netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

porzucona po 12 latach

194 odpowiedzi46 113 wyświetleńzałożony przez fluoxetyna, 22.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » porzucona po 12 latach

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 195 ]

66

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

MÓWIŁ DO MNIE JAKIS OBCY CZŁOWIEK,KTÓREGO NIE ZNAM.

hej wszystkim:)
co to za klasyka gatunku;) może jestem zgorzkniałą babą, ale czy ONI wychodzą jak identyczne kopie spod jakiejś "prasy hydraulicznej";)
ex podczas grudniowego rozstania patrzył na mnie z takim obrzydzeniem, ze nie byłam w stanie wyobrazić sobie, że mógł mnie zaledwie dzień wcześniej przytulać i trzymać za rękę. ale coż, okazało się, ze od jakiegoś czasu jest w jego życiu ktoś nowy, a on przez ten cały czas był mistrzem hipokryzji...
jak ONI potrafią kłamać to masakra jakaś. i są tak do siebie podobni w tym okrutnym dziele, że to aż przerażające... te puste gały, to zimno, sopel lodu jest cieplejszy.
DRAMAT. co za fabryka produkuje te genetyczne mutanty?

67

Odp: porzucona po 12 latach
pazuzu napisał/a:
fluoxetyna napisał/a:

MÓWIŁ DO MNIE JAKIS OBCY CZŁOWIEK,KTÓREGO NIE ZNAM.

hej wszystkim:)
co to za klasyka gatunku;) może jestem zgorzkniałą babą, ale czy ONI wychodzą jak identyczne kopie spod jakiejś "prasy hydraulicznej";)
ex podczas grudniowego rozstania patrzył na mnie z takim obrzydzeniem, ze nie byłam w stanie wyobrazić sobie, że mógł mnie zaledwie dzień wcześniej przytulać i trzymać za rękę. ale coż, okazało się, ze od jakiegoś czasu jest w jego życiu ktoś nowy, a on przez ten cały czas był mistrzem hipokryzji...
jak ONI potrafią kłamać to masakra jakaś. i są tak do siebie podobni w tym okrutnym dziele, że to aż przerażające... te puste gały, to zimno, sopel lodu jest cieplejszy.
DRAMAT. co za fabryka produkuje te genetyczne mutanty?

A pozniej bedzie mrozil spojrzeniem obecna "szczesciare"...Pzdr.

68

Odp: porzucona po 12 latach

Kolejny cholerny piątek i dół.Zły dzień w pracy,za dużo tego wszystkiego,jeszcze jakiś facet mi drasnął samochód.Rozanielone nadchodzącym weekendem koleżanki w pracy pytają:co tak Anusia dzisiaj nie w sosie?Nie w sosie.Nie no,pewnie,wszystko super,tylko,że:
jeszcze dwa miesiące temu miałam normalne życie,
narzeczonego,który mnie kochał(??)
"swoje"miejsce-dom,marzenia z nim związane,psa,kota,
plany,marzenia.Te przyziemne,jak podróże,te ważniejsze,jak ślub,dzieci.
miałam jakąś przyszłość,pewność,stabilizację a teraz NIE MAM NIC.
Tak poza tym to wszystko cudownie.Jezu,nikt mnie nie rozumie,nie mam komu tego mówić bo,bez przesady,nie będę truła ludziom z pracy,ani jakimś znajomym,których widzę raz na sto lat.Na dodatek jakiekolwiek ich trajkotanie o mężach,chłopakach i oczywiście o porannym,popołudniowym,wieczornym seksie doprowadza mnie do stanu irytacji,rozpaczy,juz nie wiem czego.Nie mam ochoty się spotykać z nikim,mój plan prowadzenia teraz bujnego życia towarzyskiego się nie uda,nie mogę ich słuchać,ich radość mnie denerwuje.Chciałabym się wypłakać,wyżalić,a nie udawać,że wszystko jest świetnie,taka jestem dzielna,doskonale sobie radzę.
Bo kto by chciał tego wysłuchiwać.Miałam tylko jedną taką osobę.Tylko jedną,która mnie całkowicie poznała,przed którą się otworzyłam.Bo nie przychodzi mi to łatwo.

W ogóle nie wiem kiedy i jak to się stało,że tak się uzależniłam od tego człowieka.Początki nszej znajomości to jakaś prehistoria.Ja,maturzystka,a on dzieciak na początku liceum.Przecież nie traktowałam tego poważnie.Byłam już na studiach,kiedy on został tu w szkole,nigdy bym nie pomyślała,że to przetrwa.A jednak przyjeżdżał do mnie,po 2 latach wybrał uczelnię w tym samym mieście.To on zabiegał,prosił,żebym na niego czekała.To ja byłam wtedy"na górze".I tak przez kolejne 5 lat.Pokochałam.Nie mieszkaliśmy razem,dawaliśmy sobie swobodę,jeśli chodzi o jakiejś wyjścia,imprezy.Z resztą ja miałam bardzo dużo nauki,on niekoniecznie,ale prosił o każdą moją wolną chwilę.Dojrzewaliśmy razem,patrzyłam jak z chłopaka zmienia się w mężczyznę.Jak z głupiego nastolatka,który ma to i owo na sumieniu,przeistacza się w zaradnego,kochającego faceta.Zawsze mówił,że to moja zasługa.Ze wyszedł"na ludzi'.Był we mnie zapatrzony jak w obrazek.Jak się cieszył,gdy po moich studiach zamieszkaliśmy razem.Ja też.Pierwsze wspólne kroki w dorosłość.Oświadczyny.Znałam go od podszewki.Widziałam w chwilach największej radości,w złości,ale też w rozpaczy,gdy wychodzi z człowieka wszystko.
Kiedy to on znalazł się "na górze"?Ja już pracowałam,gdy on jeszcze był studencikiem,póżniej same dorywcze prace,bezrobocie,zwolnienie lekarskie po wypadku(z jego głupoty).Był wtedy niewiadomą,nie wiedziałam jak z tego wybrnie,ale kochałam go już bardzo.Razem daliśmy radę.Zaufałam całkowicie.Wybrnął.Stanął na nogi a ja byłam dumna,że go to wszystko nie załamało,a nas nie rozdzieliło.No i chyba wtedy znalazłam się "na dole".Uznałam za pewnik,że teraz już najgorsze za nami,wychodzimy na prostą,zapomniałam o świecie i zamknęłam się z nim w tym domu,jego pięknym rodzinnym domu,który oczywiście był cały mój...
A teraz siedzę sama,w domu rodziców,nie wiem co dalej,nie wiem jak dam radę.Ile czasu moge poświęcić na dochodzenie do siebie,a kiedy zacząć żyć na własną rękę.nic nie wiem.Niczego nie mam.Budować wszystko od nowa.Sama.Ale ja mam już we krwi,że on jest zawsze obok.Czuję się jak dziecko,które nie zna życia.Nie mam innych doświadczeń.Nie znam innych związków.To był mój pierwszy chłopak,facet,narzeczony.Pieprzona poprawna monogamistka,która nawet w największym amoku,na imprezach,tych prehistorycznych:),nigdy nie całowała innego.Zawsze tylko on.Byłam z tego dumna.Znależliśmy się jako dzieciaki,żeby całe życie spędzić razem.
Czy jest tu ktoś,kto w wieku 30 lat ma tak żałosnie skromne doświadczenie?Czy to boli tak bardzo niezaleznie od tego,czy to pierwszy,drugi,czy piąty związek?

69

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Czy jest tu ktoś,kto w wieku 30 lat ma tak żałosnie skromne doświadczenie?Czy to boli tak bardzo niezaleznie od tego,czy to pierwszy,drugi,czy piąty związek?

Hej fluoxetyna. Jestem np. ja - czytałaś mój wątek - ten 13letni związek też był moim (i jej) pierwszym poważnym. Minęły miesiące, a ja - 35 letni facet- czytam Twój post i płaczę jak dziecko - wiem co czujesz. Nie wiem kiedy ten ból minie - nie wiem jak jest przy kolejnym związku - ale mam nadzieję, że nigdy już nie będę musiał przez coś takiego przechodzić.

70

Odp: porzucona po 12 latach

Tyle podobnych historii...
12 lat i bez ślubu - i bardzo dobrze, ślub nie oznacza, że wszystko się ułoży (ja jestem ewidentnym przykładem, ślub po 11 lat znajomości, a po kolejnych 4 mąż się wyprowadza).
Bardzo dobrze Cię rozumiem, trudno jest zapomnieć, zrozumieć. Ja ponad rok temu dowiedziałam się o końcu związku i do tej pory nie mogę się od tego oderwać. Polecam nie pisać, nie kontaktować się, jak się da to wychodzić, zacząć ćwiczyć (joga, zumba, cokolwiek) by odreagować i lepiej się poczuć. I jeszcze jedno, widząc po różnych historiach lepiej radzą sobie te osoby, które potrafiły zrozumieć, że związek się skończył, ale niestety to nie jest łatwe (ja niestety do tej grupy nie należę).
Wytrwałości życzę.

71

Odp: porzucona po 12 latach
kiv napisał/a:
fluoxetyna napisał/a:

Czy jest tu ktoś,kto w wieku 30 lat ma tak żałosnie skromne doświadczenie?Czy to boli tak bardzo niezaleznie od tego,czy to pierwszy,drugi,czy piąty związek?

Hej fluoxetyna. Jestem np. ja - czytałaś mój wątek - ten 13letni związek też był moim (i jej) pierwszym poważnym. Minęły miesiące, a ja - 35 letni facet- czytam Twój post i płaczę jak dziecko - wiem co czujesz. Nie wiem kiedy ten ból minie - nie wiem jak jest przy kolejnym związku - ale mam nadzieję, że nigdy już nie będę musiał przez coś takiego przechodzić.

Ja się dopisuję. Zobacz mój wątek. Historie podobne tylko u mnie był ślub i goście smile Do wszystkiego dochodziliśmy razem, mój pierwszy i jedyny partner. Itd... itd..

U mnie trochę więcej czasu minęło, więc jestem po pierwszym szoku. Siedzę w pustym mieszkaniu, jest mi smutno. Ale za ex-mężem nie tęsknię. Nawet niezbyt często wspominam. Niewiarygodne jak działa czas.

Smucę się samotnością, bezlitosnym światem.

72

Odp: porzucona po 12 latach

Przeczytałam Wasze wątki,dziewczyny.Otworzyłam chyba oczy.Nie podoba mi się to,co widzę.Czyli mozna tak"'po prostu" nie kochać już tej drugiej osoby,nawet jeśli nie ma żadnej kochanki.To nie musi być pogubienie,depresja,kryzys,problem psychiczny,straszna pomyłka.To tylko moja poorana psychika nie chce przyjąć do wiadomości,że najzwyczjniej w świecie on mnie już nie chce..Nie chciała tego przyjąć już wcześniej.Ta irytacja moim zachowaniem,brak czułości,pogardliwe komentarze.Brak chęci na cokolwiek.Przytulenie,dotyk,pocałunek tylko gdy miał ochotę na seks(coraz rzadziej).Może ktoś bardziej doświadczony od razu by wiedział.Ja widziałam tylko zmęczenie i nerwy z powodu przepracowania.Bo i tak tylko o tym ostatnio rozmawialiśmy.Co za klasyka gatunku.

73

Odp: porzucona po 12 latach

Jesteś bardzo dzielna i mądra. Bardzo współczuję sytuacji. Ja sama chyba nie miałabym tyle siły żeby normalnie funkcjonować. Takie banały typu czas leczy rany są prawdą, ale jak radzić sobie tu i teraz ?? Ja jeszcze nie zostałam dosłownie porzucona ale chyba będę w najbliższej przyszłości bo mój facet nigdy nie ma dla mnie czasu i jakiekolwiek taktyki typu 'olewanie' z mojej strony lub staranie się na 100% nie przynoszą efektów. 12 lat to dużo, ale wszystko przed Tobą. Szacun za postawę, za to że z nim nie biegałaś i nie skomlałaś.

74

Odp: porzucona po 12 latach

Hej,Sonieczka.Na początku skomlałam:(Ale trudno,nie czuję się z tego powodu jakoś poniżona,zrobiłam co mogłam żeby to ratować.Nie da się chyba tak po prostu trzasnąć drzwiami i wyjść jeżeli człowiek kocha i podchodzi do związku poważnie.Natomiast teraz milczę.Nie wiem już sama.Ale nic nie osiągnę bieganiem za nim.I ta cholerna nadzieja...Ale czy bez niej bym się nie rozsypała?

75

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

I ta cholerna nadzieja...Ale czy bez niej bym się nie rozsypała?

Mowia, zeby zostawic nadzieje bo przez to bedziesz tkwila w miejscu i "czekala" zamiast "wyzdrowiec".

76

Odp: porzucona po 12 latach

Cześć, to, że błagałaś, skomlałaś o miłość itd. - wiele osób Ci napisze, że to poniżej godności, ale jak mówią inni "love is stronger than pride". Ja skomlałam (podoba mi się słowo, którego użyłaś) bardzo, bardzo! I wiesz co? Nie żałuję, bo mnie to było potrzebne właśnie do porzucenia nadziei. Nadzieja bowiem umiera ostatnia.

Mój ex przeciągnął mnie 4 lata - bez odrobiny uwagi, czułości, zainteresowania, wsparcia, dodatkowo praktycznie zero seksu... Nie rozumiałam co się dzieje, byli terapeuci, organizowałam wspólne wyjazdy, wakacje, wieczory, wyjścia... Ostatecznie już pod sam koniec zdiagnozowałam u niego zespół Aspergera, czyli lekki autyzm! Wysyłałam go na terapię, po pomoc. Wiem jak śmiesznie i naiwnie to brzmi! Ale we wszystko wierzyłam w pierwszej kolejności niż w to, że on już mnie zwyczajnie nie kocha i nie chce ze mną być! Chwytałam się wszystkiego! A jemu było wygodnie przez te lata! Dopiero przy ostatecznym ultimatum bardziej związanym z wyjazdem jego zagranicę oświadczył, że od 4 lat mnie nie kocha!!! To mogło trwać jeszcze dłużej, on nie był nawet jakoś bardzo nieszczęśliwy...

Odprowadził mnie do 30 urodzin (prawie) i odszedł. Naprawdę nikt, kto mnie zna nie obstawiłby, że mogłam być tak uzależniona od drugiej osoby - piszesz, że czułaś podobnie. A te 4 lata to już wyrachowanie. Trudno się po czymś takim pozbierać.

77

Odp: porzucona po 12 latach

Cześć kochana,
ja też jeszcze skomlę a do tego co drugi dzień wyje do poduszki. Mnie facet porzucił po dwóch latach , ale w 7 miesiacu ciąży, zakochał sie w innej. Jeszcze dziś mu pisałam jak bardzo tęsknie , jak byloby pięknie gdybyśmy byli teraz razem , nawet nie odpisal. Postanowiłam że od teraz koniec ze skamlaniem , choc będę cierpieć jeszcze długo to nie pokaże mu tego. Niebawem będę miała dzidzie i pochłonie cały mój czas i miłość , a on będzie już tylko jej tatą.

78

Odp: porzucona po 12 latach

3 godziny napierniczałam na siłowni żeby oczyścić się trochę z emocji.Tylko takie zmęczenie mi pomaga.Z tą nadzieją to jest tak,że ona sama się pojawia,a póżniej znika.Pozwala mi się trochę uspokoić i mobilizuje.Tak naprawdę to liczę na to,że z czasem,jak sobie poukładam podstawowe sprawy,gdzieś po drodze stwierdzę,że jej nie potrzebuję.Nie trzymam się jej kurczowo.To jest na zasadzie"zobaczymy co będzie".Staram się więc,robię nowe rzeczy,przezwyciężam tą cholerną nieśmiałość,pracuję nad sobą.To są drobiazgi,ale może z czasem odważę się na jakieś większe zmiany.No a tak naprawdę myślę " ja mu pokażę,jeszcze zrozumie,co stracił,palant jeden,niech się zdziwi".Moja lista spraw do załatwienia,nauczenia to tak naprawdę to,o co miał pretensje.W każdym razie chcę się tego nauczyć,sprawdzić jak sobie dam radę sama,bo on pewnie myśli,że bez niego przepadnę.Żałosne to trochę.Ja tu biegam,miotam się,szarpię,a jemu równie dobrze może to zwisać i powiewać:(.Ale w takim przypadku przynajmniej zrobię to dla siebie.
On nie zna innych związków.Nie ma porównania.Może to motylki go skusiły,wizja innego życia.Nie wyszalał się?Nie kocha.A co to znaczy kochać po tylu latach?czy on w ogóle wie?Stałam się przyjaciółką,a on oczekuje fajerwerków jak na początku?
Nie rozumiem,jak można przekreślać tak po prostu to wszystko co mieliśmy.A nawet,jak miał z tym problem,to nie spróbował porozmawiać,naprawic,powalczyć.Nie warto?Nie wiem,co on by musiał mi zrobić,żebym powiedziała:nie kocham cię,odchodzę"

79

Odp: porzucona po 12 latach

Wow szacunek 3 godziny na siłowni!!! Brawo! Dobrze, że masz wizję, masz plan co będziesz teraz robić! To brzmi jak doskonały początek!

80

Odp: porzucona po 12 latach

Tak strasznie dziś ciężko.Może dlatego,że taka prawie wiosna,słoneczko.Nawet bieganie nie pomogło.Na działce wyrastają krokusy,pewnie u niego też.Tak całkiem niedawno je sadziłam.A jakie będzie miał piekne tulipany.Dopiero co je wybierałam.Wyjeżdżałam z tej działki,to jest ledwie 10 km od niego i miałam ochotę tam pojechać,powiedzieć:nie wygłupiaj się już,co ty robisz,przecież to jakieś nieporozumienie...Naprawdę tak ci to wszystko nie pasowało?
A tak poza tym to raczej staram się mysleć o jego wadach,o wadach życia tam.O mozliwościach,które się pojawiły.No i co z tego skoro dziś bym chętnie zamieniła te wszystkie swoje plany poznawania nowych ludzi,podrózy,pracy nad sobą na chocby wspólne leżenie na kanapie i jakiś dobry film z winkiem w dłoni.I te cholerne myśli,co on teraz robi.

81

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Tak strasznie dziś ciężko.Może dlatego,że taka prawie wiosna,słoneczko.Nawet bieganie nie pomogło.Na działce wyrastają krokusy,pewnie u niego też.Tak całkiem niedawno je sadziłam.A jakie będzie miał piekne tulipany.Dopiero co je wybierałam.Wyjeżdżałam z tej działki,to jest ledwie 10 km od niego i miałam ochotę tam pojechać,powiedzieć:nie wygłupiaj się już,co ty robisz,przecież to jakieś nieporozumienie...Naprawdę tak ci to wszystko nie pasowało?
A tak poza tym to raczej staram się mysleć o jego wadach,o wadach życia tam.O mozliwościach,które się pojawiły.No i co z tego skoro dziś bym chętnie zamieniła te wszystkie swoje plany poznawania nowych ludzi,podrózy,pracy nad sobą na chocby wspólne leżenie na kanapie i jakiś dobry film z winkiem w dłoni.I te cholerne myśli,co on teraz robi.

Rozumie Cię doskonale , dzisiaj również miałam bardzo zły dzień , walentynki a on jest teraz z inna. Caly dzien przeplakalam , przestawalam jak tylko pomyslalam o dzidzi i jak zle jej w brzuszku kiedy płacze. Sama ciągle nie dowierzam w to co się stało a raczej w to co on mi zrobił. I to jest chyba najgorsze w moim przypadku , ze nie pptrafie zrozumiec dlaczego i jak mozna zrobić coś takiego osobie ktora jeszcze niedawno kochalo sie najmocniej na świecie. Tez staram sie myslec o jego wadach , o tym ze sobie poradzę , ze potrzebuje czasu. Ale za chwilę to wszystko nie ma sensu , myślę o tym jak mnie oszukiwal , jak byl z nia i wyznawal milosc i znowu placz. Nie moge sobie z tym wszystkim poradzić. Chce zeby mala juz sie urodzila , bo tylko ona moze mnie z tego wyciągnąć.

82 Ostatnio edytowany przez vanillasky (2015-02-15 11:12:29)

Odp: porzucona po 12 latach

Wiesz mysle ze lepiej ze teraz mu odbilo - jak jestes mloda , bez dzieci?
Poradzisz sobie
Kolejne doswiadczenie
Wiekszosci samcow odbija ok 40-tki ,zostawiaja zony z dziecmi i odchodza do tych LEPSZYCH, niegderajacych ?..
Wiem ze teraz to dla Ciebie puste slowa: "czas goi rany", czy "DAj czasowi czas"
ale tak jest naprawde
Ja rok temu bylam na samym dnie, ryczalam cale dnie i noce, fizycznie i psychicznie umieralam
myslalam ze swiat sie zawalil
ja -babka kolo 40-tki z 3 dzieci, bez pracy, uzalezniona od Pana
a Pan znalazl sobie swoja inna pania, ktora skladala sie z samych zalet(!!!!)
wzloty, upadki, depresja, problemy z dziecmi


Trzymaj sie
Jestes mloda, wysportowana, wiec pewnie baaardzo atrakcyjna ;-)) masz dobry zawod, dasz rade!!!!!
Glowa do gory

83

Odp: porzucona po 12 latach

Dzięki,Vanillasky.Czytałam Twój wątek,jesteś naprawdę świetną kobietą.Staram się to traktować jak lekcję na przyszłość.Tylko,że to bardzo bolesna lekcja.Bo jak tu komuś zaufać,budować zycie,rodzinę,skoro może w kazdym momencie to wszystko się zawalić?My(?) mieliśmy plany na ten rok,ślub,dziecko.Miałam zrezygnować z pracy na jakiś czas,bo zaczął świetnie zarabiać.Przecież dużo związków tak funkcjonuje.Zależy od tego czy się trafi na skur***iela?A może trzeba mieć zawsze plan B,wyjście awaryjne.Tylko co to za związek?
A co do mojego "wysportowania" to maratony i triathlony:)mi nie grożą,robię to bo mi głowę zajmuje i lepiej się czuję.Mam nadzieję,że się nie zmienię w takiego pustaczka co tylko biega i pakuje na siłce,a wysłowić się nie umie;)

84

Odp: porzucona po 12 latach

Mysle ze jak kogos poznasz, zakochasz sie to pewnie z czasem mu zaufasz.
Ale teraz z perspektywy czasu, na moim przykladzie i mnostwa tutaj opisanych najwazniejsze zeby zawsze moc na siebie liczyc samemu, i byc niezaleznym.
Czyli uczyc sie na moich i innych bledach?.
Mozna z kims byc szczesliwym do konca zycia
ale tez moze sie czaic jakas sympatyczna suka ktora okaze sie lepsza od Ciebie i pozamiatane.
Mnie tez cholera bierze, mam zal caly czas ale glownie do siebie ze bylam taka idiotka.
On teraz ma kase, pozycje, i dzieci jak ma ochote?.
Osiagnal to jakby nie patrzec w duzej mierze dzieki mnie.
a ja mam dzieci, zapierdzielam zeby zarobic jedna dwudziesta jego pensji i musze to dzwigac?.
Ale zla karma wraca, wierze w to

85

Odp: porzucona po 12 latach

Niby miła sytuacja.Pakuję się na wyjazd na weekend w góry.Jadę z koleżanką.Co prawda mamy zupełnie inną wizję wyjazdu,(ja chcę po górach,ona po krupówkach:)),ale zawsze to jakaś odskocznia.No i płacz.Bo to mój pierwszy wyjazd bez niego.ZAWSZE wszędzie razem,ewentualnie z innymi ludżmi z nami.I tak patrzę na te torby,plecak.Jeszcze we wrześniu pakowaliśmy je razem na wyjazd do
Grecji.Co się,do cholery,stało,że to wszystko szlag trafił??Nie ogarniam po prostu.To tak strasznie boli,nie wiem jak się wziąć w garść.Może za bardzo się pośpieszyłam z tym wyjazdem,nie jestem jeszcze gotowa.Ale z drugiej strony muszę zacząć robić to co  lubię bez niego,chociaż to takie trudne.Wszystko mi przypomina o tym co było.Wszystko.Nawet cholerne zakupy przed wyjazdem,Siedziałam w samochodzie i się rozkleiłam.Jak wariatka.Stoi pod lidlem 10 minut i płacze.
Boże,ja juz wariuję,a to wszystko co robię to tylko oszukiwanie siebie.Milion zajęć,ciągle w ruchu,nie mam siły już udawać czasem.Jak to jest,jemu nie brakuje tego wszystkiego,tych naszych wyjazdów,weekendów,codzienności?Przeciez ma te same wspomnienia,był tam tez do cholery.Nie mógł udawać tyle lat.
Tak bardzo mi ciężko.Boli jak jasna cholera,a ja czuję się po prostu beznadziejna.Wyrzucony śmieć.Z takim samopoczuciem to pewnie nie będzie udany wyjazd.Ale maska uśmiechu na twarz i do przodu.Przecież nikt nie ma ochoty słuchać moich lamentów i zadawać się z taką kupką nieszczęścia.

86

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Niby miła sytuacja.Pakuję się na wyjazd na weekend w góry.Jadę z koleżanką.Co prawda mamy zupełnie inną wizję wyjazdu,(ja chcę po górach,ona po krupówkach:)),ale zawsze to jakaś odskocznia.No i płacz.Bo to mój pierwszy wyjazd bez niego.ZAWSZE wszędzie razem,ewentualnie z innymi ludżmi z nami.I tak patrzę na te torby,plecak.Jeszcze we wrześniu pakowaliśmy je razem na wyjazd do
Grecji.Co się,do cholery,stało,że to wszystko szlag trafił??Nie ogarniam po prostu.To tak strasznie boli,nie wiem jak się wziąć w garść.Może za bardzo się pośpieszyłam z tym wyjazdem,nie jestem jeszcze gotowa.Ale z drugiej strony muszę zacząć robić to co  lubię bez niego,chociaż to takie trudne.Wszystko mi przypomina o tym co było.Wszystko.Nawet cholerne zakupy przed wyjazdem,Siedziałam w samochodzie i się rozkleiłam.Jak wariatka.Stoi pod lidlem 10 minut i płacze.
Boże,ja juz wariuję,a to wszystko co robię to tylko oszukiwanie siebie.Milion zajęć,ciągle w ruchu,nie mam siły już udawać czasem.Jak to jest,jemu nie brakuje tego wszystkiego,tych naszych wyjazdów,weekendów,codzienności?Przeciez ma te same wspomnienia,był tam tez do cholery.Nie mógł udawać tyle lat.
Tak bardzo mi ciężko.Boli jak jasna cholera,a ja czuję się po prostu beznadziejna.Wyrzucony śmieć.Z takim samopoczuciem to pewnie nie będzie udany wyjazd.Ale maska uśmiechu na twarz i do przodu.Przecież nikt nie ma ochoty słuchać moich lamentów i zadawać się z taką kupką nieszczęścia.

Miłego szusowania! Super, że możesz tak intesywnie zorganizować czas! No i masz z kim jechać! Baw się dobrze! I zdaj relację jak było!

87

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Niby miła sytuacja.Pakuję się na wyjazd na weekend w góry.Jadę z koleżanką.

Hej, mialem dokladnie to samo - nawet odprawa na lotnisku mnie przygnebiala - wszedzie dotad latalismy razem.
Ale po kilku wyjazdach bez niej zaczynam sie przyzwyczajac - wiec jedz i zastepuj stare wspomnienia nowymi - w nowym towarzystwie.

Milego wyjazdu! I nie na Krupowkach! smile

88

Odp: porzucona po 12 latach

Dzięki.Już trochę lepiej.Mam nadzieję,że ten wyjazd się uda,to dla mnie taki przełom:)Co prawda nie mam ekipy za bardzo,ale cos zorganizuję sobie sama.Nie posiadam również doświadczenia w chodzeniu po górach zimą.Obym nie skończyła na czerwonym pasku w TVP INFO..:)
no i chyba muszę odświeżyć garderobę.Wyjmuję te polarki,buty górskie,plecaki i wszystko mi się kojarzy z tym palantem.

89

Odp: porzucona po 12 latach
vanillasky napisał/a:

Mysle ze jak kogos poznasz, zakochasz sie to pewnie z czasem mu zaufasz.
Ale teraz z perspektywy czasu, na moim przykladzie i mnostwa tutaj opisanych najwazniejsze zeby zawsze moc na siebie liczyc samemu, i byc niezaleznym.
Czyli uczyc sie na moich i innych bledach?.
Mozna z kims byc szczesliwym do konca zycia
ale tez moze sie czaic jakas sympatyczna suka ktora okaze sie lepsza od Ciebie i pozamiatane.
Mnie tez cholera bierze, mam zal caly czas ale glownie do siebie ze bylam taka idiotka.
On teraz ma kase, pozycje, i dzieci jak ma ochote?.
Osiagnal to jakby nie patrzec w duzej mierze dzieki mnie.
a ja mam dzieci, zapierdzielam zeby zarobic jedna dwudziesta jego pensji i musze to dzwigac?.
Ale zla karma wraca, wierze w to

Obserwuję, czytam i dochodzę do wniosku, że jak panowie zaczynają super zarabiać to im odbija i zostawiają niedobre, gderające żony i idą w świat, dzieci zabierają jak mają ochotę i świetnie się bawią, ale też wierzę, że karma wraca

90

Odp: porzucona po 12 latach

Co za dno.Niby fajnie,wieczór w pubie,knajpie,barze,czy jak to się teraz mówi.Tanczenie,smiechy,cuda wianki.kolezanki(wszystkie single)mówia:tyle tracilas przez ten zwiazek,tyle fajnych wyjsc,wypadów,poznawanie ludzi.No to tanczę,piję,bawię się,a tak naprawde to tylko chce miec do kogo wrocic po tym bo bez tego to bez sensu.Pusta,plytka zabawa,zagluszanie.to jest jedna wielka porazka,stracilam wszystko,juz nie wiem co mam robic.gdzis mam te wyjscia,nowych ludzi,mialam swojego jedynego przyjaciela,milosc,rozumielismy sie bez slow we wszystkim.nie chce innych,to niemozliwe.pisze to zeby nie dzwonic nie pisac do niego,bo najchetniej bym to zrobila.i zapytala  jak to jest,ze te wszystkie lata nic nieznacza,za to niewazne.czy ma kogos kto go zrozumie jak ja,pokocha jak ja.co ja zrobilam,ze mnie tak potaktowal,przeciez nie tak mialo byc.przepraszam za ten cholerny post.no i naprawde alkohol nie pomaga w niczym.

91

Odp: porzucona po 12 latach

Hejj. Nie mogę w żaden inny sposób pocieszyć napiszę tylko, że nie jesteś w tych odczuciach sama. Na pewno nie łam się , nie dzwoń i nie pisz do niego - i tak nie dostaniesz odpowiedzi jak można tak po prostu przekreślić tyle wspólnych lat i przejść nad tym do porządku. Dla mnie to nadal jest nie do pojęcia.

PS. Twój post przypomniał mi momenty kiedy moja ex wracała po wyjściu z koleżankami (w większosci "singielkami") przytulała się do mnie w łóżku i mówiła jak te imprezy są "słabe" i "kochanie jak dobrze, że mamy siebie" że mamy do kogo wrócić... a za chwilę słyszę, że "się wypaliło" i "już tego nie czuje". No to chyba trzeba mieć jakiegoś pierdolca wink

Trzymaj się, poradzimy sobie!

92

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Co za dno.Niby fajnie,wieczór w pubie,knajpie,barze,czy jak to się teraz mówi.Tanczenie,smiechy,cuda wianki.kolezanki(wszystkie single)mówia:tyle tracilas przez ten zwiazek,tyle fajnych wyjsc,wypadów,poznawanie ludzi.No to tanczę,piję,bawię się,a tak naprawde to tylko chce miec do kogo wrocic po tym bo bez tego to bez sensu.Pusta,plytka zabawa,zagluszanie.to jest jedna wielka porazka,stracilam wszystko,juz nie wiem co mam robic.gdzis mam te wyjscia,nowych ludzi,mialam swojego jedynego przyjaciela,milosc,rozumielismy sie bez slow we wszystkim.nie chce innych,to niemozliwe.pisze to zeby nie dzwonic nie pisac do niego,bo najchetniej bym to zrobila.i zapytala  jak to jest,ze te wszystkie lata nic nieznacza,za to niewazne.czy ma kogos kto go zrozumie jak ja,pokocha jak ja.co ja zrobilam,ze mnie tak potaktowal,przeciez nie tak mialo byc.przepraszam za ten cholerny post.no i naprawde alkohol nie pomaga w niczym.

Fluoxentyna nie przepraszaj ! Pisz jak Ci to daje ulge. Przutalam Cie serdecznie smile Ja mam takie same hustawki, tego nie da sie przeskoczyc...musimy to przechodzic w swoim wlasnym tempie...Trzymaj sie kochana!

93

Odp: porzucona po 12 latach
pokonana1 napisał/a:
vanillasky napisał/a:

Mysle ze jak kogos poznasz, zakochasz sie to pewnie z czasem mu zaufasz.
Ale teraz z perspektywy czasu, na moim przykladzie i mnostwa tutaj opisanych najwazniejsze zeby zawsze moc na siebie liczyc samemu, i byc niezaleznym.
Czyli uczyc sie na moich i innych bledach?.
Mozna z kims byc szczesliwym do konca zycia
ale tez moze sie czaic jakas sympatyczna suka ktora okaze sie lepsza od Ciebie i pozamiatane.
Mnie tez cholera bierze, mam zal caly czas ale glownie do siebie ze bylam taka idiotka.
On teraz ma kase, pozycje, i dzieci jak ma ochote?.
Osiagnal to jakby nie patrzec w duzej mierze dzieki mnie.
a ja mam dzieci, zapierdzielam zeby zarobic jedna dwudziesta jego pensji i musze to dzwigac?.
Ale zla karma wraca, wierze w to

Obserwuję, czytam i dochodzę do wniosku, że jak panowie zaczynają super zarabiać to im odbija i zostawiają niedobre, gderające żony i idą w świat, dzieci zabierają jak mają ochotę i świetnie się bawią, ale też wierzę, że karma wraca

Widzisz dlatego ja bedac w zwiazku niedawno sam oswiadczylem swojej ex ze wole normalna prace dzieki ktorej wystarczy mi na rachunki i na zycie ale na dobrym poziomie niż wlasna firme bo potrafi wtedy odbic palma i robimy glupoty. Wole miec wspólne gniazdko ciezko pracujac niż kokosy i pstro w glowie. Co do karmy to tez mam nadzieje ze dostanie kopa takiego ze z lzami w oczach bedzie prosic o powrot a ja mam nadzieje ze w tym momencie bedzie mi obojetna i albo ja zleje calkowicie albo dostanie takie pociski ze zglupieje. Ja nic jej nie zrobilem tylko trzymalem sie planu który wspolnie ustalilismy ale ona byla strasznie zmienna i swoja decyzje tez poparla podpowiedziami swoich zakichanych kolezanek. Powody ktore wymienil twoj ex to gowno znaczace slowa i sciema bo musial cos znalesc by ci to wygarnac. Tak jest zawsze i nie obwiniaj sie za nic. Wiem ze Ci ciezko bo mi tez ale nie mam z nia kontaktu skoro chciala odpoczac. Nie wiem co u niej bo mnie to nie interesuje, zajalem sie soba i z tego sie ciesze. Szczerze to w pape bym jej zdzielil choc nigdy kobiety nie uderzylem. Trzymaj sie i teraz mysl tylko o sobie bo to jest najwazniejsze, pozdrawiam.

94

Odp: porzucona po 12 latach

Dzięki.Co ja bym poczęła bez tego forum?:).Troszkę wczoraj popłynęłam...Może nawet nie było tak żle do pewnego momentu.Nawet byłam zdziwiona,że potrafie się tak bawić jeszcze.Po tym moim udomowieniu paroletnim.Nigdzie nie chodziłam.Dom,praca,czas spędzany we dwoje.Smialismy się,ze teraz to juz fotel bujany,kapcie i kot na kolanach;).No a teraz trzeba kapcie zrzucić i wyjść do ludzi.
Tylko,że jak przychodzi dół to lepiej byc trzeżwym,bo mnie wczoraj po prostu jakis cud powstrzymał przed dzwonieniem do niego.Nie wolno.

Nowy dzień,chyba wiosna przyszła,trzeba wstawać i pobiegać po lesie:)Tylko,żeby białe mewy tak nie tupały;)

95

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Dzięki.Co ja bym poczęła bez tego forum?:).Troszkę wczoraj popłynęłam...Może nawet nie było tak żle do pewnego momentu.Nawet byłam zdziwiona,że potrafie się tak bawić jeszcze.Po tym moim udomowieniu paroletnim.Nigdzie nie chodziłam.Dom,praca,czas spędzany we dwoje.Smialismy się,ze teraz to juz fotel bujany,kapcie i kot na kolanach;).No a teraz trzeba kapcie zrzucić i wyjść do ludzi.
Tylko,że jak przychodzi dół to lepiej byc trzeżwym,bo mnie wczoraj po prostu jakis cud powstrzymał przed dzwonieniem do niego.Nie wolno.

Nowy dzień,chyba wiosna przyszła,trzeba wstawać i pobiegać po lesie:)Tylko,żeby białe mewy tak nie tupały;)

Właśnie dlatego nie wypilem ani lyka piwa od momentu rozstania. Wole sie przemeczyc na trzezwo.

96

Odp: porzucona po 12 latach

Urodziny to taki czas kiedy siłą rzeczy nachodzą refleksje i chęć jakiegoś podsumowania tych przezytych lat.W  tym roku to jakis koszmar.Trudno mi nie traktować tej sytuacji jako totalnej porażki,zmarnowania czasu.Najgorsza jest ta świadomośc,że byc może straciłam swoją szansę na życie,jakiego pragnęłam,że wcale nie musi byc tak,że "się ułoży".Nawet nie do końca mi chodzi o wiek,chociaż na pewno spokojniejsza bym była parę lat temu,przed 30;).Po prostu czułam od kilku lat,że znalazłam swoje miejsce i tam zostaję.Byłam tak bezczelnie pewna nas,tego związku,uznałam go za coś oczywistego,będącego od zawsze i na zawsze.Na tyle pewna,że nie zauważyłam chyba jak coś się zaczyna sypać.I żeby trochę osiąść na laurach.Ciągle nie wiem dlaczego tak się stało,jaka jest przyczyna.Myślę,że w końcu ją poznam.Może ma jakieś imię:).

"wszystkiego dobrego zycze"-to wszystko co ma do napisania po 12 latach człowiek,którego tak kochałam i tyle przeżyłam.A impreza rok temu na okrągłą 30-stkę to teraz jakieś migawki z innego życia.Jakie pyszne przekąski sam przygotował,tort,muzyka,prezenty.A jak goście juz wyszli,jak zwykle doszedł do wniosku,że najlepiej nam we dwoje.Jaka byłam szczęśliwa.Czy o tym wiedziałam?Za mało się starałam?Popełniłam dużo błędów.A może to teraz umysł mi płata figle i to wszystko idealizuje?
Ciekawe czy napisał szczerze.Moze i dobrze,ze tylko tyle,w kazdym słowie dopatrywałabym się głębszego sensu.A w tym ciężko się czegoś doszukać,chyba ze zupełnego zlekceważenia.

W tym roku inaczej.Uciekam przed tym,jadę do stolicy;),poszalejemy z koleżanką.Tylko nie wiedziałam,że się tak rozsypię.Ale ostatnie tygodnie to i tak ciągłe udawanie więc chyba dam radę.Nie mam wyjścia.Trzeba iść do przodu.A pewnego dnia może napiszę jakiś post ''w stylu espresso'';)

97

Odp: porzucona po 12 latach
Dorula napisał/a:

Mój Boże, co za świnia!!! Ze tez takich ludzi ziemia nosi! Życzę twojemu niedoszłemu wszystkiego, co najgorsze.
Masz sie wyprowadzić, a on moze zatęskni, zadzwoni... Co to za teksty!
I jeszcze wpędza Cię w poczucie winy!
Czuję inną, nowa panienkę na horyzoncie...

Czasami sie zastanawiam, jak wielkie ryzyko podejmuje osoba decydując sie na zamieszkanie u kogoś w jego własnym lokum.
Przecież sytuacja moze w każdej chwili sie zmienić, i ta druga strona zostanie przez właściciela po prostu wyproszona jak niemile widziany gość. I nie moze zrobić nic Straszne.

Jeśli zadzwoni, ze tęskni, powiedz mu ode mnie, zeby spadał na dzrzewo! A od siebie, ze bez ślubu nie przekroczysz progu jego piepszonego domu, jeśli tego oczywiście chcesz.

Trzymam za Ciebie kciuki.

"Czasami sie zastanawiam, jak wielkie ryzyko podejmuje osoba decydując sie na zamieszkanie u kogoś w jego własnym lokum.
Przecież sytuacja moze w każdej chwili sie zmienić, i ta druga strona zostanie przez właściciela po prostu wyproszona jak niemile widziany gość. I nie moze zrobić nic Straszne."
Bylem w tej samej sytuacji bo zamieszkalem u niej i nagle gdy zaczelo sie ukladac tzn.praca ktora zaczalem dostaje od niej wiadomosc ze to koniec.Oni maja wladze bo sa u siebie i jak cos nie wypali to nic nie straca a ty nic nie zrobisz jak pokaze ci drzwi bo to jej czy jego dom.Ale na szczescie mialem przyjaciol ktorzy mi pomogli jak wrocilem do siebie i dzis mi sie uklada a Ona? Nie mam z nia kontaktu i nie chce.

98

Odp: porzucona po 12 latach

Wszystkiego najlepszego smile
Czytam Twój wątek i zastanawiam się jak to możliwe, że wszystko jest takie podobne. A ja byłam pewna, że mój jest inny niż Ci mężczyźni dookoła.
Byliśmy razem 10 lat, byłam jego pierwsza. Za uszy z długów go wyciągnęłam, z hazardu wyrwalam. Namówiłam na założenie firmy, która teraz prosperuje rewelacyjnie.
We wrześniu rezerwacja terminu na ślub, w październiku namawia na ślub cywilny już teraz, natychmiast. Oczywiście od roku mieszkamy razem. Nagle ciągle nie ma czasu, mnóstwo zajęć. W domu nie robi kompletnie nic, a do tej pory robił. Po 16 latach umiera mi kot, jego to nie rusza. Pytam czy jestem Ci obojetna. Słyszę już Cię nie kocham. Musimy się rozstać. On płacze. Widzę przerażenie w jego oczach. Wynosze się. Urywamy kontakt. On wyjeżdża na tydzień nad morze. Wraca i pisze któregoś dnia, że nie jest mu dobrze. Zaczynam walczyć. On mówi że nie wie co do mnie czuje. Ze oczywiście nie ma nikogo, ja wierzę w 100%, bo kto jak kto, ale nie on. We wtorek mówi, że napewno chce być ze mną, w środę że jest ona i on nie może przestać o niej mmyśleć i się z nią spotykać. Odchodzi do niej. Nie powiedział mi kto to. Ale ja podejrzewam. Jeśli to ona to spotkali się już w październiku jak byliśmy razem. Ot koleżanka z klasy z którą nie widział się 9 lat. Mieszka nad morzem.... 800 km od nas. Dla mnie koniec świata. Zwodzil mnie 4 miesiące i tak naprawdę uważam, że on nadal nie wie co czuje i czego chce. Ale wybrał. Ją.
Sama nie wiem jak sobie z tym poradzić. Cały czas głupia nadzieja nie chce się ode mnie odczepic. Nie mam z kokim wyjechać, nawet nie bardzo mam z kim wyjść. Wszystkie.koleżanki mają już swoje rodziny. Ja cierpię, nie rozumiem, a on jest pewnie z nią, może szczęśliwy.
Tak bardzo nam wszystkim współczuję. Nie rozumiem jak można zrobić coś takiego drugiej osobie. Nie rozumiem.

99

Odp: porzucona po 12 latach

Tamta89,dziękuję.Fakt,te wszystkie historie są niezwykle do siebie podobne.Człowiek myślał,że tworzy coś wyjątkowego,niezniszczalnego.ludzie dookoła tworzyli związki,rozstawali się,zdobywali doświadczenia,ale my nie.Dobrani,dopasowani,jak stare dobre małżeństwo.Przecież tak miało być już na zawsze.To z czego byłam taka dumna,czyli ze jesteśmy dla siebie tymi pierwszymi i jedynymi,jest teraz moim przekleństwem.Bo ja nie najzwyczajniej nie wiem jak wygląda inne zycie.Nie było nic przed nim,byłam dzieckiem a teraz nie wiem kim jestem.I co ja ,do cholery,zrobiłam ze swoim życiem?Co za BŁĄD.
nie mam pomysłu co dalej,jak to wszystko układać.Zawsze było wspólne planowanie,uwzględnianie tej drugiej osoby.mam nadzieję,ze osiągnę z czasem spokój na tyle,że zacznę myśleć o swoim życiu.Teraz to takie miotanie się,szarpanie.
Tuż po rozstaniu dostałam takiego kopa do działania i byłam pewna,że do tych urodzin tak się ogarnę,ze on będzie tylko wspomnieniem.Buahahaha

100

Odp: porzucona po 12 latach

My nawet mówiliśmy o sobie stare dobre małżeństwo. Oczywiście z przymrużeniem oka, ale to tak właśnie było. Dla niego też do pewnego momentu. Ja nie wyobrażałam sobie żebyśmy mogli nie być razem. Poprostu dwa kawałki jednej układanki. I cóż teraz też mi jest ciężko uwierzyć w to, że faktycznie tak to się zakończy już napewno. Że to nie jest chwilowe.
Mam takie wrażenie, że oni zwyczajnie zrozumieli może że jeszcze muszą się bawić, że muszą spróbować kogoś innego. Że może to nie jest prawdziwy brak miłości ale fascynacja kimś innym, innym życiem, tym że ktoś inny się nimi zainteresował. Że może pójść i zrobić co mu się podoba bez pytań, tłumaczeń itp. Taki kryzys wieku średniego w młodym wieku. Takie mam wrażenie obserwując te wszystkie historie, które są tak podobne do naszych. Czas pokaże czy to był dobry wybór z ich strony i co my z tym poczniemy. Ja przynajmniej narazie chciałabym żeby wrócił. A z drugiej strony bardzo chciałabym już o nim zapomnieć, wymazać ze swojego życia, pamięci. Mnie już przerażają wakacje. Bo jak to? Bez niego? Jak mam pojechać bez niego? Z kim w takim razie? Rozumiem Cie doskonale sad

101

Odp: porzucona po 12 latach

Mijam właśnie stacje gdzie mieszka.noz w serce.nie będę płakać w cholernym pociągu przeciez.co za dno,rozsypuje sie,to jest tak bardzo trudne.na pewno wspaniale się będę dzis bawic.nie mam siły udawac.mam być wobec tych ludzi szczera?a kogo obchodzi co ja czuje.ma być dobra zabawa a warszawce.to nie jest mój swiat,nie umiem.moje miejsce to był ten dom,ogrod,spokoj z osoba,ktora kocham.

102

Odp: porzucona po 12 latach

Fluoxetyna / Tamta 89 czytam to co napisałyście i myślę, dużo myślę... Długo się zastanawiałam czy się tutaj zarejestrować.Od kilku miesięcy czytam wpisy różnych ludzi, dotyczące rozstań. Od września 2014 jestem sama. Byliśmy razem prawie 6 lat, od 5 razem mieszkaliśmy. Wspólny dom, pies , kot. Plany na ślub i budowę domu. Oczywiście jak w każdym związku pojawił się kryzys , dla mnie był do przejścia , bo jak się jest ze sobą tak długo, to życie nie składa się z samych różowych dni. Jednak pojawiła się "ona". Okazała się szczytem marzeń ... I mój "przyszły, niedoszły mąż" poleciał jak na skrzydłach... Oczywiście odstawiając ten swój cały tatrzyk z płaczem, z wypaleniem się , później była złość , usłyszałam , że nie jestem dla niego autorytetem, towarzyszem do rozmów itd. Oczywiście , jak zapytałam czy jest ktoś inny ... to usłyszałam , że nie, absolutnie!!! Prawda wyszła na jaw kilka dni później. On na prawo i lewo chwalił się swoją nową panną i jak to jest szczęśliwy. Stwierdziłąm, że to chyba nie ten sam człowiek , któego znałam.Nie będę tu opisywała innych szczegółów, bo to nie o to chodzi... Męczyłam się strasznie od tego września w zasadzie do poniedziałku ;-) Przez te kilka miesięcy płacz codzienny , początkowo brak snu, zero chęci do jedzenia itd. Wyjścia na siłę , organizowanie spotkań, zabijanie wolnego czasu. Jak spojrzałam na siebie w poniedziałek w lustrze, to zobaczyłam dziewczynę starszą chyba o 10 lat , z cerą jak papier ścierny , worami pod oczami ...  ;-) Dlatego powiedziałam, że koniec !!!! On teraz wije nowe gniazdko , a ona się do niego już wprowadza... ale przetrwam to , przetrwałam nawet fakt, że razem  pracujemy od zeszłego roku i to on mnie usilnie namawiał, żeby spróbowała z tą pracą! Do czego zmierzam , przez te kilka miesięcy dużo czytałam o psychologii związków, o coachingu , o nowej psychologii itd. W dzisiejszych czasach ludzie dążą do szczęścia , szczęścia ponad wszystko , wszystko ma dawać szczęście , związek ma dawać tylko szczęście , a tak nie jest. Naszym partnerom stawiamy coraz większe wymagania.Większość szuka jakiegoś superbohatera, a nie partnera. Przyjrzałam się mojemu związkowi i wymaganiom jakie stawiał mi mój były. Uważam , że w relacji musi być miejsce na trudne uczucia, dołki , a przede wszystkim na naturalną zmianę krajobrazów , które niesie wspólne życie. Seks nie będzie taki wow do grobowej deski , ale może być równie satysfakcjonujący, ciało się zmienia , otoczenie się zmienia , my się zmieniamy. Szkoda, że nie wszyscy potrafią to przetrwać , zrozumieć , pogodzić się z tym. Mój były mówił mi o ślubie , o budowie domu , oglądaliśmy działki, a za tydzień siedział już u innej i tego mu nie wybaczę. Bo ok. można się rozstać , nie my pierwsi i nie ostatni, ale nie wybaczę tego, że do końca mówił coś innego. Mógł sobie to już darować...

103

Odp: porzucona po 12 latach

Mi mój we wtorek mówił, że tęskni za mną, że mu mnie brakuje, że zastanawia się co robię, jest o mnie zazdrosny, cieszy się na spotkania ze mną, a w środę, że nie może przestać myśleć o niej....
To jest tak jak piszesz. Dla mnie gorsze, wręcz złe momenty były, są czymś normalnym w wieloletnich związkach. Bo jak inaczej? Tylko trzeba je przetrwać. Mi mój ex powiedział że on chce być poprostu szczęśliwy. Tyle lat był szczęśliwy ze mną, teraz się popsuło. I co, to ma znaczyć że już zawsze będzie szczęśliwy z nią? Bzdura totalna. Czemu dla nich łatwiej jest budować coś od nowa niż cementować to co jest? Nie kupuje tego. Czy to z tchorzostwa wynika? Czemu dla nich to jest takie proste?

104

Odp: porzucona po 12 latach

Bo to jest płytkie i nie da się przez całe życie uciekać od problemów dnia codziennego. Każdego dopada rutyna i trzeba z niej zwycięsko wyjść , zawalczyć o to co się ma, a nie budować ciągle coś nowego ,bo to i tak nie da poczucia satysfakcji. Jak go zapytałam co zrobi jak z nią mu również nie wyjdzie , to stwierdził, że jak nie ta , to inna będzie ... Jak to mówią głowa siwieje, dupa szaleje ;-) Także krzyżyk na drogę... Napisałam, że życzę mu szczęścia na nowej drodze życia.

105

Odp: porzucona po 12 latach

No właśnie,  ze wszystkiego da się wyjść, ze wszystkim poradzić, to nigdy nie będzie tak, że znajdą związek bez problemów. Że nigdy ta druga osoba, choć na chwilę się nie znudzi. Ja to rozumiem, Ty też i wiele osób na forum również. To jest logiczne i bardzo proste. Czemu w takim razie oni tego nie rozumieją? Czemu nie rozumieją że w tym nowym związku motylki będą tylko chwilę i znowu zacznie się rutyna?

106

Odp: porzucona po 12 latach

Bo wydaje im się , że są Panami życia. Mężczyzna to łowca , lubi zdobywać. Tylko , że często myli im się zauroczenie z prawdziwym uczuciem, a niestety te początkowe motylki w brzuchu okazują się złudne i ta nowa panna okazuje się jednak nie taka idealna. Królowie piaskownicy ;-) Bądźmy silniejsze i pokażmy klasę!

107

Odp: porzucona po 12 latach

Dostałam bardzo osobliwy prezent.Od mojej koleżanki.a mianowicie prawdę.Juz wiem.Znów klasyka gatunku oczywiście.Ma inną.Nawet zgadłam kogo...nieprzespane noce i analizowanie przecież doprowadziły mnie do pewnych wniosków.A jednak..co innego domysły,niepewność, a co innego prawda prosto w twarz.Wiem kiedy się poznali,nawet mi o niej nieraz wspominał jak go spamuje na facebooku.Biedaczek.Nie mam tego gówna więc nie mogłam wiedzieć,że lansuje się na fb ze swoją miłością ostro.Co jest o tyle dziwne,ze ja nigdy nawet jednego zdjęcia tam nie miałam,śmialiśmy się z takiego obnoszenia się ze związkiem,miłością,dziećmi itp.Kim jest ten człowiek.
Nie powiedział mi prawdy.Wolał wylać na mnie wiadro pomyj,zniszczyć poczucie własnej wartości mówiąc,że nie nadaję się do kochania,do zycia.Ze nie wie co dalej,może będzie do mnie wydzwaniał za miesiąc,nie wie.A ja jak ten klasyczny porzucany głupek chwyciłam się tego strzępka nadziei,robiłam swoje mając jednak cały czas w głowie obraz powrotu za jakiś czas.Nie miał odwagi mi powiedzieć?wolał,żebym dowiedziała się z internetu?Gdzie ten człowiek ma serce,klasę,odwagę?To jest ten szacunek,który miał mieć dla mnie zawsze mimo rozstania?Na dyskretną aluzję mojej koleżanki,żeby sie troche wstrzymał z tym obnoszeniem odparł,ze to nie jej sprawa,a ja wiem tyle ile powinnam wiedzieć.Długo się biła z myślami czy mi to mówić.Ale dziękuję jej.to jest przyjaciel.
Nie wiem co dalej,boję się,że wróciłam do punktu wyjścia,cofam się o 2 miesiące,nic nie osiągnęłam,znów rozsypka.Dochodzą chore natrętne obrazy ich razem.Niedobrze mi.Od kiedy to mogło trwac?Ile razy robiłam z siebie idiotke przytulając się,kochając się z nim podczas gdy on myślał o niej?i czy był już z nią przed rozstaniem??Boże,Chcę to usunąć z mojej głowy..bo zwariuję.Nie modliłam się chyba z 10 lat ale teraz muszę.Prosić o siłę,żeby to przetrwać.

108

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Dostałam bardzo osobliwy prezent.Od mojej koleżanki.a mianowicie prawdę.Juz wiem.Znów klasyka gatunku oczywiście.Ma inną.Nawet zgadłam kogo...nieprzespane noce i analizowanie przecież doprowadziły mnie do pewnych wniosków.A jednak..co innego domysły,niepewność, a co innego prawda prosto w twarz.Wiem kiedy się poznali,nawet mi o niej nieraz wspominał jak go spamuje na facebooku.Biedaczek.Nie mam tego gówna więc nie mogłam wiedzieć,że lansuje się na fb ze swoją miłością ostro.Co jest o tyle dziwne,ze ja nigdy nawet jednego zdjęcia tam nie miałam,śmialiśmy się z takiego obnoszenia się ze związkiem,miłością,dziećmi itp.Kim jest ten człowiek.
Nie powiedział mi prawdy.Wolał wylać na mnie wiadro pomyj,zniszczyć poczucie własnej wartości mówiąc,że nie nadaję się do kochania,do zycia.Ze nie wie co dalej,może będzie do mnie wydzwaniał za miesiąc,nie wie.A ja jak ten klasyczny porzucany głupek chwyciłam się tego strzępka nadziei,robiłam swoje mając jednak cały czas w głowie obraz powrotu za jakiś czas.Nie miał odwagi mi powiedzieć?wolał,żebym dowiedziała się z internetu?Gdzie ten człowiek ma serce,klasę,odwagę?To jest ten szacunek,który miał mieć dla mnie zawsze mimo rozstania?Na dyskretną aluzję mojej koleżanki,żeby sie troche wstrzymał z tym obnoszeniem odparł,ze to nie jej sprawa,a ja wiem tyle ile powinnam wiedzieć.Długo się biła z myślami czy mi to mówić.Ale dziękuję jej.to jest przyjaciel.
Nie wiem co dalej,boję się,że wróciłam do punktu wyjścia,cofam się o 2 miesiące,nic nie osiągnęłam,znów rozsypka.Dochodzą chore natrętne obrazy ich razem.Niedobrze mi.Od kiedy to mogło trwac?Ile razy robiłam z siebie idiotke przytulając się,kochając się z nim podczas gdy on myślał o niej?i czy był już z nią przed rozstaniem??Boże,Chcę to usunąć z mojej głowy..bo zwariuję.Nie modliłam się chyba z 10 lat ale teraz muszę.Prosić o siłę,żeby to przetrwać.

Najgorsze to przezyc te traume.Kiedys tez bylem w zwiazku 7 lat i meczylem sie okolo roku i dzis jest mi to obojetna i ona rowniez.Balem sie ze bedzie trwalo dluzej ale sie udalo.Takze swoje musisz przezyc i przecierpiec choc latwo nie bedzie.On niech spada na drzewo i nawet nie odpisuj jak cos bedzie pisal bo nie nalezy mu sie gdy zostawil cie dla innej.Ignorancja boli najbardziej a on dobijal sie bedzie jak tam juz bedzie monotonia bo do niej dojdzie napewno.Teraz sa motyle bo jest miod i malina ale ja na twoim miejscu juz bym o nim zapomnial i z tym modleniem pomaga,wiem po sobie.
Tez rany mi sie goja i mysle ze miesiac max i bedzie git a ona mam ja w dupie tak jak ona miala mnie.Uszka do gory i wytrwalosci zycze.

109

Odp: porzucona po 12 latach

Dzięki.W sumie to naczytałam sie tyle tego forum,ze byłam prawie pewna,ze to jest taka sytuacja.Odszedłby w próznię?az tak się męczył?Nie rozumiem tylko tego człowieka.rzucać wszystko,zniszczyc bo jest coś nowego na horyzoncie.Motylki.Od kiedy szukał okazji?bo ja nie wierzę w te zakochania jak grom z jasnego nieba.to jest po prostu pożądanie,chęć sprawdzenia czegoś nowego,innego.Ale po to ma sie mózg,żeby widzieć co jest w życiu ważne.Może odnajdę kiedyś spokój i mądrość żeby stwierdzić,że to jest jego prawo,odejść i próbować nowego.Ze nie można zmusić do miłości.A obcy ludzie po prostu odchodzą i to jest naturalne.Tam,gdzie lepiej(?).Na razie nie moge.On był moją rodziną,ufałam jak nikomu.Myślałam,ze jest inny.Ze to nie jest po prostu obcy człowiek,któremu się znudziło.Ze prędzej da sobie rękę uciąć niz pozwoli aby ktoś mnie skrzywdził.Komu ufać?chyba tylko najbliższa rodzina zostaje.Inni będą jak im pasuje,taki świat.czy ja się do niego nadaję?

110

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Dzięki.W sumie to naczytałam sie tyle tego forum,ze byłam prawie pewna,ze to jest taka sytuacja.Odszedłby w próznię?az tak się męczył?Nie rozumiem tylko tego człowieka.rzucać wszystko,zniszczyc bo jest coś nowego na horyzoncie.Motylki.Od kiedy szukał okazji?bo ja nie wierzę w te zakochania jak grom z jasnego nieba.to jest po prostu pożądanie,chęć sprawdzenia czegoś nowego,innego.Ale po to ma sie mózg,żeby widzieć co jest w życiu ważne.Może odnajdę kiedyś spokój i mądrość żeby stwierdzić,że to jest jego prawo,odejść i próbować nowego.Ze nie można zmusić do miłości.A obcy ludzie po prostu odchodzą i to jest naturalne.Tam,gdzie lepiej(?).Na razie nie moge.On był moją rodziną,ufałam jak nikomu.Myślałam,ze jest inny.Ze to nie jest po prostu obcy człowiek,któremu się znudziło.Ze prędzej da sobie rękę uciąć niz pozwoli aby ktoś mnie skrzywdził.Komu ufać?chyba tylko najbliższa rodzina zostaje.Inni będą jak im pasuje,taki świat.czy ja się do niego nadaję?

Nadajesz sie tylko wiesz czego sie boje teraz?  Ze będziesz bala sie zaufać komus nowemu bo taki sie znajdzie. Chcialbym bys sie nie zmieniala bo wtedy i ja bede spalony u Ciebie. Ja tez dostalem kopa ale kogoś kogo poznam bede darzyl wielkim uczuciem i nie zmienie tego a ty badz taka sama a on nie sobie zyje,nie to nie.

111

Odp: porzucona po 12 latach

Nie wiem czy zaufam,może jeśli rzeczywiście się zakocham.Na razie to dla mnie abstrakcja,nic nie wiem o życiu,nawet o tym zakochaniu.Nic.Tyle lat straconych na kogoś takiego.Na pewno juz nigdy nie pozwolę aby ktoś był dla mnie całym światem.Muszę od nowa zbudować swój.

112

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Nie wiem czy zaufam,może jeśli rzeczywiście się zakocham.Na razie to dla mnie abstrakcja,nic nie wiem o życiu,nawet o tym zakochaniu.Nic.Tyle lat straconych na kogoś takiego.Na pewno juz nigdy nie pozwolę aby ktoś był dla mnie całym światem.Muszę od nowa zbudować swój.

To życze ci wytrwalosci, zdrowka i powrotu do tego świata ale dobrego, powodzenia :-)

113

Odp: porzucona po 12 latach

Dziękuję.Jutro wracam do realizacji planu.Może trochę z inną motywacją,ale na dłuższą metę tą słuszną.Dla siebie,a nie dla niego.Dobranoc

114

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Dziękuję.Jutro wracam do realizacji planu.Może trochę z inną motywacją,ale na dłuższą metę tą słuszną.Dla siebie,a nie dla niego.Dobranoc

Jeszcze spac nie ide :-P
I tak trzymaj no i usmiechu zycze duzo ;-)

115

Odp: porzucona po 12 latach

fluoxetyna śledzę Twoją historię bo jest bardzo podobna do mojej (jak i kilka innych tutaj, ale Twoja nawet stażem związku i tym, że to pierwsza i jedyna "wielka miłość", zostałem na lodzie itd.) - to co piszesz mogłoby wyjść równie dobrze spod mojej ręki. Więc pamiętaj, że nie jesteś sama w takiej sytuacji, wiem - jest ciężko ale damy radę - "jeszcze będzie przepięknie jeszcze będzie normalnie".
Nie myśl o tym dupku, nie ważne co robi teraz - ja o mojej nie myślę - pojawiają się tylko przebłyski "starych czasów" i to jest przykre. To co dziś robi i co sobie wrzuca na pejsbuka mnie nie interesuje.

Będę zaglądał i śledził postępy smile Trzymaj się!

116 Ostatnio edytowany przez Binonade (2015-03-16 09:18:00)

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Dostałam bardzo osobliwy prezent.Od mojej koleżanki.a mianowicie prawdę.Juz wiem.Znów klasyka gatunku oczywiście.Ma inną.Nawet zgadłam kogo...nieprzespane noce i analizowanie przecież doprowadziły mnie do pewnych wniosków.A jednak..co innego domysły,niepewność, a co innego prawda prosto w twarz.Wiem kiedy się poznali,nawet mi o niej nieraz wspominał jak go spamuje na facebooku.Biedaczek.Nie mam tego gówna więc nie mogłam wiedzieć,że lansuje się na fb ze swoją miłością ostro.Co jest o tyle dziwne,ze ja nigdy nawet jednego zdjęcia tam nie miałam,śmialiśmy się z takiego obnoszenia się ze związkiem,miłością,dziećmi itp.Kim jest ten człowiek.
Nie powiedział mi prawdy.Wolał wylać na mnie wiadro pomyj,zniszczyć poczucie własnej wartości mówiąc,że nie nadaję się do kochania,do zycia.Ze nie wie co dalej,może będzie do mnie wydzwaniał za miesiąc,nie wie.A ja jak ten klasyczny porzucany głupek chwyciłam się tego strzępka nadziei,robiłam swoje mając jednak cały czas w głowie obraz powrotu za jakiś czas.Nie miał odwagi mi powiedzieć?wolał,żebym dowiedziała się z internetu?Gdzie ten człowiek ma serce,klasę,odwagę?To jest ten szacunek,który miał mieć dla mnie zawsze mimo rozstania?Na dyskretną aluzję mojej koleżanki,żeby sie troche wstrzymał z tym obnoszeniem odparł,ze to nie jej sprawa,a ja wiem tyle ile powinnam wiedzieć.Długo się biła z myślami czy mi to mówić.Ale dziękuję jej.to jest przyjaciel.
Nie wiem co dalej,boję się,że wróciłam do punktu wyjścia,cofam się o 2 miesiące,nic nie osiągnęłam,znów rozsypka.Dochodzą chore natrętne obrazy ich razem.Niedobrze mi.Od kiedy to mogło trwac?Ile razy robiłam z siebie idiotke przytulając się,kochając się z nim podczas gdy on myślał o niej?i czy był już z nią przed rozstaniem??Boże,Chcę to usunąć z mojej głowy..bo zwariuję.Nie modliłam się chyba z 10 lat ale teraz muszę.Prosić o siłę,żeby to przetrwać.

Czytam twoją historię od początku i pierwsze co pomyślałam to, że on kogoś poznał.
To naprawdę przykre i po tylu latach, które razem spędziliści tak banalne i tanie, że naprawdę lepiej, że pokazał swoje oblicze teraz niż za następne 12 lat.
Pozbyłaś się mola ze swojego życia.
I przetrwasz to. Zniknął z Twojego życia kłamca, oszust, bezczelny goowniarz bez empati, bo tylko goowniarz bez empatii obnosi się na facebooku ze zdjeciami nowej "przyjaciółki", a nie potrafi powiedzieć prawdy osobie, z którą spędził tyle lat. Mówię ci - pozbyłaś się padalca.

117

Odp: porzucona po 12 latach

Szkoda , że ja też nie wiedziłam tego wcześniej. To są najczęściej te same symptomy , te same zachowania , świadczące o tym , że jest ktoś inny. Uświadomiła mnie moja kuzynka , szkoda, że po fakcie. Powiedziała mi : "Słuchaj jestem na 99% , że tu chodzi o kogoś innego, że ma jakąś inną kobietę, bo facet nie rozstaje się , żeby być sam ". A ja naiwna, stwierdziłam, że NIE, wszyscy tylko przecież nie on... Głupia byłam, bo za kilka dni wyszła prawda na jaw. Jak czytałam to forum i wpisy kobiet, które wymieniały zachowania i teksty odchodzących mężczyzn , to po analizie dochodzę do wniosku , że mój idealnie wpasował się w ten kanon...

118

Odp: porzucona po 12 latach

Bez tego strzępka nadziei jest inaczej.Nie moge się zebrać.Nie spałam.Znów to samo.Miałam tyle planów na dziś,urlop żeby pozałatwiać parę spraw,a nie mogę się zlwlec z łóżka.
Kiv,czekałam na Ciebie:).Widzisz,to wszystko jest jednak tak banalne,tylko ja nie mogłam uwierzyć na początku.Wiem,że mnie rozumiesz.Jesteś parę miesięcy ""do przodu",też już nie chcę o nim myśleć,wyrzucić to z głowy.

Binonade,dzięki za te słowa.To prawda.Tylko,że to padalec i oszust pozbył się mnie;).Nie znam tego człowieka,nie wiem dlaczego to robi.Tu nie trzeba nawet mieć ogromnej empati,żeby rozumieć jak ja się czuję,gdy on całemu światu obwieszcza swe szczęście.Nie widziałam tego,nie mam zamiaru.Ale wszyscy znajomi widzieli,wszyscy wiedzieli oprócz mnie.Czuję się tak upokorzona,oszukana i pierwszy raz w życiu kogoś nienawidzę.

BlinkBlink,mnie bardzo to forum pomogło,bo trochę przygotowało na PRAWDĘ.
To jest wszystko takie schematyczne,że aż śmieszne.

Dziękuję przede wszystkim za rady,żeby się nie odzywać,nie pisać,nie dzwonić.To by dopiero było upokorzenie.Ja wysyłająca ckliwe smsy z tęsknoty,podczas gdy on zabawia się ze swoją miłością.

Nadzieja umarła,tak więc chyba teraz dopiero zaczynają się schody.

119

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Bez tego strzępka nadziei jest inaczej.Nie moge się zebrać.Nie spałam.Znów to samo.Miałam tyle planów na dziś,urlop żeby pozałatwiać parę spraw,a nie mogę się zlwlec z łóżka.
Kiv,czekałam na Ciebie:).Widzisz,to wszystko jest jednak tak banalne,tylko ja nie mogłam uwierzyć na początku.Wiem,że mnie rozumiesz.Jesteś parę miesięcy ""do przodu",też już nie chcę o nim myśleć,wyrzucić to z głowy.

Binonade,dzięki za te słowa.To prawda.Tylko,że to padalec i oszust pozbył się mnie;).Nie znam tego człowieka,nie wiem dlaczego to robi.Tu nie trzeba nawet mieć ogromnej empati,żeby rozumieć jak ja się czuję,gdy on całemu światu obwieszcza swe szczęście.Nie widziałam tego,nie mam zamiaru.Ale wszyscy znajomi widzieli,wszyscy wiedzieli oprócz mnie.Czuję się tak upokorzona,oszukana i pierwszy raz w życiu kogoś nienawidzę.

BlinkBlink,mnie bardzo to forum pomogło,bo trochę przygotowało na PRAWDĘ.
To jest wszystko takie schematyczne,że aż śmieszne.

Dziękuję przede wszystkim za rady,żeby się nie odzywać,nie pisać,nie dzwonić.To by dopiero było upokorzenie.Ja wysyłająca ckliwe smsy z tęsknoty,podczas gdy on zabawia się ze swoją miłością.

Nadzieja umarła,tak więc chyba teraz dopiero zaczynają się schody.

Nie pisz o schodach bo wiesz na czym stoisz. On polazl do innej i zrobił to jak gowniarz ukrywajac to przed Toba i niech sie bawi w tym swoim świecie. Ty teraz musisz zaczac żyć od nowa i pousuwaj wszystko co jest lub bylo jego nawet fotki bo zrobilem to samo i ciesze sie z tego bardzo. Wiem ze bedzie Ci ciezko na poczatku ale powiem ci ze przejdzie i to.Dasz rade wyjść z tej traumy zobaczysz.

120

Odp: porzucona po 12 latach

z tym pousuwaniem nie ma problemu bo wszystko zostało tam.Zdjęć nawet nie zabrałam,zawinęłam się dość szybko.Pewnego dnia muszę się upomniec o parę rzeczy.Po tylu latach zatarło się już co moje a co twoje.Wyszłam z niczym.

121 Ostatnio edytowany przez BlinkBlink (2015-03-16 13:22:07)

Odp: porzucona po 12 latach

Fluoxetyna ... U mnie mija już ponad 5 miesięcy i uwierz mi , będzie lepiej. Ja myślałam , że umrę jak on się wyprowadzał, bo przecież 5 dni wcześniej rozmawialiśmy o ślubie , dziecku , budowie nowego domu. Obwieszczał całej mojej rodzinie jakie ma plany wobec mnie. A za tydzień poczułam się jakbym dostała młotkiem w głowę! Nie wierzyłam w to co się dzieje , nie potrafiłam racjonalnie myśleć. To były miesiące koszmaru... Nie spałam, nie jadłam , rano wstając do pracy czułam się jak zwłoki... Płacz , szloch ....Każda nowa wiadomość o nim była jak cięższy cios. Bo tydzień po wyprowadzce chodził już z nią za rękę , na FB obwieszczał , że już notariusz załatwiony i nowe mieszkanie. Ja myślałam , że zwariuję. Ona wrzucała zdjęcia ich razem w łóżku , że to miłość itd. Zaczęłam się zastanawiać ile to trwało. 5 miesięcy dochodzę do siebie , czasem jakaś łza popłynie po policzku, ale teraz powiedziałam dosyć! Jakim prawem on mnie tak potraktował , OK mieliśmy kryzys , ale oszukiwał i zwodził do samego końca. Odchodząc zapytał czy niczego nie podejrzewałam ... Co miałam k**** podejrzewać, jak 5 dni wcześniej nowej działki ze mną szukał, o dziecku rozmawialiśmy. Kocham go , ale już nie w ten sposób... Nienawidzę za to jak mnie potraktował. Dlatego nie będę się dalej nad sobą rozczulać, zmarnowałam 5 miesięcy na wycie nocami w poduszkę ... Byłam krok od ciężkiej depresji. Wszyscy mi mówili , że będzie dobrze , czas leczy rany , i im bardziej mnie w tym utwierdzali , tym ja miałam ich już wszystkich dosyć... Myślałam , co wy wszyscy wiecie , dajcie mi spokój. Pierdołki jakieś pociskacie. Fluoxetyna musisz znaleźć w sobie tą siłę! Bo to Twoje życie! Nie marnuj kolejnych miesięcy! Znajdź jakąś pasję , zmęcz się , zaloguj się na jakimś portalu ... Zdziwisz się ilu fajnych facetów można poznać. Ja tak zrobiłam, biegam , ćwiczę ,podróżuję, jeżdzę na desce, dużo czytam , przestawiam swoje trybiki w mózgu na inne tory... A on staje się dla mnie epizodem , fajną przygodą w życiu , która się skończyła ... Nic nie jest nam dane na zawsze. A myślałam , że tak będzie , bo przecież byłam dla niego księżniczką. A obudziłam się w czarnej dupie... Dlatego Kochana zrób ten krok do przodu , bo ta żałoba jest potrzebna, ale nie za długo. A on jak zobaczy , że masz go gdzieś to się konkretnie zdziwi i zastanowi , bo przecież jak to może być , że się uśmiechasz bez niego , dajesz radę bez niego , robisz nowe rzeczy bez niego !!! No dramat poprostu ... Przecież on był niezastąpiony wink

122

Odp: porzucona po 12 latach
BlinkBlink napisał/a:

Fluoxetyna ... U nie mija już ponad 5 miesięcy i uwierz mi , będzie lepiej. Ja myślałam , że umrę jak on się wyprowadzał, bo przecież 5 dni wcześniej rozmawialiśmy o ślubie , dziecku , budowie nowego domu. Obwieszczał całej mojej rodzinie jakie ma plany wobec mnie. A za tydzień poczułam się jakbym dostała młotkiem w głowę! Nie wierzyłam w to co się dzieje , nie potrafiłam racjonalnie myśleć. To były miesiące koszmaru... Nie spałam, nie jadłam , rano wstając do pracy czułam się jak zwłoki... Płacz , szloch ....Każda nowa wiadomość o nim była jak cięższy cios. Bo tydzień po wyprowadzce chodził już z nią za rękę , na FB obwieszczał , że już notariusz załatwiony i nowe mieszkanie. Ja myślałam , że zwariuję. Ona wrzucała zdjęcia ich razem w łóżku , że to miłość itd. Zaczęłam się zastanawiać ile to trwało. 5 miesięcy dochodzę do siebie , czasem jakaś łza popłynie po policzku, ale teraz powiedziałam dosyć! Jakim prawem on mnie tak potraktował , OK mieliśmy kryzys , ale oszukiwał i zwodził do samego końca. Odchodząc zapytał czy niczego nie podejrzewałam ... Co miałam k**** podejrzewać, jak 5 dni wcześniej nowej działki ze mną szukał, o dziecku rozmawialiśmy. Kocham go , ale już nie w ten sposób... Nienawidzę za to jak mnie potraktował. Dlatego nie będę się dalej nad sobą rozczulać, zmarnowałam 5 miesięcy na wycie nocami w poduszkę ... Byłam krok od ciężkiej depresji. Wszyscy mi mówili , że będzie dobrze , czas leczy rany , i im bardziej mnie w tym utwierdzali , tym ja miałam ich już wszystkich doysć... Myślałam , co wy wszyscy wiecie , dajcie mi spokój. Pierdołki jakieś pociskacie. Fluoxetyna musisz znaleźć w sobie tą siłę! Bo to Twoje życie! Nie marnuj kolejnych miesięcy! Znajdź jakąś pasję , zmęcz się , zaloguj się na jakimś portalu ... Zdziwisz się ilu fajnych facetów można poznać. Ja tak zrobiłam, biegam , ćwiczę ,podróżuję, jeżdzę na desce, dużo czytam , przestawiam swoje trybiki w mózgu na inne tory... A on staje się dla mnie epizodem , fajną przygodą w życiu , która się skończyła ... Nic nie jest nam dane na zawsze. A myślałam , że tak będzie , bo przecież byłam dla niego księżniczką. A obudziłam się w czarnej dupie... Dlatego Kochana zrób ten ktok do przodu , bo ta żałoba jest potrzebna, ale nie za długo. A on jak zobaczy , że masz go gdzieś to się konkretnie zdziwi i zastanowi , bo przecież jak to może być , że się uśmiechasz bez niego , dajesz radę bez niego , robisz nowe rzeczy bez niego !!! No dramat poprostu ... Przecież on był niezastąpiony wink

Madrze mówisz i z wszystkim sie zgadzam. A ostatnie zdania z dodatkiem "bez niego " strzalem w dziesiatke i tutaj masz racje. Nic tak nie boli jak ignorancja i ukladanie sobie tego wszystkiego bez nich a byli przeciez niezastapieni :-) 
Dobrze mówisz ;-)

123

Odp: porzucona po 12 latach

Nieprawda, że schody. Wiesz na czym stoisz. Znasz prawdę.
Wolałabyś tak jeszcze czekać w nieświadomości następne 2 lata?
Hej, to jest absolutny goowniarz. Kłamca. Oszust. Padalec.
Po co ci ktoś taki? Wiesz już do czego jest zdolny. Dobrze, że pokazał swoją twarz teraz a nie np. Jak byłabyś w ciąży.
Nienawiść na tym etapie to normalna reakcja.
I powtarzam, dobrze, że pozbyłaś się goowniarza ze swojego życia.

124

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Nadzieja umarła,tak więc chyba teraz dopiero zaczynają się schody.

Wlasnie, ze nie! Tak jak pisali poprzednicy - teraz bedzie juz tylko lepiej. Jak pozbedziesz sie nadzieji i zludzen co do tej osoby to juz prosta droga do 'wyzdrowienia'.
No moze nie prosta bo - w moim przypadku - sa gorki i dolki - ostatnie dni bylo ze mna znowu bardzo zle ale teraz czuje sie znowu lepiej smile Usunalem wszystko lacznie z jej numerem tel smile

Nie wiem jak z ta nienawiscia bo ja raczej nic takiego nie odczuwalem - jedynie wielkie rozczarowanie i poczucie bycia oszukanym. Z czasem przyszla niechec do tej osoby ale raczej nie nienawisc - to szkodzi tylko Tobie - odpusc sobie, staraj sie o tym nie myslec.

Tak jak i u Ciebie fluoxetyna - to byl moj i jej pierwszy powazny zwiazek i myslalem ze bedzie to juz 'na zawsze', widzialem rozpadajace sie pare, zwiazki w ktorych sie nie ukladalo - przykro bylo patrzec ale zawsze myslalem, ze nas to nie dotyczy... Zabawne, ze kiedy dostalem propozycje pracy za granica i wspolnie postanowilismy, ze pojade i przygotuje grunt pod nasze przyszle wspolne zycie tutaj (do ostatniej chwili bylem utrzymywany w przekonaniu ze to wszystko jest aktualne) - moje znajome bardzo sie dziwily ze ona tak sie bez problemu zgodzila, podobnie jeden moj kolega - pytali czy u nas wszystko w porzadku. A ja sie smialem i mowilem ze oczywiscie, "no co wy o czym wy mowicie". 35 lat i zycia nie znam...

No ale nic - jeszcze pare miesiecy i bedzie zupelnie dobrze - u Ciebie tez! (ja jeszcze z 1-2 miesiace wstecz nie wierzylem, ze przez to przejde).

125

Odp: porzucona po 12 latach

Dzieki.macie rację.Teraz dopiero mogę zacząć myśleć o zdrowieniu.Robic dalej to co robię,tylko już dla siebie a nie żeby pokazać jak się zmieniłam.
Kiv,nie wiem co z tą nienawiścią,może tak mi się tylko wydaje,ale niestety nie potrafię mu teraz dobrze życzyć.Za kłamstwo,za to bezsensowne dawanie nadziei na koniec.za brak odwagi,szacunku zeby powiedzieć mi prawdę.Za afiszowanie się ze swoim szczęściem w tak beznadziejnie szczeniacki sposób.i bardzo dobrze.Dzięki temu dotarło wreszcie do tego mojego  zakutego łba,że to koniec.
BlinkBlink.Co za skurw*ela opisałaś.Co to są za ludzie,ja naprawdę życia nie znam,w głowie mi się nie mieści.Nie liczyć się z uczuciami drugiej osoby.Nie obcej,ale kogoś z kim planowało się ślub,dzieci,życie.Kurde,ja juz miałam sobie fb zakładać,ale bym miała niespodziankę jak bym tam weszła z ciekawości...Niech mnie nigdy nie skorci.Ale walczę.Wstałam,poszłam na dłuuuugi spacer,pozałatwiałam co miałam załatwić.Zaraz idę na trening,zmęczenie mi pomoże na pewno.
Może i jeszcze w inny sposób ta prawda mi pomoże.Ja naprawdę na początku wierzyłam,że jestem tak beznadziejna,że on nie moze po prostu dłużej ze mna wytrzymać.woli być sam niz ze mną.takie mi kazanie zapodał,że moje poczucie wartości leżało na ziemi.To była pogarda,obrzydzenie wręcz jakieś.No to coś musi byc ze mna mocno nie tak skoro takie uczucia w nim wywołuję.A teraz,skoro on tak idealnie wpasował się w "'kanon",dochodzę do prostego wniosku,że to nie jest moja wina wyłącznie.I nic nie mogłam zrobić.A to wszystko były tylko wymówki.mnóstwo powodów,ale bez tego jednego-prawdy.
Dzięki niemu uwierzyłam,że nie nadaję się do życia i do kochania.I teraz muszę udowodnic sobie,że to kłamstwo.

126

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Dzieki.macie rację.Teraz dopiero mogę zacząć myśleć o zdrowieniu.Robic dalej to co robię,tylko już dla siebie a nie żeby pokazać jak się zmieniłam.
Kiv,nie wiem co z tą nienawiścią,może tak mi się tylko wydaje,ale niestety nie potrafię mu teraz dobrze życzyć.Za kłamstwo,za to bezsensowne dawanie nadziei na koniec.za brak odwagi,szacunku zeby powiedzieć mi prawdę.Za afiszowanie się ze swoim szczęściem w tak beznadziejnie szczeniacki sposób.i bardzo dobrze.Dzięki temu dotarło wreszcie do tego mojego  zakutego łba,że to koniec.
BlinkBlink.Co za skurw*ela opisałaś.Co to są za ludzie,ja naprawdę życia nie znam,w głowie mi się nie mieści.Nie liczyć się z uczuciami drugiej osoby.Nie obcej,ale kogoś z kim planowało się ślub,dzieci,życie.Kurde,ja juz miałam sobie fb zakładać,ale bym miała niespodziankę jak bym tam weszła z ciekawości...Niech mnie nigdy nie skorci.Ale walczę.Wstałam,poszłam na dłuuuugi spacer,pozałatwiałam co miałam załatwić.Zaraz idę na trening,zmęczenie mi pomoże na pewno.
Może i jeszcze w inny sposób ta prawda mi pomoże.Ja naprawdę na początku wierzyłam,że jestem tak beznadziejna,że on nie moze po prostu dłużej ze mna wytrzymać.woli być sam niz ze mną.takie mi kazanie zapodał,że moje poczucie wartości leżało na ziemi.To była pogarda,obrzydzenie wręcz jakieś.No to coś musi byc ze mna mocno nie tak skoro takie uczucia w nim wywołuję.A teraz,skoro on tak idealnie wpasował się w "'kanon",dochodzę do prostego wniosku,że to nie jest moja wina wyłącznie.I nic nie mogłam zrobić.A to wszystko były tylko wymówki.mnóstwo powodów,ale bez tego jednego-prawdy.
Dzięki niemu uwierzyłam,że nie nadaję się do życia i do kochania.I teraz muszę udowodnic sobie,że to kłamstwo.

Ostatnie zdanie to strzal w 10 ;-)
Uszka do gory :-)

127

Odp: porzucona po 12 latach

Uszka są chwilowo do góry;)

128

Odp: porzucona po 12 latach
fluoxetyna napisał/a:

Dzieki.macie rację.Teraz dopiero mogę zacząć myśleć o zdrowieniu.Robic dalej to co robię,tylko już dla siebie a nie żeby pokazać jak się zmieniłam.
Kiv,nie wiem co z tą nienawiścią,może tak mi się tylko wydaje,ale niestety nie potrafię mu teraz dobrze życzyć.Za kłamstwo,za to bezsensowne dawanie nadziei na koniec.za brak odwagi,szacunku zeby powiedzieć mi prawdę.Za afiszowanie się ze swoim szczęściem w tak beznadziejnie szczeniacki sposób.i bardzo dobrze.Dzięki temu dotarło wreszcie do tego mojego  zakutego łba,że to koniec.
BlinkBlink.Co za skurw*ela opisałaś.Co to są za ludzie,ja naprawdę życia nie znam,w głowie mi się nie mieści.Nie liczyć się z uczuciami drugiej osoby.Nie obcej,ale kogoś z kim planowało się ślub,dzieci,życie.Kurde,ja juz miałam sobie fb zakładać,ale bym miała niespodziankę jak bym tam weszła z ciekawości...Niech mnie nigdy nie skorci.Ale walczę.Wstałam,poszłam na dłuuuugi spacer,pozałatwiałam co miałam załatwić.Zaraz idę na trening,zmęczenie mi pomoże na pewno.
Może i jeszcze w inny sposób ta prawda mi pomoże.Ja naprawdę na początku wierzyłam,że jestem tak beznadziejna,że on nie moze po prostu dłużej ze mna wytrzymać.woli być sam niz ze mną.takie mi kazanie zapodał,że moje poczucie wartości leżało na ziemi.To była pogarda,obrzydzenie wręcz jakieś.No to coś musi byc ze mna mocno nie tak skoro takie uczucia w nim wywołuję.A teraz,skoro on tak idealnie wpasował się w "'kanon",dochodzę do prostego wniosku,że to nie jest moja wina wyłącznie.I nic nie mogłam zrobić.A to wszystko były tylko wymówki.mnóstwo powodów,ale bez tego jednego-prawdy.
Dzięki niemu uwierzyłam,że nie nadaję się do życia i do kochania.I teraz muszę udowodnic sobie,że to kłamstwo.

Oczywiście , że brzydko pisząc "zeszmacił" Cię na sam koniec , zapodając tą swoją wiązankę ... Też to przerabiałam,ten cały teatrzyk z jego strony. Czułam się potem jak śmieć. Moje analizowanie wszystkiego doprowadzało mnie do szaleństwa później. Dlaczego to zrobił ? Bo musiał zabić swoje poczucie winy i całe zło przelać na Ciebie. Bo chciał mieć czyste sumienie,sam przed sobą chciał się wybielić , że to on jest pokrzywdzony i musi odejść, bo biedny już nie może dłużej. Dobrze zdawał sobie sprawę , że Cię rani... I znowu pojawia się nasz "kanon". To jest tak śmieszne, że aż smutne. Faceta poznaje się nie po tym jak zaczyna , tylko jak kończy i tyle w temacie.

129 Ostatnio edytowany przez fluoxetyna (2015-03-17 06:39:35)

Odp: porzucona po 12 latach

W dzień jeszcze jakoś daje rade,ale te noce to tragedia.zawsze miałam tendencje do natłoku myśli i mam teraz niezła z nimi zabawę. Zastanawiam się czy mogłam cos zrobic,czy popelnilam jakieś rażące błędy. Żeby odzyskać tego czlowieka,ktorym był wczesniej.teraz wiem,ze te wrześniowe wakacje to była z jego strony próba reanimacji uczuc.nie wyszlo.coz,gdybym wiedziala,ze przechodzę egzamin byłabym najlepsza narzeczona ever:).ale nic. Nie chciał chyba tego naprawiac,nie powiedział :sluchaj,mamy problem,nie czuję się szczesliwy,popracujmy nad tym.czy nie tak robią dorośli ludzie w poważnych zwiazkach?
Cholernie bolesne,ze nawet nie podjął proby,tak mu zwróciła w głowie.
Wiem,wiem,nie powinnam się tym zadreczac.Te nocne analizy mnie wykoncza.Moze pójdę do tego psychologa,niech mnie porządnie zanalizuje i będę miała spokoj:).
A tak na serio to nie wiem. To naprawdę pomaga?samo rozmawianie?zawsze raczej sceptycznie byłam do tego nastawiona,juz prędzej stawialabym na farmakologie:).
Proszę, napiszcie mi czy macie jakieś doświadczenie z psychologiem i czy to ma sens w moim przypadku?A może jakieś dobre książki poruszające ten temat?
BlinkBlink,co Ty czytalas?

130 Ostatnio edytowany przez Binonade (2015-03-17 09:58:29)

Odp: porzucona po 12 latach

Po pierwsze - tak, dokładnie tak robią DOROŚLI ludzie- rozmawiają, gdy pojawia się problem.

Po drugie- dobry psycholog bardzo pomaga. Moim zdaniem to lepsze rozwiązanie, bardziej długofalowe i skuteczniejsze niż farmakologia. Piszę z autopsji, bo po zakonczeniu toksycznego związku przetestowałam na sobie i jedno, i drugie.

Posty [ 66 do 130 z 195 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » porzucona po 12 latach

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026