Nie odrobiles swojej lekcji to przykre i smutne. To tak samo jak sie czuje kiedy Twoje dziecko schodzi na droge, ktora nie prowadzi do nikad. Nie ma wyjscia jak sie z tym pogodzic, poniewaz kazdy dorosly odpowiada za siebie. Ty jednak nie tylko za siebie. Wiedz ze tez mam problemy w kwestii komunikacji z zona (ale to jest kwestia obopolna, trzeba umiec sluchac, stworzyc atmosfere to tego). Ale usiadlem spokojnie wysluchalem co ma do powiedzenia, biore to pod uwage. I swoja sile opieram...na sobie. A jako mezczyzna na stalosci emocji, na spokoju. Uwierz mnie to przerasta a jednak jest to mozliwe i sprawdzone w praktyce, dziwne nieprawdaz?
A co da? Moze po to ze mam jakies takie dziwne wrazenie ze nie zyje na tym swiecie sam? Tylko dla siebie, ale tez dla innych. Cechy ktore posiadam, spojrzenie na zycie, sposob patrzenia, myslenia, wnioski, spojrzenia, sa rowniez dla innych, a innych dla mnie co nie pozbawia mnie czy kogos innego w zaden sposob wolnej woli. Madrosc polega na wybieraniu tych pozytywnych dla siebie, zwlaszcza kiedy sie nie mialo przykladu w domu. Dziwne nieprawdaz?
Jednak ziarno zostalo zasiane. Ono bedzie kielkowac czy teraz czy za jakis czas. Ja to po prostu widze bo nie da sie oszukiwac samego siebie zawsze, w 100%. Wlasnie dlatego ze zyjemy w spoleczenstwie, podlegamy czesciowo jakiejs ocenie ale przede wszystkim mamy odniesienie do postaw, wartosci, skutkow i efektow rownych dzialan. Oczywiscie, racja, nalezy oddzielic ziarno od plew. Jednak wg. tego co pisesz my jestesmy "plewami" a ty "ziarnem". Tylko logicznie nie zgadza sie to z faktami, dlatego twoj wniosek jest bledny bo nie wynika z faktow.
Pisalem ze znam podobna rodzine wsrod znajomych. Ale tam jednak facet jest zdolny do autorefleksji, jest dokladnie taki jak Ty, autorytarny, ale pomaga zonie, rozmawia z Nia, bierze pod uwage rozne zdania w rozmowie slucha, itp. Jest jakby lightowa wersja Ciebie a wydaje sie nad wyraz klasycznie patriarchalny az do bolu uparty czasami i krytykowany za swoje uparciostwo. Obrazowo mozna powiedziec ze w skali uparciostawa, niereformowalnosci w skali 0 - 100 dalbym mu 80%? Na krzywej Gaussa oczywiscie, Tobie 98%. Jestes wiec przypadkiem rzadkim (nie w pozytywnym tego slowa znaczeniu, majac problem przede wszystkim z soba, ktos inny bylby zupelnie szczesliwy na Twoim miejscu), na pewno tez jest to kwestia czy struktury wbitej w mozg czy charakteru.
I nawet jesli to pisanie jest kamieniem rzucanym na szaniec to mam nadzieje, ze kiedys, gdzies, poza Twoim egocentryzmem, bedziesz bral pod uwage inne wartosci. Bo nie zyjesz tylko dla siebie. Z drugiej strony, przede wszystkim, powinienes na 1 miejscu pomoc samemu sobie. Czerpac radosc z zycia samemu nie uzalezniajac tego od innych. Sam nie wiem jak to odczytasz, oby nie zupelnie blednie, "po swojemu". Ludzie sa szczesliwi kiedy maja bliska osobe obok siebie, sa w tragicznych sytuacjach, w chorobie, gdzie nie ma bliskosci fizycznej, jest cierpienie a sa, kochaja. Moze w Tobie po prostu tych uczuc nie ma. Jest tylko oczekiwanie w kierunku do siebie. Moze po prostu nie jestes do nich zdolny. To defekt. Defekt, ktory w praktyce zaslaniasz krzykiem, wymuszaniem, slepa dominacja, autorytryzmem interpretacji. Oczywiscie jest droga - leczenie. Poza specjalistycznym jest to pokora, oddanie sie, rezygnowanie z wlasnego ja przy jednoczesnym rozumieniu kierunku procesu bo i to mozna calkowicie zle zinterpretowac. Uczenie sie spokojnej milosci kogos do mnie, jego formy milosci, po to zeby sie nauczyc milosci wogole.
W tym ujeciu przypominasz mi troche mojego sredniego brata. W mojej sytuacji nie wykazal on bezposrednio do mnie, osobiscie zadnej najmniejszej nawet dozy wspolczucia, altruizmu mimo nawet jednoznacznego przekazania informacji o koniecznosci tego dla budowania naszych stosunkow, raz slownie, raz na pismie. Za to na swoim punkcie cierpi, cierpi z powodu sytuacji w rodzinie. Ale to cierpienie jest skierowane w kierunku do siebie, ta postawa jest obarczona checia ucieczki od autorefleksji (okazujac komus wspolczucie musialby podjac autorefleksje nad soba). Na razie jest to postawa niereformowalna, i tak samo jak mozna sie pochylac nad checia kontaktu u Niego, tak jak u Ciebie nad pewna refleksja, tak samo mozna nie akceptowac postawy braku wspolczucia u niego, jak i Twojej postawy ktora wyrazasz w stosunku do swojej "rodziny" i siebie, zupelnego braku autorefleksji nad soba, ktora skutkowalaby jednoznaczna koniecznoscia...ciezkiej pracy nad soba. Nad kontrolowaniem emocji.
Pierwszym krokiem do podjecia autorefleksji nad soba jest jednak...przyznanie sie do wlasnej slabosci.
"wirtualnego pomagania przez pryzmat własnych słabosci z którymi sobioe nie radzi," - sila tkwi wlasnie w slabosci
ale Ty nie jestes silny, jestem od Ciebie 100 razy silniejszy...bo potrafie sie zmienic, potrafie nad soba panowac, Ty nie potrafisz, wiec jestes dla mnie slaby, ale dla mnie nie jestes gorszy, masz ogromny defekt, moge Ci tylko wspolczuc, bo moglbys z Tym cos zrobic, gdybys tylko chcial
Pozostale rzeczy, ktore piszesz to belkot, tak samo bezsensowne jak i nie prawdziwe.