Aeryn
mam kilku znajomych ,którzy są psychologami, wiadomo, oni nie podejmą się terapii ,bo emocje nas łączą i nie przyniesie to nic dobrego. Ale co powtarzają ? Żeby wyjść z tego muszę znaleźć genezę całego problemu, dlaczego weszłam w taki związek. A u mnie odpowiedź jest prosta, wychowywałam się bez ojca i niestety często szukałam miłości, jakiegoś ciepła ze strony mężczyzn, uznania itd. Po długim związku z poprzednim partnerem (to był normalny związek) jakoś zaczęliśmy się od siebie oddalać. Rozmowy nie przynosiły żadnego skutku ,nie wiedziałam jak się za to wziąć, więc zdecydowałam, że skoro on nie potrafi zawalczyć o związek i zmienić podejście to pora to zakończyć. Odeszłam.
I nagle zjawił się on.... chciał mi poświęcać każdą swoją minutę, na rzęsach na początku stawał żebym tylko była szczęśliwa. Więc ja, podłamana troszkę poprzednią porażką szukałam tego co najbardziej mi brakowało w poprzednim związku (bardzo błędne myślenie) - uwagi, poświęcania czasu. Dopiero po jakiś 6 miesiącach wyszła taka prawdziwa kłótnia ,że przeklnął do mnie. Ja byłam już na tyle zakochana i zaangażowana, że no niestety... wybaczyłam. On stopniowo przesuwał moje granice....
Aeryn napisał/a:Tak sobie myślę, że gdy już zamieszkacie razem, będzie Cię wyrzucał z domu w środku nocy "za karę", bo coś tam powiedziałaś, albo nie zrobiłaś czegoś tak, jak on chciał. Jeśli będziecie mieli dzieci, będziesz się włóczyła z dzieciakami całą noc po dworcu, bo czynny 24 godziny na dobę.
I właśnie to mnie pociesza wiesz ? A raczej to ,że on od tylu lat mnie namawia żebyśmy razem zamieszkali, a ja mimo ,że wcześniej miałam na to pieniądze to się nie zdecydowałam nigdy. Mimo ,że mnie szantażował, mimo ,że obiecywał gruszki na wierzbie, mimo ,że odchodził ode mnie z tego powodu. Nigdy się nie złamałam.
Tak samo z pożyczaniem pieniędzy, kiedyś na początku mu pożyczyłam, prawie ,że siłą musiałam wyciągać te pieniądze, ale się udało. Od tego czasu nie otrzymał ode mnie pomocy.
Wydaje mi się, że ja do niego lgnęłam ,bo brakowało mi osoby ,która spędzi ze mną czas, chociaż chwilę. A chodzi tu konkretniej o jakieś przytulenie się, czy zbliżenie fizyczne. Na tym oparłam ten związek.
Chciałam napisać ,ze walczę ze sobą. Ale źle to brzmi. Głowa wie już dużo, serce ,a raczej hormony nadal wariują. Podobnie chyba jest u osób uzależnionych od różnych substancji. Po odstawieniu pojawiają się różne fazy. Złość, rozdrażnienie, potem smutek, wypieranie problemu itd.
Co ja czuję ?
Smutek, że nie spotkałam na swej drodze partnera ,który by mnie szanował i mogłabym być teraz w normalnym, zdrowym związku.
I przytuliłabym się do kogoś..
lilianna90 napisał/a:Lepiej dla Ciebie by było jak by się nie odezwał bo by nie korciło. Ale to może być tylko cisza przed burzą, że bierze Cię na przetrzymanie. Sprawdza ile czasu Ty się nie ugniesz.
Bardzo, ale to bardzo możliwe. Bo on wie, że jak się odezwie to ja będę się czuła górą. A bardzo tego nie chce
Ja też obstawiam opcję ,że może miał tam kogoś na boku znowu i teraz się zajął jakąś opcją.
On nie umie kontrolować emocji, w ogóle tego nie potrafi. Dlatego wątpię w to żeby bez jakiegoś większego powodu nagle się odzwyczaił ode mnie. Nie napiszę że odkochał, bo to nie było kochanie mnie. Poza tym, to nie jest taka osoba ,która trzeźwo patrzy na kłótnie. Czyli widzi, że ja coś powiedziałam co nie powinno mieć miejsca itd ,więc powinno się zakończyć relację i się tego trzymać będzie. Ja mu wszystko mogłam wykrzyczeć, tak, zdarzyło się kilka razy, że i we mnie coś pękło. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć takie sytuacje, ale były. Mimo wszystko się odzywał.
Dziewczyny..... muszę sobie dać radę. To jest nałóg i mój organizm przyzwyczaił się do tych hormonów towarzyszących tym huśtawkom emocjonalnym jakie mi serwował.... czas jest moim sprzymierzeńcem. Wydaje mi się ,że już po tygodniu inaczej będę się czuła.
Pamiętam po tych wszystkich akcjach w wakacje. Kluczowe były trzy dni, w każdej kłótni. Trzeciego dnia zazwyczaj było jakoś inaczej, już tak bardziej spokojnie. On wtedy akurat się odzywał.
Ale nie tym razem.
Choćbym miała tu pisać co godzinę post, wypłakiwać się, żalić, złościć się itd. To to zrobię. W imię uleczenia siebie 