Czytam tu wątki kobiet, które żyją bądź żyły z manipulantami, kłamczuchami, zdradzaczami, pijaczkami większymi lub mniejszymi i zastanawiam się czy znacie przykłady facetów którzy zmienili się i teraz wiodą uczciwe, normalne życie?
Pytam też jako ta kochająca za bardzo i wcale nie z powodu tego, by widzieć dla siebie jakieś nadzieję-skończyłam z tym. Dodatkowo pewne wydarzenia spowodowały, że aż mnie to zaciekawiło. Czy to już "takie" typy, że całe życie z kwiatka na kwiatek czy jednak zmiany na lepsze bywają możliwe?!
Podobne tematy
Takiego przypadku nie znam.Wręcz bywało gorzej.
Tak jest to możliwe.Zarówno kobiety jak i mężczyźni mogą się zmienić.Pod jednym tylko warunkiem-muszą sami tego chcieć.W innym wypadku jest to niemożliwe.Nie pomoże ani partner,ani matka,ojciec,brat,kuzyn czy wujek.
Witam Cie serdecznie ,Liwio.Ciekawy temat poruszylas.Ostatnio obserwowalam mojego sporo starszego kolege,ktory z rozrzewnieniem opowiadal jak to zle traktowal kobiety i rozczulal mnie opowiesciami jak opiekuje sie corka...bo tamte dwie corki starsze zaniedbywal.I tak mnie bajerowal,a ja naiwnie to lykalam,poza tym ,wierzylam,ze-jak zapewnial-jestem dla niego tylko kolezanka.I to byl moj blad!Przekroczyl moje granice,poczulam niesmak i szybko go pogonilam.Jak dla mnie jest oblesnym,niereformowalnym starzejacym sie playboyem.bylam bliska uwierzyc,ze zmiana u takiego osobnika jest mozliwa.Werdykt jest orutny:TACY SIE NIE ZMIENIAJA.Pzdr.
Takiego przypadku nie znam.Wręcz bywało gorzej.
Znam przypadek takiego dziadka,ktory majac ponad 80-lat ozenil sie,bo byl zabojczo zakochany w pewnej pani(zabiegal o jej wzgledy 7lat!).Nie przeszkadzalo to jednak dziadkowi byc zapisanum do Klubu Samotnych Serc i regularnie chodzic na randki.Nawet na pogrzeb swojej zony nie mial czasu pojsc...bo byl umowiony na randke!Tak,wiec zgadzam sie z Toba,ze z wiekiem to postepuje!Pzdr.
Czy to już "takie" typy, że całe życie z kwiatka na kwiatek czy jednak zmiany na lepsze bywają możliwe?!
Jako mniej więcej taki typ powiem Ci, że właśnie bycie takim typem jest lepsze, więc chęć powrotu do nudnego standardu to chyba że pod przymusem i tylko na chwilę...
Serio.
Liwia napisał/a:Czy to już "takie" typy, że całe życie z kwiatka na kwiatek czy jednak zmiany na lepsze bywają możliwe?!
Jako mniej więcej taki typ powiem Ci, że właśnie bycie takim typem jest lepsze, więc chęć powrotu do nudnego standardu to chyba że pod przymusem i tylko na chwilę...
Serio.
O!I to jest to ,co lubie-szczerosc.Tez tak mysle,ze na jakis czas udaje sie niektorym poudawac,a potem....wracaja stare schematy.pzdr.
zastanawiam się po co jest ten wątek?
żeby utwierdzić się w przekonaniu, że:
1. nie zmieni się drań
2. nawet jak się zmieni drań, to na chwilę
3. kilka zmian drania na porządnego faceta tylko potwierdza regułę - drań się nie zmieni
Liwia, gdybyś nie liczyła na nic (nawet po cichutku), nie pytałabyś, nie interesowało by Cię to, bo rozdział zamknięty.
A Ty dalej się łudzisz kobieto..
Jeśli istnieje cień szansy, że taka osoba się zmieni to są to LATA terapii, a pierwszy krok i decyzja, a potem cała masa kolejnych i bardzo konsekwentnych kroków, musi wyjść od nich.
A teraz przypomnij sobie ile najdłużej u takiej osoby trwa "konsekwencja" i że polega głównie na jednym - na braku odpowiedzialności i sprawianiu SOBIE przyjemności, bez względu na innych.
A u Ciebie ten cały 'podziw' dla jego osoby to tak naprawdę podziw i trochę zazdrość o cechy, które wiążą się z osobowością psychopatyczną czy narcystyczną, m.in. poczucie wolności i wyj..ane na to co inni myślą n/t tego co robi. Ty i wiele 'ofiar' takie nie są, a bardzo by chciały być i im to imponuje strasznie.
Rozwiązaniem jest odnaleźć tą cechę w sobie i POZWOLIĆ jej się przejawiać, ale nie w psychopatyczny sposób.
Czyli robić to co lubię, bez względu na to co inni o tym sądzą, itd. itp. Krok po kroku.
W ten sposób zyskując cechę, która Ci imponowała w nim, jego 'siła przyciągania' traci moc, bo Ty już nie musisz od niego tej cechy "pożyczać" by czuć się pełna, tylko ja masz., a raczej przestałaś ją wypierać bo ona zawsze w Tobie była.
(...)pewne wydarzenia spowodowały, że aż mnie to zaciekawiło. Czy to już "takie" typy, że całe życie z kwiatka na kwiatek czy jednak zmiany na lepsze bywają możliwe?!
Znowu?
Nigdy nie przestaniesz? Nie wyjdziesz z tego zaklętego kręgu?
Znasz drogę, jednak podjęłaś decyzję o staniu w miejscu. Rozwód był tylko zmianą statusu.
Wydaje mi się, że taki facet może się zmienić w dwóch przypadkach :
- gdy będzie miało miejsce jakieś traumatyczne wydarzenie, które podziała na niego w taki sposób, że nie będzie już chciał takiego życia.
- albo gdy w myśl przysłowia : "trafiła kosa na kamień " pozna kogoś kogo baaaaaardzo pokocha i ta osoba go zostawi, wtedy być może zrozumie jaką krzywdę wyrządzał innym i postanowi to zmienić.
- są też tacy którym najzwyczajniej w świecie znudzi się budzenie co rano koło innej kobiety i zapragną stabilizacji, ale myślę, że to raczej rzadkie przypadki.
No i rzecz jasna ta chęć zmiany musi wyjść od niego, wszelkie próby zmieniania go nie podziałają.
Mój EX należy do grona właśnie takich facetów. Po tym jak go zostawiłam ( zobaczyłam, że wypisuje z innymi na portalach randkowych) postanowił iść do psychologa, ale to JEGO decyzja. Ja nic takiego nie sugerowałam.
Czy pójdzie, nie wiem, czy się zmieni też nie wiem.
Czytam tu wątki ... z manipulantami, kłamczuchami, zdradzaczami, pijaczkami większymi lub mniejszymi ... czy znacie przykłady facetów którzy zmienili się i teraz wiodą uczciwe, normalne życie?...Czy to już "takie" typy, że całe życie...czy jednak zmiany na lepsze bywają możliwe?!
Wypowiem sie jako facet, który w swoim życiorysie ma tez "coś" na sumieniu. Wiem, że na temat ewentualnych zmian "na lepsze" jakie sobie przypisuję nie powinienem sam sie wypowiadać a ktoś inny...
Mam "na koncie" tą trzecią niechlubną pozycję z wymienionych. Tyle, że to było lat temu ...z piętnaście i sporo czasu, przemysleń i emocji mnie to kosztowało... Było to jednorazowe i powaznie zachwiało moim ówczesnym zwiazkiem. Jednak może dzięki temu, ze pojąłem czego sie dopusciłem i robiłem wszystko, co było w mojej mocy, bo ratować zwiazek - ułozyło się i nadal bylismy razem. Czytając tu opisy zachowań niektórych osób widzę, jak mało swiadomosci w nich i poczucia potrzeby zmian. Ja sam sporo przepracowałem "w sobie" to zagadnienie i juz nigdy więcej czegoś takiego nie dopusciłem w swoim zyciu. Tym bardziej, ze i sam później stałem się - na zasadzie chyba ironii losu - ofiarą czegoś takiego ![]()
Czyli ...zmieniłem się na lepsze? Skoro mam świadomość dawnego błędu i wiem już, że nie chcę czegos takiego powtórzyć? Czy to zmiana na lepsze? Zapewne nie jest to regułą i gro opisywanych w wielu watkach osób - podobnych nieco do mnie z przeszłosci - dalej swój proceder kontynuują specjalnie sie nieprzejmując odczuciami innych i ewentualnymi konsekwencjami. Sumując: uważam, ze "zmiana na lepsze" jest mozliwa, ale pod warunkiem, ze ktoś "zły" potrafi "otworzyć oczy", mysleć i czuć, ma świadomość i jakieś nieprzekraczalne - nagle odkryte - normy.
Na marginesie dodam, że czasami takie zmiany "na lepsze" lecą jeszcze dalej, bo człowiek zaczyna być przewrażliwiony i potępiajacy u innych to, czego sam sie kiedys dopuscił
Czy to juz obłuda (ktoś mi kiedys to zarzucił), czy jakaś ...schiza? Sam nie wiem...
Ale chyba obłudą byłoby, gdyby NADAL robić coś, co jednocześnie tępi sie u innych... Ale to tylko moje zdanie ![]()
Wydaje mi się, że taki facet może się zmienić w dwóch przypadkach :
- gdy będzie miało miejsce jakieś traumatyczne wydarzenie, które podziała na niego w taki sposób, że nie będzie już chciał takiego życia.
- albo gdy w myśl przysłowia : "trafiła kosa na kamień " pozna kogoś kogo baaaaaardzo pokocha i ta osoba go zostawi, wtedy być może zrozumie jaką krzywdę wyrządzał innym i postanowi to zmienić.
- są też tacy którym najzwyczajniej w świecie znudzi się budzenie co rano koło innej kobiety i zapragną stabilizacji, ale myślę, że to raczej rzadkie przypadki.No i rzecz jasna ta chęć zmiany musi wyjść od niego, wszelkie próby zmieniania go nie podziałają.
Mój EX należy do grona właśnie takich facetów. Po tym jak go zostawiłam ( zobaczyłam, że wypisuje z innymi na portalach randkowych) postanowił iść do psychologa, ale to JEGO decyzja. Ja nic takiego nie sugerowałam.
Czy pójdzie, nie wiem, czy się zmieni też nie wiem.
Ewentualna zmiana moze byc efektem wieloletniej terapii i pracy nad soba.Osobiscie nie wierze i proponuje innym dziewczynom przestac marzyc i zejsc na ziemie.pzdr.
Niektórzy znów oceniają mnie z punktu założenia tematu, z punktu wypowiedzi w innych tematach. Myślałam, że forum jest po to.
Ok. Macie prawo do oceny jaka by nie była. Ja wiem co myślę i co czuję, tak więc nie będę rozpisywać się o sobie, bo to nie ten wątek i niestety grubo mylicie się co do moich ostatnich odczuć. To, że piszę nie oznacza, że płaczę, wyję, podniecam się byłym mężem i nie mam swojego życia tylko jego przed oczami.Nie imponują mi też żadne jego cechy.
Temat podjęłam, bo czytając - nigdzie nie spotkałam się (lub nie doczytałam) z tym jak zachowuje się dany delikwent w kolejnych etapach, bo ostatnio potrzebne są mi takie informacje w pracy, bo wydarzenia, które ostatnio miały miejsce mnie do tego tematu skłoniły.
Niektórzy znów oceniają mnie z punktu założenia tematu, z punktu wypowiedzi w innych tematach. Myślałam, że forum jest po to.
Ok. Macie prawo do oceny jaka by nie była. Ja wiem co myślę i co czuję, tak więc nie będę rozpisywać się o sobie, bo to nie ten wątek i niestety grubo mylicie się co do moich ostatnich odczuć. To, że piszę nie oznacza, że płaczę, wyję, podniecam się byłym mężem i nie mam swojego życia tylko jego przed oczami.Nie imponują mi też żadne jego cechy.
Temat podjęłam, bo czytając - nigdzie nie spotkałam się (lub nie doczytałam) z tym jak zachowuje się dany delikwent w kolejnych etapach, bo ostatnio potrzebne są mi takie informacje w pracy, bo wydarzenia, które ostatnio miały miejsce mnie do tego tematu skłoniły.
Slodka jestes jak sie tak tlumaczysz.Ja tez tak nieraz mam....niestety.Dlatego Cie nie oceniam.pzdr.
Ismeno, tłumaczyć się mogę jedynie przed sobą, ale można i tak to interpretować ![]()
To, że piszę nie oznacza, że płaczę, wyję, podniecam się byłym mężem i nie mam swojego życia tylko jego przed oczami.Nie imponują mi też żadne jego cechy.
Ale nikt nie napisał, że wyjesz i rozpaczasz, bo to nie ten etap
ale niektórzy po prostu stoją w miejscu bez skrajnych emocji, w takim zawieszeniu. Sama przyznałaś w wielu wątkach, że nie chcesz uwierzyć że to koniec. ale mniejsza, Twój wybór.
A z tymi cechami to nie zrozumiałaś.
Tu nie chodzi o zazdrość w klasycznym sensie, tylko o to, że dobieramy się w pary na zasadzie cech, których nam w sobie brakuje, a które 'uzupełnia' w jakiś sposób partner - wtedy czujemy się spełnieni i "cali" - dusza zawsze dąży do pełni ![]()
Tyle że o ile są cechy pozytywne, o tyle mogą być one wypaczone lub iść w pakiecie z negatywnymi, na które wtedy kkzb (dda) "przymyka oko", bo w tym momencie priorytetem jest zakleić swoje braki, a partner przejawiając dana cechę, której brakuje temu drugiemu, staje się przez to mega atrakcyjny i pożądany. Stąd po rozstaniu często odczucie jakby ktoś "oderwał" kawałek nas wraz z odejściem. Tym "kawałkiem" była cecha (cechy), które w sobie wyparliśmy dawno temu, a które MIAŁ partner, bo ich nie wyparł (oczywiście kosztem innych, jak empatia najczęściej
)
Dlatego dda (kkzb) póki się nie wyleczy nie powinna wchodzić w żaden związek, w tym - z własnym ex mężem ![]()
Ismeno, tłumaczyć się mogę jedynie przed sobą, ale można i tak to interpretować
Nawet nie wiesz jak Cie rozumiem!
Niektórzy znów oceniają mnie z punktu założenia tematu, z punktu wypowiedzi w innych tematach. Myślałam, że forum jest po to.
Ok. Macie prawo do oceny jaka by nie była. Ja wiem co myślę i co czuję, tak więc nie będę rozpisywać się o sobie, bo to nie ten wątek i niestety grubo mylicie się co do moich ostatnich odczuć. To, że piszę nie oznacza, że płaczę, wyję, podniecam się byłym mężem i nie mam swojego życia tylko jego przed oczami.Nie imponują mi też żadne jego cechy.
Temat podjęłam, bo czytając - nigdzie nie spotkałam się (lub nie doczytałam) z tym jak zachowuje się dany delikwent w kolejnych etapach, bo ostatnio potrzebne są mi takie informacje w pracy, bo wydarzenia, które ostatnio miały miejsce mnie do tego tematu skłoniły.
o jakie wtapy Ci chodzi
po rozejściu, masz tu przecież pełno komentarzy, są z kochankami, nie są, mają inne, albo nie mają, na forum
zdrowo się czujące osoby, po czymś takim
zajmują się soba i życiem, dzieckiem
raczej nei wracają myślami do czegoś co może się w koszmarze przyśnić
im szybciej mówisz STOP, tym szybciej albo żyjesz nowym życiem, albo starym na zdrowych zasadach
powiem tyle jako ta druga strona medalu
to trwa długo, i na bank dopóki ten sam ktoś nie zrozumie, i nie ze chce, nie przypisywał bym magii do zdarzen, to nie musi byc traumatyczne zdarzenie
to nie musi być silny kop w D
to jest chęć
i bardziej wierzył bym w gesty, fakty
niż w najbardziej piękne słowa, nawet te z niższej półki ale szczere więcej znaczą, niż spreparowane na potrzebe chwili
czułe nie wiadomo tak naprawde co
20 2014-12-05 20:43:49 Ostatnio edytowany przez Liwia (2014-12-05 20:52:28)
Ale nikt nie napisał, że wyjesz i rozpaczasz, bo to nie ten etap
ale niektórzy po prostu stoją w miejscu bez skrajnych emocji, w takim zawieszeniu. Sama przyznałaś w wielu wątkach, że nie chcesz uwierzyć że to koniec.
Od lat jestem sama. Czasami mam okresy przestoju, użalania się nad sobą. Uwierzyć było ciężko. Jednak żyję, funkcjonuję, a moje życie nie polega na ciągłym rozpatrywaniu zachowań bm. Nie chce mi się już z małymi wyjątkami. Po za tym nie mam z nim kontaktu, a to dla mnie ogromny zastrzyk dobrej, własnej energii, więcej energii i życia sobą i dzieckiem.
A z tymi cechami to nie zrozumiałaś.
Tu nie chodzi o zazdrość w klasycznym sensie, tylko o to, że dobieramy się w pary na zasadzie cech, których nam w sobie brakuje, a które 'uzupełnia' w jakiś sposób partner - wtedy czujemy się spełnieni i "cali" - dusza zawsze dąży do pełni![]()
Tyle że o ile są cechy pozytywne, o tyle mogą być one wypaczone lub iść w pakiecie z negatywnymi, na które wtedy kkzb (dda) "przymyka oko", bo w tym momencie priorytetem jest zakleić swoje braki, a partner przejawiając dana cechę, której brakuje temu drugiemu, staje się przez to mega atrakcyjny i pożądany. Stąd po rozstaniu często odczucie jakby ktoś "oderwał" kawałek nas wraz z odejściem. Tym "kawałkiem" była cecha (cechy), które w sobie wyparliśmy dawno temu, a które MIAŁ partner, bo ich nie wyparł (oczywiście kosztem innych, jak empatia najczęściej)[/guote]
Tak, to prawda. Kiedyś bym polemizowała, ale zgadza się. Jednak po dostrzeżeniu tych cech negatywnych, wszystkie cechy pozytywne przepadają. Bynajmniej u mnie tak się stało.
[guote=Elle88]
Dlatego dda (kkzb) póki się nie wyleczy nie powinna wchodzić w żaden związek, w tym - z własnym ex mężem
Znam już kogoś ponad rok, wobec niego nie mam żadnych zapędów kkzb. On nie kłamie, jest zupełnie normalnym facetem. Uczę się jak wygląda "zdrowy", uczciwy, niepsychopatyczny facet, bez manipulacji i tudzież innych. Początkowo był dla mnie nudny, bo brak było adrenaliny, ale z czasem uwielbiam stan spokoju.
Z własnym bm już nigdy. Nie ma o tym nawet mowy.
Wracając do tematu...
Myślę, że jest możliwa zmiana, ale osób do których dotrze jak postępowali, jakie krzywdy wyrządzali. Myślę też, że takich ludzi może być niewielki odsetek. Nie znam osobiście.
Po za tym - znam pana 76 letniego. Całe życie "tak" funkcjonował, z dwoma rozwodami na koncie. Obecnie jest poważnie chory, nie ma mu nawet kto herbaty podać, bo panie wolą zdrowego pana. Do dziś nie zrozumiał swoich błędów, do dziś wszyscy są winni, a on święty. Do dziś przecież jest bardzo przystojny, no i gdyby wstał z tego łóżka niejedna by go chciała ![]()
Tak, tak haha - niejedna by go chciała
Tak właśnie kończy większość psychopatów, no, chyba że trafią na skrajnie zależna osobowość w osobie kkzb, która kategorycznie zaprze się by trwać w swej "boskiej niedoli", wtedy mają taką służkę i popychadło i to jest smutne. Niestety znam i takie przypadki.
Taka osoba nie zmieni się w wyniku "olśnienia", bo ona nie ma w ogóle kontaktu z wyższymi wibracjami, z intuicją. A jeśli to za intuicję bierze kąt ustawienia pewnej części ciała między nogami i to jest jedyne narzędzie nawigacyjne, którym się w życiu kieruje, póki jest sprawne ![]()
Fajnie, że potrafisz doceniać wartość stabilizacji, spokoju i nie mylisz tego z nudą. Dostrzegasz, że chodzi jedynie o wyrzut adrenaliny, która pojawiała się przy skokach nastroju jakie tamten Ci fundował.
Ja, z racji 'środowiska' nazwijmy to, co jakiś czas natykam się na niezbyt pochlebne opisy mojego ex n/t tego jak to było mu nudno w związku ze mną (choć ja bym tego nie określiła tak zaszczytnym mianem jak "związek") i że musiał biedny szukać sobie adrenaliny gdzieś poza. A jest na tyle niekumaty, że szuka i szukał będzie doraźnych uciech (tzw. szybkiej gratyfikacji) do starości, bo poza seksem niewiele go "kręci" i zajmuje tak ogólnie. Takie jałowe, puste życie, choć w jego mniemaniu na tle "maluczkich" mających rodziny, stałych partnerów, bardzo wyjątkowe i zajebiaszcze ;P
22 2014-12-05 21:14:28 Ostatnio edytowany przez Liwia (2014-12-05 21:16:34)
Tak. Niejedna by chciała, bo on wciąż taki boski. Nawet dzieci się od niego odwróciły.
Oprócz myślenia inną częścią ciała, chęci zdobywania, bycia docenianym- mam wrażenie, że to myślenie-jakie by nie było-to zamknięty krąg, nikt nie jest w stanie przebić się z własnym zdaniem u takiego człowieka, bo on usilnie twierdzi, że on ma rację i koniec. I tkwi w tym, w tej nieświadomości wciąż.
Doceniam spokój Elle
Początkowo ten spokój wiał nudą. Zaraz włączało mi się myślenie-jaki mój były mąż był cudny, przecież tyle się działo, nuda nie była mi znana, taka to atrakcja
Na szczęście zorientowałam się o co tu chodzi i teraz ta "nuda" to piękny stan ![]()
Co do Twojego byłego...miałam, w zasadzie mam jeszcze podobnie. Słyszałam, że się wyprowadził, bo kogoś miałam
, bo źle był traktowany, bo źle mu było. Potem, że byłam nieczuła, nie kochałam jak powinnam, a w ogóle to nie byłam domatorką i pasji zero
Na początku próbowałam prostować te plotki, potem miałam to w głębokimi poważaniu i tak zostało. Może lubił sport, może miał pasje z tym związane, ale pasji kobiet i wszystko co z nimi związane nigdy bym nie zniosła
i to tylko potwierdza Twoją teorię Elle, zawartą w ostatnim akapicie.
Czytam tu wątki kobiet, które żyją bądź żyły z manipulantami, kłamczuchami, zdradzaczami, pijaczkami większymi lub mniejszymi i zastanawiam się czy znacie przykłady facetów którzy zmienili się i teraz wiodą uczciwe, normalne życie?
Pytam też jako ta kochająca za bardzo i wcale nie z powodu tego, by widzieć dla siebie jakieś nadzieję-skończyłam z tym. Dodatkowo pewne wydarzenia spowodowały, że aż mnie to zaciekawiło. Czy to już "takie" typy, że całe życie z kwiatka na kwiatek czy jednak zmiany na lepsze bywają możliwe?!
Wg mnie ludzie się nie zmieniają.
To znaczy ich osobowość się nie zmienia.
Ale jeśli odkryją swoje "głębsze warstwy" to zmienia się ich system wartości.
Wtedy na innych wartościach, rzeczach, aspektach im zależy i rzeczywistej zmianie ulega postawa i zachowanie.
Wg mnie ludzie się nie zmieniają.
To znaczy ich osobowość się nie zmienia.
Ale jeśli odkryją swoje "głębsze warstwy" to zmienia się ich system wartości.
Wtedy na innych wartościach, rzeczach, aspektach im zależy i rzeczywistej zmianie ulega postawa i zachowanie.
Przyszłość moja kochana ale czy, to nie jest zmiana?
jedyne, co się nie zmienia to nasz - temperament
cała reszta jest, dość płynna...
Wg mnie ludzie się nie zmieniają.
To znaczy ich osobowość się nie zmienia.
Ale jeśli odkryją swoje "głębsze warstwy" to zmienia się ich system wartości.
Wtedy na innych wartościach, rzeczach, aspektach im zależy i rzeczywistej zmianie ulega postawa i zachowanie.
Ale to są wzajemnie wykluczajace się załozenia. Osobowość przecież okresla jakim ktoś jest człowiekiem. Jesli coś się odmienia w jego sposobie myslenia i - w konsekwencji - postępowania to swiadczy, ze on ogólnie się zmienia. Oczywiscie nie mówimy o cechach fizycznych ![]()
Przyszłość napisał/a:Wg mnie ludzie się nie zmieniają.
To znaczy ich osobowość się nie zmienia.
Ale jeśli odkryją swoje "głębsze warstwy" to zmienia się ich system wartości.
Wtedy na innych wartościach, rzeczach, aspektach im zależy i rzeczywistej zmianie ulega postawa i zachowanie.Przyszłość moja kochana ale czy, to nie jest zmiana?
jedyne, co się nie zmienia to nasz - temperament
cała reszta jest, dość płynna...
Chodziło mi o to, że przychodzimy na świat z pewnymi zasobem i potencjałem - to dla mnie osobowość.
Cała reszta to nasze wychowanie, wykształcenie i doświadczenia życiowe, które nas kształtują lub my je kształtujemy, gdy dotrzemy do swoich głębszych warstw i przestaniemy "płynąć po powierzchni".
27 2014-12-05 22:40:09 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-12-05 22:41:32)
in_ka napisał/a:Przyszłość napisał/a:Wg mnie ludzie się nie zmieniają.
To znaczy ich osobowość się nie zmienia.
Ale jeśli odkryją swoje "głębsze warstwy" to zmienia się ich system wartości.
Wtedy na innych wartościach, rzeczach, aspektach im zależy i rzeczywistej zmianie ulega postawa i zachowanie.Przyszłość moja kochana ale czy, to nie jest zmiana?
jedyne, co się nie zmienia to nasz - temperament
cała reszta jest, dość płynna...Chodziło mi o to, że przychodzimy na świat z pewnymi zasobem i potencjałem - to dla mnie osobowość.
Cała reszta to nasze wychowanie, wykształcenie i doświadczenia życiowe, które nas kształtują lub my je kształtujemy, gdy dotrzemy do swoich głębszych warstw i przestaniemy "płynąć po powierzchni".
no to troszkę nie tak
na świat nie przychodzimy z osobowością
na świat przychodzimy tylko z temperamentem, osobowość się kształtuje w trakcie naszego życia, szczególnie w okresie dorastania tzn czasu osiągnięcia dojrzałości
na nasza osobowość wpływ ma oczywiście wychowanie i doświadczenie życiowe
zdarza się też tak, że w ogóle nie mamy pojęcia jaka jest nasza osobowość i źle ją rozpoznajemy
Człowiek się nie zmienia, człowiek ewoluuje...
Tak się zastanawiam jaki jest związek między pijakiem a manipulantem.Moim zdaniem żaden.
Osobna kwestia- czy manipulant to cecha charakteru?Też uważam, że nie.
Manipulacja to pewna umiejętność zasadzająca się na znajomości psychologii.
Mając jakieś tam doświadczenia z kobietami, poparte lekturą tego i owego wiem mniej więcej jak wywołać określone stany emocjonalne i sprowokować pewne zachowania.Czy zastosowanie tej wiedzy czyni ze mnie manipulanta?
Świeża sprawa u mnie: spotkałem kobietę, która bardzo mi się spodobała.I chciałem ją zainteresować sobą.Teraz pytanie: czy improwizować licząc na pozytywny skutek, czy pojechać gotowcem, który na pewno poskutkuje?
Oczywiście wybrałem drugą opcję.Nikomu krzywda się nie stała, nikt nie ucierpiał.Po prostu w ciągu jednego popołudnia udało się przeskoczyć tydzień tradycyjnych podchodów.I tyle.
29 2014-12-05 22:44:11 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-12-05 22:46:29)
Człowiek się nie zmienia, człowiek ewoluuje...
pitek i jedno i drugie chyba , że zmianę definiujesz jako ewoluowanie
Mając jakieś tam doświadczenia z kobietami, poparte lekturą tego i owego wiem mniej więcej jak wywołać określone stany emocjonalne i sprowokować pewne zachowania.Czy zastosowanie tej wiedzy czyni ze mnie manipulanta?
i tak i nie zależy od celu
Przyszłość napisał/a:in_ka napisał/a:Przyszłość moja kochana ale czy, to nie jest zmiana?
jedyne, co się nie zmienia to nasz - temperament
cała reszta jest, dość płynna...Chodziło mi o to, że przychodzimy na świat z pewnymi zasobem i potencjałem - to dla mnie osobowość.
Cała reszta to nasze wychowanie, wykształcenie i doświadczenia życiowe, które nas kształtują lub my je kształtujemy, gdy dotrzemy do swoich głębszych warstw i przestaniemy "płynąć po powierzchni".no to troszkę nie tak
na świat nie przychodzimy z osobowością
na świat przychodzimy tylko z temperamentem, osobowość się kształtuje w trakcie naszego życia, szczególnie w okresie dorastania tzn czasu osiągnięcia dojrzałości
na nasza osobowość wpływ ma oczywiście wychowanie i doświadczenie życiowe
zdarza się też tak, że w ogóle nie mamy pojęcia jaka jest nasza osobowość i źle ją rozpoznajemy
In_ka,
Mówisz do mnie jak typowy psycholog -regułkami (osobowość to zespół cech stałych i zmiennych itd. Itp.)
A dla mnie stała część to predyspozycje, zasób, potencjał czyli cechy indywidualne dla danej osoby,
Pozistałe elementy można lepić i kształtować dowolnie w oparciu o wartości.
no może i mówię ![]()
no może i mówię
Chociaż z drugiej strony człowiek jest tak "elastyczny", że czasami mam wątpliwości, co do unikatowej części stałej.
Oglądałaś może "Eksperyment"?
znam ten prawdziwy temat Stanford Prison Experiment, wiem o co chodzi
Człowiek rodzi się jako czysta kartka... bez jakiejkolwiek osobowości.
Dopiero rodzinny dom, wychowanie, szkoła zapisują tą kartkę i kształtuje się osobowość.
Ludzie mogą się zmieniać.
Chociażby kobiety zdradzone, czy mogą powiedzieć, że są tymi samymi osobami którymi były przed zdradą? Nie... Można to nazwać ewolucją jak ktoś wcześniej napisał, to po prostu zmiana pod wpływem wydarzeń.
Więc dlaczego Ci "źli" nie mają prawa się zmienić? Mym zdaniem podstawową rolę w większości przypadków odgrywa CHĘĆ zmiany.
znam ten prawdziwy temat Stanford Prison Experiment, wiem o co chodzi
To sama najlepiej znasz wnioski Zimbardo.
ale Przyszłość wiesz przecież, że my same potwierdzamy, te wnioski ...
37 2014-12-05 23:13:41 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-12-05 23:18:53)
ale Przyszłość wiesz przecież, że my same potwierdzamy, te wnioski ...
I to mnie czasami przeraża
EDIT: A liczyłam na obrazoburczą dyskusję ![]()
in_ka napisał/a:ale Przyszłość wiesz przecież, że my same potwierdzamy, te wnioski ...
I to mnie czasami przeraża
EDIT: A liczyłam na obrazoburczą dyskusję
ze mną Przyszłość - kochana moja, no jak ![]()
Człowiek rodzi się jako czysta kartka... bez jakiejkolwiek osobowości.
.
Znajomi adoptowali niemowlaka- syna totalnej bandyckiej patologii.Wychowywali razem ze swoimi naturalnymi dziećmi- identycznie.
Naturalne dzieci wyrosły na wzór cnót wszelkich.A bandycki syn- na bandytę.
Przyszłość napisał/a:in_ka napisał/a:ale Przyszłość wiesz przecież, że my same potwierdzamy, te wnioski ...
I to mnie czasami przeraża
EDIT: A liczyłam na obrazoburczą dyskusję
ze mną Przyszłość - kochana moja, no jak
No tak. Jak? ![]()
Pitek ma rację - jesteśmy przewidywalne ![]()
41 2014-12-05 23:29:23 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-12-05 23:30:40)
Madowa napisał/a:Człowiek rodzi się jako czysta kartka... bez jakiejkolwiek osobowości.
.Znajomi adoptowali niemowlaka- syna totalnej bandyckiej patologii.Wychowywali razem ze swoimi naturalnymi dziećmi- identycznie.
Naturalne dzieci wyrosły na wzór cnót wszelkich.A bandycki syn- na bandytę.
i w związku z tym co pitek?
dowód, na co?
matka urodziła 3 synów: jeden został księdzem, drugi rockmenem, trzeci ... politykiem hahaha
Madowa napisał/a:Człowiek rodzi się jako czysta kartka... bez jakiejkolwiek osobowości.
.Znajomi adoptowali niemowlaka- syna totalnej bandyckiej patologii.Wychowywali razem ze swoimi naturalnymi dziećmi- identycznie.
Naturalne dzieci wyrosły na wzór cnót wszelkich.A bandycki syn- na bandytę.
Mój kolega ma synów bliźniaków. Ci sami rodzice, ten sam czas, te same warunki a są jak niebo i ziemia.
matka urodziła 3 synów: jeden został księdzem, drugi rockmenem, trzeci ... politykiem hahaha
czyli same szumowiny...
in_ka napisał/a:matka urodziła 3 synów: jeden został księdzem, drugi rockmenem, trzeci ... politykiem hahaha
czyli same szumowiny...
dobre - dobre, ty inteligentna bestia jesteś ![]()
Pitagoras i uważasz, że wyrósł na bandytę bo biologiczni rodzice byli przestępcami? No weź...
Chyba zapomniałeś ile czynników mogło wpłynąć na końcowy efekt jego osobowości. Cały arsenał doświadczeń zewnętrznych go ukształtował.
w ludzi zawsze trzeba wierzyć nie ważne ile razy nawali może 1 może 10 ale czasem można sie zmienić na lepsze bo tak naprawdę to doświadczenie nas zmienia na lepsze czy gorsze.
w ludzi zawsze trzeba wierzyć.
Nie, nie trzeba, jeśli nie ma ku temu choćby przesłanek.
to jest Twoja opinia pozwól iż będę innego zdania:)
Pozwalam ![]()
Pitagoras i uważasz, że wyrósł na bandytę bo biologiczni rodzice byli przestępcami? No weź...
Chyba zapomniałeś ile czynników mogło wpłynąć na końcowy efekt jego osobowości. Cały arsenał doświadczeń zewnętrznych go ukształtował.
Wiesz co ja uważam?
Ja pokornie stwierdzam, że nie wiem co ma ostateczny wpływ na osobowość i w jakich proporcjach.
Myślę, że można by to stwierdzić na przykładzie bliźniąt jednojajowych rozdzielonych w dzieciństwie i wychowywanych w różnych środowiskach.
Ale pewnie ktoś uznałby to za niezbyt moralne...
Madowa napisał/a:Pitagoras i uważasz, że wyrósł na bandytę bo biologiczni rodzice byli przestępcami? No weź...
Chyba zapomniałeś ile czynników mogło wpłynąć na końcowy efekt jego osobowości. Cały arsenał doświadczeń zewnętrznych go ukształtował.Wiesz co ja uważam?
Ja pokornie stwierdzam, że nie wiem co ma ostateczny wpływ na osobowość i w jakich proporcjach.
Myślę, że można by to stwierdzić na przykładzie bliźniąt jednojajowych rozdzielonych w dzieciństwie i wychowywanych w różnych środowiskach.
Ale pewnie ktoś uznałby to za niezbyt moralne...
były takie badania a jakże
pitagoras napisał/a:Madowa napisał/a:Pitagoras i uważasz, że wyrósł na bandytę bo biologiczni rodzice byli przestępcami? No weź...
Chyba zapomniałeś ile czynników mogło wpłynąć na końcowy efekt jego osobowości. Cały arsenał doświadczeń zewnętrznych go ukształtował.Wiesz co ja uważam?
Ja pokornie stwierdzam, że nie wiem co ma ostateczny wpływ na osobowość i w jakich proporcjach.
Myślę, że można by to stwierdzić na przykładzie bliźniąt jednojajowych rozdzielonych w dzieciństwie i wychowywanych w różnych środowiskach.
Ale pewnie ktoś uznałby to za niezbyt moralne...były takie badania a jakże
W ilości pozwalającej wysunąć wnioski statystyczne???
wystarczające, żeby włączyć w naukę
Madowa napisał/a:Człowiek rodzi się jako czysta kartka... bez jakiejkolwiek osobowości.
.Znajomi adoptowali niemowlaka- syna totalnej bandyckiej patologii.Wychowywali razem ze swoimi naturalnymi dziećmi- identycznie.
Naturalne dzieci wyrosły na wzór cnót wszelkich.A bandycki syn- na bandytę.
Zarejestrowałem się specjalnie dla tego postu, choć obserwuje netkobiety od dobrego roku. Człowiek rodzi się bez charakteru, ale temperament DZIEDZICZY po genach matki i ojca.
55 2014-12-06 00:54:16 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-06 00:55:48)
Ależ dajcie spokój... ![]()
Jesli sa jakieś zależności związane z otrzymanymi genami to nazwałbym je predyspozycjami, skłonnosciami, które WCALE NIE MUSZĄ się ani ujawnić, ani przewodzić w zachowaniach...
Uważam, ze jakieś wzorce wpojone nam przez otoczenie (dzieciństwo, rodzice, szkoła, srodowisko dorastania), doświadczenia przez ten cały okres "zdobyte" potrafią ukształtować osobowość i wpłynąć na charakter osoby (ewentualnie na komletny brak tegoż), Jednak to, co z tym całym bagażem uczynimy, w którą strone pójdziemy, jakie bedziemy mieć kanony postepowania w życiu, kodeks moralny - o tym decyduje już nasz umysł. Na bazie zdobytych doświadczeń. W końcu większość z nas taki organ jak mózg posiada, a znaczna część z tych "posiadających" potrafi go chyba używać do czegoś więcej niż obsługa fb, mikrofali czy pisania smsów?
Chyba... ![]()
Byłbym w błędzie?
Zarejestrowałem się specjalnie dla tego postu, choć obserwuje netkobiety od dobrego roku. Człowiek rodzi się bez charakteru, ale temperament DZIEDZICZY po genach matki i ojca.
nie, no to było warto dla takiego odkrycia ![]()
aksamitny napisał/a:Zarejestrowałem się specjalnie dla tego postu, choć obserwuje netkobiety od dobrego roku. Człowiek rodzi się bez charakteru, ale temperament DZIEDZICZY po genach matki i ojca.
nie, no to było warto dla takiego odkrycia
In_ka, już na samym początku tak nowego traktujesz? Obowiązuje chyba jakaś ochrona?
Pozwalam
dziekuje bardzo hahahahahaha.
in_ka napisał/a:aksamitny napisał/a:Zarejestrowałem się specjalnie dla tego postu, choć obserwuje netkobiety od dobrego roku. Człowiek rodzi się bez charakteru, ale temperament DZIEDZICZY po genach matki i ojca.
nie, no to było warto dla takiego odkrycia
In_ka, już na samym początku tak nowego traktujesz? Obowiązuje chyba jakaś ochrona?
o key - niech będzie
kosmiczny nick napisał/a:in_ka napisał/a:nie, no to było warto dla takiego odkrycia
In_ka, już na samym początku tak nowego traktujesz? Obowiązuje chyba jakaś ochrona?
o key - niech będzie
Doceńmy to, ze pisze kulturalnie, bez epitetów i wulgaryzmów...
Wybacz aksamitny, dziś też pojawił sie nowy forumowicz, ale wiesz ...taki jednorazowy, z wulgaryzmami i epitetami. Ale w innym wątku. Szybko skończył swoja przygodę z Forum ![]()
Pisz, pisz i nie zniechecaj sie ![]()
a najlepszym przykładem że jak się chce to można jestem ja od mojego małolata(kobiete już dziś) znam od hohoho a może i dłużej jak miała lat 18(7 lat różnicy miedzy nami jest)nie zwracałem nawet na nią uwagi zbytnio pochłonięty pracą u taty i studiami zbytnio mnie jakoś nie interesowała.Dzieki mojej cioci lekarce(najmłodsza siostra mojej mamy) poznałem starszą o 12 lat panią dr pediatre:) i 3 lata spędzone z nią to coś niesamowitego we wszystkich dziedzinach.Potem było jeszcze lepiej i mój licznik zatrzymał się na w sumie 5 kobietach włącznie z obecną moja żoną.Nie jest ich wiele ale za to jakich!!!!w miedzy czasie zmarł mój tata akurat zakończyłem romans i studia.Cieżko było ogarnąć wszystko choć tata byłby dumny dałem rade a firmy miał dwie mama mi pomogła i jakoś poszło ale zupełnie brakło mi czasu na miłość(na wódke z kumplami nie ale na coś ważniejszego tak)I tak dojechałem prawie do 30 tki.A to że jestem z moim małolatem to zasługa naszych braci to oni uknuli nam randkę hahaha śmiechu było potem.Tak czy siak dziewczyna wyładniała wypiękniała a ja nawet tego nie zauważyłem(kurwa ale męski łeb to czasem ograniczone ma zwoje ) i tak zacząłem spotykać się ze 175 cm brunetką z kręconymi długimi włosami śniadą cerą mój TYP i obok a ja jakbym zapomniał że jest.Sielanka trwała jakieś 2 lata pomagała mi we wszystkim zamieszkała u mnie kiedy sie podnosiłem zanim wychodziła do szkoły czekało na mnie śniadanie kawa(nigdy tak nie było) na nią czekał obiad zrobiony i tu ja sie musiałem popisać ogólnie nic dodać nic ująć.A jednak stało sie coś złego na poczatku znajomości powiedziałem jej z kim sie spotykałem żeby nie było ona też powiedziała o dwóch i git.Co jej nagle strzeliło do głowy żeby mi powiedzieć cała prawde(cholera nie wiem co wami czasem kieruje)i sie okazało dużo dużo wiecej.Mnie szlag trafił i to taki konkretny zabrałem troche kasy i zawinąłem sie na mazury z kolegą żeby to jakos unieść przetrawić i wywalić z siebie.Pilismy chyba z kilka tygodni i doceniłem co znaczy łowienie ryb spokój cisza ale o moich planach gdzie sie zapodziałem wiedział tylko brat i nie pisnął słowa bo powiedziałem że go zabije a byłem tak wkurzony że sie chyba wystraszył(a miał czego bo 186 cm wzrostu gra w hokeja zrobiła ze mnie niezłego zabijake)Szukała mnie wszedzie po wszystkich znajomych po szpitalach kostnicach itd przypłaciła to ciężkim zapaleniem płuc i sie wtedy znalazłem.WSTYD MI do dzisiaj naprawde czasem jak pomysle zachowałem sie jak hipokryta i egoista.Przesiedziałem z nią w szpitalu 5 tygodni(w zyciu sie tak nie bałem jak wtedy)Kiedy wyzdrowiała powiedziała mi tylko przepraszam i poczułem sie jakby mnie ktoś kijem od hokeja zdzielił przez łeb wybąkałem tylko że to ja przepraszam i zabrałem ją do siebie do domu.Dzis jest moją żoną i mam to w dupie z kim spała i kiedy w zyciu sie nie pokłócilismy mam córke(nawet przy porodzie byłem w osobnej sali kupiłem sobie z 5 gazet do czytania a nie zdążyłem oni jednej oblukać sam poród norma nie upadłem da sie przeżyć)zajebiscie jest zabieram je wszedzie żeby wiedziały że ich mąż i tata to nie byle jaki lauferek.Taka zmiana na lepsze wiec mozna.
...
No ok. Ale gdzie tu jakaś w Tobie ...zmiana? Gdzie jakiaś "metamorfoza"? Napisałes o sobie, ale ja nie doczytałem czegoś, co byłoby poparciem tych - jak w temacie - zmian. Nie chodzi tu o jakieś powolne przeobrażenia i efekty stopniowych przemian zachodzących w kazdym z nas na przestrzeni lat. To raczej oczywiste...
Tu rozchodzi sie o jakieś w miarę gwałtowne przewartosciowanie, weryfikacje dotychczasowych prawd i priorytetów i wcielenie tego we własne zycie.
zawsze byłem lekkoduchem (być może to wina znaku zodiaku) od tego momentu nastąpiły zmiany na lepsze
zawsze byłem lekkoduchem (być może to wina znaku zodiaku) od tego momentu nastąpiły zmiany na lepsze
Najzwyczajniej w świecie dojrzałes do poważnego związku i założenia rodziny.
Dojrzał - to jedno, ale ta kobieta, która "poruszyła jego serce"
była tutaj katalizatorem.
widocznie poprzedniczki nic w nim nie poruszyły, albo nie na tyle by brał pod uwagę jakąś zmianę.