ktory pracował nie raz 20 godzin dziennie (jak mowia wspolpracowanicy)? big_smile
Dziwna klasyfikacja.

Może był pracoholikiem? To zupełnie inna kwalifikacja.

Co do tych co prowadzą własną firmę: mój mąż ma kilka swoich przychodni.Prowadzi je od ponad 10 lat.Na początku,owszem dużo pracował.Teraz głównie tym zarządza.Przyjmuje w jednej z przychodni.Przyjmuje do 10 pacjentów dziennie.I tak prosi by mu zapisywano.
Nie ma mowy by pracował po 13 godzin.On ma po prostu pracowników.A jak Twój jest jednoczesnie pracownikiem i nie zatrudnia nikogo bo ma jeszcze dwóch wspólników do pomocy to byle jak zarządza spółką i byle jak pracuje.Bo przemęczony człowiek pracuje byle jak.

Jak nie zatrudnia? big_smile
Slabo czytasz wink pisalam ze nie raz musi poprawic po niektorych pracownikach, wiec chyba musial ich najpierw zatrudnic big_smile
Tylko ze to ONI obsluguja najwazniejszych klientow i ONI reprezentuja ich przed sadem. Oni sa tam po aplikacji. Maja aplikantow na 1 roku, a aplikant na 1 roku nie moze byc zastepca procesowym. Dlaczego na 1? Bo dopiero po odbyciu pewnego stazu pracy mozna byc patronem.
Maja do tego ksiegowa, maja 2 dziewczyny na sekretariacie, maja 2 prawnikow bez aplikacji ktorzy "trzaskaja" pisma procesowe, jest jeszcze jakis asystent przyjety po znajomosci (kuzyn jednego z szefow big_smile ) ktory jeszcze studiuje.
Wiec nawet jak dostanie papiery bo w poniedzialek ma rozprawe to zwyczajnie MUSI je w niedziele przeczytac. Albo chociaz przejrzec. On sie musi jeszcze rano wyszykowac i cholera wie co ze soba zrobic przed praca big_smile ja sie smieje ze zawsze musi sie wylakierowac big_smile
No i stosuje zasade bardzo ograniczonego zaufania wobec pracownikow. Nigdy nie wiedza kiedy do pracy przyjdzie i kiedy z niej wyjdzie i znowu wroci big_smile

402 Ostatnio edytowany przez Jesiennowiosenna (2015-09-12 17:49:49)

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:
kammiś napisał/a:

[To jak zakwalifikowalabys ś.p. Kulczyka ktory pracował nie raz 20 godzin dziennie (jak mowia wspolpracowanicy)? big_smile

Obecnie kwalifikuje się do zmarłych. Niezła reklama tego stylu życia lol

wink

Swoją drogą, jakiej świętej pamięci? Myślałam kammiś że jesteś niewierząca.

403

Odp: Nie żyję byle jak!
Jesiennowiosenna napisał/a:
Snake napisał/a:
kammiś napisał/a:

[To jak zakwalifikowalabys ś.p. Kulczyka ktory pracował nie raz 20 godzin dziennie (jak mowia wspolpracowanicy)? big_smile

Obecnie kwalifikuje się do zmarłych. Niezła reklama tego stylu życia lol

wink

Swoją drogą, jakiej świętej pamięci? Myślałam kammiś że jesteś niewierząca.

Tak zwyczajowo.
Albo z szacunku dla jednego z najbardziej godnych podziwu ludzi MOIM zdaniem.
Kolezanka wzdycha do Grycana, ja do Kulczyka tongue

404

Odp: Nie żyję byle jak!

Tu znów mogłabym powtórzyć - kwestia priorytetów. Dla jednych pieniądze są środkiem do celu, dla innych celem samym w sobie. Ja sama, kiedy stwierdziłam, że praca odbija się na mojej własnej kondycji i zdrowiu, a przy tym traci na tym dziecko i traci małżeństwo, to bez większego żalu zrezygnowałam z odpowiedzialnego, poważanego i dobrze płatnego stanowiska na rzecz innego, mniej absorbującego zajęcia, a przede wszystkim siebie i rodziny. Wtedy w końcu naprawdę odżyłam i nauczona doświadczeniem nigdy więcej tego błędu nie powtórzyłam.

No cóż, zawsze powtarzam, że nie da się równocześnie mieszkać w trzech domach i jeździć pięcioma samochodami naraz, dlatego jeśli dla kogoś stan posiadania jest tym, czemu warto poświęcić życie, to chyba mi go nieco żal.

Kammiś napisał/a:

maja 2 dziewczyny na sekretariacie

Ale że jak - one zamiast w nim pracować, to na ten sekretariat wchodzą? Nóg nie połamią? big_smile
Wybacz, ale nie mogłam się powstrzymać cool.

405

Odp: Nie żyję byle jak!
Olinka napisał/a:

Tu znów mogłabym powtórzyć - kwestia priorytetów. Dla jednych pieniądze są środkiem do celu, dla innych celem samym w sobie. Ja sama, kiedy stwierdziłam, że praca odbija się na mojej własnej kondycji i zdrowiu, a przy tym traci na tym dziecko i traci małżeństwo, to bez większego żalu zrezygnowałam z odpowiedzialnego, poważanego i dobrze płatnego stanowiska na rzecz siebie i rodziny. Wtedy w końcu naprawdę odżyłam i nauczona doświadczeniem nigdy więcej tego błędu nie powtórzyłam.

No cóż, zawsze powtarzam, że nie da się równocześnie mieszkać w trzech domach i jeździć pięcioma samochodami naraz, dlatego jeśli dla kogoś stan posiadania jest tym, czemu warto poświęcić życie, to chyba mi go nieco żal.

Kammiś napisał/a:

maja 2 dziewczyny na sekretariacie

Ale że jak - one zamiast w nim pracować, to na ten sekretariat wchodzą? Nóg nie połamią? big_smile
Wybacz, ale nie mogłam się powstrzymać cool.


Spoko, lubię jak mnie ktoś poprawi, bo lubię się uczyć wink
Faktycznie, głupio to brzmi big_smile

Nie  o to chodzi. Zupełnie nie. Po prostu niektórzy na swoje potrzeby potrzebują mniej pieniędzy niż inni. I tak na przykład mój ojciec (mimo że w tym zestawieniu aktualnie on więcej zarabia) potrzebuje mniej pieniędzy niż mój facet. Mniej wydaje.
Owszem, nie mieszka jednocześnie w trzech domach i nie jeździ pięcioma samochodami na raz - posiada jeden samochód. I nie ma manii gromadzenia pieniędzy. Po prostu on potrzebuje mieć tysiąc złotych miesięcznie (według moich szacunków) na sport, nie licząc kupowania stroju. Bo w Jatomi ćwiczy z trenerem, a u nich to kosztuje, bo ma stały karnet na squasha, stały karnet na tenisa, chodzi też czasem na paintball. Nawet jak nie chodzi w danym tygodniu, bo coś tam, to ma na to umowę i za to płaci.
Jeden wydaje tysiac złotych miesiecznie na wszystkie swoje potrzeby oprócz mieszkania, a jeden na jakieś tam treningi kilka razy w tygodniu. Więc nie może rzucić pracy big_smile

406

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Bo robicie z prowadzenia domu wielka misje i harowke.

kammiś napisał/a:

bo nie jemy obiadu w domu.

kammiś napisał/a:


Moje mieszkanie ma okolo 70 m.

W zasadzie już trafnie podsumowała to Cslady:

cslady napisał/a:

Kammiś, a moim zdaniem nie masz pojęcia o życiu rodzinnym. Tak jak Ty żyjesz z partnerem, to ja żyłam sobie ze współlokatorami. Poza tym obie z Eileen uparcie odnosicie się do sytuacji, gdzie nie ma dzieci, a takie przypadki w realnym życiu są sporadyczne. Mówmy o tym jak jest naprawdę, czyli kobieta niepracująca wychowuje również dzieci. Tutaj roboty jest nieporównywalnie więcej.

Mogę tylko dodać, że mam takie samo zdanie.
Nie jecie obiadu w domu, wykonujesz prace tylko koło siebie (partnera nie obsługujesz) etc. etc. Twoje mieszkanie ma tylko 70 metrów.
Teraz wyobraź sobie dom 300 metrowy, ogród, dwójkę dzieci. Nawet szkoda porównywać.
Jeśli taką sytuację ma kobieta pracująca, to siłą rzeczy nie wykona wszystkich prac (nawet przy równorzędnej pomocy męża) w taki sam sposób jak kobieta niepracująca.

407 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-12 21:38:43)

Odp: Nie żyję byle jak!
luc napisał/a:
kammiś napisał/a:

Bo robicie z prowadzenia domu wielka misje i harowke.

kammiś napisał/a:

bo nie jemy obiadu w domu.

kammiś napisał/a:


Moje mieszkanie ma okolo 70 m.

W zasadzie już trafnie podsumowała to Cslady:

cslady napisał/a:

Kammiś, a moim zdaniem nie masz pojęcia o życiu rodzinnym. Tak jak Ty żyjesz z partnerem, to ja żyłam sobie ze współlokatorami. Poza tym obie z Eileen uparcie odnosicie się do sytuacji, gdzie nie ma dzieci, a takie przypadki w realnym życiu są sporadyczne. Mówmy o tym jak jest naprawdę, czyli kobieta niepracująca wychowuje również dzieci. Tutaj roboty jest nieporównywalnie więcej.

Mogę tylko dodać, że mam takie samo zdanie.
Nie jecie obiadu w domu, wykonujesz prace tylko koło siebie (partnera nie obsługujesz) etc. etc. Twoje mieszkanie ma tylko 70 metrów.
Teraz wyobraź sobie dom 300 metrowy, ogród, dwójkę dzieci. Nawet szkoda porównywać.
Jeśli taką sytuację ma kobieta pracująca, to siłą rzeczy nie wykona wszystkich prac (nawet przy równorzędnej pomocy męża) w taki sam sposób jak kobieta niepracująca.

No i? To znaczy że co? Każdy ma chylić czoła?
Jak sobie ktoś w życiu nie radzi z tym, żeby nie brać na siebie dużo zbędnej roboty, to nie znaczy, że wszyscy mają się zachwycać i twierdzić, że jego praca jest na równi z pracą zawodową.
Mój facet się własnie buduje. Coś tam o tym gadał, a ja powiedziałam krótko -  ja się tam albo nie przeprowadzę, albo ma być ktoś, kto to będzie ogarniał. Zresztą i tak nie mam się zamiaru tam przeprowadzić, póki mam kota. A bez kogoś, kto to będzie ogarniał - nigdy. I co? Powiedział, że nie widzi w tym żadnego problemu. Poza tym ja będę już pewnie wtedy po studiach, to się będę dokładać. Ale jak ktoś się lubi poświęcać, to znaczy że wszyscy mają podziwiać, że ogarnia własny dom?
Przepraszam, to tak jakbym ja wymagała podziwiania, bo wstałam rano i poszłam na zajęcia.
Podkreśliłaś, że PARTNERA NIE OBSŁUGUJĘ. Wiesz dlaczego nie obsługuję? Bo dla mnie obsługiwanie faceta jest - mówiąc wprost - żałosne. A widzę, jak dużo dziewczyn się na to pisze, niezależnie czy pracujących, czy nie, to aż mi gały na wierzch wychodzą. Co on nie potrafi po sobie talerzyka odstawić? Nie potrafi sobie koszuli wyprać? O jeju, może jeszcze chłopczykowi trzeba wytrzeć pysiaczka, bo się ubrudził jedzonkiem? Bardzo mnie śmieszy, kiedy kobiety mieszkające TYLKO z mężem wstają specjalnie rano żeby mu zrobić obiad, bo przecież on przyjdzie z pracy szybciej niż one. Tak bardzo się szanujemy jako przedstawicielki płci żeńskiej....

Weźmy nawet z punktu widzenia ekonomicznego.
Jest kobieta która ma dwójkę dzieci, oddaje je do żłobka, do przedszkola i idzie do pracy.
Druga - robi wszystko sama i nie pracuje.
Nie muszę chyba mówić, która z punktu widzenia gospodarki jest bardziej "przydatna".
Oczywiście że ta, która idzie do pracy - płaci podatki, zarabia pieniądze, które potem wydaje, nawet jeśli płaciłaby opiekunce - jest to z punktu widzenia gospodarczego korzystniejsze niż kolejna niezarejestrowana (albo nie daj Boże zarejestrowana) bezrobotna.

No i bardzo mnie bawi to jak tego męża tej kobiety, która siedzi w domu ciągnie do mniej "domowych" kobiet. Niekoniecznie młodszych, niekoniecznie ładniejszych. Nawet niekoniecznie do skoku w bok - do pogadania. Znam takiego jednego. Bardzo lubi ze mną właśnie gadać, głównie przez telefon. Jest niewiele starszy ode mnie, jego żona jest starsza tylko rok. I mówi, że ma dosyć słuchania, co ona robiła bo to dla niego zwyczajnie NUDNE. Wolałby słuchać o tym, że była w pracy, stała w korku, gadała z koleżanką - czyli o tym, co on sam robi na co dzień.
A drugi - sąsiad rodziców, młody (koło 35. roku życia) radca prawny. Żona w domu. A on jak widać już nie może, podrywa wszystkie sąsiadki, nawet starsze od siebie big_smile niekoniecznie od niej ładniejsze, ale jak on sam po pijaku powiedział - ciekawsze.

408

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

No i? To znaczy że co? Każdy ma chylić czoła?
Jak sobie ktoś w życiu nie radzi z tym, żeby nie brać na siebie dużo zbędnej roboty, to nie znaczy, że wszyscy mają się zachwycać i twierdzić, że jego praca jest na równi z pracą zawodową.
Przepraszam, to tak jakbym ja wymagała podziwiania, bo wstałam rano i poszłam na zajęcia.

Widać nadal nic nie rozumiesz.
Chodzi o niemożność porównania sytuacji Twojej czy Eileen do sytuacji kobiet pracujących i prowadzących normalnie dom, wspólnie z partnerem/mężem.
Nie chodzi natomiast o żadne podziwianie.
Rzeczywiście wstać rano i pójść na zajęcia, to bardzo dużo pracy lol

kammiś napisał/a:

Podkreśliłaś, że PARTNERA NIE OBSŁUGUJĘ. Wiesz dlaczego nie obsługuję? Bo dla mnie obsługiwanie faceta jest - mówiąc wprost - żałosne. A widzę, jak dużo dziewczyn się na to pisze, niezależnie czy pracujących, czy nie, to aż mi gały na wierzch wychodzą. Co on nie potrafi po sobie talerzyka odstawić? Nie potrafi sobie koszuli wyprać? O jeju, może jeszcze chłopczykowi trzeba wytrzeć pysiaczka, bo się ubrudził jedzonkiem?
Tak bardzo się szanujemy jako przedstawicielki płci żeńskiej....

Ty to nazywasz obsługiwaniem, ja nazywam normalnym podziałem prac. Raz robi jedno, innym razem drugie. Nie wyobrażam sobie np. prać tylko swoje rzeczy, gotować tylko sobie itp.
Bez urazy, ale Twoje podejście jest ogromnie dziecinne (Snake pewno określiłby to dosadniej smile).

409

Odp: Nie żyję byle jak!

Czyli wstanie wcześniej żeby zrobić  komuś obiad jest śmieszne i żałosne ? I  oznacza że babka się nie szanuje.
Ciekawe.Ciekawe  masz Kammiś  poglądy.
I to ty napisałaś że ogarnięcie własnego domu to poświęcenie.

410 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-12 21:44:47)

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja nie twierdzę, że ogarnianie domu to wielkie osiągnięcie. Pracowanie jako takie też nie jest dla mnie wielkim osiągnięciem, bo o ile ktoś jest zdrowy i tę pracę już ma, to żadna filozofia ją wykonywać. Podziwianie kogoś za sam fakt, że pracuje jest co najmniej dziwne. Moim zdaniem ludzi podziwia się za inne rzeczy.

A co do obiadów, to przecież Ty nie masz pod własnym dachem przykładu zdrowego i normalnego związku. Jeśli jest się w normalnym i zdrowym związku, to przygotowanie mężczyźnie tego śniadania (nawet szokujące wstanie 30 minut wcześniej) naprawdę nie jest niczym wielkim, bo on wykonuje podobne gesty. Jeśli kobiecie uwłacza ugotowanie czegoś partnerowi, to moim zdaniem coś jest ostro nie tak z jej związkiem.

411

Odp: Nie żyję byle jak!
luc napisał/a:
kammiś napisał/a:

No i? To znaczy że co? Każdy ma chylić czoła?
Jak sobie ktoś w życiu nie radzi z tym, żeby nie brać na siebie dużo zbędnej roboty, to nie znaczy, że wszyscy mają się zachwycać i twierdzić, że jego praca jest na równi z pracą zawodową.
Przepraszam, to tak jakbym ja wymagała podziwiania, bo wstałam rano i poszłam na zajęcia.

Widać nadal nic nie rozumiesz.
Chodzi o niemożność porównania sytuacji Twojej czy Eileen do sytuacji kobiet pracujących i prowadzących normalnie dom, wspólnie z partnerem/mężem.
Nie chodzi natomiast o żadne podziwianie.
Rzeczywiście wstać rano i pójść na zajęcia, to bardzo dużo pracy lol

kammiś napisał/a:

Podkreśliłaś, że PARTNERA NIE OBSŁUGUJĘ. Wiesz dlaczego nie obsługuję? Bo dla mnie obsługiwanie faceta jest - mówiąc wprost - żałosne. A widzę, jak dużo dziewczyn się na to pisze, niezależnie czy pracujących, czy nie, to aż mi gały na wierzch wychodzą. Co on nie potrafi po sobie talerzyka odstawić? Nie potrafi sobie koszuli wyprać? O jeju, może jeszcze chłopczykowi trzeba wytrzeć pysiaczka, bo się ubrudził jedzonkiem?
Tak bardzo się szanujemy jako przedstawicielki płci żeńskiej....

Ty to nazywasz obsługiwaniem, ja nazywam normalnym podziałem prac. Raz robi jedno, innym razem drugie. Nie wyobrażam sobie np. prać tylko swoje rzeczy, gotować tylko sobie itp.
Bez urazy, ale Twoje podejście jest ogromnie dziecinne (Snake pewno określiłby to dosadniej smile).

Luc, przeczytaj - porównałam wstanie na zajęcia do wstania i robienia kanapek. Tak, dla mnie to porównywalne. Ani jedno, ani drugie nie jest ogromem pracy i ani jedno ani drugie nie powinno być nazywane pracą.

Mhm... my też pierzemy na zmianę. Ale NA ZMIANĘ. A nie ja mu piorę zawsze, a on wcale. Raz na dwa tygodnie ja, raz na dwa tygodnie on. To też jest chyba podział pracy, nie?
Gotuję tylko sobie, bo on je na mieście, a nawet jak nie je, to ja mu mogę ugotować - ale to co ja jem, bo ja nie jem mięsa, a on jest wszystkożerny - bez mięska też zjeść może. Jak mu nie smakuje, to nie jest mój problem.

Obsługiwaniem nazywam codzienne gotowanie facetowi, pranie, sprzątanie - JEŚLI WYKONUJE TO JEDNA OSOBA.

412

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Weźmy nawet z punktu widzenia ekonomicznego.
Jest kobieta która ma dwójkę dzieci, oddaje je do żłobka, do przedszkola i idzie do pracy.
Druga - robi wszystko sama i nie pracuje.
Nie muszę chyba mówić, która z punktu widzenia gospodarki jest bardziej "przydatna".
Oczywiście że ta, która idzie do pracy - płaci podatki, zarabia pieniądze, które potem wydaje, nawet jeśli płaciłaby opiekunce - jest to z punktu widzenia gospodarczego korzystniejsze niż kolejna niezarejestrowana (albo nie daj Boże zarejestrowana) bezrobotna.

Przydatność z punktu widzenia ekonomicznego nie ma tu (w tym kontekście o jakim mowa) nic do rzeczy.

kammiś napisał/a:

No i bardzo mnie bawi to jak tego męża tej kobiety, która siedzi w domu ciągnie do mniej "domowych" kobiet. Niekoniecznie młodszych, niekoniecznie ładniejszych. Nawet niekoniecznie do skoku w bok - do pogadania. Znam takiego jednego. Bardzo lubi ze mną właśnie gadać, głównie przez telefon. Jest niewiele starszy ode mnie, jego żona jest starsza tylko rok. I mówi, że ma dosyć słuchania, co ona robiła bo to dla niego zwyczajnie NUDNE. Wolałby słuchać o tym, że była w pracy, stała w korku, gadała z koleżanką - czyli o tym, co on sam robi na co dzień.
A drugi - sąsiad rodziców, młody (koło 35. roku życia) radca prawny. Żona w domu. A on jak widać już nie może, podrywa wszystkie sąsiadki, nawet starsze od siebie big_smile niekoniecznie od niej ładniejsze, ale jak on sam po pijaku powiedział - ciekawsze.

Cóż, takich masz znajomych.
Ja mam takich, którzy ogromnie cieszą się i doceniają dom prowadzony przez niepracujące żony. Żony, które bynajmniej nudne nie są.
I zdecydowanie więcej mężów "poszukujących wrażeń na boku", których żony pracują.

413

Odp: Nie żyję byle jak!
luc napisał/a:
kammiś napisał/a:

Weźmy nawet z punktu widzenia ekonomicznego.
Jest kobieta która ma dwójkę dzieci, oddaje je do żłobka, do przedszkola i idzie do pracy.
Druga - robi wszystko sama i nie pracuje.
Nie muszę chyba mówić, która z punktu widzenia gospodarki jest bardziej "przydatna".
Oczywiście że ta, która idzie do pracy - płaci podatki, zarabia pieniądze, które potem wydaje, nawet jeśli płaciłaby opiekunce - jest to z punktu widzenia gospodarczego korzystniejsze niż kolejna niezarejestrowana (albo nie daj Boże zarejestrowana) bezrobotna.

Przydatność z punktu widzenia ekonomicznego nie ma tu (w tym kontekście o jakim mowa) nic do rzeczy.

kammiś napisał/a:

No i bardzo mnie bawi to jak tego męża tej kobiety, która siedzi w domu ciągnie do mniej "domowych" kobiet. Niekoniecznie młodszych, niekoniecznie ładniejszych. Nawet niekoniecznie do skoku w bok - do pogadania. Znam takiego jednego. Bardzo lubi ze mną właśnie gadać, głównie przez telefon. Jest niewiele starszy ode mnie, jego żona jest starsza tylko rok. I mówi, że ma dosyć słuchania, co ona robiła bo to dla niego zwyczajnie NUDNE. Wolałby słuchać o tym, że była w pracy, stała w korku, gadała z koleżanką - czyli o tym, co on sam robi na co dzień.
A drugi - sąsiad rodziców, młody (koło 35. roku życia) radca prawny. Żona w domu. A on jak widać już nie może, podrywa wszystkie sąsiadki, nawet starsze od siebie big_smile niekoniecznie od niej ładniejsze, ale jak on sam po pijaku powiedział - ciekawsze.

Cóż, takich masz znajomych.
Ja mam takich, którzy ogromnie cieszą się i doceniają dom prowadzony przez niepracujące żony. Żony, które bynajmniej nudne nie są.
I zdecydowanie więcej mężów "poszukujących wrażeń na boku", których żony pracują.

Oj, no wiesz, ja bym wolała, żeby mój chłop szukał na boku (odpukać) dlatego, że mam za mało czasu bo pracuję i się rozwijam niż dlatego, że jestem zamkniętą w domu nudziarą, której głównym punktem dnia jest ugotowanie obiadu. Jakbym miała jedynie te dwie opcje do wyboru, to wybieram pierwszą big_smile Między innymi też dlatego, że kobieta pracująca ma dużo rzeczy innych niż rodzina i ten facet nie jest dla niej wszystkim - jej głowę zaprzątają również inne rzeczy niż rodzina.
Ostatnio jak byliśmy z moim facetem u moich rodziców, to poszliśmy na spacer. Spotkaliśmy moją byłą koleżankę z czasów gimnazjum. Wtedy myślałyśmy, że jesteśmy przyjaciółkami, ale ona się nie dostała do mojego liceum i nasze drogi się rozeszły. Dzisiaj nie ma matury i ma dziecko. Zapytałam jej  - grzecznościowo - co słychać. A ona zaczęła nawijać o jakimś tam Kacperku-dziecku (z którym była) i o tym że dzisiaj gotuje coś tam, że wczoraj sprzątała i jest baaardzo zmęczona, że Kacperek to, że Kacperek tamto. Koniec rozmowy, każdy idzie w swoją stronę. I mój facet skwitował, że się cieszy, że ma ze mną o czym pogadać.

414

Odp: Nie żyję byle jak!

Kammiś, zadam Ci jedno, proste pytanie - czy Ty swojego mężczyznę kochasz? Odpowiedź zachowaj dla siebie, bo mi absolutnie nie jest do niczego potrzebna, ale pytam, bo odnoszę wrażenie, że traktujesz Wasz związek jak układ, gdzie każde boi się, aby przypadkiem nie zostało wykorzystane. Bo widzisz, mi na przykład nie sprawia trudności zrobienie czegoś tylko po to, aby mężowi było łatwiej lub po to, aby po prostu sprawić mu przyjemność. I jakoś tak dziwnie jest, że działa to na zasadzie wzajemności.

I jeszcze co do bycia nudną/nie nudną - wcale nie trzeba pracować zawodowo, aby być osobą interesującą. Ba, nierzadko właśnie ten wolny czas, jaki ma się do dyspozycji, pozwala kobiecie rozwijać się i spełniać w dziedzinach, które w odmiennych okolicznościach być może musiałby sobie odpuścić.

415 Ostatnio edytowany przez luc (2015-09-12 22:07:37)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Oj, no wiesz, ja bym wolała, żeby mój chłop szukał na boku (odpukać) dlatego, że mam za mało czasu bo pracuję i się rozwijam niż dlatego, że jestem zamkniętą w domu nudziarą, której głównym punktem dnia jest ugotowanie obiadu. Jakbym miała jedynie te dwie opcje do wyboru, to wybieram pierwszą

Ja żadnej nie wolę smile

kammiś napisał/a:

big_smile Między innymi też dlatego, że kobieta pracująca ma dużo rzeczy innych niż rodzina i ten facet nie jest dla niej wszystkim - jej głowę zaprzątają również inne rzeczy niż rodzina.

Niekoniecznie. Wiele kobiet niepracujących zajmuje się też innymi sprawami, nie tylko domem.
Bywają wśród nich kobiety wykształcone i bardzo inteligentne.
Poza tym nie bierzesz pod uwagę, że nie każdy mężczyzna oczekuje w domu wulkanu intelektu (sam zresztą nie zawsze nim jest).

kammiś napisał/a:

Ostatnio jak byliśmy z moim facetem u moich rodziców, to poszliśmy na spacer. Spotkaliśmy moją byłą koleżankę z czasów gimnazjum. Wtedy myślałyśmy, że jesteśmy przyjaciółkami, ale ona się nie dostała do mojego liceum i nasze drogi się rozeszły. Dzisiaj nie ma matury i ma dziecko. Zapytałam jej  - grzecznościowo - co słychać. A ona zaczęła nawijać o jakimś tam Kacperku-dziecku (z którym była) i o tym że dzisiaj gotuje coś tam, że wczoraj sprzątała i jest baaardzo zmęczona, że Kacperek to, że Kacperek tamto. Koniec rozmowy, każdy idzie w swoją stronę. I mój facet skwitował, że się cieszy, że ma ze mną o czym pogadać.

Już pisałam - takich masz znajomych.
W moim otoczeniu, nie rozpadło się ani jedno małżeństwo, w którym żona nie pracowała.
Za to takich, w których żona pracowała (i to często była praca tzw. prestiżowa) wiele. Niektórzy "zamienili" swoje pracujące żony na takie niepracujące.

416 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-12 22:16:30)

Odp: Nie żyję byle jak!
Olinka napisał/a:

Kammiś, zadam Ci jedno, proste pytanie - czy Ty swojego mężczyznę kochasz? Odpowiedź zachowaj dla siebie, bo mi absolutnie nie jest do niczego potrzebna, ale pytam, bo odnoszę wrażenie, że traktujesz Wasz związek jak układ, gdzie każde boi się, aby przypadkiem nie zostało wykorzystane. Bo widzisz, mi na przykład nie sprawia trudności zrobienie czegoś tylko po to, aby mężowi było łatwiej lub po to, aby po prostu sprawić mu przyjemność. I jakoś tak dziwnie jest, że działa to na zasadzie wzajemności.

To nie tak. Wiem, dużo osób tak to odbiera, swojemu facetowi to wytłumaczyłam już dawno.
Zostałam po prostu tak wychowana, że wolę przybijać gwoździe (co umiem robić i robię), wkręcać żarówki i malować ściany niż regularnie gotować i po prostu robić tego nie będę, bo nie i koniec.  Wolę targać ciężary, wolę harować po 15 godzin dziennie niż 2 godziny gotować obiad. Nie muszę robić powyższych rzeczy (chociaż żarówki wkręcam i gwoździa przybiję big_smile ) ale byłoby to dla mnie lepsze niż babski (dla mnie) chłam - gotowanie, szycie, niańczenie dzieci. I nie ma to nic wspólnego z miłością lub jej brakiem. Mam to odkąd pamiętam. W każdym związku (wcześniej miałam 2 związki, ale nie mieszkaliśmy razem, ale jak przychodzili, to też nic "żreć" oprócz gotowców nie dostali big_smile ).
Ja wolę mu pomóc jadąc zatankować mu auto, zrobić mu zakupy, napisać pozew do jego pracy (już potrafię, haha big_smile ), cokolwiek.
Mogę zrobić mu kawę, kupić prezent.
Co do prac domowych to on jest wykorzystywany big_smile w sumie tak,  bo on gotuje co weekend big_smile

Luc - "nie każdy oczekuje w domu wulkanu intelektu" - no jeżeli poziom mężczyzny i kobiety jest taki, że nie potrzebują nawet partnera do dyskusji o czymś innym niż codzienne sprawy, to ja chyba nie mam o czym gadać. My gadamy często - o polityce (i fajne jest to, że on docenia moje doświadczenie praktyczne w polityce lokalnej), o prawie, o gospodarce, o tym, co czytamy, obydwoje interesujemy się kreowaniem wizerunku (on ma na ten temat większą wiedzę, bo został przeszkolony przez specjalistów, ja planuję to dopiero jak zacznę pracować).
I uważam że to jest ważniejsze niż to że on nie dostanie obiadu.

417

Odp: Nie żyję byle jak!

Też mam takie wrażenie jak Olinka, dlatego porównywałam Wasz układ do moich relacji ze współlokatorami. Bycie nudnym nie zależy od tego czy wykonuje się jakąś pracę. Znam wiele strasznie nudnych osób, które pracują. Jeśli ktoś umie gadać tylko o prawie, to dla innych ludzi też będzie nudną osobą, która niewiele ma do zaoferowania. Jeśli partnerzy wykonują ten sam zawód i do tego w domu rozmawiają o pracy, to moim zdaniem szybko się sobą znudzą. Oczywiście zakładając, że kiedykolwiek była u nich jakakolwiek namiętność i motyle. Taki facet w końcu zacznie szukać kobiety, która będzie miała coś innego do powiedzenia (jeżeli już patrzeć pod tym kątem).

Uważam, że po prostu zadajesz się z dupkami (przepraszam za słowo, ale inne nie pasują). Dorabiają sobie ideologię, że te kobiety są nudne, bo coś tam, a to z nimi jest coś bardzo nie tak. Zresztą jaki Ty masz zdrowy przykład, by to oceniać? Masz doskonały przykład z własnego domu. Tak pogardzasz tymi kobietami, a przecież to ogromna hipokryzja z Twojej strony.

418

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Jeśli ktoś umie gadać tylko o prawie, to dla innych ludzi też będzie nudną osobą, która niewiele ma do zaoferowania. Jeśli partnerzy wykonują ten sam zawód i do tego w domu rozmawiają o pracy, to moim zdaniem szybko się sobą znudzą.

Całkowicie trafione wink

419

Odp: Nie żyję byle jak!

Ale Kammiś ma całkowita racje. Faceci nie znoszą takich nudziar.
A im bardziej kobieta niezależna tym bardziej facetowi zależy. Faceci nic nie cenią bardziej jak piękna niezależną reprezentacyjną żonę.
Ja bym się zanudziła w zwiazku gdzie domek z ogródkiem byłby spełnieniem marzeń. Mnie by to zabiło.

420

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Luc - "nie każdy oczekuje w domu wulkanu intelektu" - no jeżeli poziom mężczyzny i kobiety jest taki, że nie potrzebują nawet partnera do dyskusji o czymś innym niż codzienne sprawy,

Społeczeństwo nie składa się (na szczęście) z samych doktorów, profesorów, lekarzy czy prawników.

421

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Też mam takie wrażenie jak Olinka, dlatego porównywałam Wasz układ do moich relacji ze współlokatorami. Bycie nudnym nie zależy od tego czy wykonuje się jakąś pracę. Znam wiele strasznie nudnych osób, które pracują. Jeśli ktoś umie gadać tylko o prawie, to dla innych ludzi też będzie nudną osobą, która niewiele ma do zaoferowania. Jeśli partnerzy wykonują ten sam zawód i do tego w domu rozmawiają o pracy, to moim zdaniem szybko się sobą znudzą. Oczywiście zakładając, że kiedykolwiek była u nich jakakolwiek namiętność i motyle. Taki facet w końcu zacznie szukać kobiety, która będzie miała coś innego do powiedzenia (jeżeli już patrzeć pod tym kątem).

Uważam, że po prostu zadajesz się z dupkami (przepraszam za słowo, ale inne nie pasują). Dorabiają sobie ideologię, że te kobiety są nudne, bo coś tam, a to z nimi jest coś bardzo nie tak. Zresztą jaki Ty masz zdrowy przykład, by to oceniać? Masz doskonały przykład z własnego domu. Tak pogardzasz tymi kobietami, a przecież to ogromna hipokryzja z Twojej strony.

Z mojego domu?
Moja matka nigdy nie zajmowała się domem.

Wyjaśniłam, napisałam - mam awersję do babskich zajęć. Od jakiś kilku dobrych lat, od kiedy inne dziewczynki się tym zaczęły interesować.
Mnie zawsze ciągnęło - od dziecka - do zajęć męskich. Może nie typowo męskich, ale takich, w których przodują mężczyźni. Nawet lalek nienawidziłam, bo kojarzyły mi się z dziećmi big_smile Wolałam albo misie - uniwersalne  - albo samochodziki big_smile
W liceum zainteresowałam się polityką - tam również jest przewaga mężczyzn. oczywiście starałam się za wszelką cenę być jak mężczyzna. I nie mam tu na myśli absolutnie wyglądu, ale sposób zachowania, mówienia, zajęcia, których się podejmuję. Podczas gdy inne nastolatki w wolnym czasie piekły i gotowały, ja się zastanawiałam  z kim się muszę wódki napić bo to się opłaca albo jak dobrze wypaść na jakiejś tam uroczystości na której miałam gadać. I podkreślę - środowisko było zdecydowanie zdominowane przez mężczyzn.
NIGDY, nawet jako mała dziewczynka, nie chciałam być (w zabawie) mamą, kucharką, nauczycielką etc. Zawsze chciałam być szefem tongue Jako dziecko miałam fazę na policjantkę, na weterynarza, potem przyszła już "faza" na prawnika, która pozostała. I zawsze moim wzorem były albo mocne zdecydowane kobiety (jak Thatcher, która nie miała typowo damskich skrupułów i była twarda) albo mężczyźni.
Kobieta o charakterze "ciamciaramcia" nijak mi nie imponuje.

422

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

A im bardziej kobieta niezależna tym bardziej facetowi zależy. Faceci nic nie cenią bardziej jak piękna niezależną reprezentacyjną żonę.

Nie zapominajmy, że są też tacy, przy czym nie jest to wcale rzadkość, którzy takich silnych, niezależnych kobiet zwyczajnie się boją.

423

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Faceci nic nie cenią bardziej jak piękna niezależną reprezentacyjną żonę.
Faceci nie znoszą takich nudziar.

Oczywiście. Miss world, z IQ co najmniej 140 i dochodami Hiltonów lol
Kobieta niepracująca nie musi być nudziarą, tak jak pracująca wcale nie musi być kobietą interesującą.

424

Odp: Nie żyję byle jak!
luc napisał/a:
cslady napisał/a:

Jeśli ktoś umie gadać tylko o prawie, to dla innych ludzi też będzie nudną osobą, która niewiele ma do zaoferowania. Jeśli partnerzy wykonują ten sam zawód i do tego w domu rozmawiają o pracy, to moim zdaniem szybko się sobą znudzą.

Całkowicie trafione wink

Nie gadamy tylko o prawie wink
Właściwie coraz rzadziej gadamy o prawie, chyba że jest jakiś ważny news który akurat jedno albo drugie przeczyta. No nowelizacji k.p.k. mieliśmy nie omówić? Ostatnio gadaliśmy tylko o tym że znowelizowali przepisy o e-doręczeniach z admina, ja coś tam powiedziałam, 5 minut gadki i koniec.
Mamy za to fazę na gadanie o Pradze, bo jedziemy pod koniec września i robimy plan, co trzeba zobaczyć. Swoją drogą bardzo miłe, że nie ciągniemy za sobą bandy dzieciaków i możemy na luzie iść do Muzeum Piwa big_smile

425

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Obsługiwaniem nazywam codzienne gotowanie facetowi, pranie, sprzątanie - JEŚLI WYKONUJE TO JEDNA OSOBA.

O rany... Czyli jeśli mąż z żoną umawiają się, że kobieta po porodzie zostaje, dajmy na to, na pół roku w domu aby zaopiekować się dzieckiem, to ta w ramach szeroko pojętego feminizmu ma mu nie dawać jeść przez ten cały czas? Ani nie prać jego ciuchów tylko swoje i malucha? Fantastyczny związek tongue

426

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Nie gadamy tylko o prawie wink

Bo jeszcze nie jesteś prawnikiem i tego zawodu nie wykonujesz wink

427

Odp: Nie żyję byle jak!

Czytając ten wątek zastanawiam się nad jednym.
Dlaczego niektóre osoby przedstawiając swoje poglądy na życie deprecjonują styl życia innych?


Jeśli ktoś jest zadowolony, ba nawet szczęśliwy, ze swego życia, to nie wyraża się negatywnie o stylu życia innych.

428 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-12 22:42:42)

Odp: Nie żyję byle jak!
Olinka napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

A im bardziej kobieta niezależna tym bardziej facetowi zależy. Faceci nic nie cenią bardziej jak piękna niezależną reprezentacyjną żonę.

Nie zapominajmy, że są też tacy, przy czym nie jest to wcale rzadkość, którzy się takich silnych, niezależnych kobiet zwyczajnie boją.

Ja wiem czy jestem silna?
Jestem pyskata. Strasznie. Od dawna big_smile
I dlaczego zwróciłam uwagę na swojego faceta? Bo umiał mi jednym zdaniem zamknąć usta. Co prawda byliśmy wtedy na pozycji ćwiczeniowiec - studentka 1 roku która nic nie wie big_smile
Mnie zasypało (1. dzień zimy zaskoczył drogowców), a że mieszkałam poza miastem jeszcze z rodzicami wtedy, to mimo że wyjechałam 1.20 wcześniej, spóźniłam się na zajęcia na 8 rano (bo były korki i nie było pługów). Wysiadłam szybciej z auta żeby dojść już sama zamiast dalej stać w korkach i wpadłam na zajęcia jak bałwanek. W połowie big_smile I rozradowana powiedziałam "dzień dobry, przepraszam za spóźnienie, to była siła wyższa". A on do mnie grobowym tonem: "droga pani, myli się pani, siła wyższa dotyczy zdarzeń niemożliwych do przewidzenia, a chyba mogła się pani spodziewać śniegu w grudniu?" big_smile
dla mnie facet ma mieć mocny charakter, a nie taki, gdzie ja go mogę przegadać albo gdzie się mnie boi czy bierze do siebie moje humory.

No i mi facet musi czymś imponować. A jak mówi moja przyjaciółka - strasznie jestem wybredna. Więc ciężko mi było znaleźć. Do dzisiaj myślę że to cud że tak szybko go znalazłam bo bym szukała  dłuuuuugo. Jestem z tych co wolą być same niż być z facetem na widok którego nie mdleją (i nie chodzi tylko o wygląd) big_smile

429

Odp: Nie żyję byle jak!
luc napisał/a:
kammiś napisał/a:

Nie gadamy tylko o prawie wink

Bo jeszcze nie jesteś prawnikiem i tego zawodu nie wykonujesz wink

A jak będę wykonywać to co?
Będziemy gadać tylko o tym?
Śmiem wątpić.

Tak trochę dziwnie, bo to konkurencja będzie big_smile

Myślisz że ze swoimi wspólnikami - najlepszymi przyjaciółmi on gada po pracy o pracy? Zdarza się, ale nie tak bardzo często.

430

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Z mojego domu?
Moja matka nigdy nie zajmowała się domem.

No właśnie nie zajmowała się, a mimo tego podzieliła los tych pogardzanych przez Ciebie kobiet. Ty zresztą już też, co nie rokuje na przyszłość.

Ludmiłoo, reprezentacyjna żona służy najczęściej do... reprezentacji. To funkcja taka sama jak bycie matką dzieci danego mężczyzny. Tą i tą kobietą facet może się szybko znudzić. Jeśli kobieta jest za bardzo uwieszona na partnerze, to racja, nie jest atrakcyjna. Jednak Wy proponujecie drugą skrajność, która również nie jest atrakcyjna dla mężczyzn. Bo taką reprezentacyjną kobietę bierze się wówczas, gdy chce się pochwalić kolegom i kiedy nie chce się suszenia głowy. Sama pomyśl. Niezależna, nie kontroluje, wszystko robi sama, do niczego faceta nie potrzebuje. No po prostu ideał do zdradzania. Nawet nie trzeba specjalnie się czaić i ukrywać. big_smile Najlepsza kobieta tkwi gdzieś pośrodku - chyba, że czytający to panowie sprostują.

431 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-12 22:45:43)

Odp: Nie żyję byle jak!
Olinka napisał/a:

Nie zapominajmy, że są też tacy, przy czym nie jest to wcale rzadkość, którzy takich silnych, niezależnych kobiet zwyczajnie się boją.

Ale to tylko tacy bez jaj. Mój tam się mnie nie bał. Wręcz przeciwnie to ja się go wstydziłam lol
Zależy tez gdzie facet pracuje i za jaką kasę. No chyba szanującego się wojskowego stać na coś więcej niż na kurę domową?
Właśnie po tym poznać faceta który zna swoja wartość, jakie kobiety wybiera.
Ja się do tej pory zastanawiam czy ja dla tego mojego jestem wystarczająco dobra/odpowiednia

432

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

Z mojego domu?
Moja matka nigdy nie zajmowała się domem.

No właśnie nie zajmowała się, a mimo tego podzieliła los tych pogardzanych przez Ciebie kobiet. Ty zresztą już też, co nie rokuje na przyszłość.

Ludmiłoo, reprezentacyjna żona służy najczęściej do... reprezentacji. To funkcja taka sama jak bycie matką dzieci danego mężczyzny. Tą i tą kobietą facet może się szybko znudzić. Jeśli kobieta jest za bardzo uwieszona na partnerze, to racja, nie jest atrakcyjna. Jednak Wy proponujecie drugą skrajność, która również nie jest atrakcyjna dla mężczyzn. Bo taką reprezentacyjną kobietę bierze się wówczas, gdy chce się pochwalić kolegom i kiedy nie chce się suszenia głowy. Sama pomyśl. Niezależna, nie kontroluje, wszystko robi sama, do niczego faceta nie potrzebuje. No po prostu ideał do zdradzania. Nawet nie trzeba specjalnie się czaić i ukrywać. big_smile Najlepsza kobieta tkwi gdzieś pośrodku - chyba, że czytający to panowie sprostują.

A ja lubię jak on się "chwali kolegom".
Dzisiaj taki Seba mi powiedział że ładnie wyglądam, a mój facet: "no, i wczoraj opublikowali jej artykuł". Od razu się kobieta czuje idealnie.

433

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:
Olinka napisał/a:

Nie zapominajmy, że są też tacy, przy czym nie jest to wcale rzadkość, którzy takich silnych, niezależnych kobiet zwyczajnie się boją.

Ale to tylko tacy bez jaj. Mój tam się mnie nie bał. Wręcz przeciwnie to ja się go wstydziłam lol
Zależy tez gdzie facet pracuje i za jaką kasę. No chyba szanującego się wojskowego stać na coś więcej niż na kurę domową?
Właśnie po tym poznać faceta który zna swoja wartość, jakie kobiety wybiera.
Ja się do tej pory zastanawiam czy ja dla tego mojego jestem wystarczająco dobra/odpowiednia

Mój dziadek - tata mamy - jest emerytowanym wojskowym.
Oglądałam niedawno zdjęcia z jego młodości - idealnie wyglądał w młodości w mundurze smile

Mam to samo tongue Też się zastanawiam przy moim. Przy ŻADNYM INNYM nigdy się nie zastanawiałam. NIGDY. Zawsze było a ten ma te wade, a ten inną.

434

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

No chyba szanującego się wojskowego stać na coś więcej niż na kurę domową?

Zastanów się czasem co i jak piszesz hmm

Ludmiłaa napisał/a:


Właśnie po tym poznać faceta który zna swoja wartość, jakie kobiety wybiera.

Zgoda. Tyle, że nie każdy oczekuje tego samego i każdy ma własną wizję związku.

435 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-12 22:57:01)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Mój dziadek - tata mamy - jest emerytowanym wojskowym.
Oglądałam niedawno zdjęcia z jego młodości - idealnie wyglądał w młodości w mundurze smile

Mam to samo tongue Też się zastanawiam przy moim. Przy ŻADNYM INNYM nigdy się nie zastanawiałam. NIGDY. Zawsze było a ten ma te wade, a ten inną.

Bo tacy co wymagają mniej nić przeciętną. Wydaje im się, cóż tam facet przepracuje 8 godz gdzieś tam, przyjdzie tv kapcie nic mu więcej do szczęścia nie trzeba. Kobieta uważa, że jak urodzi dzieci i ugotuje obiadek. To święto. No co od niej chcieć ona taka cudowna.

A kobiety mające ambitnych facetów, lepszych/zdolniejszych bardziej doświadczonych. Jak te kobiety są równie ambitne to tez będą ciągle chciały coś poprawić co zrobić jeszcze lepiej, ciągle będą od siebie wymagać.

436

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

Z mojego domu?
Moja matka nigdy nie zajmowała się domem.

No właśnie nie zajmowała się, a mimo tego podzieliła los tych pogardzanych przez Ciebie kobiet. Ty zresztą już też, co nie rokuje na przyszłość.

Dziwnym trafem ojciec od matki nie odejdzie. A nie ma nic do stracenia. Mają rozdzielność chyba (nie jestem pewna, ale na 90 procent tak). Dziwne, nie?

A mój facet? Mój facet jest hedonistą. On nie wytrzymałby psychicznie kobiety, która wymagałaby od niego czegoś więcej niż tego żeby po prostu z nią był. Nie zniósłby absorbowania i tego, że on jest jedyną osobą w jej życiu, że ona żyje tylko dla niego. Na tyle go poznałam. Jego by to przytłoczyło. Jego przytłoczyłoby to, że ma założyć rodzinę, że ona go próbuje kontrolować, bo przecież czeka w domu z obiadem, że ma być na którąś godzinę.
Z drugiej strony jest odpowiedzialny i np. jak byłam chora to się mną zajmował. Ale znam go na tyle, że wiem, że on to robił, bo chciał, a jakby miał choć minimum świadomości, że on musi, to już by nie było tak fajnie.

437

Odp: Nie żyję byle jak!

Wiesz, racjonalizować to sobie można, gdy założenie rodziny jest niemożliwe. Mówisz o tym, że Twój ojciec nie odejdzie od matki jakby było jakimś osiągnięciem utrzymanie go przy sobie. Osiągnięciem jest utrzymanie wartościowego faceta, który szanuje swoją żonę. Mnie nie dziwi to, że nie odejdzie, skoro może się puszczać na boku i jednocześnie mieć namiastkę rodziny. Przecież to dla niego bardzo wygodne. Nasłuchałaś się bzdur opowiadanych przez mężczyzn i sama w nie wierzysz. Pisałam o hipokryzji, bo z jednej strony pogardzasz kobietami, których mężczyźni nie szanują, a zdrada to niby nie jest nieszanowanie? Całowanie się z inną to może objaw szacunku? Jak już pogardzać i współczuć, to wszystkim równo.

438

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Wiesz, racjonalizować to sobie można, gdy założenie rodziny jest niemożliwe. Mówisz o tym, że Twój ojciec nie odejdzie od matki jakby było jakimś osiągnięciem utrzymanie go przy sobie. Osiągnięciem jest utrzymanie wartościowego faceta, który szanuje swoją żonę. Mnie nie dziwi to, że nie odejdzie, skoro może się puszczać na boku i jednocześnie mieć namiastkę rodziny. Przecież to dla niego bardzo wygodne. Nasłuchałaś się bzdur opowiadanych przez mężczyzn i sama w nie wierzysz. Pisałam o hipokryzji, bo z jednej strony pogardzasz kobietami, których mężczyźni nie szanują, a zdrada to niby nie jest nieszanowanie? Całowanie się z inną to może objaw szacunku? Jak już pogardzać i współczuć, to wszystkim równo.

No my akurat sobie wszystko wyjaśniliśmy, a ja jaka byłam, taka była (bardzo przykra dla niego).

Mhm... ja pisałam o kobietach które SAME SIEBIE nie szanują, więc nie wsadzaj mi, proszę, w usta słów, które nie padły. Nie mnie pierwszej zresztą.

439

Odp: Nie żyję byle jak!

A ja Ci piszę, że można się nie szanować na różne sposoby. Dla Ciebie nieszanowaniem się jest podanie mężowi obiadu, a dla mnie nieszanowaniem się jest wybaczenie mu - jakby nie było - zdrady. Wszystko zależy od punktu widzenia.

440 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-12 23:37:02)

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

A ja Ci piszę, że można się nie szanować na różne sposoby. Dla Ciebie nieszanowaniem się jest podanie mężowi obiadu, a dla mnie nieszanowaniem się jest wybaczenie mu - jakby nie było - zdrady. Wszystko zależy od punktu widzenia.

Czy ja pisałam o podaniu obiadu????
Cslady, czy Ty w ogóle postawiłaś sobie za punkt honoru przeinaczyć czyjeś słowa?
Napisałam dokładnie tak:
"Bardzo mnie śmieszy, kiedy kobiety mieszkające TYLKO z mężem wstają specjalnie rano żeby mu zrobić obiad, bo przecież on przyjdzie z pracy szybciej niż one".

Czy to było o podaniu obiadu? Nie, to było o zrywaniu się o świcie - w tamtym przypadku o 5 rano - żeby zrobić obiad, bo on będzie pierwszy w domu. Nie dzieci, bo dzieci są dorosłe (najmłodsze w moim wieku) i nie mieszkają z rodzicami. Tylko FACETOWI.
Jak już chcesz się do czegoś odnosić, to odnieś się do czegoś, co FAKTYCZNIE POWIEDZIAŁAM.

Też od czasu do czasu podam facetowi obiad. Ta-dam! Wielki mi news big_smile
Ale nie zrywam się specjalnie bo on nie umie/nie może/nie chce sobie zrobić i jest to dla mnie żenujące. Jak wychodzę o 7 rano, to wychodzę i koniec. I nie było tu mowiy o kobiecie z małym dzieckiem - podkreślam.

441

Odp: Nie żyję byle jak!

Pisałaś wielokrotnie o gotowaniu facetowi jako o czymś uwłaczającym. Piszesz też o nudnych kobietach, a naprawdę nudne jest to, że w kilku wątkach robi się dyskusja o tym samym i ciągle to samo piszesz. Już z 10 razy na forum napisałaś jak poznałaś faceta, ze 100 razy co on robi, podobnie co robi Twój ojciec. W kółko to samo, a samokrytyki za grosz.

442 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-09-13 00:40:32)

Odp: Nie żyję byle jak!

O matko... kolejna dyskusja z cyklu kopanie się z koniem...
Jestem szczerze zaskoczona Kammiś, że osoba tak inteligentna jak Ty, po 12 stronach tego wątku i nieustających peanach pod własnym adresem nie zaskoczyła jeszcze, że owo "piorunujące wrażenie" robi jedynie na sobie.  Żyj jak chcesz, lubisz, uważasz i przestań proszę w każdym możliwym temacie krytykować wybory innych osób, bo to strasznie słabe jest... i nudne śmiertelnie... Mam szczerą nadzieje, że w realnym życiu jesteś trochę ciekawszym rozmówcą ? Mnie osobiście chyba mało kto w towarzystwie tak nuży jak osoba, która publicznie podnosi swoją "wartość " poprzez deprecjację wyborów życiowych  innych osób...

443

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Właśnie po tym poznać faceta który zna swoja wartość, jakie kobiety wybiera.

Również uważam, że partnerka "świadczy" o mężczyźnie smile
Zdecydowanie unikam towarzystwa mężczyzn, którzy lubią  otaczać się kobietami atrakcyjnymi fizycznie ale niezbyt bystrymi, ponieważ wychodzę z założenia, że mężczyzna rzeczywiście znający swoją wartość nie zainteresuje się na dłużej, kobietą urodziwą acz mało inteligentną...

444

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

A mój facet? Mój facet jest hedonistą. On nie wytrzymałby psychicznie kobiety, która wymagałaby od niego czegoś więcej niż tego żeby po prostu z nią był. Nie zniósłby absorbowania i tego, że on jest jedyną osobą w jej życiu, że ona żyje tylko dla niego. Na tyle go poznałam. Jego by to przytłoczyło. Jego przytłoczyłoby to, że ma założyć rodzinę, że ona go próbuje kontrolować, bo przecież czeka w domu z obiadem, że ma być na którąś godzinę.

Słuchaj, wystarczy żebyś sobie uświadomiła, że jesteście związkiem dwóch dysfunkcjonalnych osób. On sprawia wrażenie, że dorabia elegancką otoczkę wobec własnej niemożności, ty jesteś ewidentnie ofiarą zaburzonych relacji z ojcem i znalazłaś sobie drugiego ojca, to znaczy takiego faceta, który pasuje do wizerunku twojego ojca. Wiesz, z tym da się żyć ale kurczę wyciągać na tej podstawie wnioski o innych ludziach i związkach?!

445 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-13 08:35:04)

Odp: Nie żyję byle jak!

A ja sądzę, że najbardziej o mężczyźnie świadczy sposób w jaki on traktuje tę nieszczęsną partnerkę oraz ogólnie innych ludzi. Jeśli to kuleje, to nie pomoże mu żadna miss świata z 3 doktoratami. Facet i tak będzie śmieciem. To działa też w drugą stronę. O kobiecie świadczy jej mężczyzna oraz to, na jakie ona pozwala mu traktowanie. Jest piękne i jakże trafne powiedzenie "nie pomogą doktoraty, kiedy człowiek chamowaty". big_smile

446

Odp: Nie żyję byle jak!
Volver napisał/a:

O matko... kolejna dyskusja z cyklu kopanie się z koniem...
Jestem szczerze zaskoczona Kammiś, że osoba tak inteligentna jak Ty, po 12 stronach tego wątku i nieustających peanach pod własnym adresem nie zaskoczyła jeszcze, że owo "piorunujące wrażenie" robi jedynie na sobie.  Żyj jak chcesz, lubisz, uważasz i przestań proszę w każdym możliwym temacie krytykować wybory innych osób, bo to strasznie słabe jest... i nudne śmiertelnie... Mam szczerą nadzieje, że w realnym życiu jesteś trochę ciekawszym rozmówcą ? Mnie osobiście chyba mało kto w towarzystwie tak nuży jak osoba, która publicznie podnosi swoją "wartość " poprzez deprecjację wyborów życiowych  innych osób...

Otóz zauważ volver-że to kammiś twierdzi głównie,że jest inteligentna:) Więc jak niby ma zaskoczyć? smile
Fakt,to ja,mnie,mną,znajomi z doktoratami,tatuś z kancelarią-jest rzeczywiście dość nudne.Ale może ja jestem inna smile

447

Odp: Nie żyję byle jak!

tak to jest gdy oczekuje sie od świata zeby nadal zachwycal sie nasza osoba jak tata na spotkaniu rodzinnym gdy mielismy 4lata i recytowalismy wierszyk

448

Odp: Nie żyję byle jak!
mariola856 napisał/a:

tak to jest gdy oczekuje sie od świata zeby nadal zachwycal sie nasza osoba jak tata na spotkaniu rodzinnym gdy mielismy 4lata i recytowalismy wierszyk

Jaki wierszyk, jaki wierszyk?! Orzeczenie sądu najpewniej...

449

Odp: Nie żyję byle jak!

Tyle stron o tym ze - co juz od dawna  wiadomo -Kammis zyje byle jak.

450

Odp: Nie żyję byle jak!

mialam to dawno powiedzieć
poza tym ta tak wysmiewana przez Kamis znajoma jest pewnie bardziej szczesliwa
a kazdy normalnie myslacy człowiek wie ze mloda matka przez jakis czas glownie mowi i myśli o swoim dziecku bo to jej wszechświat w tym momencie taki etap w życiu

a to ze ktos jara sie tym ze zonaty facet do niej dzwoni bo zona nudna to ludzie litosci

451

Odp: Nie żyję byle jak!

O, jaka fajna dyskusja z gatunku: Rozmowy slepych o kolorach:) Ze tez Wam nie szkoda takiego pieknego weekendu.

Nasze dyzurne slepice zlecialy sie zeby oswiecic pozostalych swoim zyciowym doswiadczeniem:)) A wiecie, ze slepica, to po czesku kura?:) 
Domacni slepica = kura domowa:))

Ech, gdyby glupota umiala latac....

452

Odp: Nie żyję byle jak!
Jesiennowiosenna napisał/a:
kammiś napisał/a:

Obsługiwaniem nazywam codzienne gotowanie facetowi, pranie, sprzątanie - JEŚLI WYKONUJE TO JEDNA OSOBA.

O rany... Czyli jeśli mąż z żoną umawiają się, że kobieta po porodzie zostaje, dajmy na to, na pół roku w domu aby zaopiekować się dzieckiem, to ta w ramach szeroko pojętego feminizmu ma mu nie dawać jeść przez ten cały czas? Ani nie prać jego ciuchów tylko swoje i malucha? Fantastyczny związek tongue

To znaczy, że moja żona która będzie rok na macierzyńskim ma mi nie prać i nie gotować?:)

453

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:
Jesiennowiosenna napisał/a:
kammiś napisał/a:

Obsługiwaniem nazywam codzienne gotowanie facetowi, pranie, sprzątanie - JEŚLI WYKONUJE TO JEDNA OSOBA.

O rany... Czyli jeśli mąż z żoną umawiają się, że kobieta po porodzie zostaje, dajmy na to, na pół roku w domu aby zaopiekować się dzieckiem, to ta w ramach szeroko pojętego feminizmu ma mu nie dawać jeść przez ten cały czas? Ani nie prać jego ciuchów tylko swoje i malucha? Fantastyczny związek tongue

To znaczy, że moja żona która będzie rok na macierzyńskim ma mi nie prać i nie gotować?:)

Napisales ROK. ROK macierzynskiego to przewidziana przez prawodawce w Kodeksie pracy norma - traktuje to zatem jako cos oczywistego, ze kobieta przez rok po urodzeniu dziecka zostaje w domu. Ona jest w tym czasie normalnie zatrudniona, to tez na pewno wiesz. Natomiast jak ktos siedzi cale zycie.... Dzieci dorastaja, ida do przedszkola, potem szkoly, a pani X dalej siedzi w domu... to ja oceniam ten stan rzeczy jako dziwny i mam prawo myslec o tym, co chce.
ROK? Ok. Cale zycie? Niech robi co chce, a ja tez moge myslec co chce.

454

Odp: Nie żyję byle jak!
Jozefina napisał/a:

Tyle stron o tym ze - co juz od dawna  wiadomo -Kammis zyje byle jak.

Ja jestem ze swojego zycia bardzo zadowolona wink a i na pytanie: co robisz w zyciu moge komukolwiek powiedziec cos wiecej niz "jestem zona i mamusia".

455 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-09-14 11:54:35)

Odp: Nie żyję byle jak!

tylko  można powiedzieć raz czy dwa a nie kilkanascie razy w jednym watku bo to nudne dopiero
ja tez jestem zadowolona ze swojego zycia

po co nam uchodzcy jak mamy swoje polskie piekielko
skoro nawet Polki potrafia sobie wzajemnie bezinteresownie dogryzac i nazywac ,,kura domową,, ale jeśli komus sie lepiej zrobi to niech mowi co chce

Posty [ 391 do 455 z 972 ]

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026