Niestety nie ma czego zazdrościć, chciałabym mieć pracę, której się mogę poświęcić i coś tworzyć, ale mam jedynie dorywcze, fizyczne zajęcie
Co i tak jeste dobre bo jak siedziałam bez zajęcia przez wakacje to byłam chyba o krok od skoku z okna.
Chciałabym się oddać w pełni ciekawej pracy, żeby właśnie żyć swoim życiem a nie myśleć (niestety nadal i za dużo) o byłym niedoszłym facecie.
Dziś jestem do dyspozycji pewnie tak do ok 15.
Mój wątek to: "Jestem zakochana, jemu chodzi tylko o łóżko... Jak wybić go sobie z głowy?". Choć po przedyskutowaniu tytuł powinnian zmienić na:
"Jestem zdesperowana, chce go, chce go, chce go choć on wykazyje ledwno minimalne zainteresowanie... Jak wybić sobie siano z głowy?"
Zostałam zdiagnozowana jako osoba z niską z samooceną, choć wcale nie było to dla mnie takie oczywiste bo wydaje mi się, że posiadam wiele atrybutów wartościowej kobiety (choćby: wyglądam całkiem nieźle, często słyszę, że jestem inteligentna, mam wiele pomysłów,uprawiam sport, uczę się języków). Jednak w głębi gdzieś jest to niedokochane dziecko, córka, którą nie do końca interesował się ojciec, którą matka zbytnio strfowała; dziecko które usłyszało kilka nie potrzebnie wypowiedzianych zdań, które wryły się w bardzo mocno w głowę. Obserwowałam relację rodziców, którą negowałam w każdym aspekcie, a którą nieświadomie chcę powtórzyć.
To co widzę podobnego w Twojej i mojej relacji z facetami:
- chcę miłości/ związku, a sama inicjucuję seks (bądź też nie opieram się mu zupełnie);
- zestaw oczekiwań po sekscie, że teraz to powinnyśmy być razem "no czemu on mi nie mówi, że mnie nie kocha?! jakim prawem?!
- stąd ta cała niecierpliwość, nie umiejętność czekania, napieranie, co oczywiście wywołuje odwrotny efekt od zamierzonego i sprawia, że facet chce się zdystansować;
- zapominanie, że "facet to też człowiek": gdzieś tam zupełnie zapominam, że on może mieć swoja własne postrzeganie związku, swoje potrzeby i kompletnie brakuje mi empatii bo - tu i mega paradoks- to właśnie ja traktuję go jako instrument do uatrakcyjnienia mojego życia
- brak umiejętności dialogu. Ty piszesz "było, dręwtno, rozmowa się nie kleiła"/ "nie pasuję mu z charakteru". No i właśnie, jak napisała Elle88, charakter to właśnie cała osoba, to jest TO co ma działać, sprawiać, że jesteśmy blisko, że chcemy być w swoim towarzystwie. Niestety najbardziej nawet współgrająca atrakcyjność fizyczna tego nie zastąpi/ nie zrekompensuje. To tak jakby zamówić patelnię, przyjedzie się w ładnym opakowaniu, ale okazuje się, że w środku są szkalanki. Przecież nie o to chodziło?
- i być może NAJGORSZE I NAJWAŻNIEJSZE: mimo, że nie o to chodziło, przyjechały szklanki, a nie patelnia, obiadu się nie są zrobić, a my DALEJ chcemy w to brnąć! Jest zupełnie nie tak jak powinno być, a nam się zdaje, że to i tak lepiej niż nic. Osoba o niezaniżonej samoocenie umie stwierdzić: "nie odpowiada mi to, nie spełniam swoich potrzeb w tej relacji, nie czuję się dobrze , nie czuje pełni jego zaangażowania, nie odpowiada pozytywnie na moje sygnały: jest źle, dziękuję nie chcę". A gdy ta samoocena jest zaniżona to nie umie się odczytywać własnych emocji i potrzeb jako ważnych i chce się dalej tkwić w relacji. I tu jest właśnie ta DESPERACJA: kiedy zaangażuję sie emocjonalnie, wydaje mi się, że już NIGDY nie spotkam takiego faceta, że muszę walczyć. MIMO, że podobnych sytuacji miała już kilka/ kilkanaście WIĘC na świecie jednak są inni mężczyżni.
Lacoste,
Mam nadzieję, że nie brzmi to w żaden sposob jakbym Ci coś wytykała, sama analizuję siebie od jakiś dwóch miesięcy keidy zaczełam te rozmowy na forum to jest na razie to, do czego doszłam. Także jestem (nadal) na etapie diagnozy. Zagadnienie pracy nad sobą/ pracy nad charakterem, nie do końca rozumiałam bo wydawało mi się, że jest to ukształtowne genetycznie i przez wychowanie, ale chyba sporo da się też zrobić.
Przeczytałam parę aktykułów i zestawów porad typu "jak podnieść samoocenę" - jednak dopóki się nie zgłębi tematu wszystkie te porady brzmią dość sucho, choć i tak są przydatne (np. wypisz sobie pozytywne cehy etc.). Przeczytałam książkę p. Katarzyny Miller "Chcę być kochana tak jak chcę" i trafiła do mnie więc planuję przeczytać kilka pozycji tej autorki. Rozważałm pójście na terapię, ale nie jestem przekonana, jednak możliwe, że sie zdecyduję jeśli inne działania nie przyniosą rezultatu.