netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Dziwny związek...

927 odpowiedzi91 620 wyświetleńzałożony przez robert247, 11.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 928 ]

261 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-11 20:02:23)

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:

Odpowiedz jest przeciez prosta, mowia o tym same kobiety oraz linki do watkow, ktore powklejalem.

Ale zastanowmy sie inaczej. Ile uwagi, troski, funduszy poswiecam na naprawe i konserwacje samochodu, ktory wprawdzie uzywam ale w dowodzie rejestracyjnym nie jestem wpisany jako wlasciciel, a ile uwagi, troski, funduszy poswiecam na naprawde i konserwacje samochodu, ktory uzywam i w dowodzie rejestracyjnym jestem wspisany jako wlasciciel?

Maniek wiem do czego pijesz...ale my jesteśmy zaręczeni...od jakiś 3 tygodni .Posłuchałem twojej rady,choć nie byłem w 100% przekonany czy to własciwy moment,ale jeśli miałoby to coś zmienić,no to cóż-warto spróbować. Dla mnei osobiście jest bez różnicy czy jesteśmy zaręczeni/poślubieni czy  nie,dla mnie jak pisałem to papier..który jest dodatkowym haczykiem w kłótniach...zaręczyny zawsze można zerwać,a ślub przekreslić rozwodem...formalność. Jednak jeśli ma to poprawić nasze relacje to dla mnie zero problemu.
I rzeczywiście po zaręczynach 2-3 dni było super,kobieta zaskoczona totalnie..wzruszona i chyba mega szczesliwa....co z tego jednak jak to jest chwilowe i ulotne.

Mi się coś wydaje że to jeszcze bardziej nie ma żadnego znaczenia,to naprawdę nic nie zmienia.Przecież nie nauczysz kogoś komunikacjii dając pierscionek.To nie papuga..choć teoretycznie powinna być mądrzejsza;)

Słuchajcie sytuacja jest patowa tylko i wyłącznie dlatego że daleko to zaszło,dzieci ,dom itd. stąd te naprawianie i tym podobne bzdury.

Mam znajomych młodszych od nas o parę lat...mają dziecko jednego małego chłopca...rozeszli sie jakies 2 lata wstecz...w wielkiej wojnie...oni sobie poradzą ale jak patrzę na tego małego to się płakać chce. Uwierzcie są w życiu sytuacje bez dobrego wyjscia..bo oba są złe. Jak ja zazdroszczę parom ..gdzie nie ma dzieci ,tam zamykasz drzwi za sobą i masz święty spokój.
Czuję się po prostu oszukany przez kobietę,kilka lat wstecz,decydując się na dzieci oczywiście zachowywała się inaczej,przecież nie da się przewidzieć takiego czegoś.
pozdrawiam

262

Odp: Dziwny związek...

"Mam znajomych młodszych od nas o parę lat...mają dziecko jednego małego chłopca...rozeszli sie jakies 2 lata wstecz...w wielkiej wojnie...oni sobie poradzą ale jak patrzę na tego małego to się płakać chce"

A co jest powodem sytuacji malego? Samo rozstanie czy przede wszystkim klotnie miedzy rodzicami? Bo jak zwykle wrzucasz wszystko do jednnego wora.

263

Odp: Dziwny związek...

Chłopie, z tobą jest naprawdę źle.. Zaręczyny i planowanie ślubu w momencie kiedy relacja pod względem komunikacji i emocji totalnie LEŻY ??
Nie zachowuj się jak desperat, tylko pomyśl: Co ty chcesz "uratować? Równie dobrze mógłbyś się oświadczyć komuś na przystanku autobusowym, bo akurat siedzicie obok siebie na ławce i czekacie na autobus -ten sam rodzaj więzi.

Tyle czasu minęło a ten dalej robi sztuczne oddychanie usta-usta truposzowi...

264

Odp: Dziwny związek...

http://www.netkobiety.pl/t78765.html

265 Ostatnio edytowany przez kicur (2014-12-12 18:07:58)

Odp: Dziwny związek...

Ona musi ciebie zrozumieć a ty ją jeśli chcecie to utrzymać. Introwertyk to jak wiesz osoba skryta, ona może ciebie kochać ale tego nie umie okazać. Zdecydowanie częściej to kobiety są ekstrawertykami i najczęściej teź choleryczkami histeryczkami a mężczyźni introwertykami. U was jest inaczej wiec trudno mi tu coś doradzić

266 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-12 19:26:55)

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:

"Mam znajomych młodszych od nas o parę lat...mają dziecko jednego małego chłopca...rozeszli sie jakies 2 lata wstecz...w wielkiej wojnie...oni sobie poradzą ale jak patrzę na tego małego to się płakać chce"

A co jest powodem sytuacji malego? Samo rozstanie czy przede wszystkim klotnie miedzy rodzicami? Bo jak zwykle wrzucasz wszystko do jednnego wora.

Bardzo dużo ostrych kłótni jeszcze w związku,sam byłem swiadkiem niejednej,ba nawet starałęm sie łagodzić bo na ,,noże,, już szło,oraz samo rozstanie..bo mały jest bardzo mocno związany emocjonalnie z ojcem,a mieszka oczywiście z mamą.

267 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-12 19:26:04)

Odp: Dziwny związek...
kicur napisał/a:

Ona musi ciebie zrozumieć a ty ją jeśli chcecie to utrzymać. Introwertyk to jak wiesz osoba skryta, ona może ciebie kochać ale tego nie umie okazać. Zdecydowanie częściej to kobiety są ekstrawertykami i najczęściej teź choleryczkami histeryczkami a mężczyźni introwertykami. U was jest inaczej wiec trudno mi tu coś doradzić

Tak u nas jest całkowicie na odwrót.


Elle tak ty masz całkowitą rację,też tak mysle że nie reanimuje sie trupa zaręczynami,ale w moim temacie jest kilka mocno argumentowanych rad miedzy innymi od mańka,że własnie brak zaręczyn/slubu/psychicznej stabilizacjii może być przyczyną tego zobojętnienia...no to więc zrobiłem to jako że nie ma rzeczy niemożliwych.Ja to zrobiłęm  mając wiarę że coś to odmieni...no i odmieniło na 3 dni.Teraz już wiem ze ani slub ani nic tego nie jest w stanie zrobić. własciwie wyczerpałem limit kół ratunkowych.
Uwierzcie ze ja nie mam wielkiego dylematu rozstać sie z kobietą,ja mam dylemat rozbicia rodziny.Może ona mnie kocha a może już mniej..w sumie niewazne.Wystawił bym jej miłość na próbę 100% i wtedy zadecydował ale nie mogę tego zrobić bo mam dzieciaki. Muszę wymyślić coś innego.Radzcie jak tego smoka wywabić z jaskini smile

Moja kobieta to taka spryciula z ludzką twarzą,dziury  nie zrobi a krew wypije. Jej honor ona stawia dosłownie ponad wszystko,ktoś gdzieś w tematach to opisał że są ludzie co będą nawet rok w poduszkę w samotnosci ryczeń a za h.ja się nie odkryją. Kurde gdyby chociaz mnie zdradziła,albo cokolwiek drastycznego..sprawa byłaby prosta,ale nieee...ona wciąż mówi ze kocha,szkoda ze to tylko puste słowo.
pozdrawiam

268

Odp: Dziwny związek...

Ok mieliscie racje.
Po dzisiejszej akcjii podjąłem definitywnie decyzje o rozstaniu.Jutro sie wyprowadzam i zamykam mozliwosc powrotu.
Problem tego tematu rozwiązał sie sam.
dzięki za rady i pozdrawiam

269

Odp: Dziwny związek...

Opowiadaj co się porobiło.

270

Odp: Dziwny związek...

Oj lubi się prowokować zdradę tak jak większość mego gatunku. Czekasz na zdradę moi przyjaciele też tak postępowali. Teraz nimi nie są. Nie chcę bez jajecznych tchórzy za przyjaciół, jak oni tak postąpili wobec swojej ukochanej to jakby postąpili wobec mnie...

271

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Opowiadaj co się porobiło.

Nic specjalnego,po prostu przelała się czara goryczy u mnie,i mimo że sciska w dołku trzeba było podjąć męską decyzje.Wszystko ma swoje granice.
pozdrawiam

272

Odp: Dziwny związek...
kicur napisał/a:

Oj lubi się prowokować zdradę tak jak większość mego gatunku. Czekasz na zdradę moi przyjaciele też tak postępowali. Teraz nimi nie są. Nie chcę bez jajecznych tchórzy za przyjaciół, jak oni tak postąpili wobec swojej ukochanej to jakby postąpili wobec mnie...

Chyba zle zrozumiałeś,ja niczego nie prowokowałem,wprost przeciwnie wykazywałem cechy lekkiej zazdrości.Z tą zdradą chodziło mi ze wtedy miałbym motyw do odejścia,taki bezdyskusyjny,bo to było takie zawieszenie w próżni,co robić bo moze nie robie dobrze itd. taki motyw jak zdrada rozwiązał by ten dylemat.Jasne ze nigdy nie chciałem żeby ktokolwiek mnie zdradził.
pozdrawiam

273

Odp: Dziwny związek...

Tzn., że podjąłeś jakieś konkretne kroki czy ta "czara goryczy" polega na tym, że np. nadal mieszkacie razem, ale Ty juz nic nie próbujesz naprawiać i żyjecie obok siebie, czyli w sumie jak do tej pory?

274 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-14 21:59:35)

Odp: Dziwny związek...

Czara goryczy polega na tym ze się wyprowadziłem,nie umiałbym żyć obok po prostu nie odzywając się i tłamsząc to wszytstko w sobie,jestem takim człowiekiem ze bardzo zle mi jest w takiej sytuacjii gdy ,,patrzę na coś i nie mogę nic poradzić,, .Wolę po stokroć być sam i w samotności dojść do siebie czyli...odkochać sie po prostu.
Ona pisze sms-y i namawia bym wracał ale ja nie chcę..po prostu nie mam już siły na to.
pozdrawiam

275

Odp: Dziwny związek...

Wyprowadziłeś się kilka dni po zaręczynach?

Kurcze no ... hmm

276 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-12-14 22:11:09)

Odp: Dziwny związek...

Ta twoja kobieta to mentalnie dziecko.
Nie wierzę żeby nie wiedziała dlaczego odchodzisz. Myślę też, że z jakichś powodów jest pozbawiona umiejętności odczuwania uczuć wyższych. Coś z nią w tym temacie nie tak...

To nie jest normalne, że dorosła kobieta latami udaje, że nie widzi co się dzieje i że dzieje się źle.

277 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-15 00:12:12)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Ta twoja kobieta to mentalnie dziecko.
Nie wierzę żeby nie wiedziała dlaczego odchodzisz. Myślę też, że z jakichś powodów jest pozbawiona umiejętności odczuwania uczuć wyższych. Coś z nią w tym temacie nie tak...

To nie jest normalne, że dorosła kobieta latami udaje, że nie widzi co się dzieje i że dzieje się źle.

Mam prośbę,a  mogłabyś opisać bardziej szczegółowo co to znaczy ,,pozbawiona uczuć wyższych,,? Niby rozumiem ale nie do końca.
Jest na to jakeiś psychologiczne wytłumaczenie?
Ona nigdy nie widziała że jest zle ponieważ jej zawsze było dobrze.tzn. poza kłótniami nie widziała nigdy problemu z niczym w naszym związku,zawsze mi mówiła że to moje fobie i imaginacje.Zero refleksjii.
pozdrawiam

278

Odp: Dziwny związek...

Są osoby, które nie potrafią nazywać i rozumieć tego co czują- najczęściej jest to wynik wielomiesięcznego lub wieloletniego wypierania niechcianych emocji z różnych względów: traumy, wstyd, poczucie niższości maskowane przez obojętność na zewnętrzne bodźce, etc. Z czasem z tego mechanizmu robi się nawyk i 'druga skóra'- jakby nakładka na osobowość, praktycznie nie do oderwania od tej pierwotnej i zlana z nią bardzo ściśle.
W tym stadium bardzo ciężko do takiej osoby dotrzeć, bo ona w zasadzie wielu emocji nie odczuwa już w pełnym zakresie lub nawet wcale.
Skrajnym przypadkiem do czego doprowadza wyparcie emocji dodatkowo podbite niskim poczuciem wartości i 'murem ochronnym' z obojętności (braku empatii) jest psychopatyzm/socjopatyzm.

279

Odp: Dziwny związek...

Robert. Jeżeli już o tym pisałeś, przepraszam. Jak wyglądało jej dzeciństwo? Mam na myśli relację między jej rodzicami, która towarzyszyła jej w czasie dorastania.

280 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2014-12-15 03:09:06)

Odp: Dziwny związek...

Spróbuję coś "na siłę" wykombinować, bo męczy mnie ta sprawa.

Przypomina mi się dziewczyna z którą okazjonalnie współpracowałem przez rok. Zwróciło moją uwagę to, że w ogóle nie jest spontaniczna - to co ujawniała na zewnątrz było zawsze "pseudospontaniczne", emocje były "takie jak powinny być" ale nie takie, które we mnie uruchamiałyby jakąś emocjonalną odpowiedź. Ciekawe było to, że w sytuacjach, w których była np. atakowana, albo działała pod presją - komunikowała się takim samym tonem jak w sytuacjach neutralnych. Pewnego razu, zadzwoniła do mnie, że "nie może się spotkać ze mną bo..."   tu krótki incydent płaczu, który jakby "zrobił się sam" - coś jak nam robi się czkawka, jakby głos innej osoby...po czym znów poprzednim tonem:    "...właśnie zmarł mi ojciec". Po czym dalej ustalała swoim normalnym pseudospontanicznym tonem termin spotkania i takimże tonem odpowiedziała na dość emocjonalną - moją reakcję na jej sytuacje: "O Mój Boże, proszę się trzymać" + zapewnienia, że poczekam ile chce, nie wali się, pracę wykona później. Tak samo komunikowała się z koleżankami jak i ze mną.

Mam wrażenie, że składała się z dwu osób - tej w środku - nigdy nie ujawnianej i ukrytej przed światem, tak aby nikt jej nie skrzywdził i tej na zewnątrz - czyli jakby z zespołu sztucznych reakcji do obsługi bieżącej rzeczywistości.
W wariancie pierwszym może więc chodzić o to, że twoja dziewczyna "tam gdzieś jest" ale już nawet ona sama zapomniała gdzie. Wyobrażam sobie np. sytuację w której przez okres dzieciństwa i młodości znajdowała się pod presją osoby która wykorzystywała wiedzę o jej wnętrzu i emocjach przeciwko niej samej - np. w rzekomym celu wychowawczym. W efekcie nauczyła się ukrywać tak głęboko, że nie wie gdzie się schowała :-)

W wariancie drugim spotkałeś jakby "wydmuszkę" mam na myśli osobę bez większych potrzeb emocjonalnych, bez głębszych uczuć, za to świetnie udającą prawdziwe "jajko" czytaj: człowieka. W tym wariancie przykładową sytuacją byłoby dziecko tak totalnie zaniedbywane uczuciowo przez rodziców, że rozwinęło coś w rodzaju choroby sierocej. Oczywiście dziecko dostawało jeść, kupowano jej książki ołówki i ubranka. Ale nie było kontaktu z uczuciami rodziców. Nie ma pasji - bo niczego nie kocha. Jest spokojna bo nie nienawidzi. Swiat traktuje przez pryzmat "czynności do wykonania". Działają proste instynkty - np. chęć posiadania dzieci.

Wariant pierwszy dawałby szansę aby jej pomóc, ale to musiałby być ktoś dobry. Nie pierwszy z brzegu psycholog. Wariant drugi - chyba bez szans.

281

Odp: Dziwny związek...

EXTRA_terrestial: Świetnie to opisałeś. Ja byłam takim dzieckiem - wariant nr 1. Całe lata mi zajęło by przez wiele warstw tej "cebuli" doszperać się chociaż kawałka miękkiego wnętrza. wink

Tylko, że ja miałam "przebłyski" tego, że coś ze mną, z moim bez emocjonalnym postrzeganiem ludzi i świata nie tak. To co się wtedy 'czuje' przyrównałabym do wrażenia przebywania w czymś w rodzaju pułapki, więzienia, albo takiego pokoju bez klamek, z którego chcesz rozpaczliwie wyjść do ludzi, tylko nie wiesz jak.

Ale, no właśnie, ja CHCIAŁAM do tych ludzi i instynktownie wyczuwałam, że to we mnie jest jakiś 'problem', a żona autora jest na etapie wyparcia. Niewiadomo ile to jeszcze potrwa, skoro trwa już tyle lat i nie udało mu się ją z tego stanu ani trochę wytrącić, a dla ludzi przebywających z taką osobą jest to katorga i droga przez mękę.

Wiele bliskich znajomości swego czasu przez to straciłam.. Żaden psycholog nie umiał mi pomóc, stąd mój brak wiary w nich, choć wiadomo- tu uogólniam.

Tak czy inaczej- chęć zmiany najpierw musiałaby wyjść od niej, musiałaby czuć, że jest jej z tym co jest aktualnie BARDZO źle.
Ja z tego co pisze autor nie odbieram u niej takich symptomów.

282

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

EXTRA_terrestial: Świetnie to opisałeś. Ja byłam takim dzieckiem - wariant nr 1. Całe lata mi zajęło by przez wiele warstw tej "cebuli" doszperać się chociaż kawałka miękkiego wnętrza. wink

Tylko, że ja miałam "przebłyski" tego, że coś ze mną, z moim bez emocjonalnym postrzeganiem ludzi i świata nie tak. To co się wtedy 'czuje' przyrównałabym do wrażenia przebywania w czymś w rodzaju pułapki, więzienia, albo takiego pokoju bez klamek, z którego chcesz rozpaczliwie wyjść do ludzi, tylko nie wiesz jak.

Ale, no właśnie, ja CHCIAŁAM do tych ludzi i instynktownie wyczuwałam, że to we mnie jest jakiś 'problem', a żona autora jest na etapie wyparcia. Niewiadomo ile to jeszcze potrwa, skoro trwa już tyle lat i nie udało mu się ją z tego stanu ani trochę wytrącić, a dla ludzi przebywających z taką osobą jest to katorga i droga przez mękę.

Wiele bliskich znajomości swego czasu przez to straciłam.. Żaden psycholog nie umiał mi pomóc, stąd mój brak wiary w nich, choć wiadomo- tu uogólniam.

Tak czy inaczej- chęć zmiany najpierw musiałaby wyjść od niej, musiałaby czuć, że jest jej z tym co jest aktualnie BARDZO źle.
Ja z tego co pisze autor nie odbieram u niej takich symptomów.

Zatem "wariant 1" robi się na podstawie ponadnormatywnej wrażliwości. Szkoda, że tego nie wiedziałem, może bym wtedy do niej dotarł :-(((

283 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-12-15 03:59:46)

Odp: Dziwny związek...

Nie wiem z jakiej perspektywy masz na myśli to dotarcie - jako mężczyzna czy znajomy.
Jeśli ten 1-szy wariant to na pewno potrzeba ogromnej inteligencji emocjonalnej i wyczucia, bo zaufanie u takiej osoby do innych ludzi jest praktycznie zerowe, a jeden "krzywy ruch" i schodzi poniżej skali.

Ja niestety nie trafiłam na kogoś, komu udało by się przez ta ścianę przebić w swoim czasie, bo być może szybciej by to wszystko poszło.
Ale nic nie dzieje się bez przyczyny wink

284 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-15 10:47:56)

Odp: Dziwny związek...

Dziękuję wam za wasze spostrzeżenia,ze poświęcacie swój czas zeby tu cos mi doradzić.
Wracając do meritum,postaram sie opisać jej dziecinstwo od małego...kiedyś mi opowiedziała wycinek tamtego okresu.

Jak wspomniałem wczesniej jej rodzice żyją obok siebie,tzn. komunikacja jest ale na poziomie podstawowym..czyli kup chleb...itd. nic więcej tych tzw. ,,uczuć,, jakichkolwiek brak.
To jest zdanie takze mojej kobiety o swoich rodzicach.
Symptomatyczne jest to że mojej kobiecie przez gardło nie przejdzie słowo ,,tata,,, tatuś ,mój kochany tatuś.....odkąd ją poznałem zawsze - ojciec. Ojciec kat i tyran.
Takie same zdanie ma jej rodzenstwo,ale wszyscy juz sie z domu rodzinnego wyprowadzili.

Moja dziewczyna jak miała 3-4 latka to ojciec ją brał za nogi,podnosił głową w dół i bił,ona mi powiedziała ze ze starchu sikała wtedy cały czas pod siebie,matka nie reagowała.
Ogólnie ojciec chciał ustawić dzieci pod siebie,tzn. jak zrozumiałem z jej słów nie wychowywał tylko rozkazywał i zakazywał....bił i pastwił się za byle przewinienie,ona opowiiadała jak uciekała do łazienki ze strachu,potem jak starsza to uciekałą z domu,kiedyś w całkowitej desperacjii jako nastolatka ,postarszyła ze jesli ją jeszcze raz dotknie to zadzwoni na policję - i wtedy przestał.
Jej matka jest inną osobą,spokojną..emocjonalnie stabilna ale w mojej ocenie zimna emocjonalnie całkowicie martwa. Z opowiadań nigdy nie reagowała na te despotyczne zachowania jej ojca.
ogólnie jak mi to opowiadała to płakała ciągle na to ze bała sie ojca ,nie wiedziała kiedy i jak dostanie,a wiedziała ze matka jej nie pomoże boo jak to wyraziła ,,ona sie nigdy nie wtrącałą,,

To powyżej to słowa mojej kobiety.

Ja od siebie dodam że jak ją poznałem..pierwsze dni.....tygodnie i spojrzałem na rodziców..szczególnie na ojca to..dziwny człowiek,taki maniak psychopata z ludzką twarzą....nawet nie .musiałem z nim rozmawiać,wystarczyło jego spojrzenie..zimne ,bezkompromisowe,jakies udawane i nieszczere.

Człowiek ten jest strasznie konfliktowy z ludzmi obok,jest takze starsznym formalistą. Nie potrafi wyrazać spontanicznie swoich uczuć i takiej ludzkeij szczerości na codzień,zero otwartosci do swiata,jest całkowicie zamkniety na swiat zewnetrzny. Miałem z nim przez te lata 3-4 konfliktowe sytuacje i i po ostatniej postanowiłęm porzucić tę znajomość,bo mimo swojego wieku dla mnie to jest  człowiek nie nadający sie do życia wsród ludzi. Zresztą moja dziewczyna nie utrzymuje z nim żadnego kontaktu,jedynie z mamą.
Jest strasznie buńczuczny,wszechwiedzący,jednoczesnie złośliwy,zgryzliwy,przezwielu postrzegany jako tzw. dziwak. Człowiek skrajnie toksyczny w moim rozumowaniu.Potrafi zachowywaćsie super by za chwilę niespodziewanie wsadzić człowiekowi szpilkę w plecy,twardy i nieustępliwy a za chwilę rozczula sie jak dziecko nad sobą.Na pewno pełen kompleksów i skrajnie niedowartosciowany co wywnioskowałem na podstawie kilku rozmów sam na sam jak to sie mówi jak facet z facetem. Zauważyłem także w kilku sytuacjach że on czerpie autentyczną radość z tego że komuś że tak powiem ,,dowali,, ,słownie.Ze ktoś ma dolek jakiś . Jak sie zakopałem samochodem to przyjedzie i pomoże bez problemu,ale jak tylko zobaczy zek ktos ma problem hmm...wynikający ze słabości emocjonalnej...on dobije gwóżdz do trumny z usmiechem na twarzy.

Ja akurat pochodzę z innej rodziny i zachowania jakie zaobserwowałem w tamtym domu były dla mnie po prostu dziwne. O uczuciach i emocjach sie tam nigdy pod zadnym pozorem nie rozmawia,nie ma czegos takeigo jak dialog,rozmowa,kompromis,konsensus,naprawienie czegoś,zmierzenie się z czymś w dobrym celu...tego nie uswiadczysz tam. Każdy zyje swoim zyciem i kazdy musi sobie radzic ajak jest słaby to ginie. Tak bym to scharakteryzował. Mam na to kilkanascie przykładów które kiedys opisała mim moja dziewczyna,przez co cierpiała nie raz przez swoich rodziców jużw dorosłym zyciu.

Zawsze o ojcu ona i rodzenstwo wyrazają sie albo z pogardą albo milczeniem albo jakimś dyplomatycznym jezykiem żeby nie urazić otoczenia.pozytywnym od 9 lat nie słyszałem.

z wiadomych względów nie bede tu opisywał wszystkiego.

Jeszcze dodam na podstawie moich kontaktów z nim i z mamą moją dziewczyny że są to ludzie którzy nie rozmawiają absolutnie o problemach i uczuciach..nie ma u nich takiej opcjii,sam próbowałem kilka razy w rozmowie z nimi na rózne tematy coś sie o nich więcej dowiedzieć,jakimi są ludzmi od środka itd. nie ma takeij opcjii,natychmiast jest ucieczka,wycofanie,mur nie do przeskoczenia.Maja tylko swoje gotowe rozwiązania i stosują je w życiu jako uniwersalne,i jak zauwazyłęm są to rozwiązania przez pryzmat własnego ego.Liczy sie tylko to co ja powiem,ja zrobie..jak ci nie pasuje to do widzenia.
Te zachowania dosłownie identyczne widzę u mojej kobiety w stosunku do nas w naszym związku,taka kalka zachowań. Choć nie raz widziałem jak moja dziewczyna próbuje z tym walczyć,jak sie w sobie zamknęła i nie potrafi słowa wydusić tylko łzy jej płyną strumieniem.


U mnei w domu było inaczej,nie mówie ze idealnie ale u nas jak był problem to sie mówiło na głos,wyrzucało z siebie i gadało żeby coś rozwiązać,nie było kumulacjii uczuć..byłakupa smiechu,nie raz płacz,nie raz sie krzykneło,ale także pocieszało,wspierało,przytulało,pomagało na poziomie tym nizszym(fizycznym,finansowym) oraz na wyzszym (uczuciowym,wspeirającym). Ja do tej pory jak mam kłopot to mogę sie zwrócic do wujka,jednego i drugiego,mamy,dziadków jak żyli....moja dziewczyna nigdy nie zwraca sie do nikogo o pomoc...nawet jak jest w skarajnej sytuacjii. I to samo jest u nas. Ona nigdy nie potrzebuje mojej pomocy.Tzn. ja jej mam to dawać ale ona nigdy o to nie bedzie pytać,prosić,zabiegać. Nie musi oczywiscie,ja tego nie wymagam,ale jak są jakieś skrajne sytuacje...to ona i tak sie zamknie w swoim swiecie.


Opiszę wam jedną sytuację z okresu kiedy moja dziewczyna była w pierwszej ciąży,już nawet dosc zaawansowanej.
Postanowiłęm ze pojedziemy nad rzekę ot tak poodychać swiezym powietrzem...30 km za nasze miasto. Piękna okolica,zawsze tam łowiłem ryby itd.
Pojechaliśmy tam autem...szum wody,mała kaskada,naprawde idealne warunki do relaksu,chodziło mi o takie posiedzenie na swiezym powietrzu.

Rozożyłęm koc pod drzewem usiedlismy...a moja kobieta pretensje bo są ..szyszki i ją kłują smile No to ja mówie...słuchaj to sobie usiądz z boku,albo coś,nie narzekaj..skoro jestesmy w takim miejscu muszą byc szyszki to jest przyroda...:) Ona nagle wkurw ze nie dbam o nia i ona wraca do domu. Więc ja sobie mysle..hmm zabieram ją nad rzekę zeby miała relaks ,spokój,jest w ciązy a ona tylko narzeka ,więc mówie ze nie po to jechałem te kilometry by zaraz wracać,posiedzimy troszke i wracamy...ale nie od razu. To ona mówi - No to do widzenia ja ide na autobus.
Masakra...do autobusu było 6 kilometrów,ona w ciązy chyba 6-7 miesiąc,więc mówie nie wygłupiaj sie ok jak chcesz to wracamy. Ona nie i koniec...nie wsiadzie i nie wróci.
Wiecie co...jechałem koło niej 3km/h z otwartą szybą i błagałęm by wsiadła i tak sie nie zachowywała.Zimna bezuczuciowa twarz zero odzewu...nic ani słowa,całkowita blokada.Przeszła te 6 km..poczekała na autobus i wróciła sama do domu. Tak pokazała ze ona nie uznaje kompromisu,ze potrafi.....Tylko po co? Do dzis myśle po co..tak sei zachowywać..
Ktoś powie po co błagać i prosić jak ktośnie chce..ok racja ja to wiem doskonale ze to najczesciej przynosi odwrotny skutek,ale ja jednak swój honor schowałam na chwile do kieszeni dla wyższej sprawy.Ja mam taki system wartości. My nie jestesmy wrogami,ona jest w ciąży,kochamy sie...po co mi w takiej sytuacjii honor ,skoro niczego nie muszę udowadniać...jednak dla niej to priorytet choćby miała paść na twarz ona nie pokaze na zewnątrz tej słabości.Cały związek mi pokazuje że że ona sobie da radę i jesli mi nie pasuje to do widzenia,identycznie jak u jej rodziców.A podczes tej sytuacjii moim jedynym celem było to zeby się zrelaksowała,żeby jej nie narażać na wysiłek itd. nic więcej specjalnie sie dla mnie nie liczyło.Po prostu mam swoje priorytety poukładane odnośnie danej sytuacjii.

pozdrawiam

285 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-12-15 10:43:59)

Odp: Dziwny związek...

Więc tak jak myślałem, że może być.

Moja już w sumie ex miała podobną sytiację rodzinną. Związek jej rodziców polegał na szybkim zauroczeniu, po roku dziecko, po 3 latach drugie. Ojciec zdradził matkę, ona się z tym pogodziła. Później często pił, pogodziłą się. Nie było u niej w domu przemocy. Ale uczuć zero. Od 30 lat nie ma między nimi choć cienia uczucia. Ojciec i matka żyją osobną, choć śpią i żyją razem i na zewnątrz są odbierani jak normalne małżeństwo.

Moja ex nie miała nigdy przytulania ze strony Ojca. Jak była mała czuła się odpowiedzialna za tę sytuację, że to jej wina. Strasznie chciała przypodobać się ojcu przez całe życie. Mimo tego, że nie chciał, nie potrafił okazywać uczuć był on dla niej ważniejszy od matki. Ojciec totalnie zignorował syna. Przez to matka zawsze faworyzowała syna bo widziała, że jej mąż ma go gdzieś. Ta z kolei sytuacja bardzo bolała moją ex i starała się przypodobać ojcu od matki się oddalając. Miała wiecznie pretencje i żal do matki że dla brata zawsze robi wszystko a dla niej nic...



Matka? chroniczna depresja od kilkunastu lat. Nic z tym nie robi. Nie chce.

Dla mnie ważne było, że o tym z nią rozmawiałem. Mimo tego ta historia strasznie odbiłą się na tym w jaki sposób moja ex patrzy na świat. Cóż. Taki wzór rodziny zna...

286 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-15 10:57:52)

Odp: Dziwny związek...

zodiac , no włóasnie tak jak piszesz,zero uczuć w domu i potem mogąbyć takie efekty.

U mnie w domu był rozwód..przezylismy to jako dzieci ,nie było fajnie,jest trauma...ale uczucia były zawsze,mimo złej sytuacjii. Może ja własnie tym bardziej kłade na to nacisk u nas w domu. Moje dzieciaki jak przychodzę to lecą przez przedpokój ,rzucają sie na mnie ,krzyczą cześć tatusiu,zasypują pytaniami, od razu do przytulania..to codziennosc....nieraz widzę jak ona na to patrzy...oczywiscie cieszy sie itd.ale widać niekiedy w  oczach taki smutek,zamyślenie.Nie wiem dokładnie.
U mojej kobiety i to jej słowa to było tak ze jak ojciec wracał do domu po delegacjii (dłuższe wypady) to był strach,a jak wyjezdzał to była to jak to okresliła moja kobieta cyt.,,największa radość ,ulga że tyrana nie będzie,,
pozdrawiam

287 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-12-15 13:11:41)

Odp: Dziwny związek...

Robert opisałeś traumatyczne przeżycia Twojej dziewczyny z dzieciństwa - przykra sprawa . Uwolniła sie od niech , po czym przez wasze 3 lata początkowego związku była taka jak oczekiwałeś : otwarta emocjonalnie, troskliwa , czułeś ze Cie kocha - pokazywała to czynami i słowami, zabiegała o Ciebie . Ty natomiast byleś zdystansowany z mniejszym zagazowaniem  . Co sprawiło ze ona ponownie sie zamknęła w sobie ????? 

Moze to jest odpowiedz : Moze ona partnerstwo widzi inaczej niż ty : Stała sie tą mała coreczka ktora Tato ja wiecznie karcił - bo nie spełniała jego oczekiwań.

robert247 napisał/a:

facet powinien ustalac zasady i przewodzić temu partnerskiemu związkowi,co wcale nie polega to szeroko rozumiane równości.Ludzie nie są równi ,nie byli i nigdy nie będą.
Jeśli kobieta kocha,szanuje,i ufa swojemu facetowi to skąd pomysł że ten facet mógłby coś dla neij zle robic? To nie logiczne. Inicjatywa w związku to nei pozbawianie praw . Jeśli chcesz walczyć ze swoim facetem o władzę...to nie nadajesz sie do związku parterskeigo:). FAcet nie pownien walczyć o włądzę tylko od pierwszego dnia znajomości kierować sie swoimi zasadami i je do zwiazku wprowadzać..o ile nie krzywdzą one tej drugiej osoby.
Jeśli kobieta w związku ,,nosi spodnie,, to jest to uważam patologia,bo zaburza w związku indywidualne predyspozycje wynikające z natury mężczyzny i kobiety................

Pierwsza rzecz jaką facet powinien zrobić wiążąc się z kobietą to pokazanie jej kto tu wyznacza granice,cele,i zasady. Wtedy zdobywa się szacunek. Faceci w sumie to wiedzą ale trudno im nieraz tak robić bo chca po partnersku.Błąd.
[/b]Partnerstwo z kobietą polega na tym, że się ją prowadzi przez życie..................

robert247 napisał/a:

Doszliśmy wczoraj RAZEM do tego że rzeczywiscie u nas problem jest z komunikacją..ona jest tragiczna,doszlismy razem i to z uśmiechem na twarzy że co innego mówi partner a ta druga strona odbiera to skrajnie inaczej,wczoraj sie złapałem na tym ze jest to tak głeboko zakorzenione..ze nie rozumiemy sie na poziomie podstawowych potrzeb partnera. W naszej dosyc jednak krótkiej wczorajszej rozmowie,użyłem kilku argumentów z tego co tutaj niektórzy napisali,szczególnie Elle...i powiem ze rzeczywiście ona wczoraj zupełnie inaczej reagowała,była spokojna,rozmawiała ,żadnego uciekania od tematu,kilka rzeczy sie dowiedziałem co myśl i co czuje...Naprawde teraz wiem ze nasz wczesniejszy jezyk komunikacjii z obu stron to była i nadal jest tragedia. I to jest na początek podstawa zebysmy wiedzieli co my do siebie mówimy.

Przyznajesz ze od lat nie ma komunikcji , przeanalizuj czy ona na zwracała Ci rowniez uwagi co jej nie odpowiada . Moze mowiła a Ty tego nie widziałeś nie słyszałeś??
Oczekujesz Ciągle zmian od niej.




robert247 napisał/a:

[b]Jeśli kobieta kocha,szanuje,i ufa swojemu facetowi to skąd pomysł że ten facet mógłby coś dla neij zle robic?

Naprawdę uważasz ze ona może Ci ufać ????

Przypomne jeszcze raz. Koniec października - długa wasza rozmowa - probujecie dalej,wzajmne deklaracja uczuc  - po czym sie wyprowadzasz.

Kolejna rozmowa - zdajecie sobie sprawę  ze macie problem z komunikacja i obopólna zgoda na psychologa. Minął miesiąc i nic. Nie macie czasu ?????  Psycholog to jest jeden telefon i wizyta około 2 godzin.

Po czym z drodze desperacji twoje zaręczyny ( wspomniałam juz kiedys ze nawet jak do tego dojdzie ona będzie miała mieszane uczucia )  i co ponownie sie wyprowadzasz .

A może ten czas i energie jaka wkładasz chociaż w spakowanie i wyprowadzkę poświecisz psychologowi .

Ja dla mne działacie wciąż jednym schematem który sie nie sprawdza ale nic z tym nie robicie konkretnego .

288 Ostatnio edytowany przez Rockfor (2014-12-15 13:18:03)

Odp: Dziwny związek...

robert247 Z tego wszystkiego co teraz piszesz to w pierwszą kolejkę jest potrzebny Wam, a dokładnie Twojej lubej dobry psycholog, a może nawet psychiatra. Dopiero wtedy można pomyśleć nad terapią małżeńską, a może nawet będzie zbędna jak zostaną zrobione te pierwsze kroki i będą widoczne konkretne rezultaty. Pamiętam, jak opisywałeś o jej codziennej egzystencji - senność i wahania humorów itp. To też mogłoby powodem, bo to wyglądałoby jak przewlekły stan depresyjny, lub inna choroba fizjologiczna, ale tak naprawdę do tego jest podkreślę dobry specjalista i konkretne działania w tym kierunku. Zgodzę się z Rybą 81, że bez konkretnych działań nic nie uzyskacie. Na Twoim miejscu postawiłbym ultimatum, albo idzie do specjalisty i dąży konsekwentnie do konkretnych rezultatów, tym samym ratując całą rodzinę, a przede wszystkim Siebie.

Generalnie uważam, że powinieneś zagrać teraz umiejętnie dyplomatycznie i wręcz wymusić konkretne działania, poprzez ultimatum, manipulację i też prywatne wsparcie.

Uważam, że zostawienie ją z dziećmi nie jest to sposób na rozwiązanie problemu. Uważam, że da się to wszystko wszystko uratować. Pamiętam jak mówiłeś, że ślub dla Ciebie jest zbędny, bo i tak przyjmujesz te wszystkie słowa za czyny, gdzie jest m. in. bycie ze sobą w chorobie i zdrowiu, na dobre i na złe. Może właśnie teraz masz ten sprawdzian?

Kibicuję za pozytywnym zakończeniem waszej historii smile

289 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2014-12-15 14:53:05)

Odp: Dziwny związek...

"Bo zupa była za słona" (czytaj Nie zainteresowała się mną w kinie).

Oczywiście, że każdy związek ma problemy z komunikacja co moza naprawiac ale watpie czy zona autora ma zla wole. Po prostu autor chce posiadac seksmaszyne, sam bedac jak wieczne dziecko, nie umiejace zyc bez codziennego zainteresowania i namietnego seksu. Jednak ludzie roznia sie charakterologiczne. Umiejetnosc wyboru, potem zycia z osoba, ktora przeciez nie jest mna, tylko innym, odrebnym czlowiekiem, rozniacym sie zachowaniem, charakterem, oczekiwaniami wymaga dojrzalosci i tutaj bycia mezczyzna. Co mnie szokuje to ze np. autor potrafi w szczegolach doszukac sie powodow w przeszlosci swojej kobiety (biorac pod uwage jej dziecinstwo nalezy sie jej przede wszystkim TROSKA ZE STRONY AUTORA) a nie potrafi zobaczyc jaki wplyw mial (mial oznacza to ze pojawil sie skutek i ze moze duzo czasu wymaga jego usuniecie i staran autora) ich zwiazek przez 10 lat bez slubu gdzie sa juz dzieci! Moim zdaniem to autor niszczy to "malzenstwo" bedac z jednej strony odpowiedzialnym materialne, ale z drugiej zachowujacy sie jak inteligentne ale dziecko. Co mnie szokuje, to ze bylo tyle uniesien, tyle radosci, tyle satysfakcji z zachowania parnerki a kiedy pojawia sie kolejny dzien w ktorym kobieta nie spelnia, nie boje sie powiedziec, wyimaginowanych oczekiwan autora, to juz nic sie nie liczy, sa slowa pelne ZALU, GORZKIE OD EMOCJI, SA SLOWA O ROZSTANIU. Na postawie tego wyciagnalem wniosek za autor tego watku potrzebuje pilnej pomocy psychologa (o ile chce rzeczywiscie zachowac ten zwiazek) bo to w NIM goszcza te wszystkie negatywne uczucia i to z jego wnetrza sie biora. Autor liczy sie przede wszystkim ze soba, ma w powazaniu i kobiete i swoje dzieci. Taka jest prawda i dobrze ze mam prawo do swojego zdania. Oczywiscie tutaj placze autora zawsze znajda jakies grono odbiorcow. Szkoda tylko tej "rodziny", ktorej ojcem jest zapatrzony w siebie idiota (zgodnie z grec. def. idiotos oznacza zapatrzony w siebie). Gleboko wspolczuje tej rodzine poniewaz 999/1000 mezczyzn bylo by szczesliwych w takim zwiazku z oddana, wierna kobieta, ktora mozna do wszystkiego zachecic. Ale 1/1000 popapraniec chce to wszystko zepsuc. Coz, mozna powiedziec, glupota ludzka, zapatrzenie w siebie, nie ma jednak granic.

Ta kobieta potrzebuje spokoju (mnie tez ojciec bil i wiem jaki ma to wieloletni skutek), troski milosci, potrafi sie postarac okazac uczucia, spelnic oczekiwania autora. Bardzo kiedys pokrzywdzona, bez wzorcow weszla w zwiazek z wrzechoczekujacym miskiem, dla ktorego bardzo sie stara, przede wszsytkim byc zrownowazona!!!! Potrzebowalaby raczej kogos stabilnego bo ta niestabilnosc moglaby i moze wpedzic ja w chorobe psychiczna!!!! Za co autor bylby odpowiedzialny. A moze musi sie stac cos strasznego zeby misiek-pysiek sie opamietal?

290

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

/.../.

Moja dziewczyna jak miała 3-4 latka to ojciec ją brał za nogi,podnosił głową w dół i bił,ona mi powiedziała ze ze starchu sikała wtedy cały czas pod siebie,matka nie reagowała./.../

Ja pier.....


Robert - nie wiem jak jest u ciebie z kwestią odpowiedzialności za partnera, przecież opisałeś warunki, które z definicji tworzą osoby które opisywałem(war. 1/2). W świetle tego co opisałeś jest jeszcze jeden poważny problem. Postawa emocjonalna Twojej żony ZASADNICZO WPŁYNIE na rozwój osobowości waszych dzieci znacząco go zaburzając. Jesteście młodzi, ona ma szanse coś z tym zrobić, ale nie podejmie żadnych działań jeśli nie stanie pod ścianą. I nie bierz do tego kogoś pierwszego z brzegu jeśli zdecyduje się na terapie. Zrób dobry "risercz". Najpierw wez googla i sprobuj zrozumiec rozniece miedzy psycholog-psychiatra-psychoterapeuta. Potrzebujesz tego trzeciego. Acha, I on odmowi pracy bez motywacji pacjenta...

291 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-12-15 15:34:14)

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:

W wariancie pierwszym może więc chodzić o to, że twoja dziewczyna "tam gdzieś jest" ale już nawet ona sama zapomniała gdzie. Wyobrażam sobie np. sytuację w której przez okres dzieciństwa i młodości znajdowała się pod presją osoby która wykorzystywała wiedzę o jej wnętrzu i emocjach przeciwko niej samej - np. w rzekomym celu wychowawczym. W efekcie nauczyła się ukrywać tak głęboko, że nie wie gdzie się schowała :-)


Wariant pierwszy dawałby szansę aby jej pomóc, ale to musiałby być ktoś dobry. Nie pierwszy z brzegu psycholog. Wariant drugi - chyba bez szans.

Extra terrestrial - a nie uwazasz ze teraz juz "narzeczona" Roberta jest rowniez pod taka mała presja . Ciągle Robert wymusza , zmień sie , chciałby aby zachowywała sie inaczej niz ona sie zachowuje,te jego zasady ze facet powinien prowadzic zwiazek a kobieta ma sie jakoś podporządkować ,   do tego jego wciąż sprzeczne sygnały. kocha-wyprowadza, oświadcza sie - wyprowadza sie itp.   Wciąż wszystko ma byc tak jak on chce a ona juz sama nie wie czego chce , co czuje - i jest bo jest .

292

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Nie wiem z jakiej perspektywy masz na myśli to dotarcie - jako mężczyzna czy znajomy.
Jeśli ten 1-szy wariant to na pewno potrzeba ogromnej inteligencji emocjonalnej i wyczucia, bo zaufanie u takiej osoby do innych ludzi jest praktycznie zerowe, a jeden "krzywy ruch" i schodzi poniżej skali.

Ja niestety nie trafiłam na kogoś, komu udało by się przez ta ścianę przebić w swoim czasie, bo być może szybciej by to wszystko poszło.
Ale nic nie dzieje się bez przyczyny wink

Funkcjonowałem w roli szefa/mentora. Niestety po wymyśleniu jej - nazwijmy to "projektu" i zrealizowaniu go ku satysfakcji obu stron (mojej finansowej - ona osiągala tym swoj życiowy cel), pozostała jeszcze (umówiona wcześniej) 2 faza druga "projektu" -ta nigdy nie zobaczyła końca bo dziewczyna wyniosła się do mentora sławnego i ważnego. Niestety marnego merytorycznie, a tajemnicą poliszynela jest to, że facet jest największym psychopatą w dotąd poznanym Wszechświecie. Gdy z nim rozmawiałem, okazało się, że przedstawiła "projekt" (który był zresztą źródłem jego entuzjazmu i wielkich oczekiwań) jako swój... Było to tym bardziej głupie, bo nie był on raczej możliwy do realizacji bez moich układów. Dalsze jej losy były takie jak każdej ofiary związanej z szefem psychopatą. Co gorsza echa uczynków psychopaty zaczęły do niego wracać lawinowo i zachwiały jego pozycją. Straciła też pracę, którą załapała dzięki układom ze mną, bo nigdy nie udało jej się "zamknąć" wiedzy, którą otrzymywała w całość (wymaga to kilku lat pracy inaczej się rozłazi - uciekła za wcześnie). Cóż, szukała "doskonałości" a trafiła z deszczu pod rynnę jak widzę teraz. Mam prywatne układy w tym dziwnym "psychoterapeutycznym" środowisku wystarczające do załatwienia jej leczenia a w jakimś momencie mogłem stawiać warunki lub wejść  w relację wzajemnego zaufania, która by taką decyzję przyśpieszyła.

293

Odp: Dziwny związek...
ryba81 napisał/a:

Extra terrestrial - a nie uwazasz ze teraz juz "narzeczona" Roberta jest rowniez pod taka mała presja . Ciągle Robert wymusza , zmień sie , chciałby aby zachowywała sie inaczej niz ona sie zachowuje,te jego zasady ze facet powinien prowadzic zwiazek a kobieta ma sie jakoś podporządkować ,   do tego jego wciąż sprzeczne sygnały. kocha-wyprowadza, oświadcza sie - wyprowadza sie itp.   Wciąż wszystko ma byc tak jak on chce a ona juz sama nie wie czego chce , co czuje - i jej bo jest .

Rozumiem, że proponujesz wyjście w rodzaju "Musisz z nią porozmawiać..."

294 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-12-15 15:45:55)

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
ryba81 napisał/a:

Extra terrestrial - a nie uwazasz ze teraz juz "narzeczona" Roberta jest rowniez pod taka mała presja . Ciągle Robert wymusza , zmień sie , chciałby aby zachowywała sie inaczej niz ona sie zachowuje,te jego zasady ze facet powinien prowadzic zwiazek a kobieta ma sie jakoś podporządkować ,   do tego jego wciąż sprzeczne sygnały. kocha-wyprowadza, oświadcza sie - wyprowadza sie itp.   Wciąż wszystko ma byc tak jak on chce a ona juz sama nie wie czego chce , co czuje - i jej bo jest .

Rozumiem, że proponujesz wyjście w rodzaju "Musisz z nią porozmawiać..."

Nie , ja od dłuzszego czasu proponuje psychologa , terapie małżeńską ( Robert teraz wspomniał o jej dzieciństwie wiec tym bardziej jest to konieczne ) ale do tej pory autor uważał, ze nie jest to konieczne - poradzimy sobie sami , nastepnie pomysle o tym , potem niby obopólna zgoda na psychologa  ale nie maja czasu !!!!!  żadnych konkretnych działań nie widać bo dalej Robert walczy tym swoim schematem.

295

Odp: Dziwny związek...
ryba81 napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:
ryba81 napisał/a:

Extra terrestrial - a nie uwazasz ze teraz juz "narzeczona" Roberta jest rowniez pod taka mała presja . Ciągle Robert wymusza , zmień sie , chciałby aby zachowywała sie inaczej niz ona sie zachowuje,te jego zasady ze facet powinien prowadzic zwiazek a kobieta ma sie jakoś podporządkować ,   do tego jego wciąż sprzeczne sygnały. kocha-wyprowadza, oświadcza sie - wyprowadza sie itp.   Wciąż wszystko ma byc tak jak on chce a ona juz sama nie wie czego chce , co czuje - i jej bo jest .

Rozumiem, że proponujesz wyjście w rodzaju "Musisz z nią porozmawiać..."

Nie , ja odłuzszego czasu proponuje psychologa , terapie małżeńską ( Robert teraz wspomniał o jej dzieciństwie wiec tym bardziej jest to konieczne ) ale do tej pory autor uwazasz, ze nie jest to konieczne - poradzimy sobie sami , nastepnie pomysle o tym , potem niby obopólna zgoda ale nie maja czasu !!!!!  żadnych konkretnych działań nie widać bo dalej Robert walczy tym swoim schematem.

Terapia małżeńska może jedynie ujawnić potrzebę psychoterapii malżonki. Bardzo długiej psychoterapii jak sądzę. Robert używa tego co może - pytam jeszcze raz, CZEGO MA UŻYĆ? "porozmawiać" ?????

296

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
ryba81 napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Rozumiem, że proponujesz wyjście w rodzaju "Musisz z nią porozmawiać..."

Nie , ja odłuzszego czasu proponuje psychologa , terapie małżeńską ( Robert teraz wspomniał o jej dzieciństwie wiec tym bardziej jest to konieczne ) ale do tej pory autor uwazasz, ze nie jest to konieczne - poradzimy sobie sami , nastepnie pomysle o tym , potem niby obopólna zgoda ale nie maja czasu !!!!!  żadnych konkretnych działań nie widać bo dalej Robert walczy tym swoim schematem.

Terapia małżeńska może jedynie ujawnić potrzebę psychoterapii malżonki. Bardzo długiej psychoterapii jak sądzę.[/b] Robert używa tego co może[b] - pytam jeszcze raz, CZEGO MA UŻYĆ? "porozmawiać" ?????

On nie używa co moze ale co on uznaje za słuszne jedyne i właściwe .
O przeszłości z dzieciństwa  partnerki wspomniał dopiero wczoraj. Wiec dlatego wczesniejsze były sugestie o psychologu czy terapii małżeńskiej  dla nich . Ale zawsze było jakies ale......   moze gdyby w ciagu misiaca,  ktory minał poszliby choc na jedna wizyte do fachowca to juz została by ona skierowana na psychoterapie indywidualna.

Rozmowy w ich przypadku nie sa skuteczne bo jak sami przyznali maja problem z komunikacja.
Rozmowa chyba tylko jedyna : ustalić termin z jakimś terapeuta .

297

Odp: Dziwny związek...
ryba81 napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Rozumiem, że proponujesz wyjście w rodzaju "Musisz z nią porozmawiać..."

Nie , ja od dłuzszego czasu proponuje psychologa , terapie małżeńską ( Robert teraz wspomniał o jej dzieciństwie wiec tym bardziej jest to konieczne ) ale do tej pory autor uważał, ze nie jest to konieczne - poradzimy sobie sami , nastepnie pomysle o tym , potem niby obopólna zgoda na psychologa  ale nie maja czasu !!!!!  żadnych konkretnych działań nie widać bo dalej Robert walczy tym swoim schematem.

Ryba,
Nie do końca jest tak jak piszesz, ponieważ Robert robił pewne kroki w kierunku terapi

robert247 napisał/a:

Od razu zaproponowałem że jedynym chyba mozliwym sposobem zeby wróciła komunikacja miedzy nami jest..psycholog terapia...
Ona sie od razu zgodziła,nawet z dużą aprobatą...no to byłem w szoku szczerze mówiąc.
Ogólnie po niedługiej rozmowie ten wczorajszy wieczór był naprawdę fajny.
Także ustalilismy ze do czasu rozpoczecia tej terapii ,nie bedziemy wszczynać żadnych głupich kłótni,rozmów na ten temat..itd. zeby nie podsycać tych złych emocji

Dla mnie autor tego wątku jest "zagadką".
Bardzo dużo sprzeczności i niespójności w jego wypowiedziach i postawach powoduje, źe czekam aż może wybrzmi tu coś, co pozwoli mi na zajęcie wyraźnego stanowiska w jego wątku.

298

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:

/.../
Dla mnie autor tego wątku jest "zagadką".
Bardzo dużo sprzeczności i niespójności w jego wypowiedziach i postawach powoduje, źe czekam aż może wybrzmi tu coś, co pozwoli mi na zajęcie wyraźnego stanowiska w jego wątku.

No niestety, masz rację - kilkakrotnie widać było zasadnicze niekonsekwencje i zmiany frontu. Nie widziałem jednak w tle nienawiści i wrogości. Autor miota się bez planu i ładu w stylu "adehade"

299 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-12-15 16:25:10)

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:
ryba81 napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Rozumiem, że proponujesz wyjście w rodzaju "Musisz z nią porozmawiać..."

Nie , ja od dłuzszego czasu proponuje psychologa , terapie małżeńską ( Robert teraz wspomniał o jej dzieciństwie wiec tym bardziej jest to konieczne ) ale do tej pory autor uważał, ze nie jest to konieczne - poradzimy sobie sami , nastepnie pomysle o tym , potem niby obopólna zgoda na psychologa  ale nie maja czasu !!!!!  żadnych konkretnych działań nie widać bo dalej Robert walczy tym swoim schematem.

Ryba,
Nie do końca jest tak jak piszesz, ponieważ Robert[/b] robił pewne kroki w kierunku terapi[b]

robert247 napisał/a:

Od razu zaproponowałem że jedynym chyba mozliwym sposobem zeby wróciła komunikacja miedzy nami jest..psycholog terapia...
Ona sie od razu zgodziła,nawet z dużą aprobatą...no to byłem w szoku szczerze mówiąc.
Ogólnie po niedługiej rozmowie ten wczorajszy wieczór był naprawdę fajny.
Także ustalilismy ze do czasu rozpoczecia tej terapii ,nie bedziemy wszczynać żadnych głupich kłótni,rozmów na ten temat..itd. zeby nie podsycać tych złych emocji

Pszyszłość własnie o tym mowie .Wspomnieli o terapii i na tym koniec-  bo nie maja czasu ... Skonczyło sie na kolejnej rozmowie a gdzie czyny w tym kierunku ??? Brak.
W ciagu miesiaca mozna chyba zarezerwowac  sobie  ( przez Roberta lub jego partnerke ) konkretny termin a nie tylko mówić o tym - kolejne pozory chce /chcemy coś ratować i tak  mija miesiąc a on znowu sie wyprowadza .

300

Odp: Dziwny związek...

"Bardzo dużo sprzeczności i niespójności w jego wypowiedziach i postawach powoduje, źe czekam aż może wybrzmi tu coś, co pozwoli mi na zajęcie wyraźnego stanowiska w jego wątku."

Planuje napisac ostatni post ale dzis prawdopodobnie nie bede juz mial czasu. A to ze autor napisal o problemach swojej kobiety dopiero na n,tej stronie watku jest bardzo symptomatyczne. Z jednej strony go polubilem, zaangazowalem sie emocjonalnie, z drugiej strony to porazka. Facet, ktory ma umysl analityczny a jest wyjatkowym zapatrzonym w siebie egoista. Tylko ja, ja i ja. Trudno przez to ja sie przebic a co dopiero zobaczyc drugiego czlowieka.

301

Odp: Dziwny związek...

maniek, a ja się nie do końca z Twoją diagnoza roberta zgadzam.
Być może nie jest specem od radzenia sobie z trudnymi przypadkami psychologicznymi, ale kto z nas jest? I chyba nie na tym bycie w związku polega.

A dwa, który facet- totalny dupek i egoista, zakłada wątek na kobiecym Forum i od nastu stron szuka rozwiązania dla sytuacji? Zauważ, że on się kupę czasu miotał: wyprowadzał, groził i wprowadzał - tak nie zachowuje się "analityczny dupek bez emocji", tylko ktoś kto jest na wykończeniu, woła o pomoc i zwyczajnie..nie radzi sobie z obezwładniająca i dołująca obojętnością i chłodem partnerki.

Ja byłam kiedyś z taką osobą (sama też miałam problemy, ale objawiały się one nieco inaczej niż u żony autora)- i uwierz mi, że jest to bardzo wyniszczające dla psychiki doświadczenie.

W związku chcesz być przede wszystkim ZAUWAŻANY. Jeśli cierpisz to nieważne są tyle słowa - w tym przypadku zaprzeczanie przez jego partnerkę faktom i udawanie, że różowy słoń nie stoi w salonie- a empatia.
Czasem wystarczy podejść, przytulić i przyznać do bezradności, braku pomysłów jak to rozwiązać- jest to jakiś punkt wyjścia paradoksalnie.
Trwanie w zaprzeczeniu i milczeniu takim rozwiązaniem nie jest, powiem więcej - wygląda to na sabotaż, konsekwentne 'rozsadzanie' tej relacji od dołu, właśnie poprzez brak jakiejkolwiek reakcji na jego emocje, próby rozmowy, zmian, etc.

Mańku, uwierz mi, że kiedy po raz n-ty przychodzisz do kogoś i mówisz jak się czujesz z jego obojętnością i że jest Ci ogólnie w takim życiu obok siebie i milczeniu bardzo źle, a on Cie pobłażliwie klepie po główce i mówi: "Co ty gadasz, maniuś, jest OK big_smile" szybko straciłbyś cały pęd i entuzjazm do dalszych zmian, nie mówiąc już o tym, że związek nie polega na tym by jedna osoba była terapeutą dla drugiej - jeśli ta nie ma zamiaru kompletnie NIC z tym z własnej woli robić.
To prosta droga do współuzależnienia. Nie polecam.

302 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2014-12-15 18:12:21)

Odp: Dziwny związek...

Elle, mysle ze nie zgadzamy sie tutaj zupelnie w ocenie sytuacji ale to nic. Oczywiscie doceniam umysl analityczny Roberta i nawet go polubilem ale co z tego skoro on widzi tylko siebie a o waznych powodach zachowania swojej zony powiedzial dopiero na 8smej stronie tego watku. Dla mnie to czlowiek "stracony" a mnie trudno sie pogodzic z ta "porazka" ale kazdy dorosly ma prawo o decydowaniu o sobie i ja, czy ktos inny nie ma na to wplywu. Owszem Robert zawital tutaj w poszukiwaniu rozwiazania, ktore sposoduje ze w jego domu bedzie tak jak on tego chce. Dlatego tez, rowniez dla niego postanowilem napisac ostatni post tutaj by zwrocic uwage na kilka waznych moich zdaniem rzeczy. Czy z tego Robert, czy ktos inny wyciagnie jakies wnioski, w to juz nie bede wnikal. Jemu samemu i jego "zonie" zycze jak najlepiej. To sa 3 punkty, ktore po kolei wyedyduje (calosc powstanie za jakas godzine).

1. Kwestia malzenstwa.

Jak to jest wazne dla kobiety trzeba bylo przekonywac Roberta dlugo. I to o czyms co jest dla wiekszosci osob oczywiste. Jednak mleko sie rozlalo i powstala pewna stala sytuacja, ktorej nie zalatwia oswiadczyny (jesli to byl wogole powod) od razu. Otoz samo malzenstwo jest wazne dla kobiety z roznych powodow. Kobiety same o tym pisza. Wiec oczywistoscia powinno byc to, ze Robert zrobi to dla swojej kobiety bo chce i chce zeby Ona poczula sie lepiej. Niestety ale Robert zrobil to dla siebie, potraktowal jako cudowna rozdzke, ktora zmusi kobiete do postepowanie jak on chce. ZUPELNE NIEZROZUMIENIE ISTOTY RZECZY ale zupelnie zrozumiale i logiczne jesli zauwazy sie ze chodzilo o dorazny wplyw na zachowanie sie zony. A przeciez to jest nawet smieszne, 10 - letnie narzeczenstwo. Nie ma tu nawet cierpliwosci czekania do slubu czyli na efekt dlugofalowy.

2. Kwestia dziecinstwa "zony".

Jest to istotna kwestia do ktorej autor podchodzi "beznamietnie". A ja kiedy sobie wyobrazilem te mala dziewczyne trzymana za nogi, tak samo jakby to byla moja coreczka, to cos we mnie drgnelo. Nie umialbym tak przejsc nad tym do porzadku dziennego i moje spotkanie z tesciem zakonczylo by sie conajmniej uderzeniem go z piesci w twarz. Jednak wplyw takiego domu jest istotny i ja widze po sobie ile nerwowowsci, roznych problemow powodowalo takie dziecinstwo. Widze tez po mojej przyjaciolce ile wplywu na cale zycie ma taki dom. Dlatego jesli ktos jest zrownowazony, prowadzi spokojne zycie, umie sie z tego "wyleczyc" i normalnie zyc to taka osobe nalezy podziwiac, otaczac troska, wrecz wynagradzac. Tutaj Robert postepuje wobec swojej zony dokladnie odwrotnie.

3. Kwestia zachowan w domu.

Niezaleznie od swoich oczekiwan i kto je zglasza mozna samemu robic to czego sie oczekuje. Jesli oczekuje sie przytulenia od zony to samemu mozna podejsc i przytulic co da ten sam efekt przytulenia. Bylo tez omawianych wiele rzeczy, w tym udzial w obowiazkach, elastyczne i moze mniej nachalne podejscie do seksu. Czy cos z tego zostalo zrealizowane, czy byla zmiana zachowania Roberta i cierpliwe oczekiwanie na efekt? Przypuszczam ze nie, bo wszystko musi byc juz i zaraz. Po za tym brakuje porownania. Osoba w malzenstwie powinna sie czuc swobodnie. Czy czuje sie tak osoba wobec ktorej ciagle ktos ma pretensje, zale i jest niezadowolony? Ludzie latami zyja w dretwym malzenstwach (co samo w sobie nie jest dobrym przykladem) i umieja byc w stosunku do siebie spokojni. Spokoj, ktorego nie ma w malzenstwie Roberta (to autor jest zrodlem tego niepokoju) jest bardzo wazny dla samego zycia.

Robert nie ma porownania i stworzyl chyba sobie wizje zwiazku ktory ma wygladac jak w momencie zakochania sie. Ciagly wigor, codzienny seks, nadskakiwanie sobie. Tak nie wyglada normalny zwiazek po 10 latach.

Klotnie inicjowane w tym zwiazku sa z blachych powodow. Obraza o szyszki, o to ze nie zwrocila uwagi na to ze mu goraco w kinie. To przeciez dziecinada.

Robert musi wybrac. Albo bedzie dojrzalym mezczyzna szanujacym swoja parnerke, wspierajacym, kochajacym bez wzgledu na okolicznosci zgodnie z trescia hipotetycznej przysiegi, takze odpowiedzialnym, organizujacym, rowniez wyczekujacym w spokoju, godzacym sie na to ze seks nie bedzie codziennie, ze to ze swojej strony musi nauczyc sie okazywac milosc, czulosc, umiejacy sie godzic z zupelnie normalnymi rzeczami jak codzienne zmeczenie, zabieganie, ale rowniez organizujacym zmiany, nie ulegajacym rutynie .... albo bedzie dzieckiem oczekujacym zainteresowania, codziennych "dowodow" milosci w postaci "namietnego seksu", itp. Byc moze kiedys ludzie stworza takie roboty ale dzisiaj czlowiek jest tylko czlowiekiem.

Tutaj jest brak zrozumienia u Roberta jego parnerki. Tego ze ludzie maja rozne charaktery. Podam tutaj przyklad mojej kuzynki. Ona zywiolowa, maz taki ciapiak. Ona przez lata czula sie zle w tym zwiazku, oczekiwala od meza zywiolowosci, namietnosci. Po latach kiedy zauwazyla wiele jego zalet - staly, odpowiedzialny, nigdy nie zdradzil jak u kolezanek a potem jej samej potrzeby zmalaly i przeczytala ksiazke o roznych charakterach ludzi, zrozumiala kim jest jej maz, jaki ma charakter nagle go zaakceptowala i poczula sie szczesliwa. A przeciez maz jej sie nie zmienil. To ona zmienila sie w swojej glowie przechodzac droge od niezadowolenia do szczescia. Od nieakceptacji do akceptacji parnera nawet po czesci zmuszona wczesniej do bycia z nim z racji wiary i nierozerwalnosci wezla malzenskiego. Dalo jej to sile do pracy i do poszukiwania zrozumienia parnera.

303 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-12-15 17:38:36)

Odp: Dziwny związek...

Mańku,

Niezależnie od tego, że widzę Twoje racje i i mają one sens -a pomimo tego nie musimy się zgadzać w kwestii kto tu jest większym 'egoistą' w tej relacji, to dla mnie ta sprawa zamyka się na TĄ chwilę (powtarzam - na TEN moment,  kiedy już to wszystko zaszło tak daleko, że nie ma co zbierać) w innych punktach:

1. Dzieciństwo (obojga) nie może i nie powinno stanowić OSNOWY wokół której jedna ze stron musi rozwiązywać aktywnie problemy tej drugiej i niejako ciągnąć ja przez życie, uświadamiając jej co krok, że JEST problem i należałoby się nad nim chociaż pochylić, spróbować cokolwiek zrobić, gdy druga strona żyje w swoim świecie, zabarykadowana w zaprzeczeniu.
Czym innym jest WSPARCIE, gdy oboje partnerzy zaangażowani są w ulepszanie czegoś w sobie i swoim podejściu, a czym innym chodzenie na kompromis ze swoimi potrzebami, bo partner/partnerka jest totalnie głuchy na moje, bo "on/ona ma problemy z dzieciństwa" - OK, nawet jeśli ma, to nie zwala to automatycznie całej odpowiedzialności za związek na partnera, który miał to dzieciństwo odrobinę "lepsze".
Nie podoba mi się, mańku, to podejście, że robert powinien być specjalista od psychiatrii, jeśli chce być ze swoja żoną, bo ona biedna i ciężkie miała dzieciństwo.

Ja też nie miałam lekko i wiele osób ma jakieś traumy, ale było by skrajna niesprawiedliwością i przerzucaniem odpowiedzialności szukanie rozwiązania i winy TYLKO po stronie osoby roberta, czy kogoś kto ma dość samotnej walki z problemami.

To samo ciągle wyciągasz kwestie ich braku "papierka" - co to ma do rzeczy?Chyba, że masz bardzo tradycyjne poglądy w tej sprawie.
Po drugie- ZNOWU- normalnie o takich sprawach się rozmawia, a tu najwidoczniej partnerka roberta znów podjęła decyzję żeby milczeć i czekać aż ktoś się domyśli? Lub otrzymała jasno odmowę, tak czy inaczej: Zawsze można zareagować, a ona jest typem osoby unikającej wszelkiego typu konfrontacji i jest to makabra, bo nigdy niczego nie da się ustalić, ani nie możesz być pewna co naprawdę myśli/czuje taka osoba. Ze nawet jak pozornie jest ok, to w jej głowie toczy się jakiś alternatywny scenariusz, o którym nigdy się nie dowiesz, a tymczasem sabotuje ona związek.

2. Kwestie zachowań w domu -owszem, znamy tylko od strony tego jak to widzi robert, ale z tego co napisał, żona WIE o tym temacie i gdyby tylko chciała, odniosłaby się.
Ja tu naprawdę po jej stronie nie widzę żadnych chęci, a jedynie wykorzystanie faktu, że ona doskonale wie, że w tym momencie to ona jest Sprite, a on pragnienie wink więc ona palcem nie kiwnie.
Jeszcze ten tekst: "Ona nie odejdzie, bo jej tak dobrze." Czytaj: Jak chcesz to odejdź, mnie tam rybka generalnie, ale żeby nie wyjść na tą zła to ci wciskam kit, jak to mi z tobą dobrze i mi zależy, a tymczasem idź się zajmij sobą, bo rozmawiamy już całe 2 min. a ja muszę zrobić pranie/pogłaskać kota/popracować , etc."



PS. Tu nie chodzi o to, że tylko jedna strona jest "winna", bo założę się, że robert przez te 10 lat na pewno coś naknocił czy mniej lub bardziej świadomie zranił tę kobietę, ale to się zdarza między ludźmi. Natomiast problemem jest BRAK KOMUNIKACJI.
Bo można "trawić" problem lub krzywdę krócej lub dłużej, ale twierdzić, że wszystko jest zajebiście i super, kiedy relacja wisi na włosku i robić idiotę z partnera i z siebie to trochę inna bajka..

Ja myślę, że oni TOTALNIE do siebie nie pasują, nigdy nie pasowali.
Zbyt wiele zaniechań po drodze by dało się to jeszcze naprawić, a jeszcze robert napisał, że jeśli- to robi to ze względu na dzieci.. no to jaki w tym sens?

Ludzie to nie XIX wiek, ani nie podpisywaliście jakiegoś paktu, że musicie się kisić w tym sosie do śmierci. Nie możecie się dogadać, bo jedna strona konsekwentnie unika konfrontacji (z jakichś sobie znanych powodów) - to nic na siłę.
A dzieci doskonale widzą co jest grane i nie róbcie z nich "argumentu" dla swojego braku decyzyjności.

304

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

To samo ciągle wyciągasz kwestie ich braku "papierka" - co to ma do rzeczy?Chyba, że masz bardzo tradycyjne poglądy w tej sprawie.
Po drugie- ZNOWU- normalnie o takich sprawach się rozmawia, a tu najwidoczniej partnerka roberta znów podjęła decyzję żeby milczeć i czekać aż ktoś się domyśli? Lub otrzymała jasno odmowę, tak czy inaczej: Zawsze można zareagować, a ona jest typem osoby unikającej wszelkiego typu konfrontacji i jest to makabra, bo nigdy niczego nie da się ustalić, ani nie możesz być pewna co naprawdę myśli/czuje taka osoba. Ze nawet jak pozornie jest ok, to w jej głowie toczy się jakiś alternatywny scenariusz, o którym nigdy się nie dowiesz, a tymczasem sabotuje ona związek.

2. Kwestie zachowań w domu -owszem, znamy tylko od strony tego jak to widzi robert, ale z tego co napisał, żona WIE o tym temacie i gdyby tylko chciała, odniosłaby się.
Ja tu naprawdę po jej stronie nie widzę żadnych chęci, a jedynie wykorzystanie faktu, że ona doskonale wie, że w tym momencie to ona jest Sprite, a on pragnienie wink więc ona palcem nie kiwnie.
Jeszcze ten tekst: "Ona nie odejdzie, bo jej tak dobrze." Czytaj: Jak chcesz to odejdź, mnie tam rybka generalnie, ale żeby nie wyjść na tą zła to ci wciskam kit, jak to mi z tobą dobrze i mi zależy, a tymczasem idź się zajmij sobą, bo rozmawiamy już całe 2 min. a ja muszę zrobić pranie/pogłaskać kota/popracować , etc."



PS. Tu nie chodzi o to, że tylko jedna strona jest "winna", bo założę się, że robert przez te 10 lat na pewno coś naknocił czy mniej lub bardziej świadomie zranił tę kobietę, ale to się zdarza między ludźmi. Natomiast problemem jest BRAK KOMUNIKACJI.
Bo można "trawić" problem lub krzywdę krócej lub dłużej, ale twierdzić, że wszystko jest zajebiście i super, kiedy relacja wisi na włosku i robić idiotę z partnera i z siebie to trochę inna bajka..

.

Elle, idealnie to ujełaś.

Pamiętam dobrze jakieś 3-4 lata temu ,te same rzeczy do niej wypowiadałem a odpowiedzią było: Miśku przestań wymyślać jest wszystko dobrze.
Co ja mówię wczoraj dostałem sms-a że u niej jest miłość do mnie,a te problemy to imaginacje:)
Dopiero po moim milczeniu napisała następnego w którym stwierdziła że cyt. ,, Tak wiem ze stałam sie oschła i obojętna wobec ciebie ale to dlatego ze nasze rozmowy kończą sie kłótnią,,.

Czyli dla niej idealna sytuacja to jest ,cicho być,nic nei mówić,nie poruszać problemów bo zamieciemy je pod dywan..a jak sie pokłócimy to pomilczymy 3 tygodnie i nam przejdzie...a tymczasem zajmijmy sie pracą,domem.

Czy ja coś nabroiłem...przez te 9 lat.

Tak nabroiłem,bardzo nabroiłem. Największym grzechem jaki wypomina mi moja dziewczyna jest to że potrafiłem w kłotniach kiedyś dawno temu używać niecenzuralnych słów w jej kierunku. Jednak moje status quo nie zmieniło sie....tyle że przestałem się kłócić,a nawet konczyłem temat by nie szło to za daleko. Jednak powód tego jest absolutnie taki sam identyczny od lat - jej wycofanie. Problem w tym ze kiedyś jak to się zaczeło nie rozumiałem tego zachowania,nie szukałem rad na forach ,u psychologów tylko...liczyłem na moje zdolnosci do konwersacjii i najzwyczejniej chciałem pogadać by sie dowiedzieć w czym jest problem...nie dowiedziałem sie.
Najpierw rozmawiałem i sie kłóciłem,potem rozmawiałem ale juz bez kłótni,po prostu jak nie chcaiła rozmawiać to milczenie,potem zobojetniałem zupełnie ...a potem sie wyprowadziłem.Moje reakcje przez lata sie zmieniały na ten sam motyw,jej nigdy przenigdy nie zmieniła swojego podejscia.

Ja już nawet nie chciałem jej zmieniać bo zrozumiałem ze tak nie mozna...po prostu liczyłem na ZMIANĘ PODEJSCIA - bez skutku.

Ona pisze mi smsy ze mam wrócic do domu.....NIE DO NIEJ....tylko do domu,ona wmawia sobie ze ja zostawiłem dom a nei ją. Dostałem 5 długich smsów i w zadnym z nich nie było krzty uczucia,tylko zimna kalkulacja i namawianie na powrót,a to dzieci,a to ze przeciez sie kochamy(puste słowo).
Przez gardło jej nie przejdzie sekwencja typu:
Ale dlaczego sie wyprowadzasz,co sie stało,przeciez ja cie kocham ,ty mnie kochasz,nie chcę zyc bez ciebie itd.

zamiast tego jest:
Zle robisz,pomysl o dzieciach my nie jestesmy wazni tylko liczy sie dobro dzieci:)

305

Odp: Dziwny związek...

Beznadziejne, zimne babsko. Tyle Ci powiem.

Ja bym nie dała rady w takiej lodówce, a Ty też masz prawo jeszcze sobie życie poukładać- dzieci to nie "wyrok", można się nimi opiekować i kochać je poświęcając im dobry jakościowo czas -to się liczy, a nie bycie w domu 24/24 a nic dobrego z tego nie wynika.

Zmiatanie problemów pod dywan i milczenie tygodniami- znam to b. dobrze i wiem, że dziś po 1 takiej akcji już bym z taką osobą nie próbowała niczego negocjować, tłumaczyć.

Tak jak są "dorośli faceci z resorakiem w ręku" -niezdolni do tworzenia dojrzałego związku, w którym się ROZMAWIA przede wszystkim, tak są tez wieczne dziewczynki -jak Twoja partnerka, dla których związek polega na zrobieniu sobie dzieci, a następnie hodowaniu ich wspólnie.

Bądź konsekwentny cokolwiek nie postanowisz, inaczej nigdy nic się nie zmieni.

306

Odp: Dziwny związek...

To nie jej wina że wyniosła z rodziny takie wzorce. Ja tylko mam nadzieję żre jak się rozwiedzie to kogoś znajdzie. Bo Robert na pewno sobie poradzi. Teraz widzę że myliłem się co do jego pierwszej diagnozy.

307 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-16 10:12:03)

Odp: Dziwny związek...

Jeszcze dodam coś o sobie.
Ja nie byłem święty w tym związku,to nie tak ze ja nie zrobiłem nic złego.Zrobiłem ,bo jej nie rozumiałem,były miedzy nami kiedyś mocne kłótnie,padały nieraz bardzo przykre słowa,ja ją tym raniłem ,tymi słowami wypowiadanymi w afekcie.Ma ona do mnie o to pretensje i zawsze mi wymawiała że to przez to stała się taka.
Starałem się to rozumieć,i starałem sie inaczej rozmawiać inaczej do niej podchodzić, nieraz brakowało mi już pomysłów i cierpliwości,to zwykła frustracja bo widziałem jak sie oddalamy i jednocześnie ranimy.
Ale przecież te kłótnie miały swój powód,mimo wszystko zawsze chodziło mi op cel a nie sam środek do celu. Jej nie chodziło nigdy o to o czym chcemy pogadać tylko W JAKI SPOSÓB JA TO ROBIĘ....dowiadywałem sie ze zawsze robię to zle,zle do niej podchodzę...bo rozmawiam o rzeczach dla niej niewygodnych, o nas ,o naszym związku,o naszym seksie, itd....o wszystkich czego nas dotyczy....nie o dzieciach,prcay czy wakacjach bo na te tematy z rozmowami nihgdy kłopotu nie było,,byle tylko nie rozmawiać o nas.

Ona mówiła mi że ja próbuje coś zmienić ale używam złych metod. Ok nie zaprzeczam,mam refleksje na sobą i zawsze jestem gotówe do kompromisu,ale nie jestem do cholery etatowym psychologiem,nie kształciłem sie w tym kierunku i pewne rzeczy mogą wydać mi się dziwne lub zaskakujące,a przez to i moje reakcje.Po prostu uważam że mam prawo coś zrobić,i się pomylić,ale coś jednak robić.Ona wychodziła z założenia że jesli nie jesteś pewny efektu końcowego to lepiej nie zaczynaj,nie rób i nie mów nic.


Zawsze trafiałem na mur, kurde z tym naprawdę nie udawało mi się poradzić.nie znałem wczesniej w moim zyciu takiej osoby która miałaby problem z wyrazeniem zdania czy emocjii,znie miałem nigdy takich wzorów zachowań do którymmógłbym porównać jej zachowaniew tej kwestii..
Ostatnie dni nasze to już byłą istna tresura.
Zaczynam rozmowe o czymś i słyszę cyt. ,, Nie mów do mnie bo zacznę milczeć i efekt będzie odwrotny,,  Czy po takim tekscie mielibyście jakikolwiek pomysł na dotarcie do danej osoby?
Dla mnei takie teksty to jest dopiero trauma...nigdy przenigdy nie spotkałem nikogo kto w ten sposób sprowadzał by rozmówce do parteru.

A wszystko dlatego ze jak ona sie wyraziła ,,ja nie umiem rozmawiać,, . Naprawdę mimo jej deklaracjii o tym że ona kocha ja już tego nie czuję,nie czuję od niej miłości jedynie epizodyczne pozytywne motywy..które można by było wziąć za dobrą kartę.

Maniek mnie zmieszał z błotem,i w sumie dobrze...ale ja nie umiem tak do końca być samarytaninem,biczowanie sie z usmiechem na twarzy ma gdzieś swój kres.

Gdyby nasz związek cierpiał z powodu błachych rzeczy jak pieniądze,jakieś nałogi,brak pracy,brak pomysłów i perpektyw,to bym sie roześmiał i rozwiązał te błache problemiki...ale nasz związek cierpi przez całkowity brak fundamentu. Można mieć bardzo fajny ,nowy samochód ale jak ktoś nie będzie wiedział gdzie jest wlew paliwa to będzie to jedynie ładna kupa żelastwa stojąca martwo na parkaingu.
Ja w tym związku nie wiem gdzie jest ten wlew żeby dolac paliwa i żeby on ruszył z miejsca.

W głebi serca ja nie wiem czy moja kobieta mnie kocha czy nie kocha ,pożada czy nie,lubi czy nienawidzi,jest jej dobrze czy nie dobrze przy mnie.....ta niepewność już mnie wypaliła. Ona pozostaje zawsze na swojej bezpiecznej ,wywazonej,wymuskanej pozycjii i nie wychyli sie ani w jedną ani w drugą stronę.

Maniek pisze ze jestem egoista,myslę o sobie.TAK myślę o sobie,ale mysle tez o niej o dzieciach,to nie tak ze jestem czy byłęm zimnym wyrachowanym sukinsynem który chciał tylko przedłużenia gatunku i niewolnicy w domu - to byłoby chore.
Maniek napisał ze chciałem maszyny do seksu.Ależ absolutnie ale czy jako trzydziestoparoletni facet bedący z z trzydziestolenią kobieta miałem sie wykastrować? Ok mógłbym to zrobić...DLA ZWIĄZKU...wtedy pewnie nie byłbym egoistą, takim idiotą który wczesniej nie mógł zrozumieć jak to jest ze jak kobieta chce dziecko to wskakuje ci do łózka co 4 godziny,by po tym czasie oznajmić że jej potrzeby to raz na miesiąc.
Maniek,ja ci powiem jakie ja mam wzorce....nic specjalnego pewnie wiele osób ma podobnie,otóż moje wzorce to mama,ojczym,dziadkowie,babcie.wujkowie...ludzie którzy od młodego mieli wpływ na moje wychowanie,postrzeganie wielu rzeczy. Taki punkt odniesienia,oczywiscie mam swiadomość ze nie mogężadać np. od mojej partnerki zeby była taka jak byli moi bliscy,ale niestety mam takie wzory i wiem jak mozna sie zachowywac czy zyć i wiem co jest w zasięgu przeciętnego człowieka. jesli 30-letnia kobieta nie umie np. usmazyć jajka na patelni,to ja będe bardzo tym zdziwiony....ale nigdy jej za to nie zrugam że ona nie umie a w moim mniemaniu powinna. Szanuje ze ktos moze byc inny ale nie mogę przejsc obojetnie kiedy ktoś coś chce, ale nie chce sie o to postarac, chce zeby samo mu z nieba spadło.

Zawsze mnie uczono ,taki mam wzór działania że jesli jest dobry cel,to mozna o niego powalczyć,wyłamać sie nawet z obowiązująch norm,i próbować go osiągnąć,i spotakałem na swojej drodze kogoś skrajnie odmiennego,dla kogo cel wazny nie jest  ,że wazne jest JAk SIE ROZMAWIA. Ona mi zawsze mówiła szanuj moje zdanie,szanuj to ze ja nie chce rozmawiać,że ja chce to czy tamto,szanuj to że zdrowa 30 latka nie chce seksu ze swoim ukochanym misiem, szanuj ze jestem oschła i wycofana...bo sam do tego doprowadziłeś, mimo ze w mojej głowie prowadziło to w efekcie do własnie zamiatania pod dywan,do siedzenia cicho,czyli jesli o czymś nie rozmawiamy to tego nie ma. Coś jak znany slogan ,,Jesli nie ma cię na fejsbuku ,to nie istniejesz smile.Dla mnie ponad moje siły.

Przepraszam za ten przydługi tekst,ale mam potrzebe wyrzucenia tego z siebie.
pozdrawiam

308 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-12-16 15:09:31)

Odp: Dziwny związek...

robert, to jest kawał wyrachowanej egoistki - i to na pewno nie jest 1 wariant, o którym pisał maniek.

Teksty: "Uszanuj to, że nie będę rozmawiać, że jestem taka i owaka..że mam Cię w d..." albo "Koniec tej rozmowy, bo zacznę milczeć" BARDZO mi przypominają takiego jednego debila emocjonalnego, przepraszam za dosadność.

Ja tez próbowałam rozmawiać, czego z perspektywy czasu żałuję.
To jest kwestia braku ELEMENTARNEGO szacunku do Twoich uczuć i ekstremalne skupienie na sobie zadufanej w sobie podstarzałej już nieco księżniczki.

I jeszcze ciągłe odmawianie seksu też bez podania powodu..MA SA KRA.
Saddam w spódnicy. wink

Ratuj się robert i uciekaj od tego bezuczuciowego, zgorzkniałego pudła, zanim zupełnie zniszczy Twoja wiarę, że cokolwiek dobrego Cię czeka.

309 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-12-16 15:21:00)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

robert, to jest kawał wyrachowanej egoistki - i to na pewno nie jest 1 wariant, o którym pisał maniek.

Teksty: "Uszanuj to, że nie będę rozmawiać, że jestem taka i owaka..że mam Cię w d..." albo "Koniec tej rozmowy, bo zacznę milczeć" BARDZO mi przypominają takiego jednego debila emocjonalnego, przepraszam za dosadność.

Ja tez próbowałam rozmawiać, czego z perspektywy czasu żałuję.
To jest kwestia braku ELEMENTARNEGO szacunku do Twoich uczuć i ekstremalne skupienie na sobie zadufanej w sobie podstarzałej już nieco księżniczki.

I jeszcze ciągłe odmawianie seksu też bez podania powodu..MA SA KRA.
Saddam w spódnicy. wink

Ratuj się robert i uciekaj od tego bezuczuciowego, zgorzkniałego pudła, zanim zupełnie zniszczy Twoja wiarę, że cokolwiek dobrego Cię czeka.

Elle88 - prosze wytlumacz mi jedną rzecz :

Dlaczego ona taka sie stało po 3latach zwiazku z Robertem ??
Wczesniej była otwarta , okazywała uczucia , troszczyla sie sie o niego, ona zabiegała o niego  - była taka jaka on chciał,  taka ją pokochał . Natomiast on miał dystans.

310

Odp: Dziwny związek...

ryba81: Z tego jak ja zrozumiałam wpisy autora, to w którymś momencie on napisał, że ona ZAWSZE była taka skryta i miała problem z mówieniem co myśli, co czuje. Nie wiem też czy dobrze kojarzę cyfry wink, ale zmieniło jej się PO dzieciach ? (może coś mylę, jeśli tak to mnie poprawcie). Po prostu niektóre kobiety jeszcze ciągle podchodzą do związku na zasadzie: zagiąć parol na faceta, urodzić dzieci (najlepiej jeszcze wziąć ślub) i "można odetchnąć" -czyt. olać. Swój "obowiązek" wzgl. społ. spełniłam.

Jakkolwiek, jeśli nie było zdrad czy innych rażących "błędów" podobnego kalibru, a jedynie kłótnie wynikające ze skrajnego niedopasowania charakterów, to autor latami próbował z nią rozmawiać, ale ona konsekwentnie podejmowała decyzje, że to ONA ma rację i rozmawiać nie ma o czym - bierna agresja z jej strony: jest albo tak jak ona chce albo karała go milczeniem. Skur....stwo moim zdaniem wysokiej klasy. Bo to jest celowe ranienie partnera tylko 'w białych rękawiczkach' - wyżyny manipulacji, coś czym po przemocy wprost najbardziej gardzę w partnerstwie.

Pytasz JAK to możliwe , że po 3 latach?
A słyszałaś o tym, że okres zakochania/motylków trwa mniej więcej tyle do 3-4 lat? wink
Przeszło jej i stwierdziła, że autor taki jaki jest jej nie pasuje, ale zrobi sobie dzieci -albo inaczej, skoro już są, to będzie go obok siebie zwyczajnie "tolerować" jak zło konieczne, rozmawiać i sypiać ze sobą nie muszą.
Zdarza się tak? Zdarza.

311 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-16 18:03:24)

Odp: Dziwny związek...

Chciałem żebyście mieli także mozliwość wysłuchania drugiej strony,miała tu napisać,chciałem tego zeby spojrzenie na sprawe było obiektywne ,takze zeby zobaczyc jej  ,,wersje,, .Niewiem teraz czy to nastąpi po tym co sie stało,ale mimo to postaram sie jej o tym przypomniec,zresztą jakby chciała to sama by napisała,kurde mineło tyle czasu od napisania tego tematu a ona jak jeszcze byłem w domu  to mówiła ze ona nie wie gdzie ten temat..itd. jak coś kogoś nie interesuje to tak jest.

Tak Elle, ten deficyt uczuć i lekkie wycofanie zaczeło sie po 2-3 latach związku,na poczatku to nie zwracałem zbytniej uwagi,bo przyczyny mogą byc rózne.

Tak teraz z perspektywy czasu dokładnie widzę jak od p[oczątku była taka własnie...hmmm ciezko to okreslić...taka spokojna i niespontaniczna,taka hiperstabilna...ciezko było ją że tak powiem wyrwać w takie spontaniczne relacje...ale ja tego wtedy jeszcze w ogóle nie widziałem ,to były poczatki.
Acha i jeszcze jedno....zapomniałem.

Ona po alkoholu,choc nie pije duzo i cvzesto...zmienia sie diametralnie.....zaczyna byc wesoła,otwarta,zaczyna sie tulić,,chce seksu,ale jesli chodzi o rozmowę o uczuciach to nadal ona nie rozmawia...zreszta jak jest picie czy impreza to to niktr nie mysli zeby gadac o jakis problemach wiec jakby sytuacja nie istnieje....tak to jest prawidłowość 100%-owa. No ale co mam ją upijać ciagle..? smile

Ona mi generalnie seksu nie odmawiała no chyba ze po kłótni...chodzi o to ze na moje pytanie dlaczego jesteś taka oschła i np. nie inicjujesz czyli defakto nie masz ochoty na seks.Ona odpowiadała ...no moze być seks ale ja nie zaczne bo ja taka jestem. Więc albo ty sobie ,,wezmiesz sam,, albo idziemy spać. Dosłownie takie coś. Czyli generalnie ja miałem ....nie wiem jak to kulturalnie wyrazić i nikogo nie urazić,..hmm miałem dostęp do niej....ale to było bez uczucia i chęci z jej strony,równie dobrze mógłbym odpalić redtube...zero emocjii .Ja akurat taki jestem ze nie uprawiam seksu bez emocjii,bez miłości,tzn. muszę byc z kobietą do której coś czuję,że są jakieś relacje miedzy nami,inaczej seks nie daje mi satysfakcjii.
Kiedyś jak byłem młody jeden raz zdarzyło mi sie ze skorzystałem z usług prostytutki...miałem 19 lat ,hormony szalały,chciałem zobaczyć jak to jest i...nigdy wiecej.Po prostu seks bez krzty uczucia jest tragiczny dla mnie,nie ma pożądania,pasjii itd. tylko takie ,,spuszczenie z kręgosłupa,, ,mnie to nie interesuje....tym bardziej w związku .

Dodam jeszcze ciekawe zjawisko które w temacie seksu u nas było,a nigdy wczesniej nie miałem z czymś takim do czynienia.
Otóż ona jest mistrzynią w wynajdywaniu tzw. ,,dobrych powodów,, do wszystkiego. W temacie niechęci do seksu było to mniej wiecej chronologiczne ; wydaje ci się,przeciez jest seks,przecież przedwczoraj był seks, ja o tym nie myślę,jestem zmęczona,brzuch mnie boli,głowa mnie boli:), mam okres,nie mam okresu, co ty myslisz ze jak sie kłócimy to ja potem sie na ciebie rzucę?, nie chce bo mnie wyzwałeś(w kłótni),nie chce bo jeszcze nie doszłam do siebie,nie mam chęci,wszystko mnie boli,nie ma czasu,nie ma gdzie,dzieci nie spią,dzieci się obudzą....potem był level wyżej: i dowiedziałem sie ze ja potrzebuje rzadziej niz ty,mam inny temperament:),potem ja potzrebuje raz na miesiąc,potem raz na 3 tygodnie,potem ze ja taka jużj jestem ,uszanuj to....,seks nie jest najwazniejszy,ja nic złego nierobię...zawsze słyszałem tylko że ona nic złego nie robi.
I teraz najlepsze, ostatnio mi powiedziała że ona jest neichetna bo ja jej nie szanuje( w domyśle,nie szanuje ze ona nie jest chętna),czyli mam nie pyatć o seks i brac sobie raz na 3 tygodnie sam. smile Po prostu zamknęła mnie w takim kółku graniastym z którego nie ma wyjscia...taki labirynt jak cube..gdzie w trakcie mozna dowolnie przestawiać sciany i w rezultacie nigdy nie znależć wyjscia smile Teraz już trochę sie z tego smieje...ale uwierzcie były tygodnie ze siedziałem sfrustrowany i nie wiedziałem kompletnie jaki jest prawdziwy powód,bo podała ich tyle i tak je zmieniała ze nikt by na logikę nie doszedł gdzie tu jest sedno.
Nigdy nie widziałem u niej pożądania,wiecie kobiety o co mi chodzi...jak kobieta ma  na faceta ochotę i potrafi to przekazać i pokazać...ja w tym związku tego nie zaznałem..zaznaczam bez moich wczesniejszych nagabywań,czyli ze ona sama z siebie.Innymi słowy jesli ja sie nie postarałem,i potem nie wziołem sobie sam tego to seksu niet.

Wyobrazcie sobie moją frustracje na taki bieg wydarzeń a miałem ich w tym związku setki:

Ona nie chce seksu,ja przychodzę i pytam  co sie stało...jakieś wytłumaczenie,kolejne,wiec ja naciskam zeby razem ustalić co jest przyczyną i wyeliminować i nei bedzie problemu. Ale rozmowa konczy sie kłótnią....3 dni potem albo tydzien niewazne...ja sie znowu pytam cos sie dzieje ze ona nie ma ochoty..a ona na to ze jak mam miec ochote skoro pokłócilismy sie tydzień wczesniej...
a POKŁÓCILISMY SIE O TO ZE SPYTAŁEM  O JEJ CHĘCI smile

Rozumiecie....? Zapętlała ten problem (jeden z kilku) i tłumaczyła sie niechęcią do seksu , tym co sama robiła.


pozdrawiam
dzięki i pozdrawiam

312

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Chciałem żebyście mieli także mozliwość wysłuchania drugiej strony,miała tu napisać,chciałem tego zeby spojrzenie na sprawe było obiektywne ,takze zeby zobaczyc jej  ,,wersje,, .Niewiem teraz czy to nastąpi po tym co sie stało,ale mimo to postaram sie jej o tym przypomniec,zresztą jakby chciała to sama by napisała,kurde mineło tyle czasu od napisania tego tematu a ona jak jeszcze byłem w domu  to mówiła ze ona nie wie gdzie ten temat..itd. jak coś kogoś nie interesuje to tak jest.

Tak Elle, ten deficyt uczuć i lekkie wycofanie zaczeło sie po 2-3 latach związku,na poczatku to nie zwracałem zbytniej uwagi,bo przyczyny mogą byc rózne.

Tak teraz z perspektywy czasu dokładnie widzę jak od p[oczątku była taka własnie...hmmm ciezko to okreslić...taka spokojna i niespontaniczna,taka hiperstabilna...ciezko było ją że tak powiem wyrwać w takie spontaniczne relacje...ale ja tego wtedy jeszcze w ogóle nie widziałem ,to były poczatki.
Acha i jeszcze jedno....zapomniałem.

Ona po alkoholu,choc nie pije duzo i cvzesto...zmienia sie diametralnie.....zaczyna byc wesoła,otwarta,zaczyna sie tulić,,chce seksu,ale jesli chodzi o rozmowę o uczuciach to nadal ona nie rozmawia...zreszta jak jest picie czy impreza to to niktr nie mysli zeby gadac o jakis problemach wiec jakby sytuacja nie istnieje....tak to jest prawidłowość 100%-owa. No ale co mam ją upijać ciagle..? smile

Ona mi generalnie seksu nie odmawiała no chyba ze po kłótni...chodzi o to ze na moje pytanie dlaczego jesteś taka oschła i np. nie inicjujesz czyli defakto nie masz ochoty na seks.Ona odpowiadała ...no moze być seks ale ja nie zaczne bo ja taka jestem. Więc albo ty sobie ,,wezmiesz sam,, albo idziemy spać. Dosłownie takie coś. Czyli generalnie ja miałem ....nie wiem jak to kulturalnie wyrazić i nikogo nie urazić,..hmm miałem dostęp do niej....ale to było bez uczucia i chęci z jej strony,równie dobrze mógłbym odpalić redtube...zero emocjii .Ja akurat taki jestem ze nie uprawiam seksu bez emocjii,bez miłości,tzn. muszę byc z kobietą do której coś czuję,że są jakieś relacje miedzy nami,inaczej seks nie daje mi satysfakcjii.
Kiedyś jak byłem młody jeden raz zdarzyło mi sie ze skorzystałem z usług prostytutki...miałem 19 lat ,hormony szalały,chciałem zobaczyć jak to jest i...nigdy wiecej.Po prostu seks bez krzty uczucia jest tragiczny dla mnie,nie ma pożądania,pasjii itd. tylko takie ,,spuszczenie z kręgosłupa,, ,mnie to nie interesuje....tym bardziej w związku .

Dodam jeszcze ciekawe zjawisko które w temacie seksu u nas było,a nigdy wczesniej nie miałem z czymś takim do czynienia.
Otóż ona jest mistrzynią w wynajdywaniu tzw. ,,dobrych powodów,, do wszystkiego. W temacie niechęci do seksu było to mniej wiecej chronologiczne ; wydaje ci się,przeciez jest seks,przecież przedwczoraj był seks, ja o tym nie myślę,jestem zmęczona,brzuch mnie boli,głowa mnie boli:), mam okres,nie mam okresu, co ty myslisz ze jak sie kłócimy to ja potem sie na ciebie rzucę?, nie chce bo mnie wyzwałeś(w kłótni),nie chce bo jeszcze nie doszłam do siebie,nie mam chęci,wszystko mnie boli,nie ma czasu,nie ma gdzie,dzieci nie spią,dzieci się obudzą....potem był level wyżej: i dowiedziałem sie ze ja potrzebuje rzadziej niz ty,mam inny temperament:),potem ja potzrebuje raz na miesiąc,potem raz na 3 tygodnie,potem ze ja taka jużj jestem ,uszanuj to....,seks nie jest najwazniejszy,ja nic złego nierobię...zawsze słyszałem tylko że ona nic złego nie robi.
I teraz najlepsze, ostatnio mi powiedziała że ona jest neichetna bo ja jej nie szanuje( w domyśle,nie szanuje ze ona nie jest chętna),czyli mam nie pyatć o seks i brac sobie raz na 3 tygodnie sam. smile Po prostu zamknęła mnie w takim kółku graniastym z którego nie ma wyjscia...taki labirynt jak cube..gdzie w trakcie mozna dowolnie przestawiać sciany i w rezultacie nigdy nie znależć wyjscia smile Teraz już trochę sie z tego smieje...ale uwierzcie były tygodnie ze siedziałem sfrustrowany i nie wiedziałem kompletnie jaki jest prawdziwy powód,bo podała ich tyle i tak je zmieniała ze nikt by na logikę nie doszedł gdzie tu jest sedno.
Nigdy nie widziałem u niej pożądania,wiecie kobiety o co mi chodzi...jak kobieta ma  na faceta ochotę i potrafi to przekazać i pokazać...ja w tym związku tego nie zaznałem..zaznaczam bez moich wczesniejszych nagabywań,czyli ze ona sama z siebie.Innymi słowy jesli ja sie nie postarałem,i potem nie wziołem sobie sam tego to seksu niet.

Wyobrazcie sobie moją frustracje na taki bieg wydarzeń a miałem ich w tym związku setki:

Ona nie chce seksu,ja przychodzę i pytam  co sie stało...jakieś wytłumaczenie,kolejne,wiec ja naciskam zeby razem ustalić co jest przyczyną i wyeliminować i nei bedzie problemu. Ale rozmowa konczy sie kłótnią....3 dni potem albo tydzien niewazne...ja sie znowu pytam cos sie dzieje ze ona nie ma ochoty..a ona na to ze jak mam miec ochote skoro pokłócilismy sie tydzień wczesniej...
a POKŁÓCILISMY SIE O TO ZE SPYTAŁEM  O JEJ CHĘCI smile

Rozumiecie....? Zapętlała ten problem (jeden z kilku) i tłumaczyła sie niechęcią do seksu , tym co sama robiła.


pozdrawiam
dzięki i pozdrawiam

To świetna kobieta do ćwiczenia technik radzenia sobie z kontrolą emocji. Dzięki temu, że partner daje się podpuszczać osiąga swoje cele - wydaje mi się, że ten sposób manipulacji partnerem leży u podstaw części przypadków przemocy domowej, bo facet czuje że został wyrolowany, nie wie dlaczego i chce bić  - lub w wariancie "soft" przynajmniej wyzywać. Niezależnie jak to się skończy, będziesz miał jeszcze wiele okazji aby przerobić sobie z nią takie techniki rozmawiania, które nie pozwalają jej na pokłócenie się, ucieczkę od problemu, zmianę tematu, wprowadzenie nowego intrygującego zdarzenia odwracającego uwagę. IMHO jest lepsza od ciebie w tym, manipuluje twoją SKŁONNOŚCIĄ DO ŁATWEGO URUCHAMIANIA EMOCJI - zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Niestety nie gra czysto, i za każdym razem gdy włącza ci się "święte oburzenie" z tego powodu jest w stanie wygrać to oburzenie na swoją korzyść.

Niezależnie od tego jak wielki masz z tym problem, i mimo tego że masz jej już dość jako człowieka, niezmiennie zachęcam aby jakoś zmotywować ją do psychoterapii - dla dzieci nie jest dobrze mieć taki wzorzec matki - zwłaszcza w momencie gdy będą trochę starsze i będą nadawały się do takich i podobnych manipulacji. Być może to właśnie jest najważniejsze co trzeba teraz zrobić. Chodzi zwłaszcza o potencjalne następstwa pozostawania z taką osobą "w roli" matki - kogoś najważniejszego dla kształtowania się każdego człowieka - z pewnością ważniejszego niż żona. Ty możesz od niej odejść. One zostaną i będą ukształtowane przez kogoś takiego(!). To nie jest dobra wiadomość.

313

Odp: Dziwny związek...

Ok,ona przeczytała ostatnie 2 strony tego tematu,gdzie sa juz jakieś pewne wnioski...i ona absolutnie nie zgadza sie z diagnozą jej negatywnego zachowania.

Chciała tu napisać,mniej wiecej podyktowała mi to co mam napisać,postaram sie to strescic,jej słowa:

Mój niedoszły mąż to człowiek apodyktyczny,ewidentny choleryk,nieodpowiedzialny w zyciu.
Moje wycofanie spowodowane jest tym że;
-wyzywa mnie w kłótniach od najgorszych,straszy mnie słowami (zaraz ci z....e )
-jestem przmęczona,przepracowana i mam nadmiar obowiązków domowych

To tyle jak na razie od mojej kobiety.
pozdrawiam

314

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

-wyzywa mnie w kłótniach od najgorszych,straszy mnie słowami (zaraz ci z....e )

Czy to jest prawda ??

315

Odp: Dziwny związek...

Robert
jakby mi facet borował dziurę w brzuchu o sex to też bym już tym rzygała i się zamknęła. Lech Starowicz kiedyś powiedział, sex u kobiety zaczyna się od rana, jeśli kobiecie pomagasz, wspierasz, dajesz uczucie i zrozumienie od samego rana, to wieczorem będzie chętna żeby pójść do łóżka. Ot taka myśl.

Czy naprawdę jest przemęczona, pomagasz jej, ma czas dla siebie?

Wyzywasz ją? No szok, i ty myślisz, ze ona za chwilę z Toba do łóżka pójdzie???

316

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Ok,ona przeczytała ostatnie 2 strony tego tematu,gdzie sa juz jakieś pewne wnioski...i ona absolutnie nie zgadza sie z diagnozą jej negatywnego zachowania.

Chciała tu napisać,mniej wiecej podyktowała mi to co mam napisać,postaram sie to strescic,jej słowa:

Mój niedoszły mąż to człowiek apodyktyczny,ewidentny choleryk,nieodpowiedzialny w zyciu.
Moje wycofanie spowodowane jest tym że;
-wyzywa mnie w kłótniach od najgorszych,straszy mnie słowami (zaraz ci z....e )
-jestem przmęczona,przepracowana i mam nadmiar obowiązków domowych

To tyle jak na razie od mojej kobiety.
pozdrawiam

No proszę, nawet tą przemoc domową wykrakałem... Jesteś jakimś krypto-ADHD :-) Jeśli można Cię tak łatwo prowokować, zawsze poniesiesz "moralną" klęskę - inaczej mówiąc, zrobisz takie rzeczy, które wystarczą aby odmówić Ci czułości, seksu, zainteresowania. Nie ma znaczenia czy w samej "istocie rzeczy" masz rację czy nie. Przemocowiec nie ma racji "z definicji" :-) Żona bez kłopotów zapewni sobie układ przypominający małżeństwo jej rodziców, czyli świat "znany i lubiany", a Ty nie będziesz miał nic do powiedzenia.

317 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-12-17 18:58:13)

Odp: Dziwny związek...

Nie bardzo wierzę w jej wersję, jeśli nawet były kłótnie i wyzwiska to obstawiam jako powód skrajna obojętność z jej strony, czyli eskalacja manipulacji, aż do sprowokowanego wybuchu emocji u roberta.

Ale może jestem uprzedzona, bo mówię z autopsji..
Po prostu wiem jak takie wyrafinowane i podłe milczenie działa na psychikę i do czego może przy dłuższym okresie prowadzić.

Ale może to faktycznie anioł w kobiecej skórze, a autor ja od początku katuje i więzi w piwnicy i dlatego taka jest wink

318

Odp: Dziwny związek...

Zanim cokolwiek napiszę i będę chciał się odniesć do jej słów ,to najpierw niech ona się wypowie do końca.To co napisała to poczatek ,tylko technicznie nie dało rady dalej pisać (brak czasu).
pozdrawiam i dzięki za zainteresowanie tematem

319 Ostatnio edytowany przez kicur (2014-12-17 23:58:58)

Odp: Dziwny związek...

A to prawda że ma nadmiar obowiązków oraz że z każdą kłótnią ją wyzywasz i grozisz ?
U nas jest około pół na pół nieraz więcej(gdy jestem w lepszej formie) nieraz troszkę mniej z mojej strony(gdy pracuję dłużej) ale najczęściej wychodzi pół na pół.

320

Odp: Dziwny związek...

hej ho.
no widzę, że sporo mnie ominęło: oświadczyny, wyprowadzka, biografia partnerki i jej oświadczenie...

Brawo Robercie, że zdecydowałeś się uczciwie napisac jej słowa. Rozumiesz natomiast w jakim świetle Cię to stawia.

robert247 napisał/a:

Mój niedoszły mąż to człowiek apodyktyczny,ewidentny choleryk,nieodpowiedzialny w zyciu.
Moje wycofanie spowodowane jest tym że;
-wyzywa mnie w kłótniach od najgorszych,straszy mnie słowami (zaraz ci z....e )
-jestem przmęczona,przepracowana i mam nadmiar obowiązków domowych

Skoro wyzywasz ją w kłotniach od najgorszych, to jak możesz oczekiwać ciepła, zrozumienia, zainteresowania sobą i głaskania po główce? Aha, i jeszcze nie wyczerpanej ochoty na seks.
To co zostało zainsynowane na początku, o tym Robercie, że możesz być przemocowcem okazuje się prawdą.

Przepracowanie również wydaje się być prawdopodobne biorąc pod uwagę pracę na etat połączoną z wychowaniem 3 dzieci. Nazywa Ciebie "nieodpowiedzialnym w życiu" - trudno się z tym nie zgodzić biorać pod uwagę Twój sposób wypowiadania się: rzadko mówisz o dzieciach i ich roli, chcesz traktować swoją kobietę jak "dziewczynę", nie "żonę". Zauważyło to wiele osób czytających wątek, nie tylko ja.

Myślę Robercie, że brakuje Ci zrozumienia dla swojej partnerki: zarówno samej natury kobiety, jak i wzorców jakie Twoja kobieta wyniosła z domu. Jeśli poskładasz to wszystko w całość, spokojnie przeanalizujesz (może w toku rozmowy z kimś kompetenym) powinno to stowrzyć przejrzystą układankę.
Oczywiście to świetnie, że chcesz coś zrobić z waszą relacją, że szukasz tutaj pomocy, ale to nie wszystko. Mieliście iść do specjalisty: koniec wymówek i odraczania, zróbcie to, jeśli nie, idź sam i przedstaw problem: pokaż, że naprawdę zależy Ci na naprawie i ulepszeniu związku, a nie tylko wyegzkwoaniu swoich roszczeń. Bo niestety mam wrażenie, że te dziwaczne oświadczyny to była karta przetargowa: "ok, oświadczam ci się, będziemy małżeństwem skoro masz się lepiej przez to poczuć, ale przytuaj mnie, zauważaj, rób herbatke i bzykajmy się co noc". Nie tędy droga.

Wydajecie się ludźmi zupełnie odmiennymi pod względem charakteru, wzorców i oczekiwań. Gdyby to była rozkmina między zwykłą parą to dawno bym położyła krzyżyk, ale w związku z tym, że jesteście rodziną dla trójki dzieci (i pewnie są dziesiątki innych zoobowiązań) radzę powalczyć. Dojrzale powalczyć, nie szamotać się między pierścionekiem a pakowaniem walizek.

321 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-29 21:21:51)

Odp: Dziwny związek...

wtam
Jestem dziewczyną Roberta i chciałam dokończyć swój wczesniejszy wpis.
Wyzwiska i krytyka mojego zachowania o których wczesniej napisałam powodowały u mnie uczucie beznadziei,i jesli można to tak nazwać to stany depresyjne z którymi nie umiałam sobie poradzić,ciężko mi było wracać do normalnych relacjii.Potrzebowałam na to zdecydowanie więcej czasu niż mój partner.

Zawsze kiedy mam więcej wolnego,czyli jestem odciążona od obowiązków zawodowych ,nasze relacje się poprawiają ,wynika to również z wielogodzinnych rozmów,przepracowujemy temat szczególnie ostatnio . Nie zgadzam się z opinią niktórych forumowiczów...że jak ktoś nie okazuje uczuć to nie kocha. Nie jest mi potrzebne codzienne okazywanie uczuć, są dni kiedy jestem totalnie zmęczona i nie myśle w ogóle o okazywaniu uczuć.

Bardzo kocham mojego partnera i wierzę że damy sobie radę i podołamy naszym problemom.
Szczerze mówiąc to ja tak jak zawsze mówiłam mojemu partnerowi,nie widzę problemów w naszym związku,opócz oczywiscie naszych kłótni,oraz krytki pod moim adresem.

Nie wiem co mogłabym jeszcze napisać,jeśli macie jakiekolwiek pytania o bardziej szczegółowy rzeczy to chetnie odpowiem.
dziękuje i pozdrawiam

322 Ostatnio edytowany przez renesans (2014-12-29 22:22:58)

Odp: Dziwny związek...

Witamy,

Fajnie jest poznać dwie strony medalu.
To dobrze że Twój partner pozwolił Ci się wypowiedzieć i wyrazić swoje zdanie w kwestii, którą publicznie tu rozważaliśmy. (do tej pory jakby za plecami)
Mam nadzieję że nie masz nam za złe tego że tyle różnorakich myśli spostrzeżeń, ocen i słów.
Każdy z nas starał się znaleźć najbardziej pasujące wytłumaczenie problemu który przedstawił Robert.
Miło, że zagościłaś tu i możesz sama teraz ocenić trafność bądź nie naszych poglądów. Mam nadzieję, że dało Wam to Wiele tematów pod dyskusję, tyle co  nas forumowiczów tyle różnych spojrzeń na temat przyczyn i skutków.
Każdy z nas ma swoje doświadczenia i swoje zdanie w temacie, jednak to co sami ustalicie i wprowadzicie w czyn jest tu najistotniejsze.
Podziwiam Was za to, że podjęliście się tej próby i życzę abyście znaleźli dobre rozwiązanie.
To że nie jest łatwo żyć w związku pokazują tu inne wątki forum.
Nie każdy ma szanse się dogadać, nie każdy tego chce. Dla Was wspólne życie być może otwiera nowy rozdział...
Życzę powodzenia!

323

Odp: Dziwny związek...

Robert,

ja Cię czytam od jakiegoś czasu i bardzo mocno Ci kibicuję. Czuję też co przeżywasz, bo chyba mam podobnie?
W każdym razie - uwielbiam Cię czytać, masz świetne poczucie humoru i - pomimo całego dramatyzmu sytuacji - zdarzało mi się parsknąć śmiechem bo komicznie coś opisałeś - komicznie w pozytywnym znaczeniu.
Dlatego bardzo mocno zaciskam za Ciebie kciuki - jakikolwiek miałby być tego koniec. Niech będzie jak najlepszy dla Ciebie.

324

Odp: Dziwny związek...

To nowa jakość tego forum:D
Czy to jest uczciwe?
Oby.
Tylko w ten sposób naprawdę idzie się dalej.
Życzę byście dalej szli razem, ale na tej ścieżce się nie rozmijali, tylko /docierali/ znaczy się- ewolucja zrozumienia drugiego człowieka.
To forum ku temu sprzyja, bo daje wiele perspektyw. By dotrzeć do prawdy, która jest w nas od narodzin aż do śmierci. Tylko idąc na łatwiznę ,tak łatwo zapominamy co jest najważniejsze. A najważniejsze jest... drugi człowiek który myśli tak samo.
Czy to jest możliwe? Nie , bo jesteśmy indywidualni , na wzór Boga(tego czy owego)
A więc kompromis?  Tak, ale tylko gdy druga istota rozumie sens kompromisu.
Tak trudno znaleźć kogoś kto kocha, bo zatraciliśmy sens w miłość.
Liczy się tylko by było dobrze, tylko komu? Mi, jej , nam wspólnie nigdy? 

ON kocha Ciebie, ma trochę dość, nie dostaje tego, czego mu trzeba.
Ona kocha Go , ma tyle ile jej trzeba.
W tej relacji każdy myśli o sobie.
Gdzie w tej relacji jesteście Oboje ?

325

Odp: Dziwny związek...

Ja znam odwrotną sytuację tyle że jeśli chodzi o nas mężczyzn to jest większa wyrozumiałość jak nie wyrażamy swoich uczuć. Ona ma trochę męski charakter i ma problem z wyrażeniem uczuć co nie jest jej winą po prostu taka jest. Na dodatek zmęczenie znacznie utrudnia jej to zadanie. Nie każdy może non stop skakać wokół swojego partnera czy partnerki życie nie polega wyłącznie na tym. Jak się wymaga to się tez daje a z tym Robert ma tez problem to jest druga strona medalu o której zapomniałeś spanowany.

Posty [ 261 do 325 z 928 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026