netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Dziwny związek...

927 odpowiedzi91 623 wyświetleniazałożony przez robert247, 11.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 928 ]

391 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-09 11:37:07)

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

/.../ja już chyba nie będę tu nic "interpretował" pozwalając działać specjalistom./.../

Nie kurde, nie wytrzymałem długo w postanowieniu - jeszcze jedno ostatnie o niej:

Robert - zobacz na to co napisałeś:

"/.../Tam pewna siebie nieugięta osoba,w srodku DZIECKO [podkreślenie ET], które ktoś kiedyś skrzywdził i odciął od emocjonalnej sfery życia. nie sądziłęm że można mieć w sobie dwie tak skrajne osobowości./../"

Jak tylko możesz próbuj "to dziecko" wydobyć na powierzchnie, to DZIECKO właśnie trzeba pokochać w Żonie, bo jeśli kochasz tylko "opakowanie" to ona niewiele z tego ma. Temu dziecku trzeba zapewnić bezpieczeństwo, spokój, zabawę, uwagę i troskę  - to co lubią "dzieci". Tu masz swój "punkt dostępu". Swoje "wejście". Rozumiesz co mówię? Nie jest to "normalne" of korz, ale chyba nie masz opcji.

Dobra wyłączam się :-)

Nie wyłanczaj się smile
W ogóle dzieki wam  inaczej spojrzałem na moje relacje,na siebie.Np daliście mi do zrozumienia ze można być pewnym siebie facetem,a jednoczesnie nie opryskliwym,nie negatynie reagującym ,ze można poszukać w sobie równowagi.Ja naprawde dużo zyskałęm dzięki waszym wpisom.Na związek mam wpływ już połowiczny.

Z tym pokochaniem dziecka to trafiasz znów w samo sedno,ja to też tak czuje...ale w związku naprawdę ciężko tak z tym żyć. Wiadomo ludzie mają swoje wymagania,nieraz nie chcemy niańczyć dorosłego człowieka i kochać go jak dziecko tylko jak...dorosłego.

Teraz przypominam sobie ile razy w naszym związku były takie momenty że ona stawała się jakby z minuty naminutę taka miękka,negatywne emocje ją opuszczały,jakby wewnątrz toczyła walkę z samą sobą.....wtedy zawsze przychodziłą i sie we mnie chciała wtulić.Ale te gesty,ręce splecione na klatce piersiowej,wzrok smutny,oczy spuszczone w dół - ja tego w ogóle tak nie interpretowałem tylko waliłem z najcięższej artylerii,nie rozumiałem jej,i nieraz chciałem ukarać swoją obojetnoscią...za moje samotne dni.Dziś wiem że to przychodziła ta mała dziewczynka i pokazywała te resztki uczuć które gdzieś tam zostały głeboko w podswiadomosci..których nie dało sie do końca zabić.
Troszkę teraz czuje sie jak taki worek treningowy,w który od czasu do czasu moja kobieta musiała poboksować ,żeby poczuć chwilę ulgi. No i bardzo dobrze,mógłbym te ,,razy,, znosić do końca świata jak ma jej to pomóc. Ważne że teraz rozumiem.

Co więcej zdałem sobie teraz też sprawę z tego ze kiedyś w naszym związku kiedy ja sie uparłęm ze ma być dobrze tzn. super otwarte zachowanie z mojej strony ,zero ciezkich tematów,zero prowokowania kłótni,zero czepiania sie...że ja tak robiłęm zeby wytestować co sie stanie,i wtedy kiedy było tak dłuższy czas,kiedy nie dałem sie prowokować to zauważyłem ze ona jak sie zapomniała z tą swoją ,,obojętnoscia,, to najzwyczajniej prowokowała sama jakieś starcie. Zauważyłęm wtedy ze ona jakby tej ,,przemocy,, potzrebuje,jak na ironie bo to nienormalne. Tak jakby szukała powodu dla którego znowu bedzie mogła sie zamknąć w milczeniu (ale musi miec powód),musi byc jednoczesnie zgodna ze swoim brakiem poczucia winy.Ja sie pamietam kilka razy rozesmiałem w takich sytuacjach mówiąc ze nie dasz rady mnei sprowokować...a ona wtedy dobra mina...ale widziałęm ze w srodku..walka na całego.

Kiedyś mi powiedziała w oczy ze ona by chciała zebym ja był na zewnątrz taki silny i pewny siebie jak jestem ,ale w domu przy niej...żebym umiał hmm.. być jej uległy,żeby ona czuła miłość ode mnie która jest ponad moje ego smile..hehe chciała by:) - Kiedyś sadziłęm ze chce mieć ciastko i zjeść ciastko....Dziś rozumiem to już inaczej ,i potrafię jej to dawać,przynajmniej staram sie.



Wspomnę jeszcze o czymś z jej dziecinstwa.
Opowiadała mi kiedyś jak ojciec zawsze po tym jak ją bił,to potem się kajał przed nią,udawał ze płacze ze ona sie nie chce przytulić (po tym biciu)..A to było wtedy jak ona miała 3-5 lat...czyli mała dziewczynka. Dodam ze jej matka zawsze wtedy gdy była ta przemoc ,nie reagowała,wychodziła z pokoju,moja dziewczyna mi mówiła że chciała pomocy ale ona nie przychodziła.

U mnie w domu było inaczej(nie twierdze ze lepiej),ale ja nie miałem w domu przemocy,poza krótkim półrocznym epizodem kiedy rozchodzili sie moi rodzice,wtedy widzaiłem przemoc ojca wobec mamy(on nigdy wczesniej jej nie stosował),dziś z opowiadań mojej mamy nawet widzę jak ona mówi ze on przez 20 lat był idealny a potem jakby coś w niego wstąpiło,no ale po rozwodzie to sie ucieło całkowicie.Mama ani tata nigdy wobec mnie nie stosowali przemocy,owszem kilka razy dostałem lanie w życiu ..ale zasłużyłem i dzis rodzicom za to dziekuje że mnie nie rozpuscili,bo to nie była przemoc psychiczna tylko ustawienie do pionu niesfornego nastolatka. Natomiast co by sie działo, zawsze miałem wsparcie (odwrotnie jak u mojej dziewczyny),wsparcie i zaufanie...rodzice nigdy mi niczego nie zabraniali ot tak,tylko przestrzegali przed konsekwencjami,tumaczyli  i..sam wrzucałem sie na głeboką wodę,nieraz cierpiałem fizycznie...ale psychicznie - chyba nigdy(jedynie rozwód).

Tak skrajnie różne sytuacje w naszych domach ,mają zapewne kolosalny wpływ na nas.

Jesli miałbym wskazać nasz mały sukces,kroczek do przodu w naszym związku to jakieś 1,5-2 miesiace temu wrozmowie z moją kobietą zasugerowałem jej że skoro nasze kłótnie są złe a nasze oczekiwania są skrajnie inne,to może to ominiemy...bo coś nas łączy.Wtedy ona powiedziała ze łączy nas miłość,kochanie. Wtedy powiedziałem ze zamiast milczec i eskalować przypominajmy sobie o tym ze bez sensu to wszystko skoro sie kochamy.

I wtedy za jakiś czas była zwara...i nagle ona wyskoczyła do mnie : Ej słuchaj spokojnie..pamiętasz przeciez i tak sie kochamy więc..? I wtedy nagle dosłownie wsekunde złość nam spadła...i w końcu nastąpił okres kiedy zamykamy spór natychmiast,gasimy go od razu,bez cichych dni bez kłótni i eskalacjii.Dlatego napisałem wczesniej ze ostatnio jest miedzy nami lepiej(nie oznaczało to ze nie ma sporów)...za miło by było smile...ale jakby znalezlismy wspólny sposób na zduszenie tego w zarodku,i zauważyłęm ze nikt z nas potem nie czuje żalu..a kiedys ten żal i pretensje ciągneły sie długo...bo nikt nie chciał ustąpić. Teraz niewazne aż tak bardzo kto ma racje..ważne ze sie kochamy.Dodatkowo zauważyłęm że po czymś takim wcale nie konczymy tematu...ale ona rozmawia,sama rozmawia i dokanczamy to rozmową ,i nie widzę zacietrzewienia i nienawisci.
Moja dziewczyna mówiła mi jakiś czas temu że miała jakieś testy psychologiczne na studiach i wyszło że ona działa zadaniowo...nie kieruje sie uczuciem z wewnątrz tylko zadaniem do wykonania....stąd może ona tego z tym gaszeniem kłótni nie robi z chwilowego wybuchu uczucia w sercu a zwyczajnie jako kolejne ..tym razem POZYTYWNE zadanie w swoim życiu. No i super ja nie wnikam,ważne ze jest dobrze i ze ja sie czuje dobrze z tym. Natomiast zdaje sobie sprawe ze to nie naprawia problemu w jej emocjach..dlatego..

Dla mnie dniem zwycięstwa będzie dzień kiedy ona sama to wszystko przetrawi, zrozumie w sobie,kiedy sama przyjdzie do mnie żeby pogadać (nie miało to miejsca jeszcze nigdy) ,wtedy prawdopodobnie pójdzie z górki.Mam nadzieje ze jakas terapia w tym pomoże.
Ja natomiast już zaprzestałem wałkowania tematu od jakiegoś czasu,jestem wyczerpany tematem i zluzowałem o 90%,tym bardziej ze nasze relacje jednak troszkę poprawiły sie.

Wczoraj moja dziewczyna wróciła pózno ,spałem wiec nie wiem co tam u psychologa,dziś będę wiedział jakie ma wrażenia,mam nadzieje ze  pozytywne.
dzięki pozdrawiam

ps
Sorry ze sie rozpisałem ale nieraz człowiek musi wyrzucić z siebie swoje przemyślenia,a tutaj atmosfera i ludzie są tacy ze warto sie trochę otworzyć.Zawsze można sie czegos nauczyć o sobie:)

392 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-09 16:57:52)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Ona panicznie boi sie równowagi uczuć,boi sie odrzucenia i dlatego nigdy przenigdy nie pokaże w sytuacjii zagrożenia że jej zależy.Schowa uczucia najgłebiej jak sie da i bedzie kierowała sie zimnym rozsądkiem...sama mi to powiedziała smile
Siedzi w niej do tego stopnia ze rozmawiamy o tym i jest ok,po czym ja jako konkluzje rozmowy proponuje rozstanie na jakis czas spokojnym głosem...reakcją jest zawsze płacz i obrzucanie mnie poczuciem winy...nawet kiedy rozmowa o naszym sposobie komunikacjii miała miejsce 2 minuty wczesniej.Nie potarfi ona jakby wzniesc sie ponad to na chwilę.To moja kobieta ale powiem ze nigdy nie spotkałem zadnego człowieka który by tak silnie tłumił emocje i bronił sie przed konsekwencjami których...nie ma.To taka obrona przed atakiem którego nie ma. Słaby ze mnie psycholog ,może specjalista coś powie dzis konstruktywnego.

"po czym ja jako konkluzje rozmowy proponuje rozstanie na jakis czas spokojnym głosem..."

Dla mnie to jest najciezsza bron z mozliwych. Mowienie o odejsciu dla mnie przekresla wszystko, w tym mozliwosc poruzumienia sie. Uzywanie tego jako argument w rozmowie wynika chyba tylko z nie zdawania sobie sprawy z wagi tego, jest tak samo obrzydliwe, jak podle, uzywanie tego swiadomie przez autora jest dowodem ze autor nie bierze pod uwage uczuc partnerki i jest skupiony tylko wylaczenie na sobie, na efekcie

czyli tak jak napisala Elle, bez zmian

A co do zony Roberta, to kazdy potrzebuje zrozumienia, kazdy ma jakies wady, ale tutaj brakuje zrozumienia dla Niej oraz szacunku w postepowaniu, zapominacie tez o celu Roberta, o tym o czym pisal na samym poczatku i pisze ciagle, normalna rodzina mu nie odpowiada, a parnerke zna od 10 lat i nagle mu zaskoczylo ze moze miec jakies problemy

z obserwacji wiem ze mozna komus wmowic problemu, ba nawet leczyc farmakologicznie przez wiele lat, ale to nie rozwiaze prawdziwego PROBLEMU, ktorym jest dostrzezenie w parnerce przez autora watku, innego, rozniacego sie od niego czlowieka i uszanowanie tego, oraz powsciagniecie swoich emocji i oczekiwan

393 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-09 19:44:38)

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:
robert247 napisał/a:

Ona panicznie boi sie równowagi uczuć,boi sie odrzucenia i dlatego nigdy przenigdy nie pokaże w sytuacjii zagrożenia że jej zależy.Schowa uczucia najgłebiej jak sie da i bedzie kierowała sie zimnym rozsądkiem...sama mi to powiedziała smile
Siedzi w niej do tego stopnia ze rozmawiamy o tym i jest ok,po czym ja jako konkluzje rozmowy proponuje rozstanie na jakis czas spokojnym głosem...reakcją jest zawsze płacz i obrzucanie mnie poczuciem winy...nawet kiedy rozmowa o naszym sposobie komunikacjii miała miejsce 2 minuty wczesniej.Nie potarfi ona jakby wzniesc sie ponad to na chwilę.To moja kobieta ale powiem ze nigdy nie spotkałem zadnego człowieka który by tak silnie tłumił emocje i bronił sie przed konsekwencjami których...nie ma.To taka obrona przed atakiem którego nie ma. Słaby ze mnie psycholog ,może specjalista coś powie dzis konstruktywnego.

"po czym ja jako konkluzje rozmowy proponuje rozstanie na jakis czas spokojnym głosem..."

Dla mnie to jest najciezsza bron z mozliwych. Mowienie o odejsciu dla mnie przekresla wszystko, w tym mozliwosc poruzumienia sie. Uzywanie tego jako argument w rozmowie wynika chyba tylko z nie zdawania sobie sprawy z wagi tego, jest tak samo obrzydliwe, jak podle, uzywanie tego swiadomie przez autora jest dowodem ze autor nie bierze pod uwage uczuc partnerki i jest skupiony tylko wylaczenie na sobie, na efekcie



z obserwacji wiem ze mozna komus wmowic problemu, ba nawet leczyc farmakologicznie przez wiele lat, ale to nie rozwiaze prawdziwego PROBLEMU, ktorym jest dostrzezenie w parnerce przez autora watku, innego, rozniacego sie od niego czlowieka i uszanowanie tego, oraz powsciagniecie swoich emocji i oczekiwan

Ależ ja wiem ze ona jest inna,podkreslam to w co drugim poście..ale to nie znaczy ze w naszym związku ma być słabo,oschle,i bez życia. Ja jej do niczego nie zmuszam,wiele razy jej proponowałem rozstanie żeby uciąć to wszystko,żeby uciąć przede wszystkim jej męki...ale ona jest uparta i nie chce tego...ja też nie - więc naprawiam,ona nie umie ale...się stara,to ja jej pomogę i jakoś ten wózek przepchniemy...jak upadniemy to sie podniesiemy i dalej bedziemy pchać, a jak ona bedzie miała dosć tego pchania to w każdej chwili może puścić dyszel i odejść.Nikt tu nikogo na siłę nie przytrzymuje.


Tak maniek ja używałem tej artylerri swiadomie i otwarcie i nie wstydzę sie tego,ja wiem ze łatwiej byłoby spakować rano walizki i wyjsc bez słowa ale ja nie z tych.
Gdybyś tylko słyszał te setki moich prób dotarcia do mojje kobiety przez ostatnie 5 lat...nie dziwiłbyś sie ze wytoczyłem najcieższe działa,wiesz ona ma swoje uczucia..a ja swoje...ja wcale nie czuje mniej ale nikt sie nade mną nie rozczula więc jeśli nic nie pomaga to odkładałem empatie do szafy.Ja nie musiałęm byc pseudopsychologiem i ratować zagubionej duszy...mogłem dawno odejsc..ale nie chciałem bo nie lubię dawać życiu satysfakcjii kiedy kopie mnie leżącego...1:0 dla mnie.
pozdrawiam

394 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-10 10:20:39)

Odp: Dziwny związek...

Witam
Nie wiem co napisać bo ...wczoraj zaczelismy rozmawiać...i wszystko co było najgorsze wróciło.To jak koszmar.
Myslałem ze ten ostatni naprawde dobry miesiąc to początek jakiś zmian...a wczoraj jak obuchem w łeb.

Rozmawiamy sobie na luzie,o jednym wątku z tego forum...i pytam jej czy w naszym związku zabiłęm jej spontaniczność(było to w tym watku),odpowiedziała ze tak.
Więc pytam jak sie to objawia,co zrobiłem,kiedy..konkretne zdarzenia...
Ona na to wymieniła mi TRZY .....Nie chciałem isc do kina,Nie chciałem z nią jechac do ogrodu botanicznego...i jeszcze trzecie podobne..przez 9 lat..odmówiłem jej 3 wypadów i ona to nazwała ,,zabiciem jej spontanicznosci,,.
Fakt ze sie unisłem na chwile,podniosłem głos stwierdzając ze to jakas manipulacje,ze to niemozliwe ze odmawiając trzech rzeczy przez 9 lat,osąd jest tak radykalny.
Wtedy ona wyszła z pokoju i....powiedziała że nie bedę na nią sie unosił i teraz ona nei bedzie rozmawiać.No i kłótnia gotowa. Chciałem jeszce rozmawiac ale bez rezultatu.
Dodam ze od dawna juz ona nie stosowała tej swojej wrednej metody ucinania rozmowy bez wyjasnienia...a od 2-3 miesiaecy to sie juz nigdy nie zdarzało.Po prostu jak pisałem wczesniej doszlismy do tego ze nie bedziemy eskalować i wpedzać partnera w poczucie winy..i to działało...do wczoraj kiedy onapowróciła do starej retoryki.

Potem keidy ochłoneliśmy coś mnie tkneło...No tak..bingo! Wizytu u psychologa.

Wiecie co,wszystko bym dopuscił i pomyslał ale nie to ze przez tą wizytę ona wróci do tego co najgorsze.
Psychlożka jej powiedziała ze diagnoza jest prosta...mnie trzeba wyhamować a ją otworzyć...i dała jej do zrozumienia że to ona tkwi w toksycznym związku i powinna sie cytuje ,,ewakuować,, bo za długo ona toleruje moje zachowanie.  Spytała wiec o to moją dziewczynę...odpowiedz była ,,Bo ja go bardzo kocham,, smile Acha czyli ja jestem tym katem i oprawcą co chce skonczyc związek...ale jednoczesnie ona wcale nie chce odchodzić.Jeszcze wczoraj w trakcie kłótni zaproponowałem całkowicie polubowne rozejscie sie bez żadnego obwiniania sie,dajmy sobie czas. Kategorycznie stwierdziła ze nei ma takeij opcjii.

Spytałem czy mówiła psychologowi o swoich uczuciach,dziecinstwie...o moich uczuciacho dziecinstwie itd. Ona mówi ze po co miała mówić...zresztrą ona mnei o to nie pytała...ja tylko odpowiadałam na pytania...:) ale psycholog stwierziła ze to nie w niej jest wina tylko we mnie,stąd jej takie zachowanie i że ona mówi ze zanim bedzie ratować związek musi najpierw uratować siebie samą....ale to ja chciałem zebysmy sie rozeszli:)....Nie mogę uwierzyc w to co usłyszałem,mi sie to w głowie nie miesci.

Zmienić kobietę czy psychologa..? Bo ja już nie daję rady.Dopiero wczoraj doczytałem po waszych sugestiach że pani psycholog jednak nie ma zadnego certyfikatu do psychoterapii,ze ma tylko studia psychologiczne...ale na stronie opisała ze ma doswiadczenie. Nie staram sie od razu obwiniac wszystkich naokoło....ale sądziłem ze po tej wizycie,nawet jednej moja dziewczyna dostanie jakiś punkt zaczepienia do tego by nasze relacje podtrzymywać...a ona dostała radę by zniszczyć i sie ewakuować.Masakra

Elle przyznaje ci teraz 150% racjii...nic sie nie zmeiniło bo zmiany zachodzą w głowie. Jestem w punkcie wyjscia.

Chyba powinienem przeniesc sie do wątku ,,Cłodne rozstania -Jak obudzić w sobie siłę,, Bo mi tej siły brakuje zeby to samodzielnie zakonczyc bez poczucia winy,którym jestem serwowany na kazdym kroku.

395

Odp: Dziwny związek...

Kurczę, Robert nie poddawaj się - ja się nie znam, ale ta psycholog chyba dała d...y.

Między tobą i żoną jest uczucie - to rzadkie i cenne - ty jesteś świadomy, a twoją żonę na pewno da się otworzyć. Może ktoś z forum zna jakiegoś dobrego terapeutę? Extra_terrestrial?

396

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Psychlożka jej powiedziała ze diagnoza jest prosta...mnie trzeba wyhamować a ją otworzyć...i dała jej do zrozumienia że to ona tkwi w toksycznym związku i powinna sie cytuje ,,ewakuować,, bo za długo ona toleruje moje zachowanie.  Spytała wiec o to moją dziewczynę...odpowiedz była ,,Bo ja go bardzo kocham,, smile Acha czyli ja jestem tym katem i oprawcą co chce skonczyc związek...ale jednoczesnie ona wcale nie chce odchodzić.Jeszcze wczoraj w trakcie kłótni zaproponowałem całkowicie polubowne rozejscie sie bez żadnego obwiniania sie,dajmy sobie czas. Kategorycznie stwierdziła ze nei ma takeij opcjii.

Przeczytałam cały twój wątek i z tego opisu wyłania się obraz jakiegoś niezrównoważonego psychicznie faceta. Moim zdaniem katujesz tą swoją kobietę, rzucasz ją co 5 minut (to jest zgroza, spustoszenie), krzyczysz, wyrywasz się, obwiniasz, czy ty w ogóle widzisz tę kobietę? Jaka ona jest? Czy ty masz jakaś empatię? Hipokryzją wieje z twoich opisów jak nie wiem co. Ona jest twoimi zachowaniami wycieńczona, ona potrzebuje wsparcia, troski, opieki. Ona potrzebuje partnera, nie małpy, która skacze z jednej gałęzi na drugą. Przepraszam, że może tak ostro, ale dawno nie czytałam już tak popapranej historii.

397

Odp: Dziwny związek...
tsukuru napisał/a:
robert247 napisał/a:

Psychlożka jej powiedziała ze diagnoza jest prosta...mnie trzeba wyhamować a ją otworzyć...i dała jej do zrozumienia że to ona tkwi w toksycznym związku i powinna sie cytuje ,,ewakuować,, bo za długo ona toleruje moje zachowanie.  Spytała wiec o to moją dziewczynę...odpowiedz była ,,Bo ja go bardzo kocham,, smile Acha czyli ja jestem tym katem i oprawcą co chce skonczyc związek...ale jednoczesnie ona wcale nie chce odchodzić.Jeszcze wczoraj w trakcie kłótni zaproponowałem całkowicie polubowne rozejscie sie bez żadnego obwiniania sie,dajmy sobie czas. Kategorycznie stwierdziła ze nei ma takeij opcjii.

Przeczytałam cały twój wątek i z tego opisu wyłania się obraz jakiegoś niezrównoważonego psychicznie faceta. Moim zdaniem katujesz tą swoją kobietę, rzucasz ją co 5 minut (to jest zgroza, spustoszenie), krzyczysz, wyrywasz się, obwiniasz, czy ty w ogóle widzisz tę kobietę? Jaka ona jest? Czy ty masz jakaś empatię? Hipokryzją wieje z twoich opisów jak nie wiem co. Ona jest twoimi zachowaniami wycieńczona, ona potrzebuje wsparcia, troski, opieki. Ona potrzebuje partnera, nie małpy, która skacze z jednej gałęzi na drugą. Przepraszam, że może tak ostro, ale dawno nie czytałam już tak popapranej historii.

Dlatego proponowałem polubowne oboplne rozstanie bez obwiniania sie.Ona jednak nie chce i ze jak chce odejsc to sam i z moją winą.

398

Odp: Dziwny związek...

Robert, mam tylko chwilę, dlatego postaram się w telegraficznym skrócie napisać swoje spostrzeżenia po Twoim ostatnim wpisie.

Żaden szanujący się psycholog czy psychoterapeuta nie wchodzi w koalicję ze swoim pacjentem, nie zajmuje stanowiska w "konflikcie" między partnerami, nie ocenia, nie wskazuje na ewakuację ze związku na pierwszym spotkaniu - to są wypowiedziane przez Twoją partnerkę myśli z jej głowy, to jej osąd sytuacji między Wami. To jej PROJEKCJA.
Ja np. na terapi dla par przez kilka pierwszych spotkań miałam wrażenie, że nasze terapeutki mówią do mnie mniej lub bardziej bezpośrednio, żebym jak najszybciej ewakuowała się ze swojego małżeństwa, podczas gdy one tylko zadawały pytania i parafrazowaly moje wypowiedzi. A w tym samym czasie mój mąż "odbierał" zupełnie inny subiektywny komunikat. Paradoks polega na tym, że to, co nam się wydaje, że ODBIERAMY od terapeuty to tak naprawdę jest komunikatem, który sami NADAJEMY.

Aby ruszyć do przodu w kierunku wyjścia z kryzysu, trzeba zrezygnować z UDAWADNIANIA sobie nawzajem, kto ma rację, kto ma większą świadomość na rzecz większego otwarcia się na partnera. W tej chwili żadne z Was nie chce ustąpić, nie chce odpuścić. Każde z Was z osobna jest przekonane, że jest w porządku wobec drugiego, a mimo to relacja kuleje, bo Wy w rzeczywistości macie z sobą słaby kontakt. Dominuje w Was obojgu poczucie zranienia, chęć wycofania się z relacji, ewaluacji i skupienia się tylko na sobie (egocentryzowanie się).
Ale paradoksalnie Wasze rozmowy o rozstaniu łączą Was, bo podczas rozmów o rozstaniu jest między Wami prawdziwa bliskość, uczciwa wymiana myśli i szczere, pierwotne pragnienie bycia razem.

399

Odp: Dziwny związek...

Twoja zona potrzebuje tzw. terapii wewnetrznego dziecka. Nie wiem na ile w polsce ta terapia jest rozpowszechniona. Niestety ta mala dziewczynka bita I manipulowana przez ojca nadal w niej tkwi I czesto w klotniach to wychodzi. Jej metoda ucieczki od ciebie jak klocicie to jest metoda samoobrony.
Jak ona sie zmieni I stanie kobieta, ktora kocha siebie I wie ze nicht teraz nie jest jej w stanie skrzywdzic to zmieni sie tez wasz zwiazek.
Jak na razie to masz walke z wiatrakami.

Ta psychology u ktorej byla jest nieodpowiednia. Psycholog po jednej wizycie nie moze zdiagnozowac zwiazku. Wnioski ma wyciagac twoja zona a nie psycholog za nia.
Sadze ze pani psycholog potrzebuje klientow. Jak ty pojdziewsz do niej to tobie przyzna racje.

400 Ostatnio edytowany przez tsukuru (2015-01-10 12:36:49)

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:

Robert, mam tylko chwilę, dlatego postaram się w telegraficznym skrócie napisać swoje spostrzeżenia po Twoim ostatnim wpisie.

Żaden szanujący się psycholog czy psychoterapeuta nie wchodzi w koalicję ze swoim pacjentem, nie zajmuje stanowiska w "konflikcie" między partnerami, nie ocenia, nie wskazuje na ewakuację ze związku na pierwszym spotkaniu - to są wypowiedziane przez Twoją partnerkę myśli z jej głowy, to jej osąd sytuacji między Wami. To jej PROJEKCJA.
Ja np. na terapi dla par przez kilka pierwszych spotkań miałam wrażenie, że nasze terapeutki mówią do mnie mniej lub bardziej bezpośrednio, żebym jak najszybciej ewakuowała się ze swojego małżeństwa, podczas gdy one tylko zadawały pytania i parafrazowaly moje wypowiedzi. A w tym samym czasie mój mąż "odbierał" zupełnie inny subiektywny komunikat. Paradoks polega na tym, że to, co nam się wydaje, że ODBIERAMY od terapeuty to tak naprawdę jest komunikatem, który sami NADAJEMY.

Aby ruszyć do przodu w kierunku wyjścia z kryzysu, trzeba zrezygnować z UDAWADNIANIA sobie nawzajem, kto ma rację, kto ma większą świadomość na rzecz większego otwarcia się na partnera. W tej chwili żadne z Was nie chce ustąpić, nie chce odpuścić. Każde z Was z osobna jest przekonane, że jest w porządku wobec drugiego, a mimo to relacja kuleje, bo Wy w rzeczywistości macie z sobą słaby kontakt. Dominuje w Was obojgu poczucie zranienia, chęć wycofania się z relacji, ewaluacji i skupienia się tylko na sobie (egocentryzowanie się).
Ale paradoksalnie Wasze rozmowy o rozstaniu łączą Was, bo podczas rozmów o rozstaniu jest między Wami prawdziwa bliskość, uczciwa wymiana myśli i szczere, pierwotne pragnienie bycia razem.

Bardzo mądra wypowiedz. Jest tutaj na forum taki autor, który pogubił się nieco w małżeństwie, zaczął się zastanawiać czy w ogóle jeszcze kocha, chciał się wycofać. Ale on, w przeciwieństwie, do autora tego wątku, skupił się na rozwiązaniu problemu, dojściu do tego, co jest grane (czego żonie brakuje, dlaczego tak się od niego oddaliła) oraz na tym, co on potrzebuje, co może zrobić, aby było im lepiej. I ten facet nie zakrzykuje swojej żony "ty jesteś winna, bo oglądasz tylko seriale", tylko poszedł z nią porozmawiać, dowiedzieć się jak się czuje, zapytać, co się z nimi stało. Bez krzyków, awantur, po ludzku, z otwartością. I on nam pisze teraz tak: muszę spadać, bo idę do żony, praca, pieniądze nie są tak ważne, jak moje małżeństwo, ona.

On też autorze walczy, ty też myślisz, że tak. Tylko spójrz jak można to zrobić na wiele innych sposobów. U ciebie dominuje szantaż emocjonalny, emocje zrównane są z myślami, brak empatii, zobaczenia tego drugiego człowieka takim jakim jest (ze swoimi bólami, traumami, lękami, pięknem).

401 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-10 13:21:20)

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:

Robert, mam tylko chwilę, dlatego postaram się w telegraficznym skrócie napisać swoje spostrzeżenia po Twoim ostatnim wpisie.

Żaden szanujący się psycholog czy psychoterapeuta nie wchodzi w koalicję ze swoim pacjentem, nie zajmuje stanowiska w "konflikcie" między partnerami, nie ocenia, nie wskazuje na ewakuację ze związku na pierwszym spotkaniu - to są wypowiedziane przez Twoją partnerkę myśli z jej głowy, to jej osąd sytuacji między Wami. To jej PROJEKCJA.
Ja np. na terapi dla par przez kilka pierwszych spotkań miałam wrażenie, że nasze terapeutki mówią do mnie mniej lub bardziej bezpośrednio, żebym jak najszybciej ewakuowała się ze swojego małżeństwa, podczas gdy one tylko zadawały pytania i parafrazowaly moje wypowiedzi. A w tym samym czasie mój mąż "odbierał" zupełnie inny subiektywny komunikat. Paradoks polega na tym, że to, co nam się wydaje, że ODBIERAMY od terapeuty to tak naprawdę jest komunikatem, który sami NADAJEMY.

Aby ruszyć do przodu w kierunku wyjścia z kryzysu, trzeba zrezygnować z UDAWADNIANIA sobie nawzajem, kto ma rację, kto ma większą świadomość na rzecz większego otwarcia się na partnera. W tej chwili żadne z Was nie chce ustąpić, nie chce odpuścić. Każde z Was z osobna jest przekonane, że jest w porządku wobec drugiego, a mimo to relacja kuleje, bo Wy w rzeczywistości macie z sobą słaby kontakt. Dominuje w Was obojgu poczucie zranienia, chęć wycofania się z relacji, ewaluacji i skupienia się tylko na sobie (egocentryzowanie się).
Ale paradoksalnie Wasze rozmowy o rozstaniu łączą Was, bo podczas rozmów o rozstaniu jest między Wami prawdziwa bliskość, uczciwa wymiana myśli i szczere, pierwotne pragnienie bycia razem.

Ja wiedziałem że moja kobieta będzie szukać w wypowiedziach psychologa winnego.Jej chodzi o to zeby udowodnić że wina za popsuty związek jest tylko po mojej stronie.Wczoraj mi przeciez powiedziała że to ja muszę sie zmienić bo to we mnie jest problem.
Tłumaczyłem jej 100 razy że na tym etapie najważniejsze jest przestać walczyć ze sobą.Tłumaczyłem jej ze jak ja nawet podniosę głos to nie podnoszę go na nią TYLKO NA TO CO ONA MÓWI ,ale tylko wtedy gdy widzę manipulacje,brak spójnosci w emocjach....Do jasnej cholery przecież ja nie jestem bezuczuciowym,bezrefleksyjnym robotem zebym zawsze ze stoickim spokojem reaogował na kazdy bodziec. Jak mnie ktoś uderzy z pięsci w twarz to sie nie usmeichne i nie odwróce ...To jest chore jak ona warunkuje mi rozmowę ze względu na moje reakcje.Zaczynam sie czuć jak zaszczuty pies,który po szczeknięciu jest na kopach wpychany do budy.
EXTRA ,dobrze napisał ze  skoro ja nie umiem sie opanować(na ewidentne nawet bzdety) to zawsze przegram konfrontacje,bo ona odbiuerze to jako przemoc...a tej przemocy nie ma.

Nie wiem czy jest sens dalej wierzyć w jakiegos psychologa bo kasa będzie płyneła a efekty tragiczne.Naprawde liczyłem na te pomoc psychologa ,wiem ze to pierwszy raz i w dodatku niefortunny bo mnie tam nie było,ale stało sie ,mleko sie rozlało.

Dokładnie jest tak jak napisałas...rozmowa-spór-eskalacja-milczenie....i ona przychodzi przytula sie i mówi ze nie rozstawajmy sie że ona nie chce,ja jej mówie to po co ta eskalacja biernej przemocy,a ona mówi ..bo ja nie umiem inaczej reagowaćbo czuje ze mnie chcesz atakować. Tym atakiem jest zwykła rozmowa w której zaczynają sie oprócz suchych faktów pojawiać emocje,nawet emocje pozytywne ale emocje. Zauważyłem ze nawet jak rozmawiamy o czymś miłym,fajnym..to jest ok ale do momentu kiedy ja np. powiem: Kurde wiesz co uwielbiam jezdzic na tym motocyklu,ta jazda mnei totalnie odstersowuje,czuje sie całkowicie spokojny,zapalam fajke,są endorfiny,nieziemskei uczucie:) - taki mój emocjonalny wywód powoduje u niej spuszczenie wzrokui...milczenie albo zwykłe ok...Po prostu mam w tym związku jakby niewerbalny zakaz uzewnetrzniania emocjii i uczuć bo wtedy ona sie mniej lub bardziej wycofuje z takiej konwersacjii.
Jak siegam pamiecią ona nigdy nie opisuje swoich nawet pozytywnych emocjii. Po prostu ,,jak było nad Morzem ?,, Fajnie -  i uciecie. Mam znajomych ,faceci pottrafią sie tak emocjonować czymkolwiek,opisywać swoje emocje i uczucia np. po fajnym wypadzie na ryby,po fajnej imprezie...takie podjaranie i to ciezko nawet trzymać w sobie bo człowiek chce sie podzielić swoimi emocjami,ba nawet mam kolege który kiedys przyszedł do mnie z flaszką pogadac o swoich problemach..chciał sie zwierzyc,poszukać rady...gadał o swoich uczuciach 3 godziny...a nie jest ani super elokwentny ani na codzien superotwarty...Da sie? da sie.

Moja dziewczyna nigdy nie powiedziała mi że jestem fajny,zajebisty,że mnie lubi lub nie lubi(to tylko przykłady...ja tego nie oczekiwałem)...nic.Teraz sie łapie ze tego nie było nawet na poczatku związku z jej strony,a inne związki w których byłem to dziewczyny rzucały emocjami na lewo i prawo....negatywnymi tez ale było otwarcie. A tutaj jest jeden tekst : ,,Możemy o tym nie rozmawiać?,,

I najlepsze co sobie ostatnio uswiadomiłem.Przecież my jestesmy 9 lat w związku...ona sie czuje zle,nierozumiana,skrzywdzona,niedoceniana....i nigdy nie powiedziała o tym nikomu..żadnej koleżance,koledze,forum...cokolwiek 9 lat ona jest skrzywdzona i nie szuka pomocy? Choćby rozmowy? Ciekawe dlaczego..
Sam jej powiedziałem jakiś rok temu zeby z kimś pogadała że jej zle skoro ze mną nie chce,to mi powiedziała ze ona tym bardziej z nikim na zewnątzr nie bedzie rozmawiać o swoim związku.Ani na zewnątrz ani wewnątrz...tupnięcie nogą i nie i koniec. Ile razy ją namawiałem żeby tu napisała,żeby wylała wszystkie krzywdy jakie jej wyrządziłem,niech to wyrzuci z siebie.I co? jeden wymuszony 4 zdaniowy post,taki raport...jak w pracy,dalej nie ma na co liczyć,już mi mówiła ze ona nie wie co miałaby jeszcze pisać - klasyka.

Nie chcę jej krzywdzić w żadnej mierze, ale osobiscie dochodzę do wniosku ze jej potzrebny jest porządny kop w dupę,bo ja już mam dosć tego babrania sie w gównie.
pozdrawiam

402 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-10 15:55:07)

Odp: Dziwny związek...

Tak jak się można było spodziewać - w tej konfiguracji, tj. gdy kisicie się dalej pod wspólnym dachem, taka rewolucja (terapia) nie przejdzie, a raczej nie zostanie wykorzystana w sposób, o jaki chodzi. Co widać po reakcji partnerki, która dokładnie wie, który guzik przycisnąć i co powiedzieć by roberta 'ustawić' w poprzedniej roli - faceta z wiecznymi problemami, pretensjami, niezrównoważonego psych. i jej się to udaje.


A jeszcze wnioski, jakie ona wyciągnęła ze spotkania, choć bardziej prawdopodobne, że je sobie pod siebie nagięła, że problem jest 'poza nią' znowu .. big_smile klasyka gatunku.


robert tez klasycznie -zaklina się na wszystko, że tym razem to on już "na to nie pozwoli" itp. itd. ..słowa, słowa, ... na nikim już one wrażenia nie robią- ani na jego kobiecie, ani na tym Forum, ani pewnie on sam nie traktuje słów, które wypowiada poważnie.

Co dalej, ale w kwestii realnych działań, robercie? ale bez pitu-pitu i odgrażania się pliz wink

403 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-10 16:16:03)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Co dalej, ale w kwestii realnych działań, robercie? ale bez pitu-pitu i odgrażania się pliz wink

Bez pitu pitu to jestem w czarnej d...
wykrwawiam się powooli ale jeszcze daje rade wink
Nikomu się nie odgrażam,ale juz mnie zdenerwoanie bierze,dotąd byłem zaniepokojony ale spokojny.Najwyzej ona w koncu zabije u mnie to uczucie do niej i samo sie rozpadnie.A question of time.
Już niewiem jaki ona ma cel,interesuje mnie tylko cel nadrzędny jej wszystkich działań...ale tego sie pewnie nigdy nie dowiem . Dostałem łamigłówkę poprzez labirynt niczym z Cube,a..to sie musi skończyć tragicznie.
pozdrawiam

404

Odp: Dziwny związek...

Robert
psycholog do dupy. Co to za psycholog, który po jednej wizycie stawia diagnozę. Psychologowie potrzebuję co najmniej kilku spotkań aby poznać pacjenta. Druga sprawa, dobry psycholog nigdy nie wydaje opinii o drugiej stornie jeśli jej nawet nie posłuchał. Trzecia sprawa, to był totalny fuck-up, po co ona poszła skoro mieliście iść razem?

Ja na sam koniec zapytam przewrotnie, co z Toba jest nie tak, ze tkwisz od prawie 10 lat w takiej relacji. Laska jest totalnie obojętna, nie mówi ze Cię nawet lubi, nie macie wspólnego świata, nie jesteście ze sobą szczerzy, walczycie. Jeśli jesteś w takie relacji od prawie 10 lat to znaczy, że z Tobą jest także coś nie tak, że masz jakieś deficyty. "Normalny człowiek" by zwiewał na samym początku.

405

Odp: Dziwny związek...

Jeśli jesteś w takie relacji od prawie 10 lat to znaczy, że z Tobą jest także coś nie tak, że masz jakieś deficyty. "Normalny człowiek" by zwiewał na samym początku.

Dokładnie.
Robert nauczył się przerzucać uwagę ze swoich problemów na partnerkę, wtedy nie musi przyglądać się sobie. Wcześniej pisałam, że to nawet fajnie, że stara się jej pomóc, ale teraz przychylam się do swoich wcześniejszych obserwacji, które są zbieżne z tym co stokrotka napisała.

robert, tkwisz po uszy w iluzji, wmawiając sobie, że "gdyby nie jej zimny chów" "gdyby była trochę inna tylko " "Gdyby nie była zimną rybą" ..itd.
Ale JEST. Ona jest taka, a Ty 10 lat nie potrafisz przyjąć prostej prawdy - nie pasujecie do siebie.

Żaden psycholog tego nie zmieni.

406

Odp: Dziwny związek...
stokrotka1978 napisał/a:

Robert

Ja na sam koniec zapytam przewrotnie, co z Toba jest nie tak, ze tkwisz od prawie 10 lat w takiej relacji. Laska jest totalnie obojętna, nie mówi ze Cię nawet lubi, nie macie wspólnego świata, nie jesteście ze sobą szczerzy, walczycie. Jeśli jesteś w takie relacji od prawie 10 lat to znaczy, że z Tobą jest także coś nie tak, że masz jakieś deficyty. "Normalny człowiek" by zwiewał na samym początku.

Ogólnie problem ze mną jest taki że jak się zaangażuje to cięzko mi potem odejsc,dużo mogę znieść.

Natomiast co jest w tej relacjii nie tak z mojego punktu,gdzie tkwi haczyk że to tyle trwa..

Otóż ja uważam że moja czujność została totalnie uśpiona...

-Pierwsze 2 lata sielanka cud miód
-pierwsze dziecko
- nastepne 3 lata pierwsze słabe symptomy...ale nadal nic nie mozna zarzucić(początki biernej przemocy)...zwalane na ciąża,samopoczucie,taka jestem,ja tak mam itd. olałem
-5r ok zwiazku druga ciąża (bezposrednio przed ciążą sielanka)...w ciąży już niezbyt ale spokój w domu bo wiadomo..zaczałem sie troszkę irytować bo symptomy nie miajją ale nie są takie starsznezeby od razu wywracac do góry nogami związek
- 5,7 rok związku już brakowało wymówek mojej pannie wiec zaczałem już naciskać i pojawiły sie juz otwarte konflikty ,epitety itd(najgorszy okres ok. 0,5 roku.
7 rok związku nagle sielanka i moja pani mi mówi ze chce 3 dziecko...odmawiam ....ale sielanka sie przedłuża,moja pani zachowuje sie nagle perfekcyjnie,małymi kroczkami daje sie wciągnąć w nadzieje ze juz bedzie dobrze...pierwszy seks-bach -masz,chciałaś bądz szczesliwa....
Po urodzeniu dziecka całkowita obojetnosc oschłosć....powrót do starej retoryki ze to wszystko przez wyzwiska i kłótnie...mimo ze oczywiscie te konflikty ustały.
Po kazdym takim okresie miałem mętlik w głowie i czułem sie po prostu oszukany,z premedytacją wciągniety krok po kroku.
W pewnym momencie nie ma odwrotu bo człowiek ma 2-3 dzieci,zobowiazania ,i całkowity mętlik w głowie.....toniesz.

Gdyby w naszym związku non stop było zle przez 9 lat ..jak dzis twierdzi moja kobieta..to nie powstały by z tego dzieci...nie powstałoby te tysiace zdjec ze wspólnych wypadów,urlopów,ferii,takze naszych osbistych bez dzici,nie było by wspólnych planów budowy,perspektyw na rozwój firmy itd.

Ostatnio powiedziałem mojej pani ze skoro było tak tragicznie to skąd 3 dzieci,mieszkanie,dom,tysiące fotek na których jestesmy szczesliwi....jak zwykle odpowiedz wymijająca ze to były tylko chwile smile
Więc wziołem do ręki kalkulator:
pierwsze dwa lata - super
trzy ciąże i powiedzmy 3-4 miesiaczny okres przed ciążami....to są 3,5 roku
potem jak pamietam latem zawsze było dobrze od czerwca do wrzesnia to mamy nastepny rok kiedy było naprawde super...pokazują to filmy zdjecia wspomnienia nie tylko moje,znajomych itd.

Wychodzi mi co najmniej 6,5 roku gdzie nie dało by rady życ w zadymach wyzwiskach i jakiejkowliek patologii ...zostaje 2,5 roku rozłożone równomiernie na ostatnie 7 lat ..mniej wiecej.
To są suche fakty.
Dla mojej panny to 9 lat gehenny..i nie przyjmie zadnego argumentu.

Jak kogos takeigo przekonać ? Szach mat...

Pomijam już to ze mógłbym byc facetem z tzw. złą wolą i dodatko uprzykrzyc nam życie różnymi zdradami,wyskokami,alkoholem -nic z tych rzeczy wprost przeciwnie zawsze w domu zawsze praca,zawsze zycie rodzinne...
Nie byłem miekki...ale przemoc? No way.

A może dlatego to tak wygląda ze panna mi powiedziała że jedno moje wyzwisko przykrywa 50 super chwil:)...Nie ma o czym debatować,bo to miłość nie jest.

407 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-10 19:14:08)

Odp: Dziwny związek...

A może dlatego to tak wygląda ze panna mi powiedziała że jedno moje wyzwisko przykrywa 50 super chwil:)...Nie ma o czym debatować,bo to miłość nie jest.

Kawał świni z niej, sorry roberto.
Szkoda, że każda zdrada ze str. ex szła w zapomnienie za 1 uśmiech, a Twoje 1 "wyzwisko" w nerwach wryła sobie w pamięć i nie potrafi wybaczyć.

Ja nie mam słów, ale dla mnie to z jej strony jest hodowla dzieciaków i wygoda, nic więcej.

A Ty robert masz osobowość zależną, jesteś taka kkzb - w męskim wydaniu oczywiście. To pewne.

408 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-10 19:31:47)

Odp: Dziwny związek...

Tak Elle ,ja jestem takim samarytaninem...wiesz w kryzesie lubie sie poswięcać,ja już nie liczę na żadną miłość...czekam tylko aż upadnę na samo dno...ona starci do mnie resztki szacunku i tego czegoś co omyłkowo nazywa ,,kochaniem,, - wtedy ona sama skończy ten związek...a ja się wtedy uwolnię,odpocznę. Na inną opcję juz sie nie nastawiam tylko na najgorsze.

Jestem na tyle słaby ze nie potrafie tego sam skończyć i jednocześnie na tyle silny żeby dać sie kroić po kawałku  i przepuścić przez maszynkę...jesli jej to daje satysfakcje..ok,rózni ludzie są na tym globie.

Elle co do byłego...tez jej to argumentowałem - bezskutecznie bo nakryła mnie przysłowiem ,,czego oczy nie widzą..i tak dalej,, Ona uwielbia zyc w matrixie..może być niezdrowo i hu...o ale to nic..póki nie widzę i nie słyszę to niech zdradza na zdrowie.
pozdrawiam

409

Odp: Dziwny związek...

Wybacz Robert, bo albo Ty jesteś taki miękki i dajesz się kształtować jak plastelinę, albo sam nie wiesz czego dokładnie chcesz i do czego dążysz.

410 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-10 19:37:57)

Odp: Dziwny związek...

Jesteś po prostu uległym z natury facetem, dlatego jej "siła", choćby pozorna - w postaci chłodu emocjonalnego, przyciąga Ciebie jak magnes, a ja Twoja wylewność i ciepło odpycha, bo ona w swoim Oprogramowaniu za ideał miłości między ludźmi ma relacje z miłym sk...nem, jak jej ex. Ty jesteś przy nim ciepła klucha, sorry wink

A ta nieumiejętność kończenia i dawania po sobie jeździć.. jesteś jak mój jeden ex. Do szału mnie to doprowadzało.
Na pewno nie skłania to do 'wdzięczności' to co robisz. Ona odbiera to jako mega upierdliwość i twoją wielką słabość.

Oj robert, robert.. gdzie ty tu u siebie widzisz dominujący charakter, bo ja wcale wink

EDIT: Powiedziałabym, że oboje - prywatnie (bo zawodowo to inna baja) jesteście ulegli, dlatego od partnera oczekujecie tego, czego sami sobie nie potraficie dać - czułości, opieki, ale i stanowczości, siły.. Kogoś, kto potrafi "ogarniać" i przewodzić - a jesteście w tym zakresie jak 2 'minusy', niekompatybilni, odpychacie się.

411

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Jesteś po prostu uległym z natury facetem, dlatego jej "siła", choćby pozorna - w postaci chłodu emocjonalnego, przyciąga Ciebie jak magnes, a ja Twoja wylewność i ciepło odpycha, bo ona w swoim Oprogramowaniu za ideał miłości między ludźmi ma relacje z miłym sk...nem, jak jej ex. Ty jesteś przy nim ciepła klucha, sorry wink

A ta nieumiejętność kończenia i dawania po sobie jeździć.. jesteś jak mój jeden ex. Do szału mnie to doprowadzało.
Na pewno nie skłania to do 'wdzięczności' to co robisz. Ona odbiera to jako mega upierdliwość i twoją wielką słabość.

Oj robert, robert.. gdzie ty tu u siebie widzisz dominujący charakter, bo ja wcale wink

Elle dominujący oczywiscie przez pryzmat związku...a nie jego skończenia z takim bagażem narzuconych win. Z perspektywy czuję że to od niej taka kara za te dominacje...bo wzwiązku ona nie dominowała w ogóle..nie musiała..liczyłem sie z jej zdaniem..choc ostatnie słowo zwykle nalezało do mnie...bo nie umiała podjąć zadnej decyzjii,i na odwrót ja nie potrafie podjąć tej ostatecznej decyzjii...wiadomo uzaleznienie,kochanie,wspolne chwile,dzieci...cięzko tak zrobic wiedząć jakie bedą konsekwencje - ja egoistą nie jestem...wolę poswiecic siebie na tym ołtarzu i trwać w nadziejii na cud niż zgotować dzieciakom rozbitą rodzinę.Jesli ona tak chce niech dojrzeje do tej decyzjii samai sama to skończy.Ja się nie podłoże...a cierpieć rzecz ludzka ,zdarza sie...

412

Odp: Dziwny związek...

robert, wybacz, nie jesteś dominujący smile Ta rola została Ci narzucona poprzez jej brak decyzyjności, inaczej nigdy byś sam się za to nie podjął z czystej potrzeby serca - wolisz partnerstwo. Tu tego nie ma i nie zapowiada się.

Ona potrzebuje bardziej ojca niż partnera. "Ojca" w znaczeniu takim bardzo klasycznym, niekoniecznie pozytywnym - kogoś kto rządzi po prostu. Dlatego ona nie rozumie czego Ty od niej chcesz, ona myśli: "rób co chcesz, na mnie się nie oglądaj, a będę zadowolona jeśli Ty będziesz."
Ale Ty nie jesteś, bo nie potrzebujesz kobiety bezwolnej marionetki i 'cienia' , tylko partnerki..dupa.

Mimo najlepszych chęci, jeśli ona swój charakter zaakceptowała na tyle, że nie widzi potrzeby zmian, to wyprujesz se flaki i kupa kasy poleci na specjalistów różnej maści, a efekty takie j/w.

Taki typ osobowości jak ona trzeba kochać bezwarunkowo, jak dziecko, bo jest dzieckiem mentalnie w istocie.
Będzie pasowała do kogoś, kto lubi rządzić i czerpie z podległości drugiej osoby satysfakcję , ale autentyczną , a dominacja sprawia mu przyjemność, anie męczy i powoduje poczucie osamotnienia.
To nie Twój przyp. wink

413 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-10 20:26:15)

Odp: Dziwny związek...

Elle po raz pierwszy muszę sie z tobą nie zgodzić.
Przeciez to są jej główne zarzuty: narzucanie swojego zdanie,nie liczenie soie z jej zdaniem,krytyka jej pomysłów,przemoc słowna,upartość

Powiem ci ze ja przez pół związku myslałem własnie tak jaknapisałas że ona to lubi,wyszło nawet w seksie(tu nie ma problemu),więcja nieraz eskalowałem te dominacje na granicy niekiedy braku szacunku.Włózku to uwielbiam i..powiem ci tak bo jest jeden mały wyjątek....mozemy sie pokłócic i powyzywać na maxa ale za 2 godiny w łózku ona jest bezbronna,zapomina o kłótniach,wyzwiskach i dostaje kare za swoje zachowanie.Ona uwielbia taki seks....Natomiast normalnie w życiu to jest to co opisałem,bniernosc,obojetnosc,milczenie.To dlatego mam mętlik.
I teraz dopiero zbastowałem z tym bo sam miałem dosć jej płaczu i kłótni. Z mojej dominacjii i jej neicheci podporzadkowania sie no i komunikacjii wychodziły kłótnie.

jej były takze dominował ale chyba w inny sposób....w domu miły itd. i znikał bez sladu na 3 dni....potem przeprosiny i super.Ale...z nim tez ona skonczyła związek przez to własnie ze tak sie zachowywał-same sprzecznosci.

Ona chyba lubi ciągłą niepewnosc,gdybym znikał i był szują na zewnątrz a w domu potulny jak baranek to chyba by było ok tak przynajmneij opowiadała. Tylko ja nie umiem zdradzać:) ..moze ona tego chce...ku..a pociąć sie idzie. Ale ja to pieprze niech sama sobie to ciągnie...ja popatrze.

To dlatego nazwałem ten temat ,,dziwny związek,, bo ona eskaluje non stop sprzeczne ze sobą i niespójne sygnały,ale robi to tak by nie byc winną i rozwleka w długim czasie.....albo kłamie non top ...ale po co?..tego juz bym nie zracjonalizował w swojej głowie

Jeszcze mi taka opcja przyszła do głowy...że to test...jej skurwiałej mentalności kobiecej,test czy ten związek przetrwa burze.Moze te ,,wyzwiska,, to teraz pretekst zeby wejsc level wyżej i wytestować moją siłę w ostatecznym rozdaniu,poznała mnie juz trochę,wie ze mi zależy. Niedawno powiedziała takie coś ,,ze ona musi  byc troche ostrozna,zeby potem nie cierpieć,, fakt z facetami jej sie srednio układało z tego co mówiłą,do tego kompleksy...ehh ja to znam...Moze ona sie boi ze po prostu starci nastepnego faceta ale wie ze jak sie odkryje to ja sie wtedy odsunę..Boże tylko po co te dzieciinne gry po 9 latach związku...

Byłęm w kilku burzliwych związkach ale takiej szajby nie było.

414 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-10 20:28:03)

Odp: Dziwny związek...

Elle po raz pierwszy muszę sie z tobą nie zgodzić.
Przeciez to są jej główne zarzuty: narzucanie swojego zdanie,nie liczenie soie z jej zdaniem,krytyka jej pomysłów,przemoc słowna,upartość

Bo mylisz dominację, która z zasady winna opierać się o niewymuszony wybór tego kogoś na swojego 'mentora' i autorytet' - wtedy masz posłuch i nie uciekasz się do wymuszania niczego, a jeśli nawet, to nie na takiej zasadzie jak u was się to odbywa.
Ty wymuszasz, bo sobie nie radzisz, bo ona Cię kompletnie olewa i nie słucha, więc to jest wynik frustracji u Ciebie, narzucanie jej swojej woli i zdania - nie na tym dominacja polega wink

Gdybyś faktycznie dominował, "jadłaby Ci z ręki"-  SAMA. Uprzedzałaby Twoje prośby, starała przypodobać (w dobrym tego słowa znaczeniu), itd.
Nie kumasz, bo masz typowe skojarzenia z 'macho', a dominacja to bardziej Mentor niż ciskający się, sfrustrowany facet.

Do tego wszystkiego jesteś niekonsekwentny, mało stanowczy i histeryczny - totalna odwrotność pewnego siebie osobnika, taki, który "ogarnia" ze spokojem i poczuciem sprawczości i siły wew.

415

Odp: Dziwny związek...

Elle ciskający sie facet to teraz tak jest,bo panika w oczach...ale kiedyś? Absolutnie. Ja wiem na czym polega dominacja,ale uwierz ze jak panna co pół roku zmienia front (a tobie zalezy i są dzieciaki) to mozna potem dostać zawrotu głowy.
Kmicic w ,,Potopie,, też był pewny siebie...a ile sie musiał nawkurwia.. nieraz wink

416

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Elle ciskający sie facet to teraz tak jest,bo panika w oczach...ale kiedyś? Absolutnie. Ja wiem na czym polega dominacja,ale uwierz ze jak panna co pół roku zmienia front (a tobie zalezy i są dzieciaki) to mozna potem dostać zawrotu głowy.
Kmicic w ,,Potopie,, też był pewny siebie...a ile sie musiał nawkurwia.. nieraz wink

Nie rozumiesz..

Dominacja nie polega na rządzeniu tylko wtedy, gdy jest dobrze. Właśnie newralgiczne momenty i to, jak sobie z nimi radzisz, mówią najwięcej.
A jak wtedy się pojawia panika i padasz bezradnie na kolana to masz odpowiedź, jaka to "dominacja" - kogucia wink

417 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-10 20:39:47)

Odp: Dziwny związek...

No tak ale zgodnie z tym co piszesz po jednym jej oporze biernym 6lat wstecz powinienem z usmiechem obrócic sie iwyjsc. Cholera ma to sens:) Zaniedbałem ,poczułem sie juz pewny i przycmiło to moją zdolność postrzegania wypadków.teraz za pózno

tylkowiesz ona mi zawsze mówiła ze jestem apodyktyczny.

418 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-10 20:58:34)

Odp: Dziwny związek...

Robert, czy ty nie chorujesz na jakiś psychiczny "przedwczesny wytrysk"? Weź się człowieku wyluzuj, że tak powiem ku*wa. I naucz najpierw myśleć a potem strzelać a nie na odwrót. Albo jest tak jak ja napisałem - psycholog po samych studiach idący po schemacie "przemoc domowa" (bo nie rozumie, że żona chce abyś ją najperw bił a potem płakał i przepraszał - coś się przypomina?;-) albo tak jak napisała Przyszłość - dziewczyna wykorzystuje SWOJE interpretacje rozmowy z psychologiem do walki w małżeństwie znacznie je zniekształcając. Przyszłoć to przerabiała w real lajfie. Możliwy jest też gorszy wariant - i jedno i drugie. Cyli nakładanie się obu. Nic nie wiesz a się podniecasz. Jak chcesz się DOWIEDZIEĆ co się dzieje to postaraj się być przy następnej rozmowie, i PRZY ŻONIE(!) spokojnie wyjaśnij psycholożce z jakimi "WNIOSKAMI" żona wróciła od niej (powtarzam koniecznie przy żonie) hehe. Następnie poproś psycholożkę o wyjaśnienie, jak ma się to do wymagania bezstronności przy prowadzeniu terapii ;-).
Po  jej zachowaniu zorientujesz się co umie. Jak zacznie się czerwienić, krygować i wykręcać kota ogonem to ją zmieniasz i tyle. Tłumaczyłem JAKIE WYMAGANIA musi spełnić osoba podejmująca się terapii. Chcesz się rozwieść to idźcie do jakieś "wioskowej szamanki" za 5 złotych - bedzie jeszcze taniej.
Co mi się wydaje dziwne - człowiek wiedzący o co tu chodzi miałby POWAŻNE WĄTPLIWOŚCI czy podoła terapii...

419

Odp: Dziwny związek...

Elle ja bym użył słowa asertywność, niż dominacja. Ludzie nie do końca rozumieją jego znaczenia i nadużywają w nieprawidłowym jego znaczeniu.

420

Odp: Dziwny związek...

Zachowanie Twojej dziewczyny z tym nieodzywaniem się itd przypomina mi trochę moją mamę, czego nie byłam w stanie wytrzymać, wiem jak to boli.
Osobiście radziłabym się wyprowadzić, a nie grać i brnąć w to dalej.
Przecież nie jesteś i nie będziesz szczęśliwy będąć z taką kobietą.
Z opisu wynika , że jesteś naprawdę fajnym facetem smile i los się w końcu do Ciebie uśmiechnie smile).
Powodzenia i głowa do góry !
Może Ty się przyzwyczaiłe ś trochę, ale to nie ma sensu naprawdę.

421

Odp: Dziwny związek...

robert
jest dokładnie tak jak pisze Elle. Tu nie ma dominacji Twojej, żadnej. Jesteś bardzo uległym facetem. Facet dominujący rąbnąłby w stół i nie pozwolił na takie zachowania, a Ty jesz jej z ręki. Wydaje Ci się tylko że dominujesz, ale to efekt Twojej frustracji. Nie jesteś typem dominującym, samcem alfa. Samcem alfa się jest a nie staje pod wpływem okoliczności. Tobie się wydaje,. ze dominujesz, ale w rzeczywistości kiedy są ze sobą dwie osoby uległe, ktoś musi podejmować decyzję i Tobie ta rola przypadła.

Powiem Ci, ze jednak zmieniam zdanie, uważam, że oboje tkwicie w toksycznym związku. Ona świetnie manipuluję, robi to naprawdę super i kontroluje (możliwe, że wynika to z niskiego poczucia wartości). Sam nawet fakt, że nie chciałeś 3-ciego dziecka, ale się zgodziłeś dla świętego spokoju. Ty się po prostu szamoczesz jak ryba w sieci, a ona wie, że nie tak nie odejdziesz.

Na koniec, kiepsko widzę ten związek, dlatego że ona nie widzi problemu w sobie, zwala na swoje dzieciństwo, tak się nie zachowuje człowiek dojrzały tylko dziecko, a z dzieckiem partnerstwa nie zbudujesz.

422

Odp: Dziwny związek...

Dokładnie- w tym związku to paradoksalnie partnerka autora 'dominuje'. Poznać to po tym, że osoba uległa zawsze zastanawia się jak dogodzić tej drugiej, a co ona myśli, co planuje zrobić, co czuje,  co ja mam zrobić by było dobrze , etc. etc.
W centrum uwagi jest ona, robert jest bo jest, ew. wykonuje jej dziwaczny plan.


"Apodyktyczny" nie musi znaczyć dominujący.. znowu mylisz pojęcia.
Apodyktyczne są np. stare baby, mohery itp wink ale czy takiej baby ktoś się boi? ktoś jej ustępuje? Raczej traktuje się je jako upierdliwy folklor i nikt się z ich zdaniem specjalnie nie liczy.
Ja tak odbieram podejście Twojej partnerki do Ciebie. Od czasu do czasu zrobi coś, żebyś przestał rzęzić za uchem jak zepsute radio i czeka aż odpuścisz, bo zna cię doskonale i wie, że jeśli chodzi o konsekwencje i stanowczość to masz jej w sobie tyle co ... wink

423 Ostatnio edytowany przez weronka44 (2015-01-11 00:30:43)

Odp: Dziwny związek...

A ja myślę i wierzę, że ty Robert i Twoja żona / czy to jej wina, że takie miała dzieciństwo?/ dacie radę. Z naprawdę dobrym psychologiem- terapeutą. Macie  troje dzieci, kochacie się. Nie przekreślaj żony - na pewno da się do niej dotrzeć.

W tym świecie, czy to nie miłość jest tym o co warto walczyć? Co nadaje sens życiu?
Dla was jest nadzieja.

Może tylko potrzebujecie profesjonalnej pomocy? Nie jakiegoś niedouczonego psychologa?

Robert, nie byłoby Cię tu, gdyby Ci nie zależało... Twoja żona przeszła wiele w dzieciństwie, za wiele...
Mówi, że Cię kocha i ja jej wierzę...

Mówicie, że jest niedojrzała i dzieckiem - może terapia będzie dla niej taką szkołą -życia?

Uważam, że jest o co walczyć...

424

Odp: Dziwny związek...

Robert, nie byłoby Cię tu, gdyby Ci nie zależało...

Weronka, robert zrobi oczywiście co będzie uważał. A jak na uległego faceta przystało nie zrobi nic, tylko będzie czekał na cud wink ale mniejsza.

Ale zacytowałam to zdanie, bo akurat to Forum jest doskonałym przykładem tego, że wielu ludziom owszem ZALEŻY, ale z pobudek, które z miłością niewiele mają wspólnego.
Najczęściej są to potężne braki z dzieciństwa, które powodują przyciąganie niewłaściwych partnerów na zasadzie kompatybilnych dysfunkcyjnych wzorców.

Przypadek roberta jest, uważam, identyczny, tyle że na pierwszy rzut oka ciężej go zobaczyć w tym świetle, bo rzadko kiedy to mężczyzna ujawnia się z problemem, gdzie to on ma syndrom kkzb, a kobieta jest unikaczem bliskości.

425

Odp: Dziwny związek...
weronka44 napisał/a:

... Twoja żona przeszła wiele w dzieciństwie, za wiele...

i to ma ją tłumaczyć? Ludzie przeszli dużo większe traumy, domy dziecka, gwałty i inne straszne rzeczy i są tacy, którzy potrafili stworzyć i stworzyli szczęśliwe rodziny (znam takich) bo znali swoje deficyty i pracowali nad sobą, a nie szukali winy we wszystkich innych.


weronka44 napisał/a:

... Mówicie, że jest niedojrzała i dzieckiem - może terapia będzie dla niej taką szkołą -życia?...

tak, ale ona nie widzi potrzeby terapii bo winny jest tylko Robert. Natomiast to co u nich jest, to toksyk na całego, taki toksyczny taniec.

426

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Robert, nie byłoby Cię tu, gdyby Ci nie zależało...

Weronka, robert zrobi oczywiście co będzie uważał. A jak na uległego faceta przystało nie zrobi nic, tylko będzie czekał na cud wink

Elle,
dokładnie, nie zrobi nic bo jak sam napisał

...wolę poswiecic siebie na tym ołtarzu i trwać w nadziejii na cud.

427 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-11 00:49:37)

Odp: Dziwny związek...

stokrotka, żeby jeszcze to "poświęcenie" tak jak pseudo-altruizm były faktycznie bezwarunkowe, to przynajmniej byłby facet szczęśliwy na swój dziwny sposób wink

A tu owszem, jest poświęcenie, ale na zasadzie manipulacji - choć nieuświadomionej w ogóle, bo on święcie wierzy, że za swoje 'poświęcenie' nic nie chce, a tymczasem liczy na odwzajemnienie albo zmiany zgodne ze swoja koncepcją.
Dlatego się chłop męczy, bo daje coś, czego druga strona nie potrzebuje i nie chce i żąda w zamian 'wydania towaru' wink

To tak jakby polazł do banku i rzucił Pani na stół tonę jabłek żądając kredytu, a gdy tamta z przyczyn dla banku oczywistych odmówiłaby, następnym razem przyniósłby gruszki, a potem czereśnie, itd. itd.
Robert nie kuma podstawowej zasady 'wymiany dóbr' między ludźmi: musi być kompatybilność w postrzeganiu ich wartości po obu stronach tak, by wymiana była w miarę ekwiwalentna i pożądana.

Tymczasem ty próbujesz wciskać jej swoje oczekiwania i sposoby, a ona nie chce ani twojego przytulania, ani ciepłych słówek, ani rozmów..chce byście sobie żyli obok siebie, jak brat z siostra w najlepszym razie.

428

Odp: Dziwny związek...

Elle
obiektywnie rzecz biorąc to tak jest to pseudo poświęcenie. Ale on myśli, ze się poświęca naprawdę tylko coś mu tu przestaje grać.

429

Odp: Dziwny związek...

Robert
ona po prostu nie rozumie tego co do niej mówisz, nie ma takich wyższych potrzeb. To nie jest miłość, to jest jakiś układ, rodzeństwo, brat-siostra. Ona się dobrze czuje w takich pseudo-związkach, na huśtawce emocjonalnej. Kiedyś usłyszałam od pewnej mojej znajomej, ze jak jej facet nie da w mordę od rana to nie wie że żyje. Ty jesteś zbyt nudny, zbyt przewidywalny i uległy wink.

430

Odp: Dziwny związek...

Tak jest - ona nie tyle nawet "nie rozumie", bo głupia nie jest, co w stosunku KONKRETNIE do roberta nie odczuwa potrzeby sprostania jego potrzebom czy sama z siebie nie odczuwa braku większej bliskości z nim.

Ja tak miałam z jednym z poprzednich partnerów - tez żyliśmy jak brat z siostrą i to "funkcjonowało" dopóki jednemu z nas nie zaczynało to przeszkadzać, wtedy się rozchodziliśmy, bo żadne z nas jednak ochoty na zacieśnianie relacji nie miało. To był właśnie taki przekalkulowany związek z rozsądku jak wasz.

Jak pomyśle, że mogło się skończyć 3 dzieci i 10 letnim skamleniem o ochłapy czułości, rozmowy i uwagi to... Jestem wdzięczna za tamto doświadczenie i wiem, że nigdy więcej takich związków na pół gwizdka, a w zasadzie to ciężko taki układ nazwać związkiem - strach przed samotnością i zobowiązania, tyle.

431

Odp: Dziwny związek...

Elle
możliwe także, ze żona autora "celowo podświadomie" weszła z nim w ten układ, wspólne zobowiązania typu dzieci, bo taki facet to dobry materiał na ojca i opiekuna, nic więcej, na pewno nie na partnera, którego się kocha, pożąda i szanuje. Ona nie ma wyższych potrzeb w stosunku do niego, a według niej to on ma problem bo się szamocze, skomle, a z nią jest niby ok.

Ja jeszcze wiem, ze tego typu osoby nie chcą iść na terapię z kilku przyczyn. Po pierwsze dlatego, że dobry psycholog odkryje jacy są naprawdę i się tego panicznie boją bo mają tak niskie poczucie wartości, że traktują uwagi psychologa jako atak na swoją osobę. Drugie, że taki układ jest dla nich najlepszy bo to z reguły egocentrycy i pójście na terapie wiązałoby się z koniecznością pracy nad sobą, czego tak naprawdę nie chcą.

Żle się bardzo stało, że żona autora poszła sama na terapię. Ona sama nie chce nic ze sobą zrobić, a poszła tam właśnie w takim celu żeby utwierdzić się, ze z nią jest wszystko ok, a to on ma problemy. Nie wierzę, ze dobry psycholog powiedział jej to co powiedział. Więc albo kłamie, że psycholog jej powiedział co powiedział, albo ona kłamała na terapii albo odebrała to co mówił psycholog po swojemu, albo trzecie psycholog jest do bani i rzeczywiście próbuje zawiązać z nim koalicję.

432

Odp: Dziwny związek...

Elle
możliwe także, ze żona autora "celowo podświadomie" weszła z nim w ten układ, wspólne zobowiązania typu dzieci, bo taki facet to dobry materiał na ojca i opiekuna, nic więcej, na pewno nie na partnera, którego się kocha, pożąda i szanuje. Ona nie ma wyższych potrzeb w stosunku do niego, a według niej to on ma problem bo się szamocze, skomle, a z nią jest niby ok.

No więc dokładnie o to mi chodziło smile
Żeby kogoś pożądać musi być fascynacja, trzeba partnerowi w taki czy inny sposób imponować..tu tego nie było i nie ma.
Robert łudzi się, że jest w stanie wymusić cokolwiek terapią. w tym przypadku - przy jej podejściu- ten pomysł jest z góry skazany na porażkę, ale już tak hipotetycznie czysto - gdyby ona w ogóle zdecydowała się na terapię taką naprawdę, to ja widzę większe prawdopodobieństwo posypania się tego układu nawet niż posklejania go, bo ona by sobie wiele rzeczy uświadomiła w tym - jak bardzo go nie pożąda i jak mocno sa niedobrani i o ile teraz jeszcze go w miarę "znosi" obok siebie, tak wówczas mogło by to przejśc w odczucie obrzydzenia.

Z tego nic nie będzie, tym bardziej im bardziej robertowi "zależy", bo robi się coraz bardziej klaustrofobicznie w tym ich układzie i ona z zimnej Betty wink przekształca się pomału w bardzo zmęczoną i momentami depresyjna, płaczliwą kobietę, która będzie coraz trudniejsza.

Robert ma ogromny deficyt (prawdopodobnie z dzieciństwa) - jest mocno 'niedokochany' , albo matka była zdystansowana emocjonalnie - stąd jego lgnięcie i pożądanie w stronę kobiety dla niego (powtarzam: DLA NIEGO)  niedostępnej uczuciowo.
Cała reszta to jego próby dorabiania ideologii i na siłę doszukiwania się plusów w układzie, gdzie uczucie płynie tylko z 1 strony.

433

Odp: Dziwny związek...

Elle
Bingo.

Tak samo uważam, że to, ze godził się na taki układ przez prawie 10 lat świadczy o mocnych deficytach. Dla mnie zagadką jest jednak to-dlaczego teraz zaczęło mu to przeszkadzać? Bo taką historię, ze wcześniej było super z przerwami, to ja tego nie kupuję.

434

Odp: Dziwny związek...

Ja też tego nie kupuję. Myślę, że dla roberta 'super' to te momenty, kiedy pozwalała mu "dotknąć cycka" wink i specjalnie nie musiał się płaszczyć i niczym nie podpaść przez kilka m-cy wcześniej.
Czyli szczególnie wtedy, kiedy miała okres fiksacji na punkcie płodzenia potomstwa. Bo nie sądzę, żeby w łóżku z lodowej królowej przekształcała się dla roberta w demona seksu wieczorami i pożerała go tam wink

A dlaczego dopiero teraz mu to zaczęło przeszkadzać..Dobre pytanie.
Ja myślę, że zawsze w jakiś sposób mu przeszkadzało, tyle że wcześniej jako osoba mniej dojrzała jeszcze bardziej łudził się, że to 'normalne' i ludzie, zwłaszcza rodzice dzieciom, tak po prostu żyją -obok siebie, jak para współlokatorów, a te lepsze momenty to tylko od święta. Na pewno jakąś strategie wyparcia przez te lata stosował.

Ale z czasem i obserwując zapewne jak to może wyglądać u innych, pomału zaczęły się przez ten mur wyparcia przebijać wątpliwości i narastały za każdym razem, gdy konfrontacja z partnerką dobitnie dawała mu odczuć, że jej nie zależy "aż tak", mówiąc delikatnie i czara goryczy pomału zaczęła się przelewać.

Jak go czytam to czasem wydaje mi się, że już się przelała, ale wyjął na tę okazję jeszcze 'cięższą artylerię' mechanizmów wyparcia i teraz opowiada sobie bajeczki o tym jak to kocha się poświęcać..bo coś musi sobie powiedzieć, by nie zwariować w tym domu bez klamek.

435

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Bo nie sądzę, żeby w łóżku z lodowej królowej przekształcała się dla roberta w demona seksu wieczorami i pożerała go tam wink.

tylko, ze jak rozumiem oni obydwoje lubią w seksie jak on nad nią dominuje, a ona czuje się zdominowana bo to takie pozorne odwrócenie roli życiowej.

Elle
wiesz, z drugiej strony ja się kobiecie nie dziwię. Godził się na "taki układ" przez 10 lat i nagle mu odwaliło wink, zaczął dojrzewać i się buntować bo do tej pory tylko tupał nóżkami, ale dostawał stosowną karę typu chłód, milczenie, obrażanie się i jakoś mijało.

436

Odp: Dziwny związek...

Elle
ja jestem taka mądra bo też przeanalizowałam swoje życie z ex mężem. I tez się godziłam na wiele rzeczy, np. na chłód emocjonalny. Wiesz, racjonalizowałam sobie, jest porządny, nie bije, nie pije, nie szlaja się, inteligentny. Doszłam o co u mnie chodziło, deficyty, deficyty, deficyty! Godziłam się na takie jałowe życie, chociaż nie byłam szczęśliwa. I paradoksalnie to co zrobił mi mój mąż (co oczywiście było horrorem, kurestwem i takie tam na tamten moment) to uwolnił mnie od tego wszystkiego bo ja sama z siebie nigdy bym nie odeszła ani nie zdradziła, ale godziła się na tą bylejakość. Szkoda że doszłam do tego po ponad 20 latach, z dwójką dzieci. Cóż, trudno, lepiej późno niż później big_smile.

437 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-11 02:21:58)

Odp: Dziwny związek...

Dokładnie - lepiej później niż wcale. Ja tez miałam 'ułatwienie', bo któregoś razu na moje pretensje (po tym jak wg wyobrażenia tego kogoś "miało ich nie być") zareagowano po prostu odejściem big_smile i sprawa "sama" się rozwiązała. Ale tez gdyby nie moja konsekwencja w niezgodzie na to co jest i przede wszystkim - nie nagradzanie takich zachowań seksem, czułością itp. to zapewne ta farsa by się dłużej ciągnęła.

Ja nie wiem jaki oni mają seks, ale chyba po tym co czytam jak wygląda codzienność, to chyba nie chce wiedzieć. Zresztą, seks to wypadkowa jakości 'codzienności' i wzajemnego stosunku do siebie.
Technicznie to i nogę za szyję można przełożyć, ale gorzej z namiętnością w takich skostniałych układach.

No nic, ciekawe w jakim humorze wpadnie jutro nasz autor.
Ci, co czytają wątek, wiedzą, że są tylko 2 możliwości:

1.  On po raz 100-ny odchodzi. Rzuca to wszystko w cholerę wink
2. Nic nie rzuca, nie odchodzi, bo.. 'coś tam' (obojętnie co w zasadzie)

Ciekawe czy ten wątek pobije ilością stron Icemana - w tej chwili najdłuższy w tym dziale tongue

438 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-11 04:12:11)

Odp: Dziwny związek...

Robercie,
Zastanawiam się, co bym czuła, jaką motywację do podjęcia starań, do dokonania zmian, do uczynienia jakiegokolwiek kroku w celu naprawy relacji bym miała, gdybym co kilka dni słyszała: "To może się rozstańmy", raz wypowiadanego w uniesieniu, gniewie a innym razem spokojnym, zrównoważonym tonem?

Jeśli ze swoją Partnerką komunikujesz się na takim poziomie emocji, jak ten, który prezentujesz w swoich postach, to trudno Wam będzie się dogadać nawet w sprawie tego, czy kurczak na niedzielny obiad ma być w majeranku czy w sosie miodowo-musztardowym, a co dopiero w sprawie pomysłu na Wasze bycie razem. Nie chodzi mi tu o to, że zawsze masz mieć twarz wesołego Buddy z chińskiej porcelany, ale o to, iż Twoje życie emocjonalne przypomina wyładowania elektryczne na słupach wysokiego napięcia.

Funkcjonujesz w rzeczywistości zbudowanej na "chcę" i "nie chcę", podobnie jak Twoja Partnerka. Usiłujecie wyznaczać granice, oparte na tym chciejstwie - niechciejstwie i wykreślać linię, która według każdego z Was ma być narysowana gdzie indziej. Każde z Was ustawiło na niej "strażników" (długość związku, trójka Pociech, trudne dzieciństwo, nostalgia za poprzednim związkiem, kłopoty z ekspresją) i toczycie walkę o swoje, nawet podczas zbliżeń... Powołaliście na świat dwoje dzieci w okresie tymczasowego rozejmu, a to trzecie też już było wynikiem batalii z "chcę dziecka" wygranej przez Twoją Lubą. Stałym elementem sporu są Twoje "chcę, aby się otworzyła, uwolniła emocje", lub "nie chcę tak żyć". Z jej strony zaś " nie chcę o tym rozmawiać", " nie chcę się rozstawać". Ile można wojować? I czy to wojna stuletnia? Podjęta decyzja o wizycie u psychologa - jednej jedynej dotychczas- też już zamienia się w pojedynek o "strefę wpływów", czyli o słowa psychologa, które są interpretowane, jako  pociski skierowane w jedną ze stron. Po co to wszystko?

A może nie potraficie podjąć decyzji o Waszej przyszłości na tak lub nie, bo formuła wojenki jako formy bycia w związku właśnie się wyczerpała, a jedyne role, które umieliście odegrać, były rolami wojowników i musielibyście zmienić i sztukę i charakteryzację?

439

Odp: Dziwny związek...

To dlatego nazwałem ten temat ,,dziwny związek,, bo ona eskaluje non stop sprzeczne ze sobą i niespójne sygnały,ale robi to tak by nie byc winną i rozwleka w długim czasie.....albo kłamie non top ...ale po co?..tego juz bym nie zracjonalizował w swojej głowie.

Dziwne jest to, co wykracza poza znane nam schematy postrzegania.
Zmień je przez poznanie.
A może nawet rozwiążesz problem zamiast rozwiązać relację smile

...ja egoistą nie jestem...wolę poswiecic siebie na tym ołtarzu i trwać w nadziejii na cud niż zgotować dzieciakom rozbitą rodzinę.Jesli ona tak chce niech dojrzeje do tej decyzjii samai sama to skończy.Ja się nie podłoże...a cierpieć rzecz ludzka ,zdarza sie...

Skoro i tak chcesz poświęcić siebie, to mam dla Ciebie pewną propozycję:
Spróbuj zaobserwować, jak to się dzieje, że się nie dogadujesz ze swoją partnerką, tj. jakie Twoje zachowania, słowa, postawy powodują takie jej zachowania, które w ostatecznym rozrachunku Ciebie ranią.
To my przyciągamy sytuacje do swojego życia i po coś są one nam potrzebne. Obserwuj to a wtedy zrozumiesz, dlaczego się odnaleźliście i na jakie swoje wewnętrzne potrzeby odpowiedzieliście. Zyskasz szansę na wyjście ze schematu i będziesz miał okazję uzdrowić swoją podświadomość, stać się silniejszy, z większymi zasobami psychicznymi.
Niech to będzie wartość dodana Twojego poświęcenia.

440 Ostatnio edytowany przez chcesiezyc (2015-01-11 07:45:37)

Odp: Dziwny związek...

Witam. Próbujecie tu na siłę tłumaczyć te sprawy pod kątem psychologii i ubierać w bardzo przeróżne nazwy, które mało mówią zwykłemu rozmówcy. Świat jest dużo prostszy niż opisujecie.
Są mężczyźni męscy (pewnie 10%, określani jako egoistyczni i wrodzy, a jednocześnie budzący krew w żyłach) i mniej męscy (zwykle określani jako nudni, dobrzy i ciepli). Są kobiety kobiece i mniej kobiece. Kobiece stać na samca atrakcyjnego. Mniej kobiece nie (choć prawdopodobienstwo "zaliczenia" takiej jest duże z powodu dużego zapotrzebowania).
Są ludzie brzydcy i ładni. Brzydkich nie stać na ładnych, ale o nich marzą (dużo częściej kobiety, które potrzebują więcej by osiągnąć pożądanie niż look jak u płci męskiej); kobiet których autentycznie podniecają ulegli (niewystarczająco męscy dla danej kobiety)  także jest niski procent, ciut większy niż ludzi aseksualnych (0.1%).; z kazdym dniem zwiazku wypala się chemia sterowana hormonami i czy traktujemy partnera dla nas jako odpowiednio męskiego/kobiecego. Pozniej musi przyjsc przyjazn, by to zostało aczkolwiek bez wiekszej frajdy. Pozniej seksem steruje samo libido, a nie pożądanie. Pożadanie jest zalezne od człowieka, a libido od nas samych.;

Kobiety mało seksowne czekają całe życie na seksownego mężczyzne, ale nie stać je na takowego na nic więcej niż relacje w której będą zranione (krótkotrwałą, kochanka, bycie trzecią). Mogą o nim fantazjować, mogą spotkać takiego w pewnym okresie życia, ale taki nie zwiąże sie z nimi na dłużej (choć dziecko zrobić może);

Robert dla swojej żony jest nieseksowny, nie ma czym jej imponować, więc degraduje go i używa jak przedmiotu;
jak większość mężczyzn którzy są dobrymi mężami, przyjacielami, odczuwają emocje, więc zachowują się podobnie jak kobiety;
to rodzi toksyczność, tylko to, nie żadna psychologia
kobieta z kobietą w związku by się zagryzła (hetero), szczególnie gdy ma temperament - duże libido
dwie kobiety by uznawały że są niewinne, obie uwazalyby siebie za najlepsze i obie by sie nie szanowały, poniewaz nie dominują nad ludzmi i swiatem jak niektorzy mezczyzni (stąd pociag do władzy, pieniedzy lub swiatka kryminalnego);
kobiety z niskim libido mogą wybrać mezczyzne nieseksownego
albo będą karciły się za swoja chęć seksu, fantazje. Wpędzi to je w obłęd i uznają to za chorobę psychiczną.
To nie choroba. To pęd kobiety do samca atrakcyjnego, którego nie może uzyskać ponieważ ani on jej nie chce, lub nie ma go w otoczeniu.

Mężczyzni mniej męscy stają się mizoginami co jest skutkiem braku pożądania u kobiet (kobieta zawsze obwini ze taki mezczyzna ma wady osobościowe, jesli cos jest nie tak z nim i ma prawo chcieć być pożądanym, ale to wywoła u niego złość na kobiety i niezrozumienie), lub tkwią w niewiedzy w związku z rozsądku gdzie kobieta mówi że kocha, wierzy że kocha, ale nie kocha bo czeka na wielką namiętność i czasem ją znajduje. Wątek podobny jest tu
http://www.netkobiety.pl/t79845.html

Pozniej kobieta kalkuluje jak widać na przykładzie i wini tego mniej męskiego, dopisuje mu wiele wad które ma sama, ale ich nie widzi.
Ten męski za to zwykle jest idealizowany, rozbudza namiętność ledwo dotykając kobietę, nie musząc jej uwodzic i nastrajać;
Tamten z kolei będzie przyjacielem ponieważ jest kopią kobiecych cech, co kobiety nie rozbudza, a bardziej złości lub nudzi. To wina hormonów, bo miłością damsko męską kierują tylko hormony. Reszta uczuć jest rozsądkowa, jak przy milosci rodzinnej.;

Kobiete nazwą bardzo zle, obwinią ją, uznają za zdradliwą ale ona tego nie mogła opanować. Z racji inteligencji usprawiedliła to i nie zobaczyła hipokryzji w swoim działaniu i ocenach;
Mężczyzna taki krok po kroku będzie degradowany i wpadnie w depresję, choroby (ukazujące jego słabość genową);

Kobiety mniej atrakcyjne wiążą się z mniej atrakcyjnymi bo lepszych zainteresowanych nie spotkały. To związek z wygody, który zwykle konczy się zdradą kobiety, odejściem w pierwszej lepszej okazji gdy spotka tego bardziej męskiego. Jest jeszcze chłodna kalkulacja (zwana wyrachowaniem), czy to się opłaca, jak będzie życie wyglądało i ile można oszukiwać samca nieatrakcyjnego, by nadal z nią był;
Mężczyźni cieszą się, że zostali przez nie wybrani, ale nie wiedzą że to nie jest miłość. Stają się ulegli bo to prawo natury. Kobieta nie pożąda, więc wszystkie winy przypisuje temu mężczyznie. Robi to bardzo inteligentnie. On może z nią walczyć czym nastroi toksyczność, ale nigdy nie wygra.;
Deficyt mężczyzn bardzo seksownych i dominujących daje o sobie znać, ale takie są prawa przyrody. Takich musi być mniej, by świat nie stanął na głowie. Nie byłoby komu odchować dziecka (męski mężczyzna nie zna sie na tym), a jednocześnie sama atrakcyjnosc straciłaby na znaczeniu.;

Samiczka która ma atrakcyjnego samca zawsze jest uległa i nie potrafi od niego odejść. To w psychologii nazwie się głupio pod tytułem osobowości uzależnionej, a prawda leży tylko i wyłącznie z mocy pożądania. Im atrakcyjniejszy mężczyzna tym pożądanie większe i tym trudniej organizm kobiety na to reaguje (hormonalnie).
Dzieci w układzie rozsądkowym (miły spolegliwy mężczyzna) urodzą się lub będą chore, ponieważ związek jest niedopasowany. Jak strzelam jest to 80% chorej ludzkości. Procent rozwodów jest wysoki ponieważ brak jakościowych, przystojnych i seksownych mężczyzn. Nie jest to kwestia wychowania jak próbujecie oceniać, a słabych genów, niskiej podaży testosteronu który powinien rozgrzewać kobietę.

Społeczenstwo jest chore właśnie przez to że samce słabe kopulują (bratersko) z kobietami niedopasowanymi. Psycholog jeszcze nikogo nie wyleczył, bo na to nie ma rady. Ludzie w większości powinni być leczeni hormonami, by się dobrze czuli, aczkolwiek jest to bardzo kosztowne i zdradliwe;

Wspomnienie tego że jest to kobieta i pewna siebie i płaczliwa jak skrzywdzone dziecko?
Nic dziwnego, gdy nie spełnia się w sferze miłosnej.
Kobiety mają złożoną osobowość, a złożona jest z różnych odczuć. To nie tylko jedna strona, a dziesięć. I niestety dziesięć musi być spełnionych by była szczęśliwa. Stąd tak wysokie wymagania kobiet co do mężczyzn. Nie mogą tego sobie zaniżyć.

Extra teoresial proponował by pomóc w zapewnieniu poczucia bezpiecześtwa jej emocjonalnemu dziecku. To właściwie prowadzi do przywiązania i miłości platonicznej. Tak robią mężczyźni z którymi się chce przytulać, ale nie uprawiać seksu.;
Ci którzy nie przytulają, a są męscy - kobieta ich kocha na zabój, obsesyjnie; także jest nieszczęśliwa bo taki mężczyzna nie zapewnia bezpieczenstwa jej emocjonalnemu dziecku, za to kobiecości owszem. Z dwojga złego kobieta woli jednak kobiecość, a emocje u swojego dziecka;

Pastwicie się nad Robertem i innymi uległymi mężczyznami (uczuciowymi, poświęcającymi się, współczującymi), ale to nie ich wina i nie jest to do wyleczenia. Genów nie da się oszukać. Kobieta w tym układzie zawsze zwycięży. Z samcem jakościowym także, ale dopiero po wyfrunięciu motylków (2-3 lata), lub nie dojdzie do tego ponieważ to on zdradzi i będzie trzymał kilka srok za ogon, a cierpienie kobiety w związku z tym że jest gorsza (on jej nadal imponuje) napędza pożądanie. Ten świat jest prosty. Kobiety kopulują z pożądaniem tylko z samcami o swietnych genach, z którymi uważają że są ich najlepszym wyborem. Reszta jest związkami z rozsądku, ponieważ nie trafiły na swój ideał a tych jest bardzo niski procent - m.in dzięki tym felernym kopulacjom ze słabymi, którzy w świecie przyrody by zginęli.

Nic dziwnego w tym związku nie ma. Większość takich jest, a juz zawsze gdy miedzy partnerami wypaliła sie chemia (max 3 lata + brak przyjazni). Robert zle sie zachowuje z powodu tego ,ze ONA GO NIE KOCHA JAK KOBIETA, jego to wkurza i nie wytrzymuje. Tłumaczy mu w głupi sposob (np o tej spontanicznosci) czemu tak jest. Kompletnie nie jest to przyczyną tylko brak milosci. Odejść nie odejdzie, bo nie ma odpowiedniego kandydata + są zobowiązania typu dzieci. Mało kto wytrzymuje bycie oszukiwanym (kocham, ale nie chce czulosci). To sie nazywa kocham cie, ale nie jestem w tobie zakochana. Normalne w wiekszosci zwiazkow po czasie, lub gdy mezczyzna jest dobry, usłużny i mało władczy.
;;;;
na koniec
Ludzie powinni sie wiązać na swoim poziomie atrakcyjności. To zmniejsza ryzyko rozstania. Jeśli mężczyzna musi kobiecie imponować, by się zakochała tzn że jednak powinien być od niej lepszy. Dlatego związki toksyczne (psychologia) to takie w których mężczyzna poniża kobietę, a ona nie umie odejść. Kwestia kolejny raz hormonów. Agresja i zdominownie kobiety kobietę rozkochuje, zamiast odrzucać.
Kobiety są obdarzone różną podażą estrogenów w surowicy dzięki różnym fazom owulacji, a to zaburza im kwestię atrakcyjności męskiej w danym dniu. Nie mają na to wpływu, jak na całe zakochanie i rozpalenie. Dlatego też często odczuwają wątpliwości czy kochają. Jeden dzien kochają, drugi nienawidzą. Nastroje szaleją. Rozbudzać to może namiętność, ale kolejny raz psycholog powie że jest to zakochanie toksyczne. Nie jest. Jest rządzą seksu i przyjemności.
Fazy owulacji sprzyjają do tego, by w pewnym czasie potrzebować mężczyzny męskiego (seks), a w drugim mniej męskiego (dom). Niestety posiadanie dwóch jest niemożliwym układem. Samiec męski zabiłby słabszego, dlatego kobiety tak często zdradzają mimo że uważają że kochają obecnego partnera, lub nagle przestaje im się podobać gdy spotykają tego lepszego.

Jesli ona nie udawała tych 2 lat sielanki to miłość sie wykonczyła właśnie wtedy (i został człowiek jako czlowiek a nie jako mezczyzna i kobieta). Jesli sielanka wraca to wtedy gdy chce coś ugrać (dziecko), a Ty czujesz sie wykorzystany i oszukany. Związki z reguły są tylko po to, by mieć kogokolwiek kto sprawia przyjemnosc, robi dzieci i mozna sie nim pochwalic,pozalic. Sama sielanka napędzana przez hormony lub manipulacje nie trwa długo. Im starsze osoby tym trudniej im odejsc, cos zmienić chocby dlatego ze moze sie zepsuc reputacja takiej osoby. Ona jak 99% kobiet wierzy, ze wina jest po Twojej stronie. Tak to jest, gdy ma sie partnera który cokolwiek zarzuca, odczuwa, ma wymagania co do jego traktowania, a druga strona nie wie lub nie chce sie przyznac czemu tak jest.

Kobieta zawsze będzie posądzona o niską wartość, gdy ulegnie samcowi o wyższej wartości. Niestety tylko to wywołuje zakochanie u kobiet.
Wszyscy odeślą ją na leczenie psychiki, a jedyne co to powinna zrozumieć że to normalne zakochać się w kimś atrakcyjnym.
Ten atrakcyjny za to nie ma powodu by wiązać się z gorszą, dlatego ma dużo partnerek i sobie z łatwością wybiera. Zwykle dopiero jak już libido i testosteron opadnie, lub pod presją norm społecznych, wiary czy też spotka samicę która uznał za jak najbardziej idealną na tym etapie życia (i byc moze wpadnie z dzieckiem jako zależność, wezmą ślub, a pozniej ją zdradzi po cichu). Mężczyzna męski także nie nadaje się do odchowania dziecka, ponieważ nie rozumie gdęgania i płaczów (uczuć). Jest bezsilny i go to irytuje (irytacja wzbudza chęć walki, lub gdy nie można walczyć ucieczki - stąd wypad do kolegów na piwo). Także nie rozumie kobiety, dlatego z nią nie rozmawia zbyt dużo, jest niewylewny i nie zacieśniają więzi psychicznej (przyjaźń). Ten z kolei chce zrobic dla dzieci wszystko. To oznaka braku wysokiego testosteronu, androgenów. Nic z tym nie zrobi i może w tym tkwić dalej, gdy okaże się że kobieta przyprawiła mu rogi (i będzie to wg niej jego wina - tak, bo jej nie zdominował). I tak jak pisałyście. Prawdziwa dominacja opiera się na szacunku drugiej osoby wobec niej, czyli poczuciu byciu kims równorzędnym lub gorszym. Kobieta nie zdradzi jeśli libido ma słabe, aczkolwiek przy męskim mężczyznie libido kobiety i tak wskakuje na wyzszy poziom. Robert został użyty tylko do wypełnienia roli społecznej kobiety czyli mania dzieci i tworzenia związku, ale ona nie jest szczęśliwa. Czuje sie wybrakowana, tak jak i on. Podsumowujac. Mezczyzna o słabych genach (nieatrakcyjny dla niej teraz lub OD ZAWSZE) przekazał geny, a kobieta nie rozumie czemu nie ma prawidłowych uczuć, daje bzdurne racjonalne wymówki, które nigdy nie pomagają w rozbudzeniu milosci, chęci. Jest tylko przywiązana czym nazywa miłość (jak i mnostwo podobnych kobiet), choc wiez przyjacielska psuje sie przez konflikt potrzeb. Prawa zwierząt odcinek 1. Psycholog nic tu nie pomoże. Robert jedyne co mozesz zrobić to stać sie atrakcyjniejszym. Byc moze wtedy. Niestety jest to walka z wiatrakami, poniewaz nie wiesz czy ją to rozbudzi, a takze robisz to konkretnie w celu rozbudzenia jej. Rozczarowanie moze byc duze. Musialbys robic to dla siebie. Nie robisz więc widocznie nie masz na to siły.

441

Odp: Dziwny związek...

jesteś tym dobrym, którego kobiety nie szanują
zarabianie to kochanie za przymioty, za to ze dajesz jej związek, a nie tego kim jestes
wymagasz jej odwzajemnienia
nie dostajesz tego i rodzi to w tobie zlosc, robisz sceny
wtedy kobieta jeszcze mniej ma ochote z toba przebywac

bardzo surowo niektorzy cie ocenili ale trzymaj się, nie ma tu twojej winy
zauwazyles ze tamten co ją zdradzał miał dobrą u niej opinie
chodzi o to, ze jej sie to podoba tak naprawde, a z toba podoba sie to ze jestes i robisz na dom, dzieci
nie podobasz sie ty

akceptujesz, odsuwasz sie albo dalej robisz pretensje ktore nic nie dadzą

442

Odp: Dziwny związek...

chcesiezyc
Dobrnęłam do końca i jest to zupełnie niespójne. Choćby kilka przykładów, facet który ma wysoki poziom testosteronu nie musi być agresywny i dominujący. Druga sprawa, kobiety które majką niski poziom libido też zdradzają, męscy mężczyźni też się dobrze czują z dziećmi i je wychowują (znam takich). Dlatego kompletnie się nie zgodzę z tymi tezami.

Poza tym, człowiek to coś więcej niż biologia i hormony, to wychowanie, życie w społeczeństwie, że o systemie wartości nie wspomnę.

443 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-11 12:10:24)

Odp: Dziwny związek...

Ale mnie pocieszyliście smile

Dla formalnosci napiszę o wczorajszym:

Moja dziewczyna przeczytała ten temat,szczególnie do niej trafiły posty EXTRA....wczorjaj stwierdziła że rzeczywiscie jest ,,uczuciową daltonistką,, zaczeła płakać i obwiniać sie o to ze jest beznadziejna,ze ja z nią nie mogę wytrzymać...ale ani przez sekunde nie powiedziała tego przez pryzmat uczuć do mnie,nas jako pary...tylko siebie.Ona tylko to czuje wględem swojego ego bez percepcjii jak to wpływa na nas....
Dlaczego tak jest? To poniżej.


Rozmawiałem z dziewczyną ,długo 6 godzin,o wszystkim o nas....i jak dzis przeczytałem post chcesieżyć
........to tak ja jej wczoraj ostatecznie to powiedziałem,troche w inny sposób.
Powiedziałem ze musimy sie rozstać po to żebym ja mógł wskoczyć z powrotem na swój poziom atrakcyjnosci,bo go zwyczajnie utraciłem,być może z nią nigdy go nie miałem w takim wymiarze...ale to nie wazne bo ja chce z powrotem na swój.
Wiem już i powiedziałem jej o tym że nie ma takiej mozliwosci jesli bede dalej tkwił w tym związku,jestem o tym całkowicie przekonany,wytłumaczyłem jej ze tego Roberta co był kiedyś pare lat temu już nie ma...tego zimnego sukinsyna.Został zwykły mięczak,nieatrakcyjny dla niej.I to jest prawda ze ona mnie nie pożąda,że mnie nie szanuje jako mężczyzny....i to prawda ze to nie jest absolutnie jej wina.Przeciez ona chyba wie co czuje w srodku. Więc wczoraj jej pytałem czy czujesz pożądanie do mnie.....oczywiscie odpowiedziała ze tak.Ale ja je próbowałem wyjasnic że to nie jest pożądanie. Wytłumaczyłęm że pożądanie u niej jest  wtedy kiedy ona,na moje prośby ...nie chce usunąć nr tel do byłeego faceta.Oczywiscie pożądanie w jego stronę.
I teraz już zaczynam to rozumieć.....ona nie musi jego widziec,nie musi mieć z nim nawet seksu...ale bedzie mieć topożądanie w sobie i ono bedzie czekać na własciwy moment.

To dlatego jak była kiedys ta  sytuacja z smsem(pisałem o tym)....ona dostała sms,nie pokazała mi go tylko usuneła. Kiedy sie dowiedziałęm o tym i spytałem dlaczego go ukryła to stwierdziła że po prostu uważała ze on nie jest wazny...powiedziała ze ona nie chciała dostać tego smsaze on był nieważny na tyle by go pokazać.....wyszłojedak ze pokazała go swojej przyjaciółce...na zasadzie ,,zobacz dostałam od niego sms,,. To tez wyszło ,przypadkiem z rozmów na komunikatorze. I tak fakt sms nie był w ogóle jakiś ważny...bo tam była tylko propocycja pójscia na piwo,i odpowiedz na niego mojej kobiety była ,,nie ide nie mam czasu,,. Ale....mi go nie pokazała. Gdy sie z tego tłumaczyła,nerwy ją zżerały ,kręciła i w koncu powiedziała ze nie wie czemu tak zrobiła. To potwierdza ze nie jestem tym facetem dla niej na piedestale...tylko opcją do wychowywania dzieci,itd.Tak jak pisała Elle.
Gdybym był uniej na samej górze to przyleciała by natychmiast z nimdo mnie chcąc w ten sposób podswiadomie zwiekszyc swoją atrakcyjnosc w moich oczach,chciała by sie tym zblizyć,zaciesnic zaufanie....Tak wtedy był bym jej jedynym.Ale tak sei nie stało.

Wczoraj jak rozmawialismy ona zalewała sie łzami,chciała mnie przekonać że nie chce sie rozstawać,ze ona tego nie zrobi i nie pomoże mi w tym zebym miał łatwiej...nigdy przenigdy.

Tylko ze to jej przekonywanie...nie było podszyte uczuciem i pożądaniem tylko zwykłym ,,nie i koniec,, choć zapewniłem ją wczoraj ze tak czy inaczej to sie rozpadnie...bo sama mnie znienawidziśz i stracisz do mnie resztki szacunku w pewnym momencie..wtedy wykopiesz mnie za drzwi ot tak po prostu.

Tłumaczyłęm jej ze jutro jest nowy dzień,za tydzień nowy weekend a za rok nowy rok...i ze ja bede za dzien za rok w tym samym miejscu tatuj obok siebie a ty nie zaczniesz mnie nagle na pstrykniecie pożądać czy kochać jak faceta...że to sei po prostu nie zmeini,tak jak nie spadnie czarny snieg.

Nic to nie daje...ona sie zapiera rekami i nogami...ale nadal nie okazuje tego uczucia(bo go nie ma),nie błaga na kolanach bym jej nie zostawiał,nie rzuca sie w ramiona,nie mówi ja cie przeciez kocham,pragne,poządam....(bo tak nie jest)...tylko siedzi tępo wpatrujac sie we mnie i racjonalizuje swoje uczucia.

Przejrzałęm na oczy.
Czy przestałem sie łudzić ze sie cos zmieni? Nie...wiadomo ze nie...ale juz coraz mniej we mnie tej wiary że któregos dnia mnei pokocha mężczyzne.

Troche mi teraz łatwiej z myslą o rozstaniu bo wiem ze to niczego i tak nie zmieni w kwestii postrzegania mnei jako faceta....tak ja jej mówiłem ze wyprowadze sie na 3 miesiące..pół roku..jak zatesknisz to sama przyjedziesz...ale teraz wiem ze to iluzja...być moze by przyjechała...zateskniła...za ojcem dzieci...ale nie za facetem.
Musiałbym sie urodzić na nowo i ją na nowo spotkać...wtedy może byłaby szansa. Teraz jednak jestesmy bez szans.

Ona jest naprawde dobrą dziewczyną,ma serce i uczucia...ale nie mogę jej winic ze nie patrzy na mnei jak na mężczyzne...tego uczucia w niej nie ma,te hormony nie buzują....i jak pamietam..chyba rzeczywiscie nigdy nie buzowały w kierunku mojej osoby....choć wiem (bo znam siebie) że jestem pewnym siebie facetem...Ale nie dla niej,ona potrzebuje innej pewnosci siebie,takiej po której ją będą dreszcze przechodzić.

A teraz ..cóż seks jest codziennie,widzę jej namiętność jej orgazmy...i czuję jednoczesnie brak pożądania...bo to sie czuje na poziomie intuicjii,podswiadomosci,pożądanie jest wtedy kiedy jestes w pracy ..ale czujesz przez skórę ze ta druga osoba oddalona nawet o dsetki kilometrów cały czas mysli o tobie,o twoim dotyku...że dąży do bycia jak najbliżej.
Czy w tym zeby miec pożądanie przeszkadza praca,zmęczenie,dzieci,obowiązki ? Oczywiscie ze nie....to moze nawet te uczucie jeszcze wzmocnic...bo jak nie ma kiedy byc ze sobą...to jeszcze bardziej chce sie do tego dążyć. U nas te rzeczy były zawsze wymówkami,po ty by sie własnie nie zbliżać tylko zachować dystans. To swietne i racjonalne wymówki,bo nie mozna im zaprzeczyć w zaden sposób,jednak jesli ktoś rozbierze ten ten temat na czynniki proste,natychmiast zauważa sprzeczność. Ot życie jest proste jesli wszystkie puzzle ze sobą pasują.
Moja kobeita nie dąży i nigdy nie dążyła do bycia jak najbliżej.Ona sie  zawsze tylko ,,bardzo starała,,,starała sie te swoje pożądanie obudzić na siłę,ale takie coś nie przychodzi ot tak. Musi być bodziec....ja tych bodzców jej nigdy nie wyslę.
Po analizie naszego zycia....ja zmieniłem pracę na krótszą ale i lepiej płatną(firma),ja tak zawsze organizowałem sobie zycie i czas by zbl;iżać sie do niej emocjonalnie...przenigdy nie pragnałem od niej uciekać,ona robiła odwrotnie...coraz wiecej obowiązków,coraz więcej kursów..nawet tych niepotzrebnych,dzieci,dom....byle przykryć tym natłokiem i ukryć głeboko - brak uczuć do mnie...paradoksalnie bym sie nigdy nie jorgnoł,nie załapał ze tego uczucia nie ma. Ale niestety ciężko jest swoje uczucia ukrywać i to kiedyś musiało wyjść. Choc ja o tym nie wiedziałem,nie zauważałem tego na początku.

Teraz jestem na totalnym dnie emocjonalnym...nie mogę jesc,spać..pracować..ot taka typówka jak to człowiek zakochany przezywa bez odwzajemnionego uczucia. Ona tymczasem robi to wszystko z usmiechem na twarzy od rana do wieczora,jej rozkład dnia nie zmienił sie...bo nie cierpi. I w sumie dobrze bo musi ktos to ogarniać. Ja teraz rozumiem czemu ona mówiła ,,nie rozmawiajmy o tym,, Bała sie ze to wyjdzie na jaw...mówiła,, Słuchaj nie ma problemu,gdzie ty widzisz problemy,przesadzasz,jest super..jest super wiec o co ci chodzi...;)
Nie wiem jak to sie skonczy ale wiem ze ja ze swoim charakterem ...człowieka który nienawidzi przegrywać,nie pogodzę sie z tym nigdy.

444

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Nie wiem jak to sie skonczy ale wiem ze ja ze swoim charakterem ...człowieka który nienawidzi przegrywać,nie pogodzę sie z tym nigdy.

Trzymaj się Robert, powodzenia.
Swoją drogą w jakiś sposób pociesza mnie fakt że u mnie mogłoby się skończyć tak jak u Ciebie...

445

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Ale mnie pocieszyliście smile

Nie wiem jak to sie skonczy ale wiem ze ja ze swoim charakterem ...człowieka który nienawidzi przegrywać,nie pogodzę sie z tym nigdy.

Ja bym nie odbierała, że nie przegrałeś, Ty się po prostu uratowałeś żeby zacząć żyć. A to jakby inna perspektywa.

446

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Ale mnie pocieszyliście smile

zaczeła płakać i obwiniać sie o to ze jest beznadziejna,ze ja z nią nie mogę wytrzymać...ale ani przez sekunde nie powiedziała tego przez pryzmat uczuć do mnie,nas jako pary...tylko siebie.

To typowa manipulacja na poziomie "dziecka" a nie dorosłego.

Dobrze rozumujesz, ze ona nie cierpi bo nic nie czuje, ona to tylko przyjmuje na poziomie intelektualnym, ale nie uczuciowym. Ona traci poczucie bezpieczeństwa-czytaj stabilizację i przewidywalność, ale to nie jest żadne głębsze uczucie.

447

Odp: Dziwny związek...

chcesiezyc, czyli my ludzie jesteśmy tylko stadem?

A co się stanie z dziećmi Roberta, czy one nie wyrosną na /kolejne/ osoby z deficytami? Takie "koło życia"?
A Robert z żoną nawet nie podjęli terapii /nieudana  próba sie nie liczy/
On jest świadomym facetem, jego żona nie jest głupia - nie warto zawalczyć?

Rozejść sie zdążą

448

Odp: Dziwny związek...
weronka44 napisał/a:

chcesiezyc, czyli my ludzie jesteśmy tylko stadem?

A co się stanie z dziećmi Roberta, czy one nie wyrosną na /kolejne/ osoby z deficytami? Takie "koło życia"?
A Robert z żoną nawet nie podjęli terapii /nieudana  próba sie nie liczy/
On jest świadomym facetem, jego żona nie jest głupia - nie warto zawalczyć?

Rozejść sie zdążą

Weronka smutne jest to ze niektórzy tutaj na tym forum,którzy mnie nie znają ,nie widzieli na oczy ...czują bardziej ze warto...niz kobieta z którą jestem. To pokazuje  tragizm sytuacjii i twój post jest tego przykładem,że nawet obcy ma w sobie te empatie ,jakieś uczucie..a moja włąsna kobieta jej nie ma. To smutne ale nikt temu nie jest winien.
pozdrawiam

449

Odp: Dziwny związek...

Moja należy do mniejszości i nie jest szanowana przez koleżanki. Ale to co pisze chcesiezyc(ciekawe czyj to profil) chyba ma racje co do większości polek (choć jeszcze tydzień temu tak nie uważałem) Mój znajomy żyd ma wrażliwego kuzyna pytając się dziewczyny 22 latki (GG:31353199) zacytuję to co mi pokazał na gg (orginalna pisownia z literówkami)

Ja
A powiedz mi jedno bo moja żona nei chce na to odpowiedzieć czemu Polski wrażliwych facetów traktują jak śmieci i zdradzają a z przemocowcami żyją narzekają ale odejść im jakoś trudno.  widzę to wszędzie w około. Jeszcze nie poznałem zdradzonego faceta przemocowca i chama żawsze to byli porządni ludzie.
00:13
31353199
Bo kobieta potrzebuje twardej ręki, żeby być grzeczną.
A nie takiego wrażliwego, na wszystko się zgadzającego, wiecznie do niej uśmiechniętego, Słodko-pierduśnego, co to "Oh" i "Ah".
Proszę zwrócić uwagę że on wcale nie pisał o takim co się na wszystko zgadza a porządnym. Czyżby Polki były sadomaso a ja wielkim szczęściarzem bo znalazłem inną od większości kobietę ..
On to samo pytanie zadał innym kobietą na gg i poraziły go odpowiedzi za tydzień dwa da mi wyniki w postaci raportu może być ciekawie.

450 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-11 14:44:17)

Odp: Dziwny związek...
chcesiezyc napisał/a:

bo miłością damsko męską kierują tylko hormony

Teraz już rozumiem, dlaczego na wizytę u endokrynologa trzeba czekać pół roku w tej kolejce po "miłość".

Twe słowa z " hymnu pochwalnego" na cześć pracy gruczołów dokrewnych i ich roli w życiu człowieka, mogłyby być umieszczone na szyldach wszystkich gabinetów endokrynologicznych świata...

Jednak Twój pean, mimo moich kłopotów z miłością, nie wzbudził we mnie potrzeby natychmiastowej konsultacji z tego typu specjalistą, ale raczej doprowadził do migotania przedsionków z powodu nasycenia    słowami "samiec jakościowy" (sic!), "samica", "kopulacja"...

Sądzę, że masz całkowitą rację w tym, iż w przypadku oparcia swego życia na determinizmie biologicznym, jednostki które kopulują powinny przed nawiązaniem jakiejkolwiek relacji z innym samcem lub samicą, zbadać przynajmniej poziom TSH, aby nie doprowadzić do wyniszczającej "kopulacji braterskiej" (jak to zostało określone w Twoim poście.

Musisz jednak wiedzieć, że ten glob zamieszkują nie tylko osobniki kopulujące, ale też istoty o znacznie bardziej wysublimowanych strukturach czuciowych, u których akt kopulacji w wyniku zaawansowanego rozwoju psychicznego ewoluował w kochanie się...

Jakkolwiek Twój dzisiejszy post zdumiał mnie niepomiernie i mam nadzieję, że uda mi się jakoś wyjść z tego stuporu katatonicznego jeszcze przed zjedzeniem podwieczorku.

Ludzie!!! Pomocy!!!

451 Ostatnio edytowany przez kicur (2015-01-11 14:47:54)

Odp: Dziwny związek...

U idiotów tak jest ja się do nich nie zaliczam. Choć to zdecydowana większość nas facetów.

452

Odp: Dziwny związek...

aurora....może autor miał na myśli ,,że pożądaniem damsko-meskim kierują chormony,, ,a bez pożądanie ciężko o miłość...to tutaj jeszcze ma to jakiś tam sens..:)
Ale nie wiem ja autorytetem nie jestem..ja jestem ofiarą.
pozdrawiam

453

Odp: Dziwny związek...

Mam pytanie czemu robert247 nie ma statusu net-faceta. Chyba że trzeba mieć 300 postów (ja tyle chyba miałem) by dostać ten status smile

454

Odp: Dziwny związek...

Robert, ona Cię kocha.., przecież nie sama "macicą" myśli.. Uspokójcie się proszę, wyjdźcie z tego impasu, ten kryzys w brew pozorom może Was wzmocnić. Odetchnij trochę gdzieś. Rozejść się jest tak łatwo...

455

Odp: Dziwny związek...

tsukuru, tak ona tak mówi cały czas ale co z tego jak tego nie okazuje a ja tego nie czuje

Posty [ 391 do 455 z 928 ]

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026