luc napisał/a:kammiś napisał/a:Bo robicie z prowadzenia domu wielka misje i harowke.
kammiś napisał/a:bo nie jemy obiadu w domu.
kammiś napisał/a:
Moje mieszkanie ma okolo 70 m.
W zasadzie już trafnie podsumowała to Cslady:
cslady napisał/a:Kammiś, a moim zdaniem nie masz pojęcia o życiu rodzinnym. Tak jak Ty żyjesz z partnerem, to ja żyłam sobie ze współlokatorami. Poza tym obie z Eileen uparcie odnosicie się do sytuacji, gdzie nie ma dzieci, a takie przypadki w realnym życiu są sporadyczne. Mówmy o tym jak jest naprawdę, czyli kobieta niepracująca wychowuje również dzieci. Tutaj roboty jest nieporównywalnie więcej.
Mogę tylko dodać, że mam takie samo zdanie.
Nie jecie obiadu w domu, wykonujesz prace tylko koło siebie (partnera nie obsługujesz) etc. etc. Twoje mieszkanie ma tylko 70 metrów.
Teraz wyobraź sobie dom 300 metrowy, ogród, dwójkę dzieci. Nawet szkoda porównywać.
Jeśli taką sytuację ma kobieta pracująca, to siłą rzeczy nie wykona wszystkich prac (nawet przy równorzędnej pomocy męża) w taki sam sposób jak kobieta niepracująca.
No i? To znaczy że co? Każdy ma chylić czoła?
Jak sobie ktoś w życiu nie radzi z tym, żeby nie brać na siebie dużo zbędnej roboty, to nie znaczy, że wszyscy mają się zachwycać i twierdzić, że jego praca jest na równi z pracą zawodową.
Mój facet się własnie buduje. Coś tam o tym gadał, a ja powiedziałam krótko - ja się tam albo nie przeprowadzę, albo ma być ktoś, kto to będzie ogarniał. Zresztą i tak nie mam się zamiaru tam przeprowadzić, póki mam kota. A bez kogoś, kto to będzie ogarniał - nigdy. I co? Powiedział, że nie widzi w tym żadnego problemu. Poza tym ja będę już pewnie wtedy po studiach, to się będę dokładać. Ale jak ktoś się lubi poświęcać, to znaczy że wszyscy mają podziwiać, że ogarnia własny dom?
Przepraszam, to tak jakbym ja wymagała podziwiania, bo wstałam rano i poszłam na zajęcia.
Podkreśliłaś, że PARTNERA NIE OBSŁUGUJĘ. Wiesz dlaczego nie obsługuję? Bo dla mnie obsługiwanie faceta jest - mówiąc wprost - żałosne. A widzę, jak dużo dziewczyn się na to pisze, niezależnie czy pracujących, czy nie, to aż mi gały na wierzch wychodzą. Co on nie potrafi po sobie talerzyka odstawić? Nie potrafi sobie koszuli wyprać? O jeju, może jeszcze chłopczykowi trzeba wytrzeć pysiaczka, bo się ubrudził jedzonkiem? Bardzo mnie śmieszy, kiedy kobiety mieszkające TYLKO z mężem wstają specjalnie rano żeby mu zrobić obiad, bo przecież on przyjdzie z pracy szybciej niż one. Tak bardzo się szanujemy jako przedstawicielki płci żeńskiej....
Weźmy nawet z punktu widzenia ekonomicznego.
Jest kobieta która ma dwójkę dzieci, oddaje je do żłobka, do przedszkola i idzie do pracy.
Druga - robi wszystko sama i nie pracuje.
Nie muszę chyba mówić, która z punktu widzenia gospodarki jest bardziej "przydatna".
Oczywiście że ta, która idzie do pracy - płaci podatki, zarabia pieniądze, które potem wydaje, nawet jeśli płaciłaby opiekunce - jest to z punktu widzenia gospodarczego korzystniejsze niż kolejna niezarejestrowana (albo nie daj Boże zarejestrowana) bezrobotna.
No i bardzo mnie bawi to jak tego męża tej kobiety, która siedzi w domu ciągnie do mniej "domowych" kobiet. Niekoniecznie młodszych, niekoniecznie ładniejszych. Nawet niekoniecznie do skoku w bok - do pogadania. Znam takiego jednego. Bardzo lubi ze mną właśnie gadać, głównie przez telefon. Jest niewiele starszy ode mnie, jego żona jest starsza tylko rok. I mówi, że ma dosyć słuchania, co ona robiła bo to dla niego zwyczajnie NUDNE. Wolałby słuchać o tym, że była w pracy, stała w korku, gadała z koleżanką - czyli o tym, co on sam robi na co dzień.
A drugi - sąsiad rodziców, młody (koło 35. roku życia) radca prawny. Żona w domu. A on jak widać już nie może, podrywa wszystkie sąsiadki, nawet starsze od siebie
niekoniecznie od niej ładniejsze, ale jak on sam po pijaku powiedział - ciekawsze.