Kujon to kujon, nawet nietypowy
Nie chodzi mi o jakieś łaszenie się, i proszenie się o uwagę, albo żeby Cię gdzieś zabrał.
Tylko o zwykłą, poważną rozmowę, w której wyartykuujesz swoje potrzeby. Zupełnie nie rozumiem dlaczego taka rozmowa miałaby uczynić Cię żałosną.
Jeśli jest tak jak pisze Elle, to po takiej rozmowie on nie zmieni się w zauważalny sposób. Jeśli Elle się myli to zauważysz różnicę. Prosta piłka.Co do bólu głowy i jego reakcji, to przecież to był tylko przykład... Generalnie to trochę zbyt dosłownie, odczytujesz to co piszę. Używając terminologii bardziej Ci bliskiej- kierujesz się bardziej literą a nie duchem (moich wypowiedzi).
Mam nadzieję, że zanim zostaniesz sędzią TK to się to trochę zmieni
Chodziło mi o to, że niektórych rzeczy faceta, choćby nie wiem jak "idealnego" uczy któraś jego kolejna kobieta. Z prawie każdego związku ludzie z IQ większym od kury coś wynoszą i stają się pełniejsi, mądrzejsi. Być może tego czegoś co potrzebujesz (zwłaszcza biorąc pod uwagę jaki to super-man) musisz go sama nauczyć bo jest w tym nieco zielony. Tzn może wie że dzwony biją ale nie wie gdzie.A kolejny brak odpowiedzi (to nie jest jakiś zarzut oczywiście) na moje pytanie jak TY odnosisz się do otaczających się ludzi, co TY wnosisz dobrego, fajnego w ich życie, jak TY ich doceniasz- utwierdza mnie w przekonaniu, które zawarłem w swoim pierwszym poście tutaj, że ludzie są dla Ciebie drugorzędni i nie bardzo jesteś świadoma ich potrzeb.
Na moje pytanie odnośnie tego zagadnienia, odpowiadasz mi nie na temat (siadaj, pała!albo serwujesz mi coś, co tylko pozornie wiąże się z tematem. Docenienie kogoś nie polega na silenie się na nieszczere komplementy, a na stwierdzeniu prostych faktów że coś zostało dobrze wykonane, że coś jest ładne, że ktoś dzisiaj zajebiście wygląda i tym podobne. Czasem wymaga to pewnej delikatności czy zmysłu dyplomatycznego np mówisz tak: "To nie jest dokładnie to o co mi chodziło, ale wiem że się starałeś/-aś", albo "ale smaczna zupa" ( a myślisz -"ja pierniczę, ten baran nauczył się gotować!")
itd.
Tego Ci brak, zwłaszcza od faceta ale jak pytam jak Ty prezentujesz się od tej strony to podajesz mi przykład, w którym ktoś Ciebie traktuje instrumentalnie.
Rozumiem, że to powód (dla mnie wymówka) żeby traktować w ten sposób wszystkich pozostałych, tak?I właściwie co ja tutaj robię? Dyskutuję i naiwnie próbuję pomóc jakimś yuppie z wyższych sfer. Przecież jak się moi kumple spod budki dowiedzą to będę spalony. Faktycznie musisz byc jakimś fenomenem.
Yuppie
haha
Czy ludzie są dla mnie drugorzędni? Mhm, zależy którzy. Nie przywiązuję wagi do ludzi którzy nie są mi bliscy, a tych jest niewielu. Ale jeżeli coś się dzieje w tej "niewielkiej" grupie to przeżywam mocno. Tak jak przyjaciółka, której kiedyś trochę odbiło i chciała zerwać kontakt (zresztą tego dnia to ona chyba chciała zerwać kontakt z całym światem
) - wtedy nie mogłam spać, myślałam o tym, walczyłam ze sobą żeby nie dzwonić w środku nocy, tu na forum zresztą też o tym napisałam.
Mało obchodzą mnie tragedie spoza tej grupy którą darzę uczuciami. Wiem, że zabrzmi to okropnie, ale wiadomości o śmierci czy chorobie w dalszej rodzinie nie wywołują u mnie emocji - żadnych. Tak jest i nie mam na to wpływu.
Jestem lojalna wobec tej wąskiej grupy. Wiem nawet ile to osób. Razem z kotem
dziesięć. Facet, dwie przyjaciółki, kumpel, babcia, dziadek, rodzice, promotor, no i kocia osoba. Resztę komentuję w myślach: "walcie się". Owszem, są spoza tej grupy osoby które lubię, które cenię, ale nie są w stanie wywołać u mnie wielkich emocji, no chyba że zrobią mi coś personalnie - przysługę lub przykrość.
Czy traktuję ludzi instrumentalnie (oczywiście tych nie z tego grona)? Pewnie tak. Utrzymuję z nimi kontakt, bo 1) muszę 2) tak wypada 3) z jakiś przyczyn chcę bo jest to dla mnie korzystne w ogólnym rozrachunku plusów i minusów. Nie znaczy to, że ich nie lubię, że nimi gardzę, czy coś w tym stylu. Nie. Po prostu nie utrzymywałabym z nimi kontaktu gdyby nie pewne powody. Nie zaprzątają mojego umysłu, chyba że są związani z jakąś sprawą.
Niecierpię się spoufalać. Przechodzić na ty z przypadkowymi ludźmi, rozmawiać z ludźmi na ulicy, wysłuchiwać jakiś żali, nienawidzę jak ktoś spoza tego grona mnie dotyka albo staje zbyt blisko. Albo zachowuje się zbyt emocjonalnie. Niecierpię gestów typu rzucanie się na szyje albo witanie "na misia". Jeden typ chciał się ze mną ostatnio spoufalić, to skończyło się tak, że zapewne żałuje że w ogóle próbował się spoufalić. Owszem, są osoby (nawet obce) którym takie rzeczy wybaczę - mowa tylko o rozmowie, żadnego kontaktu fizycznego - ale to zwykle są mężczyźni "w moim typie" a takich jest nadzwyczaj mało. Jednemu doktorantowi wybaczyłam brzydkie żarty tylko dlatego że pomyślałam "ładny jesteś, jesteś hiperinteligentny, więc jesteś nawet zabawny"
Sama rozmowa o tym dla mnie byłaby trochę poniżająca i jak proszenie się. Co mam powiedzieć? Kochanie, masz mnie zabrać... gdzie? naprawdę, to by wyszło żałośnie. Albo "kochanie, wiesz, brakuje mi pokazówy na 100 osób, możesz tyle zaprosić i dać mi kwiaty?". Świetnie
Nie, nie, to zły pomysł.
Nie chcę być sędzią TK
A w obecnej sytuacji politycznej tym bardziej. Dziwię się prawnikom, którzy się na to zgodzili teraz - na zostanie wybranym przez PiS, w konflikcie z Konstytucją. Ostatnio czytałam wywiad z Łętowską - właśnie mówiła że sędziowie TK zbyt wielką wagę przywiązują do języka ustaw ![]()
