netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

zdradzał mnie...

205 odpowiedzi34 608 wyświetleńzałożony przez Cameliao, 16.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 206 ]

66

Odp: zdradzał mnie...

No właśnie.... najgorsze co można zrobić to zamieść uczucia pod dywan i udawać ,że ich nie mam. Po jakimś czasie to wyjdzie, ze zdwojoną siłą.

Ale wiesz co ? Tak super szczerze ?
Ja się nadal boję, boję ,że wrócę. Bo naprawdę część mnie aż się wyrywa, ta emocjonalna rzecz jasna.
To jest aż nienormalne..... pewnie gdyby nie to forum to pomyślałabym ,że jestem głupia i widocznie "tylko na takiego mnie stać" skoro jeszcze darzę go uczuciami i mam ochotę się z nim spotkać....

Ty jak i Liwia jak widzę miałyście podobnie, wróciłyście. Wiecie czym się to prawdopodobnie skończy, więc chcecie mnie ostrzec, za co bardzo Wam dziękuję smile

Jak na razie, jak myślę o tym, że chciałabym wrócić to na spokojnie, próbuję samą siebie przekonywać, że to zły pomysł... że on teraz się stara, biega za mną itd, ale to jest złudne, bo jak postawię przecinek zamiast kropki to pewnie znów wróci do normy.... i za tydzień/ miesiąc/ rok znów mnie może zdradzić.

Nie wiem tylko dlaczego wbiłam sobie do głowy, że kto wie... że może to zadziała na niego jak zimny prysznic, jak zorientował się jak beznadziejnie postępował i że tak nie zrobi..... ale tego naprawdę nie wie nikt, on sam też tego nie wie.... może zdradzi, może nie. Ale już raz zadał mi cios w serce, więc nie zasługuje żebym go kochała..... sad

67 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-27 23:33:02)

Odp: zdradzał mnie...

Nie zrozumiałyśmy się. Ja wróciłam ZANIM zdrady wyszły na jaw. Gość tłumaczył odejście i swoje dziwaczne wahania czym innym, a ja -naiwnie- nie dopytałam o szczegóły.
Po tym jak wyszło, nie wróciłabym. On wiedział dlatego zataił to do końca i wydawało mu się, że zabierze te informacje ze sobą.


Po tym jak było wszystko jasne mogłam poskładać różne dziwne zachowania i fakty.
Nie przyjęłabym go z powrotem gdyby wiedziała, ale widocznie miałam nie wiedzieć na tamten moment.

I nie przyjęłabym go z 2 powodów:

1. Nie kochaliśmy się. Pojawiały się różne emocje i uczucia, ale nie było miłości.
2. A gdyby nawet były jakieś mgliste przesłanki uczucia to nadal nie wierze, że można kochać i chodzić z kim innym do łóżka (okazywać miłość, oddanie) - ale to taka MOJA bajka, w która wierzę wink

68

Odp: zdradzał mnie...

Ahaaaa sad

Mój też do końca chciał wszystko zataić, ale coś mi nie pasowało w tym wszystkim...
A jak już dowiedziałaś się ,ze zdradzał Cię, to automatycznie "zeszły" z Ciebie wszystkie uczucia do niego ?

Dla mnie to jest niewyobrażalne, żeby tak ranić osobę którą się kocha.... nie umiałabym tak.
Ja czuję się zraniona, jest mi przykro i tęsknię.... za swoimi wyobrażeniami. Bo dla mnie był człowiekiem, który nigdy by nie zdradził..... a okazało się co innego.... to jest dosłownie tęsknota za iluzją.
Wiem jaka jest prawda, dlatego staram się to jakoś uciszać w sobie.....

Znacznie łatwiej mi było jak myślałam, że on nie chce wrócić..... nawet to chyba widać po moich wypowiedziach. Jakoś tam się trzymałam, płakałam, owszem, ale było mi łatwiej....
Dlatego ciągle powtarzam sobie, że koniec końców i tak by pewnie znów było beznadziejnie i znów bym płakała...

.... a im szybciej uda mi się z tego wyjść wszystkiego, tym lepiej dla mnie, bo tym szybciej odzyskam spokój, podniosę znów samoocenę, która naturalnie, że podupadła troszkę...

69

Odp: zdradzał mnie...

Ciężko mi było w to uwierzyć w tym sensie, że jak pisałam, to była Ciepła Klucha do n-tej potęgi. Nie umiał mi nigdy w kłótni nic odpowiedzieć, mogłam go lać - anie odezwał się słowem (niestety raz mnie poniosło z czego dumna nie jestem hmm).
Więc w tym sensie zaliczyłam zdziwko roku yikes

Ale szybko przyjęłam fakty po rozmowie z tą druga osobą.

Co do uczuć.. Ja czułam do niego przywiązanie bardziej niż cokolwiek innego i łudziłam się, że w końcu poczuję coś więcej, ale przez jego beznadziejne zachowania nie umiałam. Jeśli już coś czułam to takie rozchwianie emocjonalne i desperacje momentami, które myliłam z uczuciem.

Straciłam wszelkie pozytywne emocje, taki rodzaj sentymentu nawet, kiedy po tym jak się dowiedziałam i on sie dowiedział, że ja wiem- ZERO reakcji po jego stronie. Chyba nie trzeba tego nawet komentować.
Tchórz i facet bez jaj, no i niezły życiowy aktor.

70

Odp: zdradzał mnie...

Może my mówimy o tej samej osobie ? big_smile big_smile big_smile

Ta "druga" to samo stwierdziła, że ten to taki aktorzyna jest straszny. Też to widziałam, jak próbował mną manipulować jak grał... Prawie jak dziecko, które płacze, krzyczy, histeryzuje i patrzy na ile może sobie pozwolić dopóki mama nie zareaguje... Tylko że no właśnie, dziecko to dziecko, a on powinien już być dojrzały.

U mnie wiesz że podobnie jest ? Ja byłam przywiązana do jego osoby, do tego ,że mam do kogo się przytulić, z kim porozmawiać (jako tako, bo nie zawsze chciał słuchać moich rzeczy, natomiast on uwielbiał mówić o sobie). Po prostu się przyzwyczaiłam ,ze gdzieś tam ktoś jest...
Ja się bałam i nie planowałam nawet z nim zamieszkać, a co dopiero zakładać jakąś rodzinę. Bałam się o swoje rzeczy, utratę totalną prywatności i życia.

A też miałaś takie huśtawki nastroju będąc w związku ?
Ja i ta druga stwierdziłyśmy, że to było dosłownie tak.... dobrze źle dobrze źle dobrze źle dobrze źle dobrze źle dobrze źle dobrze źle dobrze źle ..... i tak w kółko..

71 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-28 00:11:19)

Odp: zdradzał mnie...

Miałam huśtawki jak zaczął mieć wahania, ale ja nie lepsza byłam wink
Ogólnie w ogóle nie pasowaliśmy do siebie.

Egoista do kwadratu - On i nie mniejsza egoistka - ja. Ktoś musiał "ustąpić" by to mogło trwać- nie było komu big_smile
Ale zdrada to zupełnie inny kaliber i mówiąc serio to jest totalne przegięcie i zagrywka poniżej pasa.

Ja miałam o tyle łatwiej (?), że seks z nim praktycznie nie istniał..bardzo kiepsko nam ta sfera się układała. Więc tu tym bardziej nie ma za kim tęsknić.
Ale już nie chcę o tym mówić, bo naprawdę szkoda mi energii wink

Musisz zdecydować sama, moje zdanie znasz.

72

Odp: zdradzał mnie...

Rozumiem smile i tak bardzo Ci dziękuję za wsparcie i podzielenie się swoją historią.

Wiesz... lepiej już mi, bo wiem, że ja po prostu tęsknię za KIMKOLWIEK obok mnie, przyzwyczaiłam się ,że mam do kogo się przytulić, organizm przyzwyczaił się do tych hormonów i domaga się...

Z czasem pewnie to wygaśnie i rozum weźmie górę. Mam nadzieję smile

73 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-28 01:34:32)

Odp: zdradzał mnie...

Dokładnie. To jest tęsknota za kimkolwiek- za ciepłem i bliskością.
Ale to możesz mieć od innych ludzi, a przede wszystkim możesz dać sobie dużo uwagi, wsparcia i życzliwości SAMA. Co lubisz robić najbardziej? Przypomnij sobie i rób to smile

Ja jak sobie przypominam tamten czas kiedy próbowałam łatać ten szajs, ale nie wiedziałam jak (taki to był szajs wink) to pamiętam odczucie w ciele- nienawidziłam siebie ..OKROPNE uczucie.

Nigdy więcej!
Jeśli nie potrafisz chwilowo znaleźć czegoś pozytywnego w sobie to przynajmniej znajdź pozytywy dla negatywów tongue Poważnie. Na początek dobre i to, byle nie popadać w marazm.

74

Odp: zdradzał mnie...

Cenne rady smile
Ja jak na razie muszę przestać się łudzić.

Dzwonił, pisał, przychodził.... naprawdę, sama widziałaś po moich wypowiedziach, prawie się ugięłam... zaczęłam sobie nawet tłumaczyć, że może to aż tak przeżył i zrozumiał ,że to złe, że już nigdy tak nie postąpi.

I znów coś mnie tknęło, oszukałam go, że rozmawiałam z tą drugą. (zakończyłam z nią rozmowy bo bardziej mnie to jeszcze dołowało jak pisała coś o nich itd. ) I co ? I przyznał się ,że RAZ zadzwonił ,bo chciał odzyskać swoje rzeczy w tym przedmiot który jest jego pasją ,a ona specjalnie mu go zabrała w zastaw, zanim nie odda jej kasy. Zaproponował jej spotkanie, ale przecież się nie widzieli, wiec ON NIC ZŁEGO NIE ZROBIŁ. Przecież to gołym okiem widać, że coś kombinuje znów.
Oczywiście się zarzeka, że on mi pokaże swój billing, że udowodni ,że to tylko jeden raz zadzwonił i takie gadanie... Kilka dni temu zarzekał się, że do niej się już nigdy nie odezwie, a rzeczy odbierze przez kogoś żeby się z nią już nie widzieć.


Boże, czuję się taka głupia.
A jednocześnie mam kolejny dowód na to ,że ta łajza się NIGDY ALE TO PRZENIGDY nie zmieni i żebym najlepiej go zablokowała na wszelkie możliwe sposoby i nawet nie czytała tych jego kłamstw..........

75

Odp: zdradzał mnie...
Cameliao napisał/a:

Oczywiście się zarzeka, że on mi pokaże swój billing, że udowodni ,że to tylko jeden raz zadzwonił i takie gadanie... Kilka dni temu zarzekał się, że do niej się już nigdy nie odezwie, a rzeczy odbierze przez kogoś żeby się z nią już nie widzieć.

Taki billing to żaden dowód na brak kontaktu. Co to za problem kupić sobie nowy numer na kartę za 5 złotych i wymieniać w telefonie 2 karty SIM?

Cameliao napisał/a:

Boże, czuję się taka głupia.
A jednocześnie mam kolejny dowód na to ,że ta łajza się NIGDY ALE TO PRZENIGDY nie zmieni i żebym najlepiej go zablokowała na wszelkie możliwe sposoby i nawet nie czytała tych jego kłamstw..........

Tak pewnie byłoby najlepiej, tylko nie myśl o sobie, że jesteś głupia. Nie jesteś. I zasługujesz na kogoś lepszego, on Ci do pięt nie dorasta.

76

Odp: zdradzał mnie...

Oczywiście, że to żaden dowód. Poza tym, nawet jeśli mówi prawdę i pokazałby mi faktycznie jedną rozmowę, to na co innego się umówiliśmy, a raczej on sam z siebie to zaproponował.
Żadnych kontaktów z tą dziewczyną, rzeczy odbierze przez kogoś.
Ja go znam, bardzo dobrze go znam, u mnie tak samo się zaczynało po każdej jednej kłótni.... propozycja spotkania się i porozmawiania. Więc w tym przypadku na 99 % chciał uzyskać to samo co wobec mnie, odnowić kontakty.

Łajza.

Jestem naiwna, a naprawdę czuję się głupio.... czuję, że zawiodłam w pewnym momencie samą siebie. Dałam się wplątać w jego manipulacje i nędzne kłamstwa. Teraz swoje wiem, a mimo wszystko pojawiały się momenty w których myślałam "a co jeśli".
I już prawie wierzyłam w to, że faktycznie jest bardzo do mnie przywiązany....
Strasznie mi głupio.....

Pomaga mi jak czytam też wątki innych osób. To naprawdę GOŁYM OKIEM widać, ale będąc z boku, że facet coś knuje niedobrego.
Wy też pewnie widzicie to ,prawda ?
Widzicie ,że ta nędzna łajza dalej chce coś kręcić z tą drugą, a mnie chce faszerować kłamstewkami.

Nie dam się.

77

Odp: zdradzał mnie...

Z boku to właśnie dobrze widać - wszystko wydaje się takie jasne, oczywiste. Nie traktuj siebie jednak tak ostro smile Zanim trafiłam na to forum mój mąż flirtował z inną dziewczyną, a ja dawałam sobie wmawiać że to przyjaciółka. Bolały mnie te ich SMSy cholernie, a mąż mi dogryzał, że nikomu innemu by to nie przeszkadzało, tylko ja widzę flirt gdzie go nie ma. Zaczęłam wątpić sama w siebie, dręczyć się, że może mi się wydaje.

Dopiero gdy tu napisałam i przeczytałam odpowiedzi, zobaczyłam jakie to żałosne że nie potrafiłam postawić mu ultimatum. Niby wybrał mnie, i od tego wyboru minął już ponad miesiąc, ale powiem Ci, że nie jestem pewna tego, czy dobrze zrobiłam wybaczając mu zdradę. To już nie jest człowiek którego pokochałam, którego poślubiłam - tamten był mi wierny. A teraz żyję jakby z kimś innym, i nie planuję wspólnych Świąt (a nuż zmieni zdanie i pójdzie do tamtej?) ani wakacji (do tego czasu znajdzie sobie może inną na boku?). Ciężko jest żyć z kimś z takimi myślami, kochać kogoś komu nie ufasz.

Więc gdy pomyślisz, że mogłabyś dalej z nim być, pomyśl że człowieka którego kochałaś już dawno nie ma. Jest ktoś inny. I czy tego kogoś w ogóle pragniesz?

78

Odp: zdradzał mnie...

Tak, ja kochałam osobę którą on wcale nie był...
Poza tym brakuje mi czasami przytulenia się, ciepła, poczucia, że gdzieś tam jest ktoś ,kto czeka.

Ale no chwila smile ten człowieczek nie czeka, ten człowieczek bezczelnie za moimi plecami dzwoni do kochanki. I NIE WIDZI W TYM NIC ZŁEGO. Serio ?

Muszę być bardziej ostra dla siebie, a raczej trzymać się ostro tego co postanowię.
Nie ma ale.
Zaczął mi pisać, że ja mu robię aferę, że on się z nią nie spotkał itd. Krótko i na temat mu napisałam, że po raz kolejny zrobił coś za moimi plecami, a tego tolerować nie będę.
"aha. fajnie"

Odpowiedź, cóż za elokwencja smile gdzie się podziały jego umiejętności prowadzenia negocjacji, przecież się tak szczycił jak to potrafi każdego przegadać.

Koniec z nim tematu, serio..... czuję się sama przed sobą głupio, że z nim rozmawiałam, bo widać nawet na to nie zasługuje. Nie zasługuje na to żeby czytać co napisze w tych smsach, odbierać telefonu itd.

Jasne, przykro.... jakby nie było przykro ,to bym nie przenosiła tego na forum. Ale dzięki temu ,że tutaj zbieram myśli, że odpisujecie mi to widzę, widzę jaka ta sytuacja jest klarowna.

On dupek, a ja naiwna.
On dalej będzie sobie pogrywać, grać na moich emocjach, robić wszystko żeby wrócić, a potem znów zdradzać, okłamywać i cholera wie co jeszcze.
Najprostsze rozwiązanie ? Zniknąć dla niego. Wymazać kompletnie z życia.
Jakby nigdy nie istniał......

79

Odp: zdradzał mnie...

Wydaje mi się, że rozstaniach jest kilka etapów przez które przechodzimy - rozpacz, później nagły przypływ wewnętrznej siły i determinacji by się "nie dać", a później po czasie - tęsknota. To chyba właśnie ona jest najtrudniejsza do pokonania, a to jeszcze przed Tobą. Trzymam za Ciebie kciuki smile

80

Odp: zdradzał mnie...

Nie sądziłam, że będę aż tak podatna na jego manipulacje i wrócę na to forum z płaczem...
Nie wiem czemu ,ale udało mu się mnie zmanipulować. Byłam pewna, że to ja mam kontrolę nad całą sytuacją. I najważniejsze, że mam kontrolę nad swoimi emocjami. A co się okazało ? Okazało się ,że znów dziś umiejętnie zmanipulował mnie i doprowadził do tego stopnia, że wpadłam z płaczu w histerię. Nie jestem osobą płaczliwą i ckliwą.

Ale wiecie co jest najgorsze ? Najgorsze jest to, że ja mu na to wszystko w jakimś stopniu pozwoliłam. Przecież poświęciłyście mi tyle czasu, żeby pokazać, jakoś przekonać ,że mój powrót do niego to nie jest dobry pomysł. A ja zrobiłam swoje..... nie wiem dlaczego.
Wiedział, że jestem cała rozpłakana, bo z nim rozmawiałam żeby zakończyć ten związek. Podczas rozmowy, jak podjęłam decyzję i zdecydowałam wyjść z mieszkania to zaczął mącić ,tradycyjnie. A ja głupia się dałam nabrać. Mieliśmy się spotkać wieczorem i jeszcze raz porozmawiać, na spokojnie, bo byłam bardzo zdenerwowana. Uspokoiłam się, a on co ? Okazało się ,że mnie wystawił. Bo bał się ,że się z kimś spotkam.
I co ? I jestem do tego stopnia zdenerwowana, że łzy mi ciurkiem płyną po policzkach i aż cała się trzęsę.......

Co ze sobą zrobić ?

Ja już tak dłużej nie wytrzymam....

81

Odp: zdradzał mnie...

I po raz kolejny wróciłam na forum.
Ale wiecie dlaczego ?

Już się pogubiłam, nie wiem czy pisałam w którymś wpisie, ale stwierdziłam, że zasięgnę dużo informacji psychologicznych dotyczących mnie, jego i naszego związku. Dużo czytałam, dużo pytałam psychologów i osób które jeszcze studiują psychologię. Dużo czytałam wpisów na tym forum, artykułów, książek. Każdą wolną chwilę temu poświęcałam. Oczywiście, to nie będzie to samo co terapia u psychologa, ale jakaś namiastka, a dodatkowo zaczęło mnie to po prostu interesować. Znalazłam kolejną rzecz w swoim życiu ,która mnie ciekawi, a nawet myślę czy by nie związać z tą dziedziną przyszłości. (z każdej negatywnej sytuacji da się wyciągnąć coś pozytywnego, oprócz samej nauki i pogłębienia doświadczenia).
To bardzo pomagało. Niby się z nim spotykałam, ale widziałam u niego patologiczne zachowania, ale dalej w to brnęłam.
Wczoraj przegiął.
Wypisywał jak to kochanka dawała mu szczęście, jak to była dla niego oparciem, jak dała mu namiastkę rodziny. Wychwalił ją od góry do dołu podczas naszej kłótni. Stwierdziłam, że naprawdę to już jest przegięcie. Zdradził, wybaczyłam. Ale jaką on powinien postawę przyjąć ?! Powinien odchodzić od tematu, wiedzieć ,że to co zrobił to było beznadziejne, skupić się na odbudowaniu mojego zaufania. Co to ma być, że mi ubliża ,a swoją ex kochankę wychwala ?
Napisałam mu, że to koniec. Żeby więcej się do mnie nie odezwał, bo po prostu mam dość ,nie jestem w stanie mu już wybaczyć, nie chcę po prostu kontynuować tej relacji. Dalej swoje gadał, jak nie odpisywałam to standardowo mnie zablokował.
Do rzeczy smile wczoraj więc znów czytałam kolejne swoje zbiory. Trafiłam na artykuł o traumach. I wiecie co znalazłam ? Znalazłam opis mojego związku. Myślicie, że jeśli kobieta wybacza mężczyźnie bicie, poniżanie, zdrady i inne rzeczy które nei powinny mieć miejsca, że jeśli tkwi w toksycznym związku to co mówicie (nie mówię oczywiście ,że wszyscy, ale zdecydowana większość) GŁUPIA BABA. A prawda jest inna... kobieta tak maltretowana wytwarza w sobie tak silną więź, że ona sama nie jest w stanie tego udźwignąć i zakończyć. Tak wygląda właśnie toksyczny związek. Takie silne przywiązanie się w niej rodzi. Dzieci bijących rodziców kochają jeszcze bardziej, buntują się ,jak ktoś chce wykluczyć z rodziny taką osobę. Mózg nam takie figle płata.

Oczywiście pan socjopata w dniu dzisiejszym się odezwał, najpierw z chęcią rozmowy na żywo, natomiast w momencie kiedy napisałam, że nie mamy o czym rozmawiać to typowe zagranie czyli sms jak to on kasuje więc mój numer, jak nigdy się nie odezwie i typowe stwierdzenie MIŁEGO ŻYCIA.

Oczywiście nie jest mi łatwo, ale stwierdziłam, że choćbym miała płakać, choćbym miała tu pisać po 5 wpisów dziennie, to dam sobie w końcu radę. Nie stać mnie obecnie na psychologa, na nfz są zbyt długie kolejki. Nie pozostaje mi nic innego jak sama to zwalczyć.

Zrozumiałam już mechanizm mojego działania.
Sama siebie uważałam za głupią (momentami) i bardzo słabą psychicznie. Zrozumiałam teraz jak wygląda taki toksyczny związek. Przebaczyłam sobie, że takie zdanie miałam o sobie. Muszę na nowo przewartościować swoje poglądy.

Ten wpis dedykuję każdej kobiecie, która przeszła przez taki związek i już się uporała (tu prośba o rady i przemyślenia) oraz kobietom ,które dopiero myślą nad odejściem ,albo już to zrobiły i są w podobnej sytuacji jak ja. Roznosi ich żeby napisać, ale to tylko emocje, rozum już swoje zrozumiał smile wspierajmy się, bo naprawdę szkoda życia.

82

Odp: zdradzał mnie...

Śnił mi się ,a ja obudziłam się z uczuciem jakby mnie walec przejechał.
To jest bardzo ciężkie..... emocjonalna strona wariuje, najchętniej by odpisała mu na smsa, byle tylko wrócic i poczuć pozytywne uczucia..... ale tak nie migę żyć przecież. Jak nie zdradzona, to poniżana, to wiecznie zapłakana, zastraszona ,że odejdzie itd.
Może to zgubne, ale jak widzę ,ze pisze to mi jakoś łatwiej... czuję się większa. Zgubne bardzo, bo pojawia się pokusa odposania.
A ja na prawdę wiem ,że to ten czas kiedy powinnam odejść.

Mimo, ze to tak boli i mam ochotę się poddać......

Co robiłyście w takich chwilach ?

83

Odp: zdradzał mnie...

Dziewczyno  trzymaj się!  zablokuj jego numer tak by nie przychodziły sms od niego, by nie kusiło Cię ich czytanie. Bądź silna. WIEM, że potrafisz. czas pozwoli Ci nabrać dystansu  i w końcu znaleźć kogoś wartościowego. Nie poddawaj się!

84

Odp: zdradzał mnie...

Dziękuję Ci za słowa otuchy smile bardzo mnie motywują takie słowa ,w ogóle sama świadomość tego, że jeśli się chce to się potrafi zapanować nad tym okropnym uczuciem i wyjdzie to tylko na dobre.

Zablokowałam jego numer, ale smsy i połączenia wpadają do folderu zablokowanych. Jak na razie pokusa sprawdzania jest dużo. Nie pisze nic, więc może i on sam też zrozumiał jak wyniszczający jest ten związek, że nie ma już o co walczyć.
Czasami mam ochotę zadzwonić, spotkać się, ale chwilę później przypominam sobie ostatnią naszą rozmowę.... drań zdradził mnie, a potem tak próbował porównywać do kochanki. Cios poniżej pasa.

Więcej czasu poświęcam teraz znajomym i widzę, że są obok mnie osoby ,które bardzo szanują spotkania i czas.
Umówimy się dzień przed wstępnie ,a następnego dnia ustalamy która godzina i tak faktycznie się widzimy. A z tym moim ex wiecznie był problem. Wolny dzień miał to wolał poświęcić go na granie na komputerze.
Osoby obok robią mi też miłe niespodzianki, szanują mnie itd. Nikt mnie nie wyzywa, nie zastrasza, nie manipuluje.

Ale wiadomo, takie głupie przywiązanie jest plus tęsknota za samą bliskością z mężczyzną. Mimo że rozum swoje wie....

85 Ostatnio edytowany przez Liwia (2015-01-18 15:40:06)

Odp: zdradzał mnie...

Cameliao...bierz się w garść. Nie masz z nim dzieci, nie założyłaś rodziny z tym facetem, a więc masz pole manewru ogromne. Nic Cię z nim nie łączy, po za wspomnieniami, które wydaje mi się, że powinny już być w większości negatywne. Bo to co zrobił to tylko namiastka życia, które mogłabyś mieć obok niego - brnąc w to dalej. Tym bardziej , że to manipulant i lawirant. Żadnych wniosków ze swojego zachowania nie wyciągnął.
Pewnie, że jest ciężko, gdy do kogoś żywi się uczucia, ale zajmij się czymś. Ogranicz kontakty z nim. Zbierz się w siłę i zacznij myśleć o sobie, bo sama decydujesz o własnym życiu. Myślenie o facecie , który zachowuje się jak on-odbera siłę do życia, energię, zaburza logiczne myślenie, wszystko robi się mechanicznie, a stres związany z utrzymywaniem kontaktów z takim delikwentem doprowadza do wielu chorób somatycznych (które z czasem mogą się ujawnić, niestety...)
Podejrzewam, że młoda z Ciebie kobieta-a więc szanse na nowy, zdrowy związek masz ogromne!!!

86

Odp: zdradzał mnie...

Chciałbym poznać zdanie kobiet na temat tego czy według Was lepiej się rozstać mimo że ma się wspólne dzieci (trójka dzieci 3,5,7 lata)czy trwać w związku który jest jałowy (niby udane małżeństwo na zewnątrz które w środku jest puste,zero bliskości ,sexu ,pociągu do siebie). To największy problem tego związku. Po za tym nie ma w nim kłótni czy nienawiści wobec siebie. Życie wygląd jakby żyli sobie brat z siostrą...
Wydaje mi się że większość kobiet napisze aby nie odchodzić i choćby udawać dla dobra dzieci zgodnych rodziców.
Faceci pewnie w sporej grupie woleliby odejść.
Co o tym myślicie?

87

Odp: zdradzał mnie...

Cameliao - rozumiem Cię doskonale. trzymaj się, dasz radę. problem Twój jest taki, że się całkowicie nie odciełaś od tego psychopaty. jesteś związana z nim emocjonalnie. to jest powód. musisz walczyć i się odciąć. odetnij się. ja się zmusiłam, jestem szczęśliwa, w końcu, po tak długim czasie! i już pół roku milczę, było ciężko. bardzo ciężko. i wiem, że żałuje. niech sobie żałuje. a im bardziej będziesz się poniżać, tym bardziej on będzie sięz Ciebie śmiał.


Przemo77 - jeśli z dwóch stron jest to jałowe, to popracujcie może nad tym by to jakoś nadgonić? bo jeśli to tylko z Twej strony tak jest, to Twoja kobieta na taki tekst może się trochę obruszyć. porozmawiajcie, podejmijcie decyzję, to Wasz związek, rodzina, musicie razem podjąć tę decyzję.

88

Odp: zdradzał mnie...

Żona zwyczajnie stała się aseksualna. Zupełnie nie jest zainteresowana cielesnością i moje potrzeby nie są w żaden sposób dla niej ważne. Moje propozycje pójścia do sexuologa zbyła. Nie chce też o tym rozmawiać. Jest wręcz zła kiedy czasem próbuje o tym pomówić. Powiedziałem jej już dość dawno że życie w takiej formie mnie nie satysfakcjonuje i jeśli nadal tak będzie niech nie liczy że będę jej wierny.
Z drugiej strony to fajna dziewczyna i dobra kumpelka. Po za tym kocham dzieci i nie potrafie sobie wyobrazić życia bez nich.

89

Odp: zdradzał mnie...

Rozstanie będzie dobre, jeśli dojdziesz do takiego momentu, że poczujesz, że zrobiłeś już wszystko. Moim zdaniem przed Tobą - w zasadzie Wami - ciągle jeszcze etap konsultowania się z psychoterapeutą. Śledziłam Twoja historię wcześniej. Najważniejsze zadanie, aby przełamać Twoją żonę. Zachęcałeś ją do wizyty u seksuologa, a to jest propozycja z grubej paki. Zainstalowałeś w żonie poczucie, że jest dysfunkcyjna seksualnie (nawet jeśli to prawda). Kiedy zaproponujesz jej spotkanie z terapeutą dostanie komunikat, że to nie ona jest do zmiany, ale Wy - razem.
Według mnie przyczyny oziębłości Twojej żony są bardzo tajemnicze. Cały czas nie znasz powodu. Pomyśl też o tym, że po rozstaniu Twoja żona nadal zostanie z tym problemem, tylko że sama.
Jest dużo do stracenia, więc strać to z czystym sumieniem.

90

Odp: zdradzał mnie...

Ładna...zdaje się, że pomyliłaś tematy.

91

Odp: zdradzał mnie...

Cameliao, po pierwsze, współczuję Ci.
Kiedyś mi się wydawało, że jak się kogoś mocno kocha to się mu wybaczy wszystko.
To był tylko sen, ale śniło mi się, że mój partner miał inną. Gdy się dowiedziałam, oczekiwałam dwóch rzeczy: że się rzuci na kolana z płaczem zrywając z nią kontakt oraz, że będzie na moje wybaczenie czekał miesiącami. Tak się nie stało - tak samo jak w realnym świecie tak się nie dzieje smile Taka wymarzona wielka miłość może i istnieje, ale wtedy facet najnormalniej w świecie nie zdradza. W tym śnie ból był tak wielki, tak mocny, a wtedy kochałam bardzo... Ja po prostu wiem, że zdrady bym nie wybaczyła. Taką fizyczną, raz, może. Emocjonalna, nigdy, przenigdy. Jedyne emocje jakie czułam w tym śnie oprócz bólu to była nienawiść i chęć zranienia go... Jeżeli bym wróciła, to chyba tylko po to, żeby go później z większym łomotem zostawić.

Jesteśmy na podobnym etapie - odpuszczenia w związku. Ty masz dużo lepsze motywy, więc powinno być łatwiej, ale jednocześnie czujesz o wiele gorsze emocje które utrudniają sprawę. Jedno jest pewne, i tak się rozstaniecie, a dla Ciebie lepiej byłoby to zrobić teraz. Przynajmniej w przyszłości, MOŻE zostanie po nim jakieś miłe wspomnienie, jak to jeszcze pociągniecie rok będzie bolało tak samo, ale będzie to zupełnie zmarnowany rok. To trochę takie gadanie jak do ściany, bo i tak zrobisz swoje. Zastanów się jedynie nad tym, czy to, co napisałaś, jest prawdą. Jeśli tak, i tyle osób mówi Ci co będzie dla Ciebie lepsze - może naprawdę mają rację? Jeżeli sama nie jesteś w stanie podjąć decyzji, może ktoś inny powinien to zrobić za Ciebie... Nie masz może rodziny, przyjaciół, którzy by Ci pomogli?

Może to głupi pomysł, ale gdy rozstawałam się ze swoim pierwszym chłopakiem i nachodziły mnie myśli, żeby zadzwonić, wrócić, to przychodził przyjaciel z flaszką i tak mnie schlewał, że na 24h miałam spokój smile

Zastanawiam się jakich słów użyć żeby ci przemówić do rozsądku, ale tak jak większość, musisz się przekonać sama, czy to ma sens. Ja wiem, że nie. Dla mnie w ogóle niedopuszczalna jest zdrada, a jeszcze PORÓWNYWANIE DO KOCHANKI? Co ty jesteś, tą szmatą pod drzwiami w którą się wyciera buty? Jesteś żywym człowiekiem, kobietą która go darzy uczuciem! Nie, nie - to go zupełnie eliminuje. Chcesz słuchać takich rzeczy do końca życia? Trochę szacunku do samej siebie. Jakby ci przywalił sierpowego, też byś się zastanawiała? Przemoc psychiczna niewiele się różni od fizycznej.

Najlepiej zajmij sobie czas. Dla mnie to nauka, treningi, książki, wyjścia z znajomymi. Może powinnaś iść na kurs tańca? Tak tylko sugeruję, że to może pomóc.

Trzymaj się tam smile

92

Odp: zdradzał mnie...
Liwia napisał/a:

Ładna...zdaje się, że pomyliłaś tematy.

Odpowiadam Przemowi ;-)

93

Odp: zdradzał mnie...

Cameliao chciałabym porozmawiać

94

Odp: zdradzał mnie...

Liwia, jdics i malinowysorbecik - bardzo Wam dziękuję za słowa otuchy i jeszcze większym utwierdzeniu mnie w mojej racji. Walczę ze swoimi emocjami jak mogę. Jak mnie aż skręca żeby napisać to sama sobie zadaję mnóstwo pytać "po co chcesz zadzwonić ? co mu powiesz? co jeśli będzie mówił że się zmieni i chce szansy? co możesz zrobić zamiast sięgnięcia po słuchawkę?" i zazwyczaj po takich pytaniach wychodzi jedno : brakuje mi czułości. Tej emocjonalnej stronie rzecz jasna wink bo racjonalna wolałaby przytulić się do poduszki niż do takiej osoby. Chyba zacznę sobie czytać o tym jak wychodzi się z nałogów, bo w pewnym sensie to jest uzależnienie.

Przemo77 - ja uważam, że skoro nie ma jakiś patologicznych zachowań, to powinniście pracować nad swoim związkiem smile z tego co widzę, co sobie przeczytałam to niestety, ale taka miłość ma swoje fazy ,więc kilka lat po ślubie partnerzy mniej okazują sobie uczucia, mniej rozmawiają. ZRÓB COŚ NIESTANDARDOWEGO dla żony smile zabierz ją na basen, żebyście pobyli tylko we dwoje, przy okazji jeśli któreś z was na przykład gorzej pływa - zaproponuj/ poproś o pomoc smile kontakt fizyczny was zbliży, nawet taki niepozorny jak złapanie się za rękę. Od razu odnowią się pozytywne emocje. Trzymam kciuki !

Ainah - jeśli masz ochotę, napisz tutaj na forum, a jeśli nie chcesz publicznie to napisz mi wiadomość prywatną smile

95

Odp: zdradzał mnie...

Oczywiście, że uzależnienie...od niego!

96

Odp: zdradzał mnie...

Mózg się uzależnił od takich skoków emocjonalnych, raz jest fantastycznie ,pokazuje jaki potrafi być kochany ,jak dla mnie by sięgnął po gwiazdkę z nieba.. a za chwilę wychodzi z niego zdradzający, manipulujący i zakłamany człowiek, który chce się znęcać nade mną psychicznie. I właśnie mózg płata nam takie figle, że "woli" znów powrócić do tego co już mu znane (co z tego że przynosi to ból) niż zdecydować się na nową sytuację.....
Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że on też się pewnie w jakiś sposób uzależnił. Chciał pewnie odejść ode mnie i dlatego zdradzał mnie ,ale widać to przyzwyczajenie / uzależnienie było na tyle silne ,że nadal ze mną się spotykał.

Właściwie to już nie jest dla mnie ważne co dlaczego robił. Najważniejsze dla mnie teraz to po prostu odzyskanie swojego JA. Odzyskanie spokoju. To wszystko jest możliwe. Tylko potrzeba dużo pracy nad sobą, potrzeba wyciszyć emocje. Zrozumieć je i wyciszyć smile

Gdybym miała możliwość, to zdecydowałabym się na terapię, bo znacznie łatwiej by mi było przebrnąć przez to wszystko... ale na razie zmuszona jestem do czytania na własną rękę różnych artykułów, książek, blogów wspierających takie kobiety jak ja.
Sama świadomość tego, że to jest możliwe żeby się "z tego wyleczyć" uskrzydla smile

97

Odp: zdradzał mnie...

http://www.netkobiety.pl/t17705.html

Poczytaj!!!:)

98 Ostatnio edytowany przez Cameliao (2015-01-20 23:33:45)

Odp: zdradzał mnie...

Pięknie dziękuję smile

Czasami mam nadzieję ,że on sobie po prostu pójdzie w swoją stronę i da sobie spokój... byłoby mi o wiele łatwiej.
Śmieszne, bo kiedyś kiedyś pisałam na forum ,że szkoda ,że ze mną zerwał i to ja do niego się odzywałam. A po kilku dniach jak była cisza to czułam taką przyjemną ulgę i on zawsze wtedy wracał.... teraz już wiem, że dopóki nie znajdzie sobie nowej "ofiary" to pewnie sam nie będzie na tyle silny psychicznie żeby dać sobie spokój.
Moja w tym rola ,wyjść z tego wszystkiego z twarzą i w końcu sobie ułożyć życie tak jakbym tego chciała. smile



EDIT:

Myślę że chyba jestem o tyle na lepszej pozycji już teraz, że ja wiem ,że chcę końca.
Wiem ,że on się nie zmieni.
Wiem ,że im dłużej będę trwała w tym związku tym więcej krzywdy mi wyrządzi.
Wiem ,że nie jestem wcale głupia czy bezwartościowa, po prostu się zagubiłam i dałam wciągnąć w ten cały wir.
Wiem ,że jak się postaram to doprowadzę w końcu do końca smile

99

Odp: zdradzał mnie...

Ja wiem, że on nie ma normalnego podejścia do związku, że on prawdopodobnie ma zaburzenia osobowości.
Ale jak można komuś wciskać kit ,że się chce związku, ciągle do porzygania opowiadać jak to on chce ze mną zamieszkać (temat wałkowany prawie przez cały związek ) ,a zachowuje się poniżej krytyki.
Narzeka, że nikt z moich znajomych czy rodziny go nie lubi ,że nikt nie popiera tego związku ,a sam nawet nie próbuje poprawić swojego zachowania.
Jakbym nie walczyła z tym żeby się od niego odzwyczaić i wyciszyć (w bezpieczny dla umysłu sposób, nie na zasadzie zamiecenia pod dywan, żeby za miesiąc wybuchły te emocje) ,a walczyła o poprawę związku to w życiu nic bym nie zdziałała. 
Mogłabym sobie wypisać metrową listę tego co robi kompletnie nie w porządku do mnie.
Jak ja się nie odzywam 10 minut to jest panika, to jest złoszczenie się. Ale jak on cały dzień potrafi nie odebrać telefonu ,to jest w porządku. Wie ,że paskudnie się czuję fizycznie ,ale ma gdzieś to ,że potrzebowałam pomocy i nawet mu napisałam, odbierz proszę, bo potrzebuję pomocy.
Jak jest w pracy to dzwoni ,a i owszem, wydzwania i wypisuje. Z nudów smile i gada o swoich sprawach, a jak już coś wspomnę o tym co mnie interesuje, czego ciekawego się dowiedziałam, co ciekawego robiłam - omija temat... albo rozłącza się, bo nagle nie może gadać, albo nawet nie czyta tego co piszę.

Zgubne jest to co napiszę, ale mam nadzieję ,że przyjdzie taki dzień, że będę umiała go kopnąć w tyłek.
Potrzebowałam (nie naciągałam) pomocy ,on to miał gdzieś kompletnie. Chciałabym żeby przyszedł taki dzień w którym będe potrafiła odrzucić jego połączenie , nie odczytać nawet smsa.... po prostu olać tak jak on mnie olewa. Tylko ,że ja na stałe.

A to wszystko co wymieniłam to kropka w morzu tego co mi przeszkadza w nim.

I wybaczcie za taki dziwny wpis. Musiałam przelać jakoś swoje emocje.
Wiecie co ?
Jestem już tym zmęczona.... boję się ,że bez psychologa nie będę umiała z tego wyjść. Robię co mogę, czytam różne książki, artykuły, przeglądam to forum, rozmawiam ze sobą ,ale co już jakoś wyjdę na prostą po rozstaniu, już odzyskuję siłę, to on wraca, pojawia się i fantastycznie potrafi mnie zmanipulować.

Czuję się jak kretynka, mimo ,że czytając psychologiczne artykuły widzę, że to po prostu głupie podejście mózgu, który dosłownie, uzależnił się od takich skoków emocji i od jego osoby.

Naprawdę, nie mam już z tym wszystkim siły.... nie mam pieniędzy na psychologa obecnie ,ale jeśli tylko będę miała to z pewnością się wybiorę.
Liczę ,że do tego czasu on sobie odpuści.... chociaż wątpię. To jest słabiutki psychicznie człowieczek, jeszcze bardziej słaby niż ja. On jak tylko pomyśli sobie ,że ja mogę odejść, czyli ta ostoja ,która zawsze wysłucha, doradzi i pomoże to paniki dostaje.. frustracja go ogarnia i panikuje.

przeklinam los za to ,że go spotkałam i dałam się wplątać w taki "nałóg".

100 Ostatnio edytowany przez Cameliao (2015-01-28 17:47:38)

Odp: zdradzał mnie...

Kolejny wpis, kolejna próba ratowania własnej godności, walki o lepszą przyszłość.

Chyba nawet celowo to zrobiłam, umówiłam się i wystawiłam go. On tradycyjnie się wściekł, zaczął przerzucać swoją frustrację w formie smsów. To były tak niemiłe i tak obraźliwe smsy, że chyba tylko najgorszemu wrogowi mogłabym coś takiego napisać i w obliczu jakiejś naprawdę dużej tragedii....
Po raz kolejny podejmę próbę odejścia. Bo wiadomo, to że on napisał mi, że nic już do mnie nie czuje i że to on odchodzi ,nie oznacza ,że tak faktycznie będzie. Że za kilka dni nie wróci z podkulonym ogonem przepraszać i obiecywać jak to się zmieni i jak to będzie między nami dobrze.. do czasu kolejnej kłótni.
Kiedyś to się przejmowałam takimi "akcjami"... załamywałam się, wylewałam łzy w poduszkę. A teraz jakoś nie przejmuję się. Przychodzi taki moment, że chciałabym się przytulić, że chciałabym chwilę poczuć coś pozytywnego ,wiec nawina łapałam te ochłapy uczuć. On jak coś chce to jest milutki, to przybiega z uśmiechem na twarzy. Natomiast jak ja potrzebuję pomocy czy po prostu spotkania się to on ma w tym czasie albo wyłączony telefon, albo nie odbiera. Taki człowieczek. 
Głupie uzależnienie od hormonów wytwarzanych w organizmie podczas przytulenia się itd.
Owszem, pojawia się czasem smutek, pojawia się pragnienie żeby się z nim spotkać, miło spędzić czas. A nawet jak pojawiają się dni, że super spędziliśmy czas... to i tak zaraz przychodzi kłótnia. I teraz to już nawet nie czekam na miłe chwile.. wiem jakie to jest zgubne.
Ten człowiek samą krzywdę mi wyrządza. Nic dobrego.... skrót ostatnich dwóch dni.
Potrzebowałam pomocy kogokolwiek, on tak mówił jak to mnie kocha (chyba nawet nie wie co to znaczy) ,jak mogę na niego liczyć zawsze itd. A jak zadzwoniłam z prośbą o pomoc ,nie odebrał. Napisałam smsa, też olewka.
Natomiast dziś jak on potrzebował mojego wsparcia, a raczej towarzystwa w proszeniu się o pieniądze od rodziny, a ja nie pojechałam to co ? To typowy dla niego scenariusz. 10 smsów jaka to jestem beznadziejna, jak on mnie nienawidzi, jak życzy mi najgorszego, jak tamta druga była ode mnie lepsza. Ogólnie stek smsów i wyzwysk sfrustrowanej osoby.
Odpisałam mu jedynie żeby nie pisał już do mnie nigdy więcej, że nie będę nawet tego czytała i że nie życzę sobie wyzwisk i nie zniżę do jego poziomu i nie wejdę w tą dyskusję. Na zakończenie oczywiście rzucił smsa jak to on nie ma nad sobą kontroli itd..... no żałosne.

Wiem, pewnie macie mnie za głupią babę.
Ale ja naprawdę dam sobie radę tym razem..... mam 24 lata, chcę żeby w końcu spotkało mnie coś dobrego. Chcę założyć normalną rodzinę, mieć dzieci.


EDIT:

A po co piszę znów post ?
- chcę wyrzucić z siebie wszystkie myśli
- mam nadzieję ,że może jakoś mózg się w końcu przestawi na opcję "nie wracamy do niego" jak kolejny raz będę o tym pisała.

To już naprawdę ten moment.....

101

Odp: zdradzał mnie...

Jesteś młodą osobą. Masz szanse ułożyć sobie życie od nowa z kimś innym. Na razie jesteś w miejscu szarpania się ze sobą samą. Jeśli nie skoncentrujesz się sama na sobie, nic nie zdziałasz. Pewnie, że jesteś uzależniona od emocji, huśtawek, wzlotów, euforii i upadków, najniżej jak się da. Ale z tego można się wyrwać. Może nie do końca, ale w dużym stopniu!
Odetnij się od niego, skończ tą relację. Nie wiś na nim. Zawiśnij w końcu na samej sobie. To jest najlepsze rozwiązanie.

102

Odp: zdradzał mnie...
Liwia napisał/a:

Na razie jesteś w miejscu szarpania się ze sobą samą.
Pewnie, że jesteś uzależniona od emocji, huśtawek, wzlotów, euforii i upadków, najniżej jak się da. Ale z tego można się wyrwać. Może nie do końca, ale w dużym stopniu!

To prawda, to jest walka pomiędzy emocjonalną stroną ,która jest przyzwyczajona do tych huśtawek - raz dobrze, raz bardzo źle, zaraz znów wybuch miłości (to jest bardzo typowe dla toksycznych związków), a racjonalną stroną - która wie, że partner ma zaburzenia osobowości, która wie, że partner nie panuje sam nad swoim życiem, emocjami i zachowaniami na różnych polach, czy to w pracy ,czy do znajomych, czy do mnie.
Ja na niego patrzeć nie mogę. Nawet jego zapach mi już przeszkadza. Kiedyś to chodził czysty, koszule miał wyprasowane, w pokoju sprzątał, coś tam sobie gotował. A teraz to się z niego taki łach zrobił... chodzi w brudnych i podartych ubraniach, ma taki syf w pokoju ,że zwymiotować można. Nie chcę sama siebie obwiniać, bo to specyficzny związek, ale czasami myślę czy to może przeze mnie... czy po prostu wygodne się dla niego takie życie zrobiło.

Przede wszystkim muszę zrozumieć dlaczego weszłam w taki związek, a to już wiem. Byłam po pochopnym rozstaniu z byłym partnerem i szukałam uwagi drugiej osoby.
Dlaczego nadal z nim byłam mimo że już od dłuższego czasu wiem ,ze nie jest odpowiednim kandydatem ? - Mózg sobie też zapamiętał te dobre chwile i niestety, wspomina je, uzależnił się od tych huśtawek itd.

To jest bardzo ciężkie, ale myślę ,że da się z tego wyjść.

Kolejny krok wyżej jestem. Kiedyś mimo ,ze chciałam żeby to się skończyło to gdzieś miałam nadzieję ,że może on się pierwszy odezwie, że zadzwoni, że przeprosi. Chciałam się poczuć "górą".
Teraz już nie chcę.... teraz chcę ciszy z jego strony. Nic nas nie łączy... mogę odciąć się od niego kompletnie. Zniknąć jakbym nigdy nie istniała.

Mam nadzieję ,że uszanuje to i nie odezwie się już nigdy..

103

Odp: zdradzał mnie...

Bardzo dusiłam w sobie emocje... sama przed sobą chyba byłam zbyt dumna żeby rozpłakać się. Pomogłam sobie i rozpłakałam się, emocje się troszkę ustabilizowały.....
Najbardziej na świecie żałuję ,że wróciłam do niego po tej zdradzie. Nie posłuchałam Was ,a przecież to było z góry wiadome (dla mnie również) że on się nigdy nie zmieni.
Zwykły śmieć z niego ,który potrafi tylko w akcje złości i desperacji wyzywać ludzi, wykorzystywać ich najczulsze punkty.
Ja również znam jego czułe punkty, mogłabym jego doprowadzić do płaczu, histerii, mogłabym kilka niewygodnych faktów z jego życia przytoczyć kilku osobom.... jego życie złożyłoby się jak domek z kart. Ale nie będę zniżać się do jego poziomu....

I wiecie co ? Nawet jeśli on napisze ,to nie odezwę się.
Raz jeszcze przeczytałam smsy od niego. Za takie teksty powinien dostać po twarzy, nie jest wart ani sekundy rozmyślania o nim.

To faktyczny koniec. Jestem tego pewna.

Ja, Cameliao oficjalnie przyrzekam sobie samej i wszystkim forumowiczom, że choćbym miała wrzeszczeć, 5 godzin dziennie katować się ćwiczeniami fizycznymi, wychodzić na kilkugodzinne spacery bez telefonu (w momencie w którym chciałabym napisać/ odezwać się) to już nie odezwę się. A bynajmniej nie będzie to nic miłego z mojej strony, ewentualne prośby żeby wykasował numer itd.

Wróciłam do niego miesiąc temu, to najgorszy miesiąc mojego życia.

Za miesiąc będę sama z siebie dumna. Wierzę w to że mi się uda.

A w chwili zwątpienia, raz jeszcze przeczytam sobie smsy od niego, poczytam sobie ten dzisiejszy wpis. Nic się samo nie wydarzy.... on jest słabiutki psychicznie, dopóki nie znajdzie kolejnej ofiary to będzie mi na głowę nadal wchodził..... dość tego. Zasługuję na wartościowego partnera, który mnie nie zdradzi, nie będzie wyzywać od najgorszych i jeszcze porównywać do kochanki.

Najgorsze obrażliwe epitety mi się nasuwają jak o nim myślę, ale oszczędzę sobie. Nie ten poziom reprezentuję co on.

104

Odp: zdradzał mnie...

Nie możesz z nim rozmawiać, pisać spotykać się bo wtedy ona ma nad Tobą przewagę. Mój były też tak robił a ja niestety byłam jak pies nie dość, że wierna to jeszcze za nim biegałam. Ubliżał mi, nie szanował, zdradzał, kłamał i wiele innych, ale ja dalej w to brnęłam mimo, że wszyscy mi mówili jakim on jest człowiekiem, ja usilnie chciałam pokazać, że moja miłość go zmieni. Gó..no zmieniła, mnie totalnie zniszczyła i załamała. On się ma świetnie, ja przeżywam, ale wiem, że już jestem o 100kroków dalej bo się od niego oderwałam. Nie pozwoliłam więcej się tak traktować i Ty też musisz to zrobić. Musisz uciec bo inaczej będziesz kolejne lata marnować. Wiem, że jest Ci ciężko szczególnie jak myślisz sobie, że to może być rzeczywisty koniec, ale przecierpisz teraz kilka miesięcy i ruszysz do przodu a tak to będziesz dalej marnować czas a wasze rozstanie i tak nadejdzie.

105

Odp: zdradzał mnie...
lilianna90 napisał/a:

Nie możesz z nim rozmawiać, pisać spotykać się bo wtedy ona ma nad Tobą przewagę. Mój były też tak robił a ja niestety byłam jak pies nie dość, że wierna to jeszcze za nim biegałam. Ubliżał mi, nie szanował, zdradzał, kłamał i wiele innych, ale ja dalej w to brnęłam mimo, że wszyscy mi mówili jakim on jest człowiekiem, ja usilnie chciałam pokazać, że moja miłość go zmieni. Gó..no zmieniła, mnie totalnie zniszczyła i załamała. On się ma świetnie, ja przeżywam, ale wiem, że już jestem o 100kroków dalej bo się od niego oderwałam. Nie pozwoliłam więcej się tak traktować i Ty też musisz to zrobić. Musisz uciec bo inaczej będziesz kolejne lata marnować. Wiem, że jest Ci ciężko szczególnie jak myślisz sobie, że to może być rzeczywisty koniec, ale przecierpisz teraz kilka miesięcy i ruszysz do przodu a tak to będziesz dalej marnować czas a wasze rozstanie i tak nadejdzie.

Podpisuję się pod tym obiema rękami i nogami smile

Pierwszy krok do wyjścia z tego chorego związku już zrobiłam - uświadomiłam sobie, że jego nic nie zmieni (oprócz psychologa, ale dopiero w momencie kiedy faktycznie tego on sam będzie chciał, a on przecież uważa się za idealnego mężczyznę ). Że to mnie wyniszcza i odbiera szansę na naprawdę fajną i spokojną przyszłość.
Teraz pora na drugi krok, właściwie to najważniejszy - ZERO KONTAKTU ! Z resztą nawet już nie mam nic do powiedzenia mu... po takich bezczelnych słowach to tylko słowa krytyki negatywnej mi się nasuwają, a szkoda mi czasu i nerwów na rozmowę z nim. On by powiedział tak jak poprzenio ,że powiedział to wszystko w złości, że nie jest to prawda itd.
Teraz pora na to żebym sama siebie pokochała, od mężczyzny chciałam rozpieszczenia... a teraz pora na to żebym ja siebie rozpieściła. Dla siebie przygotowała relaksującą kąpiel z jakimś ładnie pachnącym żelem. Zrobiła dobry obiad dla samej siebie i zjadła go przy świecach. Obejrzała jakiś fajny film. Wszystko żebym poczuła się dobrze w swoim towarzystwie smile

Czytałam Twój wątek "jak wybaczyć". I tak podciągając pod mój wątek ,to wiesz co uważam ?
Wg mnie każdy powinien przede wszystkim pokochać siebie, o czym już napisałam. A po drugie, w moim przypadku to po prostu pora na akceptację tego, że on jest jaki jest.... człowiek sam ze sobą ma problemy, raz siebie kocha ponad wszystko i uważa jaki to on jest ą ę ,a po chwili sam siebie nienawidzi i swojego niepoukładanego życia. Nie mogło się wydarzyć inaczej.... trafiłam na takiego człowieka.
Wybaczyć sama sobie muszę, że sama sobie krzywdę robiłam..... i to myślę że jest podstawa.

106

Odp: zdradzał mnie...

Widzę, że mamy podobne sytuacje:) Też zacznę od wybaczenia samej sobie, że pozwoliłam się tak upokorzyć. Mój ex miał to samo z jednej strony pewny siebie "dżolero" który może mieć każdą więc ciesz się że jestem z Tobą a z drugiej całkowicie zakompleksione dziecko, które potrzebuje czułości i miłości:) Ja mam nad nim taką przewagę, że mi się udało wyrwać, a on musi żyć ze sobą do końca swoich dni:D W sumie to mu nie zazdroszczę:D Uwierz mi, że brak kontaktu to najlepsze co możesz zrobić. Jak Cię korci żeby mu odpisać to pisz do przyjaciółki, na forum zadzwoń do mamy obojętne byle nie do niego. Ja tak robiłam i pierwsze dwa tygodnie siostry i przyjaciółki miały mnie na telefonie co dwie godziny, ale teraz już to przeszło:) Najbardziej się boję jednak przypadkowego spotkania jak będzie ze swoją lubą... Mam nadzieję, że to nie nastąpi póki się nie wykuruje całkiem. A co do rozpieszczania siebie to świetny pomysł. Mi ostatnio głupia kąpiel sprawiła przyjemność. Cieszyłam się jak dziecko, a potem włączyłam sobie Dziennik Bridget Jones winko i bardzo udany wieczór:)

107

Odp: zdradzał mnie...

Uwielbiam Dziennik Bridget Jones ! smile
Ja teraz staram się rozpieszczać jak tylko mogę, najbardziej lubię wieczory, jak właśnie mogę się położyć, zjeść coś dobrego, napić się winka albo whisky. Ale spotkać ze znajomymi, pogadać o niczym itd smile

Ja będę wychodziła na spacery jak będę miała ochotę napisać. A Twój ex do Ciebie się odzywał czy przepadł jak kamień w wodę ?
Wiesz... myślę że może i lepiej dla Ciebie ,że on ma jakąś już kobitkę. Bo nawet jakbyś miała chwilę słabości to on już tego nie wykorzysta, ja bym się cieszyła jakby ten mój znalazł sobie kogoś i mi dał spokój.... ale znając jego ,to nawet jakby znalazł jakąś to i tak by pisał do mnie, tak jak to było z tą "drugą".... zdradzał i mnie i ją. Na boku miał drugi związek. W którym zachowywał się jeszcze gorzej niż do mnie, bo dochodziło aż do rękoczynów..... kolejny dowód na to ,że tacy ludzie się nie zmieniają.

Pamiętaj - to jest Twoje życie, Ty jesteś najważniejsza smile nie możesz siebie obarczać winą. Było minęło smile

108

Odp: zdradzał mnie...

Cytuję smile

" Obiecaj sobie: bez względu na to co trzeba zrobić, poczynię potrzebne kroki do wyzdrowienia. To dość radykalne podejście, ale bardzo istotne. Jeśli nie ustawisz swoich priorytetów w ten sposób, nigdy nie znajdziesz czasu na zajęcie się tym, czym powinnaś, aby wyrwać się z uzależnienia od partnera.
To tak jak z uczeniem się obcego języka albo ćwiczeniem na siłowni ? sporadyczne wysiłki nie dają efektów. Dawne sposoby myślenia, odczuwania i reagowania będą wracać, choćby z przyzwyczajenia. Potrzebne są nawet niewielkie zmiany, ale wprowadzane systematycznie i przez dłuższy okres czasu. Dlatego skup na sobie całą uwagę i wysiłek, a zobaczysz efekty. "

z artykułu "Jak się uwolnić z uzależnienia od miłości ?" - Kinga Ślużyńska

warto sobie nawet zanotować i zapamiętać smile

109

Odp: zdradzał mnie...

Też uwielbiam ten film!!:) Na szczęście jak kamień w wodę. Ale jak się rozstaliśmy rok temu też była cisza a potem nagle bum i wystawał pod moim domem pisał dzwonił itd-wtedy się złamałam i to była najgorsza decyzja w moim życiu. A co do jego nowej kobitki to nie taka nowa tylko kochanka na której go złapałam więc to już trwało kilka miesięcy:) Ja go pogoniłam to poszedł do niej:) Tylko, że ten człowiek nie potrafi być sam. On zanim odejdzie musi mieć już nowe gniazdko uwite. Inaczej robi tak jak Twój-męczy. Mam nadzieje, że jak się rozejdzie z obecną (okazało się, że mamy wspólne grono znajomych i takie same ziółko jak on:D) to już będzie miał nową a nie przypomnij sobie o starych "śmieciach". Mi wszyscy powtarzają, że już w większe g..wno niż on nie wejdę więc może być tylko lepiej. Najważniejsze dla mnie teraz to mój święty spokój. Nie zamartwiam się gdzie jest, z kim jest, czemu nie odbiera i nie odpisuje, gdzie spał tym razem albo z kim pisze na fb. Żaden związek nie jest wart tego spokoju ducha i pewności, że nikt Cie nie robi w balona:)

110

Odp: zdradzał mnie...
lilianna90 napisał/a:

Tylko, że ten człowiek nie potrafi być sam. On zanim odejdzie musi mieć już nowe gniazdko uwite. Inaczej robi tak jak Twój-męczy.

To samo ten mój ex. Identycznie.... jak mu zrobiłam nalot z tą jego kochanką to się rozpłakał jak baba, drgawki z nerwów miał i wpadł w histerię i krzyczał ,że "on teraz sam zupełnie jest". Biedaczek.
Nawet jak znalazł sobie opcję to nie wiem na jaką cholerę mnie męczył. I scenariusz był ZAWSZE taki sam. Ze mną się kłócił, krzyczał ,że się rozstajemy, a po 3 dniach wracał z podkulonym ogonem. No chyba nawet tygodnia nie wytrzymał nigdy.

To tak działa ,że mój organizm jest przyzwyczajony do tych huśtawek ,więc samoistnie tak się dziwnie zachowuje ? Wyszłam dziś z domu, pośmiałam się z fajnymi babeczkami. Wróciłam do domu.... nastrój gorszy niż przed wyjściem.
Płakać i krzyczeć mi się chce. Ze złości.

Chciałabym mieć normalnego partnera z którym miałabym normalny związek, jasne, jak w każdym związku, z kłótniami, ale z szacunkiem do drugiej osoby i z prawdziwą miłością.... chciałabym tak z kimś spędzić wieczór. Żeby mnie ktoś przytulił... Przez tą sytuację z nim, czuję się taka niedokochana.....

111

Odp: zdradzał mnie...

Wiem co czujesz... Też mam takie stany. Jak wychodzę to super, fajny humor, pośmieje się a po powrocie porażka... Wraca się do pustego łóżka, nawet nie można napisać zapytać wygadać się bo ile można znajomych męczyć tym samym. Czasami zazdroszczę mojemu ex, że tak szybko i płynnie wchodzi w związki a dla mnie to takie ciężkie, zanim się pozna, zaufa i zakocha... Ja mam jeszcze takie wahanie właśnie w sprawie uczuć. Z jednej strony marzę żeby był ktoś kochający, bliski, chcę czuć się bezpiecznie przy kimś a z drugiej nie wyobrażam sobie teraz innego faceta w moim życiu. A Twój organizm tak reaguje bo jest zdezorientowany. Myślę, że to przejdzie jak nauczymy się żyć bez partnerów albo wejdziemy w zdrowo funkcjonujący związek.

112

Odp: zdradzał mnie...

Chcąc nie chcąc pojawia się ten ból... ja doskonale wiem jaki on jest, ile krzywdy mi wyrządził i że to nie ma sensu. Ale boli. Wiadomo...
A znajomi.... nawet nie wiedzą ,że z nim się nadal spotykałam. Wstyd było mi się przyznać i bałam się ,że się po prostu ode mnie odwrócą, bo uznają mnie za idiotkę i nie zrozumieją.

Nawet nie wiem co teraz czuję... nie umiałabym opisać chyba pierwszy raz co czuję. Z jednej strony, ulgę. Z drugiej strony strach ,ale nie wiem przed czym. Ale myślę też co on robi, czy myśli. Czy się odezwie.

Szkoda że nie można zagłuszyć myśli i nawet oglądając film przychodzą mi głupie myśli....

O ile łatwiej by mi było gdybym wiedziała, że on już ma dość tego wszystkiego i się nie odezwie.
Byłby poza zasięgiem moim i po czasie bym się przyzwyczaiła.
Kluczowe dla mnie jest tych pierwszych kilka dni. Tak jak obserwowałam siebie w wakacje jak praktycznie co 2 tygodnie zrywaliśmy to te pierwsze 3 dni były najgorsze. Śnił mi się ,nie wiedziałam czy się odezwać, płakałam itd. Później budziłam się spokojniejsza.... tak jakby te pierwsze emocje już zaczynały opadać.

Dobrze, że już wieczór i dzień się zaraz skończy.

A żeby ten wpis nie był aż tak pesymistyczny:

Jestem z siebie dumna smile
- po wczorajszych słowach i zakonczeniu relacji, utrzymałam emocje na wodzy, nie weszłam w dyskusję, powiedziałam jedynie o końcu związku
- dziś również ani razu się nie odezwałam

To jest oczywiście wierzchołek góry lodowej, ale uważam ,że każda kobieta wychodząca z takiej relacji powinna wręcz celebrować każdy dzień w którym udało jej się nie odezwać do mężczyzny. I ekstra punkty za sytuację w której on się odezwał, a ona mimo wszystko nie odezwała się. To powinno nas motywować do dalszych starań smile

113

Odp: zdradzał mnie...

Jestem z Ciebie dumna, że trzymasz się póki co w swojej decyzji!:) Znajomi się nie odwrócą bo to Ty jesteś dla nich najważniejsza i powinni każdą Twoją decyzję zaakceptować. To Twoje życie. Moi przyjaciele mi mówią, że nie mogę do niego wrócić, ale nigdy się nie odwrócą i jak będę kolejny raz płakać to i tak mnie pocieszą, ale nie zaakceptują jego osoby w swoim towarzystwie. Tylko u mnie już nie ma mowy o powrocie więc też jest troszkę inaczej. Nie daj się złamać jak napisze. Wiem, że to jest cholernie trudne, aż nadto to rozumiem, ale to jedyna droga do zakończenia tej toksycznej relacji. Jak dostaniesz smsa od niego to od razu pisz tutaj wszyscy na pewno szybko pomogą Ci się uporać z tym żebyś nie odpisała. Czasami się zastanawiam czy to jest miłość czy po prostu zwykłe uzależnienie. Np. niestety jestem osobą palącą i wiem, że to jest niezdrowe, śmierdzące i drogie, ale jednak się tego trzymam uparcie bo sprawia mi chwilę przyjemności. To samo jest z takimi związkami przynoszą więcej szkód niż tych dobrych chwil, ale kurczowo się tego trzymamy dla tej chwili ulgi. Mimo, że doskonale wiemy, że i tak nic dobrego z tego nie wyjdzie to się trzymamy. I jak najlepiej wyjść z takiego nałogu? Rzucić to palenie w cholerę w jeden dzień i się trzymać bo "podpalanie" dalej powoduje, że palimy:) Dasz radę!!!!

114 Ostatnio edytowany przez Cameliao (2015-01-30 12:30:16)

Odp: zdradzał mnie...
lilianna90 napisał/a:

Czasami się zastanawiam czy to jest miłość czy po prostu zwykłe uzależnienie. Np. niestety jestem osobą palącą i wiem, że to jest niezdrowe, śmierdzące i drogie, ale jednak się tego trzymam uparcie bo sprawia mi chwilę przyjemności. To samo jest z takimi związkami przynoszą więcej szkód niż tych dobrych chwil, ale kurczowo się tego trzymamy dla tej chwili ulgi. Mimo, że doskonale wiemy, że i tak nic dobrego z tego nie wyjdzie to się trzymamy. I jak najlepiej wyjść z takiego nałogu? Rzucić to palenie w cholerę w jeden dzień i się trzymać bo "podpalanie" dalej powoduje, że palimy:)

Lepiej bym tego nie ujęła smile
Jakiś czas temu, stwierdziłam, że wezmę się za siebie. Poczytam różne książki, artykuły, poczytam forum, zobaczę co psychologowie / psychiatrzy sądzą o takich przypadkach ,których jest wprost mnóstwo. I trafiłam na artykuł w którym opisali taki typ związku. W którym jedna ze stron jest maltretowana (fizycznie lub słownie lub psychicznie) i następują takie fazy tych kłótni (też tak miałaś ? ) - partnerowi zbiera się już na kłótnię i następuje wybuch całej złości - w tym czasie kobieta jakby drętwieje, a wręcz nawet dysocjuje i nie czuje bólu/ smutku ,a po chwili następuje wybuch miłości. I organizm niestety ,ale tak bardzo się angażuje emocjonalnie w takie relacje, że bardzo ciężko z nich wyjść. To jest uzależnienie.... Dlatego sama sobie obiecałam, że jeśli ktoś kiedykolwiek w moim towarzystwie powie na kobietę ,która jest maltretowana - "głupia baba skoro nie odchodzi" to bardzo chętnie ich uświadomię jak to działa...
Myślę ,że zrozumienie tego jak to wygląda - to już duży krok w kierunku uleczenia. A właśnie dzięki takiemu zrozumieniu można przebaczyć samemu sobie. Bo ja naprawdę momentami myślałam o sobie najgorzej, że jestem tak głupia ,że wracam, mimo że nie chcę. Nie jestem głupia... Byłam po prostu w takim toksycznym związku ,który tak uzależnia.

Dziś obudziłam się w gorszym nastroju, bo oczywiście mi się śnił.
On dalej się nie odezwał, ale to nawet daje mi motywację, wiesz ? Nie sądziłam, że on jest tak silny psychicznie i wytrzyma, a skoro on daje radę ,to ja tym bardziej sobie poradzę. Może już ma kolejną panienkę, z nim to nigdy nie wiadomo... to też lepiej dla mnie by było, bo by nie odzywał się i ja mogłabym w spokoju "dojść do siebie".

To będzie długa droga.....

EDIT:

A przez to ,że mi się śnił ,a to był dobry sen, to naprawdę mi dziś bardzo ciężko. Pewnie gdyby nie te jego smsy już na tyle bezczelne i chamskie, to odezwałabym się. Ale duma mi nie pozwala.... nie pozwolę żeby ktoś mnie wyzywał od najgorszych i mieszał z błotem ,a swoją kochankę wychwalał..... czemu w takim razie do niej nie wrócił... skoro taka ona idealna. Ona by wróciła do niego.
Bez sensu.... nie wiem co ze sobą zrobić. Płakać mi się chce, a nie mogę...
Nie odezwę się, ale to będzie duży ból dla mnie..... naprawdę, to aż boli fizycznie... taki ucisk w klatce piersiowej........

115

Odp: zdradzał mnie...

Będzie długa i kręta, nie raz będziesz chciała zawrócić, ale warto przez nią przejść:) Mój ex był świetnym manipulatorem i potrafił mi wkręcić praktycznie wszystko. Ja go przepraszałam za tak irracjonalne rzeczy, że aż mi głupio. Był mistrzem w obracaniu kota ogonem. Jego zachowania, które nie miały racji bytu zawsze "opierały" się na moim wcześniejszym zachowaniu i to ja go "zmuszałam" do takich reakcji. Potem tak się przyzwyczaiłam do takiego życia, że myślałam, że to jest normalne. Przecież w każdym związku raz jest dobrze raz źle. Myślałam, że tak właśnie to funkcjonuje. Tyle ile przez tego człowieka przepłakałam to chyba nigdy w całym moim życiu... Też się boję Cameliao co będzie dalej, a co jak nikogo tak nie pokocham, będę samotna i nieszczęśliwa a przy nim miałam chociaż te chwile szczęścia więc może jednak to jest tego warte, ale nie jest!! Mój rozum mówi jedno, zakończenie związku to była jedyna dobra decyzja. Mimo, że głupie serce próbuje jeszcze przegadać rozum to już sobie na to nie pozwolę. Widziałam się wczoraj z moją przyjaciółką. Po 8 latach toksycznego związku w końcu uciekła. Dochodziła do siebie rok w między czasie miała przelotne romanse, ale nie czuła nic do tych facetów. I po roku poznała wspaniałego chłopaka, w którym zakochała się po uszy. Równo rok temu mówiła, że już nigdy nie pokocha nikogo tak jak swojego M. a tu taka niespodzianka. Opowiadała mi wczoraj, że teraz jest szczęśliwa, bezpieczna i co najważniejsze ufa swojemu partnerowi i zawsze może na niego liczyć. Zawsze odbiera telefon, nie krzyczy, nie wyzywa jej, nie znika na kilka dni. Jest NORMALNIE więc da się tylko trzeba dać sobie szansę na zaznanie tego:)

116

Odp: zdradzał mnie...

Ale u mnie było tak samo. Aż wstyd mi o tym pisać, ale jeszcze 1,5 roku temu po kłótni z wyzywaniem i niemiłymi słowami potrafiłam dzwonić z płaczem i wręcz błagać żeby wrócił i dał mi szansę. Przepraszałam go.
Później coś we mnie pękło.... w grudniu 2013 roku podczas jednej z kłótni ,typowej dla tego związku - on cały dzień nie odbiera telefonu ,bo poszedł na imprezę. Włamałam się na jego fb ,pierwszy i ostatni raz. Widziałam jakie pisał rzeczy, że podrywała go dziewczyna i się wręcz aż tym chwalił. Nie wytrzymałam, w smsach tym razem to ja go nawyzywałam od najgorszych i powiedziałam sobie, że nie wrócę. I faktycznie to on od tamtego czasu po większości kłótni się pierwszy odzywał. Ja już nie chciałam tak dużo czasu spędzać razem, częściej wybierałam pozostanie w domu niż spotkanie z nim. A już tym bardziej nie chciałam zostawać na noc u niego. Zdarzały się takie zrywy, że chciałam jeszcze ratować ten związek, ale zawsze wychodziło jak wychodziło....
Naprawdę jestem w szoku, że on tyle wytrzymał i się nie odezwał. Niby to dopiero 2 doba minęła od momentu jak mi napyskował przez smsy i zerwaliśmy.

My potrzebujemy czasu przede wszystkim.... i nic na siłę nie robić. Wyleczymy się z tego przyzwyczajenia, zmienimy swoje wartości, przesuniemy granice (wiesz że kiedyś nie akceptowałam nawet podniesionego tonu w rozmowie ? a będąc z nim zaakceptowałam przeklinanie żebym uciekała, jego wyzwiska od dosłownie najgorszych, jakieś wrzaski, krzyki itd - ponownie muszę przesunąć tą granicę). I jak zaczniemy być szczęśliwe same ze sobą to być może znajdzie się osoba w której zobaczymy fajnego partnera smile

Ale to wszystko da się zrobić.
Moja znajoma, wprawdzie kontaktu teraz nie mamy, bo się wyprowadziła do innego miasta ,ale... była w podobnym związku jak my. Ją facet tak samo zdradzał, wyzywał, niszczył jej rzeczy, a nawet opowiadała kiedyś, że napluł jej na twarz i chyba też pobił. Ale tak trwała w tym związku... Nie wiem które z nich w końcu zdecydowało się zakończyć tą relację, ale dziś dziewczyna ma męża i słyszałam ,ze jest zakochana po uszy. I tak jak wymieniłaś, nie ma wyzwisk, jakiegoś głupiego nieodbierania telefonów i szarpanin. Więc to jest realne smile zawsze, ale to zawsze się tym pocieszam.
Teraz ode mnie zależy czy ja dam sobie szansę na taką miłość, czy zostanę w takim toksycznym związku.

Aczkolwiek wydaje mi się, że i on stracił już kompletnie chęć na ten związek i być może coś się stało, że w te kilka godzin odzwyczaił się..... wcześniej byłam pewna, że się odezwie. Teraz jestem prawie pewna, że tego nie zrobi. Czuję to w kościach wink

117

Odp: zdradzał mnie...

Też odwalałam takie akcję, że się zmienię, że go kocham, ostatnia szansa i on łaskawie wtedy się godził i zyskiwał przy tym ogromną przewagę nade mną. Niestety wtedy myślałam, że między nami jest miłość i o nią trzeba walczyć dopiero teraz wiem, że to z miłością nie miało nic wspólnego.
"My potrzebujemy czasu przede wszystkim.... i nic na siłę nie robić. Wyleczymy się z tego przyzwyczajenia, zmienimy swoje wartości, przesuniemy granice (wiesz że kiedyś nie akceptowałam nawet podniesionego tonu w rozmowie ? a będąc z nim zaakceptowałam przeklinanie żebym uciekała, jego wyzwiska od dosłownie najgorszych, jakieś wrzaski, krzyki itd - ponownie muszę przesunąć tą granicę)"
Byłam taka sama silna i twarda, a on powolutku, cichutko przesuwał granicę a ja ślepa tego nie widziałam. Teraz wiem, że nigdy więcej sobie na to nie pozwolę. Lepiej dla Ciebie by było jak by się nie odezwał bo by nie korciło. Ale to może być tylko cisza przed burzą, że bierze Cię na przetrzymanie. Sprawdza ile czasu Ty się nie ugniesz.

118 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-01-30 15:10:34)

Odp: zdradzał mnie...

Witaj Cameliao,

Myślę, że warto żebyś zapisała się do psychologa nawet jeśli trzeba czekać. W różnych miejscach kolejki są różne, więc warto podzwonić, popytać. Myślę, że jesteś już świadoma tego, że Twój partner jest jedną trzecią Twojego problemu, natomiast dwie trzecie problemu tkwi w Tobie. Zerwanie relacji jest więc jedną trzecią sukcesu. A to oznacza, że jeśli nic nie zrobisz, prawdopodobieństwo tego, że w przyszłości znów podświadomie wybierzesz partnera, który zapewni Ci emocjonalną huśtawkę od której się uzależniłaś, jest całkiem spore.

Bardzo za Ciebie trzymam kciuki Cameliao, ale po tym co piszesz czuję, że Twój (były) partner dalej będzie Tobą manipulował. Po prostu czuję, że nie wytrzymasz zbyt długo, i ulegniesz. Znowu. Nie wiem co by się musiało stać, abyś zakończyła to raz na zawsze, bo gdy tak kojarzę to wszystko już chyba było - zdrada, kłamstwa, przemoc psychiczna (obrażanie Ciebie na porządku dziennym), manipulacje, chęć kontrolowania Ciebie (Ty musisz się stawić tu i tu o tej porze, a on niekoniecznie; brak współpracy z Twojej strony kończy się przemocą słowną), ukrywanie przez Ciebie jego oburzającego zachowania przed otoczeniem. Tak sobie myślę, że gdy już zamieszkacie razem, będzie Cię wyrzucał z domu w środku nocy "za karę", bo coś tam powiedziałaś, albo nie zrobiłaś czegoś tak, jak on chciał. Jeśli będziecie mieli dzieci, będziesz się włóczyła z dzieciakami całą noc po dworcu, bo czynny 24 godziny na dobę.

Wydajesz się naprawdę miłą osobą, i cholernie mi smutno, że taki los Cię czeka sad
Musisz się wreszcie obudzić.

PS. Bardzo bardzo bardzo chciałabym się mylić.
Więc weź się w garść i pokaż mi, jak bardzo się mylę, o! smile

119

Odp: zdradzał mnie...

A ja myślę że Cameliao jest mimo wszystko silna i chyba w życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, że czara się przelewa. Coś pęka i dalej się nie da. Nawet jak jest próba powrotu to wtedy się czuje, że już nie można zwyczajnie być razem. Można dalej "kochać", ale nie można tkwić w tym związku. Oczywiście pomysł żeby się teraz zapisać do psychologa i poczekać nie jest głupi. Nic się nie traci, a można tylko zyskać. Wydaje mi się, że Cameliao miała podobnie jak ja. Zanim weszłyśmy w tą relację byłyśmy normalne, wesołe, ufne, silne i niezależne, ale niestety to toksyczny partner zmienił nasze nastawienie i wartości. Dobrze przepracowane rozstanie pozwala w przyszłości uniknąć takich sytuacji więc trzeba dużo o tym rozmawiać z kim się da. Ja zamęczam moją rodzinę i znajomych, tam samo tutaj na forum, aż nadto się udzielam, ale to bardzo pomaga zrozumieć pewne rzeczy i inaczej spojrzeć na cała relację. Tym bardziej jak się słyszy, że inni ludzie mają podobne historie.

120

Odp: zdradzał mnie...

Aeryn smile
mam kilku znajomych ,którzy są psychologami, wiadomo, oni nie podejmą się terapii ,bo emocje nas łączą i nie przyniesie to nic dobrego. Ale co powtarzają ? Żeby wyjść z tego muszę znaleźć genezę całego problemu, dlaczego weszłam w taki związek. A u mnie odpowiedź jest prosta, wychowywałam się bez ojca i niestety często szukałam miłości, jakiegoś ciepła ze strony mężczyzn, uznania itd. Po długim związku z poprzednim partnerem (to był normalny związek) jakoś zaczęliśmy się od siebie oddalać. Rozmowy nie przynosiły żadnego skutku ,nie wiedziałam jak się za to wziąć, więc zdecydowałam, że skoro on nie potrafi zawalczyć o związek i zmienić podejście to pora to zakończyć. Odeszłam.
I nagle zjawił się on.... chciał mi poświęcać każdą swoją minutę, na rzęsach na początku stawał żebym tylko była szczęśliwa. Więc ja, podłamana troszkę poprzednią porażką szukałam tego co najbardziej mi brakowało w poprzednim związku (bardzo błędne myślenie) - uwagi, poświęcania czasu. Dopiero po jakiś 6 miesiącach wyszła taka prawdziwa kłótnia ,że przeklnął do mnie. Ja byłam już na tyle zakochana i zaangażowana, że no niestety... wybaczyłam. On stopniowo przesuwał moje granice....

Aeryn napisał/a:

Tak sobie myślę, że gdy już zamieszkacie razem, będzie Cię wyrzucał z domu w środku nocy "za karę", bo coś tam powiedziałaś, albo nie zrobiłaś czegoś tak, jak on chciał. Jeśli będziecie mieli dzieci, będziesz się włóczyła z dzieciakami całą noc po dworcu, bo czynny 24 godziny na dobę.

I właśnie to mnie pociesza wiesz ? A raczej to ,że on od tylu lat mnie namawia żebyśmy razem zamieszkali, a ja mimo ,że wcześniej miałam na to pieniądze to się nie zdecydowałam nigdy. Mimo ,że mnie szantażował, mimo ,że obiecywał gruszki na wierzbie, mimo ,że odchodził ode mnie z tego powodu. Nigdy się nie złamałam.
Tak samo z pożyczaniem pieniędzy, kiedyś na początku mu pożyczyłam, prawie ,że siłą musiałam wyciągać te pieniądze, ale się udało. Od tego czasu nie otrzymał ode mnie pomocy.

Wydaje mi się, że ja do niego lgnęłam ,bo brakowało mi osoby ,która spędzi ze mną czas, chociaż chwilę. A chodzi tu konkretniej o jakieś przytulenie się, czy zbliżenie fizyczne. Na tym oparłam ten związek.

Chciałam napisać ,ze walczę ze sobą. Ale źle to brzmi. Głowa wie już dużo, serce ,a raczej hormony nadal wariują. Podobnie chyba jest u osób uzależnionych od różnych substancji. Po odstawieniu pojawiają się różne fazy. Złość, rozdrażnienie, potem smutek, wypieranie problemu itd.
Co ja czuję ?

Smutek, że nie spotkałam na swej drodze partnera ,który by mnie szanował i mogłabym być teraz w normalnym, zdrowym związku.
I przytuliłabym się do kogoś..


lilianna90 napisał/a:

Lepiej dla Ciebie by było jak by się nie odezwał bo by nie korciło. Ale to może być tylko cisza przed burzą, że bierze Cię na przetrzymanie. Sprawdza ile czasu Ty się nie ugniesz.

Bardzo, ale to bardzo możliwe. Bo on wie, że jak się odezwie to ja będę się czuła górą. A bardzo tego nie chce smile
Ja też obstawiam opcję ,że może miał tam kogoś na boku znowu i teraz się zajął jakąś opcją.
On nie umie kontrolować emocji, w ogóle tego nie potrafi. Dlatego wątpię w to żeby bez jakiegoś większego powodu nagle się odzwyczaił ode mnie. Nie napiszę że odkochał, bo to nie było kochanie mnie. Poza tym, to nie jest taka osoba ,która trzeźwo patrzy na kłótnie. Czyli widzi, że ja coś powiedziałam co nie powinno mieć miejsca itd ,więc powinno się zakończyć relację i się tego trzymać będzie. Ja mu wszystko mogłam wykrzyczeć, tak, zdarzyło się kilka razy, że i we mnie coś pękło. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć takie sytuacje, ale były. Mimo wszystko się odzywał.


Dziewczyny..... muszę sobie dać radę. To jest nałóg i mój organizm przyzwyczaił się do tych hormonów towarzyszących tym huśtawkom emocjonalnym jakie mi serwował.... czas jest moim sprzymierzeńcem. Wydaje mi się ,że już po tygodniu inaczej będę się czuła.
Pamiętam po tych wszystkich akcjach w wakacje. Kluczowe były trzy dni, w każdej kłótni. Trzeciego dnia zazwyczaj było jakoś inaczej, już tak bardziej spokojnie. On wtedy akurat się odzywał. wink
Ale nie tym razem.

Choćbym miała tu pisać co godzinę post, wypłakiwać się, żalić, złościć się itd. To to zrobię. W imię uleczenia siebie smile

121

Odp: zdradzał mnie...

Wstrzymam się na 2 tygodnie, jeśli nadal będzie tak jak teraz ,to się zapiszę do psychologa smile
Na razie chciałabym sama uporać się chociaż z tą pierwszą fazą, najtrudniejszą. Czyli przełamać w sobie to pragnienie zadzwonienia. Za każdym razem jak pojawia się taka myśl - a może zadzwonię ,to od razu rozmawiam sama ze sobą, w myślach oczywiście big_smile że to jest niepotrzebne, że za dużo już tego było złego, że nie dzwoniąc, odchodząc od tej toksycznej relacji daję sobie możliwość na spełnienie marzenia jakim jest spotkanie fajnego partnera. I po chwili rozum bierze górę i po prostu zajmuję się czymś innym.

Z każdej godziny w której nie zadzwoniłam, nie odezwałam się ,ani nie pomyślałam nawet miło o nim - jestem dumna. Naprawdę. I szkoda mi to też psuć smile ponad 48 h jak jestem silniejsza, za kolejne 48 h będę 10 x bardziej dumna z siebie smile a po pierwszym tygodniu chyba sprawię sobie jakiś prezent smile

122

Odp: zdradzał mnie...

Cześć Cameliao smile Zacytuję Ci to, co napisałam na 3-ciej stronie wątku, jeszcze zanim dałaś mu kolejną szansę.

Aeryn napisał/a:

Wydaje mi się, że rozstaniach jest kilka etapów przez które przechodzimy - rozpacz, później nagły przypływ wewnętrznej siły i determinacji by się "nie dać", a później po czasie - tęsknota. To chyba właśnie ona jest najtrudniejsza do pokonania, a to jeszcze przed Tobą. Trzymam za Ciebie kciuki smile

1) rozpacz,
2) nagły przypływ wewnętrznej siły i determinacji by się "nie dać"
3) po czasie: tęsknota

Trzeci etap to właśnie ten na którym ostatnio poległaś.
Masz jakiś pomysł na to co teraz zrobić żeby wytrwać na tym etapie?

123

Odp: zdradzał mnie...

To fakt najcięższy etap to ten z tęsknotą bo nagle zapominamy te złe rzeczy i wkradają się te fajne momenty. Ja na szczęście już mam za sobą etap, że nie umiem się opanować i się do niego nie odezwać:) Już nawet nie wypisuje w kółko do znajomych jak mi źle i ciężko. Teraz raczej staram się analizować emocje. Co jaka oznacza, skąd się bierze i czy lepiej ją przeżyć czy stłamsić w zarodku:) Zawsze takie zachowania biorą się z dzieciństwa, też już to analizowałam i doszłam do wielu wniosków. Matko nigdy przedtem tyle nie rozmyślałam o moim życiu co teraz:D

124

Odp: zdradzał mnie...

Przede wszystkim, żadnych emocji nie powinno się zamiatać pod dywan i udawać ,że ich nie ma... bo to później wychodzi, nawarstwia się, nawarstwia i człowiek pęka.
Więc muszę dosłownie przeżyć ten etap i tą tęsknotę. Ale żeby ją przeżyć to też znów - zrozumieć czemu tak jest.
Emocje nadal się będą pojawiały, ale racjonalna strona już "zdania na ten temat nie zmieni" smile

Będę najwyżej płakać, albo cały czas się faszerować myślami, że to przejdzie, a jak przejdzie to czeka mnie nagroda. Bo spokojne życie po takiej gehennie to prawdziwy raj. Tylko niech te emocje się wyciszą.

Teraz chyba bardziej przeżywam to ,że nie mam obok siebie partnera i nie mogę się przytulić i poczuć miłości i nie wiążę tej myśli z nim. Wcześniej miałam podobnie. Chyba nawet od czasu jak się dowiedziałam o zdradzie... przy nim te emocje wariowały, bo "tak mnie zaprogramował" ,więc te dobre hormony skakały do góry. A potem w domu podczas kłótni starałam się wyciszyć i znów myśleć, że szkoda ,że nie mam fajnego partnera. Wyciszałam się na te złe momenty.
Dlatego już nie ma co patrzeć ,że "z braku laku" dobra i chwila miłości z nim, bo wcale nie jest dobra.

Jak on się odsunie i ja jego odsunę to od razu odżyję.
smile

a Ty masz jakieś rady ? Widzisz to z boku wszystko, wiec wiadomo, że inaczej. Co robić jak pojawiają się jakieś głupie myśli. Co zrobić w chwili gdy on może napisze, a mnie będzie aż dosłownie skręcać żeby odpisać ?

125

Odp: zdradzał mnie...
lilianna90 napisał/a:

To fakt najcięższy etap to ten z tęsknotą bo nagle zapominamy te złe rzeczy i wkradają się te fajne momenty. Ja na szczęście już mam za sobą etap, że nie umiem się opanować i się do niego nie odezwać:) Już nawet nie wypisuje w kółko do znajomych jak mi źle i ciężko. Teraz raczej staram się analizować emocje. Co jaka oznacza, skąd się bierze i czy lepiej ją przeżyć czy stłamsić w zarodku:) Zawsze takie zachowania biorą się z dzieciństwa, też już to analizowałam i doszłam do wielu wniosków. Matko nigdy przedtem tyle nie rozmyślałam o moim życiu co teraz:D

A widzisz big_smile big_smile ale to prawda, dużo rzeczy bierze się z dzieciństwa.
CZAS CZAS I CZAS smile i wszystko powinno się unormować smile !

126

Odp: zdradzał mnie...

To aż boli fizycznie.... naprawdę....

Czuję ucisk w brzuchu i w klatce piersiowej. Niby chce mi się płakać, a nie mogę.
Czytałam trochę różne wątki, podobne do mojego. Jedyne rozwiązanie to definitywne odcięcie się od tej toksyny.

Kobietki, Wy też tak miałyście jak się zaparłyście ,że się nie odezwiecie ,że tym razem uda się skończyć z tą gehenną ? Taki ból i dziwny nastrój ,że nawet płakać się nie można ?  sad

127 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-01-30 19:24:23)

Odp: zdradzał mnie...
Cameliao napisał/a:

To aż boli fizycznie.... naprawdę....

Czuję ucisk w brzuchu i w klatce piersiowej. Niby chce mi się płakać, a nie mogę.
Czytałam trochę różne wątki, podobne do mojego. Jedyne rozwiązanie to definitywne odcięcie się od tej toksyny.

Kobietki, Wy też tak miałyście jak się zaparłyście ,że się nie odezwiecie ,że tym razem uda się skończyć z tą gehenną ? Taki ból i dziwny nastrój ,że nawet płakać się nie można ?  sad

Jak detoks, prawda? Niestety nie wiem co Ci poradzić, nie byłam nigdy w toksycznym związku, ale troszkę wątków poczytałam, i wiem, że to może długo trwać. Wiem też, że pojawi się taka pokusa, żeby wejść szybko w nowy, inny związek, żeby chociaż mieć się do kogo przytulić, móc jakoś zagłuszyć ten ból - tylko, że to nie jest dobre rozwiązanie, bo chodzi o to aby nauczyć się kochać siebie, cieszyć się życiem bez poświęcania tego życia drugiej osobie. Dopiero kiedy to osiągniesz, będziesz gotowa by wejść w nowy związek. Zdrowy związek.

Podobnie jak Ty Cameliao, mam problem z zapanowaniem nad swoimi emocjami; wiem, że ciężkie przeżycia mogą wyzwolić wiele złego. U mnie silny ból emocjonalny objawia się na przykład przyspieszonym biciem serca, hiperwentylacją (za szybko oddycham i nie zauważam tego, przez co drętwieją mi ręce, nogi, i mam wrażenie, że się duszę), bólem w klatce piersiowej. Właściwie podejrzewam, że moja choroba autoimmunologiczna też jest skutkiem emocjonalnego bólu - w sumie w ciągu kilku miesięcy mój organizm sam zniszczył połączenia nerwowe w rękach i nogach, praktycznie doszczętnie. To było osiem lat temu, gdy skończyłam dwadzieścia lat. Jeżdżę teraz na wózku, nerwy się powoli odbudowują i uczę się chodzić, ale z tymi mroczniejszymi myślami znów się borykam odkąd mój mąż otworzył drzwi, które myślałam, że zamknęłam już na zawsze. W życiu chyba tak jest, że jak już jest dobrze i naiwnie wierzysz, że tak będzie zawsze, to ktoś bliski tak Ci dołoży, że już nie wstaniesz smile Nawet w tych "zdrowych" (nietoksycznych) związkach.

EDIT: Dodam jeszcze, że fizyczny ból który teraz odczuwasz możesz ukoić przytulając się do kogoś (mamy, siostry, koleżanki, przyjaciółki, przyjaciela). Człowiek jest zwierzęciem stadnym, fizyczny kontakt działa uspokajająco. Gdzieś czytałam, że takie mocne przytulenie bardzo pomaga też osobom z atakami paniki - to było jakoś naukowo wyjaśnione, ale niestety nie pamiętam jak sad

128

Odp: zdradzał mnie...

Aeryn, bardzo mi przykro i z całych sił trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia !!!!!

Mogłam pójść na randkę z chłopakiem, któremu się podobam. Znamy się, ale raczej tylko cześć cześć było. Zaprosił mnie na drinka i do kina. Odmówiłam... wiem, że to jeszcze za wcześniej ,poza tym, pewnie bym się rozpłakała na takim spotkaniu. Teraz dobrze się czuję tylko w towarzystwie przyjaciół i rodziny.

Spotkałam się z przyjacielem, on podobny miał związek ,a później małżeństwo. Miał o tyle łatwiej ,że żona nie chciała odbudowywać związku. On to dopiero przeżywał.... chodził też do psychologa żeby jakoś się podbudować, ale powiedział, że nie za bardzo mu to pomogło. Mówi ,że miał wrażenie ,że się po prostu wygadał komuś. Żadnych cennych rad, szukania jakiś podstaw dlaczego w takim związku był... teraz jakoś daje radę, ale też ma chwile, że chce płakać i drzeć się jednocześnie...

Ja teraz tak mam. Jakbym mogła to całą energię bym poświęciła na krzyk i ucieczkę.... chciałabym gdzieś uciec. Albo wykrzyczeć mu prosto w twarz jak go nienawidzę, jak zniszczył mi 4 lata życia.... I dziwię się, że on się nie odzywa. Skoro on potrafi, to ja tym bardziej !!!! Mimo że jest ciężko.
Dobrze to ujęłaś, to jak taki detoks. Aż człowieka roznosi.... płakać, krzyczeć i kopać jednocześnie mi się chce w obecnej chwili...... hmm

129 Ostatnio edytowany przez lilianna90 (2015-01-30 22:53:58)

Odp: zdradzał mnie...

Rozumiem o jakich odczuciach mówisz. Ja nie jadłam, ciągle przyspieszona akcja serca, wręcz mdłości jak próbowałam coś przełknąć, odpalałam fajkę od fajki to był dramat pierwsze kilka dni. Wtedy nawet nie miałam zmiennych nastrojów tylko jeden wielki dół, nie byłam w stanie normalnie myśleć, a do pracy trzeba było iść. Miałam wigilie w pracy na drugi dzień po pobiciu to był hard-core... Tona pudru na zadrapania i sińce, jakoś zamalować oczy i się uśmiechać cały dzień-koszmar. Ale potem w gronie rodzinnym mogłam już być osowiała. Jedyny plus tego wszystkiego to zamiast w święta przytyć to jeszcze schudłam:D Wtedy rodzina była dla mnie całym światem. Nie pozwalali mi zostać ani na chwilę samej, ciągle byli rozmawiali słuchali. Ja już w zasadzie po rozstaniu nie płakałam no może dwa razy, ale to chyba dlatego, że jak się dowiedziałam o tej panience to jeszcze dwa tygodnie razem mieszkaliśmy i wtedy wylałam wszystkie możliwe łzy. Potem była już tylko apatia. Jedynie jak on się odzywał to mnie jeszcze bardziej pogrążało. Od 5 czy 6 stycznia nie mam z nim kontaktu i jest o niebo lepiej. Już nie korci żeby się odezwać, zresztą i tak bym nie miała co mu napisać. Te pierwsze kilka dni/tydzień nie zostawaj sama jak się da. Dzięki temu unikniesz, że się do niego odezwiesz. Musisz teraz przejść ten etap ogromnej rozpaczy, który troszkę potrwa, ale potem już zobaczysz, że możesz coś zjeść, normalnie spać i Ci się nie będzie śnił co noc. Zaczną się huśtawki. W jeden dzień będziesz mogła góry przenosić a w drugi niewiarygodna tęsknota. Dalej nie wiem jak będzie bo jeszcze z tego etapu nie wyszłam. Mam nadzieję, że już rzadkie nawroty wspomnień i nie będzie ciągle siedział w mojej głowie:)

Jeszcze dwie myśli mnie naszły- nie miałam pojęcia czy tym razem dam radę, ale przegiął pałę, zresztą moja rodzina czuwała żebym się do niego nie odezwała, i tak cichaczem się z nim raz spotkałam, ale to mnie tylko utwierdziło, że urywam kontakt bo nie potrzebnie potem płaczę i wracam na początek drogi (to była moja świadoma decyzja)

A co do spotykania się teraz z płcią przeciwną- nie rób tego jak nie czujesz takiej potrzeby. Będziesz się zmuszać, źle czuć a potem płakać- wiem bo też to przechodziłam- umówiłam się ze znajomym, który strasznie by coś chciał więcej. o spotkaniu ryczałam jak bóbr, że ja tego nie chcę tylko żeby mój ex się tak o mnie starał. Z tym znajomym póki co też urwałam kontakt:D

130

Odp: zdradzał mnie...

Ja tak nie mogłam jeść jak dowiedziałam się ,że mnie zdradzał. Ta druga dziewczyna tak samo. Obie się jakoś próbowałyśmy motywować żeby chociaż cokolwiek zjeść... teraz o dziwo dopisuje mi apetyt. Płakać nie mogę, dopiero jak się napiję alkoholu. Ale przecież nie mogę tak co wieczór pić sama, bo jeszcze w jakiś alkoholizm wpadnę....
Teraz czuję taki ból i mi smutno i jednocześnie chce mi się krzyczeć jak bardzo go nienawidzę.
I to strasznie zgubne, ale chciałabym żeby się odezwał. Chciałabym poczuć się silniejsza od niego. Mieć świadomość tego, że "wygrałam" ,że on pierwszy się odezwał i nie wytrzymał. Ja wiem, to nie zawody i lepiej dla mnie żeby się nie odzywał.. ale takie głupie myśli mam.

Nie wiem czy dam sobie radę.... taka odważna i pewna siebie byłam jeszcze kilka postów temu, a teraz mam obawy, że się znów poddam. Oczywiście zrobię co w mej mocy żeby tego nie zrobić. A nawet jeśli bym zbłądziła i się odezwała, to wybaczę sobie i wrócę dalej na ścieżkę " to ostateczny koniec związku ". Czytałam artykuły autorki książki Moje dwie głowy. Ona fajnie opisuje jak właśnie postępować i m.in. wspomina o tym jak kobieta się odezwie to niech nie załamuje się, tylko dalej próbuje walczyć o swoje = odejść od mężczyzny.
Ale nadal walczę żeby się nie odezwać. smile

lilianna90 napisał/a:

A co do spotykania się teraz z płcią przeciwną- nie rób tego jak nie czujesz takiej potrzeby. Będziesz się zmuszać, źle czuć a potem płakać- wiem bo też to przechodziłam- umówiłam się ze znajomym, który strasznie by coś chciał więcej. o spotkaniu ryczałam jak bóbr, że ja tego nie chcę tylko żeby mój ex się tak o mnie starał. Z tym znajomym póki co też urwałam kontakt:D

Miałam identycznie kilka lat temu. Zrobiliśmy sobie "przerwę"... dawny znajomy z pracy chciał się spotkać. Spotkałam się z nim, gadaliśmy, oglądaliśmy film itd... wróciłam do domu to łzy mi poleciały ciurkiem. Nie mogłam wręcz zapanować nad tym płaczem... jak dziecko wyłam.


O kurw.
Odezwał sie.
Czy chociaż przyjaciółmi zostaniemy................

nie odpiszę. Będę silna dziewczyny !!!!!!!!

Posty [ 66 do 130 z 206 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026