Jak wyglądała ta relacja...
Chyba nigdy nie stworzylismy prawdziwej bliskości. Niby się kochalismy, ale nie było miedzy nami pełnego zrozumienia, a nawet z jego strony dobrej woli. Może mnie kochał, ale tak naprawdę nigdy nie zaakceptował. Mam trudny charakter, jestem dość wymagająca, emocjonalna, mam swoje zdanie. W tym związku bardzo się staralam. Ale nie znosilam jego siostry, nie chciałam się z nią spotykać. Miał z tym problem. Na poczatku dawalam jej szanse, ale nie było spotkania bez manifestowania jej dochód, wiec dalam sobie spokój. Tymi Gochami zepsuła toczek mojej córki, cala rodzina chodziła wokół niej na palcach.
Druga sprawa. Mój ex jest bardzo oszczędny, nie ma potrzeby posiadania, czerpania z życia. Mamy dobre zarobki, a nie mogłam nic kupić do domu i doprosic sie o pomalowanie ścian, bo może być jak jest.
No i jego mama. W porządku, ale pępowina nie odcięta. To nawet nie chodzi o to, ze ona ingerowala, ale on konsultował z nią WSZYSTKO.
Rozstanie wyglądało tak, ze ja cos tam probowalam, proponowalam terapie, on nie chciał. Zylismy osobno. Przestał robić cokolwiek w domu, znikał na noce, nie dbał czy Mała ma jedzenie, potrzebne rzeczy. Wypraszal mnie z salonu, bo chciał spać. Zabrał mi TV z sypialni. Wyprowadzilam się. On potem zaproponował terapie, na której do wiedziałam się, ze jestem zla, bo nie chce spotykać się z siostrzyczkę i po roku chciałam zmienić tapete w sypialni, wiec jestem rozrzutna...