Cześć wszystkim ![]()
Bardzo proszę o rade dziewczyny...
Moja historia wygląda następująco...
mam 22 lata, od 15 roku życia do 21. była z jednym facetem o imieniu Rafał... w tamtym roku wyjechałam na pół roku za granicę (wymiana studencka), jak się okazało mój facet mnie zdradził, poznał inną dziewczyne, spotykał się z nią, kupował kwiaty mówił że ją kocha - dowiedziałam się tego od tej dziewczyny, nie miał odwagi mi powiedzieć...
Rafał mieszkał wspólnie (jak to studenci) z kolegą o imieniu Adam, po rozstaniu w ubiegłym roku z Rafałem, nasz kontakt z Adamem przetrwał, pomimo tego że był bardziej kolegą Rafała niż moim. Zaczeliśmy wspólnie imprezować, rozmawiać itd, spędzaliśmy dużo czasu, jednak przez cały czas powtarzał że to tylko przyjaźń i nic więcej z tego nie będzie bo ma zasade że dziewczyn swoich kumpli nie rusza....
W czerwcu jakoś tak oboje poczuliśmy że być może będzie z tego coś więcej, zaproponowałam że może jednak spróbujemy, pocałowałam go - bardzo się bałam że nie odwzajemni pocałunku, jednak wszystko potoczyło się "dobrze". Staliśmy się parą, jednak na początku września znów wyjechałam na wymianę studencką (do końca lutego jestem na niej). Utrzymywaliśmy cały czas kontakt, było naprawdę super - wiadomo że jakieś spięcia były, ale było naprawdę fajnie. W połowie października powiedział mi że kilka razy spotkał się z inną dziewczyną (4-5 razy), że doszło do pocałunków, jednak nic więcej nie było. Mówi że bardzo tego żałuje i że mnie kocha, jeszcze bardziej niż przedtem. Jednak ja tak nie sądze... ten sam koszmar spotkał mnie drugi raz... ciągle sobie wyobrażam jak się spotyka z tą dziewczyną.... dobrze wiedział że coś takiego już mnie spotkało i mimo to zrobił !!! po kilku dniach odezwałam się do niego i powiedziałam że chcę utrzymywać kontakt na stopie koleżeńskiej, mieliśmy kontakt do połowy listopada... zerwałam go bo nasze rozmowy po poznaniu prawdy stały się zupełnie inne, stały się suche i polegały tylko i wyłącznie na pytaniu "co u Cb" "jak się masz" "jakie plany na wieczór".... z drugiej strony cały czas mi mówił że bardzo tęskni, że kocha, że żałuje... jednak nie mogłam z nim gadać bo czułam się przez to wszystko rozdarta... nasze rozmowy były bezpłciowe i to najbardziej mnie boli... on sam również w tych rozmowach sprawiał wrażenie zmienionego, zawsze był stanowczy i twardy, zawsze racjonalnie myślał, teraz stał się miękki i nieobliczalny
W środę wróciłam do kraju na święta, od miesiąca byliśmy umówieni że odbierze mnie z lotniska (pomimo tego że od prawie 3 tygodni nie mieliśmy kontaktu) - on jednak przyjechał, czekał z kwiatami i gdy się spotkaliśmy nie mówiąc nic poprostu mnie pocałował.... mnie to jednak w pierwszej chwili wkurzyło... zrobił mi taki numer i tak poprostu mnie całuje... w samochodzie praktycznie nie rozmawialiśmy, powiedziałam mu że nie widze przyszłości dla nas, że jestem mu wdzięczna za to że przyjechał po mnie ale jednak będzie lepiej jak się rozstaniemy, on odpowiedział tylko "że mnie kocha i że jeśli uważam że będzie mi lepiej z innym facetem to pozwoli mi odejść...". Odwiózł mnie do domu i tak się rozstaliśmy...
Minęło prawie 2 dni i tak zaczynam się zastanawiać czy jednak to dobra decyzja...
Bardzo proszę Was wszystkie o Wasze opinie... co mam zrobić, olać go? czy może jednak zasługuje na 2 szansę?
Proszę o porady
Z góry dziękuje