De M....
Kobieto...uwielbiam te posty 
Chętnie bym z Tobą pogadała, ale adresy @ są zablokowane.
Masz rację, czasem mam potrzebę pogadania o nim, o tym co było, by postawić się do pionu. Czasem sama za to gderanie o tym wszystkim dałabym sobie po twarzy 
Póki co-jest ze mną dużo lepiej. Upadki zdarzają się, gdy manipulator wkracza do gry. Jak wiesz-rozwód mam za sobą, alimenty zasądzone, ale od prawie roku niepłacone, a więc w tej kwestii walczę. Choć oczywiście-mam pracę i znów nie rozumiem ex-małżonka jak to mu ciężko, bo od prawie roku mało co się napracował. Ale na panie ma, a co tam. Choć nie wiem czy czasem one na niego nie wykładają, bo przecież taki uciemiężony. Nieważne.
Podziwiam De M za Twoją walkę i miejsce rozgrywającego, jak się domyślam. Determinacja i rozumienie siebie jest w Twoim przypadku godne naśladowania.
Wracając...ich słabości i kompleksy-jest ich mnóstwo, zgadza się. Nie można ich odkryć, nie można mówić im prawdy w oczy, bo wtedy jest się najgorszym. Wtedy nie gra się już po ich stronie -takie ich zdanie. W ogóle mam wrażenie, że rozmowy w takiej sytuacji wyglądają jak dwóch obcokrajowców porozumiewających się we własnych językach.
Liliano, Denzel....
Pewnie, że nasze związki mogły być od początku skazane na niepowodzenie. Wiążąc się z b.m. jeszcze jako nastolatka byłam zakompleksiona, ale nie odczuwałam, że mam niską samoocenę. Oczywiście wybawianie go z różnych opresji, problemów, ratowanie go przed samym sobą-powodowało, że czułam się dobrze. Nigdy jednak nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Moja samoocena spadała będąc z nim w ostatnich latach małżeństwa. Teraz widzę coraz jaśniej jego sposób bycia, jego setki twarzy, itp. Nieważne jaka bym była i tak jemu byłoby niedobrze, bo trzeba łowić dalej, trzeba oczarować kolejną kobietę; zrobić tak, by on był wszystkim dla niej...a potem to już tylko zmierzać będzie do kolejnych związków. Jeśli dowiem się, że facet się zmienił-na pewno o tym napiszę 