netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Dziwny związek...

927 odpowiedzi91 615 wyświetleńzałożony przez robert247, 11.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Strony 1 2 3 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 928 ]

1 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-11 09:10:13)

Temat: Dziwny związek...

witam
Mam na Imię Robert..i przypadkiem trafiłem na te forum w odmętach netu:).
Postanowiłęm napisać bo może ktoś doradzi mi coś sensownego,choć wiem że to ja sam muszę wyciągnąć wnioski ze swojego życia.
Jestem w związku jakieś 9 lat,na początku było naprawde super jak zawsze ale jakieś 5 lat temu zaczeło się psuć.
Otóż problem w tym że jestem z kobietą któa jest mistrzem obojętności,potrafi nie odzywa sie miesiąc dwa,potrafi nie chcieć ode mnie nic,mimo ze mieszkamy razem,gdy mówiłęm że odchodzę potrafi bez problemu powiedzieć: ok jeśli tak chcesz nie ma problemu.
Kiedyś to był związek taki ze lataliśmy za sobą,a teraz to ja stałem się tym ,,potrzebującym,,,rozmawiałęm z nią wielokrotnie w spokojnej rozmowie i ona mói że kocha że nie chce sie rozstawać..ale ona się nie zmieni i taka już jest...oczywiście kiedyś taka nie była.
Gdyby mi powiedziała ,nie kocham cie,chce innego,itd. nie było by problemu ale ona tego nie mówi a jednocześnie w życiu codziennym bez problemu potrafi się zachowywać tak jakbym był powietrzem.
Jak pisałem ,próbowałem wszystkiego...rozmowy,grożby,szantaże że odejdę jesli tak się bedzie zachowywać ale to kompletnie nie działa,2 lata temu był taki okres że zerwałem z nią ...ale mieszkaliśmy razem...i zacząłem jej ostentacyjnie pokazywać że niedługo na jej miejsce wskoczy inna kobieta,doszło do tego ze pytałem jej czy dobrze wyglądam, bo sie umówiłem z dziewczyną,a ona na to ze naprawde fajnie wyglądam ...oczywiscie ja poszedłem na te randkę by wzbudzić zazdrość ale to nic kompletnie nie dało...pół roku nie byliśmy razem a ona nie prosiła mnie nigdy o rozmowe,,o powrót...a jednoczesnie żeby było jeszcze smieszniej ona oznajmiła ze sama nigdy ode mnie nie odejdzie,jesli ja chcę to ok ale ona nigdy.
Generalnie jesli chodzi o sprawy formalne w związku,praca,dom itd dogadujemy sie dobrze...ale jak wchodzi w sferę takiej uczuciowości,wspólnego spedzania czasu,rozmowy to jest tragedia.Ja sobie z tym nie mogę poradzić bo czuję ze żyjemy razem fizycznie a duchowo całkowicie osobno...
Ostatnio już mi przychodzą takie myśli żeby po prostu wyprowadzić sie od niej,zerwać kontakt i spróbować zapomniec skoro jest mi zle...ale nie daje mi to spokoju dlaczego ona wpadła w pustkę uczuciową,a jednocześnie twardo i stanowczo mówi że kocha i nie odejdzie.... No i ja tez nie jestem ze stali..nie wiem jak bym sie po tym pozbierał.
Przed nią kiedyś dano miałem kilka związków ,jeden nawet poważny...to zawsze było tak ze wiedziałem o co chodzi,dziewczyny zachowywały sie jak dziewczyny,a kiedy było coś nie tak ..okazywało sie ze np. już cie nie kocham odchodzę...czyli wiedziałem na czym stoję, ateraz mówi mi ze kocha a zachowuje jakby mnie nie było...i to sie dzieje już od lat.
Macie jakiś pomysł?

2

Odp: Dziwny związek...

Trudno coś konkretnie poradzić, ale jakaś toporna kobieta Ci się trafiła. Myślę, że ona weszła na poziom, gdzie może z Tobą robić wszystko, BO WIE, ŻE NIE ODEJDZIESZ. Ona tego nie robi najprawdopodobniej z tchórzostwa - musiałaby wtedy podjąć decyzję, działać, pozmieniać swoje życie, brać odpowiedzialność za swoje decyzje, a tak jest jej wygodnie, nic nie musi robić.

Wiesz dobrze, że się okrutnie męczysz. Może kiedy znajdziesz w sobie siłę to uda Ci się przerwać coś, co nie daje Ci komfortu na co dzień.

3 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-11 09:55:24)

Odp: Dziwny związek...

Może dodam soć jeszcze od siebie.
Otóż nieskromnie powiem że ogólnie jestem osobą bardzo zaradną życiowo,nie mam i nie miałem nigdy problemów z zarabianiem,wiele rzeczy umiem załatwić,w domu zrobić wlasciwie wszystko,jestem otwarty i pomocny dla ludzi,znajomych ..wiele moich znajomych mi to mówi, tak ogólnie że facet z zasadami i silny psychicznie...ale taki się stałęm po moim nieudanym związku jakieś 13 lat temu kiedy zostawiła mnei kobieta która byłą moim ideałem..wtedy straciłęm całkowicie głowe i zachowywałem sie ..no bardzo dziwnie:),swiat mi sie zawalił... ale tamto to przeszłosć wtedy powiedziałem sobie ze nie skrzywdzi mnei już zadna kobieta...ale znowy po wielu latach zostałem zaskoczony....bo kiedyś myślałem że zdrada,olwewnie,porzucenie,kłótnie...to są krzywdy...dziś widzę że można życ z kobietą która mówi że kocha,mówi ze nie odejdzie a jednoczesnie na codzień pokazuje mi pustkę uczuciową ...Ja nie jestem w stanie tego pojąć. Stałem sie także przez to zazdrosny jakiś czas temu,a baaardzo długo już tego uczucia wczesniej nie miałem,i myslałem ze nie wróci..dziś wiem ze zdrady czy innego nie ma a jednak...dokładnie widzę że ona sowje uczucia skierowuje gdzie indziej..tylko nie wiem gdzie.
Przecież każdy ma jakiś słaby punkt,musi być jakiś sposób by przekonać się o prawdziwości jej uczuć..tylko jak to zrobić? Zniknąć bez słowa?

carmen boy masz racje najprawdopodobniej ona wie ze ja nie chce odejść,kiedyś po długiej rozmowie jej powiedziałe spokojnie że jeśli bedzie tak robić i nie wyjasni mi o co chodzi to ja odejdę w końću. na te słowa ona powiedziała spokojnie..że jak chcę odejsc to ona nie bedzie mnie zatrzymywać,ale po co gadam takei bzdury skoro tak naprawde nie chcesz odchodzić,nie manipuluj mną:) - zagieła mnie na maxa...No i wez tu takiej coś pokaż ...
Mam już tak dosyć tego mętliku psychicznego ,ale znowu nie wiem co z tym zrobić...tak jak kiedyś.Wpadłęm w bardzo podobny wir zdarzeń jak w poprzednim związku,choć tutaj są całkowicie inne okoliczności i zachowania..a uczucie w głębi takie same.
W sumie wiem że są tylko dwa wyjscia:
1.trwać w tym i się psychicznie męczyć
2.odejść ,zerwać kontakt i..tak samo się męczyć psychicznie(wiedząc ze zostawiam osobę która mówi ze kocha) - paranoja
Którą kopertę wybrać:)
pozdrawiam

4

Odp: Dziwny związek...

Oj, postawa Twojej dziewczyny przypomina mi moją. Mam na myśli deklaracje miłości i tego, że nie odejdzie, choć w codziennym życiu często trudno znaleźć potwierdzenie tej miłości. Ja byłam do tego dość trudną partnerką, wątpiącą, siejącą ferment. My właśnie się rozstaliśmy po sześciu latach. Jakieś dwa miesiące temu mnie zostawił. Bardzo cierpię. Ostatnie dwa dni są pierwszymi lepszymi jak dotąd. I wiesz co: jestem jeszcze bardziej przekonana niż kiedyś, że ja bym go nie zostawiła. Nie mam odpowiedzi, dlaczego. Wielu powie, że z wygody i tchórzostwa. Może mają rację. Dla mnie może być za wcześnie, żeby to oceniać. Faktycznie, ziemia usunęła mi się spod stóp, gdy odszedł. Ale zaczynam sobie radzić z codziennością. Z trudem, ale do przodu. Podobam się mężczyznom, ale nie rusza mnie to teraz. Przychodzi mi do głowy inna interpretacja tego, że nie mogłabym odejść: trwanie jest dla mnie wartością. Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy dla Ciebie jest nią także mimo tak dużych niedoskonałości albo: czy masz siłę i chęć te niedoskonałości przewalczyć. Mój nie miał/nie chciał.

5 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-11 10:44:40)

Odp: Dziwny związek...

Enona ...ja raczej jetem prostą konstrukcją:) Jeśli dziewczyna mi mówi ze kocha,ze nie odejdzie...To mam myśleć że jest odwrotnie? To się w moim mózgu nie dodaje:) Jak mam sobie wytłumaczyć takie sprzeczności...i to tyle lat?
Jeszcze dodam parę rzeczy bo mi sie teraz wszystko przypomina.Może to ułatwi diagnozę.
Otóż zawsze nasze rozmowy/kłótnie o to końćzyły sie w ostatecznym rozrachunku tym że ona obiecała że bedzie inaczej.I rzeczywiście nagle stawała się otwarta,miłą,zagadywała,rozmawialiśmy o wszystkich,inicjowała seks itd. ale zawsze czułęm ze ona to robi na siłę że tak troszkę gra rolę bym nie gadał,nie marudził i nei poruszał tego tematu...i wtedy kiedy tak sie zachowywała jak milkłem,byłem usmiecniety,szczesliwy,miły itd no wszystko co trzeba...mijał jakiś czas..miesiąc-dwa i to sie znowu zacierało...tak jakby ona powolutku,powolutku znowu wracała automatycznie do starej relacjii,efekt był taki ze w pewnym momencie zamykałem się w sobie...i jak zwykle przejmowałęm inicjatywe ..i teraz ja jakby zaczynałem biegać wkoło niej...w końću otrzezwienie,frustracja i złość że znowu to ja o wszystko proszę a ona bierność całkowita.Takie cykle 1-3 miesieczne powtarzają sie od lat...
Oczywiscie jesli ja nie doprowadze do rozmowy i nie pokaze inicjatywy to mogę zapomnieć z jej stroy o jakiejkolwiek inicjatywie...Jakby to opisać..oddalamy sie od siebie emocjonalnie ...a jej to w ogóle nie przeszkadza,tak jakby kompletnie nie potzrebowała,rozmowy,przytulenia,seksu,wspólnego spędzania czasu,ale nie spędza go też poza domem..po pracy najczeciej idzie spać ,potem komputer/tv do wieczora i tak codziennie.
Mówie do niej ..ogladamy mam fajny film? Ona - jasne. I tak oglądamy w milczeniu i spać. Mówię jej  - jedziemy pochodzić po sklepach - ok..jedziemy...pochodzimy wracamy do domu ,spać i cisza.I tak jest we wszystkim. Ja mam kilka hobby gdzie spedzam takze wolny czas..nic jej nie interesuje,ona nie ma hobby poza pracą,kiedyś tak nei było..nawet jak ją coś nei interesowało co ja robię to i tak chciała przy mnie być...teraz nic. To wygląda tak jakbym miał kolegę i ciągle go nagabywał i namawiał na spędzanie czasu ze mną i interesowanie sie moimi sprawami.Dołuje mnie to ze ciągle muszę ją ,,namawiać,, do wspólnego życia...które sama wybrała i któego ona nie chce końćzyć.

Dodam na koniec ze mamy po 37 lat,więc nie jakieś młode,,szczeniaki,, co sie dogadać nie mogą..no ale jak widać stare psy też niekiedy mają z tym kłopot:)

6

Odp: Dziwny związek...
Enona napisał/a:

Oj, postawa Twojej dziewczyny przypomina mi moją. Mam na myśli deklaracje miłości i tego, że nie odejdzie, choć w codziennym życiu często trudno znaleźć potwierdzenie tej miłości. Ja byłam do tego dość trudną partnerką, wątpiącą, siejącą
. Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy dla Ciebie jest nią także mimo tak dużych niedoskonałości albo: czy masz siłę i chęć te niedoskonałości przewalczyć. Mój nie miał/nie chciał.

E ona ale tak szczerze to nie on miał mieć siłę by Twoje niedoskonałości przewalczyc. Noz kurcze wiesz/ zdajesz sobie sprawę z tego co robiłaś źle ale nic z tym nie robisz tylko wymagasz od innych by przewalczli. Po prostu super

7

Odp: Dziwny związek...
Enona napisał/a:

Oj, postawa Twojej dziewczyny przypomina mi moją. Mam na myśli deklaracje miłości i tego, że nie odejdzie, choć w codziennym życiu często trudno znaleźć potwierdzenie tej miłości. Ja byłam do tego dość trudną partnerką, wątpiącą, siejącą ferment. My właśnie się rozstaliśmy po sześciu latach. Jakieś dwa miesiące temu mnie zostawił. Bardzo cierpię. .

No jesli tak robiłaś to troszkę by się zgadzało.
To może powiedz czemu tak sie zachowywałaś a teraz cierpisz? Czemu nie podtrzymywałas tej miłości by twój facetnie miał chęci odejscia..przecież to nielogiczne i destrukcyjne.

8

Odp: Dziwny związek...

Wiesz...według mnie Twoja dziewczyna poczuła po prostu wygodne życie jakie ma z Tobą. Dodatkowo ma pewność, że jej nie zostawisz. Tyle lat jest dla Ciebie taka? W związku powinno się okazywać odrobinę uczucia, bo słowa to tylko słowa! Czasem są puszczane na wiatr... możliwe, że ta dziewczyna po prostu mówi to, co chcesz usłyszeć, bo wie, że wtedy nie odejdziesz. Według mnie powinieneś całkowicie się od niej odciąć. Wyprowadź sie, zerwij kontakt. Nie marnuj na nią życia, bo jest tylko jedno, a to na pewno nie jest TA kobieta. Sam przeczytaj jak ją opisałeś. I odpowiedz sobie na pytanie, czy całe życie chcesz spędzić z sobą, która jest zimna bardziej niż lód.

9 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-11 11:20:54)

Odp: Dziwny związek...
zagubiona94 napisał/a:

Wiesz...według mnie Twoja dziewczyna poczuła po prostu wygodne życie jakie ma z Tobą. Dodatkowo ma pewność, że jej nie zostawisz. Tyle lat jest dla Ciebie taka? W związku powinno się okazywać odrobinę uczucia, bo słowa to tylko słowa! Czasem są puszczane na wiatr... możliwe, że ta dziewczyna po prostu mówi to, co chcesz usłyszeć, bo wie, że wtedy nie odejdziesz. Według mnie powinieneś całkowicie się od niej odciąć. Wyprowadź sie, zerwij kontakt. Nie marnuj na nią życia, bo jest tylko jedno, a to na pewno nie jest TA kobieta. Sam przeczytaj jak ją opisałeś. I odpowiedz sobie na pytanie, czy całe życie chcesz spędzić z sobą, która jest zimna bardziej niż lód.

No tak utrafiłaś w sedno,też uważam że to jedyny wyjście.Tylko ciąglę zadaję sobie pytanie: dlaczego?
Przcież każdy człwoeik potrzebuje uczucia, bliskości,no takich zwykłych rzeczy, nawet najbardziej wyrachowany facet...który jest twardy jak głaz na codzień tego potrzebuje..a kobiety to już w ogóle...ile trzeba mieć w sobie siły i zaciętości by nie odzywać sie do kogoś w jednym mieszkaniu przez miesiąc..? Dla mnie to nienaturale i idiotyczne.

Ja natomiast jestem takim człowiekiem ze jeśli jestem w związku to jest on dla mnei motywatorem do pracy do działania,ma to jakiś swój cel by budować sobie zycie i w pracy i w domu, jeśli ja pracuje zeby np. zbudować dom to robię to dla rodziny..itd. a nie egoistycznie tylko dla siebie.I pootrzebuje w domu takiego wsparcia mentalnego, ze ta druga osoba jest ze mną i mnie popiera zeby to miało sens musi być taka motywacja.ja przynajmniej tak mam...a tutaj pustka,tzn. aprobata ale bez emocjii,entuzjazmu.Powiem tak żeby moją kobietę zaskoczyć,wydobyć z niej jakieś emocje jakieś WOW ! to nie wiem co bym musiał zrobić...nie ma sposobu by nią zatrzęsło


Jeśli chodzi o czas i życie to wielokrotnie jej mówiłem że czas ucieka żyjemy więc bierzmy z życia pełnymi garsciami...ale to jest ewidentnie w próżnie,jakby nic nie docierało..i ona na codzień ma dobry humor...jakby jej to życie wystarczało całkowicie do szczęscia,to co dla niej jest szczytem szczescia ,dla mnie jest jakąś namiastką,nic nie znaczącym motywem.

Fakt ze w pracy jest ambitna,tam oddaje dużo energii,i kocha to co robi...nawet widzę jak wraca z pracy jest niesamiwicie nakręcona,naładowana tymi obowiązkami,wyjscie do pracy sprawia jej radość,w domu całymi godzinami,w weekend potrafi siedziec nad papierami z pracy i autentycznie widzę że jest to dla niej hiperprzyjemność,i ja to doceniam,cieszę sie z tego ale ,życie osobiste jakby dla niej mogło nie istnieć.Tak jakby w pracy traciła energie do zera.

Gdybym ją spytał czy jedzie ze mną na działkę,albo gdziekolwiek to niewyrażna mina,zniechęcenie..przymus,ale jesli jej powiem ze jedziemy na działkę i niech wezmie swoje papiery z pracy coś sobie porobi a ja zajmę sie innymi rzeczami to już jest zadowolona.
Kiedyś jej spyatłem jak siedziała nad kompem jakieś rzeczy także z pracy, czy może do mnie przyjsc ...to powiedziała ze nie teraz bo musi coś tam zrobić, więc spytałem czy naprawde komputer jest dla niej lepszy niz seks ze mną odparła...Nie..ale teraz musze posiedziec i coś zrobić:)..ręce opadają...przeciez wystarczyło by zeb przyszła dała buziaka i np. powiedziała przyjde za godzinke jak zrobię...ale ja o takim czymś mogę pomarzyć,ona nigdy nie uzewnętzrnia takich uczuć w taki sposób.

Stuacja jest nietypowa bo jej to zycie pasuje a mi nie,wiec ja ciagle zabiegam o zmiany,i jest obojetnosc,albo kłótnia.

10

Odp: Dziwny związek...
Jozefina napisał/a:

E ona ale tak szczerze to nie on miał mieć siłę by Twoje niedoskonałości przewalczyc. Noz kurcze wiesz/ zdajesz sobie sprawę z tego co robiłaś źle ale nic z tym nie robisz tylko wymagasz od innych by przewalczli. Po prostu super

1) Związek to dwie osoby i trudności dwóch osób dotyczą. Więc przewalcza się wspólnie. To, co dla jednego jest ok, drugiemu przeszkadza. Jak drugi nie mówi wprost z determinacją, co jest nie tak, to nie możesz tego wiedzieć.
2) Co mam niby teraz robić, w związku z tym, że zdaję sobie sprawę, co robiłam źle?

Robert, odpowiem Ci później szczegółowo, bo teraz muszę wyjść.

11

Odp: Dziwny związek...

Napisałeś, Robercie, że ona nie zdradziła Cię i nie ma nikogo, kto mógłby zawładnąć jej uczuciami.
Z czego to wnosisz, skoro czujesz jednocześnie, że gdzieś jednak te uczucia lokuje?

12

Odp: Dziwny związek...
Enona napisał/a:
Jozefina napisał/a:

E ona ale tak szczerze to nie on miał mieć siłę by Twoje niedoskonałości przewalczyc. Noz kurcze wiesz/ zdajesz sobie sprawę z tego co robiłaś źle ale nic z tym nie robisz tylko wymagasz od innych by przewalczli. Po prostu super

1) Związek to dwie osoby i trudności dwóch osób dotyczą. Więc przewalcza się wspólnie. To, co dla jednego jest ok, drugiemu przeszkadza. Jak drugi nie mówi wprost z determinacją, co jest nie tak, to nie możesz tego wiedzieć.
2) Co mam niby teraz robić, w związku z tym, że zdaję sobie sprawę, co robiłam źle?

Robert, odpowiem Ci później szczegółowo, bo teraz muszę wyjść.

Wyciągnąć wnioski i nie robić tego następnym razem?

13 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-11 12:00:36)

Odp: Dziwny związek...
Excop napisał/a:

Napisałeś, Robercie, że ona nie zdradziła Cię i nie ma nikogo, kto mógłby zawładnąć jej uczuciami.
Z czego to wnosisz, skoro czujesz jednocześnie, że gdzieś jednak te uczucia lokuje?

Po pierwsze kiedyś ją pytałem,to wyśmiała;) po drugie my własciwie cały czas sie widzimy,Raczej nie miałaby technicznie jak i kiedy tego zrobić..chociaż kobiety wiele potrafią:)

Ale rzeczywiscie jest kilka symptomów ze mogłoby to wyglądać że ma kogoś na boku..ale tyle lat? No i kiedy oni mieliby sie spotykać? Ona jest tylko w pracy i w domu.

Jedno wiem na pewno że jest jakiś tajemniczy powód jej zachowania,jeśli go poznam to będę wiedział co robić,najgorsza jest niewiedza i ..niepewność.
A najbardziej dobija mnie ta jej konsekwencja.Pytam jej ot tak z uśmiechem: Dlaczego tak sie zachowujesz bezuczuciowo,co sie dzieje?
Odp. zawsze ta sama -  Oj nie wymyślaj,wszystko jest ok taka jestem,nic złego przecież nie robię.

14

Odp: Dziwny związek...

Moim zdaniem powinieneś się wyprowadzić, kobieta niezdolna do związku. Wyniszczacie się oboje.

15

Odp: Dziwny związek...

No właśnie.
Zdziwiłbyś się, ile wieloletnich romansów przez długi czas było tajemnicą dla zdradzanego partnera. Również te z "kolegą z pracy", na przykład.
Jak przejrzysz tematy, choćby na tym forum, zrozumiesz, o co mi chodzi.
Nie twierdzę, że tak jest, ale ta jej obojętność jest więcej, niż zastanawiająca.

16 Ostatnio edytowany przez Amethis (2014-10-11 15:35:50)

Odp: Dziwny związek...

ja to zawsze z innej beczki, wybacz big_smile

tak właśnie sobie wpierdzielam orzechy laskowe i czytam, i aż przewinąłem od nowa żeby jeszcze raz przeczytać

ile ty masz gościu lat ??
tu piszesz że twardo stąpasz po ziemi, tu że dajesz rady
tu że coś Cię zaskoczyło, na co byłeś już w sumie przygotowany

z innej strony mówisz o 9 letnim związku, więc rozumie. że dalej jako friend jesteście

wszystko się zaczęło psuć jakis 5 lat temu,

hmmm

a może ten związek trzeba było sformalizować 5 lat, temu, może kobieta czegoś więcej potrzebuje
niż twojej złotej rączki twojego zarabiania

może mimo twoich rozmów z nią nie słyszysz, tego co trzeba

i zdecydowanie chyba za bardzo tylko o sobie myślisz

nie odbieraj tego jako atak, to jedynie moje takie z boku, przy orzeszkach się wtrącenie big_smile

pozdr

dodam jeszcze że według mnie, masz zajebiscię wytrzymała i przywiązaną laskę
inna by ju zkopła w ddd, goscia, po tylu latach, stania w miejscu

i de facto chyba dobrze Ci powiedziała próbujesz coś wymusić, sam nie wiesz co
mówie o tekscie o manipulacji, według mnie masz kobiete
nie wiem z jakich przyczyn trwającą z Tobą,
a tu szukasz dziury w całym,

nie obraź się naprawdę, ale jak zacząłem czytać, myślałem że to osoba max 18 letnia pisała,
no to jest forum każdy ma swoje zdanie, co nie big_smile
i większości wypowiedzi, stosujesz stwierdzenia
jaki TY Ok, a ona nie teges big_smile

manipulujesz nami big_smile???

17

Odp: Dziwny związek...
tenniedobry2 napisał/a:

ja to zawsze z innej beczki, wybacz big_smile

tak właśnie sobie wpierdzielam orzechy laskowe i czytam, i aż przewinąłem od nowa żeby jeszcze raz przeczytać

ile ty masz gościu lat ??
tu piszesz że twardo stąpasz po ziemi, tu że dajesz rady
tu że coś Cię zaskoczyło, na co byłeś już w sumie przygotowany

z innej strony mówisz o 9 letnim związku, więc rozumie. że dalej jako friend jesteście

wszystko się zaczęło psuć jakis 5 lat temu,

hmmm

a może ten związek trzeba było sformalizować 5 lat, temu, może kobieta czegoś więcej potrzebuje
niż twojej złotej rączki twojego zarabiania

może mimo twoich rozmów z nią nie słyszysz, tego co trzeba

i zdecydowanie chyba za bardzo tylko o sobie myślisz

nie odbieraj tego jako atak, to jedynie moje takie z boku, przy orzeszkach się wtrącenie big_smile

pozdr

dodam jeszcze że według mnie, masz zajebiscię wytrzymała i przywiązaną laskę
inna by ju zkopła w ddd, goscia, po tylu latach, stania w miejscu

i de facto chyba dobrze Ci powiedziała próbujesz coś wymusić, sam nie wiesz co
mówie o tekscie o manipulacji, według mnie masz kobiete
nie wiem z jakich przyczyn trwającą z Tobą,
a tu szukasz dziury w całym,

nie obraź się naprawdę, ale jak zacząłem czytać, myślałem że to osoba max 18 letnia pisała,
no to jest forum każdy ma swoje zdanie, co nie big_smile
i większości wypowiedzi, stosujesz stwierdzenia
jaki TY Ok, a ona nie teges big_smile

manipulujesz nami big_smile???

Tak manipuluje:)

Poważnie mówiąc,moze mój opis jest jednostronny ale to ja mam problem nie ona,no to więc co mam napisać,piszę jak się czuję w tym związku.
Jak napisałem wczesniej u nas nie ma problemu z życiem na bieżąco tzn. praca,rodzina,kontakt itd. jest problem ewidentnie w samym związku. Jeśli chodzi o ślub ,masz 100% racjii moja panna już dawno chciała ale to ja nie chciałem,ale spróbujcie mnie nie oceniać od razu,moi rodzice są rozwiedzeni i mam blokadę,powiedziałęm jej kiedyś że przyjdzie na to czas a jesli bez slubu przetrwamy to trzeba się cieszyć.Ona jakby juz o tym nie mówi.
Ja stąpam twardo po ziemi...ale w końcu przecież to jest moja kobieta od lat,nie mogę być taki ostrożny,bezuczuciowy jak na początku przez cały czas. Moze ma na to wpływ wychowanie,ja byłęm wychowywany mimo rozwodu rodziców w takim ciepłóym rodzinnym domu i dziadkowie itd. natomiast oja kobieta wzory miała z domu raczej zimne,jej rodzice żyje obok siebie ,są dla siebie zimni i bezuczuciowi,jedynie podczas imprez rodzinnych zachowują pozory...może to sie z domu wzieło..nie wiem...ale jednak przez pierwsze 3-4 lata było super,tzn. ona była taka kobieca,troskliwa,przejmowała sie,mimo ze nie zaliłem sie nigdy jej to widząc że coś jest nie tak w pracy czy w ogóle,pytała,rozmawiała,wręcz nagabywała zebym powiedział co jest itd. a teraz mógłbym trupem w domu paść i pewnie by nie zauważyła. Nie jestem egoistą co chce tylko na siebie kierować uwagę,ale jakieś minimum..zresztą pierwsze lata związku są dla mnie odnosnikiem,wiem jak było i jak mogło być dalej.

18

Odp: Dziwny związek...

Tak masz rację więc podsumowując każde z was ma jakieś blokady. Dobraliście się big_smile
Ona ma zimnych rodziców ty masz rodziców po rozwodzie. Nie dziw że są problemy, tu pomoże tylko wizyta u psychologa i terapia.

19

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:
tenniedobry2 napisał/a:

ja to zawsze z innej beczki, wybacz big_smile

tak właśnie sobie wpierdzielam orzechy laskowe i czytam, i aż przewinąłem od nowa żeby jeszcze raz przeczytać

ile ty masz gościu lat ??
tu piszesz że twardo stąpasz po ziemi, tu że dajesz rady
tu że coś Cię zaskoczyło, na co byłeś już w sumie przygotowany

z innej strony mówisz o 9 letnim związku, więc rozumie. że dalej jako friend jesteście

wszystko się zaczęło psuć jakis 5 lat temu,

hmmm

a może ten związek trzeba było sformalizować 5 lat, temu, może kobieta czegoś więcej potrzebuje
niż twojej złotej rączki twojego zarabiania

może mimo twoich rozmów z nią nie słyszysz, tego co trzeba

i zdecydowanie chyba za bardzo tylko o sobie myślisz

nie odbieraj tego jako atak, to jedynie moje takie z boku, przy orzeszkach się wtrącenie big_smile

pozdr

dodam jeszcze że według mnie, masz zajebiscię wytrzymała i przywiązaną laskę
inna by ju zkopła w ddd, goscia, po tylu latach, stania w miejscu

i de facto chyba dobrze Ci powiedziała próbujesz coś wymusić, sam nie wiesz co
mówie o tekscie o manipulacji, według mnie masz kobiete
nie wiem z jakich przyczyn trwającą z Tobą,
a tu szukasz dziury w całym,

nie obraź się naprawdę, ale jak zacząłem czytać, myślałem że to osoba max 18 letnia pisała,
no to jest forum każdy ma swoje zdanie, co nie big_smile
i większości wypowiedzi, stosujesz stwierdzenia
jaki TY Ok, a ona nie teges big_smile

manipulujesz nami big_smile???

Tak manipuluje:)

Poważnie mówiąc,moze mój opis jest jednostronny ale to ja mam problem nie ona,no to więc co mam napisać,piszę jak się czuję w tym związku.
Jak napisałem wczesniej u nas nie ma problemu z życiem na bieżąco tzn. praca,rodzina,kontakt itd. jest problem ewidentnie w samym związku. Jeśli chodzi o ślub ,masz 100% racjii moja panna już dawno chciała ale to ja nie chciałem,ale spróbujcie mnie nie oceniać od razu,moi rodzice są rozwiedzeni i mam blokadę,powiedziałęm jej kiedyś że przyjdzie na to czas a jesli bez slubu przetrwamy to trzeba się cieszyć.Ona jakby juz o tym nie mówi.
Ja stąpam twardo po ziemi...ale w końcu przecież to jest moja kobieta od lat,nie mogę być taki ostrożny,bezuczuciowy jak na początku przez cały czas. Moze ma na to wpływ wychowanie,ja byłęm wychowywany mimo rozwodu rodziców w takim ciepłóym rodzinnym domu i dziadkowie itd. natomiast oja kobieta wzory miała z domu raczej zimne,jej rodzice żyje obok siebie ,są dla siebie zimni i bezuczuciowi,jedynie podczas imprez rodzinnych zachowują pozory...może to sie z domu wzieło..nie wiem...ale jednak przez pierwsze 3-4 lata było super,tzn. ona była taka kobieca,troskliwa,przejmowała sie,mimo ze nie zaliłem sie nigdy jej to widząc że coś jest nie tak w pracy czy w ogóle,pytała,rozmawiała,wręcz nagabywała zebym powiedział co jest itd. a teraz mógłbym trupem w domu paść i pewnie by nie zauważyła. Nie jestem egoistą co chce tylko na siebie kierować uwagę,ale jakieś minimum..zresztą pierwsze lata związku są dla mnie odnosnikiem,wiem jak było i jak mogło być dalej.

No, to chyba sam sobie odpowiedziałeś na swój problem.
Odmówiłeś sformalizowania związku.
Twoje tłumaczenie "ostrożnością po nieudanych związkach" przyjęła tak, że i ona poczuła się "nieodpowiednia" dla Ciebie.
Czy rozmowa o małżeństwie nie miała miejsca trzy, cztery lata temu?
Doszła do wniosku, że nie warto się starać i tak doszło do tego zobojętnienia. A że nie chce z własnej inicjatywy robić zamieszania w swoim życiu, dobrze jej, jak jest.
Co o tym sądzisz, biorąc pod uwagę mój poprzedni post?

20

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:
tenniedobry2 napisał/a:

ja to zawsze z innej beczki, wybacz big_smile

tak właśnie sobie wpierdzielam orzechy laskowe i czytam, i aż przewinąłem od nowa żeby jeszcze raz przeczytać

ile ty masz gościu lat ??
tu piszesz że twardo stąpasz po ziemi, tu że dajesz rady
tu że coś Cię zaskoczyło, na co byłeś już w sumie przygotowany

z innej strony mówisz o 9 letnim związku, więc rozumie. że dalej jako friend jesteście

wszystko się zaczęło psuć jakis 5 lat temu,

hmmm

a może ten związek trzeba było sformalizować 5 lat, temu, może kobieta czegoś więcej potrzebuje
niż twojej złotej rączki twojego zarabiania

może mimo twoich rozmów z nią nie słyszysz, tego co trzeba

i zdecydowanie chyba za bardzo tylko o sobie myślisz

nie odbieraj tego jako atak, to jedynie moje takie z boku, przy orzeszkach się wtrącenie big_smile

pozdr

dodam jeszcze że według mnie, masz zajebiscię wytrzymała i przywiązaną laskę
inna by ju zkopła w ddd, goscia, po tylu latach, stania w miejscu

i de facto chyba dobrze Ci powiedziała próbujesz coś wymusić, sam nie wiesz co
mówie o tekscie o manipulacji, według mnie masz kobiete
nie wiem z jakich przyczyn trwającą z Tobą,
a tu szukasz dziury w całym,

nie obraź się naprawdę, ale jak zacząłem czytać, myślałem że to osoba max 18 letnia pisała,
no to jest forum każdy ma swoje zdanie, co nie big_smile
i większości wypowiedzi, stosujesz stwierdzenia
jaki TY Ok, a ona nie teges big_smile

manipulujesz nami big_smile???

Tak manipuluje:)

Poważnie mówiąc,moze mój opis jest jednostronny ale to ja mam problem nie ona,no to więc co mam napisać,piszę jak się czuję w tym związku.
Jak napisałem wczesniej u nas nie ma problemu z życiem na bieżąco tzn. praca,rodzina,kontakt itd. jest problem ewidentnie w samym związku. Jeśli chodzi o ślub ,masz 100% racjii moja panna już dawno chciała ale to ja nie chciałem,ale spróbujcie mnie nie oceniać od razu,moi rodzice są rozwiedzeni i mam blokadę,powiedziałęm jej kiedyś że przyjdzie na to czas a jesli bez slubu przetrwamy to trzeba się cieszyć.Ona jakby juz o tym nie mówi.
Ja stąpam twardo po ziemi...ale w końcu przecież to jest moja kobieta od lat,nie mogę być taki ostrożny,bezuczuciowy jak na początku przez cały czas. Moze ma na to wpływ wychowanie,ja byłęm wychowywany mimo rozwodu rodziców w takim ciepłóym rodzinnym domu i dziadkowie itd. natomiast oja kobieta wzory miała z domu raczej zimne,jej rodzice żyje obok siebie ,są dla siebie zimni i bezuczuciowi,jedynie podczas imprez rodzinnych zachowują pozory...może to sie z domu wzieło..nie wiem...ale jednak przez pierwsze 3-4 lata było super,tzn. ona była taka kobieca,troskliwa,przejmowała sie,mimo ze nie zaliłem sie nigdy jej to widząc że coś jest nie tak w pracy czy w ogóle,pytała,rozmawiała,wręcz nagabywała zebym powiedział co jest itd. a teraz mógłbym trupem w domu paść i pewnie by nie zauważyła. Nie jestem egoistą co chce tylko na siebie kierować uwagę,ale jakieś minimum..zresztą pierwsze lata związku są dla mnie odnosnikiem,wiem jak było i jak mogło być dalej.

weź się przyznaj, lepiej, ze potrzebujesz żeby ktoś o Ciebie zadbał big_smile

i próbujesz na kobiecie to wymusić, big_smile

a ona tez czegoś oczekuję, czego nie dostaje, więc taki bez uczuciowy błogostan macie big_smile

ale to ewentualnie temat na poważną rozmoe z twoją partnerką big_smile

9 lat, jestem pełen podziwu,

chodź podobny mam czas, trwania ale małżeństwa, a chyba trochę więcej namieszałem sad

21

Odp: Dziwny związek...

Ot i mamy:
"Kali ukraść krowę - bardzo dobrze, Kalemu ukraść krowę - bardzo źle" znaczy: Wy mnie zrozumcie, ja jej zrozumieć nie potrafię...
9 lat bez formalnego zalegalizowania... 9 lat temat w zawieszeniu, 9 lat czekania... na nie wiadomo w sumie czy w ogóle realny do zrealizowania tema ślubu (a dzieci???)...
Hmmmm - Ile można czekać i "nadskakiwać" na dokładkę.
Chyba po prostu przestała się NAZBYT starać, bo i tak nic to nie wnosiło wink nie była DOCENIONA> Jak w szkole wink
Zajęła się CODZIENNOŚCIĄ... może straciła nadzieję na cokolwiek z Twojej strony?

22 Ostatnio edytowany przez Amethis (2014-10-11 18:03:38)

Odp: Dziwny związek...
Anhedonia napisał/a:

Ot i mamy:
"Kali ukraść krowę - bardzo dobrze, Kalemu ukraść krowę - bardzo źle" znaczy: Wy mnie zrozumcie, ja jej zrozumieć nie potrafię...
9 lat bez formalnego zalegalizowania... 9 lat temat w zawieszeniu, 9 lat czekania... na nie wiadomo w sumie czy w ogóle realny do zrealizowania tema ślubu (a dzieci???)...
Hmmmm - Ile można czekać i "nadskakiwać" na dokładkę.
Chyba po prostu przestała się NAZBYT starać, bo i tak nic to nie wnosiło wink nie była DOCENIONA> Jak w szkole wink
Zajęła się CODZIENNOŚCIĄ... może straciła nadzieję na cokolwiek z Twojej strony?

nie wiem dalej ile masz lat, sądzę że  w okolicach po 30

jeśli kobieta po 30, też, weź się ogarnij to się zaczyna już pewne sprawy dla kobiet powoli zamykać
a nie wspomnę dla mężczyzn, big_smile

nie chodzi mi o sprawność, tylko o celność big_smile

na wszystko jest czas, odpowiedni big_smile

nawiązując do postu koleżanki wyżej, uważasz że lepiej jeśli dzieci i rodziców dzieli większa różnica wieku czy mniejsza
mi sie wydaje ze dla dzieci jest jeśli mniejsza. życie tak pędzi ż ehej


nikt Cię nie swata, nikt nie namawia
to są tylko luźne przemyślenia ludzi w różnym wieku z różnymi doświadczeniami życiowymi,

to wszsytko co tu piszesz, powinieneś poruszyć z swoją partnerką, ale nie w sensie roszczeniowym

do niej

tylko zwykłym, po prostu,
może kopa w DDD wam potrzeba, a na pewno Tobie

wiesz ja też twardo stoję na ziemi, chyba że leżę big_smile
i umiem wszystko, ale czy moja żona nie umie nic,
jak nie widzisz nie chcesz zobaczyc, to nei docenisz big_smile
proste jak drut

powodzenia

23

Odp: Dziwny związek...

Mówicie ślub....cholera może macie rację..w końcu ją kocham ...własnie przed chwilą z nią rozmawiałem...i znowu mnie udobruchała;),stwierdziła ze najgorsze co mógłbym zrobić to sie wyprowadzić bo dzieci by to odczuły ..i powiedziała ze ona beze mnie nie wytrzymałąby i znajdzie mnie na końću świata,iżebym sobie wybił durne pomysły z głowy ...bo jestem jej naukochańśzym misiem:)

SZczerze to jestem w szoku...bo ona taka nie jest czesto ale jednak potrafi mi pokazać i przekazać miłość:),może nie tak mocno i często jakbym oczekiwał ale w końću do cholery nie jestem pępkiem świata,muszę chyba mieć więcej pokory:)
Ok dzięki wam kochani za pomoc,naprawde to doceniam,trochę mi to pozwoliło inaczej spojrzeć na ten związek smile
pozdrawiam

24

Odp: Dziwny związek...

Robert, czyli macie dzieci?

Rozumiem, że nie jest tak, że jedną nogą jesteś już poza związkiem (albo tym bardziej: w innym związku)?

25

Odp: Dziwny związek...

Tak mamy trójkę kochanych maluchów;)
Nie nie jestem jedną nogą w zadnym zwiazku,jestem z natury monogamistą;)
pozdrawiam

26

Odp: Dziwny związek...

Robert smile

Ta kobieta ma wszystko - stabilizację, faceta i dzieci. Ona NIE odejdzie, bo po co? Czemu ona ma sobie życie utrudniać? Źle jej? Dobrze. Widać to ten typ, co to wielkiej miłości do związku nie potrzebuje. A Ty? A Ty przez 9 lat pokazywałeś, że rzucasz tylko słowa na wiatr, Twoje groźby są puste i właściwie czego byś nie zrobił, to i tak wrócisz do niej z podkulonym ogonem. Przecież sam ją tego nauczyłeś i teraz masz pretensje?

Przecież jej postawa aż krzyczy do Ciebie - JA NIE odejdę. Mam stabilizację i tylko TO jest mi potrzebne. Ty, jeśli chcesz, odejdź, nie ma problemu.

Doprawdy sorry, ale jesteś TAK tępy, że tego nie rozumiesz, czy TAK uzależniony od niej, że tego nie widzisz, czy tam nie chcesz widzieć.

27 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-11 20:13:28)

Odp: Dziwny związek...

uzależniony;)

Teo nie wykluczone że tak jest ze ona ma stabilizacje i miłość jej nie jest potrzebna w nadmiarze,czyli mam się nie zadowalać rzucanymi ,,ochłapami,, tylko ..znależć kobietę która da mi pełnię szczęscia? Ok to nie takie trudne,problem w tym ze znowu na początku będzie fajnie a po latach przyjdzie nowy motyw i tak w kółko macieju..życia może nie starczyć.Ja zawsze starałęm sie pogodzić mój temperament ,potrzeby i budowanie jakiejś przyszłości...tylko zawsze jakaś kobieta ma inne zdanie na ten temat,jak mi sie trafi kochająca to znowu pracy przez 5 lat nie umie znależć,jak mi sie trafi seksowna to sie puszcza,jak mi sie trafiła z dobrą pozycją zawodową i kasą to znowu ma inne wyobrażenie o miłosci w związku....uj by to strzelił:) Najlepsze doświadczenia miałem za młodu..wtedy w ogóle nie starałęm sie dla zadnej to same za mną biegały,ale jak juz mam dzieci i związek powazny to co tez mam sie nie starać i latac na wódke co 2 dzień? Bezsens.

28 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-10-11 20:20:37)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

uzależniony;)

Teo nie wykluczone że tak jest ze ona ma stabilizacje i miłość jej nie jest potrzebna w nadmiarze,czyli mam się nie zadowalać rzucanymi ,,ochłapami,, tylko ..znależć kobietę która da mi pełnię szczęscia? Ok to nie takie trudne,problem w tym ze znowu na początku będzie fajnie a po latach przyjdzie nowy motyw i tak w kółko macieju..życia może nie starczyć.Ja zawsze starałęm sie pogodzić mój temperament ,potrzeby i budowanie jakiejś przyszłości...tylko zawsze jakaś kobieta ma inne zdanie na ten temat,jak mi sie trafi kochająca to znowu pracy przez 5 lat nie umie znależć,jak mi sie trafi seksowna to sie puszcza,jak mi sie trafiła z dobrą pozycją zawodową i kasą to znowu ma inne wyobrażenie o miłosci w związku....uj by to strzelił:) Najlepsze doświadczenia miałem za młodu..wtedy w ogóle nie starałęm sie dla zadnej to same za mną biegały,ale jak juz mam dzieci i związek powazny to co tez mam sie nie starać i latac na wódke co 2 dzień? Bezsens.

Życie panie życie, ale mówią, że są kobiety "po środku" wink
A juz szczegolnie jak termin przydatnosci mija i ta maksymalna atrakcyjnosc zostaje utracona.

29 Ostatnio edytowany przez don_juan (2014-10-11 21:43:52)

Odp: Dziwny związek...

czytając opis zachowania Twojej kobiety, jakbym czytał opis zachowania samego siebie będąc jeszcze w związku i to nie jednym a kilku poważnych trwających po kilka lat. W moim wypadku to zdrowie nie pozwoliło, zresztą praca też. Tak samo jak Twoja partnerka jestem pracoholikiem, bezsensowne picie piwa w weekend przy grillu dla mnie to strata czasu, wolę pracować albo robić to co lubię niż np. siedzieć ze znajomymi i gadać o głupotach. Efekt tego jest taki że jestem sam. Z zewnątrz patrząc taka postawa wygląda na egoizm itd. zawsze będąc z jakąś kobietą nigdy nie była mi obojętna, ale po prostu potrzebowałem koszmarnie dużo czasu dla siebie. Najlepiej czułem się w pracy tak jak Twoja partnerka, w domu własna firma itd. czasu na wyjście gdzieś brakowało zawsze.

Z drugiej strony taki powód mojego zachowania był spowodowany moją słabą kondycją zdrowotną, problemy gastryczne, żołądkowe itd. dlatego rzadko gdzieś wychodziliśmy itd. wolałem uciekać ze swoimi wszystkimi problemami zajmując się pracą......

Nie jedna chciała mnie zmienić i nie udało się... taki charakter, w przypadku Twojej partnerki sprawa jest jasna według mnie, taki charakter i albo to akceptujesz albo tak jak u mnie odchodzisz, zmiana jak już będzie to na krótko a potem znowu wszystko wróci do normy.

W moim wypadku było tak, że jak już udało mi się kogoś poznać na początku angażowałem się w związek bardzo, jednak z czasem charakter brał górę i pomimo że kochałem swoją partnerkę itd. widziałem swoje błędy to moje sprawy były priorytetem i po prostu związek się wypalał.

też już nie jestem 'młodzieniaszkiem', zaledwie parę lat mlodszy od autora, samemu źle, z drugą osobą też źle bo nie ma czasu na swoje sprawy, priorytetem jest praca po 16 godzin dziennie, bo przecież co innego można robić..... też dorastałem w 'zimnym domu', brak rodzinnej atmosfery, rodzice się nie kochali itd.
taki charakter i tyle, albo się to akceptuje albo nie, według mnie szansa na zmianę słaba, ja się starałem przez 10 lat i mi nie wyszło pomimo że były lepsze okresy.
Ewentualnie spróbujcie psychologa, mnie nie pomogło, poprawa była na okres kilku miesięcy i potem znowu to samo więc....

30

Odp: Dziwny związek...

don juan dzięki ze wyraziłeś opinie,ciekawa i pouczająca.
Jeśli natomiast chodzi o moją kobiete to nie nie nie jest to pracoholik,moze tak wynika z tego co napisałem,ale tu bardziej chodzi o to ze ona lubi te prace i się spełnia w niej,natomiast mogłaby wiecej pracować ale ona tego nie robi,to moze tak wyglądao z opisu przez mój pryzmat,ona teraz bedzie brała tzw. roczny urlop zdrowotny...
Takze pracy sie poswieca ale nie 16 godzin tylko 6-8 godzin.

31

Odp: Dziwny związek...

Robert, dawno mnie tu nie było, przez przypadek trafiłam na Twój wpis i nie mogłam przejść obok niego obojętnie.

Ja widzę tutaj konflikt potrzeb wynikający zresztą najprawdopodobniej z innych wzorców wyniesionych z domu. Jeśli ja dobrze rozumiem, to Ty w związku oczekujesz adoracji i zainteresowania, natomiast Twojej towarzyszce wystarcza, że jesteście razem, ma faceta, który jest przy niej i o nią dba,  macie funkcjonujący dom rodzinny i pracę.

Podejrzewam, że tak było od samego początku, tylko po 9 latach przyszła mała stabilizacja, zaczęła się proza życia i skoro nic nie odwraca uwagi, to pewne rzeczy się wyostrzają i stąd znalazłes się tutaj. (Moim zdaniem jej romans w pracy w tym przypadku jest mało prawdopodobny. Wiadomo, wszechwiedząca nie jestem, ale wyszłabym raczej z takiego założenia). 

No i moim zdaniem sytuacja jest niełatwa, ale nie przesądzona.
Dlaczeg niełatwa: bo moim zdaniem Twój problem wynika z różnic między Wami - wzorce z domu i osobowość, a niestety do końca zmienić osobowości się nie da. To, że jej na Tobie zależy widać moim zdaniem na podstawie tego, że jak porozmawiacie, to jest jakaś poprawa. Ale potem, jak dopadnie Was codzienność (obowiązki w pracy czy związane z dziećmi) to wracacie na stare tory. Fakt, że nie "lata za Tobą' nie znaczy, że nie jesteś dla niej ważny albo że Cię nie kocha. Po prostu być może jest to osoba dla której bycie razem na co dzień i funkcjonujący dom oraz dbanie z Twojej strony jest dokładnie tym, czego potrzebuje. Wielkiego okazywania uczuć - już niekoniecznie. (Tak kusząc się o interpertację alternatywną: to że Ci nie da buziaka, jak coś robi a Ty ją wołasz? Cóż, może woli skończyć, co ma do roboty, bo praca ma większy priorytet jako źródło utrzymania (zwłaszcza jak się jest z facetem, który co jakiś czas straszy odejściem) niż chwilka czułości, na którą będzie czas potem) Niestety, to co dla Ciebie jest ważne i potrzebne, dla niej może nie być takim samym priorytetem.

Dlaczego nie przesądzona: bo najwyraźniej sporo Was łączy, skoro tyle czasu jesteście ze sobą i dlatego, że Ty szukasz sposobu, jak sobie z problemem poradzić, zamiast od razu "zabrać zabawki z piaskownicy".

Ja sugerowałabym jednak popracowanie nad komunikacją, bo czasami człowiek ma klapki na uszach/oczach i wydaje mu się, że mówi to, co chce powiedzieć, ale niestety druga strna odbiera to inaczej. Pamiętać o otwartości na inność drugiej strony i mieć gotowość samemu coś odpuścić. Nawet jeśli brak emocji jest główną diagnozą, którą postawiłeś, to w sumie nie wiadomo, co kieruje nią w konkretnych sytuacjach. Może np. jest po pracy zmęczona, dlatego tylko TV. A może nie inicjuje niczego, bo jest już tak przyzwyczajona do Twoich starań, że jej bez wyraźnego syganłu do głowy nie przyjdzie, że ma coś zrobić. A może właśnie jej się odechciało nazbyt starać. A może przeżywa jakieś sprawy, o których nie wiesz, a którymi z jakiegoś powodu nie chce/możę się z Tobą dizelić. To są oczywiśćie spekulacje, ale może głębsze zrozumienie, dlaczego się pewne rzeczy dzieją "rozjaśni" Ci w głowie (oczywisćie to że pytasz nie znaczy, że będize Ci odpowiadała - moja teza jest taka, że ludzie sami czasem nie wiedzą, o co im chodiz smile Wiem, nie jest to pocieszające)
Warto jest również upewnić się, że język którym mówisz jest zrozumiały dla drugiej strony. Przykładowo (nie odnoś proszędo Waszego związku, chodzi o ilustrację): dla osoby zadaniowej łatwiej będize umówić się, że np. co drugi weekend robimy sobie coś dla siebie i to ona coś wymyśleć. Dla romantyka jest to sztucznie wykreowany schemat, bo pewnie wolałby spontaniczną kolację przy świecach, ale jeśli nie jest z drugim romantykiem, to może tego nie mieć (dostając w zamian dumę, że ambitny partner radzi sobie świetnie w pracy i nie jest) itd.

Czasami taka praca nad komunikacją jest ze względu na te klapki możliwa do zrealizowania tylko z pomocą z zewnątrz, stąd wcale niegłupią radą jest skorzystanie z pomocy zewnęrznej - kto powiedział, że do mediatora czy terapeuty trzeba iść dopiero jak jest tak źle, że ledwie jest co zbierać.

Trzymam za Ciebie i za Was kciuki i mam nadzieję, że uda się Wam znaleźć jakis sposób na przebudowanie relacji. Bo nawet na podstawie tego, co piszesz, macie bardzo dużo i wielu facetów trafiających na kobiety toksyczne, księżniczkowate, zdradzające itd powiedziałoby, że szukasz dziury w całym. Szkoda byłoby nie spróbować dopasować brakującego elementu, dzięki któremu ten związek dopełni się dla Ciebie tak, jakb tego potrzebujesz.

32 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-12 15:07:16)

Odp: Dziwny związek...

robingirl,dzięki za twój wpis,no odebrałaś to dokładnie tak jak ja myśle:),podziwiam za inteligencje smile naprawde utrafiłąs w sedno.
Może podam jeszcze jeden przykład z naszego związku który powoduje ze mi sie takie zycie nie podoba.
Na przykład przychodzi weekend ...i ona nie przyjdzie do mnie nie usiądzie i nie powie np. słuchaj co robimy na weekend moze jakieś wino albo coś? Nie bedzie tego i jeśli ja nie zaproponuje to przesiedzimy weekend nad komputerem/TV....natomiast jeśli ja jakimś cudem sam nie zaproponuje czegoś prez (w moim mniemaniu ) dłuższy czas czyli 1-2 tygodnie...to ona wtedy zaczyna sobie układać swoje plany..np. postanawia z dziecmi jechać do babci...i to realizuje.Albo inny przykład:
Pytam sie jej czy moze coś wypijemy albo jakiś film pooglądamy...i w domyśle chodzi mi o pozniejszy seks,ale bez mówienia wprost,i dostaje sygnał ze nie dziś bo jestem zmeczona po pracy i chce sie wyspać.Ok ja to rozumiem..ale wtedy przychodzi np weekend za pare tygodni i ona ma jechać na wycieczkę szkolną ...to jest nakręcona jak katarynka,szykuje sie biega,pyta sie mnie czy nie bedzie to problem jak pojedzie ( w domysle liczy sie z moim zdaniem),jedzie na wycieczke..i baluje na niej do 4-5 rano....i nie słyszę zeby byłą zmęczona czy niechętna. To są takie dość normalne rzeczy nad którymi pewnie niejeden przeszedł by obojhetnie bo nikt tu nic złego nei robi,ale tak jak napisała robingirl,ja niekiedy sie tak czuje ze beze mnie to ona moze wszystko,nie ma zmeczenia itd, a ze mną to już nie zawsze,dla mnie w wiekszosci przypadków.
A jak jej delikatnie zwróce uwagę na to to ona nagle odparowuje: Dobra to idziemy do kina....ale to jest taki ton na odczep sie...zeby to miec z głowy spedzony ze mną czas,zero entuzjazmu..i wtedy jak pytam dlaczego? to słysze, a no wiesz jestem padnieta po pracy,dzieciaki ,obiad,pranie..itd a jak ma isś gdzies bezemnie to nagle już zero zmęczenia,2 godziny przed lustrem,szykowanie sie,widze jak sie jej oczy swiecą na samą myśl. Także w sumie nie ma sie do czego przyczepić,a z drugiej strony..niezbyt fajne  uczucie, że nie ja jej facet jestem sednem życia.

Na dowód tego zeby sie upewnić ze jednak wczesniej tak nie było,odkurzyłem nasze stare rozmowy na gg,kiedy bylismy rok w związku i nie mieszkalismy razem ,sam o nich zapomnaiłem ale zachowałem sobie na pamiątke w archiwum..no to jak sobie poczytałem jak my rozmawialiśmy ,to sie za głowe złapałem. Jakby inni ludzie...u niej w każdym zdaniu było czuć troskliwość,pożądanie,chęc bycia ze mną,nieraz widać z naszych rozmów że wprost układała swoje życie do mojego, ba!  ona sie potrafiła z pracy zwolnić jak zachorowałem i przyjechać 60 km i stwierdzić ze praca nieważna liczysz sie ty. A dziś jak jestem chory to...mam isc do lekarza:) Ok ,ja nie chce przez to powiedziec ze jestem jakimś egoistą ,narcyzem co chce tylko na sobie skupiać uwagę...ale jest to bardzo zauważalna zmiana..która nastepowała powoli po około 4 roku związku, dzis mija 9 rok.
A najlepsze jest to ze jak jej np. mówie w rozmowie ze sie zmieniłaś kiedyś trochę inaczej mnie traktowałaś to zaprzecza i twierdzi ze zawsze jest taka sama....nawet nasze stare rozmowy na gg jej nie przekonały:) stwierdziłą ze po prostu ja to tak interpretuje:)i mi sie wydaje; ...niekiedy brakuje mi argumentów, bo ona je wszystkie nawet te oczywiste...podważa lub bagatelizuje,a ja mam wtedy albo sie dalej spierać i w efekcie pokłócić albo zakończyć temat. Po prostu brakuje mi takiej relacjii z moją kobietą gdzie nasza rozmowa kończyłą by sie na tym ze wiemy oboje o co biega i nie ma tu żadnej ściemy ani niejasności,ja natomiast po takich rozmowach zawsze mam takie poczucie,ze nie wiem wszystkiego,albo po prostu ona to tak odbiera ze nadajemy na zupełnie innych falach.

Naprawdę wolał bym usłyszeć np. słuchaj nie okazuje tobie tyle uczuć bo sie odkochałam,niż słyszeć...nieee miśku wydaje ci się jest wszystko w porządku - a ja wiem i czuje ze nie jest.


Może jeszcze dosadniej spróbuje opisać co ja czuję:
Otóz jestem takim typem że jak na codzień w zwykłych sprawach drobnych,czuję nawet bez słów takie oddanie, troskę,chęć bycia ze mną to,jestem totalnie szczesliwy w głebi i nawet tego nie muszę okazywać ,rozmawiać o tym bo to jest jak takie hmm ubezpiecznie:),ze wiem ze ta osoba jest tu obok mnie i choć nie potrzebuję jej pomocy czy czułości, to cały czas  wiem że ona te uczucie posiada,natomiast jak słyszę słowa: kocham cie,jest ok,jest w porządku,idziemy do kina , ale nie czuję tego emocjonalnie to jest tragedia...bo mi sie wtedy zdaje ze to są tylko takie słowa bez pokrycia w prawdzimym uczuciu. Już lepiej tego nie wyraże:)..to jest na poziomie percepcjii, każdy z nas od razu wyczuwa człowieka który jest chętny,przyjazny,pomocny dla nas a od razu nawet bez słów czujemy ludzi niechętnych nam,obojetnych...i to jest coś w tym stylu.
pozdrawiam

33

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

robingirl,dzięki za twój wpis,no odebrałaś to dokładnie tak jak ja myśle:),podziwiam za inteligencje smile naprawde utrafiłąs w sedno.
Może podam jeszcze jeden przykład z naszego związku który powoduje ze mi sie takie zycie nie podoba.
Na przykład przychodzi weekend ...i ona nie przyjdzie do mnie nie usiądzie i nie powie np. słuchaj co robimy na weekend moze jakieś wino albo coś? Nie bedzie tego i jeśli ja nie zaproponuje to przesiedzimy weekend nad komputerem/TV....natomiast jeśli ja jakimś cudem sam nie zaproponuje czegoś prez (w moim mniemaniu ) dłuższy czas czyli 1-2 tygodnie...to ona wtedy zaczyna sobie układać swoje plany..np. postanawia z dziecmi jechać do babci...i to realizuje.Albo inny przykład:
Pytam sie jej czy moze coś wypijemy albo jakiś film pooglądamy...i w domyśle chodzi mi o pozniejszy seks,ale bez mówienia wprost,i dostaje sygnał ze nie dziś bo jestem zmeczona po pracy i chce sie wyspać.Ok ja to rozumiem..ale wtedy przychodzi np weekend za pare tygodni i ona ma jechać na wycieczkę szkolną ...to jest nakręcona jak katarynka,szykuje sie biega,pyta sie mnie czy nie bedzie to problem jak pojedzie ( w domysle liczy sie z moim zdaniem),jedzie na wycieczke..i baluje na niej do 4-5 rano....i nie słyszę zeby byłą zmęczona czy niechętna. To są takie dość normalne rzeczy nad którymi pewnie niejeden przeszedł by obojhetnie bo nikt tu nic złego nei robi,ale tak jak napisała robingirl,ja niekiedy sie tak czuje ze beze mnie to ona moze wszystko,nie ma zmeczenia itd, a ze mną to już nie zawsze,dla mnie w wiekszosci przypadków.
A jak jej delikatnie zwróce uwagę na to to ona nagle odparowuje: Dobra to idziemy do kina....ale to jest taki ton na odczep sie...zeby to miec z głowy spedzony ze mną czas,zero entuzjazmu..i wtedy jak pytam dlaczego? to słysze, a no wiesz jestem padnieta po pracy,dzieciaki ,obiad,pranie..itd a jak ma isś gdzies bezemnie to nagle już zero zmęczenia,2 godziny przed lustrem,szykowanie sie,widze jak sie jej oczy swiecą na samą myśl. Także w sumie nie ma sie do czego przyczepić,a z drugiej strony..niezbyt fajne  uczucie, że nie ja jej facet jestem sednem życia.

Na dowód tego zeby sie upewnić ze jednak wczesniej tak nie było,odkurzyłem nasze stare rozmowy na gg,kiedy bylismy rok w związku i nie mieszkalismy razem ,sam o nich zapomnaiłem ale zachowałem sobie na pamiątke w archiwum..no to jak sobie poczytałem jak my rozmawialiśmy ,to sie za głowe złapałem. Jakby inni ludzie...u niej w każdym zdaniu było czuć troskliwość,pożądanie,chęc bycia ze mną,nieraz widać z naszych rozmów że wprost układała swoje życie do mojego, ba!  ona sie potrafiła z pracy zwolnić jak zachorowałem i przyjechać 60 km i stwierdzić ze praca nieważna liczysz sie ty. A dziś jak jestem chory to...mam isc do lekarza:) Ok ,ja nie chce przez to powiedziec ze jestem jakimś egoistą ,narcyzem co chce tylko na sobie skupiać uwagę...ale jest to bardzo zauważalna zmiana..która nastepowała powoli po około 4 roku związku, dzis mija 9 rok.
A najlepsze jest to ze jak jej np. mówie w rozmowie ze sie zmieniłaś kiedyś trochę inaczej mnie traktowałaś to zaprzecza i twierdzi ze zawsze jest taka sama....nawet nasze stare rozmowy na gg jej nie przekonały:) stwierdziłą ze po prostu ja to tak interpretuje:)i mi sie wydaje; ...niekiedy brakuje mi argumentów, bo ona je wszystkie nawet te oczywiste...podważa lub bagatelizuje,a ja mam wtedy albo sie dalej spierać i w efekcie pokłócić albo zakończyć temat. Po prostu brakuje mi takiej relacjii z moją kobietą gdzie nasza rozmowa kończyłą by sie na tym ze wiemy oboje o co biega i nie ma tu żadnej ściemy ani niejasności,ja natomiast po takich rozmowach zawsze mam takie poczucie,ze nie wiem wszystkiego,albo po prostu ona to tak odbiera ze nadajemy na zupełnie innych falach.

Naprawdę wolał bym usłyszeć np. słuchaj nie okazuje tobie tyle uczuć bo sie odkochałam,niż słyszeć...nieee miśku wydaje ci się jest wszystko w porządku - a ja wiem i czuje ze nie jest.


Może jeszcze dosadniej spróbuje opisać co ja czuję:
Otóz jestem takim typem że jak na codzień w zwykłych sprawach drobnych,czuję nawet bez słów takie oddanie, troskę,chęć bycia ze mną to,jestem totalnie szczesliwy w głebi i nawet tego nie muszę okazywać ,rozmawiać o tym bo to jest jak takie hmm ubezpiecznie:),ze wiem ze ta osoba jest tu obok mnie i choć nie potrzebuję jej pomocy czy czułości, to cały czas  wiem że ona te uczucie posiada,natomiast jak słyszę słowa: kocham cie,jest ok,jest w porządku,idziemy do kina , ale nie czuję tego emocjonalnie to jest tragedia...bo mi sie wtedy zdaje ze to są tylko takie słowa bez pokrycia w prawdzimym uczuciu. Już lepiej tego nie wyraże:)..to jest na poziomie percepcjii, każdy z nas od razu wyczuwa człowieka który jest chętny,przyjazny,pomocny dla nas a od razu nawet bez słów czujemy ludzi niechętnych nam,obojetnych...i to jest coś w tym stylu.
pozdrawiam

Robert, każdy Twój wpis  coś nowego odkrywa.
Dla mnie pojawiły się dwie konkretne rzeczy. Pierwsza: męczy Cię brak inicjatywy z jej strony.  Zakładam, że ten brak inicjatywy traktujesz jako zobojętnienie ? bo skoro się nie stara, to jej nie zależy?
Natomiast warto się zastanowić, co jest przyczyną  takiego stanu rzeczy. Czy to coś zupełnie nowego? No to od kiedy? Co może być przyczyną?
A możę tak było wcześniej, tylko Ci to nie przeszkadzało/nie zauważałeś? I sie pewne nawyki wyrobiły. Bo skoro do tej pory Ty miałeś rolę organizatora, to nie ma się co dziwić, że ona nie ma takiego stylu myślenia.  No i niesety trzeba włożyć sporo pracy, żeby z takimi nawykami walczyć, chociaż ja wierzę, że do pewnego stopnia można.
Wydaje mi sie, że dobra komunikacja (jasna, stanowcza, konkretna i precyzyjna odnośnie oczekiwań) i odrobina cierpliwości (trzeba czasu na zmiany, a czasem i powtórek z wykładu) może pomóc. Może się to wydawać sztuczne i na siłę, ale może coś zmieni.
Postawiłabym też może taką tezę, że ona po protsu nie ?czuje? mimo Twoich tłumaczeń, że pewne rzeczy są dla Ciebie istotne i dlatego niespecjalnie przykłada się do ich relizacji. Ja bym się zastanowiła, jak się z nią skomunikować, żeby wiedziała, że coś jest dla Ciebie NAPRAWDĘ ważne.
(Tak na marginesie to sama poniekąd rozumiem Twój problem, bo mam koleżankę, która robi indetycznie, tzn. jak ja coś zaproponuje, to jest fanie, ale sama rzadko z pomysłami wychodzi, a często nawet w ogóle nie pomyśli o tym, żeby mnie w swoje plany włączyć. I mimo że koleżankę uwielbiam, to sam schemat zachowania jest na dłużą metę męczący. Natomiast patrząc na jej relaccje z innymi, to nie jest personalne tylko ma po prostu takie nawyki działania i myślenia. To moja koleżanka a nie partner, wieć ja odpuściłam i po prostu asertywnie sama mieszam się w jej plany i organizuję, bo w przeciwnym razei pewnie urwałby nam się kontakt, a tego na razie nie chcę)

Druga rzecz, którą ostrożnie wnioskuję na podstawie Twojego wpisu to to, że Twoją partnerkę też chyba dopadła rutyna. Macie już swoje schematy i dlatego jak robicie coś standardowego, to jest to nadal fajne i miłe, ale nie tak ekscytujące jak wyjśćie samemu, gdzie nie wiadomo, co się stanie. Dlatego wyjście do kina jest ?no, ok?, a już wyjazd na wycieczkę i balowanie jest ?ekstra?.
Cóż, być może to jest taka faza, którą kiedyś przechodzi każdy związek z takim stażem jak Wasz. Co się robi, żeby sobie pomóc ? rozwijać siebie,  żeby ona znowu się mogła zainteresować, zmienić standardy codziennego życia, zrobić razem coś nietypowego itd. Nie mądrzę się, bo się aż tak nie znam. Niestety, poniważ ona nie widzi problemu, to ewentualne pokierowanie tym aspektem chyba spadnie na Ciebie. Nie mówię, że to fair, ale czasami tak się dzieje, że jedna osoba przejmuje stery.

Natomiast błędem moim zdaniem jest poszukiwanie w tym co było kiedyś wzorców do tego, co jest teraz i przed tym zdecydowanie przestrzegam. Nie ma sensu traktować starych rozmów na gg inaczej, jak tylko do sentymentalnych wspomnień. 9 lat temu byliście innymi ludźmi, w innych  momentach życia. Motylki (czyt. chemia) wam latały w brzuchach i milusio było smile. A po 9 latach są obowiązki, dzieci i głowa zajęta obsługą dnia codziennego i mniej "przestrzreni" na bycie dla siebie.  Nie ma co oczekiwać odtoworzenia tego, co było na początku. I może właśnie to zwiększa Twoją frustrację, bo wracasz do niemożliwego.  Zresztą, czy ty się w ogóle nie zmieniłeś? JA bym się skoncentrowała na tym, co zrobić, żeby z tym co masz tu i teraz Tobie było lepiej w ramach, które masz. Może jak sie skoncentrujesz, to coś jeszcze dasz radę wymyśleć??? (Wiesz, każdą rzecz można interpretować dwojako - filtry nałożone na własną percepcje, albo Ci podpowiedzą "O, idzie do kina ze mną, ale będize fajnie i jaki film zajebisty obejrzymy" albo "O, idzie do kina ze mną, ale z łaski i w ogóle to powinna sama mnie była zaprosić"
 
To chyba tyle z mojej strony.  Niestety gotowych rozwiązań nikt nie poda, zwłaszza, że nikt tu nie zna waszego życia, więc powyższe to są tylko sugestie.  Myślę natomiast, żę warto wyjść z założenia, że można przy chęci i wysiłku obydwu stron tę sytuację poprawić.

P.S, Dzięki za miłe słowa.

34

Odp: Dziwny związek...

Napisze troche inaczej. To ze macie 3ke dzieci i nie jestescie po slubie to dla mnie szok! Nie chodzi mi o to czy powinniscie czy nie ale oto ze jest to raczej nietypowe. A poniewaz cos co jest nietypowe jest dla Ciebie normalne, to czy mozna ekstrapolowac te mysl i w domysle powiedziecie ze inne sprawy nietypowe sa dla Ciebie normalne a normalne nietypowe? Natomiast uwazam ze wszystko ma swoje przyczyny. Warto by je poznac, tylko jak? Wiele rzeczy moze byc na rzeczy ale poki nie bedzie wiadomo o co chodzi (romasn, choroba psychiczna, wypalenie zawodowe, brak perspektyw z wowodu nieunormowania zwiazku, problemy z dziecmi, poklosie porodow, problemy w pracy, brak wiezi z innymi ludzmi poprzez brak zycia towarzyskiego, problemy emocjonalne, itd, itd, itp.) to ciagle sa to tylko domysly. Chyba najlepsza bylaby terapia malzenstwa, praca ze specjalista, ktory poda tez sposoby rozwiazania., rowniez farmakologiczne moze brak jakiegos pierwiastka? Widac chec ze strony Twojej partnerki ale sie ona "wypala". Jest to wiec moze problem jakiegos "wypalenia" sie. Ale co ciekawe pewnych rzeczy mozna sie niejako "mechanicznie" nauczyc czy narzucic. Np. dzwonienie do siebie w ciagu dnia. Poza tym jesli np. istnieje potrzeba przytulania to nie tylko jest ona realizowana dla was jesli ona Cie przytuli ale rowniez wtedy tak samo jak Ty przytulisz ja. Pamietajmy ze mamy tutaj tylko Twoj punkt widzenia. Nie wiemy jak to wyglada ze strony Twojej partnerki. Mysle jednak, ze pewne braki mozna niwelowac poprzez robienie tego samemu, ze swojej strony.

35

Odp: Dziwny związek...

Jedna rzecz mi sie nasunela bo jak to jest, kiedy ktos ma duzo wolnego czasu, ma sile, ma ochote a jak jest kiedy go nie ma, jest ciagle, NOTORYCZNE, zmeczenie?! Z tego co piszesz oboje prowadzicie odpowiedzialne "zycie" zawodowe a Twoja kobieta jeszcze musi dokanczac prace w domu, a poza tym, jak sam napisales, "baluje na niej do 4-5 rano....i nie słyszę zeby byłą zmęczona czy niechętna" i jeszcze pierze, sprzata, gotuje, zajmuje sie dziecmi... i tu jest caly pies pogrzebany.  Nie dziwisz sie ze Twoja kobieta jest wypalona bo kilku latach takiej charowy? Rozumiem, ze gdyby nie pracowala ale u was jest inaczej. Pan sobie odpoczywa po pracy... Moze odwroc role i teraz przez 3-4 lata zacznij wykonywac te obowiazki a kobieta niech 100% czasu odpocznie. Od dzis pierzesz, gotujesz, sprzatasz, zajmujesz sie dziecmi ale robisz to tak ze nie pozwalasz swojej kobiecie na wyrecznie siebie. I to ze ma ugodowy charakter, nie wypowiada tego ale kojarzy sobie te sytuacje, w domu z Toba, dlatego tak chetnie gdzies sama wychodzi. Moja diagnoza jest taka ze za wszystko odpowiada to wlasnie o czym powyzej napisalem. I wine za ta sytuacje ponosisz Ty. Oczywiscie kobiety zwykle narzekaja ale Tobie trafila sie nie narzekajaca i nie musi mowic ze jest zmeczona jesli jest zmeczona. Bo zmeczona takim zyciem na pewno jest. W kwestii rozrywek tez mozecie sie roznic. Nie dla kazdego np. wyjscie do kina czy na zakupy jest czyms atrakcyjnym. Sa jeszcze wystawy, spotkania, spacery, turystyka, sporty, itp. Jest wiele sposobow spedzania czasu, ktorych nie praktykujecie.

36

Odp: Dziwny związek...

Kiedys czytalem taki artykul, w ktorym byly przyznawane punkty partnerom za zrobienie czegos, jakies zachowania np. 1 pkt za wyniesienie smieci, itd. i z punktu widzenia kobiety liczyla sie stala pomoc w drobiazgach i pracach domowych najwiecej oraz poprzez troske a zarabianie na dom wcale nie bylo wysoko punktowane.  Sorki ze tak napisze ale z tego co sam piszesz to raczej nie punktujesz za dobrze. Raczej to wyglada tragicznie z Twojej strony. "Otrzymujesz" raczej 0-2 pkt na dzien, kiedy powinienes rzad wielkosci wiecej. A to raczej powoduje niechec do inicjatywy. Ja tez mam problem z takimi rzeczami. Wiele obowiazkow "przerzucilem" na dzieci. Ale mowi mi kobieta tak, ze mam ja przytulac, mam z Nia rozmawiac a dopiero potem inne rzeczy z tego wynikaja. Cos w tym musi byc i kobiety postrzegaja nasz mezczyzn w zwiazku diametralnie inaczej niz my postrzegamy ze tak nas postrzegaja.

37 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-13 13:22:11)

Odp: Dziwny związek...

Maniek,dzięki za twoje spostrzeżenia...powiem ci że troszkę otworzyłeś mi oczy i..po przemyśleniu stwierdzam że coś w tym jest,rzeczywiście ja po pracy odpoczywam....ale ona też nie jest tak ze charuje non top,ale rzeczywiscie...ona po pracy od razu gotuje obiad codziennie ,przedtem najczesciej odbiera dzieci z przedszkola(niekiedy ja),potem ewentualnie odpoczywa..albo pierze:)... Ja tymczasem mam takie sinusoidalne chęci..tzn. np. nie sprzątam parę dni...ale potem sie biorę ostro i np. sprzątam na igłę całe mieszkanie,po prostu jestem taki charakter ze nie lubie codziennnie po troche wykonywać mozolnie tych samych zajęć..wolę np co tydzien posprzątać,albo zabrać dzieci na jakąś wycieczkę.Może ma to związek z moją pracą,bo pracuję fizycznie ,mam niewielką firmę budowlaną,dodatkowo buduję swój dom..także że tak powiem mam duży natłok spraw  z tym związanych i generalnie wracając po pracy 17-18 godzina jestem padnięty..ale jednak nie jestem na tyle zmęczony by nie mieć ochoty na jakieś figle z kobietą,mój temperament nie cierpi przez pracę raczej.

Ale rzeczywiscie ja więcej zajmuję sie pracą poza domem,sądziłęm do niedawna ze ja jednak pracuje cięzej aczkolwiek rzeczywiscie jak dodać obowiązki domowe mojej kobiety to ona także pracuje bardzo cięzko. Niekiedy miała pretensje że mógłbym jej pomóc w domu,wtedy albo mówiłem ze ok nie ma problemu a jak miałem gorszy nastrój to niestety ale powiedziłem kika razy ze ja ciezko pracuję i nie mogę pracować jeszcze w domu...nie było o to jakiś kłótni większych ale jednak kilka razy był zgrzyt na tym polu. Wiesz to nieraz ciężko tak pogodzić bo ja raczej charakter mam człowieka który szybko myśli i szybko działa..nie planuje za dużo po prostu robię,natomiast moja kobieta umysł analityczny..jakby zaprogramowany..czyli po kolei..praca,dzieci,dom,obowiązki...i na końću ja..:) od jakiegoś czasu:)
Ale myśle ze to zależy tez od temperamentu...nie sądzę że gdybym to ja po pracy zajął sie domem a ona odpoczywała to ja stracił bym chęć na moją kobietę,natomiast u niej to jest takie w sumie niezależne jak pisałem..niby jest zmęczona po tylu obowiązkach-ok..ale jak pisałem jak jedzie na wycieczkę to zmęczenie nie ma znaczenia. Teraz rozmawialiśmy i spytałem jej dlaczego w domu mówi ze jest zmęczona..a jak pojechała także od razu po całym dniu pracy na wycieczke 300km...to sie potrafiła bawić do rana? Odpowiedziała że ona po prostu potzrebuje takiego resetu po pracy,dzieciach domowym harrmiderze ..i wtedy jak sie bawi to...także jest zmęczona..ale chęć zabawy jest silniejsza i to zmeczenie jej nie przeszkadza:)...dla mnie w sumie logiczna argumentacja..ale z drugiej strony dlaczego w stusunku do mnie chęć zabawy ze mną nei jest silniejsza niż zmęczenie:) Bo to jest niespójne,a potem się nawarstwia, i potem są głupie myśli: a moze mnie nie kocha,a może kogoś ma i tam sie wyładowuje,a może przestałęm ją pociągać..?Mógłbym oczywiscie nie budować domu...nie pracować tak ciężko i wracać o 14 do domu,odebrać dzieci ,posprzątać...tylko wtedy mamy i mniej kasy i rezygnujemy z domu itd..coś za coś...Dla mnei nie ma znaczenia czy wracam o 14 czy o 18 w relacjach z kobietą...Po 18 godzinie kocham ją tak samo jak o 14..a nawet mocniej smile więc ja tutaj nie uzależniam swojego życia zawodowego od poziomu uczuć do partnerki.Ona nie musi mieć z tego powodu żadnych obaw..a odwrotnie już jest inaczej.Ja tych reguł gry nie zmieniałem,dlaczego mam być winny?

38

Odp: Dziwny związek...

Widzisz zaczales od zauwazenia spostrzezen i przez swoja wypowiedz ewolulowales do skupienia sie wylacznie na sobie. I to kolejny problem. Twoja krotkowzrocznosci i egoizm. Kobiety, mimo ze ja tez do konca ich nie rozumiem, to jednak wiem ze zupelnie inaczej nas postrzegaja. Jesli zachowujesz sie tak jak to opisujesz to nie dziwi mnie zniechecenie Twoje zony. Ja akurat mam o tyle "lepsza" sytuacje ze zona nie pracuje zawodowo wiec w domu "odpoczywam" ale widze jak sie cieszy jesli cos zrobie wiec chyba wlasnie o oto chodzi zeby cos robic i robic to codziennie. Piszesz ze moglbys wracac o 14tej. Ta nieustanna pogon za pieniadzem. A moze wlasnie powinienes? Jak za 10 lat spojrzysz w przeszlosci to gdyby byla to sytuacja ze nie mialbys juz rodziny, to wtedy moze bys pomyslam po co mi ten dom, ktory budowalem? Nie umiem Ci doradzic poza tym zebys sie przestal skupiac na sobie i wzial do serca to co napisalem, jesli rzeczywiscie w tym lezy problem. Bo moglbys sie nie zggodzic a jednak trafilem. Zycze powodzenia w zmienianiu swojego zycia.

A ten system punktow to byl mniej wiecej taki:

oceny meza i  zony

Praca zawodowa maz 20pkt.    zona  2pkt.
Wyniesienie smieci, podanie kawy, ucalowanie w szyje, zapytanie o samooczucie

maz za wszystko 1 pkt.
zona 1pkt + 1 pkt + 2 pkt + 2 pkt

cos w tym stylu,

Rozumiesz teraz roznice?

Dla Ciebie wazna 1 rzecz a dla zony setki drobnych rzeczy i rzeczywista pomoc w zmeczeniu.

Dla Ciebie wazne jest to ze pracujesz na dom, dla zony to ze o Nia dbasz, myslisz i to okazujesz, pomagasz.

Twoje 20pkt maleje w jej oczach do 2 pkt a za to co naniedbujesz mozesz otrzymac np. 8pkt.

39

Odp: Dziwny związek...

oohoho chłopie  "Pytam sie jej czy moze coś wypijemy albo jakiś film pooglądamy...i w domyśle chodzi mi o pozniejszy seks, ale bez mówienia wprost,i dostaje sygnał ze nie dziś bo jestem zmeczona po pracy i chce sie wyspać."

myślisz że ona nie wiedziała ze chodzi Ci tak naprawdę o sex? jesteś pewien ? na bank? bo ja myśle że kobietę masz mądrzejszą od siebie... 

kurcze wogole mam wrazenie ze jestes jak maly dzieciak ktoremu ma byc dobrze.  nie chce slubu? nie ma slubu. nie chce sprzatać codziennie, no to nie sprzata codziennie mimo ze byl proszony o to.  a gdy nie dostaje uwagi i seksu to jak to ?!? wielkie oburzenie , wspominanie o odejsciu  - no i mamy efekt manipulacji.   

a ty co jej dajesz wbrew sobie? wbrew temu ze wlasnie ci sie nie chce ale zrobisz to bo ona cie o to prosi?

ps. co do wycieczek to tak - ONA WOLI je  bardziej  bo przynajmniej nie bedzie musiala spelniac twojej kolejnej potrzeby.

tak to widze. ale mogę się mylić. oczywiście.


a ona jest w ogóle szczęśliwa ze jest twoją konkubiną z dziećmi?

40 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-10-13 15:07:22)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Ja tymczasem mam takie sinusoidalne chęci..tzn. np. nie sprzątam parę dni...ale potem sie biorę ostro i np. sprzątam na igłę całe mieszkanie,po prostu jestem taki charakter

Robercie pewnych obowiazków domowych nie da sie zrobic raz tygodniu. Wyobrazasz sobie jakby wygladał zlewozmywak po tygodniu lub smakował obiad z poprzedniego tygodnia tongue

robert247 napisał/a:

nie lubie codziennnie po troche wykonywać mozolnie tych samych zajęć ..wolę np co tydzien posprzątać,albo zabrać dzieci na jakąś wycieczkę.

A myslisz ze ona lubi ?? Zapewne nie, ale nie ma innego wyboru bo musi liczyc sama na siebie. Jak nie ugotuje obiadu to nie zje sad Poźno wracasz z pracy zrozumiałe ze mozesz byc zmeczony ale wydaje mi sie ze jakies drobne małoczasochłonne rzeczy mogłbys zrobic . Odciążyć ja trochę , nie wiem wynieś smieci , wykąpac dzieci ,robic zakupy  - nie wiem wymysl cos sobie. Widze twoją partnerke jaka ja byłam jakies 3 lata temu . Wszystko brałam na własne barki bo mąż zmęczony po pracy. Czasem poprosiłam o pomoc, czasem zrobił czasem nie - tak jak TY. Potem juz nie prosiłam bo po co , zanim sie za to zabrał i marudził ze zmeczony itp. odechciało mi sie rozmawiać . Napiecie rosło a on zdziwiony ze jestem zmeczona.
Teraz -on juz nie jest zmeczony  smile Przejał małe codzienne obowiazki ktore zajmuja mu około 30min. ( a tez pozno wraca z pracy jak ty )a na weekendy nadrabia przy wiekszym sprzataniu  i uwierz mi da sie .

Oczekujesz u niej trwałych zmian ,  pokaz również swoje zmiany.

Piszesz ze zawsze ty wychodzi  z inicjatywa planowania dla was czasu.
Po pierwsze przez 9 lat przyzwyczaiłeś ja do tego
Po drugie ona kazdego dnia planuje zakupy , co na obiad , co na kolacje , co w pracy , co z dziecmy i moze juz jej brakuje checi/czasu co dla was wymyslec . Jest w wirze codziennych obowiązków i koło sie zamyka ( tez taka byłam).

41 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-13 16:51:26)

Odp: Dziwny związek...

Macie racje...ale wiecie kiedyś po podobnej rozmowie z kobietą gdzie przytoczyła podobne argumenty do waszych,zaproponowałem jej pewne rozwiązanie.
Otóż miśku ok więc ja od następnego tygodnia pracuje zawodowo do 14,potem robie w domu wszystko...ty natomiast po pracy jedziesz na budowę i budujesz dom,załatwiasz papiery,materiały,wybierasz itd...
Wiecie jaka była reakcja? Zwieszona głowa..i ale ja tego nie potrafię..
Otóż ja sprzątac gotować prac i prasowac,i zajmować sie dziecmi umiem.Nie znaczy to ze sie wywyzszam ale jednak role nasze podzielone zostały nie tylko na ogólne obowiązki ale tez na umiejetnosci i ambicje. Ona zawsze moze zostac w małym mieszkanku w bloku i poznać jakiegos kawalera którego jedynym zajeciem i ambicją bedzie siedzenie z piwem po pracy,znam takie związki i takich znajomych nawet mam.Nie oceniam ich ale kazdy ma swoje ambicje a ja mam takie jakie mam.Przecież moja kobieta jest ze mną 9 lat i została za mną z JAKICHŚ POWODÓW,przecież ona wiedziała zawsze jaki jestem,co lubie,ile i kiedy,jakie mam plany,ambjicje itd. Ja się wpasowałem w jej potrzeby jak umiałem najlepiej i ona nie zgłaszała ani nie zgłasza zadnych roszczeń(poza doraznymi),na temat mojej osobowośći,więc kto tu jest niekonsekwentny..?
Szanuję wasze zdanie w postach powyżej ale to nie ja zmieniam reguły gry w tym związku,może jedynie nie jestem do końća konsekwentny bo po prostu powinienem odejść,jednak nie jestem zero-jedynkowy i staram sie poznać przyczynę po to by usunąć skutki.
pozdrawiam

42

Odp: Dziwny związek...

No teraz to przeszedles samego siebie. Powiem tak. Skoro budowa jest dla Ciebie wazniejsza od rodziny to masz to na co sam sobie zapracowales. Nie oczekuj zmian bo kobieta potrzebuje troski, pomocy, zainteresowania.  Nigdy tego jeszcze nie napisalem ale jestes dupkiem i tyle. Bo mozna zmiany wprowadzic ewolucyjne, po trochu, nie oznacza to ze od razu masz wszystko robic ale troche pomagac a Ty szantazykiem zmusiles zone formalnie do zaakceptowania statusu uleglej kury domowej. A przeciez chodzilo Ci o to zeby zmienila swoje zachowanie ktore jest spowodowane sytuacja w waszym domu i namiarem obowiazkow. Dom nie zastapi szczesliwego malzenstwa. Eh, dzieciaku, nie dorosles do malzenstwa i tyle. Twoja zona Cie bardzo kocha ale w tym przypadku klasyczny podzial obowiazkow sie nie sprawdza, zwlaszcza ze kobita pracuje zawodowo. Kiedy moja zona pracowala gotowalismy na zmiane a ja sprzatalem mieszkanie, zona prala, ja wieszalem bielizne, itp. A tez charowalem po 12-14 h dziennie. Wracalem po 20stej, 21pierwszej. Wygladalo to zupelnie inaczej niz u Ciebie. Jak zona miala druga zmiane to nie miala sily i ochoty nic robic. To zmeczenie bylo spowowane stalym kontaktem z ludzmi (uslugi). Za kilka lat zona zacznie zygac takim zyciem, bo to nie te czasy, co kiedys i bedzie czula ze odrabia z Toba panszczyzne. Zostanie zniszczone to co najcenniejsze. Zaufanie we wzajemne oparcie. A jak bylo w ciazy? Tez wszystko robila w domu? Eh, rece opadaja na to co piszesz.

43 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-13 17:50:35)

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:

No teraz to przeszedles samego siebie. Powiem tak. Skoro budowa jest dla Ciebie wazniejsza od rodziny to masz to na co sam sobie zapracowales. Nie oczekuj zmian bo kobieta potrzebuje troski, pomocy, zainteresowania.  Nigdy tego jeszcze nie napisalem ale jestes dupkiem i tyle. Bo mozna zmiany wprowadzic ewolucyjne, po trochu, nie oznacza to ze od razu masz wszystko robic ale troche pomagac a Ty szantazykiem zmusiles zone formalnie do zaakceptowania statusu uleglej kury domowej. A przeciez chodzilo Ci o to zeby zmienila swoje zachowanie ktore jest spowodowane sytuacja w waszym domu i namiarem obowiazkow. Dom nie zastapi szczesliwego malzenstwa. Eh, dzieciaku, nie dorosles do malzenstwa i tyle. Twoja zona Cie bardzo kocha ale w tym przypadku klasyczny podzial obowiazkow sie nie sprawdza, zwlaszcza ze kobita pracuje zawodowo. Kiedy moja zona pracowala gotowalismy na zmiane a ja sprzatalem mieszkanie, zona prala, ja wieszalem bielizne, itp. A tez charowalem po 12-14 h dziennie. Wracalem po 20stej, 21pierwszej. Wygladalo to zupelnie inaczej niz u Ciebie. Jak zona miala druga zmiane to nie miala sily i ochoty nic robic. To zmeczenie bylo spowowane stalym kontaktem z ludzmi (uslugi). Za kilka lat zona zacznie zygac takim zyciem, bo to nie te czasy, co kiedys i bedzie czula ze odrabia z Toba panszczyzne. Zostanie zniszczone to co najcenniejsze. Zaufanie we wzajemne oparcie. A jak bylo w ciazy? Tez wszystko robila w domu? Eh, rece opadaja na to co piszesz.

Maniek chyba zabrakło ci argumentów do dalszego merytorycznego uzasadniania swoich rad. Gdzie ja napisałem że dom jest dla mnie ważniejszy? Proszę zakreś cytat.

Połowo twojego postu to twoja nieudana interpretacja a druga połowa to inwektywy...

Przecież moja praca i dom..czy cokolwiek innego to jest wspólny plan mój i mojej kobiety,robimy to dla nas i dzieci  a nei ja dla siebie samego.Wyraznie to napisałem.Skąd ty to inaczej interpretujesz?

Ale skoro ktoś tu mi zarzucił że brakuje mojego zainteresowania domem to ja ad vocem tego mówie..prośzę bardzo zamieńmy się..mi rola gospodyni domowej i opiekunki mojej zony odpowiada dokładnie identycznie jak nakładanie tynku na scianę...liczy się cel. Nie bede mniej kochał swojej kobiety w zaleznosci jakie obowiazki wykonuje...czy to tak trudno zrozumieć?

Maniek co do harowania do 20-stej.. no cóż nie możesz mieć pretensjii ze rożni ludzie osiągają różne efekty pracując tyle samo. Dlatego podałem przykład,jeśli chcemy dziś w Polsce coś osiągnąc dla własnej rodziny,dzieciom dać jakąś przyszłosć trzeba troszke popracować...no chyba ze chodzi ci o to ze mam wychodzic o 6 rano wracać o 18 i do 21 prac gotować,sprzątać i kłaśc sie spać..a to nie to już nie jest normalne życie.
Nazywając mnie dupkiem ujmujesz czci i honoru ludziom którzy mnie szanują,nie powinieneś tak się wypowiadać.

Dopowiadasz sobie sam domysły na temat ciąży mojej kobiety...ale rozmijasz się z logiką,bo skoro moja kobieta jak to nazywasz pewnie tyrała jak wół podczas pierwszej ciąży to pewnie dlatego własnie zdecydowała sie na drugie i..trzecie dziecko...bo przecież mieszka z tyranem który każe jej tyrać w ciąży do 22.00. Czytasz  co piszesz?
pozdawiam
pozdrawiam

44

Odp: Dziwny związek...

Tak mysli facet. I to tez pisalem. Tak samo myslalem kiedys ja i rozwalilem swoje pierwsze malzenstwo. Zajety bylem tylko praca. To rozwalilo uczucia miedzy nami. Wracalem wtedy pozno i nawet nie chcialem z nia rozmawiac. Tak przezylismy kilka lat. Widze po moich kolegach ze ten schemat sie czasem w roznym stopniu powtarza. Widze chlod i brak uczuc miedzy ludzmi ktorzy zyja w takich ukladach po 20kilka lat i nie sa szczesliwy. Jeden kuzyn sie zmienil po latach. Dlaczego? Bo zona ma raka. Tez sie wtedy zmienisz? Pytales sie o powody. Podalem Ci je (mogles sie z nimi nie zgadzac). Skoro sie zgodziles domyslam sie ze takie wlasnie sa. Ale zmian nie chcesz? To czego w takim razie chcesz? Zastanow sie. Zona na pewno docenia Twoje starania ale czuje sie zmeczona w takim ukladzie. Masz diagnoze, nie chcesz tego leczyc. Bedzie wiec gorzej a nie lepiej. Szkoda bo przeciez oboje sie kochacie. Ale skoro napisales to szukasz rozwiazania. Nie chcesz zeby sie tak skonczylo. Tylko jestes uparty i nie przyjmujesz innego zdania niz swoje. Zona, pewnie dlatego juz z Toba nie walczy. Caly jej entuzjazm wygasl. Mam tez przyjaciolke, ktora ma podoby "uklad" z tym ze chodzi o realizacje siebie w malzenstwie, wychowanie dzieci w okreslonych przekonaniach. Oni popadli w schemat taki ze ona sie podporzadkowala mezowi. Dzis po 25 latach czuje sie z tym fatalnie a nie widzi szanse na zmiane, bo maz ja krytykuje a Ona nie wie jak sie zbuntowac. Probuje rozmawiac a On jej nie slucha. Jest podobnie jak u Ciebie. Dzis jest zalamana. To samo dopadnie i Twoja zone. Kiedys. I wtedy to tez bedzie jej wina. To jej wmowisz. Uwierz ten schemat powiela wielu ludzi a niewielu (jak Ty) to zauwaza wczesniej i chce cos z tym zrobic. Twoj upor jest jednak niezrozumialy. Zupelnie Ciebie nie rozumiem. Ale zycze powodzenia. A inwektywy sa po to zeby kogos pobudzic. Nie wynikaja ze zlosliwosci. Moze potrzebujesz czasu zeby to przemyslec. Zrobic cos dla zony i zobaczyc efekt tego. Sami sobie gotujecie taki los jaki sobie ze soba budujecie. Zobacz, dom, budynek ile wymaga troski. A czlowiek?

45

Odp: Dziwny związek...

Moze zacytuje co pisza same kobiety:

"A przemocą nie jest przypadkiem to, że muszę chodzić do pracy i zostawiać dzieci na 10-12 godzin (dojazdy - Warszawa) w przedszkolu i szkolnej świetlicy??? Że przychodzę do domu padnięta i wkurzona i jedyne na co mam czas to położyć dzieci spać i paść na kanapę??? Kto ugotuje, kto wypierze, kto przypilnuje odrabiania lekcji, kto porozmawia z dziećmi, kto z nimi się pobawi, po prostu pobędzie... jak oboje rodzice muszą pracować? "

"zostaje w domu i zajmuje się dziećmi, tyra jako bezpłatna służąca? Poznałam ją doskonale na własnej skórze, 40 lat temu. Tylko wtedy jakoś nikt nie walczył z jakąkolwiek przemocą domową...

Czy nikt nie zetknął się z sytuacją gdzie dwoje rodziców pracuje, jednak kobieta osiąga niższe zarobki od męża pomimo lepszego wykształcenia. Ona, ponad to dociążona jest całym zestawem dziennych obowiązków domowo-macierzyńskich. W sytuacjach konfliktowych, gdzie frustracja sięga zenitu ostatecznie słyszy "a co ty zarabiasz, nic nie masz".

nie znam faceta, który przejmowałby się kobieta. wydzielają kasę, chcą za 20 mieć zakupy na tydzień. niech idzie do sklepu i sam zrobi zakupy, przywlecze je do domu, oczywiście po drodze z pracy, jak to robię ja. to wszystko takie proste. potem niech ugotuje, posprząta, załaczy pralke,poda obiad rodzinie i już może sobie poodpoczywac, ile zechce. jak nie padnie na pysk

albo faceta, ktorego zona zachowuje sie inaczej nic Twoj naprawde skarb:

"Baby do garów ! Człowiek charuje cały dzień wraca zmenczony do domu a tam żryć nie ma co dzieci pode drzwiami siedzom brudne, głodne, zadania nie zrobione bo nie miał kto dopilnować, nic nie uprane, w domu jak w hlewie a jaśnie pani przyńdzie se z pracy i na łóżko się wykłada bo zapracowana. Ale po kase to rekę od razu wyciaga żeby dać."

46

Odp: Dziwny związek...

Z innego artykulu:

"Kiedy rozpoczęli studia magisterskie, Kamila poczuła, że nadszedł czas na jakiś krok naprzód. Zaczęła mówić o zaręczynach, małżeństwie, dziecku. Tymczasem Damian ciągle wyszukiwał nowe powody, dla których to jeszcze nie jest dobry moment. W ich związku zaczęło się psuć, przestali się dogadywać. W Kamili coś pękło i doszła do wniosku, że dłużej nie może tak żyć. Spokojnie powiedziała Damianowi, że muszą się rozstać.

- Zaczął strasznie płakać. Po prostu wyć i obijać się o ściany ? wspomina. - Pękało mi serce, kiedy na niego patrzyłam. Był mi kiedyś taki bliski, ale wiedziałam, że to jedyna dobra decyzja. Powiedziałam mu, że nadejdzie dzień, kiedy mi za to podziękuje, bo ułoży sobie życie z kimś, z kim będzie chciał zostać na zawsze. I że to nie jestem ja, skoro nie chce zostać moim mężem."

!Wstajesz rano do pracy dzien jak co dzien 8 lub 10 godzin w robocie wracasz gotujesz bo trzeba cos zjesc a jesli jeszcze masz dzieci to trzeba sie nimi zajac!Potem pranie sprzatanie prasowanie zajecia normalne z ktorymi w tygodniu trzeba sie uporac a Twoja druga polowa napita smierdzi alkoholem nie pomaga nic nie robi jeszcze jak ci nie pasuje to w morde mozesz zarobic!!!!!No ale coz czlowiek to nie skarpetki dokonales wyboru na cale zycie!pozdrawiam

47

Odp: Dziwny związek...

Napisz proszę co ostatnio zrobiłeś dla żony i w jakie jej potrzeby się wpasowałeś

Mam wrażenie że czujesz się lepszy od żony

48 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-13 19:46:01)

Odp: Dziwny związek...

Przykłady jakie podałeś są trafne i mają jeden wspólny mianownik...ludzie biorą na swoje barki więcej niż potem mogą unieść. To jest taki paradox że ludzie licytują sie w związku kto więcej robi i stawiają zarzuty braku wsparcia..ale gdyby partner odszedł to bez słowa skargi będą sami w pojedynkę te obowiązki wykonywać:) Myślę że to jest wpływ tej komercjalizacjii zycia,kazdy szuka wygody i pojawia sie rywalizcja,zamiast sie przescigać w wspeiraniu się to luidzie sie obwiniają o brak pomocy. Ja kiedyś swojej kobiecie powiedziałem ze dla mnie idealny związek partnerski to jest wtedy kiedy bedziemy się nawzajem przescigać w robieniu sobie przyjemnosci czy dawaniu pomocy...ale życie pokazuje ze w pewnym momencie jedna ze stron odpuszcza...i ta druga ma poczucie niedowartosciowania i konflikt gotowy.
Kiedyś nie było rozwodów dawno temu bo role były scisle podzielone..kobieta miała 5 dzieci na wychowaniu i..musiała stanąć na rzesach by było dobrze a facet był cały dzień poza domem,w pracy.Czasy sie zmieniają no i potem efekty widać w tysiącach rozwodów i tematach na takich forach.

fanfantulipan napisał/a:

Napisz proszę co ostatnio zrobiłeś dla żony i w jakie jej potrzeby się wpasowałeś

Mam wrażenie że czujesz się lepszy od żony

Te seksistowskie uwagi nie mają związku z tematem:)..odpuść
pozdrawiam

49

Odp: Dziwny związek...

Hej, wczoraj przeczytale, artykul o malzenstwie i chcialem fragmenty przytoczyc ale widze ze sam jestes zdolny do refleksji, poszukujesz. Dobrze, rzeczywiscie nowa rzeczywistosc definiuje inne podejscie niz kiedys. Poza tym mamy duzo nalecialosci z domu. Dla mnie jednak osobiscie czas spedzony poza domem to czas pracy zawodowej niezaleznie czy to jest praca 1, praca 2 czy budowa domu.  Po powrocie jednak dzielimy sie pozostalym obowiazkami jesli oboje pracujemy zawodowo. Chyba ze jedna z osob nie pracuje zawodowo. Wtedy klasyk. Dla mnie to oczywiste i tez sie tego uczylem bo pochodzilem z rodziny gdzie ojciec nie pomagal w domu. Z tym ze w tamtych czasach (PRL) matka mogla brac ciagle zwolnienia (jak np. dziecko chore), 3 lata macierzynskiego-wych., emerytura od 55 lat. Wiec ten wysilek jakos sobie zrekompensowala. Ale nie byla szczesliwa w tym.
Poza tym zobacz. Jak sie ucieszy dziecko jak odbierzesz go ze szkoly? Jak zona jak zrobisz za nia zakupy. Mysle ze z czasem sam zauwazysz zmiany na plus i bedziesz sie zmial z innych, ktorzy moze wprowadzili system klasyczny "podzialu" obowiazkow ale nie sa po 20latach ze soba szczesliwi.

50

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:

Hej, wczoraj przeczytale, artykul o malzenstwie i chcialem fragmenty przytoczyc ale widze ze sam jestes zdolny do refleksji, poszukujesz. Dobrze, rzeczywiscie nowa rzeczywistosc definiuje inne podejscie niz kiedys. Poza tym mamy duzo nalecialosci z domu. Dla mnie jednak osobiscie czas spedzony poza domem to czas pracy zawodowej niezaleznie czy to jest praca 1, praca 2 czy budowa domu.  Po powrocie jednak dzielimy sie pozostalym obowiazkami jesli oboje pracujemy zawodowo. Chyba ze jedna z osob nie pracuje zawodowo. Wtedy klasyk. Dla mnie to oczywiste i tez sie tego uczylem bo pochodzilem z rodziny gdzie ojciec nie pomagal w domu. Z tym ze w tamtych czasach (PRL) matka mogla brac ciagle zwolnienia (jak np. dziecko chore), 3 lata macierzynskiego-wych., emerytura od 55 lat. Wiec ten wysilek jakos sobie zrekompensowala. Ale nie byla szczesliwa w tym.
Poza tym zobacz. Jak sie ucieszy dziecko jak odbierzesz go ze szkoly? Jak zona jak zrobisz za nia zakupy. Mysle ze z czasem sam zauwazysz zmiany na plus i bedziesz sie zmial z innych, ktorzy moze wprowadzili system klasyczny "podzialu" obowiazkow ale nie sa po 20latach ze soba szczesliwi.

Ja z zasady jednak jestem tradycjonalistą,ale to nie jest jakieś purystyczne podejscie ze ma być kura domowa a facet nic..nie o to chodzi,ale jednak uważam ze kobieta ma predyspozycje do rzeczy przy których ja wysiadam. Dlaczego kobiety łatwiej znoszą ciągły płacz dziecka? Ewolucja. Niejeden facet by nie wydzierżył za długo,to nie jest zbyt naturalne podejscie robić z faceta niańke i gosposie domową aczkolwiek pomóc może zawsze ,oczywiscie to nie ulega wątpliwości.Zauważyłęm ze kobiety dziś zgodnie z trendami chcą byc wyzwolone,każda forma przypisania jej cehc naturalnych konczy sie szumem feministycznym,o zagłądzie gatunku kobiecego torturowanego przez facetó:)...to jest bzdura ale wiele kobiet które są jednak normalne mają tez potem dylemat moralny...bo z jednej strony ciągnie ją do jeszcze jednego dziecka i do kuchennych obowiązków a z drugiej koleżanka jej daje dobre rady w stylu..:;; dziecko to kłopot,jak ty je utrzymasz,po co ty mu gotujesz obiady...co to bozia mu rączek nie dała,, ,sam nieraz byłem swiadkiem takich rozmów...Takie rzeczy miedzy innymi także wpływają na ogólną kondycję rodzin w skali globalnej czy skali kraju,nigdy nie było w historii tyle rozwodów i tyle problemów rodzinnych jak dzisiaj..i co ludzie sie zmienili? 100 lat temu mieli inne priorytety? Nie to taka moda . Mój mały kłopocik w związku jest nic nie znaczącym do wielu dużo trudniejszych ale jest w pewnym stopniu pokłosiem tego wszechogarniającego nowego modelu stylu życia,własne błedy jasne ze tak...ale to nie tak ze ludzie są zli z natury i chcą tylko robić zamęt we własnych związkach,mniemam ze nikt nie chce.
pozdrawiam

51

Odp: Dziwny związek...

Czesciowo masz racje piszac o spoleczenstwie. Ale chodzi po prostu o zwykle zmeczenie, zniechecenie. Zapomniales o sednie problemu? Rzeczywiscie dzis kobiety chca zyc inaczej. Ale to nie zmienia faktu ze kiedys jak nie mogly sie buntowac byly z tym wszystkim szczesliwsze (przyklad mojej matki). Chcialem tylko zebys zauwazyl ze to co mozesz zrobic moze przyniesc Tobie satysfakcje wynikajaca z kontaktu z dziecmi i usmiechu zony. Wal tradycje i cen swoja rodzine.

52 Ostatnio edytowany przez Amethis (2014-10-14 11:28:10)

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:

Czesciowo masz racje piszac o spoleczenstwie. Ale chodzi po prostu o zwykle zmeczenie, zniechecenie. Zapomniales o sednie problemu? Rzeczywiscie dzis kobiety chca zyc inaczej. Ale to nie zmienia faktu ze kiedys jak nie mogly sie buntowac byly z tym wszystkim szczesliwsze (przyklad mojej matki). Chcialem tylko zebys zauwazyl ze to co mozesz zrobic moze przyniesc Tobie satysfakcje wynikajaca z kontaktu z dziecmi i usmiechu zony. Wal tradycje i cen swoja rodzine.

jestem za, ale też chodzi żeby się w D nie poprzewracało

bo ja widzę laski, gdzie facet pracuje, one siedzą w domu, dzieciaki są, ale od razu do przedszkola wysyłane, a laski w domu dalej, to się zastanawiam, co tu się dzieje
robotę kobiecie kumpel załatwil, dobrze płatną, a dziewcze zdygało, bo kurde trzeba rano wstać, trzeba mózgu użyć, itd itp

i nie dziwie się potem kobietą co świrują, do facetów, jedno i drugie do pracy, czasu dla siebie mają mało, zmeczęnie, rutyna, a tu można się nieźle urządzić

tylko sie obawiam że takich potencjalnych dobrych partii w tym kraju coraz mniej big_smile

tylko tak się zastanawiam, jak kobieta samodzielna, może śmiało egzystowac bez faceta, facet dla niej w zasadzie zbędnym bagażem jest

to po co się ludzie męczą razem, to dalej jest dla mnie nic innego jak to co było, tradycja big_smile

53

Odp: Dziwny związek...

"Kiedyś nie było rozwodów dawno temu bo role były scisle podzielone..kobieta miała 5 dzieci na wychowaniu i..musiała stanąć na rzesach by było dobrze a facet był cały dzień poza domem,w pracy.."

ty jestes bardziej seksistowski ode mnie....   dawniej sie nie rozwodzili bo był wstyd wsrod ludzi , nie odchodzily nawet kobiety ktore byly regularnie bite..   a ty podajesz bo byl scisly podzial?? kto Ci nawciskał te kity?

piszesz piekne slówka że nie jestes purytanem,  zbytnim tradycjonalistą  ale jesteś.
i widzę tez ze uważasz ze tylko ty masz rację .

nawet maniek napisal Ci ze jestes d...

napiszę tez ze rzeczywiście jestes manipulator

i pisząc na forum licz się z tym ze niektórzy napiszą ci rzeczy których nie chciałbys usłyszec

54 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-10-14 14:38:01)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Ja kiedyś swojej kobiecie powiedziałem ze dla mnie idealny związek partnerski to jest wtedy kiedy bedziemy się nawzajem przescigać w robieniu sobie przyjemnosci czy dawaniu pomocy...

Mam wrazenie po tym co piszesz ze ty skupiłeś sie na tych przyjemnościach a nie na pomocy ( obowiązkach )

robert247 napisał/a:

ale życie pokazuje ze w pewnym momencie jedna ze stron odpuszcza...i ta druga ma poczucie niedowartosciowania i konflikt gotowy.

Ona skupiła sie na pomocy (obowiązkach ) bo nie ma innego wyboru a na przyjemności już chyba nie ma czasu lub siły. A ty czujesz sie niedowartościowany i konflikt gotowy .

brakuje tu równowagi

Ona tez czuje sie chyba niedowartościowana będąc matka twoich dzieci a nie żona.

55

Odp: Dziwny związek...
fanfantulipan napisał/a:

"Kiedyś nie było rozwodów dawno temu bo role były scisle podzielone..kobieta miała 5 dzieci na wychowaniu i..musiała stanąć na rzesach by było dobrze a facet był cały dzień poza domem,w pracy.."

ty jestes bardziej seksistowski ode mnie....   dawniej sie nie rozwodzili bo był wstyd wsrod ludzi , nie odchodzily nawet kobiety ktore byly regularnie bite..   a ty podajesz bo byl scisly podzial?? kto Ci nawciskał te kity?

piszesz piekne slówka że nie jestes purytanem,  zbytnim tradycjonalistą  ale jesteś.
i widzę tez ze uważasz ze tylko ty masz rację .

nawet maniek napisal Ci ze jestes d...

napiszę tez ze rzeczywiście jestes manipulator

i pisząc na forum licz się z tym ze niektórzy napiszą ci rzeczy których nie chciałbys usłyszec

Ty masz jakiś kłopot z hormonami? Wyrywasz jedno zdanie z całosci i zmeiniasz mi jego kontekst o 180 stopni..po czym mnie obrażasz...bo ośmieliłem się ustawić cie do pionu ze swoimi uwagami...daj spokój , no jestem konserwatywny i co? To jakiś zarzut,nie pojmuje jaki masz cel pisać w moim wątku skoro ani jedno twoje zdanie od początku nie skupiało sie na meritum a..tylko wycieczki osobiste.
Zrozum,temat się nazywa ,,dziwny związek,, a nie ,,dziwny dupkowaty robert,, - potrafisz dostrzec różnicę?

56

Odp: Dziwny związek...
ryba81 napisał/a:
robert247 napisał/a:

Ja kiedyś swojej kobiecie powiedziałem ze dla mnie idealny związek partnerski to jest wtedy kiedy bedziemy się nawzajem przescigać w robieniu sobie przyjemnosci czy dawaniu pomocy...

Mam wrazenie po tym co piszesz ze ty skupiłeś sie na tych przyjemnościach a nie na pomocy ( obowiązkach )

robert247 napisał/a:

ale życie pokazuje ze w pewnym momencie jedna ze stron odpuszcza...i ta druga ma poczucie niedowartosciowania i konflikt gotowy.

Ona skupiła sie na pomocy (obowiązkach ) bo nie ma innego wyboru a na przyjemności już chyba nie ma czasu lub siły. A ty czujesz sie niedowartościowany i konflikt gotowy .

brakuje tu równowagi

Ona tez czuje sie chyba niedowartościowana będąc matka twoich dzieci a nie żona.

Nie ja nie skupiłem się na przyjemnościach bo ich nie miałem,i ja ograniczyłem pomoc po tym jak ona spasowała z uczuciem..Taka jest kolejność..pisałem wczesniej ze to nie ja zmieniłem reguły gry.
pozdrawiam

57

Odp: Dziwny związek...

Tak czytam i czytam, bo sporo nowych informacji w związku z Tobą, Twoim związkiem doszło smile. Po pierwsze co mi się nasuwa ze spostrzeżeń: trudno znosisz szarą rzeczywistość (praca, dom, obowiązki domowe, dzieci, zakupy) na co dzień. Po drugie, masz raczej tradycyjne poglądy jeśli chodzi o podział ról w związku, natomiast model który praktykujecie to: ona pracuje na pełen etat + wychowywanie 3! dzieci, Ty praca na pełen etat, od czasu do czasu pomaganie w domu - czyli dość powszechny obecnie standard, gdzie kobieta pada na pysk i w zasadzie w pewnym sensie (jeżeli mąż jej nie pomaga w domu) ma gdzieś tego mężczyznę, bo staje się dla niej balastem, nie wsparciem, odciążeniem.


Jeśli chciałbyś mieć to wszystko o czym marzysz (zawsze uśmiechniętą, zainteresowaną Tobą i chętną do wspólnego spędzania czasu partnerkę) to ona.... powinna nie pracować (wtedy, kiedy mąż tylko zarabia, inaczej patrzy się na męża, inaczej do niego podchodzi, zostałyby jej tylko dzieci do wychowania, dbanie o siebie smile. Przynajmniej w tym modelu, który by Tobie najbardziej odpowiadał. Ale.., nie wydaje mi się, że jest to kobieta, która zrezygnuje z pracy zawodowej. Ona ją lubi! Zresztą, są kobiety, które nie wyobrażają sobie nie pracować. Ja też się do nich zaliczam.

Także... robert247, przemyślcie model rodziny, który macie, bo to ma wpływ na Twoją i jej satysfakcję ze związku. Może dobrym kamieniem milowym byłyby oświadczyny smile. Prawdopodobnie tego pragnęła, ale nie miała szansy...

58 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-14 18:41:17)

Odp: Dziwny związek...
carmen_boy napisał/a:

Tak czytam i czytam, bo sporo nowych informacji w związku z Tobą, Twoim związkiem doszło smile. Po pierwsze co mi się nasuwa ze spostrzeżeń: trudno znosisz szarą rzeczywistość (praca, dom, obowiązki domowe, dzieci, zakupy) na co dzień. Po drugie, masz raczej tradycyjne poglądy jeśli chodzi o podział ról w związku, natomiast model który praktykujecie to: ona pracuje na pełen etat + wychowywanie 3! dzieci, Ty praca na pełen etat, od czasu do czasu pomaganie w domu - czyli dość powszechny obecnie standard, gdzie kobieta pada na pysk i w zasadzie w pewnym sensie (jeżeli mąż jej nie pomaga w domu) ma gdzieś tego mężczyznę, bo staje się dla niej balastem, nie wsparciem, odciążeniem.


Jeśli chciałbyś mieć to wszystko o czym marzysz (zawsze uśmiechniętą, zainteresowaną Tobą i chętną do wspólnego spędzania czasu partnerkę) to ona.... powinna nie pracować (wtedy, kiedy mąż tylko zarabia, inaczej patrzy się na męża, inaczej do niego podchodzi, zostałyby jej tylko dzieci do wychowania, dbanie o siebie smile. Przynajmniej w tym modelu, który by Tobie najbardziej odpowiadał. Ale.., nie wydaje mi się, że jest to kobieta, która zrezygnuje z pracy zawodowej. Ona ją lubi! Zresztą, są kobiety, które nie wyobrażają sobie nie pracować. Ja też się do nich zaliczam.

Także... robert247, przemyślcie model rodziny, który macie, bo to ma wpływ na Twoją i jej satysfakcję ze związku. Może dobrym kamieniem milowym byłyby oświadczyny smile. Prawdopodobnie tego pragnęła, ale nie miała szansy...

No dobrze też masz rację,dzięki za wpis. Ale może uścislę jeszcze mocniej.

Kiedy nie było dzieci ja najpierw chciałem stanąć na nogi,organizacyjnie,mieszkaniowo,finansowo..ona od razu dzieci - przystałem na to,bo kobieta wiadomo..chce dzieci itd. ja tez tylko za rok-dwa..ale ok.
Potem ja sądziłęm że dwójka dzieci na razie wystarczy bo to duże obowiązki,a trzeba zapewnić przyszłość i trzeba to robić póki czas i jest siła do tego - Nie!  ja chcę 3-ke i koniec.....Ok przystałem na to mówiąc sobie w duchu - jak sie wychowa 2 to 3 tez bez kłopotu sie zgodziłęm,dziwczyna mówiła miśku spokojnie damy radę..taka byłą uczcuciowa,przytulałą się uśmiechała......
potem mamy małe mieszkanie,chce dom albo duże mieszkanie - Ok mówie kochanie bedzie domek to potrwa 2-3 lata i sie przeprowadzamy,tylko będę musiał troszkę dłużej i ciężej popracować..ale ok..bez problemu przystałem....przeprowadzka bedzie przed swiętami 2014. itd itd. długo by pisać.

To nie ja to wymysliłem ze ja chce wszystko a potem nie mam siły,bo jak byłęm mały i chodziłem do szkoły to nauczycielka uczyła nas takiej sentencjii naszego szkolnego patrona ; ,,Mierz siły na zamiary nie zamiar według sił,,...
przecież ja ten dom i pieniadze na zycie musze zarobić...ba zeby tylko zarobić,mam firme wiec musze takze postarac sie o klienta,który moje usługi kupi,to nie etat...i oczywiscie ze w domu takze jak pisałem cos robię z dziecmi , ale wiadomo ze nie wszystko i nie zawsze bo bym psychicznie nie dał rady...i z tego własnie powodu kiedy moja kobieta nie stawiała sobie ograniczeń w ekspansjii swoich marzeń ,ja byłem bardziej ostrożny bo spodziewałem sie ze moze byc potem za dużo tych obowiązków. Ktoś moze napisać ,ehh frajer kobieta stawia warunki a on sie łapie. Nie w naszym związku ja mam dominującą pozycję,ale wszystkie propozycje mojej partnerki zawsze biorę pod uwagę i w 99% na nie przystaję,bo to moja kobieta ..dlaczego nie miałbym jej sprawiać przyjemności jeśli tak bardzo chce teraz 3 dziecko..ja tez przecież tego chce,tylko moze nie tak od razu i po kolei.

Jednak nigdy nie sądziłęm ze moja kobieta zacznie mi okazywać mniej uczuc dlatego ze zamiast 6 razy w tygodniu tylko 3 razy wynosze smieci. I tutaj te reguły zostały złamane .Ale jak to kobiety mają krótką pamięć,i żyją chwilą,ale o swoich wymaganiach nie zapominają a potem ja odpowiedzialny w miarę facet muszę się gimnastykować z jakimś brakiem uczuć,albo wynosić smieci o 22.00 bo ja MAM POMAGAĆ - jakbym nic innego nie robił...A jeszcze tu czytałęm posty w stylu ..,,a co ty zrobiłeś dla swojej partnerki?,, hmm gdybym miał odpowiedziec złośliwie ale i szczerze to bym napisał - prawie wszystko.
pozdrawiam

59

Odp: Dziwny związek...

Ach robert247 - jakiś taki marudny jesteś smile. Kobieta Ci wrogiem.

60

Odp: Dziwny związek...

Robert wczoraj pisałeś ze jestes w domu o 18 i odpoczywasz :

"rzeczywiście ja po pracy odpoczywam....ale ona też nie jest tak ze charuje non top,ale rzeczywiscie...ona po pracy od razu gotuje obiad codziennie ,przedtem najczesciej odbiera dzieci z przedszkola(niekiedy ja),potem ewentualnie odpoczywa..albo pierze:)... .Może ma to związek z moją pracą,bo pracuję fizycznie ,mam niewielką firmę budowlaną,dodatkowo buduję swój dom..także że tak powiem mam duży natłok spraw  z tym związanych i generalnie wracając po pracy 17-18 godzina jestem padnięty.....

To jak to jest ?

bo potem sugerujesz ze taki jestes zapracowany ze o 22dopiero mógłbyś Smieci wynosić

61

Odp: Dziwny związek...
carmen_boy napisał/a:

Ach robert247 - jakiś taki marudny jesteś smile. Kobieta Ci wrogiem.

pamiętaj na jakim forum piszesz tongue

generalnie poplatanie z pomieszaniem smile

ogólnie to sie sprowadza ze im bardziej męski chcesz być, macho itd itp, dom, kasa firma, to czegoś innego brak, jak to mówią gdzie nie patrzysz duuupa jest zawsze z tył smile

Puenta nie tedy droga, szkoda twojej energii,

pozdr

62

Odp: Dziwny związek...
carmen_boy napisał/a:

Ach robert247 - jakiś taki marudny jesteś smile. Kobieta Ci wrogiem.

Post powyżej to nie żal,jedynie chciałem uczciwue to przedstawić.Ogólnie moja kobieta jest super,nasz związek w sumie też ok..jednak moje refleksje na temat kobiet są takie że kobieta to dość prosta konstrukcja i każda ma wspólne identyczne cechy...tylko jedna to ukrywa przez 10 lat a inna przez 2 miesiące,a potem te durnowate teksty że widziały gały co brały. No nie widziały bo sie zmieniła..to zresztą w ogóle u kobiet jest nie fair ze one sie zmieniają,bo związek to umowa nawet bez ślubu..jesli przez 4 lata dotzrymaujesz poczatkowych warunków a poten nagle je zmiesniasz..no to chyba każdy adwokat by mnie w tej sytuacjii wybronił,gdybym złożył pozew cywilny o niedotzrymanie umowy:):) hehe..oczywisćie smieje sie tutaj ale z prawnego punktu widzenia tak to by wyglądało....umawialiśmy sie na czułość...ona byłą,nie umawialiśmy sie na wurzucanie smieci,pod grozbą sankcjii w postaci np. braku seksu...hmm:) Kobitki to takie bestie które uwielbiają zmeiniać traktaty i manipulować przy faktach. He zawsze to kobiety naciskają na małżenstwo..wiecie czemu? Bo nie potrafią dotrzymywać umów bez papierka:)..
Ale ogólnie co to byłby za seks i życie  bez kobiet..?:)

63

Odp: Dziwny związek...
ryba81 napisał/a:

Robert wczoraj pisałeś ze jestes w domu o 18 i odpoczywasz :

"rzeczywiście ja po pracy odpoczywam....ale ona też nie jest tak ze charuje non top,ale rzeczywiscie...ona po pracy od razu gotuje obiad codziennie ,przedtem najczesciej odbiera dzieci z przedszkola(niekiedy ja),potem ewentualnie odpoczywa..albo pierze:)... .Może ma to związek z moją pracą,bo pracuję fizycznie ,mam niewielką firmę budowlaną,dodatkowo buduję swój dom..także że tak powiem mam duży natłok spraw  z tym związanych i generalnie wracając po pracy 17-18 godzina jestem padnięty.....

To jak to jest ?

bo potem sugerujesz ze taki jestes zapracowany ze o 22dopiero mógłbyś Smieci wynosić

Nie czepija sie szczegółów to było uproszczenie,skrót myślowy,chodziło o to ze moja kobieta delikatnie stara sie zagarniać coraz większą częśc ,,terenu,, dla siebie..co podkopuje nasze wspólne zasady PARTNERSTWA:)
Najpierw smieci,potem smieci x 5 ..a potem zakupy i śmieci a potem jeszcze raz i jeszczy tylko podłogi umyj....a za miesiąc coś ci dorzucę..bo mi muszą paznokcie wyschnąć:)

64

Odp: Dziwny związek...

Robert,
Pewien czas temu trafiła w moje ręce książka (jak znajdę autora itytuł to napiszę), w której m.in. były opisane fazy związku i dla mnie opis aktualnej sytuacji w Twoim związku idealnie oddaje istotę fazy WALKI O WŁADZĘ W ZWIĄZKU.
Każde z partnerów walczy własną bronią. Jedno coraz więcej sprząta, drugie bezwzględnie robi bałagan. Jedno coraz mocniej wymaga pomocy w domu a drugie wraca coraz później. Jedno próbuje doprowadzać do dyskusji, drugie odpowiada półsłówkami. Jedno chce więcej seksu, drugie wprost przeciwnie. Ale do walki o władzę należy również unikanie presji i oczekiwań drugiej osoby i walka o zaspokajanie własnych potrzeb.

65

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:

Robert,
Pewien czas temu trafiła w moje ręce książka (jak znajdę autora itytuł to napiszę), w której m.in. były opisane fazy związku i dla mnie opis aktualnej sytuacji w Twoim związku idealnie oddaje istotę fazy WALKI O WŁADZĘ W ZWIĄZKU.
Każde z partnerów walczy własną bronią. Jedno coraz więcej sprząta, drugie bezwzględnie robi bałagan. Jedno coraz mocniej wymaga pomocy w domu a drugie wraca coraz później. Jedno próbuje doprowadzać do dyskusji, drugie odpowiada półsłówkami. Jedno chce więcej seksu, drugie wprost przeciwnie. Ale do walki o władzę należy również unikanie presji i oczekiwań drugiej osoby i walka o zaspokajanie własnych potrzeb.

Prawda. Podobno, jeśli nie wyjdzie się z tej walki o władzę, to albo trzepie się okrutne lata w obopólnej frustracji albo kończy się to rozstaniem/rozwodem.

Posty [ 1 do 65 z 928 ]

Strony 1 2 3 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026