netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kiedy to minie?

11 odpowiedzi3 335 wyświetleńzałożony przez Cheri Lady, 11.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Kiedy to minie?

Czesc. Wiem, że wiele z was przez to przechodziło, dlatego chciałam was spytac o radę. Byłam z moim chłopakiem prawie 2 lata, z czego 1 rok był cudowny, prawie bez kłótni, on się starał, ja się starałam. Mocno się zaangażował, chciał jak najczęściej się spotykac i najchętniej to w ogóle nie wracałby do domu. Często robił jakieś niespodzianki, chodziliśmy razem wszędzie, itp. Był prawie ideałem. Jak coś się zepsuło, to zawsze starał się to naprawic i nie wyobrażał sobie życia beze mnie, mieliśmy razem plany na przyszłosc, czesto o tym mówił, ciągle prawił mi komplementy. Byłam jego pierwszą dziewczyną. Później trochę spieprzyłam sprawę, zachowywałam się jak rozkapryszona nastolatka, wkurzałam się bez powodu, raniłam go i byłam egoistyczna, miałam o wszystko pretensje, ale nigdy go nie zdradziłam, nawet nie pisałam z innymi facetami. W końcu zdałam sobie sprawę, że go tracę, bo jeszcze z początku próbował coś z tym zrobic, później stawał się coraz bardziej obojętny, więc postanowiłam, że muszę to wszystko naprawic i zmienic się. Ale coś mnie tknęło i włamałam mu się na fb. Okazało się, że mnie okłamał w wielu sprawach, np. w tym, że jest prawiczkiem. Zrobił to z dziwką, która w dodatku ma dziecko i jeszcze jej zapłacił. A zawsze powtarzał, że jestem pierwszą dziewczyną, z którą się całował, którą widział nago, itp. Był z tego dumny, ciągle się tym przechwalał, tak sam z siebie, zupełnie nie wiem po co, ja go nawet o to nie pytałam..  Stwierdziłam, że dobra, wybaczę mu, nie będę się przejmowac jego przeszłością, bo to mnie nie powinno obchodzic, może był jakiś powód, że nie chciał mi o tym powiedziec. Ale czytałam dalej i dowiedziałam się, że odkąd zaczęły się te kłótnie wywołane moim zachowaniem, on do niej pisał. Praktycznie po każdej kłótni! Żalił się jej ze wszystkiego i co gorsza, chciał się z nią spotkac na seks. Męczył ją o to, mimo że mówiła, że nie ma czasu. A jak spytala go, czy nie będzie miał wyrzutów sumienia, powiedział, że nie.. Czasami potrafiłam byc naprawdę nieznośna, ale nigdy nie pomyślałabym o zdradzie. Uważam, że to nie był wystarczający powód żeby kogoś zdradzac, poza tym mógł po prostu zerwac ze mną, a nie rozmawiac i spotykac się jakby nic się nie stało. Prawdopodobnie zdradził mnie z nią, bo pisali też przez smsy i wszystko wskazywało na to, że parę razy zgodziła się na seks z nim. Po tym wszystkim nabrałam jakiegoś obrzydzenia do niego. Powiedziałam mu o wszystkim, najpierw był wściekły i nie potrafił zrozumiec jak można włamac się komuś na fb. Zaczął mi wmawiac, ze nigdy się z nią nie spotkał, ale w końcu przyznał się, że tak, ale to było zanim mnie poznał. Nie wierzyłam mu i nie wierzę do tej pory, umiem czytac i wiem co widziałam. Mimo wszystko nadal chciałam z nim byc, byłam zaślepiona, płaszczyłam się przed nim jak idiotka, starałam się, przestałam byc egoistką, chcialam, żeby znowu było tak jak na początku. To trwało ok. 4 miesięcy, walczyłam cały czas, ale spotykaliśmy się rzadko, on mi wolno odpisywał, spotkania były krótkie, podawał bezsensowne powody, dla których nie możemy się spotkac. Nie poznał nikogo, ale od jego kolegi dowiedziałam się, że mu się po prostu nie chce, wolał siedziec przed komputerem. Już nie mówił o planach na przyszłosc, rzadko mówił, że mnie kocha, przekładał spotkania, raz obiecywał zmianę, a raz mówił, że chyba nie da rady. No i tydzień temu coś we mnie pękło, napisałam mu, że nie chcę z nim byc i ze ma do mnie nie pisac. Nie ruszyło go to, zablokowałam go na fb i na gg. Na komórkę do mnie nie pisze i jestem pewna, że nie napisze nigdy. Przestało mu zależec i już od pewnego czasu, kiedy coś nam nie wychodziło, mówił, żebyśmy zerwali i tyle. Przestałam wierzyc w to, że on się kiedykolwiek zmieni. Być może to jest typ, który na początku dużo się angażuje, a potem szybko mu przechodzi i to, że przez tamten okres czasu byłam jaka byłam nie miało znaczenia, bo jemu i tak by się znudziło po jakimś czasie. A może ja wszystko zepsułam. Ale przynajmniej nie będę żałowac, że nie próbowałam tego zmienic, że sobie szybko odpuściłam.

Przez pierwsze 3 dni od zerwania jakoś się trzymałam, czułam jakąś obojętnosc, a nawet ulgę, że nie muszę się już z nim męczyc. Potem z każdym dniem było coraz gorzej. Dziś mija 8 dzień odkąd ze sobą nie piszemy. Nie chciałabym żeby do mnie napisał, bo pewnie wtedy znowu zaczęłabym tęsknic i pisac do niego.. i znowu byłoby to samo. Prośby żeby się zmienił i poniżanie się. Ale gdzieś podświadomie ciągle liczę na to, że jeszcze się opamięta i wróci do mnie. Staram się o tym nie myślec, bo wiem, że to już koniec, nie chcę miec z tym facetem nic wspólnego, ale te myśli ciągle wracają. Najgorzej jest wieczorami i w nocy. Ciężko o nim nie myślec. Staram się zając nauką, ale nie bardzo mi to wychodzi. Kiedy w mojej głowie zaczyna się tworzyc jego wyidealizowany obraz to patrzę na kartkę, na której wypisałam jego wszystkie wady i te chwile, kiedy mnie ranił jak próbowałam ratowac ten związek. Wtedy czuję złosc i przez chwilę przestaję o nim myslec. Ten ból nasila się z każdym dniem, nie wiem dlaczego tak jest, przecież powinno byc coraz lepiej, powinno byc na odwrót. Może to przez to, że ciągle czuję jakąś małą nadzieję, że on wróci, mimo że wiem, że to jest nierealne. Np. dziś, ktoś zadzwonił domofonem, a ja sobie wyobraziłam, że to on idzie z kwiatami, przychodzi do mnie i mówi, jak bardzo mnie kocha. To bzdura, bo on nigdy nie robił mi niezapowiedzianych wizyt. Jak dostaję smsa to z jednej strony modlę się, żeby to nie był on, bo znowu się rozkleję, a z drugiej strony chyba trochę na to liczę. Ciągle chce mi się płakac, chodzę przygnębiona, robię wszystko żeby o nim nie myslec, ale to jest jak oddychanie, nawet czasami nie zdaje sobie sprawy z tego, że to robię.
Ile to jeszcze potrwa i kiedy przestanę za nim tęsknic? A raczej tęsknic za osobą jaką był kiedyś i którą zniszczyłam. Wiem, że najlepszym wyjściem byłoby znalezienie nowej miłości, ale jestem w klasie maturalnej i nie mam na to na razie czasu. To przez niego nie mogę skupic się na nauce. Co mam zrobic zeby szybciej o nim zapomniec? Jak odpędzic od siebie te myśli, które ciągle do mnie powracają?
Mam nadzieję, że komuś chciało się to czytac i z góry dziękuję za rady smile

2

Odp: Kiedy to minie?

Znalezienie nowej miłości to akurat najgorszy możliwy scenariusz, bo nie pozwala Ci zrozumieć swoich błędów. Zrozumieć je możesz "na trzeźwo", czyli żałoba będzie jakiś czas, a pozniej prawdziwe myślenie nad tym czemu taka byłaś gdy był dobry, a nagle oczywiscie wielka zmiana, gdy się oddalił. Potraktuj to jako lekcje.
Tydzien czasu co to jest. Im wiecej masz zajęć, tym szybciej 'zapomnisz'. Szczegolnie jak masz ludzi obok. Wystarczy przyjac do wiadomosci, ze nie byliscie dla siebie, a teraz mądrzejsza znajdziesz kogoś z kim bedzie lepiej.

3 Ostatnio edytowany przez Cheri Lady (2014-10-11 16:24:03)

Odp: Kiedy to minie?
thepass napisał/a:

Znalezienie nowej miłości to akurat najgorszy możliwy scenariusz, bo nie pozwala Ci zrozumieć swoich błędów. Zrozumieć je możesz "na trzeźwo", czyli żałoba będzie jakiś czas, a pozniej prawdziwe myślenie nad tym czemu taka byłaś gdy był dobry, a nagle oczywiscie wielka zmiana, gdy się oddalił. Potraktuj to jako lekcje.
Tydzien czasu co to jest. Im wiecej masz zajęć, tym szybciej 'zapomnisz'. Szczegolnie jak masz ludzi obok. Wystarczy przyjac do wiadomosci, ze nie byliscie dla siebie, a teraz mądrzejsza znajdziesz kogoś z kim bedzie lepiej.

Wydaje mi się, że już jakiś czas temu zaczęłam rozumiec swoje błędy. Nawet powiedziałam mu o tym i bardzo żałowałam tego jak go traktowałam, chociaż on też nie był wobec mnie do końca w porządku. Ale widocznie już było za późno na zmianę.. był dla mnie za dobry, a ja tego nie doceniałam. A tego co by było, gdybym wtedy nie stała się taką egoistką, nigdy się pewnie nie dowiem i to mnie najbardziej dobija

4

Odp: Kiedy to minie?

Ehhh... mam te same odczucia co Ty... Co mogę Ci poradzić? Zajmij się czymś oprócz nauki, jakiś sport, książki nie wiem, cokolwiek co Cię interesuje, rozmawiaj ze znajomymi, żeby nie zostawało Ci w ogóle czasu na myślenie.
Ja również zakończyłam 2-letni związek ok. tydzień temu, i też pierwsze 3 dni były czasem pewności. Teraz jest już trochę gorzej, ale na szczęście znalazłam nową pracę, chodzę na studia więc zapełniam ten czas i nie myślę smile
Tym bardziej jeśli tak jak ja wiesz że to nie miałoby dalej sensu, to nie ma co rozpamiętywać smile
Powodzenia smile

5 Ostatnio edytowany przez leveline89 (2014-10-11 21:49:51)

Odp: Kiedy to minie?

Ja też nie mogę się pozbierać po rozstaniu... Minęło 12 dni odkąd to się skończyło sad

6

Odp: Kiedy to minie?
leveline89 napisał/a:

Ja też nie mogę się pozbierać po rozstaniu... Minęło 12 dni odkąd to się skończyło sad

czemu to my musimy cierpiec? jak faceci to robią, że potrafią tak szybko się pozbierac i zapomniec? oczywiście nie wszyscy, bo znam takich, którzy też chodzą przez długi czas załamani po rozstaniu, ale chyba zdecydowana większosc podchodzi do tego z dystansem, siadają przed komputerem i mają to w dupie, albo szybko znajdują sobie kogoś nowego. Chciałabym tak.

W ogóle to uświadomiłam sobie, że to jak szybko się pozbierasz po zerwaniu zależy od podejścia do tego. Tak było w moim przypadku, co z tego, że zerwałam, skoro ten związek nadal istniał w moich myślach. Nie można zakładac, że zawalił nam się świat, że to straszne i będzie bolało do końca życia. Teraz przestałam sobie już wyobrazac, ze on do mnie pisze, ze wracamy do siebie. Zaakceptowałam to po prostu i jest trochę lepiej, zajęłam się sobą. Trzeba patrzec na pozytywne strony tego, ja np. w momencie zerwania poczułam, ze wreszcie zaczynam życ, nie muszę się denerwowac na niego, płakac po nocach, ze on jest taki a nie inny, płaszczyc sie przed nim i czekac na jego zmiane, wreszcie mam spokój, mimo że czasem czuję pokusę napisania do niego smile Mam nadzieję, że to nie jest tylko chwilowe uczucie.

7

Odp: Kiedy to minie?

Moim zdaniem jak ktoś szybko znalazł sobie zastępstwo tzn że ten związek już dawno nie miał racji bytu. A kto jak kto, ale to jednak kobiety mogą przebierać, a nie my wink A że i tak nie jest to przejscie z głębokiego uczucia w drugie głębokie to czego tu zazdrościć? Cieszyc się, że sie skonczyło, bo i tak by z tego nic nie było.

8

Odp: Kiedy to minie?

Zauwazylem jedna ciekawa i moze oczywista rzecz. Otoz kiedy dzieje sie zle, sa jakies problemy to ludzie czesto zwracaja sie do innych po "pomoc" lub po prostu chca o tym pogadac. Czesto sa to osoby z "zewnatrz" o ktorych nie wiedza parnerzy (byliby zazdrosni) i nie zawsze oznacza to romans. Moze byc przyjazn, kolezenstwo. Co wiecej o sprawach "malzenskich" o wiele latwiej rozmawia mi sie z kobietami niz mezczyznamu. Sa tez tacy co sie w sobie zamykaja. W tym na pewno sie roznicie. Po drugie w ocenie. To ze chlopak mial dziewczyne przed Toba a Tobie mowil te rzeczy, o ktorych napisalas moze oznaczac nie tylko klamstwo ale rowniez to, ze Ciebie traktowal inaczej, bylas bardziej "na piedestale". I kolejna dygresja. Dzis jest wiele srodkow i sposob kontaktu przez tel. internet. Ludzie zbyt wielka wage przywiazuja do prywatnosci bo jesli robia cos przeciwko sobie i parnerowi to przy "kontroli" powoluja sie na lamanie prywatnosci. Ale w zwiazku ta prywatnosc jest ograniczona wlasnie przez nierobienie takich rzeczy na czatach, smsami. Z drugiej strony jesli to jest nieszkodzace to zazdrosny partner moze popsuc jakas znajmosc. Poza tym jestescie mlodzi, jest wiele niedomowien. Piszezz tez cos takiego "Ale gdzieś podświadomie ciągle liczę na to, że jeszcze się opamięta i wróci do mnie" a jednoczesnie blokujesz dostep do siebie, gg, fb. A czy wiesz jak bolesny jest taki ostracyzm? Wiesz ze nawet wrogom (przedtem podawali sie za przyjaciol) nie blokuje dostepu poniewaz takie zachowanie z drugiej strony jest dla mnie przykre a nie robie komus czegos czego nie chce zeby robil mi. Poza tym wyolbrzymiasz. Nie mozna teraz kogos zniszczyc, nie na tym etapie. Ale mozna rozczarowac. Na pewno rozczarowaliscie sie soba nawzajem. Bo za szybko, bo za mlodzi, bo niedoswiadczeni, bo, bo... Po co sie bylo spieszyc? Kiedys na tym etapie nie bylo seksu, nie bylo zobowiazan psychicznych z tym zwiazanych a ludzie jakos zyli, spotykali sie, najpierw budowali wiezi oparte na poznaniu swoich charakterow, tez rodzily sie dzieci. Przeciez wiek 18 lat to nie jest ten etap na budowanie trwalego zwiazku gdyz ludzie dopiero co poznaja samych siebie, swiat, jest nauka, niesprecyzowane dazenia, cele.

9

Odp: Kiedy to minie?

Ale on też blokował mnie czasem na fb kiedy się pokłóciliśmy. To było chore, bo i tak pisaliśmy wtedy smsy.. nie wiem jaki miał w tym cel. To on mnie tego nauczył smile. Też nie był dojrzały jak widac. Często się obrażał, ale miał wiele cech, których szukam u faceta i nie wyobrażam sobie bycia z kimś kto ich nie ma. W ogóle to nie dopuszczam do siebie myśli, że są też inni wartościowi faceci i czasem wydaje mi się, że już nikogo sobie nie znajdę. Ale może to dlatego, że rzadko rozmawiam z chłopakami, bo głównie to mam koleżanki.

10 Ostatnio edytowany przez cichyfacet (2014-10-13 21:03:03)

Odp: Kiedy to minie?

" czasem wydaje mi się, że już nikogo sobie nie znajdę. Ale może to dlatego, że rzadko rozmawiam z chłopakami, bo głównie to mam koleżanki."

Miałem takie samo spojrzenie po rozstaniu z pierwszą kobietą. Minęły dwa miesiące, poszedłem na studia, gdzie na 250 osób było 8 dziewczyn i nagle mnie strzeliło. Zauroczyłem się. Więc jak widzisz, nie ma reguły. Przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie mimo tego, że "mózg" mówi co innego. Zresztą to co piszę to truizm.

11

Odp: Kiedy to minie?

Nie wiem co się ze mną dzieje, on mi sie bardzo często śni, jeszcze nigdy wczesniej nie zdarzylo mi się śnić o kimś tyle razy pod rząd. Gdzieś slyszalam, ze mozg nie odroznia obrazow ktore sobie wyobrazamy od rzeczywistosci. Jesli to prawda to nie wiem jak o nim zapomnę, bo przecież nie do końca mam wplyw na swoje sny. Zawsze po przebudzeniu czuję się fatalnie i tak jakbym rzeczywiscie sie dopiero co z nim widziala. W dodatku caly czas walcze z tym zeby do niego nie napisac, meczy mnie juz to. Wiem, ze to by bylo tylko odkladanie bolu na pozniej, jesli znowu wrocilibysmy do siebie to i tak to by nie trwalo dlugo. Nie wyobrazam sobie z nim zycia ale z drugiej strony ciezko jest bez niego i brakuje mi tych wspanialych chwil ktoreprzezylismy zanim wszystko zaczelo sie psuc. Widzialam na forach watki w ktorych dziewczyny pisaly, ze minal juz np rok od rozstania a one nadal mysla o bylym i nie moga pogodzic sie z rozstaniem. Obawiam sie, ze ze mna tez tak bedzie, bo na razie wszystko do tego zmierza..

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026