netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

porzucona po 12 latach

194 odpowiedzi46 114 wyświetleńzałożony przez fluoxetyna, 22.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » porzucona po 12 latach

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 195 ]

131

Odp: porzucona po 12 latach

Fluoxetyna , tylko nie pisz, że też byłaś na wrześniowych wczasach... Ja usłyszałam, że on miał nadzieję , że po wczasach coś się zmieni , ale nic w jego mniemaniu się takiego nie wydarzyło , więc poszedł do niej ... Chciał mi na pożegnanie list napisać i uciec z domu ... Biedny , myślał, że ucieknie i sprawa załatwiona. Śmieszny facecik , a miałam do niego taki podziw i szacunek...  Nawet ze mną wcześniej nie rozmawiał, że coś mu nie pasuje... Myślę, że on czekał , aż może ja odejdę ? Żeby nie mieć wyrzutów sumienia ... W każdym razie ja już tego nie analizuję. Zdałam sobie sprawę ,że jestem dużo bardziej dojrzalsza od niego i mam tego świadomość , to jest moja siła :-)

A co do lektur ... Bardzo pomogła mi książka " Kochaj wystarczająco dobrze, dlaczego związek wystarczająco dobry jest lepszy niż idealny" http://www.empik.com/kochaj-wystarczajaco-dobrze-jucewicz-agnieszka-sroczynski-grzegorz,p1105367146,ksiazka-p
To jest moja biblia na przyszłość... Lepiej zrozumiałam siebie , swoje zachowania , jego zachowania i ogólnie temat związku , który mnie satysfakcjonuje. Polecam bardzo. Ostatnio zrobiło się głośno o tej książce.

132

Odp: porzucona po 12 latach

Tak, psycholog pomaga. Ale...pamiętaj na początku terapii będzie wywlekanie wszystkiego, bolesne, czasem jednak konieczne. Wrzucisz z siebie to co boli do obcej osoby, która ma do tego duży dystans. Raczej nie pogłaska po głowie. Będzie ciężko na początku, ale z każdą wizytą będziesz szła do przodu. I jeszcze jedna rada wizyty muszą być conajmniej raz w tygodniu. Rzadziej nie ma sensu. Poza tym praca samemu. Nie będą to postępy z dnia na dzień, ale będą.  Poza tym jak mi kiedyś powiedział psycholog TO MINIE. Wiem, że dziś ciężko Ci w to uwierzyć, ale zobaczysz minie. Nie zapomnisz, ale będziesz wspominać jak szereg innych rzeczy w życiu. Podobno po każdym związku musi być okres żałoby.  Da się przez niego przejść...

133 Ostatnio edytowany przez fluoxetyna (2015-03-17 13:07:37)

Odp: porzucona po 12 latach
BlinkBlink napisał/a:

Fluoxetyna , tylko nie pisz, że też byłaś na wrześniowych wczasach... Ja usłyszałam, że on miał nadzieję , że po wczasach coś się zmieni , ale nic w jego mniemaniu się takiego nie wydarzyło , więc poszedł do niej ... Chciał mi na pożegnanie list napisać i uciec z domu ... Biedny , myślał, że ucieknie i sprawa załatwiona. Śmieszny facecik , a miałam do niego taki podziw i szacunek...  Nawet ze mną wcześniej nie rozmawiał, że coś mu nie pasuje... Myślę, że on czekał , aż może ja odejdę ? Żeby nie mieć wyrzutów sumienia ... W każdym razie ja już tego nie analizuję. Zdałam sobie sprawę ,że jestem dużo bardziej dojrzalsza od niego i mam tego świadomość , to jest moja siła :-)

A co do lektur ... Bardzo pomogła mi książka " Kochaj wystarczająco dobrze, dlaczego związek wystarczająco dobry jest lepszy niż idealny" http://www.empik.com/kochaj-wystarczajaco-dobrze-jucewicz-agnieszka-sroczynski-grzegorz,p1105367146,ksiazka-p
To jest moja biblia na przyszłość... Lepiej zrozumiałam siebie , swoje zachowania , jego zachowania i ogólnie temat związku , który mnie satysfakcjonuje. Polecam bardzo. Ostatnio zrobiło się głośno o tej książce.

No a jakże,we wrzesniu piękne wakacje w Grecji,sielanka,słoneczko,super ogólnie.i planowanie zaraz po powrocie wyjazdu w ciepłe miejsce w lutym lub marcu.Wszystkim o tym mówił,nawet moim rodzicom.To już nie wiem,zdałam ten egamin na narzeczoną we wrześniu czy nie?;)
Myslę,że może on liczył,że sama bedę miała go dość.Zaczęło się od krytyki.Jesteś kaleką,nic nie umiesz załatwić,na niczym się nie znasz,jak ten dom wygłąda.Każdy mój pomysł na spędzanie czasu to głupoty.On chce mecz,jest zmęczony.Wiecznie tak bardzo zmęczony.A ja wierzyłam.Dobra,ma gorszy czas,niech sobie odpocznie.Dużo w tym czasie pił.Sam.Siedział,pił i myslał jak to zrobić a ja starałam sie go rozweselić,rozruszać.Odtrącał mnie za każdym razem a ja jak ten bumerang wracałam;)jakie to wszystko jest teraz jasne i proste.Wtedy absolutnie nie do pomyslenia.Myślę,że najchętniej też by mi list zostawił i uciekł.Ale mały problem.To on musiał mnie wywalić.I tak nie było go w czasie jak się pakowałam,nie wiedziałam gdzie nocował(o matko,jaka jestem głupia),pózniej się trochę zreflektował i zaczął wciskać kit o szacunku na zawsze,że mi pomoże we wszystkim i takie tam inne pierdoły.Zapytałam ironicznie:może jeszcze zaproponujesz żebysmy zostali przyjaciółmi?;)
Dobra,wszystko rozumiem.Pewnie i jemu tez nie było łatwo podjąć taką decyzję.Wił się i kręcił.Tchórzostwo to wada,nie zbrodnia.Nikt nie chce byc skurwie*em(chyba nawet coś takiego powiedział w tym potoku słów).
Tylko co to ma być teraz?Motylki uciszyły ewentualne wyrzuty sumienia i juz.
Dobra,to miała byc tylko mała dygresja:).
Dzięki za namiar na książkę,zaraz jej poszukam.
Beata,mam juz namiar na psychologa.Teraz tylko muszę się przełamać.Nie umiem o tym mówić.Nie wiem czy będę potrafiła.

134

Odp: porzucona po 12 latach

Będziesz umiała. Będziesz płakała, szlochala i mówiła.  Będzie ciężko, wrócisz do domu i...padniesz. Im więcej zmęczenia tym lepiej.  Przeżyłam to. Myślałam że nie dam rady.żyć.  Minęły kolejne miesiące a ja o dziwo oddycham ;-) 
Czytając Twój ostatni wpis o Waszych wakacjach wpadłam na pomysł, żebyś przeczytała tego bloga mojedwieglowy.blogspot

135 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-03-17 13:55:42)

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

a naprawdę na początku wierzyłam,że jestem tak beznadziejna,że on nie moze po prostu dłużej ze mna wytrzymać.woli być sam niz ze mną.takie mi kazanie zapodał,że moje poczucie wartości leżało na ziemi.To była pogarda,obrzydzenie wręcz jakieś.No to coś musi byc ze mna mocno nie tak skoro takie uczucia w nim wywołuję.

Jeden z moich ulubionych cytatów jest taki:
"on, co prawda, nic złego mi nie zrobił, ale za to ja zrobiłem mu ohydne świństwo, a jak tylko zrobiłem, zaraz go za to właśnie znienawidziłem" (Dostojewski, Bracia Karamazow)
I tak to wygląda. Twoje wady zostały wymyślone lub wyolbrzymione, żeby dać panu lepsze usprawiedliwienie do decyzji o rozstaniu. Skoro jesteś taka okropna, to on biedaczek nie miał wyboru, no sama rozumiesz. Bez tego dość w sumie pospolitego mechanizmu obronnego, musiałby się zmierzyć ze stanem faktycznym: to on był przyczyną rozstania, bez względu na to, czy od początku miało to związek z zauroczeniem kims innym, czy może dopadły go jakiś kryzys i stagnacja, z którymi nic nie zrobił, a zauroczenie przyszło później. Zwalił na Ciebie winę, pozbył się bagażu, radośnie wszedł w nowy związek.
Nie wiem czy to jest dobra rada, ale ja bym mu ten bagaż zwróciła. Napisałabym do niego, opisując (spokojnie, logicznie i bez pretensji "jak mogłeś") ten właśnie mechanizm wybielania się czyimś kosztem i szukania pretekstów. Postawiłabym sprawę jasno: za rozstanie odpowiedzialny jest on i tylko on. Odczułabym to jako wyrównanie rachunków.

136

Odp: porzucona po 12 latach

Heh, ja tez bylem na wakacjach z moja narzeczona tuz przed rozstaniem - koniec sierpnia - bylo bardzo fajnie, mamy ladne kolorowe wspolne zdjecia na ktorych jestesmy usmiechnieci, ona mnie caluje, przytula bla bla bla bla sad Pozniej dowiedzialem sie, ze ona juz sie ode mnie od dawna oddalala i wlasciwie nie chciala jechac na te wakacje, ale w sumie to na wakacjach zawsze jest fajnie a to ze za chwile poznala swoja nowa "wakacyjna milosc" nie ma znaczenia bo juz i tak ze mna nie chciala byc wiec mi to napisala na skype blablabla

Fluoxetyna rozmowa z psychologiem/terapeuta pomaga - tak jak pomaga po prostu wygadanie sie komus - do tego jesli to dobry fachowiec to pomoze Ci spojrzec na sytuacje z innej strony, zada odpowiednie pytania. Ja tez wierze bardziej w chemie, szczegolnie po moich wczesniejszych doswiadczeniach ze 'slabymi' psychologami - ale w tej sytuacji postanowilem poszukac pomocy w terapii - troche to u mnie utrudnione ale zobaczymy jak to dalej bedzie.

W kazdym razie sprobuj, tylko musisz trafic na dobrego psychologa - z tym bywa roznie, wiec poczytaj wczesniej opinie o danej osobie.

137

Odp: porzucona po 12 latach

Byłam ostatnio w kinie na filmie M.Szumowskiej "Ciało" i jest tam scena terapii , w której biorą udział dziewczyny chore na anoreksję. Główna bohaterka zostaje zapytana przez terapeutkę co chciałaby powiedzieć swojemu ojcu , do którego ma ogromny żal i czuje nienawiść. A dziewczyna odpowiada cytuję : " Chciałabym mu jeb*ąć "

To właśnie chciałabym zrobić, bez zbędnego owijania w bawełnę , a on doskonale wiedziałby za co ...  Przepraszam , za wulgaryzm , ale jest we mnie ostatnio taka siła właśnie ;-)

138

Odp: porzucona po 12 latach

Autorko, wspolczuje i rozumiem twoj bol, poczucie krzywdy, rozczarwanie, moze lek przed przyszloscia. Wiele nieprzyjemnych uczuc przeszkadza funkcjonowac. I to jest zdrowa reakcja na rozstanie, o ile nie trwa zbyt dlugo a twoj stan sie nie pogarsza, ale przeciwnie, stopniowo polepsza. Wtedy to taka naturalna "zaloba". Mam wrazenie, ze tak jest u Ciebie, ale psycholog jak najbardziej wskazany.
Nie tylko, zeby pomoc Ci teraz w kryzsie w jakim jestes, ale lepiej przygotowac na przyszlosc.
Moim zdaniem, jak pisalam juz kiedys do Ciebie, niedostatecznie zadbalas o sama siebie w tym zwiazku -  emocjonalnie, materialnie, spolecznie itd.
Zwiazek z kims nawet najlepszy i napiekniejszy moze sie skonczyc, poniewaz, tak jak tutaj, wypali sie uczucie, ktos zakocha sie w kims innym, lub uzna, ze jednak chce zyc inaczej. Partner ma do tego prawo. Oczywiscie byloby dobrze, gdyby mogl przynajmniej jasno i otwarcie o tym powiedziec. Nie jest to latwe, wymaga dojrzalosci i odwagi. Nikt tych cech nie ma w nadmiarze. Jak zatem zyc ze swiadomoscia, ze zwiazek nie jest dany raz na zawsze, malzenstwo tez tego nie gwarantuje? Otoz zyc pelnia zycia, cieszyc sie chwila i mezem, czy partnerem gdy jest i miec swoj swiat, prace, znajomych, pasje, prawo do czesci wspolnego dorobku po ewentualnym rozstaniu. I gdy takie nadedzie - przyjac to jako czesc zycia, przeplakac, przebolec i isc dalej.

139

Odp: porzucona po 12 latach
Magita napisał/a:

Autorko, wspolczuje i rozumiem twoj bol, poczucie krzywdy, rozczarwanie, moze lek przed przyszloscia. Wiele nieprzyjemnych uczuc przeszkadza funkcjonowac. I to jest zdrowa reakcja na rozstanie, o ile nie trwa zbyt dlugo a twoj stan sie nie pogarsza, ale przeciwnie, stopniowo polepsza. Wtedy to taka naturalna "zaloba". Mam wrazenie, ze tak jest u Ciebie, ale psycholog jak najbardziej wskazany.
Nie tylko, zeby pomoc Ci teraz w kryzsie w jakim jestes, ale lepiej przygotowac na przyszlosc.
Moim zdaniem, jak pisalam juz kiedys do Ciebie, niedostatecznie zadbalas o sama siebie w tym zwiazku -  emocjonalnie, materialnie, spolecznie itd.
Zwiazek z kims nawet najlepszy i napiekniejszy moze sie skonczyc, poniewaz, tak jak tutaj, wypali sie uczucie, ktos zakocha sie w kims innym, lub uzna, ze jednak chce zyc inaczej. Partner ma do tego prawo. Oczywiscie byloby dobrze, gdyby mogl przynajmniej jasno i otwarcie o tym powiedziec. Nie jest to latwe, wymaga dojrzalosci i odwagi. Nikt tych cech nie ma w nadmiarze. Jak zatem zyc ze swiadomoscia, ze zwiazek nie jest dany raz na zawsze, malzenstwo tez tego nie gwarantuje? Otoz zyc pelnia zycia, cieszyc sie chwila i mezem, czy partnerem gdy jest i miec swoj swiat, prace, znajomych, pasje, prawo do czesci wspolnego dorobku po ewentualnym rozstaniu. I gdy takie nadedzie - przyjac to jako czesc zycia, przeplakac, przebolec i isc dalej.

Pamiętam Twój post,sama prawda.całkiem sie owinęłam wokół tego człowieka jak ten bluszcz,wszystko postawiłam na jedną kartę i tam osiadłam.
Nie dbałam w ogóle o jakieś zabezpieczenie materialne,to nie było dla mnie jakieś ważne,wystarczyło mi jego zapewnienie,ze to wszystko jest tez moje.Przecież on nawet mi mówił,że przepisał to wszystko na mnie.Zapewniał,że tak będzie lepiej,bez kredytu itp.No i teraz nie mam nic.w ogóle nie przywiazywałam wagi do pieniędzy,byłam z nim jak nie miał nic,był bezrobotny i nie wiadomo było jak z tego wyjdzie.Kompletna lekkomyslność jeśli chodzi o te sprawy.Czas dorosnąć.na szczęście mam na tyle rozumu,że nie inwestowałam w ten dom większych pieniędzy.Na zasadzie:po ślubie zrobimy wspólną kasę i zaczniemy remont.Rachunki na pół i tyle na razie.Zapominałam często o nich,on się tym zajmował,to oczywiście też moja wada,ale już nad tym pracuję;).No fakt,nie mam do tego głowy,jakoś tak mi się wydawało,że facet sie zajmuje takimi sprawami.Drazni mnie ta moja niesamodzielność w pewnych sprawach,ale uczę się.Przeciez wystarczyło powiedzieć:chodż, pokaże ci jak to się robi,to nie takie trudne.
Społecznie tez nadrabiam.Odnawiam te zaniedbane znajomości,wychodzę do ludzi nawet wbrew sobie,staram się nie zamykać.Bardzo się odizolowałam przez te ostatnie 3 lata.Bardzo duzo tez pracowałam,nie miałam czasem już nawet siły i ochoty na nic.No i komplikacje logistyczne,po prostu 30 km w jedną stronę nie zawsze chciało mi się jechac do kina czy na jakies spotkanie.Utknęłam tam.Wydawało mi się,że nie potrzeba mi więcej.Nigdy juz nie powtórzę tego błędu,nie dam się zamknąć,uzależnić.

Wydawało mi sie,że juz jakoś mi lepiej,coś mi jednak wychodzi,ale ta wiadomość niedzielna mną zachwiała bardzo.Trzymam się teraz tego,że będzie lepiej,muszę dać radę,nie mam po prostu wyjścia.Frustruje mnie juz ten powracający co jakiś czas stan rozedrgania,nie chcę tego,chcę już żeby było normalnie.Tak bardzo mi tu dodajecie siły pisząc,że to minie,gdy czasem mam wrażenie,że tak juz będzie zawsze.Teraz tylko tego się trzymam w najgorszych momentach.Minie.Jeszcze będzie przepięknie;).

Ale sobie dałam dziś wycisk.Odkryłam też coś fajnego,indoor cycling.Chyba wiadro potu wylałam.Jak po tym nie będę spać to już zostają leki.

140

Odp: porzucona po 12 latach

Nie wiem o co chodzi ale dziś ten ból zniknął.Ani razu nie dostałam tego paraliżu umysłowego jak tylko napłynęło jakieś wspomnienie.Cały dzień.I spałam normalnie, bo odkąd wiem nie mogłam jeść,budziłam się o 3. i dogłębnie analizowałam WSZYSTKO,dostawałam jakiegoś drżenia na myśl,że on jest z nią teraz.Nie jest to może jakaś euforia;) ale raczej nadzieja,że nie będzie tak żle.Jestem wręcz zawstydzona reakcją ludzi na mój widok.Ciągle tylko:jak świetnie wyglądasz,odżywasz,na dobre ci to wyszło.
Nie jestem przyzwyczajona;).I tak sobie pomyślałam: kiedy od niego usłyszałam jakis komplement?I przysięgam,że nie pamiętam...Te ostatnie miesiące to była jakaś porażka,on systematycznie mnie krytykował,wręcz obrażał,a ja to wszystko "łykałam",nie wiem dlaczego.O każdą chwilę razem musiałam zabiegać,o każde przytulenie,wszystko.Znalazł sobie idealną przykrywkę w postaci ciężkiej pracy,swoje myślał( robił?),a ja kombinowałam jak go rozruszać,pocieszyć.Zaczynam powoli rozumieć,że większość tego co mówił to głupoty.Bo czy naprawdę powodem rozstania może byc to,że nie lubię jeżdzic samochodem(juz lubię,przełamałam się;)),nie znam się na elektronice,nie mam konta internetowego(juz mam),nie gotuję codziennie i nie myję okien co miesiąc(zawsze to olewał),a zamiast leżec na kanapie wolałam basen lub na rower,zamiast sterczeć przed kompem czytac książki?On jako wadę wskazał nawet to,że pracuję,więc nie mogę dla domu za duzo robić.No i oczywiście nieśmiałość,bo przecież znamy się 12 lat i wcześniej nie zorientował się,że ma u boku dziewczynę raczej wrażliwą i niepewną siebie a nie przebojową gwiazdę;)
CO ZA PIEPRZONY STEK BZDUR.
Ja nikomu tego nie mówiłam,pękłam przy koleżance w niedzielę,jak mi powiedziała i była w szoku,że on mi nie podał prawdziwego powodu.Tylko taka wyliczankę.
Od dłuższego czasu mnie poniżał w ten sposób,niszczył poczucie własnej wartości,a przeciez powinien je podbudowawać,uskrzydlać.Taki to jego przepełniony szacunkiem do mnie sposób na rozstanie.I teraz wydaje mi się taki żałosny,tchórzliwy,okrutny i pozbawiony empatii,że przycmiło mi to te dobre chwile.Nie chcę marnować juz swojego czasu na tęsknotę za kimś takim.Straciłam do niego szacunek.Alleluja,bo przeciez dotąd cały czas go idealizowałam.
wykorzystam ten moment poprawy formy psychicznej i idę na imprezę dziś,z fajnymi ludzmi wypic parę drinków,może potańczyc.Kupiłam sobie nawet na te okazję nowe ubranko i szok:3 rozmiary mniej.Ja chyba nawet tego nie widzę,ale naprawde te treningi dają efekty.A kondycja też poprawiona,złapałam już bakcyla biegania,daje mi to taaaaką dawkę energii i oczyszcza głowę.I tak sobie myśle,że przeciez ja teraz robię to co lubię i nie muszę słuchać,że truję,myślę o głupotach zamiast spokojnie leżeć na tej cholernej kanapie;).Bo ja naprawdę nie jestem kanapowym typem i nie chcę być już nigdy.
No i za 2 tygodnie jadę nad morze,a za 2 miesiące na świetną wycieczkę zagraniczną.Czyli naprawdę da się bez niego.

141

Odp: porzucona po 12 latach

Bardzo sie ciesze ze u Ciebie jest co raz lepiej! Super! Beda pewnie jeszcze wahania nastroju, wszyscy przez to przechodzimy, ja aktualnie mam tryb samotnika smile i lekki kobietowstret smile wiec spedzam czas raczej sam mimo ze moj umysl caly czas mnie kusi zeby trudne emocje zastepowac tymi dobrymi czyli np spedzac czas z kobieta lub imprezowac itd.... ale to chyba kolejny etap wypalania w sobie wszystkich uczuc zwiazanych z eks, tych dobrych i zlych... taka lekka apatie mam jak na swiebie i swoja osobowosc ale w sumie nie jest mi z tym zle !
Ciekawe, ja tez nigdy nie uslyszalem jakiegos konkretnego powodu tylko wlasnie STEK BZDUR, nieistotnych rzeczy... ten schemat w rozstaniach z niedojrzalymi emocjonalnie ludzi powtarza sie... ludzie na sile szukaja jakiegos wyjasnienia bo chyba sami do konca nie rozumieja czemu tak sie stalo, trzeba jakos wyjasnic motylki po zdradzie...
Super z tym bieganiem ! Tak trzymaj sport naprawde dodaje sie i ksztaltuje charakter. Wakacje smile troche zazdroszcze!

142

Odp: porzucona po 12 latach

Fluoxetynka, Kiv, polecam połączyć farmakoterapie z psychoterapia. Z naciskiem na to, że psychoterapia powinna trwać długo,  co najmniej 2 lata. Ja mam to szczęście, że moja terapia nie kosztuje mnie majątku,  chodzę już na nią 2 lata,  i pochodzę jeszcze trochę; )
Cholernie Wam współczuję,  sama znam ten ból. Na domiar złego mam z tym facetem dziecko, synka,którego zostawił w obcym kraju tak jak i mnie.  Jestem więc niejako skazana na kontakt z jeszcze mężem przez cały czas.  Najgorsze jest to, że on mi się jeszcze śni w nocy.  W dzień o nim nie myślę a on się wdziera w moje sny. W kwietniu miną 2 lata kiedy nas zostawił.  Ból nie jest tak intensywny jak kiedyś jednak. ..wwciąż jest.  WAM życzę szybszego dojścia do siebie.  Dobrze, że nie macie dzieci z nimi. Dacie radę, wszyscy damy .

143 Ostatnio edytowany przez fluoxetyna (2015-03-22 21:22:20)

Odp: porzucona po 12 latach

Nie wiem czy wspominałam,ale ja juz nie piję...;)



jednak nie mogłam na to patrzeć.Tyle wystarczy

144

Odp: porzucona po 12 latach

Fluoxetyno, najlepiej podaruj jakiś drobiazg. To naprawdę rewelacyjne, że obcy czlowiek chce Ci oddać rzeczy, masz szczęście, kobieto! smile

Podczytuję Twój wątek od pewnego czasu, chciałabym Ci tylko napisać, że spokojnie sobie wszystko poukładasz, masz na to dziesiątki lat przed sobą. Naprawdę, ja rozumiem, że teraz jest potwornie ciężko. Bo do każdej nowej sytuacji trzeba przywyknąć, nauczyć się z tym żyć, radzić sobie w "nowym" świecie, "nowej" rzeczywistości.

Natomiast alkohol... to droga donikąd. Serio. Kiedy masz dołki, wyjdź pobiegać, wyjdź na rower, spacer, spotkaj się  z kimś pogadać, napisz na forum, poczytaj książkę, zajmij się czymś - czymkolwiek -
Sama zobaczysz, jak to jest, kiedy się przetrwa dzień, kilka dni, tydzień, a nawet parę tygodni nie robiąc głupot. Rozpacz powraca, jak najbardziej, jesteśmy tylko ludźmi, ale każda, najdrobniejsza sprawa, którą robisz dla siebie, by być szczęśliwa i poprawić swoje życie na lepsze, jest Twoim sukcesem i powinnaś być z niej dumna.
A imprezy, picie ze znajomymi, picie sam na sam w domu, to tylko ucieczka i tkwienie w beznadziei. Mówię Ci.

Nie chcę Cię namawiać, bo nie wszyscy to lubią, ale ja, kiedy już totalnie się rozpadam i nie mam siły o siebie zawalczyć, albo kiedy mam tak trudne emocje, że sobie z nimi nie radzę, lubię wieczorem wyjść pobiegać. Wieczorem - bo mogę nałożyć wygodny,  niekoniecznie elegancki strój (zwykłe, drezowe, lekkie spodnie + T-shirt i ciepła bluza). Na ulicach nie ma w moim mieście ruchu, więc nawet jeśli nie jestem w formie, mogę trochę pobiegać, trochę potruchtać, kawałek przejść, znowu biec dalej.
Raz biegnie się łatwo, raz naprawdę ciężko. Zdarzyło mi się w czasie takiego wieczornego biegania wręcz płakać, ryczeć z bezsilności, tak bardzo wysiłek fzyczny oczyszcza z emocji. I właśnie  o to chodzi: żeby wyrzycić z  siebie gniew, rozpacz, złość, bezradność, poczucie wstydu, żeby nie tłamsić tego w sobie, ale pozwolić sobie to odczuć. W ten sposób te uczucia spalamy, i one giną.

Tak samo pomocne jest chodzenie na basen, wyjazd nad morze lub w góry, zależy gdzie mieszkasz. Mogą być wielogodzinne spacery ze słuchawkami w uszach, z dobrą muzyką lub audiobookiem dla relaksu. Rower, moja przyjaciółka np. chwali sobie kurs tańca i siłownię, jest tam codziennie. Każdy radzi sobie z rozpaczą na swój sposób, ale alkohol się do tych sposobów niestety nie zalicza.

145

Odp: porzucona po 12 latach

Dziękuję,Kobietko.Mój post poprzedni wygląda strasznie,jak bełkot,ale go nie usunę żeby sobie przypominać czego nie robić.Naprawdę wczoraj było mi jakoś lepiej,myślałam,ze mogę sobie zaufać,a w pewnym momencie straciłam kontrolę.Jest mi wstyd,ja takich rzeczy nie robię normalnie.No własnie,normalnie to teraz nie jest więc muszę bardzo uważać.

Wysiłek fizyczny to jedyne co mnie jakoś trzyma,kochana.Też biegam wieczorami,dziś miałam pojechac biegac na wieś,najbardziej lubię tak 3 godzinki potruchtac po lesie,łące nad rzeką,to jest cudowne i w takich momentach po prostu czuję,że dam radę.Poza tym widzę postępy w tym swoim bieganiu i jestem z nich dumna.A dziś zmarnowałam okazję,czuję się fatalnie,do samochodu nie wsiądę,ale może do wieczora odżyję i pobiegam po parku.tez mam zwykły dresik;),na wieczór w sam raz ale teraz sobie kupię też "wyjściowy", bo naprawdę mnie to wciągnęło.a na razie to spróbuję wyjść na spacer,taki ładny dzień,a ja tu leżę jak wrak.Żałosne.

146

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Nie wiem o co chodzi ale dziś ten ból zniknął.Ani razu nie dostałam tego paraliżu umysłowego jak tylko napłynęło jakieś wspomnienie.Cały dzień.I spałam normalnie, bo odkąd wiem nie mogłam jeść,budziłam się o 3. i dogłębnie analizowałam WSZYSTKO,dostawałam jakiegoś drżenia na myśl,że on jest z nią teraz.Nie jest to może jakaś euforia;) ale raczej nadzieja,że nie będzie tak żle.Jestem wręcz zawstydzona reakcją ludzi na mój widok.Ciągle tylko:jak świetnie wyglądasz,odżywasz,na dobre ci to wyszło.
Nie jestem przyzwyczajona;).I tak sobie pomyślałam: kiedy od niego usłyszałam jakis komplement?I przysięgam,że nie pamiętam...Te ostatnie miesiące to była jakaś porażka,on systematycznie mnie krytykował,wręcz obrażał,a ja to wszystko "łykałam",nie wiem dlaczego.O każdą chwilę razem musiałam zabiegać,o każde przytulenie,wszystko.Znalazł sobie idealną przykrywkę w postaci ciężkiej pracy,swoje myślał( robił?),a ja kombinowałam jak go rozruszać,pocieszyć.Zaczynam powoli rozumieć,że większość tego co mówił to głupoty.Bo czy naprawdę powodem rozstania może byc to,że nie lubię jeżdzic samochodem(juz lubię,przełamałam się;)),nie znam się na elektronice,nie mam konta internetowego(juz mam),nie gotuję codziennie i nie myję okien co miesiąc(zawsze to olewał),a zamiast leżec na kanapie wolałam basen lub na rower,zamiast sterczeć przed kompem czytac książki?On jako wadę wskazał nawet to,że pracuję,więc nie mogę dla domu za duzo robić.No i oczywiście nieśmiałość,bo przecież znamy się 12 lat i wcześniej nie zorientował się,że ma u boku dziewczynę raczej wrażliwą i niepewną siebie a nie przebojową gwiazdę;)
CO ZA PIEPRZONY STEK BZDUR.
Ja nikomu tego nie mówiłam,pękłam przy koleżance w niedzielę,jak mi powiedziała i była w szoku,że on mi nie podał prawdziwego powodu.Tylko taka wyliczankę.
Od dłuższego czasu mnie poniżał w ten sposób,niszczył poczucie własnej wartości,a przeciez powinien je podbudowawać,uskrzydlać.Taki to jego przepełniony szacunkiem do mnie sposób na rozstanie.I teraz wydaje mi się taki żałosny,tchórzliwy,okrutny i pozbawiony empatii,że przycmiło mi to te dobre chwile.Nie chcę marnować juz swojego czasu na tęsknotę za kimś takim.Straciłam do niego szacunek.Alleluja,bo przeciez dotąd cały czas go idealizowałam.
wykorzystam ten moment poprawy formy psychicznej i idę na imprezę dziś,z fajnymi ludzmi wypic parę drinków,może potańczyc.Kupiłam sobie nawet na te okazję nowe ubranko i szok:3 rozmiary mniej.Ja chyba nawet tego nie widzę,ale naprawde te treningi dają efekty.A kondycja też poprawiona,złapałam już bakcyla biegania,daje mi to taaaaką dawkę energii i oczyszcza głowę.I tak sobie myśle,że przeciez ja teraz robię to co lubię i nie muszę słuchać,że truję,myślę o głupotach zamiast spokojnie leżeć na tej cholernej kanapie;).Bo ja naprawdę nie jestem kanapowym typem i nie chcę być już nigdy.
No i za 2 tygodnie jadę nad morze,a za 2 miesiące na świetną wycieczkę zagraniczną.Czyli naprawdę da się bez niego.

Jakbym czytała o sobie. Z nich są straszne tchórze,  mój były tez wymyslal jakieś głupoty np. Ze nie robie listy zakupów, zamiast się rozstać jak ludzie. Jak słuchałam tego bełkotu, to myślałam że to moja wina, bo przecież takie bzdury da się poprawić. Teraz wiem, że on kogoś mia. Nie miał jaj żeby zerwać z kobietą która był 7 lat na pokojowych warunkach tylko wyciągał jakieś brudy. Czytam te wątki i za każdym razem powtarza się ta sama wersja, czepianie się, głupie odzywki. Krew człowieka zalewa!

147

Odp: porzucona po 12 latach
pelagia2707 napisał/a:

Fluoxetynka, Kiv, polecam połączyć farmakoterapie z psychoterapia. Z naciskiem na to, że psychoterapia powinna trwać długo,  co najmniej 2 lata. Ja mam to szczęście, że moja terapia nie kosztuje mnie majątku,  chodzę już na nią 2 lata,  i pochodzę jeszcze trochę; )
Cholernie Wam współczuję,  sama znam ten ból. Na domiar złego mam z tym facetem dziecko, synka,którego zostawił w obcym kraju tak jak i mnie.  Jestem więc niejako skazana na kontakt z jeszcze mężem przez cały czas.  Najgorsze jest to, że on mi się jeszcze śni w nocy.  W dzień o nim nie myślę a on się wdziera w moje sny. W kwietniu miną 2 lata kiedy nas zostawił.  Ból nie jest tak intensywny jak kiedyś jednak. ..wwciąż jest.  WAM życzę szybszego dojścia do siebie.  Dobrze, że nie macie dzieci z nimi. Dacie radę, wszyscy damy .

Hej pelagia - tak, ja zaczalem psychoterapie - na dragach juz dalej nie zajde, po prostu jakos stabilizuja stan ale reszte trzeba sobie w glowie poukladac. Zly jestem na siebie, ze tak uzaleznilem sie od drugiej osoby - ale ja daje calego siebie albo nic.

2 dni temu bylem na koncercie - pierwszy raz sam, bez niej, bez znajomych - i bylo bardzo fajnie, ledwo przezylem mlyn pod scena - ale zadowolony i chociaz przez chwile o wszystkim zapomnialem smile

Kurcze mam nadzieje, ze uda mi/nam sie z tego wyjsc szybciej niz w ciagu 2 lat - chociaz te ostatnie pol roku minelo bardzo szybko - to jednak nie chce tracic na to zycia hmm I w ogole boje sie, ze to wszystko jednak gdzies we mnie zostanie..

Fluoxetyna odzyskalas zgube? tongue
Mi sie kiedys zdazylo zgubic portfel - dokumenty, pieniadze, karty. Rano jak sie zorientowalem to pozastrzegalem karty, dalem ogloszenie w lokalnym portalu o zgubie a pozniej sprawdzilem maila - a tam info od kogos kto znalazl portfel i moj adres email na wizytowce... Pojechalem do tej osoby - wszystko bylo na miejscu - karty, pieniadze... czesc kwoty zostawilem znalazcy. Bylem pozytywnie zaskoczony cala sytuacja.

148

Odp: porzucona po 12 latach

Masz dopiero 30 lat! Wszystko przed Tobą.

149

Odp: porzucona po 12 latach

Hej.Odzyskalam wszystko,na szczęście.Taki wstyd,nigdy już tak nie zrobie,to zupełnie do mnie nie podobne.od niedzieli,niestety,stan psychiki pogorszony.Walcze z tym,wychodze,biegam,pracuje ale w głowie cały czas tylko on.Oni.Noce najgorsze,musialam wczoraj wziąć leki bo ile można nie spac.nie wiem co się dzieje,to jak jakaś psychoza,nie mogę tego usunąć z glowy.nigdy nie miałam aż takiego rozdarcia pomiędzy rozumem a tym co czuje.mam wrazenie,ze zwariuje,jak długo można być w stanie takiego pobudzenia,nerwow,natloku mysli.juz jestem tym wszystkim tak bardzo zmeczona,chcialabym osiągnąć spokój na tyle żeby zacząć układać sobie wszystko w zyciu.a jestem jak sparalizowana,ciezko mi podejmować decyzje,jade na autopilocie,tak z dnia na dzien.Postanowilam się ratowac,ide dzisiaj do psychologa,mam nadzieje,ze mi pomoże. Nie wiem dlaczego tak się pogorszylo.moze wcześniej żyła tylko nadzieja?Dotarlo dopiero teraz do mnie,ze to koniec.Czasem po prostu nie mogę uwierzyć.

150

Odp: porzucona po 12 latach

Fluoxetyna u mnie jest podobnie hmm Mysle, ze te wahania sa naturalne na tym etapie - minelo juz kilka miesiecy - niektorzy mowia, ze to "dopiero" kilka miesiecy.
Tez przechodze od poczucia, ze odzyskalem pewnosc siebie, jestem pelen energii, ze bedzie dobrze - do totalnego zalamania i zalu. Ten drugi stan trwa niestety dluzej.
Tez zaczalem regularna terapie

alpengold napisał/a:

Masz dopiero 30 lat! Wszystko przed Tobą.

To do mnie?
Nie wiem czy wszystko ale jeszcze troche czasu mi zostalo, to fakt.
Na razie czuje sie jakby ktos przekreslil, ukradl mi ostatnie - najlepsze 13 lat zycia hmm
Nie wiem czy z czasem bede to odbieral inaczej? W tej chwili mam ochote wyrzucic, skasowac wszystkie zdjecia, wymazac z pamieci.
Ale to tak jakbym wymazal-stracil cala mlodosc.

151

Odp: porzucona po 12 latach

fluoxetyna, przeczytalam Twoj watek od poczatku. Sama zalozylam podobny w innym dziale, tez mam 30 lat, tez porzucona...
ale z twoich wypowiedzi wnioskuje iz jestes niezwykle silna osoba. Moje pytanie- co bys zrobila gdyby on sie do ciebie zaczal odzywac????

152

Odp: porzucona po 12 latach

Dzisiaj to usłyszałam w radiu ... nic więcej nie będę pisać...

PIASEK- KALEJDOSKOP SZCZĘŚCIA
Nie płacz chociaż będę już iść
Zobacz co zostało z nas, nic
Wiem, obiecywałem bez końca czas
Właśnie tego nie umiem dać

Nie kłamałem choć myślisz tak
Cały nasz początek już zgasł
W kalejdoskop szczęścia chcesz wiarę dać
Choćby nie był dany już nam

Ref. Nie płacz, bo musi być
lepszy ode mnie, choć jeszcze nie wie
Nie wie, że gubisz łzy
By lepszy ktoś ode mnie mógł przyjść

Wiem, że nie chcesz słuchać, to nic
Jutro też jest dzień, wstaniesz z nim
Pokładanych we mnie nadziei moc
Snem się spełni już z innych rąk

Nie kłamałem choć myślisz tak
Znów zobaczysz, że piękny świat
Tyle jeszcze ciągle dla Ciebie ma
Choćby dzisiaj smutek we łzach

Ref. Nie płacz, bo musi być
lepszy ode mnie, choć jeszcze nie wie
Nie wie, że gubisz łzy
By lepszy ktoś ode mnie mógł przyjść x3

153

Odp: porzucona po 12 latach
BlinkBlink napisał/a:

Dzisiaj to usłyszałam w radiu ... nic więcej nie będę pisać...

PIASEK- KALEJDOSKOP SZCZĘŚCIA
Nie płacz chociaż będę już iść
Zobacz co zostało z nas, nic
Wiem, obiecywałem bez końca czas
Właśnie tego nie umiem dać

Nie kłamałem choć myślisz tak
Cały nasz początek już zgasł
W kalejdoskop szczęścia chcesz wiarę dać
Choćby nie był dany już nam

Ref. Nie płacz, bo musi być
lepszy ode mnie, choć jeszcze nie wie
Nie wie, że gubisz łzy
By lepszy ktoś ode mnie mógł przyjść

Wiem, że nie chcesz słuchać, to nic
Jutro też jest dzień, wstaniesz z nim
Pokładanych we mnie nadziei moc
Snem się spełni już z innych rąk

Nie kłamałem choć myślisz tak
Znów zobaczysz, że piękny świat
Tyle jeszcze ciągle dla Ciebie ma
Choćby dzisiaj smutek we łzach

Ref. Nie płacz, bo musi być
lepszy ode mnie, choć jeszcze nie wie
Nie wie, że gubisz łzy
By lepszy ktoś ode mnie mógł przyjść x3

Tak bardzo bym chciała aby to była prawda...

154

Odp: porzucona po 12 latach
marzimagia napisał/a:

fluoxetyna, przeczytalam Twoj watek od poczatku. Sama zalozylam podobny w innym dziale, tez mam 30 lat, tez porzucona...
ale z twoich wypowiedzi wnioskuje iz jestes niezwykle silna osoba. Moje pytanie- co bys zrobila gdyby on sie do ciebie zaczal odzywac????

Nie jestem silna.Chyba.Nie wiem.Zawsze myślałam o sobie jako o słabej,niepewnej siebie,przewrazliwionej.Wszystkim się za bardzo martwiłam,wyolbrzymiałam porażki,umniejszałam sukcesy.Nie wiem z czego to wynika.Taki po prostu "słaby" charakter.Nic naprawdę złego mnie w zyciu nie spotkało,nie jestem "zahartowana",wszystko szło zgodnie z planem(bo ja muszę mieć wszystko zaplanowane;)).Najgorsze doświadczenie to śmierć jego rodziców,bardzo to przeżyłam.Koszmarem był tez jego wypadek,jeszcze nieraz budziłam się w nocy z przerażenia,że mógł umrzeć.Czyli ja naprawdę nie wiem jak ja funkcjonuję teraz.Na początku myślałam,że po prostu umrę,nie dam rady,nie mogę oddychać,położę się do łóżka i będę leżeć,koniec świata,wszystkiego.A dostałam motorka takiego do działania,że nie poznawałam siebie.Tylko,że motywacja była zła-nadzieja,że jak się szybciutko ogarnę, zmienię(bo to moja wina)to on wróci.Od niecałych dwóch tygodni znam prawdę.Jezu,znów myślałam,że juz po mnie.Koniec złudzeń.Kurcze,jest naprawdę ciężko,ale jadę dalej.Bardzo boję się depresji.Że jak poddam się na chwilę,zwolnię tempo,zamknę się w domu,zmarnuję sobie miesiące albo lata życia.
Psychologowi powiedziałam wszystko.Nawet to,czego tu nie pisałam bo wręcz było mi wstyd.Chciałam zrozumieć jak to możliwe,że człowiek tak nagle się zmienia w skurw**a bez empatii.Drążyła i drążyła i okazało się,że wcale nie tak nagle.Osobowość narcystyczna,dążąca wręcz do uzależnienia drugiej osoby od siebie.Zadawała bardzo trafne pytania.Dlaczego zamiast mnie zmotywować do jakiejś czynności od razu to robił za mnie dodając,że ja przeciez nie umiem.Co jakis czas dawał do zrozumienia,że bez niego sobie nie poradzę.Kpił sobie z mojej pracy.Potrafił w sposób niby-żartu obrażać moją rodzinę.Nieczęsto,ale były takie incydenty juz parę lat temu.Mnósto takich malutkich przykładów.Nie wiem czy to prawda bo w takim razie ja mam byc jakąś ofiarą cholerną a to wszystko to było kłamstwo?w kazdym razie na pewno juz wcześniej zauważyłam tą dziwną zmianę zależności w tym związku.Gdy jakieś 3-4 lata temu to on znalazł się"na górze",przejął stery a ja nie wiem co zrobiłam,poddałam się,zaufałam,poszłam ślepo za nim.Podobno takich manipulacji po prostu się nie widzi.
Muszę to wszystko przetrawić jakoś.Nie wiem co myśleć.Jedno jest pewne,nie ufam swoim wyidealizowanym wizjom przeszłości.One bardzo oszukują.
Co mu powiem jak się odezwie?To już raczej niedługo bo muszę jechac po opony(jestem chyba jedyną osobą,która ma nadzieję,że będzie zimno jak najdłużej;)).Nie mam pojęcia.Czy w ogóle coś mówić?Boję się,że zrobię coś głupiego,załamię się jak to wszystko zobaczę po tych paru miesiącach,rozklei mnie mój pies,ten dom,on.W każdym razie ja wiem(ale tylko logicznie rzecz ujmując),że nie ma powrotu.Nie po tym jak mnie potraktował.Podziękuję mu chyba po prostu za ten "szacunek".

155

Odp: porzucona po 12 latach

fluoxetyna przeczytałam cały Twój wątek i przysięgam że podziwiam Cię, że tak się trzymasz i dajesz radę chociażby iść do psychologa. Ja w takiej sytuacji najpewniej bym chodziła cały czas pijana i naćpana psychotropami. Mój facet też mnie olał po 8 latach, w dodatku przez SMSa! i bez słowa wyjaśnienia. Nie wiem czy zwariował, czy pojawiła się inna kobieta, nie wiem nic.
Ja już nie wierzę w miłość, w ogóle nie wierzę już w ludzi, nawet w Boga powoli tracę wiarę. Ludzie są z natury źli, podli, wyrachowani, każdy myśli tylko o swojej dupie. A najgorsze czego nie mogę zrozumieć, to to, dlaczego ci którzy krzywdzą, żyją sobie szczęśliwie i za ich nikczemne czyny nie dopada ich żadna kara, żadna karma !! Tak jakby naprawdę nie istniała żadna sprawiedliwość, tylko ślepy przypadek i prawo dżungli, w którym silni psychicznie żyją jak królowie, a słabi cierpią i są gnojeni. Ileż to znam przypadków, że złego licho nie bierze, a dobrego człowieka spotykają same nieszczęścia. Nie wiem jak żyć w takim świecie i co w ogóle ze sobą zrobić.

156

Odp: porzucona po 12 latach

Fluoxetyna , pamiętasz jak kilka dni temu polecałam Ci książkę "Kochaj wystarczająco dobrze..." ? Tam jest cały rozdział dotyczący mężczyzny narcystycznego. Jak to czytałam to zrobiłam wielkie oczy , bo czytałam o moim byłym. O tym, że jednego dnia chce się z Tobą żenić, budować dom , mieć dziecko, a następnego rzuca Cię bez słowa... Też mój były wiódł prym , powiedział, że musiał mnie ciągnąć za rękę w każdej sytaucji... Wygarnęłam mu , że jak sama chciałam coś zrobić , to nigdy mi nie pozwalał. Ludzie o naturze narcystycznej budują swój idealny wizerunek , chcąc w ten sposób ukryć wewnętrzne słabości ...

157

Odp: porzucona po 12 latach

Zadalam pytanie co bys zrobiala gdyby... bo wydaje mi sie ze osobie ktora jest porzucana, nie moze sie pogodzic z rozstaniem, mimo wylanych lez, nieprzespanych nocy, jak tylko byly sie odezwie zapomina sie o wszystkim, odbiera i rozmawia jakby nigdy nic. Sama znalazlam sie w takiej sytuacji. Nie bede sie rozpisywac o swoim watku. Ja zrobilam po drodze wiele krokow zebysmy byli razem, by naprawic nasz zwiazek, mimo ze juz oficjalnie nie bylismy razem.Wlacznie z tym ze do niego pojechalam rozmawiac i to az 3 razy! No bo przecoez jak sie kocha to nie ma dumy....Na koniec uslyszalam tyyyyyle rzeczy (oczywiscie niekorzystnych dla mnie) i dostalam poteznego 'kopa w tylek'. I co? 3 tygodnie pozniej on jakby nigdy nic dzwoni..... bawi sie? z jednej strony sie cieszysz, z drugiej strach, a z 3 odbierac-nie odbierac? nie zrobilam tego ale mysle czy dobrze.... i teraz czytajac to co Ty piszesz, zazdroszcze ci postawy. Widzisz ty mialas sie zawsze za osobe raczej slaba, ja odwrotnie ale sytuacja  w ktorej sie znalazlam totalnie rozwalila mnie na lopatki.
Nigdy nie korzystalam z pomocy psychologa, az do teraz bo sama po sobie widzialam ze ciezko to znosze... Niestety to jest juz 3 przed ktorym sie otwieram, i cos podskornie czuje ze to jeszcze nie to... mysle ze za komfort wysluchania mnie moge placic mniejsze pieniadze niz u tej pani, Takze chyba znow przedemna etap szukania.  Sama powiedzialas ze twoj zadawal trafne pytania, ktore dawaly ci do myslenia.
jesli to nie jest tajemnica.. skad jestes?

158

Odp: porzucona po 12 latach

BlinkBlink,mam polecaną przez Ciebie książkę.Na razie sobie dawkuję, ciężko mi się czyta w ogóle,nie wiem co sie dzieje,kiedyś połykałam książki w jeden dzień,teraz nie mogę się skupić.Dzis doczytam.Strasznie to dla mnie trudne,juz nie wiem sama,czytam tez moje dwie głowy.Czy można nie znać człowieka po tylu latach?To chyba niemożliwe.z drugiej strony naprawdę wiele rzeczy pasuje.A może to tylko pocieszenie porzuconej osoby?Nie kocha mnie już,wybrał inną to teraz sobie wytłumaczę,że jest toksyczny,zły i mnie niszczył.Czy to nie jest po prostu ratunek dla mojej psychiki?Już nie wiem w co mam wierzyć,to mnie wykończy,najlepiej bym o tym wcale nie myślała.A te wszystkie dobre wspomnienia mam teraz oczernić,uznać za udawanie,kłamstwo?O ile jeszcze z czasem chyba zrozumieć można rozstanie z powodu wypalenia,zakochania w kimś,to nie pogodzę się z tym,że to miała by być wielka manipulacja od lat.Aż tak ślepa bym była?Co za porażka,jaki straszny błąd.

marzimagia,ja tak naprawdę nie wiem co bym zrobiła,gdyby on chciał kontaktu.Mogę teraz unosić się jakąś resztką dumy i pisać,że tym razem to ja bym mu strzeliła wylicznakę wad i pogoniła,ale nie wiem. Ja się już wystarczająco upokorzyłam,robiłam takie rzeczy,że głowa mała,tak prosiłam,błagałam..ale czekałam chyba ze 2 miesiące na jakiś ruch,cokolwiek,znak,że tęskni..sam mi zaszczepił tę nadzieję przecież.Teraz rozsądek musi wziąć górę nad emocjami.Rozumiem i wiem,że on mnie nie chce i ja tez nie chcę tam wracać.
Nie mam pojęcia czy ta moja psycholog jest taka dobra,czy ja po prostu tak rozpaczliwie potrzebuje zeby mi ktoś pomógł i wyjaśnił to wszystko.Dobrze sie rozmawiało,otworzyłam się,co nie jest oczywiste w moim przypadku.Trudno chyba stwierdzic po jednej wizycie.Jest bardzo oblegana i na nastepne spotkanie jakos długo muszę czekać(może przez te  święta),mam nadzieję,że pózniej będzie to bardziej regularne.Po prostu jak poznać,że ten psycholog mi pomaga,a kiedy wybrać innego?Nie wiem.Jestem z mazowieckiego.Taka tajemnicza będę na razie,chociaz i tak tyle wywlekłam na tym forum,że jak ktoś mnie zna to pozna;).wszystko mi jedno

159

Odp: porzucona po 12 latach

Nie spodziewałam się aż takiego zjazdu formy psychicznej.Przez te święta. W takie dni po prostu mam ochotę wyc w poduszke.co za pieprzony bol.on szczęśliwie spędza z nią czas.moze ja przedstawia rodzinie.maja juz swoje rytualy,pomysly na weekendy?to wszystko co wypracowaliśmy przez tyle lat,to zgranie,nawet nie potrzeba było słów a było jasne co drugie chce robic,co mysli.tylko z tobą chce wyjezdzac,spedzac czas,inni nie rozumieja,a my już jak stare dobre malzenstwo.po cholerę tak pieprzyl skoro później nazwał ten związek gownem.12 lat.czy to wszystko od dawna było klamstwem?musze się tego dowiedzieć bo zwariuje.czuje,ze nie dam rady nic zmienic,utkne w tym paralizu,boje się wszystkiego,nie mam odwagi.a może on miał po prostu racje.nie nadaje sie.Przepraszam za takie smuty w święta ale naprawdę nie ma nikogo komu bym mogła się wyzalic.oni mysla,ze juz powinnam się ogarnac,patrzec w przyszlosc.ale ja tam nic nie widzę i to mnie przeraza.nic nie osiągne w takim stanie.nic
Jak moge go kochać wciąż po tym wszystkim?Jak on mógł tak po prostu przestac.a może nigdy nie kochal.

160

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Nie spodziewałam się aż takiego zjazdu formy psychicznej.Przez te święta. W takie dni po prostu mam ochotę wyc w poduszke.co za pieprzony bol.on szczęśliwie spędza z nią czas.moze ja przedstawia rodzinie.maja juz swoje rytualy,pomysly na weekendy?to wszystko co wypracowaliśmy przez tyle lat,to zgranie,nawet nie potrzeba było słów a było jasne co drugie chce robic,co mysli.tylko z tobą chce wyjezdzac,spedzac czas,inni nie rozumieja,a my już jak stare dobre malzenstwo.po cholerę tak pieprzyl skoro później nazwał ten związek gownem.12 lat.czy to wszystko od dawna było klamstwem?musze się tego dowiedzieć bo zwariuje.czuje,ze nie dam rady nic zmienic,utkne w tym paralizu,boje się wszystkiego,nie mam odwagi.a może on miał po prostu racje.nie nadaje sie.Przepraszam za takie smuty w święta ale naprawdę nie ma nikogo komu bym mogła się wyzalic.oni mysla,ze juz powinnam się ogarnac,patrzec w przyszlosc.ale ja tam nic nie widzę i to mnie przeraza.nic nie osiągne w takim stanie.nic
Jak moge go kochać wciąż po tym wszystkim?Jak on mógł tak po prostu przestac.a może nigdy nie kochal.

Nie przepraszaj bo Cie rozumiem. Tez glowa mi peka od tych zakichanych wspomnien. Chce tylko zapomniec i by wyszla mi z glowy bo tego stanu nienawidze. Nie staram sie myśleć co ona porabia bo to jak automat wbija mi sie w mozg. Nie chce tego a musze sobie z tym radzic.
Przykro sie czyta to co napisalas i nawet nie mam pojecia jak cie pocieszyc.

161

Odp: porzucona po 12 latach

Za każdym razem jak mnie dopada ten cholerny dół boje sie,ze juz tak zostanie.Wsiadlam w samochod,pojechalam do puszczy i zrobiłam sobie 20km marszobiegu.endorfina mi się wydzielila i od razu lepiej.:).Przynajmniej wiem,ze nie będę miała problemu z pomysłami na samotne wolne dni.na razie nawet bardziej mi odpowiada taka opcja,nie muszę udawac,moge sobie biec i plakac,myslec w spokoju,planowac.to niesamowite jak to oczyszcza umysl.zebym tylko nie zdziczala calkiem:).Mam nadzieje,ze znajdę kompanów do tych moich eskapad kiedys.Jak ja zapuscilam życie towarzyskie...ale oswajam ta samotnosc,z tym daje rade.nie mam problemu z samotnym wyjściem do kina,spacerem no i treningiem.chociaz tyle

162 Ostatnio edytowany przez Binonade (2015-04-05 18:30:17)

Odp: porzucona po 12 latach

Fluoxetyno, nie chcę zabrzmieć jak własna matka- ale uważaj na bieganie w odludnych miejscach.
Świrów nie brakuje:/

Odnośnie psychologa- to trwa., trudno oczekiwać, że po pierwszym spotkaniu będzie lepiej.
Dochodzenie do siebie po rozstaniu to PROCES.
Pamiętaj- z nikim się nie ścigasz i masz prawo czuć to, co czujesz.

163

Odp: porzucona po 12 latach

Hej,brzmisz jak moja mama,chyba wszystkie mamy tak maja:).
Staram się być bardziej wyrozumiala wobec tych swoich stanów bo bardzo mnie to frustruje,chcialabym być silna,ogarnac sie,zaczac podejmować wreszcie jakieś decyzje zyciowe.ale rzeczywiście jest jeszcze tak wczesnie.szkoda mi po prostu zycia.no i oczywiście doprowadza mnie do szału na zmianę z rozpacza to,ze on jest teraz pewnie tak zadowolony i szczęśliwy. A ja w rozsypce..wkurzaja mnie ci wszyscy mądrzy ludzie z otoczenia,ktorzy mi mówią jak mam mu pokazac,ze świetnie sobie radzę.pewnie,ze nie chce żeby wiedział o moich przeplakanych nocach,ale mam robić jakąś pokazowke?nie dla mnie takie gierki,nie jestem w gimnazjum.

164

Odp: porzucona po 12 latach

Też mam dzisiaj spadek formy... Pomyślałam , że mam 29 lat i muszę zaczynać wszystko od początku... Mieliśmy być fajną rodziną , planowaliśmy budowę domu i dziecko w przyszłym roku... Nie wiem jak długo trwał ten "romans"... Czy to było nagłe , jego decyzja o końcu i wyprowadzce podjęta pod wpływem chwili , czy myślał o tym od dawna ...? W sumie nie wiem , która opcja gorsza. Znaliśmy się 7 lat , od 6 byliśmy parą , a 5 lat mieszkaliśmy razem. Czułam się pewnie i bezpiecznie. A u nagle taki cios... On stał się dla mnie obcym człowiekiem. Tak z dnia na dzień... A był najbliższą osobą. Wiedzieliśmy o sobie wszystko , widzieliśmy się w najgorszych sytuacjach... Przeszliśmy przez niejeden kryzys, śmierć jego bliskich , moją chorobę... a wystarczył obcy tyłek, żeby to wszystko umarło. Zastanawiam się czasem czy on zdaje sobie sprawę z tego jak mnie skrzywdził ,czy chociaż raz pomyślał jak się czuję... Czy może jest zwykłym pieprz**ym egoistą? Dzisiaj są święta i mimo tego, że zaprosiłam do siebie całą rodzinę na śniadanie wielkanocne to myślami byłam gdzie indziej...

165

Odp: porzucona po 12 latach

Hej, potwierdzam u mnie też ostatnie dni zjazd i dzisiaj dół straszny - więc to chyba te święta tak na nas działają hmm
Spędzam je sam - zrobiłem sobie śniadanie - prawie takie jak w domu. Później spacer - ale tam pełno par i rodzinek z dziećmi..
A już ostatnio u mnie naprawdę było lepiej - może przez to, że dużo pracy i miałem zajętą głowę - a już miałem nadzieję, że z tego wychodzę.

Ale trzymajcie się, zaraz będzie po świętach i wrócimy do normy wink

ps. fluoxetyna do ch.lery nie myśl o tym co on robi i czy jest zadowolony i szcześliwy. Ch.j mu na droge! Myśl o sobie.

166 Ostatnio edytowany przez fluoxetyna (2015-04-05 22:46:38)

Odp: porzucona po 12 latach

Tak,bedzie po świętach i się polepszy.mam tak zawalony tydzien,ze nie będzie czasu na "zjazd".Ja naprawdę nie chciałam tego dzis,ale wystarczyło byle co a wspomnienia wracaja.Tu je spedzalismy,z moja rodzina,juz był jej czlonkiem,swojej najbliższej przecież nie mial.I nie ogarniam tego,ze po prostu tak bez żadnych skrupolow z tego zrezygnował dla ledwo poznanej lafiryndy.a może nie ledwo.przeciez ja nic nie wiem.w sumie to naprawdę duże ryzyko.moze my nie wiemy co to jest to zakochanie,nie pamietam,bylam gowniara.ale to musi być coś naprawdę mocnego,ze ludzie takiego pierdolca dostają.
Póki co niech nam przyświeca jedyna słuszna myśl: ch*j im na drogę smile.

167

Odp: porzucona po 12 latach

Witaj! Przeczytałam Twój wątek, strasznie mi przykro, wiem jak jest Ci ciężko.... Wydaje mi się, że żadne rady tu nie pomogą, trzeba po prostu przez to przejść, samemu się uporać z tym bólem i wspomnieniami.
Pisałaś, że jesteś z Lublina lub okolic, jesteśmy w podobnym wieku, jeśli byś chciała pogadać lub się spotkać- to pisz

168

Odp: porzucona po 12 latach

Hej.Lublin to moje ukochane miasto studenckie,jestem jednak z innego województwa.Bardzo chetnie bym poznała kogoś nowego,ciekawych ludzi o takich samych zainteresowaniach,ale na razie jakos najlepiej czuje sie sama.Wychodzę kiedy jest tylko okazja na jakieś spotkania,imprezy,ale nie jest tego dużo a ja i tak wtedy uciekam myslami.No i nigdy nie wiadomo kiedy dopadnie mnie "zjazd",tak jak 3 tygodnie temu jak troche;) przesadziłam z alkoholem i w efekcie chyba przez godzine płakałam koleżance w rękaw.Co za wstyd.
Jutro jadę nad morze.Idziemy z dziewczynami zdobywać Sopot nocą.Gdyby mi ktoś powiedział pół roku temu,że będę jeżdzić na imprezy do Trójmiasta to bym się uśmiała.Ja,taka udomowiona,nieśmiała,przeciez bez niego się nigdzie nie ruszałam.Mam nadzieję,że będzie fajnie.Kolejny mały kroczek udowadniający mi,że jest jakis inny świat poza tym,który znałam od tylu lat.Zeby mnie tylko znów jakieś ckliwe wspomnienia znad morza nie dopadły...Może być ciężko.Ale już wiem jak z tym dziadostwem walczyć.Wskoczę w dresik i będę biegła i biegła gdzie mnie oczy poniosą.A teraz,skoro już mam urlop,idę sobie na siłownię a póżniej na zakupy.dziewczyny kazały mi kupić jakieś sexy stuff;)

169

Odp: porzucona po 12 latach

To super, bardzo Ci zazdroszczę, że masz koleżanki, z którymi możesz gdzieś sobie pojechać, które Cię wspierają smile Chyba nie jest tak źle jak pisałaś z tą samotnością wink

Nie będę tu smęcić o sobie, bo to Twój wątek ale jestem u kresu prawie 9-letniego związku i doskonale rozumiem Twoje uczucia. Ty masz to szczęście, że masz wokół siebie życzliwych Ci ludzi, z którymi możesz spędzać czas. Ja mam parę znajomych na krzyż, którzy rzadko kiedy mają czas- cały czas w związku poświęcała jemu i mam za swoje sad
Udanego wyjazdu smile Opisz później jak było, czy udało Ci się zapomnieć choć na chwilę smile

170

Odp: porzucona po 12 latach

Jest tak pieknie.plaza,slonce,mewy.przebieglam parę km brzegiem morza i się wygrzewam.I tak bardzo mi go brakuje.Tyle wspomnien.pieknych chwil.nie rozumiem.tak ze wszystkiego zrezygnować. Miało już tak byc.Czasem tęsknię tak bardzo,ze znów mi się wydaje to wszystko jakimś nieporozumieniem,ktore się wyjasni.

171

Odp: porzucona po 12 latach

Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak Cię rozumiem... U mnie weekend minął szybko , intensywnie , spotkałam znajomych, bawiłam się , tańczyłam , było wesoło ... Nie myślałam... Dzisiaj poniedziałek, wróciłam późno z pracy, na szybko jakieś zakupy. Godzina 19 wreszcie mam czas dla siebie... I wcale się z tego nie cieszę. Siedzę w sypialni z laptopem na kolanach i z całych sił próbuję nie myśleć... Jednak uparcie w mojej głowie zaczynają kotłować się myśli... I ogarnął mnie ogromny smutek , bo tak bardzo mi go w tej chwili brakuje. Bo chciałabym , żeby znowu przyniósł mi herbatę i zapytał co dzisiaj dobrego robimy na kolację... Myślę, że te huśtawki występują u nas, bo do samego końca nie byłyśmy świadome co nas czeka. Ja czułam się bezpieczna i kochana... Później " dostałam młotkiem w głowę" i teraz trzeba na siłę zabić w sobie tą miłość. Innej opcji nie widzę , bo to już się żałosne robi.

172

Odp: porzucona po 12 latach

Wracam sobie juz do domu,weekend był świetny poza paroma chwilami gdy mnie dopadła tesknota.W każdym razie morze zostało odczarowane,istnieje nawet bez niego:).
Zastanawiam się czy zapytać go gdy się spotkamy dlaczego w ten sposób to zrobil.czy w ogóle jest sens z nim rozmawiac.skad mam wiedzieć czy powie prawde.nie chciałabym żeby te wszystkie lata okazały się klamstwem a on po prostu manipulatorem.Bo jak to świadczy o mnie.Dalam się tak oszukac?No i to straszne pytanie:od kiedy??moze lepiej nie wiedziec.
Chciałabym juz odzyskać siebie,swoje normalne mysli.wywalic to z glowy.szkoda czasu.Kazdego dnia.Palant zmarnował mi tyle lat.

173

Odp: porzucona po 12 latach

Fluoxetyna!!  przeczytałam Twój post i posłuchaj takie wahania nastroju są jak najbardziej normalne w takiej sytuacji w której się znalazłaś. Każdy to tak przechodzi są dni kiedy wszystko jest cacy, zapomina się, humor wraca a są doły i dni fatalne.

Gdy będą te gorsze dni pomyśl sobie, że on jest draniem, zwykłym draniem. Gdyby był w porządku, w przypadku pojawienia się wahań uczuć, kłopotów, wątpliwości powinien POROZMAWIAĆ z Tobą!!! Być szczery. Wszystko robił po kryjomu, spotykał się z kimś tzn że okłamywał Cię. Myślę, że to samo zrobi z kolejną, pozna kiedyś inną i ją też tak będzie okłamywał już taki typ faceta... Wypisz sobie jego wady, to jak się zachował, zostawił z dnia na dzień to jak mówił do Ciebie. Spłynęło to po nim - to drań bez przywiązania. i czytaj to jak przyjdą gorsze dni.

Póki co może nie spotykaj się z nim bo gdy go zobaczysz może wszystko wrócić ze zdwojoną siłą, daj sobie jeszcze czas. Zyj sobie, czerp z życia jak najwięcej a zobaczysz zanim się obejrzysz znajdziesz inną miłość - prawdziwą smile

To wszystko tak się łatwo mówi ale prawie wszyscy przeszli kiedyś rozstanie i dali radę, Tobie też się uda ale musisz pracować nad sobą i będzię ok wink

174

Odp: porzucona po 12 latach

straszne sa te dni gdy trzeba cierpiec zwijac sie  z boblu sad Mój maz mnie zostawil i moja corke 2 mce temu - powod nie kocha mnie juz znalismy sie 8 lat wczesniej rok po slubie- nie odzywa sie od 2 mcy moja corka byla  z nim mega zwiazana do niej tez sie nie odzywa, blagalam prosilam cala wine wzielma na siebie nic nie chcial widziec nic ratowac nic, winie sie z  ato chodz nic nie zrobilam poprostu jak mowia mi trafilas na drania na typa co szybko sie nudzi skacze z kwiata na kwaitek. Juz raz dalam mu szanse tez tak zrobil potem wrocil co ja glupia naiwna ....obiecal mi duzo ze nigdy nie zostawi kupil auato abym do pracy jezdzila chcial abysmy wprwoadzily sie do niego hm teraz po rozwodzi emusimy sie wyprwoadzic... powiedz abym mu nie niszczyla nowego zwiazku jak  wnim bedzie ze ja sie nie nadaje do niczego- pracuje dbam o dom on jest za granica zarabia bardzo dobrze nigdy na nic mi nie dal nigdy zabral zcasme na pizze czy do kina, i splaca swoj kredyt... ale bylam glupia ale wyje nadal  za nim

175

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Zastanawiam się czy zapytać go gdy się spotkamy dlaczego w ten sposób to zrobil.czy w ogóle jest sens z nim rozmawiac

Dlaczego chcesz sie z nim widziec? Nie rob tego. Jesli masz jakies rzeczy do odebrania/przekazania to popros o to kogos innego. Ja tak zrobilem - chociaz i tak ostatecznie musialem sie na chwile z nia zobaczyc (pozniej dowiedzialem sie, ze byla zla, ze sie nie chcialem z nia spotkac, sic!) - i to naprawde nie jest dobre. Cofniesz sie tylko w 'dochodzeniu do siebie' i bedziesz miala dol. Nic nowego pewnie nie uslyszysz, zreszta czy to wazne co ten czlowiek teraz powie? Naprawde nie warto.
Nie mysl o tym - teraz mysl tylko o sobie.
Trzymaj sie!

176

Odp: porzucona po 12 latach

Już mnie psycholog ustawił do pionu troche.Kurde,nie dosc,ze ciężko przeżyć rozstanie po tylu latach to jeszcze mam problem z tym czy to było normalne.Bo ona robi wielkie oczy jak pewne rzeczy jej mowie.A później bronie go bo bardzo trudno zaakceptować teze,ze on ma zaburzenie osobowości i ta spektakularna końcówka to było po prostu odsłonięcie totalne,opadniecie maski.Cholera,to się wszystko zgadza.Te szczegóły z przeszłości. Czuje się tak bardzo oszukana,wysterowana,jak frajer ostatni.Jak mogłam tak dać się stlamsic,tak do siebie mówić,tolerowac to co wcale nie jest normalne.A teraz mam zryta psychikę,bo mi w głowie siedzi:jestes kaleka i nie nadajesz się do życia i kochania. Jaki normalny facet tak mówi do swojej narzeczonej.Nigdy go nie oklamalam,nie zrobiłam niczego żeby sobie zasłużyć na takie slowa.Nie wiem czy ktokolwiek zasłużył.Bardzo dużo przede mną pracy nad odbudowa pewności siebie i poczucia własnej wartosci.
Nie będę z nim rozmawiac.Wezme rzeczy i się zmyje.Mysle,ze dam rade.Moze wezmę kogoś ze sobą do pomocy ze względu na gabaryty tych rzeczy.Tylko ze znajomymi tu na miejscu trochę krucho.Nie mam kogo o to poprosic.To jednak dość daleko

177

Odp: porzucona po 12 latach

No i bardzo dobrze! Że Cię psych ustawił i uzmysłowił. U mnie podobnie, zacząłem dostrzegać pewne rzeczy, jej zachowania i cechy charakteru.

Dobrze, że już zrezygnowałaś ze spotkania i rozmowy, tylko się tego trzymaj! A ja trzymam kciuki:)
Wszystkim powyżej też powodzenia. Powoli, z czasem jest lepiej. Powoli..

178

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Już mnie psycholog ustawił do pionu troche.Kurde,nie dosc,ze ciężko przeżyć rozstanie po tylu latach to jeszcze mam problem z tym czy to było normalne.Bo ona robi wielkie oczy jak pewne rzeczy jej mowie.A później bronie go bo bardzo trudno zaakceptować teze,ze on ma zaburzenie osobowości i ta spektakularna końcówka to było po prostu odsłonięcie totalne,opadniecie maski.Cholera,to się wszystko zgadza.Te szczegóły z przeszłości. Czuje się tak bardzo oszukana,wysterowana,jak frajer ostatni.Jak mogłam tak dać się stlamsic,tak do siebie mówić,tolerowac to co wcale nie jest normalne.A teraz mam zryta psychikę,bo mi w głowie siedzi:jestes kaleka i nie nadajesz się do życia i kochania. Jaki normalny facet tak mówi do swojej narzeczonej.Nigdy go nie oklamalam,nie zrobiłam niczego żeby sobie zasłużyć na takie slowa.Nie wiem czy ktokolwiek zasłużył.Bardzo dużo przede mną pracy nad odbudowa pewności siebie i poczucia własnej wartosci.
Nie będę z nim rozmawiac.Wezme rzeczy i się zmyje.Mysle,ze dam rade.Moze wezmę kogoś ze sobą do pomocy ze względu na gabaryty tych rzeczy.Tylko ze znajomymi tu na miejscu trochę krucho.Nie mam kogo o to poprosic.To jednak dość daleko

Witaj, przezywam to smao co TY sad maz 2 mce sie nieodzywa czekam na pozew rok od slubu 9 lat razem ... chodzilam tez do psychologa czy mi pomogl nie bardzo. Mysle juz mniej ale ten weekend mialam natlok mysli, modle sie duzo mam teraz Boga. Boli mnie bardzo skrzywdizl mnie i moja corke zapewn ema kogos, ale nie mam od kogo sie dowiedziec bo on jest z agranica. Tz slyszalam ze nie nadaje sie do zwiazku do zycia, ze nie mma pasji jestem beznadziejna nikt mnie nie zechce. Pasjii? gdybym miala kase mialabym pasje a ze mam dziceko na utrzymaniu i pracuje ciagle - zreszta kochal mnie - chyba kochal .. taka jaka jestem duzo sily Ci zycze ciezka droga przezd nami

179

Odp: porzucona po 12 latach

Fluoxetyna co tam u Ciebie ? Jak sobie radzisz ? Podejrzewam , że lepiej skoro nic nie piszesz ;-)

180

Odp: porzucona po 12 latach
BlinkBlink napisał/a:

Fluoxetyna co tam u Ciebie ? Jak sobie radzisz ? Podejrzewam , że lepiej skoro nic nie piszesz ;-)

hej,kochana,odpowiedziałam juz w Twoim wątku.Jest naprawdę dużo lepiej,zmieniłam nastawienie.Myslę,że pomogła mi wizyta tam,musiałam odebrać parę rzeczy swoich.Jego nie było ale i tak się obawiałam,że to miejsce obudzi wszystkie uczucia,wspomnienia.Ale tak się nie stało.Poczułam ulgę.Bardzo dużo pracy włozyłam w to zeby moje nowe zycie nie było pasmem lamentów i płaczu i szłam do przodu jak czołg nawet jak bolało jak cholera.I teraz jestem z tego dumna.Jeszcze mnóstwo nauki przede mna ale już się tego tak nie boję.Czuję,że dam radę.I chyba cos na kształt prawa przyciągania zaczeło działac;)odkąd chodzę usmiechnięta i bardziej pewna siebie poznaję dużo ludzi,coraz łatwiej mi pokonywać nieśmiałość,jutro nawet jadę na wycieczkę z "kolegą";).W każdym razie widzę wyraznie,że da się żyć bez niego a nawet ze jest to inne,ciekawe życie.Na spokojnie,bez nerwów sobie zyje i planuję zmiany,które mnie jeszcze dwa miesiące temu przerazały.Przede wszystkim nie czuję się juz jak nic nie warty,wyrzucony śmieć co mi towarzyszyło długo dzięki mojemu wspaniałemu narzeczonemu.Teraz sobie myslę co to za facet,który potrafi sprawic,że jego narzeczona tak o sobie myśli.Palant i dupek bez jaj.Dno,które na mnie nie zasługuje.A ja naprawde potrafie dac z siebie wiele.I jak trafie na odpowiednia osobe,bede sie starac nie popelniac tych samych bledow,juz nigdy nie zrezygnuje z wlasnego zycia na koszt czyjegos.Na razie jest dobrze tak jak jest.za dwa tygodnie Portugalia:)...Juz nie moge sie doczekac..odreaguje ten koszmar jak tylko sie da.Trzymaj sie,kochana.bede tu zagladac.

181

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Co do slubu to wlasnie tez tak mysle.bylismy zgodni w tym temacie.to miala byc tylko formalnosc,zalatwienie urzedowej sprawy,nawet bez koscielnego,zgodnie z naszym swiatopogladem.co nie zmienia faktu,ze powinnam dostac raczej nagrode,juz bez eufemizmu,Super Naiwnej Dekady:-).
Wroce tu jeszcze wieczorem.teraz,w ramach terapii,ide sie zmeczyc niemilosiernie w fitness clubie.



Jeszcze trochę opiszę moją sytuację.Nawet jeśli nikt tego nie będzie chciał czytać.Wszak ta sytuacja w sumie jest dość stereotypowa,banalna.Nie ja jedna tak zostałam potraktowana.Jest nas całe mnóstwo.Zadna na pewno się nie spodziewała,że będzie porzucona.
Myślę,że trochę zaczęło sie psuć po przeprowadzce na wieś.Odziedziczył dom na wsi po rodzicach.Dla mnie to była duża zmiana.Nie chodzi o wieś,bo i tak prawie zawsze w weekend jeżdziliśmy za miasto,lubiliśmy takie wypady na rower,spacer.To były nasze niedziele.Nie centrum handlowe,nie kawiarenki itp. tylko fajna całodniowa wycieczka.Chodziło o takie odzizolowanie.No i te dojazdy.Nauczyłam sie prowadzć.Ale na dłuższą metę mnie to stresowało i męczyło.On zaczął nową pracę,w firmie kolegi,w którą też zainwestował.Dla mnie coraz mniej czasu.Ale nie było zle.Były wypady,wspólne weekendy,wakacje.A życie codzienne?Normalna rzeczywistość.Razem.Na pewno nie jestem perfekcyjną pania domu.A zadbanie o taki dom to kupa czasu.To na pewno zaniedbałam trochę.Gotowanie też tak średnio.Raczej on ma do tego smykałke.Lubił dla mnie gotować.Kiedyś.Nie zrozumcie mnie żle,nie jestem jakimś nierobem,też pracuję,nawet dużo.sama się utrzymuję.Dla mnie podział obowiązków domowych to normalna sprawa.Za mało się angażowałam,mówił.To wszystko niby miało być moje,nasze.Bez kredytów itp. sielanka podana mi na tacy.A ja już bym wolała klitkę wspólną,a nie taką zależność.
Ale ufałam mu bezgranicznie i dobrze się tam czułam.Tylko,że w końcu już w ogóle nie miał ochoty na nic.Wyjazd,wyjście?Odpowiadał,że truję,a on taki zmęczony.Świetnie,a ja to cały dzień na kanapie leżę.Tak było już w pażdzierniku.Ja w swoim pokoju czytam,on ogląda mecz.Może wtedy juz powinnam więcej zrobić.Ale on nie chciał,wolał sam siedzieć i popijać piwo.Teraz już wiem,że już o tym myślał.Ale mówił tylko o pracy.Wiecznie zmęczony,więc dawałam mu odpocząć.
Tylko,że ciągle jednak dbaliśmy o siebie,troszczyliśmy się.Był na zakupach dla siebie a zawsze mi też coś kupował-ja tak samo.Drobiazgi.Jak byłam cały dzien w pracy to czasem wpadał i na przykład ciacho zostawiał.Jak miał wolną sobotę to po pracy dostawałam obiadek,razem spędzaliśmy wieczór.Planowaliśmy sylwestra,wyjaz w marcu gdzieś.
W pewną sobotę wracam z pracy a on płacze.Nie wie jak mi to powiedzieć.Ale powiedział.Człowiek nie wierzy na początku.Jak to nie ma sensu?Mam się wyprowadzić?DLACZEGO???Cały tydzień go nie było prawie.W pracy(?)też nocki w okresie przedświatecznym.Nawet nie było jak rozmawiać.Nie wierzyłam.Zaczęłam normalne przygotowania do świat,sprzątanie itp.Specjalnie odpuściłam trochę z pracą,żeby to ogarnąć.Któregoś wieczora powiedziałam,że przecież to normalny kryzys,poprawię się,ogarnę.

Dzień przed Wigilią-koniec.Wszedł do domu.Czyściutko,pachnie,firaneczki uprane itp.Obiadek czeka.
a on: sama to wszystko zrobiłaś?Po co? nie wiem jak mam z tobą rozmawiać,nie chcę się kłócić.Masz się wyprowadzić do nowego roku.



Boże,jak by mi ktoś po prostu wbił w serce nóż.Straciłam kontrolę zupełnie,zaczęłam go prosić o szansę.Ze względu na 12 lat.100 pytań w głowie.Od kiedy,dlaczego,co ja zrobiłam,ktos inny?
Wymienił litanię moich wad.Niesamodzielna,narzekam,on mi tyle dał a ja o głupotach tylko myślę.Tresuję go od zawsze,wszystko ma byc po mojemu,on nie może robić czego chce.Potrzebuje partnera,który by mu pomagał,bo zastał sam na świecie.
Dużo gorzkich słów,częściowo prawdziwych,a niektóre nie.Wymieniał same złe incydenty,nawet jakieś głupoty.
A dobre wspomnienia?On niby już o nich nie pamięta.A najgorsza jest ta obojętność.NIE KOCHA.
a tym sprzątaniem,nadskakwaniem,tylko strzeliłaś sobie samobója,bo trzeba się szanować.
MÓWIŁ DO MNIE JAKIS OBCY CZŁOWIEK,KTÓREGO NIE ZNAM.bo przecież nie mój narzeczony,najbliższa osoba na świecie.niemożliwe.Przepłakałam cała noc.póżniej praca,wigilia.Rodzice w szoku.Wszystkiego nie mówiłam.Swieta z nimi.26 grudnia zaczęłam się pakować.Nawet nie wiem gdzie był.
Pakowałam i pakowałam,woziłam to tym swoim małym samochodem chyba 5 kursów.Parę razy się na niego naciełam.Juz nie prosiłam.Tylko pytałam.od kiedy???pół roku mniej więcej.
Tak mu przykro,przeprasza.Lepiej teraz niz za 10 lat.Na pewno sobie ułoże życie.
I na koniec,tak bardzo nad soba panowałam,wspólny papierosek,rozmowa o najbliższych planach,a on wypala:może będę żałował,może zacznę wydzwaniać do ciebie?nie wiem.

Pożegnałam sie jeszcze z moimi(naszymi)ukochanymi zwierzątkami.
I zapytałam,czy wie że odtrąca ostatnią osobę na tym świecie<która go kocha.
a on przeprasza.łzy w oczach.powodzenia

To było dokładnie 4 stycznia.to ostanie ''powodzenia'' to jedyne słowajakie słyszałam od tamtej pory od niego.
zero telefonów,zero sms.NIC.cisza.

jestem u rodziców.chwilowo.nie mam na razie glowy do szukania mieszkaniai tp.nie mam ochoty byc sama wieczorami.wypelniam dzien praca,ruchem,bieganiem.nawet sie pare razy spotkalam ze znajomymi.malutko ich ale postaram sie odnowic te zaniedbane.bo to sa raptem ze 2-3 osoby.sama jestem sobie winna.nie pielegnowalam tych znajomosci.zawsze tylko on.wszystko z nim

przepraszam,za bardzo sie rozpisałam.Nigdy nie byłam na zadnym forum.nie mam facebooka,gg itp.jak to się mówi; wykluczona cyfrowo.Nadrobię.w internecie też są ludzie.a może tak nawet łatwiej.nikomu tego wszystkiego nie mówiłam.

witaj, u mnie dokładnie taka sama sytuacja te same wymówki, zrzucanie winy tylko na mnie, brak perspektyw na przyszłość we dwoje... Tyle ze my po 14 latach sad rozstanie, dwa dni później juz nowa o 11 lat mlodsza...
On chce spróbować od nowa...
Gdy się rozstawalismy powiedział ze nie wie co będzie za miesiąc, dwa, trzy... ze nie chce tracić ze mną kontaktu i mnie nie znać...
Minęły juz dwa tyg Ja nadal mam klucze od mieszkania część rzeczy nadal u niego (mieszkaliśmy razem prawie 5lat).. On milczy...:( Nie wiem co robić... Całe życie to On to My a teraz nie mam nic :'(

182

Odp: porzucona po 12 latach

Hej,Marti.U mnie minęło juz prawie pół roku.te 3 miesiące były straszne.Każdy tu pisze,że czas leczy i taka jest prawda.Ale można sobie pomóc.Ja bym w życiu nie pomyslała 3 miesiące temu,że teraz bedę szczęśliwa,uśmiechnięta,że tak się zmienię.Wydawało mi się,że to koniec świata.Z resztą,to wszystko widać w tym co pisałam.Nadal jestem czasem rozbita i miewam spadki nastroju ale już powoli zaczynam się ogarniać.Teraz skupiam się na odbudowywaniu tego co zaniedbałam przez lata.Znajomości,zainteresowania,praca,mnóstwo mniejszych i większych rzeczy tylko i wyłącznie dla mnie.Powolutku.Juz nie na zasadzie,ja wam pokaże jaka jestem super i silna,ale dla siebie.Z tym,że ten spokój nadszedł dopiero po 4 miesiącach mniej więcej.\Trzeba dac sobie prawo do tych złych emocji,płaczu,rozbicia.Byc wyrozumiałym dla samego siebie.mnie tak strasznie frustrowalo to moje zawieszenie,placzliwosc,nerwy.Ale to taki etap.trzeba przez to przejsc.Wyrzucic z siebie.Ja to robiłam tu na forum,podczas biegania,ogólnie przez sport.Teraz jest to moja wspaniała nowa pasja.Okazało sie,ze sa i ludzie,którzy o mnie nie zapomnieli,chcieli pomoc.Wytrzymali moje nastroje,a ja szybko zrozumialam,ze nie ma sensu caly czas zatruwac otoczenia moim nieszczesciem,biadoleniem,ze w ten sposob robie krzywde sobie.Z czasem naprawde lepiej to wszystko widze,z dystansu.Czasem jestem po prostu tak szczesliwa z jednago powodu.To juz tak nie boli.

183

Odp: porzucona po 12 latach

Brawo Autorko. i fajnie, ze o tym piszesz.  Bardzo serdecznie Cie pozdrawiam:-)

184

Odp: porzucona po 12 latach

moje gratulacje!!!! ja napewno tez juz w innym miejscu niz 4 miesiace temu, ale dalej cierpie (niestety), mam dni kiedy chce mi sie wyc, kiedy tak strasznie czuje sie samotna.... sad

185

Odp: porzucona po 12 latach

Czesc,tak mi przykro,że znów tu jestem, znow ten metlik w glowie...Nie zakładam nowego watku,to wszystko pewnie łączy się w całość...nie wiem z reszta.
Poznałam chlopaka,w kwietniu zeszłego roku.Znajomy kolezanki.nie chciałam tego,bylam wtedy w totalnej rozsypce,nie wiedziałam co się dzieje.Totalna nowość dla mnie,ktos zabiega,stara sie,bombarduje smsami,telefonami.Taki zakochany, ojojoj.A co mi tam,sprobuje.Kino wycieczki, rozmowy,calkiem przyjemnie ale zachowywalam dystans.Kilka miesiecy,a wydawało mi sie,ze poznałam tego czlowieka,ze mogę się otworzyc.Zaryzykowalam.Nawet nie przeszkadzały mi różnice,tak dobrze było z kimś pogadać o wszystkim...zakochałam sie.teraz przeszło to w cos innego, juz bez tego szalu,po prostu lubię jego towarzystwo,rozmowy,chcialam więcej. Wiem,ze miał mało czasu,2 etaty.juz wkrótce miał to skończyć i mieć więcej czasu niż raz na dwa tygodnie.Ostatnio weekend razem 3 tygodnie temu.Wycieczka,kolacja,kochalismy sie,dzien jaki by spędziła zakochana para. Tak to widzialam.
Wczoraj kolacja,chcialam pogadać bo coś mni niepokoi cisza z jego strony,jakis dystans się wytworzyl,czuje ze coś nie tak. Mówi wreszcie,musialam wydusic,ze mija prawie rok a on mnie tylko lubi.I nic wiecej.On chciał żeby trwało to co na początku. O matko.Ja wreszcie po tym debilnym zakochanie poczułam się swobodnie,bez tych gierek,stroszenia piorek,pomyslalam,ze coś może z tego być pomimo przeciwności wielu.A jemu przeszlo...aha,i był zdziwiony,ze ja mogłam czegoś więcej oczekiwac,bo nie obiecywal.Chyba z godzinę rozmawialismy,spokojnie,rzeczowo.On chce dalej kontaktu,uwielbia że mna rozmawiać i nie wyobraza sobie dnia bez rozmowy.

186

Odp: porzucona po 12 latach

Za szybko weszłaś w nowy związek/relację, nie uporawszy się wcześniej z żałobą po starym, jednocześnie pozwalając żeby twoja intuicja została uśpiona i sygnały ostrzegawcze zostały pomijane. Nie uczysz się na błędach. Co masz teraz zrobić? Nic, odpuścić i urwać kontakt, bo nic z tego nie będzie. Pobądź sama i wyciągnij lekcję na przyszłość.

187 Ostatnio edytowany przez fluoxetyna (2016-03-08 17:23:51)

Odp: porzucona po 12 latach

Tak,nie dosc,że niedoswiadczona,to jeszcze totalnie rozbita,latwa zdobycz...ale życie jest takie krótkie a ja byłam tak zdeterminowana żeby z tej żałoby wyjsc.Obawialam się czy on nie będzie plasterkiem,żeby go nie zranic,a tu taka heca.Mysle,ze nie miał złych intencji,po prostu nie wyszlo,takie zycie.Lepiej tak niż gdyby to ciągnął dalej.No nic,zdobywam doświadczenie,lepiej późno niż wcale.Chociaz,szczerze mówiąc, ja dziękuję bardzo za takie doświadczenia, chyba się do tego nie nadaje.Nie umiem tak.
Coś ze mną chyba jest nie do końca ok,byłam pewna,że ewentualne rozstanie nie zrobi na mnie wrażenia,nie chciałam się w to angażować,a jedynie traktować jako doświadczenie,luzną relację.Nawet nie wiem kiedy wsiąkłam.On teraz pisze,tłumaczy,chce utrzymywać kontakt.Mówi,że jest tchórzem i boi się odpowiedzialności,co to za jakieś puste frazesy.Jak to jest,że ludziom tak łatwo przechodzą uczucia,że tak łatwo rezygnują,przecież ja widziałam,że jemu zależy...A jak wreszcie zaczęło to wyglądać jakoś normalnie to koniec.I żeby nie było,ja absolutnie nie wymagałam jakiś deklaracji,normalnie się to wszystko rozwijało,bez ciśnienia,przyjemnie spędzany czas i miła świadomość,że jest ta druga osoba.Szlag by to trafił,nic nie rozumiem.Trafił mi się jakiś dziwny człowiek czy co?Teraz będę siedzieć i analizować o co chodzi,że w jednym tygodniu zabiera mnie na wycieczkę i jesteśmy mega zakochani a zaraz rzuca ,bo tylko lubi.

188

Odp: porzucona po 12 latach

Witaj fluoxetyna
Potwierdzam-za szybko
Aniu ja przed 30 tez zakończyłam długoletni związek. ..szybko sie zakochałam-za szybko...
I nim wpuscilam do swojego życia *teraz już męża) pokochałam najpierw siebie.
Jej jak to było ważne. .pokochac siebie...nim zainwestujesz swoje uczucia w kogos innego
Dzięki temu udalo mi się w końcu stworzyć"poprawny"zwiazek..

o to chodzi, że miłość własna jest ważna

189

Odp: porzucona po 12 latach

Teoretycznie jestem tego świadoma,pewnie całą sobą krzyczę:niech mnie ktoś pokocha!No tak to się nie da,pewnie każdy by spieprzał:)Wydawało mi się,że trzymam ten dystans,teraz jednak w ogóle go nie mam,zapadam się znów,nie mogę uspokoić.Gdzie ta cała siła,gdzie pewność siebie,która ledwo co odżyła po tamtym rozstaniu?Przecież tyle osiągnęłam przez ten rok,nie opierało się to na tym człowieku,przynajmniej tak myślałam.A jednak,w tych gorszych momentach pocieszałam się,że P. pojawił się w moim życiu.Tak.Jak nie zakochać się w takiej wizji: Ja po przejsciach,w jakiejś totalnej rozpaczy poznaję faceta,nieśmiałego,skromnego,tak innego od exa,tak zakochanego ażeby mnie wyciągnął z tego dna,odbudował poczucie własnej wartości i pokazał prawdziwą miłość....Taaa Teraz to widzę,ale naprawdę nie byłam świadoma,że tak robię.Taki kozak był ze mnie,tak sobie świetnie poradziłam,a nowa miłość była wspaniałym ukoronowaniem szybkiego wyjścia na prostą.Kurczę,gdzie mózg,gdzie rozsądek?

190

Odp: porzucona po 12 latach

W ramach terapii przeczytałam swój wątek...i dobrze,naprawde to jest teraz pikuś.Przykre doświadczenie ale doprawdy bez porównania z tym koszmarem wtedy.Spokojnie,dalam rade rok temu,teraz też będzie ok.Jestem w innej sytuacji,sporo nadrobilam,tym razem mam już z kim pogadac,wiem co robic.A on?Byc moze źle to wszystko zrozumialam...Ale chyba nie.On był zakochany i po prostu minęło. Bo nie wiem czy teksty o leku przed odpowiedzialnością i zaangażowaniem to nie są zwykłymi wymowkami...jakieś glupawe takie;).Serio,jaki strach niby??Ze on tak ma,gdy zrobi sie poważnie to tchorzy..przeprasza.W sumie to jak mam wierzyć w jakiekolwiek powody,rownie dobrze to może być stek bzdur,jak tu wierzyć w cokolwiek,ludzi są dziwni.

191

Odp: porzucona po 12 latach

Ciekawostka przyrodnicza...Mój były narzeczony odezwał się ostatnio w pełnym smutku mailu.Stwierdził,że popełnił największy życiowy błąd skreślając mnie,że go zmanimulowano(ha ha),nie widzi teraz sensu życia bo tak sam siedzi w domu i rozmyśla i on już tak dłużej nie chce żyć...I jeśli mam ludzkie uczucia(ha ha) to może bym się zgodziła na rozmowę.Ze mną dojrzewał,ukształtował się,przecież byliśmy tak szczęśliwi...
   Ja pierniczę,to jest tak standardowe aż prawie śmieszne.Jeszcze pół roku temu poczułabym satysfakcję,masz skurczybyku za swoje...Teraz czuję tylko smutek,rozczarowanie i trochę złość,bo naprawdę takie szantażyki w tym momencie to na mnie nie działają.Dobrze wiedział kiedy się odezwać,musiał się dowiedzieć,że już nie jestem z P. Ale ten człowiek jest mi już obojętny,to po prostu niesamowite,że nie poczułam nic oprócz zdziwienia po tym mailu.I tyle zostało z tej wielkiej ,jedynej pierwszej miłości. Z  czasem już zaakceptowałam jego wybór,myślę,że wybaczyłam,że podjął taką decyzję,miał prawo zaryzykować szukać szczęścia u niej.Ale nigdy nie wybaczę sposobu w jaki to zrobił,potraktowania mnie jak śmiecia,obarczenia winą za wszystko,totalnego zniszczenia poczucia własnej wartości.Tego patrzenia na mnie z pogardą i nienawiścią.
   Takie pocieszenie jeszcze dla kobiet,które teraz przeżywają najgorsze chwile tuż po rozstaniu.Kochane,to mija.Niewiarygodne,ale z czasem to wszystko wydaje się takie odległe,nieważne,jak za mgłą.Inne życie.Myślałam,że już zawsze będę żyła przeszłością,nie było nic przed nim,nie miałam do czego wracać,totalne zagubienie.Sama się dziwię jak to się stało,przecież myślałam,że umrę. Trzymajcie się.Jeszcze będzie dobrze

192

Odp: porzucona po 12 latach

Chciałabym być na tym etapie co Ty...

193

Odp: porzucona po 12 latach

Będziesz,Gelwiro,skoro ja dałam radę,osoba o raczej wątłej konstrukcji psychicznej;).A gdy po kilku miesiącach przestało już tak boleć,poczułam się jak po jakiejś chorobie ciężkiej,odetchnęłam i zaczęłam cieszyć się jak jakiś głupek ze wszystkiego.Taka ogromna ulga.Nie zawsze jest dobrze,czasem jeszcze jakaś łezka popłynie ale to raczej w związku z moją sytuacją życiową,takim rozwalonym planem,niepewną przyszłością.Ale teraz już wiem,że ona i tak zawsze jest nieprzewidywalna a planować mogę ją tylko dla siebie,nie uwzględniając drugiej osoby.Jak ktoś się po drodze dołączy to świetnie,ale jeśli nie...trudno.I tak wiem,że dam radę.

194 Ostatnio edytowany przez Tola25 (2016-03-21 18:36:09)

Odp: porzucona po 12 latach

Witam wszystkich! postanowiłam dołączyc do forum, jest bardzo pomocne! szczególnie w tych najtrudniejszych dniach po rozstaniu, czytając Wasze wpisy i rady, głęboko w duszy pojawia się nadzieja na lepsze jutro i tak jest! smile

Gelwira87 - ten czas rozpaczy minie, ale dużo tez zależy od tego jak sama do niego podejdziesz. potem już inaczej spojrzysz na wszystkie sprawy, Twój były nie będzie taki wyjątkowy , przestaniesz go idealizowac, bo poprostu nie będzie czego! serio smile
a co najważniejsze te najgorsze poczucie winy, odrzucenia osłabnie, będzie nadal ale już słabsze. zacznij mysleć o sobie, nie o nim!

jestem 2 miesiace po rozstaniu. 9 letni zwiazek, na wszystko sami pracowalismy w obcym miescie, przez studia zeby sie utrzymac, potem kazdy praca i wszystko bylo wspolne. wynajmowalismy kawalerke.  1,5 roku temu zareczyny w dodatku przy jego i moich rodzicach. plany na przyszlosc itd.  az pewnego dnia oznajmil mi ze nie czuje juz tego co kiedys  i z kims innym bede bardziej szczesliwa. i wyszedl z kolega na piwo..  jak sie poczulam to doskonale wiecie.
spakowalam najwazniejsze rzeczy i przenocowalam u przyjaciolki. nie zainteresowal sie nawet gdzie sie podzialam. na drugi dzien prosilam o rozmowe (bo uważalam jak tak można potraktowac druga osobe - widac ze mozna). prosilam, pytalam czemu dlaczego ale z jego strony osiębłość i tylko te same slowa " nie jestes taka jaką chciałbym żebyś była" i jeszcze inne wytykajace moje wady nawet z przeszlosci. oczywiscie zaproponowal przyjażń i pomoc w kazdej sprawie. i te gesty żebym juz opusciła nasze mieszkanie ze koniec rozmowy, i słowa "wiecej nie mam nic do dodania".
poczulam ze dosc, koniec ponizania sie i proszenie o szacunek i uczucie.
w skrocie - po kilku dniach zabralam co moje. wspolne rzeczy zostawilam. musialam zrezygnowac z pracy i wrocilam do rodzinnego domu.

po tych 2 miesiacach odezwal sie.. z pytaniem co u mnie, jak zyje, jak sie czuje. ze wczesniej nie mogl pisac bo czekal az emocje opadną. "nie olalem cie wczescniej a teraz napewno juz lepiej sie czujesz"   napisal ze zawsze bede w jego sercu i jesli bede potrzebować pomocy to mam smialo dzwonic o kazdej porze. i jesli nie odpisze to nie odbierze tego jako - cytuje  "foch  bo wie ze jeszcze czuje do niego niechec i odraze"   

co to za słownictwo foch, olałem...

jeszcze miesiac temu odpisalabym od razu a teraz poprostu nie wiem, nie wiem co mialabym mu napisac. po co napisal, zeby pozbyc sie wyrzutów sumienia?

195

Odp: porzucona po 12 latach

fluoxetyna,zaglądasz jeszcze na forum ? Jestem bardzo ciekawa, jak dalej potoczyły się Twoje losy...Twoja historia dodała mi nadziei smile Że TO naprawdę mija, że można zapomnieć o przeszłości. Niesamowita metamorfoza i ewolucja uczuć, najpierw chciałaś umrzeć przez exa, a gdy po roku do Ciebie napisał był Ci już obojętny. Niewiarygodne ! I jeszcze się zakochałaś w kimś innym po drodze, co też na początku wydawało się niemożliwością. Boże, ja też tak chcę sad

Posty [ 131 do 195 z 195 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » porzucona po 12 latach

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026