Chwila, najpierw opiszę moją reakcję na 22 stronę tego wątku.
HahahahahhahahahahaHAHAHAHAHAHAHAHAhahahahahah
A teraz do sedna.
Robercie, w jednym z postów napisałeś, że twoja kobieta widzi ten wątek i gdyby chciała, to by odpowiedziała. Cóż, dla mnie to jest zwykłe, tanie kłamstwo, bo przecież dla ciebie jedną z najważniejszych rzeczy w życiu jest to, jak inni Cię odbierają. Jeśli zaś rzeczywiście tak jest, to brawo, bo posiadasz niezwykły skarb. Twoja partnerka widząc to jakim jesteś człowiekiem, co o niej piszesz, jak wywlekasz wasze sprawy na wierzch, inwigilujesz jej prywatność - nie reaguje? Chyba każdy człowiek miałby odruch obronny w postaci chęci wytłumaczenia się na twoje żałosne słowa.
Z resztą, po co ja się produkuję, przecież ty ten post przelecisz wzrokiem, i tak szybko jak to przeczytasz tak szybko zapomnisz. Bez autorefleksji. Bez choćby możliwości pomyślunku na zasadzie "Cholera, może rzeczywiście chociaż raz nie mam racji?" lub "O kurde, jestem NIEIDEALNY i OMYLNY"
Nawet mi się nie chce wymieniać twoich tylko najgorszych wad, chociaż wszyscy je widzimy, oczywiście, oprócz Ciebie.
Lustro napisała, że jakim cudem dorosły człowiek, ojciec trójki dzieci, przy pierwszym kryzysie co robi? Zakłada temat na forum wywlekając swoje prywatne sprawy, po to, by ludzie powiedzieli mu co ma robić; i i tak robi co chce. Odpisałeś, że celem było wysłuchanie opinii, ale I TAK WIESZ SWOJE. Jak to o tobie świadczy, Robercie, co tu jeszcze robisz w takim razie?
Dalej Robercie piszesz, że kiedyś jak byłeś dla niej bardzo zły, to ona Ci dawała ciągłe szanse, ale teraz, gdy ona jej potrzebuje, to ma "płakać i płacić" odbudowując to cegła po cegle, albo odejść. Mam rozumieć, że ma cierpieć, bo... bo tak?
Przyznałeś się również, że jesteś psychicznym masochistą (chyba sadystą), i chcesz usłyszeć, że cię nie kocha i że masz spadać ale nie możesz się doprosić. Nie martw się, jeszcze kilka miesięcy, i na pewno to usłyszysz.
Jak napisał Maniek, Ciebie ta kobieta po prostu kocha, tak bardzo nie możesz jej tego wybaczyć, że ulży Ci chyba dopiero jak się w końcu zabije z twojego powodu. Niedoczekanie.
Manipulacja i blef to są twoje narzędzia? Myślałam, że to powinna być szczera rozmowa, no ale zapomniałam, że mamy do czynienia z kimś z sporymi problemami psychicznymi. I tak, Robercie, twoje hobby to "egocentryzm w czystej i już w chorej postaci."
Dalej odpowiadasz Robercie Mańkowi, że jeśli chce budować swoje życie na kłamstwie, to jego sprawa. Czy ty nie rozumiesz, że twoje życie to jedno wielkie kłamstwo, na temat twojej osoby, twoja samoocena to jedno wielkie kłamstwo. Przykre, i prawdziwe, i tak tego do siebie nie dopuścisz.
"Prawda są słowa i czyny. Twoja kobieta mówi że Cię kocha, ale Ty mówisz że Cię nie kocha. Twoja kobieta poświeciła Ci całe życie zajmując się domem, dziećmi, Tobą a Ty twierdzisz że nie poświęca Ci wystarczającej uwagi. To mówi wszystko o Tobie, pokazując cala prawdę o Tobie i to czy jesteś prawda czy jej przeciwieństwem, czyli kłamstwem. To przeciez proste i nie potrzeba do tego dysput filozoficznych."
Dziękuję Maniek za ten pokazujący prawdę post, ale też chyba zapomniałeś komu to piszesz... I po co... bo to Roberta tak obchodzi jak zeszłoroczny śnieg.
"Wiktor...no walcze..nic innego nie robie od 3 miesiecy."
HAHAHHAHAHAHAHAHAHAHAHAH. I wyżej, że też się jej poświęcasz. Ty świętoszku!
Mówisz, że powinieneś czuć, że ona kocha, ale masz serdecznie w dupie czy ona czuje się kochana. Jesteś taki męski. Tak mruffka, ona jedyne co ma robić, to głaskać tego Roberta, błagać, przepraszać, pisać wiersze o ich miłości, wtedy może, MOŻE on zechce z nią być czując się w miarę ok.
Robercie, najgorszy jest chyba post #812
Ty dostałeś szansę, zmieniłeś się i przepraszałeś. Nie miała żadnych pretensji. Ona już nie ma.
Czy sms wywołałby furię? Tak, i to OGROMNĄ. Zrobiłbyś jej dokładnie taką akcję jak teraz, przy dzieciach, niszcząc wszystkim życie. Tego jednego jestem pewna, i ona też...
Moim skromnym zdaniem, w większości zniszczyłeś to małżeństwo. Przez wiele lat, szczególnie w związku, każdy z nas się cały czas zmienia. Nie byłeś nastawiony na takie pojmowanie związku, nie chciałeś poznawać swojej żony w różnych okresach czasu - jaka jest, co woli, jak okazuje uczucia, jakie na daną chwilę ma pragnienia. Dziś swoją żonę w obrzydliwy sposób inwigilujesz, bo uznałeś w amoku, że ona cię nie kocha, nie pożąda, zdradza i okłamuje. Chcesz na siłę to wszystko udowodnić, aby wybielić się z tego, że przez kilka lat wyżywałeś się na niej przemocą psychiczną, stażowałeś wyprowadzkami, zerwaniami - burząc w ten sposób zaufanie, stabilność, przewidywalność i bezpieczeństwo rodziny. Nie chcesz w ogóle przyjąć do wiadomości, że jesteś współodpowiedzialny za to, że twoja żona oddaliła się od ciebie, szukała wsparcia, zrozumienia na zewnątrz. Pochyl się nad sobą i pomódl się do boga o łaskę widzenia. Zacznij również terapię, bo inaczej kolejne lata życia będziesz powtarzał skrypt niedokochanego jacusia, który pragnie miłości bezwarunkowej, idyllicznej, takiej jakiej nie zaznał od matki. Kiedy z psycholog rozpracujesz ten skrypt, to uzmysłowisz sobie, że jesteś już dorosły i nie będzie ci go dane uzyskać już w dorosłości. Trzeba to zaakceptować i budować własne życie, dzieci jak najlepiej.
Niestety, moim zdaniem zadziałał u ciebie mechanizm wybielania, nie możesz znieść prawdy o sobie, przyznać się do błędu, do tego co robiłeś, bo twoja narcystyczna natura nie chce przyjąć do wiadomości, że musiałbyś coś z tym zrobić, pochylić się nad tym, zmienić swoje postrzeganie, zachowanie, ogólnie pracować nad sobą. Ja nie widzę żebyś ty w ogóle starał się zmienić, nabierał pokory, wybaczał sobie błędy. Nic takiego nie ma w tym co piszesz. Teraz próbujesz ją zniszczyć (śmieszny jesteś już z tymi smsami i dałbyś spokój, widzisz, że nic pomiędzy nimi nie ma). De facto bardzo chcesz odejść i wymiksować się z tego małżeństwa, ale najpierw musisz znaleźć dla siebie w sądzie usprawiedliwienie ("zdrada żony), tak zwanego haka. Potworne zachowanie moim zdaniem.
Ponawiam pytanie: czy bierzesz odpowiedzialność za to, że jesteś współodpowiedzialny za to, że twoja żona oddaliła się od ciebie, szukała wsparcia, zrozumienia na zewnątrz?
Nie sądzę. U Ciebie nie ma jednej decyzji, logicznej, są tylko emocjonalne skoki, bez odpowiedzialności. Widzieliśmy ich tutaj całą masę. Wątku raczej też nie zamkniesz, bowiem lubisz wywlekać na światło dzienne intymne wasze sprawy, nie skupiasz się na sobie, wnętrzu, na naprawie relacji z żoną. Tutaj szukasz osób, które popierają Twój sposób zachowania, upewniasz się tym, że postępujesz dobrze. Kręcisz się jednym słowem w kółko własnego ogona. Od czasu założenia wątku nie widać poprawy, jest tylko gorzej.
Podpisuję się pod tym, lifrinat. Niezwykle trafne spostrzeżenia.
Oczywiście Robert nie wziął za to odpowiedzialności.
Macie racje. Ciagle to samo, moja kobieta to, moja kobieta tamto. A autorefleksji brak. Zero zupelne, tak po prostu.- maniek
Na koniec dodam chyba tylko tyle, że seksu nie było, bo jej nie pociągasz.
Mój ex też miał objawy twojego zachowania, trzeba było mu ostro przedstawić fakty i najechać, wtedy to skończył.
Ciekawa jestem czy dotrze do Ciebie jakakolwiek KONSTRUKTYWNA krytyka, czy znowu uciekniesz od tematu.
Tak czy siak, żal mi Cię, Robercie, a ten temat wzbudza takie kontrowersje, bo to się w głowie nie mieści że ktoś z tobą wytrzymuje.
Pozdrawiam.