netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Dziwny związek...

927 odpowiedzi91 624 wyświetleniazałożony przez robert247, 11.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Strony Poprzednia 1 … 10 11 12 13 14 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 716 do 780 z 928 ]

716 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-20 15:04:36)

Odp: Dziwny związek...

Ta zimna racjonalizacja to jest jakaś masakra.
Za chwilę robert sam zamieni się w emocjonalne zombie jak jego dziewczyna i może wtedy problem sam się rozwiąże, bo 2 Zombie to całkiem dobrana para.

I nie pisz robert o "posiadaniu wartości samemu dla siebie"- to było podchwytliwe pytanie wink, bo nie rozumiesz idei jej posiadania.
Poczucie własnej wartości to rodzaj 'uziemienia', które istnieje NIEZALEŻNIE od okoliczności i daje człowiekowi solidne wsparcie w razie kryzysów czy totalnej katastrofy na polu relacji czy niepowodzeń w innych dziedzinach. Daje poczucie, że jak źle by nie było - mam godność, szacunek i miłość do siebie na tyle by odpuścić relacje z ludźmi i sytuacje, które mnie duchowo, emocjonalnie i psychicznie degradują.
Ty tego w sobie nie masz.
Ta sytuacja była takim rodzajem 'testu' dla Ciebie i narazie go oblałeś.

Mylisz poczucie wartości z dużym ego - to dwie zupełnie odrębne postawy.
Ego jest uparte i nie znosi 'porażek', bo się z nimi identyfikuje - poczucie wartości uzależnia m.in. od tego jak długo uda się trwać przy "najmojszej racji", nawet jeśli okoliczności i reguły gry dawno się zdezaktualizowały.

A poczucie wartości wychodzące spoza ego jest pełne godności i elastyczności wzgl. zmian. Przy czym 'elastyczność' ta nie polega - jak u ciebie - do "chowaniu uszu po sobie" w razie gdy coś idzie nie po twojej myśli, tylko akceptacji stanu faktycznego i jednocześnie honorowym i stanowczym przedstawieniu swoich oczekiwań i potrzeb, które są dla ciebie na tyle ważne dla psychicznego komfortu z relacji, że potrafisz bez pretensji i żalu wybrać samotność niż tkwienie w czymś dużo poniżej swoich oczekiwań.

I gdybyś właśnie takiej postawy względem siebie i świata uczył dzieci- byłoby super smile


Ainah : Ok, rzucę okiem jak wrócę z pracy na spokojnie wink

717 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-20 15:33:01)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Tak napisałem,byłem wzburzony pod wpływem silnych emocjii ...

Gnasz na oślep, a my, piszący w Twym wątku gonimy za Tobą i coraz bardziej przypomina to ostry dyżur zamiast zaplanowanego konsekwentnego leczenia tej "arytmii uczuć". Stale powiają się newsy, na które błyskawicznie reagujemy wklejając nowe posty. W ten oto sposób oskarżyłam Twoją żonę o zdradę na podstawie pierwszych, niepełnych informacji o ciągnącej się latami korespondencji SMS-owej pomiędzy Twoją Żoną, a jej dawną miłością. Nie chcę już tak więcej robić. Popełniłam bardzo poważny błąd. Tak nie wolno...

Poza tym uważam, że jakkolwiek potoczą się Wasze losy, to nie jesteś w stanie rozwiązać jednocześnie wszystkich spraw: i odkrycia prawdy o bilingach i rozmowy z tym mężczyzną i ukojenia niepewności co stanie się z dziećmi ani poukładania elementarnych spraw związanych z Twoim funkcjonowaniem praca, dom, zwyczajne codzienne obowiązki... Dlatego napisałam Ci,że czeka Cię wiele kluczowych decyzji. Potrzeba, abyś umiejętnie wydatkował teraz swoją energię i robił to roztropnie.

Przygotowywałeś się kiedyś w życiu do ważnego dla Ciebie wydarzenia sportowego? Biegu, meczu, rozgrywek? Maratończyk, nawet ten startujący z ostatniej strefy wie, że czeka go dystans 42 195 m. Wie też o tym, że być może mimo sukcesu w wytwałości i z wyraźną perspektywą ukończenia biegu, między 30 a 35 kilometrem może przydarzyć mu się tzw. "ściana".

Stoisz na linii startowej tego maratonu, Robercie. Nie możesz trwonić wszystkich sił i wykonywać nieskoordynowane ruchy. Musisz  , szczególnie w tym momencie, narzucić sobie dyscyplinę myślenia i działania.
A my, którzy się tu udzielamy, dla Twego dobra, również powinniśmy się zastanowić, jak w tym biegu, być dla Ciebie dobrymi pacemakerami...

Powodzenia!

718

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:

Wiec po co mam teraz konczyc to definitywnie? Jakie masz przesłanie do mnie w tej materii?

Według mnie po pierwsze: jeśli ktoś zdradza to nie kocha, a po drugie: zdada kogoś kogo się kocha, niszczy miłość do tej osoby. Nie wierzę w te bajeczki, że można kochać i zdradzać oraz że krzywda jaką jest zdrada nie niszczy miłości osoby zdradzonej.
Czyli Robert, teraz Twój związek to związek dwóch osób, które się nie kochają i które łączą dzieci, wspomnienia,...ale to nie może być bazą dla związku.
Od tego, czy dwie osoby będą potrafiły pokachać się na nowo powinno być uzależnione budowanie związku na nowo. Tylko teraz to już będą dwie inne osoby i związek, który ewentualnie zbudują też będzie zupełnie inny.

Dzięki za to co napisałas.Twoje słowa przemawiają mi do rozsądku.Tak spróbuje sie pokierować rozsądkiem ,spróbuje troche wygasic te uczucia.
pozdrawiam

719

Odp: Dziwny związek...
aurora borealis napisał/a:
robert247 napisał/a:

Tak napisałem,byłem wzburzony pod wpływem silnych emocjii ...

Gnasz na oślep, a my, piszący w Twym wątku gonimy za Tobą i coraz bardziej przypomina to ostry dyżur zamiast zaplanowanego konsekwentnego leczenia tej "arytmii uczuć". Stale powiają się newsy, na które błyskawicznie reagujemy wklejając nowe posty. W ten oto sposób oskarżyłam Twoją żonę o zdradę na podstawie pierwszych, niepełnych informacji o ciągnącej się latami korespondencji SMS-owej pomiędzy Twoją Żoną, a jej dawną miłością. Nie chcę już tak więcej robić. Popełniłam bardzo poważny błąd. Tak nie wolno...

Poza tym uważam, że jakkolwiek potoczą się Wasze losy, to nie jesteś w stanie rozwiązać jednocześnie wszystkich spraw: i odkrycia prawdy o bilingach i rozmowy z tym mężczyzną i ukojenia niepewności co stanie się z dziećmi ani poukładania elementarnych spraw związanych z Twoim funkcjonowaniem praca, dom, zwyczajne codzienne obowiązki... Dlatego napisałam Ci,że czeka Cię wiele kluczowych decyzji. Potrzeba, abyś umiejętnie wydatkował teraz swoją energię i robił to roztropnie.

Przygotowywałeś się kiedyś w życiu do ważnego dla Ciebie wydarzenia sportowego? Biegu, meczu, rozgrywek? Maratończyk, nawet ten startujący z ostatniej strefy wie, że czeka go dystans 42 195 m. Wie też o tym, że być może mimo sukcesu w wytwałości i z wyraźną perspektywą ukończenia biegu, między 30 a 35 kilometrem może przydarzyć mu się tzw. "ściana".

Stoisz na linii startowej tego maratonu, Robercie. Nie możesz trwonić wszystkich sił i wykonywać nieskoordynowane ruchy. Musisz  , szczególnie w tym momencie, narzucić sobie dyscyplinę myślenia i działania.
A my, którzy się tu udzielamy, dla Twego dobra, również powinniśmy się zastanowić, jak w tym biegu, być dla Ciebie dobrymi pacemakerami...

Powodzenia!

Masz racje ale ja teraz na tym etapie kompletnie nie wiem co mam zrobić ze swoim związkiem.

720

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Masz racje ale ja teraz na tym etapie kompletnie nie wiem co mam zrobić ze swoim związkiem.

Więc na początek się uspokój. 10 lat tak żyłeś, miesiąc, dwa Cię nie zbawią.

721 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-20 16:22:44)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Masz racje ale ja teraz na tym etapie kompletnie nie wiem co mam zrobić ze swoim związkiem.

Tym bardziej UWAŻAJ... Nikt z piszących tutaj nawet najmądrzejsze posty nie ma prawa zadecydować za Ciebie, którą drogą masz podążać, bo nikt nie będzie ponosił odpowiedzialności za to, co wybierzesz. Ponieważ masz już dokładny ogląd, jak postrzega Twą sytuację każde z nas, zastanów się czy i na ile nie ulegasz sugestiom tu zawartym i czy masz już w sobie przestrzeń, by SAMODZIELNIE przygotować się do decyzji. Może spróbuj zadziałać etapowo - jaki jest Twój cel na dziś, a potem na jutro, itd. Twój cel ma dotyczyć wyłącznie CIEBIE. Nie tego, co miałaby ewentualnie zrobić, zmienić lub jak się zachować Twoja Żona, ale Ty sam.

Pojawił się tu wczoraj ważny wątek o istnieniu w człowieku innych sfer niż te, dostępne ciału i umysłowi. Tak sobie myślę, że może właśnie nieprzypadkowo stało się tak, iż Elle i EXTRA zaczęli snuć ten wątek... Nie ukrywam, że jest mi zupełnie obce takie rozumienie duchowości i zupełnie inaczej manifestuje się ono w moim życiu, jak to, wzmiankowane wczoraj, ale mam absolutne przekonanie, wręcz 100% pewność, że nie o nazewnictwo i rozumienie tu chodzi, ale świadomość istnienia CZEGOŚ jeszcze i współpracy z tym CZYMŚ na rzecz Twojego dobrostanu.   
Od dawna wsłuchuję się w słowa Elle, i w tym miejscu następował poważny rozjazd pomiędzy Jej doświadczeniem TYCH SPRAW, a moim, jednak teraz zaczynam się przekonywać, że o ile podążamy skrajnie odmiennymi kierunkami, o tyle ISTOTOWO nie zmienia się CEL tej wyprawy.

722

Odp: Dziwny związek...

Robert,
Ja przychylam się do tego, co już padło, żebyś spróbował nabrać dystansu do ostatnich wydarzeń. Ustał jak najwięcej faktów, przyglądnij się wszystkiemu na spokojnie a znajdziesz drogę.

Znalazłam ostatnio taki cytat:
If you don't know the way, just wait.
Relax. Dream. Go to sleep. Meditate until emptiness occurs
It is then sentient awareness tends to re-create reality
And set us on new paths, again and again
               Arnold Mindell
Tłumaczenie własne:
Jeśli nie znasz drogi, po prostu poczekaj. Zrelaksuj się. Śnij. Idź spać. Medytuj dotąd, aż pojawi się pustka. To wtedy świadomość z poziomu śnienia ma tendencję do re-kreacji rzeczywistości i nastawiania nas raz za razem na nowe ścieżki.

723

Odp: Dziwny związek...

dystansu nabieram z  kkazdą chwilą kiedy płynie do mnie czysta wiedza o tym co zaszło.

724

Odp: Dziwny związek...

mode "off topic" on
W czasie gdy Robert nabiera dystansu, ogłaszam, że powstał już wątek w dziale hmmm... "Religia - duchowe poszukiwania: "OGÓLNA TEORIA WSZYSTKIEGO by ELLE88" chętnych proszę o odwiedzenie i zadawanie pytań
mode "off topic" off

Sorki Robert dyskusję o wiedzy "tajemnej" wyprowadzam w ten sposób z Twojego wątku. Dzięki za cierpliwość :-))

725

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Mam w dupie siebie samego....ale zrobie wszystko by dzieci tu juz nie ucierpiały.Bo to są konsekwencje na lata.

Odwrotna kolejność.. Dzieci cierpią, bo któreś z rodziców cierpi, a nie dlatego, że mamusia i tatuś nie są razem jak na obrazku w książce do kl. I. To, że dzieci mają 'wryte' w głowę, że rodzice MUSZĄ być razem, pomimo fatalnej atmosfery w domu, kłótni, etc. to wymysł osób obciążonych przez wzorce współuzależnienia, czyli takich jak Ty robert.

Uogólnienie. Generalnie tutaj dużo zależy od... płci.

Dziewczynki zwykle źle znoszą kłótnie rodziców i dla nich moment rozwodu jest ulgą.
Chłopcy zazwyczaj na odwrót - starają się rodziców choćby siłą pogodzić, źle znoszą rozwód a najgorzej wszelkie gierki między rodzicami w stylu nadawanie na siebie nawzajem czy utrudnianie kontaktu.

Chyba, że jedno z rodziców jest agresywne także w stosunku do dziecka, wtedy dziecko prawie zawsze poprze rozwód, stając oczywiście po stronie drugiego rodzica. Znam z życia dwa przypadki potwierdzające tę regułę.

726

Odp: Dziwny związek...

Maćku, ja tez znam z życia ten przypadek - z perspektywy swojej, rodzeństwa jak i tego co dzieje się w małżeństwie mojej siostry, które oparte jest na podobnych zasadach jak roberta + alkoholizm.
Nie potwierdzam Twoich wniosków. Moje rodzeństwo jak i dzieci siostry są różnych płci - wszyscy chcieliśmy tego samego: świętego spokoju = rozwodu.

Jak nie ma miłości w rodzinie to jakby ktoś odłączył tlen i nie pomogą na to pyszne kanapki do szkoły, zaciśnięty uśmiech przez łzy mamy czy wycieczka do McDonalda z tatusiem, który myślami jest przy innej pani, albo alkoholu.
Takie jest 'grupowe doświadczenie' młodszego pokolenia mojej rodziny.

727 Ostatnio edytowany przez Rockfor (2015-01-20 23:50:57)

Odp: Dziwny związek...

Najpierw chcę ustosunkować się do słów Mańka (nie będę już szukał tego postu), który nazwał exia dobrym kolegą i stąd usprawiedliwiał dlaczego "bohaterka" "wypłakiwała" się mu w rękaw. Czym pokazał, że jest bardzo naiwną osobą, do tego już widzę, że po raz kolejny czyta na tym forum bez zrozumienia, gdzie Robert zaznaczył, że ona ma kolegów i koleżanek. Miałem przyjemność przeżyć PRAWDZIWĄ PRZYJAŹŃ DAMSKO-MĘSKĄ. Między nami nie było ani tajemnic, ani tematów taboo - tych damskich. tych męskich. Z tym że nasza przyjaźń wykluczała jakąkolwiek więź na poziomie satysfakcji erotycznej, po prostu byliśmy dla siebie nawzajem aseksualni. To tak w skrócie... . W przypadku "bohaterki" i jej exia jest ten czynnik ekscytacji/marzenia/pragnienia (co kto woli). Do tego jeżeli na nawet uważałaby, że jest to tylko koleżeństwo, to po sms'ie z propozycją jako prawdziwa kochająca partnerka kazałaby takiemu koledze pi******ć się, aby uchronić swoją rodzinę. Druga kwestia jest niezłą hipokrytką, skoro exia zostawiła za zdradę, a sama już mając rodzinę zdradza swojego partnera emocjonalnie (pytanie czy wyjdzie też praktyka :]). Uważam, że słusznie odpowiedział na tą sytuację ET, że ona ma w doopie rodzinę, dzieci, partnera, jej zwyczajnie grają emocje + hormony, dopiero później myśli racjonalnie.

Niestety forumowiczom umknęło to, że ona złapała siebie, nie Roberta, na dziecko. Gdyby nie ciąża wątpię  czy się odezwała do Roberta. Taki związek z przymusu - bo co jam mam teraz biedna robić?. Na początku była sielanka, jakieś motyle pewnie też, bo znalazła sobie jakby się wydawało zastępstwo. Ale wszystko wyszło przy pierwszej prawdziwej i najgorszej próbie - kłótni i rozstaniu się na dwa tygodnie. Mimo powrotu Roberta chciała spotkać z exiem, czy tylko po to aby połechtać swoje urażone kobiece ego w jej oczach prawdziwym samcem? Dlaczego on? nie było innego faceta w knajpie? Do tego Robert jeżeli masz informacje, że w knajpie było okey od tej jej koleżanki do bym jednak wątpił (nie znasz co to jest solidarność?). Z tego co Robert napisałeś i jak ja zrozumiałem, od tamtego momentu zaczęło się coraz bardziej psuć, taki kulminacyjny punkt w całej tej sytuacji, początkiem tego wątku. Zaczęła bardziej zamykać się, stroić fochy, przyjmować kamienną twarz. Robert też jej pomogłeś co raz bardziej zbliżać się z exiem w swoim wahadłowym  uczuciowym zachowaniu, tym samym bardzie wpychałeś ją w jego ramiona. Generalnie tak jak mówi przysłowie "im dalej w las tym więcej drzew" - wynik już znany. Ona wcale nie stała się zamknięta, ona zamknęła się tylko na Ciebie, bo do kogoś innego jest bardzo otwarta - pierwszym dowodem są esemesy, z czasem wyjdą kolejne.

Robert po tej akcji, gdzie opisałeś reakcję swoich dzieci na zachowanie Twojej "żony" - jej kamienna bez emocji twarz, po prostu mi stało się żal Waszych maluchów. Do tego dzieci nieraz lepiej widzą stosunki między osobami dorosłymi, sam powiedziałeś, że broniły Ciebie, czyli mają przed kim. Posłuchaj kolejnej rady ET o szczęśliwych dzieciach w rozbitych rodzinach i wypowiedzi Elle, która z wiekiem czasu wie, że lepiej byłoby jakby rodzice rozstali się, a nie katowali się na wzajem i tym samym swoich dzieci.

Co do poszukiwań twardych dowodów zdrady. Jak napisałeś już nie czujesz się winny, ale cały czas tak naprawdę nieświadomie szukasz potwierdzenia tego aby odejść. Same sms'y i bilingi w dobie współczesnej komunikacji nie koniecznie coś udowodnią. Z tego co zrozumiałem to odczytałeś tylko exia sms'y (co za problem aby ustawić aby wysyłane (jej) sms'y nie były zapisywane, czyli w ogóle fizycznie zachowane?). Do tego, na chłopski rozum przecież jest logiczne jeżeli ukrywała się to nie jest problem mieć drugi telefon na kartę, który w zaistniałej sytuacji to już dawno zakopała w lesie na dwa metry głębokości, lub dzwonić z pracy. Do tego powinieneś wiedzieć, że odzyskiwanie z czytników kart (dotyczy też telefonów) jest bardzo trudno i niemalże nie możliwe - przykład z autopsji gdy znajomy nie chcący skasował dane na flashce, całe szczęście byłem pod ręką, i odzyskałem tylko 2/3 danych, które nie zostały nadpisane, a była to sekunda. A ty chcesz bawić się w odzyskiwanie z przed kilku lat i marnować czas.

Jeżeli już to zajmij się jej komputerem i innymi czynnościami (wcale nie trudnymi), wiem że potrafisz skoro bawisz się w odzyskiwanie. Pytanie czy chcesz? Tam jeżeli już więcej znajdziesz dowodów na jej zdradę lub nie, mówię też o internecie. Swoją drogą poczytaj o programie "SpyPhone + nazwa jej telefonu" - dowiedziałem się o nim między innymi z tego forum gzie facet dowiódł zdrady swojej żony, była między innymi też "zimną rybą". Nie wiem tylko jak działa taki program w telefonie przy zmianie karty sim :] Jeżeli zdecydujesz się, to postawiłbym ten program na Twoim miejscu już teraz pewnie dowiedziałbyś się przy okazji wiele Ciekawego na swój temat, nie mówię koniecznie w rozmowie, z exiem,  :] (Boże, jak można być z inwigilowanym, coraz więcej dowiaduję się o nowych metodach big_smiletongue)

Prawie by mi uciekło. Dziwisz się, że exio nie odebrał od Ciebie telefonu? Ja nie, bo nie miał jeszcze ustalonych wspólnych odpowiedzi. Tak jak wspomniała Ryba na spotkaniu z nim i jego żoną na bank usłyszysz to samo i nie zdziw się, że prawie dosłownie co od swojej "zony" (zresztą dowód wcześniejszego porozumienia się dwójki). Ciekawe kto jego uprzedził? Jeszcze jakbyś złapał jego z zaskoczenia to może byłby jakiś zysk dla Ciebie.

Zwracaj też na jej komunikację nie werbalną: czy odwraca się w rozmowie do Ciebie plecami, czy ma skrzyżowane nogi jak rozmawiacie, czy spogląda co chwilę na drzwi nawet jak by się wydawało jest wylewna, czy patrzy w oczy lub unika wzroku itd. Jest tego dużo. I przypomnij jak to było wcześniej. Takie przykłady świadczyłyby nie tylko o braku chęci komunikacji ale i też o odtrąceniu Ciebie przez nią.


Na koniec uważam, że faktycznie powinieneś w tej chwili zdystansować się do niej emocjonalnie (ignorowanie) ale postaraj się, żeby nie odczuły tego dzieci, a dalej rób swoje. I rozważ na poważnie po wszystkim o wspomnianej wcześniej przez Ciebie separacji wg. mnie utwierdzi Ciebie w tym co chcesz tak naprawdę zrobić - tylko prawdziwa, a nie takie jak wcześniej pseudo. I w końcu (najważniejsze) zainwestuj w swoje Ego, hobby, przyjaciele, samodzielne wyjścia, udowodnij sobie, że Ciebie nic nie złamało.

Życzę dużo siły smile

728 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-21 00:24:42)

Odp: Dziwny związek...

Widzę to trochę inaczej, również w oparciu o własne doświadczenie, ale oglądane nie z perspektywy małej dziewczynki zakochanej po uszy w swoim tacie i deklarującej, że się z nim w przyszłości "ożeni", ale dorosłej aurory borealis, która coraz jaśniej spostrzega skutki rozstania rodziców na tle własnego powichrowanego życia uczuciowego...

Tata, pewnego dnia pakując swoje rzeczy oświadczył :"Kocham cię najbardziej na świecie", ale nie mogę tutaj dłużej mieszkać".
To zdanie prześladuje mnie przez całe życie...
Przerażające jest to, że niemal identyczne teksty usłyszałam od moich dwu największych Miłości : "Jesteś wspaniałą, inteligentną, piękną i wrażliwą osobą. Dałaś mi wiele szczęścia, którego nikt inny mi nie dał, ale nie możemy być razem"...

Nie chcę tu się rozpisywać, jakich spustoszeń w moim postrzeganiu siebie jako osoby dokonały te właśnie słowa i jak widzi się świat relacji między ludźmi po czymś takim oraz jak ocenia swoje szanse na zbudowanie normalnego, zdrowego związku.

Doszłam do wniosku, że skoro Tata był tym KIMŚ, tym WZOREM dodatkowo niedostępnym, bo nieobecnym w codzienności, to nie miał według mnie żadnych wad. Przestał mieszkać z nami, ale nie przestał mnie kochać, troszczyć się o mnie, zabierać w podróże, opowiadać mi świat, uczyć być dobrym i mądrym i dzielnym człowiekiem (Jestem jego jedynym dzieckiem). Jaki więc obraz mężczyzny zbudowałam w sobie? Mężczyzna, to KTOŚ wspaniały jak mój Tata. Najważniejsza i najmądrzejsza Osoba w moim życiu, ale to ktoś, kto MUSI odejść...

Więc to "fatum", przynajmniej w moim życiu kładzie się wielkim, czarnym cieniem  z zadziwiającą konsekwencją...

Po wtóre, kryzys ojcostwa, dramaty rozstań to w prostej linii wychowywanie chłopców przez samotne matki, które choćby nie wiem jak się starały nie "wdrukują" synom wzorca męskości. Skutek? Dopiszcie sobie sami.

To, co piszę nie jest bynajmniej presją wywieraną na Robercie, czy misją na rzecz Rodzin Nazaretańskich... To jest "tylko" jedno ludzkie życie, życie aurory... Ale może właśnie dlatego, że jest moje, proszę nie pitolcie, do cholery tak o "dobru" dzieci, które są szczęśliwsze, bo ich rodzice już się rozstali i kochają je tak samo jak wcześniej, tylko każde z osobna, bo z mojego punktu widzenia to wierutne kłamstwo.

729

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Maćku, ja tez znam z życia ten przypadek - z perspektywy swojej, rodzeństwa jak i tego co dzieje się w małżeństwie mojej siostry, które oparte jest na podobnych zasadach jak roberta + alkoholizm.
Nie potwierdzam Twoich wniosków. Moje rodzeństwo jak i dzieci siostry są różnych płci - wszyscy chcieliśmy tego samego: świętego spokoju = rozwodu.

Ja o niebie, Ty o chlebie. W rodzinie roberta nie ma patologii, alkoholizmu, przemocy. Oni nie potrzebują "świętego spokoju" bo u nich nie latają pięści, meble i talerze.
Moja uwaga dotyczyła rozwodów w których nie przewijały się takie rzeczy bo takich dotyczyły badania.

Co do dzieci alkoholików to większość mi znanych czuje do rodzica-pijaka dość specyficzną mieszankę miłości i nienawiści w różnych dawkach, poza jedną osobą która swojego ojca - ćpuna i pijaka - zatłukłaby gołymi rękami gdyby to było dozwolone.

730 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-21 00:59:40)

Odp: Dziwny związek...

To jest "tylko" jedno ludzkie życie, życie Aurory... Ale może właśnie dlatego, że jest moje, proszę nie pitolcie, do cholery tak o "dobru" dzieci, które są szczęśliwsze, bo ich rodzice już się rozstali i kochają je tak samo jak wcześniej, tylko każde z osobna.

Kochana, doskonale rozumiem co chcesz powiedzieć, tak samo jak to, że nie ma 2 takich samych historii.
Ja też nigdzie nie napisałam, że rozstanie rodziców spływa po dzieciach jak po kaczce.

Ale jest to wg mnie jedyne- z nieco szerszej perspektywy niż doraźne oszczędzenie im bólu, a 'przy okazji' prawdy o świecie i relacjach- 'spójne emocjonalnie' rozwiązanie, jeśli nie chcemy dzieci 'programować' na chore wzorce miłości, o których wspominał ET.

Wiem doskonale czym jest wieczna tęsknota za Ojcem i Matką, to dobrze, że Twój Auroro się Tobą po wszystkim z takim zaangażowaniem zajmował i chwała mu za to.


Ale tak skrajne podejścia są wynikiem niezrozumienia jednej zasadniczej zależności i nie ma ona paradoksalnie nic wspólnego z rozwodem rodziców, choć niezaprzeczalnie sam fakt zmiany w konfiguracji rodzinnej (wyprowadza, brak codziennego kontaktu, etc.) jest rodzajem szoku.


Chodzi o to, że "wyrwa" w ciele emocjonalnym dziecka, którą przypisuje się rozstaniu rodziców ma tak naprawdę swoje pierwotne źródło w zupełnie innym miejscu niż fizyczne oddzielenie od Rodziców lub jednego z nich.

Tą pierwotną przyczyną odczuwania potwornego bólu i tęsknoty przez dziecko jest wrażenie oddzielenia od Źródła miłości, które do tej pory utożsamiane było wyłącznie z wizją dwojga rodziców, w związku z czym przy tak silnej identyfikacji i przywiązaniu do tego wzorca, rozpad relacji rodziców staje się dla dziecka równoznacznym z "odcięciem go od tlenu" (miłości rodzicielskiej).
Zwróćcie uwagę, że dokładnie te same odczucia towarzysza nam potem z okazji ważniejszych rozstań w życiu, w tym z partnerem itp. wink

Kres temu cierpieniu można zadać na dwa sposoby:

1. Podnosząc świadomość, tj. uświadamiając sobie co jest prawdziwym powodem cierpienia i że nie jest to stricte rozwód (iluzja w wyniku paniki i przeżywania skrajnych emocji).
-- "mankament" tej metody: rzadko kiedy jesteśmy w stanie spotkać dziecko na takim poziomie zrozumienia wink

zatem:

2. Przygotowując dziecko do rozstania 'zawczasu', ale nie robiąc mu wykłady i tyrady n/t tego jak to Tatuś z Mamusią będą je kochali tak samo po tym jak już nie będą razem mieszkać, tylko ucząc poprzez przyjęcie autentycznie opanowanej i spójnej POSTAWY względem problemu, który jest aktualnie 'na tapecie' (wzgl. rozstania). Spójna i opanowana, czyli Podjęliśmy taką a taką decyzje, spowodowaną tym a tym i dalej robić swoje.
Przy czym znowu - nie chodzi o zakłamany obraz przeszczęśliwego Tatusia czy Mamy, którzy świętują, że im się nie udało wink tylko pokazywanie dziecku, że ból, łzy, cięższe chwile są OK i należy je bez wstydu uzewnętrzniać przy bliskich, natomiast są to emocje przejściowe , z którymi nie następuje identyfikacja.
Dzisiaj płaczę, przeżywam trudny okres, ale cały czas Jestem. Dziecko uczy najważniejszej rzeczy o Miłości i wsparciu (i uczy się tego paradoskalnie w najbardziej niesprzyjającym ku temu okresie -podczas takiego 'huraganu' jakim jest rozwód) - uczy, że ..SIĘ JEST big_smile    Niezależnie od okoliczności, emocji, zmian w konfiguracji między najbliższymi osobami , ale to jedno jest niezmienne: "Kocham = jestem".
I to 'jestem' przestaje mieć bardzo wąskie znaczenie pt. - bycia z kimś 24/24 365 w roku, czy po rozwodzie - na tzw. "widzenia", to jest takie Jestem, które wysyła podprogowo taki komunikat do dziecka--> Akceptuję w sobie  wszystkie emocje i nie wymagam od siebie bycia "ponad swoje emocje" (choć oczywiście i żałoba ma swój czas wink) i jestem z tym wszystkim w porządku. Dzisiaj cierpię, ale jutro pójdziemy na rower, a potem popłaczemy się ze śmiechu w kinie na jakimś filmie. Potem pewnie znów przyjdzie gorszy moment, ale za jakiś czas... itd. itd.
Dziecko uczy się 'stałości' i że zmiany dotyczą jedynie konfiguracji w relacji rodziców i nie odbiera tego jako osobista apokalipsę i odłączenie od respiratora z napisem Miłość Mamy i Taty, bo ona broni się autentyzmem i tym, że cały czas JEST w postawie ojca, nie w 'pozie'.

Auroro, nie zrozum mnie źle, ale jeśli wiesz co chciałam tym małym wywodem wink powyżej przekazać, to Twoje cierpienia i tęsknota za Tatą tak naprawdę była tęsknota za pełną rodziną, tym znanym dobrze modelem Rodziców razem, bo tak identyfikowałaś Miłość i poczucie bezpieczeństwa - uwarunkowane konkretnie takim obrazkiem. Wszyscy to na pewnym etapie jako dzieci robimy, to jest naturalne. Chodzi o to, żeby podnosić świadomość by móc dokonać w swoim postrzeganiu rozróżnienia tych kwestii i uwolnić tą "kotwicę" w głowie - uzależnienia od poczucia bycia kochanym od określonych okoliczności.


wink

731 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-21 01:40:50)

Odp: Dziwny związek...

EDIT: bo o 00:00 nie mogę inaczej hmm 

Miało być:

# 1. Podnosząc świadomość, tj. uświadamiając sobie co jest prawdziwym powodem cierpienia i że nie jest to stricte rozwód = wyjście z iluzji.

# uwolnić tą "kotwicę" w głowie - uzależniAnia poczucia bycia kochanym przez Rodziców od zaistnienia określonych okoliczności.

732 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-21 23:26:56)

Odp: Dziwny związek...

...

733

Odp: Dziwny związek...

Elle, tak jak szanuję Twoją robotę w dziedzinie brania za pysk mięczaków pokroju Cichego, tak tutaj sprawa jest znacznie poważniejsza. Tu się rozchodzi o być może całe życie dzieci Roberta. Tu tego typu opinie mógłby wygłosić wyłącznie psychiatra/psycholog. Sama przyznałaś, że wiedzy psychologicznej nie posiadasz zatem odpuść, zanim naprawdę zrobisz komuś krzywdę tego typu "poradami" opartymi o jakieś pseudoreligijne brednie.

734

Odp: Dziwny związek...

Pomijając już zupełnie fakt, że zachowanie żony Roberta wynika głównie z tego, że ona uważa go za bezpieczną przystań która będzie zawsze i wszędzie więc gdy on zdecyduje się odejść, może być nieobliczalna, łącznie z próbami antagonizowania jego relacji z dziećmi w celu zatrzymania go. Obstawiam, że w zasadzie na bank w jakiś sposób spróbuje ich użyć.

IMHO temat zbyt poważny żeby sobie robić z niego jakieś pierdu pierdu na forach, ja bym na Twoim miejscu Robert się przeszedł do dobrego psychologa, który przynajmniej przygotuje Cię na różne scenariusze.

735

Odp: Dziwny związek...

ROBERT,przepraszam,ze  sie wcinam,ale to,co napisala AURORA :

Nie znamy żadnej innej mieszanki gazów, która byłaby zastępnikiem powietrza, nie znamy cieczy, którą moglibyśmy zastąpić wodę. Natura nie ma innego pomysłu na normalne wychowanie dziecka, jak związek kobiety i mężczyzny. Związek a nie rozwiązek...

BRAVO I BRAVO raz jeszcze za normalnosc,ktora,obawiam sie jest coraz bardziej spostrzegana,jako wariactwo...

736 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-21 02:33:02)

Odp: Dziwny związek...

Ok. Miałam jutro sprostowanie napisać, ale idę za ciosem wink

To, co piszesz o " spójnej postawie rodziców" jest dla mnie samo w sobie czymś sztucznym, zważywszy na to, że zwykle ludzie po rozwodzie są potrzaskami na tysiąc kryształowych kawałków i sami muszą wylizać własne rany,

Przez 'spójna postawę' miałam na myśli bycie AUTENTYCZNYM, nie podgrywanie emocji "pod dziecko" by lepiej się poczuło widząc sztuczny uśmiech na twarzy cierpiącego Rodzica. Czyli napisałam coś dokładnie odwrotnego do tego o co mnie posądziłaś wink

zwykle ludzie po rozwodzie są potrzaskami na tysiąc kryształowych kawałków i sami muszą wylizać własne rany, często w ogóle nie chcą się ze sobą spotykać

I właśnie dlatego optowałam za uzewnętrznianiem przed dzieckiem prawdziwych emocji, nawet tych najtrudniejszych: ból, łzy, złość itd.
Wiesz po co? Właśnie dlatego, że dzieci uczą się nie przez słowa tylko z zachowania i postawy Rodziców. więc jeśli Rodzic pokazuje, że ciężkie emocje nie są czymś, czego należy się wstydzić i jest z tym OK, to dziecko też się tego uczy. Bez słów.
Uczy się jeszcze jednej arcyistotnej w kwestii radzenia sobie z emocjami rzeczy, mianowicie: emocje nas nie zabijają , ani nie robią nam krzywdy dopóki.. nie identyfikujemy się z nimi.
A wiesz kiedy się z nimi tak naprawdę identyfikujemy? Kiedy zaczynamy je chować i wypierać. Właśnie m.in. poprzez trwanie w beznadziejnych pozbawionych prawdziwych uczuć związkach dorabiając do tego tysiące ideologii w tym, że jest to "dla dobra dzieci".

Nauka wypierania prawdziwych emocji i reagowania adekwatnie do nich jest dla dobra dzieci - czujesz ironię? wink

Relacja dziecka z rodzicami, to pierwszy, naturalny "nukleon społeczności" niosący w sobie informację o tym jaki jest świat ludzi, według jakich praw działa... Jest taką mikrocywilizacją daną dziecku do poznania i pokochania. Tego się nie da rozdzielić, wyabstrahować z tego mamy lub taty.

Napisałam dokładnie to samo, może innymi słowy smile
ALE: Napisałam również o czymś ważniejszym, co zdaje się umknęło Twojej uwadze..

Napisałam o przewrotności jaka tkwi w zbytniej identyfikacji dziecka z Miłością mająca bardzo określony 'schemat': Mama + Tata RAZEM. Taka identyfikacja prowadzi przy rozstaniach do tragedii i "rozpadania się na kawałki", a tak naprawdę rozpada się tylko iluzja n/t Miłości. Miłość - w tym przyp. rodzicielska nie podlega takim schematom.
Dziecko, które ma w swojej głowie pewną 'przestrzeń' na odklejenie się od powyższego obrazka (i tak-  w nim  jest idylla i utopia wink) nie podlega tak skrajnym i rozdzierającym emocjom podczas rozwodu rodziców, bo nie łączy siły i poczucia bycia kochanym tylko i wyłącznie z tym czy jego rodzice są razem czy nie.
Czy teraz jest jaśniej?


W moim światopoglądzie Źródło Miłości, o którym piszesz, ma na imię Bóg.

Ok. Tego nie mam zamiaru podważać wink

Obraz tego Boga, kształtuje się poprzez Ojca, bo dla dziecka to tata jest "bogiem" przez kilka/kilkanaście pierwszych, jakże ważnych lat życia.

Zgadza się, lecz niestety jest to znowu iluzja, która ma to do siebie, że musi upaść - kwestia czasu.
Pytanie czy dostrzeżemy w rozpadzie iluzji potencjał by podnieść świadomość /konfrontując iluzje z tym co JEST gdy ja odrzucimy/ czy pogrążymy się w użalaniu się nad jej końcem wink

Dopiero wówczas, gdy uświadomiłam sobie, że zerwanie naturalnej, "domowej" relacji z tatą w momencie intensywnego rozwoju, w czasie kształtowania się zrębów mojej własnej tożsamości miało poważne konsekwencje w przyjęciu dogmatu o nieskończonej Miłości Boga, a tym samym do wiary, że jest On prawdziwie kochającym Ojcem, "spaskudziło" też po części mój rozwój duchowy

ale to zwykle tak jest. Tak samo reagują np. gorliwie wierzący panowie porzuceni przez pierwsza dziewczynę - stają się agnostykami wink I nie, nie śmieję się z agnostyków, tylko z podłoża na jakim ta nowa tożsamość powstała, na zasadzie buntu i niezrozumienia sensu zmian.

Elle, wolimy uciekać od pewnych prawd, jak choćby ta o dramacie rozpadającej się rodziny, o skutkach rozwodu, o tym, że to zło idzie za nami w świat, że się ciągnie przez życie, że dalej "infekuje"..

O tym tez dość szeroko napisałam przy okazji powstawania obciążeń i wzorców.
Ale nigdzie nie napisałam, że zawsze da się od nich uchronić, ba - prawie nigdy.
Ale i to nie dzieje się bez powodu, z tymże tego juz nie pociągnę w tym wątku. Jest drugi - bardziej adekwatny  wink

Nie znamy żadnej innej mieszanki gazów, która byłaby zastępnikiem powietrza, nie znamy cieczy, którą moglibyśmy zastąpić wodę. Natura nie ma innego pomysłu na normalne wychowanie dziecka, jak związek kobiety i mężczyzny. Związek a nie rozwiązek...

Przepraszam, ale nie zrozumiałaś co miałam na myśli pisząc o mylnym przypisywaniu Źródła konkretnemu archetypowi, który w tym przypadku uosabiają Rodzice. Owszem, przyjmuje się, że są oni pierwszym 'wzorcem' Miłości w oczach dziecka i na podstawie tego jak relacje między nimi wyglądały odbija się czego szukamy w partnerach.
Ale dzieje się tak tylko do momentu, kiedy archetyp i schemat zostanie 'prześwietlony' i skonfrontowany z tym, co 'jest' i zastąpiony przez coś bardziej adekwatnego - nowy 'wzorzec', który pozwala rozwijać się  i wzrastać, zamiast pielęgnować traumę.

Ps. Nie mam zamiaru Cię na siłę do niczego przekonywać. Piszę to co zrozumiałam i wiem. Jeśli z czasem coś zacznie i z Tobą rezonować to ok, a jeśli nie - to pozostaniemy obie przy swoich zdaniach wink

737

Odp: Dziwny związek...
MaciekM napisał/a:

/.../
IMHO temat zbyt poważny żeby sobie robić z niego jakieś pierdu pierdu na forach, ja bym na Twoim miejscu Robert się przeszedł do dobrego psychologa, który przynajmniej przygotuje Cię na różne scenariusze.

To akurat przyda mu się, niezależnie od wszystkiego. Co do dalszych losów tego związku, to jest dylemat życia wbrew sobie ale z dziećmi, lub życia zgodnie z sobą ale bez "rodzinnych" klimatów.

Albo rybka albo akwarium....

738

Odp: Dziwny związek...

I tak jak u Sokratesa - "cokolwiek wybierze, będzie żałował"

739 Ostatnio edytowany przez lustro (2015-01-21 03:10:20)

Odp: Dziwny związek...

ET,
madrze piszesz,dziwi mnie troche Twoje :" albo rybki,albo akwarium"
Taki bardzo wyswiechtany frazes,z realiami,nie majacy nic wspolnego.
Jak mozna chodowac jakiekolwiek rybki bez akwarium?
Trzymamy je w wannie? W sloiku?.
Rybek,poza akwarium,zwyczajnie,chodowac nie mozna.
Zspanawiam sie,skad w nas takie przywiazanie do stereotypow?
Frazes,ktorego tak czesto uzywamy,zupelnie nielogiczny,aczkolwiek tak czesto stosowany...

740

Odp: Dziwny związek...
MaciekM napisał/a:

I tak jak u Sokratesa - "cokolwiek wybierze, będzie żałował"

Cóż, dylematy nie pojawiają się przy wyborze pomiędzy czymś dobrym a czymś złym. Dylematy pojawiają się gdy subiektywnie poziom zysków/strat jest podobny. Jeśli wybór dotyczy rzeczy PODSTAWOWYCH, ostatecznych i nieodwracalnych ze względu na egzystencję osoby wybierającej, po dokonaniu wyboru przez lata można przywiązać się do alternatywy, bo doświadczamy "złych" skutków wyboru "A" bezpośrednio, zaś złe skutki wyboru "B" możemy sobie tylko wyobrazić, lecz ich nie doświadczamy.

Ale - tak rozumując zapomina się, o tym, że z każdym z wyborów wiąże się jakiś potencjał. Należy więc ocenić co dla mnie jest najważniejsze, i co daje szansę na ochronę i rozwój tego co najważniejsze. Co jest najbardzie podstawowe, co jest podstawą egzystencji człowieka. Decydować tak aby chronić to właśnie. I dać szansę rozwoju. A co to takiego? Diabli wiedzą....

741

Odp: Dziwny związek...

robert jest zalezny
jak odejdzie bedzie miał pustke
tego sie boi

jak masz pustke to myslisz do powrotu do "byle gówna" nawet

742 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-21 23:28:09)

Odp: Dziwny związek...

...

743

Odp: Dziwny związek...

Witaj Lustro!

Tęskniłam za Tobą...

744

Odp: Dziwny związek...

Elle Najmilsza! Jeśli sądzisz, że miłość matki i ojca do dziecka jest iluzją to... ja wymiękam!!!

Bóg mi świadkiem, że chciałam kontynuować , ale po tym co przeczytałam w cytacie..wymiękłam smile
I tak jak bardzo Cię lubię i uwielbiam sposób w jaki posługujesz się słowem pisanym, tak -przykro mi to powiedzieć po raz drugi dziś- kompletnie nie zrozumiałaś przekazu. hmm

Nie wiem, czy to emocje, czy późna pora, w każdym razie widzę, że rozmawiamy o kompletnie innych rzeczach, a wnioski, które wyciągasz na podstawie tego co piszę mnie sama przerażają wink

Nic to.. Jeśli ET również z mojej pisaniny nic nie zrozumie, wtedy zacznę rozważać czy aby to ja nie mam problemu ze zrozumiałym przekazem myśli na "papier".

dobranoc wszystkim

745

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Ale - tak rozumując zapomina się, o tym, że z każdym z wyborów wiąże się jakiś potencjał. Należy więc ocenić co dla mnie jest najważniejsze, i co daje szansę na ochronę i rozwój tego co najważniejsze. Co jest najbardzie podstawowe, co jest podstawą egzystencji człowieka. Decydować tak aby chronić to właśnie. I dać szansę rozwoju. A co to takiego? Diabli wiedzą....

Najprostsza metoda przy podjęciu bd. trudnych decyzji. Podzielić kartkę papieru na pół i przy każdej ewentualnej decyzji wypisać w punktach co my zyskamy czy stracimy. Oczywiście taka kartka papieru za nas nie zrobi wyboru, gdzie jakby na logikę wydawałoby się, że najbardziej słuszną decyzją jest ta, gdzie uzbierało się najwięcej plusów, ale ułatwi nam racjonalniej spojrzeć na sprawę.

746 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-21 10:07:43)

Odp: Dziwny związek...

Niestety ale w tej duskusji pojawilo sie wiele pychy i zadufania w sobie, nie mowiac juz o zlamaniu tzw. netykiety i odejsciu od tematu co tylko logicznie potwierdza ze wlasnie ze skutkami pychy mamy tutaj do czynienia, przez rowniez tzw. tow. wzajemnej adoracji. Oczywiscie istnieje wiele warstw na ktorych zyjemy niejako "jednoczesnie", dotycza one rowniez aspektu zlozonej duchowosci czlowieka (sa rozne opisy tego nie tylko takie jakie prezentowane tutaj) ale najbardziej "porazilo" mnie podejscie do zycia jakie kiedys prezentowala Ewa Seydlitz, opisujaca zycie jako gre dusz. Nieco inaczej wyglada to we wspomnieniach samych dusz, gdzie jednak sa "konsekwencje" jednakze. Kazde spojrzenie poza rzeczywistosc, ktora jest dla nas prawie calkowicie zaslonieta (ten fakt potwierdza niemal kazdy, rodzac sie na ziemi czasowo tracimy pamiec tgo co bylo wczesniej i naszej prawdziwej swiadomosci, co podobno jest tutaj wyjatkowe) dzieki czemu mozemy doswiadczac szybciej, intensywniej, bardziej emocjonalnie przezywac. Ale ten wglad w calosc rzeczywistosci w takim przypadku, bedzie niezwykle wrecz .... WYBIORCZY. To jak spojrzenie przez dziurke od klucza, widzi sie fragment rzeczywistosci, obrazowo 1, 2 czy 5%, ktos inny widzi inaczej albo co innego a ciagle jest to spojrzenie na to samo. "Zwykla wiedza" o czyms, ktora latwo mozna odnalezc jesli sie interesuje tematem. Pycha, o ktrej pisze, oparta na szczatkowej wiedzy jest jednak motorem do dzialania na rzecz zla. Dlaczego? Otoz wymaga to zdef. tego co nazywam zle a co w watku autora jest moim zdaniem wystepowaniem przeciwko jego wybranemu wczesniej doswiadczeniu, gdzie dusza uczyc sie uczuc, emocji, zycia w rodzinie, oddania, panowania nad swoimi roznymi cechami (nie jest wiec ratowaniem kazdego zwiazku za wszelka cene). Dlaczego wiec ktos idzie w takim kierunku zeby niszczyc ten podstawowy aspekt danego doswiadczenia duszy? Nie bede wychodzil personalnie ale powiem ze tutaj tzw. intligencja jest tylko cecha, ktora latwo sprowadzic na manowce, zwlaszcza jesli nie ma sie pojecia o najwazniejszym celu zycia (w zaden sposob nie jest to niewinna zabawa rozentuzjazmowanych dusz - wystarczy poczytac wspomnienia ludzi, gdzie sa informacje o "resetowaniu" niepoprawnych dusz czy miejscach odosobnienia, naprawiania energii, itd.). To co tutaj zwodzi piszacych to energia, ktora otrzymuje sie od tlumu. Jest to jednak niski poziom "niefizycznej" energii, kolejny po "seksualny", nic czym mozna by sie szczycic. Co wiecej, w tradycji chrzescijanskiej (to mi jest latwo opisac bo poruszamy sie w takim kregu kulturowym) a w innych w inny sposob, jest przedstawione ze istoty nadwyraz inteligentne, wszystko wiedzace i nie majace "amnezji ziemskiej" same wybieraly zla droga. A wiec dochodzimy to wniosku ze wiedza "o polaczeniach" nie jest dobra, nie jest zla, ale jest narzedziem, ktore mozna w konkretny sposob, swiadomie wykorzystywac.

Autor watku ma do przepracowania wiele aspektow swojego zycia, lacznie z panowaniem nad soba, oraz zrozumieniem drugiego czlowieka. Cel tego (w aspekcie wiedzy "o zwiazkach" oraz "celu zycia") jest jasny. Co ciekawe autor juz nawet sam zaczal sie przeciwstawiac wiekszosci zdan tutaj, ktore za cel przyjely tutaj, zniszczenie realizacji tego celu. Powody tego sa rozne, pycha wlasnie, wlasne doswiadczenia, itp. Jednakze zarowno na tamtym jak i na tym swiecie ludzie, czy dusze roznia sie od siebie. Zycie w spoleczenstwie uczy zrozumienia i poszanowania innosci w wielosci oraz odrebnosci, wyrazem tego, przedluzeniem tego jest mala czesc nazwana rodzina.

Jedyne co mozna tutaj naprawde zarzucac kobiecie autora to ze jest to wszystko dla niej zastepstwem. Ale czy aby na pewno. Czestotliwosc i tresc smsow o tym nie swiadcza, mozliwosci (nawet wielosc) mozliwosci powstania, zmiany uczuc i emocji pod wlywem zachowan autora, potrafia wiele wytlumaczyc. Poswiecila ona wiele lat dla autora, budujac z nim rodzine, i na pewno zmieniajac swoje uczucia, podjemujac deklaracje w stalosci budowania zycia wlasnie z autorem. Autor to widzi ale nie umie sie wczuc w emocje, uczucia drugiej strony. One czesto byly dla niego dowodem jesli wychodzily z powierzchownosci. I jest czesto bolaczka roznic w tzw. grupach dusz (niemal nikt sie ze soba wiaze jesli jest obca dusza) gdzie pojawily sie duze roznice w rozumieniu okazywania uczuc na tym swiecie mimo rozwiniecia juz sporej madrosci i zrozumienia. Dusza uczaca zostala wrecz zduszona (przez przemoc w dzienistwie) po to zeby zatracic resztki swojej pamieci oraz intuicji, zeby doswiadczalnie uczyc druga, i pewnym sensie (w innych aspektach) vice versa.

747 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-21 11:43:08)

Odp: Dziwny związek...

Jestem po ,,rozmowie,, z eks.
No cóż tak jak mówiłem postawiłem go pod murem(jesli chodzi o info dla jego żony,oraz ze znam tresci smsów(blef))...no i wyśpiewał,wszystko.
Jeszcze czekam na te kilka smsów i będę miał jasność.
pozdrawiam

748

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Jestem po ,,rozmowie,, z eks.
No cóż tak jak mówiłem postawiłem go pod murem(jesli chodzi o info dla jego żony,oraz ze znam tresci smsów(blef))...no i wyśpiewał,wszystko.
Jeszcze czekam na te kilka smsów i będę miał jasność.
pozdrawiam

Co wyśpiewał?

749

Odp: Dziwny związek...

ROCKFOR,Odblokuj swój email jesli możesz.

750 Ostatnio edytowany przez Rockfor (2015-01-21 15:10:54)

Odp: Dziwny związek...

.

751

Odp: Dziwny związek...

Wysłałem ci wiadomość.

752 Ostatnio edytowany przez Rockfor (2015-01-21 15:10:42)

Odp: Dziwny związek...

.

753

Odp: Dziwny związek...
lustro napisał/a:

ET,
madrze piszesz,dziwi mnie troche Twoje :" albo rybki,albo akwarium"
Taki bardzo wyswiechtany frazes,z realiami,nie majacy nic wspolnego.
Jak mozna chodowac jakiekolwiek rybki bez akwarium?
Trzymamy je w wannie? W sloiku?.
Rybek,poza akwarium,zwyczajnie,chodowac nie mozna.
Zspanawiam sie,skad w nas takie przywiazanie do stereotypow?
Frazes,ktorego tak czesto uzywamy,zupelnie nielogiczny,aczkolwiek tak czesto stosowany...

Chyba masz rację, przegiąłem z licentia poetica, prościej było "tak źle i tak niedobrze" - tylko chodziło mi po głowie, że coś co jest razem zostaje rozdzielone i w efekcie traci swoją "naturalną" funkcję.

754 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-21 21:55:06)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Elle Najmilsza! Jeśli sądzisz, że miłość matki i ojca do dziecka jest iluzją to... ja wymiękam!!!

Bóg mi świadkiem, że chciałam kontynuować , ale po tym co przeczytałam w cytacie..wymiękłam smile
I tak jak bardzo Cię lubię i uwielbiam sposób w jaki posługujesz się słowem pisanym, tak -przykro mi to powiedzieć po raz drugi dziś- kompletnie nie zrozumiałaś przekazu. hmm

Nie wiem, czy to emocje, czy późna pora, w każdym razie widzę, że rozmawiamy o kompletnie innych rzeczach, a wnioski, które wyciągasz na podstawie tego co piszę mnie sama przerażają wink

Nic to.. Jeśli ET również z mojej pisaniny nic nie zrozumie, wtedy zacznę rozważać czy aby to ja nie mam problemu ze zrozumiałym przekazem myśli na "papier".

dobranoc wszystkim

Elle,

Sądziłam, że to rozmowa, wymiana doświadczeń, bardzo odmiennych ( jak się okazało), a nie lekcja, której chciałaś mi udzielić, na dodatek przy superwizji EXTRA_terrestriala. Karcisz mnie za dwukrotne niezrozumienie tematu i brak rezonansu... :-)

W tym wypadku niezrozumienie ma podwójny wektor, bo i Ty nie zrozumiałaś mojej "mowy".  A jej przesłanie jest dość proste i spróbuję jeszcze raz je ująć. Moim zdaniem straty jakie ponoszą dzieci, których rodzice się rozwiedli są ogromne i mogą, jak w moim przypadku mieć bardzo poważne konsekwencje w dorosłym życiu, a nie tylko w czasie dzieciństwa, jak się przypuszcza. Uciekanie od tej prawdy, że rozwód to prawdziwy dramat, tworzenie zastępczych konstruktów, które proponujesz, wizja miłości "podzielonej" nie są dla mnie czymś do przyjęcia i tej "lekcji" nie odrobię. :-)

Człowiek,  jako jedyna spośród istot potrzebuje wyjątkowo długiego okresu dzieciństwa i jest to pomysł natury, a nie mój. Skoro tak zostaliśmy stworzeni, to owo długie dzieciństwo jest nam dane po coś, bo natura nie tworzy nic przypadkowego i jest szalenie "ergonomiczna". Wiadomo, że pewne typowo ludzkie cechy: mowa, moralność, zachowania społeczne, duchowość, kultura, religia, mogą się wykształcić tylko w wyniku rozwijania się wśród ludzi, w społeczności. Taką pierwszą społecznością jest rodzina. Skoro naukowcy twierdzą, że nawet okoliczności, atmosfera, w której poczęło się dziecko, samopoczucie psychiczne kobiety, która spodziewa się maleństwa, a nawet jej upodobania, rodzaj muzyki, której słucha, zainteresowanie męża jej stanem, jego pogawędki i żarty z dzieckiem w okresie płodowym mają tak przemożny wpływ na rozwój dzieciątka, to co dopiero tak poważne sprawy, jak rozstanie rodziców w okresie intensywnego rozwoju psychicznego, nerwowego, emocjonalnego! 

To co proponujesz, jako "pocieszenie", sprawia wrażenie "rozmiękczania" problemu, tuszowania go i trochę udawania, że przy odpowiednim zaprogramowaniu można wykształcić jakiś system zastępczy, wspomaganie zewnętrzne, jakiś erzac pełnej rodziny, byleby tylko jak najwcześniej dziecko miało kontakt ze sfrerą złych, negatywnych, przykrych emocji u swoich rodziców i wiedziało o istnieniu takowych.

Nie mam takiej wiedzy, ale jak sądzę wyniki badań poziomu zadowolenia i budowania pełnowartościowych relacji, trwałych związków małżeńskich przez kobiety, których rodzice się rozwiedli oraz badania skutków wychowywania chłopców w rozbitych domach i mieszkających wyłącznie z mamą chyba jednak nie są zbyt optymistyczne. A gdyby się dało z taką łatwością zastosować prezentowane przez Ciebie rozwiązania, to skąd tylu w świecie ludzi, którzy w tak ostry sposób i często nieświadomie ponoszą konsekwencje DDRR?

Konkluzja:
Zanim dwoje ludzi podejmie ostateczną decyzję o rozstaniu, musi mieć pełną świadomość krzywdy, jaką z tego tytułu ponoszą dzieci. Tyle, że o tym nikt nie chce słyszeć, bo to prawda szalenie niewygodna w tym świecie, gdzie wartość życia, satysfakcji  jednostki wynosi się najwyżej i ceni ponad wszystko...

755

Odp: Dziwny związek...

Sądziłam, że to rozmowa, wymiana doświadczeń, bardzo odmiennych ( jak się okazało), a nie lekcja, której chciałaś mi udzielić, na dodatek przy superwizji EXTRA_terrestriala. Karcisz mnie za dwukrotne niezrozumienie tematu i brak rezonansu... :-)

Chodzi o coś więcej niż wymianę doświadczeń, bo one wpływają -gdy brakuje do nich dystansu emocjonalnego - tylko i wyłącznie na rozbieżność w odbiorze pewnych 'stałych' wartości.
Dlatego pisałam, że osobiste doświadczenie jest trochę jak d... -każdy ma swoją wink a tymczasem chodzi o ustalenie skąd te rozbieżności się biorą, gdzie maja źródło, które utrudnia zrozumienie istoty sprawy i wprowadza iluzje w postrzeganiu co jest PRAWDZIWYM powodem cierpienia dzieci przy rozwodzie rodziców.

I nie, nie karce Cię smile Musiałam tylko jakoś zaznaczyć to, że się nie zgadzamy w rozumieniu tego tematu, bo inaczej musiałabym przyjąć Twoja interpretację moich słów jako zgodna z moja intencja, a tak nie jest. Więc napisałam zgodnie z prawda, że nie zrozumiałyśmy się.

Moim zdaniem straty jakie ponoszą dzieci, których rodzice się rozwiedli są ogromne i mogą, jak w moim przypadku mieć bardzo poważne konsekwencje w dorosłym życiu, a nie tylko w czasie dzieciństwa, jak się przypuszcza.

Ale to jest tak oczywiste i każdy z nas o tym w tym wątku już napisał, że nie bardzo rozumiem co Ty mi chcesz tu wytłumaczyć? smile albo inaczej: gdzie wyczytałaś, że ja sądzę, że to żadno przeżycie dla dziecka. Zacytuj proszę na podstawie czego to wywnioskowałaś.


Uciekanie od tej prawdy, że rozwód to prawdziwy dramat, tworzenie zastępczych konstruktów, które proponujesz, wizja miłości "podzielonej" nie są dla mnie czymś do przyjęcia i tej "lekcji" nie odrobię. :-)

Jak wyżej.

Jakie zastępcze konstrukty? Pod co? Pod to co powyżej zacytowałam jak zinterpretowałaś to o czym pisałam?
w takim razie błąd tkwi  na samym początku - interpretacja niezgodna z intencją nadawcy, sorry.

Czekam aż zacytujesz te fragmenty, z których wyciągnęłaś takie wnioski. Tylko nie pisz proszę 3 raz tego samego wink


Dalsza część Twojego wywodu koncentruje się wokół prób wyjaśnienia mi, czemu coś co jest i dla mnie jasne i oczywiste, jest właśnie takie.

Dlatego proponuje wrócić do początku, tj. do momentu, w którym zaistniały  pierwsze rozbieżności w interpretacji tego co napisałam, a które doprowadziły to całkowitego wykoślawienia całości przekazu, co w tej sytuacji jest w zasadzie normalne. Trudno o dobre wnioski, gdy założenia są błędne wink


Mam nadzieję, że nie bierzesz tego osobiście i nie traktuj mojej polemiki z Tobą w kategoriach "Dawania Ci reprymendy", chodzi tylko o to by 'umysl przekazał to, co pomyślała głowa' smile

756

Odp: Dziwny związek...
aurora borealis napisał/a:

/.../
Konkluzja:
Zanim dwoje ludzi podejmie ostateczną decyzję o rozstaniu, musi mieć pełną świadomość krzywdy, jaką z tego tytułu ponoszą dzieci. Tyle, że o tym nikt nie chce słyszeć, bo to prawda szalenie niewygodna w tym świecie, gdzie wartość życia, satysfakcji  jednostki wynosi się najwyżej i ceni ponad wszystko...

Tym bardziej jest wkurzające, że to "stadło" powstało w ten sposób, że uzasadnieniem do jego zawiązania było dziecko. Dziecko to ostatni etap układanki. A nie wstęp do. Co do przeżywania rozwodu przez dzieci - wszystko zależy od wieku. Jeśli robert pisze o jakiś dzieciach "bijących" matkę i broniących tatusia, to wynika z tego, że (1)ma bliższy - bo bezpośredni kontakt z dziecmi niż żona (2) dopuszcza z żoną dzieci to tej rozgrywki. Co mogą słyszeć, myśleć wtedy dzieci w wieku 4-6 lat? W takiej sytuacji? Podejrzewam że słyszą jedynie "AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA"
Czyli syrenę alarmową swoich skrajnych emocji, których nie da się uporządkować, wykorzystać tworczo, które zostaną w nich jak coś co uwarunkowano awersyjnie.

Kiedyś znalazłem się w sytuacji, w której można było sądzić, że do mnie strzelają. Później lękowo kojarzyły mi się różne aspekty tej sytuacji - np. zapachy, kolory. Nie to żebym miał jakąś fobię ale z ciekawością obserwowałem np. lęk przeżywany wobec "zapachu" z tamtego miejsca. Bardzo pouczające.

Pal diabli jakąś idealną wizję "tłumaczenia dzieciom" to jest real life, realny kryzys w którym ludzie angażują skrajne emocje.
Nie czytam wszystkiego, ostatnio staram się głównie czytać Roberta, więc nie wiem czy rozumiem co pisze Elle88. Zazwyczaj rozumiem. Akurat jedno wiem, że nie znam sposobu realnego naprawienia ich związku w świetle danych, które mam teraz(bo za moment mogą być inne a Robert napisze że wybacza żonie, zastrzelił żonę, zastrzelił kochanka, lub sam się zastrzelił.),
Na razie nie widzę szans, mimo bardzo głębokiej świadomości, że dzieciakom tym potrzebni są pozbawieni psychopatologii, kochający się rodzice.

Czy wiesz, że osoby którym operuje się uszkodzoną w skutek urazu rękę ZAWSZE walczą o uratowanie przed amputacją? Czy wiesz że ci którym rękę uratowano ale pozostała niesprawna (bóle, zaburzenia ukrwienia, niedowłady obwodowe, inne  problemy) po kilku latach mają głębsze zaburzenia nastroju niż ci którym rękę AMPUTOWANO?

Przecież, zwyciężyli. Uratowali rękę...

To co mogę przekazać, to próby zrozumienia różnych aspektów tej sytuacji, po to aby Robert mógł tego użyć lub nie. Jeśli jest tak, że jeden z partnerów po prostu oszukuje, a "kochanie Roberta" ogranicza do korzystanie z zasobów Roberta i jego umiejętności ojcowskich, to nie ma zmiłuj. Żaden związek tego nie wytrzyma bez zniszczenia jego uczestników - pierwszy padnie na polu chwały Robert. Powtarzam jeśli - bo nadal nie mam tej pewności jaką ma Elle88. Możliwe, że nie umiem tego zobaczyć. Ale może poczekać na fakty. Dane są lepsze niż hipotezy.

757

Odp: Dziwny związek...

Ze względu na to, iż część wczorajszych wpisów dotyczyła wyłącznie mojej historii związanej z rozwodem rodziców, a w dalszej kolejnosci moim postrzeganiem konsekwencji rozstań dwojga ludzi, ukazanym przez pryzmat doświadczenia bardzo jednostkowego, szalenie osobistego i intymnego, z którego się zwierzyłam, a które ma żadnej wartości i żadnego znaczenia dla omawianej tutaj sytuacji, wycofuję się z dalszej dyskusji na ten temat.

758

Odp: Dziwny związek...

Oj Aurorka, jednak wzięłaś osobiście. Szkoda.

759

Odp: Dziwny związek...

Dziękuję za lekcję, Elle i za komentarz.

Mam swoją godność.

760 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-21 23:33:01)

Odp: Dziwny związek...
aurora borealis napisał/a:

Dziękuję za lekcję, Elle i za komentarz.

Mam swoją godność.

Sęk w tym, że teraz nie odezwała się Twoja godność tylko 'emocjonalne ciało bolesne' wink Czyli niewyleczona do końca 'rana emocjonalna' zw. z przeżyciem rozwodu Rodziców. 
I to powoduje, że byle bodziec, słowo lub zwrot wywołuje natychmiastowe skojarzenia i reakcję automatyczną. Tak jak strup, który się zerwało zanim pod spodem się wygoiło.


Możesz  faktycznie wykorzystać to, co teraz wyszło, jako 'lekcję' i przerobić emocje związane z rozstaniem Rodziców do końca, albo za każdym razem określone bodźce będę skutkować podobną reakcją: poczucie bycia ofiarą, skrzywdzenia, niezrozumienia, itd.

Te emocje nie mają tak naprawdę związku z tym co ja napisałam, choć trudno Ci w to uwierzyć, bo założyłaś z góry, że wiesz co myślę wink

ściskam Cię jak zwykle i może kiedyś to wyjaśnimy lub wyjaśni się za pośrednictwem innych wątków

761 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-22 00:13:03)

Odp: Dziwny związek...

Tu między innymi jest źródło Twojego niezrozumienia moich ostatnich postów, Elle.

Opisałam delikatną i ważną dla mnie kwestię, co nie znaczy, że poprosiłam Cię o lekcję odkrywania tego, co we mnie "chore". 

Nie przyszłam jako "pacjent", ale jako osoba postrzegająca rozwód rodziców w zupełnie innym świetle niż Wy.

Dostałam wykład, "diagnozę mojego przypadku" i reprymendę za niezrozumienie procesu odcięcia dziecka od "źródła miłości". 

Zaś teraz, dodatkowo, zrobiono ze mnie Marię Łopatkową stawiając zarzut forsowania dobra dzieci ponad związek Roberta.

To, że mam odmienne zdanie od Waszego, wyciągam inne wnioski ze swojej historii, nie oznacza, że jestem chora i mam nieprzepracowane według Waszych zasad  "skrypty dzieciństwa". Jest wiele dróg do rozumienia kim się jest. A ja nie wybrałam ścieżki "poszerzania świadomości", bo to kompletnie nie moja "bajka"...

Dlatego też w założonym przez Was nowym wątku zadeklarowałam się być wyłącznie wolnym słuchaczem i sprzątaczką, bo to nie jest moja rzeczywistość, mój światopogląd,
etc...
Nie raz już o tym rozmawiałyśmy, Elle.

762

Odp: Dziwny związek...

Elle - podczytuje i jestem pelna podziwu. Jesli do tego doszlas droga wlasnych przemyslen to jestes niezwykla; jesli jestes mloda kobieta (88) to znaczy ze jestes "stara dusza". Pewno sie beda tu smiac i wykpiwac z tej nazwy, ale ty swoim mysleniem wychodzisz poza granice zwyczajnosci. Jestes nadzwyczajna.
Teorie, ktore tu podajesz naleza do najnowszych osiagniec psychoterapii.

Aurora - patrzysz na wszystko przez pryzmat wlasnych doswiadczen i obrazasz sie....??? Dziecinstwo ciagle cie boli; jesli sie uwolnisz od tych emocji zauwazysz dlaczego pewne zdarzenia w twoim zyciu sie powtarzaja. The universe teaches us the same lesson all over again. Till we learn.

Robert mam nadzieje ze teraz nastepuje proces glebokich przemian w tobie i na spokojnie po znalezieniu wszyskich faktow podejmiesz wlasciwa decyzje.

763

Odp: Dziwny związek...
aurora borealis napisał/a:

Ze względu na to, iż część wczorajszych wpisów dotyczyła wyłącznie mojej historii związanej z rozwodem rodziców, a w dalszej kolejnosci moim postrzeganiem konsekwencji rozstań dwojga ludzi, ukazanym przez pryzmat doświadczenia bardzo jednostkowego, szalenie osobistego i intymnego, z którego się zwierzyłam, a które ma żadnej wartości i żadnego znaczenia dla omawianej tutaj sytuacji, wycofuję się z dalszej dyskusji na ten temat.

Hej Aurorko, nie wiadomo co Robert wybierze jako mające znaczenie. Wprawdzie uznałem, że przedstawia sytuację mocno odmienną, ale przedstawiłaś tam jakiś pogląd dotyczący stanu "dzieci rozwiedzionych".

W takich sytuacjach warto oczywiście zastanowić się, jak wyglądałoby Twoje dzieciństwo gdyby rodzice się nie rozwiedli i zaczęli szarpac emocjonalnie żyjąc w nieszczęściu.

764

Odp: Dziwny związek...

Aurora, opisałaś delikatną i ważną dla Ciebie kwestię to nie ulega wątpliwości, ale zrobiłaś coś jeszcze- co umknęło Twojej uwadze..Na swoim przykładzie próbujesz przekazać robertowi  'jedynie słuszne' z moralnego punktu widzenia zakończenie historii, która u ciebie miała inny finał, w związku z czym opisujesz jak mocno do dzisiaj na Ciebie wpływa.

Czyli SZCZERZE - jaki jest przekaz tego co napisałaś? Ja odczytuje to tak: "Jeśli nie będziesz walczył do upadłego o to by być ze swoja kobieta, do końca życia będziesz odpowiadał za rany emocjonalne swoich dzieci powstałe w związku z waszym rozstaniem." Niby nic,niby opisujesz swoje doświadczenie, a jednak potężna sugestia...
Czy to jest fair?

Odpowiedz sobie sama.


Dostałam wykład, "diagnozę mojego przypadku" i reprymendę za niezrozumienie procesu odcięcia dziecka od "źródła miłości".

No bo nie zrozumiałaś tego, co mam powiedzieć..? Dalej utożsamiasz źródło Miłości wyłącznie z faktem posiadania 2 rodziców.

Zaś teraz, dodatkowo, zrobiono ze mnie Marię Łopatkową stawiając zarzut forsowania dobra dzieci ponad związek Roberta.

Ale skoro wszyscy zgadzamy się co do tego, że rozwód jest trudnym dla dzieci przeżyciem, ale czasem jest to jedyne sensowne wyjście dla jednego z małżonków, to co chciałaś przekazać ? Napisz to wprost i będzie z głowy wink

765

Odp: Dziwny związek...

Dziękuję raz jeszcze Szanownemu Konsylium.

Żegnajcie! :-)))

766

Odp: Dziwny związek...
aurora borealis napisał/a:

Dziękuję raz jeszcze Szanownemu Konsylium.

Żegnajcie! :-)))

Zorzo,
Znowu teatr:(
Daj spokój. Wracaj.
Konsylium przegina, ale ty także.

767

Odp: Dziwny związek...

newlife: Dzięki za miłe słowa. Nie da się inaczej niż samemu do 'tego' dojść, bo wtedy nie da się tego przekazać dalej i nie czuje się takiej potrzeby. To trzeba najpierw przepuścić i przetestować na sobie by wiedzieć o czym się mówi wink
Jeśli masz ochotę podyskutować szerzej to zapraszam do wątku, który powstał z inicjatywy ET w dziale Religie.

Ps. Jestem w początku swojej 30-tki, to 88 to randomowa cyferka, wybrana w czasie rejestracji na Forum, nie sądziłam że będzie tak myląca wink

768

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Aurora, opisałaś delikatną i ważną dla Ciebie kwestię to nie ulega wątpliwości, ale zrobiłaś coś jeszcze- co umknęło Twojej uwadze..Na swoim przykładzie próbujesz przekazać robertowi  'jedynie słuszne' z moralnego punktu widzenia zakończenie historii, która u ciebie miała inny finał, w związku z czym opisujesz jak mocno do dzisiaj na Ciebie wpływa.

Nie chcę nic mówić ale Ty również narzucasz "jedyne słuszne" wyjście.

769

Odp: Dziwny związek...

Ja piszę pod kątem tego co czuje sam robert w kontekście "zaangażowania" jego żony i ostatnich zdarzeń. Nie piszę co na to 'dzieci', choć sama pochodzę z rozbitej rodziny i wiem co to znaczy, ale nie chcę dokładać robertowi dodatkowych obciążeń i wyrzutów sumienia, bo on i tak jest dość przygnieciony. Zresztą, nie do końca jestem przekonana, że robert jeśli zostanie to zostanie ze wzgl. na dzieci (pisałam już o tym).

770

Odp: Dziwny związek...

Zaangażowanie jego żony, a w zasadzie jego totalny brak to nie novum. To taka trochę postawa pani Halinki ze skarbówki, która wie, że nikt jej z pracy nie wyrzuci więc ma wszystko w dupie i niczego nie ceni. W związkach też się niestety tak dzieje.

771

Odp: Dziwny związek...

Nie będę udawać, że czytałam wszystkie posty, bo tak nie jest; dla mnie to bezsensowne lanie wody. Odniosę się do mojego ostatniego postu tutaj. Jednak więc nie miałam racji i partnerka Roberta była wobec niego nieuczciwa, nie zmieniam jednak zdania na temat mojego postrzegania jego osoby. Przykro mi, że tak się kończy ta historia. Co do rozwodu, jego wpływu na dzieci i tym podobne.. może ja jestem jakaś szajbnięta albo nie lubię się nad sobą użalać, ale moim zdaniem to kwestia własnego charakteru. Jeśli ktoś nie jest... życiową pipą... przepraszam tutaj za określenie, myślę, że to nie ma większego wpływu na dzieci. Mój obecnie od niedawna ex żył w patologicznej rodzinie z przemocą, rodzice się rozwiedli i jeszcze 3 lata po żyli pod wspólnym dachem. Gdy spytałam, jak to przeżył, powiedział, że przeżywał tylko ich kłótnie, które po rozwodzie się skończyły i obecnie ma świetny kontakt z obojgiem rodziców, a każde ułożyło sobie życie od nowa. Jak to na niego wpłynęło?  Nijak. Moja matka jako dziecko została zostawiona przez ojca, następnie jej matka ułożyła sobie żywot z innym mężczyzną (który był jej prawdziwym ojcem, wychowawczo). Ich rozwód to dopiero był burzliwy, jednak na pytanie jak na nią to wpłynęło, odpowiedziała, uwaga, nijak. Ilukolwiek znajomych z rozbitych rodzin nie pytałam o to jak sobie z tym radzili: dziewczynę adoptowaną w wieku 11 lat, chłopca z matką głuchoniemą, również opuszczoną przez męża itp, mówili, że w sumie to ich to nie obchodzi. Pamiętam tylko jedną, żałosną dziewczynę, jeszcze z podstawówki, która swojego ojca nigdy nie poznała a żyła w normalnej szczęśliwej rodzinie. Tak użalającej się nad samą sobą osoby jeszcze nigdy nie widziałam...

Według mnie dużo gorsze od "rozwodu" jest bycie odrzuconym przez rodzica, jednak tu się na to nie zapowiada, więc nie widzę sensu? Dziecko o ile nie jest głupie zrozumie, że jest kochane tak samo tylko ma dwa domy.

772

Odp: Dziwny związek...

Witaj ROBERCIE
Po raz pierwszy,pozwole sobie odniesc sie do tego,co zostalo napisane.A napisano DUZO.Roznosci roznych...
Ja,niestety/albo stety,oceniac i radzic nie moge,z racji tego,ze w zwiazku bylam "sto lat temu" i ten zwiazek umarl.
Zastanawia minie jednak jedna rzecz-to TY zyjesz z partnerka lat ...iles tam.Macie troje dzieci.
Przyszedl kryzys-i co TY robisz?
Zakladasz watek na forum.
Rozumie,szukasz wsparcia,rozumie,chcesz znalezc ludzi w podobnej sytuacji,zeby podzielic sie doswiadczeniami.
Odpowiedzi/podpowiedzi masa.Jest z czego wybierac.
Wiesz,co mnie martwi?
TY
Dorosly CZLOWIEK,ktory oddaje losy zwiazku i trojki DZIECI,w rece " forum".
Dlaczego,za tak bardzo sobie nie ufasz?
Czego sie tak bardzo boisz?
Nie ufasz sobie,ale "ufasz" ludziom,tu piszacym.NIESAMOWITE!
ROBERT usiadz gdzies w spokoju,sam na sam z SOBA,zastanow sie,co,oprocz DZIECI,laczy Cie z ta Kobietom?
Wreszcie,conclud,o co Tobie chodzi.

AURORA,ja za Toba tez.Ciesze sie,ze bylo nam sie spotkac.Jak dla mnie,to Forum,zrobilo sie troche "ciasne".
Swiec Zorzo polarna.
Jestes INNA,powinnas wiedziec,ze "innosc",zawsze bedzie napietnowana.
Masz dwie mozliwosci:
Pozoztajesz"inna" i bronisz SWOICH racji,albo poddasz sie presji...i Twoje marzenia,pragnienia,wg.szeroko pojetego "ogolu",nie maja sensu.
WITAJCIE DZIWNI LUDZIE

773 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-22 10:43:30)

Odp: Dziwny związek...

Atmosfera sie zrobiła troszkę patetyczna...ale fakty są ważniejsze.

Po rozmowie z ex skonfrontowałem ich zeznania i są punkty wspólne ale jest kilka róznych i to dosc zasadniczych. Więc albo ktoś kłamie,albo ktoś nie pamięta. Jednak ex zarzekał sie na wszystko ze nie doszło do żadnej zdrady(pod szantazem)....stwierdził że te smsy to zwykły sentyment ,ze wygłupił sie kilka razy pisząc coś z podtekstem ,przepraszałza to ,mówił ze nie chce sie ukrywać bo i tak bym go znalazł i powiedział ze powie mi całą prawdę ,abym tylko nie szedł do jego żony...bo wtedy jak ona to zobaczy to nie wie co będzie,mają dzieci itd.
Powiedziałem mu ze te tresci i tak uzyskam to kwestia czasu....ize jesli teraz skłamie choc w jednym to jego zycie posypie sie tak jak moje. Mówił ze tych smsów było tak mało ze on nawet do nich wagi nie przyjmował,ze owszem kontakt był...ale w wiekszosci były to zwykłe smsy na zwykłe tematy.Powiedział ze nie było absolutnie zadnej zdrady..ponieważ...ona by tego nie zrobiła.Powiedział ze kiedys byli w zwioązku zna ją kupe lat...ze kiedys gdy była po nim z innym takze mieli kontakt i mogło cos wyjsc ale ze ona jakby ma taką zasade ze jak jest w związku to nie da rady i koniec.Sam kiedys próbował i nic nie wyszło.Powiedział ze absolutnie nic do niej nie czuje....że nie moze odpowiadac za to co ona czuje czy mysli.Błagał cały czas by załatwic te sprawe tak by to wszystko odkrecic,zeby nie było dalszych strat.
Acha ..on otworzył oczy ze zdziwienia ze ona te smsy kasowała i usuwała....powiedział ze to jkaiś idiotyzm ze ona je kasowała poniewaz w nich nic nie było.Mówił ze ona nigdy sama do niego nie pisała,nigdy nie dała mu do zrozumienia ze mógłby na cos liczyc. Powiedział ze nawet pamieta jednego z ostatnich smsów gdzie ona mu napisała cyt. ,, Nie zycze sobie takich  tekstów od ciebie nie jestem jakąś tanią dziw...mam kochającego faceta i dzieci więc sie uspokój,, .
Po tym smsie ich kontakt sie urwał..Powiedział ze on po prsostu taki jest ze ma swoje drugie zycie...ale tutaj nie dał rady jej skusić.Mówiłze pisali ze sobą ale to nie były rozmowy tylko 1-2 sms i póltorej miesiaca przerwy...smsy techniczne ,jakies pytania o dzieciaki doik której szkoły posyła,jakies mapki internetowe..zyczenia urodzinowe.

Powiedział na koniec ze sam zobacze w tych smsach ze nic nie ma,tym bardziej z jej strony.Powiedział tez ze od tej chwili on usuwa ten kontakt z głowy ze juz nigdy nie napisze.
Powiedział tez ze nigdy do siebie nie dzwonili.
To co powiedział pokrywa sie z tym co ja mam,choc nie mam wszystkiego.

Moja kobieta znosi mi wszystkie dane,szuka kazdej drogi odtworzenia smsów,przyniosła mi swoje kalendarze osobiste z pracy z poprzednich 2 lat,wyciagneła tel od przyjaciółki który kiedys jej dała zebym sprawdził i próbował odzyskac dane....wczoraj powiedziała ze zrobi wszystko by udowodnic ze nie było nawet zdrady emocjonalnej,nie mówiąc o fizycznej.

Powiedziała tylko ze była głupia ze ukrywała to tyle lat,ze sie bała reakcjii,ze chciała mi powiedziec ale potem minął czas i dalekop w tym zabrneła i nie umiała znalezc powodu ze to robi..wiec zaczeła ukrywać jeszcze bardziej,wpadła w błedne koło,i wie ze zarwała moje zaufanie.

Odzyskanie tresci smsów z poprzednich lat jest mozliwe poprzez sąd przy sprawie rozwodowej lub sprawie o pozbawienie praw rodzicielskich,tego sie juz dowiedziałem,i jest to jedyna droga. Ona powiedziała ze...nie ma problemu mozemy nawet tak spróbować te dane odzyskać..byle tylko mnie uspokoic ,mówi ze zrobi wszystko co sie da by mnie przekonać ze nic sie nie wydarzyło.
Oni oboje utrzymują że intencją tych smsów był wyłaczenie sentyment z dawnych lat jak mieli po 20 lat i byli w związku..rozstali sie w zgodzie i polubownie,tzn. decyzje podjeła moja kobieta,powiedziała ze ostatnie 2 lata  zwiazku z nim juz było bezsensowne,nerwówka...nie układało sie ale....nie kłócili sie i nie wyzywali...i to dla niej z perspektywy czasu było tak wazne,dlatego tam w tym aspelkcie czuła sie szczesliwsza niz ze mną,natomiast w innych,w wielu innych waznych to ze mną jest jej dobrze i jest szcesliwa.Fakt ze jak były u nas kłótnie ,ona cierpiała,czuła sie niekochana,ponizana..stąd jej słowa o byciu nieszczesliwym,ona mówi ze tyczyło sie to tylko tych momentów.
Ona twierdzi że po tym zdarzeniu w 2011 roku...ona w ogóle nie pamieta by był jakikolwiek kontakt,pamieta jak mi obiecała ucięcie tej relacjii i mówi ze potem na pewno nie pisała przez długi czas...potem ten kontakt sie odnowił sam z siebie,ktos napisał zyczenie,ktos odpisał itd.Ona wtedy stwierdziła że kurde co w tym do cholery złego ze on mi napisze zyczenia noworoczne...to chore...ale jednak to kasowała...

Znalazłem także 2 smsy od niego w strarym telefonie ale z niedawnego okresu..gdzie on napisał do niej ale ona w ogóle nie odpisała,co takze potwierdza jej wesje ze ona nie zawsze nawet odpisywała.


I co ja mam z nią zrobić....Boże jak trudno zaufac osobie która tak bezsensownie zniszczyła moje zaufanie,przeciez to fundament związku.Moja wartosc,moje zasady spadły do jej poziomu,nie moge wymazać tych chwil kiedy w oczy kłamała...bezsens.Gdyby tylko nie usuwała ich ...to nie byłoby to dla mnie kłamstwo,poniewaz zawsze moge potem jakby cos poprosic o pokazanie ich....ale jednak usuwała i pisała je w sytuacjach gdy mnei nie było w poblizu.I to jest dla mnie jedyna zagdaka bowiem ze takich rzeczy nie robi sie bez wyraznego powodu,po prostu..ludzie nawet najgorsi charakterem nie kłamią gdy nie muszą.

Ja sie codziennie bije z myslami co robic,raz mam tak ze chce odejsc boj juz nie mogę zaufać i wytrzymać ,a potem patrze na dzieci...i to ze moze rzeczywiscie tam nic nie było i zostaje...Masakra.

774 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-22 10:49:59)

Odp: Dziwny związek...

I co ja mam z nbią zrobić....Boże jak trudno zaufac osobie która tak bezsensownie zniszczyła moje zaufanie,przeciez to fundament związku. Moja wartosc,moje zasady spadły do jej poziomu,nie moge wymazać tych chwil kiedy w oczy kłamała...bezsens

Ja sie codziennie bije z myslami co robic,raz mam tak ze chce odejsc boj juz nie zaufam,a potem patrze na dzieci...i to ze moze rzeczywiscie tam nic nie było i zostaje...Masakra.

Robert,
Masz rację pisząc, że zaufanie to jeden z fundamentów związku. Myślę, że raz utraconego zaufania już nigdy się nie odbuduje do tego samego poziomu, ale można je powoli budować na teraźniejszych i przyszłych słowach, czynach, postawach.

Mnie co innego zadziwia.
Przyszedłeś na forum, bo swój związek odbierałeś jako "dziwny". Brakowało Tobie czułości, bliskości, wspólnych wrażeń i ekscytacji.
Teraz jakbyś o tym zapomniał. A nawet jeśli faktycznie "tam nic nie było" to Twój pierwotny problem nie znikł.
Zachęcam Ciebie/Was abyście spróbowali to, co teraz dzieje się miedzy Wami wykorzystać konstruktywnie, przyjrzeć się Waszej relacji, Waszym wzajemnym oczekiwaniom i wtedy podjąć decyzję, czy nadal jest Wam po drodze. To naprawdę nie jest tak, że masz wybór tylko między dobrem dzieci a swoim własnym. Przy dobrej woli i chęci Was obojga można połączyć jedno z drugim.

EDIT: Ja wybaczyłam mojemu mężowi zdradę, ale nie potrafię wybaczyć kłamstw prosto w oczy, gdy już i tak wszystko odkrywałam. Wtedy chyba bardziej straciłam do niego szacunek niż zaufanie.

775 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-22 11:30:07)

Odp: Dziwny związek...

Przyszłość....ja jak spotkałem sie z jej eks...to na dłuższą chwile tez straciłęm do niej szacunek....Boże..facet to obdartus,połamane zęby,ledwo sie wysłowić umie,starchodupek,brak honoru,podwójne życie,tak sie z nim gadało jakby on zył dniem dzisiejszym....jak go zobaczyłęm to nie mogłem uwierzyc ze moja kobieta mogłaby taknisko upaść by miec z nim jakiskolwiek kontakt psychofizyczny....ale to jest tylko moje odczucie,wiadomo uczuc sie nie wybiera...czyms ją ujął.Jednak jak go zobaczyłem to mineła mi do niego złosc taka męska....w moim ego od razu było takie coś,, Boże zostaw go,przeciez on ledwo gada i sie trzyma na nogach a ty go chciałeś tutaj linczować,, - empatia:)..a to znaczy ze nie starciłem do konca poczucia własnej wartosci,i to mnie cieszy.

W jedym smsie on kiedys pozlił sie ze jego zycie od 15 lat tez jest bez sensu,ze niby zona dzieci...ale cos tam nie gra..niew wiem co.
Fakt ona mi mówiła ze w kilku smsach czuła sie doceniona,nawet adorowana jako kobieta,matka,szukała tego a on zawsze jej mówił tylko dobre słowa,ja jej tego niekiedy nie dawałem,potrafiłęm byc ostry..sądziłęm ze trezba na siebie patrzec szczerze,sądziłęm i sadze dalej ze jesli ktos popełnia błąd(nawet włąsna kobieta),to powinien jakies refleksje miec.Cóż pomyliłem sie trochę w ocenie.Sądziłęm ze jej miłośćdo mnie udzwignie wszystkie moje wady. No i w sumie dzwiga te wady.
Gdybym miał jej zabrac bezpieczną ptrzystań przy moim boku to pewnie gdyby nie dzieci zrobił bym to...to zawsze jest najlepszy test na prawdziwe uczucia.

776

Odp: Dziwny związek...

Robert - macie inny system wartosci - dla ciebie klamstwo to jest na gorze listy - 10 an 10. Dla niej tylko 3.
Zrobcie liste - kazdy osobno na temat systemu wartosci w zwiazku - co wazne i  na jakiej skali. A potem przedyskutujcie.

To ze piszesz tutaj to dobrze - pozwala ci  wyrzucic z siebie emocje. Metoda terapeutyczna "empty yourself".
Ludzie daja rady na podstawie wlasnego osobistego system wartosci, doswiadczen zyciowych itp.

Wierze ze znajdziesz jedyna sluszna droge dla ciebie i twojej rodziny.

777 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-22 11:01:01)

Odp: Dziwny związek...

Robert,
Sam widzisz, że Twoja partnerka odczuwała pewne braki w Waszym związku - warto o tym pogadać.
Nie mam na myśli Twojego udziału w jej deficytach - bo to ona powinna się zastanowić, czego chce, skąd te braki u niej i w jaki inny sposób poza dowartościowywaniem się poza związkiem może te braki uzupełnić.

Cóż Ci mam powiedzieć. Ja jestem daleka od ideałów, ale mój mąż mnie zdradził z dziewczynami, które mi do pięt nie dorastają. Bo to nie chodzi o subiektywną atrakcyjność tej/tego trzeciego (oczywiście do pewnego stopnia), ale o uczucia i emocje, które zainteresowanie tej osoby wzbudza w osobie, która na to leci. Chodzi o poczucie wyjątkowości, które daje adoracja innej osoby.

778 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-22 11:01:01)

Odp: Dziwny związek...

newlife..tak masz racje...tylko wiesz...ja do systemu własnych wartosci podchodzę elastycznie..co widac po moim związku. Dla mnie to nie jest tak ze kłamstwo jest zawsze złe...niekiedy nawet trzeba cos tam skłamać dla wyzszej idei...ale pod jednym warunkiem..ze nie bedzie to nigdy miało powaznych konsekwencjii dla jakiejs osoby lub grupy osób. Nieraz są sytuacje dnia codziennego ze sie nie powie całej prawdy...ale nawet jak to wyjdzie to nie ma duzych konsekwencjii...bo moim zdaniem za takimi zachowaniami prawda/kłamstwo ukryte są prawdziwe intencje/odczucia.....jesli wiem ze moge kogos zranic lub cos zburzyc cokolwiek...nie skłamie..wole rozwiazac sprawe na podłozu prawdy niz ryzykować pozniejsze konsekwenje.
Ona widocznie podchodzi do tego bardziej ,,mechanicznie,, ,ona do dzis ma takie przeswiadczenie ze skoro jej intencje były czyste ..to kłamstwo nie ma znaczenia- a moim zdaniem powinno byc na odwrót. Czyli skoro intencje są czyste to..nie mamy powodu kłamać...Ale skoro skłamaliśmy...to czy intencje były czyste..? To jest po mojemu...

779 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-22 11:10:40)

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:

Robert,
Sam widzisz, że Twoja partnerka odczuwała pewne braki w Waszym związku - warto o tym pogadać.
Nie mam na myśli Twojego udziału w jej deficytach - bo to ona powinna się zastanowić, czego chce, skąd te braki u niej i w jaki inny sposób poza dowartościowywaniem się poza związkiem może te braki uzupełnić.

Cóż Ci mam powiedzieć. Ja jestem daleka od ideałów, ale mój mąż mnie zdradził z dziewczynami, które mi do pięt nie dorastają. Bo to nie chodzi o subiektywną atrakcyjność tej/tego trzeciego (oczywiście do pewnego stopnia), ale o uczucia i emocje, które zainteresowanie tej osoby wzbudza w osobie, która na to leci. Chodzi o poczucie wyjątkowości, które daje adoracja innej osoby.

Ona niezmiennie podaje 2 powody i jedyne....
-wyzwiska w tym złym okresie
-krytyka jej niektórych decyzjii/zachowań przeze mnie

Mimo ze jej tłumaczyłem...że moje uczucia mają constans..że jak ją przytulam i potem na drugi dzien za cos zrugam to moje pierwotne uczucie nie zmienia sie....ona tego tak nie pojmowała...ona mi mówi ze czuła sie niekochana w niektórych momentach i tyle.Nie chce tego znów maglować bo to sensu nie ma.

Ja ją teraz wielokrotnie pytałem...czy oprócz sentymentu ma jakiekolwiek niespełnione uczucie za exem..cos co pchało ją do tego pisania...zarzeka sie ze nie,ze to uczucie umarło zaraz po rozstaniu z nim..a umierało juz podczas związku z nim i dlatego ona go skonczyła..bo nie widziała nadziejii. Jedo co zostało urazone u niej(jak zwykle) to jej ego. Kiedy on szybko znalazł sobie inną po rozstaniu...ona mi mówiła ze bolało ją to bardzo ze mógł to zrobic tak szybko,tak jakby  z nia zwiazek nie miał znaczenia dla niego...może to jej jakas krucjata,jakas zemsta...Bo teraz ta dziewczyna to włąsnie zona exa....
Jak jej powiedziałem pare dni temu  ze pójde go złomotać,a jej zonie pokaze wszystko...to..rzuciłą mi sie na szyje i powiedziała...,,Misio ty zawsze wiesz jak o mnie dbać,kocham cie,,
Tak jakby nie miało to znaczenia ze tam są dzieciaki i tez bedą cierpiec jakby cos. To pokazuje ze u mojej kobiety ego jest silniejsze ponad wszystkie te wyzsze uczucia jak empatia,kochanie,żal....ale dobra dosc tej analizy jej,znowu sie zagłebiam niepotzrebnie w jej pokreconą psychikę.

780 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-22 14:59:50)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Ona niezmiennie podaje 2 powody i jedyne....
-wyzwiska w tym złym okresie
-krytyka jej niektórych decyzjii/zachowań przeze mnie

To jest ohydne, bo przerzuca na Ciebie odpowiedzialność za własne uczucia i reakcje. Ona nie chce się konfrontować ze swoimi emocjami. Ucieka. Dopóki nie zrozumie, że ucieczka i przerzucanie się tzw. winą nie jest rozwiązaniem nie ruszy do przodu.

Mimo ze jej tłumaczyłem...że moje uczucia mają constans..że jak ją przytulam i potem na drugi dzien za cos zrugam to moje pierwotne uczucie nie zmienia sie....ona tego tak nie pojmowała...ona mi mówi ze czuła sie niekochana w niektórych momentach i tyle.

Bo ona jest "emocjonalnym dzieckiem". Musi wyleźć z tej skorupy, w którą weszła kiedyś tam. Sama. Albo przy pomocy specjalisty.

Posty [ 716 do 780 z 928 ]

Strony Poprzednia 1 … 10 11 12 13 14 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026