netkobietyWszystkie działy
Nasza społeczność

Nie żyję byle jak!

971 odpowiedzi82 317 wyświetleńzałożony przez Eileen, 27.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 326 do 390 z 972 ]

326

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

A jezeli jest to w takim razie ja powinnam dostac dzisiaj dodatkowe pieniadze za to ze ugotowalam sobie obiad a moj facet za to ze z rana wyniosl smieci.

Droczysz się czy naprawdę nie widzisz różnicy jaka tkwi w tym co wytłuściłem? Jak ugotujesz sobie albo nie ugotujesz, bo zjesz w mieście albo w ogóle nie masz ochoty, a jak będziesz gotować codziennie obiad dla tego swojego doktora, to poczujesz pewną delikatną różnicę. Możesz też umówić się z jakąś pobliską rodziną, że przez miesiąc będziesz gotować im obiady codziennie, dla ojca rodziny i trójki dzieci. Potem przypilnujesz żeby dzieci zjadły, nie zasyfiły przy tym za bardzo okolicy. Po obiedzie posprzątasz to co jednak zasyfiły, pomyjesz naczynia, nastawisz pranie z ubraniami ojca rodziny, dzieci, poprasujesz, posortujesz... Potem sobie możesz wrócić do domu zastanawiać się nad różnicą.
Ach wiem, nie będziesz, bo przecież twój chłop sam sobie pierze, nikogo innego do oprania nie będzie ale kurde jest to świetny stan do rozmyślania nad zajęciami innych kobiet.

327 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-11 20:10:17)

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

W każdym razie i jedna, i druga ma do zrobienia tyle samo. tongue

Nie zgodzę się. Jeśli dziecko przez połowę dnia jest w żłobku, to taka kobieta przychodząc po pracy zastaje mieszkanie w takim stanie, w jakim je zostawiła. Natomiast dziecko to duży generator roboty pod względem sprzątania. Kobieta przebywająca w domu więcej pracy wkłada też w uczenie dziecka różnych rzeczy, w organizowanie mu czasu itp. Nikt tego za nią nie zrobi. A przecież to nie jest coś, co można sobie wybrać jako opcję. Po prostu ona w tym momencie nie płaci nikomu za opiekę, tylko sama robi takie rzeczy. No właśnie, jedzenie też trzeba przygotować dla dziecka, bo nie da się mu kurczaka i kaszy, a w żłobku masz już jedzenie. Także śmieszą mnie trochę takie wyobrażenia kompletnie oderwane od rzeczywistości. Jeśli kobieta zajmuje się jednym dzieckiem, to może rzeczywiście zawsze jakoś sobie wygospodaruje czas, ale jeśli ma trójkę? Nie da się zaczarować dzieci, by wszystkie w tym samym czasie grzecznie się bawiły i siedziały w miejscu. Różnie to bywa.

Gdyby zajmowania się dzieckiem albo domem nie można było uznać za pracę, to nie istniałyby ZAWODY takie jak niania, gosposia, sprzątaczka itp. Czyli jeśli zatrudnię się jako niania, to jestem super cool, bo pracuję, ale jeśli to samo robię przy czwórce własnych maluchów, to jestem leniem, tak? big_smile Ciekawa logika. Co do pieniędzy, to nie uważam, że państwo powinno płacić takim kobietom. Uważam, że to psi obowiązek ich mężów, jeśli oboje umówili się na taki podział. I nie ma, że trzeba się o coś prosić. Facet karierowiczki też płaci żłobkowi, niani itp. Na jedno wychodzi.

328

Odp: Nie żyję byle jak!

Cslady, ale nie każda kobieta siedząca w domu ma dziecko. Albo ma, ale np. w wieku wczesnoszkolnym. Ja pisałam o obowiązkach domowych, nie o zajmowaniu się dzieckiem. Ich ilość nie zmienia się w zależności od tego, czy się pracuje zawodowo, czy nie, z tym że niepracująca ma na nie więcej czasu.

cslady napisał/a:

Gdyby zajmowania się dzieckiem albo domem nie można było uznać za pracę, to nie istniałyby ZAWODY takie jak niania, gosposia, sprzątaczka itp. Czyli jeśli zatrudnię się jako niania, to jestem super cool, bo pracuję, ale jeśli to samo robię przy czwórce własnych maluchów, to jestem leniem, tak?

Ach, czyli jak podlewam kwiatki, to jestem ogrodnikiem, mam wypasiony hotel dla zwierząt, bo zajmuję się kotem, a jak chodziłam z kilkuletnią kuzynką na spacery, to to też praca, bo byłam nianią. Nie zapominajmy o tym, że chodzę na karaoke, więc trzeba właściwie wzbogacić moje CV o pozycję "wokalistka". big_smile big_smile big_smile

Nigdzie nie pisałam, że te w domu to lenie. Pisałam tylko, że kobiety pracujące robią więcej, bo im się dom sam nie sprząta, obiady same nie gotują, a ciuchy - nie prasują.

329 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-11 21:23:35)

Odp: Nie żyję byle jak!

No dobra, Eileen, nie znam ani jednej kobiety, która siedzi na utrzymaniu męża nie mając jednocześnie dziecka. Jeśli znasz takich mnóstwo i o nich mówisz, to zwracam honor. Dla mnie to są tak pojedyncze przypadki, że aż dziwnie tworzyć całe teorie w oparciu o nie. Chyba, że rzeczywiście chcemy się czepiać każdego pojedynczego przypadku, ale w ten sposób zawsze będzie można obrócić kota ogonem, gdy brak argumentów. Bo najpierw dajecie do zrozumienia, że mówicie ogólnie o kobietach będących na utrzymaniu mężów, a potem robią się z tego tak szczegółowe przypadki, że trudno sensownie dyskutować. Owszem, pisałaś o obowiązkach domowych, ale posiadanie dziecka ingeruje znacząco w obowiązki domowe, więc nie da się tego rozpatrywać oddzielnie.

Aha, rozumiem, że według Ciebie trzeba mieć papierek, by być kimś? Jeśli nie mam papierka, to nie jestem ogrodnikiem, nianią itp. Papierki nie mają wartości. Owszem, jeśli ktoś ma odpowiednią wiedzę i pasjonuje się ogrodnictwem, to równie dobrze może pracować jako ogrodnik. Kobieta, która ma dziecko również mogła przeczytać na temat wychowania dzieci dużo książek, może się tym interesować, no i przede wszystkim ma praktykę. Zapewniam Cię, że do bycia nianią  nie trzeba mieć papierka (chyba, że ktoś na gwałt wymaga) i taka matka spokojnie mogłaby znaleźć pracę jako niania. Mam kolegę, który jest programistą, a nie skończył nawet szkoły średniej. Rozumiem, że on według Ciebie nie jest programistą? No proszę Cię, stać Cię na więcej niż porównywanie codziennego doświadczenia przy wychowywaniu dzieci do okazyjnego podlewania kwiatków. To nie jest ten sam poziom wiedzy, zaangażowania itp. Tak jak już napisałam - matka 4 dzieci bez problemu znalazłaby pracę jako niania, a Ty jako ogrodnik - mało prawdopodobne (zakładając, że umiesz jedynie dostarczać roślinom wodę). Powiem więcej, gdybym miała zatrudnić nianię, to prędzej wybrałabym kobietę, która odchowała swoje dzieci, niż pseudoprzedszkolankę po studiach pedagogicznych, które moim zdaniem są stratą czasu (oczywiście o ile studiuje się dla "zawodu", a nie z pasji i zainteresowań). I jeszcze jedno - znałam dzieci prawie wszystkich moich nauczycielek, przedszkolanek itp. Były one dobrym dowodem na to, że wiedza i praca zawodowa swoje, a praktyka swoje. Niania pracująca "od do" nie ma tyle doświadczenia, co etatowa matka. Dla mnie lepszymi referencjami są fajnie odchowane dzieci, niż milion głupich papierków.

330 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-11 21:37:48)

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:
kammiś napisał/a:

A jezeli jest to w takim razie ja powinnam dostac dzisiaj dodatkowe pieniadze za to ze ugotowalam sobie obiad a moj facet za to ze z rana wyniosl smieci.

Droczysz się czy naprawdę nie widzisz różnicy jaka tkwi w tym co wytłuściłem? Jak ugotujesz sobie albo nie ugotujesz, bo zjesz w mieście albo w ogóle nie masz ochoty, a jak będziesz gotować codziennie obiad dla tego swojego doktora, to poczujesz pewną delikatną różnicę. Możesz też umówić się z jakąś pobliską rodziną, że przez miesiąc będziesz gotować im obiady codziennie, dla ojca rodziny i trójki dzieci. Potem przypilnujesz żeby dzieci zjadły, nie zasyfiły przy tym za bardzo okolicy. Po obiedzie posprzątasz to co jednak zasyfiły, pomyjesz naczynia, nastawisz pranie z ubraniami ojca rodziny, dzieci, poprasujesz, posortujesz... Potem sobie możesz wrócić do domu zastanawiać się nad różnicą.
Ach wiem, nie będziesz, bo przecież twój chłop sam sobie pierze, nikogo innego do oprania nie będzie ale kurde jest to świetny stan do rozmyślania nad zajęciami innych kobiet.

No ale właśnie chodzi o to Snake, ze gdyby każdy gotował, prasował, prał, kupował sobie  to nie byłoby w domu tyle pracy. Ja na przykład sobie ugotuje, upiorę, posprzątam. Mogę coś zrobić dla faceta. Mogę mu uprać, kupić. Ale on musi mnie o to wyjątkowo ładnie i grzecznie poprosić i podziękować bo to jest jedynie moja dobra wola, a nie obowiązek. No ale skoro kobieta jest na utrzymaniu męża to fakt faktem to jest jej obowiązek.
A dramatem już jest jak jakaś głupiutka kobicina wejdzie w związek urodzi dzieci i przez te dzieci które są również faceta nie będzie mogła iść do pracy i pracować i w pracy i w domu tylko dla siebie To jest kaleczenie samego siebie.

331 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-09-11 22:08:48)

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

No dobra, Eileen, nie znam ani jednej kobiety, która siedzi na utrzymaniu męża nie mając jednocześnie dziecka. Jeśli znasz takich mnóstwo i o nich mówisz, to zwracam honor. Dla mnie to są tak pojedyncze przypadki, że aż dziwnie tworzyć całe teorie w oparciu o nie. Chyba, że rzeczywiście chcemy się czepiać każdego pojedynczego przypadku, ale w ten sposób zawsze będzie można obrócić kota ogonem, gdy brak argumentów. Bo najpierw dajecie do zrozumienia, że mówicie ogólnie o kobietach będących na utrzymaniu mężów, a potem robią się z tego tak szczegółowe przypadki, że trudno sensownie dyskutować. Owszem, pisałaś o obowiązkach domowych, ale posiadanie dziecka ingeruje znacząco w obowiązki domowe, więc nie da się tego rozpatrywać oddzielnie.

Nie znam mnóstwo, ale w ogóle nie znam wielu osób, które siedzą na utrzymaniu męża. Większość moich znajomych studiuje i/lub pracuje, te dzieciate i mężate również. Znam kilka (w tej chwili przypomniałam sobie 4 w różnym wieku, może znam więcej, nie pamiętam). Z tym że nie tworzę żadnych teorii w oparciu o kogokolwiek. Napisałam tylko, że chodzenie do pracy nie zmniejsza ilości obowiązków w domu. Więc nie bardzo rozumiem, z czym Ty chcesz sensownie dyskutować - no bo chyba nie z tym? tongue Nie podawałam żadnych konkretnych przypadków, więc nie wiem, skąd to obracanie kota ogonem. Chyba że się gdzieś nie zrozumiałyśmy.
Owszem, posiadanie dziecka zwiększa obowiązki domowe. Natomiast dalej nie uważam, że to już tyle samo, co dziecko + dom + normalna praca. Dlaczego? Bo nie znam żadnej pracującej mamy, która uważałaby, że ma więcej pracy podczas weekendu/urlopu/świąt, niż w dni powszednie.

cslady napisał/a:

Aha, rozumiem, że według Ciebie trzeba mieć papierek, by być kimś? Jeśli nie mam papierka, to nie jestem ogrodnikiem, nianią itp. Papierki nie mają wartości. Owszem, jeśli ktoś ma odpowiednią wiedzę i pasjonuje się ogrodnictwem, to równie dobrze może pracować jako ogrodnik. Kobieta, która ma dziecko również mogła przeczytać na temat wychowania dzieci dużo książek, może się tym interesować, no i przede wszystkim ma praktykę. Zapewniam Cię, że do bycia nianią  nie trzeba mieć papierka (chyba, że ktoś na gwałt wymaga) i taka matka spokojnie mogłaby znaleźć pracę jako niania. Mam kolegę, który jest programistą, a nie skończył nawet szkoły średniej. Rozumiem, że on według Ciebie nie jest programistą? No proszę Cię, stać Cię na więcej niż porównywanie codziennego doświadczenia przy wychowywaniu dzieci do okazyjnego podlewania kwiatków. To nie jest ten sam poziom wiedzy, zaangażowania itp. Tak jak już napisałam - matka 4 dzieci bez problemu znalazłaby pracę jako niania, a Ty jako ogrodnik - mało prawdopodobne (zakładając, że umiesz jedynie dostarczać roślinom wodę). Powiem więcej, gdybym miała zatrudnić nianię, to prędzej wybrałabym kobietę, która odchowała swoje dzieci, niż pseudoprzedszkolankę po studiach pedagogicznych, które moim zdaniem są stratą czasu (oczywiście o ile studiuje się dla "zawodu", a nie z pasji i zainteresowań). I jeszcze jedno - znałam dzieci prawie wszystkich moich nauczycielek, przedszkolanek itp. Były one dobrym dowodem na to, że wiedza i praca zawodowa swoje, a praktyka swoje. Niania pracująca "od do" nie ma tyle doświadczenia, co etatowa matka. Dla mnie lepszymi referencjami są fajnie odchowane dzieci, niż milion głupich papierków.

Tego nie napisałam. Ale z Twojego posta wynika, że kobieta w domu = sprzątaczka, kucharka, niania czy coś tam. A ile znasz kucharek, których etat polega na zrobieniu JEDNEGO śniadania, JEDNEGO obiadu, JEDNEJ kolacji? Tak samo nie porównasz ogarnięcia przeciętnego mieszkania do sprzątaczki, która ma na głowie np. pensjonat. Owszem, ta kobieta w domu łączy te wszystkie cechy, ale dalej, gdybym postanowiła sobie zrobić etat gosposi do wszystkiego w domu, to nie byłabym w stanie znaleźć sobie SENSOWNYCH I POTRZEBNYCH zajęć w domu codziennie na np. 8 godzin. Nie ma szans.
A argument z kotem i hotelem dla zwierząt całkiem sensowny, uważam. Bo przecież też się kotem zajmuję, opiekuję, bawię się z nim, karmię, sprzątam po nim, biegam do weterynarza itd. I jakoś dziwnym trafem dalej nie uważam tego za pracę.

Chodziło mi po prostu o to, że idąc Twoim tokiem rozumowania (jeżeli jest zawód sprzątaczki, to sprzątanie = praca), to praktycznie każdą czynność możesz nazwać pracą. Nawet tę, którą robisz dla rozrywki.

332

Odp: Nie żyję byle jak!

No jeśli nie widzisz różnicy między zajmowaniem się dziećmi przez cały dzień codziennie(!), a przygotowaniem 3 posiłków czy podlaniem kwiatów, to mnie ręce opadają i w zasadzie faktycznie nie mam już z czym dyskutować. big_smile

333

Odp: Nie żyję byle jak!

Ale to Ty zaczęłaś o kucharce i sprzątaczce. Gdzie napisałam, że to to samo?

Inaczej - Ty teraz pracujesz. W domu też coś robisz z tego, co pamiętam z Twoich postów. Rzucasz pracę. Masz w domu więcej do zrobienia niż dotąd, czy tyle samo, a tylko więcej czasu?
Pojawia się dziecko, pracujesz nadal, ale po powrocie do domu zajmujesz się i dzieckiem, i domem jak wcześniej. Później dzień wolny - czy zwiększyła Ci się w tym wolnym dniu ilość obowiązków tak, że to zwiększenie jest porównywalne do - powiedzmy - 8 godzin pracy (nie mówię, że tyle pracujesz, ale to chyba taki standard)?

334

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

Spoko, ja tam zaniżam, jeśli się bawić w statystykę. big_smile big_smile big_smile Ale właśnie - to też wiele zależy od człowieka. I to - moim zdaniem - tak samo albo i bardziej od tego, czy się pracuje, czy nie. No ale kwestia dyskusyjna. W każdym razie i jedna, i druga ma do zrobienia tyle samo. tongue

Do zrobienia tyle samo, ale jeśli nie ma się na coś wystarczającej ilości czasu, to część zajęć po prostu się odpuszcza. Ja sama miałam w życiu okresy kiedy pracowałam zupełnie "normalnie", kiedy pracowałam bardzo dużo (przenosząc pracę także do domu, nierzadko łącznie z weekendami) lub kiedy wyłącznie, albo głównie, zajmowałam się dzieckiem oraz domem i wiem na pewno, że mój dom w każdym z tych przypadków funkcjonował zupełnie inaczej. I tak kiedy nie pracowałam zawodowo, to - przykładowo - miałam więcej czasu na szycie dla siebie, męża i dziecka, gotowanie frykasów, pieczenie ciast, robienie przetworów, upiększanie domu, na milion innych prac, których nie wykonywałam będąc równocześnie na etacie. Owszem, w każdym z wymienionych przypadków dawałam radę, dom był czysty, a dziecko zadbane, ale pracując bardzo dużo, zawsze odbywało się to czyimś lub czegoś kosztem.

Kiedy kobieta zajmuje się domem, większość obowiązków bierze na siebie. Nie wiem czy wszystkie, ale ja sama pracując część z nich przekazuję domownikom. Mimo wszystko ilość rzeczy do zrobienia przecież się nie kurczy, zmienia się wyłącznie podział zadań, a i tak z wielu muszę zupełnie zrezygnować, bo nikt nie jest w stanie mnie zastąpić. Ponadto kobieta, która nie pracuje zawodowo, robi o wiele więcej dodatkowych (!) rzeczy i załatwia o wiele więcej spraw niż pracująca, która niezwykle często robi tylko to, co konieczne.

Zresztą co tu dużo mówić - kiedy porównuję domy pracujących (zawodowo) i niepracujących koleżanek, to one są zupełnie inne.

335 Ostatnio edytowany przez luc (2015-09-11 23:49:58)

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

gdybym postanowiła sobie zrobić etat gosposi do wszystkiego w domu, to nie byłabym w stanie znaleźć sobie SENSOWNYCH I POTRZEBNYCH zajęć w domu codziennie na np. 8 godzin. Nie ma szans.

Nie żartuj wink
Nie twierdzę, że codziennie 8 godzin, ale kilka godzin dziennie na pewno.
Rozumiem jednak, że miarę bierzesz z własnego podwórka czyli wiele zajęć, które są niezbędne, Ty za sensowne i potrzebne nie uważasz.
Zupełnie jak mój syn wink
Bez urazy, ale prowadzenie "studenckiego" domu (a takim Twój chyba jest) przez osobę mieszkającą samotnie, to jednak coś innego niż prowadzenie domu dla rodziny.

336 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-12 00:48:34)

Odp: Nie żyję byle jak!

Nie wiem czy u mnie znalazłoby się roboty na 8 h, może nie codziennie (zakładając, że nie ma dzieci). No ale tych ładnych kilka godzin na pewno by było. I ja mówię to przy założeniu, że oboje bezpośrednio po sobie sprzątamy i od razu ogarniamy jakiś większy brud po psach. Gdybym się spieszyła i nie miała czasu, by robić takie rzeczy na bieżąco, to proces sprzątania trwałby dużo dłużej.

Nie wiem jak wyglądałyby moje weekendy, gdybym miała dzieci. Czasami wydaje mi się, że umiem to sobie wyobrazić, a potem dochodzę do wniosku, że jednak nie. Zawsze sądziłam, że mając je będę pracować, ale teraz już nie jestem tego pewna. Jeśli zdecydowałabym się dalej pracować, to na pewno w weekendy miałabym więcej do zrobienia niż w tygodniu, bo ja nie mogę się odciąć w weekend czy święto, tylko zawsze coś tam muszę zrobić, nawet jeśli mniej.

Dodam jeszcze, że ja nie planuję godzenia roli gosposi, matki i pracownika. Nie lubię robić czegokolwiek po łebkach. Stresuje mnie to i wolę z czegoś zrezygnować całkowicie. Jeśli zdecyduję się na dziecko, to nie planuję sytuacji, że będę je wysyłać na kilka godzin do żłobka, a po powrocie z pracy będę sprzątać, a dziecku każę zająć się sobą albo sprzątać ze mną. Owszem, może przeciętna kobieta by to pogodziła, ale u mnie to nie jest możliwe, bo własny biznes pochłania sporo czasu, a przede wszystkim wymaga dyspozycyjności. Do tego dochodzi sprzątanie wielkiego domu z ogrodem, psy i dziecko. Doby by mi nie wystarczyło. Co innego, jeśli kobieta ma 60m2 i fajrant po robocie. A przecież nie przeprowadzę się do mniejszego mieszkania i nie zatrudnię gdzieś na etacie, bo byłabym zwyczajnie nieszczęśliwa. big_smile

337

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

A przecież nie przeprowadzę się do mniejszego mieszkania i nie zatrudnię gdzieś na etacie, bo byłabym zwyczajnie nieszczęśliwa. big_smile

Otóż to, każdemu wedle potrzeb jego i zgodnie z własnymi priorytetami, a te są przecież różne. Być może właśnie dlatego tak bardzo nie lubię generalizowania, z którego wynika, że kobieta, która świadomie zdecydowała się nie pracować zawodowo, będąc przy tym na utrzymaniu męża - poświęca się, nie ma honoru, jest leniwa i milion innych argumentów przeciwko.

Zresztą nawet na naszym forum ten temat regularnie gdzieś się przewija i wyraźnie widać, że osoby, które postawiły na dom i rodzinę, często są krytykowane, a rozmówcy nawet nie chcą spróbować zrozumieć, że właśnie taki model może kogoś uszczęśliwiać, z kolei praca byłaby tylko przykrą koniecznością.
Na przykład moja najbliższa przyjaciółka, wykształcona, niegdyś planująca karierę osoba, kiedy zakochała się i wzięła ślub, a potem urodziła dzieci, nagle zupełnie zmieniła priorytety i dokonała zupełnie innego wyboru. Co prawda moim zdaniem lekko przesadza w drugą stronę wink, ale jeśli ją i męża to uszczęśliwia, a ona sama czuje się naprawdę spełniona, to w czym problem?

Zupełnie za to nie rozumiem podejścia w typie ja mam tak a tak, myślę tak a tak czy robię tak a tak, a każdy, kto postępuje inaczej - wybiera, robi, myśli źle.

338 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-12 04:00:32)

Odp: Nie żyję byle jak!

Luc:
Jestem wlasciwie rowiesnica Eileen, ale nie prowadze studenckiego domu, mieszkam z facetem w zwiazku, konkubinacie, kohabitacji, zwal jak zwal big_smile a wiec stan faktyczny "jak u malzenstwa", tylko brak formalizacji, i ROWNIEZ nie znalazlabym nic do roboty na kilka godzin dziennie. CO mozna robic przez kilka godzin dziennie? Kto normalny codziennie pierze, myje podlogi albo gotuje przez kilka godzin? Kto???? Przeciez nie wybabrze podlogi ktora scieralam 2 dni temu. Jest jak swiezo wypucowana. Nie potrzebuje prac codziennie, przeciez nie mam 2 rzeczy na zmiane. Zmywa sie na biezaco. Obias to kwestia 20-30 minut. Wiec co mozna robic 8 godzin?
Dodam ze jestem pedantka. A nie sprzatam codziennie bo musialabym sprzatac czyste. Cos tam przesuwam od niechcenia jak kot potraci idac po polce. Wlacze robot roomba (Ludmila, dzieki Tobie go kupilam!!!!) i po sprawie.
Codziennie to nawet kwiatkow nie trzeba podlewac, bo zgnija.

Cslady - pani kucharka gotuje codziennie dziesiatki jak nie setki posilkow, pani w zlobku zajmuje sie NIE JEDNYM tylko dziesieciorgiem dzieci, pani nauczycielka uczy ze 30, pani sprzataczka sprzata codziennie kilkanascie pomieszczen, a nie jedno na kilka dni.

Olinka - "miałam więcej czasu na szycie dla siebie, męża i dziecka, gotowanie frykasów, pieczenie ciast, robienie przetworów, upiększanie domu, na milion innych prac"
Upiekszanie domu i robienie przetworow to jest hobby i rozrywka. Wybacz, nie potraktuje upiekszania wlasnego domu jako prace. Z calym szacunkiem, ale nie. Wiesz dlaczego? Bo moja matka "upieksza" cudze domy w formie swojej dzialalnosci gospodarczej i pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego ze to nie jest rozwieszanie ozdob tylko ciezka praca z profesjonalnymi projektami. Nierzadko pod presja czasu i widzi-mi-sie klientow.

Snake - ja sie czesto drocze wink
Aczkolwiek roznicy w ugotowaniu makaronu na 1 osobe a ugotowaniu makaranu na 2 osoby nie zauwazam zadnej poza iloscia zuzytej wody big_smile ani to wiecej czasu, ani pracy.
No moj "chlop" sobie pierze, a raczej pierzemy sobie wzajemnie ale raz na 2 tygodnie ja, raz na 2 tygodnie on. Nie potrzebujemy czesciej. On sobie czasem wrzuci jeszcze do prali stroj do cwiczen, czasem ja swoj w razie potrzeby. I tylw jesli chodzi o filozofie prania. Dlaczego niby ja mialabym mu prac? A, prasowac tez prasuje, Snake. Ale mam to tak logistycznie zaplanowane ze prasuje raz na dwa tygodnie swoje rzeczy. Potem ida na wieszak do garderoby. Ida na wieszak do osobnego pomieszczenia, do ktorego wchodze tylko po ciuchy = nie mna sie i sa swieze. Garderoba to podstawa big_smile
Oj, ja temu "swojemu doktorowi" czasem cos tam dam zjesc. Ale on i tak woli na miescie big_smile i tak Snake'u drogi powiedz mi jaka jest CZASOWA roznica w spaghetti dla jednej osoby a w spaghetti dla dwoch bo ja nadal jej nie widze. Za to sam doktor gotuje.....mmmmm.... Nalesniki mi robi z owocami czasem. Takie z puchatym ciastem, ser gladziutki bez grudek, w srodku owoce z jakims sokiem, na zewnatrz owoce do dekoracji. Orgazm w zoladku big_smile doktor jest w korzystnej sytuacji bo nie musi sie narobic - ja zjem 2 i starcza mi na caly dzien big_smile
A no, widzisz, "doktor" nie babrze i nie syfi, to nie ma problemu big_smile czesciej ja sie ochlapie, bo gapa jestem wink zawsze rozlewam jak niose kawe i 2 razy w ciagu ostatniego miesiaca zalalam biurko big_smile doktorowi sie nie zdarza, patrz jaki cud.
Inni faceci syfia jak prosiaki ze tak trzeba przy nich robic? Czy jedza jak pol wojska ze tyle gotowac trzeba? Bo doktor wyzera pol lodowki ale sam ją zapelnia wiec mi to w sumie lotto wink sciska mnie tylko ze dalej nie tyje - takaz to sprawiedliwosc. Znaczy ja tez nie tyje ale jem 1300 kcal dziennie a on ze 3000 i nic hmm no az mnie skreca big_smile
Bardzo mi sie obecny stan rzeczy podoba. Mozemy np jutro zamiast obiadu zrobic ognisko z grzancem, ziemniakami, kielbaskami, jablkami pieczonymi i nie myslec o tym ze jakis tam dzieciak bedzie glodowal z tej okazji big_smile albo spac do poludnia, bo tak sie podoba (znaczy to tylko ja, bo on szybciej zasypia i szybciej wstaje). Praca ma bardzo duzo zalet - w weekendy mozesz spac do oporu big_smile
Zreszta, Snake, rzuciles na mnie klatwe bezsennosci (bo Ty tez ponoc nie mozesz spac) czy co? Spac nie moge, doktor spi, kot spi, nic ich nie rusza. A ja leze z telefonem i na forum pisze big_smile za duzo kawy big_smile

339

Odp: Nie żyję byle jak!

Pisałem ci, zrób sobie eksperyment z jakąś dzieciatą rodziną smile Ugotuj to spaghetti, a potem radośnie wysłuchaj:
Głos 1 - znowu spaghetti....,
Głos 2 - ja spaghetti jeść nie będę, ja chcę parówki!
Głos 3 - a czemu to spaghetti jest bez musztardy? Ja chcę musztardy!!! Nie ma w lodówce? No to jedź i kup szybko, bo spaghetti wystygnie...
Głos 4 - ..............., gdzie jest Głos 4?! Aaaa..., Głos 4 właśnie karmi przy pomocy spaghetti swoje lalki....

Co do bezsenności, to ja śpię słodko smile Pomijając przypadkowe natrafienia na jakiś film moralnego niepokoju lub krągłości małżonki zasypiam zaraz po przyłożeniu głowy do poduszki. Za to wstaję przed świtem. No teraz przed świtem...

340 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-09-12 09:37:42)

Odp: Nie żyję byle jak!
luc napisał/a:
Eileen napisał/a:

gdybym postanowiła sobie zrobić etat gosposi do wszystkiego w domu, to nie byłabym w stanie znaleźć sobie SENSOWNYCH I POTRZEBNYCH zajęć w domu codziennie na np. 8 godzin. Nie ma szans.

Nie żartuj wink
Nie twierdzę, że codziennie 8 godzin, ale kilka godzin dziennie na pewno.
Rozumiem jednak, że miarę bierzesz z własnego podwórka czyli wiele zajęć, które są niezbędne, Ty za sensowne i potrzebne nie uważasz.
Zupełnie jak mój syn wink
Bez urazy, ale prowadzenie "studenckiego" domu (a takim Twój chyba jest) przez osobę mieszkającą samotnie, to jednak coś innego niż prowadzenie domu dla rodziny.

Proszę Cię, jakbym patrzyła po sobie, to czas by był w minutach, nie w godzinach. wink I to dalej nie wynika z tego, że się uczę i pracuję, a że mi się po prostu nie chce. ;] Wakacje siedziałam trochę u mamy, trochę u babci. Niesamowite, żadna z nich nie poświęcała tyle czasu na zajmowanie się domem. Mimo że babcia jest pedantką i i tak np. ściera kurze 3x częściej niż przeciętny człowiek, a odkurza baaardzo dokładnie, w związku z czym dłużej.

Tak czy siak - nadal to jest czas, który spokojnie zmieściłby się w dobie po czasie pracy normalnej.

A tak ogólnie, co do wymieniania tego, co kto robił, a kto nie robił... Dochodzi do takich elementów, że nie wiem, co myśleć. Bo niektóre z nich to hm... tak, jakbym się zamknęła w kuchni, upiekła kilka blach kruchych ciasteczek, a każde jedno dekorowała przez 20 minut. I mógłby mi nawet cały dzień zejść. wink TO nie jest zajmowanie się domem.

Snake napisał/a:

Pisałem ci, zrób sobie eksperyment z jakąś dzieciatą rodziną smile Ugotuj to spaghetti, a potem radośnie wysłuchaj:
Głos 1 - znowu spaghetti....,
Głos 2 - ja spaghetti jeść nie będę, ja chcę parówki!
Głos 3 - a czemu to spaghetti jest bez musztardy? Ja chcę musztardy!!! Nie ma w lodówce? No to jedź i kup szybko, bo spaghetti wystygnie...
Głos 4 - ..............., gdzie jest Głos 4?! Aaaa..., Głos 4 właśnie karmi przy pomocy spaghetti swoje lalki....

1. Skoro sobie takie ktoś wychował, to niech nie płacze.
2. Czy narzekania/marudzenia dzieci zmieniają czas wykonania potraw?

Jak sobie wezmę stado kociąt do domu, z których żadnego nie nauczę korzystać z kuwety ---> biegam po domu i sprzątam po nich, to nie oznacza, że mam dużo pracy. To znaczy, że jestem kretynka, bo do takiego czegoś dopuściłam, mimo że nie chcę. A jak chcę, to się zamykam i nie uważam tego za kłopot.
Tak samo z tymi dziećmi - albo głupie to-to, że dzieci tak się zachowują, albo jej to pasuje, więc okej.

341 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-12 10:17:24)

Odp: Nie żyję byle jak!

Kammiś, a moim zdaniem nie masz pojęcia o życiu rodzinnym. Tak jak Ty żyjesz z partnerem, to ja żyłam sobie ze współlokatorami. Poza tym obie z Eileen uparcie odnosicie się do sytuacji, gdzie nie ma dzieci, a takie przypadki w realnym życiu są sporadyczne. Mówmy o tym jak jest naprawdę, czyli kobieta niepracująca wychowuje również dzieci. Tutaj roboty jest nieporównywalnie więcej.

Kammiś napisał/a:

Kto normalny codziennie pierze, myje podlogi albo gotuje przez kilka godzin? Kto???? Przeciez nie wybabrze podlogi ktora scieralam 2 dni temu. Jest jak swiezo wypucowana. Nie potrzebuje prac codziennie, przeciez nie mam 2 rzeczy na zmiane. Zmywa sie na biezaco. Obias to kwestia 20-30 minut. Wiec co mozna robic 8 godzin?

A ja tak robię. Ubrania piorę 2 razy w tygodniu, do tego jeszcze partner pierze swoje. Poza tym piorę raz w tygodniu firanki (wyobraź sobie, że wszystkie naraz nie zmieszczą się do pralki, więc pierze się po kolei - szok), jakieś obrusy (zakładam je tylko, gdy przychodzą goście i po nich piorę, ale przynajmniej raz w tygodniu ktoś przychodzi), no i oczywiście pościel, a tę piorę co najmniej co drugi dzień. Podłogi myję codziennie przynajmniej raz, bo mam psy i inaczej byłoby brudno. Robot pomaga, ale mam wielkie pomieszczenia i moim zdaniem puszczanie robota jest zwykle mało efektywne. Chyba, że gdzieś wychodzę na długo, to wtedy puszczam. Wyobraź sobie, że obiadu też nie ugotuję w 30 minut, chyba że wyciągam z zamrażarki i tylko odgrzewam albo mam jeszcze z poprzedniego dnia. Nie jadam na obiad samego kurczaka, warzyw i kaszy albo makaronu bo to nie jest smaczne, a ja lubię dobrze zjeść. I dla mnie to nie jest wynajdowanie sobie roboty, bo nie będę jeść byle czego, sprzątać byle jak, udawać że jest czysto i spać w brudnej pościeli. Także sorry, Twoje standardy "czystości" są dla mnie totalną abstrakcją. Nie umiesz zrozumieć, że nie każdy żyje jak Ty. No ale racja, mogę nie uprawiać seksu codziennie (mniej pościeli do prania), mogę nie zapraszać do siebie ludzi, mogę mieć "gołe" okna, oddać psy do schroniska i jeść co drugi dzień to samo. Tylko dla mnie to jest smutne życie, pozbawione jakości. Minimum, które proponujesz jest grubo poniżej moich standardów. Dla mnie to, co robię to jest moje minimum poniżej którego nie zejdę. Co do pieczenia ciast, to jest podobnie. One nie są obowiązkiem, robienie deserów też nim nie jest. Tylko ja lubię ciasta i lubię desery. A kupne ciasto mi nie smakuje, bo one wszystkie mają taki sam cukrowy smak. I nie uważam robienia ciasta za coś dodatkowego. Dla mnie to minimum (raz w tygodniu).

Eileen, współczuję, jeśli byłaś zmuszana do jedzenia codziennie tego samego i uważasz to za normalne. big_smile Dzieci wybrzydzają i zgadzam się, nie można im we wszystkim ulegać. Jest jednak różnica między spełnianiem każdej zachcianki, a serwowaniem ciągle 3 potraw na zmianę, bo więcej robić się nie chce/ nie umie. Ja sama bym tak nie chciała jeść i nie uważam się za źle wychowaną.

Zgadzam się z Olinką, przebywanie w domu z dziećmi może wiele kobiet uszczęśliwiać. I nie ma to niczego wspólnego z brakiem rozwoju, bo matki siedzące w domu, które znam umieją sobie wygospodarować dziennie choć te 3-4 godziny i np. uczą się języków, rozwijają swoje zainteresowania itp. Jedna jest fotografem, ciągle gdzieś z dziećmi chodzi i robi zdjęcia. Można realizować się na różne sposoby. W Waszym przypadku to jest forsowanie jedynego prawdziwego modelu postępowania. Nie każdy byłby szczęśliwy żyjąc jak Wy. Nie wiem po co to nawracanie świata i tłumaczenie się w kolejnym temacie, bo to samo przewija się już od kilku miesięcy w różnych wątkach. Chcecie coś sobie udowodnić czy co? big_smile

342 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-12 10:17:32)

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

Pisałem ci, zrób sobie eksperyment z jakąś dzieciatą rodziną smile Ugotuj to spaghetti, a potem radośnie wysłuchaj:
Głos 1 - znowu spaghetti....,
Głos 2 - ja spaghetti jeść nie będę, ja chcę parówki!
Głos 3 - a czemu to spaghetti jest bez musztardy? Ja chcę musztardy!!! Nie ma w lodówce? No to jedź i kup szybko, bo spaghetti wystygnie...
Głos 4 - ..............., gdzie jest Głos 4?! Aaaa..., Głos 4 właśnie karmi przy pomocy spaghetti swoje lalki....

Co do bezsenności, to ja śpię słodko smile Pomijając przypadkowe natrafienia na jakiś film moralnego niepokoju lub krągłości małżonki zasypiam zaraz po przyłożeniu głowy do poduszki. Za to wstaję przed świtem. No teraz przed świtem...

Snake, tu akurat sprawa jest prosta. Dajmy na to,  mam ochotę na spaghetti, wiec je gotuje. Inni jak tez maja ochotę mogą zjeść ze mną, A jak nie, to niech sobie sami coś ugotują, co lubią.
Ja  ogóle nie lubię gotować tylko coś na szybko. Ja wolę sobie poleżeć, popisać, poczytać.
Na przykład, ja jak robię w domu jakaś imprezę (święta, imieniny) to wszystko jest kupne i nie ma na wynos. Moja mama to kiedyś skomentowała: to nawet nic sama nie ugotujesz/upieczesz. A ja jej, ze nie. Bo nie lubię gotować. I to byłaby bardzo mala ani nawet żadna przyjemność czy wynagrodzenie godzin spędzonych w męczeniu się przy garach za jeden komentarz: świetne gotujesz. Ja tam wolę komentarz pięknie wyglądasz big_smilebig_smile no ale co kto lubi.

343

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Eileen, współczuję, jeśli byłaś zmuszana do jedzenia codziennie tego samego i uważasz to za normalne. big_smile Dzieci wybrzydzają i zgadzam się, nie można im we wszystkim ulegać. Jest jednak różnica między spełnianiem każdej zachcianki, a serwowaniem ciągle 3 potraw na zmianę, bo więcej robić się nie chce/ nie umie. Ja sama bym tak nie chciała jeść i nie uważam się za źle wychowaną.

A skąd wzięłaś, że jadłam codziennie to samo? Bo nie przypominam sobie, żebym gdziekolwiek to dała do zrozumienia. smile

cslady napisał/a:

. Mówmy o tym jak jest naprawdę, czyli kobieta niepracująca wychowuje również dzieci. Tutaj roboty jest nieporównywalnie więcej.

Jak rozumiem, wg Ciebie kobiety pracujące dzieci nie wychowują. Ich dzieci rodzą się wychowane albo wychowania nabierają same...?

344

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja też nie bardzo rozumiem jaki sens ma ciągłe komentowanie stylu życia innych?
Eillen,Kammiś skoro macie fajne życie i jesteście zadowolone to dobrze.
Ale nie każdy musi żyć tak jak wy.Tak trudno to zrozumieć?
Mnie się podobają wpisy cslady.Pisze obiektywnie i rozsądnie.
Co was obchodzi że ktoś lubi np. piec ciasta,robić przetwory.Może dla was to strata czasu dla innych to przyjemność.
Co wam to przeszkadza że ktoś siedzi w domu z dziećmi nawet do końca szkoły.To facet  utrzymuję tą rodzinę nie wy.
A sytuacje że ktoś wydziela komuś pieniądze to patologia,w normalnych rodzinach tak nie jest.
Jeszcze raz zapytam:co was właściwie obchodzi jak żyją inni skoro wam to nie szkodzi.

345 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-09-12 10:35:30)

Odp: Nie żyję byle jak!

Niki, znajdź post, w którym piszę, że mi PRZESZKADZA, że nie pracują. Bo sobie nie przypominam, żebym tak tu napisała... smile

Jedyne, o czym mówię, to to, że kobiety, które pracują, mają tyle samo obowiązków w domu co te, które nie pracują. Coś tu o przeszkadzaniu...? Bo nie dostrzegłam. smile

346

Odp: Nie żyję byle jak!

Eileen, odniosłam się do Twojego komentarza dotyczącego postu Snake'a, gdzie pisał, że gotowanie dla dzieci nie jest takie proste, no np. usłyszysz "znowu spaghetti". Ty pod wszystkimi jego przykładami napisałaś, że jeśli ktoś tak sobie dzieci wychował, to tak ma. A dla mnie to nie jest kwestia wychowania, bo nikt nie chciałby jeść wymiennie kilku potraw. Dziecka nie zmusisz też do tego, by siedziało bez ruchu dopóki posłusznie nie zje. Tzn. może zmusisz, jeśli to będzie jakiś terror i ciągłe strofowanie. I nie twierdzę broń boże, żeby pozwalać na wszystko i tolerować marudzenie. Chodzi mi tylko o to, że to, co napisałaś, to dla mnie druga abstrakcyjna skrajność, a najlepsze jest coś pośrodku.

Kobiety pracujące i niepracujące wychowują dzieci INACZEJ, a Wy usiłujecie wmówić, że TAK SAMO. Chyba Olinka to już wcześniej napisała. Dla mnie to jest bardzo istotne, bo na siłę porównujecie obie sytuacje i mówicie, że tak samo, że tyle samo roboty itp. Dla mnie to bzdura. Inaczej wychowuje matka pracująca, a inaczej niepracująca. Niepracująca więcej czasu spędza z dzieckiem i wychowanie spada tylko na nią, bo nie robią tego panie w żłobku czy niania. I ja nie twierdzę, że któryś model jest lepszy lub gorszy tak ogólnie. Oczywiście mam swój typ, ale wiadomo, że nie zawsze da się zrobić tak, jak chcemy, bo np. część kobiet musi pracować. Ja miałam porównanie w dzieciństwie jak mi było, gdy mama pracowała i gdy nie pracowała. I ja to obiektywnie rozumiem, że potem mogła chcieć pracować i mieć taką potrzebę, nie twierdzę, że to jest źle. Jednak z mojej dziecięcej perspektywy było lepiej, gdy nie pracowała. Moje koleżanki zawsze mi zazdrościły tego głupiego ciasta, wymyślnych kanapek, tego, że rodzice przyjeżdżają po mnie od razu po lekcjach i nie muszę czekać na świetlicy albo zabierają mnie na zakupy w czasie okienka. Wy dajecie do zrozumienia, że siedzenie w domu z dzieckiem jest czymś gorszym, a z perspektywy dziecka wcale nie jest. Miałam koleżanki, których matki robiły karierę i chociaż pracowały "tylko" 8 h dziennie, to dobrze pamiętam co te koleżanki mówiły. Nie twierdzę absolutnie, że pracujące kobiety są gorszymi matkami, bo nie są. Uważam, że najważniejsze jest to, by matka była szczęśliwa, wtedy i tak będzie najlepsza. Chodzi mi jednak o to, że z perspektywy dziecka mama siedząca w domu potrafi być czymś bardzo dobrym, a to już wystarczający argument za tym, by "usprawiedliwić" taki styl życia. Choć moim zdaniem to nie wymaga usprawiedliwiania, bo każdy żyje jak chce.

347 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-09-12 11:00:40)

Odp: Nie żyję byle jak!

cslady pisze rozsądnie zyciowo i z tolerancją dla innych ludzi i ich wyborów

348

Odp: Nie żyję byle jak!

Niki, spójrz: osoba pracująca odprowadza podatki, składki, zus itd. Ponadto im więcej osób pracujących tym lepiej bo wskaźnik bezrobocia mniejszy. Dajmy na to gosposia, na plebani czy u ludzi prywatnych jeżeli pracuje na etat, jest zatrudniona są odprowadzane składki, ona ma co miesiąc pensje i to cale gotowanie, sprzątanie pranie itd to jest jej praca, pełnowartościowa bo płatna. Natomiast w domu to po prostu marnowanie życia i czasu.
Dam Wam taki przykład teraz się narzeka, ze po pedagogice nie ma pracy. Jednak nadal wiele osób kończy ten kierunek. I co? Najgorzej jak kobieta zaraz po studiach albo jeszcze w trakcie zajdzie w ciąże. Można powiedzieć pozamiatane. A wpiszcie sobie: Pierwsza kobieta generał w polskiej policji. I co? kobieta jest po pedagogice. Można? Można! Tylko rzecz jasna nie siadała na laurach tylko po pedagogice zaczęła kolejną szkołę, kursy, szkolenia. Więc po prostu wychodzę z założenie że niektórym się nie chce, bo jakie to proste urodzić dzieci i narzekać na brak pracy.

349

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

Niki, znajdź post, w którym piszę, że mi PRZESZKADZA, że nie pracują. Bo sobie nie przypominam, żebym tak tu napisała... smile

Jedyne, o czym mówię, to to, że kobiety, które pracują, mają tyle samo obowiązków w domu co te, które nie pracują. Coś tu o przeszkadzaniu...? Bo nie dostrzegłam. smile

Dobrze to Nie pszeszkadza wam ale uważacie że są gorsze.
Co do jedzenia dzieci  to trudno wpychać dziecku na siłę coś czego nie lubi.
Np.Kammiś nie je mięsa.Miło by jej było gdyby jej ktoś kazał jeśc.
A dziecko musi?

350

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

Jedyne, o czym mówię, to to, że kobiety, które pracują, mają tyle samo obowiązków w domu co te, które nie pracują. Coś tu o przeszkadzaniu...? Bo nie dostrzegłam.

Nie powiedziałabym. To naturalne, że dom tej samej kobiety, która najpierw jest w domu, a potem idzie do pracy - zmienia się. Nie można wymagać, by dom był zapięty na ostatni guzik, gdy człowiek tyra jeszcze na etacie. wink Sama pamiętam, jak było w domu, gdy moja mama była na macierzyńskim i potem - gdy poszła do pracy. Nadal było czysto, ale nie było już to tak dopracowane.

Eileen, takie szczere pytanie (absolutnie bez złośliwości smile): czy prowadziłaś kiedyś dom dla więcej niż jednej osoby? Chociaż przez tydzień?
Bo ja tak, pracy jest dużo więcej niż się wydaje. Zacznijmy od tego, że wstajesz o 6 (nie, nie o 10, bo dzień jest długi i zdążysz posprzątać tongue) i robisz wszystkim śniadania. Herbaty oczywiście też. Samo ugotowanie porządnego obiadu to łącznie jakieś 1,5h razem z posprzątaniem po gotowaniu. Im więcej tego typu rzeczy robisz w domu - tym więcej masz pracy. To nie jest ugotowanie ryżu albo wrzucenie warzyw na patelnię. I ciasto jeszcze zrób na deser, bo siostra ma ochotę (to się dopiero zaczyna zabawa).

Potem masz sprzątanie - wszystkiego na glanc. Nie jest to jednak sprzątanie mieszkania o metrażu 30m2, tylko DOMU. Domu, w którym zazwyczaj mieszkają cztery osoby wg standardowego modelu rodziny, w tym dwójka nieokiełznanych istotek, które mimo dobrego wychowywania są tylko dziećmi. Wyobraź sobie, ile w takim domu jest okien, dodaj dwie łazienki, spory salon, niezliczoną ilość półek i recepta na etat gotowa. smile O ogrodzie nie wspomnę. Zauważ, że nie uwzględniłam opieki nad dziećmi - im też trzeba zająć czas. Nie, to nie jest etat - to jest 24/7. Nikomu krzywda się nie dzieje, bo skoro kobieta tak wybiera, to znaczy, że jej to odpowiada. Jednak nie dziwię się, że taką kobietę mogą zirytować komentarze, że nic nie robi...

Oczywiście można teraz powiedzieć (i tak zapewne będzie wink), że większość tych rzeczy, które wymieniłam jest absolutnie niepotrzebna, ale to jest właśnie prowadzenie domu. Po sobie to każdy zrobi, nie jest to żaden wyczyn.

351 Ostatnio edytowany przez niki71 (2015-09-12 11:16:43)

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Niki, spójrz: osoba pracująca odprowadza podatki, składki, zus itd. Ponadto im więcej osób pracujących tym lepiej bo wskaźnik bezrobocia mniejszy. Dajmy na to gosposia, na plebani czy u ludzi prywatnych jeżeli pracuje na etat, jest zatrudniona są odprowadzane składki, ona ma co miesiąc pensje i to cale gotowanie, sprzątanie pranie itd to jest jej praca, pełnowartościowa bo płatna. Natomiast w domu to po prostu marnowanie życia i czasu.
Dam Wam taki przykład teraz się narzeka, ze po pedagogice nie ma pracy. Jednak nadal wiele osób kończy ten kierunek. I co? Najgorzej jak kobieta zaraz po studiach albo jeszcze w trakcie zajdzie w ciąże. Można powiedzieć pozamiatane. A wpiszcie sobie: Pierwsza kobieta generał w polskiej policji. I co? kobieta jest po pedagogice. Można? Można! Tylko rzecz jasna nie siadała na laurach tylko po pedagogice zaczęła kolejną szkołę, kursy, szkolenia. Więc po prostu wychodzę z założenie że niektórym się nie chce, bo jakie to proste urodzić dzieci i narzekać na brak pracy.

Ludmiła  już tu zadałam pytanie .
Co was obchodzi życie innych.
Ja np uważam że jak ktoś nie ma dzieci to dużo traci w życiu.I nigdy o tym nie piszę.Bo to tylko moje odczucia.ROZUMIEM to że ktoś ma  w życiu inne cele,że dzieci mieć nie chce.
A wy uważacie  że każdy powinnien żyć tak jak wy.
Ja szukam stałej pracy.a ktoś moze nie szukać.Mam to gdzieś.

352

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

Jak sobie wezmę stado kociąt do domu, z których żadnego nie nauczę korzystać z kuwety[...]

Trochę to smutne, że jedyne odniesienie jakie masz albo na jakie cię stać, to te koty... Proponuję żebyś sobie zakarbowała, że koty, to nie dzieci. Choćbyś trzymała w domu legion kotów, to społeczeństwo i państwo będzie, to miało w nosie. Oczywiście dopóki nie zaśmierdzą okolicy ale rozumiem, że byś trzymała legion przemądrych kotów. Sęk w tym, że czy ty będziesz się bawić jednym kotkiem czy legionem jest dla przyszłości państwa rzeczą zupełnie nieistotną. Znaczy to dokładnie ZERO. Zaś od tego czy w polskich rodzinach rodzi się statystycznie jedno, dwa czy trójka dzieci zależy bardzo dużo. Państwo polskie głosi oficjalnie, że wspiera rodziny i posiadanie dzieci. Nie głosi, że wspiera koci hów... Jeśli więc są jakieś działania, które mogą zachęcić kobiety do rodzenia większej ilości dzieci, np. przez wsparcie ich jeśli aby rodzić i wychowywać zdecydują się nie pracować, to ja jestem za.

353 Ostatnio edytowany przez niki71 (2015-09-12 11:22:57)

Odp: Nie żyję byle jak!

Eillen ,Kammiś a teraz niepracującym matkom przez rok po urodzeniu dziecka mają dać 1000zł.
Co tym sądzicie?
W końcu coraz mniej osób młodych chce te dzieci mieć to jakoś trzeba zachęcać.
A jeszcze jedno.Przeważnie jest tak że ta osoba która nie pracuje robi w domu wszystko.
Pranie,zmywanie ,gotowanie.Plus rachunki i inne rzeczy do załatwienia.
Jak pracują dwie osoby to dzielą się na pół tymi obowiązkami.
Jak okresowo chodzę do pracy to gotuje raz na 2,3 dni.Jak jestem w domu co dzień.

354

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Więc po prostu wychodzę z założenie że niektórym się nie chce, bo jakie to proste urodzić dzieci i narzekać na brak pracy.

A dlaczego zakładasz, że jeśli kobieta zostaje w domu z dziećmi, to narzeka na brak pracy? Tzn. owszem, potem może mieć pewne trudności z powrotem do pracy, ale to już od niej zależy jak sobie to poukłada. Można minimalizować ryzyko, np. będąc na bieżąco z tym, co się dzieje w branży, wykonując jakieś drobne projekty, które nie pochłaniają wiele czasu, ale zawsze coś tam można wpisać do CV.

Co do składek, zusów i podatków, to przecież mąż je płaci. Jeśli on zarabia wystarczająco, by utrzymać swoją rodzinę, to i tych podatków trochę płaci. Poza tym ile tych siedzących w domu matek zarabiałoby kilka tysięcy i dużo oddawały państwu? Gdyby tyle mogły zarabiać, to zapewne by pracowały. Ja tam rozumiem, że jakiejś kobiecie może się nie opłacać harowanie na etacie za marne 2 tys. i ona może chcieć zostać w domu. Gdybym miała w perspektywie pracę za 2 tys., którą średnio lubię, gdzie szef na mnie krzyczy i skąd wracam potwornie zmęczona, to zapewniam, że nie pracowałabym, jeśli męża byłoby stać na utrzymanie mnie i dzieci. Oczywiście to jeszcze zależy od partnera, jego pracy i zarobków, tego jakim jest człowiekiem itp. Nie zgodziłabym się być na utrzymaniu mężczyzny, który przeze mnie musi harować na dwa etaty, ciągle chodzi zestresowany i martwi się o pieniądze. No ale jeśli ma warunki, to musiałabym być głupia, by unieść się dumą i dawać sobą pomiatać w robocie. Wszystko to kwestia dogadania się, bo dla mnie małżeństwo to rodzina, a nie obcy ludzie. Różne są rodziny i każda sytuacja jest inna, więc generalizowanie jest bez sensu.

355

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Kammiś, a moim zdaniem nie masz pojęcia o życiu rodzinnym. Tak jak Ty żyjesz z partnerem, to ja żyłam sobie ze współlokatorami. Poza tym obie z Eileen uparcie odnosicie się do sytuacji, gdzie nie ma dzieci, a takie przypadki w realnym życiu są sporadyczne. Mówmy o tym jak jest naprawdę, czyli kobieta niepracująca wychowuje również dzieci. Tutaj roboty jest nieporównywalnie więcej.

Kammiś napisał/a:

Kto normalny codziennie pierze, myje podlogi albo gotuje przez kilka godzin? Kto???? Przeciez nie wybabrze podlogi ktora scieralam 2 dni temu. Jest jak swiezo wypucowana. Nie potrzebuje prac codziennie, przeciez nie mam 2 rzeczy na zmiane. Zmywa sie na biezaco. Obias to kwestia 20-30 minut. Wiec co mozna robic 8 godzin?

A ja tak robię. Ubrania piorę 2 razy w tygodniu, do tego jeszcze partner pierze swoje. Poza tym piorę raz w tygodniu firanki (wyobraź sobie, że wszystkie naraz nie zmieszczą się do pralki, więc pierze się po kolei - szok), jakieś obrusy (zakładam je tylko, gdy przychodzą goście i po nich piorę, ale przynajmniej raz w tygodniu ktoś przychodzi), no i oczywiście pościel, a tę piorę co najmniej co drugi dzień. Podłogi myję codziennie przynajmniej raz, bo mam psy i inaczej byłoby brudno. Robot pomaga, ale mam wielkie pomieszczenia i moim zdaniem puszczanie robota jest zwykle mało efektywne. Chyba, że gdzieś wychodzę na długo, to wtedy puszczam. Wyobraź sobie, że obiadu też nie ugotuję w 30 minut, chyba że wyciągam z zamrażarki i tylko odgrzewam albo mam jeszcze z poprzedniego dnia. Nie jadam na obiad samego kurczaka, warzyw i kaszy albo makaronu bo to nie jest smaczne, a ja lubię dobrze zjeść. I dla mnie to nie jest wynajdowanie sobie roboty, bo nie będę jeść byle czego, sprzątać byle jak, udawać że jest czysto i spać w brudnej pościeli. Także sorry, Twoje standardy "czystości" są dla mnie totalną abstrakcją. Nie umiesz zrozumieć, że nie każdy żyje jak Ty. No ale racja, mogę nie uprawiać seksu codziennie (mniej pościeli do prania), mogę nie zapraszać do siebie ludzi, mogę mieć "gołe" okna, oddać psy do schroniska i jeść co drugi dzień to samo. Tylko dla mnie to jest smutne życie, pozbawione jakości. Minimum, które proponujesz jest grubo poniżej moich standardów. Dla mnie to, co robię to jest moje minimum poniżej którego nie zejdę. Co do pieczenia ciast, to jest podobnie. One nie są obowiązkiem, robienie deserów też nim nie jest. Tylko ja lubię ciasta i lubię desery. A kupne ciasto mi nie smakuje, bo one wszystkie mają taki sam cukrowy smak. I nie uważam robienia ciasta za coś dodatkowego. Dla mnie to minimum (raz w tygodniu).

PO CO mam prac posciel co 2 dni??? Ja pościel zmieniam (konkretnie akurat moj facet) ale nie piore jej od razu po zmianie. wrzucam do okreslonego kosza i czeka na "dzien prania". Nie mam jednej poscieli zeby prac w kolko przeciez.

Mam kota - dlatego wlaczam roombe codziennie. Inaczej nie byloby mi to potrzebne. On nie syfi tak ze trzeba MYC podloge, bo nie wychodzi z domu i ma czyste lapki, wiec robot wystarcza. Zgarnie kudly.
Nie mam golych okien wink firanki ida do pralki raz na miesiac, ale tym juz sie facet zajmuje, bo jemu latwiej sciagac i zakladac.

Ciagle podkreslasz cos LUBIE. lubie ciasta, lubie desery, lubie dobrze zjesc, lubie cos tam.
NO WLASNIE. To jest kwestia czystej przyjemnosci i zachcianek. Dlatego sie nie uwaza tego za prace. Owszem, prace rowniez mozna lubic ale to lubienie nie jest JEDYNYM celem jej wykonywania, jak w powyzszym przypadku. Dlatego takiej "pracy" nie uznam za obowiazki, prace, wysilek.

356 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-12 11:28:31)

Odp: Nie żyję byle jak!
niki71 napisał/a:

Eillen ,Kammiś a teraz niepracującym matkom przez rok po urodzeniu dziecka mają dać 1000zł.
Co tym sądzicie?
W końcu coraz mniej osób młodych chce te dzieci mieć to jakoś trzeba zachęcać.
A jeszcze jedno.Przeważnie jest tak że ta osoba która nie pracuje robi w domu wszystko.
Pranie,zmywanie ,gotowanie.Plus rachunki i inne rzeczy do załatwienia.
Jak pracują dwie osoby to dzielą się na pół tymi obowiązkami.
Jak okresowo chodzę do pracy to gotuje raz na 2,3 dni.Jak jestem w domu co dzień.

Co mysle?
Mysle ze chocby dali mi 10000000000 co miesiac przez cale zycie to i tak nic mnie do rodzenia nie przekona.
Tyle mysle wink

Niki - roznica jest taka ze ja nikomu nie kaze specjalnie bez miesa gotowac. Ja sobie sama organizuje to bezmiesne zarcie. Jakbym byla na czyjejs lasce to byl jadla co dostane.

357

Odp: Nie żyję byle jak!
niki71 napisał/a:

Eillen ,Kammiś a teraz niepracującym matkom przez rok po urodzeniu dziecka mają dać 1000zł.
Co tym sądzicie?.

Ja sądzę, ze w ten sposób, tylko szerzy się patologia społeczna.
Zauważcie ten paradoks ludzie mądrzy, bogaci, z pracą robiący karierę zazwyczaj maja 1, 2 dzieci.
Natomiast biedni, niewykształceni nie mający pracy maja po 6 dzieci. I to z pokolenia na pokolenie klepie biedę i siedzą w tych mopsach i innych.
No ale kobieta która zarabia 4 tys  ma perspektyw na karierę musiałaby zgłupieć totalnie żeby iść na macierzyński i wziąć ten 1000zł. Natomiast kto się pokusi? Biedny! Bo jemu obojętnie im więcej dzieci ma tym wiesze zasiłki bierze.
Dlatego założenie żeby zachęcać do posiadania dzieci dobre, ale wykonanie do kitu! Powinno się dawać 1000 zł ale tylko tym matkom które zarabiają powyżej 2 tys, żeby miały na nianie i szybko wracały do pracy. Powinno się zachęcać ludzi inteligentnych żeby mieli dzieci a nie takich spod budki z piwem.

358

Odp: Nie żyję byle jak!

Najbardziej to mnie bawi, że na temat prowadzenia domu najwięcej do powiedzenia mają osoby, które nie mają o tym najmniejszego pojęcia. big_smile

359

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

PO CO mam prac posciel co 2 dni??? Ja pościel zmieniam (konkretnie akurat moj facet) ale nie piore jej od razu po zmianie. wrzucam do okreslonego kosza i czeka na "dzien prania". Nie mam jednej poscieli zeby prac w kolko przeciez.

Mam kota - dlatego wlaczam roombe codziennie. Inaczej nie byloby mi to potrzebne. On nie syfi tak ze trzeba MYC podloge, bo nie wychodzi z domu i ma czyste lapki, wiec robot wystarcza. Zgarnie kudly.
Nie mam golych okien wink firanki ida do pralki raz na miesiac, ale tym juz sie facet zajmuje, bo jemu latwiej sciagac i zakladac.

Ciagle podkreslasz cos LUBIE. lubie ciasta, lubie desery, lubie dobrze zjesc, lubie cos tam.
NO WLASNIE. To jest kwestia czystej przyjemnosci i zachcianek. Dlatego sie nie uwaza tego za prace. Owszem, prace rowniez mozna lubic ale to lubienie nie jest JEDYNYM celem jej wykonywania, jak w powyzszym przypadku. Dlatego takiej "pracy" nie uznam za obowiazki, prace, wysilek.

Ja tam nie wiem jak wygląda Twoja pościel. Ja mam bardzo duże łóżko, więc jeśli zmieniam pościel, to te poszewki od poduszek, od kołdry i prześcieradło zajmują mi całą pralkę. Po co zatem mam to wrzucać do kosza i czekać na cud, jeśli z tą pościelą już nic mi się do pralki nie zmieści? Tyle tylko, że brudne rzeczy leżą w koszu, a kiedyś i tak trzeba będzie je ruszyć. Gdybym tak chomikowała wszystkie brudy, to zapchałabym kilka koszy, a potem całą sobotę musiałabym poświęcać na siedzenie w domu i pilnowanie pralki. Z firanami i zasłonami mam podobnie, bo okna w moim domu są duże, na całą długość ściany. Nie mam zatem krótkich firanek czy zasłonek i jeśli zdejmę je z jednego okna, to cała pralka zapchana. No ale pewnie, duże okna mam dlatego, że lubię i takie chciałam. big_smile

DLA CIEBIE to są przyjemności i zachcianki, zrozum to. Dla mnie to jest minimum, bo inaczej miałabym kiepskie jakościowo życie. Tak samo można umniejszać Twojej pracy, bo mogłabyś skończyć studia na trójach i być byle jakim prawnikiem. Utrzymałabyś się z tego i miała mało roboty. A mimo tego nie wystarczyłoby Ci coś takiego. Jeśli ktoś jest karierowiczem i całe dnie poświęca na pracę i naukę, to on tez nie musi tego robić, to jest jego zachcianka i przyjemność, której inni nie rozumieją. W takim razie tego też nie liczmy jako pracy, bo to jest rozrywka.

360

Odp: Nie żyję byle jak!
daenerys7 napisał/a:

Najbardziej to mnie bawi, że na temat prowadzenia domu najwięcej do powiedzenia mają osoby, które nie mają o tym najmniejszego pojęcia. big_smile

Bo robicie z prowadzenia domu wielka misje i harowke.
Nie dochodzi do Was: tak, my tez sprzatamy, tez cos jemy, tez mamy ciuchy, ktore musimy wyprac, tez mamy naczynia, tez musimy cos wyprasowac.
Nie robie z tego "etatu" big_smile

361

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Eileen, odniosłam się do Twojego komentarza dotyczącego postu Snake'a, gdzie pisał, że gotowanie dla dzieci nie jest takie proste, no np. usłyszysz "znowu spaghetti". Ty pod wszystkimi jego przykładami napisałaś, że jeśli ktoś tak sobie dzieci wychował, to tak ma. A dla mnie to nie jest kwestia wychowania, bo nikt nie chciałby jeść wymiennie kilku potraw. Dziecka nie zmusisz też do tego, by siedziało bez ruchu dopóki posłusznie nie zje. Tzn. może zmusisz, jeśli to będzie jakiś terror i ciągłe strofowanie. I nie twierdzę broń boże, żeby pozwalać na wszystko i tolerować marudzenie. Chodzi mi tylko o to, że to, co napisałaś, to dla mnie druga abstrakcyjna skrajność, a najlepsze jest coś pośrodku.

Nooo tak. Tylko mój komentarz nie dotyczył tego, że dziecko nie chce jeść w kółko tego samego. Na podstawie "znowu spaghetti" nie wysnułam wniosku, że dziecko je w kółko to samo. A to, co pisałam, odnosiło się do tego, JAK te dzieci mówiły i CO robiły. No chyba że faktycznie to, co napisał Snake, jest w porządku wg Ciebie. wink

niki71 napisał/a:

Dobrze to Nie pszeszkadza wam ale uważacie że są gorsze.
Co do jedzenia dzieci  to trudno wpychać dziecku na siłę coś czego nie lubi.

Ani jednego, ani drugiego nigdzie nie napisałam. Jak już masz krytykować moje wypowiedzi, to przynajmniej zadaj sobie tyle trudu, by je przeczytać. Nie widzę sensu dyskusji/bronienia czegoś, czego nie napisałam.

Daenerys - nie i nie zamierzam. Podkreślałam parę razy tutaj, że na pewno nie piszę o sobie, bo ja prac domowych nie znoszę. Natomiast nie zgadzam się z tym, że kobieta, która nei pracuje, na pewno będzie miała lepiej ogarnięty dom. Ja nie będę - w żadnym przypadku, czy bym pracowała, czy nie. Moja mama - ma zawsze, mimo że pracuje. I nikt mi nie powie, że miałaby ee... bardziej zadbane wszystko, gdyby nie pracowała. Chyba że ktoś ma misję mycia okien codziennie.

Snake, słońce Ty moje big_smile, a gdzie ja wmieszałam państwo do "moich kotów"? Coś na temat tego państwa w ogóle pisałam?

niki71 napisał/a:

Eillen ,Kammiś a teraz niepracującym matkom przez rok po urodzeniu dziecka mają dać 1000zł.
Co tym sądzicie?

Jakby to delikatnie ująć... Obawiam się, że moje myśli niepokojąco krążą wokół złodziejstwa i takich tam, więc nie będę się wypowiadać szerzej. smile

kammiś napisał/a:

Ciagle podkreslasz cos LUBIE. lubie ciasta, lubie desery, lubie dobrze zjesc, lubie cos tam.
NO WLASNIE. To jest kwestia czystej przyjemnosci i zachcianek. Dlatego sie nie uwaza tego za prace. Owszem, prace rowniez mozna lubic ale to lubienie nie jest JEDYNYM celem jej wykonywania, jak w powyzszym przypadku. Dlatego takiej "pracy" nie uznam za obowiazki, prace, wysilek.

Dokładnie. A jak napisałam, że skoro chodzę na karaoke/śpiewam, to jestem wokalistką, to było, że się wygłupiam czy coś tam. wink Taki sam obowiązek jak zrobienie deseru. Może nawet śpiewanie czy granie jest lepsze - przynajmniej dzieciaka bym nauczyła nut, emisji, gry na pianinie, a nie wcinania słodkości. ;p

362 Ostatnio edytowany przez Cayenne81 (2015-09-12 11:40:21)

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:
niki71 napisał/a:

Eillen ,Kammiś a teraz niepracującym matkom przez rok po urodzeniu dziecka mają dać 1000zł.
Co tym sądzicie?.

Ja sądzę, ze w ten sposób, tylko szerzy się patologia społeczna.
Zauważcie ten paradoks ludzie mądrzy, bogaci, z pracą robiący karierę zazwyczaj maja 1, 2 dzieci.
Natomiast biedni, niewykształceni nie mający pracy maja po 6 dzieci. I to z pokolenia na pokolenie klepie biedę i siedzą w tych mopsach i innych.
No ale kobieta która zarabia 4 tys  ma perspektyw na karierę musiałaby zgłupieć totalnie żeby iść na macierzyński i wziąć ten 1000zł. Natomiast kto się pokusi? Biedny! Bo jemu obojętnie im więcej dzieci ma tym wiesze zasiłki bierze.
Dlatego założenie żeby zachęcać do posiadania dzieci dobre, ale wykonanie do kitu! Powinno się dawać 1000 zł ale tylko tym matkom które zarabiają powyżej 2 tys, żeby miały na nianie i szybko wracały do pracy. Powinno się zachęcać ludzi inteligentnych żeby mieli dzieci a nie takich spod budki z piwem.

 

Nie wszyscy co dostaną ten 1 tys to patologia spod budki z piwem.
A co z matkami które zarabiają najniższą krajową albo i mniej? W czym są gorsze od tych co mają powyżej 2 tyś?
Nie jestem ani biedna,ani patologiczna ale gdyby mieli dawać ten tysiąc to bym się ucieszyła,zawsze to tysiąc do przodu.Choć masz rację w tym że niektórzy zrobią sobie dziecko żeby ten tysiąc wyciągnąć przez rok,nie myśląc co potem.

363 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-09-12 11:46:56)

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Niki, spójrz: osoba pracująca odprowadza podatki, składki, zus itd. Ponadto im więcej osób pracujących tym lepiej bo wskaźnik bezrobocia mniejszy. Dajmy na to gosposia, na plebani czy u ludzi prywatnych jeżeli pracuje na etat, jest zatrudniona są odprowadzane składki, ona ma co miesiąc pensje i to cale gotowanie, sprzątanie pranie itd to jest jej praca, pełnowartościowa bo płatna. Natomiast w domu to po prostu marnowanie życia i czasu.
Dam Wam taki przykład teraz się narzeka, ze po pedagogice nie ma pracy. Jednak nadal wiele osób kończy ten kierunek. I co? Najgorzej jak kobieta zaraz po studiach albo jeszcze w trakcie zajdzie w ciąże. Można powiedzieć pozamiatane. A wpiszcie sobie: Pierwsza kobieta generał w polskiej policji. I co? kobieta jest po pedagogice. Można? Można! Tylko rzecz jasna nie siadała na laurach tylko po pedagogice zaczęła kolejną szkołę, kursy, szkolenia. Więc po prostu wychodzę z założenie że niektórym się nie chce, bo jakie to proste urodzić dzieci i narzekać na brak pracy.

Ludmila kochana rozumiem ze ty zrobilas  wielką kariere w swoim fitnesie, podobnie znaczącą jak pani generał? I mozesz innych upominać?

364

Odp: Nie żyję byle jak!

I

cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

PO CO mam prac posciel co 2 dni??? Ja pościel zmieniam (konkretnie akurat moj facet) ale nie piore jej od razu po zmianie. wrzucam do okreslonego kosza i czeka na "dzien prania". Nie mam jednej poscieli zeby prac w kolko przeciez.

Mam kota - dlatego wlaczam roombe codziennie. Inaczej nie byloby mi to potrzebne. On nie syfi tak ze trzeba MYC podloge, bo nie wychodzi z domu i ma czyste lapki, wiec robot wystarcza. Zgarnie kudly.
Nie mam golych okien wink firanki ida do pralki raz na miesiac, ale tym juz sie facet zajmuje, bo jemu latwiej sciagac i zakladac.

Ciagle podkreslasz cos LUBIE. lubie ciasta, lubie desery, lubie dobrze zjesc, lubie cos tam.
NO WLASNIE. To jest kwestia czystej przyjemnosci i zachcianek. Dlatego sie nie uwaza tego za prace. Owszem, prace rowniez mozna lubic ale to lubienie nie jest JEDYNYM celem jej wykonywania, jak w powyzszym przypadku. Dlatego takiej "pracy" nie uznam za obowiazki, prace, wysilek.

Ja tam nie wiem jak wygląda Twoja pościel. Ja mam bardzo duże łóżko, więc jeśli zmieniam pościel, to te poszewki od poduszek, od kołdry i prześcieradło zajmują mi całą pralkę. Po co zatem mam to wrzucać do kosza i czekać na cud, jeśli z tą pościelą już nic mi się do pralki nie zmieści? Tyle tylko, że brudne rzeczy leżą w koszu, a kiedyś i tak trzeba będzie je ruszyć. Gdybym tak chomikowała wszystkie brudy, to zapchałabym kilka koszy, a potem całą sobotę musiałabym poświęcać na siedzenie w domu i pilnowanie pralki. Z firanami i zasłonami mam podobnie, bo okna w moim domu są duże, na całą długość ściany. Nie mam zatem krótkich firanek czy zasłonek i jeśli zdejmę je z jednego okna, to cała pralka zapchana. No ale pewnie, duże okna mam dlatego, że lubię i takie chciałam. big_smile

DLA CIEBIE to są przyjemności i zachcianki, zrozum to. Dla mnie to jest minimum, bo inaczej miałabym kiepskie jakościowo życie. Tak samo można umniejszać Twojej pracy, bo mogłabyś skończyć studia na trójach i być byle jakim prawnikiem. Utrzymałabyś się z tego i miała mało roboty. A mimo tego nie wystarczyłoby Ci coś takiego. Jeśli ktoś jest karierowiczem i całe dnie poświęca na pracę i naukę, to on tez nie musi tego robić, to jest jego zachcianka i przyjemność, której inni nie rozumieją. W takim razie tego też nie liczmy jako pracy, bo to jest rozrywka.

Z tym ze ja NIE lubie zarywac nocek, a robie to w okreslonym celu.
Sama pisalas ze ciasto robisz bo LUBISZ. to co to jest jak nie przyjemnosc? Obowiazek? Sama pisalas, ze nie, a teraz probujesz wszystko odwrocic.
Dobra, to ja tez powiem ze to ze zaraz wstane z lozka ogarne sie i pojedziemy z facetem robic ognisko dla znajomych to jest PRACA. No zobacz. Ogien ktos musi rozpalic (pewnie facet), jedzenie ktoa musi zabrac (pewnie ja), auto ktos musi prowadzic (pewnie facet). Tak sie napracujemy. Normalnie etat.
Brzmi absurdalnie, nie?

365

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:
daenerys7 napisał/a:

Najbardziej to mnie bawi, że na temat prowadzenia domu najwięcej do powiedzenia mają osoby, które nie mają o tym najmniejszego pojęcia. big_smile

Bo robicie z prowadzenia domu wielka misje i harowke.
Nie dochodzi do Was: tak, my tez sprzatamy, tez cos jemy, tez mamy ciuchy, ktore musimy wyprac, tez mamy naczynia, tez musimy cos wyprasowac.
Nie robie z tego "etatu" big_smile

Dochodzi to do nas wink
Tylko Ty gotujesz co najwyżej dla 2 osób,tak samo pierzesz czy prasujesz.
W domu 2+2 na te czynnosci poświęca się jednak więcej czasu.

366 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-12 11:48:06)

Odp: Nie żyję byle jak!

Wiecie, takie sobie pisanie "och nie, nie uważamy niepracujących matek za gorsze" jest niewiele warte, bo z Waszych postów przebija coś innego. I wszyscy poza Wami dwiema to widzą, więc albo macie wyjątkowo kiepski sposób przekazywania poprawnie swoich myśli albo teraz na siłę usiłujecie wszystkim wmówić, że słoń w pokoju jest tygrysem.

Eileen, nie twierdzę, że zachowanie jak z przykładu Snake'a jest ok. Twierdzę tylko, że właśnie tak wygląda mieszkanie z małymi dziećmi. Te większe dzieci zrozumieją dlaczego nie może być teraz parówki z ketchupem, a jest rosół, który trzeba zjeść. Możesz sobie na nie krzyczeć i zmuszać, ale pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Najwyżej dziecko Ci nie zje i jeszcze nabawi się przez Ciebie nerwicy. Dopiero starszemu dziecku możesz tłumaczyć i wymagać, by szanowało Twój czas albo samo sobie coś wzięło z lodówki. Małe dziecko tego nie zrobi, bo... jest małym dzieckiem.

Kammiś, tak, robię sobie ciasto bo lubię. Robię je dlatego, że moim celem jest szczęśliwe i dobre jakościowo życie. Niczym to się nie różni od Twoich celów, jest po prostu innym celem. Tak, to co piszesz brzmi absurdalnie, bo nie rozumiesz co piszą do Ciebie inni ludzie. Oj, czytania ze zrozumieniem nie uczą na prawie, co? big_smile

367

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:
niki71 napisał/a:

Eillen ,Kammiś a teraz niepracującym matkom przez rok po urodzeniu dziecka mają dać 1000zł.
Co tym sądzicie?
W końcu coraz mniej osób młodych chce te dzieci mieć to jakoś trzeba zachęcać.
A jeszcze jedno.Przeważnie jest tak że ta osoba która nie pracuje robi w domu wszystko.
Pranie,zmywanie ,gotowanie.Plus rachunki i inne rzeczy do załatwienia.
Jak pracują dwie osoby to dzielą się na pół tymi obowiązkami.
Jak okresowo chodzę do pracy to gotuje raz na 2,3 dni.Jak jestem w domu co dzień.

Co mysle?
Mysle ze chocby dali mi 10000000000 co miesiac przez cale zycie to i tak nic mnie do rodzenia nie przekona.
Tyle mysle wink

Niki - roznica jest taka ze ja nikomu nie kaze specjalnie bez miesa gotowac. Ja sobie sama organizuje to bezmiesne zarcie. Jakbym byla na czyjejs lasce to byl jadla co dostane.

Kammiś przeciez nikt cię nie namawia do rodzenia dzieci.Ja też uważam ze nie kazdy powinien je miec.
Co do jedzenia to zawsze uważałam że moje dziecko nie jest świnia żeby zjeśc wszystko .Dlatego jak  któryś czegoś nie lubił to robiłam co innego.
Jak miałam czas.
Ludmiła co do tego tysiąca...W mojej miejscowości wśród osób do lat 40 nie ma żadnej rodziny wielodzietnej.
Najwięcej to trójka dzieci i to rzadko.Więc na patologii się nie znam.

368

Odp: Nie żyję byle jak!
Cayenne81 napisał/a:
kammiś napisał/a:
daenerys7 napisał/a:

Najbardziej to mnie bawi, że na temat prowadzenia domu najwięcej do powiedzenia mają osoby, które nie mają o tym najmniejszego pojęcia. big_smile

Bo robicie z prowadzenia domu wielka misje i harowke.
Nie dochodzi do Was: tak, my tez sprzatamy, tez cos jemy, tez mamy ciuchy, ktore musimy wyprac, tez mamy naczynia, tez musimy cos wyprasowac.
Nie robie z tego "etatu" big_smile

Dochodzi to do nas wink
Tylko Ty gotujesz co najwyżej dla 2 osób,tak samo pierzesz czy prasujesz.
W domu 2+2 na te czynnosci poświęca się jednak więcej czasu.


Tylko ze robicie z tego Bog wie jaka MISJE. Wstalam o 6 i zrobilam kanapki. Super!
To ja bede pisac "wstalam o 6 i poszlam na zajecia". Uznalabym to za smieszne. Co ciekawsze - w czasie zajec nie mam czasu na odebranie telefonu, ogladanie tv jednym okiem czy wypicie kawy. Kobiety w domu moga sobie czas uprzyjemniac. W pracy sie zwykle tylko pracuj.

369

Odp: Nie żyję byle jak!

Nie, nie robimy z tego misji. Robimy z tego styl życia, który jest tak samo wartościowy jak styl życia oparty na pracy.

370

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Wiecie, takie sobie pisanie "och nie, nie uważamy niepracujących matek za gorsze" jest niewiele warte, bo z Waszych postów przebija coś innego. I wszyscy poza Wami dwiema to widzą, więc albo macie wyjątkowo kiepski sposób przekazywania poprawnie swoich myśli albo teraz na siłę usiłujecie wszystkim wmówić, że słoń w pokoju jest tygrysem.

Eileen, nie twierdzę, że zachowanie jak z przykładu Snake'a jest ok. Twierdzę tylko, że właśnie tak wygląda mieszkanie z małymi dziećmi. Te większe dzieci zrozumieją dlaczego nie może być teraz parówki z ketchupem, a jest rosół, który trzeba zjeść. Możesz sobie na nie krzyczeć i zmuszać, ale pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Najwyżej dziecko Ci nie zje i jeszcze nabawi się przez Ciebie nerwicy. Dopiero starszemu dziecku możesz tłumaczyć i wymagać, by szanowało Twój czas albo samo sobie coś wzięło z lodówki. Małe dziecko tego nie zrobi, bo... jest małym dzieckiem.

Cslady, to może napiszę w skrócie: jedyne, o co mi chodzi w tym wątku to to, że matki pracujące mają tyle samo do zrobienia w domu, co te niepracujące. Minus pilnowanie dziecka, kiedy są w pracy, ALE wychować i robić z nim inne rzeczy i tak muszą, chyba że ktoś uważa, że jak dziecko chodzi do żłobka/przedszkola, to wychowanie z głowy.

Zobacz, sama wymieniłaś, ile rzeczy w domu robisz. Już nawet nieistotne, czy lubisz, czy musisz. Ale Ty pracujesz. Czy jak np. przestałabyś teraz pracować, to dojdą Ci z tego faktu obowiązki?

Więc nie, nie uważam, że niepracujące matki są gorsze. Uważam, że mają mniej do zrobienia, ogólnie rzecz biorąc, bo odpada im praca. Ale to nie znaczy, że są gorsze. Jeżeli ktoś to tak odbiera, to widocznie dla niego mniej roboty = gorsza. I może dlatego taka gorąca dyskusja? Żeby pokazać, że robią tyle samo/więcej, bo wtedy - w ich opinii - będzie, że są tak samo "dobre"? wink

371

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Wiecie, takie sobie pisanie "och nie, nie uważamy niepracujących matek za gorsze" jest niewiele warte, bo z Waszych postów przebija coś innego. I wszyscy poza Wami dwiema to widzą, więc albo macie wyjątkowo kiepski sposób przekazywania poprawnie swoich myśli albo teraz na siłę usiłujecie wszystkim wmówić, że słoń w pokoju jest tygrysem.

Eileen, nie twierdzę, że zachowanie jak z przykładu Snake'a jest ok. Twierdzę tylko, że właśnie tak wygląda mieszkanie z małymi dziećmi. Te większe dzieci zrozumieją dlaczego nie może być teraz parówki z ketchupem, a jest rosół, który trzeba zjeść. Możesz sobie na nie krzyczeć i zmuszać, ale pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Najwyżej dziecko Ci nie zje i jeszcze nabawi się przez Ciebie nerwicy. Dopiero starszemu dziecku możesz tłumaczyć i wymagać, by szanowało Twój czas albo samo sobie coś wzięło z lodówki. Małe dziecko tego nie zrobi, bo... jest małym dzieckiem.

Kammiś, tak, robię sobie ciasto bo lubię. Robię je dlatego, że moim celem jest szczęśliwe i dobre jakościowo życie. Niczym to się nie różni od Twoich celów, jest po prostu innym celem. Tak, to co piszesz brzmi absurdalnie, bo nie rozumiesz co piszą do Ciebie inni ludzie. Oj, czytania ze zrozumieniem nie uczą na prawie, co? big_smile

No wlasnie sie troche rozni.
1. Nie ucze sie wylacznie dla przyjemnosci, czasem wrecz klne na niektore rzeczy.
2. Uznalabys wycieczke za prace? A jest mniej wiecej podobnym celem jak robienie ciasta - przyjemnoscia.
3. Uczac sie mam wiecej pieniedzy (stypendia) - ktore wracaja do gospodarki i w skali mikro stymuluja rozwoj.
4. Pytam - w takim razie nasze ognisko dzisiaj jest PRACA??? Skoro ciasto jest...

372

Odp: Nie żyję byle jak!

Kammiś, ognisko może nie, ale pieczenie kiełbasek na pewno. ;p

373

Odp: Nie żyję byle jak!
mariola856 napisał/a:

Ludmila kochana rozumiem ze ty zrobilas  wielką kariere w swoim fitnesie, podobna jak pani generał?

Nie no, pani generał zrobiła karierę taką, że prawie każda polka może jej zazdrości i brać przykład. Ale po prostu chcieć to moc.
Najważniejsze robić to co się chce i lubi.
Wątpię, ze ktoś w Anglii na zmywaku czy na budowie ciężko harując robi to co lubi. Tylko raczej to co musi i znając życie połowę z tego musi rodzinie wysłać ech tak żyć to po co żyć.

374

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

Cslady, to może napiszę w skrócie: jedyne, o co mi chodzi w tym wątku to to, że matki pracujące mają tyle samo do zrobienia w domu, co te niepracujące. Minus pilnowanie dziecka, kiedy są w pracy, ALE wychować i robić z nim inne rzeczy i tak muszą, chyba że ktoś uważa, że jak dziecko chodzi do żłobka/przedszkola, to wychowanie z głowy.

Zobacz, sama wymieniłaś, ile rzeczy w domu robisz. Już nawet nieistotne, czy lubisz, czy musisz. Ale Ty pracujesz. Czy jak np. przestałabyś teraz pracować, to dojdą Ci z tego faktu obowiązki?

Więc nie, nie uważam, że niepracujące matki są gorsze. Uważam, że mają mniej do zrobienia, ogólnie rzecz biorąc, bo odpada im praca. Ale to nie znaczy, że są gorsze. Jeżeli ktoś to tak odbiera, to widocznie dla niego mniej roboty = gorsza. I może dlatego taka gorąca dyskusja? Żeby pokazać, że robią tyle samo/więcej, bo wtedy - w ich opinii - będzie, że są tak samo "dobre"? wink

No przecież już o tym pisałyśmy i odpowiedziałam na te pytania. Otóż mają więcej roboty, bo nie wracają do czystego domu. Dziecko brudzi, gotowanie mu generuje brudne naczynia itp. To wszystko już wymieniałam, nie będę się powtarzać. Wychowują też inaczej, bo więcej czasu na to poświęcają, więcej rzeczy dziecko uczą itp. Napisałam już, że tak, gdybym miała dziecko, to siedząc z nim w domu miałabym w tymże domu więcej pracy niż gdybym tylko pracowała i wychowywała dziecko po godzinach. I nikt mi nie wmówi bzdur, że dom jest tak samo posprzątany i ogarnięty jeśli kobieta pracuje na etacie i tak samo jeśli siedzi w domu. Widziałam to po swojej mamie i widzę nawet po sobie. Owszem, nikt się nie potyka o rzeczy, a w mieszkaniu nie ma karaluchów, ale to jest zupełnie inny poziom ogarnięcia. Jeśli ktoś lubi ogarnięcie jako takie albo ma małe mieszkanie, to w ogóle nie zrozumie o czym piszę, więc ciężko dyskutować. Posprzątanie małego mieszkania w którym nie ma małych dzieci to naprawdę żadna filozofia - jak ktoś już wyżej napisał.

375

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:
mariola856 napisał/a:

Ludmila kochana rozumiem ze ty zrobilas  wielką kariere w swoim fitnesie, podobna jak pani generał?

Nie no, pani generał zrobiła karierę taką, że prawie każda polka może jej zazdrości i brać przykład. Ale po prostu chcieć to moc.
Najważniejsze robić to co się chce i lubi.
Wątpię, ze ktoś w Anglii na zmywaku czy na budowie ciężko harując robi to co lubi. Tylko raczej to co musi i znając życie połowę z tego musi rodzinie wysłać ech tak żyć to po co żyć.

No cóż niektórzy lubią żyć dla innych.
Pracować dla rodziny,sprzatać po kimś.
Chyba nikt nikogo na siłę nie zmusza do takiego życia.

376

Odp: Nie żyję byle jak!

Znaczy, nie wraca do czystego domu, okej. Wróci dziecko z przedszkola i tak samo nabrudzi. Naprawdę, nie znam żadnej osoby, która nie pracowała, potem poszła do pracy i uważała, że pracując, ma mniej do roboty.

To, co napisałaś, odbieram tak, że te kobiety, które nie pracują, są sobie w stanie "zagospodarować" ten czas tak, żeby mieć co robić. I w to nie wątpię. Ale niestety, tego nie uznam za obowiązek domowy i pracę. Ja np. lubię przemeblowywać swój pokój u mamy, mimo że rzadko tam jestem. Bo jest duży, więc jest co przestawiać. Ale czy to od razu można traktować jako pracę? Nie. Obowiązek domowy? Też nie.

Mam wrażenie, że niepracujące na siłę trochę szukają obowiązków i pracy. Tak, żeby pokazać, ile mają do zrobienia. Tak jak tutaj - wielkie wymienianie. I o ile np. tak, koniecznie trzeba prać ubrania, to już wiele innych czynności, które również wpływają na dom, obowiązkami nie są. I o których osoby pracujące nigdy nie pomyślałyby w kategoriach pracy, a robienia tego, na co się akurat ma ochotę - jak np. dekorowanie domu.

377

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

Znaczy, nie wraca do czystego domu, okej. Wróci dziecko z przedszkola i tak samo nabrudzi. Naprawdę, nie znam żadnej osoby, która nie pracowała, potem poszła do pracy i uważała, że pracując, ma mniej do roboty.

To, co napisałaś, odbieram tak, że te kobiety, które nie pracują, są sobie w stanie "zagospodarować" ten czas tak, żeby mieć co robić. I w to nie wątpię. Ale niestety, tego nie uznam za obowiązek domowy i pracę. Ja np. lubię przemeblowywać swój pokój u mamy, mimo że rzadko tam jestem. Bo jest duży, więc jest co przestawiać. Ale czy to od razu można traktować jako pracę? Nie. Obowiązek domowy? Też nie.

Mam wrażenie, że niepracujące na siłę trochę szukają obowiązków i pracy. Tak, żeby pokazać, ile mają do zrobienia. Tak jak tutaj - wielkie wymienianie. I o ile np. tak, koniecznie trzeba prać ubrania, to już wiele innych czynności, które również wpływają na dom, obowiązkami nie są. I o których osoby pracujące nigdy nie pomyślałyby w kategoriach pracy, a robienia tego, na co się akurat ma ochotę - jak np. dekorowanie domu.

A ja mam wrażenie, że Wy kompletnie nie rozumiecie o czym piszecie i żyjecie w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości myśląc, że jeśli ma się rodzinę, to jest jedynie niewiele więcej roboty niż Wy macie teraz. Dziecko wracając z przedszkola nie nabrudzi tak samo, bo przez te 8 h zdąży coś wylać, pobrudzić stół jedzeniem i zrobić 100 innych rzeczy. Ok, nawet jeśli będziesz czekać do wieczora, żeby wszystko na raz posprzątać, to będziesz miała z tym dużo więcej roboty niż sprzątając na bieżąco po dziecku, które wróci ze żłobka i będzie Ci brudzić tylko przez 4 h zamiast 12 h. Jeśli nie widzisz różnicy, to albo faktycznie nie jesteś tego w stanie pojąć, albo po prostu uparcie zaprzeczasz, żeby nie przyznać się do błędu.

Nie trzeba zagospodarowywać sobie czasu. Posiadanie dzieci bardzo często oznacza posiadanie większego mieszkania lub domu. Wiesz, single zwykle nie chcą mieszkań większych niż 60-70 m2, żeby nie mieć roboty. Natomiast przy dwójce dzieci ludzie szukają czegoś większego, jeśli oczywiście ich na to stać. Jako nastolatka to głównie ja sprzątałam w domu rodzinnym, gdy mama była chora. Każdy ogarniał po sobie takie podstawowe rzeczy, które pobrudził, a mimo tego roboty było od groma i ciężko było mi pogodzić sprzątanie (w domu jeszcze były psy) ze szkołą. A lubiłam czystość, więc przeszkadzało mi, gdyby było po prostu ogarnięte. Pamiętam jak mój partner wtedy się ze mnie śmiał, że co ja robię w tym domu całą sobotę i że pewnie wynajduję sobie zajęcia. Cóż, odkąd mamy swój dom, to on już doskonale wie, co ja wtedy robiłam. Także nie widzę sensu w spieraniu się z kimś, kto w ogóle nie ma zielonego pojęcia o czym pisze. No ale pewnie, 4osobowa rodzina nie musi mieć domu, dom to przyjemność i wynajdowanie sobie zadań. Lepiej się cisnąć na 50 metrach - gratuluję dojrzałego podejścia.

378

Odp: Nie żyję byle jak!

Cslady, ale ja napisałam parę razy, że nie piszę na swojej podstawie - bo faktycznie ograniczam te szumne obowiązki domowe do minimum. Ale nie dlatego, że pracuję, bo gdybym nie pracowała, to byłoby tak samo.
Ale tak twierdzą wszystkie kobiety z mojej rodziny, poza tą jedną ciotką - po urodzeniu dziecka tylko "chwilę" siedziały w domu, zaraz wracały do pracy. I one chyba mają prawo stwierdzić, kiedy miały więcej obowiązków, nie? A akurat ten temat pojawia się "u nas" dość często, bo ta niepracująca ciotka (no, teraz już trochę pracuje, ale... długa historia) jest mistrzynią wygłaszania sentencji typu "kobieta, która zajmuje się domem, powinna dostawać pensję, bo to też jest normalna praca". I słyszę, co jej wszystkie odpowiadają - nie, nie ja. Mama i reszta ciotek. One mają porównanie i zawsze jej odpowiadają, że w takim razie im się należą dwie, bo one też się domem zajmują, nikt za nie tego nie robi.

Masz jakąś manię wciskania mi słów, których nie napisałam. Mówiłam coś o tym, że duży dom to wynajdowanie sobie obowiązków i trzeba się gnieździć? Nie? Więc po co odpierasz argument, który się nie pojawił?

379

Odp: Nie żyję byle jak!

Coraz czesciej tu widze slowo LUBIC w najrozmaitszym odmianach.
Juz samo to swietnie o czyms swiadczy, jezeli lubienie jest WYLACZNYM celem podejmowania dzialania.
Moje mieszkanie ma okolo 70 m. I jakos nie latam i nie mam misji sprzatania codziennie wszystkiego. A jest czysto i mowi to KAZDY. po prostu nikt nie robi syfu. Psow nie mam.

380

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Upiekszanie domu i robienie przetworow to jest hobby i rozrywka. Wybacz, nie potraktuje upiekszania wlasnego domu jako prace. Z calym szacunkiem, ale nie. Wiesz dlaczego? Bo moja matka "upieksza" cudze domy w formie swojej dzialalnosci gospodarczej i pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego ze to nie jest rozwieszanie ozdob tylko ciezka praca z profesjonalnymi projektami. Nierzadko pod presja czasu i widzi-mi-sie klientow.

Od razu czułam po kościach, że ktoś się do tego przyczepi big_smile, a przecież wyraźnie zaznaczyłam, że podaję tylko dla przykładu.

A dlaczego praca, aby była pracą przez duże "P" musi być ciężka i uciążliwa??? A szycie firanek, zasłon, narzut pracą nie jest? W takim razie osoba, która prowadzi działalność skupiającą się na szyciu domowych tekstyliów najwyraźniej robi to hobbystycznie wink.

A może dla mnie właśnie robienie przetworów rozrywką wcale nie jest, a nudnym, żmudnym zajęciem, na które jednak decyduję się z konieczności, aby nie kupować sklepowych, w których nie wiem co siedzi? Nie twierdzę, że tak jest, twierdzę za to, że kategoryzujesz i oceniasz wszystkich przez pryzmat swojego postrzegania tematu.

Oooo... To może tak - zdarza mi się studiować kodeksy i przepisy prawa, robię to w swoim wolnym czasie i traktuję jako rozrywkę, która sprawia mi przyjemność. Jeśli raz jeszcze jakiś prawnik powie mi, że ciężko pracuje, to jedyne co mi pozostanie, to spojrzeć na niego z półuśmieszkiem.

cslady napisał/a:

A ja mam wrażenie, że Wy kompletnie nie rozumiecie o czym piszecie i żyjecie w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości myśląc, że jeśli ma się rodzinę, to jest jedynie niewiele więcej roboty niż Wy macie teraz.

Prawda? A przecież dziecko, nawet jedno, zwłaszcza małe, to regularna, codzienna praca, poza tym maluch stale skupia na sobie uwagę i chyba mało która osoba, która nie przeżyła tego na własnej skórze, nie wie o ile mniej czasu pozostaje na inne zajęcia. Ja sama miałam dziecko bardzo żywe i bardzo absorbujące, a to oznacza, że oczy musiałam mieć naokoło głowy, stale wytężoną uwagę i mnóstwo czasu, który mogłam mojemu maluchowi poświęcić. Owszem, dziecko jest cudem i ogromną radością, ale czasem naprawdę można mieć tej żmudnej, monotonnej pracy dosyć.

Jest zresztą taka reklama, która świetnie ten temat obrazuje - chora, zakatarzona mama wchodzi do pokoju córki i prosi, aby sama się sobą zajęła, bo ona potrzebuje wziąć urlop. Niestety nie ma takiej opcji, bo przecież mamy urlopów nie biorą wink. Samo życie.

----------
I wreszcie na koniec wkleję tekst, na który kiedyś gdzieś się natknęłam, zrobiłam kopię, ale niestety nie zapisałam skąd pochodzi, dlatego nie jestem w stanie teraz tego podać (autora przepraszam):
"Mąż wrócił z pracy i zobaczył, jak trójka jego dzieci siedziała przed domem, ciągle ubrana w piżamy i bawiła się w błocie wśród pustych pudełek po chińszczyźnie, porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony były otwarte, podobnie jak drzwi wejściowe do domu i nie było najmniejszego śladu po psie. Mężczyzna wszedł do domu i zobaczył jeszcze większy bałagan. Lampa leżała przewrócona, a chodnik był zawinięty pod samą ścianę.
Na środku pokoju głośno grał telewizor na kanale z kreskówkami, a jadalnia była zarzucona zabawkami i różnymi częściami garderoby. W kuchni nie było lepiej: w zlewie stała góra naczyń, resztki śniadania były porozrzucane po stole, lodówka stała szeroko otwarta, psie jedzenie było wyrzucone na podłogę, stłuczona szklanka leżała pod stołem, a przy tylnych drzwiach była usypana kupka z piasku.
Mężczyzna szybko wbiegł na schody, depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie zważał na to, tylko szukał swojej żony. Zaniepokoił się, że może jest chora, albo że stało się coś poważnego. Zobaczył, że spod drzwi do łazienki wypływa woda. Zajrzał do środka i zobaczył mokre ręczniki na podłodze, rozlane mydło i kolejne porozrzucane zabawki. Kilometry papieru toaletowego leżały porozwijane między tym wszystkim, a lustro i ściany były wymalowane pastą do zębów.
Przyspieszył kroku i wszedł do sypialni, gdzie znalazł swoją żonę, leżącą na łóżku w piżamie i czytającą książkę. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i zapytała jak mu minął dzień. Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał:
– Co tu się dzisiaj działo?
Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała:
– Pamiętasz, kochanie, że codziennie jak wracasz z pracy do domu, to pytasz mnie, co ja do cholery dziś robiłam?
– Tak – odpowiedział z niechęcią.
– Więc dziś tego nie zrobiłam."

381 Ostatnio edytowany przez Iris7 (2015-09-12 13:29:02)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:
daenerys7 napisał/a:

Najbardziej to mnie bawi, że na temat prowadzenia domu najwięcej do powiedzenia mają osoby, które nie mają o tym najmniejszego pojęcia. big_smile

Bo robicie z prowadzenia domu wielka misje i harowke.
Nie dochodzi do Was: tak, my tez sprzatamy, tez cos jemy, tez mamy ciuchy, ktore musimy wyprac, tez mamy naczynia, tez musimy cos wyprasowac.
Nie robie z tego "etatu" big_smile

Nie, kammiś. Pozwolę sobie wprowadzić małe, kosmetyczne zmiany do Twojej wypowiedzi. Wy też coś jecie, musicie coś tam wyprać itd.
Misja to za dużo powiedziane, ale są ludzie, którym takie życie bardziej odpowiada. smile Ja akurat do nich nie należę - raczej nigdy nie zdecyduję się na prowadzenie domu i zrezygnowanie z pracy, bo wiem jak ciężko się w domu pracuje, a potem... nikt tego nie docenia. Nikt kompletnie. Jak napisała Olinka - gdy zaś przestaniesz robić "to jedno wielkie nic" - nagle robi się burdel na kółkach. tongue

Dla Ciebie istnieje tylko jeden punkt widzenia - Twój. Spróbuj sobie wyobrazić, że ile ludzi, tyle sposobów na życie i na szczęście. smile

Eileen, Twój awatar kojarzy mi się z Ciri z "Wiedźmina". :>

382

Odp: Nie żyję byle jak!
daenerys7 napisał/a:

Misja to za dużo powiedziane, ale są ludzie, którym takie życie bardziej odpowiada. smile Ja akurat do nich nie należę - raczej nigdy nie zdecyduję się na prowadzenie domu i zrezygnowanie z pracy, bo wiem jak ciężko się w domu pracuje, a potem... nikt tego nie docenia. Nikt kompletnie.

Dokładnie tak. Ja sama nieraz bardziej odpoczywałam w pracy niż w domu, gdy czekała na mnie niekończąca się lista zajęć do zrobienia, zresztą wciąż tych samych i bez względu na to czy to środek tygodnia, czy dzień w teorii wolny. O ileż prościej (co nie znaczy lepiej) wraca się wieczorem, kiedy człowiek może zająć się już tylko sobą, a o ileż trudniej, kiedy trzeba jeszcze ogarnąć dom, zająć się małym człowieczkiem, naprawić szkody, jakie zdążył do tego czasu wyrządzić, pobyć z nim, pobawić się, przygotować kolację mężowi, który wróci w późnych godzinach nocnych, przygotować obiad na dzień następny i tak dalej. Gdybym jednak była sama i żyła sama dla siebie, to większość z tych czynności po prostu by nie zaistniała.

Do dziś, gdy zdarza mi się "pozbyć" moich mężczyzna na kilka dni, to nagle okazuje się, że niby lista zajęć jest bardzo podobna, a jednak ten czas w niewiarygodny sposób się kurczy, pozostawiając dla mnie dodatkowy, ogromny (!) margines na relaks i przyjemności. Bo nie czarujmy się - ale ilość brudu i czynności, jakie generują trzy osoby, jest nieporównywalna w stosunku do jednej, nawet jeśli część obowiązków sceduje się na pozostałych. I żeby nie było - mąż robi wiele rzeczy, a syn też całkiem nieźle się sobą zajmuje.

383

Odp: Nie żyję byle jak!
Olinka napisał/a:

"Mąż wrócił z pracy i zobaczył, jak trójka jego dzieci siedziała przed domem, ciągle ubrana w piżamy i bawiła się w błocie wśród pustych pudełek po chińszczyźnie, porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony były otwarte, podobnie jak drzwi wejściowe do domu i nie było najmniejszego śladu po psie. Mężczyzna wszedł do domu i zobaczył jeszcze większy bałagan. Lampa leżała przewrócona, a chodnik był zawinięty pod samą ścianę.
Na środku pokoju głośno grał telewizor na kanale z kreskówkami, a jadalnia była zarzucona zabawkami i różnymi częściami garderoby. W kuchni nie było lepiej: w zlewie stała góra naczyń, resztki śniadania były porozrzucane po stole, lodówka stała szeroko otwarta, psie jedzenie było wyrzucone na podłogę, stłuczona szklanka leżała pod stołem, a przy tylnych drzwiach była usypana kupka z piasku.
Mężczyzna szybko wbiegł na schody, depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie zważał na to, tylko szukał swojej żony. Zaniepokoił się, że może jest chora, albo że stało się coś poważnego. Zobaczył, że spod drzwi do łazienki wypływa woda. Zajrzał do środka i zobaczył mokre ręczniki na podłodze, rozlane mydło i kolejne porozrzucane zabawki. Kilometry papieru toaletowego leżały porozwijane między tym wszystkim, a lustro i ściany były wymalowane pastą do zębów.
Przyspieszył kroku i wszedł do sypialni, gdzie znalazł swoją żonę, leżącą na łóżku w piżamie i czytającą książkę. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i zapytała jak mu minął dzień. Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał:
– Co tu się dzisiaj działo?
Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała:
– Pamiętasz, kochanie, że codziennie jak wracasz z pracy do domu, to pytasz mnie, co ja do cholery dziś robiłam?
– Tak – odpowiedział z niechęcią.
– Więc dziś tego nie zrobiłam."

Ja to skomentuje tak, to nie były dzieci tylko banda niechlujnych brudasów. Wpadałabym w wielką furię jakbym potknęła się w domu o zabawkę. I konsekwencje byłby straszne. Za kare schowałabym wszystkie zabawki na rok. Ok niech dzieci się bawią ale tylko u siebie w pokoju żadnych zabawek w salonie, kuchni itd. Przepraszam a co to za dzieci były? Chyba raczej jakieś dzikusy? Normalni cywilizowani ludzie umieją korzystać z toalety, wiedza do czego służy pasta do zębów i papier toaletowy, umieją się ubrać i jak na ludzi a nie na małpy przystało nie paćkają się w błocie.
To jest właśnie efekt jak się przymyka oko poprawia po kimś i pozwala na wszystko. Ja potrafię urządzić taką karczemną awanturę  o skarpetki rozrzucone po pokoju albo o naczynia nieumyte, że odechciewa się innym żyć,  mnie bałagan doprowadza do furii płaczu i agresji.

384

Odp: Nie żyję byle jak!
daenerys7 napisał/a:
kammiś napisał/a:
daenerys7 napisał/a:

Najbardziej to mnie bawi, że na temat prowadzenia domu najwięcej do powiedzenia mają osoby, które nie mają o tym najmniejszego pojęcia. big_smile

Bo robicie z prowadzenia domu wielka misje i harowke.
Nie dochodzi do Was: tak, my tez sprzatamy, tez cos jemy, tez mamy ciuchy, ktore musimy wyprac, tez mamy naczynia, tez musimy cos wyprasowac.
Nie robie z tego "etatu" big_smile

Nie, kammiś. Pozwolę sobie wprowadzić małe, kosmetyczne zmiany do Twojej wypowiedzi. Wy też coś jecie, musicie coś tam wyprać itd.
Misja to za dużo powiedziane, ale są ludzie, którym takie życie bardziej odpowiada. smile Ja akurat do nich nie należę - raczej nigdy nie zdecyduję się na prowadzenie domu i zrezygnowanie z pracy, bo wiem jak ciężko się w domu pracuje, a potem... nikt tego nie docenia. Nikt kompletnie. Jak napisała Olinka - gdy zaś przestaniesz robić "to jedno wielkie nic" - nagle robi się burdel na kółkach. tongue

Dla Ciebie istnieje tylko jeden punkt widzenia - Twój. Spróbuj sobie wyobrazić, że ile ludzi, tyle sposobów na życie i na szczęście. smile

Eileen, Twój awatar kojarzy mi się z Ciri z "Wiedźmina". :>

Lubię Ciri, ale ten wampirek to nie wiem nawet skąd. tongue


A co do tematu - mi nie chodzi o negowanie tego, że zajęcia kobiet zajmujących się domem są przydatne. Tak jak ktoś wcześniej wspominał, że lubi dekorować dom. Ktoś inny sobie będzie - nie wiem - składał bukiety, malował obrazy czy robił te przetwory. I jako zajęcie, jeśli chce to robić, sprawia mu to przyjemność (czynność albo efekt, albo jedno i drugie ;p) - super. Już wcześniej w tym wątku przecież było o tym, że każdy robi inne rzeczy w ramach szeroko pojętego życia-nie-byle-jak. Ja bym przy przetworach umarła, ale np. miewam zrywy i robię jakieś mega czasochłonne, skomplikowane potrawy. Ale już nawet takie gotowanie to coś innego niż zrobienie normalnego obiadu, nawet tego spaghetti. Bo jeżeli taki zwykły obiad zajmie pewnie do godziny zazwyczaj, a ja stanę i zacznę pichcić coś przez cztery, to to już nie jest obowiązek domowy, tylko moja fanaberia. Tak, jakbym podłogę całą myła szczoteczką do zębów i twierdziła, że tyyyyle zajmuje. tongue

Ale abstrahując od pracujących/niepracujących, to ja takie zajęcia jak właśnie robienie przetworów/dekorowanie/robienie czegoś tam "ponadprogramowego" w domu bardzo doceniam. U mnie w rodzinie też robią różne rzeczy "do słoików" - mama, ciotka, babcia, dziadek (i to jest super, bo im potem zabieram big_smile).

Tyle że nikt nie nazywa robienia przetworów obowiązkiem domowym. A, no i pracujący dają radę te przetwory mimo wszystko robić. ;p

385 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-12 14:55:00)

Odp: Nie żyję byle jak!

Dobra, już mnie zmęczyło mówienie do ścian, ale napiszę coś jeszcze. Dla Ciebie, Eileen, robienie przetworów to dodatkowa przyjemność. Wyobraź sobie jednak, że są rodziny, których nie stać na ciągłe kupowanie dżemów i ogólnie średnio ich stać na jedzenie. Wtedy robienie przetworów jest niejako koniecznością, bo w bardzo tani sposób można wyprodukować sobie dużo jedzenia na jesień i zimę. Fakt, w takich rodzinach kobieta zwykle powinna pracować, by w budżecie domowym znalazło się więcej pieniędzy, ale różnie bywa. Chodzi mi cały czas o to samo - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A tysiąc przykładów podaję po to, żebyście zrozumiały, że każda sytuacja jest wyjątkowa. Z tym gotowaniem jest podobnie. Zakładacie naiwnie, że w każdej rodzinie gotuje się jeden obiad. Otóż niespodzianka, bardzo często tak nie jest. I to nie przez widzi mi się dzieci. Dzieci nie mają żołądków jak dorosła osoba, by bezkarnie mogły wszystko jeść. Różnym dzieciom mogą szkodzić różne rzeczy. Kiedy byłam mała, to doskonale pamiętam, że mama czasami robiła na obiad trzy różne rzeczy, bo ja nie mogłam czegoś tam jeść, mój brat nie mógł jeść czegoś innego itp. A wszyscy byliśmy zdrowi, tylko tolerowaliśmy różne produkty bardzo różnie. Ciężko było logistycznie tak to obmyślić, by wszyscy mogli zjeść ten sam obiad i by codziennie nie gotować tego samego. Także robienie 3 obiadów to często nie jest wymysł, tylko konieczność. Ja nie uważam, że kobieta siedząca w domu ma lżej lub ciężej od tej pracującej, bo to wszystko zależy. Nie tylko od indywidualnej sytuacji w domu, ale również od pracy. Ok, przedsiębiorca ma pracy bardzo dużo. Niektórzy etatowi pracownicy również. Ale jest mnóstwo posad, gdzie przynajmniej przez 2 godziny z tych 8 siedzi się i pierdzi w stołek. Inaczej w internetach nie byłoby w ciągu dnia takiego wysypu ludzi "pracujących".

Ludmiło, nie zgodzę się z Tobą. Wszyscy, których znam i którzy zajmują wysokie stanowiska mają właśnie 3-4 dzieci, bo... ich na to stać. Tylko oni mają te dzieci w pełni świadomie. W idealnym scenariuszu ja też chciałabym mieć czwórkę, mój partner również. Tylko późno zaczynamy, więc pewnie nie zdecyduję się. Patologia z nas żadna, podobnie jak z moich znajomych. Zauważyłam, że wśród dobrze ustawionych ludzi to wręcz popularne, by mieć więcej dzieci. Oczywiście mówię o ludziach dobrze ustawionych, a nie takich, którzy co prawda dużo zarabiają, ale harują na to jak woły ponad 8 h dziennie. Wtedy to faktycznie bez sensu mieć dzieci, gdy się nie ma dla nich czasu. Bo dla mnie dobrze ustawiona osoba to nie jest taka, która musi utrzymywać swój poziom życia kosztem mnóstwa czasu, tylko taka, która ma i czas i pieniądze. I mnie się taka "moda" podoba. Uważam ją za zdrową, a nie za patologię.

386

Odp: Nie żyję byle jak!

Cslady, różna tolerancja na produkty, okej. Tak samo zdaję sobie sprawę, że chore dziecko to o wiele więcej pracy niż zdrowe - na tyle, że na pracę może nie być czasu zwyczajnie. Tyle że to nie jest norma, a nie widzę sensu zagłębiania się w konkretne przypadki powodujące większy nakład pracy. A zdaje się, że to Ty mi takie coś zarzucałaś. wink

387 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-12 14:56:19)

Odp: Nie żyję byle jak!

No ale właśnie życie składa się z takich pojedynczych przypadków. W jednej rodzinie będzie coś, w innej coś innego itp. Jak dla mnie to właśnie mało jest takich domów, gdzie wszystko jest tak idealnie jak to, co piszecie.

388

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Ja to skomentuje tak, to nie były dzieci tylko banda niechlujnych brudasów.

Ludmiło, to chyba powinno być dosyć oczywiste, że tekst celowo został przejaskrawiony, co jednak nie znaczy, że dzieci są tylko (i aż) dziećmi.

389 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-12 16:59:55)

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Dobra, już mnie zmęczyło mówienie do ścian, ale napiszę coś jeszcze. Dla Ciebie, Eileen, robienie przetworów to dodatkowa przyjemność. Wyobraź sobie jednak, że są rodziny, których nie stać na ciągłe kupowanie dżemów i ogólnie średnio ich stać na jedzenie. Wtedy robienie przetworów jest niejako koniecznością, bo w bardzo tani sposób można wyprodukować sobie dużo jedzenia na jesień i zimę. Fakt, w takich rodzinach kobieta zwykle powinna pracować, by w budżecie domowym znalazło się więcej pieniędzy, ale różnie bywa. Chodzi mi cały czas o to samo - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A tysiąc przykładów podaję po to, żebyście zrozumiały, że każda sytuacja jest wyjątkowa. Z tym gotowaniem jest podobnie. Zakładacie naiwnie, że w każdej rodzinie gotuje się jeden obiad. Otóż niespodzianka, bardzo często tak nie jest. I to nie przez widzi mi się dzieci. Dzieci nie mają żołądków jak dorosła osoba, by bezkarnie mogły wszystko jeść. Różnym dzieciom mogą szkodzić różne rzeczy. Kiedy byłam mała, to doskonale pamiętam, że mama czasami robiła na obiad trzy różne rzeczy, bo ja nie mogłam czegoś tam jeść, mój brat nie mógł jeść czegoś innego itp. A wszyscy byliśmy zdrowi, tylko tolerowaliśmy różne produkty bardzo różnie. Ciężko było logistycznie tak to obmyślić, by wszyscy mogli zjeść ten sam obiad i by codziennie nie gotować tego samego. Także robienie 3 obiadów to często nie jest wymysł, tylko konieczność. Ja nie uważam, że kobieta siedząca w domu ma lżej lub ciężej od tej pracującej, bo to wszystko zależy. Nie tylko od indywidualnej sytuacji w domu, ale również od pracy. Ok, przedsiębiorca ma pracy bardzo dużo. Niektórzy etatowi pracownicy również. Ale jest mnóstwo posad, gdzie przynajmniej przez 2 godziny z tych 8 siedzi się i pierdzi w stołek. Inaczej w internetach nie byłoby w ciągu dnia takiego wysypu ludzi "pracujących".

Ludmiło, nie zgodzę się z Tobą. Wszyscy, których znam i którzy zajmują wysokie stanowiska mają właśnie 3-4 dzieci, bo... ich na to stać. Tylko oni mają te dzieci w pełni świadomie. W idealnym scenariuszu ja też chciałabym mieć czwórkę, mój partner również. Tylko późno zaczynamy, więc pewnie nie zdecyduję się. Patologia z nas żadna, podobnie jak z moich znajomych. Zauważyłam, że wśród dobrze ustawionych ludzi to wręcz popularne, by mieć więcej dzieci. Oczywiście mówię o ludziach dobrze ustawionych, a nie takich, którzy co prawda dużo zarabiają, ale harują na to jak woły ponad 8 h dziennie. Wtedy to faktycznie bez sensu mieć dzieci, gdy się nie ma dla nich czasu. Bo dla mnie dobrze ustawiona osoba to nie jest taka, która musi utrzymywać swój poziom życia kosztem mnóstwa czasu, tylko taka, która ma i czas i pieniądze. I mnie się taka "moda" podoba. Uważam ją za zdrową, a nie za patologię.

8 godzin dziennie uwazasz za ciezka harowke????
To Ty nigdy nie widzialas pracy prawnika ktory zatrudnia kilka osob.
A mowisz innym ze nie znaja realiow big_smile

Poczytaj tez statystyki jakie rodziny czesto maja wyzszy poziom dochodow a ktore zyja w skrajnym ubostwie wink nawet na forum w jednym watku ktos te wyniki cytowa.

390

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:
cslady napisał/a:

Dobra, już mnie zmęczyło mówienie do ścian, ale napiszę coś jeszcze. Dla Ciebie, Eileen, robienie przetworów to dodatkowa przyjemność. Wyobraź sobie jednak, że są rodziny, których nie stać na ciągłe kupowanie dżemów i ogólnie średnio ich stać na jedzenie. Wtedy robienie przetworów jest niejako koniecznością, bo w bardzo tani sposób można wyprodukować sobie dużo jedzenia na jesień i zimę. Fakt, w takich rodzinach kobieta zwykle powinna pracować, by w budżecie domowym znalazło się więcej pieniędzy, ale różnie bywa. Chodzi mi cały czas o to samo - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A tysiąc przykładów podaję po to, żebyście zrozumiały, że każda sytuacja jest wyjątkowa. Z tym gotowaniem jest podobnie. Zakładacie naiwnie, że w każdej rodzinie gotuje się jeden obiad. Otóż niespodzianka, bardzo często tak nie jest. I to nie przez widzi mi się dzieci. Dzieci nie mają żołądków jak dorosła osoba, by bezkarnie mogły wszystko jeść. Różnym dzieciom mogą szkodzić różne rzeczy. Kiedy byłam mała, to doskonale pamiętam, że mama czasami robiła na obiad trzy różne rzeczy, bo ja nie mogłam czegoś tam jeść, mój brat nie mógł jeść czegoś innego itp. A wszyscy byliśmy zdrowi, tylko tolerowaliśmy różne produkty bardzo różnie. Ciężko było logistycznie tak to obmyślić, by wszyscy mogli zjeść ten sam obiad i by codziennie nie gotować tego samego. Także robienie 3 obiadów to często nie jest wymysł, tylko konieczność. Ja nie uważam, że kobieta siedząca w domu ma lżej lub ciężej od tej pracującej, bo to wszystko zależy. Nie tylko od indywidualnej sytuacji w domu, ale również od pracy. Ok, przedsiębiorca ma pracy bardzo dużo. Niektórzy etatowi pracownicy również. Ale jest mnóstwo posad, gdzie przynajmniej przez 2 godziny z tych 8 siedzi się i pierdzi w stołek. Inaczej w internetach nie byłoby w ciągu dnia takiego wysypu ludzi "pracujących".

Ludmiło, nie zgodzę się z Tobą. Wszyscy, których znam i którzy zajmują wysokie stanowiska mają właśnie 3-4 dzieci, bo... ich na to stać. Tylko oni mają te dzieci w pełni świadomie. W idealnym scenariuszu ja też chciałabym mieć czwórkę, mój partner również. Tylko późno zaczynamy, więc pewnie nie zdecyduję się. Patologia z nas żadna, podobnie jak z moich znajomych. Zauważyłam, że wśród dobrze ustawionych ludzi to wręcz popularne, by mieć więcej dzieci. Oczywiście mówię o ludziach dobrze ustawionych, a nie takich, którzy co prawda dużo zarabiają, ale harują na to jak woły ponad 8 h dziennie. Wtedy to faktycznie bez sensu mieć dzieci, gdy się nie ma dla nich czasu. Bo dla mnie dobrze ustawiona osoba to nie jest taka, która musi utrzymywać swój poziom życia kosztem mnóstwa czasu, tylko taka, która ma i czas i pieniądze. I mnie się taka "moda" podoba. Uważam ją za zdrową, a nie za patologię.

8 godzin dziennie uwazasz za ciezka harowke????
To Ty nigdy nie widzialas pracy prawnika ktory zatrudnia kilka osob.
A mowisz innym ze nie znaja realiow big_smile

Poczytaj tez statystyki jakie rodziny czesto maja wyzszy poziom dochodow a ktore zyja w skrajnym ubostwie wink nawet na forum w jednym watku ktos te wyniki cytowa.

Kamiś Ty w o ogóle czytasz to co cytujesz?
Cslady napisała,o takich którzy harują jak woły PONAD o godzin dziennie. Owszem harować ponad 8 godzin na przykład będąc fizjoterapeutą to jest rzeczywiście ciężka,fizyczna robota,podobnie praca w ośrodku dla dzieci niepełnosprawnych gdzie także trzeba się nieraz tężyzną fizyczną wykazać.
Ktoś tu pisał o prawniku?
Są jeszcze inne zawody,serio smile

Posty [ 326 do 390 z 972 ]

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026