30Mircza napisał/a:Co racja, to r
acja. Może rodzice nadając mi imię niechcący sprowadzili na mnie klątwę- słowiańskie imiona wyrażały życzenia odnośnie przyszłych cech i losów dziecka. "Przemysław" pochodzi od słowa "przemyślny" (widać miałem być sprytny, a jestem nadmiernie skłonny do refleksji- przez to brakuje mi zdecydowania (i to jest chyba niestety moja największa słabość).
z tą refleksyjnością to mamy podobnie, więc Cię rozumiem. pisałam, że męża znalazłam "w kącie". może podświadomie odrzucałam tych pewnych siebie, stojących w centrum playboyów, bo rozsądek mi mówił, że taki mnie tylko zrani i porzuci. więc nigdy się takimi nie interesowałam, dostawiali kosza z miejsca, nie podobali mi się, nie czułam chemii. a gdy poznałam męża- skromnego, nieśmiałego, faceta, ubranego pod prąd, bo w ciuchy, które po prostu lubił i w których czuł się sobą, to serce mi zabiło mocniej. dla innych kobiet był niewidzialny, a ja oszalałam. taką mam słabość do mężczyzn niedowartościowanych, stojących z boku, zakompleksionych. może w związku z takim czuję się po prostu potrzebna... mojego męża adorowałam i mogłam obserwować jak rósł w moich oczach i w oczach innych. po prawie 6 latach związku ze mną jest nie do poznania. pewny siebie mężczyzna, stojący na środku, już nie "w kącie". pozbył się kompleksów, stał się przebojowy. a mi czasem brakuje tego nieśmiałego chłopca
choć jestem z niego teraz dumna i szczęśliwa, że on się czuje tak dobrze ze sobą.
teraz może rozumiesz, dlaczego zaangażowałam się w Twój wątek na tym forum i dlaczego czułam się zaintrygowana "30-letnim zgorzkniałym prawiczkiem (nie lubię tego słowa)". ale o taka dygresja.
rozumiem, dlaczego unikasz pewnego typu kobiet. ja również stroniłam od pewnego typu facetów, ale u mnie to odrzucenie zachodziło bardzo głęboko w podświadomości. nie zdawałam sobie nawet sprawy, dlaczego nie zwracam uwagi na najprzystojniejszego faceta w szkole, dlaczego daje kosza bez mrugnięcia okiem, podczas, gdy moje koleżanki chciały się za nim posikać. a ja nie czułam nic. wzruszałam na takich ramionami. teraz wiem, dlaczego tak jest. po prostu działa u mnie taki mechanizm i już.
ale rozpisałam się o sobie robiąc jeszcze większy offtop. a teraz nawiązując do Twojej sprawy, a także pośrednio do tematu wątku... nie warto trwać w abstynencji, czekając na poważny związek. Ty na razie nie masz nikogo "na oku", kto spełniłby Twoje wymagania, bo jesteś bardzo inteligentny (takim ludziom jest trudniej znaleźć bratnią duszę) i refleksyjny. i pewnie prędko się nie zjawi taka, która spełni Twoje wymagania intelektualne i będzie na tyle sprytna i mądra, by wyprowadzić Cię na prostą z wszystkich osobistych problemów, a już nie wspomnę o zdobyciu Twojego zaufania. bo jesteś tak uprzedzony do kobiet, że każde jej potknięcie odbierzesz bardzo osobiście, będziesz odbierał to na zasadzie, że jest to wymierzone w Ciebie itd. więc będzie ciężko. więc nie czekaj na taką panią idealną, tylko daj się uwieść. to że nie uprawiasz seksu jest bardzo niezdrowe. cierpi na tym Twoja psychika. gromadzi się w Tobie frustracja, jesteś zdołowany, niedowartościowany, cierpi na tym poczucie Twojej męskości. uwierz mi, sex Cię wyleczy. a potem już pójdzie jak z górki... poczytaj sobie wątek karolci_38, jaki na nią miał wpływ brak seksu, jak ją zatruwał i unieszczęśliwiał.