netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

90 odpowiedzi25 258 wyświetleńzałożony przez kareninka, 01.03.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 91 z 91 ]

66

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

wiesz dla mnie to twoje jezdzenie, i tylko twoje jest niezrozumiale.
moi byli zawsze przynajmniej na poczatku przyjezdzali po mnie a troche pozniej do mnie. i ewentualnie zabierali mnie do siebie smile np umawialismy sie przez telefon a facet mowil to o 20.00 jestem po ciebie.

obserwuj, nie stresuj sie i wszystko sie wyjasni smile

67

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

Zrobiłam jak radziłaś. Trochę nazmyślałam, że mam mało czasu, dlatego nie przyjadę. Wiem, brakuje mi asertywności. sad Chłopak miał wielki problem, godzinę go przekonywałam, że u mnie jest co robić, bo co bym nie zaproponowała, to grymasił. Masakra. Chyba go pożegnam.

68

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
kareninka napisał/a:

Zrobiłam jak radziłaś. Trochę nazmyślałam, że mam mało czasu, dlatego nie przyjadę. Wiem, brakuje mi asertywności. sad Chłopak miał wielki problem, godzinę go przekonywałam, że u mnie jest co robić, bo co bym nie zaproponowała, to grymasił. Masakra. Chyba go pożegnam.

Przerabiasz go na swoją modłę jakimiś sztuczkami, zmyślaniem, brakiem asertywności i szacunku do siebie samej.
To nie ma prawa się udać. Nie lepiej pożegnać się ze swoimi słabymi cechami, a nie szukać problemu w innych?

69

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
prawdaprawd napisał/a:
kareninka napisał/a:

Zrobiłam jak radziłaś. Trochę nazmyślałam, że mam mało czasu, dlatego nie przyjadę. Wiem, brakuje mi asertywności. sad Chłopak miał wielki problem, godzinę go przekonywałam, że u mnie jest co robić, bo co bym nie zaproponowała, to grymasił. Masakra. Chyba go pożegnam.

Przerabiasz go na swoją modłę jakimiś sztuczkami, zmyślaniem, brakiem asertywności i szacunku do siebie samej.
To nie ma prawa się udać. Nie lepiej pożegnać się ze swoimi słabymi cechami, a nie szukać problemu w innych?

Masz rację, ale to strasznie ciężkie. sad Postaram się.

70 Ostatnio edytowany przez bakalia (2015-03-04 23:32:26)

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

Przykro mi, ale sprawdza się to, co pomyślałam od razu po przeczytaniu tego wątku. Nie ma takiej opcji, żeby człowiekowi nagle się odwidziało i zaczęło zależeć w ciągu kilku dni, gdy wcześniej mówił, że nie chce związku a jedynie seks układ. No i, on właśnie swój plan realizuje. Po prostu nie nazywa tej relacji po imieniu, swoje robi (a właściwie to nic nie musi robić), a Ty masz czystsze sumienie.


Bardzo grymasił na wizję jazdy pociągiem "bo to niewygodne i dużo czasu zajmuje".

Rozumiem, że Tobie może być niewygodnie i Twój czas się nie liczy.

Upierał się, żebym przyjechała do niego POCIĄGIEM, żebyśmy u niego obejrzeli film, a po południu pojechali pozwiedzać zamek w jego okolicy.

Z doświadczenia wiem, jak takie "oglądanie filmów" się kończy. Tak, dlatego woli się spotkać w domu. Tutaj jeszcze ma wszystko "z dostawą" pod sam nos.

Wymieniłam kilka atrakcji, ale on narzekał, że pociągami go drogo wyjdzie, bo nie ma zniżki i do tego jeszcze trzeba będzie z PKP dojechać do tego muzeum czy pubu, więc znowu 3,6zł za bilet autobusowy...

Skoro nie jest uprawniony do zniżek, to znaczy, że nie studiuje. Jeśli nie jest studentem, to domniemam, że pracuje. Trudno mi uwierzyć w to, że Ty jako studentka masz większy miesięczny dochód niż on.

Jak to odkręcić?

Odkręcić? Czyli co, jednak mu powiedziałaś, że przyjedziesz?

Ale przecież mu nie powiem "albo przyjeżdżasz do mnie, albo wcale się jutro nie widzimy".

A to niby dlaczego? Przecież on Ci cały czas to mówi, może nie dosłownie, ale taki to ma sens. Dla mnie to by była krótka piłka. Powiedziałabym wprost coś takiego. Chociaż i tak uważam, że albo masz ogromną cierpliwość albo jesteś mega zdesperowana, bo ja bym go już dawno temu odprawiła z czarną polewką.

Trochę nazmyślałam, że mam mało czasu, dlatego nie przyjadę

Mam nadzieję, że żartujesz. Takie rzeczy się wali prosto z mostu, a Ty jeszcze się tłumaczysz i kombinujesz. Po co? Chcesz, żeby zrozumiał przekaz? Na pewno nie w ten sposób. Chociaż ja tam myślę, że on zdaje sobie sprawę z tego, że powoli zaczynasz kumać, że coś tutaj nie gra. Tylko co z tego, jeśli i tak nie jesteś konsekwentna w działaniu iiii i tak się przed nim płaszczysz.

71

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
Eileen napisał/a:
Vian napisał/a:

Eileen, moim zdaniem jednak samochodem jest wygodniej. Ja, żeby dojechać gdzieś 60km pociągiem, potrzebuję dwóch godzin, bo najpierw się muszę doczłapać 15-20min na pociąg, przyjść wcześniej, żeby ten pociąg nie uciekł i o ile wiosną-latem to może być nawet miły spacerek, o tyle jesienią - zimą niekoniecznie. A jak się pociąg spóźni, a często gęsto pociągi się spóźniają, to w ogóle może być mało fajnie. Z kolei samochodem jestem z punktu A w punkcie B zwyczajnie szybciej.

Zresztą mniejsza o większość. Tu nie chodzi o to, że ona NIGDY do niego tym pociągiem jechać nie chce, ale on nie chce jechać do niej samochodem. Ewentualnie po nią. I coś w tym jest, że jakby mu zależało, to by tyłek ruszył. Jak facet chce się ze mną widzieć tylko wtedy, kiedy ja do niego pojadę, a jak nie pojadę, to dla niego też ok, to trudno powiedzieć, że mu strasznie zależy na związku.

No tak, ja pisałam wcześniej, że widziałabym to tak, że raz on do niej jedzie, raz ona do niego. W sensie, że spędzają czas raz u niego w mieście, raz u niej. I to, że ciągle są u niego, to by mnie faktycznie dziwiło, jeśli wyszło od niego. W sensie - książę pan czeka, aż ona się zjawi, sam tyłka nie ruszy. ALE dziwiłoby mnie wyłącznie pod takim kątem, że on nie jeździ do niej, a nie po nią. A u autorki pojawiło się to, że życzyłaby sobie, żeby chłopak po nią jechał, przywoził, odwoził i wracał. To jest dla mnie nieporozumieniem. Nie wiem, może dlatego, że ja dużo jeżdżę i to właśnie pkp/pks, to nie stanowi to dla mnie problemu, ale chyba nie - bo nigdy nie stanowiło. Przejechanie 120 km przez autorkę w ciągu dnia to są jakieś 2 godziny w pociągu. To nie jest dużo. I nie jeździ obładowana bagażem, więc problemu w jeździe nie widzę. Często np. jeżdżę na wakacjach z domu rodzinnego do Wrocławia, jakieś 100 km pociągiem, niecałe 2 godziny w jedną stronę i szczerze mówiąc, w ogóle tego nie zauważam. W sensie nie jest to dla mnie jakąś wyprawą czy obciążenie. O, na piwo, jasne, nie ma problemu, jadę. Wielkie podróże i wkurzanie się na takie środki komunikacji to rozumiem przy odległości rzędu 500 km, nie przy 60, to rzut beretem. A facet autorki, żeby spędzić jej życzenie, musiałby jechać 240 km, nie 120.

Wiesz, mój były (on z Włocławka, ja z Warszawy) potrafił po mnie przyjechać i odwieźć, i nie uważał tego za ujmę na honorze. Ale niech będzie, że mój były był wyjątkowo szarmacki ponad przeciętność, też nie WYMAGAŁABYM tego od faceta.

NATOMIAST - jakby facet mnie POGANIAŁ, żebym jechała do niego czym prędzej, z ciężkimi walizami, zmęczona, zapyziała, głodna, bo on się stęsknił tak wielce, a nie chciałoby mu się wsiąść w brykę i podjechać po mnie, żeby było szybciej, to bym go chyba śmiechem przewróciła. To coś jest nie tak. Jak mnie zależałoby na czasie, to bym powiedziała - jasne, Ty zostaw rzeczy, umyj się, zjedz coś, odpocznij chwilę, a ja po Ciebie podjadę, a nie włączyła jęczenie i marudzenie, że Ty do mnie nie chcesz lecieć z niepotrzebną walizą i pustym brzuchem, kiedy ja sobie będę leżała w ciepłym domku.

Akcja opisana później też karygodna - ona ma jechać pociągiem, bo jemu się nie chce, ona może płacić za bilet, dla niego za drogo, ona może do niego za każdym razem tym pociągiem jeździć, on raz nie może. To kpina przecież.

Tu żadne sztuczki, żadne ściemnianie o braku czasu czy innych zobowiązaniach nie pomogą. Tu trzeba jasno powiedzieć, że jak mu jakkolwiek zależy, choćby na tym seksie, to niech też da coś od siebie albo szuka sobie innej dziewczyny/kochanki czy za kogo Cię tam uważa. I twardo się tego trzymać.

Żadna relacja nie będzie zdrowa jeśli jedna strona będzie się angażowała w jej utrzymanie, a druga nie robi nic, bądź bardzo niewiele. I trzeba tu się nauczyć stawiać jasne granice. Pokaż mu ten temat jak chcesz.

72 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-03-05 11:14:23)

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

Vian, ale ja się z tym wszystkim zgadzam. tongue Chodziło mi o sam fakt, że on ma jeździć po nią, przywozić, odwozić, wracać... TO jest dla mnie głupie. Natomiast zgadzam się z całą resztą, nawet w 1. poście tutaj pisałam, że tak samo jak ona jeździ do niego, on powinien jeździć do niej. Bez wymigiwania się i idiotycznego podejścia. Ja tylko nie popieram hm... pomysłu na to, że on ma jeździć po nią. Niech ona przyjedzie raz do niego, raz on do niej. Ona pociągiem, on autem. Bo moim zdaniem robienie problemu z przejechania 60 km pociągiem jest głupie po prostu, problemem jest to, że facet DO NIEJ sam nie pojedzie. Tego bym wymagała.

73

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

Dziewczyno obudz się, on myśli tylko o sobie, nie o Tobie! Nie chce mu się o Ciebie starać bo po co skoro sama o niego zabiegasz i włazisz w przysłowiowy tyłek:-)

74

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
kareninka napisał/a:

Zrobiłam jak radziłaś. Trochę nazmyślałam, że mam mało czasu, dlatego nie przyjadę. Wiem, brakuje mi asertywności. sad Chłopak miał wielki problem, godzinę go przekonywałam, że u mnie jest co robić, bo co bym nie zaproponowała, to grymasił. Masakra. Chyba go pożegnam.

no nie do końca mi o to chodziło... wystarczyło powiedzieć: 'nie przyjade do ciebie, bo jestem zmeczona. jesli chcesz mozemy sie widziec u mnie, zapraszam.' i czekac co zrobi. on sie przed toba nie tlumaczy.
ale lepsze to niz bys miala znow do niego jechac wink

75

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

ON CHYBA NIE JEST JEDNAK LENIWY... tylko chciwy. Kiedy dopinałam na ostatni guzik plan naszego spotkania, stwierdziłam, że w miejscu X mi jednak nie pasuje, bo muszę pójść do placówki banku, by wypłacić pieniądze, a to w zupełnie inną stronę (nie wydali mi jeszcze karty). Zażartowałam, że to najwyżej on mi będzie wszystko stawiał. Wmurowało go... Zamilkł na chwilę, a potem jęknął, że chyba w pobliżu miejsca X są też oddziały tego banku, więc tam będę mogła sb kasę wypłacić...

Potem, już na spotkaniu, przekreślił cały nasz dotychczasowy plan spotkania i uparł się, że chce jechać do sąsiedniego miasta. On tego nie powiedział, ale myślę, że chciał uniknąć opłaty za przejazd, bo miał bilet strefowy na PKP, który obejmował to miasto, a gdybyśmy zostali u mnie, musiałby kupić bilet autobusowy za 3zł, no max za 12zł (24godzinny).

Później byliśmy na piwie, a potem BIEGLIŚMY 3 kilometry (to nie jest przenośnia) na dworzec, żeby on nie musiał dokupywać biletu (bo ten jego strefowy wkrótce miał stracić ważność).
I oczywiście ja głupia zgodziłam się pojechać do niego na noc- to nic, że musiałam zapłacić za kolejny bilet. Rano miał mnie odwieźć pod sam akademik i co? Łaskawie odstawił mnie na dworzec i miał gdzieś to, że się gniewam. Wykręcił się tym, że jego tata potrzebuje auta na godzinę 13.45, bo ma masaże. Nieważne, że droga do mnie to 40 minut, a na dworzec odwiózł mnie o godzinie 10tej.

Wiem, że to moja wina, bo tak się mu daję. Jestem beznadziejnym przypadkiem braku asertywności, przynajmniej przy nim. Z poprzednim facetem nie miałam takiego problemu- zawsze stawiałam na swoim. On sprawia, że ja już rozum gdzieś gubię. Nie umiem być butna, bo zaraz mam wyrzuty sumienia, że mu truję, że go krzywdzę tym, że tracę w jego oczach. Znowu powiedział, że jestem wygodna prosząc o odwiezienie. sad
Jak stać się bardziej stanowczą? sad On sprawia, a raczej moje postępowanie z nim, ja sprawiam, że czuję się żałośnie i beznadziejnie. Czy jeśli odstawię go na kilka dni, żeby jakoś wyzwolić się spod jego uroku, tzn. nie będę dzwonić, pisać, odbierać telefonów, to on ze mnie zrezygnuje? Tego bym nie chciała. Jak mogę uzasadnić swój brak czasu nawet na głupi telefon w ciągu dnia? Czy to głupie? Zachowuję się idiotycznie jak małe dziecko. sad

76

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

Też bym pieniędzy nie wydawał na taką, która robi coś wbrew sobie, ciągle jej mało i odnosi się do sztuczek. Zawsze możesz dostać mniej niż obiad za 20zł i to wszystko. Co spotkanie wydawać po kilkadziesiąt, może set złotych. To nie milioner, tylko młody chłopak, który pewnie minimalną krajową zarabia.

77

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
prawdaprawd napisał/a:

Też bym pieniędzy nie wydawał na taką, która robi coś wbrew sobie, ciągle jej mało i odnosi się do sztuczek. Zawsze możesz dostać mniej niż obiad za 20zł i to wszystko. Co spotkanie wydawać po kilkadziesiąt, może set złotych. To nie milioner, tylko młody chłopak, który pewnie minimalną krajową zarabia.

Przecież 20zł za obiad to normalna cena, a i tak byliśmy umówieni, że pójdziemy do baru mlecznego, gdzie ceny są podobne.

78

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
Eileen napisał/a:

A ja nie bardzo rozumiem podejście autorki. Uważam, że powinni mniej więcej tak samo często do siebie jeździć. A jeśli z inną częstotliwością, to raczej z innych powodów niż transport, tylko np. jedno mieszka samo, drugie z rodzicami, to wygodniej będzie spotykać się głównie u pierwszego. Ale serio, facet ma częściej jeździć, bo ma samochód?

Nie mówimy o odległości rzędu 600 km, tylko 60. Nie ma miliona przesiadek, stania na dworcach, oczekiwania na kolejny pociąg. Więc w czym problem? Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że autorka ma wygodniej, bo wchodzi do pociągu, siada na tyłku i może robić cokolwiek, nie prowadzi, po prostu czeka, aż zostanie dowieziona na miejsce.

Mam wrażenie, że autorce nagle przyszło do głowy coś na zasadzie "jakby mu zależało, to by jeździł" i pod tym kątem ocenia sytuację, a nie pod kątem samej - jakże uciążliwej i dalekiej ;p - podróży. A to bzdura, no litości, autorka nie jest małą dziewczynką, pociągiem jechać sama może, nie jest to dla niej wyzwaniem, więc facet nie musi robić z siebie wielkiego opiekuna zagubionej dziewczynki.

No nie wiem czy tak latwo.
Jak mieszkalam w domu rodzinnym oddalonym od centrum duzego miasta o 20-25 km to trzeba bylo rano - zeby dojechac na 8 -o 6.30 autem wyjechac bo takie byly korki. A autobusem pewnie jeszcze dluzej. A potem moze sie jeszcze przesiadac do tramwaju?
Wiec wcale to tak malo nie jest.
I moim zdaniem tak, jakby mu zalezalo, to by jezdzil.

79

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
kareninka napisał/a:
prawdaprawd napisał/a:

Też bym pieniędzy nie wydawał na taką, która robi coś wbrew sobie, ciągle jej mało i odnosi się do sztuczek. Zawsze możesz dostać mniej niż obiad za 20zł i to wszystko. Co spotkanie wydawać po kilkadziesiąt, może set złotych. To nie milioner, tylko młody chłopak, który pewnie minimalną krajową zarabia.

Przecież 20zł za obiad to normalna cena, a i tak byliśmy umówieni, że pójdziemy do baru mlecznego, gdzie ceny są podobne.

Umówieni znaczy się on tak chciał, zaproponował? Czy ty wymagasz, on wymyśla na co go stać, bo księżniczce się zachciało?
Tu o cene nie chodzi, nie jednorazową, tylko o to co robisz.

80

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
prawdaprawd napisał/a:
kareninka napisał/a:
prawdaprawd napisał/a:

Też bym pieniędzy nie wydawał na taką, która robi coś wbrew sobie, ciągle jej mało i odnosi się do sztuczek. Zawsze możesz dostać mniej niż obiad za 20zł i to wszystko. Co spotkanie wydawać po kilkadziesiąt, może set złotych. To nie milioner, tylko młody chłopak, który pewnie minimalną krajową zarabia.

Przecież 20zł za obiad to normalna cena, a i tak byliśmy umówieni, że pójdziemy do baru mlecznego, gdzie ceny są podobne.

Umówieni znaczy się on tak chciał, zaproponował? Czy ty wymagasz, on wymyśla na co go stać, bo księżniczce się zachciało?
Tu o cene nie chodzi, nie jednorazową, tylko o to co robisz.

Umówieni to znaczy umówieni, chyba masz słownik w domu... hmm To było zawarte w naszych wspólnych planach. Jakbyś przeczytał(a) co pisałam wcześniej, to byś wiedział(a), że ten chłopak nie jest typem przydupasa czekającego na rozkazy. Wszystko ustalamy wspólnie, a potem on pieprzy to, co ustaliliśmy.

81

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

po 1sze tu nie chodzi o twoja asertywnosc tylko o to, ze boisz sie, ze go stracisz...
po 2gie nic nie zmieniasz mimo rad, wiec szkoda czasu forumowiczów na wypowiadnie sie w tym watku, a twoje wolanie o rady robi sie juz nudne, bo wszystko zostalo powiedziane a ty robisz dalej po staremu.

twoj wybor twoja decyzja. powodzenia.

82

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
prawdaprawd napisał/a:
kareninka napisał/a:
prawdaprawd napisał/a:

Też bym pieniędzy nie wydawał na taką, która robi coś wbrew sobie, ciągle jej mało i odnosi się do sztuczek. Zawsze możesz dostać mniej niż obiad za 20zł i to wszystko. Co spotkanie wydawać po kilkadziesiąt, może set złotych. To nie milioner, tylko młody chłopak, który pewnie minimalną krajową zarabia.

Przecież 20zł za obiad to normalna cena, a i tak byliśmy umówieni, że pójdziemy do baru mlecznego, gdzie ceny są podobne.

Umówieni znaczy się on tak chciał, zaproponował? Czy ty wymagasz, on wymyśla na co go stać, bo księżniczce się zachciało?
Tu o cene nie chodzi, nie jednorazową, tylko o to co robisz.

tak tylko ze chlopak nie robil nic, nawet grosze nie wydal na dojazd od autorki. to byl pierwszyraz kiedy u niej byl.
a ja bym nie marnowala czasu na faceta ktory kaze mi 3 km biec na dworzec bo bilet kosztuje 2 zl... zalosne

83 Ostatnio edytowany przez kareninka (2015-03-07 01:47:26)

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
filezila napisał/a:
prawdaprawd napisał/a:
kareninka napisał/a:

Przecież 20zł za obiad to normalna cena, a i tak byliśmy umówieni, że pójdziemy do baru mlecznego, gdzie ceny są podobne.

Umówieni znaczy się on tak chciał, zaproponował? Czy ty wymagasz, on wymyśla na co go stać, bo księżniczce się zachciało?
Tu o cene nie chodzi, nie jednorazową, tylko o to co robisz.

tak tylko ze chlopak nie robil nic, nawet grosze nie wydal na dojazd od autorki. to byl pierwszyraz kiedy u niej byl.
a ja bym nie marnowala czasu na faceta ktory kaze mi 3 km biec na dworzec bo bilet kosztuje 2 zl... zalosne

Sprostuję, żeby nie było. big_smile tongue

Akurat ten bilet nie kosztował 2zł, tylko kilkanaście. No fakt, że szkoda hajsu, ale z drugiej strony to też nie był jakiś wielki majątek dla kogoś kto "nie ma co z kasą zrobić" czyt. nie utrzymuje się sam.
Nie był u mnie pierwszy raz. Chyba drugi, o ile się nie mylę. Na pewno pierwsze spotkanie nasze było u mnie.

filezila No właśnie w tym problem, że ze mnie taka sierota, ze się nie potrafię postawić, przynajmniej jemu. Jedyne co mi dobrze wychodzi to urywanie kontaktu jak już zbiorę siły, zmobilizuję się i wyjaśnię sobie oczywistą kwestię: faceci to balast zatruwający życie. sad
A wyżalić się też nie mam komu, bo trzymam tę znajomość w tajemnicy, jedynie współlokatorka wie, ale nie chcę jej za bardzo męczyć, bo i tak jest już biedna, że wgl musi ze mną mieszkać. wink Padło na Was, sorry. Pewnie jeszcze nie jeden raz będę tu szukała poklepania po ramieniu, więc kto nie chce odpisywać, ten niech nie pisze, przecież nikt nikogo do niczego nie zmusza.

84

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

Autorko- musisz sie nastawic na to, ze jak zaczniesz stawiac wymagania, to sie z chlopakiem rozstaniesz, bo jemu nie zalezy. Masz do wyboru- ulegac, albo sie rozstac. To twoj wybor. Nikt go nie podejmie za Ciebie.

Pomysl co dla Ciebie dobre. Czy szanujesz swoj czas( ktory tracisz, zamiast poznac kogos kochajacego)
Czy szanujesz swoje emocje( im dluzej to trwa, tym bardziej sie przywiazujesz)
Czy szanujesz siebie( bedac z kims kto ciebie nie szanuje)

Nie twierdze, ze masz obrazic sie, urwac kontakt- zacznij wymagac szacunku, jesli on Ciebie nie szanuje-sam zniknie.i mala strata...

Lepiej klepac po ramieniu nie umiem.

85

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

@kareninka serio biegłaś 3 kilometry żeby on nie dopłacał paru zyli do biletu? Chyba musisz go naprawdę bardzo kochać...

Tak jak pisze oldorando wyżej - szanuj się kobieto, bo jak sama nie będziesz się szanować to nikt nie będzie.

86

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
prawdaprawd napisał/a:

Też bym pieniędzy nie wydawał na taką, która robi coś wbrew sobie, ciągle jej mało i odnosi się do sztuczek. Zawsze możesz dostać mniej niż obiad za 20zł i to wszystko. Co spotkanie wydawać po kilkadziesiąt, może set złotych. To nie milioner, tylko młody chłopak, który pewnie minimalną krajową zarabia.

moze mało zarabia, jeśli tak niech powie, ze nie jest przy kasie, to nic wstydliwego- wielu ma taką sytuację
lepsze to niż uchodzenie za skąpego pi...pi...pi...pi..., który chce podupczy za friko

87

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
kareninka napisał/a:

ON CHYBA NIE JEST JEDNAK LENIWY... tylko chciwy.

On jest chciwy, leniwy i co najważniejsze nie zależy mu na Tobie. Wiesz co, w pewnym momencie stwierdziłam, że jak czytam te Twoje posty, to ta sytuacja jest wręcz smutna. Tak, smutne jest to, że młoda dziewczyna daje tak sobą pomiatać, żebrze wręcz o kontakt. Naprawdę nie rozumiem Twojego problemu. On MA CIĘ GDZIEŚ, a Ty się na to godzisz. I tak za nim latasz i jeśli czymś się martwisz, to tym, żeby nie zerwał z Tobą kontaktu.

Dziewczyno, obudź się! Przecież z tego związku nie będzie. Chociaż nie, mógłby być, jeśli nie będzie Ci przeszkadzało to, że Twoje zdanie się nie liczy i fakt, że tylko Ty się będziesz starać o jego przetrwanie.


I oczywiście ja głupia zgodziłam się pojechać do niego na noc- to nic, że musiałam zapłacić za kolejny bilet.

I cóż z tego, że tutaj na forum stwierdzisz, że jesteś głupia, naiwna itd. Przecież to już wiemy. Cały czas jednak dajesz przyzwolenie na taką sytuację, więc nie rozumiem Twojego oburzenia. Skoro sama się nie szanujesz, to myślisz, że facet Cię będzie szanował? Przypominam, że to dopiero MIESIĄC znajomości. Z czasem zapewne jeszcze ciekawiej się zrobi.

Byłabym nawet w stanie zrozumieć, gdyby pisała to dziewczyna będąca w wieloletnim w związku. Tzn. fakt, że ciężko jej się rozstać z takim kimś, bo przywiązanie i tak dalej. Nie zrozumiałabym natomiast, że się z kimś takim związała, bo nie wierzę, że "nagle się taki stał". Jednak to, że Ty ciągniesz ten chory układ w dodatku tak krótko znając tego kolesia- tego totalnie nie ogarniam. Od początku Cię tak traktuje, więc cóż się dziwisz?

I jeszcze jedno- no zastanów się, czy to jednak nie jest ten słynny seks układ, który Ci zaproponował. Tylko nie nazwany po imieniu. smile

Z poprzednim facetem nie miałam takiego problemu- zawsze stawiałam na swoim.

Ahaa, czyli to Cię boli. Z jednej skrajności w drugą. Mam wrażenie, że chyba do końca nie rozumiesz rozkładu proporcji w związku. Takim "normalnym". Obie strony się starają, nieraz trzeba iść na kompromis. W pierwszym to byłaś księżniczką, która niezależnie od tego, kto miał rację, i tak stawiała na swoim. Tutaj facet ma Cię ewidentnie i z poważaniem głęboko "w gdzieś", to tak za nim latasz, że aż żal coś takiego czytać.

Co chwilę przewlekasz jakieś porównania do byłego. Ten facet nie jest "Twoim byłym", więc weź to w końcu pod uwagę. Ja wiem, że najbardziej docenia się kogoś, gdy się go straci.

Nie umiem być butna, bo zaraz mam wyrzuty sumienia, że mu truję, że go krzywdzę tym, że tracę w jego oczach.

I nikt Ci nie pisze, żebyś była butna. Chodzi o to, że Ty najnormalniej w świecie nie umiesz mówić o swoich potrzebach, boisz się wyrazić SWOJE ZDANIE. Czytam to wszytko i aż oczom nie wierzę. To normalne, że ludzie mają różne poglądy, podejście do życia. Jestem w stanie dużo zrozumieć, ale najbardziej mnie wkurzają osoby, które albo nie mają zdania albo boją się je wyrazić.

On już i tak sobie pewnie wyrobił zdanie na Twój temat. Dla mnie już byś "straciła" w oczach tym lataniem, płaszczeniem się, robieniem czegoś wbrew sobie, brakiem swojego zdania. Jednak, gdybym się chciała Tobą zabawić, to czemuż bym miała rezygnować z takiegoż "kąska"? Przecież nie często się takie okazy zdarzają.

A wyżalić się też nie mam komu, bo trzymam tę znajomość w tajemnicy

A czemuż to?

Jak mogę uzasadnić swój brak czasu nawet na głupi telefon w ciągu dnia? Czy to głupie? Zachowuję się idiotycznie jak małe dziecko.

Owszem, głupie. A wiesz dlaczego? Ano, dlatego, bo nawet gdybyś się nie odzywała, to i tak byś jakieś "usprawiedliwienie" swojego zachowania znalazła. W ogóle nie potrafisz powiedzieć co i dlaczego Ci się nie podoba. Obawiam się, że nawet małe dziecko śmielej mówi o swoich potrzebach.

Ja już rozkładam bezradnie ręce. Do Ciebie nic nie trafia. Jeśli chcesz z nim tkwić w tej dziwnej relacji (bo trudno ją związkiem nazwać), to tkwij. Musisz się jednak przyzwyczaić do takiego traktowania.

88

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

Nie rozumiem po co mieć kogoś z braku laku i się jeszcze upokarzać. Założę się, że on po prostu ma ciebie za nic i jakby się ktoś "lepszy" trafił to on by cię zostawił.
W związku na samym początku trzeba określić zasady nie można dać wejść sobie na głowę. Mi jak się coś nie podoba to się na to nie zgadzam i często jest tak że albo jest coś na moich warunkach albo wcale.

89

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
bakalia napisał/a:

Nie umiem być butna, bo zaraz mam wyrzuty sumienia, że mu truję, że go krzywdzę tym, że tracę w jego oczach.

I nikt Ci nie pisze, żebyś była butna. Chodzi o to, że Ty najnormalniej w świecie nie umiesz mówić o swoich potrzebach, boisz się wyrazić SWOJE ZDANIE. Czytam to wszytko i aż oczom nie wierzę. To normalne, że ludzie mają różne poglądy, podejście do życia. Jestem w stanie dużo zrozumieć, ale najbardziej mnie wkurzają osoby, które albo nie mają zdania albo boją się je wyrazić.

Problem mój polega raczej na tym, że ja tego zdania nie potrafię przy nim obronić. Nie raz już mówiłam co mi nie pasuje, pogadaliśmy, pokłóciliśmy się, wyrzuciłam z siebie co mi nie leży, a zawsze kończyło się na tym, że do niczego nie dochodziliśmy, bo on ma swoje zdanie, ja swoje tyle tylko, że on swoje zdanie potrafi wcielać w życie, egzekwować, a mi się to nie udaje.

Przez tę głupią znajomość porzuciłam swoją zasadę "Urażona duma po czasie boli bardziej niż złamane serce". Zachłysnęłam się jego zajebistością na drugim spotkaniu i tak tkwię w tej nadziei, że będzie lepiej, ale nie będzie. Koniec z tym. Dzisiaj mamy przeprowadzić rozmowę, więc to dobry moment na to, by powróciła stara ja. Bezwartościowy chłopak blokuje miejsce kogoś wartościowego, a raczej kogoś kto mnie będzie szanował. Umiem być sama, chciałam być sama, bo faceci to same zmartwienia- zabierają energię życiową i czas, męczą, opróżniają portfel, trują nerwy, a na końcu pozostaje tylko nienawiść. Wkurwiłam się. Trzymajcie kciuki, żeby to wkurzenie utrzymało się u mnie do 15tej.
Możecie już sobie szydzić ze mnie, bo wiem, że nikt nie uwierzy, że potrafię się postawić, wcale Wam się nie dziwię. Sama jestem w szoku, że dałam komuś taką władzę nade mną.

Dziękuję Wszystkim za odpowiedzi i za ogarnięcie mnie. smile

90

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?
kareninka napisał/a:

Umiem być sama, chciałam być sama, bo faceci to same zmartwienia- zabierają energię życiową i czas, męczą, opróżniają portfel, trują nerwy, a na końcu pozostaje tylko nienawiść. Wkurwiłam się. Trzymajcie kciuki, żeby to wkurzenie utrzymało się u mnie do 15tej.

Dokładnie, dlatego olej tych złych, niedobrych facetów i nie wiąż się przypadkiem z żadnym, bo szkoda żebyś marnowała jego czas i blokowała miejsce jakiejś wartościowej osobie.

91

Odp: Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

Szczerze? Ja tam nie widzę zbytniej różnicy pomiędzy kobietą, która nie widzi, że facet nią pomiata a tą, której coś świta, ale i tak nic z tym nie robi. Jedną i drugą można manipulować. Nawet jeśli mu powiesz, że Ci się coś nie podoba, a potem i tak zrobisz tak, jak on chce, to wychodzi tylko Twój brak konsekwencji w działaniu i uległość. Takie sytuacje pokazują, że Ty sobie pogadasz, pogadasz i nic z tego nie będzie.

Przy okazji- miałam okazję przeczytać Twoje "rady" w innym wątku. Piszesz dokładnie to samo innej kobiecie, co przeczytałaś w tym wątku od innych użytkowników. Kolejny przykład, że pomiędzy tym, co mówisz a tym, jak postępujesz jest przepaść.

Posty [ 66 do 91 z 91 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Tylko "księżniczki" wymagają od faceta, by on po nie przyjeżdżał?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026