netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Dziwny związek...

927 odpowiedzi91 626 wyświetleńzałożony przez robert247, 11.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 586 do 650 z 928 ]

586

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
malinowysorbecik napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

/.../
A BTW: Czy ja dobrze rozumiem MALINOWYSORBECIKU, że ty tak szybko kumasz jeszcze przed maturą?

Co masz przez to na myśli?

To co piszę, imho nieźle kojarzysz fakty i chciałem dla ciekawości wiedzieć czy nie mylę się co do wieku.

Jestem w 3 klasie lo.

587

Odp: Dziwny związek...

Nawiasem mówiąc nasz Robcio, jest lekko nie adekwatny. Więc kto tu jest ofiarą on, czy jego żona?

588

Odp: Dziwny związek...

czy jego żona?

DZIEWCZYNA. 10 lat i 3 dzieci to jeszcze jest etap "chodzenia" wink

589

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

czy jego żona?

DZIEWCZYNA. 10 lat i 3 dzieci to jeszcze jest etap "chodzenia" wink

A czy foto było? Ponoć tak wink

590 Ostatnio edytowany przez spanowany (2015-01-15 23:26:20)

Odp: Dziwny związek...

10 ! do 3 to jest etap uwsteczniania.
Nie macie o tym pojęcia.
nie łapie się na to
brązowo oka

591

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

czy jego żona?

DZIEWCZYNA. 10 lat i 3 dzieci to jeszcze jest etap "chodzenia" wink

W końcu cos zrozumialas i "chwala Ci za to" smile Jednak będą z Toba polemizowal w jednym aspekcie. Zrozumialem w końcu o co Ci chodzi. O te postawowa podstawe możliwości zadziałania związku. Jednak jest jeszcze cos. Skoro ludzie sa "niedopasowani" (samo to określenie jest dość niejednoznaczne) ale laczy ich wiele, wspólne lata, rodzina, umiejetnosc zycia przed, to czy nie pojawia się odpowiedzialność, za te osobe, za dzieci, za rodzine? OK. Sa ew. niedoposowani (może? bo nie jestem co do tego przekonany) ale takie niedopasowanie może być roznie ujmowane, ktoś może mieć za małego, jakas za mala, za duza, ktoś może być za wysoki, za niski, komus może smierdziec z buzi, itp. To wlasnie ze się pochylamy nad takimi "wadami" ze zrozumieniem z umiejetnoscia dotarcia do człowieka, swiadczy o naszej społecznej dojrzalosci do związku. Moza tu wiele pisać o wadach zony autora, wadach autora ale problemem który jest przewazajacy jest spoleczna niedojrzalosc autora do związku. Jest to na pewno odpowiedzialny, myslacy, oczywiście emocjonujący się facet ale tak samo jak mamy dojrzalosc fizyczna, psychiczna ale na końcu spoleczna. Tej autor z jakiś wzgledow nie osiagnal. I to jest moim zdaniem problem podstawowy. Taka osoba nie jest przez to predysponowana do społecznego zycia, do budowania zdrowej rodziny, gdzie potrzeba zrozumiena drugiego człowieka. Dobrze jeśli to zauwazyl, ale potrzeba czasu żeby dojrzeć. To nie sa dni, miesiące. To sa lata. Lata będą potrzebne żeby autor dojrzal np. 2 -3. Jeśli to się stanie sam bedac szczęśliwym, ceniąc ważne rzeczy, będzie umial to szczęście dac drugiej osobie, która tego potrzebuje, która tego oczekuje. I odwrotnie, druga osoba będzie umiala pochylić się nad problemami partnera w atmosferze spokoju i bezpieczeństwa, bez gróźb i ciągłych szantaży. A ponieważ, jak mniemam będą ze sobą rozmawiać to będą wiedzieli nad czym trzeba pracować. I wtedy wszystko będzie się dziac dobrze, mam taka nadzieje.

592

Odp: Dziwny związek...
malinowysorbecik napisał/a:

/.../
Jestem w 3 klasie lo.

No tak. Ale może to tylko ja głupieję, czas najwyższy :-)

593 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-15 23:49:25)

Odp: Dziwny związek...

ale takie niedopasowanie może być roznie ujmowane, ktoś może mieć za małego, jakas za mala, za duza, ktoś może być za wysoki, za niski, komus może smierdziec z buzi, itp. To wlasnie ze się pochylamy nad takimi "wadami"

Sorry, jednak nie zrozumiałeś.
Te "wady", które wymieniasz po przecinku to jest inny kaliber w stosunku do braku zaangażowania emocjonalnego na takim poziomie, jakie winno być między kobietą i mężczyzną, żeby bliskość była.

Wtedy chce się rozmawiać, ale przede wszystkim chce się WYSŁUCHAĆ (z własnej inicjatywy) co "boli" drugą stronę.
A jak jest "wada" pod tytułem: jestem z nim, bo jest dobrym materiałem na ojca i męża, ale cipka mi się wyrywa i emocje do kogoś w typie poprzednika, to sorry.. Rozmawiamy o 2 różnych sprawach.

EDIT: Tu chodzi o to, że robert pod wpływem psychoterapii i pracy nad sobą może dojrzeć i 'ogarnąć się' jako facet, tylko to są lata, jak zauważyłeś, lata pracy.
Ale i tak OSOBOWOŚCI/charakteru w sensie 'rdzenia' nie zmieni.
Jest uległy, ją pociągają dominujący, którzy mają taka konstrukcję psychiczną, że nie zastanawiają się nad wieloma niuansami emocjonalnymi, tylko robią swoje, a wieczorem ja wezmą na barana i do sypialni wink bez "zbędnego" gadania ,itd.
Wtedy ona się czuję 'zaopiekowana' i 'na swoim miejscu', POD mężczyzną, który od niej wymaga, a nie oczekuje współpracy w sensie podejmowania decyzji, partnerstwa.
Tyle, cała filozofia ich niedopasowania na poziomie elementarnym.

594 Ostatnio edytowany przez zrozumieckobiety (2015-01-16 00:02:06)

Odp: Dziwny związek...

jak to wygląda. nie obchodzą mnie twoje problemy, nie chce mi sie z toba rozmawiac spedzac czasu, seks na zimno, jestes dobrym mężem, ale wymagasz tak wiele (zaangazowania, milosci) i histeryzujesz (jestes niedorozwinietym dzieckiem)

logika kobiet! czemu nie moze byc tak, ze to jej wina ze on sie tak zachowuje? a ze tez cierpi to miota sie z decyzjami
tka, powinien dawno odejsc, ale liczy na zmiany, jak... wiele wiele kobiet, pewnie wy same też, ta sama 'malinowysorbecik' ktora tak sie brzydzi takimi 'dziecmi' w jej mniemaniu

czemu sie tak zachowuje? bo kocha i jest niekochany. ona lezy i pachnie, odpiera jego 'ataki', potrzeby, a on walczy z murem, probuje zrozumiec, cos zrobic i za to dostaje skarcenie. za dobro i zaleznosc od kobiety co jest traktowane jako choroba u was
za to ze jest dobry i chce dobrze, ale nie moze tego skonczyc definitywnie (wie ze musi ale zasotsuje tu typowe tłumaczenie wasze - serce swoje a rozum swoje)

Elle88 napisał/a:

ją pociągają dominujący, którzy mają taka konstrukcję psychiczną, że nie zastanawiają się nad wieloma niuansami emocjonalnymi, tylko robią swoje, a wieczorem ja wezmą na barana i do sypialni wink bez "zbędnego" gadania ,itd.
Wtedy ona się czuję 'zaopiekowana' i 'na swoim miejscu', POD mężczyzną, który od niej wymaga, a nie oczekuje współpracy w sensie podejmowania decyzji, partnerstwa.
Tyle, cała filozofia ich niedopasowania na poziomie elementarnym.

są kobiety które potrafią zakochać sie w innym typie niz wyzej wymieniony? ja nie poznałem
wszystkie za to jak malinowysorbecik gardzą i nienawidzą nawet takich partnerskich

595

Odp: Dziwny związek...

czemu sie tak zachowuje? bo kocha i jest niekochany

Dokładnie.
Ale proste prawdy najtrudniej przyjąć.

596

Odp: Dziwny związek...

dlatego uważam że nie jesteś z tego świata..
ee,
on ,ten świat już odszedł. nie powróci, \
Wydawało mi się , że zataczamy krąg ścieżki, ciągle to samo, to samo, to samo .\
ale nie .
prosta droga jest najtrudniej do odgadnięcia , bo jest za łatwa, a my lubimy w swej pysze myśleć, jacy to indywidualni jesteśmy -original.
więc komplikujemy. Bo prawda rozświetla od wewnątrz. prawda boli innych, tego nie lubimy, bo chcemy być akceptowani, i dobrze mimo wszystko.
\tylko że istnieje pierwotny wzór (tego nie znamy) nirwana, lub oddanie całego swojego ja . ale czy to jest dobre dla wszechświata, czy dla nas ? nie wiem.
Musimy żyć, ale i tak żyjemy, więc może dać z siebie coś więcej ?
Niech ktoś poczuje nasze chwilowe jestestwo .
Proszę.

597

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

czemu sie tak zachowuje? bo kocha i jest niekochany

Dokładnie.
Ale proste prawdy najtrudniej przyjąć.

Skoro jestes nie z tego swiata to nie ma juz nic do powiedzenia wink Podobno jednak wszyscy jestesmy smile

Mysle, ze jednak mozna wyobrazic sobie sytuacje, gdzie ktos kocha i jest kochany ale z racji swojego bagazu doswiadczen, bycia duzym dzieckiem, zachowuje sie emocjonalnie, chcac ciagle skupiac uwage na sobie. Tak przeciez postepuja dzieci, ktorych matki przeciez ich kochaja, ktorym braku milosci nikt nie zarzuca. Postepuja tak bo ich emocje i charaktery sa "nieutemperowane". I moim zdaniem, z takim przypadkiem mamy tutaj do czynienia.

Oczywiscie Ci ludzie nie sa "idealnie" dopasowani. Piszesz ze "myle" moc roznych niedopasowan. Ale zaobacz, dla jednego najwazniejsze bedzie Twoja interpretacja a dla drugiego np. "dopasowanie fizyczne". Natomiast jesli ktos bedzie szukal "dziury w calym" to zawsze cos mu tam nie bedzie pasowac.

Kiedys jakos nie bylo tego problemu w tym sensie ze obopolnie szanowalo sie postawe "kobiety", "mezczyzny", "matki", "ojca" oraz przestrzegalo zasad, opieralo zwiazki na szacunku, gdzie podniesienie glosu, reki bylo granica ktorej nie wolno bylo przekroczyc (znam z opowiadan babci). Moze dzis ludzie glebiej siegaja w siebie, moze czasem za bardzo, czemu mozna przeciwstawic prostote i uproszczenie. Ludzie sami sobie komplikuja zycie, po prostu.

598

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

czemu sie tak zachowuje? bo kocha i jest niekochany

Dokładnie.
Ale proste prawdy najtrudniej przyjąć.

Wyobrażenie o miłości Roberta jest na poziomie nastolatka. Dla Roberta miłość to stan wiecznego zakochania, skakania na trampolinie, krzyki, fajerwerki, zmiany kursów, skrajne uniesienia, jednym słowem armagedon - jak jest, to znaczy, że kocha smile.

Trudno tu zatem wspierać autora w dążeniach do realizacji tych pragnień, gdyż byłoby to zachęcanie do kultywowania niedojrzałości, miłości niedojrzałej.

599

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:

Oczywiscie Ci ludzie nie sa "idealnie" dopasowani. Piszesz ze "myle" moc roznych niedopasowan. Ale zaobacz, dla jednego najwazniejsze bedzie Twoja interpretacja a dla drugiego np. "dopasowanie fizyczne". Natomiast jesli ktos bedzie szukal "dziury w calym" to zawsze cos mu tam nie bedzie pasowac.

Ja myślę, że kiedy Elle wejdzie w związek, gdzie zobaczy swoje niedopasowanie (mniejsze, większe, duże - loteria), a będzie naprawdę kochać, to pękną wszystkie ideały, teorie o idealnym dopasowaniu w czasie i przestrzeni. Tylko to trzeba rozumieć, być na to otwartym.

Wydaje mi się, że na forum mamy bardzo dużo przedstawicieli "współczesnej myśli związkowej". W związki nawet się nie wchodzi, bo po co (każdy może zostać buddą, freudem, coachem swojego życia, zaplanować tak zwany "idealny związek"), a jak się wchodzi to na chwilę, z mackami badawczymi (czy my pasujemy do siebie "idealnie"), a jeśli już coś nie gra, to do widzenia, czekamy na następny model smile. I tak "szczęśliwie" do śmierci.

600 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-16 14:59:53)

Odp: Dziwny związek...

Ja myślę, że kiedy Elle wejdzie w związek, gdzie zobaczy swoje niedopasowanie (mniejsze, większe, duże - loteria), a będzie naprawdę kochać, to pękną wszystkie ideały, teorie o idealnym dopasowaniu w czasie i przestrzeni. Tylko to trzeba rozumieć, być na to otwartym.

No, w teorii super się czyta, ale w praktyce - jesteśmy tylko ludźmi, ze swoimi wymaganiami odnośnie partnera, inaczej można by się związać -przy odrobinie dobrej woli i "wspaniałomyślności" z KAŻDYM, kto miałby na to ochotę. Niestety-  w praktyce, by zaistniała Miłość, muszą być spełnione 2 podstawowe warunki:

- porozumienie w kwestiach zasadniczych, w czym zawiera się podobny pogląd/wizja na sposób okazywania/obierania uczuć partnera

- sprawna komunikacja, która jest możliwa na głębszym poziomie tylko w sytuacji, gdy mentalnie i emocjonalnie jesteśmy 'zgrani' (i nie chodzi tu o poziom intelektu, choć to też, ale potrzeby emocjonalne i przepływ dobrej energii i informacji zwrotnych)

- i wreszcie: dopasowanie seksualne.. o tym się boleśnie również przekonałam. Kto twierdzi, że jest inaczej nigdy tego tak naprawdę nie doświadczył.
Przykład: spróbujcie kochać osobę z wyraźnym 'fetyszem', nazwijmy to, który totalnie was nie podnieca, a wręcz odrzuca. Mówienie o tym, że można 'totalnie pokochać' kogoś niedopasowanego pod różnymi względami to wierutna bzdura.
Bo istotą Miłości jest akceptacja i zrozumienie- jeśli tego nie ma, a STARAMY SIĘ, to oznacza nie tylko, że nie potrafimy/nie chcemy zaakceptować, ale nie chcemy z wyraźnego powodu - coś nam nie odpowiada w drugiej osobie i nas unieszczęśliwia, nie jest to NASZE i przez to nie pozwala na swobodny i bezwarunkowy przepływ miłości.

Więc sorry, ale jak czytam, że trzeba być 'otwartym' by móc pokochać partnera choćby nie wiem z jak innej bajki pochodził to wiem, że rozmawiam z osobą, która nigdy nie doświadczyła realnego niedopasowania w kwestiach kluczowych, gdzie - by 'podtrzymać relację' - musiała by postępować wbrew sobie i 'zdradzać siebie' "W  imię Miłości".
Także kompletnie mnie ta teoria nie przekonuje, właśnie ze względu na PRAKTYKĘ i doświadczenie smile
Przy okazji wątek roberta jest całkiem niezłym (mówiąc delikatnie) przykładem niedopasowania, na innej niż seksualna, bazie.


Reasumując: Warunkiem zaistnienia Miłości jest prawdziwa bliskość , a ta nie powstanie bez podobnych potrzeb, które będą się uzupełniać i zbliżać, zamiast oddalać i dystansować ludzi od siebie.

Bajka o przeciwieństwach jest świetnym przykładem na naukę o swoich 'cieniach', a następnie uzdrawianie ich, ale na pewno cienie nie są fundamentem pod Miłość. Inaczej mamy związek oparty na wzorcach i możemy podziwiać na Forum często tego efekty.

601 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-16 17:20:27)

Odp: Dziwny związek...

Moim zdaniem sa roznego rodzaju wiezi, nawet definiuje to prawo, a ta seksualna wiaze mysle ze rowniez i ludzi o ktorych dyskutujemy. Nie ma wiec tutaj az takiej tragedii jaka Ty Elle w tym wszystkim widzisz. Co wiecej, z jednym zdaniem sie tutaj nie zgodze:

"porozumienie w kwestiach zasadniczych, w czym zawiera się podobny pogląd/wizja na sposób okazywania/obierania uczuć partnera"

tak ale jesli bysmy napisali o czyms innym:

w kwestiach zasadniczych, w czym zawiera się podobny pogląd/wizja na sposób zycia, wiary i poglady polityczne


Moim zdaniem wiekszosc zwiazkow jest niedopasowanych w kwestii traktowanej przez Ciebie fundamentalnie czyli w kwestii okazywania/obierania uczuć partnera, jest tutaj TEŻ ogromna roznica miedzy postawa meska i zenska,  ale tak jak w przypadku jakiegos niedopasowania np. seksualnego (nie drastycznego) oboje pracuja, doszlifowuja sie do siebie, osiagajac jakis kompromis, w tej kwestii, ucza sie czy sie okazywania/obierania uczuć partnera, moze ze mna nie zgodzisz?

Tutaj od samego poczatku byla zgoda na innosc parnera bo byly wazne cele, ktore w koncu autor zauwazyl, miejmy nadzieje ze i milosc, i to doszlifowywanie sie bylo, obecnie po prostu zabraklo madrosci, zauwazenia ze zwiazek po 10 latach to nie para emocjonujacych sie nastolatkow, choc takie autor ma o tym wyobrazenie, mozna mowic o tym ze te roznice o ktorych wspominasz sa nierozwiazywalne dopiero po tym kiedy w spokoju po dlugim czasie nie beda, tutaj jednak tego spokoju nie ma i nie bylo, to jakby dyskutowac o pieknie filozofii w hali fabrycznej pelnej pracujacych, halasliwych maszyn

602 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2015-01-16 17:07:39)

Odp: Dziwny związek...

Dziwny związek dziwnych ludzi w dziwnym wątku.
Dziwy nad dziwy big_smile

603

Odp: Dziwny związek...
tsukuru napisał/a:

Wyobrażenie o miłości Roberta jest na poziomie nastolatka. Dla Roberta miłość to stan wiecznego zakochania, skakania na trampolinie, krzyki, fajerwerki, zmiany kursów, skrajne uniesienia, jednym słowem armagedon - jak jest, to znaczy, że kocha smile.

Trudno tu zatem wspierać autora w dążeniach do realizacji tych pragnień, gdyż byłoby to zachęcanie do kultywowania niedojrzałości, miłości niedojrzałej.

na poziomie nastolatka bo chce by zona z nim chciała spedzac czas, rozmawiac, rozumiec się, uprawiac seks nie tylko w formie "a niech juz skonczy", tylko by po prostu go pragnęła? jego? jego ciało, umysł, dusze. to jest milosc.
nie to, kiedy są daleko od siebie i on sie czuje jak ktos kto przynosi kasę i robi dzieci.

tak sa rozne formy więzi, moze byc wiez pieniezna, spoleczna, przyjacielska
ja kdla mnie, tu nawet przyjacielskiej nie ma
a wy probujecie wmawiac mu ze kocha niedojrzale, za ot jego partnerka bardzo dojrzale

jakby jej to nie pasowalo to tez by to skonczyla, ale dla niej to totalny luz i w ogole jej to nie rusza
jego tak, ale ile mozna skomlec o zainteresowanie
traci sie szacunek do siebie i jak widac od ludzi postronnych tez

604

Odp: Dziwny związek...

Ja też uważam, że większość związków jest niedopasowanych, jedni bardziej, drudzy mniej i to jest ciężką niekiedy orka żeby się dogadać, rozumieć, budować coś razem. Oczywiście są czasami różnice nie do pogodzenia jak np. w takcie małżeństwa okazuje się, że ktoś jednak nie chce mieć dzieci lub kwestie temperamentu seksualnego (i inne, ciężkie kalibry), ale cała reszta... smile. Z moich obserwacji wynika, że to całe szkicowanie teoretyczne - co powinno zostać spełnione, żeby było idealnie w związku, nijak ma się do najprostszej zasady: oto spotkało się dwóch różnych ludzi i teraz trzeba myśleć (budować swoją mądrość) jak tu zrobić aby było dobrze, aby można było się dogadać. Każdy ma swój inny sposób odczuwania bliskości, więzi, jedyne co spisano naukowo to to jak odróżnić miłość dojrzałą od niedojrzałej.

Poza tym ciekawe co tam u Roberta, w której fazie manii jest? smile. Robert - żyjesz? Opiekujesz się sobą, partnerką, dziećmi?

605 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-16 20:46:52)

Odp: Dziwny związek...

na poziomie nastolatka bo chce by zona z nim chciała spedzac czas, rozmawiac, rozumiec się, uprawiac seks nie tylko w formie "a niech juz skonczy", tylko by po prostu go pragnęła? jego? jego ciało, umysł, dusze. to jest milosc.
nie to, kiedy są daleko od siebie i on sie czuje jak ktos kto przynosi kasę i robi dzieci.

tak sa rozne formy więzi, moze byc wiez pieniezna, spoleczna, przyjacielska
ja kdla mnie, tu nawet przyjacielskiej nie ma
a wy probujecie wmawiac mu ze kocha niedojrzale, za ot jego partnerka bardzo dojrzale

jakby jej to nie pasowalo to tez by to skonczyla, ale dla niej to totalny luz i w ogole jej to nie rusza
jego tak, ale ile mozna skomlec o zainteresowanie

Tak właśnie jest. Terapia na  letnie uczucia nic nie poradzi. Może pomóc im obojgu dojrzeć i zrozumieć czego naprawdę oczekują od partnera- niekoniecznie od siebie nawzajem, ale nie sprawi by po 10 latach partnerka zobaczyła w robercie samca alfa, zwłaszcza, że zna go od podszewki.

Bajki o niedopasowaniu i docieraniu możemy sobie opowiadać - na dobry humorek, kiedy mamy gorszy dzień z drugą połówką, ale ogólnie czujemy więź i wszystko "hula", ale nie kiedy niedopasowanie obejmuje wszystkie ważniejsze obszary związku. A to, że jego kobieta pozwala mu od czasu do czasu włożyć penisa nie oznacza jeszcze, że ten obszar jest udany.

Zresztą, nie ma co dyskutować. Robert próbował już wierzyć, że jest za...ście, tylko coś sobie wymyśla, ale to się średnio sprawdziło i problem wraca i wysadza jak szambo.
Także to 'pozytywne myślenie' takie na siłę, w TYM przypadku  wink

606

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

A to, że jego kobieta pozwala mu od czasu do czasu włożyć penisa nie oznacza jeszcze, że ten obszar jest udany.

A może zapytasz partnerkę Roberta, jak ona to widzi? Co ona myślisz na ten temat? Skąd wiemy jak naprawdę jest? Opowieści Roberta są bardzo jednostronne, wręcz manipulatorskie. Ja na przykład nie wiem kim tak naprawdę ta kobieta jest, co myśli.

607 Ostatnio edytowany przez zrozumieckobiety (2015-01-16 21:32:06)

Odp: Dziwny związek...
tsukuru napisał/a:

A może zapytasz partnerkę Roberta, jak ona to widzi? Co ona myślisz na ten temat? Skąd wiemy jak naprawdę jest? Opowieści Roberta są bardzo jednostronne, wręcz manipulatorskie. Ja na przykład nie wiem kim tak naprawdę ta kobieta jest, co myśli.

Robert proponował tutaj by ktokolwiek z nią porozmawial to go wysmiano ze sam nie umie zalatwic problemu jak dorosly. probuje z nia rozmawiac, zmieniac zachowania i nic. tonacy brzytwy sie chwyta wiec zaproponowal rozmowe z nia osob ktore czytaly temat i probuja pomoc czy to krytyka czy radą. nic z tego.
kazdemu moze tez ona bajeczki wciskac bo nie chce byc szczera, nie ma w tym interesu ALE TO ON SZUKA ROZWIAZAN. za to mu chwała!
moze latwo powiedziec ze to jego wina, on powie ze jej i tak sie kreca w kolku wzajemnego niedopasowania w potrzebach

ten cytat mowi wszystko. kazdy temat jest opinią jednostronną i kazdy moze byc z latwoscia zanegowany, bo nie uczestniczy w nim osoba ktora 'krzywdzi' lub 'kocha za bardzo'
wszystko jest subiektywne
w twoim temacie chyba tez nie wypowiadał sie twoj partner smile wiec moze skus go? moze powie ze go ranisz i jestes ta zła i niedobra
mimo ze np zalisz sie na niego jaki to on zły i jak nie rozumie



ona dla niego jest taką 'kłodą' i w zyciu i seksie pewnie dlatego, że on jej nie odpowiada jako mężczyzna, ale ona nie dopusci do tego mysli poniewaz by go straciła (znowu płacz) ale w gruncie rzeczy nie zauwazylaby jego braku bardziej niz braku srednio uzywanego mebla
jest pasywna, zamknieta
on aktywny, emocjonalny
przeciwienstwa
ona zamknieta bo nie ma swojego samca alfa, ten jej nie rusza
on emocjonalny bo chce dla nich dobrze, ale nie ma na to rady, jest bezsilny i zamiast wziac odpowiedzialnosc za sibeie (odejsc) to probuje sobie wmowic ze jest ok i stad te wahania bo OK NIE JEST

ona powie ze to jego wina, ale nie powie co ma zrobic by bylo dobrze. po prostu go bedzie obwiniac i atakowac
ona sama nie wie czemu tak jest i nie wie jak to zmienic. to tak samo, albo ktos ci sie podoba albo nie i niekoniecznie uda sie to wytlumaczyc. jakby ona miała wysoka swiadomosc to by nie pozwoliła ani sobie ani jemu cierpieć, a do tego doprowadzili. przypominam jednak ze jak jest problem to sie nie ucieka, a szuka rozwiazania i to jak wiele z was mowi, cechuje prawdziwego mezczyzne. tutaj jednak brany jest za dzieciaka. kwestia perspektywy drogie panie
to ona tu jest tym zgniłym jajkiem

on z kolei chce docierac i zmuszac ja do odwzajemnienia jego uczuc, co ja przytlacza i gnębi. czuje sie zaszczuta, ale to wychodzi od niej i ona tego nie bierze pod uwage. terapie odrzuca, teorie innych odrzuca, jego odrzuca, swoje mysli i pragnienia odrzuca
tak sie rodzi konflikt. ktos chce, druga strona nie chce. nikogo sie nie zmusi do niczego. perspektywy osoby zakochanej i niekochanej taka zawsze byla jest i bedzie
i ludzie wtedy powinni sie rozstac
niestety robert działa podobnie jak kobieta niepewna siebie i zagubiona
liczy sie zrobia dziecko - bedzie lepiej
liczy sie zostanie mimo krzywd - ona sie zmieni i zauwazy w nim kogos interesujacego. moze jej kupi kwiatki, zorganizuje wycieczke. ona z kolei wzdechnie i zapomni budzac w nim jeszcze wieksze poczucie bycia nikim. tym mocniej on sie bedzie chcial starac, ale to droga do nikad co widac po tylu latach
brakuje tylko papierka slubnego a pozniej rozczarowania, ze jednak nic to nie dało i nadal jest dla niej tym samym człowiekiem
niepotrzbenym

608

Odp: Dziwny związek...

Zbyt dużo domyslow po prostu wyssanych z palca tak samo jak ekspertyzy autora po przeczytaniu artykulow w internecie. I po co to pisać. My to wszystko już "wiemy". Mamy tylko rozne opinie na temat. Zwykle sa one przeciwstawne co oznacza ze jedni maja racje a drudzy się myla. Tylko którzy sa którzy. Kolejny post po jednej ze stron naprawdę nic już w tym momencie nie wnosi do dyskusji.

609

Odp: Dziwny związek...
tsukuru napisał/a:
Elle88 napisał/a:

A to, że jego kobieta pozwala mu od czasu do czasu włożyć penisa nie oznacza jeszcze, że ten obszar jest udany.

A może zapytasz partnerkę Roberta, jak ona to widzi? Co ona myślisz na ten temat? Skąd wiemy jak naprawdę jest? Opowieści Roberta są bardzo jednostronne, wręcz manipulatorskie. Ja na przykład nie wiem kim tak naprawdę ta kobieta jest, co myśli.

Ona napisze, że wszystko jest super. Powie Ci to zdanie coś?
Dla niej wszystko jest ok i w tym problem. wink

Zresztą, ona w ogóle nie jest zaangażowana ani w ich problemy, ani ich 'rozwiązywanie' (skoro wg niej nie istnieją -to przecież logiczne smile), ani tym bardziej w czytanie tego wątku smile



Kolejny post po jednej ze stron naprawdę nic już w tym momencie nie wnosi do dyskusji.

Z tym się zgadzam, ale nie z tego samego powodu co Twój mańku zapewne.
Otóż posty wnoszą konfrontację różnych perspektyw, a ta, która wydaje się najbardziej 'właściwa'/prawdziwa (na dany moment oczywiście), to ta, która rezonuje i wydaje się być prawdziwa dla roberta. Niestety brakuje mu zaufania do siebie i wiary we własny osąd na tyle, by trzymać się konsekwentnie którejś z nich choćby do kolejnego zachodu słońca wink
I w tym rozumieniu faktycznie kolejne posty niewiele wnoszą.

610

Odp: Dziwny związek...

Witam
Uff ale sie rozpisaliscie...ok poczytam potem dokładnie..
Na necie jestem dzis pierwszy raz bo sie uspokioiłem na tyle ze w koncu moge napisać cokolwiek.
Może najpierw te inne wątki.....tak miałem lekką nerwicę...ale to przeszłosc wtedy moje zycie było naprawde ok,zadnych powodów a jednak cos tam strzeliło,temat dawno zamkniety a w innym watku opisałem swoje z tym doswiadczenia,ot moze komus sie przyda. Tyle zadnego drugiego dna.
Z tym serbem na noże..hmm moze to tak strasznie zabrzmiało w efekcie chyba takie nie było...to był 1997 rok jak pamieta stara miłosc dziewczyna,młode lata.Niewazne.

Teraz przechodzę do meritum....

Otóż czas który mnie tu nie było..spedziłem na odkryciu tzw. prawdy. Szkoda ze wczesniej tego nie zrobiłem....booszczedziłbym sobie domysłów a wam pisania.Nie wiem czy bedziecie zaskoczeni..ale ja uwierzcie byłem...spadłem z krzesła na podłoge bo nie mogłem w to uwierzyc.
Pare dni temu kumpel przy rozmowie powiedział mi..słuchaj szukasz i szukasz nie wiadomo czego...sparwdz ją po prostu,Wyeliminuj co mozesz i juz.

Pisaliscie owszystkim,były juz wpisy o niedopasowaniu,introwertzmie i kilku innych ,,powodach,,.

A ja po prostu wziołem do reki jej telefony...stare telefony,potem zwróciłem sie do operatorów sieci o bilingi.....i tresci sms.

Panie i panowie...spadłem z krzesła.. jak dostałem te info(jeszcze nie pełne),bo wciąz dochodzą nowe(2 operatórów sieci)
Pamietacie jak pisałem o akcjii z byłym w 2010 roku..pod koniec.....Ona z nim pisała non top do dnia dzisiejszego.....kazdego dnia kiedy sie przytulała mówiła mi ze nic nie ma,zadnych kontaktów ze to uciete juz dawno...okłamywała mnie cały czas od 2010 roku. Teraz sobie przypominam te akcje które brałem za dziwne...tak one miały powód....Tak samo akcja w knajpie...to nie było przypadkowe..wszystko było celowe i zaplanowane. Ma dosyć. Tyle lat rozkminy i starań a ona te uczucia po prostu kierowała do niego.
Rzuciłem jej przedwczoraj na stół niektóre tresci sms i bilingi......
Jej odpowiedz...to płacz i uwaga cytuje ,,ja juz nie chce z tobą być ponieważ ja cie nie zdradziłam,a nie wiedziałam ze potrafisz tak inwigilować moje prywatne życie,,
Oniemiałem.
Czuje starszny niesamowity zal ze tyle lat sie dopytywałem o co chodzi a ona nie umiała tego powiedziec...przez skóre czułem ze jest cos nie tak...ale nie umiałem znależć powodu....a powód był tuż pod nosem.
Najbardziej teraz boli jak jeszcze jakies pół roku temu popatrzała mi w oczy i powiedziała ze przysiega na smierc swoich dzieci ze nie zdradza i nie utrzymuje od tamtej pory zadnych kontaktów z exem.
A wystarczyło powiedziec o tym wtedy i spokojnie bysmy sie rozstali.
A ja jej choroby wymyslałem,frajer jestem i tyle.
pozdrawiam

611 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-18 17:27:11)

Odp: Dziwny związek...

Bardzo mi przykro robert. Kawał wyrachowanej suki..nic więcej. To matka Twoich dzieci, więc nie powinnam tak pisać, ale nie mam innych słów. Od początku jej nie lubiłam, wiedziałam że nie jest szczera z Tobą.

Dobrze, że to szambo wreszcie wybiło i mogłeś zobaczyć co jest na dnie i ciągle powoduje 'awarie'. Teraz będziesz powoli stawał na nogi będzie tylko lepiej.

A eksio.. Intuicja mnie nie pomyliła znowu - pisałam Ci o byciu "drugim wyborem", z rozsądku hmm

ściskam Cię


Ps.

,,ja juz nie chce z tobą być ponieważ ja cie nie zdradziłam,a nie wiedziałam ze potrafisz tak inwigilować moje prywatne życie,,

Niezłą kretynką trzeba być, żeby jako argument przeciwko partnerowi wysnuwać fakt, że dowiedział się o jej 'podwójnym życiu', bo trzeba nazywać rzeczy po imieniu.

612

Odp: Dziwny związek...

Trzymaj sie Robert.

Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn. Ty już wiesz.

613

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

/.../

Podczytuję ten wątek od początku. Robert, bądź łaskaw przeczytać wpis #11 -  Excop'a

614

Odp: Dziwny związek...

Robert,
Współczuję.

Jak to mawiał Sherlock Holmes: Jeśli wyeliminowałeś już to, co niemożliwe, wtedy to, co pozostaje, choćby było nieprawdopodobne, musi być prawdą.

615

Odp: Dziwny związek...

bylem pewny ze jest to grajaca aktorka, ktorej wygodnie jest udawac
przykra sprawa ale dobrze ze wyszla
sam odczuwam scisk w sercu jak o tym slysze bo to bardzo perfidne
zero skrupuluw ta kobieta ma zeby tak klamac
i zawsze niewinna!!!

616

Odp: Dziwny związek...

Niestety, takie aktorki mają szczęście do porządnych facetów.

Ciekawa jestem jak to widzą osoby, które najmocniej optowały za robieniem z autora wariata, z którym jego dziewczyna wytrzymywała, tylko dzięki swojej wspaniałomyślności i cierpliwości godnej M. Teresy, po prostu anioł nie kobieta wink

617

Odp: Dziwny związek...

Ja pierniczę. Współczuję Robert sad Ty uwierzyłeś i wielu z nas za Tobą, że jednak ten ktoś trzeci odpada.

Elle zwracam honor, jednak miałaś "dobrego nosa"... .

Wydawało mi się, że po prostu problem leży w braku komunikacji. Teraz rozumiem dlaczego unikała wszystkich terapii, bo zwyczajnie na nich kłamała i kłamałaby teraz.

Wydaje się, że nawet rady ET, prysnęły jak napompowany balonik sad

Jej tłumaczenia są po prostu ciosem niżej pasa. Wydawało by się, że kobiety bardziej rozumieją czym jest zdrada emocjonalna, jednak w tym wypadku jest zupełnie co innego - ale co ma winny robić. Zresztą kto wie czy jednak nie był czegoś więcej? W ogóle nie rozumiem jakie może być życie prywatne w jakimkolwiek - poważnym związku - takie jak w przypadku (jeszcze ?) partnerki Roberta. Absolutnie rozumiem, że każdy powinien mieć swój kąt, swój czas i wolno oddychać, ale w danej sytuacje granice emocjonalne zostały za bardzo przekroczone.

Robert jak byś jeszcze poszperałbyś w jej kompie, jestem pewien, że jeszcze więcej dowodów zalazłbyś dla siebie. Niestety sad

618 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-18 21:17:25)

Odp: Dziwny związek...

Powiem wam ze w ten dzien co sie o tym dowiedziałem....ryczałem na podłodze jak bóbr 2 godziny....czułem jakby ktos wyjął mi serce i rozjebał młotkiem na tysiac kawałków...pierwszy raz w zyciu czułem taki ból...nie życzę niekomu.
Teraz wiem dlaczego byłem non stop ocos przez nia obwiniany....cokolwiek robiłem kazdy najmniejszy błąd był dla niej powodem do fochów,do nierozmawiania,do ucieczki .
Powiem wam ze ja czułem to przez skóre cały czas,to sie strasznie mocno czuje jak sie kocha...
Ja poznałem inną dziewczyne a po latach ona juz nie jest tą samą osobą.
Najgorsze jest to ze ja straciłem tym samym nadzieje na to zeby rodzina była cała...moje dzieci..Boże one to wszystko bedą musiały przyjąć...mam dość.
Nigdy zaden kolega,nawet wróg nie zrobił mi czegos takiego...
Powiedzcie jak mozna wytrzymac 4 lata i kłamac w oczy? Jak to jest mozliwe?
Ja tego nie ogarniam.

Co do dowodów ona wszytko kasowała,natychmiast i z miejsca.Ale...ja jestem zbyt inteligentny by tego nie odzyskac choc w czesci. Na ten czas mam smsy i kilka bilingów...
Sam kontakt utrzymywany cały czas nawet bez tresci...jest juz dla mnie tragedią,bo ona zwyczajnie przysiegała ze ten kontakt definitywnie ucieła.

Ona na drugi dzień przyjechała do mnie i padła na kolana przysiegając ze nie zdradziła mnie ze tylko pisała z nim o bzdurach...i ze mnie kocha nad zycie.....chyba rozumiecie co w tej sytuacjii znaczą takie słowa. Przeciez ja tej kobiecie już nie potrafiłbym absolutnie zaufac w najmniejszej błachej sprawie.
Ona sie kaja ze tam nic nie ma....rzeczywiscie otworzyła sie zaczeła płakac i przyznała sie do tej sytuacjii z knajpą...ze to nie przypadek..ze sama do niego smsowała zeby przyszedł...on nie mógł a ona nagabywała i przyszedł na godzinke...byli z kolezanką którą znam,wiem ze tam sie nic nie wydarzyło bo siedzieli w trójke przy stoliku cały czas...ale co było dalej przez  4 lata - nie wiem.
Dla mnei to zabójstwo emocjonalne,zniszczyła wszystko co było  dobre.
pozdrawiam

619

Odp: Dziwny związek...

Teraz rozumiem dlaczego unikała wszystkich terapii, bo zwyczajnie na nich kłamała i kłamałaby teraz.

Dokładnie, to jest powód dla którego unikała też jakiejkolwiek konstruktywnej rozmowy, bo wiedziała, że nie jest w stanie zaproponować niczego, czego będzie przestrzegać, bo myślami i emocjonalnie w żadnej 'obietnicy' by jej nie było. Była z eksiem.

Bardzo dobrze znam ten sposób "komunikacji", gdy na najprostsze pytania i szybkie rozwiązania problemu uzyskujesz dziwnie skomplikowane odpowiedzi i nagle okazuje się, że najbanalniejszy problem urasta do rangi katastrofy komunikacyjnej - wszystko przez to, że druga strona unika jednoznacznych odpowiedzi.

Szkoda, że tyle to trwało.
Ale na wyrzuty sumienia czy jakąkolwiek refleksje n/t tego, że zniszczyła życie komuś bliskiemu bym nie liczyła - patrz wątek krotki.

620 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-18 21:42:28)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Powiem wam ze w ten dzien co sie o tym dowiedziałem....ryczałem na podłodze jak bóbr 2 godziny....czułem jakby ktos wyjął mi serce i rozjebał młotkiem na tysiac kawałków...pierwszy raz w zyciu czułem taki ból...nie życzę niekomu.
Teraz wiem dlaczego byłem non stop ocos przez nia obwiniany....cokolwiek robiłem kazdy najmniejszy błąd był dla niej powodem do fochów,do nierozmawiania,do ucieczki .
Powiem wam ze ja czułem to przez skóre cały czas,to sie strasznie mocno czuje jak sie kocha...
Ja poznałem inną dziewczyne a po latach ona juz nie jest tą samą osobą.
Najgorsze jest to ze ja straciłem tym samym nadzieje na to zeby rodzina była cała...moje dzieci..Boże one to wszystko bedą musiały przyjąć...mam dość.
Nigdy zaden kolega,nawet wróg nie zrobił mi czegos takiego...
Powiedzcie jak mozna wytrzymac 4 lata i kłamac w oczy? Jak to jest mozliwe?
Ja tego nie ogarniam.

Robert,
Doskonale wiem, co teraz czujesz.
Ale uwierz mi, to minie - z czasem będzie lepiej wink
Nie podejmuj teraz żadnych decyzji, najlepiej wyjedź gdzieś albo porozmawiaj z kimś zaufanym.

Ja nie jestem w stanie zrozumieć, jak zdradzający są w stanie prowadzić przez dłuższy czas podwójne życie. Przyjęłam, że brakuje im wyobraźni i empatii.

Strasznie mi przykro. Trzymaj się!

EDIT: Nie bierz żadnych prochów - da się TO przetrwać bez otumaniaczy

621

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

ja jestem zbyt inteligentny

i dlatego woli tamtego, a ty jestes łożnikiem rodziny dzieciorobem

pamietacie pisał tu taki nick "chwilacos"
pisał że ona odbębnia przy nim role społęczną i oszukuje w imie bycia z kimkolwiek

miał tez racje

622

Odp: Dziwny związek...

Elle Robert wszystko nam przekazał w ten sposób, że jest spokojny za swoją partnerkę. Moim błędem było to, że interpretowałem Twoje posty w ten sposób, że widzisz w niej dosłownie swojego byłego exia - gdzie Ty pisałaś o konkretnych zachowaniach, co nie musiało równać się podobieństwem charakteru czy osoby. Byłaś w tej sytuacji mądrzejsza, bo roztarłaś się z nim i z czasem wyszło wiele na górę - zdrady, inne zachowania, i wtedy dostrzegłaś elementy, które Ci o tym mówiły.

Uwierz mi ja nie toleruję zdrady, bo związek to jest jak umowa, przenosząc na język materialny, z wykluczeniami o których wspomniałem we wcześniejszym poście, ale nie łamiących tej umowy. Gdyby Robert na początku napisałby, że są symptomy, wierz mi, że sam bym go podpychał do dokładnego sprawdzenia. Ja bym na jego miejscu walnąłbym porządnie pięścią o stół i zaczął dbać o siebie oraz dzieci. Bo niestety mnie brzydziłoby już [....] .

Szkoda Elle, że los dla Roberta nie był tak łaskawy jak dla Ciebie sad

Robert jutro jest poniedziałek i masz udać się do pierwszego dobrego psychiatry, sam z tego nie wybrniesz - sorry. Wziąć zdrowotne-urlop i myśleć już nad konkretnym rozwiązaniem. Jak się w miarę pozbierasz porozmawiaj z psychologiem dziecięcym, żeby jak najmniej zadać traumy Twoim dzieciom. Twoje dzieciaki ojca nie straciły!

623

Odp: Dziwny związek...

Robert współczuje , ale to naprawdę może być nowa droga dla ciebie.
Życzę ci byś uwierzył.
Maniek , elle ma jakoś dobrze wyregulowany odbiornik do odbioru nawet nie częstotliwości myśli, a jeszcze lepiej pewnych emocji, lub widzi jakieś wzory i widzi ich sens, rzadko się myli_ w tym wątku myślałem że się przestrzeliła, a tu jeśli to prawda =proszę bardzo.
czy komuś zniszczyła życie?
Było jak było i ...już było ,teraz ważne by żyć dalej i nie nigdy nie odwrócić się w tył, a to jest naprawdę nie łatwe

624

Odp: Dziwny związek...

Szkoda Elle, że los dla Roberta nie był tak łaskawy jak dla Ciebie sad

Nie wiem czy los był dla mnie łaskawy wink Nie wiesz też jak przeżyłam informacje, które spadały na mnie i momentami przyciskały do ziemi.
Może o tyle był "łaskawy", że stało się to w momencie gdzie nie było dzieci, rodziny, ale na to oboje akurat nie byliśmy chętni.
Natomiast sprawa rozbijała się o moją 'opieszałość decyzyjną' jak u roberta i szukanie usprawiedliwień, obwinianie się - wszystko by tę farsę ciągnąc i nie być sama.
Ale przyszedł moment, że poczułam, że wolę najgorsza prawdę niż życie w takim zawieszeniu uczuciowym  i postawiłam wszystko na 1 kartę. ale odpowiedzi i tak nie dostałam smile Nie od tego tchórza. Czas i tzw. "zbiegi okoliczności". Mniejsza.
Chcę tylko powiedzieć, że czasem wystarczy podjąć decyzję i zagrać w otwarte karty i SŁUCHAĆ odpowiedzi. Ale słuchać bez przepuszczania przez filtr usprawiedliwień w głowie.
To się zawsze czuje.. robert też od początku wyraźnie to 'wiedział', tylko to była wiedza intuicyjna, której cholernie nie doceniamy.

A co do konieczności korzystania z psychiatry..Spokojnie można dać sobie radę samemu.
Ja dowiedziałam się o rzeczach, które trudno nawet opowiedzieć komuś bliskiemu, ba -przyznać się samej przed sobą, że się z kimś takim próbowało tworzyć związek ale krok po kroku sama sobie pomogłam najlepiej.
Mówię to po to żeby robert wiedział, że da się stanąć na nogi i być nawet szczęśliwszym niż wcześniej smile

625

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:

Nie bierz żadnych prochów - da się TO przetrwać bez otumaniaczy

Do tego powinien być dobry specjalista, do tego nie wszystkie prochy są otumaniaczam. Wręcz odwrotnie po części tłumiące emocje jak te pozytywne i negatywne, że człowiek zaczyna myśleć bardziej racjonalnie smile No chyba, że mówisz o doraźnych lekach?

626

Odp: Dziwny związek...

Elle właśnie dlatego napisałem, że był łaskawszy los do Ciebie,nie wchodząc w szczegóły Twojego ex związku. Zgadzam się z Tobą, że proste drogi są najlepsze jak to mówi chińskie przysłowie - we wszystkich relacjach ludzkich.

Nie każda osoba jest mocna, tak jak Wy (Elle i Przyszłość), że są same w stanie rozkminić sytuację. Gdyby tak było nie byłoby psychiatii. Pomoc farmakologiczna w takich sytuacjach jest taka sama jak lek przeciw grypie.

627 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-18 22:14:44)

Odp: Dziwny związek...

Tu nie chodzi o siłę, co o świadomość, że tabletki tylko odwlekają w czasie żałobę i przerabianie trudnych emocji, które spychają wgłąb podświadomości.
Jak je odstawisz - emocje, które nie znalazły ujścia, wrócą ze zdwojona siłą.

Wniosek? Trzeba wejść do "Jaskini lwa" wink, a po paru krokach okazuje się, że wcale nie jest tak strasznie.

628

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Tu nie chodzi o siłę, co o świadomość, że tabletki tylko odwlekają w czasie żałobę i przerabianie trudnych emocji, które spychają wgłąb podświadomości.
Jak je odstawisz - wrócą ze zdwojona siłą.

Wniosek? Trzeba wejść do "Jaskini lwa" wink, a po paru krokach okazuje się, że wcale nie jest tak strasznie.

Nie prawda, mylisz się. Mówię z autopsji smile Ale masz prawo, skoro nie brałaś. Dla mnie psychiatra zaproponowała swojego czasu, "może spróbujemy najpierw coś na sen" (taki zwykły lek bez recepty z apteki- bo dobry sen jest najważniejszy w zdrowiu psychologicznym), czy od razu lek (filtr serotoniny wstecznej) - wiedziałem po co przyszedłem i wybrałem od razu to drugie. Uczucia takie (u mnie, bo u innej osoby mogą być inne) spadek emocji - tych negatywnych i pozytywnych, takie bliskie zero - bardzie racjonalne ale wcale nie znaczy, że bez emocji. smile Uwierz mi uczucia przy tym nie spadają big_smile

629

Odp: Dziwny związek...

Ok. Ale co było po odstawieniu leków?

Ja nie mowię, że mój sposób jest Jedyną Słuszna Drogą dla wszystkich, tylko, że można samemu.

Bo w tym wszystkim chodzi o to by nie zatracać się w emocjach i myślach, by nie zapętlać się w ich spirali, a będzie to przejażdżka, przy której rollercoaster to małe miki wink

I jeśli potrafisz na tyle zaufać sobie, by przekonać siebie, że to co dzieje się w Twojej głowie to nie jesteś Ty, tylko historia i interpretacje emocji, którą Twój przebodźcowany mózg Ci opowiada, to jesteś 'w domu'.
Identycznie działają tabletki - "oddzielają" Cię od emocji i natrętnych myśli, na zasadzie szyby.

Bez tabletek jest trudniej i łatwiej zarazem, bo mając dostęp do skrajnych emocji możesz jednocześnie w nie wejść i dzięki temu je u źródła przepracować. Dlatego ja osobiście preferuję tę sposób, ale nie upieram się wink

630

Odp: Dziwny związek...
Rockfor napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Tu nie chodzi o siłę, co o świadomość, że tabletki tylko odwlekają w czasie żałobę i przerabianie trudnych emocji, które spychają wgłąb podświadomości.
Jak je odstawisz - wrócą ze zdwojona siłą.

Wniosek? Trzeba wejść do "Jaskini lwa" wink, a po paru krokach okazuje się, że wcale nie jest tak strasznie.

Nie prawda, mylisz się. Mówię z autopsji smile Ale masz prawo, skoro nie brałaś. Dla mnie psychiatra zaproponowała swojego czasu, "może spróbujemy najpierw coś na sen" (taki zwykły lek bez recepty z apteki- bo dobry sen jest najważniejszy w zdrowiu psychologicznym), czy od razu lek (filtr serotoniny wstecznej) - wiedziałem po co przyszedłem i wybrałem od razu to drugie. Uczucia takie (u mnie, bo u innej osoby mogą być inne) spadek emocji - tych negatywnych i pozytywnych, takie bliskie zero - bardzie racjonalne ale wcale nie znaczy, że bez emocji. smile Uwierz mi uczucia przy tym nie spadają big_smile

EDIT:

Dodam, że takie laki jak Parogen, Seroxat, Paroksetin (wszystkie z tej samej kategorii) są też przypisywane facetom, którzy mają przedwczesny wytrysk. Więc jakoś tłumaczy to, że tych normalnych emocji, te osoby nie tracą big_smile

Mój znajmy jak miał problemy z nerwem w kręgosłupie dostał lek (antydepresant) z kategorii "C" - nie wiem jaki to jest. Co też jakby potwierdza, że nie są tak groźne jak Wam wydają się.

631 Ostatnio edytowany przez Rockfor (2015-01-18 22:43:28)

Odp: Dziwny związek...

Elle poczytaj o spadku serotoniny w organizmie człowieka. A jak było po odstawieniu? Jest okey big_smile I to nie jest wcale oddzieleniem emocji big_smile Może temat ten wgłębi Ciebie w inne poznanie od inne strony? bo interesujesz się psychologią. Takie lekki z rodzaju "filtr serotoniny wstecznej" są lekkim działem i nie powodują z człowieka "ZOMBI" big_smile

EDIT:

I pomaga to szybciej-racjonalniej myśleć nad rozwiązaniem. Uwierz mi, cały czas będąc normalnym człowiekiem.


Ale nie stawiajmy Roberta w diagnozie, niech on sam się przejedzie do psychiatry i sam wybierze czy zgadza się na jego rozwiązanie. To nie boli smile

632

Odp: Dziwny związek...

Ok, poczytam o tym, choć czytanie "na sucho" nie zastąpi odczuć z pierwszej ręki. Więc pozostaje zdac się na Twoja opinię, nie mam powodu by Ci nie wierzyć.

Małe dementi: Ja naprawdę nie siedzę w psychologii zbytnio. Interesuję się duchowością w szerokim ujęciu tego słowa, a więc pojawiają się tu chcąc nie chcą elem. , a raczej określenia wspólne dla tych dwóch dziedzin, jak np. podświadomość, itp. Co nie zmienia faktu, że psychologia stanowi jedynie skrawek w szerszym oglądzie sprawy, który zawsze staram się mieć wink

633 Ostatnio edytowany przez kev87 (2015-01-18 22:51:15)

Odp: Dziwny związek...

Robert, może kiepskie to jest pocieszenie, ale przynajmniej znasz prawdę. A to jest cholernie ważne! U mnie była nieco mniej poważna sytuacja, bo w grę nie wchodziły dzieci, ale swój w miarę dobry stan dzisiaj zawdzięczam w sporej mierze temu, że przeczytałem to i owo. Gdy znasz prawdę kończą się domysły. Wcześniej też byłem mamiony, i też było unikanie szczerej, konstruktywnej rozmowy. Czasem tylko słyszałem puste "przepraszam". Wiesz co jest najlepsze? Gdy pytałem za co właściwie przeprasza, to ona nie była mi w stanie udzielić żadnej odpowiedzi. To są tchórzliwe i podłe persony. Pomyśleć, że były czasy, gdy uważaliśmy je za nasze aniołki...

Bardzo Ci współczuję, bo wiem co musiałeś przeżyć dowiadując się o tym wszystkim. Ja czułem, jakby ściany się skurczyły i przeobraziłem się w jakieś zombie. Byłem cieniem samego siebie. Tylko, że taki "strzał" trwa stosunkowo krótko, a po nim można już jakoś się odbudowywać. Ciężka, cholernie ciężka praca, ale da się. U mnie na przykład, mimo upływu kilku miesięcy, wciąż zdarzają się sny o eks. Takie, po których budzę się kiepskim nastawieniem, lekko przybity od środka. Poza tym jednak czuje się dobrze i mam nadzieję, że Ty także się odbudujesz.

Trzymam mocno kciuki za Ciebie i Twoje dzieci!


EDIT/// A co do psychologów - dla mnie całkiem dobrym psychologiem było to forum, i ja sam. Co prawda nieprzyjemne to było odkrycie, ile skurwysyństwa jest na świecie. Z drugiej strony - dzięki temu można być ostrożniejszym w  przyszłości, więcej analizować.

Co do prochów to u mnie szedł od czasu do czasu valerin tylko, o ile można to nazwać prochem.

634

Odp: Dziwny związek...

Elle właśnie w ten sposób to odebrałem, że nie zachowujesz się jak zawodowy psycholog, lecz po prostu ciekawisz się tą literaturą fachową. Nie uwierzę, że często tak książka trafia do Ciebie w ręce smile

Też sobie lubię poczytać z szeroko rozumianej psychologii ale to na co mi humor i chęci pozwalają big_smile - a tu jest dużo dyscyplin, na duchowość jeszcze nie trafiłem smile

635

Odp: Dziwny związek...

Elle właśnie w ten sposób to odebrałem, że nie zachowujesz się jak zawodowy psycholog, lecz po prostu ciekawisz się tą literaturą fachową. Nie uwierzę, że często tak książka trafia do Ciebie w ręce smile

Bardzo mało fachowej literatury akurat z psychologii prześlizgnęło mi się przez ręce. A to dlatego, że w pewnym momencie zrozumiałam, że psychiki ludzkiej nie da się ogarnąć tylko z jednej perspektywy, a psychologia -zwłaszcza w ujęciu klasycznym - lubi jednak te wszystkie tabelki i proste, niemal zahaczające o statystykę wyjaśnienia zachowań i zależności. Ja tego nie kupuje do końca, potrzebowałam czegoś znacznie więcej - stąd duchowość. Tu znalazłam większość odpowiedzi ..i spokój smile
Ale to nie temat na ten wątek.


robert dawaj znać co jest grane

636

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Elle właśnie w ten sposób to odebrałem, że nie zachowujesz się jak zawodowy psycholog, lecz po prostu ciekawisz się tą literaturą fachową. Nie uwierzę, że często tak książka trafia do Ciebie w ręce smile

Bardzo mało fachowej literatury akurat z psychologii prześlizgnęło mi się przez ręce. A to dlatego, że w pewnym momencie zrozumiałam, że psychiki ludzkiej nie da się ogarnąć tylko z jednej perspektywy, a psychologia -zwłaszcza w ujęciu klasycznym - lubi jednak te wszystkie tabelki i proste, niemal zahaczające o statystykę wyjaśnienia zachowań i zależności. Ja tego nie kupuje do końca, potrzebowałam czegoś znacznie więcej - stąd duchowość. Tu znalazłam większość odpowiedzi ..i spokój smile
Ale to nie temat na ten wątek.


robert dawaj znać co jest grane

Każda metoda jest dobra, jeżeli prowadzi jak powiedziałaś spokój.

Dobranoc u mnie już +1h.

637 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-19 02:30:38)

Odp: Dziwny związek...

Nie spodziewałam się takiego scenariusza.

Przykro mi, Robercie.

Powstaniesz. Każdą kryształową kropelką nowego dnia wypłuczesz to, co dzisiaj jest bólem nie do opisania.

Dwukrotnie straciłam Wielką Miłość mojego życia i powstawałam ze zgliszczy. W obu przypadkach stwierdzono depresję. Choć ja, dziś nazywam to raczej przejmującym smutkiem, głębokim załamaniem. W obu przypadkach powrót "do siebie" zajął mi około osiemnastu miesięcy. Przepisane przez lekarza tabletki leżą na stoliku nocnym. Nigdy ich nie użyłam.

- - -
Proszę, wytłumaczcie mi, jak to jest możliwe, aby kobieta będąca mamą trójki małych dzieci, osobą pracującą, zajmującą się domem znajdowała jeszcze czas i sposobność do zdrady?

638

Odp: Dziwny związek...
Rockfor napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Nie bierz żadnych prochów - da się TO przetrwać bez otumaniaczy

Do tego powinien być dobry specjalista, do tego nie wszystkie prochy są otumaniaczam. Wręcz odwrotnie po części tłumiące emocje jak te pozytywne i negatywne, że człowiek zaczyna myśleć bardziej racjonalnie smile No chyba, że mówisz o doraźnych lekach?

Jestem w ogóle sceptycznie nastawiona do środków farmakologicznych.
A takie, które działają na postrzeganie i "tłumią" emocje napawają mnie lękiem.
Wobec powyższego nawet nie rozpatrywałam możliwości wspomagania się specyfikami farmakoligicznymi.
I nie żałuję smile

639

Odp: Dziwny związek...

Proszę, wytłumaczcie mi, jak to jest możliwe, aby kobieta będąca mamą trójki małych dzieci, osobą pracującą, zajmującą się domem znajdowała jeszcze czas i sposobność do zdrady?

To jest możliwe, gdy:

-  zostajesz matką dzieci tego, który miał pomóc zapomnieć (rozum) o tym, którego pierwotnie wybrałaś na ojca (serce)

- albo gdy założyłaś rodzinę, bo nie wierzyłaś, że spotkasz kogoś, kto "zawróci Ci w głowie", więc 'lepszy wróbel w garści', a potem go poznajesz (historia kroteczki)

Rozum vs. Serce  - klasyczny scenariusz.

640

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Proszę, wytłumaczcie mi, jak to jest możliwe, aby kobieta będąca mamą trójki małych dzieci, osobą pracującą, zajmującą się domem znajdowała jeszcze czas i sposobność do zdrady?

To jest możliwe, gdy:

-  zostajesz matką dzieci tego, który miał pomóc zapomnieć (rozum) o tym, którego pierwotnie wybrałaś na ojca (serce)

- albo gdy założyłaś rodzinę, bo nie wierzyłaś, że spotkasz kogoś, kto "zawróci Ci w głowie", więc 'lepszy wróbel w garści', a potem go poznajesz (historia kroteczki)

Rozum vs. Serce  - klasyczny scenariusz.

Dzięki Elle, to akurat rozumiem, ale tak technicznie, skąd brała na to czas? W jaki sposób udawało jej się maskować ten romans?

641 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-19 02:38:42)

Odp: Dziwny związek...

Z tego co napisał robert i jak ja to zrozumiałam to ona go zdradzała gł. emocjonalnie, czyli smski, stały kontakt via nowe media.
Ale mając odrobinę wiedzy n/t z autopsji, mogę Cię zapewnić, że bez problemu da się znaleźć czas i na głasku-głasku już fizycznie - w szczególności jeżeli partner Ci ufa i nie ogranicza Cię, a nawet jak ogranicza to z przekory czystej, tym szybciej ten czas i sposób znajdziesz smile

To naprawdę nie jest taki problem jak by się mogło wydawać - ten cały techniczny aspekt.
W dobie komórek i internetów wystarczy 1 wiadomość i już jesteś skontaktowana i umówiona, hej! big_smile

642

Odp: Dziwny związek...

To było bardzo pouczające przeżycie :-) Chyba zostanę na tym forum dłużej niż planowałem.

643 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-19 09:33:40)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Z tego co napisał robert i jak ja to zrozumiałam to ona go zdradzała gł. emocjonalnie, czyli smski, stały kontakt via nowe media.
Ale mając odrobinę wiedzy n/t z autopsji, mogę Cię zapewnić, że bez problemu da się znaleźć czas i na głasku-głasku już fizycznie - w szczególności jeżeli partner Ci ufa i nie ogranicza Cię, a nawet jak ogranicza to z przekory czystej, tym szybciej ten czas i sposób znajdziesz smile

To naprawdę nie jest taki problem jak by się mogło wydawać - ten cały techniczny aspekt.
W dobie komórek i internetów wystarczy 1 wiadomość i już jesteś skontaktowana i umówiona, hej! big_smile

W moim czerepie rubasznym to się nie mieści...

Trzeba być mistrzynią świata w logistyce i czerpać niewysłowioną przyjemność z "szybkich numerków".

644

Odp: Dziwny związek...

W moim czerepie rubasznym mi się to nie mieści..

Bo nie wierzysz w ludzi big_smile:D:D (sorry, o tej porze włącza mi się ang. humor)

645

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

W moim czerepie rubasznym mi się to nie mieści..

Bo nie wierzysz w ludzi big_smile:D:D (sorry, o tej porze włącza mi się ang. humor)

Czy z tej "wiary" ma się narodzić litania do WhatsApp'a czy do opcji "Swojaki"? ;-)))

646

Odp: Dziwny związek...

Czy z tej "wiary" ma się narodzić litania do WhatsApp'a czy do opcji "Swojaki"? ;-)))

Ja tam wierzę w dziewczynę roberta i obstawiam, że miała stałe łącze - w starym romantycznym stylu - od serca do serca (eks oczywizda) 24/24 365/365  wink

A tak serio mówiąc to mam nadzieję, że robert nie będzie się poniżał wchodząc w dalsze dyskusje z nią, choć znając go od tej strony..właśnie to robi hmm

647

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Ja tam wierzę w dziewczynę roberta i obstawiam, że miała stałe łącze - w starym romantycznym stylu - od serca do serca (eks oczywizda) 24/24 365/365  wink

Elle, masz rację... Przy opcji "Swojaki" zakodowany jest obok numeru telefonu symbol serduszka... Telekomunikacja jest zatem współwinnym małżeńskich problemów... Powinna zostać zobligowana do wypłacania odszkodowań ;-)


Elle88 napisał/a:

A tak serio mówiąc to mam nadzieję, że robert nie będzie się poniżał wchodząc w dalsze dyskusje z nią, choć znając go od tej strony..właśnie to robi hmm

Będąc na miejscu Roberta, postąpiłabym chyba jak mężczyźni w dawnych czasach - oddaliłabym się na pustynię...

648 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-19 03:14:14)

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:

To było bardzo pouczające przeżycie :-) Chyba zostanę na tym forum dłużej niż planowałem.

Jeśli chodzi o mnie, to uważam, że to wspaniała wiadomość ;-)))

A jak będziesz zmieniał forum na wędkarskie lub miłośników nosorożca czarnego z Zimbabwe - daj znać, proszę. Chętnie Cię tam odwiedzę :-)))

649 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-19 03:22:11)

Odp: Dziwny związek...

Będąc na miejscu Roberta, postąpiłabym chyba jak mężczyźni w dawnych czasach - oddaliłabym się na pustynię...

Nie no, dlaczego to brzmi trochę jakby miał teraz prowadzić żywot samotnego wilka wink
Ja mam nadzieję, że on ja jak najszybciej zostawi i zajmie się wreszcie sobą, w tym dobrym znaczeniu - czyli jakieś hobby, może podróże, nowi ludzie - w ramach higieny psychicznej, a trochę oderwania się poprzez nowe doświadczenia nieskalane wspomnieniami, chociaż te na pewno będą gdzieś z tyłu głowy.

A babsko niech nie utrudnia kontaktów z dziećmi i broczy dalej z tęsknoty za kochasiem, dla którego to ona była i zawsze będzie tylko drugim wyborem. Są siebie warci i trzeba im pozwolić się odnaleźć w końcu, już bez przeszkód smile

650

Odp: Dziwny związek...
aurora borealis napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

To było bardzo pouczające przeżycie :-) Chyba zostanę na tym forum dłużej niż planowałem.

Jeśli chodzi o mnie, to uważam, że to wspaniała wiadomość ;-)))

To konieczność. Ja ewidentnie nie potrafię sobie wyobrazić jak funkcjonuje kłamca. Było oczywiste, że woli tamtego, ale to, że na tak monstrualną skalę oszukuje Roberta.....  W jakim matriksie ja żyję, że nie brałem tego pod uwagę. To jest potencjalnie niebezpieczne. Ja pi*******.

Posty [ 586 do 650 z 928 ]

Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026