Dziękuję wam za wasze spostrzeżenia,ze poświęcacie swój czas zeby tu cos mi doradzić.
Wracając do meritum,postaram sie opisać jej dziecinstwo od małego...kiedyś mi opowiedziała wycinek tamtego okresu.
Jak wspomniałem wczesniej jej rodzice żyją obok siebie,tzn. komunikacja jest ale na poziomie podstawowym..czyli kup chleb...itd. nic więcej tych tzw. ,,uczuć,, jakichkolwiek brak.
To jest zdanie takze mojej kobiety o swoich rodzicach.
Symptomatyczne jest to że mojej kobiecie przez gardło nie przejdzie słowo ,,tata,,, tatuś ,mój kochany tatuś.....odkąd ją poznałem zawsze - ojciec. Ojciec kat i tyran.
Takie same zdanie ma jej rodzenstwo,ale wszyscy juz sie z domu rodzinnego wyprowadzili.
Moja dziewczyna jak miała 3-4 latka to ojciec ją brał za nogi,podnosił głową w dół i bił,ona mi powiedziała ze ze starchu sikała wtedy cały czas pod siebie,matka nie reagowała.
Ogólnie ojciec chciał ustawić dzieci pod siebie,tzn. jak zrozumiałem z jej słów nie wychowywał tylko rozkazywał i zakazywał....bił i pastwił się za byle przewinienie,ona opowiiadała jak uciekała do łazienki ze strachu,potem jak starsza to uciekałą z domu,kiedyś w całkowitej desperacjii jako nastolatka ,postarszyła ze jesli ją jeszcze raz dotknie to zadzwoni na policję - i wtedy przestał.
Jej matka jest inną osobą,spokojną..emocjonalnie stabilna ale w mojej ocenie zimna emocjonalnie całkowicie martwa. Z opowiadań nigdy nie reagowała na te despotyczne zachowania jej ojca.
ogólnie jak mi to opowiadała to płakała ciągle na to ze bała sie ojca ,nie wiedziała kiedy i jak dostanie,a wiedziała ze matka jej nie pomoże boo jak to wyraziła ,,ona sie nigdy nie wtrącałą,,
To powyżej to słowa mojej kobiety.
Ja od siebie dodam że jak ją poznałem..pierwsze dni.....tygodnie i spojrzałem na rodziców..szczególnie na ojca to..dziwny człowiek,taki maniak psychopata z ludzką twarzą....nawet nie .musiałem z nim rozmawiać,wystarczyło jego spojrzenie..zimne ,bezkompromisowe,jakies udawane i nieszczere.
Człowiek ten jest strasznie konfliktowy z ludzmi obok,jest takze starsznym formalistą. Nie potrafi wyrazać spontanicznie swoich uczuć i takiej ludzkeij szczerości na codzień,zero otwartosci do swiata,jest całkowicie zamkniety na swiat zewnetrzny. Miałem z nim przez te lata 3-4 konfliktowe sytuacje i i po ostatniej postanowiłęm porzucić tę znajomość,bo mimo swojego wieku dla mnie to jest człowiek nie nadający sie do życia wsród ludzi. Zresztą moja dziewczyna nie utrzymuje z nim żadnego kontaktu,jedynie z mamą.
Jest strasznie buńczuczny,wszechwiedzący,jednoczesnie złośliwy,zgryzliwy,przezwielu postrzegany jako tzw. dziwak. Człowiek skrajnie toksyczny w moim rozumowaniu.Potrafi zachowywaćsie super by za chwilę niespodziewanie wsadzić człowiekowi szpilkę w plecy,twardy i nieustępliwy a za chwilę rozczula sie jak dziecko nad sobą.Na pewno pełen kompleksów i skrajnie niedowartosciowany co wywnioskowałem na podstawie kilku rozmów sam na sam jak to sie mówi jak facet z facetem. Zauważyłem także w kilku sytuacjach że on czerpie autentyczną radość z tego że komuś że tak powiem ,,dowali,, ,słownie.Ze ktoś ma dolek jakiś . Jak sie zakopałem samochodem to przyjedzie i pomoże bez problemu,ale jak tylko zobaczy zek ktos ma problem hmm...wynikający ze słabości emocjonalnej...on dobije gwóżdz do trumny z usmiechem na twarzy.
Ja akurat pochodzę z innej rodziny i zachowania jakie zaobserwowałem w tamtym domu były dla mnie po prostu dziwne. O uczuciach i emocjach sie tam nigdy pod zadnym pozorem nie rozmawia,nie ma czegos takeigo jak dialog,rozmowa,kompromis,konsensus,naprawienie czegoś,zmierzenie się z czymś w dobrym celu...tego nie uswiadczysz tam. Każdy zyje swoim zyciem i kazdy musi sobie radzic ajak jest słaby to ginie. Tak bym to scharakteryzował. Mam na to kilkanascie przykładów które kiedys opisała mim moja dziewczyna,przez co cierpiała nie raz przez swoich rodziców jużw dorosłym zyciu.
Zawsze o ojcu ona i rodzenstwo wyrazają sie albo z pogardą albo milczeniem albo jakimś dyplomatycznym jezykiem żeby nie urazić otoczenia.pozytywnym od 9 lat nie słyszałem.
z wiadomych względów nie bede tu opisywał wszystkiego.
Jeszcze dodam na podstawie moich kontaktów z nim i z mamą moją dziewczyny że są to ludzie którzy nie rozmawiają absolutnie o problemach i uczuciach..nie ma u nich takiej opcjii,sam próbowałem kilka razy w rozmowie z nimi na rózne tematy coś sie o nich więcej dowiedzieć,jakimi są ludzmi od środka itd. nie ma takeij opcjii,natychmiast jest ucieczka,wycofanie,mur nie do przeskoczenia.Maja tylko swoje gotowe rozwiązania i stosują je w życiu jako uniwersalne,i jak zauwazyłęm są to rozwiązania przez pryzmat własnego ego.Liczy sie tylko to co ja powiem,ja zrobie..jak ci nie pasuje to do widzenia.
Te zachowania dosłownie identyczne widzę u mojej kobiety w stosunku do nas w naszym związku,taka kalka zachowań. Choć nie raz widziałem jak moja dziewczyna próbuje z tym walczyć,jak sie w sobie zamknęła i nie potrafi słowa wydusić tylko łzy jej płyną strumieniem.
U mnei w domu było inaczej,nie mówie ze idealnie ale u nas jak był problem to sie mówiło na głos,wyrzucało z siebie i gadało żeby coś rozwiązać,nie było kumulacjii uczuć..byłakupa smiechu,nie raz płacz,nie raz sie krzykneło,ale także pocieszało,wspierało,przytulało,pomagało na poziomie tym nizszym(fizycznym,finansowym) oraz na wyzszym (uczuciowym,wspeirającym). Ja do tej pory jak mam kłopot to mogę sie zwrócic do wujka,jednego i drugiego,mamy,dziadków jak żyli....moja dziewczyna nigdy nie zwraca sie do nikogo o pomoc...nawet jak jest w skarajnej sytuacjii. I to samo jest u nas. Ona nigdy nie potrzebuje mojej pomocy.Tzn. ja jej mam to dawać ale ona nigdy o to nie bedzie pytać,prosić,zabiegać. Nie musi oczywiscie,ja tego nie wymagam,ale jak są jakieś skrajne sytuacje...to ona i tak sie zamknie w swoim swiecie.
Opiszę wam jedną sytuację z okresu kiedy moja dziewczyna była w pierwszej ciąży,już nawet dosc zaawansowanej.
Postanowiłęm ze pojedziemy nad rzekę ot tak poodychać swiezym powietrzem...30 km za nasze miasto. Piękna okolica,zawsze tam łowiłem ryby itd.
Pojechaliśmy tam autem...szum wody,mała kaskada,naprawde idealne warunki do relaksu,chodziło mi o takie posiedzenie na swiezym powietrzu.
Rozożyłęm koc pod drzewem usiedlismy...a moja kobieta pretensje bo są ..szyszki i ją kłują
No to ja mówie...słuchaj to sobie usiądz z boku,albo coś,nie narzekaj..skoro jestesmy w takim miejscu muszą byc szyszki to jest przyroda...:) Ona nagle wkurw ze nie dbam o nia i ona wraca do domu. Więc ja sobie mysle..hmm zabieram ją nad rzekę zeby miała relaks ,spokój,jest w ciązy a ona tylko narzeka ,więc mówie ze nie po to jechałem te kilometry by zaraz wracać,posiedzimy troszke i wracamy...ale nie od razu. To ona mówi - No to do widzenia ja ide na autobus.
Masakra...do autobusu było 6 kilometrów,ona w ciązy chyba 6-7 miesiąc,więc mówie nie wygłupiaj sie ok jak chcesz to wracamy. Ona nie i koniec...nie wsiadzie i nie wróci.
Wiecie co...jechałem koło niej 3km/h z otwartą szybą i błagałęm by wsiadła i tak sie nie zachowywała.Zimna bezuczuciowa twarz zero odzewu...nic ani słowa,całkowita blokada.Przeszła te 6 km..poczekała na autobus i wróciła sama do domu. Tak pokazała ze ona nie uznaje kompromisu,ze potrafi.....Tylko po co? Do dzis myśle po co..tak sei zachowywać..
Ktoś powie po co błagać i prosić jak ktośnie chce..ok racja ja to wiem doskonale ze to najczesciej przynosi odwrotny skutek,ale ja jednak swój honor schowałam na chwile do kieszeni dla wyższej sprawy.Ja mam taki system wartości. My nie jestesmy wrogami,ona jest w ciąży,kochamy sie...po co mi w takiej sytuacjii honor ,skoro niczego nie muszę udowadniać...jednak dla niej to priorytet choćby miała paść na twarz ona nie pokaze na zewnątrz tej słabości.Cały związek mi pokazuje że że ona sobie da radę i jesli mi nie pasuje to do widzenia,identycznie jak u jej rodziców.A podczes tej sytuacjii moim jedynym celem było to zeby się zrelaksowała,żeby jej nie narażać na wysiłek itd. nic więcej specjalnie sie dla mnie nie liczyło.Po prostu mam swoje priorytety poukładane odnośnie danej sytuacjii.
pozdrawiam