netkobietyWszystkie działy
Nasza społeczność

Nie żyję byle jak!

971 odpowiedzi82 329 wyświetleńzałożony przez Eileen, 27.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Strony Poprzednia 1 … 10 11 12 13 14 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 716 do 780 z 972 ]

716

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

ale wszystko jest do d*py, bo prodziekan wydał mi negatywną decyzję co do indywidualnego toku studiów.
staram się przemyśleć realnie co zrobić żeby studiować 2 kierunki i mieć taką jak do tej pory (mniej niż 4,5 na obu mnie nie zadowoli).

Szczerze mówiąc jestem bardzo zdziwiona, że wydał negatywną decyzję. Jak dla mnie to jest żenujące i bardzo kiepsko świadczy o danej uczelni/ wydziale. Ok, niech nie wydają pozytywnych decyzji, jeśli ktoś studiuje 2 lekkie kierunki i do tego ma same tróje. Natomiast jeżeli ktoś ma bardzo wysoką średnią i aktywnie działa np. w kołach naukowych, to moim zdaniem łachy nie robią. Odwoływałabym się do skutku (nie wiem jakie tam są procedury, ale pewnie można). Znam i znałam wiele osób, które miały IOS i jeszcze nie słyszałam, by ktoś otrzymał negatywną decyzję, jeśli miał podobne osiągnięcia do Ciebie. Uniwersytet sam strzela sobie w stopę zniechęcając zdolnych studentów. Jaką podali przyczynę odmowy?

717 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-09-22 23:00:40)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Ubawiłaś mnie,

i Vis-à-vis kammiś smile
bo to wiesz ...

kammiś napisał/a:

wejdz i popisz o pierdolach miedzy wypiciem kawy a pojsciem do kibla

bo drogiej kammiś cos się wydaje ...

718 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-22 23:13:51)

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

ale wszystko jest do d*py, bo prodziekan wydał mi negatywną decyzję co do indywidualnego toku studiów.
staram się przemyśleć realnie co zrobić żeby studiować 2 kierunki i mieć taką jak do tej pory (mniej niż 4,5 na obu mnie nie zadowoli).

Szczerze mówiąc jestem bardzo zdziwiona, że wydał negatywną decyzję. Jak dla mnie to jest żenujące i bardzo kiepsko świadczy o danej uczelni/ wydziale. Ok, niech nie wydają pozytywnych decyzji, jeśli ktoś studiuje 2 lekkie kierunki i do tego ma same tróje. Natomiast jeżeli ktoś ma bardzo wysoką średnią i aktywnie działa np. w kołach naukowych, to moim zdaniem łachy nie robią. Odwoływałabym się do skutku (nie wiem jakie tam są procedury, ale pewnie można). Znam i znałam wiele osób, które miały IOS i jeszcze nie słyszałam, by ktoś otrzymał negatywną decyzję, jeśli miał podobne osiągnięcia do Ciebie. Uniwersytet sam strzela sobie w stopę zniechęcając zdolnych studentów. Jaką podali przyczynę odmowy?

"Proszę najpierw rozważyć możliwość eksternistycznego zaliczania ćwiczeń".
Tyle odpowiedzi. Dostałam dzisiaj koło 18 maila z dziekanatu o treści  "podanie zostało rozpatrzone, Pan Prodziekan w rozstrzygnięciu stwierdził:" (i jak wyżej)
Nasz prodziekan jest formalistą. Strasznym formalistą i służbistą.
Natomiast regulamin mówi odnośnie IOSu nie o średniej, a o szczególnych przypadkach - NA PRZYKŁAD stanie zdrowia i powodach osobistych. Podkreśliłam na przykład, ponieważ jest to zakresowo otwarte, więc mogłam wnioskować też na innej podstawie. Załączyłam WSZYSTKO. Kopie artykułów, świstki z konferencji, zaświadczenie od opiekuna koła, wydruki z usosa potwierdzające średnią, statut nowego koła (procedura rejestracji w toku).

O średniej jest mowa przy ITSie, ale to co innego - uprawnia do przesuwania przedmiotów między latami, a na tym mi nie zależy.
Z kolei eksternistyczne zaliczenie ćwiczeń uprawnia mnie do niechodzenia na ćwiczenia i zaliczania ich wcześniej. Ale egzaminów już nie... W tym semestrze będę mieć 7 egzaminów i 9 kolokwiów, w przyszłym - odwrotnie - 9 egzaminów i 7 kolokwiów. I to nie są broszurki po 300 stron...

Cslady, powiem tak - nasz wydział uchodzi za wydział bardzo nieprzychylny dla studentów. Nawet ostatnio widziałam się z wujkiem, który wykłada na zupełnie innym wydziale (fizyk) i to podkreślał.
Powód takiego stanu jest jeden - na prawie u nas jest 12 grup, jakoś po 30 osób średnio (w jednych trochę więcej, w innych trochę mniej, my mamy 34 osoby, z czego 2 się wykruszyły w trakcie).
Wiem, że w tym roku trochę ograniczyli liczbę osób na roku. Ale i tak dalej na ekonomii jest 208 miejsc, chętnych było 1065 osób.
Właśnie patrzę w internecie na podsumowanie rekrutacji:
na ekonomii jest 5 osób na jedno miejsce, na prawie 8 i pół osoby.
Więc mogę sobie ponarzekać.... hmm

Nas jest po prostu cholernie dużo, więc wykładowcy nie zwracają uwagi na jednostkę.

Idę na dyżur prodziekana w czwartek. Trochę się boję.
Nie wiem, co mam mu powiedzieć, on jest prawnikiem, ja mam być, więc pokazanie emocji jest bez sensu.
Co mu powiem? Mógłby pan rozpatrzyć decyzję jeszcze raz? No dla mnie brzmi trochę... nieprofesjonalnie na tym wydziale.
Z drugiej strony cóż, on nie jest i nigdy nie był miły, więc miła rozmowa to nie będzie.
Z "trzeciej" strony odwołanie do rektora, podczas gdy z prodziekanem mam egzamin w tym roku.....

Uczelnia nie straci na moich problemach i ewentualnych potknięciach. Jak wujek mówił - u nich magisterkę kończy garstka. Jest indywidualny kontakt z wykładowcami, doktorantów mają bardzo mało, więc o nich dbają.
A tutaj? Nikogo nie będzie obchodzić to, że nie dostanę stypendium (będzie więcej kasy dla wydziału), że czegoś nie opublikuję (nie ich sprawa), że nie dostanę się na doktoranckie (zawsze jest więcej chętnych niż miejsc), nawet jakbym zrezygnowała ze studiów to zawsze znajdą kogoś kto chciał się przenieść z zaocznych i tylko na to czekał, a na zaoczne przyjdzie na pewno inny, co z chęcią zapłaci i będą mieć wreszcie hajs na nową windę w budynku B... to jest polityka mojego wydziału. Podobno wykładowcy nawet zakładali się, który więcej uwali, aczkolwiek to tylko plotki (fakt faktem że obydwaj uwalają rocznie około 80 procent). Nasz wydział jest najładniejszy (w sensie stanu technicznego) za hajs studentów big_smile
A jak czegoś w tym nawale nie zdam to lepiej dla nich, będą mieli kasę z warunku wink

Aczkolwiek dla mnie poprawka/warunek to byłaby już bardzo duża osobista porażka, w tym również rzecz.

719

Odp: Nie żyję byle jak!

A partner co Ci doradził? Skoro sam tam wykłada, to zapewne zna prodziekana i może wie jak go "podejść". Zresztą podane przez niego uzasadnienie moim zdaniem otwiera drogę do odwoływania się, bo to nie brzmi jak "nie i koniec". Poszłabym i powiedziała, że rozważyłam zaproponowane rozwiązanie, ale mnie ono nie urządza.

720 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-22 23:36:03)

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

A partner co Ci doradził? Skoro sam tam wykłada, to zapewne zna prodziekana i może wie jak go "podejść". Zresztą podane przez niego uzasadnienie moim zdaniem otwiera drogę do odwoływania się, bo to nie brzmi jak "nie i koniec". Poszłabym i powiedziała, że rozważyłam zaproponowane rozwiązanie, ale mnie ono nie urządza.

Chodzi o procedurę, nie wiem właśnie czy wydał decyzję - bo jeśli wydał, to zostaje mi tylko odwołanie, bo tego pani z dziekanatu już w mailu nie zaznaczyła. Aczkolwiek napisała, że podanie zostało rozpatrzone, więc sugeruje wydanie decyzji...
Facet mi mówił "idź do ..... (nazwisko prodziekana), powtarzam się".
Ale to jest "katedra skur****", za przeproszeniem, ludzie tak mówią.
Doktoranci są wredni i nieżyczliwi, bo są tak nastawieni przez profesorów. Gorszy "skład" ma chyba tylko prawo i postępowanie administracyjne big_smile
Jako ciekawostkę powiem, że jeden facet (doktor) z tej "katedry skur****" kazał się ludziom rozbierać przed egzaminem, bo uważał, że wszyscy ściągają.
Mnie na szczęście to ominęło, rocznik wyżej tak miał. Doktoranci musieli zaglądać pod koszulę (faceci facetom, kobiety kobietom) studentom przed egzaminem. Jak gazeta interweniowała, to egzaminator skomentował tylko "najchętniej bym ich porozbierał do naga". Wykłada dalej.

Najgorsze jest to, że ja nie wiem, czy bez tego świstka (IOSu) wykładowcy mi pójdą na rękę. Na 2 roku go nie miałam jeszcze, bo nawet nie myślałam, że będzie potrzebny. I nie miałam ŻADNYCH problemów, umawiałam się i mnie przyjmowali. Dopiero na 3 roku podeszłam do jednego, drugiego z pytaniem o dużo szybszy przedtermin na konsultacjach - ktoś tam odmówił, ktoś że dopiero w styczniu, a ja - przerażona. Cudem zdążyłam przed końcem terminu na składanie wniosku o IOS (jeden dzień zapasu miałam...). I z IOSem podchodzili już inaczej. Nie chcę mieć takich problemów w tym roku, bo to najtrudniejszy rok i bez nich.

721

Odp: Nie żyję byle jak!

No cóż, sami sobie wystawiają wizytówkę. Jak dla wydział, który pretenduje do miana super zajebistego, powinien traktować studentów jak ludzi. Można bardzo dużo od nich wymagać, ale zawsze z szacunkiem. Dla mnie takie z góry nieżyczliwe nastawienie jest bardzo żenujące. Wiem, że tego typu osoby sądzą, że takie zachowania oznaczają prestiż uczelni, ale moim zdaniem tak nie jest. Chociaż mniej się dziwię doktorantom z przerostem ego niż studentom, którzy pozwalają się tak traktować.

Jeśli nie wiesz czy to jest decyzja, to zadzwoń/idź do dziekanatu i zapytaj. Też bym poszła do tego prodziekana osobiście, tak jak Ci facet radzi.

722 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-22 23:55:30)

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

No cóż, sami sobie wystawiają wizytówkę. Jak dla wydział, który pretenduje do miana super zajebistego, powinien traktować studentów jak ludzi. Można bardzo dużo od nich wymagać, ale zawsze z szacunkiem. Dla mnie takie z góry nieżyczliwe nastawienie jest bardzo żenujące. Wiem, że tego typu osoby sądzą, że takie zachowania oznaczają prestiż uczelni, ale moim zdaniem tak nie jest. Chociaż mniej się dziwię doktorantom z przerostem ego niż studentom, którzy pozwalają się tak traktować.

Jeśli nie wiesz czy to jest decyzja, to zadzwoń/idź do dziekanatu i zapytaj. Też bym poszła do tego prodziekana osobiście, tak jak Ci facet radzi.


Doktoranci nie są źli sami w sobie.
Zachodzi pewna prawidłowość - im gorszy wykładowca, tym gorsi doktoranci.

Chociaż z drugiej strony facet mi mówił, że naprawdę mało kto przychodzi na studia doktoranckie z zamiarem "uwalę tyle i tyle", ale jak człowiek widzi odpowiedź na pytanie "charakter prawny traktatu lizbońskiego" jedno zdanie - że został zawarty w Lizbonie, to go ponoć szlag trafia big_smile

Żaden doktorant nie chciał nikogo sam z własnej woli rozbierać... Oni sami mówili, że to jest dla nich krępujące. To było krępujące i dla doktorantów, i dla studentów. I jedna i druga strona się temu poddała, bo jedni chcą zrobić doktorat, a drudzy skończyć studia. TYLKO DWIE osoby nie podeszły do egzaminu. Reszta się rozebrała i pokazała kieszenie.

Idę do niego, w czwartek rano ma dyżur. Wcześniej chciałam iść, ale nie było dyżuru. Aż się go boję. Ostatni raz byłam u niego w marcu z tą samą sprawą, ale czysto informacyjnie - pytałam o IOS, o podstawy, opisałam swoją sytuację, zapytałam czy jest możliwość w przyszłym roku. Powiedział, że "może to być podstawą do rozważenia takiej ewentualności".

Zastanawiam się (za radą zaufanych osób, związanych z uczelnią) czy nie iść jutro do lekarza i nie wziąć potwierdzenia że jestem "chorowita" na najgorszą ewentualność.

Najgorsze jest to, że się mocno zestresowałam i już nie myślę trzeźwo. Jak ZAWSZE, choćby nie wiem co się działo, odkładam wszystko na swoje miejsce, tak teraz miseczka po owocach leży na parapecie, wyprana bielizna na stole, książki na podłodze, ładowarka na łóżku.
A ja czuję jakąś okropną niemoc. Mam tak czasami. W sytuacjach, kiedy wiem, że ja nie mam żadnego wpływu na coś, co jest dla mnie ważne i że pozostaje to całkowicie w rękach przypadku/innej osoby. Wolę już większe problemy/zadania, których rozwiązanie zależy tylko ode mnie niż nawet małe (chociaż ten nie jest mały), które są ode mnie totalnie niezależne.

To jest duży problem nie tylko pod względem nauki, pracy, publikowania, stypendium, ale też pod względem życia prywatnego, bo skutecznie zabierze mi sporo czasu. Praktycznie zero. Nie wyobrażam sobie siedzieć i klepać terminów z postępowań przez 2 miesiące, żeby nie zapomnieć. U nas przywiązują wielką wagę do szczegółów, zupełnie niepotrzebnych w pracy (to się sprawdza zawsze) i szybko wylatujących z głowy.
Określiłabym to tak - u nas na wydziale uczy się tak jak do testów na aplikację - masz zakuć, nie rozumieć. Egzaminy wstępne na aplikację nie przesiewają ludzi ze względu na predyspozycje do wykonywania zawodu, inteligencję, umiejętność myślenia, tylko na to czy się dobrze zakuło odpowiednie ustawy albo zrobiło odpowiednią liczbę testów z ArsLege big_smile Mój facet mówi, że to, że samo ArsLege podaje, że daje duże prawdopodobieństwo zdania po przerobieniu ich testów, wcale nie jest bajką, bo sam tak robił. Po prostu pytania się powtarzają, bo do każdego przepisu można ułożyć ograniczoną ilość pytań. A i egzaminatorzy krążą wokół podobnych tematów.
I nasz wydział też - sprawdzają, kto lepiej zakuł podręcznik big_smile

723 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-23 00:12:23)

Odp: Nie żyję byle jak!

Chciałam edytować, bo nie skończyłam myśli, ale już północ smile
Trzeba zakuć, w związku z czym pytają o szczególiki, a takie się szybko zapomina. Wiesz, o co chodzi, ale testu nie rozwiążesz. Ciężko byłoby nauczyć się z większym wyprzedzeniem i potem powtarzać.
A mamy postępowanie cywilne... sam kodeks ma 1217 artykułów i jest najgrubszy ze wszystkich. Więc wyobrażam sobie, jaki będzie podręcznik....

Najbardziej mnie dobiło to, że wczoraj siedziałam nad artykułem i poprawkami do niego, bo termin gonił, dzisiaj piszę magisterkę z dwuletnim wyprzedzeniem, a tu taka wiadomość. Jak ją przeczytałam, to aż mnie wmurowało hmm

724 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-23 07:06:15)

Odp: Nie żyję byle jak!

Jako "znawca" prawa o szkolnictwie wyższym i przepisów w uczelniach bo sam je tworzę uważam, że studiowanie drugiego kierunku studiów NIE JEST uzasadnieniem do otrzymania ITS. Prawda jest taka, że uczelnie które tak robią łamią przepisy. W ogóle w tym przypadku uczelnie nagminnie łamią przepisy. Uzasadnieniem do otrzymania ITS są jak już zresztą napisała Kammiś szczególne przypadki, jak długotrwała choroba itp. Gdyby wykazał jednak dobrą wolę mógłby jakoś to nagiąć. Jak widać, nie wykazał. Proceduralnie postąpił słusznie, ale zawsze można wszystko odpowiednio uzasadnić.

725 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-23 07:55:24)

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Jako "znawca" prawa o szkolnictwie wyższym i przepisów w uczelniach bo sam je tworzę uważam, że studiowanie drugiego kierunku studiów NIE JEST uzasadnieniem do otrzymania ITS. Prawda jest taka, że uczelnie które tak robią łamią przepisy. W ogóle w tym przypadku uczelnie nagminnie łamią przepisy. Uzasadnieniem do otrzymania ITS są jak już zresztą napisała Kammiś szczególne przypadki, jak długotrwała choroba itp. Gdyby wykazał jednak dobrą wolę mógłby jakoś to nagiąć. Jak widać, nie wykazał. Proceduralnie postąpił słusznie, ale zawsze można wszystko odpowiednio uzasadnić.

Eee.... Gdzie jest mowa o ITS???
Nie przeczytales mojego posta?
Wyznacznikiem do otrzymania ITS tez nie jest choroba, w ogole nie jest nic tylko srednia powyzej 4,5.
Ale ja zadnego ITS nie potrzebuje.
Slaby z Ciebie znawca, skoro nie odrozniasz ITS od IOS i skoro piszesz, ze uzasadnieniem ITS jest choroba... IOS owszem, nie ITS.
Poza tym nie widzisz roznicy miedzy wyliczeniem enumeratywnym i katalogiem zamknietym a wskazaniem "w szczegolnosci". My mamy katalog otwarty, wiec wlasciwie wszystko moze byc podstawa do IOSu.
Miedzy tymi dwoma programami jest istotna roznica, ktorej nie widzisz.

726 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-23 07:56:35)

Odp: Nie żyję byle jak!

Zwał jak zwał. Jedne uczelnie rozdzielają ITS od iOSu a wg. prawa o szkolnictwie wyższym jest to samo.

My mamy katalog otwarty, wiec wlasciwie wszystko moze byc podstawa do IOSu.

Nie może. Zdaniem PKA tylko szczególne przypadki (jakie? nie wiadomo do końca) uprawniają do indywidualnej organizacji studiów. A akurat do tego PKA się mocno czepia. Wiem, bo takich kontroli mam za sobą kilkanaście.

Slaby z Ciebie znawca, skoro nie odrozniasz ITS od IOS i skoro piszesz, ze uzasadnieniem ITS jest choroba... IOS owszem, nie ITS.

Właśnie że dobry. Prawo o szkolnictwie wyższym nie rozróżnia tych dwóch trybów. PKA też.

Miedzy tymi dwoma programami jest istotna roznica, ktorej nie widzisz.

Ja jestem praktykiem. Ty teoretykiem. Ja wiem co sprawdza PKA. Ty nie wiesz. Przykro mi.

727 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-23 07:58:30)

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Zwał jak zwał. Jedne uczelnie rozdzielają ITS od iOSu a wg. prawa o szkolnictwie wyższym jest to samo.

My mamy katalog otwarty, wiec wlasciwie wszystko moze byc podstawa do IOSu.

Nie może. Zdaniem PKA tylko szczególne przypadki (jakie? nie wiadomo do końca) uprawniają do indywidualnej organizacji studiów. A akurat do tego PKA się mocno czepia. Wiem, bo takich kontroli mam za sobą kilkanaście.

Slaby z Ciebie znawca, skoro nie odrozniasz ITS od IOS i skoro piszesz, ze uzasadnieniem ITS jest choroba... IOS owszem, nie ITS.

Właśnie że dobry. Prawo o szkolnictwo wyższym nie rozróżnia tych dwóch trybów. PKA też.

Czy rozumiesz, ze przepisy ustawy sa uszczegolowione w przepisach prawa zakladowego?
"Szczegolne przypadki" to katalog OTWARTY. Zamkniety to wyliczenie enurmeratywne.

Wiec dziekan tez "nie wie", wg Twojej opinii.

728 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-23 08:09:22)

Odp: Nie żyję byle jak!

Otwarty ale obwarowany pewnymi zasadami. Poczytaj raporty PKA na ten temat. Bo oni właśnie do tego lubią szczegółnie się czepiać.

Wiec dziekan tez "nie wie", wg Twojej opini

Tak. Większość dziekanów nie ma pojęcia. A potem my się musimy przed PKA tłumaczyć.
Co nie zmienia faktu, że wszystko da się odpowiednio uzasadnić. Trzeba tylko dobrej woli.
PS. Uwielbiam jak teoretyk stara się coś wciskać praktykowi;)
Co do Twojego problemu to jakby mu się chciało to znalazłby odpowiednie uzasadnienie. Jak widać. Nie chciało się. A jak w ogóle u was wygląda indywidualizacja programu studiów? Nie chodzi mi ani o ITS ani iOCH.
No i zetknęłaś się z rzeczywistościa na wydziałach "masowych" jak prawo. Tam Twoje osiągnięcia mało na kim robią wrażenie, bo ci profesorowie takich studentów mają na pęczki w swojej karierze. I jeszcze jedna sprawa. Myślisz, że serio nie dałoby się dogadać bez żadnych papierów z wykładowcami?

729 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-23 08:23:32)

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Otwarty ale obwarowany pewnymi zasadami. Poczytaj raporty PKA na ten temat. Bo oni właśnie do tego lubią szczegółnie się czepiać.

Wiec dziekan tez "nie wie", wg Twojej opini

Tak. Większość dziekanów nie ma pojęcia. A potem my się musimy przed PKA tłumaczyć.
Co nie zmienia faktu, że wszystko da się odpowiednio uzasadnić. Trzeba tylko dobrej woli.
PS. Uwielbiam jak teoretyk stara się coś wciskać praktykowi;)
Co do Twojego problemu to jakby mu się chciało to znalazłby odpowiednie uzasadnienie. Jak widać. Nie chciało się. A jak w ogóle u was wygląda indywidualizacja programu studiów? Nie chodzi mi ani o ITS ani iOCH.

Nie wiem, nie znam nikogo kto korzystalby z innych form, a i w regulaminie sa wymienione tylko one + mozliwosc chodzenia na nie swoje zajecia, ale tego nikt nie probuje.

Z jednym by sie dalo, z drugim nie. Egzamin jeden mam z opiekunem kola, wiec ide przed 10.10. Ale moja relacja z tym czlowiekiem polega na "gadamy o pana psie i zale sie panu jak mi fryzjer spieprzyl wlosy, a pan sie ze mnie smieje", wiec sadze ze ma inne podejscie bo mnie po prostu bardzo dobrze zna przy de facto prawie codziennym kontakcie. Facet jest juz dla mnie jak jakis wujek tongue
Jak bedzie z innymi - nie wiem. Jak mowie - na 2 roku nawet nie wpadlo mi do glowy brac IOSu, na 3 dowiedzialam sie ze cos takiego istnieje, bo bylam zmuszona.
Za godzine widze sie ze swoim lekarzem i zobaczymy, co da sie zrobic na podstawie obnizonej odpornosci..

730

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja się zdziwiłem, że w ogóle ITS zostął rozdzielony od IOS, bo w raporcie PKA nawet jest ITS... - indywidualna organizacja studiów. Czyli nawet oni rozumieją to jako jedno.

731

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Ja się zdziwiłem, że w ogóle ITS zostął rozdzielony od IOS, bo w raporcie PKA nawet jest ITS... - indywidualna organizacja studiów. Czyli nawet oni rozumieją to jako jedno.

To jak rozdzielilbys:
1. Zmienianie programu studiow w sensie przesuwania przedmiotow miedzy latami
2. Umozliwienie studentowi wyboru terminu egzaminow?
To przeciez zupelnie co innego.
ITS jest mi niepotrzebny.
IOS z uwagi na terminy zaliczen szybsze, nie ze wzgledu na obecnosci.
Caly nasz uniwerek ma to rozdzielone, z tego co wiem to ekonomiczny rowniez.

732 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-23 10:23:31)

Odp: Nie żyję byle jak!

A dlaczego to rodzielać? Może być w jednym trybie. Indywidualny tok studiów to indywidualny tok studiów, czyli w zasadzie wszystko może być orgnaizowane indywidualnie. Nie widzę potrzeby tego rozdzielania i my nie rozdzielamy. I nigdy z tym żadnych problemów nie było. Student pisze po co chce ITS i w jakim trybie. W decyzji o indywidualniej organizacji studiów pisze się jak zostanie tryb zorganizowany i tyle. Dla mnie indywidualny tok studiów to indywidualna organizacja studiów. Pojęcia tożsame. Tak samo rozumie to MNiSW i PKA. I nikt nigdy nam nie zarzucił podczas kontroli że mamy to źle zorganizowany. Widzisz my się nie rozumiemy bo w waszej uczelni ITS jest rozumiany inaczej i w naszej inaczej. U nas w ITS zawiera się wszystko! Indywidualna organizacja, przesuwanie przedmiotów, inne terminy egzaminów. Zależy jakie podanie napisze student i jaka potem będzie decyzja.

733

Odp: Nie żyję byle jak!

No cóż, ja się nie znam na przepisach, ale widocznie przepisy są głupie, jeśli utrudniają zdolnym studentom życie. Cieszę się w takim razie, że na moich uczelniach łamali i naginali. Na UMK i UW można było po ludzku różne rzeczy załatwić, bardzo idą na rękę studentom, jeśli oni odpowiednio wykażą swój problem (oczywiście piszę tylko o moich dawnych wydziałach). Ja nie widzę żadnych obiektywnych przeciwwskazań, żeby studentom takim jak Kammiś ułatwić życie. To też w interesie uczelni, by "wypuszczała" zdolnych ludzi i dawała im maksymalne szanse rozwoju. Kiedy sama wybierałam uniwersytety, to guzik mnie obchodził prestiż. Interesował mnie przede wszystkim poziom merytoryczny zajęć oraz traktowanie studentów i podejście uczelni do nich. Jeśli mój uniwersytet bardziej ceniłby przepisy niż mnie, to bez łachy, są inne uczelnie. big_smile I nie sądzę, bym w takim myśleniu była jedyna. Głupie przepisy trzeba zmieniać.

734 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-23 10:32:58)

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja nie twierdzę, że to mądre jest. Ja gdybym bym dziekanem to bym Kammiś na rękę poszedł. Ja piszę jak jest, bez ładunku emocjonalnego. Ale.... każdorazowo studenci muszą zaopiniować regulamin studiów, więc mają możliwość i wpływ na brzemienie przepisów. Sprawdziłem jak ma UJ. Też nie ma rodzielonego ITS oraz IOS i rozumieją tak samo. I wszystko się w tym zawiera, ale nie w tym rzecz żeby to teraz rozpatrywać. Np. UJ dopuszcza możliwość indywidualnej organizacji właśnie ze wzdlęgu na drugi kierunek. My też nigdy nie sprawiamy problemów. Nie pamiętam żeby ktoś nie dostał zgody, tylko że... my zawsze rozmawiamy wcześniej z wykładowcami żeby to ogarnąć bez papierów. A niektórzy robią problemy nawet jak jest papier. Nie trafisz.
PS. Sprawdziłem te wasze przepisy. Jakoś mało pro studenckie mi się wydają. U nas jest duże ciśnienie żeby wszystko było pro studenckie i napisane tak, żeby można było zrobić dużo.

735

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

PS. Sprawdziłem te wasze przepisy. Jakoś mało pro studenckie mi się wydają. U nas jest duże ciśnienie żeby wszystko było pro studenckie i napisane tak, żeby można było zrobić dużo.

Czyje przepisy? Moich uczelni? Nie wiem jakie były przepisy. Wiem jak to wyglądało w praktyce. big_smile Nigdy nie czytałam nawet regulaminu studiów. A w praktyce mieli w nosie przepisy, liczyło się, by student był zadowolony. Oczywiście mówię o tych bardzo zdolnych studentach, a nie o trójkowych, którzy liczą na specjalne traktowanie za sam fakt, że istnieją. Ex mojego partnera studiowała na UW lingwistykę stosowaną i jeszcze jakieś 2 inne filologię (jedną chyba zaocznie, ale nie jestem pewna), a jej studia wyglądały w praktyce tak, że 2/3 roku akademickiego jeździła sobie po świecie i uczyła się języków w praktyce (nie w ramach ERASMUSA), a wracała w sumie tylko na czas sesji. Jeśli to nie jest uprzywilejowane traktowanie zdolnych studentów, to ja już nie wiem co jest. big_smile Chyba że teraz się coś pozmieniało i inne osoby decydują o takich rzeczach, ale jeszcze w moich czasach było identycznie.

736

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Ja nie twierdzę, że to mądre jest. Ja gdybym bym dziekanem to bym Kammiś na rękę poszedł. Ja piszę jak jest, bez ładunku emocjonalnego. Ale.... każdorazowo studenci muszą zaopiniować regulamin studiów, więc mają możliwość i wpływ na brzemienie przepisów. Sprawdziłem jak ma UJ. Też nie ma rodzielonego ITS oraz IOS i rozumieją tak samo. I wszystko się w tym zawiera, ale nie w tym rzecz żeby to teraz rozpatrywać. Np. UJ dopuszcza możliwość indywidualnej organizacji właśnie ze wzdlęgu na drugi kierunek. My też nigdy nie sprawiamy problemów. Nie pamiętam żeby ktoś nie dostał zgody, tylko że... my zawsze rozmawiamy wcześniej z wykładowcami żeby to ogarnąć bez papierów. A niektórzy robią problemy nawet jak jest papier. Nie trafisz.
PS. Sprawdziłem te wasze przepisy. Jakoś mało pro studenckie mi się wydają. U nas jest duże ciśnienie żeby wszystko było pro studenckie i napisane tak, żeby można było zrobić dużo.

Sprawdzales ze tak powiem...zachod RP, ze juz prawie Niemcy? (Blizej Berlin niz Wawa) wink

Nie sa prostudenckie i nigdy nie byly.

Cslady - masz racje, ale glupio byloby sie wyprowadzac specjalnie albo isc na prywatna uczelnie. Inne prawa nie prowadza. Z ekonomia mam wiekszy wybor, ale to ze mam ją na jednym wydziale to duze ulatwienie....

Tez bym chciala pogadac z wykladowcami, tyle ze oni sa tak samo prostudenccy jak i ten regulamin.

737

Odp: Nie żyję byle jak!

Kammiś my tę samą uczelnię kończyliśmy więc ja wiem jak tam jest:P Nawet na wydziale byłem w zeszłym tygodniu.
cslady nie Kammiś uczelni;)

738

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:
Martainn napisał/a:

PS. Sprawdziłem te wasze przepisy. Jakoś mało pro studenckie mi się wydają. U nas jest duże ciśnienie żeby wszystko było pro studenckie i napisane tak, żeby można było zrobić dużo.

Czyje przepisy? Moich uczelni? Nie wiem jakie były przepisy. Wiem jak to wyglądało w praktyce. big_smile Nigdy nie czytałam nawet regulaminu studiów. A w praktyce mieli w nosie przepisy, liczyło się, by student był zadowolony. Oczywiście mówię o tych bardzo zdolnych studentach, a nie o trójkowych, którzy liczą na specjalne traktowanie za sam fakt, że istnieją. Ex mojego partnera studiowała na UW lingwistykę stosowaną i jeszcze jakieś 2 inne filologię (jedną chyba zaocznie, ale nie jestem pewna), a jej studia wyglądały w praktyce tak, że 2/3 roku akademickiego jeździła sobie po świecie i uczyła się języków w praktyce (nie w ramach ERASMUSA), a wracała w sumie tylko na czas sesji. Jeśli to nie jest uprzywilejowane traktowanie zdolnych studentów, to ja już nie wiem co jest. big_smile Chyba że teraz się coś pozmieniało i inne osoby decydują o takich rzeczach, ale jeszcze w moich czasach było identycznie.

To o moj wydzial chodzilo zapewne.
On jest bardzo antystudencki big_smile idz do dziekanatu, tylko na Ciebie nafukają ze cos chcesz hmm

739

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

On jest bardzo antystudencki big_smile idz do dziekanatu, tylko na Ciebie nafukają ze cos chcesz hmm

To na pewno ten sam wydział. Byłem tam raz i o raz za dużo. Zostałem zjechany od góry do dołu, że nie na tą półkę pracę magisterską położyłem:D

740

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Kammiś my tę samą uczelnię kończyliśmy więc ja wiem jak tam jest:P Nawet na wydziale byłem w zeszłym tygodniu.
cslady nie Kammiś uczelni;)

Serio? smile
Ja jeszcze nie skonczylam tongue
Chociaz nie, skonczylam ekonomie 1 stopnia smile

Ale filologie sa bardziej zyczliwe niz wpaie
Fizyka tez.
Reszty nie wiem

741

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:
kammiś napisał/a:

On jest bardzo antystudencki big_smile idz do dziekanatu, tylko na Ciebie nafukają ze cos chcesz hmm

To na pewno ten sam wydział. Byłem tam raz i o raz za dużo. Zostałem zjechany od góry do dołu, że nie na tą półkę pracę magisterską położyłem:D

Hehehe big_smile
Bardzo mozliwe big_smile

742

Odp: Nie żyję byle jak!

No w sumie, może to też specyfika wydziału. Trochę dziwne by było, gdyby na wydziale prawa nagminnie łamali regulaminy i przepisy. big_smile

743 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-23 10:55:31)

Odp: Nie żyję byle jak!

Jak to. Prawnicy są najlepsi w naciąganiu przepisów i różnych interpretacjach:P Szkoda tylko, że nie pro studencko.
Jak do mnei student od Rektora przychodzi to mam powiedziane, że mam znaleźć takei rozwiązanie żeby studentowi było dobrze bo inaczej się na mnie obrazi:P

744

Odp: Nie żyję byle jak!

Też prawda.

745

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

No w sumie, może to też specyfika wydziału. Trochę dziwne by było, gdyby na wydziale prawa nagminnie łamali regulaminy i przepisy. big_smile

No wlasnie to nie jest lamanie, bo mozna... Ze "szczegolnych wzgledow". Czyli mozna. Prawnik wie jak naginac przepisy wink

Na szczescie lekarz do formalistow nie nalezy. Zmaczy oczywiscie mial podstawy, bo infekcje drog oddechowych i niski poziom leukocytow to u mnie fakt.
Aczkolwiek glupio mi tak nagle wyskakiwac z zaswiadczeniem. Ale mam wyjscie?

746

Odp: Nie żyję byle jak!

Wcale nie głupio. Jak nie drzwami to oknem. Jak nie jedną drogą to inną.

747

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Też prawda.

No, ja potrafie sobie znalezc duzo powodow do iosu. Chocby to ze jestem zameldowana (meldunek staly) poza miastem.

748 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-23 11:05:53)

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Wcale nie głupio. Jak nie drzwami to oknem. Jak nie jedną drogą to inną.

Hehe, musze spieprzac z przedmiotu ktory prodziekan prowadzi na wersje angielska  w takim razie big_smile (prowadzi kto inny)

Jeszcze mam tego pecha ze opiekun naukowy z iosu jest chory... A mial isc ze mna.

749

Odp: Nie żyję byle jak!

W mordę, nie tknę minimum przez rok 12-letniej whisky... nie byle jak targa człowiekiem lol

750

Odp: Nie żyję byle jak!

bardzo fajny wątek, skłania do przemyśleń wlasnego życia. posiedzialam troche i pomyślałam i wnioskuję, że nie żyję byle jak, ale czegoś jednak brakuje żeby życ tak na 100%

mam nawet dobra pracę, ale chciiałabym mieć lepszą, i troszkę sie nawet ostatnio rozglądam za czymś, szukam sznasy, pomysłu, czegoś co może mnie naprowadzić na inny tor (lepszy) mojej kariery. Rzadko się nudzę, staram się wykorzystywać mój wolny czas na maxa. często wychodzę z dziewczynami. przeważnie są to puby, kluby, siedzimy, dronkujemy, poznajemy ludzi i śmiejemy się pół nocy. Często też wychodzę do restauracji, spróbować czegoś nowego, ale to też często kończy sie na drinach big_smile

poza tym czytam książki, raz mądrzejsze raz jakieś lekkie. ćwicze dość często, ale przeważnie w domku. od nastepnego miesiąca zacznie dzialać mi karta multisport więc zapusuję sie na siłownie. czsto kupuje sobie coś nowego, praktycznie co tydzień, żeby sprawić sobie małą przyjemnośc. Ogólnie wydaje mi się że żyję dość intensywnie, nie często siedze w domu i nie mam co robić, przeważnie się coś dzieje, jednak czegoś mi brakuje. jest coś co nie pozwala mi powiedzieć że jestem szczęśliwa na 100%

mimo wszystko nie żyję byle jak i staram się codziennie, aby życie było piękniejsze, aby coś sie działo. aby poczuć że ten dzień był jednak inny od woczrajszego smile

751 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-23 18:36:30)

Odp: Nie żyję byle jak!

Kiedy byłam w pierwszej klasie liceum, chodziliśmy do pedagoga na warsztaty grupowe, które miały nas uczyć działania zespołowego, odkrywania siebie i innych bzdur. Mieliśmy jedno takie ćwiczenie, by z ogromną ilością szczegółów opisać nasze życie za 10 lat. Tzn. jak chcemy, by ono wyglądało, do czego dążymy itp. Miało nam to uzmysłowić jakie mamy cele i pomóc ułożyć jakiś plan, bo nie da się działać z sensem, jeśli nasze cele są rozmyte i nie umiemy ich zwerbalizować. Znalazłam dziś tę kartkę (myślałam, że się jej pozbyłam przy przeprowadzce). Poczytałam i szczerze mówiąc nie chciałabym tego "wymarzonego" 10 lat temu życia. big_smile Miałam dziwną wizję np. związku. Taką mdłą i nudną. Trochę mnie też rozbawiło moje ówczesne wyobrażenie o pieniądzach i bogactwie. Sądziłam, że jeśli za 10 lat będę zarabiać 5 tys. netto to będę super bogata, będę mogła mieć wszystko i w ogóle nie potrzeba mi już więcej pieniędzy. big_smile Chciałam mieć regularne godziny pracy i bezpieczny etat. A moim ideałem mężczyzny był umysł typowo humanistyczny z którym będę chodzić do opery i teatru. Byłam strasznie naiwna. Teraz świetnie rozumiem powiedzenie, by uważać o czym się marzy, bo to może się spełnić. Na studiach robiliśmy podobne ćwiczenie i też sobie je zostawiłam. Zobaczę za 7 lat ile z moich planów zrealizowałam. Podoba mi się ta wersja ze studiów. Znalazłam tam jeden własny pomysł na biznes, który obecnie uważam za świetny i błyskotliwy, a przez te 3 lata kompletnie o nim zapomniałam. Czasami jak czytam siebie z przeszłości, to sama siebie pozytywnie zaskakuję. big_smile Choć w drugą stronę to też niestety działa.

752

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Kiedy byłam w pierwszej klasie liceum, chodziliśmy do pedagoga na warsztaty grupowe, które miały nas uczyć działania zespołowego, odkrywania siebie i innych bzdur. Mieliśmy jedno takie ćwiczenie, by z ogromną ilością szczegółów opisać nasze życie za 10 lat. Tzn. jak chcemy, by ono wyglądało, do czego dążymy itp. Miało nam to uzmysłowić jakie mamy cele i pomóc ułożyć jakiś plan, bo nie da się działać z sensem, jeśli nasze cele są rozmyte i nie umiemy ich zwerbalizować. Znalazłam dziś tę kartkę (myślałam, że się jej pozbyłam przy przeprowadzce). Poczytałam i szczerze mówiąc nie chciałabym tego "wymarzonego" 10 lat temu życia. big_smile Miałam dziwną wizję np. związku. Taką mdłą i nudną. Trochę mnie też rozbawiło moje ówczesne wyobrażenie o pieniądzach i bogactwie. Sądziłam, że jeśli za 10 lat będę zarabiać 5 tys. netto to będę super bogata, będę mogła mieć wszystko i w ogóle nie potrzeba mi już więcej pieniędzy. big_smile Chciałam mieć regularne godziny pracy i bezpieczny etat. A moim ideałem mężczyzny był umysł typowo humanistyczny z którym będę chodzić do opery i teatru. Byłam strasznie naiwna. Teraz świetnie rozumiem powiedzenie, by uważać o czym się marzy, bo to może się spełnić. Na studiach robiliśmy podobne ćwiczenie i też sobie je zostawiłam. Zobaczę za 7 lat ile z moich planów zrealizowałam. Podoba mi się ta wersja ze studiów. Znalazłam tam jeden własny pomysł na biznes, który obecnie uważam za świetny i błyskotliwy, a przez te 3 lata kompletnie o nim zapomniałam. Czasami jak czytam siebie z przeszłości, to sama siebie pozytywnie zaskakuję. big_smile Choć w drugą stronę to też niestety działa.

Ja w LO mialam pomysly na biznes ;p
Ostatnio wlasnie wyciagnelam i zastanawialam sie czy dobre. Ale konkurs wiedzy o przedsiebiorczosci wygralam, a na biznesplan mialam 2 miejsce to moze i dobre big_smile
Podstawy przedsiebiorczosci to wlasciwie jedyny przedmiot ktory wspominam swietnie. Naprawde kochalam to. Uczyl nas facet - praktyk, prowadzacy wlasna firme. Mlody czlowiek.  I dostalam swira na tym punkcie, pamietam.
I to jedyna wiedza z lo ktora przechowuje w glowie do dzis i ktora w pelni uznaje za przydatna. Jedyna.

753

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Podstawy przedsiebiorczosci to wlasciwie jedyny przedmiot ktory wspominam swietnie. Naprawde kochalam to. Uczyl nas facet - praktyk, prowadzacy wlasna firme. Mlody czlowiek.  I dostalam swira na tym punkcie, pamietam.

Fajnie. Uważam, że ten przedmiot ma bardzo duży potencjał, jeśli prowadzi go właściwa osoba. U nas niestety polegało to na uczeniu się regułek, bo lekcje prowadziła kobieta, której chyba brakowało godzin do etatu. Za to w liceum miałam ciekawe lekcje przysposobienia obronnego, które prowadził były wojskowy. Jednocześnie był prawnikiem i to takim, któremu świetnie się wiedzie. Zawsze się zastanawialiśmy dlaczego uczy tego przedmiotu (prowadził tylko te jedne zajęcia ze wszystkimi klasami). No ale może miał powołanie, bo nauczycielem był świetnym. Na studiach również najbardziej pożyteczne zajęcia prowadzili praktycy. Dla mnie w sumie bez sensu jest to, by od liceum wzwyż zajęcia prowadzili teoretycy. Szkoda czasu na takie studiowanie/ uczenie się. Wiadomo, że nie ze wszystkich przedmiotów koniecznie musi być praktyk, ale moim zdaniem taka osoba ma więcej do zaoferowania. Może nie zawsze, bo niektórzy nauczyciele mają ogromny zapał i nie przeszkadza ich brak doświadczenia, ale ja teraz zwracam uwagę na praktyków, jeśli biorę udział w szkoleniach, kursach, studiach podyplomowych itp. Poteoretyzować to każdy może, a ja lubię, kiedy mi się opowiada o prawdziwym życiu.

754 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-23 21:33:58)

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

W mordę, nie tknę minimum przez rok 12-letniej whisky... nie byle jak targa człowiekiem lol

Ja whiskey w większych ilościach nie piję od 2007:p do dziś na wspomnienie mną targa;d miałem wtedy wielkiego kaca, także moralnego

755

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:
daenerys7 napisał/a:
kammiś napisał/a:

Jestem na etapie przyciemniania karnacji i jestem coraz ladniej opalona

Beta karoten czy chodzisz na opalanie natryskowe? A może jedno i drugie? smile

truskaweczko, co do batonów twarogowych, to pewnie też zależy od konkretnej marki, ile mają cukru i w konsekwencji - kalorii. Następnym razem baczniej im się przyjrzę. wink
Jeśli chodzi o języki, to ja najbardziej lubię się uczyć poprzez czytanie książek. Tego Foletta czytam właśnie po francusku, skłamałabym, gdybym powiedziała, że rozumiem wszystko, ale na pewno sporo. Co najważniejsze - jest progres. Na olx można dostać je w bardzo korzystnej cenie (używane oczywiście).

Nie słyszałam wcześniej o tym "TED", odwiedziłam stronkę i wydaje się ciekawa. Cslady, znasz coś takiego ale jeszcze np. po francusku?
FF to fast foody, zgadza się.

A na diecie byłam raz w życiu i wiem jedno - nigdy więcej, bo myślałam, że umrę. tongue Chciałam spróbować bezglutenowej i na początku było dobrze. Ale potem... dramat, bo zaczęłam strasznie chudnąć (na diecie nie byłam ze względu na odchudzanie), mimo sporych ilości jedzenia i kompletnie nie miałam energii. Diety nie dla mnie - po prostu staram się zdrowo odżywiać, ale pogrzeszyć też lubię. :>
Pomijając fakt, że jako osoba, która nie znosi matematyki - zabiłabym się prędzej niż liczyła kalorie.

Ja na diecie 500 kcal bylam trzy dni - po prostu to dieta warzywna, ciezko zjesc wiecej na surowych warzywach, a wcale glodna nie chodzisz wink
Przed urodzinami na ktorych bede jesc wiecej big_smile nawet na pizze sie skusze big_smile

Balsamy brazujace wink
I wyszlo chyba ladnie smile)))
Malo oplacalny biznes, bo wszystkie kosmetyki trzeba bylo zmienic - znaczy podklad, puder, roz  korektory, bronzer i wybrac te do mojej nowej karnacji.
Ale pasuje mi to do ciemnych wlosow, brwi i oczu smile
Wygladam jakby to byla moja naturalna karnacja big_smile

Też mam ciemne włosy, brwi i oczy (naturalnie) i bardzo jasną karnację, raczej wygląda to dobrze. Ale pamiętam, że jak dość mocno opaliłam się poprzedniego lata (nie wiem jakim cudem), to fajnie to wyglądało.
Chyba raz w życiu użyłam balsamu brązującego i to tylko z ciekawości... A może to był samoopalacz? Nawet nie pamiętam, ale zrobiłam to beznadziejnie i na dodatek skóra śmierdziała jakby spalenizną (?!). To nie dla mnie. big_smile

A nie było Ci słabo, gdy ćwiczyłaś, jak byłaś na 500kcal? Nie krytykuję i nie pouczam, nikomu w talerz nie zaglądam - po prostu wiem jak się czuję podczas biegania lub ćwiczeń, gdy danego dnia zjem trochę mniej niż zwykle. Nie mam z tego żadnej przyjemności, bo męczę się po chwili.

takaja87, ja też żyję ostatnio intensywnie. Powiedziałabym, że nawet za bardzo. smile Nie mogę się doczekać roku akademickiego, ale przeraża mnie, że zajęcia mam praktycznie codziennie na 8, co przy moim dojeździe jest zabójcze. Ale przynajmniej wcześniej kończę - coś za coś.

PP miałam w LO beznadziejne, też uważam, że ten przedmiot ma duży potencjał, jednak konfrontacja z rzeczywistością jest dosyć bolesna. :> Regułki, krzyżówki, napisanie dwóch prac w ciągu roku szkolnego. Dodam, że to wszystko (a może nic? wink) w najlepszym liceum w moim mieście, więc nie była to kwestia słabej szkoły. Olewajstwo nauczycielki po prostu. tongue Podobnie się miała sprawa z przysposobieniem obronnym.

whiskey? Rety, to nawet brzmi obrzydliwie. big_smile

756 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-24 08:31:14)

Odp: Nie żyję byle jak!
daenerys7 napisał/a:
kammiś napisał/a:
daenerys7 napisał/a:

Beta karoten czy chodzisz na opalanie natryskowe? A może jedno i drugie? smile

truskaweczko, co do batonów twarogowych, to pewnie też zależy od konkretnej marki, ile mają cukru i w konsekwencji - kalorii. Następnym razem baczniej im się przyjrzę. wink
Jeśli chodzi o języki, to ja najbardziej lubię się uczyć poprzez czytanie książek. Tego Foletta czytam właśnie po francusku, skłamałabym, gdybym powiedziała, że rozumiem wszystko, ale na pewno sporo. Co najważniejsze - jest progres. Na olx można dostać je w bardzo korzystnej cenie (używane oczywiście).

Nie słyszałam wcześniej o tym "TED", odwiedziłam stronkę i wydaje się ciekawa. Cslady, znasz coś takiego ale jeszcze np. po francusku?
FF to fast foody, zgadza się.

A na diecie byłam raz w życiu i wiem jedno - nigdy więcej, bo myślałam, że umrę. tongue Chciałam spróbować bezglutenowej i na początku było dobrze. Ale potem... dramat, bo zaczęłam strasznie chudnąć (na diecie nie byłam ze względu na odchudzanie), mimo sporych ilości jedzenia i kompletnie nie miałam energii. Diety nie dla mnie - po prostu staram się zdrowo odżywiać, ale pogrzeszyć też lubię. :>
Pomijając fakt, że jako osoba, która nie znosi matematyki - zabiłabym się prędzej niż liczyła kalorie.

Ja na diecie 500 kcal bylam trzy dni - po prostu to dieta warzywna, ciezko zjesc wiecej na surowych warzywach, a wcale glodna nie chodzisz wink
Przed urodzinami na ktorych bede jesc wiecej big_smile nawet na pizze sie skusze big_smile

Balsamy brazujace wink
I wyszlo chyba ladnie smile)))
Malo oplacalny biznes, bo wszystkie kosmetyki trzeba bylo zmienic - znaczy podklad, puder, roz  korektory, bronzer i wybrac te do mojej nowej karnacji.
Ale pasuje mi to do ciemnych wlosow, brwi i oczu smile
Wygladam jakby to byla moja naturalna karnacja big_smile

Też mam ciemne włosy, brwi i oczy (naturalnie) i bardzo jasną karnację, raczej wygląda to dobrze. Ale pamiętam, że jak dość mocno opaliłam się poprzedniego lata (nie wiem jakim cudem), to fajnie to wyglądało.
Chyba raz w życiu użyłam balsamu brązującego i to tylko z ciekawości... A może to był samoopalacz? Nawet nie pamiętam, ale zrobiłam to beznadziejnie i na dodatek skóra śmierdziała jakby spalenizną (?!). To nie dla mnie. big_smile

A nie było Ci słabo, gdy ćwiczyłaś, jak byłaś na 500kcal? Nie krytykuję i nie pouczam, nikomu w talerz nie zaglądam - po prostu wiem jak się czuję podczas biegania lub ćwiczeń, gdy danego dnia zjem trochę mniej niż zwykle. Nie mam z tego żadnej przyjemności, bo męczę się po chwili.

takaja87, ja też żyję ostatnio intensywnie. Powiedziałabym, że nawet za bardzo. smile Nie mogę się doczekać roku akademickiego, ale przeraża mnie, że zajęcia mam praktycznie codziennie na 8, co przy moim dojeździe jest zabójcze. Ale przynajmniej wcześniej kończę - coś za coś.

PP miałam w LO beznadziejne, też uważam, że ten przedmiot ma duży potencjał, jednak konfrontacja z rzeczywistością jest dosyć bolesna. :> Regułki, krzyżówki, napisanie dwóch prac w ciągu roku szkolnego. Dodam, że to wszystko (a może nic? wink) w najlepszym liceum w moim mieście, więc nie była to kwestia słabej szkoły. Olewajstwo nauczycielki po prostu. tongue Podobnie się miała sprawa z przysposobieniem obronnym.

whiskey? Rety, to nawet brzmi obrzydliwie. big_smile

Nie, bo ja jadlam duzo ale to byla dieta owocowo-warzywna z naciskiem na warzywna. Chodzilam peeeeeelna smile poza tym robie sobie takie oczyszczanie 2-3 dni raz na jakis czas smile
Sprobuj zjesc 500 kcal na surowych warzywach, bedziesz chodzic napchana tongue
Dla mnie to nie jest w sumie srodek do chudniecia, ale do oczyszczenia sie z toksyn. Robie to glownie latem, bo mam wtedy warzywa od rodzicow z ogrodu.
Ja sie smaruje balsamami delikatnie brazujacymi przeznaczonymi do jasnej karnacji. Samoopalaczy typowych nie ruszam. 
A wiecie co ma Lirene? Make up do ciala big_smile dziwne
Myslalam o tym natryskowym ale strasznie dlugo to trwa i trzeba czesto powtarzac tongue to jak samoopalacz, zmywa sie. A solary i jarania sie na sloncu nie uznaje - zmarszczki, przebarwienia, fuj.

757

Odp: Nie żyję byle jak!

słyszałam o tym oczyszczaniu z warzyw i musze tego sprobować. Moja koleżanka raz w miesiącu robiła sobie dzień w którym piła tylko wodę, nie jedząc nic. Ja bym chyba nie dała rady, ale mysle ze to działało. wyglada młodziej o jakieś 8 lat a ma ponad 40.

Wczoraj wziełam tydzień urlopu i lecę do koleżanki do Londynu na 4 dni big_smile cieszę sie mega. w prawdzie to tylko Londyn, ale tam mnie jeszcze nie było.

swoją drogą wczoraj pomyślałam, ze mogłabym zrobić jakis kurs nie drogo. nie wiem jeszcze jaki, nie wiem czego chce się nauczyć, ale musze czegoś poszukać i zrobić po prostu coś nowego, czego nie robiłam wcześniej smile

Miłego dnia wszystkim!

758

Odp: Nie żyję byle jak!

Jednak prodziekan nie taki straszny, chyba mnie pamieta z zajec big_smile
"Dobrze, spojrzymy na to jeszcze raz"
Jest nadzieja

759

Odp: Nie żyję byle jak!

No i brawo:) Na takim wydziale trzeba wykazać samozaparcie i nie odpuszczać łatwo. To wbrew pozorom plusy. Oczywiście jeśli ma to uzasadnienie i jest mądrze uzasadnione. U Ciebie jest:)
Ja używam balsam brązujący z Dove:P

760

Odp: Nie żyję byle jak!

Swoja droga dzisiaj na uczelni spotkalam pania doktor z ktora mialam kiedys zajecia i chwile pogadalysmy. W ciazy jest, pewnie pod koniec bo miala spory brzuch.
I tak sobie mysle - to bardzo pocieszajace i optymistyczne ze kobiety chca rodzic dzieci we wlasciwym wieku. Pani przed 40stka.
Wygladala PRZEPIEKNIE. Asymetryczna modna fryzura, troche mocniejszy makijaz, rozowa sukienka - obcisla gdzie trzeba, lezala na niej idealnie.
Milo widziec ze sa kobiety dla ktorych w ciazy istnieje ladny stroj.
Bo ogladanie nastolatek-dziewczyn w moim wieku w rozciagnietych na brzuchu leginsach jest niemile.

761

Odp: Nie żyję byle jak!

Moja żona jak to mówiła miała w ciąży szczególną potrzebę wyglądać ładnie, a po ciąży jeszcze bardziej. Wszyscy jej zazdroszczą. Po ciąży waży 4 kg mniej niż przed:D

762

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

No i brawo:) Na takim wydziale trzeba wykazać samozaparcie i nie odpuszczać łatwo. To wbrew pozorom plusy. Oczywiście jeśli ma to uzasadnienie i jest mądrze uzasadnione. U Ciebie jest:)
Ja używam balsam brązujący z Dove:P

A nie widzialam ich w sklepie ;p
Facet i balsam brazujacy? tongue

763

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

Moja żona jak to mówiła miała w ciąży szczególną potrzebę wyglądać ładnie, a po ciąży jeszcze bardziej. Wszyscy jej zazdroszczą. Po ciąży waży 4 kg mniej niż przed:D

Bo do tego moim zdaniem trzeba dojrzec a nie miec 19-20 lat.

764

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Facet i balsam brazujacy? tongue

Mam mocno jasną karnację, a opalać się nie lubię, a solara to w ogóle zło:)

765

Odp: Nie żyję byle jak!

W ogole panie z dziekanatu jak zawsze daly d***
Napisaly mi w mailu "w rozstrzygnieciu o ktore pani prosila pan prodziekan...."
Ide dzis do prodziekana i co? "Ale kto pani powiedzial ze wydalem rozstrzygniecie?".... hmm
Nie bylo zadnego ROZSTRZYGNIECIA. to byla jedynie jego sugestia. Zanotowal na tym moim wniosku drobnyki literkami odrecznie. Ale one tego nie rozrozniaja, no coz.

766 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-24 11:27:09)

Odp: Nie żyję byle jak!

Kolega opowiedzial mi kawal, sie podziele:

Wsiada 4 facetow do samochodu. Samochod nie chce zapalic.
Mechanik mowi: moze rozrusznik zepsuty.
Elektryk: moze akumulator rozladowany
Chemik: moze benzyna zanieczyszczona.
Student prawa: a ja studiuje prawo.

big_smile

Swoja droga ze studentow ZADNEGO inne kierunku tak bardzo nie cisna w necie jak z nas.
Chamstwo! big_smile

767

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

W ogole panie z dziekanatu jak zawsze daly d***
Napisaly mi w mailu "w rozstrzygnieciu o ktore pani prosila pan prodziekan...."
Ide dzis do prodziekana i co? "Ale kto pani powiedzial ze wydalem rozstrzygniecie?".... hmm
Nie bylo zadnego ROZSTRZYGNIECIA. to byla jedynie jego sugestia. Zanotowal na tym moim wniosku drobnyki literkami odrecznie. Ale one tego nie rozrozniaja, no coz.

To ja kiedyś poszedłem po decyzję i Panie mi oddają moje pismo z adnotacją dziekana. To ja je pytam, gdzie jest decyzja. A one, no że dziekan napisał. A ja im wytłumaczyłem, że w myśl Kpa to nie jest decyzja i ja chcę dostać normalną decyzję. Nie wiedziały o co mi chodzi:D

768 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-24 13:32:42)

Odp: Nie żyję byle jak!

Hmm no ja bym koło 40-stki nie zdecydowała się na ciążę. Chociaż mówię tak teraz, a potem zapewne mogłabym zmienić zdanie. Na uwinięcie się z produkcją daję sobie czas tak do 35. roku życia. Potem już bałabym się ryzykować (przynajmniej teraz tak sądzę). No ale mam jeszcze 9 lat do mojego deadline'u, więc być może się wyrobię. Najchętniej miałabym bliźniaki albo nawet trojaczki, żeby mieć z głowy kolejne ciąże. big_smile Szkoda, że nie można w ten sposób składać zamówień. W sumie w mojej rodzinie były ciąże mnogie, no i spełniam też inne kryteria, które podnoszą prawdopodobieństwo zajścia w taką ciążę. Zobaczymy. big_smile

769

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Hmm no ja bym koło 40-stki nie zdecydowała się na ciążę. Chociaż mówię tak teraz, a potem zapewne mogłabym zmienić zdanie. Na uwinięcie się z produkcją daję sobie czas tak do 35. roku życia. Potem już bałabym się ryzykować (przynajmniej teraz tak sądzę). No ale mam jeszcze 9 lat do mojego deadline'u, więc być może się wyrobię. Najchętniej miałabym bliźniaki albo nawet trojaczki, żeby mieć z głowy kolejne ciąże. big_smile Szkoda, że nie można w ten sposób składać zamówień. W sumie w mojej rodzinie były ciąże mnogie, no i spełniam też inne kryteria, które podnoszą prawdopodobieństwo zajścia w taką ciążę. Zobaczymy. big_smile

Uważam że tak 28 - 40 jest ok.
Po prostu uważam że ciąża dziewczyn w moim wieku to debilny pomysł.

770 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-24 18:42:45)

Odp: Nie żyję byle jak!

Hehe, no to łapię się w Twoje kryteria, bo tak właśnie planuję za jakieś 2 lata pierwsze dziecko. Choć plany się zmieniają, więc zobaczymy. Sądzę, że sporo zależy od indywidualnej sytuacji. Ty masz takie studia, gdzie faktycznie ciężko byłoby coś godzić albo przerywać (nie twierdzę, że się nie da, bo w teorii wszystko jest możliwe). Natomiast nie wszystkie kobiety wykonują zawody, gdzie trzeba tyle się uczyć albo studiują kierunki, gdzie trudno się utrzymać. Też bym się nie zdecydowała na dziecko w wieku 18-23 lat, ale to tylko moja subiektywna perspektywa. Wtedy jeszcze byłam średnio dojrzała emocjonalnie, nie miałam partnera, no i dopiero decydowałam kim chcę być, szukałam swojej drogi. Poza tym ja jestem wbrew pozorom bardzo strachliwa jeśli chodzi o tego typu rzeczy i muszę mieć bardzo duży poziom bezpieczeństwa, by móc zdecydować się na dziecko. Inaczej ciągle bym się stresowała, a macierzyństwo by mi nie służyło. Gdybym w wieku 21-22 lat miała już powiedzmy od 5 lat stałego partnera, od rodziców dostałabym mieszkanie i wykonywałabym zawodowo pracę, która wydaje mi się stabilna i zgodna z moimi zainteresowaniami, to być może miałabym dziecko. Choć aktualnie sądzę, że nie. Tak samo z macierzyństwem koło 40-stki. Z mojej obecnej perspektywy wydaje mi się idiotyzmem, bym aż tyle czekała, skoro już mam warunki, bo więcej bym ryzykowała niż zyskiwała. Natomiast jeżeli bardzo późno poznałabym miłość swojego życia albo właśnie miała aż tak wymagającą czasowo pracę jak lekarze, to taki wiek byłby dla mnie ok. Ja ogólnie w kwestiach finansowych czy zawodowych jestem ryzykantką, ale w kwestiach osobisto-emocjonalnych wprost przeciwnie.

Właśnie dostałam maila od dalszego znajomego, który chciał, bym wyświadczyła mu przysługę, tj. wykonała bezpłatnie to, co na co dzień robię za pieniądze. Być może bym to zrobiła, ale jak przeczytałam maila, to witki mi opadły. Nie znoszę kiedy ktoś pisze do mnie wiadomości i używa skrótów "tb", "cb" itp. Dla mnie to nie tylko brak szacunku i lenistwo, ale przede wszystkim kojarzy mi się to z gimbazą umysłową albo kimś strasznie infantylnym. No jak mam brać poważnie człowieka, który tak pisze? Tzn. gdyby to był jakiś prosty, słabo wykształcony, ale miły i pomocny człowiek, to nie byłoby sprawy. No ale oczekuję czegoś więcej od osoby po studiach, która uważa się za inteligentną i chce czegoś ode mnie. Skąd ci ludzie się biorą? big_smile Nie zamierzam odpowiedzieć na maila.

771

Odp: Nie żyję byle jak!

Moja znajoma zaszła w ciążę na studiach, nie mając mieszkania, męża i pracy, za to mając lat 23. Temat męża rozwiązał się najszybciej lol Mieszkali dalej w akademiku. Studia skończyła, zaczęła doktoranckie, skończyła doktoratem mając ugruntowaną pozycję na uczelni. Rzuciła to w cholerę i podjęła inną pracę, piastując szereg kierowniczych stanowisk. Realizuje się dziewczyna jak cholera kierując zespołami ludzi w mało kobiecym środowisku. W międzyczasie zdążyła o zgrozo urodzić drugie dziecko. Ustalmy więc może jedno, dziecko może przeszkadzać tylko komuś komu będzie przeszkadzać wszystko...

772

Odp: Nie żyję byle jak!

No tak, ja nie twierdzę, że każdemu by przeszkadzało. Ja sama nie zdecydowałabym się na macierzyństwo w takich okolicznościach, ale nie obchodzi mnie jak żyją inni. Każdego uszczęśliwia coś innego.

773

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja właśnie uporczywie pracuję nad trzecim, niestety bez współpracy zainteresowanej żeby nie nazwać tego sabotażem... smile

774

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Hmm no ja bym koło 40-stki nie zdecydowała się na ciążę. Chociaż mówię tak teraz, a potem zapewne mogłabym zmienić zdanie. Na uwinięcie się z produkcją daję sobie czas tak do 35. roku życia.

Masz bardzo podobne podejście do mojego. Wiedziałam, że nie chcę mieć dzieci zbyt wcześnie czyli przed 25 rokiem (wiek nastoletni w ogóle nie wchodził w rachubę), ani zbyt późno. Chciałam mieć przed 35 rokiem życia. Taką cezurę czasową sobie założyłam.
I to było właśnie w sam raz wink

775

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

Moja znajoma zaszła w ciążę na studiach, nie mając mieszkania, męża i pracy, za to mając lat 23. Temat męża rozwiązał się najszybciej lol Mieszkali dalej w akademiku. Studia skończyła, zaczęła doktoranckie, skończyła doktoratem mając ugruntowaną pozycję na uczelni. Rzuciła to w cholerę i podjęła inną pracę, piastując szereg kierowniczych stanowisk. Realizuje się dziewczyna jak cholera kierując zespołami ludzi w mało kobiecym środowisku. W międzyczasie zdążyła o zgrozo urodzić drugie dziecko. Ustalmy więc może jedno, dziecko może przeszkadzać tylko komuś komu będzie przeszkadzać wszystko...

Mam przyjaciółkę, która na studiach (prawo) urodziła dwójkę dzieci, a po studiach trzecie. W stosunku do innych "opóźniło" ją to w realizacji planów zawodowych o rok.
Inną jest rzeczą, że ja na studiach (ani zaraz po) nie chciałam mieć jeszcze dzieci. Przyznaję, że byłam bardzo "rozrywkowa" i nie chciałam z tego od razu rezygnować. W planach zawodowych pewno wiele by się nie zmieniło, co najwyżej doszłoby do jakiegoś drobnego poślizgu.

776

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

Ja właśnie uporczywie pracuję nad trzecim, niestety bez współpracy zainteresowanej żeby nie nazwać tego sabotażem... smile

Coś mi się chyba pomerdało, ale miałam wrażenie, że Ty masz właśnie troje dzieci smile
Ja dziś trochę żałuję, że nie mam trójki.

777

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja też mogłabym się podpisać pod słowami: "nie żyję byle jak". Dla każdego oznacza to coś innego.
Ja np. nie odżywiam się byle jak i nie spędzam czasu byle jak. Od 1,5 roku bardzo unikam (właściwie zrezygnowałam) 3 rodzajów produktów, czytam skrupulatnie etykiety, piekę/gotuję dużo zdrowych potraw (mimo braku zdolności kulinarnych wciąż się uczę), odzwyczaiłam się od cukru/słodyczy, jem sporo warzyw. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, to więcej czytam, pisze wiersze, słucham muzyki relaksacyjnej i rożnych sesji. Ogólnie mówiąc, bardziej dbam o zdrowie np. ćwiczę (zamierzam też kupić kijki), zrezygnowałam z obcasów, ze spania na poduszce (zamierzam kupić sobie ortopedyczna).  Ku niedowierzaniu i zazdrości innych czuję się świetnie, jestem spokojniejsza, bardziej zadowolona z życia, zdrowsza o 80%.

778

Odp: Nie żyję byle jak!
luc napisał/a:

Masz bardzo podobne podejście do mojego. Wiedziałam, że nie chcę mieć dzieci zbyt wcześnie czyli przed 25 rokiem (wiek nastoletni w ogóle nie wchodził w rachubę), ani zbyt późno. Chciałam mieć przed 35 rokiem życia. Taką cezurę czasową sobie założyłam.
I to było właśnie w sam raz wink

Ja może wcześniej nie byłam specjalnie rozrywkowa, bo w wieku dwudziestu kilku lat ciągle siedziałam nad książkami, a moje życie towarzyskie nie istniało. Wtedy perspektywa ciąży mnie przerażała. Nie twierdzę, że moje podejście było słuszne, bo jeśli żyje się jak pustelnik, to trudno poznać jakiegoś mężczyznę z którym ewentualnie założyłoby się rodzinę przed 30-stką. Szczęśliwy związek trafił mi się trochę jak ślepej kurze ziarno. Czasami aż mnie ciarki przechodzą, gdy pomyślę, że "zmarnowałam" tyle czasu, bo patrząc z perspektywy to był dla mnie błąd, że skupiałam się tylko i wyłącznie na nauce. Tzn. mówię tylko o sobie, bo niektórych takie skupienie właśnie uszczęśliwia. Ja wtedy sama siebie za bardzo nie znałam i niezbyt wiedziałam co jest dla mnie dobre.

Gdzieś czytałam, że idealna liczba dzieci to 4. big_smile Oczywiście mówię to pół żartem, pół serio, bo tego typu "badania amerykańskich naukowców" traktuję z przymrużeniem oka. Argumentacja była mniej więcej taka, że jedno lub dwoje dzieci to za mało, by czuć się w pełni nasyconym jako rodzic , gdyż kolejne dziecko to jeszcze więcej szczęścia. Natomiast z trójką problem jest taki, że jedno z tych dzieci zawsze będzie trochę na uboczu. Być może to bzdura, ale nas była trójka i właśnie tak było, że moje rodzeństwo bardziej się ze sobą dogadywało jako dzieci. A czwórka jest niby idealna i jak patrzę na moich znajomych, którzy mają czwórkę, to też bym tak chciała. big_smile Mój tata ma czwórkę rodzeństwa i strasznie mi się podoba, że jego rodzina jest taka ze sobą zżyta. Zresztą my - ich dzieci - też jesteśmy do siebie przywiązani i mamy wszyscy przyjacielskie relacje. Chciałabym czegoś podobnego dla moich dzieci i wnuków, żeby zawsze miały dużo osób na które mogą liczyć.

779 Ostatnio edytowany przez Snake (2015-09-24 21:38:02)

Odp: Nie żyję byle jak!
luc napisał/a:

Coś mi się chyba pomerdało, ale miałam wrażenie, że Ty masz właśnie troje dzieci smile

No biorąc pod uwagę ilość zachodu jakiego wymaga kobieta, to mam trzy smile

luc napisał/a:

Ja dziś trochę żałuję, że nie mam trójki.

Właśnie, czemu mam kurna żałować! Mówię, że chcę trzy, ona na to, że z nią na pewno nie. Ja na to, że da się to obejść... lol

Mam lekkie zbrzydzenie do alkoholu, a ilość kalorii musi się zgadzać. Żona znów sobie uroiła, że przestaje się mieścić w jakiś rozmiar 36 więc wielka szarlotka jest tylko dla mnie. Jestem twardy i dziś ją jeszcze pokonam...

780

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja tam nie oddałabym szarlotki z własnej woli. Jeszcze zjadłabym partnera.

Posty [ 716 do 780 z 972 ]

Strony Poprzednia 1 … 10 11 12 13 14 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026