Jak bym sie dowiedziala, ze moj partner mnie zdradzil...nie myslalabym o tym, czy ona jest zdzira, czy ona bedzie/ nie bedzie przez to plakac, czy ona o tym wiedziala, czy nie.
Ona goowno by mnie obchodzila , kiedy ja czuje, ze MOJ partner zawiodl moje ZAUFANIE
On zawiodl moje zaufanie, niezaleznie od tego, czy ona byla " zla kobieta" puszczalska", " kusicielka", czy wcieleniem niewinnosci i cnot- to ON mnie zawiodl...
To jego obwiniam, to on zatail, on byl nie w porzadku.co mnie obchodzi rozkmina jaka ona jest..ona jest- i tyle.
To nie ona ma pilnowac moralnosci mojego faceta, tylko on. To on odpowiada za swoje czyny, odpowiada za to , co robi mnie. Nie ona.
To jak obwinianie alkoholu, sprzedawcy , kolegow za to, ze ktos bliski pije.
Chce, to pije, bedzie chcial, to wypije, nie bedzie chcial, to nie wypije, chocby imprezowal nad jeziorem wodki...
A partner to nie " rzecz ktora sie posiada" i z ktorej mozna " byc okradzionym"
Bo to stawia partnera w roli ofiary pozbawionej wolnej woli.