To jeszcze trzeba wytłumaczyć tą niedostępność, bo nie wiem czy myślimy o tym samym.
Czy kręcą Cię WSZYSCY niedostępni? I to jest warunek, dzięki któremu się nakręcasz na takowego?
To pomysl - jest masa facetów o których przechodzisz obok i oni Cie nie chcą - Ty ich też nie. Jesteście dla siebie niedostępni 
Po prostu czasem to jest dość proste, że jedna strona chce, druga nie i wcale nie ma to związku z niedostępnością. Albo wychodzi, że jest niezainteresowana (pech, mało kto trafia od razu na drugą połówke na całe życie), albo tym za jak bardzo atrakcyjną (lepszą od nas) traktujemy tamtą osobę. I czemu tak jest i czemu jest to mus. Na pewno sama niedostępność nie jest cechą która definiuje atrakcyjność. Odrzucenie to ból, ale żeby kogoś odrzucić, najpierw trzeba go zechcieć - i to zaniża znowu wartość. Cecha osobowości zależnej. Nie znaczy że jak nam zależy to zawsze mamy taką osobowość, ale moze zalezec, gdy nie trzeba sobie kogoś przywłaszczać. I zamiast odejsc, odseparować się od niskiej wartości, to staramy się przekonać drugą osobe do siebie. Ta osoba staje sie LEKIEM na niską wartośc, mimo że sama ją wywołała. To tak jakbyś leczyłą się alkoholem, który zepsuł Ci zdrowie i liczyła, że tym razem pomoże.
Co do przyciągania - kwestie wyglądu pomijam, bo to pożądania nie nakręca u was, a wyobrażenia o cechach jakie ma taki piękniś. I te cechy trzeba rozpracować. Tą desperacką chęć przywłaszczenia sobie takich cech, bo są tak bardzo potrzebne (wam). Do czego? Do uzyskania czego? Albo chęć zmiany kogoś w wymarzony ideał. Czyli zakochanie w wyobrażeniach tylko po to, by żyć złudzeniem i zrobić z tego cel życiowy. Żyje po to, by kogoś zmienić, bym się dowartościowała tym że mam taką moc sprawczą i władzę. Dopóki obiecuje zmiany - kocham go (wyobrażenie). Zmieni się to odejde (bo nie chce tych zmian, tylko chce mieć zajęcie i stery). Ludzie np zarabiają kasę, dążą do władzy po to by być szanowanymi, wielbionymi itp i to robią całe życie, jako mechanizm którego sie nauczyli do tego by sie czuć lepiej. By sie starać o coś, leczyć kompleksy, pustke. Główkują jak tu dogodzić innym. I to samo w związku z kimś nieodpowiednim. Nie związek dla samych uczuć, dawania, dzielenia, tylko po to, by uruchomić mechanizm bycia potrzebnym do czegoś (sobie, egoistycznie). Tak naprawde to układ, ale w wiekszosci nieswiadomy proces, a nie miłość. Jeśli godzisz się na coś czego naprawde nie chcesz, nie potrzebujesz i nie daje to prawdziwego szczęścia - to nadal jest to chęć naprawienia niskiej samooceny. Prawdziwa milosc jest wolna od toksycznych, negatywnych uczuć, ale to najpierw trzeba i samemu się kochać i mieć wpojone dobre wzorce na czym to polega. Nie przecze, że sam spotykam masę osób ktora jest przeswiadczona że toksyczne objawy milosci (panika, lęki przed utratą, zazdrość, wahania nastrojów) jest tą prawdziwą i romantyczną. Tego nie przetłumaczysz, nie wyleczysz, a więc lepiej nie brnąć. Refleksji null.
Z reszta sobie przypomniałem jeszcze jeden mechanizm. Szukanie potwierdzenia własnej wartości. Jak jest niska, to szukasz kogoś kto Cie uświadomi że jesteś do dupy. I tylko w takich się "zakochujesz" bo ktoś mówi prawde na Twój temat, jest szczery, no i lepszy. Oczywiscie niekoniecznie mowi słowami, a czynami, czyli np tym odrzuceniem. I wtedy też dochodzi to o czym rozmawialismy wczesniej - czyli tak naprawde nie chcesz związku, więc szukasz tych którzy do związku sie nie nadają.