netkobietyWszystkie działy
Nasza społeczność

Nie żyję byle jak!

971 odpowiedzi82 330 wyświetleńzałożony przez Eileen, 27.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Strony Poprzednia 1 … 9 10 11 12 13 14 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 651 do 715 z 972 ]

651 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-09-17 02:21:49)

Odp: Nie żyję byle jak!

Nie no ok, jak piszę w tych batonach muesli Emco też jest cukier z 3 razy w składzie, ale i tak najpierw w składzie są orzechy itp, więc jak dla mnie i tak są lepsze od innych, no i czuć, że cukier jest, ale są mniej słodkie i tak od innych batonów muesli jakie próbowałam, bo jadłam też Bakallandu i Vitanella z Biedronki. Dlatego dla mnie i tak są ok, jak czasem zjem.

Aha ok, no ja właśnie na razie nie dałabym rady po angielsku przeczytać książki, jeszcze umiem średnio, góra poziom B1 albo lekko słabiej, no i na razie lepiej mi idzie jak robię ćwiczenia, słucham też jakichś dialogów itp. No, ale z czasem, pewnie, że tak.

No rozumiem, też tak będę starała się jeść zdrowo, ale i czasem coś niezdrowego też jak będę chciała, z umiarem, a inne rzeczy różnorodnie w miarę będę się starała. Zmieniam nawyki, bo miałam gorsze, właśnie za dużo jadłam słodyczy itp stąd nadwaga, ale powoli raczej się uda. No generalnie dokładnie liczyć też mi się nie chciało i z matmy też byłam słaba big_smile

652

Odp: Nie żyję byle jak!

Uwielbiam te batony twarogowe. Mają dość dobre wartości odżywcze, jak ktoś sobie w diecie je w plecie to będą na pewno lepsze niż taki mars czy snickers, a są dużo smaczniejsze. Po raz pierwszy jadłem je wiele lat temu na Litwie. Szukałem ich u nas, ale nie było. Jakieś 2 lata temu pojawiły się w sklepach w PL. To są te litewskie. Ale czasem trudno je kupić bo są tak smaczne, że schodzą na pniu. Litwini nie dają rady z produkcją na Polskę:)
Ja wstałem już jakiś czas temu i ruszam zaraz na trening przed pracą. W pracy jest kocioł od poniedziałku, sporo rzeczy już zrobiłem. Ale to efekt urlopu, na którym po raz pierwszy od lat byłem 3 tygodnie. Trochę znów się przepisy pozmieniały i muszę przygotować zarządzenia, nowe wzory umów dla studentów itd. W sumie prosta rzecz, ale czasu trzeba trochę jednak nad tym spędzić. Poza tym znów jakaś kontrola z ministerstwa i znów im będę musiał tłumaczyć, że nie mają racji. Te kontrole to jest masakra. Przyjeżdżają teoretycy, którzy nie mają w ogóle styczności z życiem uczelni i pierdzielą androny.

653

Odp: Nie żyję byle jak!

Wiecie, że w życiu nie slyszalam o batonach twarogowych? xd Co to to, gdzie to i jak wyglada?

654

Odp: Nie żyję byle jak!

W lodówkach przy nabiale leżą często takie batoniki. Razem z tymi mlecznymi kanapkami itp. Te litewskie nazywają się magija i są w smaku waniliowym i czekoladowym. W Biedronie też się pojawiały ale nazwy nie pamiętam. Wyglądają tak.
Obrazek dodany przez użytkowniczkę

655

Odp: Nie żyję byle jak!

Przeczytałam skład i wanilina oraz utwardzony tłuszcz roślinny raczej nie zachęciły mnie do spróbowania...:(

Ja zresztą zamiast takich wynalazków wolę po prostu zjeść twarogu.

656

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

W lodówkach przy nabiale leżą często takie batoniki. Razem z tymi mlecznymi kanapkami itp. Te litewskie nazywają się magija i są w smaku waniliowym i czekoladowym. W Biedronie też się pojawiały ale nazwy nie pamiętam. Wyglądają tak.
Obrazek dodany przez użytkowniczkę

Dzięki. Wanilii nie lubię, inne mogą być dobre. Trzeba spróbować. tongue

657

Odp: Nie żyję byle jak!

Spróbuj koniecznie, są obłędne! :DJa kupuję w Piotrze i Pawle.

Martainn, to dziwne, bo kojarzę je z dzieciństwa, potem chyba zniknęły, powróciły dopiero ostatnio.

658

Odp: Nie żyję byle jak!
gojka102 napisał/a:

Przeczytałam skład [...]

Dlatego ja kupuję głównie te produkty, gdzie skład ogranicza się do formułki: warzone z najlepszych składników... lol

659 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-17 21:00:18)

Odp: Nie żyję byle jak!

A ja się kieruję logiką. Ile w takim batoniku może być tego tłuszczu palmowego? No śladowe ilości bo batonik nie jest za duży. A co do waniliny. Kiedyś tematem się interesowałem i substancja ta ma więcej korzyści niż negatywów... np. zwiększa wrażliwość insulinową i wspomaga odchudzanie:)

660 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2015-09-17 22:11:23)

Odp: Nie żyję byle jak!
Martainn napisał/a:

A ja się kieruję logiką. Ile w takim batoniku może być tego tłuszczu palmowego? No śladowe ilości bo batonik nie jest za duży. A co do waniliny. Kiedyś tematem się interesowałem i substancja ta ma więcej korzyści niż negatywów... np. zwiększa wrażliwość insulinową i wspomaga odchudzanie:)

Owszem śladowe ilości tu,śladowe tam i dzienna dawka się magicznie zaokrągla.
Co do waniliny ja znalazłam taką informację:

"Wanilina: sztuczny aromat ( zawiera MSG)
wanilina przez Europejskie Biuro Chemiczne jest oznaczona jako substancja szkodliwa. Może wywoływać podrażnienia i jest oznaczona jako R22 czyli działa szkodliwie po połknięciu.

Gdy większość ludzi widzi nazwę waniliny, myślą o wanilii.  Zapach i smak wanilii są to tylko chemikalia. Dzięki technologii, można zrobić go tanio z ropy naftowej w laboratorium. Największym producentem waniliny w świecie są Chiny, a ponad 90% produktów spożywczych zawiera wanilinę z Chin. Najgorsze jest to, że wanilina zawiera nieoznakowany  MSG. Nie jest składnikiem odżywczym, witamina lub minerałem i nie ma żadnych korzyści dla zdrowia. MSG wykazuje działanie pobudzające na  mózg, więc  myślimy, że coś smakuje lepiej (niż w rzeczywistości jest), a tym samym jemy więcej."

661 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-18 05:41:27)

Odp: Nie żyję byle jak!

Wszystko może podrażniać jak ma się skłonności. Wanilina ma też jednak pozytywne właściwości. Obniża cholesterol i trójglicerydy http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24195348. Na stan mojej wiedzy ilość korzyści zdecydowanie przeważa. Generalnie w teoriach o żywieniu jest masa mitów. Np eliminacja tłuszczy nasyconych miała mieć zbawienie skutki na zdrowie, a ma fatalne. Nie każdy tłuszcz nasycony jest zły, tak jak nie każdy nienasycony jest dobry. Większość olei roślinnych ma fatalny stosunek o-3 do o-6 a promowane są jako zdrowe. Wiele lat twierdzono że to tłuszcze nasycone i dieta tłuszczowa są odpowiedzialne za wysoki poziom tr9jglicerydów i miażdżycę. Okazuje się jednak że u osób na diecie wysoko tłuszczowej profil lipidowy znacznie się poprawia. Poziom trójglicerydów jest za to zależny od spożycia węglowodanów a w szczególności "zdrowej' fruktozy. Dlatego dziś w profilaktyce miażdżycy zaleca się ograniczanie spożycia owoców bogatych we fruktozę która u osób z zespołem metabolicznym wpływa fatalnie na zdrowie. Owszem tłuszcze utwardzone to zło. W niektórych państwach ich użycie jest prawnie zakazane. Ale na co dzień ich nie jem więc ten jeden malutki batonik raz na dwa tygodni mi nie zaszkodzi:)
Ps. Przepraszam za ewentualne błędy ale nie lubię pisać na tablecie. Spadam na pakjernie.

662

Odp: Nie żyję byle jak!
daenerys7 napisał/a:
kammiś napisał/a:

Jestem na etapie przyciemniania karnacji i jestem coraz ladniej opalona

Beta karoten czy chodzisz na opalanie natryskowe? A może jedno i drugie? smile

truskaweczko, co do batonów twarogowych, to pewnie też zależy od konkretnej marki, ile mają cukru i w konsekwencji - kalorii. Następnym razem baczniej im się przyjrzę. wink
Jeśli chodzi o języki, to ja najbardziej lubię się uczyć poprzez czytanie książek. Tego Foletta czytam właśnie po francusku, skłamałabym, gdybym powiedziała, że rozumiem wszystko, ale na pewno sporo. Co najważniejsze - jest progres. Na olx można dostać je w bardzo korzystnej cenie (używane oczywiście).

Nie słyszałam wcześniej o tym "TED", odwiedziłam stronkę i wydaje się ciekawa. Cslady, znasz coś takiego ale jeszcze np. po francusku?
FF to fast foody, zgadza się.

A na diecie byłam raz w życiu i wiem jedno - nigdy więcej, bo myślałam, że umrę. tongue Chciałam spróbować bezglutenowej i na początku było dobrze. Ale potem... dramat, bo zaczęłam strasznie chudnąć (na diecie nie byłam ze względu na odchudzanie), mimo sporych ilości jedzenia i kompletnie nie miałam energii. Diety nie dla mnie - po prostu staram się zdrowo odżywiać, ale pogrzeszyć też lubię. :>
Pomijając fakt, że jako osoba, która nie znosi matematyki - zabiłabym się prędzej niż liczyła kalorie.

Ja na diecie 500 kcal bylam trzy dni - po prostu to dieta warzywna, ciezko zjesc wiecej na surowych warzywach, a wcale glodna nie chodzisz wink
Przed urodzinami na ktorych bede jesc wiecej big_smile nawet na pizze sie skusze big_smile

Balsamy brazujace wink
I wyszlo chyba ladnie smile)))
Malo oplacalny biznes, bo wszystkie kosmetyki trzeba bylo zmienic - znaczy podklad, puder, roz  korektory, bronzer i wybrac te do mojej nowej karnacji.
Ale pasuje mi to do ciemnych wlosow, brwi i oczu smile
Wygladam jakby to byla moja naturalna karnacja big_smile

663

Odp: Nie żyję byle jak!

Też próbowałam balsamów, ale to nie dla mnie. Nie umiem się tak dokładnie rozsmarować po całym ciele, by nie było smug. Jak mnie partner wysmarował, to rzeczywiście ładnie to wyglądało, ale niestety zabieg trzeba było często powtarzać, plus częste peelingi, które nie służą mojej skórze. A bez peelingu jeśli posmarowałabym się drugi raz po kilka dniach, to kolor nie rozłożyłby mi się równo. Chciałabym spróbować natrysków, ale jeszcze nie wiem z czym to się je i czy mi się opłaca. Gdyby wychodziło fajnie, to chodziłabym regularnie. big_smile

664 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-19 20:26:45)

Odp: Nie żyję byle jak!

Hej!
Ostatnimi czasy miałam trochę stresu.
Okazało się, że mój facet ma coś załatwić...w moim rodzinnym mieście chodziło o odwiedzenie pewnej osoby. No i poprosił żebym towarzyszyła. Wiecie ja jakoś nie przepadam za tym miastem, nie utożsamiam się z nim, nie ciągnie mnie tam od lat, nie mam tam ani znajomych ani wspomnień czy sentymentów. Wręcz gdy tam jadę wracają jakieś lęki, przykrości z przeszłości.
No ale pojechaliśmy. Ja już mu szczerze opowiedziałam kiedyś, że ja utożsamiam się z Naszym pięknym wielkim miastem. Że tu mieszkam, płace podatki, mam stąd dobre wspomnienia, praktycznie mogę powiedzieć, ze moje życie dopiero tu się zaczęło.
Jak dojechaliśmy, załatwiliśmy tę sprawę z odwiedzinami. To w sumie chętnie wybralibyśmy się na jakiś dobry obiad najlepiej do restauracji tarasem widokowym na miasto. Tylko jest taki problem. Takie miasta jak np Kraków, Gdynia, Wrocław mają swoje restauracje z tradycjami od 1000 lat w tym samym miejscu i nawet jak rzadko tam bywasz to wiesz gdzie to jest. Znam realia rodzinnego miasteczka, a, że tam nigdy takiej restauracji nie było. Ale o teraz jest...Macdonald big_smilebig_smile A, ze ładna pogoda była co będziemy siedzieć w murach, obok jest park. Trzeba powiedzieć, ze chociaż o park dbali zawsze. A teraz to nawet jest jakiś staw ławeczki, fontanna. Ja pamiętam, ze już ,,za mnie'' coś było jakieś imprezy, no tylko, ze ja nigdy nie chodziłam. Jest tam nawet taka skarpa z widokiem na miasto. Więc tak sobie siedzimy, mój facet zaczął mnie podpytywać o takie różne dziwne rzeczy. Np. czy przyprowadzałam tu jakiś chłopaków po szkole (nie nigdy) czy bawiłam się w tym klubie w parku (nie,nigdy)
czy przychodziłam tu na wagary (nie, nigdy). Dodałam, że czasem tu przychodziłam sama: pomyśleć w ciszy. Raczej przychodziłam smucić się samotności- no ale tego nie dodałam.
Ostatecznie- powiedziałam mu: wiesz kochanie ja tu w tym mieście, nigdy nie byłam szczęśliwa. Nie był to dla mnie dobry czas, ani miejsce.
W sumie to się bałam co odpowie, pomyśli, ze jestem dziwna. No ale zaskoczył mnie: a wiesz, ze nie jesteś pierwszą osobą która mi to mówi?
Okazuje się, że jego jeden z przyjaciół. Powiedział mu kiedyś: że dla niego życie zaczęło się dopiero gdy stąd wyjechał i poszedł do wojska.
Wiecie co z całym szacunkiem do wszystkich miast ale nie lubię małych miasteczek, małych aglomeracji są takie smutne, biedne, ponure, ciasne, wszyscy się znają, nierozwojowe.

No i widzicie człowiek traci jak urodzi się w jakiejś mieścince. Bo mam taką teorie: gdybym urodziła się w np. Warszawie, to zapewne byłabym bardziej pewna siebie, byłoby mi lżej i łatwiej. Zapewne gdybym mieszkała tu gidze teraz poznałabym mojego faceta te x lat temu. I co? Dziś bylibyśmy od xxx lat szczęśliwym małżeństwem. Jakoś mi smutno jak o tym myślę.
Teraz mam dobre życie, nadrabiam, korzystam z życia. Szkoda, że wykorzystam tamtego czasu lepiej sad

665

Odp: Nie żyję byle jak!

A ja całkiem odwrotnie. Jak do dużego miasta to tylko na parę dni, pozwiedzać i wracać. Nienawidzę pośpiechu, tłumów i zgiełku. Dlatego lubię mieszkać tam gdzie mieszkam. Jest tu wszystko czego potrzebuję, jest w miarę spokój i mam masę znajomych. I właśnie to mi się podoba. Nie jestem trybikiem w wielkiej machinie tylko czymś więcej.

666

Odp: Nie żyję byle jak!

Myślę, że nie można za wszystko obwiniać małej miejscowości. Jak byłam dzieckiem, to mieszkałam trochę na wsi, a trochę w średniej wielkości mieście. Do podstawówki i gimnazjum chodziłam na wsi. Nie podobało mi się pod wieloma względami. No ale podobał mi się dom z ogrodem, gdzie mogłam robić wszystko. Jednak kiedy musiałam wyjść z domu, to już średnio było. Tylko widzę po sobie, że to nie była wina miejscowości, a moja. Jeśli ktoś jest zamknięty i chodzi smucić się do parku, to raczej trudno, by odkrywał plusy życia na danym terenie. Istnieje przecież wiele takich wiejskich albo małomiasteczkowych społeczności, które są ze sobą bardzo zżyte i fajnie organizują sobie czas. Już nauczyłam się tego, by nie generalizować w ten sposób, bo wszystko tak naprawdę zależy od ludzi, którzy nas otaczają. Wszędzie można trafić na zawistnych, którzy najpierw szczerzą się nieszczerze, a potem obrobią nam tyłek, gdy nie patrzymy.

Co do rozwoju, to zależy w czym chcemy się rozwijać. Przecież trudno być np. rolnikiem w mieście. A moja koleżanka, która jest nauczycielką na wsi rozwija się tak, że jej miastowe znajome mogłyby pomarzyć. Ona jest przekonana, że w szkołach na wsi dużo można zrobić i dużo zmienić. W mieście jest większa biurokracja, a i rodzice są inni (jej słowa). No ale jeśli miałabym brać siebie pod uwagę, to zaczynając pracować w zawodzie mogłam to robić w sumie tylko w Warszawie, no i może w Krakowie. Teraz już chyba w wielu firmach wprowadzają takie rozwiązania, ale Warszawa i tak króluje pod tym względem. Gdzie indziej nie zarobiłabym takich pieniędzy, tylko 1/3 tego. Mój partner niby jest architektem (ale IT, nie mylić z normalnymi architektami), więc w każdym mieście znalazłby pracę, ale jego zarobki też byłyby ułamkiem tego, co zarabia teraz. Oczywiście można złapać okazję, no ale tutaj taka praca leży na ulicy, gdy ma się umiejętności. Nie trzeba niczego szukać i łapać. Muszę też przyznać, że uwielbiam operę i teatr i strasznie mi tego brakowało wcześniej.

Samej Warszawy nie postrzegam jako zabieganej, z tłumami i zgiełkiem. Kiedy myślę o Warszawie, to widzę dużo parków, jakichś małych jezior i stawów. No ale to mój subiektywny punkt widzenia, bo nigdy nie musiałam przedzierać się przez miasto do pracy, zawsze chodziłam pieszo. Nie mam wielu negatywnych doświadczeń. No i mam duży sentyment do tego miasta, bo pierwsza miłość, pierwsze randki, spacery mniej znanymi uliczkami itp. Mieszkałam w sumie w 3 różnych miejscach w Warszawie: niedaleko Mordoru, w centrum, no i teraz w Wilanowie - praktycznie "pod miastem" czy "na obrzeżach" jak kto woli. I w sumie tutaj najbardziej mi się podoba, bo jest mało ludzi i nie czuję jakby to było miasto. Mogłabym też mieszkać na Żoliborzu. U mnie nie ma tłumów i zgiełku, a jednocześnie do miasta nie jest daleko, więc wszystko na wyciągnięcie ręki. Choć oczywiście zależy co kto lubi.

667 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-19 22:24:47)

Odp: Nie żyję byle jak!

Moje miasto nie jest jakieś takie bardzo malutkie bo ok. 100 tysięcy mieszkańców. Ale naprawdę jest w nim wszystko, bo jest to jedyne większe miasto w regionie. Ja tak naprawdę nie muszę opuszczać mojego osiedla, bo "centrum" przeniosło się właśnie tu. Tu jest wszystko. W Warszawie byłem w swoim życiu zaledwie cztery razy. Jedyne wielkie miasto w którym mógłbym w Polsce mieszkać to Kraków. Lubię to miasto i bywam tam często. Z zagranicznych Budapeszt w którym się zakochałem.

668

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja na początku chciałam mieszkać w Trójmieście, bo było i nadal jest dla mnie ideałem. Gdybym się nie zakochała, to zapewne bym tam mieszkała. Kto wie, może na starość przeniosę się gdzieś nad morze? Wrocław też jest ładny i mógłby być moim kandydatem, ale kompletnie nic mnie z nim nie wiąże, więc też nie miałabym wielkiej ochoty, by tam mieszkać. A tak z innych krajów, to zawsze chciałam pomieszkać w Kanadzie. big_smile

669

Odp: Nie żyję byle jak!

Nie wydaje mi się,że człowiek traci jak urodzi się w małej mieścinie.Mój mąż urodził się w wioseczce ale do szkoły chodził w dużym mieście,w jeszcze większym studiował,mieszkał w wielu dużych miastach.Widział zapewne o wiele więcej niż ja.

Ja urodziłam się w dużym mieście ponad siemiustettysięcznym,potem przeprowadziłam się za granicę i mieszkałam w przeogromnej nadmorskiej aglomeracji.Mieszkałam jeszcze w paru miastach takich stutysięcznych.Przyznam,że nie marzę by mieszkać w dużym mieście,kiedy jestem w Warszawie do szału doprowadza mnie stanie w korkach,te drogi i ulice jak na jakiejś koszmarnej prowincji pretendującej do miana stolicy,ten ciągły brak miejsc parkingowych i te tłumy ludzi..
Mieszkam teraz w 100 tysięcznym mieście i cieszy mnie to,że wszędzie można dotrzeć na piechotę;)

670

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Gdzie indziej nie zarobiłabym takich pieniędzy, tylko 1/3 tego. Mój partner niby jest architektem (ale IT, nie mylić z normalnymi architektami), więc w każdym mieście znalazłby pracę, ale jego zarobki też byłyby ułamkiem tego, co zarabia teraz.

Niby tak, sam jestem tego przykładem, bo wiem, że w Warszawie zarabiałbym minimum 2 razy więcej i w bardziej prestiżowych warunkach. Tylko co mi po tych pieniądzach? Warszawy nie lubię, żeby postawić w okolicy Warszawy dom o takich warunkach życia i dojazdu, to musiałbym wydać z pięć razy więcej niż wydałem u siebie i to licząc bardzo zachowawczo. Moje okolice są więc bardzo dobrym kompromisem między dostępnością fajnej pracy i kosztami życia, a mam tu na myśli nie tylko aspekt finansowy. Nie mówiąc już o tym, że jest cały szereg zawodów, gdzie żyć w małej mieścinie daje się na całkiem niezłym poziomie, a w stolicy, to raczej cieniutko.

671

Odp: Nie żyję byle jak!

Właśnie. Jak na nasze miasto ja i żona zarabiamy przyzwoicie i możemy sobie na wiele pozwolić. W dużym mieście już by tak dobrze nie było, bo z tego co sprawdzałem to zarobki nie są jakoś specjalnie wyższe.

672 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-20 13:06:36)

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

Niby tak, sam jestem tego przykładem, bo wiem, że w Warszawie zarabiałbym minimum 2 razy więcej i w bardziej prestiżowych warunkach. Tylko co mi po tych pieniądzach? Warszawy nie lubię, żeby postawić w okolicy Warszawy dom o takich warunkach życia i dojazdu, to musiałbym wydać z pięć razy więcej niż wydałem u siebie i to licząc bardzo zachowawczo. Moje okolice są więc bardzo dobrym kompromisem między dostępnością fajnej pracy i kosztami życia, a mam tu na myśli nie tylko aspekt finansowy. Nie mówiąc już o tym, że jest cały szereg zawodów, gdzie żyć w małej mieścinie daje się na całkiem niezłym poziomie, a w stolicy, to raczej cieniutko.

A to prawda. Kiedyś się nad tym zastanawiałam czy gdybym żyła w mniejszym mieście, to czy na jedno by nie wyszło, jeśli policzyć koszt mojego domu. Tylko mam świadomość, że cena domu konkretnie w tym miejscu będzie bardzo rosła na przestrzeni lat, więc to też jest jakaś inwestycja. Wiadomo, że drogi dom trudniej sprzedać, ale w końcu znajdzie się kupiec, jeśli wcześniej pomyśli się o tym, by nieruchomość była atrakcyjna w razie późniejszej sprzedaży. Takie same odczucia mam podczas kupowania mieszkań na wynajem. Ceny w Warszawie są kosmiczne, to prawda. Też zastanawiałam się czy nie lepiej byłoby kupić np. w moim rodzinnym mieście. Zrobiliśmy analizę i w długiej perspektywie dużo bardziej korzystnie wypadała Warszawa. Tylko tutaj trzeba mieć więcej pieniędzy.

Tak jak już napisałam, gdyby nie partner, to zapewne zbudowałabym sobie dom gdzieś w Gdyni. Warszawa nigdy nie była moim pierwszym wyborem, ale dobrze mi się tu żyje i nie narzekam. Wspomniałam o pieniądzach jako jednym z czynników, ale tylko dla pieniędzy nie mieszkałabym w jakimś mieście, jeśli bym go nie lubiła. Teraz już bym się nie zamieniła na miasta, choć nadal gdzieś po głowie chodzi mi np. Gdynia. Tutaj mogę prowadzić styl życia, który lubię. A jeśli chcę świętego spokoju, to wystarcza mi dom. Daleko od sąsiadów, zgiełku, korków itp. Obawiam się tylko, że znielubię Warszawę, gdy zacznie się wożenie dzieci do szkoły i w różne inne miejsca. big_smile

673

Odp: Nie żyję byle jak!

O to, to... lol Nie wyobrażam sobie życia gdy miałbym na takich dojazdach spędzać 2h dziennie.

674

Odp: Nie żyję byle jak!

No tak, to może być problem. Choć są jeszcze taksówki. Kiedyś miałam przez kilka miesięcy pracę, gdzie musiałam spędzać te 2 h dziennie w samochodzie. Wtedy nie jeździłam sama, tylko zamawiałam taksówkę, brałam sobie laptopa i mogłam pracować/czytać w drodze. Podejrzewam, że jeśli będę miała więcej niż jedno dziecko, to też ktoś je będzie woził. Choć wtedy pewnie taniej będzie kogoś zatrudnić, niż ciągle taksówki zamawiać.

675

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Też próbowałam balsamów, ale to nie dla mnie. Nie umiem się tak dokładnie rozsmarować po całym ciele, by nie było smug. Jak mnie partner wysmarował, to rzeczywiście ładnie to wyglądało, ale niestety zabieg trzeba było często powtarzać, plus częste peelingi, które nie służą mojej skórze. A bez peelingu jeśli posmarowałabym się drugi raz po kilka dniach, to kolor nie rozłożyłby mi się równo. Chciałabym spróbować natrysków, ale jeszcze nie wiem z czym to się je i czy mi się opłaca. Gdyby wychodziło fajnie, to chodziłabym regularnie. big_smile

A dlugo probowalas z balsamami? Bo u mnie smugi byly kwestia wprawy - juz ich nie robie.
I to nie jest tak (przynajmniej u mnie) ze musisz czesto sie smarowac... Ja robie cialo 2 razy w tygodniu, twarz 3. Wiec nie zajmuje to duzo czasu smile

Odnosnie kosmetykow to wlasnie wyprobowalam "szampon" z yves rochera, zupelnie naturalny. Wlasciwie to jest krem myjacy - w ogole sie nie pieni.
I zachwycona jestem big_smile

676

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

O to, to... lol Nie wyobrażam sobie życia gdy miałbym na takich dojazdach spędzać 2h dziennie.

Moj ojciec dojezdza, bo chcial jednoczesnie wystawic dom z wielkim ogrodem pod lasem (w miescie dzialki sa male) i jednoczesnie nie wyobraza sobie miec dobrze prosperujacej kancelarii w dziurze.
Na niezadowolonego nie wyglada.

677

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja mam ciekawsze zajęcia niż siedzieć co dzień 2h za kółkiem. Jakbym chciał spędzać tak czas, to bym taryfiarzem został lol Ojczulek pewnie kasy poskąpił, bo i w mieście da się znaleźć działki z miejscem na ogród i z lasem. Coś o tym wiem smile ale to kosztuje... Zawsze jednak można mówić, że się lubi jazdę samochodem...

678 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-09-20 15:42:08)

Odp: Nie żyję byle jak!

Kammiś, wiem, że to kwestia wprawy. Tak, długo próbowałam, ale byłam w tym nieporadna. A kiedy wysmarował mnie partner, to nie miałam ani jednej smugi. U mnie jest jeszcze problem z doborem koloru, bo nie pasuje mi taka brązowa opalenizna, nawet delikatna. Musiałaby wpadać w brzoskwiniowy kolor. Co do Yves Rocher, to bardzo lubię ich kosmetyki, choć nie wszystkie. Regularnie używam ich mleczka do ciała i octowej płukanki do włosów. Lubię też 2-3 wody toaletowe. Natomiast szampony nie podpasowały moim włosom, bo to w sumie indywidualna kwestia. Używam takich dla dzieci z Rossmanna, byle jak najmniej chemii.

Co do dojazdów, to też miałam takie podejście jak Twój tata. Początkowo chciałam dom pod miastem ze względu na wielkość działki. Wszyscy się ze mnie śmiali, gdy mówiłam, że działki poniżej 2000 m2 nie wchodzą w grę, no bo dla nich ważniejszy był dojazd niż wielka działka. A ja muszę mieć swój warzywnik, kilka drzewek owocowych, miejsce na basen na stelażu, na piaskownicę, no i w przyszłości na plac zabaw dla dzieci. A przecież jeśli stawia się duży dom, to działka bardzo się uszczupla. Nie wyobrażam też sobie, by sąsiad zaglądał mi w okna. W końcu udało się upolować świetną okazję w granicach Warszawy, choć w sumie to już obrzeża. No ale nie zamieniłabym tej lokalizacji na żadną inną. Choć mnie samej nie byłoby stać na dom tutaj. A gdybym nie miała pewnej pracy, to pewnie też nie zdecydowałabym się na gigantyczny kredy. Ale okolica jest piękna.

679 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-20 16:26:33)

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

Ja mam ciekawsze zajęcia niż siedzieć co dzień 2h za kółkiem. Jakbym chciał spędzać tak czas, to bym taryfiarzem został lol Ojczulek pewnie kasy poskąpił, bo i w mieście da się znaleźć działki z miejscem na ogród i z lasem. Coś o tym wiem smile ale to kosztuje... Zawsze jednak można mówić, że się lubi jazdę samochodem...

On nie jezdzi do pracy 2 godziny tylko pol (czyli dziennie godzine) - nie jezdzi nigdy o 8 rano, bo to bez sensu. Dluzej jezdza ludzie ktorzy mieszkaja na obrzezach miasta przebijajac sie do centrum. A rodzice mieszkaja tak, ze od strony ich miejscowosci do centrum jest pol godziny drogi. Sprobuj sie przebic przez cale miasto (bo tak by musial gdyby kupil dzialke pod lasem w granicach miasta) w tym czasie. I sprobuj znalezc dzialke budowlana w samym centrum big_smile
Bardzo duzo osob wlasnie z miasta wybudowalo sie na tym osiedlu.

680

Odp: Nie żyję byle jak!

To musisz się precyzyjniej wypowiadać.

681

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja do pracy idę 4-5 minut, na siłownię 10, kino/galeria 15 minut. Przychodnia też z 10. Nie dałbym rady dojeżdżać codziennie po 2 godziny. Szkoda życia.

682 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-20 17:24:00)

Odp: Nie żyję byle jak!

Hej!
Mam mętlik w głowie co o tym myśleć...
Przyszedł do mnie, ,,przyjaciel rodziny faceta'' właściwie to do niego przyszedł. No ale zastał mnie samą. Więc zapytał, że może sobie wypić i pogadać, no ok, niech pije i gada big_smilebig_smile dotrzymałam mu towarzystwa jednym kieliszkiem.
Opowiadał mi trochę o sobie, trochę o pracy, życiu. Stanęło na tym, że jest jest zły i obrażony na moich przyszłych teściów. Weszli w konflikt, jednym słowem. I zaczął nawet bluźnić, więc mu mówię, ze ,,ej nie pozwalam, żebyś tak mówił na rodziców mojego faceta!''
A on, o to milo, patrz a oni o Tobie nie mieli takiego dobrego zdania. Z jego relacji wynika, że teściowie byli mi bardzo nieprzychylni.  No wiecie rozwódka z dziećmi, no sami rozumiecie. Jeszcze do tego, oni bardzo chcieli o mnie wiedzieć coś więcej. Taki jeden ich znajomy starszy pan mieszka blisko mnie.I on nie bardzo chyba wie do końca czym się zajmuje i im powiedział: Luda to tańczy w jakimś klubie czy coś big_smilebig_smile
No w głowie mu się poprzewracało- mniej więcej tak zareagowali, na wybór syna. I kazali temu znajomemu to sprawdzić co to za typ, i w jakim tym klubie pracuje.
A z relacji tego znajomego (ja w jego oczach): ja nawet nie pomyślałem o tym, ze tańczysz w klubie disco, co najwyżej w tańczy w jakimś balecie. Sztywna, poważna, zestresowana, zero luzu czy uśmiechu, cicha. No ale w końcu to sprawdził dla nich. Co to za typ, co to za klub big_smilebig_smile
Jednak to im jakoś nie dawało spokoju, no weź mi powiedz co on w niej widzi?- mniej więcej pytali. Tak więc startowałam z -100 punktów.
No wiec ciekawie ale i z przerażeniem pytam co teraz mówią o mnie i myślą.
Znajomy: no oni Cię nie bardzo znają. Tak się składa, że maja jakiś znajomych na moim osiedlu i każdy zgodnie twierdzi, że zna z widzenia mnie, ale taka cicha, spokojna, nie jestem tak zwanym ,,osiedlowym ziółkiem'' nie urządza imprez, nie zaprasza podejrzanych typów, nie wraca ani pijana ani naćpana. Dzielnicowy nigdy nie interweniuje, nie ma awantur, bójek. Tak więc zarzucić nic. Ale też nie chodzi na kawę i plotki do nikogo, więc trudno coś powiedzieć.
To ich musiało trochę uspokoić. Ale podobno wszyscy zauważyli,  nawet oni sami, że ja bardzo strasznie za nim jestem, że zakochana bardzo. No przekonali się, że, na kasę nie lecę, wstydu nie przynoszę, ze syn krzywdy nie ma. Także teraz nic nie zarzucają a wręcz się cieszą, że syn ma w kimś takie oparcie.
Ale w sumie to nie wiem co źle zrobiłam, że na początku tak o mnie myśleli sad
Na koniec zapytałam znajomego a co ty o mnie sądzisz? A on: Ja to Cię nawet lubię. Ale mało znam. Ale ty ku*wa za grzeczniutka jesteś, nie wypije, nie zażartuje, nie zapali, cichutka. Na koniec- prywatnie to sądzę że ty wredna małpa potrafisz być. Noz...potraktuje to jako komplement smile
No i nie wiem co o tym myśleć dobrze czy źle.

683

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Hej!
Mam mętlik w głowie co o tym myśleć...
Przyszedł do mnie, ,,przyjaciel rodziny faceta'' właściwie to do niego przyszedł. No ale zastał mnie samą. Więc zapytał, że może sobie wypić i pogadać, no ok, niech pije i gada big_smilebig_smile dotrzymałam mu towarzystwa jednym kieliszkiem.
Opowiadał mi trochę o sobie, trochę o pracy, życiu. Stanęło na tym, że jest jest zły i obrażony na moich przyszłych teściów. Weszli w konflikt, jednym słowem. I zaczął nawet bluźnić, więc mu mówię, ze ,,ej nie pozwalam, żebyś tak mówił na rodziców mojego faceta!''
A on, o to milo, patrz a oni o Tobie nie mieli takiego dobrego zdania. Z jego relacji wynika, że teściowie byli mi bardzo nieprzychylni.  No wiecie rozwódka z dziećmi, no sami rozumiecie. Jeszcze do tego, oni bardzo chcieli o mnie wiedzieć coś więcej. Taki jeden ich znajomy starszy pan mieszka blisko mnie.I on nie bardzo chyba wie do końca czym się zajmuje i im powiedział: Luda to tańczy w jakimś klubie czy coś big_smilebig_smile
No w głowie mu się poprzewracało- mniej więcej tak zareagowali, na wybór syna. I kazali temu znajomemu to sprawdzić co to za typ, i w jakim tym klubie pracuje.
A z relacji tego znajomego (ja w jego oczach): ja nawet nie pomyślałem o tym, ze tańczysz w klubie disco, co najwyżej w tańczy w jakimś balecie. Sztywna, poważna, zestresowana, zero luzu czy uśmiechu, cicha. No ale w końcu to sprawdził dla nich. Co to za typ, co to za klub big_smilebig_smile
Jednak to im jakoś nie dawało spokoju, no weź mi powiedz co on w niej widzi?- mniej więcej pytali. Tak więc startowałam z -100 punktów.
No wiec ciekawie ale i z przerażeniem pytam co teraz mówią o mnie i myślą.
Znajomy: no oni Cię nie bardzo znają. Tak się składa, że maja jakiś znajomych na moim osiedlu i każdy zgodnie twierdzi, że zna z widzenia mnie, ale taka cicha, spokojna, nie jestem tak zwanym ,,osiedlowym ziółkiem'' nie urządza imprez, nie zaprasza podejrzanych typów, nie wraca ani pijana ani naćpana. Dzielnicowy nigdy nie interweniuje, nie ma awantur, bójek. Tak więc zarzucić nic. Ale też nie chodzi na kawę i plotki do nikogo, więc trudno coś powiedzieć.
To ich musiało trochę uspokoić. Ale podobno wszyscy zauważyli,  nawet oni sami, że ja bardzo strasznie za nim jestem, że zakochana bardzo. No przekonali się, że, na kasę nie lecę, wstydu nie przynoszę, ze syn krzywdy nie ma. Także teraz nic nie zarzucają a wręcz się cieszą, że syn ma w kimś takie oparcie.
Ale w sumie to nie wiem co źle zrobiłam, że na początku tak o mnie myśleli sad
Na koniec zapytałam znajomego a co ty o mnie sądzisz? A on: Ja to Cię nawet lubię. Ale mało znam. Ale ty ku*wa za grzeczniutka jesteś, nie wypije, nie zażartuje, nie zapali, cichutka. Na koniec- prywatnie to sądzę że ty wredna małpa potrafisz być. Noz...potraktuje to jako komplement smile
No i nie wiem co o tym myśleć dobrze czy źle.

Jako zgred, zapewne niemile widziany w tym wątku powiem tyle, Ludmiłło.
Ludzie znają nas na tyle, na ile chcemy, by nas poznali. Reszta, to ploty.
Przyszli teściowie, po "rewelacjach" znajomego, uznali Cię na jakiś czas za "cichą wodę".
Czy dobrze zrobili sprawdzając Cię za Twoimi plecami? Sądzę, że raczej nie.
Umiesz mówić i to składnie. Powinni zapytać u źródła. Nawet, jeśli nie powinno ich to obchodzić, bo syn jest dorosły i wie, z kim się związał.

684

Odp: Nie żyję byle jak!

Dla mnie to dziwne, że rodzice sprawdzają ukochaną nie najmłodszego już przecież mężczyzny. No bo gdyby miał te 20-22 lata, to faktycznie mogliby się bać, że nie wie co robi, choć i wtedy nie popieram. Gdybym wiedziała, że rodzice wybranka zachowują się w ten sposób, to szczerze mówiąc przestałoby mnie obchodzić jakie mają o mnie zdanie, bo sami niewiele sobą reprezentują. Jak chce się kogoś lepiej poznać, to zaprasza się go do siebie i osusza butelkę wódki czy wina. Nie lubię plotkarzy i ludzi, którzy tych plotkarzy słuchają.

685

Odp: Nie żyję byle jak!
Excop napisał/a:

Jako zgred, zapewne niemile widziany w tym wątku...

Nie przesadzaj, że Zgred. I wcale nie niemile widziany.
Fajnie, ze czasem zaglądasz do tej kafejki smile

686 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-20 21:30:02)

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja to nawet teściów rozumiem. Każdy rodzic chce najlepiej dla dziecka. I dla rodziców czy będzie miało 5, 10, 30, 50 to zawsze będzie dziecko.
Tym bardziej, ze mój facet już kilka razy się przewiózł. Znaczy tak, z tego co wiem, to jak to nie był poważny związek to nawet do rodziców nie zapraszał kobiet. Ani nie zapoznawał. Więc jak już im kogoś przedstawił to już wiedzieli, ze sprawy poważnie się mają.
Ogólnie to paradoks jest taki, ze ja tych jego rodziców nawet lubię. I nie mam im za złe. Wiecie jeszcze taka sprawa. Mój teść to ma jakieś swoje tylko jemu rozumiane pomysły. Był czas, ze ja myślałam,  jak go nakryłam jak coś chował w sensie udawał, ze kradł. A jak się okazało to on sprawdzał moją uczciwość czy ja czegoś nie wezmę. Ale akurat ja bardzo rzetelna jestem.
Ale moi rodzice, też nie mogę powiedzieć, ze mojego faceta polubili. Bo nie. I chyba to działa w obydwie strony. Jest tak, ze się akceptują, nikt na nikogo nic nie mówi. Ale widać, że nie przepadają za sobą. Np jak są u mnie rodzice to facet zazwyczaj wtedy wychodzi lub wraca późnej.
Najważniejsze, że się szanują i nie obmawiają.

Wiecie my jakoś musimy do siebie pasować. Moja mama zapytała kiedyś czy się go nie boje lol lol No bądźmy normalni, jasne, ze nie. Ale sama z siebie bardzo liczę się jego zdaniem. A znów ten znajomy, jego rodzice i kilka innych osób zauważyły ze on się przy mnie bardzo uspokoił smile
Kiedyś to jechali na wakacje typowo pić od imprezy do imprezy. No a ze mną sobie nie poszaleje. Ale za to mamy inne atrakcje i inaczej spędzamy czas. Tak naprawdę moim zdaniem to wcześniej miał takie imprezowe wakacje z braku lepszego wyboru. Bo co innego jechać ze znajomymi a co innego z ukochaną osobą.  Oczywiście naturalnie jak chce gdzieś iść to idzie, z kolegami wraca późno. Ale rzadko, takie sytuacje. Na przykład kiedyś imieniny jego wujka. Ja wtedy chora byłam. Nie poszłam on sam poszedł i byli tez jego rodzice i inni. Ale kiedyś jak mnie nie znal i był sam, to po imieninach wychodził sam i gdzieś jeszcze szedł się z kumplami. No a teraz, to ja zadzwoniłam po 21.00 jak tam impreza, i że ja mu taxi zamówiłam już zapłacone.  Nawet bez sprzeciwu było smile
Ze mną nie ma wracania po nocach na piechotę bo bym się martwiła.

687

Odp: Nie żyję byle jak!

No tak, ja co prawda napisałam, że nie obchodziłoby mnie, co tacy ludzie o mnie myślą, ale to nie znaczy, że okazywałabym niechęć i chowała urazę. Babcia mojego partnera mnie nie lubiła, bo... jestem ruda (sic!). Ona już jest starszą osobą i różne dziwne teorie sobie tworzy, ale to wina wieku. Mój partner mi opowiadał, że dawniej taka nie była. Kiedy mnie poznała, to zrobiła ze mnie niemal czarownicę, która leci na pieniądze. big_smile Oczywiście mnie to nie ruszało, bo to 90-letnia kobieta. Tzn. nie była wobec mnie agresywna, nawet nie była niemiła. Była obojętna, a o tym, co o mnie mówi usłyszałam od partnera i jego rodziców. Zamiast unieść się dumą, postanowiłam ją do siebie przekonać. Dowiedziałam się, że była słynną kucharką, ma nawet taką księgę z rodzinnymi przepisami przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Zawsze robiła najlepsze pierogi, a teraz już nie ma siły i ubolewała nad tym, że nikt nie kontynuuje jej tradycji. No to postanowiłam kontynuować. Prosto nie było, bo zawsze umiałam robić smaczne pierogi, ale one właśnie były smaczne, a nie jakieś super idealne. A że z wykształcenia jestem po części etnologiem/antropologiem, to zrobiłam dogłębny reaserch jeśli chodzi o stare przepisy, porozmawiałam z różnymi starszymi kucharkami i w końcu metodą prób i błędów nauczyłam się robić na tyle przyzwoite pierogi, by kiedyś "przypadkiem" przynieść je na imprezę rodzinną. Nie muszę chyba wspominać, że od tej pory babcia mnie uwielbia, obiecała mi nawet swoją księgę z przepisami. Może trochę upraszczam, bo nie tylko o same pierogi chodziło. Po prostu pokazałam, że troszczę się o jej wnuka i nigdy nie zrobiłabym mu krzywdy. Moim zdaniem takie pokojowe rozwiązanie jest lepsze, nawet jeśli trzeba przełknąć swoją dumę. Co nie zmienia faktu, że wewnętrznie miałabym ogromny dystans. gdyby rodzice dorosłego i samodzielnego partnera wchodzili w nasze życie (zwłaszcza moje) z buciorami, robili jakieś wywiady itp. Dla mnie to źle rokuje na przyszłość.

688

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Kiedyś to jechali na wakacje typowo pić od imprezy do imprezy. No a ze mną sobie nie poszaleje. Ale za to mamy inne atrakcje i inaczej spędzamy czas. Tak naprawdę moim zdaniem to wcześniej miał takie imprezowe wakacje z braku lepszego wyboru. Bo co innego jechać ze znajomymi a co innego z ukochaną osobą.  Oczywiście naturalnie jak chce gdzieś iść to idzie, z kolegami wraca późno. Ale rzadko, takie sytuacje. Na przykład kiedyś imieniny jego wujka. Ja wtedy chora byłam. Nie poszłam on sam poszedł i byli tez jego rodzice i inni. Ale kiedyś jak mnie nie znal i był sam, to po imieninach wychodził sam i gdzieś jeszcze szedł się z kumplami. No a teraz, to ja zadzwoniłam po 21.00 jak tam impreza, i że ja mu taxi zamówiłam już zapłacone.  Nawet bez sprzeciwu było smile
Ze mną nie ma wracania po nocach na piechotę bo bym się martwiła.

To akurat zrozumiałe, że możesz niepokoić się o partnera, gdy zabaluje, nawet za Twoją wiedzą i przyzwoleniem.
W moim przypadku, gdy jeszcze lubiłem sobie wypić i zdarzało się, ze z kumplami spędziłem kilka godzin przy kieliszku, wcześniej moja żona, a poźniej i obecna partnerka reagowały podobnie. Nie jesteś więc odosobniona.
Zwłaszcza, że w małym mieście, przy mojej profesji, nietrudno było dostać w łeb w ciemnej uliczce. Choćby z zemsty.
W ogóle, jeśli chcieliśmy zjeść, czy pobawić się w modnym lokalu, musieliśmy jechać kilkadziesiąt kilometrów, do innego miasta, gdzie mnie nie znano. Po to, bym nie musiał reagować na zaczepki lub interweniować na żądanie personelu, bo policjantem jestem przecież. Co z tego, że byłem prywatnie i do tego z kobietą?

689

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Też próbowałam balsamów, ale to nie dla mnie. Nie umiem się tak dokładnie rozsmarować po całym ciele, by nie było smug. Jak mnie partner wysmarował, to rzeczywiście ładnie to wyglądało, ale niestety zabieg trzeba było często powtarzać, plus częste peelingi, które nie służą mojej skórze. A bez peelingu jeśli posmarowałabym się drugi raz po kilka dniach, to kolor nie rozłożyłby mi się równo. Chciałabym spróbować natrysków, ale jeszcze nie wiem z czym to się je i czy mi się opłaca. Gdyby wychodziło fajnie, to chodziłabym regularnie. big_smile

A próbowałaś takich balsamów hm... w mgiełce? Znaczy, no wiesz, nie w sprayu takim "ostrym", tylko taka delikatna mgiełka. Ja kiedyś taki miałam i to był jedyny, z którym nie było żadnych problemów ze smugami. Tyle że nie wiem, czy zasługa kosmetyku, czy tej mgiełki. Ale generalnie świetny był, taki jakiś hmm... bardziej transparentny? tongue W każdym razie wystarczyło trochę tym popsikać i nieważne, jak rozsmarowałaś, a "działało". big_smile

690

Odp: Nie żyję byle jak!
Excop napisał/a:

To akurat zrozumiałe, że możesz niepokoić się o partnera, gdy zabaluje, nawet za Twoją wiedzą i przyzwoleniem.
W moim przypadku, gdy jeszcze lubiłem sobie wypić i zdarzało się, ze z kumplami spędziłem kilka godzin przy kieliszku, wcześniej moja żona, a poźniej i obecna partnerka reagowały podobnie. Nie jesteś więc odosobniona.
Zwłaszcza, że w małym mieście, przy mojej profesji, nietrudno było dostać w łeb w ciemnej uliczce. Choćby z zemsty.
W ogóle, jeśli chcieliśmy zjeść, czy pobawić się w modnym lokalu, musieliśmy jechać kilkadziesiąt kilometrów, do innego miasta, gdzie mnie nie znano. Po to, bym nie musiał reagować na zaczepki lub interweniować na żądanie personelu, bo policjantem jestem przecież. Co z tego, że byłem prywatnie i do tego z kobietą?

Moim zdaniem to w ogóle policjant w malej miejscowości to nie ma życia. Ja o policjanta to bałabym się jeszcze  bardziej niż o wojskowego.
Ja to współczuje policji po tych meczach. Głupota. Ja sobie lubię obejrzeć mecz na narodowym, ale wolę dopłacić i siedzieć w lożach VIP niż dostać butelka w głowę. A 11 listopada? Ogólnie policja nie ma łatwo. Co święto mają wciry. Chociaż moim zdaniem o policji, wojsku chodzi cale mnóstwo nieprawdziwych, mitów i plotek. No mnie tak wk... jak ktoś mówi na wojskowego- trep a na policjanta- pies, oczywiście człowiek mądry tego nie powie. Ale głupich nie brak.
Ja ogólnie to bardzo doceniam prace wszystkich służb mundurowych/porządkowych, co prawda czasem narzekam na straż miejską big_smilebig_smile ale ona tez się przydaje.
A teraz to się trochę martwię tymi nieszczęsnymi uchodźcami, żeby znów jakiejś misji gdzieś tam.. nie zrobili.

691

Odp: Nie żyję byle jak!

dobranoc Wam smile
Obrazek dodany przez użytkowniczkę

692

Odp: Nie żyję byle jak!

Hej! Gdzie się  wszyscy podziewacie, co?

693

Odp: Nie żyję byle jak!

Chlejemy w pracy... zdrówko!

694

Odp: Nie żyję byle jak!

Bo nudno w życiu. Syllabusy robię bo od nowego semestru mam mieć zajęcia z "emigrantami" po inglisz.

695

Odp: Nie żyję byle jak!

"Wciągła" mnie realna rzeczywistość smile

696

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

Chlejemy w pracy... zdrówko!

Mów za siebie tongue

697 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-22 21:35:56)

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Hej! Gdzie się  wszyscy podziewacie, co?

Ja miałam urodziny dwudniowe big_smile więc mnie nie było big_smile

ale wszystko jest do d*py, bo prodziekan wydał mi negatywną decyzję co do indywidualnego toku studiów.
staram się przemyśleć realnie co zrobić żeby studiować 2 kierunki i mieć taką jak do tej pory (mniej niż 4,5 na obu mnie nie zadowoli).
No i chyba będę musiała poprosić faceta żeby się wyprowadził na ten rok i zrezygnować z pracy.
Bo co jak co, ale to jest najważniejsza rzecz w moim życiu, więc muszę to jakoś ogarnąć.
Ewentualnie mogę jeszcze iść rozmawiać z decydentem albo odwoływać się do rektora... ale czarno to widzę, chociaż podstawy mam, ale nie zdrowotne, niestety.
Koleżanka mi powiedziała "walcz, bo bez tej decyzji się po prostu zajedziesz i każdy normalny by się zajechał".

Wiele osób pewnie nie zrozumie - problem jest w tym, że indywidualny tok (czy tam organizacja, bo tak się to nazywało) uprawniała mnie do zdawania wtedy kiedy ja chcę. A teraz wszystko w sesji albo bezpośrednio przed - będę musiała uczyć się szybciej i dużo powtarzać, bo mamy bardzo szczegółowe egzaminy, a u niektórych jeden błąd = nie zdałeś.

I tak nie wiem co robić i łapię doła sad

698 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-09-22 22:01:14)

Odp: Nie żyję byle jak!

co ty kammiś jaki dół jakie co robić ...

kammiś napisał/a:

Uwielbiam z Was "łacha ciagnac", wpuszczac w maliny i patrzec jak glowkujecie kto pisze i czy pisze prawde. To jest tak zabawne ze idzie pasc na podloge i zsikac sie ze smiechu jak dzieciak w pieluche big_smile
Wyprowadzam Was w pole 150 razy,

bawisz się jak zwykle wink

699 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-22 22:04:19)

Odp: Nie żyję byle jak!
in_ka napisał/a:

co ty kammiś jaki dół jakie co robić ...

kammiś napisał/a:

Uwielbiam z Was "łacha ciagnac", wpuszczac w maliny i patrzec jak glowkujecie kto pisze i czy pisze prawde. To jest tak zabawne ze idzie pasc na podloge i zsikac sie ze smiechu jak dzieciak w pieluche big_smile
Wyprowadzam Was w pole 150 razy,

bawisz się jak zwykle wink

ta, jasne
jakbym się miała bawić to bym sobie znalazła inny temat.
ale mniejsza o to

700 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-09-22 22:08:37)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

ta, jasne
jakbym się miała bawić to bym sobie znalazła inny temat.
ale mniejsza o to

noooooooo
tym bardziej

kammiś napisał/a:

na glupim forum?
(...) bo wisi mi jak mnie tu kto odbiera big_smile

701

Odp: Nie żyję byle jak!
in_ka napisał/a:
kammiś napisał/a:

ta, jasne
jakbym się miała bawić to bym sobie znalazła inny temat.
ale mniejsza o to

noooooooo
tym bardziej

kammiś napisał/a:

na glupim forum?
(...) bo wisi mi jak mnie tu kto odbiera big_smile

tak, wisi mi jak kto odbiera moje celowo przerysowane poglądy na temat pewnych rzeczy wink
generalnie wisi mi że ktoś ma o mnie tutaj negatywną opinię, tak po prostu.

702 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-09-22 22:16:23)

Odp: Nie żyję byle jak!

co jeszcze wisi kammisi?
a kammiś zna sens słowa: SZACUNEK
albo jako przyszły prawnik: odpowiedzialność za własne słowa ?

703

Odp: Nie żyję byle jak!
in_ka napisał/a:

co jeszcze wisi kammisi?

włosy i kolczyki tongue

704 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-09-22 22:20:15)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:
in_ka napisał/a:

co jeszcze wisi kammisi?

włosy i kolczyki tongue

a fuj jak włosy wiszą - zainwestuj w jakąś odżywkę wink

kammiś napisał/a:

generalnie wisi mi że ktoś ma o mnie tutaj negatywną opinię, tak po prostu.

uuuuuuuuuu kammiś lubi komplementa big_smile i big_smile
te sobie zawiesza i tu i tam ...

705 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-22 22:19:48)

Odp: Nie żyję byle jak!
in_ka napisał/a:

odpowiedzialność za własne słowa ?

ponoszę w pełni wink
aczkolwiek nie ma takiego sformułowania w żadnej ustawie, o ile mi wiadomo wink

Włosy zawsze wiszą, jak są długie wink

706

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:
in_ka napisał/a:

odpowiedzialność za własne słowa ?

ponoszę w pełni wink

nie zauważam, nie dostrzegam, nie sadzę, itd.
ale przecież kammiś wisi ... big_smile i big_smile

707

Odp: Nie żyję byle jak!
in_ka napisał/a:
kammiś napisał/a:
in_ka napisał/a:

odpowiedzialność za własne słowa ?

ponoszę w pełni wink

nie zauważam, nie dostrzegam, nie sadzę, itd.
ale przecież kammiś wisi ... big_smile i big_smile

Ależ oczywiście, że ponoszę, mogę być pozwana lub oskarżona... wink

708

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Ależ oczywiście, że ponoszę, mogę być pozwana lub oskarżona... wink

no to ja kammiś ciebie oskarżam ...
a może nawet nie oskarżam, bo to tylko Głupie Forum - prawda ? tak je nazwałaś, tak NAS FORUMOWICZÓW nazwałaś,
będę zwyczajnie tylko przypominać twoje słowa - wystarczy smile

709

Odp: Nie żyję byle jak!
in_ka napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ależ oczywiście, że ponoszę, mogę być pozwana lub oskarżona... wink

no to ja kammiś ciebie oskarżam ...
a może nawet nie oskarżam, bo to tylko Głupie Forum - prawda ? tak je nazwałaś, tak NAS FORUMOWICZÓW nazwałaś,
będę zwyczajnie tylko przypominać twoje słowa - wystarczy smile

w takim razie samą siebie również tak nazwałam, bo przecież jestem forumowiczką wink

nie forumowiczów, tylko forum. jeżeli nazywam danym słowem daną organizację/instytucję, nie znaczy, że nazywam tak jej właścicieli/pracowników.
przykład: gdybym publicznie napisała: firma xxxxxxx to oszuści, to mogliby mnie pozwać wspólnicy w imieniu spółki, pracownicy nie wink
Bardzo logiczne, prawda?

710

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Bardzo logiczne, prawda?

dla kogo?
dla kammiś - może tak...
ale przecież kammiś sama dla siebie jest wyznacznikiem logiki - czyż nie wink

711 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-22 22:45:50)

Odp: Nie żyję byle jak!
in_ka napisał/a:
kammiś napisał/a:

Bardzo logiczne, prawda?

dla kogo?
dla kammiś - może tak...
ale przecież kammiś sama dla siebie jest wyznacznikiem logiki - czyż nie wink

Logiczne dla ustawodawcy to było akurat big_smile
ludzie wiedzą o logice bardzo mało, niewielu wie że to dziedzina nauki i dział matematyki... ale co ja tam wiem. Logiczne jest to co jest logiczne dla ogółu, rzekomo big_smile
Polecam ćwiczonka w stylu "jeśli nie pies, to kot" big_smile

712 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-09-22 22:47:30)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

ludzie wiedzą o logice bardzo mało,

zauważam kammiś, zauważam... niestety co mam rzec- jesteś niezłym dowodem własnego stwierdzenia wink
no chyba, że wpisujesz się w ramy: logika wg kammiś roll

713 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-22 22:48:05)

Odp: Nie żyję byle jak!
in_ka napisał/a:
kammiś napisał/a:

ludzie wiedzą o logice bardzo mało,

zauważam kammiś, zauważam... niestety co mam rzec- jesteś niezłym dowodem własnego stwierdzenia wink

Ubawiłaś mnie, akurat o logice możemy pogadać.
Ale o logice jako NAUCE, czyli tak, jak powinno się ją rozumieć.
Co Ty na to?

Nie o logice,  bo drogiej ince się coś wydaje, tylko o logice takiej, jakiej fachowcy uczą wink

714 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-09-22 22:48:32)

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Co Ty na to?

a ja na to - jak na lato ... tongue i tongue

715

Odp: Nie żyję byle jak!
in_ka napisał/a:
kammiś napisał/a:

Co Ty na to?

a ja na to - jak na lato ...

To od czego zaczniemy? tongue
od tautologii? big_smile

Posty [ 651 do 715 z 972 ]

Strony Poprzednia 1 … 9 10 11 12 13 14 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026