robert247 - a tak na marginesie. Dlaczego się jej nie oświadczyłeś? Nie chciałeś, aby była Twoją żoną?
.
Podobne tematy
67 2014-10-14 21:02:43 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-10-14 21:03:31)
Przyszłość napisał/a:Robert,
Pewien czas temu trafiła w moje ręce książka (jak znajdę autora itytuł to napiszę), w której m.in. były opisane fazy związku i dla mnie opis aktualnej sytuacji w Twoim związku idealnie oddaje istotę fazy WALKI O WŁADZĘ W ZWIĄZKU.
Każde z partnerów walczy własną bronią. Jedno coraz więcej sprząta, drugie bezwzględnie robi bałagan. Jedno coraz mocniej wymaga pomocy w domu a drugie wraca coraz później. Jedno próbuje doprowadzać do dyskusji, drugie odpowiada półsłówkami. Jedno chce więcej seksu, drugie wprost przeciwnie. Ale do walki o władzę należy również unikanie presji i oczekiwań drugiej osoby i walka o zaspokajanie własnych potrzeb.Prawda. Podobno, jeśli nie wyjdzie się z tej walki o władzę, to albo trzepie się okrutne lata w obopólnej frustracji albo kończy się to rozstaniem/rozwodem.
Z tego, co pamiętam, to później jak już partnerzy zaakceptują, że nie wszystko jest takie kolorowe, wpadają w fazę zależności i niezależności. Postawy zaczynają się polaryzować i przyjmują przeciwstawne role. Partnerzy trzymają się na dystans i każde zabiega o najmniej ryzykowną pozycję, a z tej pozycji doprowadza się partnera do tego, aby realizował nasze życzenia. Gdy to się nie udaje, to się wycofuje i nie współpracuje. Gdy tylko jedno osiąga pozornie bezpieczną niezależność, drugie poszukuje bliskości i zależności partnera.
Powstaje taki zaklęty krąg, bo jeden nie angażuje się i wycofuje się na bezpieczną pozycję, a wtedy drugie trzyma się go kurczowo.
ok tak więc moje relacje z partnerką z dnia na dzień się poprawiają:)..wraca to powoli na stare tory. Dziś pogadaliśmy z jej inicjatywy , co mnie zaskoczyło,i no cóż stwierdziła że chyba jednak mam racje ze była trochę przytępiona i ze rozumie ze moglem czuc sie lekko zepchnięty na bocznice. Powiedziała ze jakoś da radę obowiązkom domowym nie zaniedbując mnie, ja oczywiscie widząc ej podejscie powiedziałem ze od jutra codziennie odwoże dzieciaki rano i juz nie musi tego robić...i w końću zobaczyłęm szczerą radość na jej twarzy,az jej sie oczy usmiechały;)...Najwazniejsze ze ma dobrą wolę ,a i ja widząć to zaangazuje sie bardziej w pomoc. Zobaczymy co z tego wyjdzie,sądzę że bedzie lepiej jak jest dobra wola z obu stron...no i ten seks od 3 dni non top:) Jakoś teraz zmęczona nie była...jednak twarde argumenty mają jakąś moc:)
pozdrawiam
Warto wiec rozmawiac, rozmawiac i jeszcze raz rozmawiac. Warto tez byc elastycznym i nie patrzec na otoczenie, dalsza rodzine, kolegow. Natomiast co do okazywania uczuc, zaangazowania to nie zawsze mozna to sobie narzucic mechanicznie i u kobiet odczuwanie wlasnie jest skupione na okresie terazniejszych. Pobozne zyczenia nie zmienia tego ze tak wlasnie jest. Tez tego nie rozumiem. Powodzenia!
No własnie Maniek ,może t trwac tydzien -dwa i znowu sie spieprzy,ale tym razem postawiłem twardy warunek,ze albo odbudujemy na stałe nasze relacje uczuciowe albo ...sam sobie poradzę.Wiem ze to moze nie do konca brzmi po partnersku,ale innego wyjscia nie ma..niekiedy człowieka trzeba ustawic nad przepaścia zeby zrozumiał co jest ważne.
W koncu i tak najlepszy test jej uczuć i pożądania do mnie to wyprowadzić sie i zerwać kontakt. wtedy człowiek nie robi niczego pod przymusem,a zaczyna kierować sie własnie uczuciem ..tym prawdziwym.
pozdrawiam
Stary ale Ty jestes uparty? Nie przekreslaj wieloletniego zwiazku dlatego ze ktos nagle poczuje sie gorzej. Krzyzysy, problemy przychodza i odchodza. Trzeba byc elastycznym, wyrozumialym. Moim zdaniem jestes zbyt autorytarny a zona jest ulegla. W takim wypadku nie przeginaj, doceniaj. Powodzenia.
72 2014-10-15 19:06:11 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-15 19:07:11)
Masz 100% racjii Maniek,wiem że to moja wada,ale uwierz ja muszę dmuchać na zimne i trzymać kobietę troszkę krócej niż normalnie dla naszego dobrze pojętego wspólnego interesu.Ja wiem że zaufanie,miłosć,itd. to wszystko jest,ale własnie zeby tak zostało nieraz trzeba postawić sprawę na ostrzu noża...mało to tematów 5-10 letnich związków ..gdzie motywem przewodnim autora jest ,, zostawiła mnie moja ukochana kobieta ,i a ja jej ufałęm, czy mam iśc na tory teraz czy jutro rano..?,,
Trzeba moim zdaniem resetować związek co jakiś czas,popatrzeć na niego z boku,lepiej zapogiegać niż leczyć, absolutne ne mam złych intencjii. Jak ojciec który karci niesforne dziecko....jeden powie że go rani ,inny że wychowuje.
pozdrawiam
Masz 100% racjii Maniek,wiem że to moja wada,ale uwierz ja muszę dmuchać na zimne i trzymać kobietę troszkę krócej niż normalnie dla naszego dobrze pojętego wspólnego interesu.Ja wiem że zaufanie,miłosć,itd. to wszystko jest,ale własnie zeby tak zostało nieraz trzeba postawić sprawę na ostrzu noża...mało to tematów 5-10 letnich związków ..gdzie motywem przewodnim autora jest ,, zostawiła mnie moja ukochana kobieta ,i a ja jej ufałęm, czy mam iśc na tory teraz czy jutro rano..?,,
Trzeba moim zdaniem resetować związek co jakiś czas,popatrzeć na niego z boku,lepiej zapogiegać niż leczyć, absolutne ne mam złych intencjii. Jak ojciec który karci niesforne dziecko....jeden powie że go rani ,inny że wychowuje.
pozdrawiam
Żeby ci resetu kobieta nie zrobiła!!!
Bo sie możesz potem nie ogarnąć ![]()
Żeby ci resetu kobieta nie zrobiła!!!
Bo sie możesz potem nie ogarnąć
Eeee tam...:)
75 2014-10-16 19:25:42 Ostatnio edytowany przez renesans (2014-10-16 19:41:11)
Robert, przeczytałam od deski do deski jak to się mówi.
"Jak ojciec który karci niesforne dziecko....jeden powie że go rani ,inny że wychowuje."
Zostałeś ojcem swej partnerki? Oczekujesz inicjatywy z jej strony? Powiadasz, że zmienia zasady w trakcie gry?
Jasno postawiłeś warunki prawda?Twarde zasady?
Maniek, nie wiem skąd Ci się ta "mądrość" wzięła ale chciałabym Cię na swego adwokata.
76 2014-10-28 09:09:30 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-28 09:38:56)
No i mam reset..ktoś tu w poście powyżej wykrakał..
Wiedziałem ze nie moze ta sielanka trwać wiecznie :)Tyle razy już to przeżywałem jak deja vu ..aż dziw bierze że człowiek ma taką naiwną naturę i myśli że nastąpi zmiana.
Dziś się wyprowadzam,całkowita izolacja...jedynie serce boli bo dzieci będą pytać gdzie jestem ,a na weekend teraz który spędzaliśmy razem długo gadaliśmy o tym że się kochamy,że jakiekolwiek rozstanie nie wchodzi w rachubę,no i dzieciaki dla nich to nie zdrowe. A wczoraj znowu wieczorem moja kobieta...hmm jakby w nią diabeł wstąpił,to jest widzę silniejsze od niej,4-5 dni potrafi a potem amba.
Wiem ze to jest bolesne ale wiem także że to jest jedynby sposób by przekonać się co dla niej warty jest ten związek,jesli to jej nie otrzezwi to już nic .
O godzinie 18.00 podchodziła,przytulała się ,mówiła że mnie kocha nad życie....a o 21.00 kiedy po po nieporozumeinu o bzdurę powiedziałem ze jutro się wyprowadzam,odpowiedziała...tylko zostaw mi karte od bankomatu....hehe To jest własnie ta pokręcona natura której ja nigdy nie pojmę,ona chyba nie wierzy że to zrobię,fakt nauczyłem ją tego kilka razy nie spełnaijąc swojej obietnicy o wyprowadzce...Teraz będzie naczej.
Mozecie nie wierzyć ale przez ostatnie 9 lat ...jedyną sytuacją kiedy sie nie widzieliśmy dłużej niż 10 godzin był wyjazd na wycieczkę na 2 dni...to było może 3-4 razy...Widze po sobie że dobrowolna opcja nie widzenia mojej kochanej kobiety ,normalnie po pracy wywołuje u mnie jakis paraliż,nogi jak z waty,mysli przechodza przez mózg lotem błyskawicy...czy to się może udać..? Przeciez to jest masochizm w czystej postaci.
Niestety tak się skłąda że będę mieszkał w dość ascetycznych warunkach na razie,bez kompa,TV,łazienki..dzieci ...jedynie ja sam i praca....cholera cięzkie to jest do zniesienia..zostać tak wyrwanym z ciepłego przytulnego domku ...ale jestem twardzielem ,nie mogę wymiękać,to musi tak wyglądać ,ten survavalowy klimat zahartuje mnie ponownie,bo już się w tym domowym klimacie zrobiłem jak ,,miękkie kluchy,, ,zaczeły rządzić mną uczucia bez reszty ,nie wyprowadzam się bo jej nie kocham,tylko własnie dlatego że kocham ...one tego wszystkiego nie pojmuje ,choć wydawało mi się ze tak po statniej rozmowie...tak jak zawsze kto nie ma w sobie dobrej woli do zmian ,nie uczyni tego...no chyba ze jest ona o charakterze socjopatycznym....bo za cholerę nigdy nie odpuści i nie pokaże że cokolwiek jest z jej strony nie tak...teraz będzie miała w końcu okazję się wykazać,nigdy jej nei widziałem w sytuacjii ze z samej swojej inicjatywy robi dla tego związku cokolwiek,dosłownie nigdy ,to szansa dla niej i oby ją dobrze wykorzystała bo z uczuciami do neij może jakoś dam sobie radę ale bez dziaciaków chyba zwariuje na dłuższą metę. Ale wiem że to jest 100% konieczne.... bo mi życie przez palce ucieknie,trzymajcie kciuki żebym dał radę:)
pozdrawiam
A ja rozumiem Autora. Mój maż jest taki sam. Nie ma niczego ( prawie), co on sam by zainicjował. Trudno w nim wywołac emocje, nakręcenie na cokolwiek. Jest bierny. Zachowuje się dokładnie tak, jak Autor opisał zachowanie swojej kobiety.
On nigdy sam by nie odszedł.
Gdy mu coś zaproponuję, zgadza się, ale biernie, bez entuzjazmu. Tak samo wyglądają u nas wieczory oglądania filmu jak u Ciebie, Robert.
Męczy mnie to i rozumiem Cię jak cholera.
Raz się wyprowadziłam. Nie zareagował. Wolałby cierpiec niż walczyć. Uznał, że skoro SAMA podjęłam taką decyzję, to moja sprawa. On by w życiu mnie nie zostawił.
Jest to okropna sytuacja, w której pewne potrzeby psychiczne nigdy nie będą zaspokojone, a jednoczesnie układ będzie trwać. Dla mojego meza kochac to być, nieważne jak związek wygląda. A dla mnie to wspólne staranie się, podgrzewanie emocji, iskierki uczucia rozpalane na nowo.
robert, przeżyłam to wszystko, o czym piszesz, uwierz, u mnie jest TAK SAMO. Dzięki Twojemu opisowi nawet jeszcze bardziej poukładałam sobie obrazek własnego życia.
Chciałam Ci powiedzieć, że to się NIE ZMIENI. Moga być jedynie krótkie zrywy, tak jak to opisujesz, jakies momenty zmiany. Nie mam pojęcia, z czego to wynika. Taka jest po prostu naszych partnerów osobowośc. Wiem, jak to zabija na dłuższą metę. Chciałam Cię zapewnić, że w tym nie ma Twojej winy. Prawdopodobnie nic z tym nie zrobisz. Możesz to tolerować i byc nieszczesliwy, albo rzucić to w cholere, albo się nauczyć z tym żyć. Ja obecnie próbuję to zaakceptować. Trudno mi...
Ostatnio były takie dni, że maż cos tam z siebie wykrzesał, cieszę się, ale i martwię, że to tylko na chwilę i że zaraz wszystko wróci do normy. Sam zaproponował kino i naprawę mojego auta, aż się zaczęłam zastanawiać, co się stało.
Cieszę się, że trafiłam na Twój post, wiem, że nie jestem sama z problemem, i wiem, że pragnienie, aby było inaczej, to nie sa moje fanaberie, .... to są normalne uczucia, potrzeby....ale ja już nie mam siły walczyć o zmianę, poddałam się.
Jesli nie możesz tego znieść, to dalsze trwanie w tym wykończy Cię. Brak powera od drugiej osoby wypala.......... :-(
Ja obecnie trwam, akceptuję i prosze o zmianę....ale my mamy dziecko, i nie jest tak łatwo coś zakonczyć, tak po prostu, tylko dlatego, że nie czuję się emocjonalnie zaspokojona. U Ciebie wygląda to troszkę prościej, z drugiej strony macie za sobą LATA bycia razem, a to jest także poczucie bezpieczeństwa i przywiązanie, jakas pewnośc co do partner,a choć i znużenie tez pewnie...
Ja Ciebie zapewniam, że to się nie zmieni. Więc jak? Możesz tak życ, czy nie jestes w stanie? Bądz uczciwy wobec siebie i sobie odpowiedz...i poczyń dalsze kroki, zgodnie ze słowem prawdy , które słyszysz w swoim sercu.
Może pomimo tej wady, jaką ma ona, odszukasz w niej jakies zalety, które wyrównają braki?
Może wtedy bilans wyjdzie korzystniej?
A może uznasz, że ten brak, który odczuwasz, nie jest mozliwy do zrekompensowania w inny sposób....
i wtedy odejdziesz na dobre...
Życzę Ci odnalezienia tego, co jest dla Ciebie ważne.
Trzymam kciuki i służę pomocą.
Lorelaine.
Robert, dodam jeszcze, czytając komentarze do Twojego wątku, że wiele osób nie zrozumiało Twojego problemu. Ja dokładnie wiem, o co chodzi, bo tak samo wygląda moje życie. To nie jest kwestia podziału obowiązków, odciążania kobiety, itd....Tylko bardziej kwestia tego, co komu wystarcza do życia, jakie ma cele, i jakie zasoby energii do zmierzania do nich. Chodzi o powera, którym druga osoba zaraża, daje siłę, motywuje. Osobom ambitnym to daje radośc i poczucie sensu w tym, co robią, bo wiedzą, że mają dla kogo, bo wszystko dzieje się dla NAS.
Osoba bierna u boku odbiera to wszystko. Niby niczego złego nie robi, ale...właśnie w tym problem. Jej NIC jest tym czymś, co gasi, odbiera chęci.
Jestem ambitna i tez wiele razy próbowałam uzyskać u męza efekt WOW, albo w tym, co udalo i się zrobić, albo w tym jak wyglądam, albo w moich pomysłach....On tego nie podłapywał, zachowywał spokój, dystans, jakby nie poruszało go to, owszem, była w tym akceptacja, ale tylko tyle.... Gdybym otrzymała informacje zwrotną od niego na wyzszym poziomie emocjonalnym, to ja czułabym sie takze inaczej, byłaby siła, radosc, chec, poczucie wspólnoty.
Problem to Ty masz z soba. Ty robisz problemy, awantury, jestes niezadowolony, wyprowadzasz sie, stawiasz sprawy na ostrzu noza. O resecie (co to jest?) rowniez to Ty sam pisales.
80 2014-10-28 12:07:30 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-10-28 12:15:54)
na weekend teraz który spędzaliśmy razem długo gadaliśmy o tym że się kochamy,że jakiekolwiek rozstanie nie wchodzi w rachubę,
Zobacz jakie Ty dajesz jej poczucie bezpieczeństwa i stabilności związku .
Oczekujesz od niej stałych zmian a sam rzucasz słowa na wiatr bo po 4-5 dniach chcesz sie wyprowadzić . Kiedy ona ma Ci te stałe zmiany pokazać skoro już sie wyprowadzasz.
4-5 dni potrafi a potem amba.
O godzinie 18.00 podchodziła,przytulała się ,mówiła że mnie kocha nad życie....a o 21.00 kiedy po po nieporozumienie o bzdurę powiedziałem ze jutro się wyprowadzam,
Jezu ty nie dopuszczasz żadnej sytuacji konfliktowej , sam piszesz ze poszło o bzdurę a od razu wyskakujesz z wyprowadzka.
Wlasnie. Robert zyje we wlasnym swiecie egoizmu. Szkoda bo to w sumie inteligentny facet. Dostrzega rozne niebezpieczenstwa ale wymaga od zony zeby byla jak robot, widzi glownie siebie i to on niszczy swoim zachowanie swoja rodzine. Tak jakby sam realizowal plan przed ktorym stara sie chronic. Ma to pewnie jakies psychologiczne wytlumaczenie i nazwe.
82 2014-10-28 12:31:02 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-10-28 12:32:28)
Ja nie wiem, co z Wami facetami się dzieje. Jak nie idzie tak, jak to sobie założyliście, to pakujecie walizki i uciekacie.
Robert, przyglądnij się swoim przekonaniom. Jestem niemal przekonana, że są one nieproduktywne, żeby nie użyć określenia destruktywne.
Niby chcesz miłości, bliskości, wsparcia a jednocześnie skutecznie je udaremniasz.
Uczepiliście jednego słowa, jednej sytuacji, i wsiedliście na Roberta jak hieny. Przeciez pisał, że taki stan, który mu nie odpowiada, ciagnie się conajmniej 4- 5 lat. Że ta kobieta ma zrywy entuzjazmu co najwyżej 4-dniowe!!! I to nie jest tak, że byle bzdura i sie Robert wyprowadza. Tylko to narasta latami. Robert ma poczucie, że to wszystko się kręci ciagke tak samo, bez rezultatów. Dlaczego jej prośby i próby naprawienia chwilowe mają go wzruszyć? Już lata mu pokazały, że to tylko taka chwilówka-pokazówka, że nic za tym więcej nie idzie, żadnej trwałej zmiany. Przecież prosił, rozmawiał, wielokrotnie sygnalizował z czym sobie nie radzi, z czym mu cięzko. W mojej ocenie kobieta się nie zmieni, bo taka już jest, to taki temperament. Ale Robert dojrzewa do myśli, że cięzko tak żyć, że ma dośc. Pewnie, że każde rozstania są burzliwe- stąd te przytulanki, zapewnienia, a potem nagłe zwroty akcji. Oni są ze sobą prawie dekadę. Normalne, że nikt tego ot tak sobie nie zakończy w minutę, że będzie szarpanina.
Moim zdaniem Robert:
1. dał sygnał, że jest mu źle
2. ona nic z tym nie zrobiła.
nie oceniam jej, taka juz jest.
Robert ma prawo do zadecydowania, czy chce tak żyć, czy nie.
Bo życie jest jedno, nikt go za niego nie przeżyje, i nikt za niego nie umrze.
Problem próbował rozwiązać we dwoje.
Nie dało się.
Nazywać go egoistą, bo ma jakies potrzeby?
Każdy ma.
Są takie, których spełnienie ma wpływ na poczucie szczęścia.
Jemu tego brakuje.
Nie jest chamem, który swoją kobietę w poszukiwaniu tego szcześcia zdradza i oszukuje.
PRÓBOWAŁ się dostosować, nie potrafił, próbował to znosić, nie dał rady, próbował rozmawiać,
nic to nie dało.
Ma cierpieć, bo wy tak chcecie?
Nonsens.
Moim zdaniem Robert:
1. dał sygnał, że jest mu źle
2. ona nic z tym nie zrobiła.
nie oceniam jej, taka juz jest.Robert ma prawo do zadecydowania, czy chce tak żyć, czy nie.
dał jej sygnał ze jest mu źle ona przez 4-5dni sie stara cos naprawic. Sam pisał ze go przytulała mowiła ze go kocha ( tego tez mu brakowało ) ale jak sam Robert stwierdził po 3 godz .przez bzdurę stwierdził ze sie wyprowadza. Jaką mamy pewność ze ta jej poprawa była chwilowa ?? Przecież on jej nawet nie daje szans na pokazanie swojej poprawy . Zawija kite bo sam tak zdecydował o wyprowadzce .
Ale przypominam ze na weekend też podczas rozmowy ZDECYDOWAŁ ze o rozchodzeniu nie ma mowy bo sie KOCHAJĄ po czym po 5dniach decyduje o wyprowadzce.
Gdzie tu sens i logika.
Jak ona ma czuć sie bezpiecznie w niestabilnym związku. Jak ona może w pełni sie otworzyć zmienić na stałe skoro Robert jest niekonsekwentny w tym co mówi.
Ona chciała kiedyś ślubu być żona została tylko matka bo Robert stwierdził ze przyjdzie na to czas ??????? czas nieokreślony , albo określony przez Roberta .
Kiedyś straszył ją kilkakrotnie ze sie wyprowadzi - nie robił tego .
Teraz zapewniał ze o rozłące nie ma mowy bo sie Kochają - po czym decyduje i sie wyprowadza.
Moze ona taka po prostu jest , choć kiedys przeciez nie była , moze zachowanie i niekonsekwencja Roberta powodują u niej takie zachowania chwiejne bo on również jest chwiejny .
dał jej sygnał ze jest mu źle ona przez 4-5dni sie stara cos naprawic. Sam pisał ze go przytulała mowiła ze go kocha ( tego tez mu brakowało ) ale jak sam Robert stwierdził po 3 godz .przez bzdurę stwierdził ze sie wyprowadza. Jaką mamy pewność ze ta jej poprawa była chwilowa ?? Przecież on jej nawet nie daje szans na pokazanie swojej poprawy . Zawija kite bo sam tak zdecydował o wyprowadzce .
Ale przypominam ze na weekend też podczas rozmowy ZDECYDOWAŁ ze o rozchodzeniu nie ma mowy bo sie KOCHAJĄ po czym po 5dniach decyduje o wyprowadzce.
Gdzie tu sens i logika.
Jak ona ma czuć sie bezpiecznie w niestabilnym związku. Jak ona może w pełni sie otworzyć zmienić na stałe skoro Robert jest niekonsekwentny w tym co mówi.
Ona chciała kiedyś ślubu być żona została tylko matka bo Robert stwierdził ze przyjdzie na to czas ??????? czas nieokreślony , albo określony przez Roberta .
Kiedyś straszył ją kilkakrotnie ze sie wyprowadzi - nie robił tego .
Teraz zapewniał ze o rozłące nie ma mowy bo sie Kochają - po czym decyduje i sie wyprowadza.Moze ona taka po prostu jest , choć kiedys przeciez nie była , moze zachowanie i niekonsekwencja Roberta powodują u niej takie zachowania chwiejne bo on również jest chwiejny .
Ech, Ryba
Szkoda pary ![]()
Mam wrażenie, że kolesiowi się znudziła zabawa w dom, a wady partnerki wyjątkowo drażnią go już od jakiegoś czasu, więc jeszcze się waha, jeszcze udaje, ze mu zależy, ale de facto wykorzystuje pierwszą okazję, żeby zabrać swoje zabawki i opuścić piaskownicę.
po po nieporozumeinu o bzdurę powiedziałem ze jutro się wyprowadzam,odpowiedziała...tylko zostaw mi karte od bankomatu....
Bardzo słusznie zareagowała na Twój dziecinny szantaż.
87 2014-10-28 18:00:42 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-28 18:34:54)
A ja rozumiem Autora. Mój maż jest taki sam. Nie ma niczego ( prawie), co on sam by zainicjował. Trudno w nim wywołac emocje, nakręcenie na cokolwiek. Jest bierny. Zachowuje się dokładnie tak, jak Autor opisał zachowanie swojej kobiety.
On nigdy sam by nie odszedł.
Gdy mu coś zaproponuję, zgadza się, ale biernie, bez entuzjazmu. Tak samo wyglądają u nas wieczory oglądania filmu jak u Ciebie, Robert.
Męczy mnie to i rozumiem Cię jak cholera.Raz się wyprowadziłam. Nie zareagował. Wolałby cierpiec niż walczyć. Uznał, że skoro SAMA podjęłam taką decyzję, to moja sprawa. On by w życiu mnie nie zostawił.
Jest to okropna sytuacja, w której pewne potrzeby psychiczne nigdy nie będą zaspokojone, a jednoczesnie układ będzie trwać. Dla mojego meza kochac to być, nieważne jak związek wygląda. A dla mnie to wspólne staranie się, podgrzewanie emocji, iskierki uczucia rozpalane na nowo.
robert, przeżyłam to wszystko, o czym piszesz, uwierz, u mnie jest TAK SAMO. Dzięki Twojemu opisowi nawet jeszcze bardziej poukładałam sobie obrazek własnego życia.
Chciałam Ci powiedzieć, że to się NIE ZMIENI. Moga być jedynie krótkie zrywy, tak jak to opisujesz, jakies momenty zmiany. Nie mam pojęcia, z czego to wynika. Taka jest po prostu naszych partnerów osobowośc. Wiem, jak to zabija na dłuższą metę. Chciałam Cię zapewnić, że w tym nie ma Twojej winy. Prawdopodobnie nic z tym nie zrobisz. Możesz to tolerować i byc nieszczesliwy, albo rzucić to w cholere, albo się nauczyć z tym żyć. Ja obecnie próbuję to zaakceptować. Trudno mi...
Ostatnio były takie dni, że maż cos tam z siebie wykrzesał, cieszę się, ale i martwię, że to tylko na chwilę i że zaraz wszystko wróci do normy. Sam zaproponował kino i naprawę mojego auta, aż się zaczęłam zastanawiać, co się stało.
Cieszę się, że trafiłam na Twój post, wiem, że nie jestem sama z problemem, i wiem, że pragnienie, aby było inaczej, to nie sa moje fanaberie, .... to są normalne uczucia, potrzeby....ale ja już nie mam siły walczyć o zmianę, poddałam się.
Jesli nie możesz tego znieść, to dalsze trwanie w tym wykończy Cię. Brak powera od drugiej osoby wypala.......... :-(
Ja obecnie trwam, akceptuję i prosze o zmianę....ale my mamy dziecko, i nie jest tak łatwo coś zakonczyć, tak po prostu, tylko dlatego, że nie czuję się emocjonalnie zaspokojona. U Ciebie wygląda to troszkę prościej, z drugiej strony macie za sobą LATA bycia razem, a to jest także poczucie bezpieczeństwa i przywiązanie, jakas pewnośc co do partner,a choć i znużenie tez pewnie...
Ja Ciebie zapewniam, że to się nie zmieni. Więc jak? Możesz tak życ, czy nie jestes w stanie? Bądz uczciwy wobec siebie i sobie odpowiedz...i poczyń dalsze kroki, zgodnie ze słowem prawdy , które słyszysz w swoim sercu.Może pomimo tej wady, jaką ma ona, odszukasz w niej jakies zalety, które wyrównają braki?
Może wtedy bilans wyjdzie korzystniej?
A może uznasz, że ten brak, który odczuwasz, nie jest mozliwy do zrekompensowania w inny sposób....
i wtedy odejdziesz na dobre...Życzę Ci odnalezienia tego, co jest dla Ciebie ważne.
Trzymam kciuki i służę pomocą.Lorelaine.
Mam chwilowy dostę do kompa u znajomych:)
Lorelaine jestes jasnowidzem? Po raz pierwszy od lat mam zdanie osoby która w 200% opisała mój problem:) dzieki bo jest choc jedna osoba co mnie zrozumiała.
Lorelaine a powiedz dlaczego juz wiesz ze twój mąż się nie zmieni,ile lat próbujesz to zmienic?
U mnie to jest jakeis 4-5 lat kiedy to sie zaczeło..ale próby zmiany sa od około 2-3 lat
Proszę nie osądzajcie mnie pochopnie że mi nie pasuje ,że szantaz itd. Tak przyznaję się do tego ale uwierzcie wszystko to jest tylko efekt działania mojej kobiety..a raczej braku działania. Lorelaine to opisała perfekcyjnie. Napisała ze musze wybrac czy potrafie z tym zyc czy odpuiścić....otóz ja już od lat staram się do tego przyzwyczaić.Powiem wam jak to wygląda.
Pracuję zawodowo na swoim mam nielimitowany czas pracy tzn. moge sie urwac z mojej firmy nawet w srdku dnia sam sobie jestem szefem,to baardzo pomaga przy załatwianiu różnych spraw domowych,w miedzyczasie pracy zawodowej buduje dom dla naszej rodziny,mamy jeszcze dwa mieszkania mamy gdzie mieszkac ale domek buduję...bo no zawsze chciałem miec a po drugie daje tam upust swojej energii ,po pracy jesli mam tylko jeszcze czas spedzam go z dziecmi...co jakiś czas poswiece sie swojemu hobby(jazda na moto),na weekend jak babcia zabierze na przykład dzieci...jadę albo na ryby,albo na budowe,albo na motor ..wieczorem ze znajomymi niekiedy jakaks imprezka....Ot życie przecietnego szaraka WStaję o 7 rano ,ide spac o 22-24.
Zycie mojej kobiety:
7 rano do pracy,około 14-15 powrót do domu,robi obiad...i ZAWSZE po obiedzie idzie spac na 2-3 godziny...(ma niskie cisnienie,i ciagle by spala),jak wstanie około 18-19....siada do kompa ,maile ,pierdoły,potem dzieci jakies lekcje jak trzeba....i około 21.00 idzie spać..zasypia jak dziecko.
Weekend
sobota..wstaje ZAWSZE około 11-12(mówi ze musi odespac tydzień)..kawa,komputer...moze siedziec 5 godzin na jakiejs grze dla dzieci w milczeniu...wieczorem spac no chyba ze jakas impreza ale nawet wtedy odłaącza sie około 21-22 i obowiązkowo spać.
Niedziela powtórka z rozrywki.
Zero hobby oprócz cyklicznego wychodzenia do Rosmana po tusz do rzęs.
JAka kolwiek moja propozycja czynnego spedzania czasu razem w jakikolwiek sposób konczy sie stwierdzeniem ; Nie mam siły,ja pracuje musze odespać,podobnie jest z seksem(są przebłyski).KIedys sobie obiektywnie usiadłem i policzyłęm ilość czynnie spędzonego czasu tzn.praca,hobby,budowa cokolwiek co meczy fizycznie i psychicznie i mi obiektywnie wychodziło ze ja eksploatuje sie ponad dwa razy mocniej od moejej kobiety...a mimo to nie jestem wieczorem az tak padniety...ona jest padnieta zawsze...nawet jak spędzi sobote w łózku cały dzien to ją sen morzy o 21 i zasypia....ja bym zwariował,kiedys myslalem ze moze jest chora na coś,ma jakies tam problemy z hormonami ale za wiele z tym nie robi...nie ma nawet do tego weny.
O jakimkolwiek podsycaniu uczuc w związku mowy niema,to sie nie dzieje..a od lat niezmeinne dwa jej wytłumaczenia to:
1.jestem zmeczona i chce mi się spać
2.taka już jestem
Rece mi opadaja..i juz nie tylko ręce.ALe zarzekam sie na wszystkie swietości że ona taka nie była przez pierwsze 2-3 lata.
Jedynie fajne sa te dni kiedy ona na siłe stara sie być taka jak powinna..taka jaką ja poznałem,to jest zazwyczej po kłótni..albo po moich prosbach o jakies zmiany....wtedy jest super..i nagle po paru dniach wraca do tego samego ale nie od razu tylko tak płynnie....jakby całkowicie zapomniała o czym gadalismy.Pytam sie jej po 3-4 dniach czy pamieta o czym rozmawialismy a ona na to..hmm no o czym przypomnij mi bo ja nie mam do tego głowy...masakra
Ale pamietam doskonale jak chciała miec dzieci....uff napastowała mnie seksem co noc,nie spała,wszystko ja kręciło,pamietam jak nie mieszkalismy razem...dobijała sie do mnie na gg do nocy,dzwoniła,pytała,rozmawiała o wszystkim i niczym.....a wtedy takze juz pracowała w swoim zawodzie...i taka zmiana...i ona mówi ze nie skonczy zwiazku bo ona kocha i w ogole sa dzieci bedzie domek i bedzie fajnie:) - tak mnei urabia:)
Napisze cos jeszcze otóz jak tak analizuje ten związek to właściwie jak sie obojgu chce to jest super....i mysle ze tu zawaliło tez brak równowagi w okazywaniu uczuć.
Otóz jak pisałem,kiedys ona sie bardzo interesowała naszym zwiazkiem...a ja tak troszkę mniej...nawet było tak ze ona chciała seksu..a ja nieraz odmówiłem ..ale to u mnie miało jakby podłoże psychologiczne na zasadzie...ona chce - to fajnie wiec nie musze na siłę...i wtedy był seks 3-4-5 razy w tygodniu...i oboje hiper zadowoleni. Tak samo nei było jakiś głupich rozmów o zwiazku bo ja w ogole nigdy nie gadałem i nei wgłebiałem sie ot jest fajnie i sie nie mysli....ale kiedy jedna osoba zaczyna budowac ten deficyt brania i dawania..i szala sie przewaza..to ta druga nagle chce rozmowy,seksu...a tak naprawde ona chce tylko zainteresowania,i zaczyna sie kołomyja..jeden chce wiecej drugi jeszcze mniej daje i tyak do końca - pytanie DLACZEGO TAK SIE DZIEJE? kTO UZASADNI STAWIAM FLASZKE )))
88 2014-10-28 18:32:09 Ostatnio edytowany przez carmen_boy (2014-10-28 18:32:56)
Ręce opadają. Co Ty robert247 robisz? Pakujesz walizki i się wyprowadzasz, bo ktoś odstawił przedstawienie 5 dni w tygodniu, a Ty chciałeś 7! Minie jeszcze dużo czas (albo to nic nie da) zanim będziesz się nadawał na partnera do związku/męża. Masz filmowe wyobrażenie związku, niebotyczne wymagania wobec partnerki. Najlepszym testem będzie Twoja przyszłość - jak się rozstaniecie, ciekawa jestem czy spotkasz swój ideał. Pewnie po jakimś czasie będzie znów coś nie tak. Przepraszam, że tak ostro, rozumiem też Ciebie, ale Twoje zachowania niestety są afektywne, kierowane impulsem, dużą frustracją, z którą sobie nie radzisz. Popełniasz ogromny błąd tą zawieruchą, którą serwujesz sobie, jej dzieciom.
PS. A czy ona tak śpi bo: 1. się tak nauczyła, 2. musi, 3. może jest chora?
89 2014-10-28 18:36:35 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-28 19:12:50)
PS. A czy ona tak śpi bo: 1. się tak nauczyła, 2. musi, 3. może jest chora?
Tego własnie do końca nie wiem,ona sama tego nie wie..i nie zalezy jej na rozwikłaniu tej zagadki..bo jej to nei przeszkadza.
Do tych co mnie ocenili negatywnie napisze coś o sobie pare słów.
Otóż jestem chyba wymierajacym tepem faceta który nie zdradza.....nigdy i nikogo..czy to kobieta czy kolega.To jest moja jedna z kilku żelaznych niezmienialnych zasad.
Zadne zabawki w piaskownicy mi sie nie znudziły..bo trwam w tym parę lat,i ostatnia rzecz o której mógłbym pomyślec to inna kobieta i inny związek...absolutnie nie ma takiej opcjii. Chce byc szczesliwy w tym związku,a jak się nie uda to najpierw stanąć na nogi psychicznei i spróbowac czegos innego ale u mnei to długi proces,nie skacze z kwiatka na kwiatek....paradoksalnie moja kobieta o tym wie...moze dlatego tak sie zachowuje:)\
KIedys miała faceta przede mną który ją zdradził kilka razy...i generalnie nie miał u neij najgorszej opini
No ale jak zdradza to zły...jak nie zdradza tez sie nudzi...cięzko kobietom sie zdecydowac co one chca:)
Taki ten facet przewidywalny..pracuje,zarabia,buduje,ma hobby,kocha mnie i dzieci...ma plany na przyszłość bleee nuda:) ja pitole potradfiłbym sie zachowac jak skur...l ale dlaczego mam to robić? Zeby zrozumiała..?
Własnie przed chwilą dostałem telefon od niej ..i nakazała mi wracać do domu...grzecznie odmówiłem...na co ona powiedziała ze ona mnei potzrebuje i mam wrócić....masakra co ja mam w głowie przez takie cos...wróce i bedzie too samo za pare dni.
pozdrawiam
A myśleliście o pójściu do psychologa?
Robert,
Dlaczego chcesz swoją żonę przerobić na kogoś kim najwyraźniej ona - mimo podejmowania licznych prób - nie chce być?
Zrozum, nie można zmienić drugiego człowieka.
Możesz zmienić tylko siebie.
92 2014-10-29 11:32:08 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-29 11:37:48)
O pójsciu do psychologa raczej nie myslelismy,nie było o tym rozmowy ale to chyba bezsensu,skoro kazda ze stron jest przekonana o słuszności swoich racjii.
Tak wiem ze nie da sie zmienić człowieka ...i nigdy o to nie zabiegałem bo jak ją poznałem to mi odpowiadała tym kim BYŁA w 100%...jednak zmiana jest mozliwa skoro ona się zmieniła z lepszej na gorszą.Ja ją kocham ale przestaje być szczesliwy w tym związku,i nie jestem w stanie zmeinić swoich uczuć tak zeby na siłe być szczesliwym w układzie jaki miedzy nami istnieje,stąd moja wyprowadzka.Zresztą co bym nie zrobił to bedzie zle...patowa sytuacja,nienawidzę problemów których praktycznie nie da sie rozwiązać.
pozdrawiam
Lorealine nie pisz tu bo piszesz bzdury nieadekwatne do sytuacji. A co do sytuacji Roberta to Robert zyje w konkubinacie przez wiele lat z wierna mu i oddana, chetna kobieta, ktora wykonuje wszystkie obowiazki domowe. Dlatego tez Robert buduje dom praktycznie dla siebie i zajmuje mu to duzo czasu po pracy. W domu Robert chce miec kobiete, ktora sie zachowuje jak w pierwszym miesiacu od zakochania, poza tym ma byc seksmaszyna, zawsze chetna, wypoczeta i usmiechnieta. Kiedy tego Robert nie ma zapewnionego, Robert wychodzi z domu, robiac awanture, i placze ze musi spac w niewykonczonym, zimnym domu. Z jednek strony w sumie inteligentny facet, a z drugiej strony o mentalnosci dziecka i sposobie rozwiazywania spraw na poziomie nastolatka, ktory dodatkowo musi byc caly czas w centrum zainteresowania (bo przeciez sie tak stara). Poza tym Robert ma idealna rodzine, ktora niszczy bo przeciez idealna rodzina nie istnieje i kiedys, predzej czy pozniej cos musi peknac bo takie sa kobiety, takie jest zycie i do tego autor watku niestety usilnie dazy. I mozna by kogos (czyli mnie) pomowic i nieladna ironie, tylko ze przytoczylem same fakty.
Robert, moja rada, pojedz na budowe i wylej se na glowe wiadro zimne wody. I zycze Ci, ze moze zrozumiesz kiedys co to jest byc z drugim czlowiekiem na dobre i na zle, w zdrowiu i chorobie...no ale przeciez Ty takiej przysiegi nie skladales.
A jesli kiedys ktos wyskoczy z jakims niewaznym w sumie problemem, to podam mu za przyklad ten watek, gdzie ze wszystkiego mozna zrobic problem.
94 2014-10-29 12:05:01 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-29 12:17:33)
Lorealine nie pisz tu bo piszesz bzdury nieadekwatne do sytuacji. A co do sytuacji Roberta to Robert zyje w konkubinacie przez wiele lat z wierna mu i oddana, chetna kobieta, ktora wykonuje wszystkie obowiazki domowe. Dlatego tez Robert buduje dom praktycznie dla siebie i zajmuje mu to duzo czasu po pracy. W domu Robert chce miec kobiete, ktora sie zachowuje jak w pierwszym miesiacu od zakochania, poza tym ma byc seksmaszyna, zawsze chetna, wypoczeta i usmiechnieta. Kiedy tego Robert nie ma zapewnionego, Robert wychodzi z domu, robiac awanture, i placze ze musi spac w niewykonczonym, zimnym domu. Z jednek strony w sumie inteligentny facet, a z drugiej strony o mentalnosci dziecka i sposobie rozwiazywania spraw na poziomie nastolatka, ktory dodatkowo musi byc caly czas w centrum zainteresowania (bo przeciez sie tak stara). Poza tym Robert ma idealna rodzine, ktora niszczy bo przeciez idealna rodzina nie istnieje i kiedys, predzej czy pozniej cos musi peknac bo takie sa kobiety, takie jest zycie i do tego autor watku niestety usilnie dazy. I mozna by kogos (czyli mnie) pomowic i nieladna ironie, tylko ze przytoczylem same fakty.
Robert, moja rada, pojedz na budowe i wylej se na glowe wiadro zimne wody. I zycze Ci, ze moze zrozumiesz kiedys co to jest byc z drugim czlowiekiem na dobre i na zle, w zdrowiu i chorobie...no ale przeciez Ty takiej przysiegi nie skladales.
A jesli kiedys ktos wyskoczy z jakims niewaznym w sumie problemem, to podam mu za przyklad ten watek, gdzie ze wszystkiego mozna zrobic problem.
maniek dzieki ze się odniosles ale musze sprostowac:) te twoje fakty.
Konkubinat nie ma nic do rzeczy....to tylko brak papierka.Znam pary tak zycjące i godziny bez siebie nie mogą wytrzymać.To żaden argument.
Tak moja kobieta jest wierna i oddane i..jeszcze bierna:)..wiesz chyba wolał bym zeby mnie zdradziła to moze by się coś ruszyło w tym związku i miałbym powód do rozstania.
Nie buduję domu dla siebie tylko dla nas wszystkich(rodziny),i to się nie zmieni nawet jak sie rozstaniemy a ja poznam inna kobietę.
Zeby była chętna ,i usmiechnieta to bym bardzo chciał..nei widze w tym nic złego.
W centrum zainteresowania? Hmm ok tu masz rację mam takei skłonnosci,przyznaję bez bicia.Ale wynika to jak sądzę z tego ze ja raczej nei jestem takim biorcą..tylko lubię byc potrzebny komuś,lubie jak ktos może mieć we mnie oparcie.
Nie chcę w związku z kobieta takiego mechanicznego wykonywania tych samych obowiązków bez uczuciowo.Fakt kiedys nie było ,mieszkania,dzieci..itd. ale dla mnei te rezcy i dzieci nic nie zmeiniaja,mając z kimś dzieci można nadal mieć w związku podstawowe uczucia i je okazywac...no chyba ze sie komuś odechciało.
Ja jestem z moją kobietą w zdrowiu i chorobie...problem w tym ze to ona nie do konca chce byc.
Ona chce być ze mną razem ale...być obok.
Przytoczę jeszcze dla pełniejszego obrazu nasza rozmowe na gg kiedys po roku zwiazku..czyli 8 lat temu.
-Co robisz (ona)
-nic siedze w domu:)(ja)
-a jak sioe czujesz?
-aa boli mnei brzuch:(
-oj misku to może przyjadę?
-jasne jesli chcesz,ale pocieszenia ze mnei nie bedziesz miec bo sie naprawde zle czuje.
-niewazne ,posiedze przy tobie ,włączymy film..moze zrobie ci jakąś herbate,nei chce zebys się zle czuł i był nieszczesliwy:(
-No ale nie poradzisz nic na to...przejdzie mi
-To za pół godzinki będę,buziaki:)
Dzisiaj ta rozmowa wygląda tak....
Ale mnie te zatoki bolą...chyba mam gorączkę..
Przestan marudzić jak cie boli to idz do lekarza ...
a moze zrobisz mi cherbatę?
Dobra ale zaraz bo musze coś napisać...i zapomniała.Więc miałem wyjscie olac i to isamemu zwlec sie z łóżka lub ją prosić dalej.
Taka akcja miała miejsce pare tygodni temu jak miałem chore zatoki.To pierdoła...ale pokazuje jakie są te relacje,jej nie zalezy juz na takich drobnych aspektach okazywania drugiej osobie wsparcia..chocby mentalnego.
Rozumiecie o co mi chodzi teraz? Tu chodzi ze nasze codzienne relacje na poziomie takich pierdół....u niej zeszły na przykry obowiązek,..i że ONA TAKA JEST.
Nie ona taka nie była...i to nie ja zmieniłem te reguły które nam kiedyś odpowiadały.
pozdrawiam
95 2014-10-29 14:45:24 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2014-10-29 14:46:25)
Nie wiem jak Ci odpowiedziec ale to co opisujesz to nie sa prawdziwe problemy wobec tego co jest problem dla ludzi (wystarczy tutaj poczytac). W malzentwie okresowo pojawia sie wypalenie, zmeczenie, zniechecenie i to jest normalne tak jak swoisty biometr. Poza tym stosunek innych do nas wyrazamy przez stosunek nas samych do nas. Czesto w sytuacjach znanych bagatelizujemy. Np. kocham syna, zone, oni zglaszaja problem, kiedys szedlem z zona, synem osobiscie do lekarza, dzis mowie idz sama, sam. Dlaczego tak robie poniewaz oni bagatelizowali wczesniej swoje dolegliwosci, ktorymi sie przejmowalem i teraz moje podejscie jest taka swoista obrona przed przejmowaniem sie. Sytuacja z herbata mnie rozbawila bo mnie wiele razy zona proponowala a potem zapominala bo dziecko ja zagadalo. Poza tym wytlumacz mi dlaczego, mimo ze jestesmy malzentwem zona co jakis czas ma do mnie zal ze jeszcze nie wystapilem o uniewaznienie koscielne pierwszego malzentwa (sa ku temu powody). Przeciez nie jest konkubina jak Twoja a jednak ma z tym jakis problem. Oznacza to ze Twoje myslenie a myslenie Twojej kobiety o statusie waszego zwiazku jest zupelnie rozne. Moim zdaniem sam wymyslasz powody nie znajac chronologii malzenstwa (maleznstwa u Ciebie wlasciwie nie ma) chcac zeby wygladalo ono jak na samym poczatku. Uwierz mi kazdy by tak chcial ale to jest niemozliwe. Wartosc lezy wlasnie w wiernsoci, spedzaniu czasu razem, i wielu innych rzeczach, ktore masz. Niestety brakuje na pewno zebys Ty rozumial zone.
96 2014-10-30 08:25:01 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2014-10-30 08:28:05)
O pójsciu do psychologa raczej nie myslelismy,nie było o tym rozmowy ale to chyba bezsensu,skoro kazda ze stron jest przekonana o słuszności swoich racjii.
Właśnie dlatego jest potrzebny, żebyście przestali rozumieć tylko swoje racje i zaczęli też racje drugiej strony. Jak zaczniecie szczerze mówić, to możecie się oboje zdziwić i okaże się, że tak naprawdę nie znacie się i swoich oczekiwań.
Pytanie: czy ona prawnie jest współwłaścicielem domu, który budujecie? Bo jeśli nie, to mimo że prowadzicie wspólne gospodarstwo domowe, w razie rozstania ona zostaje prawnie na lodzie (nie mówię czy faktycznie, jakie są Twoje przemyślenia, a Ty sam nie wiesz co zrobisz w razie rozstania, tym bardziej ona tego nie wie).
97 2014-10-30 10:14:29 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-30 10:31:02)
ok dalsze wieści z frontu.
Nie ona nie jest właścicielem domu,nie ma do niego żadnych praw,ale to bez znaczenia bo jest właścicielem obu mieszkań,jakiś rok temu poczyniłem kroki prawne by tak się stało...także że tak powiem ma komfort w razie czego,tzn. kazdy coś tam ma mneij więcej na pół i o to nie ma absolutnie u nas sporu.
Dobra cięzko mi o tym pisac bo tego tu nie podałem...powiem wprost...choć wiem ze to głupie ..jestem o nia zazdrosny.
Ja już wiem że posypia się na mnie gromy że wymyslam że tworze problem ale zrozumcie to jest silniejsze ode mnie...a sutuacje choc z pozoru niewinne mnie tylko utrzymują w tym głupim uczuciu.
Ma to głębsze podłoże i jest oddalone w czasie ale postaram sie dopisac kilka szczegółów .
Otóz jak pisałem nam sie od poczatku super układało...ale ja już wiem dlaczego...po prostu ja po swoim poprzednim związku..miałem włączony ,,psychiczny olewator,, tzn. powiedziałem sobie ze mnie zadne kobieta już nie zapedzi w kozi róg zebym sie musiał zastanawiac.
I teraz tak moja kobieta była przedemną w związku z facetem 5 lat...kiedys tam przypadkowo wynikło (powiedziała mi o tym) ze to ona skończyła ten związek z nim...ok w sumie co mnei to obchodzi....jednak po tej akcjii która opisałem w pierwszym poście odnosnie tego ich spotkania przypadkowego,zacząłem intuicyjnie wyczuwac że cos ta moja pani z tymi swoimi uczuciami nie dońca sie zgadza.
MOja terazniejsza podejrzliwość choc dla mnei destruktywna doprowadziła mnie do 100% pewnych informacjii że kiedy my zaczelismy związek ze soba..jakies 1-2 tygodnie razem....ona z nim była nad morzem na jeden dzień,potem wyszło ze ją podwoził do pracy 2 razy(ona pracowała w innym miescie,dojazd 100 km),...a teraz wyszło wczoraj że to nie ona zerwała z nim tylko to on odszedł.
Dodatkowo okazało się że on w rozmowie z nia kiedy się dowiedzioał ze ona jest ze mną...kazał jej uwazać na mnie( chodziło o wspólne kontakty z dawnych czasów)......a na samym końcu okazało sie ze oni przezyli super seks nad tym morzem ...i on wtedy już był zaręczony z inną kobietą...a ona..hm,m na mój gust była już ze mną w związku....do tego dokładam te przypadkowe sp[otkamnie w knajpie 4 lata temu i........jego sms do niej na drugi dzien z prośbą o spotkanie.
Ta chronologia i te zdarzenia są od siebie oddalone w czasie lecz układają sie w takie małe cos. A mianowicie uważam na podstawie tego co mamy w związku i jej zachowania ze te jej uczucia przede wszystkim uczucie pożądania do neigo nie wygasło,stąd u nas brak jej starania sie o seks itd.
Wczoraj pogadaliśmy o tym wszystkim bo chciałem zeby wyl;ozyła kawe an ławe..i okazało sie ze to wszystko co mi kiedyś mówiła to było na odwrót. I nawet mimo takiej sytuacjii ona nadal była bardzo powsciągliwa w rozmowie,w wyrazaniu uczuć,znowu wszystko było przeze mnie wyciagane na siłe....no bo ona ma problem z wyrazaniem uczuć.
Miałem ją zawsze za taka dobrą zyczliwą osobę...ale potym ten obraz sie zmienia...chodzi o to ze ona sie tak zachowuje zebym tylko ja sie nie czuł pewnie. Innymi słowy ze ona nei wie co bedzie jutro i za rok..
Acha i ona rękami i nogami sie zapierała ze mnie wtedy nie zdradziła bo.....jeszcze nie bylismy razem formalnie:)...no fakt widzielismy sie tylko chyba 2 razy i kilka rozmów na gg...które jednak wskazują ze uczcucie już było.
Gdyby to sie wydarzyło w jednym czasie w odstepie miesiąca....wyszedł bym z mieszkania i nei wrócł...ale tutaj te zdarzenia i odkrywanie prawd trwa 9 lat....KOmpletnei już nic z tego nei rozumiem.
Ona jednoznacznie na moje wyprowadzenie stwierdza ze zle robie ze ich zostawiam....bo tamte zdarzenia nie maja już zadnego znaczenia,ale ona nie bedzie mnie przekonywać zebym wrócił. No i własnie ona nie chce mnie przekonywac bym wrócił....na moje myslenie to jej nie zależy i sprawa prosta.
Ja nie wiem czy potrafie zyc wsród takiego zawieszenia i niedomówień.Kurde mi sie wydaje ze taka osoba która powiedzmy opcjonalnie coś tam ma za uszami..ale chce to zmeinic to powinna tutaj na rzesach stawac zeby mnei przekonac że to wszystko nie jest wazne i tak naprawde zawsze liczyłem sie tylko ja...jednak ona nie ma ochoty mnei o tym upewniać...Co tu jest grane albo co może być tutaj grane? Macie jakies przemyślenia?
Acha jeszcze opisze jej reakcje na moje słowa o wyprowadzce...ona wpada w szał. Zaczyna krzyczec ze ich zostawiam,i natychmiast zaczyna mnei obwiniac ze to jest moja wina...ze ona nic złego nei robi... i wtedy posuwa sie nawet do epitetów....ja w tym czasie totalnie stopicki spokój.
Natomiast jak wracam to mówi ze sie zdenerwowała ze wcale tak nei myślała,ze gdybym nawet sie naprawde cghciał wyprowadzic to mnei znajdzie i postara sie skłonic do powrotu do domu...po czym przy kolejnej akcjii znów wpada w nerwy,zamiast od razu załagodzić i rozwiazac problem ona woli to załatwiac gwałtownie...i zawsze tak zebym sie czuł winny,jak taki facet co zostawia zone z dziecmi i idzie od razu do kochanki,zabierta pieniadze itd. w takims wietle chce mnie od razu postawic.
dodatkowo jest tak ze ona zmienia sie diametralnie w tym co mówi i robi w odstepach jednego dnia....np... ja sie wyprowadzam - ona rzuca bluzgami....ja wracam za 2 dni ona mówi ze kocha ,przytula sie...itd. ale wystarczy ze wrócimy do niewygondych rozmów natychmaist zamkneicie sie w sobie,nie chce gadac ,jak gada to tak jakby kręciła...Kiedy jej pytam ,dlaczego wczoraj mówiłas ze mnie kochasz i pragniesz....a dzisiaj mwidz zeby spierd...ł? A ona na to w nerwach....no bo wymusiłes to na mnie zebym powiedziała ze cie kocham....Oczywiscie ze nic nie wymuszałem....Kompletny rozstrój sytuacjii
Mam straszną ochotę sie od niej po prostu odizolowac na jakiś czas,nie widzieć nie gadac itd....ale wczoraj jak chciałem tak zrobic to dostałem od niej telefon ze mamy wspolne sprawy dzieci...itd. i ona musi isc z dzieckeim do dentysty wiec mam przyjechac itd..I to jest trudne bo nei da rady sie odizolowac bo są obowiązki z dziecmi...a ja jak sie nie izoluje od niej i sie widzimy to nie umiem tak zyc w takiej prózni,nei odzywac sie ...zabija mnie to bo wolałbym byc daleko z wyłączonym telefonem..to byłby najlepszy test.
maniek_z_maniek napisał/a:Lorealine nie pisz tu bo piszesz bzdury nieadekwatne do sytuacji. A co do sytuacji Roberta to Robert zyje w konkubinacie przez wiele lat z wierna mu i oddana, chetna kobieta, ktora wykonuje wszystkie obowiazki domowe. Dlatego tez Robert buduje dom praktycznie dla siebie i zajmuje mu to duzo czasu po pracy. W domu Robert chce miec kobiete, ktora sie zachowuje jak w pierwszym miesiacu od zakochania, poza tym ma byc seksmaszyna, zawsze chetna, wypoczeta i usmiechnieta. Kiedy tego Robert nie ma zapewnionego, Robert wychodzi z domu, robiac awanture, i placze ze musi spac w niewykonczonym, zimnym domu. Z jednek strony w sumie inteligentny facet, a z drugiej strony o mentalnosci dziecka i sposobie rozwiazywania spraw na poziomie nastolatka, ktory dodatkowo musi byc caly czas w centrum zainteresowania (bo przeciez sie tak stara). Poza tym Robert ma idealna rodzine, ktora niszczy bo przeciez idealna rodzina nie istnieje i kiedys, predzej czy pozniej cos musi peknac bo takie sa kobiety, takie jest zycie i do tego autor watku niestety usilnie dazy. I mozna by kogos (czyli mnie) pomowic i nieladna ironie, tylko ze przytoczylem same fakty.
Robert, moja rada, pojedz na budowe i wylej se na glowe wiadro zimne wody. I zycze Ci, ze moze zrozumiesz kiedys co to jest byc z drugim czlowiekiem na dobre i na zle, w zdrowiu i chorobie...no ale przeciez Ty takiej przysiegi nie skladales.
A jesli kiedys ktos wyskoczy z jakims niewaznym w sumie problemem, to podam mu za przyklad ten watek, gdzie ze wszystkiego mozna zrobic problem.
maniek dzieki ze się odniosles ale musze sprostowac:) te twoje fakty.
Konkubinat nie ma nic do rzeczy....to tylko brak papierka.Znam pary tak zycjące i godziny bez siebie nie mogą wytrzymać.To żaden argument.!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
To co powyzej napisales swiadczy o wyjatkowym egocentryzmie Twoim wobec faktu ze juz tutaj pisano czym jest malzentwo dla kobiety. Jest to wiec
dowod ze wogle nie bierzesz pod uwage zdania kobiety, jej stosunku do tego i wynikajacego z tego jej samopoczucia. Liczy sie tylo to jaki ty masz
poglad na te sprawe ale to jest tylko Twoj poglad a poglad Twojej kobiety jest prawdopodobnie zupelnie przeciwny do Twojego o czym juz Ci
tutaj pisano. Dajesz wiec dowod nie tylko tego ze nie sluchasz, ze masz potrzeby swojej kobiety w dupie ale rowniez tego ze nie jestes
w stanie przyjac zadnego innego zdania poza swoim. W takim przypadku pisanie tutaj o swoich zalach, bolach, noclegach z wlasnego wyboru
w niewykonczonym domu, nie ma zadnego celowego sensu
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!"Tak moja kobieta jest wierna i oddane i..jeszcze bierna:)..wiesz chyba wolał bym zeby mnie zdradziła to moze by się coś ruszyło w tym związku i miałbym powód do rozstania."
To jest dokladnie to co napisalem wczoraj!!!! Z psychologicznego punktu widzenia to Ty nieswiadomie dazych do rozpadu waszeg zwiazku poniewaz w glebi (byc moze zraniny dawna
sytuacja z inna) nie wierzyrz w jego trwalosc"Nie buduję domu dla siebie tylko dla nas wszystkich(rodziny),i to się nie zmieni nawet jak sie rozstaniemy a ja poznam inna kobietę.
Zeby była chętna ,i usmiechnieta to bym bardzo chciał..nei widze w tym nic złego."Nie to jest bardzo zle!!!! Poniewaz wymusza na kims bycie kims innym, swoista LALKA BARBIE w kazdy momencie bez wzgledu na czlowieczenstwo samego czlowieka. Mozliwosc jego zlego samopoczucia, choroby, depresji, zmeczenia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
"W centrum zainteresowania? Hmm ok tu masz rację mam takei skłonnosci,przyznaję bez bicia.Ale wynika to jak sądzę z tego ze ja raczej nei jestem takim biorcą..tylko lubię byc potrzebny komuś,lubie jak ktos może mieć we mnie oparcie."
Wychodzac z domu nie ma oparcia. A wiec postepujesz dokladnie odwrotnie do tego co sam deklarujesz.
"Nie chcę w związku z kobieta takiego mechanicznego wykonywania tych samych obowiązków bez uczuciowo.Fakt kiedys nie było ,mieszkania,dzieci..itd. ale dla mnei te rezcy i dzieci nic nie zmeiniaja,mając z kimś dzieci można nadal mieć w związku podstawowe uczucia i je okazywac...no chyba ze sie komuś odechciało."
I znoeu sobie zaprzeczasz przez oczywiste wrecz mechanicznie wymuszanie od kogos czegos czego zaden czlowiek nie jest w stanie nikomu dac!
"Ja jestem z moją kobietą w zdrowiu i chorobie...problem w tym ze to ona nie do konca chce byc.
Ona chce być ze mną razem ale...być obok."To ty sie zachowujesz jakbys byl okok. Sam pisales ze nie pomagasz. Po powrocie do domu ogladasz TV, itd.
pozdrawiam
Moim zdaniem szok. Bardzo prosty i klasyczny przypadek przenoszenia na kogos dokladnie tego co sie samemu robi. Zupelnie bez sensu Robercie. Myslalem ze Cie rozumiem ale nie rozumiem wogole. Bo mozna czegos nie widziec, ale zeby z takim uporem wrecz maniakalnym nie przyjmowac racjonalnych wnioskow na podstawie oczywistych spostrzezen? Ciagle byc tak zapatrzonym w siebie. Bardzo mocno wspolczuje Twojej zonie. Tobie juz nie. Ludzie ludziom sami gotuja taki los. Zupelnie, zupelnie bez sensu.
Doszukiwanie sie w poczatkach zwiazku skutkow objawiajacych sie po latach? Oszczedz. Wiele jest takich "wstydliwych epizodow" gdzie w rezultacie jednak ktos kogos swiadomie wybiera. Uwazasz ze po 10 latach ma to jakies znaczenie? Chyba tylko poprzez Twoje nieodpowiednie zachowanie. Kobieta przede wszystkim nie lubi obrazania sie na nia, krzykow, jakis wymuszen.
"Acha jeszcze opisze jej reakcje na moje słowa o wyprowadzce...ona wpada w szał. Zaczyna krzyczec ze ich zostawiam,i natychmiast zaczyna mnei obwiniac ze to jest moja wina...ze ona nic złego nei robi... i wtedy posuwa sie nawet do epitetów....ja w tym czasie totalnie stopicki spokój."
To co robisz to jest najgorsze co mozna zrobic drugiemu czlowiekowi i bardzo podle zachowanie z Twojej strony bo okazujesz w ten sposob brak szacunku, brak milosci i to ze masz ja w dupie. GRozenie odejsciem budzi ogromne emocje i stawia na szali caly zwiazek. Szok ze dorosly facet moze sie tak zachowywac. Ogromnie wspolczuje Twojej zonie, bo dla mnie takie zachowanie (jesli przejawiala je zona) bylo ogromnie bolesne gorsze od samej zdrady poniewaz pokazuje stosunek drugiej osoby do mnie. Jesli Twoj stosunek jest taki wredny to czego oczekujesz?
"Natomiast jak wracam to mówi ze sie zdenerwowała ze wcale tak nei myślała,ze gdybym nawet sie naprawde cghciał wyprowadzic to mnei znajdzie i postara sie skłonic do powrotu do domu...po czym przy kolejnej akcjii znów wpada w nerwy,zamiast od razu załagodzić i rozwiazac problem ona woli to załatwiac gwałtownie...i zawsze tak zebym sie czuł winny,jak taki facet co zostawia zone z dziecmi i idzie od razu do kochanki,zabierta pieniadze itd. w takims wietle chce mnie od razu postawic."
Egoizm, egoizm i jeszcze raz egozim z Twojej strony Robercie. Kobieta okazuje Ci tutaj ogrom milosci i troski, ma emocje i to ona ma zalagadzac. Jestes po prostu smieszny,.
"dodatkowo jest tak ze ona zmienia sie diametralnie w tym co mówi i robi w odstepach jednego dnia....np... ja sie wyprowadzam - ona rzuca bluzgami....ja wracam za 2 dni ona mówi ze kocha ,przytula sie...itd. ale wystarczy ze wrócimy do niewygondych rozmów natychmaist zamkneicie sie w sobie,nie chce gadac ,jak gada to tak jakby kręciła...Kiedy jej pytam ,dlaczego wczoraj mówiłas ze mnie kochasz i pragniesz....a dzisiaj mwidz zeby spierd...ł? A ona na to w nerwach....no bo wymusiłes to na mnie zebym powiedziała ze cie kocham....Oczywiscie ze nic nie wymuszałem....Kompletny rozstrój sytuacjii
JAK NIE SKONCZYSZ tej emocjonalnej hustawki ze swojej strony, nie zaczeniesz byc facetem zrownowazonym w slowach, stalym w decyzjach i zachowaniu to doprowadzisz do stalego rozchwiania swoje zony i rozwalisz ten zwiazek"
"Mam straszną ochotę sie od niej po prostu odizolowac na jakiś czas,nie widzieć nie gadac itd....ale wczoraj jak chciałem tak zrobic to dostałem od niej telefon ze mamy wspolne sprawy dzieci...itd. i ona musi isc z dzieckeim do dentysty wiec mam przyjechac itd..I to jest trudne bo nei da rady sie odizolowac bo są obowiązki z dziecmi...a ja jak sie nie izoluje od niej i sie widzimy to nie umiem tak zyc w takiej prózni,nei odzywac sie ...zabija mnie to bo wolałbym byc daleko z wyłączonym telefonem..to byłby najlepszy test."
Z tego co przeczytalem wynika ze to Ty w 100% jestes powodem sytuacji w waszym domu. To ty ciagle jestes niezadowolony i to Ty ciagle zglaszasz pretensje. Ty wywolujesz emocje i rozne stany u swojej zony swoimi nieodpowiedzialnymi zachowaniami i monologami. Moim zdaniem bez pomocy psychologa nie pociagniesz dalej. Tutaj ignorujesz istotne elementy analizy Twoje sytuacji, patrzysz wyłacznie przez pryzmat siebie. Watpie czy ktokolwiek rozsadny bedzie dalej czytal te wydumane zale.
100 2014-10-30 11:15:22 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-30 11:18:09)
Maniek dzięki za to co napisałes...hmm w sumie nie wiem jak się odnieść bo i masz rację i....no własnie czy moje racje sa niewazne? Tzn. wiesz trochę ten twój post to jest tak jakbym słyszał swoją kobiete tylko trochę inne słowa:)
Uwierz mi ja nie mam ochoty i czasu na takie pierdoły jak wykłócanie sie z kobietą o jakies słowa . Ale przeciez z drugiej strony to co..mam zaakceptować to co mówi,robi,jak sie zachowuje....i na siłe przyznac ze jest superfajnie a to jaestem trzepnięty? Ok mogę spróbowac..ale ile jeszcze lat mam tak próbować? Aż dorosną dzieciaki i przestaną być orgumentem o utrzymanie tego związku? OK mogę sie poświęcić dla dzieci iżyc w tej emocjonalnej prózni serwowanej przez kobiete mojego życia.
Przeciez kazdy człowiek w jakimś sensie jest egoistą, moja kobieta także chociaz je jej nie obwiniłem nigdy o to w zadnej rozmowie.
Kur...nie łatwiej by było zamiast tych przepychanek w związku..odpuscic i zaczać sie oboje starać? Ja bym tak chciał ale powiedz to jej.
Czy jestem nieszczesliwy z tym jak ona sie zachowuje? Tak jestem....ale nie mogę odejsc bo przeciez dzieci muszą mieć tate i mame..i przeciez ją kocham - To są jej argumenty....Są w 100% trafne....a moje uczucia? E tam twoje uczucia ...ty se radz sam..jedz na ryby albo idz pograc w piłkę:) Super dzięki:)
Tak to ma wyglądać?
pozdrawiam
Innymi słowy ze ona nei wie co bedzie jutro i za rok..
Robert - nie dają Ci te słowa do myślenia ??
Ona nie czuje sie bezpiecznie w tym związku , ona Cie Kocha ale nie wie jakie będą Twoje dalsze kroki ..... jesteś nieprzewidywalny........
Doszukujesz sie czego z przed 10 lat. Nie przyznała Ci sie kiedys ze to on ją zostawił , moze wtedy było jej wstyd ze jednak została porzucona , przyznała Ci sie teraz jaka była prawda . Gdyby czuła cos do tamtego to wrociłaby do niego lub chociaz chciałaby sie z nim ponownie spotkac po tym wyjezdzie nad morze. Przeciez wy spotykaliście sie dopiero 2 tyg. ( to żaden zwiazek ale raczej poznawanie siebie czy z tego może co być ) Wybrała Ciebie.
Robert, ale Ty się zapędziłeś. To co robisz, jak wywlekasz przeszłość po 10 latach, i jak o tym myślisz - to są zachowania maniakalne. W tej chwili nie widzisz co robisz źle, nie widzisz innego wyjścia, jak dalej tak a nie inaczej postępować. Twoja rodzina jest na tę chwilę rozbita, to będzie bolesna rana, która długo będzie się goiła. Musisz znaleźć sposób, aby się uspokoić, dać swoim myślą odpoczynek i miejsce na nowe tory. Myślę, że działasz w amoku, rujnujesz wszytko dookoła. Dopiero po jakimś czasie, jak zobaczysz skutki swoich decyzji i działań, będziesz mógł zobaczyć co się stało. Ale wtedy może być już za późno. Zgliszcza.
103 2014-10-30 11:34:13 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-30 11:39:10)
robert247 napisał/a:Innymi słowy ze ona nei wie co bedzie jutro i za rok..
Robert - nie dają Ci te słowa do myślenia ??
Ona nie czuje sie bezpiecznie w tym związku , ona Cie Kocha ale nie wie jakie będą Twoje dalsze kroki ..... jesteś nieprzewidywalny........
Doszukujesz sie czego z przed 10 lat. Nie przyznała Ci sie kiedys ze to on ją zostawił , moze wtedy było jej wstyd ze jednak została porzucona , przyznała Ci sie teraz jaka była prawda . Gdyby czuła cos do tamtego to wrociłaby do niego lub chociaz chciałaby sie z nim ponownie spotkac po tym wyjezdzie nad morze. Przeciez wy spotykaliście sie dopiero 2 tyg. ( to żaden zwiazek ale raczej poznawanie siebie czy z tego może co być ) Wybrała Ciebie.
Korde no ale ja tej jej słowa interpretuje inaczej....ze ona nie wie bo moze za rok..mnie rzuci i odnowi kontakt z nim...zrozum moja interpretacja jej słów nie jest dla mnei potwierdzeniem jej miłosci i stałości uczuć tylko odwrotnie,jakby mi powiedziła..wiesz pakuj sie teraz bierz na siebie wine bo potem ja to moge zrobic.
Tak ale ona do tamtego związku odnosi sie z sentymentem i mówi ze chciała tez sie rozstac bo nei wie czy ją nei zdradzał(taki ten gosc jest),nie okazywał uczcuc za bardzo,tej pewnosci...
Kiedyś mi powiedziała że jest ostrozna w związku bo tamten związek jej tego nauczył....tylko ze przez pierwsze 3-4 lata ze mną ...ostrozna nie była....To jest ta zmeinna natura kobiety.
Innymi słowy jak mi nie zalezało (czytaj nei okazywałem tego) to ona lgneła do mnei i dbała o realcje,kiedy zobaczyła (czytaj wymusiła) moje uczcuciowe zaangazowanie i otwartosc nagle robi sie zimna i ostrozna ...
Ona mnie wybrała bo...on jej nei chciał a nei dlatego ze ja byłem taki fantastyczny - tak wnioskuje po tym co sie dzieje.
( 9 lat szmat czasu ale ona jak wiodac jest bardzo cierpliwa .
carmen , ja staram sie budowac relacje nie na słowach tylko czynach....ślub to papier ...a życie to ciągła budowa swojej przyszłosci,papier z urzedu nie da moim dzieciom jeść ani nawet nie wprowadzi szczesliwosci do związku,bo jesli ludzie sie kochaja to sami bez tego sie postarają o dobre relacje.Tak uwazam.
Robert, ona Cię nie opuści dlatego, że czuje coś dla faceta sprzed 10 lat, tylko dlatego, żeby chronić siebie i dzieci, bo Ty jesteś nieprzewidywalny i działasz afektownie, w amoku, jak maniak. Ona nie jest pewna co będzie za rok, bo Ty jej serwujesz non stop jazdy, wyprowadzki etc. Zrobiłeś coś najgorszego, co możesz zrobić kobiecie: odebrałeś jej poczucie bezpieczeństwa i stabilności.
Robercie,
ja tez to tak odbieram.
..no bo wymusiłes to na mnie zebym powiedziała ze cie kocham.. a to bez przymusu nie powie?
106 2014-10-30 11:41:14 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2014-10-30 11:42:25)
maniek_z_maniek
Odnoszę wrażenie, że stałeś się kobiecym podnóżkiem i wszystkim nam (a może zwłaszcza sobie) próbujesz udowodnić, że to jedynie słuszna postawa. Z Twoich postów wynika, że mężczyzna nie ma prawa niczego oczekiwać w związku, za to kobieta jak najbardziej.
Osobiście uważam, że Robert ma słuszne wymagania, tylko stosuje złe metody.
107 2014-10-30 11:41:21 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-30 11:44:55)
Robert, ona Cię nie opuści dlatego, że czuje coś dla faceta sprzed 10 lat, tylko dlatego, żeby chronić siebie i dzieci, bo Ty jesteś nieprzewidywalny i działasz afektownie, w amoku, jak maniak. Ona nie jest pewna co będzie za rok, bo Ty jej serwujesz non stop jazdy, wyprowadzki etc. Zrobiłeś coś najgorszego, co możesz zrobić kobiecie: odebrałeś jej poczucie bezpieczeństwa i stabilności.
Ale spokojnie...nie zrobiłem jeszcze nic definitywnego,wyprowadzka na jeden dzień ..przyznaj brzmi smiesznie. A przed czym ona siebie chce chronić skoro to ja zabiegam o danie sobie czasu do odpoczynku od siebie? Nei rozumiem...
Ja tylko tymi....z pozoru drastycznymi krokami próbuje w niej obudzić otrzezwienie a przynajmniej....szczere postawienie sprawy..a spotykam sie z murem.Wiem ze obiektywnie nie robię dobrze...ale od głupiej rozmowy jej sie chyba nic nie stanie,to jakis absurd zeby w 9 letnim związku nie powiedziec sobie paru bolesnych rzeczy szczerze i...o nich zapomniec.
Szkoda z nim gadac bo chlop niczego nie rozumie. Chce zniszczyc swoja rodzine to niech zniszczy. Bedzie mial przynajmniej satysfakcje ze wszystkie kobiety to ... i ze sie nie mylis w swoich osadach. Sam nie rozumiem jak mozna tak bezmyslnie niszczyc zwiazek ale niektorzy widac tak maja.
Ale spokojnie...nie zrobiłem jeszcze nic definitywnego,wyprowadzka na jeden dzień ..przyznaj brzmi smiesznie.
Pamiętaj drzwi łatwo zatrzasnąć, ale nie zawsze da się je później otworzyć.
110 2014-10-30 11:46:56 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-30 11:50:47)
Pamiętaj drzwi łatwo zatrzasnąć, ale nie zawsze da się je później otworzyć.
Spoko ..mam zapasowy klucz:).... (żart)
Dobra ok....więc choć się z Mankiem nie do końca zgadzam spróbuję zamknąć temat i nie wracać do niego,zobacze jak to sie w domu rozwinie dalej,ja spasuje z rozmowami i próbami ,,nawracania,, jej na mój tok myślenia.Moją wyprowadzkę anuluję..cholera tam jest tak zimnoo..;)
dzieki ludzie za rady ,kazda jest cenna,bo pozwala mi zobaczyc to czego normalnie nie widzę.
pozdrawiam
111 2014-10-30 11:48:37 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2014-10-30 11:49:25)
"maniek_z_maniek
Odnoszę wrażenie, że stałeś się kobiecym podnóżkiem i wszystkim nam (a może zwłaszcza sobie) próbujesz udowodnić, że to jedynie słuszna postawa. Z Twoich postów wynika, że mężczyzna nie ma prawa niczego oczekiwać w związku, za to kobieta jak najbardziej."
Co jest przyczyna epitetow z Twoje strony? Co to znaczy byc kobiecym podnozkiem a co nie znaczy? Byc tyranem? Po drugie w odniesieniu do kontekstu jak najbardziej mam racje.
Ale moze warto napisac o oczekiwaniach. Kazdy ma swoje oczekiwania. Robert rowniez je ma. Kazdy je ma. Oczekiwania leza po obu stronach. Nie moze byc zdrowego zwiazku jesli wazne sa oczekiwania tylko jednej strony.
"maniek_z_maniek
Odnoszę wrażenie, że stałeś się kobiecym podnóżkiem i wszystkim nam (a może zwłaszcza sobie) próbujesz udowodnić, że to jedynie słuszna postawa. Z Twoich postów wynika, że mężczyzna nie ma prawa niczego oczekiwać w związku, za to kobieta jak najbardziej."Co jest przyczyna epitetow z Twoje strony? Co to znaczy byc kobiecym podnozkiem a co nie znaczy? Byc tyranem? Po drugie w odniesieniu do kontekstu jak najbardziej mam racje.
Ale moze warto napisac o oczekiwaniach. Kazdy ma swoje oczekiwania. Robert rowniez je ma. Kazdy je ma. Oczekiwania leza po obu stronach. Nie moze byc zdrowego zwiazku jesli wazne sa oczekiwania tylko jednej strony.
Maniek jej oczekiwanie są takie bym nie wymyslał sztucznie problemów i sie po prostu zamknął:)
a moje sa takie zeby ona potrafiła wyrzucić z siebbie co tak na prawde myśli....ale tak zebym wiedział ze to prawda..a nie na odczep sie.
Ot nic specjalnego:)
Moze nie ma problemow tylko Ty je masz. Moze jest zadowolona z waszego zycia jak jestes spokojny i nie czepiasz sie?
114 2014-10-30 12:49:58 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-30 13:09:45)
Moze nie ma problemow tylko Ty je masz. Moze jest zadowolona z waszego zycia jak jestes spokojny i nie czepiasz sie?
No tak to własnie próbuje opisac od poczatku,ona jest zadowolona z naszego związku a to ja mam problem,innymi słowy ja jej daje tyle ze jest zadowolona ona mi tyle ze jestem niezadowolony:)
pozdrawiam
Tak na marginesie w kulturach gdzie mąż może mieć kilka zon problem nie istnieje,zona od seksu,żona od uczuc,od gotowania,od dzieci...kazda można sobie dobrać wg. jej cech indywidualnych,a u nas jedna żona musi spełniac je wszystkie ...no a wiadomo że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego:)...troszkę się śmieję:).. ale jednak coś w tym jest.
To dlatego ludzie u nas zdradzaja czy uciekaja od siebie,nie spełniamy oczekiwań lub ktoś nie spełnia naszych.
Własciwie to watek powienien byc ,,Jak pokazać kobiecie ze jest deficyt uczuć z jej strony,bo ona nie widzi tego sama,,
Gdyby tego niei było to kompletnie problemu nie ma.
115 2014-10-30 13:37:23 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-10-30 14:21:28)
ryba81 napisał/a:robert247 napisał/a:Innymi słowy ze ona nei wie co bedzie jutro i za rok..
Robert - nie dają Ci te słowa do myślenia ??
Ona nie czuje sie bezpiecznie w tym związku , ona Cie Kocha ale nie wie jakie będą Twoje dalsze kroki ..... jesteś nieprzewidywalny........
Korde no ale ja tej jej słowa interpretuje inaczej....ze ona nie wie bo moze za rok..mnie rzuci i odnowi kontakt z nim...zrozum moja interpretacja jej słów nie jest dla mnei potwierdzeniem jej miłosci i stałości uczuć tylko odwrotnie,jakby mi powiedziła..wiesz pakuj sie teraz bierz na siebie wine bo potem ja to moge zrobic.
Tak ale ona do tamtego związku odnosi sie z sentymentem i mówi ze chciała tez sie rozstac bo nei wie czy ją nei zdradzał(taki ten gosc jest),nie okazywał uczcuc za bardzo,tej pewnosci...
Ona mnie wybrała bo...on jej nei chciał a nei dlatego ze ja byłem taki fantastyczny - tak wnioskuje po tym co sie dzieje.
( 9 lat szmat czasu ale ona jak wiodac jest bardzo cierpliwa .carmen , ja staram sie budowac relacje nie na słowach tylko czynach....ślub to papier ...a życie to ciągła budowa swojej przyszłosci,papier z urzedu nie da moim dzieciom jeść ani nawet nie wprowadzi szczesliwosci do związku,bo jesli ludzie sie kochaja to sami bez tego sie postarają o dobre relacje.Tak uwazam.
Robert :Innymi słowy ze ona nei wie co bedzie jutro i za rok..
zrozum moja interpretacja jej słów nie jest dla mnei potwierdzeniem jej miłosci i stałości uczuć tylko odwrotnie,
Twoje słowa i czyny nie sa rowniez potwierdzeniem miłości i stałosci uczuc .
Wszystkie swoje interpretacje , wnioski uwazasz za jedyne i słuszne i innego punktu widzenia nie dopuszczasz.
Tu nie chodzi o nia ale o ciebie i twoje ciagłe chaotyczne działania.
Sadze ze nawet jakbys teraz dostał olśnienia i jej sie oświadczył i chciał ślubu to ona będzie sie długo zastanawiac czy np. dzien przed slubem nie powiesz odchodze.A ty to zinterpretujesz pewnie mnie nie kocha i mysli o byłym z przed 10 lat .
Jak sam piszesz ona chciała sie z nim rozstac ale tamten to zrobił pierwszy. Gdyby miała uczucia do niego nie angażowałaby sie tak mocno w wasz związek . Miała okazje ponownie sie z nim spotkac ale nie chciała.
Kiedyś mi powiedziała że jest ostrozna w związku bo tamten związek jej tego nauczył..Innymi słowy jak mi nie zalezało (czytaj nei okazywałem tego) to ona lgneła do mnei i dbała o realcje,kiedy zobaczyła (czytaj wymusiła) moje uczcuciowe zaangazowanie i otwartosc nagle robi sie zimna i ostrozna ...
Widzisz ona 3lata sie starała o Ciebie a ty po doświadczeniach z poprzedniego związku byleś ostrożny , bez zaangażowania do tego jakies Twoje nie konsekwentne działania sprawiły ze ona rowniez stała sie ponowie ostrożna . Ileś lat temu była mowa o ślubie , powiedziałes ze przyjdzie na to czas...... Ona pogodziła sie z sytuacja ale zbudowało to w niej niepewnosć przyszłości was jako małżeństwa. A przecież tego chciała, małżeństwa.
Nie twierdze ze to tylko i wyłacznie Twoja wina. Obydwoje macie jakis swoj w tym udział. Ty masz wobec niej oczekiwania i to jest zrozumiałe ale czasem spróbuj postawić sie również w jej sytuacji
ona jest zadowolona z naszego związku a to ja mam problem,innymi słowy ja jej daje tyle ze jest zadowolona ona mi tyle ze jestem niezadowolony:)
Jestes nie zadowolony , oznajmiles jej to , ona cos zaczeła działac ale ty sie wyprowadziłes niby na stałe . Wróciłes po jednym dniu . Naprawde uwazasz ze dało jej to do myslenia ?? Nie .Upewniłes ją ze dalej nie wie co bedzie jutro. Ja na jej miejscu tez zastanawialabym sie czy mam sie w koncu poprawic i otworzyc na ciebie czy moze lepiej byc ostrozna i nie angazowac sie w pełni .
Nie zachecam Cie do wyprowadzki ale do konsekwencji.
Jeszcze jedno : Dla mnie te dwa opisy Twojej żony są diametralnie różne. Jakbyś pisał o rożnych osobach .Co do pierwszego opisu nie miałabym zastrzeżeń co do jej zachowania ale drugi ?? Nie przekoloryzowałeś ?? Miałabym wiele pytań.
generalnie wracając po pracy 17-18 godzina jestem padnięty.ja po pracy odpoczywam....ale ona też nie jest tak ze charuje non top,ale rzeczywiscie...ona po pracy od razu gotuje obiad codziennie ,przedtem najczesciej odbiera dzieci z przedszkola(niekiedy ja),potem ewentualnie odpoczywa..albo pierze:)...
Zycie mojej kobiety:
7 rano do pracy,około 14-15 powrót do domu,robi obiad...i ZAWSZE po obiedzie idzie spac na 2-3 godziny...(ma niskie cisnienie,i ciagle by spala),jak wstanie około 18-19....siada do kompa ,maile ,pierdoły,potem dzieci jakies lekcje jak trzeba....i około 21.00 idzie spać..zasypia jak dziecko.
Weekend
sobota..wstaje ZAWSZE około 11-12(mówi ze musi odespac tydzień)..kawa,komputer...moze [/b]siedziec 5 godzin na jakiejs grze[/b] dla dzieci w milczeniu...wieczorem spac no chyba ze jakas impreza ale nawet wtedy odłaącza sie około 21-22 i obowiązkowo spać.
Niedziela powtórka z rozrywki.
116 2014-10-30 14:28:30 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-30 14:46:12)
Ryba dzieki za twoje naprawde obiektywne spojrzenie.
Wiesz ja naprawde sie cały czas zastanawiam co mam robic..czy sie wyprowadzić czy dac czas jej na zmianę,rzeczywiscie robię takie niekonsekwentne ruchy ale one nie mają że tak powiem groznych dla zycia następstw,bo przeciez tak naperawde ja nie chce jej opuszczac.
Wiesz ja mam rzedczywiscie zupełne inne spojrzenie,bo piszesz ze ona jest niepewna co ja zrobie..no ok...ale juz sie chyba upewniła ze nie chce odchodzic TAK NAPRAWDE a mimo to zachowuje sie jakby to ująć..tak dziecinnie,tzn....wyobrtazmy sobie związek dwojga 15 latków i jednio sie obraza drugie coś tam próbuje,potem na odwrót,nei wiedza o co tak naprawde chodzi,ruchy sa szybkie i neiprzemyslane. I dokładnie tak jest u nas kiedy jest spór....ja sie obrazam,ona sie nie odzywa,za chwile coś tam gadamy,za chwile jakies decyzje,za godzine już odwołanie tych decyzjii.....to tak jakbysmy byli niedorośli do tego zebby podjąć twarde decyzje.
ALe przypominam,ja po rozmowię z nią słysze że nie ma zadnego problemu więc ona nie potrafi sie postawić w mojej sytuacjii i poczuć tego co ja.....ja natomaist powineinem:). I ją ten brak równowago doskonale widzę...i jestem swiadom ze ktos tu z jakiś powodów prubuje zabrać troszkę pionków z szachownicy przeciwnikowi...więc stąd te niby radykalne posunięcia o wyprowadzce.Kurcze to jest jak takie przkomarzanie sie wieczne...
Ona sie nie chce zmienić a ja musze? Mogę spróbowac po raz kolejny ale to patowa sprawa...na 99% wiem ze za tydzien albo meisiąc to wróci bo sie nawarstwia.
Ja nie mam takich problemów w relacjach z facetami,nawet jak sie pokócimy to jedno i drugie natychmiast otwiera sie na kompromis,z kobietami mam zawsze ten sam problem...ze one chcą tak po cichu niby nic nie robiąć zabierać te pole w związku na swoją stronę..innymi słowy zrobic z faceta pantoflarza ..a potem rzucic bo nei umie sie postawić:)
Po tamtym związku miałem dość kobiet ...po tym związku mam jeszcze bardziej dosyć.A moze ja ich nei rozummiem,i jedyne co na nie działa to....nigdy nei pokazać zakochania,uczuc,bo jak pokazesz to cie zjedzą z kopytami.
Co do opisu mojej kobiety to 100% rzetelny...to opis trybu zycia.
natomiast opis jej sttrony uczuciowej tak samo 100% ale tu jest własnie inaczej..ona po prostu robi swoje.
Natomiast te jej wybuchy są tylko i wyłacznie w trakcie rozmów na temat uczuć,seksu itd. Jesli nagle zmieniłbym temat na np. psy ,bo ona lubi ogólnie psy chce miec psa itd....to natychmiast staje sie usmeichnieta,rozmawia i nie ma problemu.
Ona nie nawidzi mówic o swoich uczuciach,ale jesli jest jakiś fakt w zyciu gdzie trzeba pogadac to co mam zrobić..nie gadac? Bo ona nie chce?
Sami widzicie ze moje chaotyczne,nieraz impulsywne działanie jest wynikeim hustawki emocjii która odczuwam...ale to nie ja sobie wymyslam powody tylko one są realne,faktyczne..można ich dotknąć....mam udawać że ich nie widze?
PIsze do niej SMS jej były to mam nic nie mówić ,potraktowac to jakby sie w ogóle nie wydarzyło?
A kiedy z mojej strony następuje pass,i zaczynam zyc codziennym normalnym trybem to jest tak:
Jakis seks?
Niee zmęczona jestem
Kocham Cie..
- No to bardzo dobrze ze mnie kochasz
pragne cie
-bardzo dobrze ze pragniesz
wymysliłem coś!
-bardzo fajnei ze wymysliłes,ok ide spać
cjhciałbym pogadac o czyms
-znowu o tym samym?
może spedzimy sami sobotę?
-No to wymyśl coś jak chcesz.
To tylko obrazowy opis dla was,w rzeczywistosci robie to duzo subtelniej i nei tak wprost:)
Rozumiecie....dobijanie sie o uczucie zainteresowania.
Kiedyś sie nie dobijałem bo sama je wykazywała....ale ja wtedy tak jej nie traktowałem,tylko np. aprobowałem i włączałem sie w jej tok myslenia..przez co robiliśmy cos razem bez poczucia ze komus tu sie tak naprawde nie chce.
Już raz to napisałam, ale jeszcze raz powtórzę:
Robert, przyglądnij się swoim przekonaniom. Jestem niemal przekonana, że są one nieproduktywne, żeby nie użyć określenia destruktywne.
Niby chcesz miłości, bliskości, wsparcia a jednocześnie skutecznie je udaremniasz.
Wciąż mam wrażenie, że wściekasz się, że Twoja żona nie jest kimś doskonałym w Twoim rozumieniu i w konsekwencji taka jaka jest ona obecnie, nie jest warta Twojej miłości.
Jesteś nastawiony na konsumpcję i szukasz towaru dostosowanego do swoich potrzeb. A gdy towar okazuje się nie taki, jakim go sobie wyobrażałeś, to próbujesz go na siłę przerobić wg własnego uznania.
Ja bym Tobie poradziła abyś od swojej żony uczył się tego, co ona robi inaczej niż Ty byś zrobił. Może wtedy coś do Ciebie dotrze. Może wtedy zaakceptujesz a może nawet docenisz jej odmienność.
Szkoda mi Twojej żony, bo podejrzewam, że ona w obawie przed odrzuceniem próbuje dostosować się do Twoich wyobrażeń.
Dorośnij, Robert, DOROŚNIJ!
i jestem swiadom ze ktos tu z jakiś powodów prubuje zabrać troszkę pionków z szachownicy przeciwnikowi..więc stąd te niby radykalne posunięcia o wyprowadzce.Kurcze to jest jak takie przkomarzanie sie wieczne...
Zobacz ja ty widzisz wasz zwiazek. Ciagła walka o pozycje , kazdy gra w swoja strone nie zważajac na partnera. Wy nie jestescie jedna druzyna a przeciwnymi drezynami .
Ona sie nie chce zmienić a ja musze? Mogę spróbowac po raz kolejny ale to patowa sprawa...na 99% wiem ze za tydzien albo meisiąc to wróci bo sie nawarstwia...............ze one chcą tak po cichu niby nic nie robiąć zabierać te pole w związku na swoją stronę..innymi słowy zrobic z faceta pantoflarza
Z góry zakładasz ze ona sie nie zmieni , tak wiem przez lata tego cie nauczyła ze było to wszystko na chwile. Wasze wzajemne niekonsekwencje przez lata sprawiły ze jest jak jest . Wzajemnie do tego doprowadziliście. Widzisz niby sa rozmowy miedzy wami , niby sa ustalicie ale potem ktores z was to odwołuje słowem lub czynem .Dlaczego uważasz ze ona chce z ciebie zrobić pantoflarza ??
A kiedy z mojej strony następuje pass,i zaczynam zyc codziennym normalnym trybem to jest tak:
Jakis seks?
Niee zmęczona jestemKocham Cie..
- No to bardzo dobrze ze mnie kochaszpragne cie
-bardzo dobrze ze pragnieszwymysliłem coś!
-bardzo fajnei ze wymysliłes,ok ide spaćcjhciałbym pogadac o czyms
-znowu o tym samym?może spedzimy sami sobotę?
-No to wymyśl coś jak chcesz.Rozumiecie....dobijanie sie o uczucie zainteresowania.
Tu rozumiem twoja frustracje ale nie mam pomysłu narazie jak to rozwiązać.
Pomyście poważnie o psychologu lub terapii małżeńskiej sami z tego nie wyjdziecie przy tej ciagłej wzajemnej walce. Ona ma jakies powody ze sie przed Toba nie otwiera i to zadanie dla psychologa.
No własnie zeby ona choc raz tak z zaskoczenia podeszła i powiedziała np. ,,pragnę cie,, .Cokolwiek w ten uczuciowy deseń....a w trymiga zapominam o rozmowach i wyprowadzkach i innych pierdołach...
Ale ona tego nigdy nie powie sama z siebie,albo po kłótni albo..kiedy sprowokuje...w innym przypadku nie ma opcjii...no chyba ze poczekam jeszcze rok..w końcu jak t mówią ,,rok to nie wyrok,, Taki żart przez łzy:)
No własnie zeby ona choc raz tak z zaskoczenia podeszła i powiedziała np. ,,pragnę cie,, .Cokolwiek w ten uczuciowy deseń....a w trymiga zapominam o rozmowach i wyprowadzkach i innych pierdołach...
Ale ona tego nigdy nie powie sama z siebie,albo po kłótni albo..kiedy sprowokuje...w innym przypadku nie ma opcjii...no chyba ze poczekam jeszcze rok..w końcu jak t mówią ,,rok to nie wyrok,, Taki żart przez łzy:)
ROBERT ale ona próbowała , tak po kłotni po twoich upomnieniach ale kiedyś musi zacząć. Na poczatku mozesz to odbierac jako wymuszone ale potem sie wyprowadziłeś .... i tak w kółko .
121 2014-10-30 15:38:53 Ostatnio edytowany przez robert247 (2014-10-30 15:40:08)
Ok zawieszam to wszystko i dam temu szanse.Zmotywowały mnie wasze posty zwłaszcza te negatywne na mój temat,mam refleksję nad swoim zachowaniem.Żadnej już z mojej strony manipulacji.Zobacze jak to sie ułoży.Dzięki.
pozdrawiam
Ufffff, przeczytalam caly watek i stwierdzam ze:
- Maniek ma identyczne odczucia jak ja, zgadzam sie z nim (celowo nie uzylam slow "przyznac racje" bo to za bardzo subiektywne)> medal ma dwie strony a znamy jeden punkt widzenia.
- Jestem prawie pewna ze zona Roberta mysli sobie "Niech on mi da w koncu swiety spokoj!!!, chodzi do pracy, wychowuje dzieci, wedlug niej wszystko jest dobrze a konfrontowana jest wiecznie z niezadowolonym mezem. Robert ma poklady niezuzytej energii a jego zona najlepiej by spala jezeli ma na to czas. Pewnie tez dlatego ze to jedyne momenty kiedy nikt jej glowy nie truje.
Rozumiem twoja zone, tez mam problem z niskim cisnieniem i musze isc na godzinke spac po poludniu bo inaczej nie dociagne do dobranocki, ten typ tak ma! Co nie zmienia faktu ze przed i po jestem podwojnie wydajna wiec moj maz nie robi mi wymowek. Twoja zona jest zmeczona, chce jej sie spac a ty wyskakujesz z pretensjami, planami, wycieczkami...poniewaz ciebie nosi! Ty masz tyle energii ze obdarowalbys pol osiedla a ona nie jest w stanie ruszyc palcem. Nie wszyscy sa tacy jak ty i nie kazdy tryska energia. Moj maz wychodzi czasem sam bo mi sie po prostu nie chce a nie mam zamiaru ciagle sie do czegos zmuszac w imie dobra zwiazku.
Kompromis to zloty srodek!
Ty chyba nie potrafisz zrozumiec drugiej osoby i swoje podejscie do zycia uwazasz za jedyne prawdziwe i poprawne. Troche "my way or the highway" >
Sienna....a co ma wspólnego godzinna drzemka po połódniu z brakiem okazywania najprostszych elementarnych uczuć przez kolejne 23 godziny doby?
Bo może coś pominąłem z Twojej wypowiedzi..?
pozdrawiam
Co to znaczy byc kobiecym podnozkiem a co nie znaczy? Byc tyranem?
Między tyranem a podnóżkiem jest jeszcze zdrowy środek.
witam
No cóż...wytrzymaliśmy w zgodzie ...1 dzień.To jest jak jakis zły sen.
Wczoraj moja kobieta powiedziała że idziemy do kina,cały wieczór i noc dla nas,dzieci u babci...super hiper.
Byliśmy w kinie a z kina wracaliśmy uż osobno ,potem w domu....awantura...i spać .Tak się skończył ten wymarzony pierwszy dzień.
Zobaczymy jaki bedzie następny...ale już mam drgawki na samą myśl.
pozdrawiam
Robert - i co tam u Ciebie? Jak się sprawy mają?
witam
No cóż...wytrzymaliśmy w zgodzie ...1 dzień.To jest jak jakis zły sen.
Wczoraj moja kobieta powiedziała że idziemy do kina,cały wieczór i noc dla nas,dzieci u babci...super hiper.
Byliśmy w kinie a z kina wracaliśmy uż osobno ,potem w domu....awantura...i spać .Tak się skończył ten wymarzony pierwszy dzień.
Zobaczymy jaki bedzie następny...ale już mam drgawki na samą myśl.
pozdrawiam
O co mozna sie pokłocic w kinie ??
O co mozna sie pokłocic w kinie ??
Na przykład przed kinem, oto, że się krzywo spojrzał
.
ryba81 napisał/a:O co mozna sie pokłocic w kinie ??
Na przykład przed kinem, oto, że się krzywo spojrzał
.
Chyba na ekran , Robert nie spojrzałby na inna
- taki mały żarcik
Robert, chodzi o to, ze ona prawdopodobnie jest zmeczona a ty pewnie tryskasz energia. Nie wszyscy jestesmy tacy sami, ile ja bym dala zeby miec wiecej werwy zyciowej.
Poza tym moze ona nie jest typem ktory okazuje uczucia, tez taka jestem. Pracuje nad tym ale generalnie nigdy nie bylam wylewna, nie lubie sie przymilac, obsciskiwac, ciagle poklepywac, mowic slodkie slowka. Kocham i juz, dla mnie to proste. Nie bylabym z kims na sile wiec to jest wystarczajacy dowod milosci z mojej strony.