netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Dziwny związek...

927 odpowiedzi91 621 wyświetleńzałożony przez robert247, 11.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Strony Poprzednia 1 … 11 12 13 14 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 781 do 845 z 928 ]

781 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-22 11:20:09)

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:
robert247 napisał/a:

Ona niezmiennie podaje 2 powody i jedyne....
-wyzwiska w tym złym okresie
-krytyka jej niektórych decyzjii/zachowań przeze mnie

To jest ohydne, bo przerzuca na Ciebie odpowiedzialność za własne uczucia i reakcje. Ona nie chce się konfrontować ze swoimi emocjami. Ucieka. Dopóki nie zrozumie, że ucieczka i przerzucanie się tzw. winą nie jest rozwiązaniem nie ruszy do przodu.

Mimo ze jej tłumaczyłem...że moje uczucia mają constans..że jak ją przytulam i potem na drugi dzien za cos zrugam to moje pierwotne uczucie nie zmienia sie....ona tego tak nie pojmowała...ona mi mówi ze czuła sie niekochana w niektórych momentach i tyle.

Bo ona jest "emocjonalnym dzieckiem". Musi wyleźć z tej skorupy, w którą weszła kiedyś tam. Sama. Albo przy pomocy specjalisty.

Nie ma sznas na to by ona to tak pojmowała.Ja jestem dla niej tym złym który ją wyzywał,i to moja wina...niewazne czy odkupiona czy nie...moja wina i koniec kropka.Jakiekolwiek próby przełamania u niej tego w razmowie konczą sie agresją z jej strony.Tak jakby  te moje wyzwiska były dla niej taką barykadą,jedynym murem obronnym jaki posiada....i jakkakolwiek próba rozwalenia tej barykady konczy sie silnym ostrzałem z broni maszynowej. A ja mam za mało wojska by to staranować:)..jak narazie

Ja ją nawet zrozumiem,bo gdyby ona przyznała ze to nie moze byc juz barierą dla nas...to tak jakby sobie powiedziała ze to co robiłas ostatnie 6 lat było farsą,bzdurą,nie miało sensu,ona sama w sobie by wtedy podwazyła sens swoich wszystkich decyzjii,zachowań.To jest niemozliwe.

Jak pisałem jest jedna opcja na to by pozwolić jej samemu rozebrac  ten mur,bey zamiast uciekac zaczeła walczyc...taka opcja to moje odejscie.Jednak ja nie mogę do tego dojrzeć,w kazdej sekundzie odczuwam ból moich dzieci kiedy bym to zrobił....a mamy ich trójke.Ten kto ma dzieci wie jakie to trudne,dopuscic chocby mysl ze mozna je skrzywdzic.

782

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:

Robert,
Sam widzisz, że Twoja partnerka odczuwała pewne braki w Waszym związku - warto o tym pogadać.
Nie mam na myśli Twojego udziału w jej deficytach - bo to ona powinna się zastanowić, czego chce, skąd te braki u niej i w jaki inny sposób poza dowartościowywaniem się poza związkiem może te braki uzupełnić./.../
/.../mój mąż mnie zdradził z dziewczynami, które mi do pięt nie dorastają. Bo to nie chodzi o subiektywną atrakcyjność tej/tego trzeciego (oczywiście do pewnego stopnia), ale o uczucia i emocje, które zainteresowanie tej osoby wzbudza w osobie, która na to leci. Chodzi o poczucie wyjątkowości, które daje adoracja innej osoby.

Jeden z moich "Guru" w podobnej sytuacji stracił żonę.

On był zorganizowany, zorientowany na karierę, poukładany, metodyczny, pragmatyczny, skuteczny.
Był wtedy na początku kariery zawodowej - która potoczyła się potem - jak "wszyscy" podejrzewaliśmy błyskotliwie i z sukcesami.

Zona na wyjeździe szkoleniowym zapoznała jego odwrotność:
"easy ridera", skłóconego ze światem, indywidualistę, zlewającego karierę, "wolnego ducha". Nigdy w życiu nie osiagnał nic znaczącego.
Ale zwinęła się bez żadnych sentymentów zostawiając go z dwójką dzieci (jedno pieluszkowe), które potem jakoś odzyskała sądownie. Zdaje się, że już z nim nie jest, bo gość niezbyt lubił męczyć się z kobietą dłużej niż jest to TYLKO przyjemne...;-))

Mój "Guru" potem się oczywiście "skutecznie" ożenił... Ale jego - wręcz naukowe zainteresowanie kobietami, związkami, zdradą, zostalo mu na całe życie.

Gdyby szacować ich potencjalną "wartość" jako partnera, męża, inteligencję, zasady moralne - to "nowy wybór" jego żony przegrywał w każdej kategorii. Nie miało to znaczenia.

Wystarczyło, że nowy ukochany przez krótki czas był skoncentrowany wyłącznie na niej - nie robiąc nic innego - na co mogą sobie pozwolić ludzie nie mający żadnych innych priorytetow poza aktualnym związkiem.

Tak oto skutecznie zrypała sobie życie i jak donosili Ci którzy ją znali, chyba do dziś pluje sobie w brodę, że uciekł jej los na loterii - ten zorientowany na karierę facet zajmował się też dziećmi, prał i sprzątał - na prawdę trudno się było do niego przyczepić (zresztą jak każdy pragmatyk robił to szybciej, sprawniej niż jego żona). Zamiast u jego boku zwiedzać Europę i dowartościowywać się "światowcem" żyje sobie sama, najprawdopodobniej w jakiś tymczasowych związkach.

Ten wybór kochanka, dla zdradzonego jest źródłem dużego zdziwienia na początku, dopóki nie rozkmini, że chodzi o jakąś kompensację czegoś co było w związku. W tym przypadku facet był po prostu za dobry - niewiele od żony potrzebował, nie spodziewał się też, że żona tak bardzo potrzebuje koncentracji na sobie jakieś jednej kochającej osoby. Nie wiedział - albo nie chciał wiedzieć.

783

Odp: Dziwny związek...

Każdy ma coś za uszami.

784 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-22 15:08:38)

Odp: Dziwny związek...

Nie ma sznas na to by ona to tak pojmowała.Ja jestem dla niej tym złym który ją wyzywał,i to moja wina...niewazne czy odkupiona czy nie...moja wina i koniec kropka.Jakiekolwiek próby przełamania u niej tego w razmowie konczą sie agresją z jej strony.Tak jakby  te moje wyzwiska były dla niej taką barykadą,jedynym murem obronnym jaki posiada....i jakkakolwiek próba rozwalenia tej barykady konczy sie silnym ostrzałem z broni maszynowej. A ja mam za mało wojska by to staranować:)..jak narazie

Robert,
Zacznij stawiać warunki.
Ostatecznie masz argumenty, bo to Twoje zaufanie i szacunek do niej leżą na podłodze i wymagają podźwignięcia, To ona kłamała i oszukiwała. Teraz czas żeby nad sobą popracowała.
Nie wiem jak Ty, ale ja nie miałabym sił żeby ryzykować ponowny związek jeżeli nie miałabym pewności, że mój mąż pracuje nad sobą przy pomocy specjalisty.

Ja ją nawet zrozumiem,bo gdyby ona przyznała ze to nie moze byc juz barierą dla nas...to tak jakby sobie powiedziała ze to co robiłas ostatnie 6 lat było farsą,bzdurą,nie miało sensu,ona sama w sobie by wtedy podwazyła sens swoich wszystkich decyzjii,zachowań.To jest niemozliwe.

Wg mnie jesteś w błędzie. Analiza własnego zachowania z pozycji obserwatora, zrozumienie schematów i mechanizmów, którymi się kieruje Twoja partnerka, dotarcie do źródeł jej postawy - pozwoliłoby jej na wyłączenie automatu, na którym teraz działa i przejęcia przez nią kontroli nad własnym życiem.

Jak pisałem jest jedna opcja na to by pozwolić jej samemu rozebrac  ten mur,bey zamiast uciekac zaczeła walczyc...taka opcja to moje odejscie.Jednak ja nie mogę do tego dojrzeć,w kazdej sekundzie odczuwam ból moich dzieci kiedy bym to zrobił....a mamy ich trójke.Ten kto ma dzieci wie jakie to trudne,dopuscic chocby mysl ze mozna je skrzywdzic.

Robert, sam się ograniczasz do jednej możliwości, jednego rozwiązania. Już od dawna mam wrażenie, że dążysz do rozstania , ale chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko. A tak się nie da, no sorry sad
Zatem albo powalczysz dopóki jesteś na dobrej pozycji (bez pewności co do wygranej) albo poddasz się od razu..


EXTRA_terrestrial
Czy "guru" z Twojej historii pokochał nową żonę, czy to jest małżeństwo z rozsądku?

785 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-22 16:05:30)

Odp: Dziwny związek...

Robson! Nie czytaj tego, co ja tu nawypisuję bo - jak wieść ludu niesie - źle na Ciebie wpływam, więc omiń ten post zamaszystym scroll'em ;-))) Inne niż wymienione w tekście "nicki" również śmiało mogą sobie mój wpis darować bez żalu...

Mam dzisiaj wolny i dobry dzień więc dziś sobie "powieszczę"  ;-)


aurora borealis napisał/a:

Ze względu na to, iż część wczorajszych wpisów dotyczyła wyłącznie mojej historii związanej z rozwodem rodziców, a w dalszej kolejności moim postrzeganiem konsekwencji rozstań dwojga ludzi, ukazanym przez pryzmat doświadczenia bardzo jednostkowego, szalenie osobistego i intymnego, z którego się zwierzyłam , a które ma żadnej wartości i żadnego znaczenia dla omawianej tutaj sytuacji, wycofuję się z dalszej dyskusji na ten temat.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Hej Aurorko, nie wiadomo co Robert wybierze jako mające znaczenie. Wprawdzie uznałem, że przedstawia sytuację mocno odmienną, ale przedstawiłaś tam jakiś pogląd dotyczący stanu "dzieci rozwiedzionych".

EXTRA,

Dwie uwagi:

Jakiś pogląd = mój pogląd. W takim znaczeniu każde opisane tutaj doświadczenie ludzkie jest "jakieś" - Twoje także.

Jeśli na tym Forum jesteś jak konik polny, który zgrabnymi skokami przemierza łąkę w poszukiwaniu źdźbła, by przez chwilę pohuśtać się na nim w takt Twojej elokwencji i wyrywkowo, bądź nieuważnie czytasz na przykład moje posty, to bądź łaskaw przynajmniej się do nich nie ustosunkowywać, bo popełniasz błąd nadinterpretacji. Domalowałeś sobie swoje własne "obrazki" i przyczyniłeś się do powstania bohomazu. Zdecydowanie wolę, jak rysujesz baranka... ;-)

EXTRA_terrestrial napisał/a:

W takich sytuacjach warto oczywiście zastanowić się, jak wyglądałoby Twoje dzieciństwo gdyby rodzice się nie rozwiedli i zaczęli szarpac emocjonalnie żyjąc w nieszczęściu.

Przyznam, że wolę bawić się moją wyobraźnią w nieco innych przestrzeniach i wykorzystywać "zastanawianie się" do zupełnie innych celów, ale jeśli chcesz zabawimy się tak, jak Ty proponujesz. Tyle, że zasady gry są jednakowe dla obojga, OK? Zastanowię się nad czym tylko chcesz, ale pierwszy ruch należał do Ciebie, więc jeśli Ci się zdaje, że wyrzuciłeś "szóstkę" to... zaczynamy: W jednym z wątków opisywałeś piękną i fundamentalną dla Twego życia relację z Twoim nieżyjącym już dziś Tatą. Przedstawiłeś, jak istotną dla Ciebie była Jego Postać i jak bardzo bliski Ci jest we wspomnieniach i w Twoich wyborach do dziś. Spróbuj sobie zatem wyobrazić, gdybyś któregoś dnia, jako mały chłopiec, zapatrzony w cudowność Twego Ojca odkrył dowody, iż zdradził Twoją Mamę, prowadził podwójne życie, potem wyprowadził się z domu, założył nową rodzinę, i gdybyś od tej pory możliwość kontaktu z nim miał odmierzaną "kroplomierzem" popołudniowych wizyt co dwa tygodnie i spędzał z Nim część ferii i wakacji przez resztę lat... A zatem zastanów się, EXTRA_terrestrial "co by było gdyby... opisana przeze mnie historia dotyczyła Ciebie, a nie mnie?

Prawda, że "troszeczkę" boli? No ale nic to, EXTRA_terrestrial, idziemy dalej z Twoim "zastanawianiem się" :  "Nie płacz, synku, przykleimy plasterek... To tylko oderwanie od "Źródła miłości". Tatuś też jest smutny - zobacz. Wpienia się na Twoją Mamusię, że musiał ją zdradzić z tą Lolą z księgowości, a to wszystko z powodu zagranicznej delegacji, w której Lola była w najlepszym okresie cyklu i wyglądała zjawiskowo na tym bankiecie... Znalazłeś jej zdjęcia w domu, gdy z półki spadła moja teczka? Nie płacz, synku. Nie będę już mieszkać z Tobą w domu, ale przecież zawsze przy tobie JESTEM. Twoje bolesne ciało emocjonalne się zagoi, uwierz w to. Musisz się tylko teraz z całych sił oderwać od emocji. To nie rozstanie rodziców Cię boli tak, że nie wiesz co masz ze sobą zrobić, do kogo pobiec i komu o tym bólu opowiedzieć. To Twoje pragnienie połączenia się na nowo ze "Źródłem miłośći"... Mówisz, że mama płacze głośno w kuchni? Wiesz synku, ona właśnie uwalnia emocje... Poprzyglądaj się jak ona to umiejętnie robi. Ucz się!

Na podstawie tekstu Źródłowego Elle. Jej post #730, a w zasadzie jego najbardziej "soczysty" fragment:

Elle88 napisał/a:

Ale tak skrajne podejścia są wynikiem niezrozumienia jednej zasadniczej zależności i nie ma ona paradoksalnie nic wspólnego z rozwodem rodziców, choć niezaprzeczalnie sam fakt zmiany w konfiguracji rodzinnej (wyprowadza, brak codziennego kontaktu, etc.) jest rodzajem szoku.


Chodzi o to, że "wyrwa" w ciele emocjonalnym dziecka, którą przypisuje się rozstaniu rodziców ma tak naprawdę swoje pierwotne źródło w zupełnie innym miejscu niż fizyczne oddzielenie od Rodziców lub jednego z nich.

Tą pierwotną przyczyną odczuwania potwornego bólu i tęsknoty przez dziecko jest wrażenie oddzielenia od Źródła miłości, które do tej pory utożsamiane było wyłącznie z wizją dwojga rodziców, w związku z czym przy tak silnej identyfikacji i przywiązaniu do tego wzorca, rozpad relacji rodziców staje się dla dziecka równoznacznym z "odcięciem go od tlenu" (miłości rodzicielskiej).
Zwróćcie uwagę, że dokładnie te same odczucia towarzysza nam potem z okazji ważniejszych rozstań w życiu, w tym z partnerem itp. wink

Kres temu cierpieniu można zadać na dwa sposoby:

1. Podnosząc świadomość, tj. uświadamiając sobie co jest prawdziwym powodem cierpienia i że nie jest to stricte rozwód (iluzja w wyniku paniki i przeżywania skrajnych emocji).
-- "mankament" tej metody: rzadko kiedy jesteśmy w stanie spotkać dziecko na takim poziomie zrozumienia wink

zatem:

2. Przygotowując dziecko do rozstania 'zawczasu', ale nie robiąc mu wykłady i tyrady n/t tego jak to Tatuś z Mamusią będą je kochali tak samo po tym jak już nie będą razem mieszkać, tylko ucząc poprzez przyjęcie autentycznie opanowanej i spójnej POSTAWY względem problemu, który jest aktualnie 'na tapecie' (wzgl. rozstania). Spójna i opanowana, czyli Podjęliśmy taką a taką decyzje, spowodowaną tym a tym i dalej robić swoje.
Przy czym znowu - nie chodzi o zakłamany obraz przeszczęśliwego Tatusia czy Mamy, którzy świętują, że im się nie udało wink tylko pokazywanie dziecku, że ból, łzy, cięższe chwile są OK i należy je bez wstydu uzewnętrzniać przy bliskich, natomiast są to emocje przejściowe , z którymi nie następuje identyfikacja.
Dzisiaj płaczę, przeżywam trudny okres, ale cały czas Jestem. Dziecko uczy najważniejszej rzeczy o Miłości i wsparciu (i uczy się tego paradoskalnie w najbardziej niesprzyjającym ku temu okresie -podczas takiego 'huraganu' jakim jest rozwód) - uczy, że ..SIĘ JEST big_smile    Niezależnie od okoliczności, emocji, zmian w konfiguracji między najbliższymi osobami , ale to jedno jest niezmienne: "Kocham = jestem".
I to 'jestem' przestaje mieć bardzo wąskie znaczenie pt. - bycia z kimś 24/24 365 w roku, czy po rozwodzie - na tzw. "widzenia", to jest takie Jestem, które wysyła podprogowo taki komunikat do dziecka--> Akceptuję w sobie  wszystkie emocje i nie wymagam od siebie bycia "ponad swoje emocje" (choć oczywiście i żałoba ma swój czas wink) i jestem z tym wszystkim w porządku. Dzisiaj cierpię, ale jutro pójdziemy na rower, a potem popłaczemy się ze śmiechu w kinie na jakimś filmie. Potem pewnie znów przyjdzie gorszy moment, ale za jakiś czas... itd. itd.
Dziecko uczy się 'stałości' i że zmiany dotyczą jedynie konfiguracji w relacji rodziców i nie odbiera tego jako osobista apokalipsę i odłączenie od respiratora z napisem Miłość Mamy i Taty, bo ona broni się autentyzmem i tym, że cały czas JEST w postawie ojca, nie w 'pozie'.

Jasne, że rozwód, zdrada jednego z rodziców nie wyklucza bycia takim EXTRA_terrestrialem, na jakiego wyrosłeś, bo geny, staranne wychowanie i wykształcenie, IQ nadal robią swoją robotę. Dotatkowo ten jeden z najpiękniejszych prezentów, który dostałeś w życiu - Twoja "czaderska" Żona EXTRA_terrestrianka ... Jest tylko to małe "ale'... zastanów się jakby to wszystko było, gdyby Twój Tata...

W tym miejscu chcę się odnieść przy okazji do wpisu Malinowegosorbecika, który twierdzi, że:

malinowysorbecik napisał/a:

Co do rozwodu, jego wpływu na dzieci i tym podobne.. może ja jestem jakaś szajbnięta albo nie lubię się nad sobą użalać, ale moim zdaniem to kwestia własnego charakteru. Jeśli ktoś nie jest... życiową pipą ... przepraszam tutaj za określenie, myślę, że to nie ma większego wpływu na dzieci.

Los lubi płatać niesamowite figle... Być może za kilka miesięcy, gdy już zdasz maturę i zdobędziesz indeks uczelni, tę "życiową pipę" czyli mnie, spotkasz na fakultetach lub na konferencji. Z braku miejsca, będziesz siadać na parapecie, by z rozdziawioną gębą posłuchać moich wykładów... Uważaj! Wyhaczę Cię!  ;-))) 

Elle88 napisał/a:

Czyli SZCZERZE - jaki jest przekaz tego co napisałaś? Ja odczytuje to tak: "Jeśli nie będziesz walczył do upadłego o to by być ze swoja kobieta, do końca życia będziesz odpowiadał za rany emocjonalne swoich dzieci powstałe w związku z waszym rozstaniem." Niby nic,niby opisujesz swoje doświadczenie, a jednak potężna sugestia...
Czy to jest fair?

Pozwól Elle,

Najpierw kwestia :"Czy to jest fair"...
"FORUM (...) pierwotnie o charakterze handlowym (...) miejsce zebrań i sądów, ośrodek władz administracyjnych i kultu religijnego"  Władysław Kopaliński - Słownik Mitów i Tradycji Kultury' .

Z całą pewnością jesteś błyskotliwym patrycjuszem w tym miejscu, a Twoja gwiazda wysoko świeci. I chwała jej za to, bo wielokroć dobrze czyni: poucza, tłumaczy, naprawia. Ale wiedz, iż dlatego jest 'fair" i moja opowieść, bo w necie do Forum dopuszczono też takich plebejuszy jak ja, i każdy ma "Swoją Historię". Tak, jak i Ty wykładasz tu Twoje prawdy objawione, tak ja grając absolutnie fair mam prawo umieścić moją "wersję", moją "opowieść"...

A ponieważ mam trochę więcej lat niż Ty i mogę obserwować jak mój siedemdziesięcioletni tata patrzy czasem na mnie, gdy mi się świat wali i w jego stale pięknych oczach widzę to nieme pytanie: "Aurora, wybaczysz mi, że zdradziłem twoją matkę? że w ten sposób zdradziłem też i ciebie? Wybaczysz mi, że nie patrzyłem każdego dnia jak rośniesz, jak się zmieniasz, że nie widziałaś w przedpokoju moich kapci i uwalanej zarostem maszynki do golenia w łazience?

Wiesz coś o ekspiacji, Elle?

Po dwudziestu latach wyszukują mnie ze studni swej pamięci moje byłe Miłości, niemal wszystkie, co do jednej i wiesz o co proszą? Nie nie o odkurzony romans... proszą o spotkanie, o PRZEBACZENIE, bo nie potrafią gdzieś pogrzebać tego świństwa, jakie mi dawniej zrobili. Jest wśród nich i taki romantyk, co od lat z drugiego końca Europy przysyła mi bukiet kwiatów na urodziny. Ma kapitalną żonę. Trójkę dorosłych już niemal dzieci, a nadal potrzebuje WYBACZENIA.

Nie ja mam chore ciało emocjonalne, Elle i pisząc to wszystko nie prowadzę krucjaty na rzecz dzieci, ale na rzecz czegoś, co Ty szczególnie ukochałaś - świadomości, i tego, że coś co się wydarza dziś może mieć różne skutki w przyszłości i to niekoniecznie w życiu osoby, która dany czyn popełniła. Sądziłam, że pojmiesz to czytając moje posty, ale tym razem się przeliczyłam, bo wolałaś wysoko podnieść sztandar ezoteryki i zastosować schemat "chora" - trzeba ją wyleczyć z demonów przeszłości, powyciągać "wszystkie trupy" z jej szafy.

Jesteś wspaniałą Osobą, ale nie dasz rady, Norwegio. To, co we mnie chore, leczy zupełnie inny Duch. Inną metodą i w innym czasie, a może nawet poza nim ;-)

Po przeciwnej stronie mocy jest słabość, Elle. Na dalekim odległym krańcu. Jednak czytając biografie ludzi o cholernie popapranych życiorysach, a którzy dokonali rzeczy niezwykłych, widać, że to nie siła była narzędziem, którym się posłużyli.
Przeciwnie - była nią słabość, a czasem wielkie cierpienie. "Moc bowiem, w słabości się doskonali"...


Lustro,

Dziękuję Ci. Chyba wszyscy ludzie są jakoś "Inni". Nie sądzisz?

Spotkajmy się może w wątku Miriamm ? Tam jest bezpieczniej ;-)
Zostawiałam tam nawet dla Ciebie wiadomość w trakcie Twojej świątecznej wizyty w Polsce...


Aleksandro,

Twoje pojawienie się, za każdym razem pobudza mnie jakoś "literacko" ;-)
Norwid Ci się nie spodobał. Jest trudny - to fakt, nie daje się modelować.

Spróbuję zatem ze Stachurą, bo jakoś stale nawiązujesz do teatru. Może on zaspokoi Twe gusta? http://youtu.be/8AW8aHimMnk

Którym z teatrów chciałabyś być, Aleksandro?

786

Odp: Dziwny związek...

Witaj

śledzę wątek i kilka kwestii nie daje mi spokoju...

robert247 napisał/a:

ja już oznajmiłem mojej kobiecie że nie wybacze jej tego podkopania zaufania do konca życia,czy bedziemy razem czy nie....nie wybacze ze naraziła nasz związek w taki sposób na taką próbe.To jest zwykła głupota. Tak zwyczajna głupota. Tylko nie wiem czym podszyta.Ale sie dowiem.
pozdrawiam

nie wiesz czym podszyta? Ehhhh ?  a prosiłeś ją o wybaczenie? Lata wyzwisk, ubliżania ... ? Tego nie da się ot tak zapomnieć, sam pisałeś- Ty po 2-3 dniach po "akcjach" byłeś ze wszystkim ok, a Twoja żona dalej to przeżywała, mówiła, że cierpi, że ją to boli ...

I nie mów czegoś czego nie jesteś w stanie sprostać- a życie bez wybaczenia? co to za życie? Wypowiadałeś się w moim wątku, więc dokładnie wiesz co powinieneś zrobić - odejść ot tak i poprostu ? aczkolwiek zupełnie się z tym nie zgadzam/ani nie zgadzałam.

Przyszłość - masz rację :  specjalista jest potrzebny, ale bez urazy ? dla obojga. Mój m. również przez szmat czasu był takim ?wyzywaczem? słyszałam różne epitety, kłótnie były ogromne- totalny brak szacunku. I w sumie nie dziwię się żonie roberta, że szukała ?zrozumienia?, bo psychicznie można się wykończyć.

ale trzymam kciuki za pomyśle "rozwiązanie" - cokolwiek ono oznacza


hmm

787 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-22 16:23:47)

Odp: Dziwny związek...
Mruffka napisał/a:

Witaj

śledzę wątek i kilka kwestii nie daje mi spokoju...

robert247 napisał/a:

ja już oznajmiłem mojej kobiecie że nie wybacze jej tego podkopania zaufania do konca życia,czy bedziemy razem czy nie....nie wybacze ze naraziła nasz związek w taki sposób na taką próbe.To jest zwykła głupota. Tak zwyczajna głupota. Tylko nie wiem czym podszyta.Ale sie dowiem.
pozdrawiam

nie wiesz czym podszyta? Ehhhh ?  a prosiłeś ją o wybaczenie? Lata wyzwisk, ubliżania ... ? Tego nie da się ot tak zapomnieć, sam pisałeś- Ty po 2-3 dniach po "akcjach" byłeś ze wszystkim ok, a Twoja żona dalej to przeżywała, mówiła, że cierpi, że ją to boli ...

I nie mów czegoś czego nie jesteś w stanie sprostać- a życie bez wybaczenia? co to za życie? Wypowiadałeś się w moim wątku, więc dokładnie wiesz co powinieneś zrobić - odejść ot tak i poprostu ? aczkolwiek zupełnie się z tym nie zgadzam/ani nie zgadzałam.

Przyszłość - masz rację :  specjalista jest potrzebny, ale bez urazy ? dla obojga. Mój m. również przez szmat czasu był takim ?wyzywaczem? słyszałam różne epitety, kłótnie były ogromne- totalny brak szacunku. I w sumie nie dziwię się żonie roberta, że szukała ?zrozumienia?, bo psychicznie można się wykończyć.

ale trzymam kciuki za pomyśle "rozwiązanie" - cokolwiek ono oznacza


hmm

Za te wyzwiska to bym sobie teraz dał rękę odciąć...każdego dnia tego żałuje ..powiem nieskromnie ze zmieniłem to w sobie dawno temu ..teraz wystarczy mi jka sobie soczyscie przeklnę na jakiegos kierowcę,albo w rozmowie z kumplem.....przepraszałem ją 1000razy,klajałem sie i próbowałem wynagrodzić...widocznie ja nie rozumiem jak człowiek moze miec traume po wyzwiskach w kłótni...ale nie musze rozumiec...po prostu przepraszam i robie co moge by zapomniała. Ona jednak nie zapomina..a jednoczesnie nie odchodzi ode mnie podając to jako powód.
W obecnej sytuacjii jednak twierdze ze wyzwiska są hakiem na mnie....wyciaganym na potrzyby sytuacjii,bo mozna uzywac haka sprzed lat całe zycie...tylko czy to wtedy ma na celu uzdrowienie sytuacjii?
Watpie.

788

Odp: Dziwny związek...

hmmm Twoje podejście do tematu trochę przypomina mi mojego m hmm ... a można mieć traumę, mówię Ci z autopsji hmm

nie da rady się zapomnieć, tak jak Ty nie chcesz zapomnieć tych jej sms'ów itd.  Proste - na razie nie ma między Wami dialogu, ale dobrze, że jest u Ciebie poprawa "postawy" - u mojego m. również, i to jest budujące smile:):)

ciągle haki, dowody ... chcesz tak żyć? OK- z bilingu wyjdzie, że pisała, np. "kocham Cię" do swojego exia  (mój tak pisał do swojej kochanki ).... i co z tym zrobisz ?
odejdziesz ? czy mimo wszystko zaczniesz budować od FUNDAMENTÓW? Ja zdradziłam - zrobiłam źle, nie mam na to usprawiedliwienia, bo to była tylko i wyłącznie moja decyzja. Żałuję. Mój m. zdradził - również tego nic nie usprawiedliwia ... nawet moje czytanie książek w pokoju obok wink ... bo takie były jego argumenty. To wszystko jest gucio warte. Pytanie co zrobisz z wiedzą, jaką masz i zdobędziesz? Ja kopałam dalej i co mi to dało ... kolejny ból, nieprzespane noce i kolejne kilka kg mniej. Nie ma sensu.

Sam sobie powiedz czego oczekujesz - radzono Ci to już wcześniej. I wówczas ustal czy razem czy osobno.
Jeżeli razem -> terapia pomaga smile nawet nie wiesz jak bardzo.

powodzenia smile

789

Odp: Dziwny związek...
Mruffka napisał/a:

hmmm Twoje podejście do tematu trochę przypomina mi mojego m hmm ... a można mieć traumę, mówię Ci z autopsji hmm

nie da rady się zapomnieć, tak jak Ty nie chcesz zapomnieć tych jej sms'ów itd.  Proste - na razie nie ma między Wami dialogu, ale dobrze, że jest u Ciebie poprawa "postawy" - u mojego m. również, i to jest budujące smile:):)

ciągle haki, dowody ... chcesz tak żyć? OK- z bilingu wyjdzie, że pisała, np. "kocham Cię" do swojego exia  (mój tak pisał do swojej kochanki ).... i co z tym zrobisz ?
odejdziesz ? czy mimo wszystko zaczniesz budować od FUNDAMENTÓW? Ja zdradziłam - zrobiłam źle, nie mam na to usprawiedliwienia, bo to była tylko i wyłącznie moja decyzja. Żałuję. Mój m. zdradził - również tego nic nie usprawiedliwia ... nawet moje czytanie książek w pokoju obok wink ... bo takie były jego argumenty. To wszystko jest gucio warte. Pytanie co zrobisz z wiedzą, jaką masz i zdobędziesz? Ja kopałam dalej i co mi to dało ... kolejny ból, nieprzespane noce i kolejne kilka kg mniej. Nie ma sensu.

Sam sobie powiedz czego oczekujesz - radzono Ci to już wcześniej. I wówczas ustal czy razem czy osobno.
Jeżeli razem -> terapia pomaga smile nawet nie wiesz jak bardzo.

powodzenia smile

Nie mierz wszystkich swoją miarą.

790

Odp: Dziwny związek...

Aurora.
Straciłaś w dzieciństwie grunt pod nogami i do dziś ta strata wydaje się definiować Twoje życie.
Chyba wciąż szukasz tego absolutu (kogoś, kogo mogłabyś uwielbiać tak jak w dzieciństwie ojca i kto Cię nie rozczaruje - to jest poszukiwanie miłości bezwarunkowej, rodzicielskiej). Idealizujesz wybranych ludzi, reagujesz na nich w sposób bardzo emocjonalny, protezą ojca stała się dla Ciebie też wiara w Boga.
Czy przepracowałaś problem? Nie wiem, ale mam wrażenie że nie. To nie żaden zarzut - ja swojego problemu też nie przepracowałam do końca.

Moi rodzice darli ze sobą koty odkąd pamiętam. Kiedy byłam mała, bardzo bałam się ich rozwodu, kiedy zaczęłam dorastać, żałowałam że się nie rozwiedli.
Nie wiem czy wiesz jak to jest słuchać zza ściany najgorszych przekleństw i płakać w poduszkę żeby w końcu przestali. Być jako dziecko wciąganą w kłótnie - "no powiedz mu coś, żeby on...". Patrzeć na autentyczną nienawiść matki do ojca.
Nie każda rodzina jest najlepsza w komplecie.

791

Odp: Dziwny związek...
aurora borealis napisał/a:

Ze względu na to, iż część wczorajszych wpisów dotyczyła wyłącznie mojej historii związanej z rozwodem rodziców, a w dalszej kolejności moim postrzeganiem konsekwencji rozstań dwojga ludzi, ukazanym przez pryzmat doświadczenia bardzo jednostkowego, szalenie osobistego i intymnego, z którego się zwierzyłam , a które ma żadnej wartości i żadnego znaczenia dla omawianej tutaj sytuacji, wycofuję się z dalszej dyskusji na ten temat.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Hej Aurorko, nie wiadomo co Robert wybierze jako mające znaczenie. Wprawdzie uznałem, że przedstawia sytuację mocno odmienną, ale przedstawiłaś tam jakiś pogląd dotyczący stanu "dzieci rozwiedzionych".

EXTRA,

Dwie uwagi:

Jakiś pogląd = mój pogląd. W takim znaczeniu każde opisane tutaj doświadczenie ludzkie jest "jakieś" - Twoje także.

OK, ale dlaczego mam mieć problem, że moje doświadczenie jest "jakieś"? Nie mam nabożnego stosunku do tego co piszę. Jest ok. To jeden z punktów widzenia.

aurora borealis napisał/a:

Jeśli na tym Forum jesteś jak konik polny, który zgrabnymi skokami przemierza łąkę w poszukiwaniu źdźbła, by przez chwilę pohuśtać się na nim w takt Twojej elokwencji i wyrywkowo, bądź nieuważnie czytasz na przykład moje posty, to bądź łaskaw przynajmniej się do nich nie ustosunkowywać, bo popełniasz błąd nadinterpretacji. Domalowałeś sobie swoje własne "obrazki" i przyczyniłeś się do powstania bohomazu. Zdecydowanie wolę, jak rysujesz baranka... ;-)

Pierwszy z serii postów zaczęłaś:

aurora borealis napisał/a:

Widzę to trochę inaczej, również w oparciu o własne doświadczenie/.../

Ja jestem prosta murzyna i jak widzę coś takiego to jest to głos w dyskusji.
A skoro głos w dyskusji to dyskutuję:

aurora borealis napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

W takich sytuacjach warto oczywiście zastanowić się, jak wyglądałoby Twoje dzieciństwo gdyby rodzice się nie rozwiedli i zaczęli szarpac emocjonalnie żyjąc w nieszczęściu.

Przyznam, że wolę bawić się moją wyobraźnią w nieco innych przestrzeniach i wykorzystywać "zastanawianie się" do zupełnie innych celów,

OK, każdy by wolał, ale dzięki temu omijasz to, co w opisanej przez Ciebie sytuacji jest najważniejsze. Jeśli przesuwasz lunetę na obraz odchodzącego ojca i relacja córka-ojciec, czytelnik zapomina o praprzyczynie problemu.

Przyczyna problemu leży POMIĘDZY RODZICAMI przecież, a nie w tym, że "ojciec odszedł". Małżeństwo rozpadło się przez problem w ICH związku.

Problemem nie było odejście ojca, ale trudności w "wyzwoleniu" jakiś pozytywnych uczuć między nimi. Uczuć, które pozwoliłyby na trwanie ich związku.

Jeśli nieusuwalny problem jest między rodzicami, to istnieją dwa scenariusze:
Odejście rodzica - dzieci cierpią z powodu odejścia. Potem różnie.
Pozostanie rodzica - cierpią rodzice(bo się ze sobą męczą) oraz dzieci (z powodu wieloletnich, czasem nasilających się,  konfliktów między rodzicami).

I teraz: Z CAŁĄ ostrością doświadcza się jedynie NEGATYWNYCH skutków tego wariantu, który został wybrany. W takiej sytuacji alternatywa jest lepsza choćby dlatego, że nie jest znane cierpienie jakie by spowodowała. Trudno cierpieć równie silnie z powodu niezrealizowanej alternatywy. Alternatywa więc wydaje się "dobrem".

W tym wątku konflikt TAKŻE jest między rodzicami a nie jest tak, że to tylko "Robert odchodzi". Negatywne skutki alternatywy są już widoczne - kłótnie rodziców, angażowanie dzieci...

To w skróce to co jest uzasadnieniem tego co napisałem. W wielkim skrócie zresztą.

aurora borealis napisał/a:

ale jeśli chcesz zabawimy się tak, jak Ty proponujesz. Tyle, że zasady gry są jednakowe dla obojga, OK? Zastanowię się nad czym tylko chcesz, ale pierwszy ruch należał do Ciebie, więc jeśli Ci się zdaje, że wyrzuciłeś "szóstkę" to... zaczynamy: W jednym z wątków opisywałeś piękną i fundamentalną dla Twego życia relację z Twoim nieżyjącym już dziś Tatą. Przedstawiłeś, jak istotną dla Ciebie była Jego Postać i jak bardzo bliski Ci jest we wspomnieniach i w Twoich wyborach do dziś. Spróbuj sobie zatem wyobrazić, gdybyś któregoś dnia, jako mały chłopiec, zapatrzony w cudowność Twego Ojca odkrył dowody, iż zdradził Twoją Mamę, prowadził podwójne życie, potem wyprowadził się z domu, założył nową rodzinę, i gdybyś od tej pory możliwość kontaktu z nim miał odmierzaną "kroplomierzem" popołudniowych wizyt co dwa tygodnie i spędzał z Nim część ferii i wakacji przez resztę lat... A zatem zastanów się, EXTRA_terrestrial "co by było gdyby... opisana przeze mnie historia dotyczyła Ciebie, a nie mnie?

Nawiasem, nie miałem jakiegoś przeświadczenia o "cudowności" rodziców. Było raczej odwrotnie :-) Zwłaszcza w tych latach na "granicy pamięci" wciskali mi do głowy, że "jestem best"
/taki ajbel, przegięcie jakby mieli/ dość ciężko mi myśleć o nich w takich kategoriach jakby uczuciowego uzależnienia. Jakby im bardziej zależało na mnie. Niedoczekanie abym pozwolił sobie na odmierzanie kroplomierzem - zrobiłbym raban i dostał co chcę albo bym się obraził ;-)
Nie kupuję tego :-)))

No ale załóżmy, że byłbym tak uzależniony i grzeczniutki (no ku*wa niedoczekanie!!!)

aurora borealis napisał/a:

Prawda, że "troszeczkę" boli? No ale nic to, EXTRA_terrestrial, idziemy dalej z Twoim "zastanawianiem się" :  "Nie płacz, synku, przykleimy plasterek... To tylko oderwanie od "Źródła miłości". Tatuś też jest smutny - zobacz. Wpienia się na Twoją Mamusię, że musiał ją zdradzić z tą Lolą z księgowości, a to wszystko z powodu zagranicznej delegacji, w której Lola była w najlepszym okresie cyklu i wyglądała zjawiskowo na tym bankiecie...

/Dla porządku - nie wiedziałbym co to "najlepszy okres cyklu". Gdy przeglądałem książki lekarskie w tym wieku nie rozumiałem po co kobietom włożono do brzucha te małe dzieci, ale jedźmy dalej:/

aurora borealis napisał/a:

Znalazłeś jej zdjęcia w domu, gdy z półki spadła moja teczka? Nie płacz, synku. Nie będę już mieszkać z Tobą w domu, ale przecież zawsze przy tobie JESTEM. Twoje bolesne ciało emocjonalne się zagoi, uwierz w to. Musisz się tylko teraz z całych sił oderwać od emocji. To nie rozstanie rodziców Cię boli tak, że nie wiesz co masz ze sobą zrobić, do kogo pobiec i komu o tym bólu opowiedzieć. To Twoje pragnienie połączenia się na nowo ze "Źródłem miłośći"... Mówisz, że mama płacze głośno w kuchni? Wiesz synku, ona właśnie uwalnia emocje... Poprzyglądaj się jak ona to umiejętnie robi. Ucz się!

Jeszcze chcesz zrobić ze mnie donosiciela? Ja bym pewnie odłożył na półkę uznając, że jeśli ojciec jest z jakąć kobietą na zdjęciu to znaczy że... jest na zdjęciu.


aurora borealis napisał/a:

Na podstawie tekstu Źródłowego Elle. Jej post #730, a w zasadzie jego najbardziej "soczysty" fragment:

Elle88 napisał/a:

/.../Źródła miłości,/.../1. Podnosząc świadomość,/.../ (iluzja/.../2. Przygotowując dziecko do rozstania/.../przyjęcie autentycznie opanowanej i spójnej POSTAWY/.../uczy, że ..SIĘ JEST /.../Kocham = jestem". /.../odłączenie od respiratora z napisem Miłość Mamy i Taty/.../JEST w postawie ojca, nie w 'pozie'.

Jednak zmusiłaś mnie do przeczytania tego w całości. No cóż. Może tak: A czy Tobie nie zdarza się chwila słabości?

aurora borealis napisał/a:

Jasne, że rozwód, zdrada jednego z rodziców nie wyklucza bycia takim EXTRA_terrestrialem, na jakiego wyrosłeś, bo geny, staranne wychowanie i wykształcenie, IQ nadal robią swoją robotę. Dotatkowo ten jeden z najpiękniejszych prezentów, który dostałeś w życiu - Twoja "czaderska" Żona EXTRA_terrestrianka ... Jest tylko to małe "ale'... zastanów się jakby to wszystko było, gdyby Twój Tata...

"Twoja "czaderska" Żona EXTRA_terrestrianka ..."

Dziś nazwałem E-tkę "czaderską", podobało się :-)
Możesz dawać więcej takich tekstów. Nie marnują się.

Sądzę po prostu, że byłbym wkurzony na ojca, zrobiłbym mu aferę - a gdyby mnie olał miałbym z matką bardziej symbiotyczny związek. Ojca tolerowałbym tylko wtedy gdyby się o mnie postarał. Jeśli nie robiłbym mu jesień średniowiecza przy odwiedzinach dopóki nie poczułbym, że jest ojcem lub sam nie zrezygnował z częstych kontaktów. Jak znam matkę, to poleciało by na nią sporo różnych facetów - sportsmenka w młodości. Różnie mogłoby być. Może trafiła by lepiej niż z takim ojcem, może gorzej. Symbiotyczny byłbym pewnie bardziej "Edypalny" walcząc z nowych "ojcem" o prymat. W efekcie - w zależności od tego czy walkę bym wygrywał czy przegrywał byłbym chyba bardziej "Alfa" lub "Beta" to zależy. Tak czy owak, edypalny gość dla terrestrianki byłby nie do strawienia.

Ale, jakoś znów nie omówiliśmy wariantu, w którym rodzice zostają ze sobą i coraz bardziej się żrą...
Zmieniłaś temat czy cóś? ;-)

792

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Zmieniłaś temat czy cóś? ;-)

Taaaa... siedzę teraz w dziale: "NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY" w temacie "Przezroczysta jak szklanka wody"...

Terapię podjęłam... ;-)))

793

Odp: Dziwny związek...
Czarna Kotka napisał/a:

Aurora.
Straciłaś w dzieciństwie grunt pod nogami i do dziś ta strata wydaje się definiować Twoje życie.
Chyba wciąż szukasz tego absolutu (kogoś, kogo mogłabyś uwielbiać tak jak w dzieciństwie ojca i kto Cię nie rozczaruje - to jest poszukiwanie miłości bezwarunkowej, rodzicielskiej). Idealizujesz wybranych ludzi, reagujesz na nich w sposób bardzo emocjonalny, protezą ojca stała się dla Ciebie też wiara w Boga.
Czy przepracowałaś problem? Nie wiem, ale mam wrażenie że nie. To nie żaden zarzut - ja swojego problemu też nie przepracowałam do końca.

Moi rodzice darli ze sobą koty odkąd pamiętam. Kiedy byłam mała, bardzo bałam się ich rozwodu, kiedy zaczęłam dorastać, żałowałam że się nie rozwiedli.
Nie wiem czy wiesz jak to jest słuchać zza ściany najgorszych przekleństw i płakać w poduszkę żeby w końcu przestali. Być jako dziecko wciąganą w kłótnie - "no powiedz mu coś, żeby on...". Patrzeć na autentyczną nienawiść matki do ojca.
Nie każda rodzina jest najlepsza w komplecie.

Czarna Kotko,

Dziękuję za informację o tym, co sądzisz o mnie. Z różnych powodów zamykam ten temat. To wątek Roberta, a ja popełniłam wielki błąd "otwierając" się w tym miejscu, w tym czasie i w taki sposób.
W każdym razie, dziękuję Ci, że poświęciłaś czas na takie rozważania.

Jako osoba, która przeżyła również i to, o czym piszesz (przez pewien czas i ja umierałam ze strachu i nawet nie chcę pamiętać tego, co odbywało się za ścianą, a jeszcze bardziej tego, co działo się później, gdy tata trzaskając drzwiami wychodził nie informując kiedy wróci do domu) mogę Cię tylko zrozumieć jako człowiek i serdecznie przytulić najcieplejszą z moich myśli. Nie udało mi się dotychczas zbudować takiej relacji, która byłaby trwała i spotkać mężczyzny, który byłby odpowiedzialny za słowa i za obietnice, które złożył, ale takich Kobiet na tym Forum są pęczki, więc żaden ze mnie wyjątek ;-) A jeśli chodzi o mego ojca... to ta historia z dzieciństwa nauczyła mnie trzech ważnych rzeczy: nie zdradzić nikogo, nie oszukiwać i nie pić alkoholu ;-)

Powodzenia, Kotko!

794

Odp: Dziwny związek...

Przeczytalem cale smile Ja na Twoim miejscu bym zaryzykowal i powalczyl smile nie ulegaj temu choremu trendowi ze jak cos sie psuje to wymieniamy czy uciekamy...Pamietaj ze prawdziwy facet potrafi naprawiac szczegolnie jak bral udzial w psuciu wink Pozdrawiam zycze duzo sil i powodzenia smile

795

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:
Mruffka napisał/a:

hmmm Twoje podejście do tematu trochę przypomina mi mojego m hmm ... a można mieć traumę, mówię Ci z autopsji hmm

nie da rady się zapomnieć, tak jak Ty nie chcesz zapomnieć tych jej sms'ów itd.  Proste - na razie nie ma między Wami dialogu, ale dobrze, że jest u Ciebie poprawa "postawy" - u mojego m. również, i to jest budujące smile:):)

ciągle haki, dowody ... chcesz tak żyć? OK- z bilingu wyjdzie, że pisała, np. "kocham Cię" do swojego exia  (mój tak pisał do swojej kochanki ).... i co z tym zrobisz ?
odejdziesz ? czy mimo wszystko zaczniesz budować od FUNDAMENTÓW? Ja zdradziłam - zrobiłam źle, nie mam na to usprawiedliwienia, bo to była tylko i wyłącznie moja decyzja. Żałuję. Mój m. zdradził - również tego nic nie usprawiedliwia ... nawet moje czytanie książek w pokoju obok wink ... bo takie były jego argumenty. To wszystko jest gucio warte. Pytanie co zrobisz z wiedzą, jaką masz i zdobędziesz? Ja kopałam dalej i co mi to dało ... kolejny ból, nieprzespane noce i kolejne kilka kg mniej. Nie ma sensu.

Sam sobie powiedz czego oczekujesz - radzono Ci to już wcześniej. I wówczas ustal czy razem czy osobno.
Jeżeli razem -> terapia pomaga smile nawet nie wiesz jak bardzo.

powodzenia smile

Nie mierz wszystkich swoją miarą.

Daleko mi do tego.
Pomyliłam się co do Ciebie.
Powodzenia w dążeniu do celu - cokolwiek to dla Ciebie znaczy.

.

796

Odp: Dziwny związek...

Auroro,
mam wrażenie że poczułaś się zraniona, przepraszam jeśli się do tego przyczyniłam. Nie zmienia to moich wniosków, ale nie chciałam sprawiać Ci przykrości.
Ja trafiłam na odpowiedzialnego, ale nie mam pewności na ile po prostu miałam farta.

797 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-23 11:14:23)

Odp: Dziwny związek...

Jest tak jak myslalem. A Robertowi zazdroszcze zony, ktora go kocha, ktora jednak trafila w swoim zyciu na dupka. Poniewaz kiedys mialem do czynienia z "prawem" to jesli porownac tutaj zachowanie dziewczyny z tym co zrobil autor na forum - wywleczenie najbardziej intywnych spraw drugiego czlowieka, to wg. prawnej def. "pod nieobecnosc" moze byc to uznana za wykroczenie/przestepstwo ale niestety wniosek do Sadu musi zlozyc osoba pokrzywdzona. Te dwa fakty to co robila dziewczyna autora z tym co robil autor tutaj sa niewspolmierne do siebie i waga tego co robil tutaj autor za plecami dziewczyny jest niewspolmiernie wieksza (w zlym  tego slowa znaczeniu). To tylko taka dygresja ale i sama prawda.

Przeczytalem jeszcze dwie rzeczy, ktore mnie zastanawiaja:

"jesli jestes mloda kobieta (88) to znaczy ze jestes "stara dusza".

Otoz badajac empirycznie slowa samych dusz o sobie i porownujac do ich aury nie ma tutaj zgodnosci a raczej jest niezgodnosc. Dusze ktore same siebie uwazaja za stare, sa zwykle "srednie" lub "mlode" ale nigdy stare. Nie mozna tego okreslic kryteriami zachowania sie poniewaz zlozenie swiadomosci ciala (konstrukcji mozgu) i duszy moze roznie skutkowac, i jest mozliwe ze "stara dusza" wykonujac swoje zadanie na ziemi, jest czlowiekiem prostym, malo inteligentym uczac innych przez swoje postepowanie, i odwrotnie "mloda dusza" uczac sie siebie jest inteligentna. Jesli mozna by jakies kryteria tutaj przyjac to przede wszystkim celowosc dzialania, po czesci jego owoce (chociac to jest efekt dlugofalowy).

Kolejna rzecz, ktora przeczytalem i jestem w szoku:

"Dziecko to ostatni etap układanki. A nie wstęp do. "

I to pisze czlowiek, ktory twierdzil ze najwazniejsze to wziecie odpowiedzialnosci za swoje dziecko (nawet nieslubne i nieznane). Szok. Jak mozna byc az tak ogromnym hipokryta?!!!!!!!

Racje ma piszaca tutaj aurora borealis zwracajaca uwage na rodzine jako calosc oraz na dzieci. Reszta to przemadrzale towarzystwo, ktore przedstawia przerost formy nad trescia. Wytyka innym "bledy" jako "bron" w dyskusji (jest to tzw. ustawienie kogos) co niewiele sie rozni od zwyklego szantazu, jednoczesnie po czesci, samemu swoim przykladem nie prezentujac dowodow na swoje twierdzenia, dowodow na to w swoim zyciu, tak jakby wykladajac komus sposob rozwiazania skomplikowanego rownania, samemu nie umiejac go rozwiazac? To co to za przyklad? Chyba przyklad pustych, teortycznych argumentow, czyli jak pusty beben (i taka dyskusje z bebnem o bebnie pamietam).

Czy zycie jest az takie skomplikowane ze zapomina sie o podstawowywch wartosciach jakimi sa rodzina, szacunek (takze i przede wszystkim w zachowaniu do drugiego czlowieka), odpowiedzialnosc (rowniez w zachowaniu i budowaniu poczucia bezpieczenstwa) i ze kiedys to bylo oczywiste, nie ma przestrzeganai tych wartosci to zycie takie nie jest mozliwe. Dzis zaburzono to calkowicie a prawda jest taka, ze wszystkie problemy wynikaja z zaburzenia tych wartosci, to co sie dzieje jest skutkiem zaburzenia tych wartosci.

Kto w przypadku zwiazku opisanego przea autora zaburzal i zaburza podstawowe watosci jakimi sa rodzina, szacunek do drugiego czlowieka i odpowiedzialnosc? Odpowiedz na to pytanie jest oczywista. Jest to kontretna osoba. I jakos do tej pory nikt mi nie odpowiedzial an pytanie czy chcialabys (ew. chcialbys byc jesli potrafisz sobie to wyobrazic) na miejscu dziewczyny autora zwiazku? A przeciez to proste pytanie a odpowiedz na nie jest widac trudniejsza niz prowadzenie przeteoryzowanych, wysublimowanych intelektualnie dysput 'filozoficznych". To zalosne ze ktos kto "widzi" skomplikowane wg. siebie zwiazki przyczynowo-skutkowe nie umie rozwiazac prostego rownania 2+2=? no wlasnie ile?

Mruffka doskonale wyczula z kim tutaj ma doczynienia.Sam uzylbym okreslenie szantazysta emocjonalny ale to byloby i tak slabo powiedziane (moze dlatego ze znam bardzo podobne malzenstwo). Dla mnie, niestety osoby utozsamiajace sie z zachowaniem autora, podzielajace jego poglady sa tego samego poziomu bo to logiczne nastepstwo tej empirycznej obserwacji. I tak jak pisalem w watku koteczki dowodzac absurdalnosci jej myslenia i obarczania wina jej meza za jej nieudane malzesntwo, tak samo nielogiczne jest prezentowanie jednoczesnie poziomu "madrosci" i poziomu "glupoty" poniewaz jest to logicznie sprzeczne. Prosta logika pokazuje wiec rzeczy w prosty sposob nie zastanawiajac sie nad powodami. Ja sie nad tymi powodami zastanawialem i doszedlem do wniosku ze ktos poddal sie, jest podatny na szantaz emocjonalny autora. Widac to po zaagazowaniu. Tak jak w zyciu, tyluly profesorskie nie zabezpieczaja przed uleganiem prostym oszustwom, czy manipulacjom.

Osobiscie jestem raczej rozczarowany, gdyz "madrosci" czytane tutaj nie zawieraja w sobie wogole lub zawieraja mały zasób "praktycznych sposobow realizacji". Zdaje sobie sprawe ze jest to rowniez poklosie nieumiejetnosci rozwiazywania tego w swoim osobistym zyciu. I wydaje mi sie, ze to "przeteoryzowanie" jest zaslona dymna przed prawdziwa pustka, ktora sie za tym kryje.

Kiedys sam sie na tym lapalem ale i obserwowalem. Wygladalo to mniej wiecej tak, ze czytajac "madry" system pojmowania rzeczywistosci, w tym momencie odczuwalem to jako "cudo". Jednakze po jakims czasie okazywalo sie ze nic z tego nie zostawalo, byl to stan umyslu a nie stan praktycznego zycia, cos jakby intelektualny narkotyk. Co wiecej, okazlo sie ze takich "systemow" jest wiele i ze sa one ze soba sprzeczne, co logicznie wyklucza ich "prawdziwosc". Ich prawdziwosc to tylko przekonanie naszego umyslu, nic wiecej.

Po tym doswiadczeniu i samoobserwacji postanowilem skupic sie wylacznie na empiryce. Relacjach opartych na bezposrednim doswiadczeniu, w tym przypadku innych ludzi. Mowia one wiele o duchowosci, ale w sposob prosty, to sa zwiazki proste mimo ze zrozumienie wielohierarchicznej, wielosci, duchowosci moze sie takie nie wydawac. Jest to zwykla rzeczywistosc, jednak ludzie, ktorzy sie w tym troche oreintuja wystepuja w roli "szamana", traktujac pozostala czesc ludzkosci jako ciemnote, co prowadzi w prostym rezultacie do utraty samokontroli nad tym co sie robi i mowi, przy jednoczesnym fakcie dysponowania niezwykle wybiorcza i ograniczona wiedza na ten temat z racji jej niedostepnosci. To jakby slepy wskazywal gluchemu droge. Tak to wg. mnie wyglada.

Dlatego potrzeba niezwyklej wrazliwosci lub okreslonej celowosci. Jesli tego nie ma prosta logika mowi ze mamy do czynienia z ciemnogrodem i glupota.

798

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:
Mruffka napisał/a:

hmmm Twoje podejście do tematu trochę przypomina mi mojego m hmm ... a można mieć traumę, mówię Ci z autopsji hmm

nie da rady się zapomnieć, tak jak Ty nie chcesz zapomnieć tych jej sms'ów itd.  Proste - na razie nie ma między Wami dialogu, ale dobrze, że jest u Ciebie poprawa "postawy" - u mojego m. również, i to jest budujące smile:):)

ciągle haki, dowody ... chcesz tak żyć? OK- z bilingu wyjdzie, że pisała, np. "kocham Cię" do swojego exia  (mój tak pisał do swojej kochanki ).... i co z tym zrobisz ?
odejdziesz ? czy mimo wszystko zaczniesz budować od FUNDAMENTÓW? Ja zdradziłam - zrobiłam źle, nie mam na to usprawiedliwienia, bo to była tylko i wyłącznie moja decyzja. Żałuję. Mój m. zdradził - również tego nic nie usprawiedliwia ... nawet moje czytanie książek w pokoju obok wink ... bo takie były jego argumenty. To wszystko jest gucio warte. Pytanie co zrobisz z wiedzą, jaką masz i zdobędziesz? Ja kopałam dalej i co mi to dało ... kolejny ból, nieprzespane noce i kolejne kilka kg mniej. Nie ma sensu.

Sam sobie powiedz czego oczekujesz - radzono Ci to już wcześniej. I wówczas ustal czy razem czy osobno.
Jeżeli razem -> terapia pomaga smile nawet nie wiesz jak bardzo.

powodzenia smile

Nie mierz wszystkich swoją miarą.

Mruffka chciała Ci przedstawić jak Ona radzi z krytyczną sytuacją u siebie w małżeństwie, może jeszcze gorszą sytuacją niż u Ciebie. Przykro, że Ty Robert wykazałeś brakiem szacunku.

799

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:

I jakos do tej pory nikt mi nie odpowiedzial an pytanie czy chcialabys (ew. chcialbys byc jesli potrafisz sobie to wyobrazic) na miejscu dziewczyny autora zwiazku?

Nie sądzę, żebym się czuła w tej roli jakoś szczególnie pokrzywdzona przez los.
I co teraz?

800

Odp: Dziwny związek...
Czarna Kotka napisał/a:
maniek_z_maniek napisał/a:

I jakos do tej pory nikt mi nie odpowiedzial an pytanie czy chcialabys (ew. chcialbys byc jesli potrafisz sobie to wyobrazic) na miejscu dziewczyny autora zwiazku?

Nie sądzę, żebym się czuła w tej roli jakoś szczególnie pokrzywdzona przez los.
I co teraz?

Nic. Kazdy sam wybiera swoj los.

801

Odp: Dziwny związek...

I ten los nie musi być zły, z człowiekiem, który umie rozmawiać, dostrzegać swoje błędy i zmieniać swoje zachowanie.
Ty sobie odpowiedz na pytanie czy byś chciał być z taką kobietą jak dziewczyna autora wątku - zamkniętą, nie potrafiącą przyznać się do błędu, niechętną do współpracy i zmiany czegoś w sobie, nieokazującą uczuć.

802 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-23 12:13:33)

Odp: Dziwny związek...
lustro napisał/a:

Witaj ROBERCIE
Po raz pierwszy,pozwole sobie odniesc sie do tego,co zostalo napisane.A napisano DUZO.Roznosci roznych...
Ja,niestety/albo stety,oceniac i radzic nie moge,z racji tego,ze w zwiazku bylam "sto lat temu" i ten zwiazek umarl.
Zastanawia minie jednak jedna rzecz-to TY zyjesz z partnerka lat ...iles tam.Macie troje dzieci.
Przyszedl kryzys-i co TY robisz?
Zakladasz watek na forum.
Rozumie,szukasz wsparcia,rozumie,chcesz znalezc ludzi w podobnej sytuacji,zeby podzielic sie doswiadczeniami.
Odpowiedzi/podpowiedzi masa.Jest z czego wybierac.
Wiesz,co mnie martwi?
TY
Dorosly CZLOWIEK,ktory oddaje losy zwiazku i trojki DZIECI,w rece " forum".
Dlaczego,za tak bardzo sobie nie ufasz?
Czego sie tak bardzo boisz?
Nie ufasz sobie,ale "ufasz" ludziom,tu piszacym.NIESAMOWITE!
ROBERT usiadz gdzies w spokoju,sam na sam z SOBA,zastanow sie,co,oprocz DZIECI,laczy Cie z ta Kobietom?
Wreszcie,conclud,o co Tobie chodzi.

AURORA,ja za Toba tez.Ciesze sie,ze bylo nam sie spotkac.Jak dla mnie,to Forum,zrobilo sie troche "ciasne".
Swiec Zorzo polarna.
Jestes INNA,powinnas wiedziec,ze "innosc",zawsze bedzie napietnowana.
Masz dwie mozliwosci:
Pozoztajesz"inna" i bronisz SWOICH racji,albo poddasz sie presji...i Twoje marzenia,pragnienia,wg.szeroko pojetego "ogolu",nie maja sensu.
WITAJCIE DZIWNI LUDZIE

Tobie jeszcze nie odpowiedałem więc muszę odpowiedzieć:)...
Ja załozyłęm ten wątek nie dlatego zeby robic to co mi ktoś napisze,mam dystans...ponieważ to jest forum cvzyli..rzeczywistość wirtualna a ludzie to nicki. Nie znamy siebie i intencjii osób.
Cel był taki zeby usłyszeć opinie kogoś ,,z boku,, ...No i usłyszałem i nadal słucham...a swoje wiem.

Natomiast celem w moim związku było zażegnanie kryzysu poprzez..dojście do prawdy. Uważałem że tylko znajdując i eliminując przyczynę,wyeliminujemy te tragiczne skutki.
Ja byłem dla niej chu..m po 2 latach zwiazku jak zamieszkalismy....byłe,m z nią ale nie zawsze byłem dobry....potem zrozumiałem po 5 latach ze to był mój błąd..i rozpoczałem ostrą krucjatę ze samym sobą na rzecz zmian siebie....i było coraz lepiej,ona tez to mówiła...a jednak...
Niestety doznałem zaskoczenia emocjonalnego...poniewaz osoba która była na samej górze najbardziej zaufanych mi osób - najzwyczajniej oszukała.
To nie jest takie proste tak łatwo to poskładać co do intencjii,jest wiele sprzecznych informacjii i niejasnosci....uczucia uczuciami ale to sie da poskładać w logiczną całość.
Więc muszę to poskładać.
teraz rozkładamy rusztowanie zeby zaczac odbudowywać moje zaufanie do niej.Ona cały czas powtarza w kółko ze bbyła strasznie głupia bo przez ,,taką głupotę jak ukrywanie zwykłych smsów,przysporzyła dużo cierpienia najblizszym sobie ludziom.To jest durna sytuacja bo ona nie ma zadnych wyrzutów co do zdrady fizycznej i uczuciowej bo jej nie było.Stąd mówi ze całkowicie bagatelizowała skutki pisania tych smsów. Teraz dopiero przyznała ze to był idiotyzm..ze mogła po prostu pisać je normalnie i nie usuwać.

Najprawdopodobniej nigdy sie nie dowiem czy jednak ta zdrada była czy nie była...ale póki to świeże to sie staram.
Teraz jest taka sprawa ze najpierw fakty..potem bedziemy debatować nad uczuciami..gdyby to była jakaś bzdura to bym machnąła ręką.

Na dzisiejszy dzien fakty i poszlaki oraz rozmowy,daja dużo podstaw do tego by wytłumaczyc jej zachowanie w najbardziej prosty i logiczny sposób.
Otóż Jej ex to była miłosć jej zycia...ale nie dało ise tego posklejac kiedys więc stłumiła to uczucie,potem w związku czegos jej zabrakło i szuakłą tego znów u niego..chocby smsa..więc wyglada na to ze jej pierwotne uczucie do niego nigdy nie wygasło...tylko tli ise i daje o sobie znac w takich momentach.
I to by było dosyć logiczne na podstawie zebranego materiału.....a jednak
Ona uparcie zapiera sie rękami i nogami od tej wersjii,twierdzi ze oprócz sentymentu za tamtymi czasami(powiedziała ze nawet nie za nim),bo były imprezy,luzne zycie,pełno znajomych no i akurat była z nim..więc go sobie dobrze kojarzy....natomiast jej serce dla niego zamkneło sie dawno temu i nie ma zadnych uczuc poza pamięcią i sentymentem.
Ona mi dużo wyjawiła prawdy ostatnio...w koncu sie dowiedziałem paru rzeczy...ale przed tym broni sie zaciekle i powiedziała ze nigdy nie przyzna sie do uczucia którego..po prostu nie ma.
To dlatego ta sytuacja nie jest prosta.
RTak ja jestem psychicznym masochistą....tak chce usłyszec od matki moich dzieci ze mnie nie kocha i ze mam spadać...no ale nie mogę sie doprosić.Więc  jedyne co moge zrobic to zrobic tak bym czuł sie dobrze.z własnym sumieniem.

Kiedys jak byłem dla niej zły....to takze prosiłem ją o szanse ...i dawała mi ją zawsze.
Teraz ona prosi o szanse - inny jest tylko kaliber przewinienia..aczkolwiek to subiektywna ocena(moja)
Ja jej nie ufam...ale muszę dać jej szanse na samooczyszczenie się.Niech buduje ten filar który zburzyłą....cegła po cegle...po prostu ,,płacz i płać,, albo odejdz.
Innej drogi nie ma.
pozdrawiam

803 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-23 12:20:34)

Odp: Dziwny związek...
Czarna Kotka napisał/a:

I ten los nie musi być zły, z człowiekiem, który umie rozmawiać, dostrzegać swoje błędy i zmieniać swoje zachowanie.
Ty sobie odpowiedz na pytanie czy byś chciał być z taką kobietą jak dziewczyna autora wątku - zamkniętą, nie potrafiącą przyznać się do błędu, niechętną do współpracy i zmiany czegoś w sobie, nieokazującą uczuć.

Cytujesz slowa autora watku, ktory swoje spojrzenie zmienia pod wplywem dnia i emocji. Mysle ze odpowidzia na Twoje pytanie jest klasyczna sytuacja rozwodzacych sie ludzi. Maz mowi, zona mnie nie kocha, nie dba o mnie, nie potrafi przyznac sie do bledu, jest niechetna do wspolpracy i zmiany czegos w sobie, zona mowi maz mnie nie kocha, nie dba o mnie, nie potrafi przyznac sie do bledu, jest niechetny do wspolpracy i zmiany czegos w sobie. Kto ma racje? I czym jest to cos, czego nie mozna nazwac bo jest czyms, cosiem niekonkretnym czyli rownie dobrze moze byc wymyslem.

Ludzie jednak daja sie zlapac w pulapke czyichs emocji, pupalke projekcji, upersonowienia czyich, obcych emocji i to wlasnie zaobserwowalem wyraznie w tym watku. Trudno jednak tak zmanipulowanej osobie te manipulacje pokazac. To widac tylko z boku.

"RTak ja jestem psychicznym masochistą....tak chce usłyszec od matki moich dzieci ze mnie nie kocha i ze mam spadać...no ale nie mogę sie doprosić.Więc  jedyne co moge zrobic to zrobic tak bym czuł sie dobrze.z własnym sumieniem.
"

To byloby najprostsze, zrzucenie winy na kogos, kto kocha ale skoro ja nie kocham to on/ona jest winien/winna. Jest to schemat postepowania, ktory zaprezentowala koteczka. Zwalajac wine za nieudane malzentwo na meza, za ktorego wyszla nie kochajac go. Teraz autor wine za brak milosci do dzieczyny chce zrzucic na dziewczyne. Bo przeciez sadystyczne zachowanie wobec drugiego czlowieka miloscia nazwac nie mozna. Nie mozna byc jednoczesnie sadysta i masochista bo to wyklucza sie logicznie. Mozna byc psychicznym psychomanipulantem, wtedy wszystko jest dozwolone, co prowadzi do celu, nie przebierajac w srodkach, wmawiajac drugiemu czlowiekowi nieprawde.

Dla mnie jest oczywiste to ze dziewczyna Roberta kocha. Kocha najnormalniej na swiecie, chcac miec dojrzalego, mezczyne, ktory stworzy jej poczucie bezpieczenstwa. Tego nie ma a jej zachowanie mozna racjonalnie wytlumaczyc. Gdyby spojrzenie jej spojrzenie na zycie bylob by bez wartosci rodziny, to pewnie napisalaby tutaj, zakladajac watek jak zyc, z notorycznym psychicznym przemocowcem, czlowiekiem nieodpowiedzialnym, inwigilujacym moje zycie, piszacym o najintymniejszych sprawach dotyczacych nas, mnie, mojego dziecinstwa, nie majacego szacunku doczyjejs intymnosci i sekretu.

804 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-23 12:19:31)

Odp: Dziwny związek...

Maniek..manipulacja czy blef to są tylko narzędzia ,wyciągane ze strychu żeby dowiedzieć sie faktów.I tyle.. Bo ogólnie to ja mam inne hobby:)
A przeciez musimy sie opierac najpierw na faktach..żeby kogoś niesłusznie nie zranić.

Jak chcesz naprawić elewacje na 10 piętrze...to musisz sie na linie wciągnąć i zebrać potzrebne narzędzia....ryzykowne? No jasne. Ale jak nie zaryzykujemy to zacznie odpadać płatami aż runie cała.Nie zawsze chcemy budować drugi blok obok.
pozdrawiam

805

Odp: Dziwny związek...

Twoje hobby Robercie to egocetryzm w czystej i juz w chorej postaci.

806 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-23 12:44:58)

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:

Dla mnie jest oczywiste to ze dziewczyna Roberta kocha. Kocha najnormalniej na swiecie, chcac miec dojrzalego, mezczyne, ktory stworzy jej poczucie bezpieczenstwa. Tego nie ma a jej zachowanie mozna racjonalnie wytlumaczyc. Gdyby spojrzenie jej spojrzenie na zycie bylob by bez wartosci rodziny, to pewnie napisalaby tutaj, zakladajac watek jak zyc, z notorycznym psychicznym przemocowcem, czlowiekiem nieodpowiedzialnym, inwigilujacym moje zycie, piszacym o najintymniejszych sprawach dotyczacych nas, mnie, mojego dziecinstwa, nie majacego szacunku doczyjejs intymnosci i sekretu.

Słuchaj jesli ty chcesz budować swoje życie na kłamstwie to proszę uprzejmie..ale mnie do tego nie namawiaj...bo ja nic nie ukrywałem przez 10 lat..a ona zawsze miała wolny wybór w każdej kwestii.

Dla ciebie takze jest oczywiste ze dzisiaj napadał snieg. Czy ty ją znasz,gadałeś z nią,widziałeś ją..znasz ją ,ogladałeś jej zycie przez 10 lat ? ze mówisz ze to jest oczywiste ze ona kocha?
To chyba ja to powienien czuc ze ona kocha tak?
Sekrety sprawy intymne...są w poszanowaniu...do momentu  kiedy ktoś nie zaczyna oszukiwać.

Przecież mogłą ze mną skonczyc 5 lat temu i sobie spisać.Mogła w kazdym momencie to przerwać i sama pokazać ze oszukała, mogła w koncu w ogóle nie pisać.....albo nie obiecywać zerwania kontaktu,mogła nawet przyjsc i powiedziec ze nie chce sie ukrywac z durnymi smsami i ze bedzie oficjaklnie z nim pisać a jak mam jakies obiekcje to wszystko jest w archiwum...ba powiem wiecej przez pierwsze 5 lat naszego związku ona z nim pisała i nie tylko z nim ale z wieloma osobami...i ja nigdy jej telefonu do reki nie wziołem,nigdy słowa nie pwoiedziałem,nie poruszałem takiego tematu...bo to było dla mnie CAŁKOWICIE NATURALNE I NORMALNE.....Mogła wybrać jeszcze z 10 rozwiązań i kazdee byłoby najlepsze...ale ona wybrała te jedno najgorsze....wzbudzające zazdrosc,łamiące podstawowy filar zwiazku -zaufanie,knucie,ukrywanie i jątzrenie za plecami....Wybrała takie rozwiązanie nagle 4 lata temu..czyli zmieniała swoje zachowanie wobec siebie samej i mnie...potrafiła dokonać tej opłakanej w skutkach decyzjii....a wystarczyło tego nie ruszać,nie tykać tego co dobre i zdrowe...bo takie kontakty nie muszą byc niezdrowe..jesli wszyscy je akceptujemy...i ja akceptowałem.
I na to nie ma usprawiedliwienia.

807

Odp: Dziwny związek...

Prawda sa slowa i czyny. Twoja kobieta mowi ze Cie kocha, ale Ty mowisz ze Cie nie kocha. Twoja kobieta poswiecila Ci cale zycie zajmujac sie domem, dziecmi, Toba a Ty twierdzisz ze nie poswieca Ci wystarczajacej uwagi. To mowi wszystko o Tobie, pokazuja cala prawde o Tobie i to czy jestes prawda czy jej przeciwienstwem, czyli klamstwem. To przeciez proste i nie potrzeba do tego dysput filozoficznych.

808

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

A przeciez musimy sie opierac najpierw na faktach..żeby kogoś niesłusznie nie zranić.

nie znales faktow a zrobiles jej jazde przy dzieciach i ty takie cos piszesz?? normalny czlowiek tak by sie nie zachowal tylko egoista wink a po wszystkim oczywiscie na nia wine zrzuciles smile)  wez ty sie facet za siebie najpierw jesli cos chcesz naprawic...wczesniej  ja wyzywasz w klotniach a pozniej sie dziwisz ze ze skasowala smsa z zyczeniami?? smile) no skasowala bo wiadomo jak bys reagowal?? pewnie  pomyslala ze lepiej skasowac nic nie znaczacego smsa i nic nie mowic niz np byc wyzwanym od szmat itp   

Wez  sie za siebie bo albo zona CI sprzeda soczystego kopa w du.. albo trafi do psychiatryka a ty bedziesz siedzial na tym forum i sluchal bzdur domorslych psycholozek ktore opanowaly Twoj  temat smile)

Glowa do gory jestes facet to walcz !

809 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-23 12:51:37)

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:

Prawda sa slowa i czyny. Twoja kobieta mowi ze Cie kocha, ale Ty mowisz ze Cie nie kocha. Twoja kobieta poswiecila Ci cale zycie zajmujac sie domem, dziecmi, Toba a Ty twierdzisz ze nie poswieca Ci wystarczajacej uwagi. To mowi wszystko o Tobie, pokazuja cala prawde o Tobie i to czy jestes prawda czy jej przeciwienstwem, czyli klamstwem. To przeciez proste i nie potrzeba do tego dysput filozoficznych.

Ja tez jej poswięciłem..cóż to za argumenty wysuwasz..że co niby gdzie ja byłem na marsie? A ona sama w domu z dziecmi? Staraj sie być  sprawiedliwy i spójny w swoich ocenach..one są subiektywne.
Niewiem czy pamietasz mój post kiedy pisałem ze ona widzi ten temat i zawsze moze sie wypowiedzieć....teraz juz wiem czemu nie chciała albo robiła to na siłę i oszczednie . Musiałaby skłamać takze tutaj...musiała by zacząc pisać o trudnym dziecinstwie,introwertzmie i tym podobnych bzdurach. Wiesz kolejny raz okazało sie ze prawda jest blisko pod samym nosem.
Ona naprawde miała zawsze wybór tego co robi.To sie nazywa wolna wola.
Ona nie rozumiała ze mozna być szczesliwym nie raniąc innych,nawet z innym męzczyzną.
pozdrawiam
Wiktor...no walcze..nic innego nie robie od 3 miesiecy.

810

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Dla ciebie takze jest oczywiste ze dzisiaj napadał snieg. Czy ty ją znasz,gadałeś z nią,widziałeś ją..znasz ją ,ogladałeś jej zycie przez 10 lat ? ze mówisz ze to jest oczywiste ze ona kocha?
To chyba ja to powienien czuc ze ona kocha tak?

a ona czuje, ze Ty ją kochasz?

Znowu jesteś "panem sytuacji" ... ha! wydało się, miałem rację, jestem wielki -  "płacz i płać" , jak sam to pisałeś . To jest po prostu podłe.
Chyba trochę zatracasz się w tych "faktach". Brniesz jak buldożer.
Masz rację - nie znamy dziewczyny, która opisywałeś, w sumie jesteśmy jedynie "nickami" - tak samo jak Ty. Subiektywne wypowiedzi.

robert247 napisał/a:

Przecież mogłą ze mną skonczyc 5 lat temu i sobie spisać.Mogła w kazdym momencie to przerwać i sama pokazaćze oszukała,mogła w koncu w ogóle nie pisać.....albo nie obiecywać zerwania kontaktu,mogła nawet przyjsc i powiedziec ze nie chce sie ukrywac z durnymi smsami i ze bedzie oficjaklnie z nim pisać a jak mam jakies obiekcje to wszystko jest.....Mogła wybrać jeszcze z 10 rozwiązań i kazdee byłoby najlepsze....

ale nie zrobiła tego, jej argumenty są teraz mało ważne, aczkolwiek po części je rozumiem. Jednak ona próbuje to naprawić, coś zrobić. A co Cię zadowoli? Ile razy ma Cię zapewniać? 100, 1000 ???  Nie ma takiej liczby ...
Zaufanie - nie odbudujesz go, gdy odkryjesz kolejne karty i wyjdzie z nich, że jednak nic nie było. Ty musisz to czuć.

robert247 napisał/a:

ale ona wybrała te jedno najgorsze....wzbudzające zazdrosc,łamiące podstawowy filar zwiazku -zaufanie,knucie,ukrywanie i jątzrenie za plecami....
I na to nie ma usprawiedliwienia.

Na wyzwiska, poniżanie, ubliżanie - słowem psychiczne znęcanie się - również nie ma usprawiedliwienia. A są nawet paragrafy...
Ale przecież przeprosiłeś, prawda? i wg. Ciebie jest ok. Ona też przeprosiła...

a skala tego "co, kto, ile komu " zrobił chyba nie ma racji bytu ... bo każdy jest inny, ma inne emocje i prawo do odczuć ...

.

811 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-23 13:12:08)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:
maniek_z_maniek napisał/a:

Prawda sa slowa i czyny. Twoja kobieta mowi ze Cie kocha, ale Ty mowisz ze Cie nie kocha. Twoja kobieta poswiecila Ci cale zycie zajmujac sie domem, dziecmi, Toba a Ty twierdzisz ze nie poswieca Ci wystarczajacej uwagi. To mowi wszystko o Tobie, pokazuja cala prawde o Tobie i to czy jestes prawda czy jej przeciwienstwem, czyli klamstwem. To przeciez proste i nie potrzeba do tego dysput filozoficznych.

Ja tez jej poswięciłem..cóż to za argumenty wysuwasz..że co niby gdzie ja byłem na marsie? A ona sama w domu z dziecmi? Staraj sie być  sprawiedliwy i spójny w swoich ocenach..one są subiektywne.
Niewiem czy pamietasz mój post kiedy pisałem ze ona widzi ten temat i zawsze moze sie wypowiedzieć....teraz juz wiem czemu nie chciała albo robiła to na siłę i oszczednie . Musiałaby skłamać takze tutaj...musiała by zacząc pisać o trudnym dziecinstwie,introwertzmie i tym podobnych bzdurach. Wiesz kolejny raz okazało sie ze prawda jest blisko pod samym nosem.
Ona naprawde miała zawsze wybór tego co robi.To sie nazywa wolna wola.
Ona nie rozumiała ze mozna być szczesliwym nie raniąc innych,nawet z innym męzczyzną.
pozdrawiam
Wiktor...no walcze..nic innego nie robie od 3 miesiecy.

Ktos kiedys powiedzial ze jest prawda, tyz prawa i gowno prawda.

Natomiast wymaganie od parnera prowadzenia dyskusji na forum publicznym jest jednym z najwiekszych przegiec, naruszen czyjejs godnosci i intymnosci. Jest to oczywiscie w tym przypadku posilkowaniem sie innymi ludzmi, do przeforsowania swojego dzialania. Mysle ze jest to jakas karykatura ekscybicjonizmu psychicznego obecnego nie tylko na forum ale rowniez w zyciu autora. Czegos, czemu on sam ani nikt inny, nie postawil, czy nie potrafil postawic zadnych granic. Pozostanie w takim zwiazku wobec szantazu autora, nie bylo jak sadzi przyzwoleniem na jego zachowanie. I to jest jeden z podstawowych GRUBYCH BLEDOW we wnioskowaniu tego czlowieka. Przyszlosc pisze tutaj o skorupie "emocjonalnego dziecka" ktorego jednym z przejawow jest projetkowanie na druga osobe swoich emocji i uczuc. Mysle ze logicznie idac od konca fakt projektowania na druga osobe swoich emocji i uczuc, jak to ma miejsce w przypadku autora (wmawia zonie ze go nie kocha, mimo tego ze ona tego nie potwierdza) dowodzi wg. prawa dowodu logicznego ze jest on w skorupie "emocjonalnego dziecka". I to jest chyba oczywisty wniosek. I taka osoba potrzebuje pomocy. Zgoda na jej zachowanie nie wynika z akceptacji, wynika najczesciej z braku umiejetnosci radzenia sobie z taka osoba, z jej zachowaniem. Dobry przyklad tego jest w filmie pt. "Ballada o Januszku". Trudno tam mowic o przyzwoleniu matki co do zachowania syna, ale tak nalezalo by sadzic wg. argumentacji autora. Tam to "przyzwolenie" wynikalo z milosc matki i nieumiejetnosci wychowania syna. Nieumiejetnosci i wiedzy co do koniecznosci zastosowania okreslonych srodkow wychowawczych czy nawet samej niezgody.

812

Odp: Dziwny związek...
Mruffka napisał/a:

Na wyzwiska, poniżanie, ubliżanie - słowem psychiczne znęcanie się - również nie ma usprawiedliwienia. A są nawet paragrafy...
Ale przecież przeprosiłeś, prawda? i wg. Ciebie jest ok. Ona też przeprosiła...

a skala tego "co, kto, ile komu " zrobił chyba nie ma racji bytu ... bo każdy jest inny, ma inne emocje i prawo do odczuć ...

.

No własnie,nie ma usprawiedliwienia..i dlatego ja to zmieniłem i przepraszałem ...szanse mi dawała. Ja to szanuje i doceniam....ona nie wnosiła potem pretensjii,sama mi powiedziała ze widzi zmiane i jak sie staram....ze nawet staram sie w jakiejs sprzeczce hamować włąsnie dlatego zeby nie eskolawać niepotrzebnie...
To czyli co? Zemsta?
No dobra ok to bym nawet przyjął lepiej..bo bym wiedział ze chciała sie odgryzc...nie miałbym żalu,skoro tak lubi sie mscic...skoro dla niej musi być 1:1 to dobrze niech ma satysfakcje....problem w tym ze to nie zadna zemsta za moje złe zachowanie.

Mruffka...czy ty sądzisz ze sms z zyczeniami urodzinowymi pokazany mi wywołał by furie,koniec zwiazku i samokokaleczenie? smile:):) To śmieszne. To chore zeby komuś robic jazde za smsy urodzinowe czy inne ..obojetnie jakie. Chore jest ukrywanie ich,kasowanie,i codzienne okłamywanie w twarz.

813

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:

Ktos kiedys powiedzial ze jest prawda, tyz prawa i gowno prawda.

I rozumiem ze na tym kończą sie twoje merytoryczne argumenty:) ok smile
pozdrawiam

814

Odp: Dziwny związek...

Moim skromnym zdaniem, w większości zniszczyłeś to małżeństwo. Przez wiele lat, szczególnie w związku, każdy z nas się cały czas zmienia. Nie byłeś nastawiony na takie pojmowanie związku, nie chciałeś poznawać swojej żony w różnych okresach czasu - jaka jest, co woli, jak okazuje uczucia, jakie na daną chwilę ma pragnienia. Dziś swoją żonę w obrzydliwy sposób inwigilujesz, bo uznałeś w amoku, że ona cię nie kocha, nie pożąda, zdradza i okłamuje. Chcesz na siłę to wszystko udowodnić, aby wybielić się z tego, że przez kilka lat wyżywałeś się na niej przemocą psychiczną, stażowałeś wyprowadzkami, zerwaniami - burząc w ten sposób zaufanie, stabilność, przewidywalność i bezpieczeństwo rodziny. Nie chcesz w ogóle przyjąć do wiadomości, że jesteś współodpowiedzialny za to, że twoja żona oddaliła się od ciebie, szukała wsparcia, zrozumienia na zewnątrz. Pochyl się nad sobą i pomódl się do boga o łaskę widzenia. Zacznij również terapię, bo inaczej kolejne lata życia będziesz powtarzał skrypt niedokochanego jacusia, który pragnie miłości bezwarunkowej, idyllicznej, takiej jakiej nie zaznał od matki. Kiedy z psycholog rozpracujesz ten skrypt, to uzmysłowisz sobie, że jesteś już dorosły i nie będzie ci go dane uzyskać już w dorosłości. Trzeba to zaakceptować i budować własne życie, dzieci jak najlepiej.

815

Odp: Dziwny związek...
lifrinat napisał/a:

Moim skromnym zdaniem, w większości zniszczyłeś to małżeństwo. Przez wiele lat, szczególnie w związku, każdy z nas się cały czas zmienia. Nie byłeś nastawiony na takie pojmowanie związku, nie chciałeś poznawać swojej żony w różnych okresach czasu - jaka jest, co woli, jak okazuje uczucia, jakie na daną chwilę ma pragnienia. Dziś swoją żonę w obrzydliwy sposób inwigilujesz, bo uznałeś w amoku, że ona cię nie kocha, nie pożąda, zdradza i okłamuje. Chcesz na siłę to wszystko udowodnić, aby wybielić się z tego, że przez kilka lat wyżywałeś się na niej przemocą psychiczną, stażowałeś wyprowadzkami, zerwaniami - burząc w ten sposób zaufanie, stabilność, przewidywalność i bezpieczeństwo rodziny. Nie chcesz w ogóle przyjąć do wiadomości, że jesteś współodpowiedzialny za to, że twoja żona oddaliła się od ciebie, szukała wsparcia, zrozumienia na zewnątrz. Pochyl się nad sobą i pomódl się do boga o łaskę widzenia. Zacznij również terapię, bo inaczej kolejne lata życia będziesz powtarzał skrypt niedokochanego jacusia, który pragnie miłości bezwarunkowej, idyllicznej, takiej jakiej nie zaznał od matki. Kiedy z psycholog rozpracujesz ten skrypt, to uzmysłowisz sobie, że jesteś już dorosły i nie będzie ci go dane uzyskać już w dorosłości. Trzeba to zaakceptować i budować własne życie, dzieci jak najlepiej.

Nie inwigilowałem...kolega do mnie zadzwonił,ze siedzi z fagasem i pije piwo uchachana...wtedy byłem w domu i grałem z dziecmi w chińczyka.

816

Odp: Dziwny związek...

A teraz co robisz z tymi bilingami, smsami, spotkaniami z ex? Zobaczysz, ona nie wytrzyma, albo odejdzie od ciebie, albo popadnie w depresję.

817 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-23 13:22:39)

Odp: Dziwny związek...
lifrinat napisał/a:

A teraz co robisz z tymi bilingami, smsami, spotkaniami z ex?

Dochodzę prawdy.......
a prawda jest mi potzrebna do tego zeby podjąć decyzje co robic dalej z naszym życiem.Jej już nie ufam w to co mówi . Chce ufac ale nie mogę.Jesli nie było by  2 rodzin w całej sprawie to całą sprawe zamknął bym w 2 minuty,bez dochodzenia co jest czarne a co białe.

Myśle tez nad tym zeby zamknać juz ten temat na forum. Bo patrząc na to co jest dzis..to tak wychodzi ze co najmniej 17 stron tego tematu to takie pogaduszki i domysły..taka fikcja...bo przyczyna lezała gdzie indziej.Oczywiscie duzo tu napisano pozytywnych rzeczy,pouczającch..no ale co z tego skoro człowiek błądził jak dzik we mgle.
Ja sie ciesze ze sprawa sie wyklarowała w pewnym stopniu...bo poswieciłem dużo z mojego zycia przez ten czas ,schudłem 10 kg...a to było pod nosem wszystko.

Teraz czytam sobie swój pierwszy post ,potem skacze do ostatniego....patrze co sie wydarzyło i mysle co musi czuć do mnie osoba która widzi to wszystko,jak sie miotam zeby znalzec przyczyne tej obojetnosci w naszym zyciu  i za plecami sie ze mnie smieje w imie ,,szukaj szukaj..zobaczymy czy znajdziesz:),,
pozdrawiam

818

Odp: Dziwny związek...
lifrinat napisał/a:

A teraz co robisz z tymi bilingami, smsami, spotkaniami z ex? Zobaczysz, ona nie wytrzyma, albo odejdzie od ciebie, albo popadnie w depresję.

Mala poprawka. Egocentryka nie obchodzi sytuacja kogos innego. W przypadku oddalenia o ktorych piszesz, autor nie widzi juz skutkow wlasnych dzialan, one sie koncza dla niego w momencie przepraszam i tyle, i koniec. To jest zupelne zaprzeczenia stanu faktycznego, ktory siedzi w drugim czlowieku, ktory objawia sie w jego postepowaniu. W tym momencie taka osoba widzi juz tylko siebie a kiedy jej wymagania staja sie chore dochodzi do tragedii, jej, jej dzieci, jej zony/meza. Istota rzeczy dla takiej osoby jest kwestia "winy", kwestia ktora nie ma zadnego znaczenia jesli odniesc do kalibru spraw pokazanych tutaj przez samego autora. To tak jakby winic dziecko za to ze sie zmoczylo ze strachu. Sa i tacy ojcowie, sa i tacy partnerzy, niestety. Zycie staje sie  smutne patrzac na takie postepowanie ludzi, dotyczy sie to zarowno "egocentryczengo pscychopatycznego przeemocjononawania" jak i "wysublimowania intelektualnego".

819

Odp: Dziwny związek...

Niestety, moim zdaniem zadziałał u ciebie mechanizm wybielania, nie możesz znieść prawdy o sobie, przyznać się do błędu, do tego co robiłeś, bo twoja narcystyczna natura nie chce przyjąć do wiadomości, że musiałbyś coś z tym zrobić, pochylić się nad tym, zmienić swoje postrzeganie, zachowanie, ogólnie pracować nad sobą. Ja nie widzę żebyś ty w ogóle starał się zmienić, nabierał pokory, wybaczał sobie błędy. Nic takiego nie ma w tym co piszesz. Teraz próbujesz ją zniszczyć (śmieszny jesteś już z tymi smsami i dałbyś spokój, widzisz, że nic pomiędzy nimi nie ma). De facto bardzo chcesz odejść i wymiksować się z tego małżeństwa, ale najpierw musisz znaleźć dla siebie w sądzie usprawiedliwienie ("zdrada żony), tak zwanego haka. Potworne zachowanie moim zdaniem.

Ponawiam pytanie: czy bierzesz odpowiedzialność za to, że jesteś współodpowiedzialny za to, że twoja żona oddaliła się od ciebie, szukała wsparcia, zrozumienia na zewnątrz?

820 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-23 13:39:48)

Odp: Dziwny związek...
lifrinat napisał/a:

Ponawiam pytanie: czy bierzesz odpowiedzialność za to, że jesteś współodpowiedzialny za to, że twoja żona oddaliła się od ciebie, szukała wsparcia, zrozumienia na zewnątrz?

Chyba nie czytałeś/aś tego tematu od początku:)
Jak ci sie nie chce to mozesz wskoczyc na post #335...on dobrze odda interakcje miedzy domysłami a faktami na dziś.
pozdrawiam

821

Odp: Dziwny związek...

Przeczytałam od początku. Z tego co zauważyłam, nie potrafisz dyskutować z osobami w tym wątku, które mają odmienny punkt widzenia niż ty. Dlaczego nie potrafisz ze mną podyskutować, ucinasz konwersację?

822

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Mruffka...czy ty sądzisz ze sms z zyczeniami urodzinowymi pokazany mi wywołał by furie,koniec zwiazku i samokokaleczenie? smile:):) To śmieszne. To chore zeby komuś robic jazde za smsy urodzinowe czy inne ..obojetnie jakie. Chore jest ukrywanie ich,kasowanie,i codzienne okłamywanie w twarz.

tak to chore ... ale mówisz to teraz, z perspektywy czasu
A jak byłoby to rok, dwa , trzy lata temu?

Teraz się zmieniasz - poprawka, ludzie się nie zmieniają, zmienia się ich podejście do życia - i patrzysz na to "ze śmiechem".
Ale zastanów się, czy aby na pewno nie zareagowałbyś bardziej impulsywnie ...

Instynkt samozachowawczy podpowiada nam wiele, dla "ogólnego dobra" robi się dużo ... a żyjąc na co dzień z kimś dość "wybuchowym" można się obawiać wszystkiego.
Żebyś nie zrozumiał mnie źle- jak to było ostatnim razem, za co się strasznie wkurzyłam, nie tłumaczę tej kobiety. Wcale. To nie jest moją intencją. Chcę jedynie zwrócić Twoją uwagę na to, że udział we wszystkim miałeś taki sam ... udział w rozpierdzieleniu związku, oddaleniu itd. Samo się nie robi... oczywiście odpowiedzialność za decyzję ponosi osoba ją podejmująca - zarówno Ty za poniżanie a ona za "szukanie wsparcia" za Twoimi plecami.

Zrobisz jak zechcesz. Twoje życie, Twoja decyzja.
Ja jedynie mogę Ci powiedzieć o tym, co robiłam , żeby zniszczyć a co teraz robię, żeby budować.

a zamykać wątek?  jak dla mnie to ucieczka przed słowami niezbyt dla Ciebie "wygodnymi"
gdyby tak każdy postępował... ja zamknęłabym go już po kilku pierwszych postach ...
ale chyba nie o to chodzi.

.

823

Odp: Dziwny związek...
lifrinat napisał/a:

Przeczytałam od początku. Z tego co zauważyłam, nie potrafisz dyskutować z osobami w tym wątku, które mają odmienny punkt widzenia niż ty. Dlaczego nie potrafisz ze mną podyskutować, ucinasz konwersację?

No bo pisząc w ten sposób najprawdopodobniej nie przeczytałaś tego tematu,najpierw przeczytaj potem pytaj jka masz wątpliwosci.
Dyskusjii nie zamierzam prowadzić,bo jestem autorem..ja tylko ciągne wątek opisując kolejne fakty(jesli są wazne dla samego meritum wątku).
Moja chęć skonczenia tematu nei polega na wycofaniu sie,bo przeciez wszystko jest opisane i przedyskutowane,tylko na tym ze nie ma co maglować,nie mam siły ani energii zeby to maglować,bo fakty okazały sie inne.Tak po prostu..szkoda klawiatury.

Jak cos nowego sie pojawi to napiszę...aczkowliek wiele juz sie nie wydarzy..zbiore co mam,podejme decyzje i finito.

824

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:

/.../

EXTRA_terrestrial
Czy "guru" z Twojej historii pokochał nową żonę, czy to jest małżeństwo z rozsądku?

Nie wiem. Ale wiem, że jeszcze na studiach startował do bardzo ważnej córki ważnego ........... i zdaje się że podali mu czarną polewkę. Zgaduję, że żona trafiła go w okresie słabości i "emocjonalnego uwrażliwienia" po tym. Co więcej sądzę, że miała potencjał aby tą córusię tatusia przebić - przynajmniej erotycznie i eksplozywnością swoich uczuć. W efekcie on naprawdę ją kochał i nie patrzył wstecz. Nowa żoneczka była stosownie młodsza ale jej nie widziałem i nie widziałem ich razem. W domu u niego jeszcze przed kryzysem spędziłem pewnie 100-200 godzin więc mam poglad, ale tylko w sprawie pierwszej żony.

825 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2015-01-23 15:13:48)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Mruffka...czy ty sądzisz ze sms z zyczeniami urodzinowymi pokazany mi wywołał by furie,koniec zwiazku i samokokaleczenie? smile:):) To śmieszne. To chore zeby komuś robic jazde za smsy urodzinowe czy inne ..obojetnie jakie. Chore jest ukrywanie ich,kasowanie,i codzienne okłamywanie w twarz.

Robert powiem Ci z własnego doświadczenia.

Jakies 16lat temu zakończył się mój ( 4 letni ) związek z ex . Bez żalu , bez pretensji . Wypaliło się i tyle.

Rozpoczęłam związek z obecnym mężem . Nie pałali do siebie sympatia.  Po 2 latach odezwał się ex. " co słychać ?  życzenia urodzinowe,  świąteczne " 3-6 sms w ciągu roku . Nic po za to . Nie było wspominana , tęsknoty , - czysty kontakt koleżeński, czyste intencje z mojej i jego strony. Ja również( popełniłam ten błąd ) ukrywałam ten kontakt przed obecnym partnerem ?? Nie chciałam go po prostu zranić, wzbudzać w nim zazdrości itp. bo nie było podstaw do tego.   Po roku  dojrzałam i przestałam to ukrywać. Z tym ze ja nie miałam obaw ze usłyszę od mojego " zaraz Ci za......bie " ( cyt. Twojej dziewczyny )  i pewnie wiele innych wulgaryzmów padło z Twojej strony a może i przy okazji jakieś gesty , przy okazji kłótni.  - co nie wzbudzało jej zaufania do Ciebie a jedynie strach. ........

Robert ja jej nie wybielam. Mam nadzieje ze jej sms były tylko "zwykłymi sms " koleżeńskimi bez ukrytego uczucia do niego.

Popracujcie razem nad tym wszystkim co się do tej pory wydarzyło ...........

826

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Jak cos nowego sie pojawi to napiszę...aczkowliek wiele juz sie nie wydarzy..zbiore co mam,podejme decyzje i finito.

Nie sądzę. U Ciebie nie ma jednej decyzji, logicznej, są tylko emocjonalne skoki, bez odpowiedzialności. Widzieliśmy ich tutaj całą masę. Wątku raczej też nie zamkniesz, bowiem lubisz wywlekać na światło dzienne intymne wasze sprawy, nie skupiasz się na sobie, wnętrzu, na naprawie relacji z żoną. Tutaj szukasz osób, które popierają Twój sposób zachowania, upewniasz się tym, że postępujesz dobrze. Kręcisz się jednym słowem w kółko własnego ogona. Od czasu założenia wątku nie widać poprawy, jest tylko gorzej.

827 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-23 14:26:00)

Odp: Dziwny związek...
lifrinat napisał/a:

Przeczytałam od początku. Z tego co zauważyłam, nie potrafisz dyskutować z osobami w tym wątku, które mają odmienny punkt widzenia niż ty. Dlaczego nie potrafisz ze mną podyskutować, ucinasz konwersację?

Bo jest emocjonalnym tchorzem? W koncu mezczyzna powinien umiec stawac przeciwko prawdzie, mierzyc sie z nia a tu mamy tylko uniki. Czy to jest postawa mezczyzny czy dziecka? W koncu zmierzenie sie ze soba samym nie jest chyba takie straszne, nikt nie pojdzie do sadu i nie powie, ze autor wyolbrzymia, klamie.

Ale prawdziwym powodem tego jest jakas taka kontrukcja psychiczna, ktora przyjmuje tylko to co sama uwaza za sluszne. Oczywiscie nieumiejetnosc dyskusji ze zdaniem przeciwnym obnaza niedostosowanie tej kontrukcji do rzeczywistosci. Bowiem teoria sprawdza sie w praktyce, kiedy potrafi stawic czola kazdemu faktowi empirycznemu.

Tych faktow, zdan, ocen okreslonego postepowania autora jest tak wiele, sa one tak mocne i jednoznaczne (sa tez i inne, glownie jednak dotycza one oceny parnerki) a jednak tym on dziwnie nie stawia czola mimo ze chetnie dyskutuje w innych przypadkach? A przeciez sa sensowne i logiczne.

Przede wszystkim autor nie moze powiedziec ze jest dobrym ojcem i mezem. Dobry ojciec i maz przede wszystkim nie poniza, nie iwigiluje, nie dreczy parnerki, matki dzieci, odwrotnie pochyla sie nad jej innoscia, wrazliwoscia. Autor widzi zgode na swoje postepowanie w nieodejsciu od niego parnerki, ze to byla jej decyzja oznaczajaca automatycznie zgode na jego zachowanie, psotepowanie.

A przeciez kryteria sa proste. Co by powiedzial innym maz, psycholog z MOPS, policjantka z wydzialu rodzinnego, jakas tam z tlumu szczesliwa zona, dziecko ze spokojnego domu? I takie osoby po czesci sie tutaj wypowiadaja. Jednak nie ma zgody autora na to spojrzenie, co by doprowadzilo do autorefleksji, nie ma, bo nie ma konsewkencji w postaci konsekwnecji za postepowanie jakie by bylo gdyby tym mezem byl przyjaciel domu, gdyby to byla prawdziwa psycholog z MOPS po zalozeniu nieb. karty, gdyby to byla policjantka wezwana na psychiczne znecanie sie, gdyby to byla wypowiedz zony na forum klasy w obecnosci wielu znajomych ludzi. To wlasnie brak konsewkencji utwierdzil autora w postepowaniu ze jego przemoc psychiczna jest czyms normalnym, normalnym bo nie odczul za to kary.

"a zamykać wątek?  jak dla mnie to ucieczka przed słowami niezbyt dla Ciebie "wygodnymi"
gdyby tak każdy postępował... ja zamknęłabym go już po kilku pierwszych postach ...
ale chyba nie o to chodzi"

Przeciez ten sam sposob wykorzystywal wobez swojej kobiety. I tak samo przyjmowal tylko swoje zdanie. Co wiec w tym dziwnego? Przeciez dalszy udzial w tym watku jest zalezny od akceptacji jego zachowania tak samo jak jego dalszy udzial w zwiazku byl zalezny od rzekomej akceptacji jego zachowania przez kobiete. To ciekawe bo wg. tego kryterium to my powinnismy pozwolic mu lub nie na bytnosc w tym watku. Tak to wyglada z punktu widzenia logiki.

828

Odp: Dziwny związek...
Mruffka napisał/a:
robert247 napisał/a:

Mruffka...czy ty sądzisz ze sms z zyczeniami urodzinowymi pokazany mi wywołał by furie,koniec zwiazku i samokokaleczenie? smile:):) To śmieszne. To chore zeby komuś robic jazde za smsy urodzinowe czy inne ..obojetnie jakie. Chore jest ukrywanie ich,kasowanie,i codzienne okłamywanie w twarz.

tak to chore ... ale mówisz to teraz, z perspektywy czasu
A jak byłoby to rok, dwa , trzy lata temu?


.

Tłumaczyłem mojej kobiecie to....NIC BY NIE BYŁO....co by miało być?  Nie było by zerwanego zaufania....nie było by kłótni,bilingów i całej tej szopki....byłby za to...jedne sms z życzeniami smile
Tak to rzeczywiście starszne przestępstwo....Teraz wyszło duzoooooo gorzej a mimo to....nie ma kłótni..są wyrzuty ale kłótni ,wyzwisk itd..jak nie było tak nie ma....Ja słowa dotrzymałem,przestałem i koniec.
Powiem wiecej zaufanie nie było by zarwane gdyby w każdym jednym momencie ona sama do mnie przyszła nawet 3 miesiace temu i sama sie do tego przyznała..to by znaczyło bowiem ze intencje miała dobre...nie wyszło to szybciej ale intencje czyste-chciec przestac okłamywać.

Zamiast tego ...zresztą ja to znalazłęm przypadkiem w starym telefonie i mnie wtedy tkneło...to wszystko dzieło przypadku....potem juz sie posypało....

Jej pierwsza reakcja na gorąco kiedy poprosiłem spokojnie o wyjasnienia?

cyt. ,, Skąd wiesz...? Nie sądziłam ze wtrącisz sie w moje prywatne życie....Ja nie chce być z tobą,,   



Po upłynięciu doby:

cyt,, Przepraszam za to wszystko,byłam głupia...ze cie oszukiwałam ,proszę daj mi szanse,,

829 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-23 14:31:02)

Odp: Dziwny związek...

Macie racje. Ciagle to samo, moja kobieta to, moja kobieta tamto. A autorefleksji brak. Zero zupelne, tak po prostu.

Natomiast co do krytykowania Mruffki. To z tego co wiem ona podjela szereg dzialan, wlaczajac w to systematyczne autorefleksje ... nad soba (mimo winy meza, co nawet nie ma porownania z sytuacja twoja) oraz spotkania z terapeuta, czyli dzialania ktore prowadza do naprawy malzenstwa. Ty nie zrobiles z tego zupelnie NIC. To o czym my wogole rozmawiamy? O gruszkach na wierzbie chyba (co autor i tak odczyta jako gruszka - jego zona, wierzba czyli on, rodzina, myle sie?).

830 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-01-23 14:42:13)

Odp: Dziwny związek...

Nikt tu też nie napisał, że sprawy są dwie.

1. Autor przyszedł tu po pomoc, uważając, że winna wszystkiemu jest jego kobieta. W trakcie przedstawiania własnej historii, okazało się, że autor jest człowiekiem nieobliczalnym, przemocowcem, prawdopodobnie z zaburzeniami pogranicznymi, z brakiem miłości z dzieciństwa, które próbuje teraz w dorosłym życiu uzyskać. To zostało w wątku wykryte, obnażone.

2. Żona autora, z opisu wynika, że jest to kobieta z tzw. kręgu "kobiet kochających za bardzo". Mąż ją tyranizuje, "trzepie po łbie", stosuje przemoc słowną, chwieje rodziną w posadach, zrywa, wyprowadza się, szaleje, inwigiluje, a ona nadal kocha i trwa. Żona autora, z tego jak jest przedstawiona, wybrała z pewnością autora na partnera, bowiem ma w sobie wdrukowany skrypt przemocowca. Na początku było ok, ale kiedy zrobiła się szara, zwykła codzienność, facet okazał się w przybliżeniu tyranem jakim był ojciec. Dziewczyna się zlękła.

Jedyne co możecie teraz zrobić, to każdy z osobna, pójść na terapię. Kiedy ona zrozumie o co tak naprawdę chodzi, dlaczego mimo wszystko są ze sobą, dlaczego go wybrała i trwa w tym uzależnieniu, zapewne jeśli dobrze rozegra terapię, odejdzie.

Autor na terapii może tylko i wyłącznie naprawić siebie, z wiarą w to, że może być dla tej drugiej osoby lepszym człowiekiem, mężem, ojcem, poskromić swój ogromny gniew i złość, którą ma w sobie.

Nie wiadomo czy po tym wszystkim będą jeszcze ze sobą. Jako nowi ludzie tak, ale czy BĘDĄ CHCIELI?

831

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:

Macie racje. Ciagle to samo, moja kobieta to, moja kobieta tamto. A autorefleksji brak. Zero zupelne, tak po prostu.

Natomiast co do krytykowania Mruffki. To z tego co wiem ona podjela szereg dzialan, wlaczajac w to systematyczne autorefleksje ... nad soba (mimo winy meza, co nawet nie ma porownania z sytuacja twoja) oraz spotkania z terapeuta, czyli dzialania ktore prowadza do naprawy malzenstwa. Ty nie zrobiles z tego zupelnie NIC. To o czym my wogole rozmawiamy? O gruszkach na wierzbie chyba (co autor i tak odczyta jako gruszka - jego zona, wierzba czyli on, rodzina, myle sie?).

Tak maniek bo zycie pisze prostsze scenariusze niz sie wydaje..i ten wątek jest tego dowodem...zmarnowany czas i nerwy nie tylko moje ale osób  tu piszących którzsy starają sie własnie pomóc znalezc przyczynę....a powodem są durne smsy ukrywane i pisane 4 lata.
Moja kobieta juz od ok. 2 miesiecy sie generalnie inaczej zachowuje..nagle przestalismy sie kłócić,przestała byc introwertyczką,,,zmusza,, do seksu,zcazeła o wszystkim rozmawiać....popatrz jaka odmiana.......bo sie pętla zaciska. Maniek to ja sie czuje oszukany i zmanipulowany...ostatnio spytałem co sie z tyms seksem zmieniło to mi wymysliła...no wiesz widocznie po 3 ciąży mi sie nie chciało,wiesz  hormony ..:)..2 lata gadaniny a ona po 4 rozwiazuje sprawę w 13 sekund z usmiechem na twarzy.
Zależnie od sytuacjii nowe zachowania.
Tylko teraz juz mam wiedze,wtedy nie dała mi szansy bym ją miał.
pozdrawiam

832

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Moja kobieta juz od ok. 2 miesiecy sie generalnie inaczej zachowuje..nagle przestalismy sie kłócić,przestała byc introwertyczką,,,zmusza,, do seksu,zcazeła o wszystkim rozmawiać....popatrz jaka odmiana.......bo sie pętla zaciska.

Reasumując : co by ona nie robiła i tak jest źle .

Nic nie robi - czujesz sie nie kochany - chcesz odejść
Robi cos - uważasz ze robi to z przymusu ,  jest manipulantka a Ty czujesz się oszukany .

833

Odp: Dziwny związek...
ryba81 napisał/a:
robert247 napisał/a:

Moja kobieta juz od ok. 2 miesiecy sie generalnie inaczej zachowuje..nagle przestalismy sie kłócić,przestała byc introwertyczką,,,zmusza,, do seksu,zcazeła o wszystkim rozmawiać....popatrz jaka odmiana.......bo sie pętla zaciska.

Reasumując : co by ona nie robiła i tak jest źle .

Nic nie robi - czujesz sie nie kochany - chcesz odejść
Robi cos - uważasz ze robi to z przymusu ,  jest manipulantka a Ty czujesz się oszukany .

Dokładnie mam takie same odczucia. Wychodzi KZB i borderline.

Autorze, widzisz swoje rozbieżności, lekką hipokryzję?

834

Odp: Dziwny związek...
lifrinat napisał/a:

Nikt tu też nie napisał, że sprawy są dwie.

1. Autor przyszedł tu po pomoc, uważając, że winna wszystkiemu jest jego kobieta. W trakcie przedstawiania własnej historii, okazało się, że autor jest człowiekiem nieobliczalnym, przemocowcem, prawdopodobnie z zaburzeniami pogranicznymi, z brakiem miłości z dzieciństwa, które próbuje teraz w dorosłym życiu uzyskać. To zostało w wątku wykryte, obnażone.

2. Żona autora, z opisu wynika, że jest to kobieta z tzw. kręgu "kobiet kochających za bardzo". Mąż ją tyranizuje, "trzepie po łbie", stosuje przemoc słowną, chwieje rodziną w posadach, zrywa, wyprowadza się, szaleje, inwigiluje, a ona nadal kocha i trwa. Żona autora, z tego jak jest przedstawiona, wybrała z pewnością autora na partnera, bowiem ma w sobie wdrukowany skrypt przemocowca. Na początku było ok, ale kiedy zrobiła się szara, zwykła codzienność, facet okazał się w przybliżeniu tyranem jakim był ojciec. Dziewczyna się zlękła.

Jedyne co możecie teraz zrobić, to każdy z osobna, pójść na terapię. Kiedy ona zrozumie o co tak naprawdę chodzi, dlaczego mimo wszystko są ze sobą, dlaczego go wybrała i trwa w tym uzależnieniu, zapewne jeśli dobrze rozegra terapię, odejdzie.

Autor na terapii może tylko i wyłącznie naprawić siebie, z wiarą w to, że może być dla tej drugiej osoby lepszym człowiekiem, mężem, ojcem, poskromić swój ogromny gniew i złość, którą ma w sobie.

Nie wiadomo czy po tym wszystkim będą jeszcze ze sobą. Jako nowi ludzie tak, ale czy BĘDĄ CHCIELI?

Obawiam sie tylko ze autor zrobi to co robi najlepiej, i zignoruje te chyba najmadrzejsza do tej pory wypowiedz w tym watku (ale nie popadaj w proznosc, jest ona po prostu nad wyraz do bolu praktycznie prawdziwa) bo tak sie odnosci do tego typu porad. Dalej bedzie tylko ona, to, ona tamto, ona, ona az do zarzygania ciagle ona.

835

Odp: Dziwny związek...
ryba81 napisał/a:
robert247 napisał/a:

Moja kobieta juz od ok. 2 miesiecy sie generalnie inaczej zachowuje..nagle przestalismy sie kłócić,przestała byc introwertyczką,,,zmusza,, do seksu,zcazeła o wszystkim rozmawiać....popatrz jaka odmiana.......bo sie pętla zaciska.

Reasumując : co by ona nie robiła i tak jest źle .

Nic nie robi - czujesz sie nie kochany - chcesz odejść
Robi cos - uważasz ze robi to z przymusu ,  jest manipulantka a Ty czujesz się oszukany .

Przykre sad
ale  logicznie rzecz ujmując - prawdziwe, a Ty logicznie podchodzisz do tematu, prawda?

Mi też się dużo puzzli nie ułożyło, a te co się ułożyły nawet w tej chwili powodują u mnie ścisk, duszności i kołatanie ... ale chęć poznania "prawdy" była silniejsza niż to co doradzali inni - i co ? GUCIO ! Trwam, jestem i będę ... ze świadomością smsów typu: "kocham cię" pisanych do kochanki w rocznicę naszego ślubu ...

było, minęło i mam nadzieję, że nie wróci
a tak się stanie - gdy każdy z nas zrozumie, że całe życie przed nami , a to tylko epizod, bolący ... ale nie kształtujący nas do końca.

ale trzeba chcieć pewne rzeczy zrozumieć - nie tylko ONA jest tak, i taka ... ale pochylić się również nad sobą ...

i dopiero wtedy decydować


.

836 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-23 15:30:14)

Odp: Dziwny związek...
Mruffka napisał/a:
ryba81 napisał/a:
robert247 napisał/a:

Moja kobieta juz od ok. 2 miesiecy sie generalnie inaczej zachowuje..nagle przestalismy sie kłócić,przestała byc introwertyczką,,,zmusza,, do seksu,zcazeła o wszystkim rozmawiać....popatrz jaka odmiana.......bo sie pętla zaciska.

Reasumując : co by ona nie robiła i tak jest źle .

Nic nie robi - czujesz sie nie kochany - chcesz odejść
Robi cos - uważasz ze robi to z przymusu ,  jest manipulantka a Ty czujesz się oszukany .

Przykre sad
ale  logicznie rzecz ujmując - prawdziwe, a Ty logicznie podchodzisz do tematu, prawda?

Mi też się dużo puzzli nie ułożyło, a te co się ułożyły nawet w tej chwili powodują u mnie ścisk, duszności i kołatanie ... ale chęć poznania "prawdy" była silniejsza niż to co doradzali inni - i co ? GUCIO ! Trwam, jestem i będę ... ze świadomością smsów typu: "kocham cię" pisanych do kochanki w rocznicę naszego ślubu ...

było, minęło i mam nadzieję, że nie wróci
a tak się stanie - gdy każdy z nas zrozumie, że całe życie przed nami , a to tylko epizod, bolący ... ale nie kształtujący nas do końca.

ale trzeba chcieć pewne rzeczy zrozumieć - nie tylko ONA jest tak, i taka ... ale pochylić się również nad sobą ...

i dopiero wtedy decydować




.

To nie tresć smsów mnie boli.....boli ze kobieta mówiaca ci codziennie kocham cie..tak naprawde okłamywała.To boli.Cieżko po takim czymś zaufac z dnia na dzień.
Ja nie brałem jej ręki i klawiszy na siłe nie wciskałem.
Jaką mam sznase byc obiektywny w związku w którym przez lata toczy sie druga historia...
pozdrawiam

837

Odp: Dziwny związek...

Chwila, najpierw opiszę moją reakcję na 22 stronę tego wątku.
HahahahahhahahahahaHAHAHAHAHAHAHAHAhahahahahah

A teraz do sedna.
Robercie, w jednym z postów napisałeś, że twoja kobieta widzi ten wątek i gdyby chciała, to by odpowiedziała. Cóż, dla mnie to jest zwykłe, tanie kłamstwo, bo przecież dla ciebie jedną z najważniejszych rzeczy w życiu jest to, jak inni Cię odbierają. Jeśli zaś rzeczywiście tak jest, to brawo, bo posiadasz niezwykły skarb. Twoja partnerka widząc to jakim jesteś człowiekiem, co o niej piszesz, jak wywlekasz wasze sprawy na wierzch, inwigilujesz jej prywatność - nie reaguje? Chyba każdy człowiek miałby odruch obronny w postaci chęci wytłumaczenia się na twoje żałosne słowa.

Z resztą, po co ja się produkuję, przecież ty ten post przelecisz wzrokiem, i tak szybko jak to przeczytasz tak szybko zapomnisz. Bez autorefleksji. Bez choćby możliwości pomyślunku na zasadzie "Cholera, może rzeczywiście chociaż raz nie mam racji?" lub "O kurde, jestem NIEIDEALNY i OMYLNY"

Nawet mi się nie chce wymieniać twoich tylko najgorszych wad, chociaż wszyscy je widzimy, oczywiście, oprócz Ciebie.

Lustro napisała, że jakim cudem dorosły człowiek, ojciec trójki dzieci, przy pierwszym kryzysie co robi? Zakłada temat na forum wywlekając  swoje prywatne sprawy, po to, by ludzie powiedzieli mu co ma robić; i i tak robi co chce. Odpisałeś, że celem było wysłuchanie opinii, ale I TAK WIESZ SWOJE. Jak to o tobie świadczy, Robercie, co tu jeszcze robisz w takim razie?

Dalej Robercie piszesz, że kiedyś jak byłeś dla niej bardzo zły, to ona Ci dawała ciągłe szanse, ale teraz, gdy ona jej potrzebuje, to ma "płakać i płacić" odbudowując to cegła po cegle, albo odejść. Mam rozumieć, że ma cierpieć, bo... bo tak?

Przyznałeś się również, że jesteś psychicznym masochistą (chyba sadystą), i chcesz usłyszeć, że cię nie kocha i że masz spadać ale nie możesz się doprosić. Nie martw się, jeszcze kilka miesięcy, i na pewno to usłyszysz.

Jak napisał Maniek, Ciebie ta kobieta po prostu kocha, tak bardzo nie możesz jej tego wybaczyć, że ulży Ci chyba dopiero jak się w końcu zabije z twojego powodu. Niedoczekanie. 
Manipulacja i blef to są twoje narzędzia? Myślałam, że to powinna być szczera rozmowa, no ale zapomniałam, że mamy do czynienia z kimś z sporymi problemami psychicznymi. I tak, Robercie, twoje hobby to "egocentryzm w czystej i już w chorej postaci."

Dalej odpowiadasz Robercie Mańkowi, że jeśli chce budować swoje życie na kłamstwie, to jego sprawa. Czy ty nie rozumiesz, że twoje życie to jedno wielkie kłamstwo, na temat twojej osoby, twoja samoocena to jedno wielkie kłamstwo. Przykre, i prawdziwe, i tak tego do siebie nie dopuścisz.

"Prawda są słowa i czyny. Twoja kobieta mówi że Cię kocha, ale Ty mówisz że Cię nie kocha. Twoja kobieta poświeciła Ci całe życie zajmując się domem, dziećmi, Tobą a Ty twierdzisz że nie poświęca Ci wystarczającej uwagi. To mówi wszystko o Tobie, pokazując cala prawdę o Tobie i to czy jesteś prawda czy jej przeciwieństwem, czyli kłamstwem. To przeciez proste i nie potrzeba do tego dysput filozoficznych."
Dziękuję Maniek za ten pokazujący prawdę post, ale też chyba zapomniałeś komu to piszesz... I po co... bo to Roberta tak obchodzi jak zeszłoroczny śnieg.

"Wiktor...no walcze..nic innego nie robie od 3 miesiecy."
HAHAHHAHAHAHAHAHAHAHAHAH. I wyżej, że też się jej poświęcasz. Ty świętoszku!

Mówisz, że powinieneś czuć, że ona kocha, ale masz serdecznie w dupie czy ona czuje się kochana. Jesteś taki męski. Tak mruffka, ona jedyne co ma robić, to głaskać tego Roberta, błagać, przepraszać, pisać wiersze o ich miłości, wtedy może, MOŻE on zechce z nią być czując się w miarę ok.

Robercie, najgorszy jest chyba post #812
Ty dostałeś szansę, zmieniłeś się i przepraszałeś. Nie miała żadnych pretensji. Ona już nie ma.
Czy sms wywołałby furię? Tak, i to OGROMNĄ. Zrobiłbyś jej dokładnie taką akcję jak teraz, przy dzieciach, niszcząc wszystkim życie. Tego jednego jestem pewna, i ona też...

Moim skromnym zdaniem, w większości zniszczyłeś to małżeństwo. Przez wiele lat, szczególnie w związku, każdy z nas się cały czas zmienia. Nie byłeś nastawiony na takie pojmowanie związku, nie chciałeś poznawać swojej żony w różnych okresach czasu - jaka jest, co woli, jak okazuje uczucia, jakie na daną chwilę ma pragnienia. Dziś swoją żonę w obrzydliwy sposób inwigilujesz, bo uznałeś w amoku, że ona cię nie kocha, nie pożąda, zdradza i okłamuje. Chcesz na siłę to wszystko udowodnić, aby wybielić się z tego, że przez kilka lat wyżywałeś się na niej przemocą psychiczną, stażowałeś wyprowadzkami, zerwaniami - burząc w ten sposób zaufanie, stabilność, przewidywalność i bezpieczeństwo rodziny. Nie chcesz w ogóle przyjąć do wiadomości, że jesteś współodpowiedzialny za to, że twoja żona oddaliła się od ciebie, szukała wsparcia, zrozumienia na zewnątrz. Pochyl się nad sobą i pomódl się do boga o łaskę widzenia. Zacznij również terapię, bo inaczej kolejne lata życia będziesz powtarzał skrypt niedokochanego jacusia, który pragnie miłości bezwarunkowej, idyllicznej, takiej jakiej nie zaznał od matki. Kiedy z psycholog rozpracujesz ten skrypt, to uzmysłowisz sobie, że jesteś już dorosły i nie będzie ci go dane uzyskać już w dorosłości. Trzeba to zaakceptować i budować własne życie, dzieci jak najlepiej.

Niestety, moim zdaniem zadziałał u ciebie mechanizm wybielania, nie możesz znieść prawdy o sobie, przyznać się do błędu, do tego co robiłeś, bo twoja narcystyczna natura nie chce przyjąć do wiadomości, że musiałbyś coś z tym zrobić, pochylić się nad tym, zmienić swoje postrzeganie, zachowanie, ogólnie pracować nad sobą. Ja nie widzę żebyś ty w ogóle starał się zmienić, nabierał pokory, wybaczał sobie błędy. Nic takiego nie ma w tym co piszesz. Teraz próbujesz ją zniszczyć (śmieszny jesteś już z tymi smsami i dałbyś spokój, widzisz, że nic pomiędzy nimi nie ma). De facto bardzo chcesz odejść i wymiksować się z tego małżeństwa, ale najpierw musisz znaleźć dla siebie w sądzie usprawiedliwienie ("zdrada żony), tak zwanego haka. Potworne zachowanie moim zdaniem.

Ponawiam pytanie: czy bierzesz odpowiedzialność za to, że jesteś współodpowiedzialny za to, że twoja żona oddaliła się od ciebie, szukała wsparcia, zrozumienia na zewnątrz?

Nie sądzę. U Ciebie nie ma jednej decyzji, logicznej, są tylko emocjonalne skoki, bez odpowiedzialności. Widzieliśmy ich tutaj całą masę. Wątku raczej też nie zamkniesz, bowiem lubisz wywlekać na światło dzienne intymne wasze sprawy, nie skupiasz się na sobie, wnętrzu, na naprawie relacji z żoną. Tutaj szukasz osób, które popierają Twój sposób zachowania, upewniasz się tym, że postępujesz dobrze. Kręcisz się jednym słowem w kółko własnego ogona. Od czasu założenia wątku nie widać poprawy, jest tylko gorzej.

Podpisuję się pod tym, lifrinat. Niezwykle trafne spostrzeżenia.
Oczywiście Robert nie wziął za to odpowiedzialności.



Macie racje. Ciagle to samo, moja kobieta to, moja kobieta tamto. A autorefleksji brak. Zero zupelne, tak po prostu.- maniek

Na koniec dodam chyba tylko tyle, że seksu nie było, bo jej nie pociągasz.
Mój ex też miał objawy twojego zachowania, trzeba było mu ostro przedstawić fakty i najechać, wtedy to skończył.

Ciekawa jestem czy dotrze do Ciebie jakakolwiek KONSTRUKTYWNA krytyka, czy znowu uciekniesz od tematu.

Tak czy siak, żal mi Cię, Robercie, a ten temat wzbudza takie kontrowersje, bo to się w głowie nie mieści że ktoś z tobą wytrzymuje.

Pozdrawiam.

838

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Jaką mam sznase byc obiektywny w związku w którym przez lata toczy sie druga historia... pozdrawiam

Ona niestety toczy się już tylko w twojej głowie. Przecież z twojej inwigilacji wynika, że ten kontakt był błahy, rzadki, w sumie o pierdołach, ona nawet go pogoniła. Powiedziała ci też prawdę dlaczego kasowała smy, co było jej motywacją. Słyszysz to, czy tylko twoje zranione ego, które broni się rekami i nogami, aby zachować swoje jestestwo. Ona do ciebie mówi, mówi ci co czuła, dlaczego to robiła, jest otwarta. Słyszysz?

Autorze, przejrzałam twój wątek jeszcze raz. Nie ma tu ani krzty twojej autorefleksji, nie widać tu żadnego postępu w rozwoju, odzielaniu emocji od rozumu. Masz okazję naprawić małżeństwo, usłyszeć w końcu co ta kobieta ci komunikuje, a tego nie robisz. Działasz jak robot, bezwiednie, masz coś wgrane w głowie i się tego trzymasz. Nie widzisz, że na każdym kroku już sobie zaprzeczasz, dyskredytujesz samego siebie.

839

Odp: Dziwny związek...
lifrinat napisał/a:
robert247 napisał/a:

Jaką mam sznase byc obiektywny w związku w którym przez lata toczy sie druga historia... pozdrawiam

Ona niestety toczy się już tylko w twojej głowie. Przecież z twojej inwigilacji wynika, że ten kontakt był błahy, rzadki, w sumie o pierdołach, ona nawet go pogoniła. Powiedziała ci też prawdę dlaczego kasowała smy, co było jej motywacją. Słyszysz to, czy tylko twoje zranione ego, które broni się rekami i nogami, aby zachować swoje jestestwo. Ona do ciebie mówi, mówi ci co czuła, dlaczego to robiła, jest otwarta. Słyszysz?

Autorze, przejrzałam twój wątek jeszcze raz. Nie ma tu ani krzty twojej autorefleksji, nie widać tu żadnego postępu w rozwoju, odzielaniu emocji od rozumu. Masz okazję naprawić małżeństwo, usłyszeć w końcu co ta kobieta ci komunikuje, a tego nie robisz. Działasz jak robot, bezwiednie, masz coś wgrane w głowie i się tego trzymasz. Nie widzisz, że na każdym kroku już sobie zaprzeczasz, dyskredytujesz samego siebie.

Jeżeli mam być szczera, wydaje mi się, że autor tego wątku może być zwykłym psychopatą, pilnie potrzebującym natychmiastowej pomocy.

840

Odp: Dziwny związek...

Niech oboje idą do cholery do specjalisty, bo tutaj się rozgrywa totalny dramat dla tych dzieci. Ta kobieta żyjąc w ciągłym strachu, niepewności, robi wszystko, żeby swojego tyrana zaspokoić. Tyran mówi ciągle mało, mało. I na to wszystko patrzą dzieci i w tym wzrastają. To jest okropny dramat, który jeśli nie zostanie przerwany skończy się tragedią lub totalnym wyniszczeniem wszystkich stron. Toksyczny taniec i związek.

841

Odp: Dziwny związek...

Chyba nie sądzicie ze się odniosę do tego..i dam sprowokować.
Jak mówiłęm wszystko jest w tym wątku,wystarczy poczytać ze zrozumieniem.
pozdrawiam

842

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Chyba nie sądzicie ze się odniosę do tego..i dam sprowokować.
Jak mówiłęm wszystko jest w tym wątku,wystarczy poczytać ze zrozumieniem.
pozdrawiam

Haha, jak zwykle Robert wszystko uciął w swoim strachu przed własnymi niedoskonałościami... big_smile
Dla niego to jest tak absurdalne, co piszemy, szkoda, że prawdziwe.

843

Odp: Dziwny związek...

Robert, wiem, że boli - wiem .
Mogłabym Ci napisać szereg przykładów z tego, co robił mój m. - nie tylko w trakcie romansu, ale także po zakończeniu.
I uwierz mi - nie było różowo.
Jak żyć z człowiekiem, którego kochasz a tak Cię zawiódł? Jak? Kłamał w żywe oczy, oszukiwał, knuł, spiskował ... no jak?
Przecież powinno być "łatwo", bo ja też zdradziłam ... ale ja od razu błagałam o wybaczenie, stałam pod drzwiami jego rodzinnego domu i płacząc prosiłam, żeby wpuścili mnie do środka ... i tak przez godzinę ... a ON - gdy się wydało krzyczał, że nie umie pokazać mi, że mnie kocha, że jeszcze chwila i to ON nie będzie chciał ze mną być ... taka mała różnica, prawda?

I powiedz mi jak teraz mam z nim żyć?
a żyję
i chcę, bo widzę jego "mocne postanowienie poprawy" wprowadzone w życie
bo nie ma wyzwisk
pojawił się szacunek, miłość i o dziwo czas na to, żeby porozmawiać

ale musiało się spier...ić żeby coś zaczęło być ok

teraz jestem mądrzejsza, słucham i rozmawiam - nie oceniam, bo każdy ma prawo do własnych uczuć i emocji - one nie podlegają ocenie ... jedynie to co z nimi zrobimy ...

będzie bolało
dłuuugo
ale jak się pogodzisz z tym, że Ona nie jest idealna, ale Ty również - będzie łatwiej smile


" Chyba nie sądzicie ze się odniosę do tego..i dam sprowokować.
Jak mówiłęm wszystko jest w tym wątku,wystarczy poczytać ze zrozumieniem "

oj, wydaje mi się, że czytamy ze zrozumieniem
ale niestety - taki obraz Ciebie wyłania się z Twoich postów.

.

844 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-23 17:11:23)

Odp: Dziwny związek...

Tak, ale Ty piszesz o sobie a autor to zinterpoluje do siebie. Twoje slowa o zdradzie meza odniesie do wymyslonej przez siebie zdrady prawie zony (formalnie konkubiny). Itd. Wszystko jest w tym watku. Wiem o co autorowi chodzi. Chodzi o te wysublimowane dyskusje o dospadowaniu sie mentalnym dwoch osob. Oczywiscie bedac w tym watku od samego poczatku, przeszedlem tez faze usilnej checi naprawy zwiazku autora. Bo tez mi jest zal jego ale przede wszystkim kobiety i dzieci. Autor najwazniejsze jednak wypowiedzi "zlewa" i nagle ktos pisze dlaczego. Otoz, bo nie chce przyjac prawdziwego obrazu swojego, swojego postepowania. Komus zadalem pytanie czy chcialby byc na miejscu dziewczyny autora. Uzyskalem odpowiedz twierdzaca. Po tym tylko rece mi opadly. Autor nazywa mowienie prawdy o nim jak o prowokacji. A przeciez nie jest to wymyslone, jest to obraz, JEDNOZNACZNY, ktory sie wylania z tresci postow samego autora. Sam niezdolny do samokrytyki opisuje wszystko. Skoro wiec prawda jest prowokacja to czym jest klamstwo? Sensem zycia? Rzeczywiscie dziewczyna musiala wejsc w schemat zycia z przemocowcem, bo by autora juz dawno odrzucila. Ale to NIE JEST JEJ WINA, tak samo jak nie jest WINA MEZA KOTECZKI to ze zwiazal sie z osoba, ktora go nie kochala. Tu zamiast slowa milosc, mamy przemoc. No ale to ona jest winna, bo przeciez ZAAKCEPTOWALA zachowania autora. Nie ona ICH NIGDY NIE ZAAKCEPTOWALA ale co miala zrobic kiedy ja wczesniej ojciec przecwiczyl bijac trzymaj za nogi, glowa w dol? Czy Ona zyczyla sobie pisania o tym na publicznym forum?!!!!!

Zeby zrozumiec zachowania autora, musze niestety ... siegnac do przeszlosci. Moje zrozumienie tej sytuacji jest takie jakie jest poniewaz...jestem dzieckiem, ktore mialo takiego ojca. Chodzi o calosc, a nie tylko przemoc. Byl on niezwykle inteligentny, obyty, dusza towarzystwa a w domu tyran nie znoszacy sprzeciwu, nie zdolny do autorefleksji nad swoim postepowaniem, mimo ze widzial u innych wiele rzeczy, ktorych kto innym wogole by nie dostrzegl. Jak wiec wylumaczyc taka sprzecznosc? Moze wlasnie tym dziecinstwem, gdzie autor podobno nie byl kochany, tak jak moj ojciec ktory w tym czasie jako dziecko byl na robotach w czasie II WS (mnie mial pozno bo po 50tce). Ale to szczegoly. Jaki byl rezlutat? Bylem dzieckiem bitym, wobec ktorego ojciec stosowal fizyczna ale tez i psychiczna przemoc. Po jego smierci dowiedzialem sie  ze w rodzinie wyrazal zdanie ze nigdy na dziecko reki by nie podniosl. Mowil prawde czy swiadomie klamal? Moze w swojej swiadomosci mial tak, ze katowanie dziecka kablem czy noga od stolka az do krwi jest metoda wychowawcza, nie jest podnoszeniem reki na dziecko? Moze tak to postrzegal? Ja tego nie rozumiem i nie zrozumiem nigdy tego dualizmu. Czy chodzilo o opinie rodziny? Czy swiadomie klamal? Czy robil to nieswiadomie? Ocena jednak tego co robil jest jednoznaczna. Stosowal przemoc ale nigdy za to nie poniosl konsekwnecji. Ja sie temu przeciwstawilem jak podroslem i wtedy on nie mogl nic z robic. Raz mnie za to pobil ale potem musial zaakceptowac fakt ze mam odrebne zdanie i sie nie poddaje. Na koniec uslyszalem ze bylem najgorszy mimo ze to ja jako jedyne z jego dzieci bylem z nim az do i w momencie jego smierci. Przykre ale ta ocena nie jest dla mnie obowiazujaca. Ocena takiego czlowieka, podobnie jak Roberta, nie ma umocowania w faktach. Dalej nie rozumiem tego postepowania w aspekcie opisu tego przez sprawce przemocy. Autor pisze ze troszczy sie o dzieci? Ale ja jako dziecko marzylem o spokojnym domu, o zyciu sam z matka (rodzenstwa juz nie bylo w domu) z dala od tej atmosfery i strachu ze mnie pobije kiedy siegne po zeszyt ze szkoly podczas ogladania wiadomosci w TV. (tutaj mamy przemoc psychiczna, dzis to nie te czasy zeby zona czy dzieci chodzilyby z siniakami, byla by reakcja w szkole). Dalej tego nie rozumiem (tego dualizmu w mowieniu tego co sie robi lub nie, a postrzeganiu tego, wobec tego co sie robi) ale i sie temu sprzeciwiam. W opisanej sytuacji jestem pewnie dzieckiem Roberta, ktorego zona nigdy go nie opuscila, a moj ojciec jak zniszczyl wiez uczuciowa z matka (wlasnie przez swoje postepowanie) poszukal sobie kochanki, bo w tamtych czasach porzucenie rodziny byloby nieakceptowalne spolecznie. Tutaj rowniez na pewnym etapie zycia powielilem jego zachowanie jako swoje zachowanie. I taka prawda wyszla. Wiem ze autorowi to nic nie da. Dalo by to mojemu ojcu, moze? gdyby ktos pokazal pawde wobec niego pod grozba np. wiezienia, konsekwencji prawnych, zmienil opinie w rodzinie? Gdyby byly konsekwnecje. Ale gdyby byly skonczylo by sie to jego odejsciem i zwaleniem wine na wszystkich tylko nie na niego. Bo by tego nie przyjął do wiadomości. Jego moim zdaniem nie dalo się zmienic choc pewne zmiany pod wplywem ciezkiej choroby dokonaly sie przed sama smiercia. Dalej byl jednak twardy, i cierpial w milczeniu. Bardzo madry, refleksyjny charakter (jego rozmowy o zyciu z moimi starszymi kuzynami sa w rodzinie wrecz legenda) a jednoczesnie stosujacy wybitnie! przemoc w domu, niekonicznie codzinnie ale jako typ postepowania przy rozwiazywaniu problemow. Jak to jest mozliwe? Skoro jest tutaj osoba, ktora przedstawia taki sam typ zachowania (w rezultacie moze? niereformowalny) oznacza ze jest to jakis powtarzajacy sie (moze nie za czesto) typ osobowosci. Jednak w rezlutacie destrukcyjnie oddzialywujacej na swoje otoczenie. Oczywiscie wiem ze np. ojciec byl nieszczesliwy z matka, nie dawala ona mu zewnetrzych oznak milosci (chociaz wspolzyla), po tym co robil, moze juz nie umiala. Nie wiem dlaczego sie otworzylem, ale sytuacja jest 100% taka ja u Roberta. A przeciez nie wciskalem mu czegos na sile pod wplywem swoich przezyc (one byly zagrzebane i nigdy, do tej pory nie skojarzylem ich z sytaucja Roberta - dla mnie to dziwne bardzo). Za to rzeczowo, przestawialem logiczne argumenty, pokazywalem, ukazywalem, pochylalem sie nad jego sytuacja poswiecajac swoj czas i uwage. Niestety ale z egozimem, egocetryzmem trudno jest wygrac. Z ostatnich postow zrozumialem co jest dla autora podstawa zycia. Moze wlasnie jest to obraz wlasnego siebie wobec siebie oraz innych. Gdy to prysnie nic juz nie pozostanie. Nie bedzie dobrego meza i ojca, nie bedzie osoby odpowiedzialnej, itd. Dlatego nie moze prysnac bo nie zostanie juz nic. Moze gdyby byl madrzejszy i widzial ze wtedy zostalaby jeszcze milosc jego kobiety do niego, ze to moglby byc nowy poczatek nowego czlowieka, calkowiete oddanie jej i milosci. Chyba w bajkach sa takie zakonczenia. Trudno bowiem realnie mierzyc sie z czyim egocentryzmem, zmienic zapatrzenie w siebie w zapatrzenie na kogos innego. Do tego potrzeba milosci, ale nie milosci wlasnej.

Dopisze tez w kwestii postrzegania mojego ojca przez rodzine w odniesieniu do aspektu poparcia "postepowania" autora i jego szczegołowego postrzegania. Otoz jak teraz odkrylem poklady pamieci to widze jak czesc osob w rodzinie, wspolczula ojcu, nieudanego malzenstwa. Czesto sie on na to zalil i nawet dzis jest obecny podziw, wspomnienia towarzyskiego wujka, madrego czlowieka, co widzialem odbieralem przy spotkaniu w czasie pogrzebu i na stypie w rodzinie ostatnio. Tacy ludzie na pewno nie wspieraliby mojej matki, uwazali ze to ona jest winna sytuacji w ich malzenstwie. Moze i czasami dalo sie to odczuc. Tak to przedstawial im ojciec. Czy moj odbior byl wiec bledny czy bledny byl odbior innych osob? Nie, kazdy odbior byl prawidlowy. Bo gdy ktos zwraca sie do Ciebie z problemami, blyska spostrzegawczoscia i refleksja (ale nie autorefleksja) to jest kims niczym "guru", tyle widzi wiec na pewno sam sie nad tym pochyla,  pochyla sie nad kims innym, i dlatego na pewno jest kims komu nalezy sie wspolczucie (bo przeciez tyle mowi o tej sytuacji, tak sie przez to stara - dziwne ale nie pamietam zeby ojciec kiedykolwiek kupil matce kwiaty). Tylko najblizsi takiej osobie, zona i dzieci jakos dziwnie moga wyrazic inne zdanie, zupelnie sprzeczne z tym obrazem na zewnatrz. I to jest wlasnie dziwne.

845 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-23 18:28:26)

Odp: Dziwny związek...
Czarna Kotka napisał/a:

Auroro,
mam wrażenie że poczułaś się zraniona, przepraszam jeśli się do tego przyczyniłam. Nie zmienia to moich wniosków, ale nie chciałam sprawiać Ci przykrości.

Czarna Kotko,

Jesteś trzecią, a może czwartą Osobą w tym wątku, która pisze mi to samo. A nawet indukuje, jaką, konkretnie reakcję ma to Wasze pisanie u mnie wywołać: "O, obraziłaś się? Poczułaś się zraniona?" To trochę tak, jakby kulawemu przypominać stale, że jest chromy. Za moment Krzysztof Kolumb powstanie ze swych katakumb w Sewilli, aby poczytać Net Kobiety i zobaczyć jak inni odkrywają Amerykę aurory borealis.

Taaaa...  powinnam zalać się łzami i wyjąc przeciągle skoczyć do przerębla, bo Forum internetowe orzekło, że mam nierozwiązany problem z dzieciństwa.
Ewentualnie, jeśli mam w ogóle kiedykolwiek jeszcze wyjść z domu, to tylko wtedy, gdy coś "przepracuję" np. powyobrażam sobie o ile tragiczniej mogłoby wyglądać moje życie gdybym miała ojca psychopatę, kompletnego degenerata, tłuka, debila, SSmana i Kim ir Sena razem wziętych. Tak, faktycznie, najpewniej bardzo by mi to pomogło. A może nawet, gdybym się tak napięła na maxa w tym wyobrażaniu ze sześć razy w tygodniu, to w ogóle mój problem by zniknął? ;-)))

Qrde! Żyję na tym świecie tyle lat, mam rzutką wyobraźnię i nigdy bym sama na to nie wpadła, że wyobrażając sobie, tyle można zyskać i taką se zrobić autoterapię, że szok! I to za darmochę! Wystarczy włączyć "Imagine" The Beatles, trochę się napiąć z tą wyobraźnią i już! Go on!

I teraz mnie fantazja poniosła, że to "wyobrażanie sobie" w ogóle może się stać metodą uniwersalną do rozwiązania każdego problemu w dziale "Rozstanie, Flirt, Zdrada, Rozwód. Już spieszę z przykładami:

Zdradzony mąż mógłby powyobrażać sobie, że jego żona na wyjeździe z okazji Targów Spożywczych, nie tylko przespała się z kierownikiem ubojni, w której pracuje, ale w ogóle z całym działem rzeźni i to z motywem zoofilii w tle.
Natychmiast ów mąż odetchnąłby z ulgą.

Żona, której chłop już tak często "nie może", a ona wprost przeciwnie, i już już rozgląda się za jakimś "samcem jakościowym", wyobrażałaby sobie, że mąż wyjechał do Afryki, a tam dopadli go "dzicy" i z jego "kusia" zrobili sobie gyros z sosem z "Tysiąca wysp"...
Co za ulga! pomyślałaby, uświadamiając sobie, że on jednak jeszcze może "coś z siebie wydusić" tak parę razy w miesiącu...

Porzucona przez jakiegoś Dyzia trzydziestolatka, wyobrażałaby sobie, że jej ukochany zostawił ją w głębokiej afazji i w ciąży trojaczej na drodze czwartej kolejności odśnieżania, gdzieś pod Małkinią i umknął kupionym przez nią bugatti, na którego zakup pracowała w korpo po godzinach od 5 lat.

I tak dalej i tak dalej... Generalnie takie opowieści z mchu i paproci - neverending story.

Może taki tu wątek otworzyć, żebyśmy sobie wzajemnie "powyobrażali"? Jedno wspierało drugie w tym wyobrażaniu, gdy ktoś osłabnie? Ja, na przykład mogę zadeklarować, że dla dobra wspólnego wygeneruję z siebie 5 wyobrażeń dziennie na zadany przez potrzebującego temat do "przepracowania"... ;-)))

Kotko! całuj zatem po piętach Twojego męża, za to, że taki z niego morowy gość. Bo wyobraź sobie, że gdyby... ;-)))


PS Kolejne Osoby żywo zainteresowanie "nieprzepracowanymi" problemami aurory borealis zapraszam na kawę/herbatę/ciastko/słone paluszki/schabowego w panierce/śledzia w śmietanie lub bez.

Posty [ 781 do 845 z 928 ]

Strony Poprzednia 1 … 11 12 13 14 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026