netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Dziwny związek...

927 odpowiedzi91 619 wyświetleńzałożony przez robert247, 11.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 928 ]

196

Odp: Dziwny związek...

Ona nie musi zmieniać bo jest normalna w przeciwieństwie do ciebie, nie bije ciebie nie wyzywa nie niszczy ci psychiki. "partnerstwo tez wykluczacie" Jesteś toksykiem i szowinistą, własnie partnerstwo jest kluczem do sprawy. Tacy jak ty powinni byś samotnikami albo poszukać alfa bitch wtedy się pozabijacie i sprawa załatwiona. Pytasz dalej co zrobić rozpędź się i rozwal swą durną łepetynę smile

197

Odp: Dziwny związek...

Twoja wola jest czysto powierzochwna i jeszcze nie przerodziła sie w żaden czyn.

Taaa już widzę, jak Twoja żona bo 9 latach i 3 dzieci zaraz znajduje sobie nowego faceta.

Przykład z współpracą nietrafny: zwróć uwagę kolego, że tutaj charytatywnie ludzie chcą Ci pomóc, doradzić, dzieląc sie spostrzeżeniami i doświadczeniem nie ma tu żadnej wspólpracy bo co i kto zyska jak się ogarniesz? Jedynie może trochę satysfakcji, że nie stracili czasu na marne na gadanie z niereforlmowanych idiotą.
A tutaj chodzi o TWOJE życie, związek, dzieci, dom, rodzine i żone: więc przestań się zasłaniać nią i bierz sie za siebie!!!

198 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-11-06 20:43:38)

Odp: Dziwny związek...
kicur napisał/a:

Ona nie musi zmieniać bo jest normalna w przeciwieństwie do ciebie, nie bije ciebie nie wyzywa nie niszczy ci psychiki. "partnerstwo tez wykluczacie" Jesteś toksykiem i szowinistą, własnie partnerstwo jest kluczem do sprawy. Tacy jak ty powinni byś samotnikami albo poszukać alfa bitch wtedy się pozabijacie i sprawa załatwiona. Pytasz dalej co zrobić rozpędź się i rozwal swą durną łepetynę smile

Hmm nieraz myśle po takich postach ze znalazła ten wątek i tu pisze:)
Ok jeśli tak twierdzisz to będzie musiała być dalej normalna ale pewnie za niedługo już bezemnie.
Jednak stawiam swoją godność wyżej niż brak kobiecego przystosowania sie do związku..no a jak ja mam sie już zmeiniać o 180 stopni to dobrze to mojej duszy nei wróży na przyszłosć..ja już to przerabiałem..wtedy tak włąsnie zrobiłem ..próbowałem wejsc komuś w dupę jeszcze bardziej niz dotychczas...przypłaciłem tamten wyscig ..ostrym karambolem z własnym ego,więcej na to nei pozwolę tym bardziej kobiecie.
pozdrawiam

199

Odp: Dziwny związek...

Ja pierdole, jesteś debilem czy tylko udajesz?

Ludzie napisali Ci wywody jak możesz ineterpretować jej zachowanie, podesłali linki z definicjami, odesłali do książek, ale Ty jesteś zakompleksiony, zapatrzony w siebie, pozbawiony zupełnie samokrytyki...
Doceń tych wszystkich którzy poświęcili swój czas na odp na posta: PRZECZYTAJ CAŁY WĄTEK KILKA RAZY.
Niech Cię wreszcie trochę oświeci!

200

Odp: Dziwny związek...

Spokojnie z tymi epitetami kobieto,czytam czytam.

201

Odp: Dziwny związek...
jolanka27 napisał/a:

Ja pierdole, jesteś debilem czy tylko udajesz

jolanka - spokojnie smile

202

Odp: Dziwny związek...
ryba81 napisał/a:
jolanka27 napisał/a:

Ja pierdole, jesteś debilem czy tylko udajesz

jolanka - spokojnie smile

Spokojnie.
Jednakze widzac tak ogromną nieustępliwość autora (oraz niechec/ nieumiejętność rozumienia tekstu pisanego) wyobraziłam sobie jak musi męczyć sie z nim ta jego kobieta... Nic dziwnego ze tak sie zdystansowala.

203 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-11-07 09:12:00)

Odp: Dziwny związek...

No przeczytałęm cały watek2 razy i no niestety tylkol to co napisała Lorelaine  oddaje faktyczny stan w naszych relacjach.
Potwierdzeniem tego jest ten tydzień od poniedziałku,ona nie lubi rozmawiac o uczuciach,nie lubi i nie chce ..może nie umie ich okazać,jest zimna,milcząca i zamknieta w sobie mimo ze weekend poprzedni był rewelacyjny,czułem sie jak dawniej w tym zwiazku,to w poniedziałek wieczorem już jest norma.Jakby kto inny wchodził do domu po pracy. Próbowałem jeszcze w poniedziałek podtrzymać ten weekendowy stan ..mówie sobie może się uda przez nastepny tydzień to już będzie rewelacja,nic z tego.
Ona sie nawet nie wycofuje,tylko jest tak jak Lorelaine opisała,neutralna ,nic nie robi zle..bo nie robi nic,żadnych relacjii poza sprawami rodzinnymi....czyli ,,daj mi kluczyki od auta,, , ,, odbierz dziś dziecko bo ja ide na szkolenie,, , itd. w tym stylu...potem komputer ... i idzie spać wszystko własciwie w całkowitym milczeniu. Wiec ja włączam film o 20.00 i takze zasypiam sam w milczeniu. Zero inicjatywy dotyczącej nas. Już się prawie upewniłęm ze ona swojego sposobu bycia nie zmieni. ja staram się szanować ten jej sposób bycia i nie czynie jej żadnych wyrzutów,żadnych już huśtawek,żadnych manipulacjii. Nic. Odpowiadam jej dokładnie tym samym,czyli milczenie a jak rozmowa to tylko sprawy rodzinne ...postawiłem się na jej poziomie relacjii,ani mniej ani więcej. Żadnych fochó czy jakiejkowliek ode m,nie oznaki niezadowolnia - po prostu kamienna zimna twarz No i trwam w tym bezsensie.Równie dobrze mógłbym mieszkać sam ...nic by mi od tego nie ubyło ani nei przybyło. Nieraz jak tak patrzę jak potrafi siedziec godzinami w milczeniu to sie zastanawiam ..jak w ogóle można tak wytrzymywać,i to tyle dni...To jest masakra.
Mam kolegę...zwykłego kolesia ,jak sie spotykamy 2-3 razy w tygodniu czy gdzies jedziemy to nam sie buzie nie zamykają,mozemy sie pokłócić ,pośmiać,spędzić czas w naprawde zajebisty sposób...rozmawiamy takze o uczuciach...tzn. w naszych związkach...a nawet niekiedy rozmawiamy o nas o naszym stosunku do siebie o tym kolezenstwie...To jest masakra ze zwykły kolega umie mówić o swoich uczuciach i robi to chętnie bez przymusu...a własna kobieta tego nei potrafi i to jest kobieta,przecież kobiety uchodzą za bardziej uczuciowe wylewne. To jest grecka tragedia.
pozdrawiam

204 Ostatnio edytowany przez jolanka27 (2014-11-07 12:00:17)

Odp: Dziwny związek...

Loleraine Cię głaszcze po głowie i broni przed "hienami" - nic dziwnego, że jej post ci się podoba.

Ignorujesz natomiast niewygodne pytania, to co Ci się nie podoba po prostu omijasz, nie próbując się nawet głębiej zastanowić. Odrzucasz rady, bagatelizujesz propozycje pomocy psychologa.
Pamiętaj, że wypowiadają się tutaj ludzie aby ci POMÓC (nawet jeśli brzmią momentami jak loża szyderców - to tylko pozór, nie pisaliby gdyby Twój wątek nie był im a jakiś sposób bliski): dzielą się doświadczeniem i analizują: de facto wykonują pracę psychologiczną charytatywnie. Ty zamiast to docenić i spróbować choć o drobinę KRYTYCZNIE podejść do własnej osoby i zachowania, po prostu to bagatelizujesz. Tym samym marnujesz cenny czas i energię autorów.

Zauważyłam, że większość Twoich postów wygląda tak:

- tak, masz rację ALE.... (i tutaj wywód który udowadnia, że wcale się nie zagłębiłeś w tok rozumowania analizującego, tylko po prostu oględnie 'przeleciałeś' przez wypowiedz)
- wskazujesz 10 przykładów, że Ty się tak bardzo starasz, a ona nic
- wskazujesz kolejne jej zachowania, rozbudowane przykłady, jak to źle Ciebie traktuje, jest nie czuła i okretna wręcz
- puentujesz typu "rozpacz, jest źle, tragedia"
- pozdrawiasz wink


Robert, po pierwsze odpowiedz sobie na pytanie: PO CO PRZYBYŁEŚ NA FORUM ?

1. Czy po to aby ponarzekać na partnerkę i znaleźć w tym sojuszników (np. Lorelaine)?
2. Czy aby znaleźć rozwiązanie problemu?

Przy czym wybranie 1. opcji nie jest niczym złym, po prostu oznacza, że masz potrzebę wyrażenia siebie swoich uczuć, tego co Cię boli i chcesz się poczuć zrozumiany, każdy człowiek tego potrzebuje.
Natomiast opcja nr 2.  oznacza podjęcie dużego wysiłku, refleksji, przełamywania siebie, wychodzenia z inicjatywą zmiany samego siebie (bez domagania się, że to ona się zmieniała), to może być bardzo męczące czy trudne.

Problem irytacji kilku osób, które tu piszą (w tym i mojej) polega na tym, że automatycznie przyjmują, że wybierasz opcję 2 i chcą abyś od razu zastosował się do wskazówek i rozpoczął proces zmiany, co jednak jest może być zbyt dużym wymaganiem wobec Ciebie, możesz być po prostu na to nie gotowy.

Zastanów się.

205 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-11-07 13:35:14)

Odp: Dziwny związek...
jolanka27 napisał/a:

Loleraine Cię głaszcze po głowie i broni przed "hienami" - nic dziwnego, że jej post ci się podoba.

Ignorujesz natomiast niewygodne pytania, to co Ci się nie podoba po prostu omijasz, nie próbując się nawet głębiej zastanowić. Odrzucasz rady, bagatelizujesz propozycje pomocy psychologa.
Pamiętaj, że wypowiadają się tutaj ludzie aby ci POMÓC (nawet jeśli brzmią momentami jak loża szyderców - to tylko pozór, nie pisaliby gdyby Twój wątek nie był im a jakiś sposób bliski): dzielą się doświadczeniem i analizują: de facto wykonują pracę psychologiczną charytatywnie. Ty zamiast to docenić i spróbować choć o drobinę KRYTYCZNIE podejść do własnej osoby i zachowania, po prostu to bagatelizujesz. Tym samym marnujesz cenny czas i energię autorów.

Zauważyłam, że większość Twoich postów wygląda tak:

- tak, masz rację ALE.... (i tutaj wywód który udowadnia, że wcale się nie zagłębiłeś w tok rozumowania analizującego, tylko po prostu oględnie 'przeleciałeś' przez wypowiedz)
- wskazujesz 10 przykładów, że Ty się tak bardzo starasz, a ona nic
- wskazujesz kolejne jej zachowania, rozbudowane przykłady, jak to źle Ciebie traktuje, jest nie czuła i okretna wręcz
- puentujesz typu "rozpacz, jest źle, tragedia"
- pozdrawiasz wink


Robert, po pierwsze odpowiedz sobie na pytanie: PO CO PRZYBYŁEŚ NA FORUM ?

1. Czy po to aby ponarzekać na partnerkę i znaleźć w tym sojuszników (np. Lorelaine)?
2. Czy aby znaleźć rozwiązanie problemu?

Przy czym wybranie 1. opcji nie jest niczym złym, po prostu oznacza, że masz potrzebę wyrażenia siebie swoich uczuć, tego co Cię boli i chcesz się poczuć zrozumiany, każdy człowiek tego potrzebuje.
Natomiast opcja nr 2.  oznacza podjęcie dużego wysiłku, refleksji, przełamywania siebie, wychodzenia z inicjatywą zmiany samego siebie (bez domagania się, że to ona się zmieniała), to może być bardzo męczące czy trudne.

Problem irytacji kilku osób, które tu piszą (w tym i mojej) polega na tym, że automatycznie przyjmują, że wybierasz opcję 2 i chcą abyś od razu zastosował się do wskazówek i rozpoczął proces zmiany, co jednak jest może być zbyt dużym wymaganiem wobec Ciebie, możesz być po prostu na to nie gotowy.

Zastanów się.

Jolanka,Lorelaine nie głaszcze po głowie,bo w jej poscie nie zauwazyłem nic w czym by popierała moje postępowanie,ona tylko napisała ze rozumie jak ja to widzę,przeczytaj jej post..zobaczysz ze tam nie ma aprobaty a jedynie zrozumienie.

Na wszystkie pytania staram sie jak najszerzej odpowiedzieć,zeby dla czytających dać jak najwięcej danych,wtedy łatwiej coś doradzić.Jeśli są jakies niewygodne pytanie,podaj je,na pewno odpowiem bez wykrętów:)

Z psychologiem podchodze sceptycznie...bo co ja mu powiem? Ze kobieta mnie nie lubi..? hmm no nie wiem..nigdy nie maiłęm kontaktu z psychologami,nie wiem nawet jak jest na takiej wizycie.

Przykłądy jakie podaję są z życia wzięte więc chyba dobrze odzwierciedlają nasze relacje.Ja najlepiej umiem opisywać coś na przykładach. Zauważ że jeśli miałbym złe intencje wobec mojej  kobiety to nie zakładał bym tematu,nie drążył problemu tylko po prostu rozstał sie bez słowa,wiec jednak mi zależy żeby te relacje poukładac,może tego jeszcze nie umiem ale własnie chcę sie nauczyć,skoro ona ich nie poukłada to już nikt za mnie tego nie zrobi.

Irytacją osób sie nie przejmuje,doceniam krytykę,tylko po co od razu epitety,mozna wyrazic dezaprobate bez nazywania debilem..jak sądzisz..?:)
Ja naprawde doceniam osoby piszące w moim temacie za chęć pomocy..ale mam także świadomośc że tutaj niektóre osoby piszą w oparciu o włąsne doświadczenia,emocje..przeżycia..wiele opinii jest bardzo obiektywnych ale z niektórych przebija pomoc poprzez stricte bezkrytyczne jednostronne spojrzenie w temat,nie mam o to pretensjii bo każdy moze tu pisać i nawet te mniej obiektywne posty są cenne.

Na forum trafiłem przypadkiem i po prostu napisałem,chciałem żeby moze inni spojrzeli na te moje/nasze życie i wyrazili opinie,może jakas pomoc,rada.

Tak oczywiście ja sądzę że w problemie w naszym związku załamania sie tych relacjii winne są obie strony,nie wnikam która bardziej,więc uwierz mi ciężko z moim charakterem tak od razu podporządkować sie i z góry przyjąć ze wina jest tylko moja i ja muszę sie zmeinić,no zrozum mnie troszkę.Wiesz jak ja zawinię to ewidentnie umiem  przyznać sie i przeprosić,ale kiedy widzę że dwie strony przyczyniają sie do problemu to wtedy ciężko mi przychodzi pogodzenie sie z samym sobą, z włąsnym ego,przecież moje przekonania to moje ego..nie mogę tego ot tak wyrzucić bo stracił bym chyba swoją osobowość.:)
proste:)
Czyli reasumując,zmiany - tak.....ale nie za wszelką cenę.

Równie dobrze moja kobieta mogłaby wejsc do netu ,zmnależć forum i napisaać temat,że żyje z psychopatycznym człowiekiem który chce uczuć..i co ona ma zrobić?
Mam faceta on chce zebym mu okazywała uczucia  - co mam zrobić?:) Smieszne co?
Ale ona widocznie nie ma takeij potrzeby zeby sie nad tym zastanawiać ani na forum ani w realu w rozmowie..ona chce tylkozyc tak jak żyje..neutralnie i bezpiecznie.
Mogła sobie znależć takiego człowieka,np. tak jak Lorelaine opisała swojego męża,spokojny,bierny,niewylewny...i miała by raj.To ja mam ponosić winę że ona nie dokonała odpowiedniego wyboru..kiedyś tam?
pozdrawiam
A może pokazać jej ten wątek..? Ale co to zmieniii....jej nie rusza nic.


Jeszcze jedno dopiesze do tematu na temat naszych relacjii bo sobie przemaslałęm i to mi sie takze odswieżyło w głowie jak u nas jest.

Ja jestem taki że czuje sie happy i zmotywowany kiedy widzę że ona  jest uczuciowo pobudzona..tzn. przykład: Dostała premie w pracy...wpada do domu uchachana ,i mówi słuchaj super dostałam premie ,dodatkowa kasa,dawaj jedziemy na zakupy. inny przykład: Słuchaj widziałalm filmy w internecie jakskączą ze spadochronem,dawaj sie złożymy i skoczymy sobie bedzie super:)
inny przykłąd:
Słuchaj widziałem w necie reklame nauki pływania ,choc zapiszemy dzieciaka na nauke,bedzie umiał pływac,co o tym sądzisz..itd itd.
Takie jakieś z zycia pomysły czy motywy  które nakręcają i cieszą...
Takei coś z jej strony powoduje u mnie całkowite uspokojenie,pewnosc siebie iszczescie ze ta druga osoba wspólnei chce cokolwiek robic...Pozytywne uczucia nakrec ają mnie pozytywnie.
Natomiast ciągłę siedzenie,milczenie,brak pomysłów ,brak wyrażania własnego zdania..powoduje u mnie po czasie dół..tracę motywacje że sie kochamy,trace motywacje ze z tą ossobą mozna coś w tym życiu zrobić..to się przeradza we frustarcje..a dalej to już wiecie. To dlatego tak mi trudno zrozumiec ze to ja mam sie zmienić..bo co mam sie stac taki sam....? To wtedy nasz dom bedzie cichy ponury,milczący. Milczenie jest złotem? ok ale ja wolę srebro.

Te wszystkie kłótnie i złe chwile jak wczesniej opisywałem to jest efekt takiego życia a nie przyczyna kłótni,przyczyny są totalnei błache (kino).
Nieraz mówiłem do moje kobiety czy kiedykolwiek zastanawia się nad skutkami,swoich decyzjii,postępowania...odpowiedziała ze nie myśli o tym co będzie:) bo co bedzie to bedzie..przeciez tlenu mi nie zabrakinie do oddychania..wiec to wszytsko co potzrebuję:)

206

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Jeśli są jakies niewygodne pytanie,podaj je,na pewno odpowiem bez wykrętów:)

proszę bardzo:

jolanka27 napisał/a:

PO CO PRZYBYŁEŚ NA FORUM ?

1. Czy po to aby ponarzekać na partnerkę i znaleźć w tym sojuszników (np. Lorelaine)?
2. Czy aby znaleźć rozwiązanie problemu?

207 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-11-07 14:29:25)

Odp: Dziwny związek...
jolanka27 napisał/a:
robert247 napisał/a:

Jeśli są jakies niewygodne pytanie,podaj je,na pewno odpowiem bez wykrętów:)

proszę bardzo:

jolanka27 napisał/a:

PO CO PRZYBYŁEŚ NA FORUM ?

1. Czy po to aby ponarzekać na partnerkę i znaleźć w tym sojuszników (np. Lorelaine)?
2. Czy aby znaleźć rozwiązanie problemu?

12.



1.Absolutniie i kategorycznie nie !!! Kocham moją kobietę i jeśli na nią narzekam to zawsze z bólem serca.Moja miłosć do niej jest duża ale nie na tyle by nie dostzregać wad.
2.Aby dać szanse na znalezienie rozwiązania mojego problemu.

pzdr

208

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

ale jednak przez pierwsze 3-4 lata było super,tzn. ona była taka kobieca,troskliwa,przejmowała sie

robert247 napisał/a:

ona taka nie była...i to nie ja zmieniłem te reguły które nam kiedyś odpowiadały.

Ty rowniez sie zmieniłes przez ostanie 5 lat .


robert247 napisał/a:

O pójsciu do psychologa raczej nie myslelismy,nie było o tym rozmowy ale to chyba bezsensu,skoro kazda ze stron jest przekonana o słuszności swoich racji..

Ty masz racje aby Tobie było dobrze
Ona ma racje aby jej było dobrze

Psycholog, terapia małżeńska  - aby WAM BYŁO RAZEM  ZE SOBĄ DOBRZE.

209

Odp: Dziwny związek...
ryba81 napisał/a:

Ty masz racje aby Tobie było dobrze
Ona ma racje aby jej było dobrze

Psycholog, terapia małżeńska  - aby WAM BYŁO RAZEM  ZE SOBĄ DOBRZE.

Amen.:)

210 Ostatnio edytowany przez jolanka27 (2014-11-07 15:07:21)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

1.Absolutniie i kategorycznie nie !!! Kocham moją kobietę i jeśli na nią narzekam to zawsze z bólem serca.Moja miłosć do niej jest duża ale nie na tyle by nie dostzregać wad.
2.Aby dać szanse na znalezienie rozwiązania mojego problemu.

pzdr

Tyklo, że Ty praktycznie w KAŻDYM POŚCIE wywalasz na nią:

robert napisał/a:

Natomiast ciągłę siedzenie,milczenie,brak pomysłów ,brak wyrażania własnego zdania..powoduje u mnie po czasie dół..tracę motywacje że sie kochamy,trace motywacje ze z tą ossobą mozna coś w tym życiu zrobić..to się przeradza we frustarcje..a dalej to już wiecie.

(...)

Nieraz mówiłem do moje kobiety czy kiedykolwiek zastanawia się nad skutkami,swoich decyzjii,postępowania...odpowiedziała ze nie myśli o tym co będzie:) bo co bedzie to bedzie..przeciez tlenu mi nie zabrakinie do oddychania..wiec to wszytsko co potzrebuję:)

I to jest OK! To jest w porządku, MASZ PRAWO się na nią wyżalać, szukać zrozumienia na forum, szukać ludzi z podobnymi doświadczeniami! Nie ma w tym nic złego i nie musi Cię boleć serce!

Ale bądź szczery sam ze sobą: nie mów na czarne białe. W tym wątku wielokrotnie ZAPRZECZAŁEŚ SAM SOBIE co zauważyli już inni. Nie jestem tylko pewna czy to wynika z układania własnych myśli w całość, czy po prostu wypierania.

Popatrz; MUSIAŁAM CIĘ SIŁĄ ZMUSIĆ do odpowiedzi na pytanie, którą i zrobiłeś zgodnie z konwencją i tak żeby ładnie zabrzmiało: 'z bólem serca narzekam na żonę'. Stary, gdyby to była prawda, to leżałbyś już dawno na zawał serca padł tutaj wink

211

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:
ryba81 napisał/a:

Ty masz racje aby Tobie było dobrze
Ona ma racje aby jej było dobrze

Psycholog, terapia małżeńska  - aby WAM BYŁO RAZEM  ZE SOBĄ DOBRZE.

Amen.:)

Możesz to rozwinąć?

212

Odp: Dziwny związek...
jolanka27 napisał/a:

Możesz to rozwinąć?

Ale co konkretnie?

213 Ostatnio edytowany przez jolanka27 (2014-11-07 15:56:50)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:
ryba81 napisał/a:

Ty masz racje aby Tobie było dobrze
Ona ma racje aby jej było dobrze

Psycholog, terapia małżeńska  - aby WAM BYŁO RAZEM  ZE SOBĄ DOBRZE.

Amen.:)

Padło mądre zdanie od ryby o przydatności terapii małźeńskiej. Odpowiadając "Amen smile" zdajesz sie odpowiadać twierdząca, prawda?

Czy mamy zatem rozumieć, że po dużej niechęci do psychologa i negowaniu potrzeby zwrócenia sie do niego, zmieniłeś zdanie?
Czy to taki "żartobliwy ton"?

214

Odp: Dziwny związek...

Elle ,czyli po tym wszystkim co napisałem ,jeśli moje rozmowy ne pomagają..widzisz jakikolwiek sposób interakcjii żeby ona chciała razem ze mną naprawic te relacje,widzisz jakikolwiek sposób na przkonanie jej jakimikolwiek środkami?
Ja naprawdę już staję na rzesach by to wyratować,dla dzieciaków ,dla siebie...może nawet dla niej...tylko ona o tym nie wie ,nei jest swiadoma tych konsekwencjii.reaguje od razu wzburzeniem i negatywnymi emocjami,chciałbym zeby jeden raz zareaogowała pozytywnymi emocjami.

Nie ma takiej siły by jeden człowiek mógł siła wpłynąć na wolę drugiego człowieka. Manipulacje i różnego typu gierki (o ile tylko trafia na podatny grunt: zaniżona wartość partnera, toksyczne wzorce relacji, itp.) -owszem, ale nie w przypadku gdy chcemy relację oprzeć na prawdzie, czyli solidnym fundamencie.
Nic na siłę.

Ona musi SAMA chcieć. A im bardziej Ty naciskasz, tym bardziej ona się dystansuje - częściowo na pewno jest w tym przekora, ale w największej mierze po prostu ona podprogowo czuje, że nie musi - z powodów, które wymieniłam.

To jest na dokładnie tych samych zasadach jak relacja z którymś z rodziców, gdzie dziecko jest słownie przekonywane o wielkiej miłości tatusia czy mamusi, ale "Widzisz synku..Mamusia teraz nie ma dla ciebie czasu, ani siły. Musisz to zrozumieć. "
I co.. czy dziecko nie stara się zrozumieć i dalej zwracać uwagę mamusi? Większość życia temu poświęci (w tym dorosłego).
Czy to coś zmieni w jej stosunku do niego? Zero szans. A co czuje takie żebrające o ochłapy uwagi dziecko?

I mamusia też miała teoretycznie "zobowiązanie" wydając go na świat, czy to coś zmienia w jej stosunku do niego? Czy dziecko jest w stanie wziąć całą odpowiedzialność za obojętność mamusi na siebie i walczyć do ostatniego oddechu, albo totalnego wypalenia?

215

Odp: Dziwny związek...
jolanka27 napisał/a:
Elle88 napisał/a:

jolanko: Proszę wskaż mi te jej "czyny", którymi pokazuje, że zależy. Bo dla mnie czyny się liczą.

- po pierwsze fakt tworzenia zgranej, dobrze funkcjonującej rodziny, co przyznaje sam autor: wychowuje 3 dzieci;
- autor ma całkiem niezłą gromadkę wad, którą sam przytoczył (jednocześnie odmawiając jakiekolwiek refleksji by nad nimi popracować), a ona mimo nie narzeka, nie stara się skłonić go do zmian: uzyskała to, co tutaj było powiedziane i pochwalone: uniezależnienie od osoby: spełnia się w rodzinie i w pracy
- kiedy przystacza jej wypowiedzi autor to często używa słow "misiu, kochanie"
- jeździ z nim na weekendy wg jego pomysłów, natomiast gdy sama wyjdzie z jakimś pomysłem to autor robi z tego problem (wyjazd do babci, kino)
- w związku z tym, że autor już wiele razy robił jej jakieś  "pokazówki" typu wyprowadzka na 1 dzień, przyjmuje to ze spokojem (czy może powinna jakiś teatr odgrywać?)

Natomiast autor zarzuca jej:
- że nie interesuje się ona jego kaszlem,
- nie okazuje mu czułości (choć jednocześnie autor nie ma wątpliwości, że ma do niego uczucia)
- nie okazuje wielkiego entuzjazmu na jego pomysły

Inny słowy: autor ma do niej pretensje, że ona go swoim zachowaniem nie uszczęśliwia.

Widzę tutaj nie dokochanego mężczyznę, który stale potrzebuje by głaskać go po główce, przytulać, leczyć kaszel, który chyba bardziej potrzebuje miłości rodzicielkiej niż partnerstwa.
Co więcej za każdym razem gdy ktoś doradza mu aby coś spróbował SAM zmienić on dostaje kompleksu: "że będzie podnóżkiem".


Natomiast zgodzę sie z Tobą Elle, że można tu podejrzewać, że ona go za coś karze . I to - moim zdaniem- powinno być tematem tej rozkminy. Zważając, że są 9 lat razem, bez ślubu, ale z 3 dzieci, zauważamy:

- Robert w opisie wątku piszę o niej jak o "dziewczynie", z którą mają nieformalny związek, nie ma pojęć: żona, narzeczona, konkubina; "partnerka" pojawia sie dopiero na którejś stronie wątku;
- istnienie dzieci ujawnia sie w dopiero w poście nr. #25
- ona chciała ślubu, ale ze względu na 'złe doświadczenie roberta z przeszłości, on to odraczał
Nie wierzę, że to nie ma wpływu na ten związek! Dużo wskazuje na to, że jest to tradycyjna rodzina, jednak ten brak ślubu może odbijać się echem i wpływać na jej postrzeganie związku ("on nie chce mnie uczynić żoną").

Padła jeszcze teoria psychicznej przemocy domowej, według osoby, która o tym wrzuciał tekst, objawy jakie ma "żona" doskonale pasuję. Nie wgłębiałam się w to, ale możliwe, że warto ponieważ Autor odsławnia przed nami bardzo stopniowo i preferencyjnie dla niego fakty z jego domu.

Jak napisałam, w jego wątku praktycznie w każdym poście Robert piętnuje wady "żony", mówi jak sam jest niezadowolony, jak bardzo próbuje coś niby zrobić, ale z drugiej strony nic nie zrobi póki ona nic nie zrobi.
NIE WIDAĆ ŻADNEJ SZCZEREJ AUTOREFLEKSJI AUTORA!!!!

216 Ostatnio edytowany przez jolanka27 (2014-11-07 16:28:18)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

To jest na dokładnie tych samych zasadach jak relacja z którymś z rodziców, gdzie dziecko jest słownie przekonywane o wielkiej miłości tatusia czy mamusi, ale "Widzisz synku..Mamusia teraz nie ma dla ciebie czasu, ani siły. Musisz to zrozumieć. "
I co.. czy dziecko nie stara się zrozumieć i dalej zwracać uwagę mamusi? Większość życia temu poświęci (w tym dorosłego).
Czy to coś zmieni w jej stosunku do niego? Zero szans. A co czuje takie żebrające o ochłapy uwagi dziecko?

I mamusia też miała teoretycznie "zobowiązanie" wydając go na świat, czy to coś zmienia w jej stosunku do niego? Czy dziecko jest w stanie wziąć całą odpowiedzialność za obojętność mamusi na siebie i walczyć do ostatniego oddechu, albo totalnego wypalenia?

Również to dostrzegłam. Autor ma najpewniej pewne poczucie "niedokochania" przez rodziców, nie dostateczną ich uwagę.
I teraz Autor chce to sobie zrekompensować w relacji z partnerką: a moze na początku tak było, że faktycznie dostawał tą  uwagę od niej, a gdy pojawiły się dzięci, ona zainteresowała sie nimi bardziej. Ktoś wcześniej wspomniał o "etapach małżeństwa" - może warto dojrzale przyjrzeć się temu?
W pewnym momencie wątku autor również przyznał, ze jest zazdrosny o swoją połowicę (choć potem to przyznał,że nie możliwe aby zainteresowała się kimś innym).

To "zabieganie o uwagę" jest włąśnie na poziomie dziecka, nie partnera.
Ponadto przypomnijmy, że rodzice autora rozwiedli się gdy był dzieckiem: niestety jest to podświadomy wzór, jaki dostał na początku swojego życia i nie pozostaje bez wpływu.

217 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-11-07 18:01:50)

Odp: Dziwny związek...

Dobra ..no to co dalej..?

Jest 17 godzina..ona przyszła z pracy ja wczesniej...ona lezy..nie odzywa sie ani słowa. Jezusie czy zawsze ja musze? I to jest własnie to poczucie ponieżena..że zawsze ja muszę myśleć,pisać i ratować.. teraz znowu mam iść do nej...a ona no cóż doskonale we że przyjdę.Nie umiem jednak życ obok...albo bedzie normalnie po partersku albo muszę ją starcić z oczu.
Jeszce bym zrozumiał gdyby ona potrzebowała tej ciszy zeby coś konstruktywnego postanowić...wow dałbym jej pół roku ...ale ona ne myśli o nas tylko ..no własnie o czym ona myśli..zawsze mi mówiła ze mysli o tym zeby sie wyspać..:)

Tak chcę skorzystac z tego psychologa(choć Elle chyba dobrze diagnozuje) ale z nią tylko i wyłacznie,ale juz widzę jej minę jak jej o tym powiem....będzie albo ,,Przestań wymyślać,, albo ,, znowu coś ci do głowy dzwnego strzeliło?,, Na bank tak będzie. Nenawidze jak ona tak mówi. To ucina jakiekolwiek podejscie.

Mówicie ze nie pisze o jej zaletach...hmm no nie pszę bo to nie jest tematem wątku,ja tu nie bede sędzią jaka ona jest tylko wyliczam te jej wady które mi niszczą egzystencje.
Oczywście że ma zalety duzo zalet,ale te wady mi je przysłaniają.
pozdrawiam

218 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-07 19:01:10)

Odp: Dziwny związek...

.zawsze mi mówiła ze mysli o tym zeby sie wyspać.

Taki tekst na odpier... się.

Przestań wymyślać,, albo ,, znowu coś ci do głowy dzwnego strzeliło?,, Na bank tak będzie. Nenawidze jak ona tak mówi.

Jolanko, wiem że trudno Ci zrozumieć jak boli samotność w związku -obyś nigdy nie musiała się przekonać.
To zdecydowanie gorsza opcja niż samotność taka z wyboru.

A a propos tego co napisałaś o braku ślubu to mogłoby coś w tym być, ale to wtedy spodziewałabym się nacisku raczej po drugiej stronie, a tu - ona zdradza wszystkie objawy wypalenia.
Najgorsza w tym jest ta jej niechęć do wysłuchania tego co druga strona ma do powiedzenia, to jak ona bagatelizuje jego odczucia jest wyjątkowo perfidne. To taka agresja i wyższy stopień złośliwości "w białych rękawiczkach" -ona doskonale wie co go najbardziej wk... i boli i z satysfakcją z tej wiedzy korzysta, a wszystko z uśmiechem i 'te duże oczy' pełne "zdziwienia": "Ale o co ci chodzi, kochanie..wszystko jest ok smile"

219

Odp: Dziwny związek...

Wiesz Robert, wg mnie Twoja żona nie ma świadomości, że Tobie jest aż tak źle w Waszym związku, a w konsekwencji nie macie jednakowego spojrzenia w kwestii jego hmm....naprawy.
Jezeli druga osoba nie dostrzega i nie ma świadomosci problemu, to nie ma silnych na to zeby poprawić relację. Bez współpracy dwojga ludzi nic sie nie da uratować.
Zatem Twoim celem powinno być przekonanie partnerki, że męczysz się w Waszym związku, frustrujesz, jesteś nieszczęśliwy, itd.
Psychoterapeuta lub mediator może pomóc dostrzec jej PROBLEM, którego ona teraz najzwyczajniej nie widzi.
Jasne, że jeśli sytuacja w jakiej jesteś dołuje Ciebie, smuci lub złości to masz prawo działać aby to zmienić i poczuć sie lepiej, ale proszę daruj nam swoje użalanie się nad sobą.
A jak wyczerpiesz wszystkie sposoby to wtedy odejdź i szukaj szczęścia gdzie indziej.

BTW: myślę, że super, że przyszedłeś na to forum teraz, gdy czujesz brak uwagi i zaangażowania ze strony swojej partnerki, a nie w momencie w którym spotkałeś kogoś, kto wypełnił Twoje deficyty w związku, w którym już długo się nie układało. Niestety, na tym forum najczęściej pojawiają się historię, w których partner zamiast powiedzieć wprost, że "jest nieszczęśliwy, to koniec, odchodzę", preferuje szukanie szczęścia w związku na boku.

220 Ostatnio edytowany przez jolanka27 (2014-11-07 19:22:53)

Odp: Dziwny związek...

@Elle,
nie rozumiem, zwykle nie hołdujesz słabości, lecz nakazujesz z nią walczyć, stawiać czoła, nie szukać przyczyn zewnętrznych lecz w sobie. A tutaj masz odmienne stanowisko.
Czy nie widzisz jak on cały czas przerzuca odpowiedzialność, nie podejmuje żadnej refleksji (do ostatnich wniosków również się nie odniósł) tylko próbuje zrobić jakieś reality show z własnego życia.

Ja tekstów typu "chcę się wyspać", "wydziwiasz", nie brałabym tak do siebie: partnerka przedstawia się jako osoba o ustabilizowanym trybie życia i wartościach: odnajduje się w pracy, wychowuje dzieci, ma partnera, którym wiodą przyzwoite życie.
A autor ma problem z samym sobą: nie dopieszczony,  zazdrosny, zakompleksiony, chce być jej 4.tym dzieckiem: nie umie się jasno komunikować, stale ma wyrzuty, biega w kółko, macha rękami.
Problem w związku spoczywa na dwóch osobach, ale sądzę, że na obecnym etapie to autor musi zacząć od siebie: chociażby jakąś głębszą refleksją, literaturą, pochyleniem się nad tym: tymczasem on biega od wątku do wątku by tylko od kogoś usłyszeć, to co chce.

221

Odp: Dziwny związek...

Jakaś taka nudna ta Twoja kobieta. Mało energiczna. Może z tym ciśnieniem coś jednak powinna zrobić. Ten Wasz powrót z kina dziwny mi się wydaje.Po pierwsze jak się źle czułeś to mogłeś wyjść i poczekać na nią, a nie wymagać  od damy,że  Ci pozwoli. Po drugie wydawało mi się ,że po wyjściu z kina każdy dyskutuje o obejrzanym filmie, zastanawia mnie dlaczego nie szliście razem, dlaczego Cię nie zawołała ??. Mam wrażenie, że Ty w ogóle nie jesteś jej do niczego potrzebny. No oprócz tego, że wybudujesz dom, ma z Tobą trójkę dzieci, które kocha... ale jakoś tak wydajesz mi się mało ważny w tym wszystkim.I ta jej niechęć do rozmów, no mnie by to wk...wiło. A jeszcze  tak się zastanawiam ...jak ona tak śpi po powrocie z pracy,a Ty pracujesz do późna, to kto z tymi dziećmi jest ??. Trójka dzieci to przecież masa obowiązków. Co zrobić w tej Twojej sytuacji ??. Ja bym jednak optowała za terapią. Ty nie wiesz jak to wygląda, ale myślę,że skoro Ci zależy to warto spróbować i tego sposobu, aby nie rozpadł się kolejny związek. Trójka dzieci to przecież wielka odpowiedzialność. Jaką traumę przeżyją jeśli się rozstaniecie ?? Przecież coś o tym wiesz...Jeśli teraz "zafiksujesz" się tylko na swoje potrzeby, na to żeby Cię ktoś przygarnął i dopieścił to z pewnością takiego kogoś znajdziesz,ale za jaką cenę ?. Twoja kobieta nie jest w porządku wobec Ciebie jak to tu wszyscy Ci wmawiają -moim zdaniem. Spróbuj ją namówić na terapię.

222

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:

BTW: myślę, że super, że przyszedłeś na to forum teraz, gdy czujesz brak uwagi i zaangażowania ze strony swojej partnerki, a nie w momencie w którym spotkałeś kogoś, kto wypełnił Twoje deficyty w związku, w którym już długo się nie układało. Niestety, na tym forum najczęściej pojawiają się historię, w których partner zamiast powiedzieć wprost, że "jest nieszczęśliwy, to koniec, odchodzę", preferuje szukanie szczęścia w związku na boku.

Również zauważyłam, że to wszystko zmierzało do dania Robertowi przyzwolenia na "poszukanie lepszego modelu", które on chciałby dostać: znaleźć inną, która będzie mu poświecać całą uwagę, która zrozumie jego bolączki, pozwoli się wygadać, pogłaszcze, przytuli bo "żona" jest zimna i zła.
Autorze, poczytaj wątki o zdradach: zobaczysz zarówno jak bardzo cierpią porzucone kobiety z dziećmi, jak i jakich wymówek używają zdradzający: Ty już sobie przygotowywałeś taki plik "wymówek": ona mnie nie słucha, nie ma z nią kontaktu, żyjemy obok: to jest klasyka.

223

Odp: Dziwny związek...

Jolanko: Dostrzegam błędy autora, tylko tu sytuacja jest odmienna o tyle, że to ON (i tylko on) dostrzega problemy i chce nad nimi pracować, partnerka je bagatelizuje i gra w "ślepego i głuchego". Nie możemy jej zrobić 'psychoanalizy' , bo jej tu nie ma, więc nie wiemy co nią kieruje, ale jedno wiemy - ona głową i myślami jest gdzie indziej. Zdystansowała się do tego stopnia, że żyje w swoim świecie, obok.

Nie ma nic złego w "ustabilizowanym życiu" jego partnerki, o ile w tym życiu jest miejsce dla niego - u niej go nie ma. Jest tylko pozornie- dzielą tą samą przestrzeń.

Zastanów się jolanko nad tym, co piszesz, bo niedawno miałaś odruch wymiotny na sama myśl by związać się z partnerem, z którym spędzanie czasu polegało na oglądaniu razem telewizji. Teraz wyobraź sobie, że tak spędzacie czas nie kilka tygodni/m-cy, a kilka lat, a wszelkie twoje próby wychodzenia z inicjatywą odbierane są jako "trucie dupy" i wyszukiwanie problemów.

224 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-11-07 19:36:14)

Odp: Dziwny związek...

żeby była jasność i powtórze to ostatni raz:
U mnei nei ma miejsca na inną kobietę dopóki jestem w jakimkolwiek związku,nie ma opcjii lepszego modelu itd,ja tych zasad nie łamie nigdy i kropka. Na dodatek absolutnie nie potzrebuje inne partnerki do wyżalenia ,czy przytulenia..od tego może być własna kobieta obecna lub przyjaciel(forum)...ale nie jakiś inny model skąd jolinka tobie to do głowy przychodzi? Ja nie zakochuje sie na pstrykniecie.

Jasna sprawa ze jej tu nie ma i nie znacie jej poglądu na te sprawę. Podejrzewam ze ona nie uzewnetrzni sie na forum-tak typ ambtny który nie potzrebuje pomocy czy rady bo sam wie lepiej.
A może pop prostu mogę ją zapytać o cokolwiek co da wam lepszy obraz. Smiało mozecie pytać,postaram sie żeby odpowiedziała i ja napiszę,obiecuję że uczcwie bez koloryzowania.
pozdrawiam

225

Odp: Dziwny związek...

"Również zauważyłam, że to wszystko zmierzało do dania Robertowi przyzwolenia na "poszukanie lepszego modelu", które on chciałby dostać: znaleźć inną, która będzie mu poświecać całą uwagę, która zrozumie jego bolączki, pozwoli się wygadać, pogłaszcze, przytuli bo "żona" jest zimna i zła. "

No jolanko, czyżby??. Naprawdę myślisz, że gdyby chciał poszukać lepszy model to potrzebowałby czyjejś aprobaty ?? Twojej i innych anonimowych osób ?? no przestań... On szuka rozwiązania problemu. Tak ja to odbieram. Problemu, który go dręczy, o którym CHCE rozmawiać ze swoją partnerką, a trafia na mur obojętności.Zero dialogu.No z czyjej winy,jak myślisz ? Ja go rozumiem i mu współczuję.

226

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Jolanko: Dostrzegam błędy autora, tylko tu sytuacja jest odmienna o tyle, że to ON (i tylko on) dostrzega problemy i chce nad nimi pracować, partnerka je bagatelizuje i gra w "ślepego i głuchego".

Natomiast autor jest "ślepy i głuchy" na głosy krytyki na swój temat; ignoruje, bagatelizuje wnioski. Jak to ktoś ujął "jak ze ślepym o kolorach". Dlatego też uważam, że jego dostrzeganie problemu jest tylko pozorne bo sprowadza się do wymieniania jej wad, żalenia się i szukania odpowiedzi, że "jak mu nie pasuje to powinnien odejść, bo ma prawo do szczęścia".
Przerażające jest, że tak mało uwagi daje swoim dzieciom (praktycznie sa nieobecne w tej rozmowie, siłą trzeba było wydusić z niego, że w ogóle istnieją). Stąd nasuwa mi się przypuszczenie, że to pewnie ona się nimi głównie zajmuje, a on jest zazdrosny o tę uwagę.

Elle88 napisał/a:

Nie możemy jej zrobić 'psychoanalizy' , bo jej tu nie ma, więc nie wiemy co nią kieruje, ale jedno wiemy - ona głową i myślami jest gdzie indziej. Zdystansowała się do tego stopnia, że żyje w swoim świecie, obok.

Dlatego tu zajrzałabym bardziej: coś musi nią powodować: jeśli jest to zdystansowanie bardziej niż "przekierownie" uwagi na dzieci i pracę, czy może ten brak ślubu, czy też natarczywe zachowanie autora (przypominam rozkminę o przemocy psychicznej, jedna z możliwości).

Wybacz, nie będe się odnosić do siebie: mój killku -misięczny związek wydaje mi się nie do porównania z 9letnim związkiem z dziećmi.

227

Odp: Dziwny związek...

Ja nie mam problemu ze zmianą opinii, gdyby istniały jakieś przesłanki co do tego, że jego partnerka również próbuje coś zmienić. Ale z tego co wyczytałam takowych nie znajduję.

Dzieci dziećmi, ale związek kobieta -mężczyzna, mąż-zona powinien być zawsze priorytetowy. To inny rodzaj miłości, ale nie znam udanego związku, gdzie rodzice po urodzeniu dzieci, zaprzestali okazywać sobie czułości i miłości w taki sposób jak przed powiększeniem rodziny. Ze znajomych mi, szczęśliwych i wieloletnich par (ze stażem powyżej 17 lat- dla porównania) te, które przetrwały i mają się dobrze to te, które maja właściwie ustalone priorytety i relacje kobieta-mężczyzna -dzieci. To tyle.

Jolanko, mam wrażenie, że wyładowywujesz frustracje na autora wątku za coś zupełnie innego.. ale to nie ten wątek.

228

Odp: Dziwny związek...
canon50 napisał/a:

Naprawdę myślisz, że gdyby chciał poszukać lepszy model to potrzebowałby czyjejś aprobaty ?? Twojej i innych anonimowych osób ?? no przestań... On szuka rozwiązania problemu. Tak ja to odbieram. Problemu, który go dręczy, o którym CHCE rozmawiać ze swoją partnerką, a trafia na mur obojętności.Zero dialogu.No z czyjej winy,jak myślisz ? Ja go rozumiem i mu współczuję.

Być może poszłam za daleko.
Nie chodzi o zakochiwanie się na pstryknięcie, ale o relacji, która moglaby zrekompensować braki uwagi i czułości w domu.

Również uważam, że to świetnie Robert, że tu przybyłeś by porozmawiać o sprawie; martwi natomiast twoje bagatelizowanie wniosków i momentami całkowita refleksyjno-odporność.
Mam ochotę zadać Ci kilka pytań aby spróbować zdiagnozować przyczyny dla których ona się zdystansowała jednak obawiam sie, że możesz unikać odpowiedzi na niewygodne pytania (tak jak to już czyniłeś w wątku wcześniej). Ponadto o wiele lepiej zrobi to psychoterapeuta więc to jest chyba jedyna możliwa droga do rozwiązania waszego problemu.

229

Odp: Dziwny związek...

Oj,Robert,Robert.Niezly diabelek z Ciebie.Szantazowales ja,ze "inna na jej mijsce wskoczy".To imie jednak cos w sobie ma...Pzdr.

230

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Ja nie mam problemu ze zmianą opinii, gdyby istniały jakieś przesłanki co do tego, że jego partnerka również próbuje coś zmienić. Ale z tego co wyczytałam takowych nie znajduję.

Z tego co PODAŁ NAM AUTOR O NIEJ. Ja twierdzę, że musi być przyczyna dla której ona mimo, że ma z nim udaną rodzinę, stabilność finansową i -względne- poczucie bezpieczeństwa, zachowuje się w ten sposób. Tą przyczynę warto zgłębić, ale bez jej udziału to niemożliwe.

Elle88 napisał/a:

Dzieci dziećmi, ale związek kobieta -mężczyzna, mąż-zona powinien być zawsze priorytetowy. To inny rodzaj miłości, ale nie znam udanego związku, gdzie rodzice po urodzeniu dzieci, zaprzestali okazywać sobie czułości i miłości w taki sposób jak przed powiększeniem rodziny. Ze znajomych mi, szczęśliwych i wieloletnich par (ze stażem powyżej 17 lat- dla porównania) te, które przetrwały i mają się dobrze to te, które maja właściwie ustalone priorytety i relacje kobieta-mężczyzna -dzieci.

Ja widzę zaburzenie relacji kobieta-mężczyzna-dzieci: przede wszystkim przez naszłości dziecka w autorze (co obie zgodnie zauważyłyśy). Ciągle 'podejrzany' jest fakt małego zainteresowanie autora dziećmy oraz rolą swojej partnerki jako matki tych dzieci i żony (przypomnijmy, że nazywał ją swoją dziewczyną, w najlepszym razie swoją kobietą).
No i nie wiemy co może powiedzieć partnerka, jak ona to odbiera.

Elle88 napisał/a:

Jolanko, mam wrażenie, że wyładowywujesz frustracje na autora wątku za coś zupełnie innego.. ale to nie ten wątek.

Przyznaję, że autor nieźle mnie sflustrował swoją refleksyjno-odpornością, ale nabrałam już cierpliwości smile
Natomiast każda ocena jest przez coś zmącona: moja może być przez relację moich rodziców, mój kontakt z mamą, jak rownież przez przeczytane tutaj na forum posty o zdradach. Jeśli masz coś konkrenego na myśli Elle, to chętnie zweryfikuję.

231

Odp: Dziwny związek...

Faktycznie też zwróciło moja uwagę, że autor wypowiada się o partnerce "dziewczyna", podczas gdy mi cały czas ciśnie się na usta słowo "żona" smile w końcu to już 10 lat i 3 (?) dzieci.

Ale to i tak nie zmienia nic co do meritum: totalny brak komunikacji z tą kobietą. Cokolwiek by jej nie dolegało, ma usta i potrafi mówić. Wrażenia zastraszonej z tym swoim: "Weź idź. Weź nie szukaj problemów." też nie sprawia jak na moje oko.
Jak dla mnie to z racji, że w niej się wypaliło - ona nie dąży sama ani do zbliżeń ani do rozmów, bo jest jej to na rękę.


Co do frustracji i wyładowywania jej na autorze, miałam na myśli to, że może to być rykoszet po tym, jak sama czułaś się zupełnie pomijana w swoich relacjach z facetami, na których ci zależało (zwłaszcza tym ostatnim) i na robercie zogniskowałaś całą złość.
Często odnoszę wrażenie, że nie czytasz ze zrozumieniem do końca tego co on pisze.
Tylko ja i Lorelaine odrazu wyłapałyśmy 'wydźwięk emocjonalny' tej sytuacji. Pewnie dlatego, że obie wiemy z czym to się je z autopsji i dokładnie z tego samego powodu odmawiamy samobiczowania się o obojętność partnerów.
Czasem można wywrócić się 'na lewą stronę' i szukać w sobie winy, a druga osoba i tak ma w nosie, kto "winny" i o co w ogóle się rozchodzi, bo chce mieć święty spokój, do czasu aż coś go/jej z tego letargu nie wyrwie.
W większości przypadków bywa to ktoś trzeci lub fantazje na jawie o kimś innym.

232 Ostatnio edytowany przez jolanka27 (2014-11-07 21:05:29)

Odp: Dziwny związek...

Elle,
jeśli już offtopowo o mnie:
nie przyświecała mi żadna z moich relacji z facetami,  jeśli już to relacja z mamą: ponieważ ona stale i od dawna "wmawia " mi, że jestem mało kontaktowa, zdystansowana, bez entuzjazmu, sucha etc. Stale porównuje mnie do kogoś (jak robert porównyje swoją partnerkę z kolegą) lub ze mną z przeszłości ("kiedyś byłaś taka i taka, a teraz to inna"). Ilekroć próbowałam tłumaczyć, że zmiany mojej postawy mogą wiązać się ze zmianami w życiu, w wieku, w sytuacji: ona nie słucha i stale stawia sie w pozycji ofiary (jak autor). W każdej rozmowie "suszy mi głowę" pretensjami, że się od siebie oddaliłyśmy: tak jest od lat: więc w pewnym momencie po prostu przestałam zwracać na to uwagę, żyłam swoim życiem, można to nazwać znieczuleniem, ale tylko tak można ją znosić. Licząc na to, że CZYNAMI udowodnię jej, że sie myli. Niestety, stale wraca temat pt "oddaliłaś się," i jak wejdzie w ten tok jęków to naprawdę nie można jej przegadać: podobnie jak autor (wszystkie prawie posty na jedno kopyto i przyjmuje tylko te argumenty, które są mu wygodne). I co więcej, nie chce się zgodzić na bezstronnego mediatora w relacji.
Aha, i jeszcze elementy szantażu emocjonalnego smile

U rodziców obserwowałam niekończące się przerzucanie winy na partnera, skąd być może moja wielka awersja do szukania winy w drugiej osobie przed spojrzeniem na siebie. Każdy ma jakieś zniekształcenia wink

233

Odp: Dziwny związek...

Ok - w takim razie mama. Dzięki za doprecyzowanie, składa się to do kupy smile

Mnie tez nie chodzi tyle o "szukanie winnego", co akceptację sytuacji jako FAKT - a nie tylko "przyjęcie do wiadomości" i dalej dzierganie tego samego - co ona odbiera jako 'męczenie dupy', a on się sam ze sobą męczy.
Ja mówię: Weź człowieku zaakceptuj w końcu fakty i podejmij jakąś - dobra dla Ciebie - decyzję. Nie mówię, że będzie łatwo i że będzie od początku w 100% przekonany, że zrobiłeś dobrze, ale TRZEBA coś zdecydować, bo dalsze trwanie w tym konflikcie tylko go zaostrzy i wzajemnie się wykończycie.

I teraz, prosta sprawa- to AUTOR szuka pomocy, bo tylko on widzi problem. Więc to jego zadanie znaleźć dla siebie rozwiązanie, bo na pomoc nie może liczyć - to już ustaliliśmy.
Nie podoba mu się to co jest - można mu wciskać kit, że nie jest najgorzej, a dzieci w Afryce umierają z głodu, ale to ie zmienia faktu, że on się czuje w tym związku samotny (nie wątpię że ona też) i że po prostu nie ma między nimi jakiejś emocjonalnej więzi poza bieżącymi sprawami i wymianą uwag na te tematy.

Jeśli mu to odpowiada - niech dalej jej wierci dziurę w brzuchu, albo z zaskoczenia zaciągnie do terapeuty (co bez jej woli nie wróży powodzenia).
A jak mu nie odpowiadają fakty - to trzeba podjąć męską decyzję.

Od jojczenia nic się nie zmieni samo.

Mediacje, doszukiwanie się u żony powodów tego zachowania na kilka lat wstecz i to BEZ JEJ czynnego udziału mija się z celem.
Tyle.

234 Ostatnio edytowany przez jolanka27 (2014-11-07 21:42:54)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Od jojczenia nic się nie zmieni samo.

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

235

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Faktycznie też zwróciło moja uwagę, że autor wypowiada się o partnerce "dziewczyna", podczas gdy mi cały czas ciśnie się na usta słowo "żona" smile w końcu to już 10 lat i 3 (?) dzieci.

i to chyba jest jego głowny problem.
Ma żonę i 3 dzieci z nią a wolałby mieć..... "dziewczynę"

236 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-11-08 09:37:05)

Odp: Dziwny związek...

Witam
Dzięki za posty:)
Sytuacja wygląda tak,wczoraj wprawdzie jak pisałem milczała ...ale spokojnei zagadałem zebysmy pogadali i nie było kłopotu,rozmawialiśmy.
Od razu na wstępie odkryłem karty że jest ten wątek na forum,że go napisałem ...i po prostu szukam rady na nasz związek na zewnątrz.
Spytałem jej wprost co robimy z naszym związkiem bo tak dłużej być nie może ,ale tu i teraz podejmujemy decyzje bo odwlekanie jest bez sensu.
Od razu zaproponowałem że jedynym chyba mozliwym sposobem zeby wróciła komunikacja miedzy nami jest..psycholog terapia...
Ona sie od razu zgodziła,nawet z dużą aprobatą...no to byłem w szoku szczerze mówiąc.
Ogólnie po niedługiej rozmowie ten wczorajszy wieczór był naprawdę fajny.
Także ustalilismy ze do czasu rozpoczecia tej terapii ,nie bedziemy wszczynać żadnych głupich kłótni,rozmów na ten temat..itd. zeby nie podsycać tych złych emocjii.
Doszliśmy wczoraj RAZEM do tego że rzeczywiscie u nas problem jest z komunikacją..ona jest tragiczna,doszlismy razem i to z uśmiechem na twarzy że co innego mówi partner a ta druga strona odbiera to skrajnie inaczej,wczoraj sie złapałem na tym ze jest to tak głeboko zakorzenione..ze nie rozumiemy sie na poziomie podstawowych potrzeb partnera. W naszej dosyc jednak krótkiej wczorajszej rozmowie,użyłem kilku argumentów z tego co tutaj niektórzy napisali,szczególnie Elle...i powiem ze rzeczywiście ona wczoraj zupełnie inaczej reagowała,była spokojna,rozmawiała ,żadnego uciekania od tematu,kilka rzeczy sie dowiedziałem co myśl i co czuje...Naprawde teraz wiem ze nasz wczesniejszy jezyk komunikacjii z obu stron to była i nadal jest tragedia. I to jest na początek podstawa zebysmy wiedzieli co my do siebie mówimy.

Ona chce przeczytać ten wątek i ..chce sie tu wypowiedzieć.Wczoraj mi powiedziała ze ma pełną wolę naprawy tego związku razem ze mną, oczywiscie nasze osobste uczucia do partnera są na swoim miejscu.Kuleje komunikacja i chęć i sposób wyrazania tych uczuć.

Zobaczymy jak to się potoczy ale jest światełko w tunelu:)
dzięki i pozdrawiam

237

Odp: Dziwny związek...

To dobrze. Tylko ja nie mogę wyjść z podziwu na jakiej podstawie ludzie biorą ślub i mają dzieci, skoro sami przyznają, że nie rozumieją swoich potrzeb 'na poziomie podstawowym' i nie rozmawiają ze sobą smile
no cóż, przynajmniej wreszcie POZNASZ swoją żonę wink

238

Odp: Dziwny związek...

Brawo Robert! Widać nie taki diabel straszny wink
Jest obustronna wola naprawy - doskonaly poczatek.

Życze powodzenia i czekamy na rozwój sytuacji smile

239

Odp: Dziwny związek...

Świetnie :-)
Powodzenia

240

Odp: Dziwny związek...

I brawa dla roberta za inicjatywę - gdyby nie on to małżeństwo by się rozpipczyło.

241

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

I brawa dla roberta za inicjatywę - gdyby nie on to małżeństwo by się rozpipczyło.

Właśnie!
Warto zawalczyć i wykorzystać wszelkie możliwości, szczególnie jeśli w związku są dzieci.
Może w związku Roberta, on jest bardziej świadomy.
Liczę na to, że wypowie się w wątku jego partnerka, bo to może być inspirujące i wiele wnoszącego dla innych związków, w których po latach szwankuje komunikacja.

242

Odp: Dziwny związek...

Dokładnie - robert jest zdecydowanie "moderatorem" wink tego związku. Należą mu się punkty za cierpliwość i chęci, bo z reguły jest odwrotnie- to kobiecie bardziej zależy i czuje się bezradna w obliczu braku inicjatywy i chęci u partnera.

Mam nadzieję, że ona będzie potrafiła to docenić i pójdzie za ciosem.
Fajnie, że podniosła rękawicę big_smile że tak polecę metaforami.

243

Odp: Dziwny związek...

Brawo, Robert! Tylko tak dalej! Tylko nie spocznij na laurach smile
Komunikacja w związku jest bardzo ważna, niestety w swoim małżeństwie odkryłam to trochę za późno.
Trzymam kciuki, żeby się Wam udało! smile

244

Odp: Dziwny związek...

Halo Robert,

jak więści z pola bitwy?
Jestem ciekawa (i pewnie nie tylko ja) jak idzie komunikacja z żoną.

245

Odp: Dziwny związek...

http://www.netkobiety.pl/t11961.html

246

Odp: Dziwny związek...

Jak tam walka? poczytuje z partyzanta.

247 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-11-22 13:25:21)

Odp: Dziwny związek...

No na froncie w porządku:). Zmian w codziennosci gołym okiem jeszcze nie widać,bo to nie mozliwe zeby w tydzien zmienic to co narosło przez lata,ale czuć inną atmosferę,dobrą atmosferę do powolnych zmian. Na razie oboje mamy dużo pracy zawodowej więc jakby odłożyliśmy temat na potem. Od mojej kobiety dostałem także w międzyczasie bardzo ciekawą deklarację na przyszłość,która powinna po wprowadzeniu w życie bardzo dużo nam pomóc w związku.Otóż od następnego roku moja kobieta zamierza skrócić czas swojej pracy o dobre kilkanaście godzin w tygodniu,sama wyszła z inicjatywą tej zmiany:) .Chodzi o jej przemęczenie pracą i przez to jak widać pogorszenie naszych relacjii ale to tylko jeden z wielu powodów naszego konfliktu.Nie będę tego szczegółowo opisywał bo to dosyć skomplikowana sprawa.
Na terapie też przyjdzie czas,tylko musi sie u nas w pracy troszkę poluzować.
Ogólnie wszystko na razie na dobrej drodze.

Wnioski z ostratnich dni ma takie że w tego typu sytuacjach..mimo braku komunikacjii ,musi być obopólno wola do zmian i naprawy,to wtedy nawet jak nie wychodzi od razu to jest motywacja z obu stron,także jesli nie byłoby dobrej woli to nic z tego by nie wyszło.Stądniewiele tu mogęnapisać więcej bo jakby diagnoza jest postawiona ,teraz trzeba leczyć to cholerstwo smile
Dzień w którym zapomnę o tym temacie na forum...będzie dniem wyleczenia...ale to szybko nie nastąpi,więc coś tam napisze od czasu do czasu.
Moja kobita miała tu napisać ale kompletnie teraz czasu nie ma,więc cierpliwości:)
pozdrawiam i dzięki za zainteresowanie

248

Odp: Dziwny związek...

No ciekawie się zapowiada ta konfrontacja.
Duże brawa dla Was, że jest wola i to obustronna:) to tak na zachętę abyście nie rezygnowali zbyt szybko.

249

Odp: Dziwny związek...

http://www.netkobiety.pl/t28860.html

250

Odp: Dziwny związek...

A co ty jej obiecałeś zmianę. I co z tym związkiem partnerskim o którym piszę. Ciągle chcesz dominować nad swoja dziewczyną a ona pewnie też jest alfą. Widzę tu kryzys a właściwie konflikt władzy.

251 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-10 19:27:51)

Odp: Dziwny związek...
kicur napisał/a:

A co ty jej obiecałeś zmianę. I co z tym związkiem partnerskim o którym piszę. Ciągle chcesz dominować nad swoja dziewczyną a ona pewnie też jest alfą. Widzę tu kryzys a właściwie konflikt władzy.

No widzisz to jest wszystko takie trudne jak się starci wrodzoną ,,singlową,, czujność. Potem człowiek nie kuma najprostszych rzeczy. Jest także konflikt władzy bo mi sie wydaje ze wszystko robie najlepiej i jej też,a potem albo ktoś ustępuje ,albo wojna....na kompromis nie idziemy.Już to sobie wyjasnilismy ostatniuo że rzeczywiście bardzo u nas cięzko z dojsciem do kompromisu  tak żeby się spotkać w połowie drogi.
Teraz jest u nas tak że kilka dni super potem konflikt ale za chwilę znowu spokój.Moja kobieta mówi że cytuje,, spokojnie docieramy sie,, ...ale ile można się docierać na poziomie podstawowych relacjii.Obłęd .

Dziś mała sprzeczka o nic...czyli moja racja jest mojsza...
Ja już się nawet nie denerwuje,tylko raczej rozmyślam jak filozof, jak to jest kurna możliwe ,że nie dajemy rady nadawać na tych samych falach.Ja mówię a ona,,możesz przetłumaczyć na mój język ? ,, smile
Ja teraz wiem że nie rozumiem kobiet. Już się tego dialektu nie nauczę.
pozdrawiam

252 Ostatnio edytowany przez kicur (2014-12-10 20:13:50)

Odp: Dziwny związek...

To odejdź ona potrzebuję betę bądź omegę. Dwie alfy nie mogą z sobą współżyć. Prędzej czy później ktoś odejdzie ja już to przewiduję i każdy kto ma troszkę rozumu. Mogę ci zagwarantować że za rok jej nie będzie ale wpierw znajdzie sobie kogoś innego a tobie przysporzy rogi i co wtedy ?
Czytając twoje poprzednie komentarze olewasz ją bo kiedyś chłopczykowi się nie powiodło, uważasz że wszystkie kobiety są takie same a guzik prawda to ty dobierasz sobie dziewczyny pod kątem tego co wyniosłeś z domu.

253 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-10 20:40:40)

Odp: Dziwny związek...
kicur napisał/a:

To odejdź ona potrzebuję betę bądź omegę. Dwie alfy nie mogą z sobą współżyć. Prędzej czy później ktoś odejdzie ja już to przewiduję i każdy kto ma troszkę rozumu. Mogę ci zagwarantować że za rok jej nie będzie ale wpierw znajdzie sobie kogoś innego a tobie przysporzy rogi i co wtedy ?
Czytając twoje poprzednie komentarze olewasz ją bo kiedyś chłopczykowi się nie powiodło, uważasz że wszystkie kobiety są takie same a guzik prawda to ty dobierasz sobie dziewczyny pod kątem tego co wyniosłeś z domu.

Też mi się tak wydaje że jednak u nas rozstanie to kwestia czasu,chcemy oboje niby dobrze ale nie wychodzi...ja tak wczesniej myślałem że jedyna droga żeby przywrócić stare relacje to musimy sie rozstać,bo to pokaże komu na ile zależy naprawdę. Widocznie są tacy ludzie ze nie potrafią naprawiać a jedynie zacząć od nowa.
No zobaczymy jak to będzie.

Kurde ale czy jakieś relacje z domu rodzinnego  naprawde mają az taki wpływ na takie duperele jak rozmowa dwojga osób? Mi się zawsze wydawało ze zeby sie dogadać wystarczy trochę dobrej do tego woli...nawet z głuchoniemym dało by radę jakby chciał a co dopeiro zwłasną dziewczyną.Widocznie nie znam życia jeszcze..:)
pozdrawiam

254

Odp: Dziwny związek...

Robercik byliście u psychologa , poradni ??
Czytaliście proponowana literaturę ???

255

Odp: Dziwny związek...
ryba81 napisał/a:

Robercik byliście u psychologa , poradni ??
Czytaliście proponowana literaturę ???

Tak czytałem,ona nie.
U psychologa...jeszcze nie,ale to jest zaplanowanejak tylko sie zwolni z pracą u nas juz pisałem.

No czekam na tego psychologa,ale w międzyczasie sonduję nasz związek..i własciwie niewiele sie zmieniło,poza tym ze jest dużo  mnie kłótni,własciwie ich wcale nie ma,drobne sprzeczki,ale to jest dlatego ze sie oboje pilnujemy,po prostu pasujemy wczesniej zeby sie nie ,,nakręcic,, i to w sumie jest pozytywne,ale te nasze relacje na poziomie podstawowym leżą.
Dziś np. zwykła normalna rozmowa o rachunkach,moje pyatnie na co poszło to to i to...i nic..zwieszona głowa i zdawkowe odburknięcie - na życie. Ok tylko zechciałem rozmowy na ten temat zeby że tak powiem przegrupować nasze finanse,troszkę zmienić wydatki....rozmawiałem spokojnie bez emocjii...i od razu na mnie atak ze ją rozliczam. Więc próbowałem spokojnie wytłumaczyć ze absolutnie nie,tylko chciałem pogadać,ona nie chce gadać bo wszystko wiadomo...

No i to takie własnie idiotyczne bezsensowne obojetne podejscie z jej strony.We mnie sie gotuje na to jak ona podchodzi do zwykłej rozmowy..sam temat rozmowy absolutnie nie wyprowadza mnie z równowagi. To własnie ta wczesniej opisywany obojętność,brak zaangazowania ,brak zrozumienia dla mnie ze w sumie chciałem tylko pogadać o tym czy o tamtym. Straszne to jest. Nie jestem w stanie zdiagnozować tego braku otwartosci na tak banalny temat ..jak rozmowa o rachunkach. I potem to sie przekłada na nasze relacje w innych motywach.
Ale ja juz to przeciez pisałem:)

256

Odp: Dziwny związek...

ale te nasze relacje na poziomie podstawowym leżą.

Ja nie wiem chłopie na czym ten wasz związek w ogóle polega.. Nie rozmawiacie ze sobą w ogóle - rachunki i kto dziś wyniesie śmieci to nie rozmowa.
Prowadzicie 2 oddzielne życia. Nawet jeśli ją "za włosy" zaciągniesz do psychologa to pewnie tam też nic z siebie nie wydusi.

Więc albo sprawa ma drugie dno i ta kobieta nic do Ciebie nie czuje, wypaliła się uczuciowo i ciągnie tę relację z wygody- a wiele na to wskazuje z tego jak reaguje na Ciebie, Twoje próby podniesienia temperatury i atmosfery w związku, jej zerowe zaangażowanie i inicjatywa, plus- godzenie się na wszystko co wymyślisz "na odwal się" -żebyś już tylko przestał pier...ić wink
Albo ona po prostu jest taki typem człowieka- ja to nazywam śpiący Muł wink sorki , ale nie przepadam za mrukami.

Tak czy inaczej, tak jak kiedyś pisałam, moim zdaniem reanimujesz trupa. A trupowi jest wszystko jedno co się z nim dzieje, bo i tak niewiele już czuje. To by była odpowiedź na tę 'obojętność'. Wszystkie symptomy wypalenia się zgadzają.

257 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-12-10 22:06:30)

Odp: Dziwny związek...

Elle powiem tobie że ja wiem chyba tyle co ty smile
Może rzeczywiscie jest taka sprytna że zamierza te życie tak prowadzić na zasadzie życia obok siebie.
Jej rodzice tak żyli i żyją do dziś..relacje na poziomie własciwie zerowym,jedno ucieka od drugiego....ale jakoś tam żyją. Zawsze  mówiłem że nigdy tak nie skończę..to by była jakaś masakra,wolałbym do końca życia byc singlem niż udawać bycie razem przed całym światem. Może ona to wyniosła z domu..?

Jeśli chodzi o te rozmowy..to ona jest zawsze ale to zawsze bardzo oszczedna w mówieniu....ja 5 zdań -ona jedno słowo.

Jeszcze chciałem coś napisać co sie ostatnio wydarzyło,otóż moja kobieta jakby wykazała jakieś szczatkowe zaangazowanie w naprawę związku ze swojej wyłącznie inicjatywy,i spytała w pracy ,,dyżurnego psychologa,, o pare rzeczy.Pdsycholog jej powiedział żeby sprawdzić nasz typ osobowości.
Wyszło że ja jestem cholerykiem (nie w negatywnym znaczeniu)...a ona cóż mieszanka....sangwinik plus coś tam jeszcze.
Dodatkowo moja kobieta powiedziała mi ze jest skrajnym introwertykiem i bardzo ciezko jej rozmawiać o uczuciach o tym co sie w jej wnętrzu dzieje.
U mnie jest totalnie na odwrót,zawsze wyrzucam z siebie negatywne emocje,nie mam zadnego problemu z wyrazaniem lub rozmową o uczuciach.
Fakt ze kiedyś nigdy nie prowadzilismy takich rozmów..nie było potrzeby,nei było kryzysu,wydawało mi sie że jest normalną otwartą osobą,z którą można gadać do rana o wszystkim.

Doszliśmy na tej podstawie do wniosku że dlatego nam sie ciezko zyje....Ja problem chce rozwiązać od razu ...ona musi pomilczeć 3 dni pomyśleć i dopiero coś tam.
I to rzeczywiscie działa w naszym związku....jesli są takie motywy ze ja na siłę zamykam sie wsobie i nie odzywam to ona za 2-3 dni reaguje,jesli natomiast zareaguje tak ze od razu chce pogadac i wyjasnic to ona sie jeszcze bardziej zamyka w sobie i żadną siłą jej nie mozna zmusic do rozmowy.
Innymi słowy ja ją niszcze jak chce rozmawiać,ona mnie niszczy gdy ja muszę milczeć. Idiotyzm ...a jednak możliwe.

To sie także przekłąda na takie motywy jak moja wyprowadzka,teraz to zauważam...Jak sie pakuje i mówie ze odchodzę,to jest cisza,nie zatrzyma mnie nigdy przenigdy....ale to mnie irytuje...ale jak jużsie przemogę i wyjdę..ona dzwoni na drugi dzień i pyta dlaczego sie wyprowadziłem. Dla mnie chore..

258

Odp: Dziwny związek...

Odpowiedz jest przeciez prosta, mowia o tym same kobiety oraz linki do watkow, ktore powklejalem.

Ale zastanowmy sie inaczej. Ile uwagi, troski, funduszy poswiecam na naprawe i konserwacje samochodu, ktory wprawdzie uzywam ale w dowodzie rejestracyjnym nie jestem wpisany jako wlasciciel, a ile uwagi, troski, funduszy poswiecam na naprawde i konserwacje samochodu, ktory uzywam i w dowodzie rejestracyjnym jestem wspisany jako wlasciciel?

259 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-12-11 14:47:45)

Odp: Dziwny związek...

Ja tak sobie myślę, robert, że jak z tobą tak wygląda komunikacja w realu jaką my tutaj mamy z tobą od tylu stron to bardzo kiepsko.
Związek to trup, który od czasu do czasu jak nim potrząśniesz i palcami poprawisz mu usteczka to uzyskasz coś na kształt grymasu zbliżonego do uśmiechu, a ty to bierzesz za dobrą monetę, że trup żyje i sadzasz go do stołu..

Nic do ciebie nie dociera. Będziesz z nią po tych psychologach łaził kolejne 9 lat, aż na swój własny widok będziecie wymiotować.
Nie ma uczuć tylko rozsądek i próby sklejania czegoś, co może KIEDYŚ kiedyś tam przypominało uczucie, bo NIE MA SZANS na pełną miłość wśród ludzi u których komunikacja leży i kwiczy do tego stopnia. Oboje "kochaliście" wyobrażenie na temat drugiej osoby, a teraz okazuje się, że jesteście dla siebie 2 obcymi osobami.

Jak śpiewał Perfekt: "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść.." wink

260

Odp: Dziwny związek...

Też twierdzę iż Robercik jędzy trochę przydługo zamiast baby się pozbyć.
Przynajmniej koniom będzie lżej smile

Posty [ 196 do 260 z 928 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026