netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Dziwny związek...

927 odpowiedzi91 627 wyświetleńzałożony przez robert247, 11.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Strony Poprzednia 1 … 9 10 11 12 13 14 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 651 do 715 z 928 ]

651

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Będąc na miejscu Roberta, postąpiłabym chyba jak mężczyźni w dawnych czasach - oddaliłabym się na pustynię...

Nie no, dlaczego to brzmi trochę jakby miał teraz prowadzić żywot samotnego wilka wink
Ja mam nadzieję, że on ja jak najszybciej zostawi i zajmie się wreszcie sobą, w tym dobrym znaczeniu - czyli jakieś hobby, może podróże, nowi ludzie - w ramach higieny psychicznej, a trochę oderwania się poprzez nowe doświadczenia nieskalane wspomnieniami, chociaż te na pewno będą gdzieś z tyłu głowy.

Znowu się poryczałam...

Ty wiesz, Elle, że to nie takie proste zostawić "na ścianie" 10 lat podczas gry w squasha, albo utopić je w jakiejś ekologicznej  śmierdziawce pod Pomiechówkiem budując domy z wiórów osikowych...

Cholera, jakie to wszystko jest trudne!

652 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-19 03:49:46)

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
aurora borealis napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

To było bardzo pouczające przeżycie :-) Chyba zostanę na tym forum dłużej niż planowałem.

Jeśli chodzi o mnie, to uważam, że to wspaniała wiadomość ;-)))

To konieczność. Ja ewidentnie nie potrafię sobie wyobrazić jak funkcjonuje kłamca. Było oczywiste, że woli tamtego, ale to, że na tak monstrualną skalę oszukuje Roberta.....  W jakim matriksie ja żyję, że nie brałem tego pod uwagę. To jest potencjalnie niebezpieczne. Ja pi*******.

Ty w takim razie też "nie wierzysz" w ludzi" ;-)))


Nie żyjesz w matriksie. Najprawdopodobniej żyjesz w normalnym, kochającym się małżeństwie i dlatego Twoja percepcja odrzuca "fałszywki".

Przy okazji, pozdrowienia dla EXTRA_Terrestrianki! :-)
Czytam właśnie książkę o kosmosie, i na zakładce widnieje napis, który jej dedykuję: "2 997 924 580 metrów pokona światło  w momencie, gdy czytasz to zdanie".

A jeszcze szybciej biegnie serdeczna myśl ;-)

653 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-19 03:31:46)

Odp: Dziwny związek...

Mi też niełatwo się czyta takie historie, ale co zrobić..

Gdyby można było telepatycznie przekazać ludziom pewien stan świadomości, który skróciłby ich męki o połowę, ale nie da się.
Mnie tez jest ciężko gdy czytam, że ktoś pozwolił sobie na trwanie w jednostronnej relacji tyle lat, ale jeszcze bardziej ciężko jest czytać gdy ktoś chce dla siebie kolejnych takich 10 lat.. hmm

Ja mam tylko nadzieje, że to nie skończy się tak jak -chyba starr napisał, że: "zupa się wylała i ona (wspaniałomyślnie) pozostawiła decyzję w rękach roberta" a on w finale, przez źle pojmowana odpowiedzialność i poczucie beznadziejności, bo na bank je ma i z tamtym typem się non-stop porównuje (na swoja niekorzyść oczywiście) postanowi tkwić przy tej zaburzonej kobicie, bo ego nie pozwoli mu odejść, skoro tyle lat zainwestował w ta farsę.

654

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

/.../ postanowi tkwić przy tej zaburzonej kobicie, bo ego nie pozwoli mu odejść, skoro tyle lat zainwestował w ta farsę.

Nie no znów ci nie wierzę ;-)))) Nie można być chyba taką cip@

655

Odp: Dziwny związek...

Nie można być chyba taką cip@

A najnowsze wpisy w wątku cichego czytał? wink
Tu jest wersja cichy kilka lat później.
Znamienne, że sam robert wypowiadał się w wątku cichego i drwił.. ja widzę między nimi sporo podobieństw. Niestety.

656

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Elle88 napisał/a:

/.../ postanowi tkwić przy tej zaburzonej kobicie, bo ego nie pozwoli mu odejść, skoro tyle lat zainwestował w ta farsę.

Nie no znów ci nie wierzę ;-)))) Nie można być chyba taką cip@

Okazuje się, że jednak można. Człowiek wszystko zniesie, oprócz jajka...

657 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-19 04:17:49)

Odp: Dziwny związek...
aurora borealis napisał/a:

/.../
Okazuje się, że jednak można. Człowiek wszystko zniesie, oprócz jajka...

Sobie zażartowałem, "teoretycznie" wiem że to możliwe, ale nie potrafię doświadczyć (wyobrazić sobie) tego stanu. A wpisy Cichego prześledziłem przecież od A-Z. Zaczynam nawiasem chyba rozumieć Twój fenomen Elle, to jakaś szczególna plastyczność empatii uruchamiającej właściwe wzorce na podstawie rozproszonych danych, (bo nie ma znaczenia, że nie pisałaś o oszustwie) Ty najbardziej zdecydowanie wskazywałaś, że emocje żony roberta są przy Exie.
Tu chyba chodzi o to, że mózg broni się przed czymś instynktownie obrzydliwym i nie włącza mi się jak powinien, albo to problem za małej ilości dostępnych wzorców. Jak pisałem, bardzo pouczające.

658 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-19 05:21:17)

Odp: Dziwny związek...

to jakaś szczególna plastyczność empatii uruchamiającej właściwe wzorce na podstawie rozproszonych danych, (bo nie ma znaczenia, że nie pisałaś o oszustwie) Ty najbardziej zdecydowanie wskazywałaś, że emocje żony roberta są przy Exie.

Ujmę to tak: Wzorce można porównać do "klamotów", które przechowujemy w podświadomości. Klamoty, jak wiadomo, oprócz zagracania powierzchni, mają też to do siebie, że przesłaniają widok, albo go zafałszowują.
Paradoks polega na tym, że o ile ludzie w materii fizycznej z wielką werwą i przekonaniem pozbywają się ze swoich domów, garażów i strychów całego niepotrzebnego i utrudniającego egzystencję balastu, o tyle swoje życie na wyższych niż fizyczne poziomach, a które rozgrywa się tam równolegle, traktują 'po macoszemu', z lekką nutką zażenowania, gdy ktoś wspomni coś o istnieniu czegoś więcej poza osobowością obleczoną w ciało wink

Tymczasem poza osobowością, człowiek ma jeszcze Duszę, podświadomość, ego i Ducha, ale to tylko tytułem zarysowania tematu.

Ale teraz, co powoduje, że jedni potrafią otworzyć na informacje płynące od Intuicji czy też Wyższych Jaźni i 'znają odpowiedzi', a inni pomimo gromadzenia wielu podobnych doświadczeń z trudem, albo wcale do tych odpowiedzi nie dochodzą, albo 3-cia możliwość- dochodzą, ale nie chcą ich przyjąć jako prawdziwe smile

Ano jest to brak umiejętności nawiązania połączenia ze swoją najbardziej dynamiczną częścią - czyli sfera duchową. W dużej mierze zaniedbaliśmy ten aspekt do tego stopnia, że większość ludzi naprawdę wierzy, że wszystko co nam się przytrafia jest dziełem przypadku lub - druga strona medalu wynikająca z tego samego modelu myślowego - determiznizm. W coś trzeba wierzyć. Szkoda tylko, że Człowiek przestał wierzyć w moce i 'narzędzia' jakie ma dosłownie pod nosem - subtelne materie, na kontakt z którymi wystarczy się otworzyć.
A kiedy ten kontakt z jakichś względów jest zablokowany, wtedy nie dziwota, że spotykając innych ludzi człowiek przyjmuje tylko 2 skrajne postawy: albo skrajna otwartość i bezmyślne wystawienie się na zranienia, albo - w opcji kiedy już się nalało do d.. - przejście do totalnej defensywy/najeżenie i wydzielanie jakichkolwiek emocji kroplomierzem, oglądając je uprzednio z każdej możliwej strony. W tym czasie druga osoba (najczęściej ponosząca niezasłużone konsekwencje za poprzednika) usycha z tęsknoty za jakąkolwiek oznaką uczucia.
Czyli brak poczucia, że ma się nad przyjmowaniem osób o właściwych intencjach blisko siebie jakikolwiek wpływ.

Tymczasem ten wpływ mamy i to naprawdę duży, o ile potrafimy te intencje (także sami względem siebie) odczytać.
A nie da się tego robić odrzucając ponad 3/4 tego,  z czego składamy się jako Człowiek - subtelnych materii na wyższych niż ziemski wymiarach.



A wracając..W tym przypadku, tj. w przypadku autora, mój pogląd był wynikiem nie tyle już osobistych doświadczeń (co na pewno pomaga, jeśli zachowania są b. podobne), co spojrzenia na sprawę niejako 'z lotu ptaka', co umożliwia perspektywa nie zniekształcona skrajnymi emocjami + Intuicja co do prawdziwych potrzeb, zamiarów tej kobity, a te z łatwością można 'zczytać' nawet na odległość, jako że energia nie zna odległości, ale to jeszcze inny wątek wink

659

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Z tego co napisał robert i jak ja to zrozumiałam to ona go zdradzała gł. emocjonalnie, czyli smski, stały kontakt via nowe media.
Ale mając odrobinę wiedzy n/t z autopsji, mogę Cię zapewnić, że bez problemu da się znaleźć czas i na głasku-głasku już fizycznie - w szczególności jeżeli partner Ci ufa i nie ogranicza Cię, a nawet jak ogranicza to z przekory czystej, tym szybciej ten czas i sposób znajdziesz smile

To naprawdę nie jest taki problem jak by się mogło wydawać - ten cały techniczny aspekt.
W dobie komórek i internetów wystarczy 1 wiadomość i już jesteś skontaktowana i umówiona, hej! big_smile

Dokładnie. Nie uwierzę też w to, że w ciągu tych pięciu lat romansu/flirtu nie doszło do kontaktu fizycznego, a chociażby po to aby "potrzymać się za rączki, czy spojrzeć sobie w oczka", aby dziewczyna Roberta mogła przeżyć kolejny "kwartał" w związku z wyboru. Od taka dawka kolejnych emocji do wzdychań. Bo dla exia nie wątpię w to, że tylko o jedno chodziło - takie osoby są nieformowalne. Do tego uważam, jeżeli Robert odejdzie, to tylko ona będzie mogła już bez przeszkód ciągnąć TO, bo na pewno exio z "wygodnej pościeli" nie zrezygnuje, ona  po prostu już otwarcie ma szansę zostać jego kolejną etatową kochanką ... .

Swoją drogą jak trzeba być durnym, żeby coś kombinować z osobą, która wcześniej skrzywdziła zdradzając, robiąc to komuś innemu + krzywdę sobie.

P.s

Elle może poszukasz sobie pracy, jako wykrywacz kłamstw tongue

660 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-19 10:00:24)

Odp: Dziwny związek...

Co wy spać nie możecie.. wink

Elle u mnie nic ciekawego...nie wyprowadziłem sie z domu...dobę byłem sam..przyjechała po mnie,wróciłem do domu...mimo tego ze dostałem młotkiem w głowe...wewnetrznie czuje sie jakby dobrze,bo w końcu wiem co jest na rzeczy...że już nie musze szukać,bo wiem. Jej nie wybaczyłem,i juz chyba nie wybacze...nie skonczyłem związku...jestem w emocjach...teraz juz nie rozmawiam z nią o uczuciach w ogóle...teraz zbieram fakty na stół.

Czy ją usprawiedliwiam w głowie?  NO JASNE !!!!!!!!!... moich uczuć w sercu nie stłumiłby nawet fakt ze przeleciało by ją setka arabów....ale je odkładam na bok.

Ona cały czas mi mówi ze to filmy w głowie ze to projekcja ze sobie wkręcam obrazy seksu i zdrady....zapiera sie,płacze ,klęka na kolana że żadnej zdrady nie było...mówi że uczuciowej także,powiedziała że mogę odzyskać treść każdego jednego smsa,wziać bilingi i nic tam nie znajdę swiadczące chocby o szcatkowym zaangazowaniu uczuciowym.
Ona cały czas mówi mi że nie powiedziała mi o tym ze pisze z nim....bo sie bała mnie i mojej reakcjii i ze mnie straci jak sie dowiem...
Ona mówi że z jednej strony umawiała sie ze mną w 2010 roku ze urwie kontakt...a z drugiej strony mówi ze kiedy przychodzi do niej sms od niego z jakąś pierdołą(czytałem)...to ona nie widziała w tym nic złego,bo wie ze sie z nim nie spotykała i nie zdradzała.

Faktem jest ze w kilku smsach ona żali mu sie że sie kłócimy ,że są wyzwiska,i pyta sie jego czy ona ta takei coś zasłużyła...on jej odpisuje ...,,Nie ty sobie na to nei zasłużyłaś!,,
Faktem jest ze w tych kilkudziesieciu smsach które dotąd zdobyłem...nie ma nic z podtekstem...nie ma tam w ogóle mowy o uczuciach...ot sucha gadanina o pierdołach.
Ja nie pojmuje jednego - skoro ona to tłumaczy wszystko ze tam nic niema i ze nie ma zdrady fizycznej to ja sie pytam -PO CO 4 LATA UKRYWAĆ ZE MA SIE KONTAKT? Tym bardziej ze ja nigdy nie maiłem problemu ze ona z kims pisze czy ma kolegów czy kolezanki.....nigdy przenigdy nie dałem jej do zrozumienia ze mi sie jkaiś kontakt nie podoba..w ogóle nigdy nie patzryłem na to że kontakt z kims mógłby zachwiać naszym związkiem.
Faktem jest z mojej perspektywy,ona nigdy nie wychodziła nigdzie,nie szukała okazjii by mnie spławić bo chce wyjsc,nic takiego nie było...wprost było odwrotnie,widzielismy sie codziennie przez wiekszosc czasu,czy sie spózniała? Tak...było tak ze sie spózniała z pracy z kursu...moze kilka razy w ciągu kilku lat,ciezko teraz ogarnąć...nie wiem tego sie juz nie ustali i nie udowodni.Wiem z tego forum ze na to wystarczy 20 minut dziennie ,3x w tygodniu..więc zawsze jest mozliwosc...ale...ja teraz patzre inaczej...DOWODY,DOWODY,DOWODY,fakty na stole nie domysły..przez domysły starciłem ostatnie 3 miesiace na dociekaniu zamiast działać.


Tam są takie smsy że gdybym je zobaczył normalnie to bym ją wysmiał ze do mnie przychodzi pokazywać takie pierdy....a mimo to ona je natychmiast usuwała.
Dodatkowo faktem jest że ona nigdy nie ukrywała sie z telefonem,ba....ja ktos dzwoni lub przychodzi sms w dowolnych porach a jestesmy razem to ona mi mówiła wez zobazc co tam przyszło,albo ktos dzwoni...tak jkaby sie nie bała w ogóle ze przypadkiem to bedzie od niego. Tyle ze przez 4 lata akurat nic mi sie nie udało przypadkiem zobaczyć..Boże szmat czasu....a ja jak jeleń we mgle.
Wczoraj wieczorem jej powiedziałem...kurwa dziewczyno.....skoro tam nic nie ma,ty mi tu mówisz ze nic nie było to po jaki h..j usuwałaś to i ukrywałas?
Bałam sie ze cie starce jak sie dowiesz.....bałam sie twojej reakcjii. Byłam głupia i zle zrobiłam.
W głowie chce jej wierzyć...ale już nie umiem i nie wierze w żadne słowo,one padają i ulatują,nie umiem sobie wyobrazić czy w ogóle jest mozliwosci zaufać w słowa takiej osoby kiedykolwiek.

Ale jest mi lżej bowiem...jest mi lżej bo mam teraz wybór,jest mi lzej bo zrzuciłem z siebie poczucie winy..to poczucie winy który cały czas miałem. Czekam na reszte bilingów,czekam na reszte smsów(jest jeszcze jeden tel do sprawdzenia)....chce wiedziec jak najwiecej,chce mieć jasny obraz,juz jej nie uwierze w to co mói,sam to skoncze...i wtedy podejme decyzje .
Jesli z tych smsów nie wyjdzie ze była zdrada fizyczna....to ja juz jej tego nie udowodnie w inny sposób,bo to juz przeszłosć. Przedwczoraj szukałem jej exa..dzwoniłem,pisałem...facet sie zaszył cakowicie- chyba sie domyślił co sie wydarzyło.

Co do jego intencjii..tak oczywiscie one są jasne...napisał to sam w jednym smsie,nie wprost ale napisał.

Wiecie...mnie w ogóle nie boli to ze były smsy i ich tresc...mnie strasznie boli ze potrafiła ukrywać,patrzec w oczy i kłamać....jesli na koncu wyjdzie ze nic nie było,nie wydarzyło ise,ze nic tam dalej juz nie ma....i ze ona to usuwała i ukrywała własciwie BEZ POWODU to ja juz nie rozumiem tego swiata,to jest czysty debilizm.

Chciałem zaznaczyć że to co wyzej pisze to czyste fakty już przeze mnie potwierdzone,nie domysły nie przeczucia . Ona ,,sprostowała,, temat z tą knajpą.Powiedziała ze była na mnie zła ze ja zerwałem(wtedy),i ze sobie chodzę na łajzy..aona siedzi w domu.....i po prostu pusciła mu smsa zeby wpadł pogadac.
Ona mówi ze nie ma inie miała juz od rozstania z nim zzadnych uczuc..poza sentymentem. Stwierdziła ze bedąc z nim w zwiazku nie kłócili sie w ogóle....nie wyzywali...ale tez to były takie czasy ze oni sie widzieli po 2-3 godziny dziennie ,nie mieszkali razem,jak była zwra kazdy szedł do siebie na kilka dni....ona mi to teraz wszystko mówi ..bo jej sie dupa podpaliła...cholera nagle przestała byc introwertczką,przestała mieć trudne dziecinstwo...co za pokręcony umysł.

Na moje poytanie czy kiedykolwiek przez te lata nie pomyslała zebyh to przerwać...i mi powiedziec..ona mówi ze chciała...że myslała o tym,żeby to przerwać,a w ostatnim momencie przychodził strach ze jak mi powie to jak zareaguje i ze mnie straci.
A ja zostałem z jednym znamiennym pytaniem ,,Po co usuwać i ukrywać coś co nie ma znaczenia?,,

pozdrawiam

ps
Prochów żadnych nie biorę i nie zamierzam..wbrew pozorom umiem odbijać sie od samego dna..choć najpierw muszę tam spaść.

661

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Czy ją usprawiedliwiam w głowie? NO JASNE !!!!!!!!!..

Ona cały czas mi mówi ze to filmy w głowie ze to projekcja ze sobie wkręcam obrazy seksu i zdrady....zapiera sie,płacze ,klęka na kolana że żadnej zdrady nie było...mówi że uczuciowej także,powiedziała że mogę odzyskać treść każdego jednego smsa,wziać bilingi i nic tam nie znajdę swiadczące chocby o szcatkowym zaangazowaniu uczuciowym.

Ja swoją też usprawiedliwiałem w głowie. Chyba w dużej części po to żeby też samemu z sobą dobrze się czuć - bo jak to, tyle uczuć, czasu i emocji zainwestowałem a tak naprawdę zostałem wystrychnięty na dudka? Jakim głupkiem wobec tego jestem??? Nie, przecież to na pewno nie tak, pewnie ja mam problem ze sobą samym, ona ma trudną sytuację, wstawcie cokolwiek innego co w jakiś sposób ukryje bolesną PRAWDĘ.

Twoja przynajmniej się tłumaczy, moja stwierdziła że możemy zapomnieć o okresie 'związkowym' i żyć tak jak wcześniej, jak przyjaciele. To mi otworzyło oczy odnośnie tego ile dla niej znaczyłem przez ten cały czas.

I bardzo Wam życzę żebyście nigdy nie doświadczyli tego co Robert czy ja. Angażujecie się, staracie się żeby było dobrze a podświadomie cały czas czujecie że to nie to. Ale szukacie winy w sobie bo druga strona nie widzi problemu, za to mówi że Wy sobie coś ubzduraliście, że to Wasze chore wyobrażenia. Druga strona nie widzi problemu bo zwyczajnie dla niej go nie ma. Jej jest wygodnie - stąd w moim przypadku chociażby propozycja przejścia na stopę przyjacielską - ot zwykłe: nic do Ciebie nie czuje poza sympatią więc fajnie że jesteś w moim życiu choćby jako przyjaciel. Więcej od Ciebie nie potrzebuje. To boli.

662 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-19 11:06:05)

Odp: Dziwny związek...

Ona cały czas mi mówi ze to filmy w głowie ze to projekcja ze sobie wkręcam obrazy seksu i zdrady....zapiera sie,płacze ,klęka na kolana że żadnej zdrady nie było...mówi że uczuciowej także,powiedziała że mogę odzyskać treść każdego jednego smsa,wziać bilingi i nic tam nie znajdę swiadczące chocby o szcatkowym zaangazowaniu uczuciowym.
Ona cały czas mówi mi że nie powiedziała mi o tym ze pisze z nim....bo sie bała mnie i mojej reakcjii i ze mnie straci jak sie dowiem...
Ona mówi że z jednej strony umawiała sie ze mną w 2010 roku ze urwie kontakt...a z drugiej strony mówi ze kiedy przychodzi do niej sms od niego z jakąś pierdołą(czytałem)...to ona nie widziała w tym nic złego,bo wie ze sie z nim nie spotykała i nie zdradzała.

Robert,
Osoby, które zdradzają charakteryzują się elastycznym, kombinatorycznym sposobem myślenia. Fałszują rzeczywistość i tworzą NIEADEKWATNĄ do własnej sytuacji definicję zdrady ohydnej, której ta osoba nigdy nie dopuściłaby się. To pozwala im patrzeć na siebie z niczym niezmąconym uwielbieniem. I potrafią bronić swojej definicji zdrady z zacietrzewieniem równym obronie własnego życia.
A definicja zdrady jest prosta: jeśli kroś robi coś za Twoimi plecami, oszukuje i okłamuje, upokarza, rani, niszczy miłość, zawodzi zaufanie, sprzeniewierza się danej obietnicy, zawartej umowie to ZDRADZA.
Bez znaczenia czy jest to partner, z którym się umówiłeś na wyłączność w bliskiej, uczuciowo-emocjonalnej i intymnej relacji, czy dziecko, na którego potrzeby nie reagujesz czy zwierzak, którego przygarnąleś a później pozbywasz się, bo koliduje z wakacyjnymi planami.

663 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-19 13:20:19)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Niestety, takie aktorki mają szczęście do porządnych facetów.

Ciekawa jestem jak to widzą osoby, które najmocniej optowały za robieniem z autora wariata, z którym jego dziewczyna wytrzymywała, tylko dzięki swojej wspaniałomyślności i cierpliwości godnej M. Teresy, po prostu anioł nie kobieta wink

Tak samo jak same byly w bardzo podobnej sytuacji. Jednakze koncowe rozwiazanie wynikalo z woli co do przyszlosci obu stron. Powiem ze mnie tez intuicja nigdy nie mylila wiec o co chodzi w tym watku? Czego nie wiem? Czego nie rozumiem? Czego nie widze? Moze po prostu w "normalnym" zwiazku "kaliber" odkrycia bylby maly i dalej by szlo. Najwieksze bowiem niebezpieczenstwo twki w uproszczeniu, ugruntowaniu zalu, jednoznacznym opisie sytuacji bez wzgladu na calosc zachowan obojga w tym zwiazku. Tylko ten wzglad, wzajemne zrozumienie (czy to przez rozmowy, czy terapie) da wglad w powody sytuacji w 2010 roku dlaczego siegnieto po telefon? Przeciez wczesniej nie bylo tak rozowo. Byly ciagle klotnie!, wyzwiska!, rozstania! Cala ta kolomyja, ktorej ktos po prostu nie wytrzymywal. A teraz nie umie sie bronic. Nawet w sytuacji "ocziwistej" zdrady zawsze pisze ze za sytuacje odpowiadaja najczesciej obie strony, natomiast za sam czyn jedna. A teraz dochodzi kaliber, ktory jest jaki jest ale bedzie wyolbrzymiany. To co mnie przerasta w ocenie tej sytuacji to jest taka przejaskrawiana jednoznacznosc kiedy mnie przeraza agresja, zachowania ze strony autora, czego nic nie usprawiedliwia, tak samo jak czegos nie usprawiedliwia alkoholizm czy przemoc. Dla mnie autor nada jest osoba emocjonalnie niezrownowazona w swoim zachowaniu, z ktora, bedac kobieta nie wytrzymalbym kilku dni w jendym domu. Jesli chce sie cokolwiek oceniac to trzeba wziasc pod uwage wiele roznych aspektow, w tym zdanie drugiej strony, ktore tutaj nie bedzie przestawione bo przeciez nie ma usprawiedliwienia dla rzeczy oczywistych? Nic jednak nie jest tak malo oczywiste jak to co sie tutaj dzieje w tym zwiazku. Takie jest moje zdanie.

"Wiecie...mnie w ogóle nie boli to ze były smsy i ich tresc...mnie strasznie boli ze potrafiła ukrywać,patrzec w oczy i kłamać....jesli na koncu wyjdzie ze nic nie było,nie wydarzyło ise,ze nic tam dalej juz nie ma....i ze ona to usuwała i ukrywała własciwie BEZ POWODU to ja juz nie rozumiem tego swiata,to jest czysty debilizm."

Chyba kobiety...

"Szkoda, że nie ma jakieś psychoterapii"

Mysle ze sa, ktore tlumacza zachowanie ludzi, ja to zachowane "dziewczyny" autora nawet rozumiem, dla mnie jednak wazne jest co dalej, zaangazowanie w cos innego na pewno zabieralo jakies mysli ale bardzo latwo jest teraz pomylic PRZYCZYNE ZE SKUTKIEM, z tresci wiadomosci wynika ze dziewczyna roberta nie miala przyjaciol, powiernikow a wiec zalila sie pierwszej lepszej osobie czyli ex, ktory nie dawal jej spokoju, na co?, na awantury meza, co jest wiec przyczyna a co skutkiem?

Dalej. Mamy tutaj na forum wiele takich watkow, jest watek zony ktora nie rozumie stosunku swojego meza do sytuacji napiecia miedzy nia a tesciowa, jest watek zony, ktorej maz ukrywal fakt istnienia nieslubnego dziecka, i mamy watek autora, w ktorym dziewczyna pisala normalne smsy ale bez wiedzy autora, jak mawial moj kuzyn wszystko to sa niedogodnosci ale nie sa to tragedie wobec smierci, kalectwa czy stalej choroby fizycznej czy to pschicznej, ludzie cale zycie ucza sie umiejetnosci porozumienia, zrozumenia siebie nawzajem, wybaczania bledow, dazac do milosci, odwrotnie, zbytnie zadufanie w siebie, rozpacz, zlosc i nienawisc, to kierunek ku antymilosci

664 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-19 15:08:43)

Odp: Dziwny związek...

Twoja intuicja powiedziała ci najważniejszą rzecz - brak uczuciowego zaangażowania żony.

Zakładałem, że twoja "żona" ma przynajmniej dobre intencje - tzn. rozumie już przynajmniej tyle, że jesteś więcej wart jako partner, zatem będzie miała INTENCJĘ aby popracować nad sobą aby być w stanie nie tylko to WIEDZIEĆ ale również przeżyć. W świetle tego co piszesz odnawiała sobie z premedytacją zaangażowanie uczuciowe do Ex-samca. To stawia jej intencje w zupełnie innym świetle. Pewnie nie dojdziesz szybko czy cię zdradzała fizycznie czy nie - jeśli w ogóle kiedyś dojdziesz. Nie wiem jednak czy jest to najważniejsze - znacznie ważniejsze jest że nie można jej zaufać.
Tak, to dziwne i trochę dla mnie niezrozumiałe, ale są ludzie którzy całkowicie nie rozumieją prostej zasady:"Nie ma sensu być z kimś kogo  z premedytacją oszukuję". Nie rozumieją, że miłość jest rzeczą niepodzielną - to znaczy dotyczy "całego człowieka". Ponieważ czynią źle, ale nie mogą się powstrzymać, używają swojego mózgu po to aby zakłamywać sobie obraz rzeczywistości. Może być tak zakłamany, że przekonywająco przysięgają "na głowy dzieci" a robią swoje.
W tej chwili to co mówi może być jedynie przedmiotem jakie analizy co do spójności, ale nie ma bezpośredniej wartości informacyjnej.
Szkoda, że nie ma jakieś psychoterapii na ZŁE INTENCJE. :-(

Robert247 napisał/a:

Co wy spać nie możecie.. wink

No właśnie, przez ten twój wątek się nie wyspałem... ;-)

665 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-19 14:30:10)

Odp: Dziwny związek...

wiecie co,dla mnie najgorsze w tym związku,to co mnie boli od zawsze jest....niespójność uczuć myśli z działaniami rzeczywistymi. Już przed 2010 rokiem miałem mętlik podczas rozmów z nią..a raczej kłótni. Tylko wtedy byłęm ze tak powiem ,,świeży,, emocjonalnie. Nie myslałem nawet o jakiś zdradach,nie myslałem o byłych,nie kontrolowałem w ogóle jej zycia..nie interesowało mnie co i z kim robi...dla mnie liczyło ise tu i teraz my razem.

Ona do dzisiaj uparcie twierdzi że bezpośrednim powodem jej wycofania uczuciowego...były moje wyzwiska w kłótniach i to było mniej wiecej w 2009 roku,na poczatku,był taki bardzo zły okres moze 4-5 miesiecy gdzie kócilismy sie bardzo,i padały takie słowa z mojej strony....Z JEJ TAKZE ..ale mniej i...ja w ogóle nie czułem sie urazony na 2-3 dzien..tzn. mijało mi bo to w afekcie kłótnia,absolutnie nie obwiniałem jej o to. Natomiast ona mnie permanetnie i zawsze.Nigdy nie miała na mnie ze tak to nazwe,,haka,, w argumentach innego niz te wyzwiska....stwierdziła ze jąbardzo bolą,ze płakał przez nie,ze jej sie zyc nie chciało. Ja zawsze przepraszałem...i dawałem jej wybór. Mówiłem jej ,jesli nie mozesz mi tego wybaczyc,moich reakcjii to zrozumiem ze nie bedziesz chciała ze mną być.
Ona jednak uparcie od samego początku ze nie ze ona chce i kocha..i zebym tylko przestał wyzywać.

Więc przestałem..ale kłótnie choc rzeadsze wybuchały..o to samo..i tak samo sie konczyły czyli ona nie rozmawia,tylko wychodzi i milczenie.

Potem po czasie juz nawet nie ciągnałem kłótni...ale nadal z uporem maniaka chciałem sie dowiedzieć,, Gdzie jest drugie dno,, Wciąż pytałem o to samo....i dostawałem cały czas odpwoiedzi że ,,Nie ma zadnego problemu,, ze wszytsko jest ok,zebym nie wymyslał itd....aż do tej chwili.

Tłumaczyłem jej wczoraj ze zamiast przerwać ten młynek juz w 2009 roku..ty brnełas w to coraz mocniej az do tego finału....PO CO? JAKI JEST CEL? tEN TWÓJ DŁUGOFALOWY CEL.

I nadal otrzymuje odpowiedzi ze ona szukała wsparcia,szukała osoby która jej pomoże,powiejje dobre słowo....a on zawsze ją rozumiał i nigdy nie krytykował,nigdy. On aprobował kwszystko co ona myslałai robiła.....tyle ze nie chciał z nią być a jedynie mieć ,,dostęp,, do niej.

Ja jestem głupi,ze nie byłem stanowczy...Ja zakonczyłem nasz związek w 2007 roku kiedy jeszcze nie było dzieci....wtedy było super ale pamietam ze pierwszy raz sie o cos poprztykalismy ,delikatnie bez wyzwisk bez podnoszenia głosu..jeszcze wtedy nie mieszkalismy razem.....w ogóle nie cierpiałem nic...ona wtedy przyszła do mnie po 2 tyg. rozstania i powiedziała ze jest w ciąży.

Potem zerwałem z nią w 2010 roku na około 2-3 miesiace...ale już mieszkalismy razem i była dwójka dzieci(wtedy była ta akcja z knajpą).....nieszkodliwa całkowicie,bo była tam z kolezanką,mam swiadka na to,znam godziny...nic tam nie wydarzyło sie....a mimo to ukryła to i nakłamała o tym bezsensownie.

Teraz jest 2015 ,trójka maluchów....i kolejna akcja.Tutaj nakłamała tak mocno i długo ze zabiła we mnie całkowicie zaufanie.Kocham ją swoim uczuciem..ale nie mogę już zaufać.Ona prosi o szanse i PRZYSIEGA  ze juz tak nie bedzie.....i za chwile sama mówi...wiem jak brzmi słowo przysiegam w moich  ustach...ale nie wiem juz co mam zrobic i powiedziec Trzeba spojrzec trzezwo na to. Ja zawsze chciałem dać szanse na to bysmy byli rodziną.

Ale zadaje sobie pytanie...Co moja panna wymysli w 2017 roku jesli dam jej kolejną szanse? Już nei chce nawet mysleć. Spedzilismy piekne chwile,potrafi byc otwarta i pomocna,uczuciowa ..tak potarfi dawała mi to cały czas z przerwami....ale coś w niej jest ,,nienormalnego,,..ja tego juz nie analizuje...cos w niej siedzi głupiegoi bezsensownego,ma jakiś dziwny chory cel.
Nie moja sprawa.

666

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Pewnie nie dojdziesz szybko czy cię zdradzała fizycznie czy nie - jeśli w ogóle kiedyś dojdziesz. Nie wiem jednak czy jest to najważniejsze - znacznie ważniejsze jest że nie można jej zaufać.

Zgadzam się, skoro przez pięć lat umiała ukryć zdradę emocjonalną, to doskonale mogła to zrobić ze zdradą fizyczną. Robert zwyczajnie został uśpiony, więc w tym czasie mogło stać się wiele.

Maniek Twoim zdaniem to było w porządku, że "bohaterka" w niewygodnych sytuacjach zamykała się do Roberta, zamiatając to pod dywan, pod przykrywką milczenia lub szczątkowych zwrotów? Po czym szybko biegła w kryjome miejsce i o wszystkim "smarowała" exiowi. Zamiast w normalny sposób prosto z mostu powiedzieć "małżonkowi". W końcu kto jest jej partnerem? Bo już się pogubiłem Robert czy exio?

Tak Robert ma swoje za uszami i nikt tu tego nie neguje, zresztą autor też.

667 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-19 15:40:18)

Odp: Dziwny związek...

robert - byłes z damską wersją psychopaty. Przeczytaj koniecznie "Moje dwie głowy", tam są podane nawet właściwe interpretacje tekstów-kluczy, które padają z ust takiej "haremowej logistyczki" wink

Takie osoby mogą mieć po kilku kochanków i  ZERO wyrzutów sumienia, a jeśli jakiekolwiek się pojawiają  to na zasadzie aktorskiego odegrania emocji, jak roli - jak u "twojej".

Ona ci ciśnie takie kity, a już tekst z próbami przysięgania, a po chwili sama się trzeźwo puknęła w łeb: "Ja i dotrzymywanie słowa? Wiem jak to brzmi.heheheh" big_smile Ona w środku NIC nie czuje w związku z tym co się dzieje, a ty ją 'zamęczasz' biedule, bo musi wspinać się na wyżyny aktorstwa teraz i grać skruchę, żal, obiecywać gruszki na wierzbie..

I jeszcze mówi wprost, że "były ją chciał tylko do jednego, ale być z nią razem to już nie..:("  I po takim sucharze, który ja (oraz każdy człowiek trzeźwy umysłowo) rozumie jako: "Jestem z innym (padło na ciebie) bo mój Król Ru...nia mnie nie chce sad:(:(" ty się jeszcze zastanawiasz co poetka miała na myśli..

Ps. W ogóle ta cała sytuacja...Utrzymywanie kontaktu z byłym, z którym nie jest (oficjalnie) już 10 lat, nie ma z nim dzieci, nic podczas gdy ma swoje życie z kimś innym, 3 dzieci (!!!) - KOSMOS.
To za cholerę nie jest normalne, a ukrywanie tego tylko podbija ten fakt.

Ona doskonale wie, że to co robi nie ma nic wspólnego z tym jak być powinno, inaczej nie prowadziłaby osobnego życia uczuciowego na 'drugiej linii'. a to czy był ten seks między nimi czy nie to sprawa drugorzędna, bo chodzi o sam fakt, że ona jest i zawsze była na ten seks z exem otwarta - w przeciwieństwie do seksu z robertem.

Kurde, masakryczne są takie trójkąty, gdzie na samej górze tej piramidy jest czyjś ex, niżej osoba dalej w nim zakochana, a odrzucona..a na szarym końcu dopiero prawowity partner, który tęsknym wzrokiem patrzy na postaci u góry, totalnie bezradny i jak 5 koło u wozu.


EDIT : robert, nie chcę cię dobijać, ale sąsiadująco masz wątek MarcoPolo80. Zobacz jak u nich wygląda 'godzenie się' i namacalne zmiany po kryzysie: w seksie, samopoczuciu i emocjonalnym zaangażowaniu- po OBYDWU stronach.

668

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

/.../
Tymczasem poza osobowością, człowiek ma jeszcze Duszę, podświadomość, ego i Ducha, ale to tylko tytułem zarysowania tematu.

Ale teraz, co powoduje, że jedni potrafią otworzyć na informacje płynące od Intuicji czy też Wyższych Jaźni i 'znają odpowiedzi'/.../

Elle , skąd bierzesz ten "dżedaj"? Jakby buddyzm łamany przez psychoanalizę. Da się to gdzieś wygooglać, czy to jakiś autorski produkt? Nie wiem czy dobrze wyczuwam, ale może odczytuję ślad praktyk medytacyjnych.
Jak zwał tak zwał, jak już wspominałem, można "teoretyzować" na temat tego co psychiczne dość dowolnie.

Natomiast potwierdzono, że można tak uszkodzić mózg aby zmniejszyć w sposób dość wybiórczy możliwości wglądu i empatii. Miejsce jest znane. Wiadomo też, że w okresie rozwoju mozg w sposób nie do końca zdeterminowany genetycznie tworzy kolejne warstwy - lepiej lub gorzej, że neurony konkurują o połączenia jeszcze w okresie płodowym i wymierają te, które połączeń nie nawiążą. W efekcie, każdy człowiek może mieć w określonym miejscu pulę neuronów przydatnych do czegoś, co w sprzyjającym momencie daje mu szansę na "zreprezentowanie" jakiegoś kawałka rzeczywistości, tak dokładnie jak - być może - nikt inny na świecie. I odwrotnie, w innym miejscu może mu czegoś brakować i choćby się starał zostanie ledwie przeciętniakiem, bazując na jakiś rozwiązaniach kompensacyjnych z "reszty mózgu". Potem żyje nawet nieświadom deficytu - bo "czym" miałby niby sprawdzić, że mu czegoś brakuje? Podobnie brak stymulacji w okresie rozwoju może spowodować nieodwracalny deficyt. Jeśli kot od urodzenia widzi tylko pionowe kreski nie sięga łapą po poziome obiekty, choć sięga po pionowe. Są jakby okresy krytyczne rozwoju każdej funkcji.

669 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-19 16:05:28)

Odp: Dziwny związek...

Elle , skąd bierzesz ten "dżedaj"? Jakby buddyzm łamany przez psychoanalizę. Da się to gdzieś wygooglać, czy to jakiś autorski produkt? Nie wiem czy dobrze wyczuwam, ale może odczytuję ślad praktyk medytacyjnych.
Jak zwał tak zwał, jak już wspominałem, można "teoretyzować" na temat tego co psychiczne dość dowolnie.

Powiedzmy, że to efekt kilku lat poszukiwań, połączonych z większym 'wglądem w siebie', który z czasem pozwolił na wyrobienie łączności z wyższymi ciałami subtelnymi. W takiej łączności z wyższymi jaźniami jesteśmy cały czas, sek w tym, że mało kto potrafi odpowiednio 'odbiornik' ustawić by była ona dwukierunkowa i bez większych zakłóceń. By tak się stało konieczne jest by 'wysubtelnieć' (zwiększyć ilość ciał subtelnych albo potrafić aktywować na maksa te, które są, nawet jeśli jest ich stosunkowo niewiele na początku).

Dla Ciebie to teoria dla mnie to nie wiara, ani przypuszczenie, ja to wiem. Wiem, tak jak się coś przeżyje/poczuje i potem się to już 'wie'.

Wytłumaczenia na zasadzie niezbitych dowodów z pokazem slajdów ode mnie nie dostaniesz wink, ale jeśli nie czujesz tego, o czym mówię to też żaden problem, bo każdy otwiera się na te sprawy w swoim tempie, a nawet jeśli tego w ogóle nie czuje to tez jest ok.

To o czym piszesz a propos neuronów jest z naukowego punktu widzenia spójne, jedyny 'mankament' jak dla mnie, to że opiera się znów jedynie o materię, czyli postrzega człowieka i jego motywacje 1 max 2- wymiarowo wink
Dla mnie to mało, ale przecież każdy widzi to po swojemu.

670 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-19 17:33:11)

Odp: Dziwny związek...

MOIM ZDANIEM mamy tutaj znowu wiele roznych aspektow sprawy, które wrzucone do jednego worka zaczerniają widok. Podsumuje ta wypowiedzą moja obecność w tym watyku. Postaram się napisac tak jakbym pisal tutaj pierwszy raz.

Po pierwsze mamy związek dwojga ludzi, którzy sa ze sobą z wyboru, maja dzieci, tworza rodzine (choć nieformalnie co kobiete boli). W tym związku partner ma oczekiwania nastolatka, ciagle stawia swoja partnerke przed wyborem być albo nie być. Jest osoba emocjonalna, tworzy atmosferę awantur ale przede wszystkim niepewności, co przecież dla każdej nornalnej kobiety jest najgorsze. Sa również problemy w komunikacji, być może parnerka się zamyka, ma tez ona zle doświadczenia, jako dziewczyna była katowana trzymana za nogi glowa do dolu i bita. Oboje stworzyli związek, w którym, tak jak w każdym normalnym związku nie da się utrzymać ani codziennej adrenaliny, namietnosci z pierwszych miesięcy, stanu wiecznego "zakochania" przede wszystkim wobec obowiazkow domowych, pracy, dzieci. Autor partnerce w domu nie pomaga, ma wymagania. Tutaj przeczytałem wiele rad na tema psychologa dla niej. Otoz równie dobrze, gdyby ona się zachowywala tak samo, mogla stawiac ultimatumw postaci zmiana zachowania u niego, wyslac do psychologa czy zalozyc niebieska karte. Nie zrobila tego, chcąc być z nim.

Zycie w takiej huśtawce wypala, poza tym w każdym związku, jak sinusoida, pojawiają się doly, góry, osłabienie okazywania uczuc, itp. To jest powodem obecnej sytuacji, która jest zlozona. Ponieważ przyczyny wywolaly tez wiele skutkow. Sa one obopólne. Parner się tutaj sfrustrowany w niezrozumieniu i oczekiwaniu okazywania mu uczuc, partnerka za zaburzonym przez parnera poczuciem bezpieczeństwa, obarczona wszystkimi! obowiązkami domowymi, nie jest w stanie spelnic oczekiwan parnera, jest zmeczona ciaglym, nieustannym zachowaniem się partnera, sama majac pewnie tez wiele przemyslen, pragnie spokoju w domu, wzajemne oczkiwania sa wiec niespełnianie bo jedna strona wysuwa ciagle rzadania, druga nie ma spokoju, pojawiają się sprzeczne oczekiwania.

W tym kontekście kontakt z bylym na pewno jest bolesnym faktem ale ma on charakter wymiany informacji, proby wyzalenia się wobec bezsilności w domu, która jest ciaglym ustępowaniem, ma charakter kolezenski (również wobec braku znajomych) i w żaden sposób inny, jest bledem ale zupełnie nieszkodliwym, z głupoty raczej i wyolbrzymionym przez autora, jest przede wszystkim skutkiem a nie przyczyna obecnej sytuacji. W rezultacie partnerka autora nadal jest stłamszona, nie ma prawa do własnego zdania, autor nie widzi juz tego co sam czasami pisal o wartościach swojego związku i nie ma już bata nad sobą do zmiany swojego zachowania

I tak caly czas pierwotny problem nie jest rozwiązywany a tylko zamiatany pod dywan, wręcz pogłębiany a jest nim problem przemocy psychicznej jednego z parnerow przy stosunkowo biernej postawie drugiego z parnerow, problem który nie pojawil się teraz, nie pojawil się w 2010 roku ale który pojawil się przed 2007 rokiem czyli jest stale obecny, w związku opisywanych tu ludzi

Żeby to zrozumieć wystarczy sobie wyobrazić siebie w zyciu z takim parnerem, większość z was pod wpływem takiej atmosfery domowej już po stosunkowo krótkim czasie odeszlaby od takiej osoby, która ciagle ma o wszystko pretensje, nie pomaga, szantazuje, wymusza

Oczywiście sa i tez zdania o wyidealizowanym związku opartym na porozumieniu dusz. Zycie jest jednak bardziej przyziemne i ludzie w nim realizują rozne potrzeby milosci, rodziny (tej autor swojej kobiecie nie zapewnil - brak sformalizowania związku czego ona oczekiwala), dzieci, kochania, czulosci. I tutaj oboje się starali a rozstanie (dość czesty szantaż autora) okupiony bylby cierpieniem uczuciowym w wyniku odczucia porzucenia przez osobe kochana i kochajaca. Byloby to może najgorsze rozwiązanie, a w tej chwili oboje zostali by sami. Jednak praca nad zwiazkiem wymaga madrosci, cierpliwości, może pomocy w wytłumaczenia zachowan przez terapeute a nie przypadkowe, choć doświadczone osoby na tym forum. W zamian mamy dziecinane, ciagle zmiany zdania i nastrojow (autor), osamotnienie w swoich problemach, wyobcowanie i nadmierne obciążenie wymaganiami, obowiązkami (kobieta autora watku). Czy starczy im sil żeby się odnaleźć. Przede wszystkim powinni się skupic na sobie nawzajem i rozwiazywac swoje sprawy miedzy sobą. Tylko ze przez większość czasu było to spojrzenie glownie na siebie (autor) a na kobiete przeważnie przez pryzmat spełnienia swoich oczekiwan (autora). O dzieciach, milosci do nich, spędzaniu z nimi czasu, jak się czuja w domu majac przykład takiego zachowania ojca, wogole nie było mowy! (trojka małoletnich dzieci z których najstarsze ma chyba 7-8 lat a najmłodsze 4-5 lat, które to w 2010 kiedy autor zostawil kobiete z dwojka malenkich dziecmi na kilka miesięcy, jedno miało 2-3 lat a drugie 1-2 lat).

671 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-19 18:15:11)

Odp: Dziwny związek...

Maniek to wszytsko co piszesz to prawda...oprócz tegpo zostawienia dzieci w 2010 roku...ja z niąz zerwałem bo miałem dosc narzucania sie jej,ale sie nie wyprowadziłęm z domu...ba w jednym łóżku spaliśmy,a dziecmi normalnie sie zajmowałem.
I drugie co sie pomyliłęs to brak uczuc z mojej strony,nie tego nie było...było ich chyba za duzo nawet.
Ale zycie okazuje sie prostrze niz nam sie wydaje.
Wiesz ja siebie nie wybielam...ale przynajmniej byłem uczciwy,nigdy nie okłamałem i nie oszukałem...przez to miała zaufanie i alez oczywiscie ze ja jestemkonsekwentny i przewidywalny...przeciez jestem z nią 10 lat...więc o jakiej niekonsekwencjii mówisz. Miotac sie mozna bo jest jakis problem...ale to ma mało wspólnego z konsekwencją.
Gdyby w mojej głowie logika była wyzej postawiona niz uczucia to bym po roku zerwał z nią.....ale ze jest odwrotnie to ciezko mi to zrobic po 10 latach.
Teraz jednak zapowiada sie ze mam ułatwione zadanie.

Ja nie mam i nie miałem problemu z tym ze ona mnie nie kocha czy ze woli innego...ja miałem i mam do niej żal ze mi tego po prostu nie powoedziała,zabierajac tym samym swiadomie kilka lat z mojego zycia i zostawiając dzieciaki w rozbitej rodzinie.To raczej dla dzieci nie bedzie zdrowe,ale jak Elle napisała ,ona najprawdopodobniej o tym tak nie mysli,byc moze sądzi ze rozbita rodzina to jest dla dzieci żadna trauma,ja wiem ze jest.
pozdrawiam

672 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-19 19:10:31)

Odp: Dziwny związek...

Maniek, do tej pory czytałam co piszesz z zainteresowaniem, ale ostatni Twój wpis uważam za bełkot, sorry.

Po pierwsze mamy związek dwojga ludzi, którzy sa ze sobą z wyboru ,

Z czego przepraszam? smile
Jeśli dla ciebie świadoma decyzja " z wybóru" to związanie się z pierwszym mężczyzną chętnym założyć rodzinę, bo eks nie chciał się w to z nią bawić, a potem odpieprzanie takiej maniany, bo co chciałam to załatwiłam (dzieciaki, rodzina) to ja nie mam pytań.
O coś z wyboru się dba , szuka sposobów naprawy gdy coś się 'psuje', a nie obojętnie przechodzi wokół każdego problemu lub je generuje poprzez brak zaangażowania na podstawowej płaszczyźnie.
Tylko nie pisz, że udostępnienie krocza na czas spłodzenia dzieci to zaangażowanie, bo pomyślę, że urwałeś się z choinki wink

Tak czy inaczej, wpędzasz dalej roberta w poczucie winy. Nie wiem, może przyjąłeś sobie za misję "uratowania" wszystkich związków, w których jedno z partnerów zakochane jest w kimś poza zasięgiem, bo Tobie się udało.
Tylko zapominasz w tym wszystkim zdaje się o jednym szczególe: twoja żonka poznała swojego "wybawiciela" PO tym jak poznała Ciebie, więc jakiś związek emocjonalny z Tobą zbudowała i było się do czego odnieść, a tu - w tym przyp.- punktem odniesienia jest ekstaza i fantastyczne czasy z eksem, które minęły nie dlatego, że są dzieci, nowy partner czy zobowiązania, tylko dlatego, że ON nie chciał.
ON, to nie był JEJ świadomy wybór.
Potrafisz to zrozumieć, czy niebardzo?



Ja nie mam i nie miałem problemu z tym ze ona mnie nie kocha czy ze woli innego...ja miałem i mam do niej żal ze mi tego po prostu nie powoedziała,zabierajac tym samym swiadomie kilka lat z mojego zycia i zostawiając dzieciaki w rozbitej rodzinie.To raczej dla dzieci nie bedzie zdrowe,ale jak Elle napisała ,ona najprawdopodobniej o tym tak nie mysli,byc moze sądzi ze rozbita rodzina to jest dla dzieci żadna trauma,ja wiem ze jest.

A tu z kolei jest dalej bełkot roberta wink
Podpowiem Ci: to wytłuszczone to aspekty, w których okłamujesz siebie. Idziesz totalnie w wyparcie. Po co?

Boli Cię jak cholera to, że ona Cie nie kocha tak jak mężczyznę, tylko brata i ojca dzieciom i że woli tamtego -i to jest zrozumiałe. Inaczej nie popadałbyś w takie skrajności emocjonalne i nie zakładał wątku, którego nadrzędnym celem jest "Jak sprawić by kobieta mnie pokochała..w końcu."

Przestań się zasłaniać dobrem dzieci, bo jesteś jak taka żona alkoholika z podbitym okiem, która uśmiecha się mijając sąsiadów i puszcza im oczko: "Wiecie, rodzina najważniejsza wink".
Dalej będziesz czuł się podle jeśli zostaniesz, bo to będzie oznaczało że sam siebie kompletnie nie szanujesz godząc się na bycie 'tym drugim', a do tego wszystkiego jeszcze mając czarno na białym dowody jej emocjonalnej (narazie) zdrady.

Naprawdę, o ile jeszcze wcześniej ktokolwiek mógł mieć wątpliwości i nabrać się na to, że chodzi o dzieci, tak teraz..nigga, please.

673 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-19 20:03:25)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

/.../Powiedzmy, że to efekt kilku lat poszukiwań, połączonych z większym 'wglądem w siebie', który z czasem pozwolił na wyrobienie łączności z wyższymi ciałami subtelnymi. W takiej łączności z wyższymi jaźniami jesteśmy cały czas, sek w tym, że mało kto potrafi odpowiednio 'odbiornik' ustawić by była ona dwukierunkowa i bez większych zakłóceń. By tak się stało konieczne jest by 'wysubtelnieć' (zwiększyć ilość ciał subtelnych albo potrafić aktywować na maksa te, które są, nawet jeśli jest ich stosunkowo niewiele na początku).

O dziwo, n-lat pracy w warunkach wymagających wnioskowania w oparciu o dowód nie jest dla mnie problemem w odbiorze tego typu treści, nie przeszkadza mi też specjalnie fakt, że co MNIEJ rozgarnięty psychiatra miałby dla Ciebie wiele chemicznych propozycji po usłyszeniu o "Istotach wyższych" czy "ciałach subtelnych" ;-) /Spox - czytaj dalej ;-)/

Mam wrażenie, że w warunkach "standardowych", człowiek zajmuje się swoją psychicznością tylko w zakresie stwierdzenia faktu iż posiada świadomość, po czym używa jej bezrefleksyjnie. Ty jak rozumiem próbujesz stworzyć jakiś "system" opisujący subtelne doznania psychiczne, z kręgu intuicji(?), zakładający pozamaterialne pochodzenie części doznań psychicznych, próbując zwiększyć wyrazistość tego, co błąka się człowiekowi na obrzeżach świadomości.

Warto wiedzieć, że nasz mózg nie zajmuje się tworzeniem "zmysłowych reprezentacji rzeczy nieistniejących" - ewolucja jest zbyt oszczędna. Jeśli jakaś część neuronów umie "wywołać" u nas wrażenie koloru, to choć kolor nie jest dokładnie tym, czym jest fala świetlna, istnieje PEWIEN, niekoniecznie liniowy ZWIĄZEK pomiędzy doznaniem a bodźcem go wywołującym. Bardzo przydatny dla człowieka. I rzecz ciekawa - drażnienie wybranych okolic skroniowych (lub też podanie ketaminy) może wyzwolić silne wrażenie "transcendencji" - stan w którym - jak podejrzewam opisywane przez Ciebie doznania nasilaja się.
Jeśli więc da się namierzyć cały kawał mózgu, który dostarcza takiego "doznania transcendencji", pojawia się proste pytanie - po co człowiekowi kawał mózgu do kreowania takiego doznania? Czemu OSZCZĘDNA ewolucja zaopatrzyła nas w coś takiego? Bo chyba nie po to abyśmy tworzyli religie i czuli się z tym lepiej.  Ewolucja jest odpowiedzią na Wszechświat w całej jego złożoności i strukturze. Co odbiera TA ANTENKA? To neuropsychiatryczny - pośredni dowod na to, że odbiór świata nie sprowadza się do odbioru bodźców fizykalnych (dających się zarejestrować metodami fizycznymi).
Oczywiście takie rzeczy mogę publikować na grupie, a nie w recenzowanych czasopismach...

Elle88 napisał/a:

Dla Ciebie to teoria dla mnie to nie wiara, ani przypuszczenie, ja to wiem. Wiem, tak jak się coś przeżyje/poczuje i potem się to już 'wie'.

Z tym "wie" różnie bywa, kiedyś paru japończyków opisało badania z użyciem metody przezczaszkowej stymulacji magnetycznej (bardzo silne pole elektromagnetyczne indukuje prąd w mózgu). Po przystawieniu do okolicy decydującej o wyborze stereotypu motorycznego kazali badnemu ruszać ręką. Po zastosowaniu stymulacji, kolejny ruch był przezeń powstrzymany. Za każdym razem pytano go dlaczego zatrzymał ruch - badany upierał się, że ON OSOBIŚCIE go powstrzymał - "wiedział". Innymi słowy nawet subiektywna pewność bycia sprawcą czynności nie musi być doznaniem w pełni obiektywnym.

Elle88 napisał/a:

Wytłumaczenia na zasadzie niezbitych dowodów z pokazem slajdów ode mnie nie dostaniesz wink, ale jeśli nie czujesz tego, o czym mówię to też żaden problem, bo każdy otwiera się na te sprawy w swoim tempie, a nawet jeśli tego w ogóle nie czuje to tez jest ok.

Oczywiście, natomiast interesujące są dla mnie jakieś "punkty" zaczepienia odwołujące się do subiektywnego doświadczenia - choć trochę późno - nie mam mózgu 26 latka, a trening szedł w innym kierunku.

Elle88 napisał/a:

To o czym piszesz a propos neuronów jest z naukowego punktu widzenia spójne, jedyny 'mankament' jak dla mnie, to że opiera się znów jedynie o materię, czyli postrzega człowieka i jego motywacje 1 max 2- wymiarowo wink
Dla mnie to mało, ale przecież każdy widzi to po swojemu.

To jest jednak bardziej skomplikowane :-) Dowolna teoria naukowa jest poprzedzona doznaniem intuicyjnego zrozumienia zjawiska którego dotyczy, a ten akt jest jednak czysto subiektywny. Dla mnie "nauka" nie jest "sumą wszystkich spisanych teorii i wyników badań" algorytmicznie i mechanicznie tworzących sformalizowaną (i przez to ułomną) reprezentację Wszechświata. Nauka jest intuicjami badaczy ujmującymi zjawiska, których dotyczą teorie którymi się zajmują. Zatem - przykładowo - jeśli piszę o tym, że u kogoś nastąpiło uszkodzenie struktur odpowiedzialnych za "teorie umysłu" innych ludzi, towarzyszy temu wiedza o faktach naukowych - stwierdzonych zachowaniach tych osób, ale także intuicyjny i prewerbalny i niemożliwy do pełnego sformalizowania "bezposredni ogląd" oparty o kontakt z N takich osób. Teoria jest nieco "kaleką" sformalizowaną i dającą się interpersonalnie zakomunikować wersją tego oglądu.

674

Odp: Dziwny związek...

EXTRA_ Pomijając już fakt, że rozwalamy robertowi wątek wink to operujemy zupełnie różnymi narzędziami odbierania świata: Ty jesteś zajawiony na naukę i przeintelektualizowanie, ja odczuwam to wszystko innymi zmysłami, których nie da się wyjaśnić stosując Twoje kategorie systematyzowania danych o świecie.
To po prostu nie moja bajka. Ale nie ma sensu oceniać czyja jest 'bardziej opipsana w podręcznikach naukowych' itp., bo kompletnie nie o to tu chodzi.

Ja sobie doskonale zdaję sprawę, że w niektórych kręgach to co pisze, mówię jest postrzegane w taki a nie inny sposób, ale naprawdę nie czuję potrzeby niczego udowadniać czy przekonywać kogoś tylko po to by przerzucać się 'racjami'.

Chcesz - to weźmiesz coś z tego dla siebie, dopytasz. Nie chcesz- tez ok.
Ale nie uda Ci się mnie sprowokować do dyskusji z poziomu ego, gdzie 'wygrywa' ten, kto zacytuje więcej mądrych książek czy powoła się na bardziej utytułowanych uczonych.

To tak jak w środowisku lekarzy: część z nich jest przekonana, że opowieści pacjentów o przeżyciach w stanie śmierci klinicznej są spójne i powtarzalne (bo wiele opisów się pokrywa niezależnie od różnic demograficznych i czasowych między relacjonującymi), a część będzie zaklinała się na wszystko, że te przeżycia da się prosto wyjaśnić zmianami chemicznymi jakie w tym czasie zachodzą w mózgu.

Na yt jest filmik znanego (amerykańskiego zdaje się) neurologa, który ma na koncie doświadczenie śmierci klinicznej, a który bardzo otwarcie mówi, iż nie ma takiej możliwości by to co przeżył 'po drugiej stronie' było zwykłą projekcja mózgu, bo jak wtedy wyjaśnić oprócz wizji, które jedni nazywają halucynacją mózgu pracującego na niestandardowych częstotliwościach, to, że pacjenci zawsze widzą z perspektywy 3 osoby cały przebieg operacji, włącznie z ubiorem personelu, szczegółami rozmów ze stołu operacyjnego a także tego co dzieje się w tym czasie w kilku innych miejscach: dom rodzinny, najbliżsi znajomi, a także ogólne info ze świata itp.

Długo by pisać, ale raz, że nie jest to odpowiednie miejsce, ani też, jak mówię - nie da się opowiedzieć o pewnych zjawiskach odbieranych kanałami pozawerbalnymi posługując się odniesieniami do standardowych kanałów i zmysłów.

675

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Ale nie uda Ci się mnie sprowokować do dyskusji z poziomu ego, gdzie 'wygrywa' ten, kto zacytuje więcej mądrych książek czy powoła się na bardziej utytułowanych uczonych.

Elle - plz. Zatkało mnie.

676

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Ale nie uda Ci się mnie sprowokować do dyskusji z poziomu ego, gdzie 'wygrywa' ten, kto zacytuje więcej mądrych książek czy powoła się na bardziej utytułowanych uczonych.

Elle - plz. Zatkało mnie.

Hehe, niepotrzebnie. To nic osobistego smile Po prostu nie rzucę Ci ani nazwiskami, bo nie są to naukowcy - prędzej bioenergoterapeuci i nauczyciele duchowi, więc znów napisałbyś to samo, że "to żaden dowód" i bylibyśmy w punkcie wyjścia. Odetkaj się plz wink

677

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Ale nie uda Ci się mnie sprowokować do dyskusji z poziomu ego, gdzie 'wygrywa' ten, kto zacytuje więcej mądrych książek czy powoła się na bardziej utytułowanych uczonych.

Elle - plz. Zatkało mnie.

Hehe, niepotrzebnie. To nic osobistego smile Po prostu nie rzucę Ci ani nazwiskami, /.../

Przecież pytam bardzo wyraźnie - i zdecydowanie nie o nazwiska mi chodzi :-)

Przeleciałaś to co napisałem chyba.
Co więcej 90% tego co piszę jest próbą poszukania jakieś neurobiologicznej płaszczyzny z tym co pisałaś. Się nie wkurzaj, tylko wyobraź sobie baaaaardzo życzliwego i grzecznego EXTRA_terrestriala
pilnie słuchającego co masz do powiedzenia.
No chyba że ci bezpieczniki siadły w empatii po wątku Roberta ;-))))

678 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-19 22:30:27)

Odp: Dziwny związek...

Co więcej 90% tego co piszę jest próbą poszukania jakieś neurobiologicznej płaszczyzny z tym co pisałaś.

Ja nie wątpię, że ta płaszczyzna jest, tyle że wg mnie źródło zmian w mózgu wychodzi nie z chemii, a z 'pola'.
Przykład: Poznajesz kobietę i ona oddziałuje na Twoje ...pole (nie, nie TO wink - całościowo oddziaływuje.
Zauraczasz się i... zaczyna się cały "bajzel" w mózgu. Rozumiesz co chcę powiedzieć?  Ta kolejność.

Podobnie rzecz ma się w większych sprawach i w każdej pomniejszej - to dwukierunkowa ulica: emocje oddziaływują na mózg, a np. chemia z tabletek działa najpierw na mózg a później dopiero na emocje.

Analogicznie jest ze sfera duchową, tyle że tu mamy kilka płaszczyzn: począwszy od tej najbliższej -fizycznej, przez coraz wyższe -eteryczną (prana, zdrowie),  astralna (połączenia energetyczne, energie subtelne), mentalną (myślenie), przyczynowa (wnioski), buddialną (wartości) , atmaniczną (idee), poziom wolnej woli, itd.

I teraz, czym to działanie/wnioski wychodzą z niższych poziomów, tym bardziej ograniczają nas nasze własne emocje - nasza perspektywa jest przez nie przyblokowana, co nie oznacza, że tam dalej nic nie ma, ot, po prostu nie mamy do tego głębszego wglądu.

Z punktu widzenia neurobiologicznego, mózg zalewa fala impulsów (emocji) i zaczyna się etap projekcji, która ma to do siebie, że nie ma nic wspólnego z 'trzeźwym', świadomym postrzeganiem tego co jest.


I dlatego, im więcej ciał subtelnych posiadasz na poszczeg. poziomach, tym szybciej i więcej dostrzegasz informacji i niuansów, niedostępnych z punktu widzenia opartym tylko o emocje czy dajmy na to proste wnioskowanie oparte o liniowe postrzeganie natury czasu - tj. czas jako przeszłość -teraźniejszość -przyszłość.



Po kolei można by się w ten sposób odnosić do innych kwestii.


No chyba że ci bezpieczniki siadły w empatii po wątku Roberta ;-))))

Nie siadły, tylko zauważ, że prowadzimy prywatną niemal zupełnie pogawędkę w cudzym wątku.
I ona robi się coraz dłuższa i głębsza, bo i taki poruszyliśmy temat. Tylko czy robertowi to się spodoba?;)

679

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

/.../Tylko czy robertowi to się spodoba?;)

Najwyżej w wolnej chwili założe gdzieś wątek "ELLE TEORIA WSZYSTKIEGO" :-)

mode "off topic" off .
Robert wybacz ciekawskiemu :-)

680

Odp: Dziwny związek...

Hehe, to byłby topic dla konesera big_smile

681 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-19 23:06:19)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Hehe, to byłby topic dla konesera big_smile

Czyli "zapisujesz się" ? (Obrazek dodany przez użytkowniczkę)

/bez Ciebie to raczej nie zadziała.../

682

Odp: Dziwny związek...

Poważnie chcesz zakładać wątek ezoteryczny na portalu o Rozstaniach i Zdradach? big_smile

683

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Poważnie chcesz zakładać wątek ezoteryczny na portalu o Rozstaniach i Zdradach? big_smile

Przecież tu jest od zarąbania innych działów: Jakaś "Psychologia" /WTF?/ jest "Religia - duchowe poszukiwania"/może tu/, "Moja niesamowita historia"/tu może nie.../

684

Odp: Dziwny związek...

"Moja niesamowita historia"/tu może nie.../

Ahahaha <piątka> smile uśmiała się.

Tylko ja nie wiem jak by miało prowadzenie takiego wątku wyglądać? Nie przepadam za "samozwańczym"  uduchawianiem ludzi, wbrew pozorom. Ten wątek się nie liczy tongue

685

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

"Moja niesamowita historia"/tu może nie.../

Ahahaha <piątka> smile uśmiała się.

Tylko ja nie wiem jak by miało prowadzenie takiego wątku wyglądać? Nie przepadam za "samozwańczym"  uduchawianiem ludzi, wbrew pozorom. Ten wątek się nie liczy tongue

W formie wywiadu. Zresztą nie narzucam się. Ale jeśli ktoś jeszcze będzie chciał proponuję, że taki założę.

686

Odp: Dziwny związek...

Wywiadu yikes w sensie, że ze mną? wink:D

To może zróbmy tak, że jak zbierze się faktycznie jakąś grupka chętnych osób, to się pomyśli. smile

687 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-19 23:53:02)

Odp: Dziwny związek...

Stoi! :-|

Wątek "OGÓLNA TEORIA WSZYSTKIEGO by ELLE88" Zapisy start....

688

Odp: Dziwny związek...

Jestem za. Tzn udzielać się nie będę bo o takim poziomie mogę na razie pomarzyć, ale z chęcią poczytam. Od początku śledzę wasze wywody bo dają dużo do myślenia, aczkolwiek trzeba się nad nimi mega pochylić.

Ps: Nie zamierzałam się udzielać, ale skoro tak wyszło... Robert, takiego obrotu sprawy to się nie spodziewałam. Trzymaj się chopie

689 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-20 00:42:20)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Co wy spać nie możecie.. wink

"Niech ryczy z bólu ranny łoś,
Zwierz zdrów przebiega knieje.
Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś,
To są zwyczajne dzieje."

Powiadał pewien znany Wyspiarz ;-)

Przeczytałam Twe dzisiejsze posty. Postaraj się nie podejmować żadnych kluczowych decyzji w afekcie. Tak silne emocje, które teraz zdominowały Twoje życie mogą w bardzo prosty sposób przysłonić Ci obraz rzeczywistości. W takim chaosie, trudno jest dostrzec najlepsze rozwiązanie, a przecież czeka Cię seria poważnych rozstrzygnięć...

Postaraj się trochę pobyć sam. Choćby krótko i dopuść do głosu i serce i rozsądek.
Powodzenia!

690 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-20 00:46:25)

Odp: Dziwny związek...

Elle i EXTRA wywołują "duchy"??? ;-)))
To coś zupełnie nowego...

691

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Stoi! :-|

Wątek "OGÓLNA TEORIA WSZYSTKIEGO by ELLE88" Zapisy start....

A czemu by nie. Na odpowiednim subforum, wątek "zbiorczy" dot. tych teorii myślę że byłby poczytny.

692

Odp: Dziwny związek...
aurora borealis napisał/a:

Elle i EXTRA wywołują "duchy"??? ;-)))
To coś zupełnie nowego...

A dajesz się zaprosić do czynnego udziału w seansie spirytystycznym?

/E-tka repozdrawia, wściekła że wywaliło jej płytę główną PCeta więc ostatnio nie czyta/

693

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Wywiadu yikes w sensie, że ze mną? wink:D

To może zróbmy tak, że jak zbierze się faktycznie jakąś grupka chętnych osób, to się pomyśli. smile

Mnie proszę też dopisać do listy

694 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-20 03:25:06)

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
aurora borealis napisał/a:

Elle i EXTRA wywołują "duchy"??? ;-)))
To coś zupełnie nowego...

A dajesz się zaprosić do czynnego udziału w seansie spirytystycznym?

/E-tka repozdrawia, wściekła że wywaliło jej płytę główną PCeta więc ostatnio nie czyta/

EXTRA,

Ja, to nawet gdybyście tu kisili ogórki w którymś z języków ugrofińskich, przybędę ochoczo na mej Vespie. Uwielbiam Was!


Co prawda treść Waszych ostatnich postów musiałam wrzucić na Translatora, bo tak bez wspomagania to zrozumiałam może 5-7 zwrotów, ale i tak podoba mi się jak tak do siebie "gruchacie" w tych Waszych spiritualnych narzeczach. A jak już założycie Wasz "duszny" pokoik, to mogę tam robić ewentualnie za konserwatora powierzchni płaskich elektrostatycznych ;-)))

Z Twoją E T-ką łączę się w bólu, bo sama także mam problem z "twardzielem", który tymczasowo poszedł do lazaretu i "dziergam" większość postów ze smartfona. Czuję się przy tym, jak chiński minaturysta albo koronczarka z Koniakowa.

Ale w tym zacnym gronie zawsze miło "poheklować" ;-)))

PS A za Starr'em to ja będę nawet talerzyk potrzebny do seansu nosić ;-) No i pudło szachów, rzecz jasna ;-)

695 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-20 09:37:50)

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Elle88 napisał/a:

/.../ postanowi tkwić przy tej zaburzonej kobicie, bo ego nie pozwoli mu odejść, skoro tyle lat zainwestował w ta farsę.

Nie no znów ci nie wierzę ;-)))) Nie można być chyba taką cip@

No widzisz tez nie wiem jak to mozliwe ..ale jednak.
Zresztą moje życie przestało mieć juz logiczny sens,siedze jak robot i nie wiem za co się chwycić.Wiem ze ona już się nie zmieni,swojego podejscia i uczuć.Ten zryw teraz to przykrywka,żeby potem znowu odejsc do swojej krainy.
To nie ma sensu.
Zostanę przy niej i dzieciach - zle
odejdę- zle
Co za kurestwo...
Gdybyscie widzieli moje dzieciaki co przeżyły w ten dzień...małe dzieci zaczeły płakać i ją okładać pięsciami żeby zostawiła tatę w spokoju. A ona tylko stała i patrzyła z kamienną twarzą.Bo ona zawsze musi zachować twarz. Jak ja mam je zostawić te małe kochane niewinne dzieci..Boże ..jakie to trudne.
pozdrawiam

696

Odp: Dziwny związek...

Sorry za off: Elle i Et ja też jestem za.

Robert wierzę, że znajdziesz sposób i szczęście...

697

Odp: Dziwny związek...

Off top: Temat nabiera tempa, ET miałeś nosa yikes


Oraz: robert, ja po twojej reakcji na te ostatnia akcję nie widzę różnicy niż jakbyś tej wiedzy nie miał. Poddałeś się człowieku i to jest smutne, ale to twoje życie. Chcesz je sobie marnować przy kobiecie, która jest z tobą tylko po to by nie być sama to bądź.
Tak jak mówiłam - cichy versja z "ukochaną" i dziećmi po wielu latach.

698 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-20 12:55:01)

Odp: Dziwny związek...

Elle a jakiej reakcjii sie spoodziewałaś? Ze powienienm wyjsc,wyjechac na koniec swiata i nigdy juz sie nie odwrócić? Jestem sobą i robię to co mi dyktuje intuicja,teraz już tylko jej ufam,zadne słowa mnie nie przekonują...intuicja i ustalenie faktów.

Spokojnie Elle,jeszcze czeka mnie meska rozmowa z eksem i jej zoną,oni są małzenstwemwiele lat dwójka dzieci.Zobaczymy co on powie.Czekam jeszcze na bilingi i smsy dodatkowe.
Wiem ze ta hoistoria trwała kilka lat więc najpierw odkryje wszystko,same fakty..żadnych juz podejrzen i domysłów.Dopiero kiedy zamknę wszystkie informacje..skonfrontuje całość i podejme decyzje co dalej.

Mówicie ze o zdradzie sie nie dowiem hmm. jak mówie jest eks i jego zona....dam mu wybór..zrobi co zechce.Skoro ma moją kobiete w dupie to sie wygada.Skonfrontuje zeznaniai spokój.Jego zona o niczym nie wie to juz ustaliłęm.
Jak na razie mam tylko kłamstwo mojej kobiety co do utrzymywania kontaktu i akcjii w knajpie to jest odkryte...ale nie jest to zdrada nawet uczuciowa,to tylko kłamstwok którego nie mogę na razie uzasdanic jakimis faktami.. Ona mówi ze nic kompletnie wiecej nie ma i nie było,że cała reszta to takze zwykłe nieregularne smsy o niczym.rezcywiscie te co mam dotąd są o niczym,jednak są dwa które mają podtekst ale to tylko on pisze,co ona tamn napisała tego nie mam.
Nie chce tak jak mi radzi Przyszłosc podejmować pochopnej decyzjii ,bo jak wyjdzie na to ze napisali ze sobą 7 smsów przez 4 lata...w tym 5 o niczym lub z zyczeniami na nowy rok....to sytuacja zmieni swoje oblicze.
Chce miec wiedzę.Na decyzje o odejsciu zawsze przyjdzie czas....10 lat jestem wiec miesiac mi nie zrobi róznicy.
Ona moze być złą bezuczuciową kobietą....ok ale jesli nic nie zrobiła tak naprawde poza pisaniem O NICZYM...to trzeba to wyjasnic.
Wypowiedzcie sie proszę czy jesli ktos ukrywa kontakt i kasuje wszystko to zawsze to musi byc podszyte niecnym celem?
Ona cały czas mówi ze ise bała mojej reakcjii,mówi ze potem już bała sie takze tego ze po prostu odejdę jak mi powie.Pech chciał ze sam sie dowiedziałem...Gdyby mi powiedziała inaczej bym patzrył.Dla mnie to oszukiwanie mnie to jest juz zdrada..zdrada zaufania,i to jest dla mnie najgorsze,ze w tak głupi sposób wystawiła byc albo nie byc dla naszych dzieciaków.
Mam w dupie siebie samego....ale zrobie wszystko by dzieci tu juz nie ucierpiały.Bo to są konsekwencje na lata.

699 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-20 13:09:12)

Odp: Dziwny związek...

Mam w dupie siebie samego....ale zrobie wszystko by dzieci tu juz nie ucierpiały.Bo to są konsekwencje na lata.

Odwrotna kolejność.. Dzieci cierpią, bo któreś z rodziców cierpi, a nie dlatego, że mamusia i tatuś nie są razem jak na obrazku w książce do kl. I. To, że dzieci mają 'wryte' w głowę, że rodzice MUSZĄ być razem, pomimo fatalnej atmosfery w domu, kłótni, etc. to wymysł osób obciążonych przez wzorce współuzależnienia, czyli takich jak Ty robert.

Ale ok, zostawmy temat dzieci, bo za dużo na tym etapie w tej fazie wyparcia nie przyjmiesz i tak.

Elle a jakiej reakcjii sie spoodziewałaś? Ze powienienm wyjsc,wyjechac na koniec swiata i nigdy juz sie nie odwrócić? Jestem sobą i robię to co mi dyktuje intuicja,teraz już tylko jej ufam,zadne słowa mnie nie przekonują...intuicja i ustalenie faktów.

Świetnie, ja cały czas optuję za tym, żebyś słuchał intuicji. Tyle, ze ty jednym uchem słuchasz, a potem negujesz to co usłyszałeś i szukasz potwierdzenia z zewnątrz, że się przesłyszałeś. I tak od 2007 (?)

Nie chce tak jak mi radzi Przyszłosc podejmować pochopnej decyzjii ,bo jak wyjdzie na to ze napisali ze sobą 7 smsów przez 4 lata...w tym 5 o niczym lub z zyczeniami na nowy rok....to sytuacja zmieni swoje oblicze.

Czyli idziemy twardo w łagodzenie sytuacji. Z nieprzerwanego smsowania od 2004r. (?) zrobiło się kilka smsów w ciągu kilku lat.. Zaczynam się zastanawiać czy robisz sobie jaja z siebie czy z nas?
A może właśnie zależy Ci na tym by pokazać się jako osoba niezrównoważona psychicznie właśnie po to, byśmy stawali po jej stronie, bo wtedy będziesz mógł w 100% czuć się winny i zostać już bez żadnych "ale"? Niektóre twoje akcje faktycznie dają do myślenia w tym kierunku.. tak jakbyś sam z siebie chciał zrobić wariata.

Wypowiedzcie sie proszę czy jesli ktos ukrywa kontakt i kasuje wszystko to zawsze to musi byc podszyte niecnym celem?

Napisz lepiej jakiej odpowiedzi oczekujesz, tak będzie szybciej.

700 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-20 13:37:18)

Odp: Dziwny związek...

Nie Elle nie zrobiło sie kilka tylko o kilku wiem.
Ona mówi ze w poprzednich latach nie pamieta by pisała te smsy...
Jak mówiełm my mielismy umowe od marca 2011 ze koniec kontaktu z byłym,sama tak chciała. I od tamtej pory mam 7 smsów.O reszcie na razie nie wiem.
Jak pisałem dla mnie teraz fakty..wszystkie fakty ile mi ise uda zdobyc.

Elle ja ci napisze jasno...oczywiscie ze ja chce ją uniewinniac i łagodzic..chce zeby wyszło ze nic nie było,ze w tych smsach nie ma nic....ze to tylko zwykłe pisanie.Jasne ze chce.
Ale dostałem tylko szczatkowe info z tego okresu.
To jej kłamstwo i ukrywanie tego kontaktu tak podbija moją wyobraznie.Przeciez kiedys ona z nim miała kontakt i w zwiazku bylismy az do 2010 roku...i nic nie kasowała,nie ukrywała..ja teraz czytałem te smsy..tam nic nie ma...to są rozmowy typu...,,co tam słychac u ciebie?,, .wiedziałem ze ma kontakt,ma kolegów kolezanki..Jezu to jest normalne ze mozna miec kontakt,ja na to uwagi nie zwracałem nigdy bo ja komus wolnosci nie ograniczam....dopiero po akcjii w knajpie wezbrały emocje...

Ona wczoraj sama mi przywiozła telefon który kiedys dała znajomej za free,własnie z lat 2012-2013 i powiedziałaze mam wszystko odkopac co do jednego.Ona mówi ze zrobi co moze bym dostał całe info.

Ja tez jestem w emocjach,działam szybko i impulsywnie,wyobraznia kreuje mi obrazy jeden za drugim.Musze patrzec na fakty.Na decyzje czas przyjdzie.Pierwszego dnai bardzo bolało,teraz nadal boli,ale juz mam trche chłodniejsze spojrzenie.

Ja już oznajmiłem mojej kobiecie że nie wybacze jej tego podkopania zaufania do konca życia,czy bedziemy razem czy nie....nie wybacze ze naraziła nasz związek w taki sposób na taką próbe.To jest zwykła głupota. Tak zwyczajna głupota. Tylko nie wiem czym podszyta.Ale sie dowiem.
pozdrawiam

701

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Pamietacie jak pisałem o akcjii z byłym w 2010 roku..pod koniec.....Ona z nim pisała non top do dnia dzisiejszego.....kazdego dnia kiedy sie przytulała mówiła mi ze nic nie ma,zadnych kontaktów ze to uciete juz dawno...okłamywała mnie cały czas od 2010 roku.

Wez sie ustosunkuj

702 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-20 13:54:06)

Odp: Dziwny związek...
adam79 napisał/a:
robert247 napisał/a:

Pamietacie jak pisałem o akcjii z byłym w 2010 roku..pod koniec.....Ona z nim pisała non top do dnia dzisiejszego.....kazdego dnia kiedy sie przytulała mówiła mi ze nic nie ma,zadnych kontaktów ze to uciete juz dawno...okłamywała mnie cały czas od 2010 roku.

Wez sie ustosunkuj

Tak napisałem,byłem wzburzony pod wpływem silnych emocjii ...fakty na teraz są takie ze pisała z nim do 2010 roku,otwarcie,oficjalnie i sporadycznie i to mam,i nic tam nie ma.
Potem w 2011 roku zatajony sms o spotkaniu w tej knajpie-wyjasnione.
I teraz mam cały komplet z 2014 roku 7 smsów w odstepach około 2 miesiecznych,po jednym smsie.
Reszte staram sie cały czas odzyskać.
Napisałem tak poniewaz od razu w głowie mi ise pojawiło ze pisała od tego 2010 roku czyli cały czas. To była pierwsza mysl....ze skoro teraz było 7 to pewnie w 2013,2012,2011 roku tez...ale takich faktów jeszcze nie odnotowałem.Ciezko uzyskac taki biling,ale są sposoby, na obejscie tego. Skoro obiecała ze nie napisze to chocby wysłała tylko 1 smsa przez  4 lata to jest kłamstwo w waznej kwestii.Więc czekam.

Ja wiem ze dla was z boku wygląda to tak ze upadłem ze swoją godnością skoro dalej trwam w domu,ale uwierzcie ja muszę nagiać swoją godność i to wyjasnic,to dla mnie trudne...ale wykonam to...inaczej niegdy nie żył bym potem spokojnie ze byc może zostawiłęm rodzinę w imię smsa o pogodzie.
pozdrawiam

703 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-20 14:20:36)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

/.../
.Dla mnie to oszukiwanie mnie to jest juz zdrada..zdrada zaufania,i to jest dla mnie najgorsze,ze w tak głupi sposób wystawiła byc albo nie byc dla naszych dzieciaków.

Jak już wspominałem, ona niekoniecznie będzie najbardziej zainteresowana dobrem dzieci, mogą przegrać z silnymi emocjami które nią rządzą. Jej zachowanie (czyli to o którym wiem) oceniam jako próbę podtrzymania uczuciowego kontaktu.

To nie jest tak, że ona cię kocha i w związku z tym "rzadko" SMS-uje do niego.

To jest tak, że ponieważ uczuciowo/seksualnie jest namierzona na tamtego, RYZYKUJE WSZYSTKIM (związek, rodzina, dzieci) i WBREW UMOWIE próbuje podtrzymać kontakt.

Od tego faceta nie dowiesz się niczego - wiąże się to z ryzykiem, że dowie się jego żona. Dla niego Ty, Twoje małżeństwo, twoje uczucia są NICZYM, więc nie zaryzykuje z ich powodu nawet tego, że żona ze złości nie zrobi mu raz obiadu.

Chciała sobie zastąpić Jego - Tobą, ale jej nie wyszło, więc winę zwala na Ciebie (za często chcesz seksu, a w ogóle to gdybyś był inny, to może by jej się zachciało...) Nie będziesz inny na tyle aby być tamtym facetem. Zawsze zrobisz coś nie tak o co będzie się można pokłócić. Nie "postara" się dla Ciebie więc będziesz się jej czepiał. To ty wg niej masz być lepszy od tamtego, nie że ona ma "w głowie" zastąpić sobie Ciebie nim.  Zawsze uda jej się przy tym (bo nie przestrzega reguł) wyprowadzić cię z równowagi swoją grą -  abyś się uniósł. Ułatwia to Twój "przemocowy" charakter.

Piszesz o jej "Ukrytym celu". Mam NIEPEWNĄ (trochę naciąganą) hipotezę, że polega to na podświadomym dążeniu do uczynienia związku z Tobą podobnego do związku z ojcem, Popatrz na sekwencję z Twojego i jej domu - jest taka sama: Najpierw ona coś nie tak->ty bijesz->potem ty płaczesz i przepraszasz-> potem Ci wybacza, ale nie musi cię szanować i kochać. Dałeś się w to wpuścić. Może SMS-owac.

robert247 napisał/a:

/.../
Mam w dupie siebie samego....ale zrobie wszystko by dzieci tu juz nie ucierpiały.Bo to są konsekwencje na lata.

Niesłusznie że masz w dupie, z tego co wiem dzieci lepiej funkcjonują w rozbitych związkach jeśli ich rodzice są szczęśliwi (nawet w innych związkach). W związku z twoją "żoną" jakoś od dawna nie udaje się uzyskać szczęścia. W takim związku dzieci uczą się chorych relacji małżeńskich.

mode "off topic" on
PS. Elle - chyba wg. znanych definicji grupy mamy kworum. Wieczorem - po pracy - ustawię wątek, celem jest jak wspomniałem zrozumienie a nie jakakolwiek dyskusja "słuszności naukowej" Twojego doświadczenia, wyjaśnienie niektórych konstruktów pojęciowych, próba oszacowania czy to doświadczenie jest jakoś "przekazywalne". Do zobaczenia.
mode "off topic" off

704 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-20 14:05:02)

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
robert247 napisał/a:

/.../
.Dla mnie to oszukiwanie mnie to jest juz zdrada..zdrada zaufania,i to jest dla mnie najgorsze,ze w tak głupi sposób wystawiła byc albo nie byc dla naszych dzieciaków.

Jak już wspominałem, ona niekoniecznie będzie zainteresowana dobrem dzieci, mogą przegrać z chęcią uczuciowego zrealizowania się. Jej zachowanie (czyli to o którym wiem) oceniam jako próbę podtrzymania uczuciowego kontaktu.

To nie jest tak, że ona cię kocha i w związku z tym "rzadko" SMS-uje do niego.

To jest tak, że ponieważ uczuciowo/seksualnie jest namierzona na tamtego, RYZYKUJE WSZYSTKIM i WBREW UMOWIE próbuje podtrzymać kontakt.

Od tego faceta nie dowiesz się niczego - wiąże się to z ryzykiem, że dowie się jego żona. Dla niego Ty, Twoje małżeństwo, twoje uczucia są NICZYM, więc nie zaryzykuje z ich powodo nawet tego, że żona ze złości nie zrobi mu raz obiadu.


.

Dobrze ja rozumiem ze dla niego nasz związek jest niczym,ale niech on juz sie tym martwi potem co usłyszy zona...to jego sprawa,ja nie znam jego zony,nawet jego nie znam..wiec nie wiem co u nich moze byc po tej sytuacjii.

Masz racje ....ja czuję ,choc nie zawsze ze ona była wycofana emocjonalnie/seksualnie w stosunku do mnie....ale nie mam zadnego dowodu na to ze ona była z tym skierowana do niego...oczywiscie mogła zakonczyc ten kontakt...ale nie zakonczyła. Ja nie wiem dlaczego ale jak mówie spróbuje poskładać te puzzle do kupy.

Extra a co dla ciebie jest kontaktem uczuciowym?

Bo ja na razie nie usłyszałem nic co by nim było,życzenia na urodziny,pozdrowienia noworoczne,rozmowa o  pracy,...takie smsy znam.

705

Odp: Dziwny związek...

Robert jak odzyskales te smsy i bilingi z komórek???

706

Odp: Dziwny związek...

Robert bardzo mi przykro ze względu na Twoja sytuacje . Miałam cicha nadzieje ze chociaz u Ciebie nie bedzie zdrady .

Wez pod uwage ze Twoja i Ex w ciagu tych kilku dni ustalili juz wspólna wersje ze to były tylko " koleżeńskie " SMS " o pogodzie. Aby nie pogrążać Twojej i jego małżeństwa.

707

Odp: Dziwny związek...
Ainah napisał/a:

Robert jak odzyskales te smsy i bilingi z komórek???

Bilingi od operatora..ale nie wszystkie,smsy ,,odkopałem,, elektronicznie. Musiałęm zapłacic.

708

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:
Ainah napisał/a:

Robert jak odzyskales te smsy i bilingi z komórek???

Bilingi od operatora..ale nie wszystkie,smsy ,,odkopałem,, elektronicznie. Musiałęm zapłacic.

Czyli zleciles to jakiejś firmie? Ale do tego musi byc chyba telefon i karta sim? Dużo to kosztowało?

709 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-20 14:24:53)

Odp: Dziwny związek...

Sorki, wiem, że nie do mnie, ale odpowiem, bo z całym wcześniejszym wpisem EXTRA tez się zgadzam:

Masz racje ....ja czuję ,choc nie zawsze ze ona była wycofana emocjonalnie/seksualnie w stosunku do mnie...

Extra a co dla ciebie jest kontaktem uczuciowym?

Przeczytaj te dwa cytaty jeden po drugim, potem na odwrót i tak kilka razy.

Mam takie pytanie robert, ale szczerze..Czy ty się kiedykolwiek uważałeś , ale chodzi mi o wewnętrzne twoje przekonanie nie co wypada napisać, że jesteś atrakcyjnym facetem? Atrakcyjnym tak wiesz - sam dla siebie, a dopiero potem 'związkowo'.

Bo ja na razie nie usłyszałem nic co by nim było,życzenia na urodziny,pozdrowienia noworoczne,rozmowa o  pracy,...takie smsy znam.

Bo to sa tzw. smsy- sondy badające wink poziom zainteresowania i aktualny stan emocjonalny względem nas po drugiej stronie.
Wiadomo, że nie napiszesz exowi, który Cie rzucił, że go pragniesz i śni ci się po nocach, bo po pierwsze go tym odstraszysz, po drugie wyjdziesz na desperatkę.. wtedy pisze się właśnie takie popierdówy w stylu: "No co tam słychać?" "Co porabiasz? U mnie? U mnie re we la cyj nie. big_smile A tak sobie pisze do Ciebie.."

KAŻDY facet ci to powie, który jest w związku z rozsądku, a myślami przy ex, że właśnie w ten sposób się kombinuje wtedy i szuka kontaktu, a przede wszystkim go podtrzymuje , bo to daje względne poczucie "kontroli", że może jeszcze nie wszystko stracone, że może kiedyś.. Choćby nie wiem jak nierealne to było, liczy się fakt, że emocjonalnie jest się przy byłym, nieważne czy oboje są w innych związkach.

Poczytaj w necie jest mnóstwo historii, gdzie ludzie piszą, że po latach (!!) i będąc dawno po ślubie z kim innym o nikim innym nie myślą jak o swoich 'utraconych' miłościach i to im nie pozwala zaangażować się w swoje związki w pełni, ale "nie chcą ranić" obecnych partnerów, więc świadomie im prawdy nie mówią.



OFF TOP: ET ok, spróbujmy zatem jeśli jest taka potrzeba i zobaczymy jak to "zażre"  wink

710 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-20 14:27:36)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

/.../
Extra a co dla ciebie jest kontaktem uczuciowym?

Bo ja na razie nie usłyszałem nic co by nim było,życzenia na urodziny,pozdrowienia noworoczne,rozmowa o  pracy,...takie smsy znam.

W wariancie minimum jest to ktoś o kim się np.:marzy kiedy się pieprzy ze swoim facetem lub robiąc sobie dobrze gdy go nie ma. W wariancie maksimum - wiadomo. Do tego dochodzi jeszcze tęsknota za tym co się z nim przeszło, a czego nie rekompensuje dzień dzisiejszy.

Nie można więc przestać SMS-sowac, inaczej byłoby to
jednoznaczne z pogodzeniem się że "TO SE NE VRATI"
Ostateczną beznadzieją. Końcem marzeńo lepszym życiu.

Zerknij na EDIT bo jeszcze coś dopisałem.

711 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-20 14:36:17)

Odp: Dziwny związek...

Elle więc starsz sie jak mozesz wytłumaczyc mi że ona mnie nie kochała nie kocha i nie pożąda...a jej emocje i mysli ciągną w kierunku ex....Ok
Wiec powienienm juz niczego nie szukac ,nie rozmawiac nie odszukiwać nic tylko odejsc...

Ale pytanie brzmi..co mi to da? Szczescia i spokoju mi nie da.
Co da to dzieciom? Nic pozytywnego...kompletnie nic.(my sie nie kłócimy juz w domu od dawna ,a jesli nawet jest jakas rozmowa to juz nie przy dzieciach razcej)
Nie liczę tego 3 dni temu ale to było tzw. finiszowanie,tego sie uniknać nie dało przy dzieciach.

Wiec po co mam teraz konczyc to definitywnie? Jakie masz przesłanie do mnie w tej materii?

Elle ja znam swoją wartosc sam dla siebie...ale odkoad jestem w związku nie zyję juz tylko dla siebie,podjąłem to ryzyko wchodząć w ten związek.Każdy kto wchodzi wzwiazek  bierze na siebie ryzyko ze bedzie musiał oddać ,,dla sprawy,, częscc swojego ego,część siebie. Ja tez to podjąłem ..i teraz muszę sobie z tym poradzic tak by zachować reszte swojego ego które mam,a jednoczesnie patrzec na bliskich za których wziołem odpowiedzialnosc. To ze moja kobieta okazała sie nieodpowiedzilana to własciwie jej sprawa,i ona z tym zrobi co uwaza.Ja odpowiadam za swoje i moch dzieciaczków.

712

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Wiec po co mam teraz konczyc to definitywnie? Jakie masz przesłanie do mnie w tej materii?

Zaczales watek bo zle sie z nia czules. To ze wiesz dlaczego tak jest zmieni cos w tej materii na tyle ze bedziesz sie z nia czul dobrze?

713

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

/.../
Co da to dzieciom? Nic pozytywnego...kompletnie nic.(my sie nie kłócimy juz w domu od dawna ,a jesli nawet jest jakas rozmowa to juz nie przy dzieciach razcej)/.../

Teraz ja się wetne Elle
Ech, Roberto, nie chodzi ot czego NIE ROBICIA (nie kłócicie), Chodzi o to że nie nauczą się jak rodzice kochają, troszczą się o drugą osobę, myślą o niej :-)

714

Odp: Dziwny związek...

Elle spędziłam kilka godzin od wczoraj czytając Twoje wypowiedzi, jesteś mądrą kobietą, jezeli to możliwe chcialam Cie prosic o opinie na temat mojego wątku, mam mętlik w głowie, bardzo proszę o rade, pomoc, cokolwiek

715 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-20 14:57:57)

Odp: Dziwny związek...

Wiec po co mam teraz konczyc to definitywnie? Jakie masz przesłanie do mnie w tej materii?

Według mnie po pierwsze: jeśli ktoś zdradza to nie kocha, a po drugie: zdada kogoś kogo się kocha, niszczy miłość do tej osoby. Nie wierzę w te bajeczki, że można kochać i zdradzać oraz że krzywda jaką jest zdrada nie niszczy miłości osoby zdradzonej.
Czyli Robert, teraz Twój związek to związek dwóch osób, które się nie kochają i które łączą dzieci, wspomnienia,...ale to nie może być bazą dla związku.
Od tego, czy dwie osoby będą potrafiły pokachać się na nowo powinno być uzależnione budowanie związku na nowo. Tylko teraz to już będą dwie inne osoby i związek, który ewentualnie zbudują też będzie zupełnie inny.

Posty [ 651 do 715 z 928 ]

Strony Poprzednia 1 … 9 10 11 12 13 14 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026