kammiś napisał/a:Upiekszanie domu i robienie przetworow to jest hobby i rozrywka. Wybacz, nie potraktuje upiekszania wlasnego domu jako prace. Z calym szacunkiem, ale nie. Wiesz dlaczego? Bo moja matka "upieksza" cudze domy w formie swojej dzialalnosci gospodarczej i pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego ze to nie jest rozwieszanie ozdob tylko ciezka praca z profesjonalnymi projektami. Nierzadko pod presja czasu i widzi-mi-sie klientow.
Od razu czułam po kościach, że ktoś się do tego przyczepi
, a przecież wyraźnie zaznaczyłam, że podaję tylko dla przykładu.
A dlaczego praca, aby była pracą przez duże "P" musi być ciężka i uciążliwa??? A szycie firanek, zasłon, narzut pracą nie jest? W takim razie osoba, która prowadzi działalność skupiającą się na szyciu domowych tekstyliów najwyraźniej robi to hobbystycznie
.
A może dla mnie właśnie robienie przetworów rozrywką wcale nie jest, a nudnym, żmudnym zajęciem, na które jednak decyduję się z konieczności, aby nie kupować sklepowych, w których nie wiem co siedzi? Nie twierdzę, że tak jest, twierdzę za to, że kategoryzujesz i oceniasz wszystkich przez pryzmat swojego postrzegania tematu.
Oooo... To może tak - zdarza mi się studiować kodeksy i przepisy prawa, robię to w swoim wolnym czasie i traktuję jako rozrywkę, która sprawia mi przyjemność. Jeśli raz jeszcze jakiś prawnik powie mi, że ciężko pracuje, to jedyne co mi pozostanie, to spojrzeć na niego z półuśmieszkiem.
cslady napisał/a:A ja mam wrażenie, że Wy kompletnie nie rozumiecie o czym piszecie i żyjecie w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości myśląc, że jeśli ma się rodzinę, to jest jedynie niewiele więcej roboty niż Wy macie teraz.
Prawda? A przecież dziecko, nawet jedno, zwłaszcza małe, to regularna, codzienna praca, poza tym maluch stale skupia na sobie uwagę i chyba mało która osoba, która nie przeżyła tego na własnej skórze, nie wie o ile mniej czasu pozostaje na inne zajęcia. Ja sama miałam dziecko bardzo żywe i bardzo absorbujące, a to oznacza, że oczy musiałam mieć naokoło głowy, stale wytężoną uwagę i mnóstwo czasu, który mogłam mojemu maluchowi poświęcić. Owszem, dziecko jest cudem i ogromną radością, ale czasem naprawdę można mieć tej żmudnej, monotonnej pracy dosyć.
Jest zresztą taka reklama, która świetnie ten temat obrazuje - chora, zakatarzona mama wchodzi do pokoju córki i prosi, aby sama się sobą zajęła, bo ona potrzebuje wziąć urlop. Niestety nie ma takiej opcji, bo przecież mamy urlopów nie biorą
. Samo życie.
----------
I wreszcie na koniec wkleję tekst, na który kiedyś gdzieś się natknęłam, zrobiłam kopię, ale niestety nie zapisałam skąd pochodzi, dlatego nie jestem w stanie teraz tego podać (autora przepraszam):
"Mąż wrócił z pracy i zobaczył, jak trójka jego dzieci siedziała przed domem, ciągle ubrana w piżamy i bawiła się w błocie wśród pustych pudełek po chińszczyźnie, porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony były otwarte, podobnie jak drzwi wejściowe do domu i nie było najmniejszego śladu po psie. Mężczyzna wszedł do domu i zobaczył jeszcze większy bałagan. Lampa leżała przewrócona, a chodnik był zawinięty pod samą ścianę.
Na środku pokoju głośno grał telewizor na kanale z kreskówkami, a jadalnia była zarzucona zabawkami i różnymi częściami garderoby. W kuchni nie było lepiej: w zlewie stała góra naczyń, resztki śniadania były porozrzucane po stole, lodówka stała szeroko otwarta, psie jedzenie było wyrzucone na podłogę, stłuczona szklanka leżała pod stołem, a przy tylnych drzwiach była usypana kupka z piasku.
Mężczyzna szybko wbiegł na schody, depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie zważał na to, tylko szukał swojej żony. Zaniepokoił się, że może jest chora, albo że stało się coś poważnego. Zobaczył, że spod drzwi do łazienki wypływa woda. Zajrzał do środka i zobaczył mokre ręczniki na podłodze, rozlane mydło i kolejne porozrzucane zabawki. Kilometry papieru toaletowego leżały porozwijane między tym wszystkim, a lustro i ściany były wymalowane pastą do zębów.
Przyspieszył kroku i wszedł do sypialni, gdzie znalazł swoją żonę, leżącą na łóżku w piżamie i czytającą książkę. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i zapytała jak mu minął dzień. Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał:
– Co tu się dzisiaj działo?
Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała:
– Pamiętasz, kochanie, że codziennie jak wracasz z pracy do domu, to pytasz mnie, co ja do cholery dziś robiłam?
– Tak – odpowiedział z niechęcią.
– Więc dziś tego nie zrobiłam."