Robert - i co tam u Ciebie? Jak się sprawy mają?
Nie wiem czy w ogóle pisac bo sie śmiać będziecie pewnie o jaką w sumie pierdołe można sie poprztykać
,ja już sie tym chyba powoli nie przejmuje bo to tak śmieszne jest że do cyrku sie nadaje.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 … 15 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Robert - i co tam u Ciebie? Jak się sprawy mają?
Nie wiem czy w ogóle pisac bo sie śmiać będziecie pewnie o jaką w sumie pierdołe można sie poprztykać
,ja już sie tym chyba powoli nie przejmuje bo to tak śmieszne jest że do cyrku sie nadaje.
Podobne tematy
Ooo..Patrzajcie go!
To Robert vel 247 śmieje się z naszego poczciwego crusha - w inszym wątku- a sam odpierdziela niezłą farsę ze swoją lejdi..
Jak mam to rozumieć?
Przyznam, że jestem wstrząśnięta (jeszcze nie zmieszana).
http://pl.memgenerator.pl/mem-image/no-co-to-kurwa-jest
Ooo..Patrzajcie go!
To Robert vel 247 śmieje się z naszego poczciwego crusha - w inszym wątku- a sam odpierdziela niezłą farsę ze swoją lejdi..
Jak mam to rozumieć?Przyznam, że jestem wstrząśnięta (jeszcze nie zmieszana).
No ale to nie przeszkadza mi żeby zauwazyć błędy crusha,w końcu forum jest od pomagania...a zresztą ja mam zupełnie inny problem
..Ja coś napiszę crushowi a moze on mi doradzi w mojej kwestii,liczy się spojrzeć z boku..I absolutnie się z nikogo nie śmieję,żartobliwy ton wypowiedzi nie oznacza bagatelizacjii czyichś uczuć...tym bardziej że dawno temu byłem w podobnej sytuacjii ..może i nawet gorszej:) No tak czy nie..?:)
pozdrawiam
Ok więc możecie się śmaić napiszę co tam z tym kinem było:)
Otóż moja kobieta ma takie zboczenie...fetysz...uwielbia chodzić do kina,nieważne co grają..ona to kocha,mogłaby tam chodzić ciągle.....żeby było zabawniej...ja nienawidze chodzić do kina.
Więc podczas naszego 9 letniego związku byłęm z nią w kinie ...3 razy ![]()
Ale jako ze pracujemy nad naszymi relacjami a od niej wyszła inicjatywa,co do kina zawsze wychodzi od niej
..to mówie ..a .uj , idę.
Ale moja intuicja mnie nie oszukała.
Poszliśmy do kina ,
cdn.
Źdzbło u kogoś, belki u siebie nie.
Źdzbło u kogoś, belki u siebie nie.
No i po co te uszczypliwości...na tym samym wózku jedziemy:)
maniek_z_maniek napisał/a:Źdzbło u kogoś, belki u siebie nie.
No i po co te uszczypliwości...na tym samym wózku jedziemy:)
Wątpie
No ale Robert, jak jest teraz, bo historia z kinem była już kilka dni temu.
robert247 napisał/a:maniek_z_maniek napisał/a:Źdzbło u kogoś, belki u siebie nie.
No i po co te uszczypliwości...na tym samym wózku jedziemy:)
Wątpie
Widzę że masz jakieś problemy osobiste skoro zaczynasz prowokować scysje na forum.Ok przyjąłem.
ciąg dalszy kina:
A wiec poszliśmy do tego kina....no i ..nie wiem czemu nigdy tak nei było,było tam starsznie gorąco,czy klima siadła nie wiem ale była miazga,rozebrałem sie do podkoszulka a io tak upał,pełna sala ludzi zaduch niemiłosierny,o filmie nie wspominam przez litość,no i te 30 minut reklam...kocham ten bezsens.
Koniec reklam..mowie do dziewczyny że chyba zle soie czuje w tym zaduchu,filmu nei ma bo reklamy ....zero odzewu.
Za 15 minut mówie że chyba nie wytrzymam do końca tego seansu albo się zaraz ugotuję...zero odzewu(film się zaczął..)
Następne 15 minut i..katorga...autentycznie chciałem wstać i wyjść z tego kina...ale ten wieczór miał być fajny wiec zagryzam zęby i mówie szeptem:
-Miśku słuchaj dasz radę dooglądać ten film sama...ja wyjdę i poczekam na ciebie w KLIMATYZOWANYM barze....- zero odzewu..dosłownie.
No cóż dalej było już tylko gorzej z moją fizyką i psychiką...ale w pewnym momencie stwierdziłem że nie popsuję jej tego wieczoru i dotrwam do końća....15 minut przed końcem filmu autentycznie stwierdziłęm że zejde na zawał zaraz...ale .uj z tym przynajmneij sie juz nie bede męczył.
Dzwonek na przerwe wyrwał mnie z letargu ...i wtedy wyszedłem jak najszybciej na dwór..po zaczerpnięcie 3 machów zimnego powietrza i..3 machów LM link organizm jak nowo narodzony..wtedy zamiast zrezygnowania pojawił sie wkurw...Po co ja tam szedłem w ogóel,dlaczego robię coś przeciwko sobie..i w końcu najważneijsze....Jakim k...wa cudem moja własna dziwczyna przez 120 minut nei była w stanie wydusić słowa ani jednego?!!! Impossible
Do domu poszedłem sam nawet na nią nie czekałem..szła 30 metrów za mną.....dalej ani słowa.
Wchodzimy do domu..dalej ani słowa...
kładzie się spać ..dalej ani słowa...
Więc pytam grzecznie ....Dlaczego keidy w kinie pytałem o coś nie odpowiadałas?
Odpowiedz ..UWAGA - A ty coś w kinie pytałeś?
oho helou..are you there..?
Czysta dzuma,dziewczyna jest tak zadzumiona że nie zauważyła będąc 11 cm ode mnie przez 2 godziny że tutaj odpalam rakiety i fajerwerki...miazga dla psychiki,mojej psychiki.
Za chwilę po wyjasnieniu..ona mówi że:
A no to jak sie zle czułęś to mogłęś wyjść z kina...
-Wtedy bys sie pewnie wkurzyła ze wyszedłem i ci wieczór popsułem bo chciałas romantyczny wieczór..cokolwiek to znaczy
-Niee..ja bym wyszła za tobą i bysmy poszli do domu..no ajk sie zle czułęś to nieważny film..
Potem kłótnia wytykanie braku czułosci,braku reakcjii...klasyka.Powiedziałem jej wtedy ze juz nigdy w tym związku nei zrobię nic przeciwko sobie..nawet dla ciebie.
Następne dwa dni..spedzilismy razem i było naprawde zajebiscie....i jest do teraz...pytanie tylko kiedy bedzie następny raz;),Ogólnie chyba we mnie coś pękło i..trochę mi przestało zalezeć na tym wszsytkim,zostawiam to swojemu biegowi,ona też jakby bardziej uczuciowa sie stała ostatnio...ale ja już na nic nie liczę ,po prostu nei bede jej na siłęe zmieniał.
pozdrawiam
Niezła faja z ciebie..
Jak tak czytam te "opowieści z krypty" to mam wrażenie, że pisze to 13-letni facet, a nie dojrzały mężczyzna, będący w długoletnim związku.
Kobieta zachowuje się jak rozwydrzony bachor, a ty nie umiesz stawiać żadnych granic.
Historię z kinem trudno skomentować poza jednym: Ona nie ma do ciebie za grosz szacunku, ale patrząc jak pozwalasz sobie skakać po łbie to wcale jej się nie dziwę.
I tak będziesz cały w skowronkach jak tylko rzuci ci jakiś ochłap swojej uwagi.
Porażka.
Robercik zanim doszłam do końca czytać wpadło mi pytanie do głowy : czy ona w tym huku reklam słyszała co mowisz . Przeciez w jakis sposób by zareagowała , choćby ruchem głowy , dopytałaby jesli czegoś nie dosłyszała. Ona nic . W dalszej części potwierdziło sie ze jednak nie słyszała .
Nakręcasz sam takie sytuacje .
Niezła faja z ciebie..
Jak tak czytam te "opowieści z krypty" to mam wrażenie, że pisze to 13-letni facet, a nie dojrzały mężczyzna, będący w długoletnim związku.
Kobieta zachowuje się jak rozwydrzony bachor, a ty nie umiesz stawiać żadnych granic.
Historię z kinem trudno skomentować poza jednym: Ona nie ma do ciebie za grosz szacunku, ale patrząc jak pozwalasz sobie skakać po łbie to wcale jej się nie dziwę.
I tak będziesz cały w skowronkach jak tylko rzuci ci jakiś ochłap swojej uwagi.Porażka.
Wiesz z tymi 13 latkami odniosłem podobne wrażenie ![]()
Ja własnie ciągle stawiam granice..a ona za mną lata...No ale z tymi uczuciami tzn. ich okazywaniem lipa.
No więc byc moze nie słyszała rzeczywiscie..ale co miałem megafon wziąć czy z mikrofonem na scenie stanąć..w sumie mogłem...
To tak wygląda latanie za facetem?
Brak czułości i ogólnie wywalone? Dobry wkręt ![]()
To tak wygląda latanie za facetem?
Brak czułości i ogólnie wywalone? Dobry wkręt
Nie brak czułości..tylko BRAK OKAZYWANIA CZUŁOŚCI - To dwie inne rzeczy.Ona czułosć okazuje na swój sposób.Niakceptowalny:)
No własnie to jest dziwne,lata za mną w sensie jak sie wkurw...i wtedy pyta jak Maciek z Klanu...co co co sie stało? A ja nic nie wiem ...
Ale supcio..hihihiihih
Po przeczytaniu historii z kinem chyba zaczęłam doceniać mój status singla ![]()
Masakra.
Rozumiem, że to długi status tego związku trzyma was przy sobie? Czy co?
W skrócie: Ona wie, że on nie odejdzie nawet jak mu narobi na głowę, więc nie ma oporów żeby odpieprzać mu takie akcje jak w kinie.
On tłumaczy sobie jej obojętność i rzadkie "zrywy" kiedy dostaje jakiś ochłap czułości (czy jak to nazwać?) tym, ze ona go kocha na zabój, ale się wstydzi to okazać
itd itd.
Taki jałowy związek toczący się siłą rozpędu, I nikt nie chce się wychylać z konkretnymi decyzjami ze strachu przed samotnością.
Klasyk ![]()
Niemniej wyczuwam w tym symbiozę.
Skoro oni "bawią się" w tę swoją grę już tak wiele czasu, to chyba obojgu to odpowiada: ona- zimna lady, on nadskakujący jej giermek. Zastanawiam się w jakim celu autor rozpoczął dyskusję: może aby sie zwyczajnie wyżalić? I zobaczyć, że inni też funkcjonują w takich związkach, najwidoczniej żyją.
Oj Robert, związek jak trup. I na litość boską, dlaczego Ty matkę swoich dzieci nazywasz jakaś tam dziewczyną, a nie żoną, narzeczoną. I dlaczego też nic nie piszesz o swoich dzieciach? One żyją, chłopcy czy dziewczynki? Tylko o osobie. No nic, to co piszę, to i tak nieważne, niewiele wnosi do dyskusji - jakaś tam uszczypliwość. Związek z przyzwyczajenia, ale chyba tak Wam dobrze - tak też to odczytuję jak koleżanka powyżej.
Historia z kina wygląda na "walkę o łopatkę w piaskownicy", z tym że w roli głównej jest dwoje dorosłych ludzi. Sorry nawet trochę roześmiałem się, jak to sobie wyobraziłem
Oboje co chwilę strzelają fochy, nie wiedzą czego chcą tak naprawdę, brak wspólnych celów - mocno pracowali nad tym co mają. Jak to chińskie przysłowie, które mówi, że proste drogi są najlepsze.
No tak, poszla do kina bo to jej pasja. Film ja wciągnął i nie slyszala narzekajacego 'chlopaka' ktorego andropauza wlasnie siegnela zenitu. On wytrzymał do konca seansu z zacisnietymi trzonowymi, bez fajki i klimy tylko po to, zeby udowodnic sobie jak to bardzo zalezy jemu na jej szczesciu...po czym po odcierpieniu piekielnych katuszy wygarnal jej wszystkie bledy od kamienia lupanego poczawszy na sali kinowej skonczywszy.
No tak, poszla do kina bo to jej pasja. Film ja wciągnął i nie slyszala narzekajacego 'chlopaka' ktorego andropauza wlasnie siegnela zenitu. On wytrzymał do konca seansu z zacisnietymi trzonowymi, bez fajki i klimy tylko po to, zeby udowodnic sobie jak to bardzo zalezy jemu na jej szczesciu...po czym po odcierpieniu piekielnych katuszy wygarnal jej wszystkie bledy od kamienia lupanego poczawszy na sali kinowej skonczywszy.
Tak ..tak było ![]()
Zresztą wszyscy macie tutaj rację..ostatnie 6 postów,z każdego trochę racjii jest.
Mamy trójeczkę fajnych dzieciaków. Moja partnerka mówi mi zawsze ze nie warto rozbijać tego związku(z mojej strony) bo dzieci powinny mieć rodziców razem itd. na pewno racja,tylko jak życ panie premierze..?
Ja wiem ze popełniliśmy trochę błędów w tym związku,może i też chęć posiadania razem dzieci było to pochopne...ale ludzmi w różnym okresie życia targają różne emocje i potrzeby.
Powiem wam że ja się łapię na tym czasmi czy naprawdę ją kocham...zawsze wydawało mi się że tak,a nawet byłem pewien.Ale obserwuje od niedugiego czasu ze czara goryczy przelewa sie.
Ja nawet przestaje powoli miec do niej o cos pretensje (tak na powaznie),bo no coz ona jest soba ,ja powoli wracam do siebie samego.Pytanie czy na koncu tego powrotu do wlasnego ,,ja,, bedziemy mieli jeszcze ze soba cos wspolnego.
pozdrawiam
Historia z kina wygląda na "walkę o łopatkę w piaskownicy", z tym że w roli głównej jest dwoje dorosłych ludzi. Sorry nawet trochę roześmiałem się, jak to sobie wyobraziłem
Oboje co chwilę strzelają fochy, nie wiedzą czego chcą tak naprawdę, brak wspólnych celów - mocno pracowali nad tym co mają. Jak to chińskie przysłowie, które mówi, że proste drogi są najlepsze.
Idealnie to ująłeś.
Z moją kobietą sprawy ogólnie trudne i skomplikowane wychodzą dobrze,natomiast te proste i banalne są dla niej nie do przeskoczenia.
Pamietam jak po tym kinie z nią gadałęm ,nawet nie poto by ją nawracać,tylko ze zwyczajnej złosci,na jej sposób bycia.
Mówię w kinie nie dosłyszałas..ok,po kinie szłas za mną nawet nie krzyknełaś słowa..tylko w milczeniu do domu,nawet w domu gdybym sie nie odezwał to tez cisza....po prostu co trzeba mieć w głowie by sie tak zachowywać,dla mnie to skrajnie nienaturalne.To tak jakbym wyjechał na koło podbiegunowe spotkał eskimosa a on do mnie po polsku; Czesc jak sie masz ,jak leci ,idziemy na flaszkę? Byłbym zdziwiony,zszokowany...tu jest podobnie.
I ona nie dlatego sie nie odzywa ze se pokłocilismy -nie jestesmy w najlepszej zgodzie tylko jak to ona mówi...no a co miałam powiedziec? Tak jakby traciła zdolnosc racjonalnej naturalnej oceny sytuacjii.
Jak ja widze ze ktos sie zle czuje,to przecież widać niekiedy wyraznie....to się pytam ,,Jak sie czujesz?,, Coś nie tak?
Natomiast ona jest tego pozbawiona,nie tylko w stosunku do mnie ,do wszystkich,jakby mało lotna i empatyczna była.
Chciałbym uciąć dywagacje na temat mojego sugerowanego ,,ciapkowania,, w tym zwiazku.Tak nie jest. To że staram sie rozmawiać z drugą osobą czy nawet pozwalam na niektóe ruchy z jej strony to na pewno nie z tego powodu ze się boję ją stracić ,po prostu pewne rzeczy nie odpowiadają.
Kiedys oczywiscie lata temu zachowywałem sie jak np. crushheart..ale wyrosłem z tego:)..nie te lata:)
Oj Robert, związek jak trup. I na litość boską, dlaczego Ty matkę swoich dzieci nazywasz jakaś tam dziewczyną, a nie żoną, narzeczoną. I dlaczego też nic nie piszesz o swoich dzieciach? One żyją, chłopcy czy dziewczynki? Tylko o osobie. No nic, to co piszę, to i tak nieważne, niewiele wnosi do dyskusji - jakaś tam uszczypliwość. Związek z przyzwyczajenia, ale chyba tak Wam dobrze - tak też to odczytuję jak koleżanka powyżej.
No a jak mam nazywać,stan faktyczny na dziś - dziewczyna.
Dzieci super,zdrowe:)
Moze i masz racje z tym przyzwyczajeniem.
Pewnie coś sie tu musi wydarzyc ,coś wybuchnąć i wtedy bedzie widac efekty,albo sie rozstaniemy albo nie.A może macie jakieś rady jak jej to wytłumaczyc zeby zrozumiała ze jej zachowanie jest tak po prostu nietaktowne? Nie tylko do mnie ale w ogóle.Czy to w ogóle da sie tak wytłumaczyc zeby ta druga osoba to zrozumiała?
pozdrawiam
Skoro nazywasz ją dziewczyną, to znaczy, że w Twojej głowie ją tak postrzegasz. Ja np. nawet kiedy nie byliśmy zaręczeni mówiłam na swojego faceta narzeczony, bo jakoś mi tak pasowało, tak czułam i tak było właściwie. Ale to w sumie nic nie wnosi.
Robert, a ile Ty masz lat, że Ty chcesz zmieniać drugiego, dorosłego człowieka. Wychowanie i wpajanie zasad ma się przy dzieciach. Wiążąc się z dorosłym człowiekiem role jakie pełnimy to: partner, kochanek, dziewczyna, chłopak, mąż, narzeczona, matka dzieci, ojciec, dziadek, babcia
. Ty teraz chcesz się bawić w wychowywanie żony? Przecież doskonale wiesz, że człowiek zmienia się sam z siebie, jeśli zechce. Gdzie tu mowa o jakiejś akceptacji lub nie (ale to dokonaj wyboru i bądź konsekwentny), która jest podstawą związku. Długo tak będziesz przepychał się o zabawki w piaskownicy.
Ja nawet rozumiem Twoją kobietę w tym kinie (ale powinna zareagować na Ciebie). Zaprosiła Cię do kina, było to w okresie napięcia, kłótni, a Ty strzelasz fochy, rozbierasz się, robisz sceny (naprawdę, nie mogłeś zrobić to dyskretniej, np. powiedzieć, przepraszam kochanie, muszę wyjść na chwilę do toalety, tam ochłonąć, zapalić papierosa, wrócić), ją po prostu wściekłość zalała, bo nawet wtedy, kiedy wyciągnęła rękę na zgodę, nie potrafiłeś zadziałać dla "my", tylko "ja" się proszę państwa duszę! Ja jestem księżniczką. Co miała zrobić? Zamknęła się i tyle. Miała Cię dość. Z Twoich wpisów wychodzi, że jesteś naprawdę męczącym kolesiem.
Skoro nazywasz ją dziewczyną, to znaczy, że w Twojej głowie ją tak postrzegasz. Ja np. nawet kiedy nie byliśmy zaręczeni mówiłam na swojego faceta narzeczony, bo jakoś mi tak pasowało, tak czułam i tak było właściwie. Ale to w sumie nic nie wnosi.
Robert, a ile Ty masz lat, że Ty chcesz zmieniać drugiego, dorosłego człowieka. Wychowanie i wpajanie zasad ma się przy dzieciach. Wiążąc się z dorosłym człowiekiem role jakie pełnimy to: partner, kochanek, dziewczyna, chłopak, mąż, narzeczona, matka dzieci, ojciec, dziadek, babcia
. Ty teraz chcesz się bawić w wychowywanie żony? Przecież doskonale wiesz, że człowiek zmienia się sam z siebie, jeśli zechce. Gdzie tu mowa o jakiejś akceptacji lub nie (ale to dokonaj wyboru i bądź konsekwentny), która jest podstawą związku. Długo tak będziesz przepychał się o zabawki w piaskownicy.
Ja nawet rozumiem Twoją kobietę w tym kinie (ale powinna zareagować na Ciebie). Zaprosiła Cię do kina, było to w okresie napięcia, kłótni, a Ty strzelasz fochy, rozbierasz się, robisz sceny (naprawdę, nie mogłeś zrobić to dyskretniej, np. powiedzieć, przepraszam kochanie, muszę wyjść na chwilę do toalety, tam ochłonąć, zapalić papierosa, wrócić), ją po prostu wściekłość zalała, bo nawet wtedy, kiedy wyciągnęła rękę na zgodę, nie potrafiłeś zadziałać dla "my", tylko "ja" się proszę państwa duszę! Ja jestem księżniczką. Co miała zrobić? Zamknęła się i tyle. Miała Cię dość. Z Twoich wpisów wychodzi, że jesteś naprawdę męczącym kolesiem.
Widzisz ja wiedziałem ze takie słowa tu padną w odpowiedzi na mój post.Może ja po prostu nie umiem tego dobrze wytłumaczyć ani jej..ani wam.
Ja tylko zdjąłem w kinie kurtkę i bluzę...no było mi gorąco..inni tez sciągali..coś w tym złego czy niestosownego?
No własnie o to chodzi ze ja to zrobiłem chyba zbyt dyskretnie,wprost nei pasowało to mojej natury bo zawsze zdecydowanie wyrazam swoje poglądy,a tu było cichutko i dyskretnie.
Ale zaraz zaraz czy uwazasz ze w ciągu 2,5 godziny na sali kinowej...3 zdania w odstępie około 30 minut to jest ,,męczący koleś,,? Kurde no to moze ja jestem jakiś dziwny,ale jak kiedyś z innymi dziewczynami sie do kinna szło to gadaliśmy pół filmu...
I powtarzam ja nie strzeklałęm fochów...to tak jakbym np. zasłabł w tym kinie - To tez by było strzelanie fochów? Dla mnei dziwne i niezrozumiałe. Ale może rzeczywiscie masz racje ,moze powinienem w ogóle do tego kina nie isc,włączyc fim na kompie ,otworzyć łiskacza i spedzić miło wieczór sam ze sobą.Nastepnym razem juz tego błędu nie popełnie.
Co do zmiany,uwierz ja mam swiadomosc tego ze człowieka ciezko zmienić,ale czy ja prubowałem ją zmianiac? TAK..przyznam sie,wiem ze to nei daje efektu wiec dlatego coraz wiecej we mnie obojetnosci,ale wiesz staram sie zeby to wróciło na własciwe tory..tzn. żeby ona była heppy i ja,zebysmy nie musieli sobie coś tam wyrzucac ze komuś coś nie pasuje. To jest tym trudniejsze ze jej własciwie wszystko pasuje,rozminelismy sie z oczekiwaniami w połowie tego związku..stąd ta sytuacja tak się ciągnie.
Przyznam sie że boję się jednej rzeczy...że jak sie przeleje we mnie i odejde to nie bede chciał już wrócić...bo ona nie odejdzie sama...a gdybym odszedł to bedzie chciała naprawiać...tylko wtedy obawiam sie ze moge juz nie chcieć,ale bez zadnego zalu czy nienawisci bo moja kobieta nie robiła i nie robi mi zadnej krzywdy...tylko po prostu z takiego wypalenia się tym wszystkim...energia ze mnei po prostu ulatuje.Czuję to.
3 lata temu walczyłęm jak tygrys ...dziś na te same rzeczy reaguje obojętnie,pogodziłęm się z wieloma motywami.W ogóle ja jestem taki typ który całe życie ciągnie pod prąd...może czas powiedzieć dosć i spłynąć z nurtem.
pozdrawiam
No to z tego co piszesz, to już wypływa taka schizofrenia. Niby opisujesz fakty, jak było. Później, po ocenie wydarzenia przez innych mówisz, sorry, wiecie, to chyba nie było tak, źle się wyraziłem. Robert, ja mam wrażenie, że rozmawiam z nastolatkiem, który ma problem z emocjami, wąs mu się rzucił i ma burzę hormonów. Ja w Tobie partnera nie widzę, tym bardziej partii na męża. Ojcem nie wiem jakim jesteś. Być może dlatego ten związek wygląda tak, a nie inaczej - jest zabawą i przepychanką dwojga niedojrzałych ludzi. Chciałbyś mieć prawdziwą rodzinę, żonę taką jak z obrazka, ale nie umiesz jej stworzyć i nie potrafisz wytworzyć atmosfery domu, bezpieczeństwa, patrzeć na tę kobietę jak na swoją żonę/matkę swoich dzieci/partnerki. Smutne ale prawdziwe. Nie każdy się nadaje.
Może rzeczywiscie nie doceniam tego co mam,cholera wie.Może rzeczywiscie skupiam sie na pierdołach,ciągłej walce,idealizowaniu mojego związku,a powinienem zajac sie tym co mam życie,dzieci,praca..w końcu może tak jest ze czas sie pogodzić ze powiedzmy 10-15 letnie związki tak wyglądają,i nie wnikać w to..?
Kurde ale to jest paradoks,pamietam ze jak byłem młokosem powiedzmy do 25 roku życia to sie w ogóle nad związkami,relacjami z partnerem i w ogóle nie rozwodziłęm,nie psułem ,nie naprawiałem..olewałem pozostawiałem bieg jakbo losowi,co bedzie to bedzie,a teraz szkoda gadać...a moze przesilenie wiekowe? Mam 38 lat..:),może zwalam tu winę na zachowanie dziewczyny a to coś zupoełnei innego.
Może rzeczywiscie nie doceniam tego co mam,cholera wie.Może rzeczywiscie skupiam sie na pierdołach,ciągłej walce,idealizowaniu mojego związku,a powinienem zajac sie tym co mam życie,dzieci,praca..w końcu może tak jest ze czas sie pogodzić ze powiedzmy 10-15 letnie związki tak wyglądają,i nie wnikać w to..?
Robert, to się nazywa dojrzałość, branie odpowiedzialności za rodzinę w pierwszej kolejności, później za Was, za rozwój własny. Musisz stać się mężczyzną. Zobaczysz, że jak zmienisz swoje nastawienie, z tych rzeczy i historii, które nam tutaj opisałeś (kłótnie, wyprowadzki, fochy, czepianie się o pierdoły, zrywania, emocjonalna huśtawka etc.) będziesz się śmiał, a może nawet lekko wstydził, a dojdą Ci zupełnie inne problemy (realne, życiowe, ważne) nad którymi będziesz musiał z małżonką pracować.
Koniec października
na weekend teraz który spędzaliśmy razem długo gadaliśmy o tym że się kochamy,że jakiekolwiek rozstanie nie wchodzi w rachubę,
4-5 dni było super - ona spełniała twoje oczekiwania
4-5 dni potrafi a potem amba.
O godzinie 18.00 podchodziła,przytulała się ,mówiła że mnie kocha nad życie....a o 21.00 kiedy po po nieporozumienie o bzdurę powiedziałem ze jutro się wyprowadzam,
bach po kłótni o bzdure wyprowadzasz sie , wracasz po 2dniach .
ja wracam za 2 dni ona mówi ze kocha ,przytula sie...itd.
i jest znowu niby ok ale ty zaczynasz wracac do jej jakiegos zwiazku z przed 10lat i próbujesz jej wmówić ze cie zdradziła ( byliście tylko 2tyg "związkiem ") tworzy sie napięta sytuacja ale jakos jest .
Wczoraj moja kobieta powiedziała że idziemy do kina,cały wieczór i noc dla nas,dzieci u babci...super hiper.
Ty naprawde nie widzisz tego starania ?? Uwazasz ze zwiazek to ciagła sielanka i spijanie sobie z dziubków . Jak to powyzej ma sie do tego ponizej ??
A kiedy z mojej strony następuje pass,i zaczynam zyc codziennym normalnym trybem to jest tak:
Jakis seks?
Niee zmęczona jestemKocham Cie..
- No to bardzo dobrze ze mnie kochaszpragne cie
-bardzo dobrze ze pragnieszwymysliłem coś!
-bardzo fajnei ze wymysliłes,ok ide spaćcjhciałbym pogadac o czyms
-znowu o tym samym?może spedzimy sami sobotę?
-No to wymyśl coś jak chcesz.To tylko obrazowy opis dla was,w rzeczywistosci robie to duzo subtelniej i nei tak wprost:)
Ale jako ze pracujemy nad naszymi relacjami a od niej wyszła inicjatywa,co do kina zawsze wychodzi od niej smile..to mówie ..a .uj , idę.
Ale moja intuicja mnie nie oszukała.
Poszliśmy do kina ,
Było za dobrze , wiec z gory założyłes ze cos sie spi........ i sie spie.......
Do domu poszedłem sam nawet na nią nie czekałem..szła 30 metrów za mną.....dalej ani słowa.
Ja Cie przepraszam ale na jej miejscu zrobiłabym to samo . Ona nie jest twoja matka aby leciec za Toba czy przypadkiem synek nie wpadnie pod samochód. Ona nie ma 3 dzieci a 4 . I ty chyba jestes tym najbardziej wymagającym .Poszedłes bez słowa wyjasnienia , ona juz jest przyzwyczajona do takich akcji . Obraził sie to albo sie wyprowadza albo odchodzi bez słowa.
Mam wrazenie ze ty podswiadomie cos probujesz robic, prowokujesz sytuacje aby udowadniac sobie i nam ze to jednak ona jest ta zła , nieczuła , nie troskliwa itp. a ty biedna ofiara swojej iluzji prawdziwe związku .
"W centrum zainteresowania? Hmm ok tu masz rację mam takei skłonnosci,przyznaję bez bicia.Ale wynika to jak sądzę z tego ze ja raczej nei jestem takim biorcą..tylko lubię byc potrzebny komuś,lubie jak ktos może mieć we mnie oparcie."
Ty musisz byc w centrum zainteresowania , codziennie chciałbys byc najważniejszy , ciagle musisz byc adorowany bo jak nie to zastanawiasz sie nad zakonczeniem zwiazku .....
Ciagle porównujesz jaka ona była iles lat temu ale ty tez byłes inny . Działacie wzajemnie na siebie wiec wasze zmiany są oczywiste .
Ja mam tez dzisiaj zly dzien ( przez prace ) moge rowniez byc w domu nie czula - czy to oznacza ze jutro bedzie pozew o rozwód w sadzie bo maz bedzie czuł sie niekochany ????
Zastanowiłes sie czy czasem Twoje zachowanie jej nie odpycha od Ciebie. Ciagle marudzisz , czegos Ci brakuje a jak ona robi cos to i tak zakładasz ze to wymuszone albo ze cos sie popsuje i podświadomie do tego dążysz i Ci sie udaje .
Zmien siebie a swiat wokół Ciebie rowniez sie zmieni.
Padły tu pytania czy myślicie o psychologu - uważasz ze to nie potrzebne
Padły propozycje od Przyszłości abys poczytał ksiazke - zainteresowałeś sie tym ??
Dam Ci inna lekturę " karuzela bliskich więzi " - Harriet Lerner
Czy to co naprodukowaliśmy przez te wszystkie strony dały Ci coś do myślenia , masz jakieś wnioski co do swojej osoby ??
Ryba ok..ale uważam że powyciągałaś zdania z kontekstu i to może tak wyglądać...może za dużo namieszałem w tych postach,powineinem sie skupic na jednej sytuacjii.
Fakty są takie:
Ona jak coś proponuje to tylko kino,kompletnie nic wiecej..więc ten przykład opisałem jako inicjatywę z jej strony,równie dobrze moglismy z mojej inicjatywy pojechać w góry - efekt byłby podobny czyli przez jej obojętnosc w danem konkretnym momencie ...mnie nosi i tyle.Problem gotowy.A czy my sie bedziemy nei odzywać po kinie,czy na wejezdzie czy w domu to bez znaczenia... A nie że ona zaproponowała kino więc ona sie stara..nie nie nie...ona to robi raz na ruski rok i jesli juz to tylko kino....na codzien inicjatywa we wszystkim wychodzi ode mnie. Nie wyrywajcie zdań z kontekstu całosci wątku.
Dobrze ci Maniek powiedzial ze szukasz dziury w calym i prowokujesz sytuacje.
Z gory wiesz jak ona zareaguje bo ja znasz, po czym zarzucasz ja pretensjami bo miales nadzieje ze jednak TYM RAZEM ona byc moze zareaguje tak jak ty chcesz a nie tak jak ona jest zwykla reagowac. Moim zdaniem twoje uczucie do niej sie wypala a ty na sile szukasz winy w JEJ zachowaniu zeby SWOJE sumienie oczyscic z poczucia winy za rozklad związku.
PRAWDA jest inna dlatego wciagniecie sie w dyskusje o tym co bylo w kinie nie ma sensu i to sugerowalem. Daliscie sie poniesc emocjom. Przeanalizowalem wypowiedzi i chcialem zwrocic uwage na jeden fragment:
"Ja tylko zdjąłem w kinie kurtkę i bluzę...no było mi gorąco..inni tez sciągali..coś w tym złego czy niestosownego?
No własnie o to chodzi ze ja to zrobiłem chyba zbyt dyskretnie,wprost nei pasowało to mojej natury bo zawsze zdecydowanie wyrazam swoje poglądy,a tu było cichutko i dyskretnie."
Otoz oczywista oczywistoscia jest to ze zdjecie kurtki, bluzy jest zwykla czynnoscia ale ... dla autora jest to wyrazanie swoich pogladow. Sam to napisal. Co to oznacza? Dwie rzeczy. Jedna, ze jego zachowanie, prawdopodobnie ostentacyjne, bylo wlasnie tym (czyli tzw. prowokowanie), oraz to ze w tym i caly czas zwraca uwage przede wszystkim na siebie.
Co by zrobila zwykla, normalna dziewczyna po pierwszej randce, ktora by tak wygladala? Wnioski sa chyba oczywiste.
Po przeczytaniu tego wszystkiego stwierdzam, ze rzeczywiscie Twoja "dziewczyna" jest chora, bo pozwala sobie na zycie z kims tak niezrownowazonym w swoim zachowaniu (zobaczmy czy moze reszta kina, polowa, 1/4, 1/10 albo choc jeszcze jeden czlowiek wtedy sie tak zachowywal?) ale ma bagaz w postaci "rodziny", "dzieci", "meza". Oczywistoscia jest to, i zadna tajemnica nawet dla niepsychologa ze dziewczyna w tej sytuackji sie calkowicie zamknela w sobie. A co ma robic, isc na zywiol az dojdzie do rekoczynow? Klocic sie z pasja zeby wykazac "pasje" ktorej autorowi brakuje?
Zobaczcie ze autor doszukuje sie zlosliwosci nawet w mojej odpowiedzi ze watpie zeby nasze sytuacje byly podobne, co jest oczywiste ze nie sa, bo moja sytuacja jest zupelnie inna ale wiedzialby to autor gdyby traktowal innych ludzi z nalezyta uwaga.
Dlatego dalsza dyskusja to podsycanie "pasji" Roberta do niszczenia swojego zwiazku. Oczywiscie Robert ma racje w kwestiach zasadniczych (co jest potrzebne w zwiazku) ale z tego co przeczytalem w 100% on odpowiada za powstawanie sytuacji kryzysowych, jest ta osoba toksyczna w tym zwiazku.
Sytuacja w kinie doskonalen to pokazala, mozna wiec metoda "interpolacji", "porownania" zalozyc ze rowniez inne sytuacje maja "podobny" przebieg.
Robert jak bedzie chcial zniszczyc swoja "rodzine" to i tak zniszczy, bo do tego usilnie i systematycznie dazy, o czym rowniez juz pisalem. Nie czuje sie jakis z tego powodu "madrzejszy" ale widac przeciez systematycznosc i upartosc i dosc jednoznaczne ukierunkowanie na niszczenie.
Dlatego tez wycofywanie sie "zony" jest juz dla mnie w 100% zrozumiale, bo jest to mechanizm obronny przed agresja psychiczna ze strony Roberta, ktory ja systematycznie przejawia.
W tym zwiazku mamy do czynienia z oczywista sytuacja przemocy psychicznej, ktora stosuje jedna ze stron w zwiazku.
Z gory wiesz jak ona zareaguje bo ja znasz, po czym zarzucasz ja pretensjami bo miales nadzieje ze jednak TYM RAZEM ona byc moze zareaguje tak jak ty chcesz a nie tak jak ona jest zwykla reagowac.
Tak dokładnie !!!! Ale ja na to nie czekam..tylko to wynika z przebiegu życia.
Połącz te fakty to przykład:
Jestem w pracy zle sie czuje,coś mnei łapie,za chwile gorączka,przychodzę do domu,markotna mina mam gorączke jakas grypa,widać po mnei ze chory,kłade sie do łóżka katar,kaszel itd.
I uwierz mi kazda osoba ..nawet pani w sklepie na kasie(zdarzyło mi sie kiedyś) nawet całkeim obca osoba...zainteresuje sie tym na 1 sekunde i spyta..Coś sie stało? zle sie czujesz? A rodzina czy znajomi to już w ogóle nigdy nie spotkałem obojetnego człowieka...z mojego otoczenia który chocby nei powiedział ,,UUUU choroba cie bierze chłopie,,
Ona nie zapyta!!!! NIGDY. I utrzyma te obojetnosc na kazdej stopie...choroby,seksu,uczuć,..wszystgkiego co w podtekscie ma byc wyrazeniem uczuć z głebi siebie.
To powyżej to przykład zeby to zoobrazowac...i miał w naszym zwiazku kilkakrotnie miejsce...Ona nie rozmawia nie pyta,nic..ona przechodzi do porzadku dnia z jej rozkładu dnia.
Nie chce zeby mi matkowała itd. ale zrozumcie taka oziębłość uczuciowa przybija własnie na codzień...w takich zwykłych gestach...Hmm ona sie zachowuje tak jakbysmy byli na wojnie w Vietnamie ..siedzieli w okopie ,krew sie leje ale ona jest twarda ,tzryma pewnie swój MG-42 i pruje do wrogów:)...moze przykłąd skrajny ale taki mi teraz przyszedł do głowy. A my na wojnie nei jestesmy tylko w związku...
Dlatego tez wycofywanie sie "zony" jest juz dla mnie w 100% zrozumiale, bo jest to mechanizm obronny przed agresja psychiczna ze strony Roberta, ktory ja systematycznie przejawia.
W tym zwiazku mamy do czynienia z oczywista sytuacja przemocy psychicznej, ktora stosuje jedna ze stron w zwiazku.
No ale to ja chcę sie wyprowadzić i przerwe w związku.Nie ona. Czytaj uważnie.
Ale ta Twoja wyprowadzka i ''niby" przerwa, nie jest podyktowana finalnym w Twojej głowie odejściem, rzeczową próbą separacji, ale smarkaczową próbą zwrócenia uwagi na siebie, utarciem nosa, afektownym zachowaniem. Jest tutaj taki wątek o intercyzie, facet straszy swoją narzeczoną intercyzą, żeby się ogarnęła. Bardzo to dorosłe, naprawdę i jakże podobne zachowanie do Twojego.
Ale ta Twoja wyprowadzka i ''niby" przerwa, nie jest podyktowana finalnym w Twojej głowie odejściem, rzeczową próbą separacji, ale smarkaczową próbą zwrócenia uwagi na siebie, utarciem nosa, afektownym zachowaniem. Jest tutaj taki wątek o intercyzie, facet straszy swoją narzeczoną intercyzą, żeby się ogarnęła. Bardzo to dorosłe, naprawdę i jakże podobne zachowanie do Twojego.
Nie,jedynym powodem dla którego chciałem okresowego rozstania,miesiac-dwa było to że skoro cos tam sie u nas w związku psuje i ani ja ani ona nie potrafimy tego przywrócić na własciwe tory,to moze taka separacja coś pomoże...ja tylko w ten sposób szukam wyjscia z sytuacjii,ale jestem w tym osamotniony bo moja kobieta nie widzi problemu..już o tym pisałem.
Dla niej seks jest taki jak byc powinien i z taką czestotliwoscią jaka jej pasuje,miłosć i okazywanie uczuc tak samo tyle ile ona daje to ona uwaza ze to jest ok,reszta tak samo,praca,lekcje z dzicmi itd. tak sie to odbywa jak ona uważa za stosowne....wiec ona nie ma kłopotu z niczym,rozmawialiśmy o tym,natomiast to ze mi nie pasuje - ona trywializuje...No więc stąd moje pomysły o przerwie w związku.
Gdyby te powody..jak podejrzewasz były mnei moralne(inna kobieta itd.) to by ten wątek nei istniał:)
Wychodzę stąd. Zmęczona jestem Tobą.
Padły tu pytania czy myślicie o psychologu - uważasz ze to nie potrzebne
Padły propozycje od Przyszłości abys poczytał ksiazke - zainteresowałeś sie tym ??
Dam Ci inna lekturę " karuzela bliskich więzi " - Harriet LernerCzy to co naprodukowaliśmy przez te wszystkie strony dały Ci coś do myślenia , masz jakieś wnioski co do swojej osoby ??
Zbagatelizowałes to co napisałam , mozesz do tego sie odniesc.
Czy znowu tylko i wyłacznie twoj pomysł na rozwiązanie sytuacji będzie skuteczny chociaż do tej pory nie były skuteczne ??
ja tez pomału nie mam Cierpliwości .
Warto przeczytac, tam jest wszystko wyjasnione
chfpn.pl/files/?id_plik=461
Mamy wiec cykliczne i systematyczne dzialanie na sfere pschiczna, integralnosci, wolnosci (wyrazonej przez poczucie bezpieczenstwa)
oraz
Mechanizmy obronne, sadzac z opisu dominuje grupa tlumienia i wypierania oraz grupa przeniesienia i kompensacji
Nie jestem psychologiem ale niewiele wysilku trzeba zeby znalezc potrzebne wytlumaczenie pod tematem:
mechanizmy obronne przed przemoca psychiczna w domu
wspisalem w google i wszystko jasne
klasyczny przyklad, wrecz podrecznikowy a autor myslal ze jest wyjatkowy
eh, samo zycie, zycie samo...
Ryba no czytam,ksiązki jeszcze nie,ale czytam to forum,czytam jakies poradniki na necie...ale nie wiem to mi nie wiele daje,to dzie działa jak na pstryknięcie.
Myślałem dziś jeszcze o czymś takim.
Przesledziłem na szybko w głowie swoje wszystkie związki ,i wychodzi mi taka prawidłowosć...Jak mi sie jakas dziewczyna podobała,to ja ją poderwałem,potem byłem w związku to były potem problem z uczuciami...natomiast 2 przypadki w moim życiu ze to kobieta o mnei zabiegała od momentu poznania,sama poprosiła o spotkanie itd...i w takim związku nigdy przenigdy nei było problemów z wyrazaniem uczuc tej osoby itd...zawsze byłem zadowolony w takim związku,fakt te związki nei istnieją ale z zupełnie innych przyczyn. Może to jest tak ze po prostu jak dziewczyna naprawde kocha to kocha i nie ma z tym problemu,a jak to ja muszę troszkę o nią zabiegać,no bo przeciez chce ją poznać wiec musze do neij podejsc czyli...wyjsc z inicjatywa to potem jest lipa. Tak jakby jednak działała zasada ,,że to kobiety wybierają swoiich mężczyzn,,. Wiesz szukam cały czas tej przyczyny.
Maniek dzięki za pdf....zaraz go przeczytam dokłądnie ale po przejrzeniu.. sugerujesz ze moje postępowanie w związku ma związek z jakąś przemocą domową u mnei podczas dziecinstwa?
Hmm...powiem tak i bardzo szczerze,moi rodzice rozwiedli sie jak miałem 8 lat...ale generalnei nei przypominam sobie przemocy domowej,rodzice mnie nie bili...no wiadomo kilka razy w dupe dostałem ale to wiem kiedy za co i dlaczego,sporadyczna sprawa młodego młokosa ..POza tym zawsze w domu uczucia itd były ok,tak samo w domach moich dziadków,żadnej patologii.
"Wiesz szukam cały czas tej przyczyny." - nie szuka sie wplywu wielkosci wentyla na sprawnosc opony podczas gdy ta opona jest dziurawa
"Wiesz szukam cały czas tej przyczyny." - nie szuka sie wplywu wielkosci wentyla na sprawnosc opony podczas gdy ta opona jest dziurawa
To jak tę oponę zwulkanizować..? ![]()
Przyczyna i zrodlem psychicznej przemocy domowej - TY
Mechanizmy obronne - Twoja "zona"
Kurcze Robert, ty mi przypominasz mojego ex. Widac twoja dama ma jaja i nie zajmuje sie pierdolami typu kaszelek, ona urodzila tobie trojke dzieci i jestem prawie pewna ze nie oczekiwala od ciebie skakania wokol swojej osoby. Ty chcesz byc w centrum uwagi i dyktowac zycie na twoich zasadach. Mi sie wydaje juz od poczatku, ze ona jest toba zmeczona. Ciagle mielisz, walkujesz, roztrzasasz....blablablaaaa
Wzbudzasz mimo wszystko moja sympatie wiec prosze cie ogarnij sie, idz pobiegac i daj odetchnac otoczeniu od wlasnej, meczacej, egocentrycznej postawy.
Ryba no czytam,ksiązki jeszcze nie,ale czytam to forum,czytam jakies poradniki na necie...ale nie wiem to mi nie wiele daje,to dzie działa jak na pstryknięcie.
Myślałem dziś jeszcze o czymś takim.
Przesledziłem na szybko w głowie swoje wszystkie związki ,i wychodzi mi taka prawidłowosć...Jak mi sie jakas dziewczyna podobała,to ja ją poderwałem,potem byłem w związku to były potem problem z uczuciami...natomiast 2 przypadki w moim życiu ze to kobieta o mnei zabiegała od momentu poznania,sama poprosiła o spotkanie itd...i w takim związku nigdy przenigdy nei było problemów z wyrazaniem uczuc tej osoby itd...zawsze byłem zadowolony w takim związku,fakt te związki nei istnieją ale z zupełnie innych przyczyn. Może to jest tak ze po prostu jak dziewczyna naprawde kocha to kocha i nie ma z tym problemu,a jak to ja muszę troszkę o nią zabiegać,no bo przeciez chce ją poznać wiec musze do neij podejsc czyli...wyjsc z inicjatywa to potem jest lipa. Tak jakby jednak działała zasada ,,że to kobiety wybierają swoiich mężczyzn,,. Wiesz szukam cały czas tej przyczyny.
Robert osoby otwarte nie maja problemu z zaczęciem znajomości , zaproponowaniu spotkania i wychodzą z inicjatywa do działania . Sa otwarte i dlatego nie maja problemu z otwartym wyrażaniem uczuć. Nie ma tu chyba reguły czy to kobieta czy mężczyzna .
Tylko z tego co pisałeś Twoja kiedyś była otwarta i po latach sie zmieniła na zamknięta tylko z jakiego powodu ?? Wasza wzajemna relacja ja zamknęła ??
Ona na poczatku była otwarta ty "olewator " ona zabiegała do czasu az przestała tobie przestało sie to podobac i zaczeły sie problemy .Nie jestes w centrum uwagi i jest problem .
Jestem w pracy zle sie czuje,coś mnei łapie,za chwile gorączka,przychodzę do domu,markotna mina mam gorączke jakas grypa,widać po mnei ze chory,kłade sie do łóżka katar,kaszel itd.
I uwierz mi kazda osoba ..nawet pani w sklepie na kasie(zdarzyło mi sie kiedyś) nawet całkeim obca osoba...zainteresuje sie tym na 1 sekunde i spyta..Coś sie stało? zle sie czujesz? A rodzina czy znajomi to już w ogóle nigdy nie spotkałem obojetnego człowieka...z mojego otoczenia który chocby nei powiedział ,,UUUU choroba cie bierze chłopie,,
Wiesz co większość facetów kaszel ,katar wyolbrzymia do rangi zgonu . Wielce umierający.
Potrzebna pielegniarka( żona /partnerka ) natychmiast bo zejdzie . Pielegniarka po czasie staje juz mniej wrażliwa bo zdaje sobie sprawe ze jest to tylko katar. Natomiast gdy rzeczywiscie jest powazniejsza choroba to pielegniarka juz umniejsza te chorobę bo przecież wcześniej tez wyolbrzymiał .
Nie twierdze ze nalezybyc całkiem obojetnym ale wczesniejsze zachowania pacjenta skutkują mniejsza wrażliwością pielegniarki .
Wzbudzasz mimo wszystko moja sympatie wiec prosze cie ogarnij sie, idz pobiegac i daj odetchnac otoczeniu od wlasnej, meczacej, egocentrycznej postawy.
Dzięki ![]()
Czyli rozumiem ze mam zacząć olewac własne (egocentryczne) potrzeby..ok:),wiec od jakiegoś czasu już to robię stąd ta obojetnosc mojej kobiety udziela sie takze już mnie.
Ryba...no wiesz faceci tez potrzebują takiej troskliwości:),no przyznam ci sie tutaj że rzeczywiście moja mama była bardzo opiekuńcza...ale absolutnie nie nadopiekuńcza,ale zawsze podczas choroby czy w sytuacjii kiedy ktoś potrzebuje takiego duchowego kopa, pokazywała troskliwośc i uczucia...może tak moja psychika reaguje teraz na obojetność..
Wiesz ja pamietam że na poczatku naszego związku to ja chciałem (jak zawsze) byc takim twardzielem jak mnie coś bolało to nie mówiłem jej nic, jak sie zle czułem top przekładałem spotkanie...a ona wtedy jak na złosć sie dopytywała ,troszczyła,biegała z obiadami i herbatą...jak sie otworzyłem z moimi uczuciami ..(czyli stałęm sie no bardziej ..hmm nie wiem jak to nazwać .-.mniej męski czyli w sensie ze jak mi zle bo mam 40 C gorączki to tego nie ukrywam na siłę przed kobietą - wtedy zobojętniała.
Najpierw sie troszczą,uczą nas że zawsze będą przy tobie na dobre i na złe a potem chcą twardziela,..ja pier..
W końcu już tworzymy rodzinę,jest dom i dzieci...no to dalej mam byc taki twardy,nieprzejednany...? niekiedy po prostu człowiek ma jakiś dołek związany z pracy,czy nawet głupią grypę która męczy gorączką..nawet twardziel od czasu do czasu potzrebuje uczuciowej kobiecej ręki...ja naprawde nic w tym nie widzę egocentrycznego.
Moje opisy w temacie wskazują na to uwagę więc niejako wyolbrzymiają problem...bo przeciez na codzien nie jestesmy słabi czy chorzy...ale to sie dzieje i zdarza.Za dużo od niej wymagam?
Zresztą co bym tu nei napisał to ona tego nie zmieni w sobie...
Wczoraj miałęm kolejną ,,akcję ,, niby nic....Powiedziała że konczy pracę o 13.00...ok wiec ja poukładałem tak swoje plany zeby o tej porze ona była z dzicmi(jedno jest chore w domu)...i umówiłem sie z klientem na 13.30.
13 ..jej nei ma...dzwonie...telefon wyłączony..dzwoniedalej nic.
14 juz byłem wkurwiony totalnie,spotkanie przełożone z klientem,ja nei wiem co sie dzieje...
15 wchodzi do domu...wyszedłem od razu z wyrzutami...a ona nato ..,,Jezu całkowicie zapomnaiłam..miałam szkolenie dziś po pracy,, Zapomnaiłąm ci powiedzieć....ale żadnego ,,przepraszam,, - ona tego słowa nie używa.
Takei akcje mają miejsce na okrągło...i nawet nei chodzi o tego klienta i inne sprawy życiowe bo to zawsze jakoś można potem załatwić...tylko o to ze ona nie liczy sie ze słowami,nie myśli o tym zeby wysłąć SMS chociaz..mogła wysłac,oddzwonic i zero problemu....a ona ciągle ze zapomniała.
Tak jak zapomina sie spyatć jak sie czuje w kinie...To jest wszystko to samo,ten sam wspólny mianownik...tylko neiraz to dotyka bezposrednio moich uczuć a nieraz rzutuje na nasze sprawy rodzinne czy zawodowe. Ta jej beztroskosc,zapominalstwo,brak szacunku dla naszych ustaleń..to sie nakłada na siebie.
I po takiej akcjii jej reakcja jest zawsze stonowana..tzn. jak na nia nakrzycze..to ona mói ze to nei powód by krzyczeć,jak zwróce uwage..to adekwatnie powie..,,ojej zapomnaiłam,, a jak zareaguje pozytywnie ze nic sie nei stało spoko to ona adekwatnie ,,aaa no wiesz taka praca,,
Czyli ejj zachowanie jest zawsze pochodną mojego...nigdy ona sama z siebie nie pwoie ...soorry ,przepraszam,moja wina zapomnaiłam,juz postaram sie nie zapomniec,nie denerwuj sie - o takiej reakcjii mozna zapomnieć.
Robert nawaliła
To co sie ogólnie u was dzieje są chyba jakieś normalne, sporadyczne, codzienne sytuacje w każdym związku ale u was to nabiera rangi dramatu .
Ja juz nie mam pomysłu na was , na ciebie , na nią .
Twoje życie twoje decyzje .
Ryba sama widzisz napisałas że nawaliła,szkopuł w tym że to ona zawsze jest niewinna,a nawet jak jest winna...to je sposób bycia wyklucza to...jakby była śedzią we włąsnej sprawie.
Mi chodzi tylko jak zrobić bo ona miała refleksje nad tym co robi i co przez to dzieje sie w naszym związku....nic więcej nie oczekuję od niej. Bo gdyby miała refleksję to inne rzeczy by sie nie powtarzały...ta wczoraj czy ta w kinie..a skoro te rzeczy by sie nie powtarzały to nie byłoby moejje negatywnej reakcjii...czyli problemu. Tylko jak to zrobic..zmienić jej nie mogę..ale ludzie powinni zmeiniać zwoje postepowanie..tylko co lub kto ma im to uswiadomić skoro są bezkrytyczni wobec siebie.Kółko zamkniete.
Ja mam tylko taka refleksje. Otoz jak to wyglada w moim zwiazku. Otoz kiedy zona podnosi glos moge odpowiedziec tak samo (klotnia), ustapic ale zwykle sprawia mi to przykrosc albo jakies pretensje, nie czuje sie wtedy dobrze i skonny do figlowania, i odrotnie jest to samo, nawet podrecznikowy przyklad - zeby miala ochote potrzebna jest atmosfera, gra wstepna, atmosfera w domu, poczucie akceptacji, bezpieczenstwa, spokoju. U Roberta to atmosfera w domu tyrana, ktoremu "zona" ustepuje. Chcialby zwrocic uwage ze Robert nie pisal ze ona nigdy nie, ale ze nie w 100%, albo teraz nie po latach zycia z autorem. Tyle podano mu pomocy, tyle rad, tyle roznych refleksji a moj wniosek jest taki, ze facet jest tak zapatrzony w siebie i moje, czyjes refleksje ma w glebokim powazaniu. To ze ma trafne spostrzezenia nie oznacza ze jego postepowanie jest z tym zgodne. I polecony pdf, wrecz podrecznikowy przyklad wytlumaczenia (chocby po haslach) zachowania Roberta i jego "zony", gdzie odpowiedzia na ciagle klotnie i pretensje, uwagi, zale ze strony "meza", mamy wycofanie sie, zamkniecie sie w sobie, przesuniecie uwagi na dom, dzieci, prace. Zauwazmy ze z psychologicznego punktu widzenia jest to poprawne. Dzialanie Roberta nie powoduje skutku w postaci oczekiwanego przez Roberta ale wrecz przeciwnie jest to np. przeniesienie i kompensacja, co tylko potwierdza ze mamy tutaj do czynienia z klasycznym przykladem psychicznej przemocy w domu. To jest to samo co przemoc fizyczna tylko inaczej. Ciagle klotnie, pretensje, uwagi, zale, wyglupy inicjowane przez jedna strone ze skutkiem wrecz podrecznikowym - jest to wiec przemoc psychiczna i jej skutki. Oczywiscie zdaje sobie sprawe ze sa rozne skale takiej przemocy i nie majac odniesienia trudno mi jest to oszacowan. Ale powiazanie przyczyn ze skutkami jest tutaj chyba oczywiste. Kwestia sprawstwa rowniez. I mozna by szczegoly rozkladac na czynniki pierwsze, ale trzeba zaczac od tego co najistotniejsze i co ma najwiekszy wklad, niewspolmiernie wiekszy od pozostalych rzeczy. Tu nie ma ani formalnego malzenstwa a jest duzy poziom przemocy psychicznej.
I to co opisuje Robert z tel. To typowe, klasyczne skutki wieloletniego wypierania. I porownywanie do sytuacji z kiniem gdzie jednoznacznie ukazano "sprawstwo" autora - ŻENUJĄCE. Dwie rozne sytuacje ale dla autora, jedynie kojarzace sie z urazonym ja, ego - TRAGICZNE.
Tak na marginesie, gdyby ta kobieta miala inny charakter juz dawno autor dostalby po psyku. Ciekawe, czy wtedy przemoc psychiczna zamienilby na fizyczna?
"Kończ waść i wstydu oszczędź"
P.S. Robert czy zastanawiales sie zeby zalozyc Twoje rodzinie tzw. niebieska karte? Wiem ze to prowokujace ale jaki widzisz sposob na zrozumienie przez siebie (bo to jest glownym problemem) ze wszystko jest inaczej niz Ty to sobie w glowie ulozyles. Moze tez internet, odpowiedzi Cie tak nakrecaja?
Mnie rece opadaja, tyle moge na KONIEC powiedziec.
Robert nie zamierzam jej bronic , znam tylko ja z twoich opisów.
Mam wrażenie ze ty tez nie masz żadnej refleksji nad swoja osoba .
Ma być tak jak ty chcesz a nie inaczej .
Ty oczekujesz , Ty chcesz , TY zmienisz
Chcesz zmienić rzeczywistość na taka jaka Tobie odpowiada .......
Masz prawo mieć oczekiwania ale realne do zrealizowania.....
Uwypuklasz tylko jej błędy a swoje ???
Ile razy ty nawaliłeś w takich zwykłych codziennych sytuacjach ??
Ile razy ty podałeś jej herbatę przy chorobie ??
Ile razy Ty ja przeprosiłeś w drobnych lub ważnych sprawach ??
Ile razy powiedziałeś dziękuje z uśmiechem na twarzy za drobnostkę.
Co możesz sobie zarzucić w waszej relacji ??
Co możesz zmienić w sobie ??
Mi nie musisz odpowiadać , tylko sobie .
Maniek ,ok staram sie zrozumieć twój tok myślenia w mojej sprawie,ale może napisz jakieś konkrety,bo ciągle piszesz ze ja używam przemocy psychicznej a ona się wycofuje.No to mogę przyjąć że jeśli ta przemoc ustąpi(cokolwiek to znaczy) to ona przestanie się wycofywać? Tak czy nie?
Idąć dalej jeśli przemoc ustąpi a ona przestanie sie wycofywac...czy uważasz że w opisanych sytuacjach ona postąpiłaby skrajnei inaczej? Czyli nei zapomnaiła o smsie ze zmieniają sie plany i w kinie spytała jak sie czuje?
pozdrawiam
Robercie,
Kiedyś w innym wątku na tym forum znalazłam wypowiedzi, które moim zdaniem pasują również do Twojego wątku. Weź proszę te słowa pod uwagę
...czesto sytuacja przedstawia sie nastepujaco:
Z jakiegos powodu czujemy sie samotnie w zwiazku
Patrzac na swiat i znajomych dochodzimy do wniosku, ze takie jest zycie i nc nas dobrego juz nie spotka.
Mamy nadzieje, ze nasza polowka kiedys sie ocknie... no i czasem jest przeciez fajnie... ale generalnie czujemy sie do dupy jako czlowiek, partner, ojciec, matka, kobieta, mezczyzna...Po kilku latach malzenstwa jestesmy WIELKIM NICZYM...
Godzimy sie na taki uklad bo nasz partner nie jest jeszcze taki tragiczny w porownaniu z tym co sie czyta w gazetach...
... chyba najwazniejsza praca jaka musimy wlozyc w malzensteo to codziennie mozolnie, konsekwentnie i z namaszczeniem utwierdzac naszego partnera w tym, ze jest dla nas KIMS WIELKIM... i nigdy nie dac mu sie poczuc WIELKIM NiKIM.... oraz konsekwentnie wymagac wzajemnosci. My tez musimy czuc sie w zwiazku kims wyjatkowym.
Koliber ma racje. Malzenstwo to nie worek pokutny ale kazdy z partnerow musi nie tylko domagac sie szczescia ale tez i te szczescie dawac. Mysle sobie nawet, ze to wielki wstyd i ujma dla nas jesli partner czuje sie w zwiazku samotnie i ma coraz bardziej zanizone poczucie wartosci.
Opierajac sie na opisanej sytuacji przez ZZ mam wrazenie, ze Jego zona tak jak i on czuje sie w tym zwiazku wlasnie tym wielkim nikim. Blad, ktory popelnili, popelnia mase malzenstw (nie mowie o patologii i marginesie spolecznym).
I dalej:
... tak bardzo chcemy byc dla kogos kims wyjatkowym..
Zapominamy jednak o tym, ze aby byc dla kogokolwiek wyjatkowym musimy byc wyjatkowi sami dla siebie.
Musimy miec pasje zycia, radosc zycia, zainteresowania i swoje zdrowie na uwadze, w calej rozciaglosci.
Matka Polka i polska zona to stereotypy budowane na patologii zycia rodzinnego w niesprzyjajacych historycznie warunkach. Za duzo smierci, za duzo trupow, wielkich idei, kultu zmarlych, kultu ofiar i alkoholizmu w naszej historii by moglo byc inaczej.
Czy czlowiek wspolczesny, wyksztalcony jest w stanie podjac walke ... moze nie o Polske ale o maly skrawek-SIEBIE?
Czy mozna namowic ludzi by przewartosciowali swoje zycie, zrezygnowali z patologicznych stereotypow i uznali, ze wymagaja "remanentu".
Nie mozna.
Wiekszosc z nas nie przyjmie takiego zalozenia bo ma poczucie "bycia innym" oraz poczucia, ze jego historia jest calkiem inna.
Mozna czytac ta sama ksiazke 10 razy i dopiero za dziesiatym razem zrozumiec, ze to tez o mnie. To wymaga wewnetrznej gotowosci i pewnej dojrzalosci. Ktos kto sie nie szanuje ma tyle tlumaczen dla takiego stanu, ze nie wchodzi w gre zadna polemika, bo w koncu na logiczne pytania dostaje sie absurdalne odpowiedzi, ktore zawstydzaja nawet samego ich autora i rodzi to tylko niepotrzebna atmosfere zawstdydzenia, zalu, "przylapania" i zlosci. Mozna tylko odpuscic i pozwolic takiej osobie zyc wlasnym zyciem.
Tak na koniec, sądzę, że Ty dobrze robisz tłumacząc swojej żonie, czego Tobie brakuje w związku, ale czy:
- wiesz, czego Twoja żona potrzebuje, oczekuje od związku i/lub o jakim związku marzy? Zapytaj ją i pozwól w spokoju odpowiedzieć, nie przerywaj jej nawet jak w Twoim mniemaniu będzie mówiła banialuki;
- może w zbyt agresywnej formie Ty jej przedstawiasz swoje oczekiwania, manifestujesz swoje niezadowolenie z tego, że nie "czyta w Twoich myślach" ?
Ile razy ty nawaliłeś w takich zwykłych codziennych sytuacjach ??
Ile razy ty podałeś jej herbatę przy chorobie ??
Ile razy Ty ja przeprosiłeś w drobnych lub ważnych sprawach ??
Ile razy powiedziałeś dziękuje z uśmiechem na twarzy za drobnostkę.
Co możesz sobie zarzucić w waszej relacji ??
Co możesz zmienić w sobie ??Mi nie musisz odpowiadać , tylko sobie .
W powaznych sytuacjach nigdy nei nawaliłem...natomaist było kilka takich typu...poszedłem do kolegi wieczorem i wróciłem godzine czy dwie pózniej ale to kilka razy dosłownie i nie miało to dla rodziny czy zycia jakiś strasznych skutkó,nie było zadnych pretensjii z jej strony.
Jesli ona tylko zle wyglada..od razu pyatam czy sie zle czuje,czy wezmie wolne,czy idzie do lekarza czy wykupic jej potem leki itd..zawsze niezmiennie to robię ..wręcz narzucam sie z pomocą bo wiem jaki człowiek w chorobie jest słaby i zmarnowany nawett przy grypie.
Ja ją przepraszam ZAWSZE !!!!!!
Kazdej osobie mówię dziekuję nawet jak ktos mi poda swój bilet na parkingu czy jakiekolwiek inne drobne sprawy,tak mam z domu już to nawyk automatyczny.
Sobie mogę zarzucić dużo rzeczy:
-potarfie byc opryskliwy,nieufny,zamęczac rozmowami jesli jest jakis problem u nas w związku(najwieksza wada),ale powoli od niej odchodzę,zbyt duży temperament w tym związku(nie mam na to wpływu),jesli odczuwam negatywne czy lekko uszczypliwe zachowania potrafię być msciwy..oczywiscie w granicach tolerancjii:),długo trzymam zadrę w duszy ale tylko jeśli ktoś naprawde nadepnie na odcisk,pierdołami staram sie nie przejmować, no nie wiem na pewno coś by sie znalazło jeszcze..trochę egoizm.egocentryzm -ale tylko wtedy kiedy mam z kimś jakieś zobowiązania..takze w związku,tu staram sie odróżniać kontekst.Jestem bardzo wymagającym człowiekiem w pracy...na dom też to sie przenosi ale w mniejszym stopniu,ale jednoczesnie jesli ktos ma jakies duże wymagania wobec mnie to zawzięcie staram sie im sprostać,to w pracy jak i w związku...Nie jestem typem który mówi ,,Taki już jestem,nie zmienię se,nie umiem ,, Po prostu staram sie podołac .
W sobie najchętniej zmieniłbym to żeby..przestało mi tak zalezeć na wielu rzeczach jak mi zależy,chciałbym mentalnie stać sie bardziej ,,olewatorski,, - wtedy łatwiej życ z ludzmi,ludzie generalnie nie lubią zbyt ambitnych ludzi,doświadczyłęm tego nei raz.
To tyle
Tak na koniec, sądzę, że Ty dobrze robisz tłumacząc swojej żonie, czego Tobie brakuje w związku, ale czy:
- wiesz, czego Twoja żona potrzebuje, oczekuje od związku i/lub o jakim związku marzy? Zapytaj ją i pozwól w spokoju odpowiedzieć, nie przerywaj jej nawet jak w Twoim mniemaniu będzie mówiła banialuki;
- może w zbyt agresywnej formie Ty jej przedstawiasz swoje oczekiwania, manifestujesz swoje niezadowolenie z tego, że nie "czyta w Twoich myślach" ?
to co przytoczyłas z innego tematu się zgadza u nas ,moja kobieta realizuje sie w pracy,ma tam sukcesy itd jej to daje satysfakcje,ja tak samo w swojej pracy czy swoich zainteresowaniach realizuje sie bardzo dobrze...ale rzeczywiscie dla siebie nie jestesmy nawzajem nikim wyjątkowym...nie wiem z czego to wynika.Ale trafny post.dzięki
Ocvzywiscie ze nieraz o tym rozmawialismy ,nawet były deklaracje obustronne..ale zauważyłem ze to tak nei działa....jeśli ona ma np . takie oczekiwania żeby seks był raz na 3 tygodnie to ja mówię że sie postaram...ale potem to nie wychodzi..no niestety. I tak samo w drugą stronę...Ja mam w stosunku do niej oczekiwanie że...np. seks bedzie codziennie..i jej to też nie wychodzi:)
To musi polegac na czym innym bo takie automatyczne dostosowywanie do partnera niezgodne z własnym ego zwykle sie nie udaje..u nas nie wychodzi na dłuższą metę.
"Idąć dalej jeśli przemoc ustąpi a ona przestanie sie wycofywac...czy uważasz że w opisanych sytuacjach ona postąpiłaby skrajnei inaczej? Czyli nei zapomnaiła o smsie ze zmieniają sie plany i w kinie spytała jak sie czuje?
I znowu o sobie.
Tak postepowala by inaczej, ale musi to poczuc na 100%. Jesli nie jest Twoja zona, powinna byc. Jesli meczyles ja psychicznie przez np. 6 lat, to teraz ustepuj conajmniej 3, pomagaj ale mysle ze nie jestes do tego zdolny. To nie ustepuje z automatu. Zobacz, jakbys bil psa przez 6 lat to czy ten pies by Ci zaufal jakbys przestal go bic od razu, z automatu? Tutaj jest potrzebny wysilek z Twoje strony a skutki moze pojawia sie za miesiace.
Natomiast w opisanych sytuacjach, kobita postapila klasycznie. Nie widze tu niczego szczegolnego. Komentowac czyjes rozbieranie sie w kinie albo nie moc zapomniec o czyms?
Nie rozumiesz ze Twoje postepowanie przynosi odwrotny skutek. Mechanizmy wypierania i zastepowania u osoby, ktora doswiadcza przemocy psychicznej ze strony partnera nie kierunkuja sie w strone parnera ale w celu dostosowania sie do zycia z toskycznym parnerem i przekierowuja uwage gdzie indziej, na dom, prace, dzieci, wypieraja jego wine, ustepuja itp. Bezposrednia przyczyna jest oczywiscie unikanie konfliktu z parnerem, ktory do tego konfliktu ciagle i systematycznie dazy, i je wywoluje. Skutki sa nieuswiadomione (stad mozliwosc dodatkowo wmawiania przez toskycznego parnera drugiemu braku milosci czy ozieblosci, przy akceptacji tegoz wytlumaczenia przez partnera, tutaj twoja kobiete) ale w Twoim przypadku wrecz podrecznikowe sa te skutki Twojej przemocy.
Ostatnia rada. Zrozumiec ze to ja jestem powodem sytuacji w zwiazku i diametralnie sie zmienic. Zwlaszcza ze ostatniego postu wynika brak zrozumienia istoty kompromisu. Rowniez jest tylko ja, ona ale nie ma my.
"To musi polegac na czym innym bo takie automatyczne dostosowywanie do partnera niezgodne z własnym ego zwykle sie nie udaje..u nas nie wychodzi na dłuższą metę."
Bo powyzsze nigdy sie nie uda. To co napisales w tym zdaniu jest zaprzeczeniem istoty zwiazku jako my. Potrzeganie zwiazku przez pryzmat wlasnego ego, oznacza w Twoim przypadku, ze
kierujesz sie wylacznie wlasnym ego i to wlasne ego jest na pierwszym miejscu w zwiazku. I dalej, ty postrzegasz swoje ego, nawet postrzegasz ego swojej kobiety ale nie postrzegasz
mozliwosci kompromisu, spotkania sie gdzies pomiedzy.
Maniek krążysz koło tej konkretnej odpowiedzi ale nie do końca ją podajesz i za wszelką cene starasz sie uzasadnić tutaj tylko moją winę, Ok przyjmuje....
Czyli co mam zmienić w sobie..konkret chociaz jeden -dwa,zebym wiedział przynajmneij na co sie ukierunkowac i wtedy zobacze sam czy to jest realne do wykonania.
Podaj jakiś przykład,odnieś się do konkretnej sytuacjii zebym mógł to zrozumeić w 100%.Wprawdzie pisałes ze psychologiem nie jesteś,ale warto spróbowac,no każda rada sie przyda,
Napisales: "Taki już jestem,nie zmienię se,nie umiem "
oraz
"Czyli co mam zmienić w sobie.."
Zauwaz ze jest to sprzecznosc. Ktos kto pisze ze sie nie zmieni, nie pyta sie co ma zmienic w sobie bo nie tylko sie nie zmieni (co sam wie), nie jest do tego zdolny ale nawet nie chce. Taka osoba oczekuje tylko i wylacznie zmian u innych. To co mam Ci pisac? Wszystko juz Ci napisalem (np. o rezygnacji z klotni, pomocy, kompromisie, powodach zachowania "zony"), itd.
Natomiast w opisanych sytuacjach, kobita postapila klasycznie. Nie widze tu niczego szczegolnego. Komentowac czyjes rozbieranie sie w kinie albo nie moc zapomniec o czyms?
Nie rozbieranie w kinie tylko brak reakcjii na złe samopoczucie partnera.
Moze zapomniec o czyms ,ale wtedy powinna przeprosić i starac sie tego nie robić, bo w przyszłosci moze to miec powazniejsze konsekwencje jak strata u mnie klienta(naszych pieniedzy) lub cokolwiek innego co może nieść dla nas potem przykre skutki.
To jest różnica.
Napisales: "Taki już jestem,nie zmienię se,nie umiem "
oraz
"Czyli co mam zmienić w sobie.."
.
Moze siebie samego nie zmienie w sensie charakteru , ale mogę zmienić pewne nawyki czy zachowania. Napisz co twoim zdaniem mógłbym zmienić w swoim zachowaniu.
A i jeszcze pytanko poboczne..:)
Czy jeśli piszesz ze ja powinienem zmienić swoje zachowanie to czy zgodnie z zasadą równości w związku partnerskim moja kobita też ma coś zmienić czy ona jest ideałem i nic nei musi..?
:)
A i jeszcze pytanko poboczne..:)
Czy jeśli piszesz ze ja powinienem zmienić swoje zachowanie to czy zgodnie z zasadą równości w związku partnerskim moja kobita też ma coś zmienić czy ona jest ideałem i nic nei musi..?
:)
To zasadnicze pytanie. Wg mnie związek to praca dwóch osób. Twoja żona też ma pracę do odrobienia.
Kiedyś już gdzieś pisałam, źeby zawsze patrzeć na związek w kategoriach: ja, partner i nasz rzwiązek Bo jeśli w związku myślimy jedynie o sobie albo głównie o partnerze, a tylko od czasu do czasu kierujemy uwagę się na to, co tworzymy wspólnie - ZWIĄZEK, to taki niezadbany związek traci na wartości.
Dlatego zamiast koncentrować się na tym, co ja będę z tego miała lub co z tego będzie miał partner, lepiej zadać sobie pytanie: czy nasz związek na tym skorzysta?
"Czy jeśli piszesz ze ja powinienem zmienić swoje zachowanie to czy zgodnie z zasadą równości w związku partnerskim moja kobita też ma coś zmienić czy ona jest ideałem i nic nei musi..? "
Czyli uzalezniasz prace nad zwiazkiem (ktorej i tak nie chcesz wykonac) od zmiany w drugiej osobie ktorej oczekujesz? Czyli twoja "klasyka" powraca. Nic dodac, nic ujac i powracamy ciagle i wciaz do tego samego.
Moim zdaniem nic juz Ci nie pomorze. Ani rady ludzi tutaj, ani ulegla "zona", ktora toleruje Twoje zachowania. Po prostu zniszczysz swoim zachowaniem to co najpiekniejsze. Nie dom w formie zwiazku ale to co jest miedzy dwojgiem ludzi, cos niepowtarzalnego. Dla Ciebie "zona" to jest osoba, ktora jest od spelniania Twoich potrzeb - i tylko tego tak naprawde oczekujesz od swojej kobiety! To mi przypomina film Equlibrium. Nieczuly facet skreslajacy swoja zone w imie zasad, ktory w tym momencie nie zdawal sobie z tego sprawy (bral Prosium). To samo widze u Ciebie Robercie.
Moze siebie samego nie zmienie w sensie charakteru , ale mogę zmienić pewne nawyki czy zachowania. Napisz co twoim zdaniem mógłbym zmienić w swoim zachowaniu
To:
Sobie mogę zarzucić dużo rzeczy:
-potarfie byc opryskliwy,nieufny,zamęczac rozmowami jesli jest jakis problem u nas w związku(najwieksza wada),ale powoli od niej odchodzę,zbyt duży temperament w tym związku(nie mam na to wpływu),jesli odczuwam negatywne czy lekko uszczypliwe zachowania potrafię być msciwy..oczywiscie w granicach tolerancjii:),długo trzymam zadrę w duszy ale tylko jeśli ktoś naprawde nadepnie na odcisk,pierdołami staram sie nie przejmować, no nie wiem na pewno coś by sie znalazło jeszcze..trochę egoizm.egocentryzm -ale tylko wtedy kiedy mam z kimś jakieś zobowiązania..takze w związku,tu staram sie odróżniać kontekst.Jestem bardzo wymagającym człowiekiem w pracy...na dom też to sie przenosi ale w mniejszym stopniu,ale jednoczesnie jesli ktos ma jakies duże wymagania wobec mnie to zawzięcie staram sie im sprostać,to w pracy jak i w związku...Nie jestem typem który mówi ,,Taki już jestem,nie zmienię se,nie umiem ,, Po prostu staram sie podołac .W sobie najchętniej zmieniłbym to żeby..przestało mi tak zalezeć na wielu rzeczach jak mi zależy,chciałbym mentalnie stać sie bardziej ,,olewatorski,, - wtedy łatwiej życ z ludzmi,ludzie generalnie nie lubią zbyt ambitnych ludzi,doświadczyłęm tego nei raz.
Problem jednak w tym, że wydaje Ci się, że jak łaskawie napiszesz swoje niedoskonałości to już załatwia sprawę i chwilę potem można już wrócić do zrzucania całej winy na nią. Wypunkotowałeś te wady, ale dalej w kółko pytasz "co mam zmienić?". Otóż właśnie TO co powyżej.
Sprawa wymaga o wiele większej, dłuższej i pogłębionej refleksji: poczytania profesjonalnej literatury (a nie tylko forum i "jakiś tam poradników na necie") oraz kontaktu z psychologiem/ doradcą. Spójrz ile osób tutaj podało Ci dużo rad i pomysłów, a Ty nadej najchetniej opowiadasz jaka ona zła. Ignorujesz te posty (np. ryby) które wnikają bardziej i zadają Ci trudne pytania. Cały czas szukasz poklasku, że jesteś taki dobry, cierpliwy, a ona zimna, zła, niepunkturalna. Z początku czytając ten wątek też się nabrałam piszać o "zimnej lady i jej giermku". Ale to inna gra.
Jeśli NAPRAWDĘ chcesz powalczyć o lepszą jakość Waszego związku i o dobro Waszych dzieci to zamiast walić grochem o ścianę i jęczeć, skup się, wycisz, przeczytaj kilka razy to, co zostało już napisane, idź do biblioteki i weź książkę w dłoń.
A i jeszcze pytanko poboczne..:)
Czy jeśli piszesz ze ja powinienem zmienić swoje zachowanie to czy zgodnie z zasadą równości w związku partnerskim moja kobita też ma coś zmienić czy ona jest ideałem i nic nei musi..?
:)
To już kompletna żałość. Od razu na nią z powrotem.
Jesteś reflaksyjno-odporny :-(
robert247 napisał/a:A i jeszcze pytanko poboczne..:)
Czy jeśli piszesz ze ja powinienem zmienić swoje zachowanie to czy zgodnie z zasadą równości w związku partnerskim moja kobita też ma coś zmienić czy ona jest ideałem i nic nei musi..?
:)
To już kompletna żałość. Od razu na nią z powrotem.
Jesteś reflaksyjno-odporny :-(
Ja zadałem tylko pytanie...nic nie swoje...
Dobra widzę ze jednak te rady są głównie w celu utemperowania mnie na jakiegoś pantoflarza...hmmm no nim sie nie stanę..chocbym i całe tomy w bibliotece przerobił,to juz mam za sobą.
Wiec pod butem nie będe,partnerstwo tez wykluczacie,bo ja musze sie zmienić ona nic nie musi...hmm co zostaje..chyba po prostu dam jej wybór...niech sama zadecyduje.
pozdrawiam dzięki za rady.
"Czy jeśli piszesz ze ja powinienem zmienić swoje zachowanie to czy zgodnie z zasadą równości w związku partnerskim moja kobita też ma coś zmienić czy ona jest ideałem i nic nei musi..? "
Czyli uzalezniasz prace nad zwiazkiem (ktorej i tak nie chcesz wykonac) od zmiany w drugiej osobie ktorej oczekujesz? Czyli twoja "klasyka" powraca. Nic dodac, nic ujac i powracamy ciagle i wciaz do tego samego.
Moim zdaniem nic juz Ci nie pomorze. Ani rady ludzi tutaj, ani ulegla "zona", ktora toleruje Twoje zachowania. Po prostu zniszczysz swoim zachowaniem to co najpiekniejsze. Nie dom w formie zwiazku ale to co jest miedzy dwojgiem ludzi, cos niepowtarzalnego. Dla Ciebie "zona" to jest osoba, ktora jest od spelniania Twoich potrzeb - i tylko tego tak naprawde oczekujesz od swojej kobiety! To mi przypomina film Equlibrium. Nieczuly facet skreslajacy swoja zone w imie zasad, ktory w tym momencie nie zdawal sobie z tego sprawy (bral Prosium). To samo widze u Ciebie Robercie.
No wiesz ale spójrz na to z tej strony że ty pisząc posty radzisz mi co i jak w pewnym sensie przekonujesz do czegoś...i teraz zadaj sobie pytanie jeśli ja nie bede współpracował,to osiągniesz coś tym pisaniem? ![]()
Identycznie u nas jesli tylko ja sie bede zmieniał i bede miał wolę do zmian czy kompromisu a ona bedzie swiadomo swojej idealnosci i nieomylnosci..to wnet skoncze na bruku z walizkami jako pantoflarz a moje miejsce zajmie kolejny ciapek:)
Jak widzisz współpraca wymaga zaangazowania obu stron. Widocznie nie do konca zdiagnozowałes mój kłopot bo ja wyraznie pisałem ja mam wole zmian..ona nie.
pozdrawiam
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 … 15 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026