Nie wiem gdzie szukać pomocy, nie mogę spać w nocy i nic już nie rozumiem...
Mam 23 lata i jestem ze swoim facetem już od 5 lat. Problem polega na tym, że on strasznie się zmienił..... i nie zabardzo rozumiem z jakiego powodu.... Kiedyś patrzał mi codziennie głeboko w oczy, całował, uwielbiał mnie głaskać po głowie, nawet potrafił płakać ze szczęścia-że mnie ma, sprawiało mu przyjemność rozpieszczanie mnie, kochał się ze mną często, obdarowywał mnie drobnymi prezentami bez okazji, a na okazję wiekszymi(czasem martwilam sie ze sa za duze), jak gdzieś szliśmy razem czekał na mnie zawsze i otwieral mi drzwi,....
Czułam,że bardzo mnie kocha i nigdy w żyiu nie musiałam się o nic upominać....
Teraz jest inaczej, zupełnie inaczej........
Nie rozpieszcza mnie, nie głaszcze, nie patrzy w oczy, żadko całuje, nie płacze, jak kocha się ze mną raz w miesiącu to jest sukces, nigdy nie dostaje prezetów bez okazji, na święta rok temu dostałam prezent za 20zl (ja mu kupiłam za 200zł)obiecał,że dostane na urodziny potrójny(nie dostałam)- w tej sytuacji nie widziałam nic podejrzanego, ani nie byłam za to zła, bo rozumiem jak ktoś stoi gorzej z kasą, chodz fakt,że jak się cos obiecuje i nie dotrzymuje się potem słowa jest dobijajacy. Potem zaopomniał o moich imieninach( rozumiem to, ludzka pamiec jest ulotna.... ale gdybym ja zapmniala staralabym sie mu potem to wynagrdzic trzy krotnie bardziej) no i wtedy znow obiecywał, że prezent dostane pozniej- nie dostalam(ja na dzien chłopaka zrobiłąm mu prezent za 80 zł), teraz dalej wesmy te swieta...dostałam prezent za 15 zł( ja mu zrobiłam za 100). Teraz opisze nasza sytuacje finansowa: Ja nie pracuje, tylko mam odłozone troszeczke pieniazkow, on pracuje i zarabia 3 krotnie wiecej niz zarabial wtedy jak obdarowywal mnie prezentami bez okazji( to bylo gdzies 2 lata temu)- wtedy wolal sobie odmowic niektorych przyjemnosci i mi kupic chociaz cos malego od serca( nawet wtedy zaczelam mu tego zabraniac, zeby kupil wreszcie cos sobie a nie mi, wrecz czulam sie niezrecznie). A teraz nie zarabia malo, ale woli patrzec na ledy do auta dla siebie, niz kupic mi cos na imieniny. Nie jestem w zaden spsob materialistka, nie zrozumcie mnie zle. Po prostu nie rozumiem tego wszystkieg nie rozumiem takiej zmiany..... Probowałam z nim o tym roozmawiac, oprocz podarunkow( bo nie umiem jakos mu o tym pwiedziec, i nie wiem czy powinnam? ale gryzie mnie to, ze to tak sie zmieniło)teraz jest troche lepiej...ale czuje ze on robi to na sile....ze to u niego wymusiłam....to jest takie sztuczne....Myslalam ze on porostu mnie juz nie kocha, ale on sie ciagle upiera ze mnie kocha i to bardzo.... i nie umie mi tego wyjasnic..... pomózcie!!!! Czy powinnam z nim porozmawiac o tych prezentach? Czy powinnam zakoczyc ten zwiazek?KOcham go, ale jest mi zle tak jak jest...... mam zbyt wiele żalu..... A na dodatek ma padaczke, wiec nie moze pic.... jak bylismy na weselu na lato to pił jeden kiliszek za drugim....chociaz go prosilam, robil mi obciach przed rodzicami i rodzina. To nie była jedyna sytuacja w jakiej sie upijał chociaz ni powiniem. Kiedys sluchal moich prozb, do tego stopnia, ze kolega nazwal go pantoflarzem, (ale moj facet nic sobie z tego nie robił).Wtedy pokazywal mi ze liczy sie z moim zdaniem i ze mu na mnie zalezy.... teraz czuje sie tak jak by mi mowil ze mu na mnie nie zalezy, czuje sie jakby to byla wszytko moja wina, obwiniam sie za to. Ma on ataki rano zaraz po wstaniu, i jezdzi samochodem gdy ma do pracy na 6 rano, choc ja go prosze zeby jak ma ranna zmiane nie jezdzil do pracy samochodem. CZuje ze kiedy zdazy sie nieszczescie..... wtedy bym chyba umarła.... ale jak zwykle on sie nie przejmuje tym co ja czuje, tylko ciagle powtarza, ze on chce zyc normalnie i bedzie jezdzil na 6 do pracy autem.Nigdy nie byl on moim wymarzonym facetem na cale zycie, ale kochal mnie i przez to ja zabojczo zakochalam sie w nim, i teraz ciezko mi podjac decyzje o rozstaniu, bywaja dni kiedy jestem szczesliwa. Co o tym myslicie? Powinnam to zrobic?