maniek_z_maniek napisał/a:"
A jaki związek mają czyny matki z tym, co należy się dziecku? Dziecko zdradzało, dziecko się porozumiało, dziecko zrobiło coś złego ojcu?"
Taki np. ze oboje rodzice mogli sie umowic na okreslony sposob wychowywania dziecka i jego finansowania. Wczesniej alimentow nie bylo wiec albo nie bylo
problemu finansowego albo taka byla umowa. Natomiast co do zrobienia czegos zlego dziecku to ja tego nie widze. Wiele ludzi sie rozstaje po to wlasnie zeby
nie zrobic "czegos zlego dziecku" poprzez swoje klotnie i niechec do siebie. Odwracasz wiec kota ogonem i dostosowujesz interpretacje do sytuacji.
Sama rowniez sie zapetlilas.
Skoro piszesz ze czyny matki nie maja nic wspolnego z tym co sie nalezy dziecku a jednoczesnie piszesz o zdradach ojca (w domysle ze mialy) to jest to
ogromna niekosekwnecja. Bo albo obojga mialy albo obojga niemialy. A skoro matka podjela jakas okreslona decyzje to byla ona zobowiazujaca (w mniemaniu
ojca).
Moim zdaniem wszystko sprowadza sie do kasy i checi jej uzyskania, w tym przypadku w nieladny sposob i majacy swoje konsewkencje. Czy nie tego wlasnie dotyczy ten watek (a nie kwestii
prawa do uzyskania alimentow wogole)?
Tak na marginesie nie mozna jednoczesnie zadawac pytania, oczekujac na nie odpowiedzi i jednoczesnie pisac zebym tu nie pisal wink
Co do utrzymania zalezy do konkretnej sytuacji a i rozwiazan jest sporo. Klasyczny przypadek jest taki, ze rodzice cos tam pomagaja (jak moga) i student pracuje.
Rozumiem ze tez mam sie spodziewac pozwu o alimenty od doroslych dzieci, jesli beda chcialy studiowac poza miejscem naszego obecnego zamieszkania? W koncu\maja do tego
prawo i nikt ich nie potepi. Zly ojciec co nie da po dobroci...
To był mój cytat, nie autorki i dotyczył tego, co napisałeś wcześniej, czyli że inna sytuacja, jak ojciec porzuci rodzinę, a inna, jak matka zdradzi czy coś tam. Dla mnie to bez znaczenia - bo nawet jeśli to matka zrobiłaby coś złego, to nie ma to nic wspólnego z dzieckiem. A mowa tu o alimentach na dziecko.
Matka podjęła decyzję, żeby nie starać się o alimenty, jak dziecko było nieletnie - owszem, jej prawo. Natomiast nie może odebrać prawa uzyskania świadczeń swojej córce. Z jakiej racji miała o tym decydować? Za dorosłą już osobę?
Co do alimentów... to są śmieszne kwoty. Ja sama, jako studentka, byłabym w stanie płacić takie, jakie są zasądził mojemu ojcu. Całe szczęście, że razem z matką je wyśmiali i płacił tyle, ile było trzeba.
I moim zdaniem tak powinien się zachowywać ojciec po rozstaniu - a nie unikać odpowiedzialności finansowej. No sorry, ale jak jakieś 10 lat temu miał mieć chyba 200 zł na jedno dziecko, potem ostatecznie wyszło niewiele więcej, to hm... A zarabiał dobrze, wystarczało na parę wycieczek zagranicznych np. z moim bratem w ciągu roku. Na jakiej podstawie to zostało ustalone - nie mam pojęcia. I dziękuję wszelakim bytom, bóstwom i innym abstrakcjom za to, że zachował się normalnie i płacił tyle, ile ustalili sobie z moją matką. Jak były niespodziewane wydatki na nas - płacił więcej. Jak wyjechałam na studia i 2 lata byłam w prywatnej szkole - musiał sporo więcej. Ale to działa w drugą stronę - jak tylko miałam okres, że pracowałam po 2-3 miesiące albo od kiedy utrzymuję się całkiem sama już "na stałe" (czyli jakoś ponad rok), to poinformowałam rodziców, żeby i ojciec płacił mamie mniej i żeby mama nic mi nie wysyłała. No a 26 lat nie mam, studiuję, mogłabym dalej "ciągnąć hajs".
Ale wszystko zależy od tego, jakie są stosunki dziecko - rodzice. Jak rodzic staje na wysokości zadania - nie ma problemu, jak rodzic unika odpowiedzialności - dziecko walczy jedynym dostępnym sposobem, czyli prawnie. Proste.