Doświadczyłem wielu wzlotów i upadków.
Ożeniłem się z miłości a żona, jak się okazało po ślubie, wybrała dobrą partię. Urodziło się dziecko, które kocham ponad życie i dla niego utrzymywałem to fikcyjne małżeństwo - sama żona już przed ślubem wiedziała jak uprzykrzyć mi życie i utrudnić ewentualny rozwód. Teraz żałuję że zostałem. To jednak nie jest główny temat tego posta.
Będąc niszczony w domu szukałem szczęścia poza nim - przewinęło się kilka kobiet i też ta jedna, która pokazała mi prawdziwy świat, i którą pokochałem. Nie będziemy razem - popełniłem zbyt dużo błędów....
Chciałem wiedzieć co sami myślicie o kobietach, które będąc naszymi kochankami oddają nam się a my w końcu je odrzucamy. Kochacie je czy traktujecie raczej jako formę pocieszenia?
Podobne tematy
Chciałem wiedzieć co sami myślicie o kobietach, które będąc naszymi kochankami oddają nam się a my w końcu je odrzucamy. Kochacie je czy traktujecie raczej jako formę pocieszenia?
Ja to widzę tak: marnujesz takiej kobiecie życie.
Pytasz czy inni też traktują kobiety jak przedmiot.. to może być ciekawy wątek.
Będąc niszczony w domu szukałem szczęścia poza nim - przewinęło się kilka kobiet i też ta jedna,
no taa,jest problem zamiast się rozwieść i wówczas korzystać z życia ..to nie,wygodniej "przewijać" było.
Chciałem wiedzieć co sami myślicie o kobietach, które będąc naszymi kochankami oddają nam się a my w końcu je odrzucamy. Kochacie je czy traktujecie raczej jako formę pocieszenia?
a to chyba stricte pytanie do panów
Ale gdybyś zechciał odrobinę czasu poświęcić lekturze forum...to dowiesz się bezpośrednio od "przewijanych" co same myślą na swój temat oraz na sam fakt bycia kochanką ![]()
Polecam !
Smutny człowieku, czy nie widzisz, że sam możesz być formą pocieszenia? Że ta trzecia może traktować Cię równie instrumentalnie jak Ty ją? Jesteś przynajmniej na tyle bezpieczny, że ze względu na swoje zobowiązania nie zrobisz niczego nieobliczalnego. A jeśli już zrobisz to zostaniesz z niczym - bez żony, bez dzieci i bez kochanki.
Ciekawe,w jaki sposób źona utrudnia ci rozwod.
Powiedz jej ze ja zdradzasz a być moźe zostaniesz rozwodnikim szybciej niź myślisz.
Zdrada jest podstawą do rozwodu,nawet koscielnego.
Ale wciskasz kity ,człowieku!!!
Ciekawe,w jaki sposób źona utrudnia ci rozwod.
Powiedz jej ze ja zdradzasz a być moźe zostaniesz rozwodnikim szybciej niź myślisz.
Zdrada jest podstawą do rozwodu,nawet koscielnego.
Ale wciskasz kity ,człowieku!!!
Nawet nie masz pojecia ile jest na swiecie posranych kobiet, ktorym mozesz nawet powiedziec ze spales z ich matka, a one i tak rozwodu Ci nie dadza! Baby sa glupie i szalone.
smutny czlowieku, dopoki jestes szczery z kochanka i laczy was cos wiecej niz lozko - badz sobie z nia. tylko uwazaj zeby Cie nie zrobila w wala, tak jak i zona.
ja do trzeciej odczuwałam przede wszystkim zdumienie... że jednak są takie głupie baby, które przyjmują byle co, ochłapy, trochę seksu dla rozrywki (to jedna kategoria kochanek - taka była kochanka mojego męża. on nic jej nie obiecywał, ona nic nie chciała, nie miała (jak sama deklarowała) nic wspólnego z moim życiem, chciała niezobowiązująco pociupciać....)
) inne to takie, które wierzą w szczerą miłość beznadziejnych, tchórzliwych facecików, którzy w imię tej wielkiej nieskończonej miłości nadają sobie nicki smutny człowiek i rozpaczają nad straconą romantyczną miłością, jedząc obiadek ugotowany przez żonę i cierpiąc, tak strasznie cierpiąc w nieudanych związkach..
Biedaku!!!! nazwij się Werterem!
jakiż ten świat, twoja zona, ja... jesteśmy okrutni, że nie dajemy ci być z ukochaną!
jakież masz prawo do smutku.....oj oj oj. rozpaczam wraz z tobą.....
Wiesz co? wiesz co to miłość? to taki stan, w którym drugi człowiek staje się dla nas najważniejszy i dla jego szczęścia jesteśmy gotowi poświęcić swoje... rozumiesz? a ty zraniłes swoją ukochaną, cudowną, jedyną kochankę, bo okazałeś się fałszywym, wygodnym tchórzem, który (och biedny biedny!!!) MUSIAŁ zostać z żoną....
to nie była miłość smutny człowieku... to było gówniarstwo.
Odkad jestem na tym forum i sledze niektore watki to doszlam do wniosku z jaka latwoscia i lekkoscia przychodzi ocenianie innych. Co dla mnie tak na dobra sprawe niewiele ma wspolnego z obiektywna ocena. Uwazam,ze jezeli ktos nie znalazl sie w konkretnej sytuacji to nie powinien wypowiadac sie na ten temat,bo kazdy przypadek jest inny.
Czytajac watki o zdradzonych i zdradzajacych doszlam do wniosku,ze faceci to naprawde tchorze. Niby marza o wielkim uczuciu dla ktorego sa w stanie zrobic wiele, a tak naprawde gdy przychodzi to nie robia nic oprocz mydlenia oczu. CHociaz moim zdaniem postawa kochanek takze ma tutaj znaczenie... Dla mnie to kobiety krore nie maja swojego zycia, wciaz czekajace az sie odezwie i godzace sie na wszystie jego warunki....byleby BYL,wiec nie dziwie sie,ze obieraja taka role w jakiej same siebie ustanowia...
Autorze watku moglbys powiedziec skad u Was facetow tak mnostwo tchorzostwa? Twierdzis,ze spotkales kobiete, ktora bardzo Ci odpowiada, cos czujesz. Czym sie kierujecie,ze jednak nie chcecie zaryzykowac?Boicie sie,ze stracicie poczucie bezpieczenstwa i jako takiego zycia mimo,ze was nie satysfkacjonuje i jest nijakie? Czy po prostu traktujecie je jako forme urozmaicenia swojego czasu, zycia? A moze zgodzicie sie,ze wasza postawa zalezy od postawy tej trzeciej i gdyby jasno postawila sprawe rowniez inaczej byscie podeszli do tematu?
Autor wątku został storpedowany ![]()
Ale gdybyś zechciał odrobinę czasu poświęcić lekturze forum...to dowiesz się bezpośrednio od "przewijanych" co same myślą na swój temat oraz na sam fakt bycia kochanką
Polecam !
Zapewniam, że nie trzeba się doktoryzować w temacie aby wiedzieć jak kobiety mogą się czuć w wyniku wykorzystania przez takiego faceta jak ja. Wiele widziałem, wiele słyszałem również pod swoim adresem. Może nie raz zachowałem się jak drań ale myśleć potrafię i choć temat nie jest zapewne dla wszystkich komfortowy chciałbym uzyskać jakieś szczere opinie bądź historie.
Smutny człowieku, czy nie widzisz, że sam możesz być formą pocieszenia? Że ta trzecia może traktować Cię równie instrumentalnie jak Ty ją? Jesteś przynajmniej na tyle bezpieczny, że ze względu na swoje zobowiązania nie zrobisz niczego nieobliczalnego. A jeśli już zrobisz to zostaniesz z niczym - bez żony, bez dzieci i bez kochanki.
To co opisałem to fragment historii mojego życia. trudnodarmo jak zapewne zauważyłeś/aś nie ma się czym szczycić i to zapewne było powodem do zmiany mojego życia. Zaznaczam, że to co opisałem to historia, która pewnie będzie się na mnie mścić ale to już historia.
Ciekawe,w jaki sposób źona utrudnia ci rozwod.
Powiedz jej ze ja zdradzasz a być moźe zostaniesz rozwodnikim szybciej niź myślisz.
Zdrada jest podstawą do rozwodu,nawet koscielnego.
Ale wciskasz kity ,człowieku!!!
Byłaś bądź jesteś w takiej sytuacji jak ja? Masz dziecko? Nawet jeśli masz to nie jesteś mężczyzną..
Nawet nie masz pojecia ile jest na swiecie posranych kobiet, ktorym mozesz nawet powiedziec ze spales z ich matka, a one i tak rozwodu Ci nie dadza! Baby sa glupie i szalone.
Moja należy właśnie do tego typu jaki opisałeś...ale co jej trzeba przyznać to inteligentna bestia.
smutny czlowieku, dopoki jestes szczery z kochanka i laczy was cos wiecej niz lozko - badz sobie z nia. tylko uwazaj zeby Cie nie zrobila w wala, tak jak i zona.
Może czas pozwoli na to abyśmy byli razem.
ja do trzeciej odczuwałam przede wszystkim zdumienie... że jednak są takie głupie baby, które przyjmują byle co, ochłapy, trochę seksu dla rozrywki (to jedna kategoria kochanek - taka była kochanka mojego męża. on nic jej nie obiecywał, ona nic nie chciała, nie miała (jak sama deklarowała) nic wspólnego z moim życiem, chciała niezobowiązująco pociupciać....)
Każdy człowiek jest inny - w Twojej historii mam do czynienia z rzeczywiście osobliwym elementem. Czy Twój mąż powiedział czemu zdecydował się na relacje z tą kobietą? Wybaczyłaś?
jakiż ten świat, twoja zona, ja... jesteśmy okrutni, że nie dajemy ci być z ukochaną
jakież masz prawo do smutku.....oj oj oj. rozpaczam wraz z tobą.....
Nie należę do osób użalających się nad sobą...może po tych wszystkich "pozytywnych" komentarzach zacznę
Jeśli się nie pomyliłem temat posta jest zupełnie inny. Jak się domyślam mój smutek wnioskujesz po nicku a nie przedstawionego opisu - cóż mama zawsze mówiła, że zbyt twórczy nie jestem. Tak mam teraz swój okres przemyśleń stąd też trafiłem na to forum. Moim celem nie jest jednak otrzymanie rozgrzeszenia. Chciałem dopytać o wasze emocje czy też historie, które mi też pomogłyby zrozumieć swoje życie.
Jest wiele osób cierpiących bo wykorzystanych przez partnera innej osoby. Nie zauważyłem jednak aby taka osoba, która zadaje ból podzieliła się swoimi emocjami z tym związanymi. Czy jestem jedyną osobą na tym forum, która miała kochankę? No to sobie piwa nawarzyłem ![]()
Wiesz co? wiesz co to miłość? to taki stan, w którym drugi człowiek staje się dla nas najważniejszy i dla jego szczęścia jesteśmy gotowi poświęcić swoje... rozumiesz? a ty zraniłes swoją ukochaną, cudowną, jedyną kochankę, bo okazałeś się fałszywym, wygodnym tchórzem, który (och biedny biedny!!!) MUSIAŁ zostać z żoną....
Jestem tchórzem...czy wygodnym, nie wiem - w obecnej sytuacji raczej tak bym tego nie nazwał. Czasami człowiek późno dojrzewa, być może ja dopiero teraz.
Odkad jestem na tym forum i sledze niektore watki to doszlam do wniosku z jaka latwoscia i lekkoscia przychodzi ocenianie innych. Co dla mnie tak na dobra sprawe niewiele ma wspolnego z obiektywna ocena. Uwazam,ze jezeli ktos nie znalazl sie w konkretnej sytuacji to nie powinien wypowiadac sie na ten temat,bo kazdy przypadek jest inny.
W zupełności się z Tobą zgadzam. Chciałbym poznać właśnie te inne historie. Po to jest forum aby rozmawiać i zdobywać nową wiedzę, po to tu jesteśmy anonimowo aby pisać bez skrępowania..
Autorze watku moglbys powiedziec skad u Was facetow tak mnostwo tchorzostwa? Twierdzis,ze spotkales kobiete, ktora bardzo Ci odpowiada, cos czujesz. Czym sie kierujecie,ze jednak nie chcecie zaryzykowac?Boicie sie,ze stracicie poczucie bezpieczenstwa i jako takiego zycia mimo,ze was nie satysfkacjonuje i jest nijakie? Czy po prostu traktujecie je jako forme urozmaicenia swojego czasu, zycia? A moze zgodzicie sie,ze wasza postawa zalezy od postawy tej trzeciej i gdyby jasno postawila sprawe rowniez inaczej byscie podeszli do tematu?
Dużo pytań...
1. Tchórzostwo każdy mężczyzna wypija zapewne z mlekiem matki bo wielu postępuje bardzo podobnie. Niestety widocznie jestem też głupi bo inaczej odpowiedzieć nie potrafię.. Zastanawiam się też czy bycie przez mężczyznę tchórzem nie jest czasem jego zaletą. Są przecież mężczyźni, którzy nie liczą się z całym swoim otoczeniem, porzucają kochające żony i dzieci dla kochanki i nie utrzymują z nimi kontaktu.
2. Nie wiem czym inni się kierują, choć bardzo bym chciał. Ja kierowałem się dobrem dziecka albo raczej strachem, że opuszczając je stanę się draniem do końca życia i że to ja sobie bez niego nie poradzę + mniej istotne ewentualne sprawy finansowe.
3. Postawa kochanki nie miała wpływu na moje zachowanie -gdyby na początku postawiła granicę to nie poznałbym jej i nie zakochał się. To co poczułem przerosło mnie i teraz dochodzę do wniosków, że była ona symbolem prawdy w moim życiu.
Autor wątku został storpedowany
Chyba się nawet spociłem udzielając odpowiedzi ![]()
loveaellie napisał/a:Nawet nie masz pojecia ile jest na swiecie posranych kobiet, ktorym mozesz nawet powiedziec ze spales z ich matka, a one i tak rozwodu Ci nie dadza! Baby sa glupie i szalone.
Moja należy właśnie do tego typu jaki opisałeś...ale co jej trzeba przyznać to inteligentna bestia.
Wszystko fajnie, tylko ja jestem dziewczyna ![]()
13 2012-03-27 23:26:42 Ostatnio edytowany przez nikandra (2012-03-27 23:34:07)
1. Tchórzostwo każdy mężczyzna wypija zapewne z mlekiem matki bo wielu postępuje bardzo podobnie. Niestety widocznie jestem też głupi bo inaczej odpowiedzieć nie potrafię.. Zastanawiam się też czy bycie przez mężczyznę tchórzem nie jest czasem jego zaletą. Są przecież mężczyźni, którzy nie liczą się z całym swoim otoczeniem, porzucają kochające żony i dzieci dla kochanki i nie utrzymują z nimi kontaktu.
2. Nie wiem czym inni się kierują, choć bardzo bym chciał. Ja kierowałem się dobrem dziecka albo raczej strachem, że opuszczając je stanę się draniem do końca życia i że to ja sobie bez niego nie poradzę + mniej istotne ewentualne sprawy finansowe.
3. Postawa kochanki nie miała wpływu na moje zachowanie -gdyby na początku postawiła granicę to nie poznałbym jej i nie zakochał się. To co poczułem przerosło mnie i teraz dochodzę do wniosków, że była ona symbolem prawdy w moim życiu.
Ale to jest tak powszednie u mężczyzn to co tu argumentujesz
Wiecznie jakieś ale ale ale ....i żadnych konkretów ani zasad NIC -NULL !!!
Odwieczne wymagania od otoczenia od sytuacji ale żadnych konsekwencji od siebie, żadnych wymagań.
No cóż...łatwe life bo tak lepiej/wygodniej ![]()
Szkoda ,że większość panów dochodzi do jakichkolwiek wniosków (a to już i tak cud!) ale przeważnie wtedy gdy już po ptokach..niestety ![]()
Chciałem wiedzieć co sami myślicie o kobietach, które będąc naszymi kochankami oddają nam się a my w końcu je odrzucamy. Kochacie je czy traktujecie raczej jako formę pocieszenia?
Myślę że takie kobiety są po prostu głupie. Chodzi mi o głupotę emocjonalną - i to względem samej siebie. Taka kobieta może być "na zewnątrz" inteligentną, odnoszącą sukcesy ostrą babką, ale gdzieś w niej tkwi mała dziewczynka szukająca księcia z bajki. Niestety ponieważ panie najczęściej dorastają na smętnych powieścidłach typu "Wichrowe wzgórza" czy innych "Przeminęło z wiatrem" mają jako dziewczynki zaburzony obraz normalnego związku. Wszystko opiera się na jakichś ochłapach budzących megaemocje i przypływ adrenaliny. Jak do tego dochodzi dysfunkcyjny dom, w którym taka panna dorastała - to staje się ofiarą dla byle podrzędnego lowelasa, który kręci nią jak chce.
Tak się składa, ze ten sort panów bardzo łatwo wychwytuje z tłumu jednostki podatne na stek pierdół, którymi mydli oczy i uszy skołowanej babce. Bowiem kobiety kochają uszami, a na ewidentne fakty i logiczne myślenie są zazwyczaj ślepe. I tak, taka męska sierotka, która boi postawić się żonie i być szczęśliwym na legalu - wymyśla jakieś kocopoły, że żona rozwodu dać nie chce, i tak dalej i w tym duchu.
W naszym pięknym kraju rozwód można brać jak świeże wiśnie. Wystarczy złożyć pozew i sprawa jasna. Nie ma w zwyczaju przywiązywania do kaloryfera bądź przetrzymywania w piwnicy. Jeśli druga połowa na rozwód się nie zgadza - ciągniemy rozprawy, udowadniamy rozpad pożycia, powołujemy świadków. I tu jest pies pogrzebany. Bowiem świadków powołać może i druga strona - i wtedy jasno i przejrzyście wyszłoby, że przez związek przewijały się kobiety, rozwód z orzekaniem o winie, niemoralne prowadzenie się - fatalne środowisko dla wychowywania dziecka, itepe itede. I tak biedny żuczek, któremu rozwodu zła, paskudna i perfidna baba o dwóch głowach i ogonie - dać nie chce; tak ten żuczek wychodzi na podstawie dowodów przedstawionych w sądzie na kurewicza, szlajającego się z byle naiwnymi pindami zahipnotyzowanymi jego piękną gadką. Że wydawał na nie kasę z domowego budżetu (jeśli nie ma rozdzielnosci majątkowej), że zaniedbywał to umiłowane dzieciątko, o którym teraz tak rzewnie pisze - spędzając czas po hotelach z jakimiś niuniami, zamist poczytać bajkę na dobranoc albo iść na zajęcia dodatkowe z dzieckiem. Tatuś roku. O wenerach przywlekanych do domu nie wspomnę. I tak istnieje niebezpieczeństwo; alimentów na dzieciątko uczące się do 28 roku życia, plus mogą być alimenciki na żonę, jeśli w wyniku rozpadu małżeństwa pogorszył jej się poziom życia. A jak babka inteligentna - to na mur beton jej się pogorszy. I tak nasz bohater staje przed dylematem: "kasa albo ciupcianie na boku, wybór należy do Ciebie."
Ale jak wiadomo, wszystkiemu winne baby, najpierw z mlekiem matki panie tego tchórzostwo i wygodnictwo - sysu sysu, potem jakaś perfidna manipulantka wzięła i za łeb do ołtarza zaciągnęła, po drodze własnoręcznie się zapylając żeby odwrotu nie było, i uciskała, i gnębiła. I co ten niuniuś miał robić, jak nie szukać schronienia w naiwnej dziurce jednej, drugiej, trzeciej,....
Polecam wątek szczególnie paniom będącym w sytuacji - mam zamiar/jestem/mam zapędy do bycia kochanką.
P.S. Nie byłam kochanką, nie mam kochanka, mój mąż mnie nie zdradza - po prostu umiem logicznie myśleć i jestem fenomenalnym obserwatorem otaczającego mnie REALNEGO świata.
smutny_człowiek napisał/a:Chciałem wiedzieć co sami myślicie o kobietach, które będąc naszymi kochankami oddają nam się a my w końcu je odrzucamy. Kochacie je czy traktujecie raczej jako formę pocieszenia?
Myślę że takie kobiety są po prostu głupie. Chodzi mi o głupotę emocjonalną - i to względem samej siebie. Taka kobieta może być "na zewnątrz" inteligentną, odnoszącą sukcesy ostrą babką, ale gdzieś w niej tkwi mała dziewczynka szukająca księcia z bajki. Niestety ponieważ panie najczęściej dorastają na smętnych powieścidłach typu "Wichrowe wzgórza" czy innych "Przeminęło z wiatrem" mają jako dziewczynki zaburzony obraz normalnego związku. Wszystko opiera się na jakichś ochłapach budzących megaemocje i przypływ adrenaliny. Jak do tego dochodzi dysfunkcyjny dom, w którym taka panna dorastała - to staje się ofiarą dla byle podrzędnego lowelasa, który kręci nią jak chce.
Tak się składa, ze ten sort panów bardzo łatwo wychwytuje z tłumu jednostki podatne na stek pierdół, którymi mydli oczy i uszy skołowanej babce. Bowiem kobiety kochają uszami, a na ewidentne fakty i logiczne myślenie są zazwyczaj ślepe. I tak, taka męska sierotka, która boi postawić się żonie i być szczęśliwym na legalu - wymyśla jakieś kocopoły, że żona rozwodu dać nie chce, i tak dalej i w tym duchu.
W naszym pięknym kraju rozwód można brać jak świeże wiśnie. Wystarczy złożyć pozew i sprawa jasna. Nie ma w zwyczaju przywiązywania do kaloryfera bądź przetrzymywania w piwnicy. Jeśli druga połowa na rozwód się nie zgadza - ciągniemy rozprawy, udowadniamy rozpad pożycia, powołujemy świadków. I tu jest pies pogrzebany. Bowiem świadków powołać może i druga strona - i wtedy jasno i przejrzyście wyszłoby, że przez związek przewijały się kobiety, rozwód z orzekaniem o winie, niemoralne prowadzenie się - fatalne środowisko dla wychowywania dziecka, itepe itede. I tak biedny żuczek, któremu rozwodu zła, paskudna i perfidna baba o dwóch głowach i ogonie - dać nie chce; tak ten żuczek wychodzi na podstawie dowodów przedstawionych w sądzie na kurewicza, szlajającego się z byle naiwnymi pindami zahipnotyzowanymi jego piękną gadką. Że wydawał na nie kasę z domowego budżetu (jeśli nie ma rozdzielnosci majątkowej), że zaniedbywał to umiłowane dzieciątko, o którym teraz tak rzewnie pisze - spędzając czas po hotelach z jakimiś niuniami, zamist poczytać bajkę na dobranoc albo iść na zajęcia dodatkowe z dzieckiem. Tatuś roku. O wenerach przywlekanych do domu nie wspomnę. I tak istnieje niebezpieczeństwo; alimentów na dzieciątko uczące się do 28 roku życia, plus mogą być alimenciki na żonę, jeśli w wyniku rozpadu małżeństwa pogorszył jej się poziom życia. A jak babka inteligentna - to na mur beton jej się pogorszy. I tak nasz bohater staje przed dylematem: "kasa albo ciupcianie na boku, wybór należy do Ciebie."
Ale jak wiadomo, wszystkiemu winne baby, najpierw z mlekiem matki panie tego tchórzostwo i wygodnictwo - sysu sysu, potem jakaś perfidna manipulantka wzięła i za łeb do ołtarza zaciągnęła, po drodze własnoręcznie się zapylając żeby odwrotu nie było, i uciskała, i gnębiła. I co ten niuniuś miał robić, jak nie szukać schronienia w naiwnej dziurce jednej, drugiej, trzeciej,....
Polecam wątek szczególnie paniom będącym w sytuacji - mam zamiar/jestem/mam zapędy do bycia kochanką.
P.S. Nie byłam kochanką, nie mam kochanka, mój mąż mnie nie zdradza - po prostu umiem logicznie myśleć i jestem fenomenalnym obserwatorem otaczającego mnie REALNEGO świata.
Bardzo dobre, popieram i polecam przeczytac.
I tak istnieje niebezpieczeństwo; alimentów na dzieciątko uczące się do 28 roku życia, plus mogą być alimenciki na żonę, jeśli w wyniku rozpadu małżeństwa pogorszył jej się poziom życia. A jak babka inteligentna - to na mur beton jej się pogorszy.
Jaj sobie robisz Kriss? To ja do Polski wracam, taka kasa mnie ominela!!!:) Do 28-roku zycia???? Co to jest, system socjalny holdujacy wzrostowi populacji maminsynkow? Ja piernicze, ale matriarchat:)
Uczace sie dzieci Mussuka, uczace. Jak dziecko za przeproszeniem - zdolne - to dlaczego ma sie nie uczyc? Dwa fakulteciki, trzeci w zapasie, bo jak zacznie zarabiac to tatus roku alimenciki moze cofnac. Nie ma bulwersu. Jak dzieciatko slabo w lawce szkolnej wytrzymuje - mozna do lopaty poslac juz od 16tego roku zycia. Chyba nawet w calej zgnilej Ojropie. Spokoluz.
Nie ma problemu czy dziecko meskie czy zenskie. Dziewczynka inteligentna tez obleci ![]()
P.S. Sorry za brak polskich znakow ale z Szengenowskiego lapka pisze.
Uczace sie dzieci Mussuka, uczace. Jak dziecko za przeproszeniem - zdolne - to dlaczego ma sie nie uczyc? Dwa fakulteciki, trzeci w zapasie, bo jak zacznie zarabiac to tatus roku alimenciki moze cofnac. Nie ma bulwersu. Jak dzieciatko slabo w lawce szkolnej wytrzymuje - mozna do lopaty poslac juz od 16tego roku zycia. Chyba nawet w calej zgnilej Ojropie. Spokoluz.
Oj nie w calej. U nas konczy dzieciak 18 lat i moze sobie prymasem na kazdym uniwerku byc a placenie sie konczy:) Niestety. A o alimentach na biedna zone to tu chyba nikt nie slyszal nawet. Wot i rownouprawnienie.
19 2012-03-28 17:17:11 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-03-28 17:20:09)
co mój mąż czuł do kochanki? nie obchodzi mnie to. tu liczą się czyny. Mój mąż, gdy się dowiedziałam, zerwał z nią kontakt. ja wiem, że moja wiedza o jakiejkolwiek próbie kontaktu z nią spowodowałaby moje odejście. i nie obchodziłoby mnie to, czy ona z nim się skontaktowała, czy on z nią. z jakiego powodu.
Mój mąz wyraził wolę ratowania naszego związku. ja postanowiłam dać mu szansę.
Wiem jedno - jakiekolwiek jego rozterki, żale, niespełnione uczucia spowodowałyby moje wątpliwości - odeszłabym.
Nie potrzebuję być wygodnym ochłapem dla faceta, który jest tchórzem, wzdychającym za inną i nie mającym odwagi cywilnej, uczciwości i moralności, żeby żyć uczciwie. Nie potrzebuję kogoś, kto mnie oszukiwał, kręcił, kłamał - a teraz jest ze mną bo się poświęca... stać mnie na uczciwość i dumę. Wobec samej siebie i swoich potrzeb. nikt nie zastąpi mi mojego poczucia własnej wartości. Nie jestem świstkiem papieru o nazwie akt stanu cywilnego, żeby sobie mną brudną d.. wycierać.. Nie jestem pretekstem, wymówką ani powodem na to, aby ktoś bezkarnie rżnął panienki i szukał substytutu szczęscia - a mnie traktował jako swój łańcuch, kulę, zobowiązanie i problem.
Jeśli mój małżonek się zapomniał, popełnił błąd, wziął to, co łatwo przyszło a potem łatwo poszło - to ja moge powiedzieć (tak powiedziałam):
przeżyliśmy ze sobą wiele dobrych i cennych lat. To daje mi bazę na początek - aby zgodzić się na to, byś dostał szansę.
ale tylko wtedy, gdy ty chcesz być ze mną, naprawić swój błąd, poczekać na moje wybaczenie i dostosować się do moich warunków. jakakolwiek moja wątpliwość czy złąmanie zasad powodują, że odchodzę. Nie przezyję razem z Tobą zadnej innej takiej historii.
jesli jesteś gotów na to, aby wziąc odpowiedzialność za mój ból, cierpienie i żal i jesteś gotów towarzyszyć mi w moich uczuciach... to możemy SPRÓBOWAĆ...
tylko spróbować
powiedziałam - nie zdecyduje od razu - bo nie wiem, czy dalsze życie razem jest możliwe, czy niemożliwe... ale dam nam szansę.
przeżywałam tysiące rozterek, nie raz żałowałam swojej decyzji. nie raz myślałam, że gdybym odeszła byłoby mi łatwiej.
dzisiaj jestem w związku z facetem po przejściach i jestem kobieta po przejściach. dzisiaj juz wiem i rozumiem, że niczym nigdy mój mąż nie zrekompensuje mi krzywdy, którą mi wyrządził. dzisiaj wiem, że nie zapomnę o tym. Dzisiaj też wiem, że pozostawiam tę przeszłość za sobą i uczę się budować coś nowego.
oczywiście, że jestem ostrożniejsza, mniej ufna. oczywiście, że gdyby pojawiła się sytuacja wątpliwa dla mnie - nie próbowałabym znowu ratować tego związku.
Dzisiaj wiem, że zapłaciłam bardzo wysoką cenę za właśnie taki wybór, który podjęłam. ale wiem też, że każdy inny wybór kosztowałby mnie równie wiele.
Dzisiaj wiem, że to, że mój mąż towarzyszył mi w cierpieniu pokazało mu, ile to dla mnie znaczyło.
tylko na tym moge budować zaufanie, że nie jest takim durniem, żeby zrobić to znowu..
a jesli jednak jest - to uwierz - naprawdę nie będzie czego żałować.
tak czy siak - ja dzisiaj wychodze z tego pogodzona sama ze sobą. silna i niezalezna. także uczuciowo.
i dla mnie dyskusja na temat uczuć do kochanki jest śmieszna... no bo co czułeś do mniej, smutny człowieku? wziąłeś ją sobie jak towar ze sklepu i w sposób konsumencki służyła do zaspokajania twoich potrzeb (także uczuciowych), których nie umiałeś zaspokajać we własnym zakresie. dałeś jest substytut relacji, zabierając czas, energię i wszystko, co chciałą ci dać.
no to co do niej czułeś??
jesli miłośc to dawanie i branie to co ty jej dałeś? parę orgazmów, ukradkowych spotkań, możliwość wygadania się i ułudę, że ktoś ją rozumie?/
a rozumiałeś? a na pewno byłeś tym, co dla niej najlepsze?gdybyś rozumiał, to być nie brał. bo bys rozumiał, że to, co ci daje jest bezinteresowne i szczere - a za to trzeba ZAPŁACIĆ...
a ty się wycofałeś, tłumacząc się, że żyjemy w świecie zdominowanych przez wredne matki polki, które zabierają ojcom dzieciaka...
a propos- jakie relacje z żoną zbudowałeś, że ten TOWAR, jakim było wasze dziecko, był kartą przetargową??
dla DOBRa twojego dziecka - kłamałeś, oszukiwałeś, raniłeś, wykorzystywałeś... widzisz w tym dobro?
ja nie widzę. żadnego.
poświęcenie? jakie? dla kogo?
próbuję ci powiedzieć, że naprawdę, jestem o tym święcie przekonana -NIE MA NA ŚWIECIE KOBIETY, DLA KTÓREJ JAKĄkoLWIEK WARTOŚC PRZEDSTAWIA WSPÓLNE ZYCIE Z FACETEM, KTÓRY JEJ NIE KOCHA, NIE SZANUJE, JEST NIEUCZCIWY, KŁAMIE, OSZUKUJE, ŁUDZI, KRĘCI....
jesli nawet twoja zona czuła się tak słaba, że wierzyła, że jesteś dla niej - nie kochając jej - coś wart - to to tylko jej słabośc i bezradność. a to wymaga terapeuty i wsparcia.
bo naprawdę, uwierz- nie dałeś jej nic dobrego i nic dobrego dla niej nie zrobiłeś. i ona NIE ZASŁUŻYŁA na to, żebyś sie dla niej poswięcał. bo to poświęcenie - to największe bestialstwo jakie mozna uczynić drugiemu człowiekowi. kłamanie o uczuciach, seks bez miłości, wspólne zycie... brrrrr
dlatego ja mam pewność, że nie chcę, nie potrzebuję i nie życze sobie od mojego męża żadnych ochłapów z jego pańskiego stołu, żadnych skrawków uwagi i żadnego dzielenia uczuć na powinności i wzloty... nie potrzebuję.
więc on wie - że albo jest ze mną i CHCe być ze mną.. albo nie..
i tyle
po co tu filozofować.
20 2012-03-28 19:32:44 Ostatnio edytowany przez Lady_AL/F (2012-03-28 22:21:30)
Doświadczyłem wielu wzlotów i upadków.
Ożeniłem się z miłości a żona, jak się okazało po ślubie, wybrała dobrą partię. Urodziło się dziecko, które kocham ponad życie i dla niego utrzymywałem to fikcyjne małżeństwo - sama żona już przed ślubem wiedziała jak uprzykrzyć mi życie i utrudnić ewentualny rozwód. Teraz żałuję że zostałem. To jednak nie jest główny temat tego posta.
Będąc niszczony w domu szukałem szczęścia poza nim - przewinęło się kilka kobiet i też ta jedna, która pokazała mi prawdziwy świat, i którą pokochałem. Nie będziemy razem - popełniłem zbyt dużo błędów....
Chciałem wiedzieć co sami myślicie o kobietach, które będąc naszymi kochankami oddają nam się a my w końcu je odrzucamy. Kochacie je czy traktujecie raczej jako formę pocieszenia?
Myślę, że żle oceniasz swoje małżeństwo a tłumaczenie swojej niewierności wobec żony jest zwyłym draństwem z twojej strony.
Mówisz, że żona utrudnia Ci rozwód, dlaczego? bo chce orzekać o twojej winie?
Jesteś niedojrzałym emocjonalnie typkiem, który porzuca każdą kobiete, która próbuje cię pokochać.
21 2012-03-31 22:17:54 Ostatnio edytowany przez bajka687 (2012-03-31 22:19:34)
3. Postawa kochanki nie miała wpływu na moje zachowanie -gdyby na początku postawiła granicę to nie poznałbym jej i nie zakochał się. To co poczułem przerosło mnie i teraz dochodzę do wniosków, że była ona symbolem prawdy w moim życiu.
To w końcu postawa kochanki miała wpływ na twoje zachowanie czy nie? Bo przeczysz sobie w tym zdaniu? "Gdyby na początku postawiła granicę"... A dałeś jej sznase na postawienie tej granicy, czy karmiłeś ją bajkami albo po prostu zwyczajnie okłamałeś? Wiele (a nawet większość mam wrażenie) kobiet postawiła by tę granicę bez wahania, gdyby tylko znała prawdę.
No ale jak znam życie, to w takich wypadkach winni są wszyscy tylko nie ja i takich smutnych człowieków na pęczki niestety ![]()
Smutny czlowieku,
romanse z grubsza mozna podzielic na dwa rodzaje-
te bez znaczenia gdzie chodzi tylko o seks lub podobnie nikle pobudki gdzie wolna strona jest zawsze poszkodowana i to jest niewybaczalne oraz te gdzie czlowiek szuka kogos dla kogo chce zmienic swoje zycie.I tylko te drugie z mojego punktu widzenia mozna rozgrzeszyc.Zakochales sie,skoro sie zakochales to ta kobieta pewnie to czula i czekala na gest i rozwiazanie sytuacji.Zawiodles.Skoro sie zdecydowala to byles dla niej kims wyjatkowym dla kogo warto bylo zaryzykowac.Jesli byles kochany a moze nadal jestes to napraw wszystko.Dzieci kiedys pojda w swoj swiat i pewnie zrozumieja jesli Twoje malzenstwo jest ulomne.Dobrym ojcem mozna byc rowniez po rozwodzie,w rodzinie gdzie nie ma ciepla milosci wzajemnosci itp dzieci rowniez moga miec skaze.
Zawalcz o kobiete ktora pokazala Ci inny swiat i zawalcz o milosc do dziecka.
A co do pytania pewnie ilu zdradzajacych mezow tyle opini o kochankach.
Witam, smutny_czlowieku.
Mam podobna sytuacje, zone kochalem, milosia jakby ''zwyczajna'' czulem do niej '' cos'' rowniez spotykalem rozne kobiety zaraz przed i po slubie, przyszly, poszly, az w koncu spotkalem ta jedyna, wiem ze to moja jedyna, prawdziwa milosc, a ja tak latwo pozwalam jej odejsc.... robie to z rozsadku, bo dziecko, ale jak mam dawac radosc dziecku, komukolwiek, jak mam cieszyc sie zyciem gdy jej nie bedzie? Zoatalem z zona z rozsadku, ale wiem, ze to tylko czas, nie wiem kiedy ale i tak nie bede z nia, nie chce byc, teraz jestem przy niej tylko dla dziecka, nie jestem szczesliwy, wiedza, ze moja polowka chodzi sobie zraniona po swiecie. Jesli masz tylko jakies szanse, to sprobuj dogonic swa milosc, bedziesz zalowal i cale zycie czul pustke bez tej jedynej,milosc do dziecka jest zupelnie inna niz milosc do kobiety. Jesli nie chcesz byc tak naprawde ''sam'' w zwiazku i byc szczesliwy to gon ja jesli masz sile.Jesli to prawdziwa milosc, to napewno jest w stanie wiele wybaczyc. Jak mozesz to odezwij sie do mnie na e-mail postaram Ci sie jakos pomoc jak opiszesz mi dokladniej sytuacje. Sam to przechodzilem i wiem co jest nalepsze w takich przypadkach. Pozdrawiam
Witam, smutny_czlowieku.
Mam podobna sytuacje, zone kochalem, milosia jakby ''zwyczajna'' czulem do niej '' cos'' rowniez spotykalem rozne kobiety zaraz przed i po slubie, przyszly, poszly, az w koncu spotkalem ta jedyna, wiem ze to moja jedyna, prawdziwa milosc, a ja tak latwo pozwalam jej odejsc.... robie to z rozsadku, bo dziecko, ale jak mam dawac radosc dziecku, komukolwiek, jak mam cieszyc sie zyciem gdy jej nie bedzie? Zoatalem z zona z rozsadku, ale wiem, ze to tylko czas, nie wiem kiedy ale i tak nie bede z nia, nie chce byc, teraz jestem przy niej tylko dla dziecka, nie jestem szczesliwy, wiedza, ze moja polowka chodzi sobie zraniona po swiecie. Jesli masz tylko jakies szanse, to sprobuj dogonic swa milosc, bedziesz zalowal i cale zycie czul pustke bez tej jedynej,milosc do dziecka jest zupelnie inna niz milosc do kobiety. Jesli nie chcesz byc tak naprawde ''sam'' w zwiazku i byc szczesliwy to gon ja jesli masz sile.Jesli to prawdziwa milosc, to napewno jest w stanie wiele wybaczyc. Jak mozesz to odezwij sie do mnie na e-mail postaram Ci sie jakos pomoc jak opiszesz mi dokladniej sytuacje. Sam to przechodzilem i wiem co jest nalepsze w takich przypadkach. Pozdrawiam
Ma racje Pawel78,nie bedziesz z zona bo to sie predzej czy pozniej rozsypie a wtedy dopiero pozalujesz swojej decyzji.Ja kiedys przezylam to samo z tym ze nie byl to romans tylko zwiazek trwal 4 lata,bylam swiezo po rozwodzie z mezem gnojkiem ktory zatrul mi zycie,nekal nachodzil,rujnowal wszystko co mnie dotyczylo.Szantazowal mnie odebraniem dzieci.Peklam nie walczylam o nowy zwiazek.Dzis wiem ze byly to strach na lachy moj eks tak naprawde nie mogl zbyt wiele zdzialac ani nie mial podstaw do odebrania dzieci.Ale jesli jest sie klebkiem nerwow to inaczej wyglada.Jak napisalam peklam,rzucalam wracalam,po kryjomu przed eks.W koncu moja milosc nie wytrzymala chcial ze mna stawic czola przeciwnosciom ale ja sie balam.On walczy a ja poddawalam sie bylemu mezowi.No i wyjechal daleko za granice i jest tam do dzis.Nie mamy kontaktu a ja do teraz zaluje.
Witam, smutny_czlowieku.
Mam podobna sytuacje, zone kochalem, milosia jakby ''zwyczajna'' czulem do niej '' cos'' rowniez spotykalem rozne kobiety zaraz przed i po slubie, przyszly, poszly, az w koncu spotkalem ta jedyna, wiem ze to moja jedyna, prawdziwa milosc, a ja tak latwo pozwalam jej odejsc.... robie to z rozsadku, bo dziecko, ale jak mam dawac radosc dziecku, komukolwiek, jak mam cieszyc sie zyciem gdy jej nie bedzie? Zoatalem z zona z rozsadku, ale wiem, ze to tylko czas, nie wiem kiedy ale i tak nie bede z nia, nie chce byc, teraz jestem przy niej tylko dla dziecka, nie jestem szczesliwy, wiedza, ze moja polowka chodzi sobie zraniona po swiecie. Jesli masz tylko jakies szanse, to sprobuj dogonic swa milosc, bedziesz zalowal i cale zycie czul pustke bez tej jedynej,milosc do dziecka jest zupelnie inna niz milosc do kobiety. Jesli nie chcesz byc tak naprawde ''sam'' w zwiazku i byc szczesliwy to gon ja jesli masz sile.Jesli to prawdziwa milosc, to napewno jest w stanie wiele wybaczyc. Jak mozesz to odezwij sie do mnie na e-mail postaram Ci sie jakos pomoc jak opiszesz mi dokladniej sytuacje. Sam to przechodzilem i wiem co jest nalepsze w takich przypadkach. Pozdrawiam
w takim przypadkach najlepsza jest uczciwość, a nie poświęcenie. próbowałam to wpisać wcześniej, ale mój post pozostał niezauwazony...
nie wierzę w to, że jest na świecie jakakolwiek kobieta, która zgodziłaby się na takie poświęcenie i takie ochłapy. Która zgodziłaby się na to, aby po paru latach jakiś jełop napisał... że ją kochał jako żonę miłością "zwyczajną" i czuł do niej "coś" ...tu nie chodzi o dumę, o jakieś poczucie własnej wartości. chodzi o zwykłą, zwyczajną ludzką GODNOŚĆ i szacunek do drugiego człowieka....i ile warty jest człowiek, z którym spędziłaś ileś lat, która stał się częscią mojego życia, który - z perpektywy zmiany OCENIA to, co nas łączyło w perpektywie niewiadomo czego??
ile wart jest człowiek, który traktuje mnie jak rzecz i się POŚWIĘCA.... męczy, cierpi, jest nieszczęsliwy, rozżalony, samotny ..... BO JEST ZE MNĄ??
naprawdę biedni, zrozpaczeni ludziczkowie, którzy spotkaliście swoje jedyne prawdziwe miłości ZA PÓŹNO........ naprawde uważacie, że macie swoim żonom, mężom COKOLWIEK wartościowego do zaoferowania??
na jakiej podstawie uważacie, że macie COKOLWIEK, co dla tej drugiej strony stanowi jakąkolwiek wartość?
czy to tak trudno zrozumieć, że NIKT nie potrzebuje tego poświęcenia??
i dlaczego się poświęcacie??
i jeśli kobieta zgadza się zyć z oszustem i kłamcą, który się "poswięca" - to słowo przyprawia mnie o palpitację... to najczęsniej zgadza się z nim być, lub walczy o to dlatego, ponieważ:
1. się boi zmian, samotności, nie wierzy w siebie
2. jest uzalezniona od swojego dotychczasowego partnera
3. jest materialnie nieprzygotowana na samotność
Żadna z tych ewentualności nie wynika z tego, że drugi człowiek, z którym zyła dotychczas - jest dla niej wartością....
pytanie drugie brzmi - DLACZEGO wy się poświęcacie??
kto tego potrzebuje?
PO PIERWSZE:
pomóżcie swojej dotychczasowej, samotnej, zdradzonej, nieszczęśliwej, opuszczonej zonie podnieść się z traumy i krzywdy, którą jej uczyniliście - zapłaćcie za terapeutę, pomóżcie psychicznie stanąć na nogi.. nie wytykajcie jej, że krzywo siedziała na krześle i zostawiała okruszki na blacie i to jej wina, że wyście się nie realizowali w związku.... to punkt pierwszy
PO DRUGIE
zadbajcie o wasze DZIECI - ZASTANÓWCIE SIĘ, ILE WASZ ROZWÓD DLA NICH ZNACZY, POMÓŻCIE IM PRZEJŚĆ PRZEZ TRAUMĘ, BĄDŹCIE GOTOWI NA PRZYJĘCIE ICH ZŁOŚCI, ŻALU, SMUTKU, BĄDŹCIE PRZY NICH, NIE GRAJCIE DZIECIAKAMI PRZECIWKO SOBIE - A JAK MACIE Z TYM PROBLEMY SKORZYSTAJCIE Z MEDIACJI I DAJCIE SOBIE POMÓC
po trzecie
- Weźcie odpowiedzialność za zmianę sytuacji materialnej rodziny. BĄDŻCIE UCZCIWI.. to nie znaczy, że musicie się targać po sądach, robić zdjęcia, żeby udowodnić winę bądź brak winy któres ze stron... to znaczy, żeby stać was było na spojrzenie drugiej osobie w oczy i powiedzenie - zobowiązuję się wspierac ciebie i dzieci do czasu.... albo będe przekazywqał wam miesięcznie tyle i tyle plus płacił za leczenie dzieci, do czasu aż twój dochód osiągnię poziom.... mozna spisac umowę i się dogadać...
\i wtedy - DUPĘ W TROKI I JAZDA W NOWE ZYCIE!!!
jestem przekonana, że nikt was nie będzie zatrzymywa ł i możecie się realizowac, anie poświęcać!
naprawdę DA SIĘ!
no spójrzcie na to obioektywnie - CO JEST WART PARTNER ZYCIOWY, ktory wzdycha do nie spełnionej miłości a nas traktuje jak... KUPĘ??? (znaczy się nikt tego nie lubi, nikt by nie chciał, a jednak codziennie przykry śmierdzący obowiązek nas czeka.. nieunikniony..)
brawo end-aluzja,nic dodac ,nic ujac,twoje wypowiedzi trafiaja w sedno,niech faceci ktorzy sa tak zakochani w innej pani,maja na tyle odwagi zeby po prostu do niej odejsc,przeciez jak ta milosc jest tak wielka, to powinna przenosic gory,a moze to po prostu zwykli tchorze,ktorych stac tylko na metne tlumaczenia swoich wybrykow,ech zycie i tylko dzieci zal
W pewnym sensie macie racje End_Aluzja i Mila,ale strasznie duzo zlosci i jadu w waszych wypowiedziach choc czytajac niektore posty samo sie cisnie.Nie jestesmy tu po to aby oceniac nasza miara mimo ze nikt nam tego nie zabroni.Nie popieram romansow ludzi ktorzy maja rodziny ale tez trudno nie zrozumiec kogos kto jest w takim zwiazku nieszczesliwy a ma poczucie obowiazku wynikajacego z zalozenia rodziny.Niestety sa pomylki zyciowe,nieudane malzenstwa a kazdy z nas szuka szczescia,niektorzy musza zburzyc aby byc szczesliwymi tak sie ulozylo ich zycie.Sama przeszlam bardzo nieudane malzenstwo,mimo ze meza poznalam majac 16 lat a nieudane okazalo sie kiedy przyszly na swiat dzieci.Ryzyk fizyk jak mowia nigdy nie wiadomo jak sie w zyciu ulozy.
Jestesmy tu po to aby dodac otuchy nieszczesliwym,dac rade,zrozumiec nawet jesli ktos w naszym mniemaniu postepuje nieetycznie to tez ma prawo byc wysluchany czy zrozumiany.Mozna nawet komus takiemu powiedziec co sie o tym msli ale po co ta zlosc.Oceniajmy srogo prawdziwych s.........bo o takich tez tu pisano a nie tych ktorym sie w zyciu nie fartnelo.
Witam, smutny_czlowieku.
Mam podobna sytuacje, zone kochalem, milosia jakby ''zwyczajna'' czulem do niej '' cos'' rowniez spotykalem rozne kobiety zaraz przed i po slubie, przyszly, poszly, az w koncu spotkalem ta jedyna, wiem ze to moja jedyna, prawdziwa milosc, a ja tak latwo pozwalam jej odejsc.... robie to z rozsadku, bo dziecko, ale jak mam dawac radosc dziecku, komukolwiek, jak mam cieszyc sie zyciem gdy jej nie bedzie? Zoatalem z zona z rozsadku, ale wiem, ze to tylko czas, nie wiem kiedy ale i tak nie bede z nia, nie chce byc, teraz jestem przy niej tylko dla dziecka, nie jestem szczesliwy, wiedza, ze moja polowka chodzi sobie zraniona po swiecie. Jesli masz tylko jakies szanse, to sprobuj dogonic swa milosc, bedziesz zalowal i cale zycie czul pustke bez tej jedynej,milosc do dziecka jest zupelnie inna niz milosc do kobiety. Jesli nie chcesz byc tak naprawde ''sam'' w zwiazku i byc szczesliwy to gon ja jesli masz sile.Jesli to prawdziwa milosc, to napewno jest w stanie wiele wybaczyc. Jak mozesz to odezwij sie do mnie na e-mail postaram Ci sie jakos pomoc jak opiszesz mi dokladniej sytuacje. Sam to przechodzilem i wiem co jest nalepsze w takich przypadkach. Pozdrawiam
Wiesz...a może posłuchaj sam swoich rad i wróć do tej,którą kochasz na prawdę?
W pewnym sensie macie racje End_Aluzja i Mila,ale strasznie duzo zlosci i jadu w waszych wypowiedziach choc czytajac niektore posty samo sie cisnie.Nie jestesmy tu po to aby oceniac nasza miara mimo ze nikt nam tego nie zabroni.Nie popieram romansow ludzi ktorzy maja rodziny ale tez trudno nie zrozumiec kogos kto jest w takim zwiazku nieszczesliwy a ma poczucie obowiazku wynikajacego z zalozenia rodziny.Niestety sa pomylki zyciowe,nieudane malzenstwa a kazdy z nas szuka szczescia,niektorzy musza zburzyc aby byc szczesliwymi tak sie ulozylo ich zycie.Sama przeszlam bardzo nieudane malzenstwo,mimo ze meza poznalam majac 16 lat a nieudane okazalo sie kiedy przyszly na swiat dzieci.Ryzyk fizyk jak mowia nigdy nie wiadomo jak sie w zyciu ulozy.
Jestesmy tu po to aby dodac otuchy nieszczesliwym,dac rade,zrozumiec nawet jesli ktos w naszym mniemaniu postepuje nieetycznie to tez ma prawo byc wysluchany czy zrozumiany.Mozna nawet komus takiemu powiedziec co sie o tym msli ale po co ta zlosc.Oceniajmy srogo prawdziwych s.........bo o takich tez tu pisano a nie tych ktorym sie w zyciu nie fartnelo.
ale ja nie mam w sobie złości na ludzkie błędy, pomyłki, problemy. wkurza mnie tylko OCENIANIE. z jednej strony słyszę - nie atakuj, nie oceniaj, każdy ma prawo do błędu. a potem dostaję od takiej osoby, której prawo do błędu daję, że swoją zonę "pokochał miłością zwyczajną". kurcze, to są miłości zwyczajne i niezwyczajne? czyli oni mają prawo, przez pryzmat swoich subiuektywnych i nagłych uczuć oceniać i podsumowywać relacje swoich partnerów życiowych?
to mnie złości.
kochałeś, przestałeś, pokochałeś kogoś innego
w czasie naszej dorosłości się zmieniamy i naturalne jest, że nasze emocje nigdy nie są takie same.
Ale po co szmacić to, co się miało, w imię tego nowego? to, co za nami, to to, co o nas świadczy.. to, co przed nami - to na razie tylko nadzieje. więc nie degradujmy naszych związków, przeszłości, relacji. Doceńmy to co mamy, mieliśmy i otwarcie i odważnie przyjmijmy to co nowe.
dla mnie słowem kluczem jest KONSEKWENCJA.
przecież nikt nie wpadł po uszy i nie zakochał się od pierwszego spojrzenia w kawiarni!, potem był drugi krok, potem trzeci, potem czwarty.
i nie chodzi mi o to, żebyśmy zamykali oczy, jak widzimy kogoś atrakcyjnego, ciekawego...
chodzi o to, żebyśmy z GODNOŚCIĄ i szacunkiem do samych siebie akceptowali to, co nam zycie przyniosło. a jak przyniosło nam nowe wielkie uczucie, które staje się dla nas wartością, to nie bądźmy tchórzami, i nie rzucajmy w kogoś, kto dla nas jest przeszłością... , dla kogo może jesteśmy taką wielką miłością ochłapami "poświęcenia"
o to mi chodzi.
szacunek do siebie, godność każdego człowieka, z którym sie stykam. Nie tylko prawo do podejmowania decyzji i wyborów, ale tez obowiązek ponoszenia konsekwencji naszych decyzji i wyborów.
To jest człowieczeństwo. dla mnie.
nie wierzę, że są takie sytuacje, w których to poświęcenie jest warte więcej niż uczciwość, szczerość, szacunek dla drugiego człowieka. pewnie są, ale takie jak: moja zona właśnie umiera na raka i muszę przy niej być. a każda inna?
mój mąż zdradzał mnie, kiedy ja przeżywałam żałobę po stracie dziecka. zdradzał, bo się bawił. może to była odskocznia, nieważne. w każdym razie potem zdecydował, że będzie ze mną. ja na decyzję, że będę z nim, potrzebowałam jakis dwóch lat- czasu na to, aby przepracować swój związek, swoje potrzeby, poradzić sobie z emocjami i ustalić własne cele.
wiesz co uważam?
gdyby to nie było lekkie, łatwe i przyjemne. a było dla niego miłością życia.. dodatkowo bolałoby mnie i upokarzało to, że postanowił się poświęcić dla mnie.... bo kim ja jestem? ciężarem jakimś? znalezionym zdychającym bezdomnym psem?
daję każdemu prawo do błędu. mój mąż popełnił bląd. postanowił go naprawić. wiem, że rózne rzeczy się zdarzają. czasami to nie są błędy a po proostu uczucia spełnienie, potrzeby. Niech będzie. nie uważam, że każdy facet, kobioeta, którzy odchodza od swojego małżonka popełniają błędy. bo komu oceniać co jest błędem a co słuszną decyzją?
błędem zwykle jest to, co robimy, gdy spotykamy tę nową miłość, fascynację. i o tym tez autorzy tego wątku piszą. że oszukiwali, kłamali, a na końcu stchórzyli... błędem jest to, że brakuje nam odwagi, wiary w siebie i innych. także wiary w naszego dotychczasowego małżonka.
ja wiem, że nie chcę bylejakości i ochłapów. wiem, że jeśli mój mąż jest ze mną niespełniony, nieszczęśliwy, to sa dwie opcje:
albo wynika to z mojego egozimu, braku uwagi, egocentryzmu - wtedy możemy rozmawiać i ja mogę próbować coś z tym zrobić
albo wynika to z tego, że kompletnie do siebie nie pasujemy i się rozmijamy - a wtedy daję mu prawo do odejścia i szukania spełnienia - bo każdy ma do tego prawo
nie zawsze udaje nam się budowac związki, żyć w spełnieniu. nie zawsze wybieramy dobrze, a czasami jest po proostu jak, że w trakcie długiego życia obok siebie nagle stajemy się dla siebie obcy.
tak po proostu jest.
tylko bądźmy uczciwi...
No i w koncu And_aluzja napisalas rzeczowo o co Ci chodzi.Z tego co powiedzialas o sobie masz prawo miec zal,przestalam sie dziwic.W koncu przezycia ksztaltuja poglady.Tez jestem za uczciwoscia ale to nie jest takie proste i nie zawsze od razu.Gdyby zycie miaklo wygladac inaczej czlowiek rodzilby sie stary i madry a umieral mlody i glupi.
Tema ostro zjechal na boczne tory bo pytanie bylo inne.Nic nie szkodzi.Dyskusja jest zawsze cenna nauka.W tym akurat przypadku smutnego biore jego strone bo widzialam juz takie zwiazki.Wyglada mi na sporo mlodszego faceta ode mnie i mysle ze podejmie dla siebie dobra decyzje.Niestety jak szybko sie pojawil tak szybko splynal i nic dalej nie wiemy.
Napisal ze ma okres przemyslen i byla to jego chwila prawdy w zyciu,wstawil krotko swoja historie,krotko ale rzeczowo napisana,ja mysle ze smutny jest na krawedzi podjecia swojej zyciowej decyzji albo wta albo wewta.I to byl taki "krzyk"do samego siebie bo troche pewnie sam sie boi.Bo przeciez nie o ocene mu chodzilo ani rachunek sumienia bo po co.
Co do uczciwosci,wymaga odwagi ale tez pewnosci ze podejmuje sie dobra decyzje dla siebie rodziny i tej trzeciej.Ja tu rozumiem normalnych ludzi ktorym zycie sie pokielbasilo a nie przypadki nieodpowiedzialne -wiecznych bzykaczy-
ktorzy w d..... maja wszystko i wszystkich.Nie ma sensu na nich strzepic klawiatury.Ogolnie jesli zwiazek upadl do tego stopnia ze nie ma co ratowac lub ktos naprawde sie zakochal i uwaza ze chce z ta osoba spedzic reszte zycia to nie ma co,malzenstwo i tak sie sypnie.Ale takie decyzje wymagaja czasu.Chociazby dlatego zeby nabrac penosci ze sie slusznie podejmuje decyzje.Mysle ze tez nie chcialabym uslyszec ze ktos zostal ze mna z litosci lub wybral pozostanie z litosci z zona a ty zegnaj malenka.Uczucia to jednak sliska sprawa.
No i w koncu And_aluzja napisalas rzeczowo o co Ci chodzi.Z tego co powiedzialas o sobie masz prawo miec zal,przestalam sie dziwic.W koncu przezycia ksztaltuja poglady.Tez jestem za uczciwoscia ale to nie jest takie proste i nie zawsze od razu.Gdyby zycie miaklo wygladac inaczej czlowiek rodzilby sie stary i madry a umieral mlody i glupi.
Tema ostro zjechal na boczne tory bo pytanie bylo inne.Nic nie szkodzi.Dyskusja jest zawsze cenna nauka.W tym akurat przypadku smutnego biore jego strone bo widzialam juz takie zwiazki.Wyglada mi na sporo mlodszego faceta ode mnie i mysle ze podejmie dla siebie dobra decyzje.Niestety jak szybko sie pojawil tak szybko splynal i nic dalej nie wiemy.
Napisal ze ma okres przemyslen i byla to jego chwila prawdy w zyciu,wstawil krotko swoja historie,krotko ale rzeczowo napisana,ja mysle ze smutny jest na krawedzi podjecia swojej zyciowej decyzji albo wta albo wewta.I to byl taki "krzyk"do samego siebie bo troche pewnie sam sie boi.Bo przeciez nie o ocene mu chodzilo ani rachunek sumienia bo po co.
Co do uczciwosci,wymaga odwagi ale tez pewnosci ze podejmuje sie dobra decyzje dla siebie rodziny i tej trzeciej.Ja tu rozumiem normalnych ludzi ktorym zycie sie pokielbasilo a nie przypadki nieodpowiedzialne -wiecznych bzykaczy-
ktorzy w d..... maja wszystko i wszystkich.Nie ma sensu na nich strzepic klawiatury.Ogolnie jesli zwiazek upadl do tego stopnia ze nie ma co ratowac lub ktos naprawde sie zakochal i uwaza ze chce z ta osoba spedzic reszte zycia to nie ma co,malzenstwo i tak sie sypnie.Ale takie decyzje wymagaja czasu.Chociazby dlatego zeby nabrac penosci ze sie slusznie podejmuje decyzje.Mysle ze tez nie chcialabym uslyszec ze ktos zostal ze mna z litosci lub wybral pozostanie z litosci z zona a ty zegnaj malenka.Uczucia to jednak sliska sprawa.
i właśnie tak jest i o to mi chodzi...
Może będzie trochę z innej strony.
Ja zdradzona żona dziekuję kochance, że podjęłą za mnie decyzję.
Mój mąż do mnie teraz nie pasuje. Gdyby nie ona, nie odeszlabym od niego, bo kochałam go czystą miłością, wybaczając niedoskonałości, naginając swoje życie dla niego.
Jestem jej wdzięczna...
Coś "umarł" ten wątek, może smutny "łata" swoje nieudane życie, bo z kochanką też mu nie wyszło. Żal mi facetów, którzy nie wiedzą czego chcą od życia...
Bet ja też dziękuję kochance męża za swoją wolność:)
Pozdrawiam
Chciałem wiedzieć co sami myślicie o kobietach, które będąc naszymi kochankami oddają nam się a my w końcu je odrzucamy. Kochacie je czy traktujecie raczej jako formę pocieszenia?
Jako była kochanka myślę o kochankach źle. Więc o sobie też źle myślę. W tym aspekcie.
Że nie myślałam, że uciekałam w jego ramiona od rzeczywistości, z którą sobie nie radziłam.
Wtedy liczyła się namiętność między nami. Chociaż nie kłamał, że jest żonaty. Wiedziałam od początku. I poszłam w to, bo dla mnie to była miłość. Rzuciłam się głową naprzód.
W kontekście społecznym i materialnym wyszłam na tym źle. Ale zyskałam doświadczenie życiowe, dorosłam emocjonalnie, doświadczyłam miłości. Chociaż przez te kilka miesięcy.
Czułam, że mnie kochał. Ale pokochał tylko dzięki temu, że wyłączył myślenie i poddał się tej fali zauroczenia, namiętności, jakiegoś ukojenia tęsknoty...
A potem zdecydował, że będzie z żoną. Że odbuduje małżeństwo, miłość między nimi.
Podziwiam go, że mu się udało. Podziwiam za cierpliwość, upór, za konsekwencję.
Do byłej kochanki - czyli do mnie - został mu sentyment. Odezwał się po kilku latach, kiedy znów go dopadły małżeńskie kłopoty. Ale tym razem chciał tylko pocieszenia, nie wiem, może poczucia, że jakaś kobieta go docenia.
I dałam się na to złapać. Odżyła nadzieja, że on mnie jeszcze kocha, wróciły dawne uczucia.
Bo wprawdzie bez niego jest mi całkiem dobrze, ale z nim było bosko. I tęsknię za tym stanem.
Zwyczajnie głupia jestem. I głupio kocham.
A nadzieję najchętniej żyletką bym z siebie wydrapywała.
Coś "umarł" ten wątek, może smutny "łata" swoje nieudane życie, bo z kochanką też mu nie wyszło. Żal mi facetów, którzy nie wiedzą czego chcą od życia...
Bet ja też dziękuję kochance męża za swoją wolność:)
Pozdrawiam
Albo mial chwile slabosci ale stwierdzil ze cieple kapcie wygodniejsze.
Juz to tutaj napisalam albo sie facet rozwodzi albo nie i nie ma co sie ludzic.Z drugiej strony ja nigdy romansu nie mialam wiec tez nie do konca to rozumiem.Ale coraz bardziej przekonuje sie do waszych opini.
A umarl bo autor zaczal i sie zmyl,nic nie wyjasniajac i nic nie dodajac.
Czułam, że mnie kochał. Ale pokochał tylko dzięki temu, że wyłączył myślenie i poddał się tej fali zauroczenia, namiętności, jakiegoś ukojenia tęsknoty...
A potem zdecydował, że będzie z żoną. Że odbuduje małżeństwo, miłość między nimi.
Podziwiam go, że mu się udało. Podziwiam za cierpliwość, upór, za konsekwencję.
Do byłej kochanki - czyli do mnie - został mu sentyment. Odezwał się po kilku latach, kiedy znów go dopadły małżeńskie kłopoty. Ale tym razem chciał tylko pocieszenia, nie wiem, może poczucia, że jakaś kobieta go docenia.
I dałam się na to złapać. Odżyła nadzieja, że on mnie jeszcze kocha, wróciły dawne uczucia.
Bo wprawdzie bez niego jest mi całkiem dobrze, ale z nim było bosko. I tęsknię za tym stanem.
Zwyczajnie głupia jestem. I głupio kocham.
A nadzieję najchętniej żyletką bym z siebie wydrapywała.
Przynajmniej od poczatku wiesz jak sie sprawy maja i od poczatku swiadomie brniesz a inni oszukuja dla celu.
Albo mial chwile slabosci ale stwierdzil ze cieple kapcie wygodniejsze.
Juz to tutaj napisalam albo sie facet rozwodzi albo nie i nie ma co sie ludzic.Z drugiej strony ja nigdy romansu nie mialam wiec tez nie do konca to rozumiem.Ale coraz bardziej przekonuje sie do waszych opini.A umarl bo autor zaczal i sie zmyl,nic nie wyjasniajac i nic nie dodajac.
Tylko dziwię się tej żonie, że chciała takiego drania, zważając na fakt, że owy smutny facio miał nie jedną kochankę.
Dobrze, że świat się zmienia i nasza kobiet sytuacja ekonomiczna-społeczna:) Co raz więcej kobiet decyduje się na rozwody a ostatnie dane mówią, że 3/4 kobiet składa pozwy o rozwód ( w tym ja:)